Aruna

Great Creators
  • Ilość dodanej zawartości

    9364
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Aruna

  • Ranga
    Fallen Angel
  • Urodziny 06.11.1987

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Female
  • Location Sin City - Katowice

Ostatnie wizyty

8348 wyświetleń profilu
  1. Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian Kraris odczuła ulgę, gdy Nightwing ogłosił, że przejmie dowodzenie. Nie była to ulga całkowita, bo nadal nieznany był los Spectralweb, a i zachowanie Glaze dalekie było od tego, czego pragnęła kosmitka. Najwyraźniej jednak spełnianie jej życzeń nie leżało ostatnio w gestii lub mocy tej planety. Emerald Guardian nie pokazywała zbyt wielu uczuć. Tak było i tym razem. Jedynie oszczędne zmarszczenie brwi świadczyło o tym, że przejmuje się losem zaginionej przywódczyni. Większość odczuć Kraris pozostało ukryte. Podobnie jak jej myśli. A ponieważ kosmitka znała tylko jeden sposób na rozładowanie kotłujących się we wnętrzu emocji, zamierzała z niego skorzystać. Było już dobrze po dziewiątej wieczór, gdy pojawiła się na sali treningowej. Krótkie sportowe szorty i koszulka na ramiączkach były strojem treningowym, na który pozwalała sobie głównie wtedy, gdy wiedziała, że będzie sama. Jak teraz. Przeliczyła się. [Lekki socjal. Można czytać spoiler, ale nie ma w nim żadnych istotnych informacji z punktu widzenia kogokolwiek. Ew. trochę o rasie Kraris.]
  2. Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian - To nie była nasza pierwsza misja – sprostowała Kraris w odpowiedzi na pytanie Ady. – Ale z określonych powodów głośno o niej mówiono. Wspomnienie Terror Titans zdawało się nadal wisieć nad grupą młodych bohaterów. W końcu to ich istnienie stało się podobno motywacją dla złoczyńców. Nie mogli tego uniknąć, ale to nie oznaczało, że każde z nich przeszło nad tym do porządku dziennego. - To ostatnia osoba, na którą czekałeś… czekamy? – poprawiła się Kraris, zerkając na Dicka.
  3. - Musimy zmienić naszą umowę. Steve nie tracił czasu. Od razu po zakończeniu rozmowy z Cleo, skierował swe kroki do miejsca, w którym zazwyczaj rzadko bywał: do laboratorium. Zmieniło się to jednak, odkąd zamknięto w nim naukowca porwanego z ośrodka w Luizjanie. - To zły pomysł teraz o tym rozmawiać – odparł naukowiec. - Lekarstwo… Nie wystarczy mi jedna dawka. Potrzebuję znacznie więcej. - Cały świat go potrzebuje – prychnął kpiąco doktor. – Ale jeśli to zrobimy, poniesiemy konsekwencje. Może Legion się mylił, może ta jego osobowość to wierutny kłamca, ale nie zaryzykuję zniszczenia świata dla jednej kobiety. Nawet jeśli to wybranka osławionego Kapitana Ameryki - dodał kpiąco. Sytuacja w salonie robiła się coraz bardziej napięta. Legion był mocno niestabilny, a brak wdzięczności, na którą najwyraźniej liczył, nie wpływał zbyt dobrze na tego młodego mężczyznę. Podobnie jak odejście Petra, z którego twarzy dało się wyczytać wystarczająco wiele. Abe raz jeszcze wziął na siebie ciężar przywrócenia spokoju. Nie był w tym osamotniony. Wsparcie nie nadeszło jednak ze strony Jamesa, który wyrzucił z siebie to, co ciążyło mu na duszy. Okazało się, że było tego całkiem sporo. - Hej, spokojnie napaleńcu – rzuciła Jo, usiłując rozładować atmosferę, a może nawet pocieszyć swojego towarzysza. – Może zaczniemy od tego, że wszyscy się uspokoimy – kontynuowała, patrząc na Legiona. – Zaczyna mnie już od tego boleć głowa. Charles i Betsy wymienili porozumiewawcze spojrzenia. - Skończyłeś herbatę. Rzadko głos Betsy brzmiał równie łagodnie jak teraz, gdy kierowała te słowa do Legiona. - Chcesz się jeszcze czegoś napić? Mężczyzna wydawał się zdezorientowany podobną zmianą tematu, podobnie jak pytaniem Psylocke. A gdy kobieta zaczęła wstawać, chyba dość automatycznie podążył jej śladem. Odprowadzały ich spojrzenia pozostałych mutantów. - Charles? – Hank odczekał jeszcze kilka chwil, nim zwrócił się do profesora. - Musicie coś wiedzieć na temat Legiona. Jest bardzo niestabilny emocjonalnie. - To już zauważyliśmy – odparł spokojnie Hank. – Chodzi o coś jeszcze. - Odkąd pojawił się w Instytucie rozmawiałem już z Compass Rose, Susan i mutantem nazywającym siebie Zubar. Każde z nich miało inną mutację. I każde z nich było Legionem.
  4. Jedi - spoko. Po prostu wyszła różnica w wyobrażeniach. My w sumie kojarzymy mamuśkę tylko z jednej formy teleportacji, czyli właśnie portali. Bo pamiętaj, że to jednak portale do innego świata, a z tamtego znowu na Ziemię czy w inne dowolne miejsce. Wzmianka o tym pojawia się chyba w każdym opisie jej mocy.
  5. Oczywiście, podczas zgaszenia światła wyszło to, jak słabe są osoby, które dzięki duchom zwierząt mogą pokierować silniejszymi postaciami. Evey nigdy by nie uwolniła Chrono, gdyby nie pomoc Billy'ego... Może też dodam jeden istotny fakt dla tych, którzy do tej pory u mnie nie grali: jestem MG, u którego nie wygrywają/przeżywają najsilniejsze postacie, ale myślący gracze. Bo i na Hulka znajdzie się ktoś wystarczająco silny.
  6. A mogłeś go nie prowokować... @Gatzky i cała reszta - kochani moi, w momencie gdy przyjmowaliśmy postacie i gdy debatowaliśmy nad ograniczeniami co do mocy, dla każdego tworzyliśmy plan rozwoju. Dla jednych jest on bardziej ambitny, dla innych mniej. Dla jednych zakłada niespodzianki od MG, dla niektórych niekoniecznie. To, na jakim teraz jesteście etapie, nie obrazuje tego, na jakim będziecie. Na pewno zrobimy niejeden przeskok, żeby nie rozwlekać wszystkiego i umożliwić Wam większą zabawę z mocami czy zdolnościami.
  7. Zrobił dysk pod sobą? Jeśli coś go przygniatało, mógł zrobić dysk pod sobą i w niego "wpaść".
  8. Tyle mnie znasz, a tak słabo wierzysz w moją zdolność jako MG do udowadniania, ze każda postać ma przerąbane i żadna nie jest dość silna, by sobie poradzić samodzielnie.
  9. I jeszcze jedna kwestia. @Jedi Master - Arcan się nie uwolnił. Arcan ma teleportację po mamusi. Ta natomiast teleportowała się w dyskach (nie jak Nightcrawler). Co oznacza, że jeśli ktoś lub coś trzyma Arcana, to ten nie może się teleportować, bo nie wejdzie w dysk. To nieruchome dyski. Tym samym Arcan nadal jest uwięziony, o ile Pane go nie uwolnił. I tym samym to wcale nie jest tak kozacka moc, jak się wydaje. Uprzedzając pytanie, to nie jest dysk, który można dowolnie naginać do swojej woli. Tzn. nie można stworzyć go, a następnie zmieniać jego kąt padania, by "objął" stojącą nieruchomo postać. W niego albo się wchodzi (gdy ma ułożenie pionowe), albo zanurza (gdy jest stworzony np. pod czyimiś stopami). Niemniej najpierw trzeba się uwolnić z pułapki.
  10. Jedi - Arcan był skłonny zbić własną ręką szkło, otaczające skrzynkę. To szkło nadal istniało. Arcan nie miał wiedzy i nie mógł mieć wiedzy o tym, że bariera ma właściwości "chwytające. No więc nadal próbował zbić szkło otaczające skrzynkę. W obliczu tych informacji nie uznałam za zasadne konsultować czegokolwiek. Generalnie z punktu widzenia Arcana sytuacja się nie zmieniła, przynajmniej ja na to tak patrzyłam.
  11. Drzewo, które pojawiło się nagle podczas treningu, niektórych zupełnie wytrąciło z rytmu, podczas gdy inni poświęcili mu zaledwie kilka sekund uwagi, koncentrując się na celu, jakim były skrzynki. Do tej pierwszej grupy należała Serpent. Metalowe konary wystarczyły, by uwaga gadziej dziewczyny w pełni została poświęcona nowej przeszkodzie czy też raczej więzieniu Chrono. Przeciwnik czy nie – młody arystokrata był jednym z uczniów AA, a to wystarczyło, by ruszyć mu na pomoc. Sam Chrono nie miał szans z metalową przeszkodą. Z powodu braku światła niewielkie szanse miała również Serpent. Soulkeeper zrozumiał to na tyle szybko, by ruszyć na pomoc. Oferując swoje spojrzenie, zdołał pokierować dłońmi Serpent tak, by Chrono odczuł pierwsze oznaki puszczającego go więzienia. Hex chciała im pomóc, a może jedynie zamierzała zmierzyć się z własną mocą. Cokolwiek nią kierowało, pełnię uwagi poświęciła swojemu otoczeniu, a dokładniej martwej części swojego otoczenia. Gdy wydawało jej się, że rzeczywistość zaczyna odpowiadać na jej polecenia, gdy niemal mogła powiedzieć, że uchwyciła to „coś”, co dotychczas jej umykało, Ghostwalker uderzył ją pałką. Dziewczyna padła bez czucia na ziemię. Pozostali skoncentrowali się na zadaniu, jakie przed nimi postawiono. Dzięki Mist wiedzieli już, że nie uda im się skraść skrzynki przeciwnej drużyny, dlatego pozostawała desperacka ochrona ich własnej. Tym miał się zająć Pane, którego dłonie, niczym ręce wprawnego rzemieślnika, utworzyły szklaną powłokę na skrzynce i w jej najbliższym otoczeniu. Światło z magicznej kuli wyczarowanej przez Arcana oświetliło na chwilę postać chłopaka i osłonę skrzynki. Wszystko wydawało się takie proste: jasny cel, szkło, które można w każdej chwili zbić i jednej przeciwnik. Tak było, gdy zgasła magiczna kula. Arcan nie wziął pod uwagę dwóch czynników: tego, że Pane nie poprzestał na samym stworzeniu szklanej bariery i nagłego włączenia świateł w sali treningowej. To drugie miało znacznie więcej konsekwencji. Mist omal nie wpadła na robota, gdy nagłe przywrócenie światła sprawiło, że utraciła kontrolę nad mocą. Ghostwalker spudłował, chcąc ogłuszyć Glitch, a Arcan dał się złapać w pułapkę. Chociaż nagłe rozświetlenie sali treningowej sprawiło, że w pierwszej chwili pułapka Pane’a nie zadziałała, gdy dłoń Arcana zbliżyła się do skrzynki z zamiarem zbicia szklanej powierzchni, szkło przybrało plastyczne właściwości, więżąc dłoń chłopaka. Nachylony nad skrzynką i doskonale widoczny dzięki przywróconemu oświetleniu, Arcan został złapany niejako na gorącym uczynku. Ojciec by go nie pochwalił. - Wystarczy – Herkules wybrał ten moment na wtrącenie się. - Sprawy wymknęły się nieco spod kontroli – dodała Tigress. – To koniec tej sesji treningowej. Podsumowanie dostaniecie później tego dnia. Herkules nie tracił czasu na rozmowy. Podszedł do drzewa, przy którym uwijała się Serpent. Wraz z dziewczyną pozbyli się ostatnich konarów, które więziły Chrono. - Dziękujemy wam za zaangażowanie – dodała Tigress. - Wiesz już to, co chciałeś wiedzieć? – Tony skierował te słowa do Pyma. - Tak. Nie sądzę, żebyśmy mogli pomóc im wszystkim. Celem tej szkoły jest wychowanie przyszłych bohaterów, być może naszych następców. Nie wszyscy odpowiadają temu profilowi. - Wiecie już co z tym zrobicie? – zainteresował się Clint. - Zaczniemy od rozmowy, a później… Czas pokaże. Nie zamierzamy nikogo skreślać po jednym treningu. - Poszło im całkiem nieźle – wtrąciła Black Widow. – Jak na osoby bez przeszkolenia bojowego, nawet więcej niż tylko nieźle. Wszyscy Avengers i nauczyciele AA oglądali trening. Byli ciekawi. Teraz natomiast ciekawość została zastąpiona obawą. Nie mieli doświadczenia pedagogicznego. Czy byli w stanie pomóc tym dzieciakom? Czy inicjatywa Tony’ego była w ogóle dobrym pomysłem? - Dlatego zaczniemy od rozmowy – Pym nawet nie spojrzał na Nataszę.
  12. Kochani, dopiero wróciłam z firmowego wyjścia. Ujmę to tak: imprezy firmowe to nie tylko jedzenie. Z literkami będę walczyła jutro.
  13. Wieść o jego śmierci rozniosła się lotem błyskawicy. Najpierw zmarł Bruce Wayne. Milioner… a może nawet miliarder. Filantrop. Mężczyzna wielbiony przez kobiety. Pogrzeb odbył się przy zamkniętej trumnie, co samo w sobie było dla niektórych zaskoczeniem. Dziennikarze usiłowali zrobić naprawdę wiele, by dostać się do domu pogrzebowego i zrobić ostatnie zdjęcie Bruce’a Wayne’a. W końcu wynajęto ochronę, która strzegła trumny do dnia pogrzebu. Dawno nie widziano równie okazałej ceremonii. Bogacze całego świata zjechali do Gotham, by tym gestem uczcić innego biznesmena. Częścią z nich kierowała chęć zysku. Innych wyłącznie ciekawość o dalsze losy spuścizny po paniczu Waynie. Każdy miał swoje powody, by zjawić się w Gotham, jednak gdy kroczyli w orszaku pogrzebowym, wydawali się jedynie żałobnikami. Ich intencje nie zostały wypisane na wieńcach pogrzebowych. Pojawiły się jedynie na twarzach uczestników orszaku. Wraz z bogaczami i biedakami, z chorymi i cierpiącymi, a także z przeciwnikami korporacji Wayne’a, pojawili się również bohaterowie. Oficjalnie zrobili to, by zabezpieczyć wydarzenie, które miało być okazją do ataku. Ich obecność rzeczywiście się przydała, o czym świadczyło kilka szybko powstrzymanych incydentów. Nikt jednak nie znał drugiego powodu obecności członków Justice League. Żegnali swojego. Żegnali Batmana. Wśród nich był również Sureshot. Odsłonięty, co nie zdarzało się zbyt często. Niektórzy z bohaterów musieli czuć się podobnie. Ci, którzy przywykli do działania w mroku, byli wyraźnie bardziej spięci. Nadal czujni, nadal gotowi, ale jakby mniej pewni. W odpowiedzi na ich błagania, zachmurzone dotychczas nieco jeszcze bardziej pociemniało. Mrok Gotham chciał wedrzeć się na ceremonię pogrzebową. Z ciemnych chmur lunął ulewny deszcz, ale nie odstraszył żałobników. Nie wszystkich. Jedynie przy niektórych bogaczach od razu znaleźli się ludzie z parasolami. Bohaterowie i mieszkańcy Gotham szli w deszczu nadal tym samym miarowym krokiem. Trumna była niesiona przez szóstkę mężczyzn. Mieli pochylone głowy i czapki przesłaniające twarze. Dłonie w białych rękawiczkach pewnie trzymały trumnę, która zdawała się sunąć w powietrzu – tak synchroniczny był ich marsz. Do czasu. Nagle trumna zachwiała się, a jeden z niosących ją mężczyzn podniósł głowę. Dłonią przetarł twarz, odsłaniając bladą, niemal białą twarz i uśmiech. Szeroki, nienaturalny uśmiech szaleńca. HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA HA Śmiech dotarł daleko. Grzmot zagłuszył go jedynie na chwilę, a może wręcz spotęgował. - Bruce Wayne nie żyje! Batman nie żyje! Niech żyje bezkrólewie! - Brawo, Panie J! – krzyknęła z aprobatą jedna z żałobnic. Zrzuciła czarny strój na chwilę przed tym, jak zaczęła oklaskiwać swojego kochanka. Harley Quinn otarła udawaną łzę. - Nie, nie, nie – kontynuował Joker. – Nie radziłbym, Supermanie. Szaleniec spojrzał na unoszącego się nad tłumem bohatera. - W trumnie waszego ulubieńca jest wystarczająco dużo ładunków wybuchowych, by urządzić piękną krwawą orgię. Zdążę nacisnąć detonator i zamienić tych miłych panów w szalenie intrygujący krwawy obraz. Trzymający trumnę mężczyźni byli o krok od ucieczki. Nadal jednak dzielnie trwali ze skrzynią na barkach. A może po prostu zamurowało ich ze strachu.
  14. People need dramatic examples to shake them out of apathy and I can't do that as Bruce Wayne. As a man I'm flesh and blood. I can be ignored. I can be destroyed. But as a symbol, as a symbol I can be incorruptible, I can be everlasting. Batman
  15. Wiesz, to raczej kwestia MG uznać czy pozwala na interpretację rzutu przez gracza, czy też sam ją narzuca. W mojej opinii, decyzja MG jest wiążąca. Z drugiej strony, osobiście nie uważam za dobry pomysł narzucania graczom, w co mają wierzyć i na co się godzić ich postacie, nawet jeśli tak twierdzi mechanika. Co nie oznacza, że bym dyskutowała z interpretacją i próbowała obrócić ją na swoją korzyść.