Lunatyczka

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    4306
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Lunatyczka

  1. Nicole Dove a.k.a. Who Nicole westchnęła słuchając wymiany zdań obecnych w pomieszczeniu. Ramię Leandry było dobrym wsparciem, a słowa Connora były jeszcze milsze. Nicole nawet uśmiechnęła się lekko, choć wciąż unikała spojrzeń Batmana i Gargoyla. - To na pewno nie jest on - potwierdziła swoje wcześniejsze słowa przyglądając się ohydnej podobiźnie Mammotha na ekranie. - Ten chłopak był.. no.. młody... taki w naszym wieku gdzieś.. no... postawny, jasne włosy, jasne oczy...ciemne, grube brwi, raczej przystojny. Nie znam szczegółów, nooo, ciężko byłoby mi się w niego zmienić.. jak go zobaczę to powiem o tym, pokaże na zdjęciu ale no.. Przepraszam, nie mogę chyba bardziej pomóc - zrobiła przepraszającą minę
  2. dokładnie tak
  3. <3 Ja poczekam z odpowiedzią jeszcze na kogoś, kto chciałby coś powiedzieć
  4. Brieana Ceres Panna Ceres, przynajmniej jedna z nich, ta która miała pecha stała jak idiotka nie bardzo wiedząc co dalej powiedzieć młodemu archiwiście. W tej chwili jednak miała mniejszego pecha niż zwykle, bo za rogu wyszła Lee. - O moja siostra - stwierdziła oczywistość, odwracając się do drugiej panny Ceres. Zmarszcyzła brwi dostzregając wyraz siostry i jej zaróżowione policzki. - Dziękujemy za pomoc - dodała, bardziej z przyzwyczajenia niż rzeczywistej wdzięczności, wkierunku chłopaka i ruszyła ku siostrze. - Lee? Co się stało? Wszystko dobrze?
  5. Alice Nevermore - Zajmujesz czas dwójki z nas Urie - Alice machnęła lekceważąco dłonią przyglądając się swojemu bratu. Od momentu poznania prawdy, którą dostarczyły je cienie Alice nie potrafiła patrzec na brata inaczej niż z troską, smutkiem i odrobiną wpsółczucia. Poniekąd to czym był było jej winą, a właściwie winą Alice z przyszłości, na którą obecna panna Nevermore nie miała wpływu. Mimo to złość kiełkowała w niej, by w takich momentach jak ten rozkwitnąć, łaskocząc swoimi płatkami jej nerwy. - Urie, od czego chce nas uwoln... - urwała poczuwszy ból, jak ostry sztylet przebija jej skórę. To było tylko odbicie bólu jaki odczuła ich władczyni, ale Alice na chwilę zabrakło tchu. Spojrzała na Nastkę doszukując się w je reakcjach oznak, że również to odczuła, na chwilę zupełnie zapominając o obecności odłamka.
  6. L'nayla "Lómelindë" Loseh'elin L'nayla wydawała się być spokojną. Obserwowała dokładnie wydarzenia, których świadkiem była ledwie dzień wcześniej. - Ostanim razem, wymknęlam się, nie uważam by to było rozsądne pozstać tutaj. Nie myślę też, ze tutaj znajdziemy rozwiązaniem. Zwróciłą się do swoich towarzyszy przyciszonym głosem, nie chcąc rozpraszać zjaw.
  7. Nicole Dove a.k.a. Who Oczy Nicki zrobiły się jak moneta jedno dolarowa. Oderwała spojrzenie od czubków swoich różowych adidasów i popatrzyła na Gargoyla. - Nie! - wypaliła bez zastanowienia, zdecydowanie zbyt szybko i nie zbyt miłym tonem. Kiedy to do niej dotarło, zarozumieniła się - Przepraszam.. to znaczy, no wolałabym tego nie robić, zresztą nie wiem czy bym potrafiła.. nie wiem.. nooo... - nerwowo zagryzła lizaka popatrując na wszystkich zgromadzonych. Nie lubiła być w światłach lefrektorów, a na pewno nie w takich okolicznościach, dlatego wydawała się mniejsza niż w rzeczywistości. Skurczyła się w sobie, zerkając na Horneta i red Arrow, bo to był dobry moment na wykorzystanie ich paktu, co prawda impreza skończyła się z pojawieniem się Batmana w wieży, ale wieczór ciągle trwał. - Nie myślę, że to Mammoth... To znaczy.. no.. on mówił, że jest nowy i w ogóle.. Mogę powiedzieć jak wygląda, ale w zasadzie to go nie znam, tak tylko słyszałam, więc no... nie każcie mi się w niego zmieniać.. - dodała lekko błagalnym tonem na koniec.
  8. Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny; Są one na kształt prochu zatlonego, Co wystrzeliwszy gaśnie. Miód jest słodki, Lecz slodycz jego graniczy z ckliwością I zabytkiem smaku zabija apetyt. W. Szekspir "Rome i Julia"
  9. Kindred in the East też w sumie, bo to tam są fajne klany i fajnie rozbudowane tamtejsze gangrele Dogadam się z wami co do odbioru.
  10. Glaze jak zwykle nie zawodzi
  11. Ja bym Wilkołaka przygarnęła!
  12. Nicole Dove a.k.a. Who Nicki patrzyła tępo na Batmana, co jaki czas rzucając ukradkowe spojrzenia reszcie tytanów. - Tak syszałam.. Nie wiem.. - najwyraźniej nie była zbyt pewna swoich słów. Nerwowo potarła lewy nadgarstek prawą dłonią, a chupa chups wcale nie pomagał wtym zadaniu. - W mieście tak mówili, że było ich więcej, ale.. w sumie... - zająkała się - w sumie to co ja mogę wiedzieć.. To dane Ligi, prawda? - odchąknęła, wsadzając chupa chupsa do buzi i odwróciła spojrzenie nie mogąc znieść wzroku Batmana - taki jeden, kiedyś, dawno, jakiś czas temu mówił, że należy do nich i tego no, to był chłopaka, na pewno. - w końcu wyrzuciła z siebie spuszczając wzrok na swoje stopy.
  13. Postaram się zaraz coś napisać
  14. Oj nie.. nie zauważyłam tematu
  15. A tu sobie możemy poplotkować Dzisiaj postaram się zacząć temat z mechaniką. Muszę tam wszystko spisać i porzucać, tak byście moli zacząć zrobić karty i będziemy je robić razem krok po kroku.
  16. Nicole Dove a.k.a. Who Nicki przyglądała sie twarzom spoglądającym na nich z ekranu. Poprawiła różowe okulary, chcąc nadać odrobiny barw światu, który stał się jakiś ponury. Z tylnej kieszeni jeansów wyciągnęła chupa chupsa, tym razem o smaku wiśniowym. odpakowała go szeleszcząc papierkiem i wsadziła do ust marszcząc brwi. Coś jej tu nie grało, coś bardzo nie grało. Popatrzyła na Batmana kiedy skończył prezentację, wyraźnie jeszcze na coś czekając. Obrońca Gotham skierował swe kroki do windy, a Who miała bardzo głupią minę. Wyciągnęła z ust lizaka i wydawało się, że chce coś powiedzieć. Zamknęła usta. otworzyła je i uniosła dłoń, by po chwili zaraz znów zamknąć wargi i zmarszczyć nos. Tym sposobem różowe okulary wylądowały na jego końcówce, a Who przyglądała się Batmanowi znad różowych szkieł. - Jesteś pewien, że w Terror Titans nie ma jeszcze jakiegoś chłopaka? Zapytała z wyraźnie zdziwioną miną.
  17. L'nayla "Lómelindë" Loseh'elin Elfka stała, wyprostowana, dumna, nieskazitelnie czysta wśród kurzu i śmierci. Oczy w kolorze roztopionego srebra powoli lustrowały otoczenie, słuchając co też za bzdury wymyślają jej towarzysze. Postanowiła się jednak nie wtrącać, wszystko co wiedziała o krasnoludzkim mieście mogła powiedzieć im później. Nie było konieczności przerywać rozmowy z nieszczęsnym duchem. Argus wspomniał o niej co na L'nayly nie zrobiło żadnego wrażenia. Odwzajemniła spojrzenie krasnoluda, nie wyrzekając don nawet słowa. Czekała, aż jej towarzysze skończą przesłuchanie.
  18. Ophelia Ophelia opuściła pokój kręcąc głową. Ta dójka coraz bardziej przypominała stare małżeństwo, a ona była ich dzieckiem, które przekazywało wiadomości nie rozmawiającym ze sobą rodzicom. Zaśmiała się kiedy niekontrolowanie w jej głowie pojawiła się obraz Lorana w sukience. Z jakiś przyczyn, to on bardziej przypominał jej matkę. Dlatego też kiedy pojawiła się w "zbrojowni" była uchachana. - Cześć blondasku - odpowiedziała na przywitanie z szerokim uśmiechem i bezceremonialnie wskoczyła (co przy jej 160cm w kapeluszu było wyczynem) na blat obok Rajana. - Loran jak zwykle jest poważny i całkowicie trzeźwy, a Ty co porabiałeś całe popołudnie? -Spojrzała na jego bęben, ale bardzo szybko odwróciła wzrok, czując zbliżający się zawrót głowy. - Bo ja załatwiłam nam robotę - kontynuowała przerwany wątek -. Trzy paczki, Bizancjum Secundus no i pośrednik pani Joanny. Płaci 350 feniksów od paczki i 100 za swojego pośrednika, który zajmie się wszystkim na miejscu. trzeba to tylko dostarczyć, chyba nieźle, nie? - w oczy od razu rzucało się, ze była z siebie dumna i chyba nie do końca zdawała sobie sprawę, czy to odpowiednia cena za podobne usługi.
  19. Skończyłam szkolenia pracowe, ale mam teraz do końca miesiąca szkolenia we własnym teamie i dziale... Jak się okazało są bardziej męczące niż początkowo myślałam. Więc proszę o cierpliwość co do moich postów, będą spływać, ale mogę nie trzymać się terminów. Bo wracam do domu i padam na ryjek.
  20. Helena Llewellyn i Gaspard de Brousseau Albrecht nie wydawał się nawet w najmniejszym stopniu zadowolony ich słowami. Drgnął lekko, na wyznanie Biskupa. Nawet jeśli Gaspard blefował, młodzieniec przyjął jego słowa za prawdę. było to jednak tylko chwila. Bo po jednym łyku brandy jego twarz wykrzywił grymas lekkiego obrzydzenia, bynajmniej nie spowodowany cierpkim smakiem trunku. Zamiast więc odpowiedzieć Biskupowie czy też rozwiać wątpliwości Heleny mężczyzna wstał. Wystudiowanym ruchem, specyficznym dla dobrze ułożonych za młodu szlachciców, poprawił swoje ubranie, najwięcej uwagi poświęcając mankietom. Obdarzył Biskupa przenikliwym spojrzeniem, by zaraz podobnie spojrzeć i na Helenę. Skinął głową do swoich myśli i bez słowa opuścił pokój. Helena i Gaspard mogli zastanawiać się co takiego powiedzieli i co znaczyło tak nietaktowne zachowanie młodzieńca, jednakże nim wymienili zdziwione spojrzenia von Schaffer powrócił do pokoju w dłoni trzymając zmiętą kartkę papieru. Rozprostował ją, na tyle, na ile pozwalał stan listu i przejechał jeszcze raz wzrokiem po zapisanej stronie. Jednakowoż nie wydawało się by czytał wiadomość, ta wyryta głęboko w jego pamięci, nie wymagała by ją sobie przypominał. Po krótkim wahaniu wyciągnął list w kierunku Biskupa. - Choć twe słowa Biskupie pełne są logiki i chciałbym wierzyć w ich prawdziwość, dowody, nie pozwalają na to. - rzekł z uprzejmością podszytą nutą oschłości - Wybaczą też państwo, że szastam prywatną korespondencją, ale skoro adresowana jest do mnie, uznaję, że mogę podzielić się nią z kimkolwiek zechcę - dodał nabierając pewności siebie - Ten list powinien wystarczyć, jako wyjaśnienie i być może podpowie Ci, Biskupie, gdzie powinieneś szukać swej kuzynki. - Biskup nie mając wyjścia odebrał pergamin z rąk przyszłego prawnika. Ten zaś powrócił na fotel, który zajmował nim opuścił pokój i dopił brandy z kryształowego kieliszka jednak haustem. List, który otrzymał Biskup, nie był długi, ledwie minuta wystarczała na dokładne go przeczytanie. Treść jego zaś była następująca: Kan, 15 sierpnia roku 1578 Drogi Albrechcie, Wybacz, że tą drogą przekazuję Ci te słowa, jednakże strach nie pozwolił mi wyrzec ich na głos w dzień naszego ostatniego spotkania. Nie chowaj do mnie urazy przyjacielu, nie życz mi źle i módl się do Jedynego o moje szczęśliwe życie, bowiem przez ułamek sekundy kochałam Cię miłością pełną. Jednak uleciała ona, na skrzydłach ptaka wracającego do domu jesienną porą. Wróciłam do mojej bezpiecznej przystani, gdzie nawet deszcz jest dobrą pogodą. Już zapomniałam jak smakuje dzień w ramionach ukochanego. Nie wiń go, nie wiń mnie, nie wiń siebie mój kochany. To nie Twoja wina. Me serce od zawsze należało do innego. Przepraszam. Kiedyś twoja, Marii
  21. Lulu Banks - Mojej nogi nie mieszaj w nasze sprzeczki - Lulu fuknęła na Adona. Pilotka najwyraźniej powiedziała co miała powiedzieć i nie zamierzała kłócić się dalej. Zamiast więc burzyć się na kolejne słowa Adona, wysłuchała co Hux ma do powiedzenia. na wzmiankę jego narzeczonej, na chwilę odwróciła spojrzenie.Uśmiechnęła się dopiero na zapewnienie Maslova, o nie za szybkim opuszczeniu jej. - Niestety, ale musisz się przygotować na dłuższą rozłąkę. My mamy swoje do zrobienia i wątpię byś Ty i Ty- tu spojrzała na Janeka - został przydzielony nam do pomocy. Zanim my wykonamy nasze zadanie, najprawdopodobniej zostaniecie odeskortowani w bezpieczne miejsce, gdzie potrwają bardzo długie rozmowy, niezwykle ważne dyskusje i dysputy i inne bzdety, które mądrzejsi ode mnie uważają za całkowicie niezbędne by kogoś sprawdzić. Nawet zanim ja wróciłam, choć większość tych starych pryków zna mnie od dzieciaka, przepuścili mnie przez dziwne randki i spotkania co by mnie sprawdzić. - pokręciła głową na wspomnienie bezsensownych pytań i nieprawdziwych historii. - Ale tym będziemy się martwić później. Czy ktoś ma jeszcze coś do dodania, zapytania czy zwyczajnie podzielenia się? Bo jak nie to myślę, że Blue mogłaby opatrzyć Maslova... nie wyglądasz za dobrze - troska pojawiła się w jej oczach w momencie gdy przyjrzała się jego ranom.
  22. Ja na razie poczekam na resztę, bo ja już sobie z duszkami gadałam
  23. Odpiszę wam jutro po pracy, bo dzisiaj z roboty nie chcę się za to zabierać, a potem mam spotkanie Orkonowe więc nie dam rady. Ale jutro dostaniecie coś fajnego
  24. Alice Nevermore - Nikt nie przyszedł tu po Ellie, uspokój się Urie. - Alice przewróciła oczami, poprawiając się na krześle. - Możesz mi zamówić gorącą czekoladę, jeśli mają - stwierdziła w końcu, rzucając szybkie spojrzenie na leżąca na stole pozstawioną kartę dań. Nie chciało je się jednak sięgać po nią i sprawdzać dostępnych ciepłych napojów. - Chcę wiedzieć po co on to robi i jaka jest w tym twoja rola Urie.
  25. Lulu Banks Lulu zmarszczyła brwi wyraźnie podirytowana przydługim wywodem Adona, który nie miał racji nawet w jednej dziesiątej tego co mówi. - Już się nagadałeś? - zapytała zarzucając blond warkocz na plecy - Rozumiem Twoje wzburzenie Adon, ale czerwona mgła przysłania Ci perspektywę. Pleciesz co Ci ślina na język przyniesie nie znając szcegółów i całkowicie myląc fakty. Po pierwsze Blue wiedziała o tym jak wygląda sytuacja i co się wydarzy. Ty.. nie wiem gdzie byłeś, nie wiem co robiłeś na Lannik i jak to miało nam pomóc w naszym zadaniu, ale nie można było się z Tobą skontaktować, a przynajmniej nie w taki sposób by wytłuścić Ci całą sytuację. Więc możesz się czuć oszukany, ale trochę sam sobie jesteś winien - wzruszyła ramionami i choć słowa były osakrżycielskie, ton sugerował, że Lulu jedynie przedstawia mu fakty, a nie próbuje za coś obwiniać. - i zmartwię Cię, a może właśnie ucieszę. Szturmowcy, których zabijamy, wojskowi, którzy giną z naszej ręki to część wojska, to tak samo jak oni zabijają naszą stronę, Ale to, że lądują na jakiejś planecie i zabijają wszystkich... wszystkich Adon, niezależnie od tego czy są dziećmi, kobietami, mężczyznami, czy są zdolni do walki czy też nie, to nie są nasze metody i o takich niewinnych osobach mówiłam. Być może Maslove nie jest niewinną częścią tej wojny, ale w tym wypadku zginąłby za coś, o co niesłusznie został osądzony, naprawdę, skoro uważamy się za lepszych od nich, jak mogliśmy dopuścić by coś takiego miało miejsce? Nie musisz odpowiadać Adon - dodała zaraz machając lekceważąco dłonią - Tak naprawdę mnie to nie interesuje, ale pamiętaj, że nie jesteś jedyną osobą, która straciła wiele z ręki Imperium, ja straciłam dom, rodziców i wszystko co znałam, ale nie uważam, że to daje mi prawo zemsty bezwględnej. Szczerze, to lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby wzięli głęboki oddech i przestali bezrefleksyjnie wytykać się palcami, nie po to wróciłam do rebelii, po roku by stosować metody Imperium. Wydawało się, że na tym Lulu zakonczy swój przydługi wywód i wszyscy będą mogli się rozejść, ale pilotka odezwała się jeszcze raz. - Nie chcę by ta sprawa nas poróżniła i nie chcę się kłócić. To nie ma najmniejszego sensu. Ja nie powiedziałam Ci o Maslovie, Ty nie powiedziałeś mi o swojej żonie, co również mogło zaważyć na naszej misji. Uznajmy, że obydwoje podjęliśmy moralnie wątpliwe decyzje i postarajmy się by podosbne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości. Zajmijmy się misją i co najważniejsze wtej sytuacji - odwróciła się do Huxa - Maslove, musisz podjąc decyzję co do swojej przyszłości.