Selyuna

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    7995
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Selyuna

  • Ranga
    Legenda światów napisanych
  • Urodziny Sierpień 23

Previous Fields

  • Systemy RPG Mag Wstąpienie, Apocalypse World

Profile Information

  • Gender Not Telling
  • Location Balador.... ee, czy tam Balaton

Ostatnie wizyty

9266 wyświetleń profilu
  1. mgbg

    Ja nie wiem czy dobrze rozumiem posta, to jest ten enpec czy ktoś tak samo jak on podobny do Gilesa tylko bardziej?
  2. - A można w tej trzeciej linii nie stać, tylko lewitować? - Spektra rzuciła tonem półżartu, chociaż kto ją tam wiedział tak naprawdę. - Przyjmę ten warunek, ale rzecz jasna nie zobowiążę się do co sytuacji gdyby w bezpośrednim zagrożeniu byłoby życie czy zdrowie moje albo kolegów. Albo kogoś, komu mogłabym pomóc. Bo tego AEGIS chyba od nas nie zażąda, prawda?
  3. mgbg

    Sorry, ja dziś odchorowuję imprezę. Jutro coś odpiszę.
  4. mgbg

    Może niech każdy napisze posta po prostu w sesji. Ja się nie poczuwam i nigdy nie poczuwałam że moim szefem jest Wars, także ten. Jeśli i tak będziemy odpowiadać indywidualnie to niech każdy może doda jakąś reakcję i ew co jego postać o tym myśli?
  5. mgbg

    No właśnie ja też miałam taką konfuzję. Ale to jest kwestia indywidualna czy musimy podjąć decyzję jako grupa?
  6. - Możemy robić za wsparcie. Być w odwodzie, w drugiej linii. - Poparła przedmówców. - W końcu nie chcielibyśmy też, żeby coś się panu stało, wie pan o tym prawda?
  7. Spektra, o dziwo, uśmiechnęła się do Dziwa. - A może jednak byśmy nawiązali w tej kwestii współpracę, panie doktorze. - Odezwała się nadzwyczaj uprzejmie. - A tak z czystej ciekawości, czemu nazywa pan Karola uczniem marnotrawnym? Co to znaczy? - W zakłopotaniu poprawiła grzywkę.
  8. mgbg

    Nie bardzo rozumiem? To znaczy albo coś mamy dodać albo będzie dalsza część odpisu?
  9. Dużo śniegu, byle nie mokrego. 50 stóp! Bratnia dusza czy wierny sługa?
  10. mgbg

    Nie offtopujcie, bo mod przyjdzie. Ktoś coś w przygodzie?
  11. Sean zmełł w ustach przekleństwo. Czas, zawsze jest go za mało. Czas, zawsze jest gdzie indziej niż tam, gdzie akurat go potrzebujesz. Uderzył pięścią w drzwi, bardziej ze złości i bezsilności niż dla jakiegoś efektu i odwrócił się na pięcie. Mrugnął, mając nadzieję, że tym pozbędzie się obrazu kobiety w środku swojego oka. A potem raz i drugi. Poczuł, że oko mu się nawilża. A kobieta jak mignęła, tak zniknęła. Nie bardzo przejmując się otoczeniem, odpychając się od lady i stolików dla uzyskania tempa, wybiegł na ulicę, kierując się w stronę miejsca, do którego mogło prowadzić wyjście z pubu. W drzwiach wyjściowych prawie wpadł na jakichś ludzi, którzy właśnie chcieli wejść do baru. Ustąpili mu miejsca, usłyszał jeszcze, że po przekroczeniu progu jeden z nich zawołał “hej, Rob, jesteś tam?” albo coś podobnego. Tuż po wyjściu z baru skręcił w lewo, pobiegł chodnikiem, aż do rogu. Znowu skręcił w lewo, a wtedy jego oczom ukazała się węższa, słabo oświetlona uliczka. Wciąż mżyło, malutkie kropelki budziły nieprzyjemny deszcz przy zetknięciu się ze skórą. Usłyszał narastający ryk silnika i jego wzrok powędrował do źródła dźwięku. Niewielki, mocno obity pickup właśnie przyśpieszał by chwilę później zniknąć za rogiem. Miał zamazaną brudem rejestrację, z tyłu na przyczepie mignęła mu jakaś sylwetka. - Panie, co tu się właśnie stało! - Jakiś staruszek, który trochę wyglądał na żebraka, a trochę na biednego emeryta który może mieszkał gdzieś w okolicy. Mimo że Sean go wyminął to stary człowiek szedł za nim, drepcząc niezdarnie, ucieszony że ma z kim pogadać albo licząc na jakąś interwencję. - Tam, przed chwilą. - Machnął laską w kierunku gdzie zmierzał Sean, ku otwartym drzwiom które sprawiały wrażenie jakby niezbyt mocno trzymały się na zawiasach. - Ukradli, panie. Ten łachmyta całą skrzynkę zwinął! Drzwi nie domknęli, i ot. - Machnął ręką. Sean dotarł do miejsca ku któremu zmierzał. Niewielkie, obskurne i dość brudne zaplecze, gdzie mieściło się tylko kilka regałów, w większości pustych. Na podłodze dojrzał rozbitą butelkę jakiejś taniej whiskey. Zapach alkoholu był mocny, drażniący. Podłoga była pełna plam.* - Ten łachmyta? - Zapytał czy może bardziej oznajmił. Chciał, żeby nieznajomy kontynuował. Mógł coś wiedzieć. Wprawdzie z takimi ludźmi zawsze istniało niebezpieczeństwo, że czego nie widzieli, to zaraz dopowiedzą, ale Sean liczył na to, że uda mu się oddzielić ziarna od plew. Bo czy barman uciekł na zaplecze, zwinął coś i wskoczył na pickupa? Czy może zwinęli barmana razem ze skrzynką? Albo po prostu… Barmana sprzątnęli? Sean próbował sobie ułożyć w głowie jakąś oś czasu. Kurt mówi coś barmanowi, ten gniewnie znika. Jednocześnie ktoś włamuje się na zaplecze i zwija skrzynkę. Barmana brakuje. Czy Kurt ostrzegł tego człowieka? To miałoby sens, ale wymagało zweryfikowania. Ale też… Sean zagryzł wargi. Założył, że Kurt robił coś… Eutanatoskiego. Może groził? W każdym razie - coś, czego nie robią zwykli, porządni obywatele. A może było inaczej? Może jego intencje były czyste? - No tak. - Odparł starszy pan z pewnością siebie w głosie. Taką typową dla osób w jego wieku, które chcą podkreślić, że coś im się nie podoba. - Ten włóczęga, co tu się kręci bez potrzeby zawsze! Toć to takim pijaństwo tylko w głowie, pijaństwo i rozboje - splunął siarczyście pod nogi - zaraza i plugastwo! Pogroził pięścią w kierunku, w którym oddalił się pickup. - Wie pan, trzeba obserwować okolicę, bo to nigdy nie wiadomo, a jak ten pijanica się do takiej ilości gorzały dobrał, to dopiero będzie! - Staruszek rozejrzał się dookoła, jakby szukał kogoś kto go poprze. Uliczka była jednak pusta, a samotna latarnia mrugała co chwila co tylko podkreślało to jak biednie wyglądało to miejsce. - Coś powinni z tym zrobić! - Biedny emeryt tylko się nakręcał. - Teraz to już na drugą stronę ulicy nie można przejść bezpiecznie, mojego sąsiada ostatnio napadli pod sklepem jacyś chuligani, do czego to doszło… - A mógłby pan jakoś opisać tego łachmytę? - Za parę lat Seanowi pewnie przyjdzie to łatwiej, w tym jednak konkretnym momencie sporo go kosztowało, by zachowywać uprzejmość i nie warknąć “człowieku, do rzeczy i skup się na tym, co ważne”. Ale jakoś się udawało. - Gdyby pytali mnie o to, kto mógłby to zrobić. Bo taka sprawa, nią się na pewno ktoś zajmie, prawda? Kradzież alkoholu? Sean musiał się zastanowić, czy to nagłe wydarzenie i jakaś informacja, którą przekazał Kurt, w ogóle były powiązane. Założył, że tak, ale… Z drugiej strony: czy to była jego sprawa? Niby nie, ale… Coś w jego środku mu mówiło, że nie można tego tak po prostu zostawić. Może rzeczywiście komuś przyda się jego wiedza? Albo to, do czego uda mu się dojść, jeśli jeszcze trochę bardziej wgłębi się w temat? - Jak wygląda, gdzie zazwyczaj się kręci? I czy widział pan jeszcze kogoś? Może barmana z tego baru?
  12. - Właśnie. To, co on powiedział. - Spektra zniżyła się nieco i zawisła w powietrzu naprzeciwko Dziwa. - Nie wiem, kto coś panu zrobił... - Przyjrzała mu się. Nie był kimś kto posiadał jakieś niesamowite rozumienie rzeczywistości, był człowiekiem, nieidealnym i targanym emocjami jak każdy inny, niezależnie od wieku. - Podejmujemy decyzje. Nie czekamy, aż uda nam się wymyślić najlepsze rozwiązanie czy optymalne zachowania. Niech nam pan jednak nie odmawia myślenia, aż tak potrzebuje pan poczuć się lepszym? - parsknęła. - Bo jakby dorośli bohaterowie nie robili tego co my. Nawet AEGIS, jest tam w ZOO taki jeden, który ma różne ciekawe pomysły. Niezależnie od tego... o czym pan mówi.
  13. mgbg

    Odrzucam wpływ Dziwa, tururururururum wyrzuciłam 9, ale muszę się zastanowić co wybrać .
  14. mgbg

    To może odpowiedź Dziwa jeśli panowie (Jurek, Piotrek) nie mają nic do powiedzenia?