Jayne

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    1480
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Jayne

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Wroclaw

Ostatnie wizyty

831 wyświetleń profilu
  1. Dobra to ja koniecznie podniosę nic dla swojego kapitana i chyba ... no zaszaleję i nic dla drużyny ... A co kompatybilność będzie
  2. To po 2 PD i jeden dla kogoś dodatkowy, czy jak to sobie dzielimy?
  3. 1PD dla kapitana, 1PD dla drużyny i 11 PD do podziału si?
  4. No własnie nie dzieliłbym do końca na zasadzie wszystkie Dzieci tam/Anioły tam ... Zakładając, że siły będa podzielone to i ciekawiej będzie tez postacie podzielić i ma to sens, do koordynacji działań ... A z punktu widzenia gracza dodaje inną perspektywę niż duże zaangażowanie emocjonalne i tez może być spoko
  5. Jeśli mogę to widzę to tak, że są trzy możliwe miejsca gdzie ktoś z nas może lecieć: Khan, Lear i Baal, o ile uznajemy pierwsza za "nieciekawy wątek", lub wy nie chcecie tego ciągnąć to IG chciałbym aby ktoś tam poleciał z Magnusem, najepiej jakiś kapitan, który zna Szramy - Nie chodzi o jakieś specjalne patrzenie na ręce, ale bardziej o "tą samą opowieść" z innego punktu widzenia. Żeby Khan mógł usłyszeć też powody, nie tylko z jednych ust. Na Lear musi lecieć ktoś z pary Fulgrim - Titus, aby któryś z nich mógł użyć swojego autorytetu wobec sił, które tam zostały. Tutaj pytanie, gdzie będzie się Fulgrim wybierał, bo jezeli np. z Magnusem bo leczenie, albo z Sanguinusem bo będzie bardziej potrzebny na Baal, to Titus poleci na Lear. Jeżeli Fulgrim chce lecieć na Lear to Titus wziąłby czesc sił Dzieci na Baal, bo tam może być potrzeba dobrej koordynacji sił.
  6. Naprawdę tak bardzo ufamy jakiejś wizji że puszczamy Magnusa samego? A wolałbym żebyśmy się podzielili ...
  7. Shinjo Boke -Jeżeli chcesz poćwiczyć Otaku-san, to nie odmówię - mówił spokojnie, bez specjalnych emocji. Wiedział, że być może nie powinni zdradzać swoich możliwości, ale z drugiej strony rozruszanie się może być dobre dla nich, dopóki kogoś nie poniosą emocje, czemu należało oczywiście zapobiec -Noc wydaje się piękna, czy chcesz odbyć ten przyjacielski sparing w ogrodzie? -
  8. bezskrzydły anioł

    Titus Taurus Geminus Titus maszerował spokojnie korytarzem. Bycie Lordem Pierwszym Kapitanem miało swoje plusy, jednym z nich było to, że gdy chciało się z kimś porozmawiać, nie miał z tym problemów, nawet gdy ten ktoś był gościem pod specjalnym nadzorem. Tytułująca się świętą, Alethea Sopihis, była z pewnością niebezpieczna i z tego co Geminus mógł usłyszeć budziła niepokój wśród wielu osób. Teraz gdy kult imperatora rozwijał się także u nich ważniejsze stało się zrozumienie ich motywacji. Miał nadzieję, że uda mu się dowiedzieć czegoś ciekawego, lub czegoś nowego. Miał ze sobą nie tylko materiały zebrane o ich wrogach, ale również drobne "podarunki", które miał nadzieję umilą rozmowę. Wolał prowadzić ją w cywilizowanych warunkach. Gdy został wpuszczony do pomieszczenia ukłonił się lekko. -Witaj Aletheo, pozwolisz zwracać się do siebie po imieniu? Nazywam się Titus Taurus Geminus. Czy możemy porozmawiać? - Wystrój pomieszczenia był raczej prosty, z przymocowanymi do podłogi niewielką leżanką zamiast łóżka, stołem i krzesłami oraz umieszczoną obok półką, na której stała najnowsza edycja Komentarza do Imperialnej Prawdy. Nie było tu paneli widokowych ale powieszony na ścianie podświetlony panel dawał iluzję okna z mlecznego szkła. Kiedy wszedł kobieta, jak i towarzyszący jej parias, wstali z krzeseł.- Kapitanie - Powiedziała cicho. Jej glos niczym chłodna bryza w gorący letni dzień. - Znam cię z opowieści Antigonusa i ze snów jakie sprowadził na mnie Imperator. - Oświadczyła. - Wybacz, że nie mamy nic czym moglibyśmy cię poczęstować poza odrobiną wody i owocami. - Wskazała na stół gdzie stała przepiękna pełna wody amfora z lazurowego szkła i kubki tej samej barwy i materiału oraz misa wypełniona owocami. Zauważyła jego zaskoczone spojrzenie - Lord Sanguinius kazał to tu dla mnie przysłać, choć mówiłam mu, że nie potrzebuję jedzenia ani picia, a mój towarzysz jada posiłki w mesie Upamiętniaczy. Oczywiście możesz się zwracać do mnie po imieniu. - Dodała ze słodkim uśmiechem na wargach. Serce Titusa zadrżało. Kobieta była niezwykle piękna, abstrakcyjnie nawet, a otaczający ją, znacznie przytłumiony obecnością pariasa złoty blask układający się na kształt skrzydeł na jej plecach i złocista aureola otaczająca głowę przywodziły mu na myśl dawne wyobrażenia aniołów, do których uwielbiali odwoływać się artyści portretujący Sanguiniusa. Co gorsza budziła w nim podobne instynkty jak Eveline. Geminus odetchnął cicho, nie powinien nic takiego odczuwać. Kolejna osoba, która mogła wpływać na jego uczucia. Jasne, że ta kobieta zapewne w przeciwieństwie do gubernatorki Fortei robiła to nieświadomie. Nie zmieniało to jednak, że logika podpowiadała, że nie było w tym nic przyjemnego. Jednakże uśmiechnął się lekko. -Niepotrzebnie. Mam swojego kucharza, drobne profity bycia Pierwszym Kapitanem III Legionu - zaraz po wypowiedzeniu tych słów skarcił siebie w myślach, powinien podejść do tego bardziej profesjonalnie. -Proszę usiądź, to może chwilę zająć. Mówisz, że znasz mnie ze snów? - w tym pytaniu starał się nie zawrzeć żadnej przekory. Kobieta miała talent, jej wiara co do pochodzenia była drugorzędną sprawą, choć ciekawe, było dowiedzenie się co ona o tym sądziła, nim przejdą do meritum sprawy. -Czemu Imperator, miałby informować ciebie o poczynaniach jednego z jego skromnych żołnierzy? I czy nadal otrzymujesz te sny? - tym razem w tych pytaniach zawarta była autentyczna ciekawość. Mieli już trochę problemów, wolałby aby nie zostały dorzucone kolejne ... a niepewni sojusznicy byli gorsi od pewnych wrogów ... Kobieta uśmiechnęła się. Była w niej jakaś niewinność. To właśnie ona sprawiała, że instynktownie chciało się ją chronić. - To nie tak. Imperator nie pokazuje mi poczynań jego żołnierzy. Ukazuje mi osoby ważne dla mnie. Osoby, które są ważne dla Imperium, a które znajdują się blisko mnie. - Powiedziała. - Imperator jest uwięziony. Jego ukochany syn został pozbawiony możliwości działania. Syn, który najbardziej go przypomina, znalazł się w matni. Dlaczego Imperator miałby nie zsyłać mi wizji i snów?- Oficer uśmiechnął się pobłażliwie. Ważne dla Imperium i wszystkie inne słowa, które padły miały z pewnością wpłynąć na jego ego. Pewnie były szczere, ale nie zmieniało to w żadne sposób celu ich wypowiedzenia -Rozumiem. I przepraszam, ale ja jestem po prostu jednym ze zwykłych żołnierzy, jakich w Imperium wielu. Być może trochę lepiej radzę sobie zarówno w pojedynkach szermierczych jak i starciach oratorskich ... ale, nie mam żadnych innych specjalnych zdolności - uśmiechnął się, bo teraz przyszła jego kolej, na pół szczerą skromność i ocieplenie atmosfery. Nie miała się czego obawiać ze strony zwykłego kapitana, skoro miała taką moc i potrafiła komunikować się z samym Imperatorem. Odczekał parę sekund, nim odezwał się ponownie - Nie potrafię widzieć przyszłości, nie znam się na żadnych technicznych aspektach komunikacji astropatycznej i tak dalej - mógłby oczywiście zażartować, że potrafi umysłem wpływać na działania innych, ale do tego potrzebował zarówno interakcji słownej jak i siły argumentacji. W tym nie było nic niezwykłego. - Dlatego moje pytanie być może wyda się tobie impertynenckie, czy niegrzeczne. Proszę o wybaczenie, to ciekawość osoby, która inaczej ogląda świat ... Dlaczego ty? - po tym prostym pytaniu wbił w nią spojrzenie swoich oczu. Jego niebieskie oczy teraz bardziej niż kiedykolwiek przypominały morze otaczające jego rodzinne ziemie. Zawsze gdzieś pod powierzchnią czaiła się burza. - Nie zrozum mnie źle. Ze wszystkich ludzi w całej galaktyce Imperator wybrał akurat ciebie? Mówisz, że jest uwięziony, a nie skontaktował się z żadnym ze swoich synów, którzy mogliby mu pomóc, tylko z tobą, na dalekiej imperialnej placówce? Przypadek skierował nas w tamtej miejsce ... ale czyżby zagrażało mu to co nam? - przy tych słowach przesunął na stole hololitowy obraz przedstawiający istotę z mostka Dum,y. Było to nagłe, impulsywne, ale chciał przekonać się ich reakcji na ten widok. Chłopak wzdrygnął się na widok istoty -Chroń nas Imperatorze! - Wymamrotał pod nosem. - Nie wiem. - Odparła powoli kobieta, wpatrując się w hololit. - Nie wiem dlaczego zesłał mi swe wizje. Może właśnie dlatego, że jestem nieistotna. A może dlatego, że wiedział, iż Jego synowie was poślą na moją planetę. Wiem natomiast, że nie jestem jedyna. Wśród waszych ludzi kryje się ktoś taki jak ja. - Dodała nadal uporczywie wpatrując się hololit. Milczała tak długo, że Kapitan już chciał coś powiedzieć i wtedy odezwała się znowu. - Ta istota powstała w najgłębszej otchłani żądz i deprawacji. - Stwierdziła tonem jakby mówiła o pogodzie. - Nie wolno jej nienawidzić, bo każda emocja daje jej siłę. - Potrząsnęła głową, po czym pozornie zmieniła temat. - Imperatora uwięziono podstępem w jego własnej kreacji. Jeden z jego cieni to uczynił Jeśli spróbuje się uwolnić fala podobnych do tego wynaturzeń zaleje Terrę i zniszczy to co tworzył. Jeśli pozostanie w pułapce Terrę zniszczy jego Cień. To trudna sytuacja nie sądzisz kapitanie? - Wszystko można zabić, tak jak tą istotę zrodzoną z żądzy - powiedział spokojnie Titus - A ja ostatnio stałem się ekspertem w rozwiązywaniu trudnych sytuacji - dodał na jej wypowiedź. - Nic nie jest jeszcze stracone. Nie jestem iteratorem, ale nawet mi udało się przekonać kuzynów do dołączenia do nas. Myślę, że nie będą to ostatni. A gdy nadejdzie czas, zrobimy to co należy ... dla dobra Imperium - mówi spokojnie stwierdzając fakty, po chwili powrócił jednak do głównego tematu - Jeżeli pojawi się więcej takich istot, jak mam z nimi walczyć? Jak mam je zabijać? Była niebezpieczna i dziwna ... Chciała mnie nawet pocałować, co wydaje się dość dziwne w środku walki ... Ale co też pomogło doprowadzić do jej upadku. - Na jego słowa kobieta bardzo energicznie potrząsnęła głową. - To tak nie działa kapitanie. - Powiedziała. - Nie wiem jak zabić takie istoty. Nie wiem też jak zabić, a raczej zniszczyć tą konkretną istotę. Nie wiem nawet, czy jest to możliwe, skoro ona istnieje jako odbicie, a może nawet dziesiątki odbić w Osnowie. A to co wiem, wiem, bo mi ją pokazałeś. Bo Imperator pozwolił, by część Jego wiedzy spłynęła na mnie. Nie mam pojęcia dlaczego ja zostałam wybrana, ani dlaczego Imperator mnie chroni i pozwala, by światło Jego duszy mnie prowadziło. Ani dlaczego mam dostęp do tej wiedzy, poza tym, że taka jest Jego wola. Nie wiem dlaczego pokazał mi, że wywodzisz się z Wysokiego Rodu Terry. Ani dlaczego wiem, że sam postanowiłeś zostać Astartes. Ani, że masz córkę, nie z ciała a z ducha. Ani dlaczego widzę, że twoja dusza płacze po śmierci twego dowódcy. Po prostu wiem. - Wyjaśniła. - Jeśli chciałbyś mojej pomocy w walce, musiałbyś mnie ze sobą zabrać na pole bitwy, jak Argel Tal zabiera "Błogosławioną Damę". Nie musiałbyś się martwić chronieniem mnie. - Dodała. - Mnie nie można zabić. - Coś w jej ostatnich słowach zwróciło jego uwagę. Kapitan miał przede wszystkim oko do szczegółów, ale czasem jakiś zasłyszany drobiazg przykuwał jego uwagę, wyzwalając lawinę skojarzeń. Błogosławiona Pani. Kobieta, którą, Titus widział to na obrazach i w imagiach upamiętniaczy, kochał Pierwszy Kapitan Głosicieli Słowa. To przedstawiający ich tryptyk, namalowany krwią, niósł za sobą tak silną impresję psychiczną, że Geminius obawiał się pokazać go komukolwiek z Dziewiątego Legionu. Przypomniał sobie też, że słyszał coś kimś, kto na pokładzie Mściwego Ducha Imieniem Imperatora powstrzymał taką istotę. Uświadomił sobie także, że ta tutaj ponoć doznała oświecenia, czytając Lectio, czy też Lectitio, Divinitatus, dzieło, którego autorstwo przypisywano Lorgarowi Aurelianowi. Trochę zaskoczyły go informacje jakie podała kobiety, pokiwał jednak spokojnie głową -Wiele o mnie wiesz, chociaż większość z tych rzeczy można usłyszeć na okręcie. To żadnej tajemnice - popatrzył na nią uważnie jakby szukając jakiejś złej myśli, rysy na jej obrazie, który budował się w jego głowie. Ciężko było mu coś znaleźć -Może oprócz tej ostatniej. Byłem kiedyś jego sierżantem. Dawno temu. Wiesz, że to ja go zabiłem? Nie tak naprawdę, ale atak na Dumę był moim pomysłem. I zabiłbym go. Nie dlatego, że się mylił, ale że po części miał rację. Zrobił to co zrobił dla dobra naszego Legionu, nie miał tych informacji, które posiadałem ja. Nie wielu z moich braci uwierzyło mi gdy ostrzegałem ich przed dziwnymi zdarzeniami jakie nas dotknęły. Oczekuję, że na moim miejscu zrobiłby dokładnie to samo. Muszę przyznać, że dość ciekawa analogia z duszą, więc aby ją trochę podciągnąć, to pani nie radziłbym przyglądać się mojej zbyt długo. Nie jest piękna - nie uśmiechął się. Dusza ... dobre sobie, choć z braku lepszego określenia na mieszankę podświadomości, doświadczeń i emocji można było tak ją nazwać. -Kim jest Błogosławiona Pani? Argel Tal ją kocha. Widziałem tryptyk, widziałem Imagia, widziałem jego oczy, które starożytni uważali za wrota do duszy. A on był zakochany. Co takiego jest w Lectitio Divinitatus, że ludzie gotowi są za nią umrzeć i zabijać. Co takiego widział Lorgar, że wystąpił przeciwko Imperium? - -Co do zabierania ciebie pani. Cóż być może okazałabyś się pomocna, ale nie należy to do mojej decyzji to raz. A po drugiego, dlaczego ktoś tak niezwykły jak ty pani, miałby chcieć pomagać komuś takiemu jak ja? - ostatnie pytanie było bardzo bezpośrednie, ale kobieta uważała się za wybraną przez Imperatora, a Titus był sceptykiem. Budziło to też pewne skojarzenia z Argerem Talem, choć ciekawa mogłaby być konfrontacja Pierwszych Kapitanów i ich "towarzyszek" gdyby kiedyś do tego miało dojść ... - Czy przesadna skromność nie jest przypadkiem zalążkiem pychy, Kapitanie? - Powiedziała szczerze rozbawiona "święta". - Pierwszy Kapitan Legionu Astartes, pyta osoby, która, chyba tylko przez uprzejmość Lorda Snguiniusa, nie jest nazywana więźniem, dlaczego miałaby chcieć mu pomagać? - Jej oczy przewiercały Titusa na wylot. - Odpowiedź brzmi, bo obojgu nam zależy na przyszłości Imperium i być może ty mógłbyś skłonić Prymarchów, by mnie posłuchali. Rozmawiałam z dwójką z nich, ale nie chcą mi uwierzyć. Lord Magnus twierdzi, że muszę kłamać, bo nie mam odpowiedniej mocy by sięgać na Terrę. Lord Sanguinius myśli, że jestem szalona. Oczywiście zgadzam się, że ciągłe zabijanie, w coraz to bardziej wyrafinowany sposób, nie pozostało bez wpływu na mnie, ale nie oszalałam. - Zamilkła wpatrując się niepokojąco w Titusa, a wtedy odezwał się Parias. - K... kapitanie Geminius. - Zaczął nieco niepewnie. - Mówiono wam na Fortrei o Cyrene Valantion, jedynej która przeżyła zagładę Idealnego Miasta, to spowiedniczka. Osobista spowiedniczka Pierwszego Kapitana Tala i ponoć nawet samego zdrajcy Aureliana. A Lectitio tto... To Prawdziwa Wiara w Boga Impreatora, którą Lorgar spisał, zanim zniszczono Monarchię i zanim nie upadł w mrok Pierwotnych Kłamstw. - Antigonusie! - Głos kobiety był niczym cięcie ostrza Palatyna. - Wybacz Kapitanie. Na Fortrei nie byliśmy świadomi, że Bóg Imperator nie życzy sobie ujawniać swego boskiego statusu. - Wyjaśniła. - A tak zwana Błogosławiona Dama to Cyrene Valantion. Ona wraz z Kapitanem Talem jest czczona na Fortrei jako jedno z Wyzwolicieli. To ona rozpaliła nasze serca i poprowadziła niewolników Fortrei do szturmu na Cytadelę. Podziwiałam ją do póki nie zrozumiałam, że jest Prorokinią Zła i prowadzi nas wszystkich ku zgubie i deprawacji. Titus uśmiechnął się lekko, pozwolił sobie na to, gdyż takie rozmowy bywały jak dobra partia szachów lub ciekawa rozgrywka w pokera. A on właśnie dociągnął naprawdę dobre karty. Wiedział co budziło niepokój obu Prymarchów. Kobieta mogła być niebezpiecznym sojusznikiem. Nadal była jednak tylko człowiekiem i chociaż doskonale się kontrolowała, można było przeniknąć przez fasadę jaką wytworzyła wokół siebie. Splótł swoje dłonie na stole patrząc chwilę na Pariasa, aby potem przenieść swój wzrok na Świętą. Patrzył na nią uważnie szukając najmniejszych oznak kłamstwa. -Tobie to bardzo zdaje się dotkliwem, Że nas ta wściekła burza wskroś przemacza; Ale gdzie większa dokucza choroba, Tam mniejszej prawie się nie czuje. Zadrżysz Wobec niedźwiedzia i uciekniesz przed nim; Ale, jeżeli uciekając, trafisz Na zbałwanione morze, wtedy chętnie Popatrzysz oko w oko niedźwiedziowi* - wyrecytował z pamięci Titus ze szczerą pasją i siła, patrząc jej głęboko w oczy. Po tym odetchnął - Odrzućmy więc nieprawdę. Bez fałszywej skromności. Tak jestem jedyną osobą, która mogłaby nakłonić Prymarchów do skorzystania z twojej pomocy. - Kobieta wierzyła w to co mówi, abstrahując od tego co było prawdą, dowiedziała się paru przydatnych informacji o nim, w jakiś sposób doszła do jego samopoczucia po śmierci Eidolona. Była to dość imponujące, miał jednak kilka wątpliwości -Aby razem walczyć potrzeba nam zaufania. Złamaliście przy mnie Imperialną Prawdę. Dlaczego? Chcesz mojej pomocy, to ja potrzebuję prawdy. Co macie na myśli mówiąc o Pierwotnych Kłamstwach? To brzmi jak jakiś tytuł. Co się stało na Monarrchi, bo temat ten powraca. ... - przerwał na chwilę -Najważniejsze jest zaufanie, czy zniszczyłabyś mnie pani gdyby Imperator wydał ci takie polecenie? Poza tym wierzę w słowa, w starożytne formuły ... jest w nich jakaś moc. Powtarzanie przysiąg czyni z nas braci, przelana krew zbliża nas. Czy byłabyś gotowa przysiąc mi lojalność i w pewnym zakresie posłuszeństwo? Czy bałabyś się złożyć swoje życie, w moich rękach? Jeżeli miałbym się za tobą stawić, wziąć na siebie odpowiedzialność .... - nie dokończył gdyż powinno to być jasne, wiele zależało od tego co ta kobieta powie. I w jaki sposób to zrobi ... Mogła być przydatna, ale ktoś musiał ją kontrolować ... Niebezpieczna gra, ale ktoś musiał spróbować. -Imperialna Prawda jest zasłoną, za którą skrywa się boskość Imperatora. - Odparła. - Ale po kolei kapitanie. Jak ci pewnie mówiono byłam jedną z tych, którym powierzono tłumaczenie Księgi Lorgara spisanej głównie w Kolchijskim na język Fortrei. Księga ta zawiera kłamstwa, ale tak zgrabnie podane, że wydają się być prawdą. Mówi o Bogach, lecz te istoty, które tak nazywa, nimi nie są. Lorgar i jego Legion im służą i oddają im cześć, z powodu tego co stało się na Monarchii. Mogę ci powiedzieć, co nam powiedziano, lecz jestem pewna, że tak jak wszystko inne co mówią Głosiciele Słowa, ta opowieść jest skrzętnie ukrytym w prawdzie kłamstwem. A także to co sama wywnioskowałam składając strzępy dostępnych informacji. Lorgar Aurelian, był pierwszym prorokiem Imperatora. Prawdę o jego naturze widział w swych snach, na długo przed tym nim jego stwórca go odnalazł. Dlatego spisał Lectitio Divinitatus. Pierwszą księgę. Lecz Imperator nie chciał by go wielbiono, pragnął oświeconej Ludzkości, która sama będzie dążyć ku boskości. Dlatego zabronił Lorgarowi głoszenia swojej chwały. Lorgar jednak Go nie posłuchał. W swojej pysze nakazał budowę Monarchii, miasta gdzie każdym słowem i gestem oddawano cześć Bogu Imperatorowi, a świątyń Mu poświęconych nie dało się zliczyć. Kiedy wieść o tym dotarła do Imperatora rozgniewał się wielce na Lorgara i nakazał Synowi Ultramaru by zniszczył Monarchię. Historia opowiadana przez Głosicieli Słowa, mówi, że Imperator zmusił potęgą swej psyche cały Legion włącznie z ich Prymarchą by przed nim i Guillimanem uklękli i kazał im na klęczkach patrzeć, jak w płomieniach imperialnych lanc umierają kobiety i dzieci. Ja jednak sądzę, że było inaczej. Imperator wiedząc, że cnota, rozsądek i litościwe serce Guillimana pozwolą mu właściwie ocenić sytuację, jemu właśnie powierzył to zadanie. Tak czy inaczej Cyrene Valantion jest ponoć jedyną, która przeżyła zagładę Monarchii, lecz nawet ona nie uszła bez szkody, gdyż straciła wzrok. Mówią, że utrata wzroku pozwoliła jej dostrzec prawdę, że Imperator jest żądnym władzy potworem, który skradł Prawdziwym Bogom ich moc. - Westchnęła. - Ci niby bogowie, to nic innego jak potężne istoty, jak ta, którą mi pokazałeś kapitanie. W jakiś sposób zdołały omamić Lorgara, a jego pierwszy Kapitan dzieli swe ciało i duszę z jedną z tych potworności. - Wzdrygnęła się. - Żal mi go, gdyż widzę, że jest dobrym i prawym człowiekiem, który w każdej chwili walczy z żądzą krwi, próbującej przejąć jego ciało istoty. - Parias poruszył się niespokojnie. Kobieta potrząsnęła głową. - Mój towarzysz nie zgadza się ze mną. Chciałby w Głosicielach Słowa widzieć potwory, lecz ja wiem, że ich dusze i szlachetne serca cierpią z powodu dotyku tych plugawych istot. A co do mojego życia, kapitanie, wybacz, ale ono nie należy do mnie. Złożyłam je w ręce Imperatora a on sprowadził do mnie tego, który przybrał imię Dante Caido, a teraz ciebie. Oczywiście, że wam zaufam. - Zakończyła z rozbrajającym uśmiechem. -Być może walczą ze sobą, jednak jeżeli spotkam się na polu walki z Argelem Talem, zabiję go ... gdyż on będzie próbował zabić mnie. W takich chwilach nie stać nas na żal czy żałość. Potem ... jak to ujęłaś? Potem nasza dusza może płakać. Pani czy w imię Imperatora możesz więc złożyć mi przysięgę wasalną? Na mój miecz. Tak jak czynili to moi przodkowie. Siła w słowach i siła w tej ceremonii jest tak silna, że będę mógł się za tobą wstawić z czystym sumieniem. Dziękuję za zaufanie i wybacz za stawianie tobie warunków, jednakże moi bracia składają podobną, żołnierze również. Nie jesteś ani jednym, ani drugim, a ja nie mam innego pomysłu jak rozwiązać nasz mały problem. Przysięga pani na to w co wierzysz. Starożytne i szlachetne, możesz to zrobić? - chciał żeby kobieta przysięgała nie dlatego, że zapewniłoby mu to immunitet przeciwko cisowi w plecy. On sam złamał swoją przysięgę, zrobił to jednak walcząc ze sobą, dla większego dobra ... Cóż wiedział, że szczerze wierzyła w to co mówi. Tak jak on wierzył w honor. Znaczyło to, że dobrze się zastanowi nim miałaby ich zdradzić. Wiedział, że to ryzyko dla niego, gdyż pewnie skierowałaby pierwszy atak w niego. Z drugiej strony wiedział o tym, że była wartościową sojuszniczką. W ich sytuacji nie mogli sobie pozwolić na odrzucanie atutów. Musielibyć ostrożni jak przy korzystaniu z niebezpiecznej broni, ale pomoc mogła być warta ryzyka. Grasz tym co ci dano, mawiali niektórzy ... jednakże Titus w takiej chwili wolał grać kartami, które uda mu się skraść ... - Nie, wybacz kapitanie, ale nie mogę. - Odparła szczerze, ze smutkiem. - Służę jedynie Imperatorowi. Nie złożę przysięgi jednemu z Jego żołnierzy. Mogę ci jednak przysiąc, że zawsze będę Jemu posłuszna i tak długo jak ty Go nie zdradzisz, ja nie zdradzę ciebie. -Rozumiem . Nie ułatwiasz mi tego, ale rozumiem. Choć pozostaje jeszcze kwestia ... tego całego kultu. Nie mogę pozwolić aby szerzył on się we flocie. Myślę, że to również będzie punkt, który poruszą Prymarchowie. Potrzebujemy zapewnienia, że świadomie nie uczynisz nic, co mogłoby dać im argumentów. Powstrzymasz się od komentarzy dotyczących Imperatora poza autoryzowanymi osobami. Sama twierdziłaś, że Imperator nie chciał tego, aby ten kult się szerzył - - Wybacz kapitanie, ale kim są te...Autoryzowane osoby? - Zapytała marszcząc brwi.- I nie zamierzam kłamać. Ani ukrywać, że Imperator jest uwięziony na Terrze. Ani, że go zdradzono. Prawda jest bronią, której nie powinno się odrzucać. - Mam nadzieję, że będzie pani mówić o tym, że Imperatora zdradzona i uwięziono na Terze - odpowiedział Pierwszy Kapitan ze szczerym uśmiechem - Nie proszę o kłamstwa, tylko o ... Zatajenie pewnych faktów dla dobra nas wszystkich. O "boskości" Imperatora, nie potrzeba nam oskarżeń o łamanie Imperialnej Prawdy, zwłaszcza że to Imperator ją ogłosił. Nieprawdaż? Autoryzowane osoby to Prymarchowie, oficerowie którzy byli na Forteii. Skoro Imperator nie życzy sobie ujawniania "prawdy" o nim, to chyba nie jest duża prośba? - Kobieta skinęłą głowa w zamyśleniu. - Ale czemu mamy to ukrywać? - Zapytał zirytowany Parias. - Ja nie rozumiem czemu mamy to ukrywać. On jest Bogiem Ludzkości! Titus zmrużył oczy. Naprawdę na za wiele pozwalał im, ale uważał, że mogą być przydatni. Nie byli im potrzebni kolejni wrogowie, przynajmniej nie w tej chwili. -Bo te słowa są jednoznaczne ze zdradą, ze złamaniem Imperialnej Prawdy, za którą wielu ludzi przelewało tutaj krew. Ja jestem spokojny i chcę z wami rozmawiać, ale może znaleźć się, ktoś kto nie wytrzyma i wtedy to ciebie spotka niebezpieczeństwo, to raz. Po drugie skoro uważasz Imperatora za ... boga, a on ogłosił Imperialną Prawdę, to miał w tym jakiś swój cel. Rozumiem, że kwestionujesz ten cel? Po trzecie nie pozwolę na to, aby dawać do ręki argumenty naszym wrogom, to że wspieramy Heretyków, lub to że sami heretykami jesteśmy. Po czwarte jeżeli mamy współpracować, to musimy pójść na pewne kompromisy ... - Parias zamarł z półotwartymi ustami. Zabrakło mu odpowiedzi. Kobieta skinęła głową. - Zgadzam się Kapitanie. - Powiedziała cicho skłaniając głowę. - Tak musi być. Titus skinął głową. Cóż mogło być. Zebrał się do wyjśca -Zobaczę co da się zrobić w twojej sprawie - dodał na odchodne miał jeszcze sporo do zrobienia ...
  9. Przyjaciółka aresztowana za malowanie krwią obrazów ... ahh prostsze czasy ...
  10. Cześć Rhaegrim! Skończyłem pracę na ten tydzień (haha, taki zabawny żarcik) to zająłem się poprawkami swojej rozpiski, także sierżant i drużyna zostali zmienieni
  11. Złamane palce I odkrycie swoich kart
  12. Shinjo Boke Shinjo uśmiechnął się lekko słysząc słowa Kraba. Nie do końca rozumiał co ten chciał przez to osiągnąć. Natomiast wolałby nie ujawniać wszystkich kart akurat dzisiejszego dnia. Poza tym mieli pewien obowiązek do wypełnienia, gdyby przed ceremonią coś stało się, któremuś z uczestników byłby to wielki dyshonor. -Cóż Kaiu-San - odezwał się spokojnie -Jak usłyszeliśmy na gempukku przyjeżdża cesarz. O tym kto jest lepszy w czym przekonamy się podczas turnieju, nie byłoby dobrze gdyby jakaś zbyt pochopna decyzja sprawiła, że nie moglibyśmy wziąć udziału w ceremonii. Poza tym w takie noce jak te, lepiej zająć się refleksją, sztuką - przy tych słowach wziął ze swoich rzeczy Biwę, i zaczął grać smutną pieśń. Pieśń o człowieku, który pozostał sam w odległej krainie i jedyni towarzysze jacy mu pozostał to smutek i wspomnienia.
  13. Od dziś wieczór do niedzieli słaby dostęp do netu. Czytać będę z komórki ewentualnie.