Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Bazil

Primeval Creators
  • Ilość dodanej zawartości

    11634
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Bazil

Previous Fields

  • Systemy RPG D&D

Contact Methods

  • Website URL http://

Profile Information

  • Gender Male
  • Location Gilneas City

Ostatnie wizyty

3953 wyświetleń profilu
  1. Okay Panie i Panowie, zaczynamy. Posta dałem trochę na posocjalizowanie się, od Was zresztą zależy, czy chcecie się ładować do tawerny grupami, czy przychodzicie osobno. Do własnego ustalenia.
  2. Polowanie na Róg Rozdział I: Ogień i Stal Ruchliwe popołudnie w Athkatli nie było niczym niezwykłym, zwłaszcza iż przecież mowa o Mieście Pieniądza – przybytku, w którym w każdej chwili zawierane są transakcje handlowe, a brzęcząca moneta przechodzi z rąk do rąk. Nie zawsze zresztą w uczciwy sposób. W ostatnich latach wiele zmieniło się w stolicy Amnu, lecz widok z wychodzących na port okien kamienic wciąż pozostawał ten sam. Żagle, stragany i tłumy najprzeróżniejszej maści indywiduów, od głośno zachwalających swój towar kupców, przez żeglarzy zdążających na wieczór do tawern, by przy szklanicy grogu przechwalać się przed kompanami swoimi wspaniałymi (choć nie zawsze zgodnymi z prawdą) czynami, po mieszczan i rzezimieszków, szukających takich czy innych okazji. Portowe prostytutki jak co dzień prężyły dumnie obnażone biusty, zaczepiając od czasu do czasu przechodniów, którzy wyglądali na bogatszych. Ktoś dostał w mordę w bocznej uliczce. Ze trzy przecznice dalej wynajęci przez bogatego amnijskiego kupca zabójcy właśnie opierali o ścianę zaułka zimne zwłoki konkurenta swego pryncypała, pozorując napad rabunkowy. Na tyłach jednej z wielkich, bogatych kamienic nieopodal przystani, ukradkiem przemykał powszechnie szanowany paladyn, zmierzający na kolejną regularną schadzkę miłosną z córką właściciela budynku. Amn. Tu każdy miał swój cel, swoje słabości i marzenia. Zarówno te przyziemne, jak i bardzo górnolotne, sięgające dalekich lądów, czy nawet legend. Historia, nawet mimo ostatnich krwawych epizodów, nie raz przecież udowadniała, iż takie marzenia potrafią się spełnić. Zacumowany przy głównej przystani „Indefatigable” wyróżniał się na tle portowego zgiełku niczym góra pośrodku morza. Czy raczej jedna z czterech gór, gdyż nieopodal stacjonowały również jego trzy siostrzane jednostki – „Invincible”, „Queen Mary” oraz „Hood”. Wszystkie cztery okręty zbudowano całkiem niedawno – wciąż pachniały nowością, zachwycając błyskiem szlachetnego, ciemnego drewna kadłubów. A także rozmiarami, gdyż zaprojektowano je jako jednostki typowo pełnomorskie, o znacznie większej dzielności morskiej niż typowe statki handlowe żeglujące po wodach przybrzeżnych. Wprawne oko dostrzegało wprawdzie, iż ich zgrabne sylwetki straciły nieco na uroku, gdyż na pokładzie znajdowała się już większość ich ładunku, lecz mimo tego i tak stanowiły przykład kunsztu szkutniczego. Opłaconego ogromnymi pieniędzmi, naturalne. Co jak co, lecz fundatorów wyprawy było na to stać. Załoga „Indefatigable” uwijała się jak w ukropie, szykując okręt do wypłynięcia, które zgodnie z planem miało odbyć się następnego dnia o poranku. Poganiani przez masywnego półorczego bosmana marynarze dokładnie sprawdzali olinowanie, przetaczali beczki z ładunkiem i doprowadzali do porządku kolejne miejsca w ładowni. Wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik, by nie było wstydu przed lordem Blackthornem. Na innych okrętach to bez znaczenia, ale flagowy musiał być gotowy na tip-top. Naturalnie, to samo wpajano załogom pozostałych jednostek. Przeprowadzona wcześniej selekcja marynarzy miała wyłonić jedynie najlepszych, ale jak to wszędzie, trafiały się czasem gorsze elementy. Niemniej, ogólny poziom wyszkolenia załóg był całkiem wysoki, tak więc okręty zostały przygotowane do wyprawy szybko i sprawnie. Specyfika wyprawy nie do końca pozwalała jednak na komfort, gdyż w kadłubach poza załogami należało upchnąć sporo żywności, zarówno w formie przetworzonej jak i żywego inwentarza, narzędzia, materiały budowlane, broń, czy choćby mnóstwo innych przedmiotów mogących posłużyć jako środki wymiany handlowej z ewentualnymi tubylcami. Odbiło się to również na wybranej przez lorda Tyberiusa „ekipie do zadań specjalnych”, jak to określał. Nasi bohaterowie jeden po drugim zawitali w końcu na pokład „Indefatigable” w celu pozostawienia nań swego bagażu i tam, poprowadzeni przez załogę, poznali również swoje kwatery. Dość skromne, prawdę mówiąc i zapewniające mało prywatności, gdyż dzielone z konieczności. Jedyną dobrą wiadomością było to, iż nie mieli odgórnie przydzielonych miejsc do spania. Te mogli sobie wybrać spośród oddelegowanych kwater, lecz szczerze mówiąc, niewielkie to było pocieszenie. Na szczęście w dalszej perspektywie dzisiejszego dnia czekało na nich coś znacznie przyjemniejszego, o czym zostali poinformowani jakiś czas wcześniej. Otóż tego wieczora, w tawernie „Morska Zdobycz”, miała odbyć się uroczystość pożegnalna członków wyprawy, na którą naturalnie byli zaproszeni. Naturalnie nie dotyczyło to wszystkich, gdyż przybytek był po prostu za mały, lecz ich akurat zaproszenie objęło. Przypadek? Raczej nie, w końcu podobno byli najlepszymi z tych, których kandydaturę rozważano. A przynajmniej tak się mówiło w różnych kręgach. Oczywiście lord Blackthorn miał również pojawić się na uroczystości, zapewne jak i wielu lokalnych oficjeli. „Morska Zdobycz” była jednak na tyle przyziemnym miejscem, iż nie należało się spodziewać klimatu rodem ze szlacheckiego balu. * * * Drink Up, There's More! Przychodząc te parę godzin później do tawerny, nasi bohaterowie już na własne oczy i uszy mieli okazję się przekonać, że wszelkie obawy o nudę były bezpodstawne. Już od wejścia przybyszy uderzał dźwięk piszczałki, wygrywającej skoczną melodię oraz śmiechy i zawołania tańczących doń gości. Na ten wieczór „Morska Zdobycz” dostępna była wyłącznie dla zaproszonych, o czym wyraźnie przypomniało dwóch krasnoludzkich bramkarzy, jednak jak widać, gości nie brakowało. Przy ławach już toczyły się rozmowy przy kuflu oraz najróżniejsze gry. Żądni tańcowania pląsali przy muzyce wygrywanej przez ulokowanego nieopodal ogniska elfiego barda, mistrzowsko wydobywającego ze swej drewnianej piszczałki kolejne nuty, przy których nogi same rwały się do zabawy. Szczere salwy śmiechu dobiegały głównie z prawej strony gospody, gdzie przy szerokiej ławie siedziało z sześciu chłopa, grając w karty. Z wyglądu przypominali najemników, czy żołnierzy, choć na zwykłych piechurów byli zdecydowanie zbyt porządnie ubrani. A w co grali? Ciężko powiedzieć na pierwszy rzut oka, zwłaszcza że wystarczyło poświęcić im chwilę dłużej, by dostrzec, że wciąż rozkładają na stole jakieś kolejne karty, po czym nagle milkną, czekając, aż… do kart podejdzie najzwyklejsza w świecie czarna kura i zacznie stukać w nie swoim dziobem. Co w tym było zabawnego, ciężko powiedzieć, ale śmiali się naprawdę gromko. Naturalnie, nie tylko oni wyglądali interesująco. Niecodzienne było również towarzystwo, które otaczało lorda Tyberiusa Blackthorna. Dowódca wyprawy stał oparty o szynkwas z kuflem ale w zasięgu ręki, rozmawiając z dwójką mężczyzn. O ile jeden z nich mógł uchodzić za całkiem normalnego – weterana, zapewne, sądząc po masywnej, niedźwiedziej sylwetce , przewieszonej przez plecy tarczy i stalowym spojrzeniu, tak drugi z nich był jedyny w swoim rodzaju – wręcz dosłownie. Ci, którzy nie byli na bakier z historią i opowieściami, mogli rozpoznać w nim Shibboletha, towarzysza słynnych dziedziców Maruderów. Inni widzieli po prostu wysokiego przedstawiciela zupełnie nieznanej rasy, z wyglądu przypominającego skrzyżowanie człowieka z czarnym lwem. Czy innym kotem. Kotolud, to było dość odpowiednie dla poziomu typowego prostego człowieka określenie. Ewentualnie kociamber, jak mówili co niektórzy z wyższych sfer. Rozmawiającym wyraźnie udzieliła się panująca wewnątrz atmosfera. Wyglądali na rozluźnionych i spokojnych. Blackthorn co prawda rzucał co jakiś czas spojrzeniem ku ławie, gdzie siedziało zapewne kilku przedstawicieli lokalnej szlachty, jednak najwyraźniej nie miał zamiaru do nich zagadywać. Podczas takiego wieczoru należało przede wszystkim dobrze spędzić czas. A do następnego dnia jeszcze wiele mogło się wydarzyć.
  3. Też mi się wydaje, że to najsensowniejsze pytanie. Ewentualnie jako uzupełniające dodałbym - "Czy nie zauważyłeś czegoś dziwnego w szpitalu?"
  4. Okay, bardzo dobrze, że popracowaliście nad celami. To teraz ja się do tego odniosę. Właściwie do tych, które wymyśliliście sami, bo tych podrzuconych przeze mnie to jest tyle, ile trzeba wiedzieć. 5. Drugie Dno - jest to niewątpliwie ciekawy pomysł, ale zwyczajnie byłoby ciężko go dopasować do focusu sesji, który gdzieś tam w mojej głowie siedzi. Nie zdecyduję się. 6. Pościg za Legendą - trochę dubluje wątek tytułowy. De facto więc będzie w sesji, ale niekoniecznie jako Wasz cel prywatny. Acz może się nim stać, opcji wykorzystania Rogu będzie kilka. 7 i 7.1 - to jest zdecydowanie cel, który podoba mi się najbardziej. Jest interesujący i bardzo wpasowuje się w moje szczątkowe plany, które do tej pory poczyniłem. Nie powiem teraz, czym dokładnie mogłoby być to "latające coś", ale taki wątek mógłby się pojawić. Zatem myślę, że na tym możemy się skupić. Zresztą, w takim przybytku można by też spróbować znaleźć pkt. 2. Mam już nawet pomysł, jak Wam przemycić plotki o tej placówce w sesji jeszcze przed wypłynięciem, więc nie będziemy musieli zakładać, że coś już wiecie na starcie. No chyba, że ktoś bardzo chce. No i skoro mamy już początkowe ustalenia i mechanika się tworzy, to myślę, że możemy zaczynać. Do piątku powinienem wystartować przygodę. Chciałbym jak najszybciej, ale mam teraz dwa dni raidowe i nie wiem, czy znajdę tyle czasu, bo pewnie pisanie trochę zajmie. Acz może być różnie, także wypatrujcie.
  5. @Therek - możesz zamienić 6 na 8. A co do focusa, to jest dokładnie tak jak mówisz, ale mnie się wydaje, że w przypadku w którym symbol jest dokładnie widoczny i postać kieruje nim w stronę celu, można też przyjąć inne opcje. Wtedy hełm by raczej odpadał, bo głupio by to wyglądało, ale rękawicę symbolem do przeciwnika skierować już można. Tak to bym mniej więcej widział. @Rafal3920, @Iwettia - wysłałem Wam swój kontakt na FB, dajcie mi jakoś znać, że Wy to Wy, to dodam Was do konwersacji. Ogólnie nie bójcie się rzucać propozycjami apropos celów, jeśli ktoś ma jakiś pomysł.
  6. @Jedi Master - możesz przerzucić. I tak, to miałby być Wasz wspólny cel dla wszystkich postaci. Dlatego warto się dogadywać.
  7. @Therek - odpowiadając na Twoje pytania: 1. Zaczynacie na 3 poziomie. W sumie jest mi wszystko jedno, czy to będzie 2 czy 3, a na wyższym zawsze będę mógł Was czymś bardziej paskudnym uraczyć. 2. HP jak w podręczniku - na 1-szym poziomie pełna kość, potem połowa kości +1. Oczywiście +modyfikator z Con. 3. Tylko podstawowy. Na morzu nie należy przywiązywać się do rzeczy. W kwestii atrybutów pewnie jakoś pójdę Wam na rękę z rzucaniem. Miałem być pro-graczowy, tak sobie wciąż powtarzam. Myślę, że możemy przyjąć pkt. 4, czyli rzucanie z opcją przyjęcia standardowych atrybutów. Z innych kwestii organizacyjnych i fabularnych: 1. Do postów fabularnych przytnijcie sobie avatary do rozmiaru 200x200 px albo podobnego, byle nie przekraczać 200px w żadnym rozmiarze. Może to moja fanaberia, ale przyzwyczaiłem się do takich avków i wydają mi się najbardziej estetyczne. W temacie z postaciami to już kwestia dowolna. 2. Jak się zapatrujecie na używanie konferencji na Facebooku jako źródła szybkich ustaleń, przypomnień, kopniaków i tym podobnych? 3. Kreatywna niespodzianka fabularna, o której bodajże wspomniałem w poście rekrutacyjnym, ale bez szczegółów, toteż teraz zdradzę, o co chodzi. Mianowicie o cele wyprawy. Ogólnie cel oficjalny znacie - jest to poszukiwanie nowych lądów, zasobów i tym podobnych rzeczy, a w przypadku odnalezienia cywilizacji - nawiązanie z nią stosunków ogólnie odbieranych jako pozytywne, czyli pozyskanie sojusznika. Ja sobie jednak pomyślałem, że ciekawie by było dołożyć jeszcze jakiś dodatkowy cel. Problemem była tylko nieznajomość konceptów graczy, którzy będą w sesji, gdyż nie chciałem, by wszyscy ten cel znali i go umieszczali w historii. Dlaczego? Otóż właśnie chciałem, byście sami go sobie wybrali lub stworzyli. To ma być cel osobisty dla Waszych postaci, acz wspólny, dlatego wymaga koordynacji i kreatywności, aby to miało sens. Ja ze swojej strony przygotowałem następujące przykłady: a) poszukiwanie źródła dawnej dynastii rządzącej w Amn - ten cel jest trochę usztywniony, bo wymaga, by każde z Was miało jakieś powiązania, bądź sprzyjało Synom Amnu, którym na odnalezieniu tej dynastii właśnie zależy. To może być trudne w przypadku outlanderów, ale obowiązek każe mi go przedstawić. b) przywiezienie ze sobą jakiegoś wielce cennego/potężnego artefaktu - niby proste, ale potrzeba wspólnego punktu zaczepienia, no i jakiegoś elementu skłaniającego postać, by to zrobiła. Zazwyczaj dobrze działa zagrożenie rodzinie, ale nie wszyscy takową posiadają. c) osobiste wzbogacenie się, zdobycie potęgi dla siebie / rodziny / pomagierów - dość trywialne w swoich założeniach, taki w sumie placeholder z mojej strony Tyle z moich przykładów, ale są jeszcze dwie opcje: d) sami wymyślacie sobie cel w konsultacji ze mną - tu jest największe pole do popisu i kreatywności, ale, uwaga - wymaga myślenia. I to nie tylko mojego. Znaczy, powyższe też wymagają myślenia, bo chciałbym, by jakieś sensowne ustalenia powstały również przy Waszym udziale, ale tu jest najwięcej otwartych dróg. Nie ukrywam, że to moim zdaniem najciekawsza opcja. e) brak celu - jeśli kompletnie Wam się nie będzie chciało myśleć, to po prostu nie będziemy. Tak czy inaczej, rzeczy do robienia w sesji nie zabraknie, tak sądzę. Gdyby trzeba do tego wszystkiego stworzyć jakąś sytuację lub NPC-a, wiecie gdzie mnie szukać. @Rafal3920 - jeśli będziesz miał symbol w widocznym miejscu, możesz go użyć jako focusa.
  8. Smutam, ale rozumiem, znam tę drugą stronę aż za dobrze. Podobnie jak Mroczek, zapewne będę dalej chętny grać, jeśli przyjdzie Ci chęć na reaktywację. Tymczasem polecam dobrą muzykę i dużo kur na poprawę humoru.
  9. Tu proszę umieścić opis swoich postaci wraz z mechaniką, kiedy już powstanie.
  10. Okay, forum założone, mogę Was wszystkich jeszcze raz przywitać i wyrazić nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało. Zanim ogarniemy przygodę, będzie kilka kwestii do ustalenia, ale w tej chwili jest za późno, bym rozwalał je wszystkie na czynniki pierwsze, więc zajmiemy się jedną - mechaniką. Fakt - trzeba ją zrobić. I tu podstawowe pytanie ode mnie - czy chcecie losować atrybuty, czy przydzielać wg podręcznika te sześć stałych? Ogólnie też powinniśmy wspólnie ustalić focus mechaniczny dla postaci. Myślę, że to raczej powinno być jasne, ale choćby Therek ma różne możliwości, więc dobrze byłoby wszystko dopasować, by żyło się lepiej. Jeśli macie jeszcze jakieś propozycje/spostrzeżenia w kwestiach mechanicznych lub organizacyjnych - walcie śmiało.
  11. Oo-oo-oo-oo! Wielki Wojownik, ogień i stal! Oo-oo-oo-oo! Wielki Wojownik, płomień i żar! Nocny Kochanek - Wielki Wojownik
  12. No dobrze, czas odsłonić karty. Na wstępnie chciałbym Wam podziękować za zainteresowanie - przekroczyło moje oczekiwania znacząco i również znacząco utrudniło wybór, przez co więcej osób niestety może poczuć się rozczarowana, ale jak to mówią - bywa. Koncepty były zróżnicowane i fajnie się je czytało, problemu ze spasowaniem z samą sesją nie miałem, toteż tym trudniej było wybrać. Finalnie zdecydowałem się na pięcioro graczy. Zatem, do dzieła. Fabularnie, by było ciekawiej. No i miałem pomysł. The Dream Dissolves Tyberius, Shibboleth i Starucha Tyberius chodził nerwowo po komnacie w jedną i w drugą stronę, okrążając postawioną na środku ławę niczym jakieś drapieżne ptaszysko. Na jej blacie leżało rozłożonych kilkanaście pergaminów z informacjami o przeróżnych awanturnikach, którzy zgłosili się do udziału w wyprawie z tych czy innych powodów. Po prawdzie, było ich znacznie więcej, lecz sporo kandydatur odpadło już wcześniej, z tych czy innych powodów. Zostali tylko ci, nad którymi myślał najwięcej. Niemniej, było ich zbyt wielu, by stworzyć małą i sprawną grupę operacyjną, która była jego celem. - Jakieś pomysły? – zagadnął do opartego o ścianę Shibboletha, przyglądającego się mu w milczeniu. - Napiłbym się czegoś – odpowiedział nubianin, głaszcząc trzymaną ramieniem czarną kurę. – A jeśli chodzi o twój mały dylemat… to w sumie proste. - Tak? – Blackthorn spojrzał na kudłacza spode łba. – Oświeć mnie w takim razie. I w ogóle, skąd ta kura? Shibboleth machnął wolną łapą. - Przypałętała się – odpowiedział. – A co do chęci oświecenia… odrzuć wszystkie elfy. Tyberius uniósł brew. - Tak? A to dlaczego? - No to przecież oczywiste – Shibboleth ruszył ku ławie, puszczając po drodze kurę, która wylądowała dość niezgrabnie na ziemi z oburzonym gdakaniem. – Elfy są zadufane w sobie jak pień drzewa i brzydkie jak noc. No sam pomyśl – wychudzone, bez cycków, bez sensownych tyłków. Kto by je chciał? - Nie wiem, czy zauważyłeś, ale zbieramy poszukiwaczy przygód na wyprawę, a nie dziwki do burdelu, Shibboleth – zauważył kąśliwie Blackthorn. – Mamy trochę inne priorytety. Nubianin uniósł ramiona w geście poddania. - Dobra, dobra, wygrałeś. Ale nie mów potem, że nie ostrzegałem – zbliżył się do ławy, studiując kolejne zwoje. – Zacznijmy wręcz od mięśni. W sumie… sporo tego. Ja bym wziął krasnoluda. Hamish lubił krasnoludy. Albo barbarzyńcę… zaraz, to półelf, to nie. Ale ta babeczka wygląda całkiem nieźle – wskazał na rycinę przedstawiającą najemniczkę w ciężkiej zbroi. – Co my tu jeszcze mamy… kolejny elf, błeee… i ten tutaj z Turmish, a no i jeszcze ten młody. Bierzesz młodego, Tyberiusie? Nie wiedziałem, że zaczęliście przejmować od nas zwyczaje – błysnął zębami w złośliwym uśmiechu. Tyberius westchnął przeciągle. Obcowanie z Shibbolethem wymagało anielskiej cierpliwości. - Po prawdzie, to myślałem o barbarzyńcy – przyznał. – Nie wiem, gdzie dopłyniemy, ale raczej stawiałbym na dzicz, a tam się nam najbardziej przyda. No i, jakby to powiedzieć, łączy nas historia pewnych spodni… Tym razem to Shibboleth uniósł brew ze zdziwienia, ale co ciekawe, nie skomentował niespodziewanego uzewnętrznienia się towarzysza, tylko się uśmiechnął. - Dobra, to może ktoś czarujący dla kontrastu? – zaproponował. Blackthorn pokręcił głową. - Najpierw może ktoś, kto w razie czego poradzi sobie z pułapkami i zwiadem. - Niech będzie, tylko nie elf, proszę cię. - Albo elf, albo ta panienka… - Panienka! - Tak, a czemu? - No proszę cię! Piersi! No i nie jest elfem… - Shib, ja potrzebuję kogoś bardziej doświadczonego… - Ale nie elfa! Tyberius nie odpowiedział, jedynie przesunął zwój przedstawiający informacje o elfim łotrzyku na tę samą stronę, gdzie zostawił dossier barbarzyńcy. - Ko ko ko – usłyszeli zza pleców. Obaj odwrócili się w kierunku kury, która przekrzywiła łebek, spoglądając na nich jednym okiem. Shibboleth splótł ramiona na piersi. - I ty, Starucho, przeciwko mnie? - Ko ko. - Szlag – zaklął nubianin. – Czasem wydaje mi się, że poświęcenie magii dla rozmontowania dusz Souldrake’a nie było dobrym pomysłem. Widzisz, kiedyś ludzie się mnie bali. A jak nie, to zawsze dało im się zamieszać w głowach tak, by robili, co chcesz. Życie było znacznie łatwiejsze. A teraz? Nawet kura mnie nie słucha. - Cóż, przed wypłynięciem będziemy mogli jeszcze trochę powspominać stare czasy – zgodził się Blackthorn. – Teraz przejdźmy do tych magów. Założę się, że znów będziemy mieli inne zdanie. - Tym razem nie ma elfów – zauważył Shibboleth. – Ja w sumie brałbym to diablątko. Ewentualnie tego gościa z Amnu, bo nawet ładny jest. Może i nie w stu procentach mag, ale sam wiesz, leczenie się przyda. Będziesz miał jedno i drugie. Tyberius pokręcił głową. - Doświadczenie mnie nauczyło, że lepiej się skoncentrować na jednym. Choć masz trochę racji, przyda nam się zróżnicowanie. Niemniej, w tym przypadku postawiłbym na nią – wskazał portret czarnowłosej kobiety. Nubianin przyjrzał się jej uważnie, choć wyraźnie było widać, że nie do końca jest przekonany. - Ty ją znasz – rzucił do Tyberiusa. – Jest z Cormyru. - Jej osobiście nie – odpowiedział Blackthorn. – Ale nazwisko nie jest mi obce. I zanim zaczniesz pieprzyć o nepotyzmie, kółkach wzajemnej adoracji i tym podobnych bzdurach, przeczytaj dokładnie dossier. Jest profesjonalna i wystarczająco kompetentna. - Ale brzydka – stwierdził nubianin. – Spójrz na tą wyniosłą minę. I te usta. No prawie jak elfka – jęknął. – A fryzura? Twoja ciotka tak się czesze. - Moja ciotka nie żyje – przypomniał mu Tyberius, przesuwając dossier na bok, do pozostałych. – Zostały nam jeszcze dwa. - Teraz ja wybiorę – Shibboleth pochylił się nad ławą, lustrując pergaminy. Po chwili wskazał na jeden z nich. – Ona. Tyberius przysunął się do towarzysza. Tak, ona siedziała w jego głowie od samego początku. Nie wiedział dlaczego, ale gdy pierwszy raz ją zobaczył, był pewien, że chce mieć ją na pokładzie. I pasowała znakomicie, choć z początku miał pewne opory, mając doskonale w pamięci to, co wyczyniali kapłani podczas wojny. Niemniej, on jako jeden z weteranów wiedział, co działo się naprawdę, a i zdolności kapłana na wyprawie mogły być nieocenione. I nie, to mrowienie, które czuł na skórze, gdy spoglądał na jej podobiznę, wcale nie miało nic do jego decyzji. Nic z tych rzeczy. Tak sobie tłumaczył. Shibboleth poklepał go po plecach. - Kiedyś mi podziękujesz. A tymczasem… ostatni typ. Właściwie to może być każdy. - Prawda – zgodził się Tyberius. – I dlatego to takie trudne. - E, wcale nie. Póki pamiętasz o elfach. - Shibboleth… - Dobra, dobra. To może zdolności uzupełniające? Pewnie będziesz potrzebował więcej mięśni. - Może. Albo więcej magii. Albo jeszcze czegoś innego. - Pomyślmy… jeśli mięśnie, to kto? Tyberius przyjrzał się jeszcze raz wszystkim wojownikom. Doprawdy, bardzo ciężki wybór. Każdy miał coś do zaoferowania. Myślał tak przez dłuższą chwilę, aż w końcu wskazał na krasnoluda. - Dobry wybór – zgodził się Shibboleth. – No więc mamy pierwszego kandydata. Kto następny? - Magiczny – rzucił Tyberius. – Kogo tu mamy? - Bardka – zaczął nubianin. – Nie wiem, jak ciebie, ale mnie coś niepokoi w tym jej spojrzeniu. Ale ma umiejętności. No i lubi pisać. Przydałaby ci się na tej wyprawie. - Pomyślę – odparł Blackthorn. – Następny? - Smokowiec, czarnoksiężnik. Jeśli lubisz podejrzane umowy z jeszcze bardziej podejrzanymi bytami. No wiesz, ja mam z tym pewnie doświadczenia, ale jako ta druga strona. - Nie, odpada. Nie chcę nikogo takiego na wyprawie – odparł kategorycznym tonem Tyberius. – Tym bardziej takiego, który w nic nie wierzy. - Ko ko ko! – rozgdakała się Starucha. - Dobrze, że i ty pilnujesz naszej wiary – zaśmiał się Shibboleth. – Dobra, to mamy jeszcze to diablę, dziadka i gościa z Amnu. Tyberius przyjrzał się jeszcze raz pergaminom. - Póki co bardka. Wydaje się najbardziej uniwersalna – stwierdził. - No dobrze, to jeszcze trzeci. Możesz już chyba wybierać ze wszystkich, bez względu na umiejętności. Potarłszy czoło dłonią, Blackthorn jeszcze raz przejrzał zwoje. I raz jeszcze. I kolejny. W końcu sięgnął po ten, który nie wpisywał się póki co w żadną z rozważanych specjalności. - Smoczyca? – Shibboleth uśmiechnął się półgębkiem. – No proszę, czyli jednak łuski cię kręcą. No i ma trochę tych umiejętności. Tak więc… mamy tę trójkę. I musisz wybrać jedno. Więc jak? - Nie wiem – przyznał Tyberius. Istotnie, nie wiedział. Każde z tych tutaj by się nadawało. Ba, pewnie i pozostali by się nadawali, on po prostu wybrał tych, którzy wydawali mu się najbardziej na miejscu. Ale dokonać ostatecznego wyboru… cóż, dawno nie miał takiej zagwozdki. - Ko. Blackthorn zmarszczył brwi, gdy na ławę wskoczyła czarno upierzona kura. Starucha podreptała ku trzem zwojom i dystyngowanie rozsiadła się naprzeciw. Przekrzywiła łebek raz, drugi, przyglądając się znakom zapisanym na papierze, po czym puknęła dziobem w jeden z nich. Shibboleth gwizdnął. - Jesteś pewna? – zapytał. - Ko, ko ko ko ko, ko. - Wiesz Tyberiusie, mnie to wystarczy za odpowiedź. Wychodzi na to, że masz już swoją drużynę. Blackthorn nie wyglądał na przekonanego do końca. - Uważasz, że powinienem zaufać kurze? – zapytał ostrożnie. Shibboleth zaśmiał się głośno. - Uwierz mi, tej kurze akurat możesz zaufać. – odparł, biorąc nioskę pod pachę. – Chodź Starucho, robota skończona. Pora wracać do domu. - Ko ko ko! - Tak, wiem, dostaniesz. Tyberius spoglądał za nimi, kiedy wychodzili z pokoju. Pokręcił głową, sam sobie nie wierząc. - Zaufaj kurze, doskonały pomysł… - mruknął sam do siebie, biorąc ze sobą dossier smoczycy wraz z pozostałymi. * * * Tak więc, wszystko już jasne. Ostatecznie drużynę Tyberiusa stworzyli: Jorus Barbarzyńca Aramil Galanodel Larson Arlen De'Grease Alira z klanu Algotharrar Dużo kobiet. Dużo "A". I wbrew pozorom, są elfy. Co do pozostałych, postanowiłem nie zamykać ewentualnej furtki w przyszłości. Jak wiadomo, różne rzeczy się dzieją i gracze się wykruszają, więc reszta postaci również popłynie na wyprawę. Być może tymi statkami, być może innymi, które zostaną wysłane za tymi, zobaczymy, czy zajdzie potrzeba. Tymczasem gratuluję wybranym, dziękuję wszystkim za koncepty i do zobaczenia w zakamarkach forum. Auuuuuuuuuuu!
  13. Szczerze mówiąc spodziewałem się może z połowy tych zgłoszeń, nie aż tyle. Cóż, będzie krew, pot, łzy, szczęście i zawód. Zaczynam myśleć nad składem, ale decyzja padnie dopiero po zadanej godzinie, bo może jeszcze coś przyjdzie i utrudni mi jeszcze bardziej. @Mhelkir - nie, nie wszyscy. W sesji był dość duży kill count, a z graczy, którzy przetrwali do końca, nie ma choćby Nadrila.
  14. @Gerappa - ja mówiłem, że leniwy jestem. Zwłaszcza, że to już tak blisko końca, że powoli nastrajam się na wybór i samą sesję.
  15. @Vidar - jeśli nie ma w podręczniku (teraz osobiście nie pamiętam), to nie. Aczkolwiek jakoś specjalnie nie jestem fanem paladynów opartych na idei.