Ferr-kon

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    8154
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Ferr-kon

  • Ranga
    Legenda światów napisanych
  • Urodziny 03.02.1992

Previous Fields

  • Systemy RPG Praktycznie wszystko, z akcentem na systemy D6 (pochodne SW WEG'u), L5K, WoD, CoD, D&D, Wh40K
  • GaduGadu 6063538

Profile Information

  • Gender Not Telling

Contact Methods

  • Skype ferrkon

Ostatnie wizyty

15937 wyświetleń profilu
  1. Tylko powinienem dać znać wyraźniej, że to nie są trzy opcje do wyboru, wszystkie trzy opcje będą miały miejsce. Wszystko zależy od sytuacji, jak powiedziałem. Jeśli jest jakaś akcja w której większy ma sens żebyś ty odpisał, ty odpiszesz. Jeśli strzelasz do kogoś, to nie masz i tak za bardzo wpływu na to co się stanie, więc ja odpiszę. Inaczej każda akcja zajmie nam pół roku. Tak, ale stosowanie się do tego przy każdej jednej sytuacji rozwali grę. Sorry, taka prawda. Bo wtedy, wyglądałoby to tak: 1. Gracz pisze posta z deklaracją. 2. Rozegrana jest cała mechanika. 3. Gracz pisze posta z opisem, albo należy poczekać aż gracz grzecznie wyedytuje posta. 4. MG może pisać swoją reakcję. Pewnie, wiele sesji tak chodzi, ale u mnie taka sesja nie przetrwa. Czasem będziemy po prostu najpierw rozgrywać mechanikę, ale to nie jest gra przy stole, gdzie możemy wspólnie opisać szybką akcję, więc pewien podział obowiązków będzie miał miejsce chcąc nie chcąc. Na forum? Przepraszam, ja trochę alergicznie reaguję na to, jak ktoś jako argument w dyskusji podaje swoje doświadczenie Nie robię sesji na forum dla eksperymentowania czy zaspokojenia swojej ciekawości. Robię sesję na forum, żeby poprowadzić fajną sesję, która przetrwa i będziemy mogli doprowadzić ją do końca i być zadowoleni z efektu końcowego (lub przynajmniej bawić się na tyle na ile się da póki się da). Więc wybacz, ale nie No i spoksik, ale u mnie będzie tak jak wspomniałem, chyba że wspólnie z ekipą graczy którzy się dostaną wymyślimy coś fajnego po rekrucie, będę miał swoje propozycje, ale muszę wiedzieć kto się dostanie, żeby ustalić formę odpisów już do ludzi, którzy będą grać w sesję.
  2. Lomion, ogromne dzięki za wprowadzenie, ale mam kilka komentarzy, głównie do tego jak ja to postrzegam: Noooo, bez przesady to zakłada, że macie pod ręką magię leczniczą, a magia sama w sobie to też nie jest takie hop siup. Poza tym przeciwnik też może mieć magię leczniczą, a świat rządzi się według naszych zasad, nie zasad klasycznego świata heroic fantasy. Więc bez nastawiania się na to, że będziecie biegać i strzelać do wszystkich wokoło, nie przejmując się kulką w kolanie. Bo będziecie To takie bardzo mocne uproszczenie, bo jeśli nie masz chromu ani magii to ciągle jesteś w pupie, a odcinanie się od chromu ma swoje poważne społeczne konsekwencje, bo generalnie większość ludzi nie ma magii pod ręką, więc lecą wszczepami. A jak faktycznie jesteś magiem, to z technologią musisz mieć ostrożnie, bo każdy wszczep gryzie się z twoim duchem. Więc to nie do końca jest tak, że nie ma konfliktu pomiędzy człowiekiem i maszyną. Jest konflikt pomiędzy maszyną i duchem (który ma bardzo wiele znaczeń). Pytania są tendencyjne Znaczy, pewno. Ale mam wrażenie, że lubisz grać magiem bieganie w cieniach (czy raczej "cieniowanie") nie ma większego związku z tym, co jest twoim narkotykiem - magia czy chrom. Magia może być strasznie głośna, widoczna i sam twój wygląd może krzyczeć magią, a modyfikacje mogą być tak subtelne, że zdajesz się być zwyczajnym szarakiem. To którą ścieżką idziesz zależy od ciebie i stawia przed tobą inne wyzwania. Prezydent już od dłuższego czasu nie, ale w sumie to jego śmierć zamieszała bardziej niż życie. Tak. Chociaż się nie mylisz, to prezentujesz podejście do Shadowruna którego bardzo nie lubię chociaż łatwo jest budować postać kierując się tymi archetypami, nie ma absolutnie żadnej konieczności by to robić i nie chcę sugerować nikomu takiego podejścia. Róbcie postać na którą macie ochotę, nie "ulicznego samuraja" no chyba że wam na tym konkretnie zależy. Jeszcze co do tematu pisania postów... Najlepszą ideą, byłoby żebyście deklarowali akcję, rzucali, potem opisywali akcję. To jest technicznie rzecz biorąc możliwe, ale bardzo niewygodne na forum. Dlatego mój pomysł jest taki: 1. Będzie temat od mechaniki gdzie możecie napisać zapytania albo deklaracje, jeśli tak wolicie. 2. możecie po prostu napisać posta deklarując co robicie. 3. Efekty będę w moim poscie, czasem dam Wam możliwość opisania czegoś, czasem nie. I tak będę pracował nad tym, żeby pozbyć się inicjatywy, bo inicjatywa to najgorsza rzecz jaką wymyśliły erpegi.
  3. Komunikatywność poza sesją jest ważniejsza niż nawet najładniejsze posty. Postać jest budowana punktowo. Jedyne ograniczenie, to że ilość wszczepów może się kłócić z magicznym potencjałem postaci, więc ciężko zrobic cybernetycznego maga. Ale się da Gracze opisują to co ma sens być opisane przez gracza. Nie wiem jak Ci lepiej odpowiedzieć na te pytanie. Kłamałbym jednak jakbym powiedział, że w pełni rozumiem o co Ci chodzi. Chcesz opisywać akcje na które Twoja postać nie ma wpływu?
  4. Wiesz, chyba generalnie wiem co masz na myśli, ale potrzebowalem chwili zeby to rozsztfrowac, a to nie jest najlepsze świadectwo współpracy Słuchaj, tez lubie tworzyc takie neologizmy, język jest plynny i w ogóle, ale to na korzyść komunikatywnosci. Ale odpowiadajac na Twoje pytanie - wszystko zależy od sytuacji. Generalnie preferuje szybkie deklaracje a potem opisy w zależności od sytuacji. Stawiam regularnosc odpisywania nad dlugosc postow.
  5. Czyżbym miał do czynienia z weteranem? Jak pisałem już komuś na pw - o ile jest motywacja się nauczyć, nie ma problemu.
  6. Woah, ciężko powiedzieć, nie znam drugiej edycji ale większość takich fundamentów jest podobna do poprzednich edycji.
  7. Chciałbym powiedzieć "na luzie" ale prawda jest taka, że będziesz leciał na takiej fazie 60% przyjemności z gry.
  8. Hej, poczytuję trochę, obiecuję się nie wtrącać za dużo, ale jak tak patrzę na to co tu się odwala w kwestii Legiona i machania bronią pojawiła mi się w głowie tylko jedna reakcja Wracam do jamy z której wypełzłem, miłego
  9. O rany, zapomniałem! 28 Października, dodaję do rekruty. Oczywiście z potencjalną szansą na przedłużenie jeśli ktoś będzie miał obsuwy czy nagłe wypadki.
  10. Nightcall Seattle nigdy nie śpi. Lubiła czuć chrupanie mokrego chodnika pod stopami, nawet jak go nie słyszała. To zawsze czuć. Muzyka może zagłuszać wszystkie hałasy miasta, apki w commlinku mogą blokować upierdliwe reklamy, a filtry w oczach tłumią neony, przez które zapomniała już nazw niektórych kolorów. Ale chrupanie pod butami czuć zawsze. Miło było poczuć, że pewne rzeczy się nie zmieniają i zawsze będą takie same, nieważne jak bardzo chcielibyśmy móc spokojnie zasnąć, z myślą że jutro wszystko będzie po staremu. Trzech punków kopało jakiegoś cherlawego orka na parkingu, więc przyspieszyła kroku patrząc w drugą stronę. Zacisnęła ręce w kieszeniach bluzy. Przypomniała sobie jak bardzo była wściekła na chłopaków, którzy robili sobie żarty z orka, który chodził do klasy niżej, jak bardzo głośna była w wyrażaniu swojej dezaprobaty, ogłaszając wszem i wobec że nigdy nie pozwoliłaby żeby coś takiego działo się w jej obecności. Ale właśnie to zrobiła. Ale co ona mogłaby zrobić? Podejść, też dać się pobić? Albo i gorzej? Przewracała commlink między palcami, zastanawiając się czy przełączyć piosenkę. Myśl o czym innym. Może kiedyś, może w odległej przyszłości będziesz w stanie coś z tym zrobić, faktycznie się temu postawić. Ale teraz po prostu nie ma co o tym myśleć. Trzeba mieć nadzieję, że ten ork to przeżyje. Co może zrobić w swoim otoczeniu, to zrobi, ale wyżej tyłka nie podskoczy. Minęła graffiti przedstawiająca się całującą się parę. Pod kolumną naprzeciwko siedział jakiś żul, ale zdawał się być bardzo spokojny. Nie kiwał się, nie mamrotał pod nosem, nie robił pod siebie, po prostu siedział z bułką w ręce i patrzył się na graffiti. Miał na twarzy tyle zmarszczek, że ktoś mógłby go pomylić z rzeźbą z drewna. Zatrzymała się na krótki moment. Przeszło jej przez myśl, i włosy na karku stanęły jej na baczność, że może ten gość nie żyje. Ale mrugnął i zerknął na nią. Czas na krótki moment zamarł. Wahanie. Strach. Jakby spojrzeniem mógł jej coś zrobić. Dzielenie się spojrzeniem było intymne. Osobiste. Nikt dziś nie patrzył sobie w oczy, wszyscy mieli oczy wlepione gdzieś indziej. W reklamę, w dziwne wszczepy, w naturalnie wyrastający komuś ogon, w spiczaste uszy, w commlinka, gdzieś w przestrzeń, zaglądając głęboko do matrixa... Ale nigdy w oczy. Miała ochotę gdzieś uciec. Ale on tylko uśmiechnął się i ugryzł bułkę. Po czym wyciągnął bułkę w jej stronę. Patrzyła się na niego z góry, przewracając w dłoni commlinka, którego dostała od swojej pierdolniętej matki, którą miała ochotę zarąbać każdego dnia. Ten commlink był wart jakiś tysiąc razy więcej niż syntetyczna bułka, którą bezdomny musiał wyciągnąć ze śmietnika, ale... Ale z jakiegoś powodu ten gest ją sparaliżował. Odwróciła się na pięcie i ruszyła dalej. Nie myśleć o tym, nie ma co o tym myśleć. Nie wszystko ma sens. Nie wszystko zasługuje na to by to rozważać. Myślenie boli, mówił Cwaniak. Bliss rozluźnia. Bliss nie brzmiał jak zły pomysł. Neonowy Smok był niedaleko, może pogadać z Cwaniakiem. Starzy będą narzekać, ale co starzy mają do powiedzenia. Mijała jakiś klub, przed którym stała obściskująca się parka. Gość miał elegancki garnitur, skórzane rękawiczki, wyglądał jak typowy Johnson z vidów. Jego laska miała jaskrawofioletową spódniczkę, poszarpaną koszulkę z jakimś gobrockowym zespołem, w połowie wygolone włosy, które opadały jej na ramię mieniąc się tęczowymi kolorami. Gość ściskał jakąś czarną torbę. Pewnie runnerzy. Cholera ci to mają dobrze. Żadnych autorytetów, żadnego pier... Uśmiechnęła się lekko, ale zaraz przyszło jej do głowy, że z niej żadnej runnerki nie będzie. Starzy i tak ją upolują, prędzej czy później. Podgłośniła muzykę i zaczęła śpiewać pod nosem tekst. There's something inside you... Byle tylko zagłuszyć myśli. It's hard to explain. * ~ * ~ * ~ * ~ * Z zewnątrz musieli wyglądać na pewno bardzo uroczo i tajemniczo. On w garniturze, ona w swojej... Stylówie... Jakkolwiek to nazywała. Nie miał pojęcia czy ten styl się jakoś nazywa, ale na niej wyglądał cudownie. Zanim wkręcił się w ten biznes i ciągle spijał korporacyjną śmietankę nie myślał, że może w ogóle polecieć na taki... Margines. Ale teraz te tęczowe włosy wydawały się naprawdę urocze. - Piękna, musimy załatwić biznesy - mruknął do niej, kiedy wreszcie uznała, że warto dać mu odetchnąć. Ale ona tylko uśmiechnęła się i przygryzła dolną wargę, przejeżdżając mu palcem po karku. - Francis... Nie wystarczy ci na dziś biznesów? - spojrzała na niego marszcząc smutno brwi. Jego wzmocnione receptory dotyku zbombardowały mu mózg doznaniami, gdy jej dobrze zakamuflowana mechaniczna dłoń spowodowała kilka spięć w czujnikach na karku. Zdecydowanie nie miał ochoty na biznesy. Szczególnie, że kilka osób dziś na tym... Ucierpiało. - Załatwmy to szybko a potem chodźmy do mnie. Będzie nas stać na naprawdę dobrego szampana - uśmiechnął się do niej. Ucieszyła się, nawet podskoczyła w miejscu i zachichotała. Przerażała go, gdy próbowała się zachowywać jak mała dziewczynka. Pracowali razem. Widział co potrafiła. Cóż, jego brat zawsze mówił, że robić to w pracy to bardzo zły pomysł. Co to w ogóle za klub? Muzyka. Ogień. Pot. Alkohol. Namiętność. Widział na jej twarzy lekki niesmak. Lubiła dziksze miejsca, miejsca gdzie pachnie bardziej Jazzem niż Blissem. Miejsca gdzie muzyka uderza w uszy i rozrywa cię od środka. Ale jemu? Jemu to nie przeszkadzało. Neonowy błękit, modelki, bogate dziewczyny, korporacyjne oficerki... I inni tacy jak on. Swoi ludzie. Tacy, z którymi zabawisz się przednio, ale nigdy nie musisz im ufać. Tutaj każdy ma swoją działkę, każdy ma swój interes, każdy ma swoją kobietę, albo swojego mężczyznę. I jak coś się nie podoba, zawsze można znaleźć kogoś nowego. Ale byli tu w interesach. Johnson na nich czekał. Jedna dziewczyna odpływała obok niego od jakiegoś BTLa, druga patrzyła w niego jak w obrazek, a jej oczy odbijały się czerwienią jak oczy kota. A on nie zwracał na nią uwagi, przynajmniej nie cały czas. Trochę jak na kota. Tylko tyle by podrapać za uchem i cieszyć się z tego, że ma się puchatego zwierzaka. Ale tacy jak on nie potrzebowali nic więcej. Mieli wszystko na wyciągnięcie ręki. A on, jako Johnson, miał ustawione życie. Runnerzy załatwiali wszystko na niego, ale Runnerzy szukali dyskrecji. Więc to na niego spływała gloria udanej roboty. To on spijał benefity. Czuł jak Bestia zawiesiła mu się na ramieniu, wbijając w nie swoje kolorowe paznokcie. Chciała wyglądać, jakby była kompletnie rozluźniona, ale wiedział, że najchętniej by się stąd teleportowała, gdyby mogła. Nie lubiła Johnsonów, a szczególnie nie takich jak ten. - Załatwione panie Johnson - Francis rzucił torbę na stół. Johnson wyciągnął z ust cygaro i zerknął na nich, unosząc lekko jedną brew i uśmiechając się, jakby właśnie był to jego najlepszy dzień w życiu. - Coś was mało. - Robota była trudniejsza niż myśleliśmy. Ale nie umawialiśmy się na zapłatę za głowę. Suma była umówiona. Rzuć kredami i zapominamy że się poznaliśmy. Zmierzył go wzrokiem. Francis nie lubił gdy jakiś Johnson robił takie rzeczy. Każdy Johnson powinien był chcieć jak najszybciej skończyć interes i uciąć kontakt, przynajmniej do czasu następnej roboty. Przedłużanie było znakiem, że ciągle czegoś od nich chciał. - Pewnie - machnął palcem i jeden z ochroniarzy podał im torbę. Old school. Kredy w czipach. Bestia odetchnęła i pocałowała Francisa w policzek. Skinął głową Johnsonowi i odwrócił się, patrząc nieufnie na ochroniarza, który zdawał się nie zwracać w ogóle na nich uwagi. Koniec, sprawa załatwiona. Ruszyli do wyjścia. - Jeszcze się odezwiemy - Johnson zawołał na odchodne - I zbierz nową ekipę. Godną zaufania. Z jakiegoś powodu te słowa go uderzyły. Odpalił radio. Mitsubishi Nightsky ruszyło z piskiem opon jak najdalej stąd. Bestia zdawała się nie czuć potrzeby czekać na szampana czy jego ekskluzywny apartament. Znów poczuł spięcie, które dreszczem przeszło mu po udzie, przesuwając się po plecach i uderzając go falą przyjemności po uderzeniu w ośrodki dotykowe jego implantów. To mogła być magia, ale Bestia za bardzo kochała swoją mechaniczną dłoń żeby to była magia. Bawiła go myśl, że mogła zamontować w tej dłoni jakieś... Zabawki. Ale mimo wszystko Bestia było bardzo analogową osobą. Więc może to po prostu... Ona? Zerknął na nią w bok. Uśmiechnęła się, tak jak tylko ona potrafiła się uśmiechnąć. Wesoło, drapieżnie, ale przede wszystkim szczerze. Było w niej coś takiego, że nie był w stanie uwierzyć, że cokolwiek mogłoby się schować za tym uśmiechem. W normalnych okolicznościach zjechałby na pobocze i zgubił się w tym uśmiechu całym sobą. Mógłby tym razem zerwać z niej tę koszulkę. Za to co dziś zdobyli mógłby jej kupić takich trzydzieści. Ona nie chciałaby żeby nic kupował, powiedziałaby mu że zszyje i tylko doda jej to charakteru. W normalnych okolicznościach uznałby że to głupota, ale chyba się w niej zakochał. Taka prosta rzecz. Dokładnie po to uciekł od życia w korporacji. Życie jako runner pozwalało na to, by dać się porwać emocjom. Kochał luksusy jakie zyskał dzięki dawnej pracy, ale dopiero teraz mógł naprawdę poczuć to ile mogą mu sprawić przyjemności. Ale to nie były normalne okoliczności. Ta robota... Poszła gorzej niż planował. Roodie leżał sparaliżowany w docwagonie, a JJ... JJ też gdzieś leżał. JJ... Cholera... Zatrzymał się. Kasa leżała w bagażniku, Bestia była koło niego, robota była załatwiona, Johnson nic do nich nie miał. Wszystko poszło tak dobrze jak mogłoby pójść po tym jak bardzo wszystko się zepsuło. Bo to raz na robocie puści alarm? Bo to raz Błędni wskoczą na kark i zaczną robić rozróbę? JJ się na to pisał. JJ go w to wkręcił i to mu obiecał. Nie będzie płaczu. Runnerem jest się po to, żeby nigdy nie płakać. Żyjesz, potem umierasz, żeby żyć znowu. Mówił, że to z jakiegoś starego filmu... Miał go obejrzeć już dawno temu. Ale nigdy nie obejrzy go z JJem. - Bae? - Bestia spojrzała na niego. Nie chciał tego pokazać. Był twardym gościem. Był Runnerem. Ale nie mógł się powstrzymać. Położył głowę na kierownicy i zacisnął usta jak mógł. Nie powstrzymało to kilku łez, ale czuł jak z gardła chce się wyrwać szloch. Przełknął go. Niezbyt pomogło, ale wystarczająco. - Muszę wyjść zapalić - wyszedł z samochodu i wyciągnął z kieszeni garnituru papierosy. Zapłacił za nie dobre kredy, ale za naturalny tytoń się dobrze płaci. Pomyślał sobie, że w sumie - poza Bestią - tylko to mu zostało. Poczuć przyjemność z tego, że robota daje mu okazję do życia w luksusie. JJ by się cieszył. - Heeej, co jest? - Bestia objęła jego ramię i spojrzała na niego zmartwiona. - JJ - powiedział krótko. Nawet nie chciał na nią patrzeć. Na pewno nie była z nim dla takich sentymentów. - A... Hej, ciąży ci, ale przejdzie - westchnęła - Tak jest w tym zawodzie. Prychnął, uśmiechając się lekko. Zazdrościł jej podejścia. - Pewnie straciłaś przyjaciół, nie? - zerknął na nią - dużo? Szlag... Przepraszam, gówniane pytanie. - Nie, nie, spokojnie słoneczko. Ta. Oduczyłam się mieć przyjaciół - uśmiechnęła się do niego, tak jak zawsze. I to go zaniepokoiło. - A ja to co? - zapytał, chcąc żeby to brzmiało jak żart, z całej siły. Chyba mu wyszło. - Ty to co innego. Nie przyjaźnimy się - wyszczerzyła do niego swoje ostre kły. Wyostrzone gdy miała fazę na gobrock. Prawda. Nie przyjaźnili się. Nawet za sobą nie przepadali na początku. Ale to było co innego... To było coś intymnego, bliższego. To nie była tylko przyjaźń. To było coś dużo, dużo więcej... - Prawda. Kocham cię. To pewnie nie był najlepszy moment. Nawet nie czuł się na siłach, żeby spojrzeć w jej stronę. Wolał po prostu zapomnieć o sprawie. I miał nadzieję, że ona będzie miała do tego podobne nastawienie. Jej ucisk poluzował się na moment, zdawało mu się że zaraz odejdzie, ale potem przytuliła się do niego jeszcze mocniej. Nie spodziewał się aż tak dobrej reakcji. - Ja ciebie też. Cieszę się. Poczuł, że znowu chce mu się płakać. Chociaż nie był pewien czemu. - Ale wiesz... Cieszę się, że mi to mówisz, ale cieszę się, że mi to mówisz teraz. Wiesz, jak jest ci już lżej. Możemy to wszystko fajnie poukładać, nie? Bez frajerów. Radio się wyłączyło i zapadła nieprzyjemna cisza. Nadal nie patrzył w jej kierunku, ale zaczął... Myśleć. I już bolała go od tego głowa. - Lżej? - zapytał. - No. Bez tych obciążeń. Bo wiesz, że mnie kochasz to ja to widziałam od... Cholera, tygodni? - zaśmiała się serdecznie - Jesteś łatwy do czytania mordka, nie da się ukryć. - Ob... -ciążeń? - No. Frajerów. - przytaknęła - O to ci chodziło jak poprosiłeś o kasę za robotę, nie za głowę, nie? Pewnie, mówiłeś że bierzemy opłatę za pracę nie za pracownika, ale chyba tylko idiota by tego nie ogarnął. No to czekałam na okazję, odstrzeliłam Roodiego, żeby już nam nie wadził. Sorry za krwawą robotę z Jayem, ale wydaje mi się, że na ciebie leciał. A wiesz... Puściła do niego oczko z dziewczęcym wdziękiem. - Nie mogę na to pozwolić, nie? Zaśmiała się perliście i pociągnęła go lekko za ramię. - Chodź, mamy mnóstwo kredów do wydania. Z samochodu znowu zaczęła lecieć muzyka. Francis był przekonany, że właśnie przebudził się z jakiegoś złego snu. Jego najlepszy przyjaciel, jego kompan, jego mentor, jego brat... JJ... Był martwy. I ta zdzira go zabiła. Wyciągnął z kabury pod pachą pistolet, wycelował między zdziwiona oczy i zanim równie zaskoczone usta były w stanie wypowiedzieć jakiekolwiek słowa zapytania czy buntu, pociągnął za spust. Bestia padała na ziemię martwa, jej mózg ubrudził mu garnitur, a fragment czaszki chyba porysował mu maskę. Cóż, JJ zawsze mówił, że robić to w pracy to bardzo zły pomysł. Lubię prowadzić erpegi, okej? I mam w pracy czas popisać. Także hej, czemu się jeszcze powstrzymuję. Cześć Runnerzy. Witajcie w Seattle - dla jednych miastem grzechu, dla innych miastem okazji. A dla jedynych co się liczą - AAA korporacji - miejscem wojny. A pośród nich - wy. Szukający kredów, chwały, sławy, albo kierowani zwykłą żądzą przygód. Skąd się tu wzięliście? Jak wkroczyliście w świat shadowrunningu? Po co to robicie? Te pytania sprawiają, że chociaż wszyscy robicie właściwie to samo, żadne z was nie jest takie samo. Ale ta robota to głównie krew i pot, bądźcie na to gotowi. Premise: Możecie pochodzić z każdej części świata. Możecie mieć całkowicie różny background. Ale jest coś co was łączy - Neonowy Smok. Mało znana knajpa w Seattle, będąca własnością dość tajemniczego playboya Nicholasa Remy'ego, która jest miejscem nieco obskurnym, ale też bezpiecznym dla... Właściwie każdego. Nikomu nie stała się tu krzywda, Lone Star niespecjalnie się nią interesuje... Dla tych co unikają uwagi to bezpieczne schronienie. Dla tych, którzy chcą się zająć shadowrunningiem to raj. Do tego jest tu wystarczająco dużo kontaktów, które nie zadają zbyt dużo pytań, albo są godne zaufania. Więc zebraliście się się. Znaleźliście fixera. Dogadaliście się. I macie za sobą kilka zleceń. Ale o tym potem. Czego możecie się spodziewać: Po pierwsze, to jest klasyczna shadowrunowa kampania. Jesteście grupą runnerów, będziecie wykonywać zlecenia. Przygody to będą prawdopodobnie wasze zlecenia, między nimi wybierzecie kolejne zlecenia, będziecie mieli osobiste wątki, zakupy tego typu rzeczy. Być może wyjdzie jakiś główny plot w trakcie gry - ale metaplot który szykuję może nigdy nie wyjść na jaw. Więc wiele zależy od waszych decyzji i tego jak w ogóle wasza drużyna zainteresuje się jakimiś odkrywanymi powoli wątkami. Po drugie, kocham Cyberpunk. Całym swoim sercem. Cyberpunk to moje życie. Możecie ogarnąć po wstępie fabularnym, że po prostu kocham pisać w tym klimacie. I pewnie to Shadowrun, więc będzie dużo akcji i strzelania, ale na pewno będą też rozważania na temat technologii, człowieczeństwa, oraz będę starał się poświęcać dużo uwagi tematyce związanej specyficznie z Shadowrunem (więc dyskryminacja, mistycyzm vs technologia, etc). Po trzecie, już o tym wspomniałem, ale podkreślę. Interesują mnie wasze postacie. Ich hobby, ich motywacje, ich życie osobiste. Zlecenia będą miały pełny shadowrunowy wydźwięk - setup, egzekucja, ucieczka. Ale między zleceniami będzie wszystko inne. Interludia będą grupowe i solowe, dłuższe i krótsze. Co najważniejsze, będą osobiste. Wasze postaci są runnerami z jakiegoś powodu i nieważne czy poświęcają się pracy w stu procentach - przeszłość zawsze ich dogoni. A jeśli nie przyszłość - to na pewno przyszłość. Podstawowe informacje: System: Shadowrun 5. Największy balans i najlepiej znam. Umiejscowienie chronologiczne: Aktualne. Ograniczenia co do postaci: Brak, ale informować mnie jeśli bierzecie coś z dodatków. Tworzenie postaci: Standardowe. Na początku karty napiszcie jakie wybraliście priorytety. Liczba graczy: 3-4. Nieprzekraczalne poza wyjątkowymi sytuacjami. W przypadku jeśli dostanę mniej konceptów które nie będą mnie satysfakcjonować to sesja nie pójdzie. Tempo: Odpis kiedy się da, w domyśle przynajmniej dwa razy w tygodniu. Ale... Termin: 28 października, z szansą na przedłużenie jeśli ktoś będzie potrzebował. Okej, to czego ja właściwie od was chcę: Zmieniam taktykę. Bez udziwnień. Chcę mechanicznej karty postaci (w tym mogę pomóc), chcę portretu, chcę generalnego opisu postaci, chcę wiedzieć skąd postać się wzięła w Seattle, w Neonowym Smoku, a potem czemu uznała że chce się zająć shadowrunningiem. A jak dodacie coś więcej to super. Będę oceniał trzy rzeczy: - Czy koncept jest fajny i mnie bierze. - Czy zdajecie się być osobami z którymi będzie mi się fajnie grać i będzie się fajnie grać reszcie. - Czy po przeczytaniu disclaimerów nadal macie ochotę grać. Neonowy smok: Jutro lub pojutrze dam listę npców z Neonowego Smoka. Możecie ich potem brać na kontakty, a nawet jeśli nie weźmiecie to na pewno ich znacie ze słyszenia i widzenia. Disclaimer 1: Snaski i niesnaski Disclaimer 2: Ciężkie motywy Disclaimer 3: Atmosfera gry
  11. gif dla wrażliwych komputerów/telefonów Zresztą w każdym dobrym podręczniku rozdział dla MG zakłada, że może go czytać ktoś kto pierwszy raz ma podręcznik do RPG w ręku i jest tam mnóstwo wskazówek. Nam to może wypadać z głowy, bo większość z nas już po prostu automatycznie przeskakuje przez te momenty bo już to wie
  12. Shiko zdawała się napompować lekko, jakby zaczęła się zapowietrzać, ale gdy tylko Boke jej odpowiedział, wypuściła powoli powietrze z ust i wróciła do swojego chłodnego acz uprzejmego wyrazu twarzy. - Na pewno będziemy mieli możliwość sprawdzić się w boju, Shinjo-san - pokiwała głową - Chociaż jeśli chcesz, możemy zmierzyć się w pojedynku iaijutsu na bokkeny. To podstawowy trening a sprawdzi dobrze nasze możliwości, Shinjo-san. Próbowała wyglądać, jakby niespecjalnie ją to obchodziło, ale spojrzenie wlepione w Boke zdawało się płonąć wyzwaniem. Jakby wiedziała, że pojedynkowanie się teraz to zły pomysł i jej trening próbował zatkać jej usta, lecz wewnętrzny ogień zdołał w jakiś sposób wydostać się na zewnątrz.
  13. Bo moim zdaniem się nie tyczy tego o czym mówię. Niestety. Nie chodzi o to, co można jawnie pokazać palcem i powiedzieć "Hej, dyskryminujesz kogoś w ten i ten sposób" tylko o bardziej subtelne ale widoczne przejawy dyskryminacji, które mogą się wywinąć punktowi 14.1. Mam poczucie że przeczytałaś coś innego niż napisałem. Nie roszczę sobie żadnych praw, staram się po prostu zwrócić uwagę na to, że w stosunku do pewnych aktualnych problemów społecznej natury powinno się być bardziej stanowczym i bezpośrednim. I starałem się bardzo dogłębnie wyjaśnić czemu moim zdaniem aktualne zasady są niewystarczające. Marass, no kurcze, przecież wiesz, że to nie jest argument. A co, ja mam teraz wyciągać całą stertę brudów? Mój post zostałby usunięty, ja wytknięty jako paskudny flejmer i tyle by było z całej dyskusji. To się nie dzieje w moich sesjach, bo staram się trzymać ludzi, którzy są dla siebie mili i życzliwi nie dlatego, że wypada, ale dlatego że stoi za tym faktyczna sympatia. Jak widzę problem w innej sesji, którego zgłosić nie mogę (bo nie można się do niego przyczepić pod względem regulaminu, bo wszyscy są życzliwi a user może się usprawiedliwić, że "tylko żartuje" albo "to wszystkim pasuje") to co, mam wchodzić w czyjeś sesje i "robić flejmy"? Pewnie mogę napisać, że X non stop robi Y i przyprawia mnie to o wymioty, bo dzieje się nagminnie, wszyscy przytakują jakby nic się nie działo. Bo to raz mi pomachano palcem przed nosem za mniejsze rzeczy? A to nie zmienia faktu, że atmosfera jaka jest na forum to jest. Bardzo miło, dużo uśmiechów, wszyscy się akceptują, dopóki nie wybuchnie jakiś mniejszy czy większy flejm, pójdą ostrzeżenia, bany, każdy zostanie wysłany do kąta żeby przemyśleć swoje zachowanie. I zapominamy o problemie. Między sobą możemy powiedzieć co myślimy, ale na forum trzeba być grzecznym i neutralnym. Ja nie. Niestety najwyraźniej nie mam na to wystarczająco dobrych argumentów. Zresztą to chyba taka natura strefy, że co się dzieje we własnym gronie, to się dzieje i to niczyja sprawa. Nie zgadzam się z tym po prostu. Wszystko co się dzieje na forum jest świadectwem forum. Każdy użytkownik, który tutaj jest wpływa na to jaka tu jest atmosfera, jak się te forum postrzega i jakie treści są uznawane za stosowne, a jakie nie. O problemach się milczy, dopóki ktoś nie palnie czegoś naprawdę głupiego, więc pierwszy odruch jaki się pojawia gdy jest jakiś problem, to siedzieć cicho aż ktoś zrobi coś naprawdę mocnego, żeby można było pokazać administracji i żeby nikt się nie mógł przyczepić. Nie wiem czy to dobre miejsce do tego typu dyskusji i w sumie nie jestem pewien, czy zmiany jakie chciałbym zaproponować miałyby szanse w ogóle wejść w życie, szczególnie widząc odpowiedź forum. Ja tam rozumiem, głos ludu, jestem w mniejszości, takie życie. Na pewno jest w tym wszystkim więcej niż tylko trochę prywaty, bo Strefa jest naprawdę częścią mnie, nawet jak jestem tutaj, że tak powiem, come and go. Będzie ile, 12 lat bodajże odkąd się zarejestrowałem, z 8 jak zacząłem być naprawdę aktywny, kawał życia mi tutaj zleciał i po prostu przez te wszystkie lata człowiek siedział cicho jak widział problem, bo przecież nikt nie widzi problemu, nie ma problemu, jaki problem. Pewnie, na boku, jak się gada poza forum, to człowiek łamie czasem głowę, ale tak żeby faktycznie wskazać palcem na problem i powiedzieć "hej tak się nie powinno robić" to już nie wypada. Bo wszyscy chcemy się bawić, a zapominamy, że im mniej formalne okoliczności, tym bardziej faktycznie wywieramy na siebie wpływ. Pewnie, że jak ktoś tu jest każualowo i w sumie to ma to wszystko gdzieś, to go nie dotyczy. Ale to nie znaczy, że powinno się machnąć ręką na ludzi, których to dotyczy. Jeśli funkcjonujemy jako społeczność, to powinniśmy starać się dbać o dobrą atmosferę. Ale dobra atmosfera to nie jest uśmiechnięta mordka i mówienie sobie prawdy jak nikt nie słucha, tylko dbanie o to, żeby każdy czuł się częścią grupy i żeby grupa była inclusive, ale też żeby nikt tego nie nadużywał. A powiedzenie, że trzeba koniecznie tolerować ludzi którzy mają pod tym względem krzywdzące innych poglądy bo "tolerancja" (vide to co napisał Therek) to jest nadużycie otwartości. A punkt 14.1 nie jest wystarczający, bo to formułka. Nie ma dyskryminacji, są tylko żarty. Nie ma dyskryminacji, wszyscy się śmieją. Ty się nie śmiejesz to miej trochę dystansu. Ja chyba powinienem napisać jakiegoś posta do tematu urodzinowego a nie tutaj smęcić. Chociaż nadal podtrzymuję to co pisałem. Że zmian powinno się dokonać. Nie umiem spojrzeć na Strefę tylko jak na platformę do grania w rpg. To jest społeczność, czy tego chcemy czy nie. I poczułem się w obowiązku powiedzieć głośno co myślę na ten temat.
  14. A żeście się rozpisali miśki najpierw napiszę coś co mi się rzuciło w oko: Oj chłopie, nie jestem z tego dumny. Nawet rzekłbym, że jestem bardzo niedumny, chociaż nie będę się wyrzekał, że walnąłem hardą głupotę i do końca życia będę się bił w pierś. Ale młody, głupi, niewyedukowany wtedy jeszcze byłem. Przepraszam wszystkich czytaczy, MG i współgraczy btw. Prędzej czy później powinienem. Chociaż w sumie i tak prowadziłem go jako zmierzającego ku zgubie, więc może nie byłem aż takim durniem. Wracając do tematu postaram się odwołać do wszystkiego, chociaż nie wiem czy bezpośrednimi cytatami, bo nie wiem czy mi posta na to starczy. Jako że to się przewija tutaj u was, to ja tylko nadmienię, że palcem nie chcę wskazywać ani nazwisk nie chcę wymieniać, bo ja nie z tym. Chodzi o rzeczy, które zauważyłem generalnie na forum, więc chodzi mi o mygybygy, o statusy, o tematy okołosesyjne, co do kwestii w grze to jeszcze się odwołam, ale rzeczy się zdarzają. Wiem, to brzmi strasznie generalnie, ale mówię, moją intencją nie było tutaj wyprowadzanie ludzi przed szereg. Gdyby tak było, nie widziałbym problemu i nie miałbym powodu żeby pisać. Poza tym w przypadku niektórych spraw, tworzenie takiej atmosfery "hej, ta osoba ma inne poglądy niż ty" nie jest słuszne i wypadałoby dać znać jakiejś osobie trochę ostrzej (nie mówię, że od razu obraźliwie) że zachowała się bardzo nie w porządku, bo znów powstaje taka atmosfera, że jak ktoś sobie jest subtelnie niegrzeczny to okej, ale którym się to nie podoba muszą subtelnie przekazać tej osobie, że im się to zachowanie nie podoba, bo inaczej zostaną ostrzej potraktowani, niż ktoś kto rzucił jakąś seksistowską uwagę chociażby. To znów wraca do tego, że punkt 8 na dobrą sprawę odwołuje się do formy nie treści wypowiedzi. Ja się z tym całkowicie zgadzam. Ale ja nie mam na myśli jakichś dyskusji o pomysłach, o propozycjach, o rzeczach o których można sobie pogadać, tylko o subtelnych przejawach mniej lub bardziej dyskryminujących poglądów, których niekoniecznie pod taką bezpośrednią dyskryminację można podczepić. Może po prostu na podstawie własnych doświadczeń nie mam tak optymistycznego podejścia jak Ty dlatego chciałbym żeby to było jasno i klarownie napisane w regulaminie, a nie jest. Bo jak ktoś napisze (mówię z głowy, żeby nie odwoływać się do konkretnych sytuacji jakie miały miejsce) "hehe, baby do garów" i mu napiszę "hej, to było seksistowskie" to ta osoba zawsze może się kłócić, że nie mówiła do nikogo konkretnego, że to nie seksizm, że w ogóle to był żart i nie ma problemu. I sobie dalej beztrosko rechocze, a ja się czuję zawiedziony przez system (wiem, zawiało dramatyzmem trochę). Nie apeluję o to, żeby regulamin pozwolił na obrażenie takich osób, po prostu ucieszyłbym się, gdyby to było prosto i konkretnie napisane. Eli, bardzo mądre słowa, zdecydowanie je opieram, ale to już raczej kwestia mojej dyplomacji, bo na słowo cenzura ludziom się jeży włos na karku Przepraszam Cię najmocniej, ale to jest naprawdę bardzo złe uproszczenie. To nie jest takie proste. To nie jest kwestia tego czy coś mi się podoba czy nie. To jaką ktoś zachowuje postawę wobec danego problemu daje sygnał otoczeniu. Jeśli sprowadzę np. kwestię podejścia do odmiennych seksualności do poglądu (wiem, ciężkie tematy, ale po prostu to dość wyraźny przykład) to wtedy dają cichą akceptację na to, że ktoś sobie może głośno mówić, że homoseksualizm to choroba i to się leczy. Pewnie że moje sumienie jest pozornie czyste w takiej sytuacji, ale w rzeczywistości umywam ręce i pozwalam na to, żeby ludzie czuli się dumni z tego, że krzywdzą innych ludzi. To działa tak samo na niższym poziomie, gdy w grę nie wchodzi tak głęboka dyskryminacja. Mówiąc krótko, za poglądami zawsze idzie akcja. Nawet jeśli nie jest to akcja w rodzaju chwycenia za bejzbola, tylko np. zachowanie bezczynności wobec propagowania jakichś krzywdzących stereotypów. To też jest krzywda. Wielu powiedziałoby, że gorsza od chwycenia bejzbola bo normalizuje beznamiętność wobec biernego wcielania w życie krzywdzących norm. Jest ogromna, ogromna różnica pomiędzy wprowadzeniem jakiegoś kontrowersyjnego wątku do gry a faktycznym przejawem np. seksizmu czy homofobii. Kontrowersyjny wątek jest ot tym, wątkiem w trakcie gry. Zabarwionym w ten czy inny sposób, ale to nie powinno przechodzić między graczy. I w sytuacji w której sprawia komuś dyskomfort, taki wątek powinien być usunięty z gry. Ja wiem, że tutaj już na pewno wiele osób może się ze mną nie zgadzać, rozumiem, ale naprawdę moim zdaniem nie ma innej opcji. Stawianie gry nad komfortem psychicznym jakiegokolwiek gracza jest po prostu zwykłym draństwem. I oczywiście mówię o jakichś poważnych kwestiach, nie tym, że jakiś gracz nie lubi, że jego postaci nie wychodzi w życiu. Mówię o tematach dyskryminacji, tematach wrażliwych. Powiedz w takim razie, co jak całej ekipie to pasuje poza jednym graczem/graczką? Nikt nie widzi tego, że jakiś wątek sprawia danej osobie dyskomfort, a gdy ta osoba to zgłasza, to wszyscy to bagatelizują. Tutaj wracamy do tego co opisałem - w takim momencie odpowiedzialność przechodzi z osób, które tworzą dany problem na osobę, która pada jego ofiarą. Dlatego uważam, że nie powinno być tak, że standardem jest, że np. wątki dyskryminacyjne mogą się pojawiać, a jak się graczowi nie podoba, to niech spada. Moim zdaniem standardem powinno być, że takich wątków nie ma i powinno to być wyraźnie zaznaczone, chociażby przy rekrutacji. Jeśli gracz zgłasza do gry postać homofoba, to powinien być z tym otwarty i gracze którzy grają w tę grę powinni wyrazić na to zgodę. Wiem, że tutaj wchodzimy na terytorium rzeczy nie do wyegzekwowania, ale to nie zmienia faktu, że pojawienie się zasady o tym, że takich motywów być nie powinno jest moim zdaniem konieczne. Dodam też, że zawsze można dodać "chyba że w świecie gry i za zgodą wszystkich graczy" i wtedy nie ma problemu, rączki są czyste. Ludzie będa po prostu ostrożniejsi, a 90% graczy i MG i tak to nie skrzywdzi, bo to rozsądni ludzie są. To nie jest żaden argument. Mówię o tematach związanych z dyskryminacją w mniejszym czy większym stopniu. To nie jest tak, że to jest jeden z "konceptów" tylko bardzo konkretny temat. Równie dobrze w ten sam sposób mógłbym powiedzieć "jak to zakazane jest spamowanie na forum reklamami, zaraz nam zakażą pisać posty w przygodach!" Tak! Dokładnie tak. Piętnowanie bycia bucem to piętnowanie poglądów, które są szkodliwe dla społeczności, bo dystansują od społeczności ludzi, którzy nic tej społeczności nie zawinili. Buce mają swoje poglądy, które z czysto arbitralnych powodów krzywdzą ludzi, którzy nic nikomu nie zawinili. To jest punkt, w którym należy powiedzieć "dość" tolerancji, bo bezgraniczna tolerancja wokół ludzi, którzy dyskryminują innych powoduje powolne przejście do stanu, w którym dyskryminacja staje się poglądem dominującym. Tak. Widzisz, rzecz w tym, że jak ja mówię, że nie chcę grać z seksistami, homofobami, transfobami i innymi osobami, które dyskryminują innych ludzi, to ja daję znać, że moja sesja to safespace. To miejsce otwarte, w którym witam wszystkich ludzi, którzy chcą spokojnie i radosnej, otwartej atmosferze dobrze się bawić. Jeśli ktoś mniej lub bardziej otwarcie daje znać, że go nie obchodzi, czy ktoś jest seksistą, homofobem, etc. to daje znać, że w sumie to ma gdzieś co ludzie myślą o innych ludziach i daje im wolną rękę do robienia co im się podoba. Społeczność, która pozwala na istnienie takich bąbli, pozwala na rozrastanie się ich do momentu, w którym osiągają masę krytyczną i zaczynają wprowadzać dyskryminację jako normę. Jeśli my jako społeczność pozwolilibyśmy na to, żeby tacy ludzie sobie bezkarnie robili co im się podoba w naszej społeczności (na naszym forum, więc w naszej społeczności) to równie dobrze możemy uznać, że zrównujemy poglądy tych ludzi (którzy umyślnie bądź nieumyślnie chcą krzywdzić innych ludzi) z poglądami innych ludzi, którzy po prostu chcą otwarcie być kim są i nie czuć się przez takich ludzi ocenianymi. Ale z drugiej strony, zgadzam się. Niech sobie ze sobą robią co im się podoba. To znaczy - i wiem, że zabrzmi to brutalnie - niech sobie zrobią inne forum na przykład. Inną społeczność. To są wielkie słowa, trochę zbyt duże prawdopodobnie, ja wiem, ale takie rozumowanie stoi za moją propozycją do wprowadzenia nowych punktów do regulaminu. Siedzimy cicho i pozwalamy ludziom na to, żeby głośno (ale bardzo grzecznie i w postaci "osobistych poglądów) prezentowali dyskryminujący sposób myślenia - dajemy znać, że taki sposób myślenia jest okej. Nie mówię, żeby takich ludzi banować dożywotnio przecież, tylko dać znać, jakie zachowania nie są okej. Pewnie, dopuszczam myśl, że to ja jestem mniejszością i większość osób w sumie to nie ma nic przeciwko seksistowskim żarcikom czy coś ale mam trochę dość siedzenia cicho w tej kwestii. Szczególnie po niektórych rzeczach, których byłem świadkiem. I bywam świadkiem non stop, tylko nie podpadają pod żaden punkt regulaminu, to co ja mogę. Przypomniała mi się dyskusja, którą miałem na pewnej grupie fejsbukowej dotycząca <kontrowersyjnego tematu którego nie wymienię z nazwy żeby nie było, że próbuję emocjonalnie wpłynąć na przebieg dyskusji>. Gdzie ktoś powiedział, że skoro kiedyś była <zła rzecz> to i w sesji która odtwarza te czasy powinna być <zła rzecz> i powinna być normą. Tylko co jeśli jakiś gracz czuje dyskomfort z tego powodu? I znooowu wracamy do tego samego - gracz jest winny a ludzie którzy wprowadzają taki wątek dla shock value są biednymi graczami co im się sesja rozsypuje. Ja nie mówię o banach, rany julek, kto mówi o banach. Tylko żeby to po prostu miało ręce i nogi. Przypomnę co napisałem: Mam na myśli sytuacje, w rodzaju "dzieje się rzecz A; rzecz A dotyczy gracza X; graczowi X się nie podoba rzecz A na bazie tego, że rzecz A jest dyskryminująca; MG i gracze uznają, że gracz X dramatyzuje i tak naprawdę to tylko gra i gracz A nie ma prawa czuć się z tego powodu źle, a jeśli się czuje źle, to niech spada i nie psuje innym gry." Jest moim zdaniem absolutnie bezproblemowym zauważenie, kiedy gracz po prostu stara się być wredny, a kiedy istnieje faktyczny problem. Wiem, bo w sytuacjach gdy takie rzeczy dzieją się faktycznie, ludzie gadają poza forum i łapią się za głowę, ale nie istnieją żadne zasady, które pozwalają na chociażby przyjacielską interwencję ze strony osób niezaangażowanych, ale widzących problem. No bo przecież nikt nikogo nie obraził, nikt nikogo faktycznie nie dyskryminuje, tylko po prostu rzeczy się dzieją, a gracz nie ma "dystansu." Pewnie, można to zrzucić na karb "jak mg/gracze robią głupie rzeczy to nikt u nich nie zagra" ale... No nie. Bo większość osób nie ma pojęcia. I potem przyjdzie nowy gracz, trafi w takie środowisko i bum, ma już pogroszoną opinię na temat strefy. A ludzie mogą nie dawać na to przyzwolenia. Tylko jak mogą to zrobić? Nie mogą napisać "hej, jesteś nieprzyjemną osobą" bo to podpada pod punkt 8. Administracja może tylko wzruszyć ramionami bo trzeba koniecznie zachować neutralność. I tacy ludzie mogą sobie dalej robić bezkarnie paskudne rzeczy a nikt nie może o tym broń boże powiedzieć cokolwiek na głos. Wiem jak bardzo to brzmi niekonkretnie, ale po raz n-ty chce wspomnieć, że ja nie chce pić do konkretnych sytuacji, bo nie chcę (paradoksalnie) nikogo piętnować w ramach samosądu. Chciałbym pomóc w popracowaniu nad zasadami, które pozwoliłyby pozbyć się problemu u podstaw. "Zachowaj dystans" to zazwyczaj zwrot, który w temacie dyskryminacji oznacza "zaakceptuj, że cię obrażam." Zachowanie dystansu nie powinno być wymagane. To personalna sprawa. Jak mój przyjaciel powie mi, że jestem debilem i mam krzywą twarz to spoko, to mój przyjaciel, znamy swoją strefę komfortu, wiemy że tak naprawdę za tymi słowami jest sympatia i wzajemne porozumienie. Jak mi jakiś losowy człowiek powie to samo - ba, nawet jak mi jakiś kolega z którym nie jestem zbyt blisko to powie - to czuję się mocno urażony. I nie tyle słowami, ale tym, że ta osoba narzuca mi, że mam ją wpuścić w swoją strefę komfortu, bo ona mi to mówi. Powiedzenie komuś "zachowaj dystans" znaczy tyle samo, ile "ja dyktuję co jest obraźliwe a co nie." A to nie osoba, która (w tym podanym przeze mnie przykładzie) obraża co jest obraźliwe, ile osoba która może czuć się urażona. Dlatego jak siedzisz z Czechami przy wódce i opowiadacie sobie żarty, to wszyscy jesteście na tej samej stronie. Jakbyś zaczął opowiadać te same żarty na forum od tak, to reakcja nawet tych samych ludzi mogłaby być taka sama. Ja swoim przyjaciółkom w żartach też mówię, żeby mi zrobiły kanapkę - bo wiedzą, że tak nie myślę, nie jestem takim człowiekiem i jesteśmy w przyjaznych okolicznościach, a kanapkę mi zrobią, ale nie kanapkę a lutę i nie zrobią tylko przyłożą w twarz. Ale nigdy w życiu nie napisałbym tego tutaj, na fejsie, gdziekolwiek, bo nie ma kontekstu, nie ma wspólnego porozumienia. Wiem, że masz dobre intencje, ale czuję się odrobinę urażony, że zakładasz, że mam to na myśli. Jak powiedział Eli: Mam na myśli to co dzieje się w między ludźmi grającymi w erpega. To może wynikać z fabuły, ale to co jest w fabule to jest w fabule. Chociaż tutaj też moim zdaniem powinny być pewne granice a chociażby odwołując się do Garricka, nauczyłem się tego hard way. Pewnie, co się dzieje w fabule to jest trochę poza jakimkolwiek zasięgiem, ale nic nie dzieje się w próżni. To trochę jak z motywem pedofilii. Jednym jest, jak ten motyw jest w grze i jest poprowadzony z pewna dozą wrażliwości, nie tylko dla shock value. A czym innym, jak ktoś robi postać, która przykładowo gloryfikuje swój związek z dwadzieścia lat starszym od siebie partnerem, zawiązany w momencie jak postać miała dwanaście lat. Jedno to kontrowersyjny wątek który sam w sobie zły nie jest, drugie - chociaż niby siedzi tylko w fabule - niektórych może zniesmaczyć. I moim zdaniem, wypadałoby, żeby było to wręcz zabezpieczone zasadami. A w kontekście seksizmu czy takiej homofobii o której wspominam, podobnie. Jedną rzeczą jest, gdy np. w danym świecie jest duża nierówność pomiędzy płciami, albo osoby o odmiennej seksualności są prześladowane, bo to jest konflikt, to jest coś co napędza dynamikę postaci, można powiedzieć coś złego i dobrego o ludzkości jako takiej i stworzyć ciekawy wątek. A czym innym jest, gdy jacyś npce albo nawet postaci graczy zachowują się hardo seksistowsko bez żadnego głębszego powodu wprowadzając jakąś osobę przy stole w dyskomfort. Albo gdy ludzie chichrają przy stole, że postać jest gejem i są śmieszki, bo hej "dystans kolego." Różnica jest bardzo wyraźna i jeśli ktoś jej nie widzi, to prawdopodobnie szuka problemu gdzie indziej. I to nie jest droga.
  15. Zawsze kochałem Strefę przede wszystkim za jedną rzecz. To było bardzo otwarte miejsce. Nie było tutaj w ilościach hurtowych toksyczności, jaka była w innych miejscach w erpegowym fandomie. Nawet dziś to jest nadal ostoja spokoju i tolerancji, kiedy porówna się to z Pewnymi Fanpage'ami na Fejsbuku chociażby. Problem w tym, że ostatnio coraz częściej widzę na forum, że strefa idzie w trochę innym kierunku. Ja w pełni rozumiem to, że każdy ma prawo do tego, by mieć swoje poglądy na temat płci, seksualności, religii i tak dalej, niezależnie od faktów czy zwyczajnej ludzkiej życzliwości. W tym sensie rozumiem, że każdy ma prawo myśleć co im się podoba i rozliczać się z własnego sumienia. Jednak uważam, że w świetle problemów jakie mają miejsce na świecie, jeśli mamy możliwość ustawienia jakiegoś standardu, powinniśmy to robić gdzie możemy. Na forum możemy. Jesteśmy stosunkowo niewielką społecznością i mamy kontrolę nad zasadami, które nią rządzą. Pewnie, to internet i pewnie, nie jesteśmy tutaj od wychowywania się nawzajem, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że w tym momencie coraz częściej widzę, że mamy na forum milczące przyzwolenie na naprawdę szkodliwe zachowania. Na seksizm przede wszystkim, wewnątrz sesji i poza nimi. I "ostatnio" mam na myśli "w sumie od zawsze tylko od jakiegoś czasu dzieją się dantejskie sceny." Poza sesjami, zwykle jest do opanowania. W sesjach... Tutaj jest większy problem, bo MG powinien to kontrolować. Ale co jeśli MG nie jest tego w ogóle świadomy? Co jeśli MG zachowuje się nieodpowiednio? Co jeśli gracz albo graczka którego/której to dotyczy czuje się osamotniona w tym problemie, bo ludzie ją osaczają? Pierwszą odpowiedzią jest pewnie "to niech nie gra" ale to nie jest rozwiązanie problemu, ponieważ to czysta loteria, a dana osoba może dostać w tym momencie plakietkę "osoby która rezygnuje" i mimo że zachowała się dokładnie tak jak powinna, wychodzi na osobę sprawiającą problem. Nie chodzi mi o cenzurę. Nie jest cenzurą piętnowanie bycia bucem. Ale uważam, że regulamin powinien uwzględnić zasadę, że nie można propagować seksistowskich/homofobicznych/rasistowskich w jakiejkolwiek części forum. To może oszczędzić i flejmów, i toksycznych zachowań. I tak, wiem, że flejmy uprawiają zazwyczaj ci, którzy się temu opierają, ale właśnie dlatego powinna powstać ta zasada i to jest też powód, dla którego punkt 8 regulaminu jest według mnie wadliwy. Ktoś może rzucić jakąś do głębi obraźliwą, seksistowską myślą absolutnie nie odwołując się do nikogo bezpośrednio i w ten sposób nie łamie regulaminu. Ktoś się temu oprze i chcąc nie chcąc będzie się odwoływał do osoby, która to napisała i bum - dostaje bana. To nie jest sprawiedliwe. I co gorsza, to jest bardzo szkodliwe. Ponieważ każdy może w ten sposób wyrazić swoje "kontrowersyjne" poglądy nie stosując ad personam (np. w przygodzie wyrażając opinię na temat czegoś co dzieje się w sesji) a jeśli ktoś w tym momencie się zbuntuje, to ta osoba ryzykuje, nie ktoś kto ma te "kontrowersyjne" poglądy. Mówiąc krótko - istnieje milczące przyzwolenie na takie zachowania, ale istnieje stanowczy zakaz przeciwstawiania się temu. Wiem, że mało jest mnie ostatnio na forum, ale to też jest jeden z powodów. Zabrzmi to bardzo dramatycznie, ale w pewnym stopniu przestałem się tu czuć bezpiecznie. Ja wiem, że zasady istnieją po to, żeby istniała pewna neutralność. Ale jakim przykładem świecimy dla nowych użytkowników, kiedy dajemy przyzwolenie na (przykładowo) seksizm i karzemy tych, którzy się temu przeciwstawiają? Pewnie, znajdziemy nowych graczy, którym się taka sytuacja podoba, ale ktoś kto szuka fajnego miejsca do pogrania i chce uciec od toksycznego fandomu może zobaczyć taką sytuację i uznać "o rany, tu jest tak jak wszędzie" i ostatecznie uzna, że nigdzie nie ma miejsca dla siebie. Ale żeby nie było, że nie jesteśmy na forum dla nerdów, przypomnijmy sobie moje ulubione słowa z przynajmniej lubianej przez wszystkich sagi o Wiedźminie. Czy rozumiesz teraz, czym jest neutralność, która tak cię porusza? Być neutralnym to nie znaczy być obojętnym i nieczułym. Nie trzeba zabijać w sobie uczuć. Wystarczy zabić w sobie nienawiść.