Ferr-kon

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    8217
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

1 obserwujący

O Ferr-kon

  • Ranga
    Legenda światów napisanych
  • Urodziny 03.02.1992

Previous Fields

  • Systemy RPG Praktycznie wszystko, z akcentem na systemy D6 (pochodne SW WEG'u), L5K, WoD, CoD, D&D, Wh40K
  • GaduGadu 6063538

Profile Information

  • Gender Not Telling

Contact Methods

  • Skype ferrkon

Ostatnie wizyty

18726 wyświetleń profilu
  1. Takie drobne ogłoszenie: Wiem, że to wszystko idzie powoli, ale Shadowrun wymaga sporo przygotowania, nie chcę zaczynać na odwal się, a musiałem czekać z przygotowywaniem wszystkiego do momentu aż będę miał wszystkie postaci. Z własnego doświadczenia wiem, że rozpoczęcie pbfa bez porządnego przygotowania kończy się zgubnie a że niektórym tutaj wypadło życie i idzie im ciężej się przygotować, to proces jest trochę wolniejszy niż być powinien. Wolę się poślizgnąć z rozpoczęciem niż żebyśmy zaczęli grać i potem mieli przerwę. W każdym razie - przepraszam za te poślizgi i obiecuję że na dniach zaczniemy grę
  2. Trza bylo mowic, bo to efekt zmniejszania, zdjęcie jest w bardzo duzej rozdzielczości oryginalnie
  3. A wiesz co? Spróbuję gram tylko w jednej sesji (choć to wąpierz też, ale wąpierza nigdy malo) więc czas mam, a ostatnio mam dużo weny więc nawet jak się nie dostanę to będziesz miała co poczytać
  4. Godwin Rzeźnik Cnota Pamiętał gęste powietrze pod Jerozolimą. Powietrze śmierdzące krwią, potem i... Niczym więcej. Tęsknił za suchością pustyni. Na pustyni mało które zapachy utrzymują się tak długo. A na pewno nie tak intensywnie jak tutaj. Nic nie było tam tak intensywne jak tutaj. Ale tam... Tam w kraju niewiernych, w kraju tych którzy zaprzedali swoje dusze fałszywym bożkom i prorokom, w kraju barbarzyńców ludzie byli inni. Pamiętał ich twarze. Przestraszone, ale ciekawe. Zachowujące spokój w obliczu przybycia potworów z zachodu. Matki tuliły dzieci do piersi, starsi patrzyli na nich z dumą. Wojownicy ginęli z honorem. Widział na ich twarzach spokój, w ich słowach czuł dumę, w czynach oddanie ideom wyższym niż życie. W każdym najmniejszym geście wyczuć można było rytuał, szacunek do wszystkiego co dawała im natura... Czy też bóg, jak zwykli mówić. Pamiętał jakby to było wczoraj, z jakim namaszczeniem grupa kobiet czerpała wodę ze studni, nie chcąc uronić nawet jednej kropli. A tutaj widział... Podniecenie. Miała polać się krew, nakarmić tłum dusz głodnych sprawiedliwości, jakiejkolwiek sprawiedliwości. Czuł smród. Chorobę. Nawet chłop brał więcej niż potrzebował. Nawet gdy nie chodziło o chleb, musiało chodzić o ducha. A co gorsza... Nawet arystokrata pławił się w ciemnocie i zatracał się w wizjach świata, który nie istnieje. I jak zawsze, gdy człowiek konfrontował się z rzeczami, których nie mógł rozumieć... Ktoś musiał zginąć. Lecz nie światły umysł i szlachetne serce, ginące za swój dom, kochającą rodzinę, wiarę... Ale bogu ducha winna kobieta. Przeszedł przez tłum, ciągle ubrany na czarno w żałobie po ojcu. Na jego twarzy, jak zawsze, malowało się głównie jedno wielkie "nic" szczególnie obecne odkąd wrócił z Krucjat ze swoim nowym przydomkiem. "Rzeźnik" szeptało kilka osób, z mieszanką przerażenia i zaskoczenia. "Rzeźnik przyszedł wykonać wyrok." Nikt nie oczekiwał od niego wiele więcej, wszyscy gotowi by ten kraj spłynął krwią z ręki Rzeźnika. Wszyscy patrzyli na niego, jakby zwiastował dni końca. Podniecenie tylko wzmogło się w tłumie, rządnym krwi i sprawiedliwości. Boskiego gniewu. Spojrzał na czarownicę, przypatrzył się uważnie temu jak zachowywała się w tej chwili. Zmierzył pół świata, chłonął wiedzę gdzie tylko się znalazł i nigdy nie był w stanie uwierzyć w to, że istnieje coś takiego jak magia, a nawet jeśli istniało, to nikt nie byłby taki głupi, by zaprzedawać sobie za nią duszę diabłu. To jakby poprosić o buta w zamian za ucięcie stóp. Ale lud chciał sprawiedliwości. Nie znał jej, nie był w stanie sobie wyobrazić sprawiedliwości. Pracował na tych, którzy nie musieli pracować ani dnia w swoim życiu i w zamian dostawał ochłapy tego co sam wyprodukował. Oczywiście, wszyscy znali w swoim życiu tylko to... Tak jak on znał w swoim życiu, przynajmniej przez jego większość, tylko to. Ale niesprawiedliwość, nierówność ciągle tam były, nie mogły zniknąć z dnia na dzień. Ten sam porządek trwał od zawsze i miał trwać na zawsze, tak brzmiało to w ich głowach. Więc ich umysły uciekały do tego, nad czym umysły pracować nie muszą. Do nadnaturalnego. Do boga. Albo do szatana. Nad tym myśleć nie musieli. Jeśli ktoś był inny, jeśli ktoś wykraczał poza ich pojmowanie, musiał być złem wcielonym. Musiał umrzeć. I nagle działa się "sprawiedliwość" której tak bardzo wszyscy pragnęli, ale której nikt tak naprawdę nie doświadczył. To działało. Ale kiedy człowiek mieszka w domu w którym wszystkie ściany są białe, myśli że ściany w każdym domu są białe. I gdy tylko wejdzie do innego, gdzie ściany są czarne... Uświadamia sobie, ze nie wie nic. Godwin wolał nie wiedzieć nic. Wtedy był w stanie się czegoś nauczyć. Ale oni... Oni nie byli w stanie nauczyć się innego. Woleli zakładać, że ściany są zawsze białe i nigdy nie wychodzić z domu. Bo to jest bezpieczne. To jest znajome. Obrzydliwe... - Grzech - zawołał do tłumu, powoli odwracając się w ich stronę - Nie przychodzi sam. Grzech przychodzi do domu zaproszony. Spojrzał po ludziach, starał się zapamiętać ich twarze. To byli jego podopieczni, więc musiał o nich zadbać, nawet jeśli całe ich jestestwo było oparte wokół ignorancji, której nie byli w stanie odrzucić. - Mój ojciec był świętym człowiekiem - zrobił krótką pauzę i popatrzył po wszystkich, żeby wiedzieli, że mówi do każdego pojedynczo, nie do tłumu jako co całości. - Mój ojciec nie dopuściłby do tego, żeby ktoś wpuścił grzech do swojego domu. Grzech uciekał przed moim ojcem w popłochu. Ale mój ojciec... Mój ojciec swojej dobroci nie chciał byście musieli sami bronić się przed pokusami szatana. Nie, mój ojciec wierzył, że nigdy nie będziecie musieli tego robić. Pokręcił głową i starał się myśleć o wszystkich martwych jakich zostawił za sobą na krucjacie. Starał się myśleć o wszystkich tych... Biednych istotach, przez które dostał swój tytuł, który lud zdawał się nadawać mu tak ze strachem jak i dumą. Oczy zaszły mu łzami, łzami które dla motłochu były łzami wzruszenia po straconym ojcu, ale dla niego były czymś kompletnie, kompletnie innym. - Ale to jest... Nasza wina. Pozwoliliśmy na to, żeby grzech zawitał do naszego domu. Ja... Ja nie jestem tak silny jak mój ojciec. Jestem grzesznikiem, tak jak my wszyscy. Ten kto bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem, mówił nasz zbawiciel! Ale dzięki... Waszej czujności, waszej wierze i oddaniu, zdołaliśmy znaleźć owoce grzechu w naszym domu i wyplenić je jak szczury. Ale to my wprowadziliśmy je do tego domu! Nie jestem tak silny jak mój ojciec. Ale gdy umierał, gdy trzymałem go za rękę gdy dobry bóg zabierał go z naszego świata do swojego niebieskiego królestwa, mój ojciec wybaczył mi. Tak jak ojciec wybacza synowi marnotrawnemu. I jeśli ja mogę wrócić w łaski swojego ojca, tak wy możecie zwalczyć nawet największy grzech jaki stanie na waszej drodze! Niech pamięć o moim ojcu nie umrze wraz z nim! Wypleńmy grzech z naszych szeregów. Żadna czarownica więcej nie pojawi się w naszych domach. Odwrócił się do żołnierzy i skinął im głową. - Niech stanie się wola nieba. Rzekł, zezwalając na morderstwo niewinnej kobiety.
  5. Dopóki nie zdobędę pełnej mechaniki od wszystkich, prosiłbym, żeby każdy odpowiedział na następujące pytania. Póki co Ulubiony drink. Ulubiony kawałek który puszczają w Smoku. Chcę, żeby każdy powiedział o kolejnej osobie (w takiej kolejności jak postujecie) co lubi w tej osobie i czego nie lubi. Możecie improwizować i sugerować coś innym, bez problemu. Roia, opiszesz kolejną osobę, a ostatnia osoba opisze co czuje wobec Nightwinga. Rozwijając, bo się mnie dopytują ludzie, mam na myśli żeby każdy powiedział coś o kolejnej osobie. Jakieś drobne rzeczy. Że macie coś wspólnego, że jakaś drobnostka drażni was w tej osobie, mogę rzucać jakieś sugestie jak nie macie pomysłów. Ale jeśli nie macie pomysłów to źle dajcie wyobraźni polecieć! Plus, chcę żebyście wspólnie zaczęli obgadywać jak się dzielicie obowiązkami w kontekście Waszej ekipy. W końcu zebraliście się shadowrunować, więc musicie mieć na to jakiś pomysł Liczę na rozmowę i dialog kochani życia! Życia!
  6. Krab uśmiechnął się lekko. Skinął głową i wskazał brodą pochód otaczający dziedzica. - Chodzą słuchy, że Cesarz odmawia przekazania tronu swojemu synowi - Krab kontynuował, przenosząc spojrzenie na resztę pochodu, w której znajdowali się samurajowie wielu Klanów. Stojąca obok Shinjo Shiko wyraziła swoją dezaprobatę cichym fuknięciem, ale stary Krab zdawał się niespecjalnie tym przejmować. - Dawno nie było czuć takiego osłabienia więzi między klanami, między innymi z tego powodu - powiedział - I dawno nie było czuć takiej słabości Żurawia. Lew prędzej czy później to wykorzysta. Było to bardzo niedyskretne, niezbyt grzeczne i nawet w oczach Jednorożców przynajmniej lekko skandaliczne, ale stary Krab zdawał się w ogóle nie zwracać na to uwagi. Nie mówił nic więcej, tylko obserwował, ale Shinjo nie mógł powstrzymać uczucia, że napięcie faktycznie unosi się w powietrzu. Czuł, że tak właśnie samuraj musi czuć się przed swoją pierwszą walką do śmierci... Mimo że nigdy nie był w takiej sytuacji. Mizuki usłyszała obok siebie, jak jej yojimbo wstrzymał na chwilę oddech, przyglądając się temu samemu Skorpionowi, który przyciągnął uwagę shugenja. - A więc... To prawda... - powiedział i gdy tylko zauważył chociażby cień zainteresowania na twarzy swojej podopiecznej, zmrużył oczy z wściekłości na samego siebie i Mizuki mogła wyczuć, że próbuje się powstrzymać przed powiedzeniem jej więcej, ale coś zmuszało go do szczerości. Może było to Bushido, może sympatia do dziewczyny. Ale cokolwiek to było, wygrało. - To Bayushi Sugai. Siostrzeniec Bayushi Kachiko - wyjaśnił szeptem - Dołączył do Turnieju. Chociaż nie powinien. Zgłosił się po czasie. Tłum zaczął się rozstępować i podążać za Cesarzem, a dla przyszłych samurajów był to znak, że mieli przed sobą trochę wolnego czasu. Krab klepnął Shinjo w ramię i rozpłynął się w tłumie, chociaż Shiko rozglądała się za nim żywo za to, że ten uraził Cesarza i syna jej daimyo. Ale to nie był koniec podekscytowania, o nie. To był dopiero początek. Początek A więc zaczęło się. Noc przed pierwszymi konkurencjami zdawała się obudzić i tak żywe miasteczko Tsuma. Celebracje były głośne i huczne, ludzie bawili się, jedli, tańczyli i oddawali cześć przodkom oraz Cesarzowi, który zaszczycił tak mieszkańców, jak i ich potomków na wiele pokoleń naprzód swoją obecnością. Papierowe latarnie zwisały z budyków, drzew i torii. Rzeka Tangu spłynęła kwiatami irysu. Widownia była całkowicie pochłonięta spektaklami, w których shugencja odgrywali podniosłe zdarzenia z historii Rokuganu: bitwę Hantei z Panem Księżycem, zgubną szarżę Jednorożców Shinjo Saburo w głab Krain Cienia, oraz nauczania Shinsei. Przez całe miasto przechodziła parada, za którą podążały kostiumy smoków, sztuczne ognie, tancerze i żąglerzy. Zabawa zapowiadała się na całą noc. Przybyli także kolejni szlachetni goście, chociaż ich trudno było już zliczyć. Shinjo dojrzał gdzieś swoich krewnych, chociaż nie mieli czasu poświęcać mu teraz uwagi, co jeszcze bardziej utrudniała mu Shiko, która trzymała się blisko i zdawała się samodzielnie przyjąć rolę Yojimbo młodego dziedzica. Towarzysz Mizuki trzymał się przez to jeszcze bliżej niej, w końcu nie mógł pozwolić by ktoś kto nie jest jeszcze samurajem świecił przykładem bardziej od niego. Zabawa i przyjemne spędzanie czasu było dziś ich głównym zadaniem. To był ostatni festiwal jaki mieli przeżyć jako dzieci, a po Turnieju czekało ich ciężkie życie samurajów, w którym nie ma miejsca na przyjemności. To nie znaczyło oczywiście, że było to ich jedyne zadanie. Na głównym placu miasta zaprezentowali się Cesarzowi, jego gościom i widzom, wzniecając płomień podekscytowania wszystkich obecnych do kresu możliwości. To tutaj mogli, wreszcie, zobaczyć innych uczestników turnieju. Ide Mai była młodziutką shugenja z klanu Jednorożca. Zdawała się promieniować dumą że się tutaj znajduje i uśmiech nie mógł zejść jej z twarzy. Machała do ludzi, wołała do nich, zdawała się nie móc powstrzymać od okazywania radości, że już tutaj jest. Ale wobec wszystkich innych zawodników była oszczędna w słowach i chociaż też towarzyszył jej uśmiech, był on pełen zacięcia. Kasugi Yuu, dworzanin z klanu Żółwia, był jednym z dwóch uczestników, którzy pochodzili z pomniejszych klanów. Sympatia Cesarza do klanu Żółwia musiała zapewnić mu udział, a przynajmniej tak mówili ludzie. W końcu ciężko, żeby szmugler był w stanie zapewnić sobie uczestnictwo w Topazowym Turnieju honorem. Mirumoto Sora była cicha i nieśmiała. Starała się chować za większymi od siebie samurajami i unikać wzroku nie tylko tłumu, ale też właściwie wszystkich innych. Chodziły jednak słuchy, że była najlepszym szermierzem że wszystkich tu obecnych przyszłych samurajów. Akodo Kyodu w oczach wielu była faworytem. Miała wielkich nauczycieli, słynęła z odwagi i miała doświadczenie w boju, o czym świadczyła jej poraniona twarz. Od dziecka chciała pokazać wszystkim swoją odwagę i siłę, do tej pory nie zawodząc nikogo. Trzymała się z daleka od większości uczestników, starając się jasno pokazać, że jej umiejętności znacznie przekraczają umiejętności reszty. Asahina Kuzoku, radosna i wesoła dziewczyna, której włosy zdawały się tańczyć nieco na wietrze, miała prawdziwie cudowny głos, który przyciągał uwagę każdego kto ją usłyszał. Jej spokojny ton brzmiał jak powiew wiatru, a śmiech niczym świergotanie ptaków. Mimo to zdawała się nie zwracać uwagi na fakt, że bierze udział w tak wielkim turnieju, wyglądała jakby po prostu cieszyła się że poznaje innych młodych samurajów. Hida Daichi, ogromny i nieprzyjaźnie wyglądający Krab, nie wdawał się w rozmowy z innymi. Po prostu stał tam, jak skała, wzbudzając respekt zanim nawet został pełnoprawnym samurajem. Zdawał się jednak już teraz być pełnoprawnym Krabem. Bayushi Sugai, którego zdążyli już poznać, był uprzejmy choć małomówny i nie zależało mu na uznaniu tłumu, który zdawał się być nim najmniej podekscytowany. Skorpion był póki co nieodgadnioną postacią, schowany za swoją maską i pancerzem, z rękoma założonymi na piersi, wydawał się nie myśleć w ogóle o jutrzejszym turnieju. Usagi Naoko, która zamykała za nimi pochód uczestników turnieju, zdawała się być najbardziej nie na miejscu. Miała biedne wyposażenie w porównaniu do reszty, a tłum zdawał się nią kłopotać, nikt też nie słyszał o niej specjalnie wiele, ale to nie zmieniało faktu, że swoją obecnością na turnieju stanowiła świadectwo swoich umiejętności. Klan Zająca był szanowany, lecz ostatnio nie powodził sobie najlepiej. Jeśli to ona wygra ten turniej, być może będzie w stanie zapracować na chwałę swojego klanu.
  7. @Moi Gracze Trochę nagły zjazd zdrowotny. JUTRO napiszę wszystko co miałem napisać.
  8. POŁOWA POSTA GOTOWA jutro między 9 a 13 powinna być dorobiona druga EDIT: ech, mogę mieć lekką obsuwę przez kwestie niezależne ode mnie
  9. Na pewno nie parę miesięcy Słuchajcie, bo mi wczoraj jeszcze net padł do tego wszystkiego. Dziś nie ukrywam że mnie głowa boli i pewnie spróbuję odpisać w innych sesjach gdzie mnie mniej roboty czeka, ale w przeciągu najbliższych dwóch dni powinienem zacząć działać, czy to pomagając osobom bez mechaniki, czy dając jakieś zajęcia tym co mechanikę mają.
  10. Halo?
  11. Nie można wyświetlić tego posta, ponieważ znajduje się na forum, które jest zabezpieczone hasłem. Wpisz hasło
  12. A jak mają taką pracę, że mogą siedzieć na forum?
  13. Chyba że gracze pracują od wczesnego poranka
  14. Ach się troszkę wlecze no, dawajcie dawajcie ludziska poganiajcie kogo znacie
  15. Odpis jutro