Ferr-kon

Bohaterscy Gracze
  • Ilość dodanej zawartości

    8234
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Ferr-kon

  1. Ja też Wam coś rzucę
  2. W Run Faster jest super zebranie ekwipunku w pakiety
  3. @Lomion posłałem Ci ostateczną wersję, klepnij i wrzucam postać
  4. Karty jeszcze nie wrzuciłem, bo dogaduję szczegóły z MG
  5. Oj tam, oj tam, kto by się przejmował jesteśmy po to żeby zarabiać, na co komu dużo kasy (chyba że ktoś potrzebuje tych słodkich, słodziutkich wszczepów jak ja). Christ jest mocno związany z korporacjami więc ta dziura zostanie załatana. Dziś dokończę postać i wrzucę do tematu
  6. @Kira Nie ma się co smucić, damy radę, jak coś to się pożyczy
  7. To i do mojej postaci, i do Shadowruna jako takiego imo
  8. To komplement jeśli dobrze rozumiem, więc dziękuję
  9. Czy będzie problem jeśli na tym etapie jednak zmienię avek?
  10. Każde kłamstwo ma swoje granice... Dla jednych przed śmiercią, wszystkie kłamstwa traciły sens. Dla większości, kłamstwo kończyło się wtedy, gdy wychodziło na jaw - a każde kłamstwo wychodziło na jaw. Ale dla Godwina... Krew spływała cienkimi strużkami z progu domu, z którego dobiegały nieludzkie odgłosy mordu. Krzyki, piski i błagania mieszały się z piaskiem i żelazną wonią krwi w powietrzu. "Nie, nie, nie, nie rób, zostaw, proszę, błagam" rozbrzmiewało wszędzie wokół niego. Tego zdołał się nauczyć. Tego słyszał za dużo... Krew na jego rękach była ciągle gorąca i strasznie lepka, piasek przylepiał się do niego i drapał nieprzyjemnie. Płakał. Nie wiedział do końca czemu, ale płakał. To on, to wszystko jego wina, to wszystko będzie na jego barkach do końca życia. Rycerze Chrystusa. Przynoszący słowo boże. Wszystko było na jego barkach. I wtedy ją zobaczył... Dziewczynkę. Stała nad ciałem swojej matki, płakała, nie wiedziała co się dzieje, nie miała najzieleńszego pojęcia, obudziły ją krzyki. Strzała przebiła jej gardło. Tłum szydził z niej. Szydził z małej dziewczynki, która błagała, by ktoś ocalił jej siostrę, jej niewinną siostrę. Najpewniej chorą, niezrozumianą, najpewniej nie mającą nic wspólnego z całym zabobonem, który posłał ja na szafot. Młodą, piękną dziewczynę którą czekało całe życie i której pozwalał umrzeć dla kilku dni spokoju, dla kilku chwil oddechu, zanim tłum znajdzie kolejną do zarżnięcia. Klęknął przy niej i położył dłonie na małych ramionach... Spojrzał jej głęboko w oczy, a jego spojrzenie zaczęło rozmywać się od gromadzących łez. - Wiem - wyszeptał, mając nadzieję że dotrze to tylko do niej, wyłącznie do niej. - Wiem. I musisz być silna. Dla niej. Jednym ruchem porwał dziewczynkę w ramiona, przyciskając jej głowę do swojej piersi, żeby nie widziała tego, co ma się stać i skinął głową do kata, by dokonał swojego dzieła. Słyszał kopnięcie. Słyszał krzyki tłumu. Krzyki wszystkich czystych i bez grzechu. Bijących swoje żony, kradnących od swoich braci, złorzeczących na sąsiadów, gwałcących, zdradzających i kłamiących. Brudnych, ślepych i oddanych ideom które nie mają znaczenia. I tych, którzy skazali niewinną dziewczynę na śmierć. Opasłych kłamców, rozkazujących wiernym orać ludzi jak zboże w imię miłosierdzia. Głoszących że skromność otwiera wrota do nieba, stojąc na ozłacanych ambonach. Szerząc wiedzę, pozostawiając ją zamkniętą dla siebie w sekretnych bibliotekach dostępnych tylko dla najbardziej zaufanych. Ogłaszających ziemię owocem pracy człowieka potem posypując ją solą. Chciał ich zarżnąć. Wszystkich. Jak zwierzęta. Wszystko za łzy tej jednej dziewczynki, tej, jednej, dziewczynki. Nazywali go Rzeźnikiem... Jeszcze nie poznali go jako Rzeźnika.
  11. Oj spam inspiracyjny jest koniecznością! W ogóle to tak, zacznę od łzawych kawałków - cześć Wam i strasznie się cieszę, że się dostałem do kampanii. Ostatnie parę tygodni na strefie były dla mnie kulminacją różnych osobistych problemów, praktycznie stałem już w drzwiach nie wiedząc, czy w ogóle pbfy są dla mnie i dam radę, ale uznałem, że mimo wszystko pbfowanie jest ważną częścią mojego życia i się zgłaszam! Strasznie się cieszę, że trafiła się taka fajna ekipa i obiecuję że dam z siebie wszystko, i cieszę się że są tu ludzie z którymi tak dawno nie grałem i będziemy się dobrze bawić i aaaaa! No już już, uspokajam się, jest dobrze Co do tworzenia postaci, to moja sugestia brzmi - jak ktoś umie zrobić postać sam, to niech lepiej zrobi postać sam bo chyba większość osób tutaj cyferki do SR5 ogarnia? Tak tylko zakładam, w sumie nie wiem ale jeśli już siadamy do robienia wspólnie, to najlepiej robić punkt po punkcie jak jest sugerowane w podręczniku. Jak gram na żywo to przeszliśmy do robienia postaci w ten sposób, bo to zawsze jest dużo fajniejsze, bo można robić drużynę, która się fajnie uzupełnia. U mnie tak samo, popieram. Ja uważam, że sekrety i tak powinny być między postaciami, a nie między graczami, poza jakimiś sytuacjami gdzie można na którymś etapie zrobić fajny reveal bo tak to nie ma sensu, taki sekret to tylko zabawa dla jednej osoby i tworzenie atmosfery paranoi wśród reszty. W SR i tak będzie chyba wystarczająco dużo paranoi Przyłączam się do pytania. Mimo wszystko mamy do czynienia z mocno taktycznym systemem i settingiem, który zakłada taktyczne podejście do gry (mimo wszystko większość przygód to będą operacje przeciwko korporacjom, więc taktyka być musi), więc jeśli jedna z postaci w drużynie jest silniejsza, to mogą być zgrzyty na wielu poziomach. Nie chcę się za dużo rozpisywać, bo to temat na oddzielną dyskusję jest ale z mojego doświadczenia, o ile gracze nie są ze sobą bardzo dobrze zgrani, to zwykle generuje dużo problemów.
  12. DAAAAMN! @Kira, @Nadia, kiedy myśmy ostatnio razem grali?
  13. Chris Nie każda błyskotliwa kariera kończy się dobrze. Chris chciał służyć swojemu krajowi, chciał go chronić i oddać za niego swoje życie, ale kraj niewiele dzisiaj znaczy. Dlatego gdy dostał dobrą ofertę pracy w korporacji, zaczął widzieć korporację jako swoją nową ojczyznę. Więc oddał jej się, zaczął nią żyć, dla jej bezpieczeństwa zrobiłby wszystko. Miał duszę romantyka, więc nie potrafił tak po prostu brać kasy za robotę, musiał widzieć w tym głębszy sens. Dopóki nie zobaczył, że korporacja jest większym bagnem niż wojsko. Rzucił to wszystko w cholerę. Poszedł do podziemia. Ale jedyne co naprawdę dobrze potrafił, to walczyć. A za coś żyć trzeba. A jeśli przy okazji można dokopać tym sukinsynom... To bycie runnerem brzmi jak wymarzona robota.
  14. @Lomion @Fumiko @franekfrog @Roia Zacznijmy od tego, że przepraszam. Na tyle na ile jesteście w stanie mi uwierzyć, do ostatniej chwili myślałem, że dam radę, że podołam, byłem gotów i całkowicie przyszykowany i miało być wszystko dobrze. Ale od dłuższego czasu żywię się fałszywą nadzieją, że jestem wystarczająco silny i twardy, że jestem w stanie pokonać swoje problemy. I czas przestać, bo inni też za to płacą. Napiszę tutaj dość obszerne wyjaśnienie, bo to prawdopodobnie mój ostatni post na strefie jako takiego że tak powiem pełnoprawnego użytkownika, bo muszę wziąć urlop. I to taki porządny urlop. Generalnie, sprawa jest taka, że mam nerwicę. I to momentami dość poważną, bo do tej pory nieleczoną przez mój słaby instynkt samozachowawczy. I sesję tę założyłem, jak byłem w najlepszym momencie od dłuższego czasu i jak zwykle jak się jest na takim haju, myślałem że jestem twardy i niepokonany i to będzie najlepsza sesja w kosmosie. Ale niestety potem jak złapa mnie dół, to wpadłem w hardą panikę i jak widzicie miałem problem z porządną komunikacją. Jestem przeciążony. I niestety prawda jest taka, że pbfy są po prostu nie dla mnie. Ta forma, przy moich mentalnych siłach, jest bardziej szkodliwa niż pomocna, a przyjemność z gry, chociaż wyobrażalna to jest dla mnie nieosiągalna. Przepraszam Was z całego serca. Narobiłem smaku, narobiłem nadziei, nie powinienem był, ale naprawdę wierzyłem, że dam radę. Zamykam sesję. Swoją drugą też, ale jeszcze muszę z ostatnimi graczami dogadać coś prywatnie. Zostaję w wampirze, bo ta sesja mnie akurat nie obciąża w ogóle, ale raczej będę się trzymał na boku na forum. Jeśli ktoś inny ze strefy to czyta, to jest w sumie takie też trochę podziękowanie za miło spędzony tutaj czas. Tak, niby będę, ale pbfy odkładam na szafkę dobrych wspomnień. Może będę coś gdzieś jeszcze kiedyś próbował, jak się porządnie zajmę swoich zdrowiem, ale na razie ciężko mi jest to umiejscowić w przyszłości. Mam nadzieję, że trochę Was pocieszy fakt, że postaci macie naprawdę super i jeśli któreś z Was chce prowadzić to może przejąć po mnie schedę. No i może będzie Wam troszkę lepiej, jeśli wiecie, że to nie jest tak, że konkretnie Wam się ode mnie dostaje, ale że dostaje się całemu mojemu pbfowemu erpegowaniu. Dziękuję i przepraszam po raz kolejny i w tym poscie już ostatni. PBFy były dużą częścią mojego życia, ale muszę odetchnąć i zająć się zdrowiem.
  15. Na razie macie i cieszcie się Ja czekam aż się wyśpię (pojutrze).
  16. Mur Cieśli Hida Yakamo spojrzał w dół, na otwierającą się bramę do Krain Cienia. Wyruszał kolejny patrol, a jego ludzie byli spokojni i rozluźnieni, jak nigdy wcześniej żaden Krab przed nimi. Myśl o tym, że Krainy Cienia spały zdejmował mu sen z oczu, bardziej niż mogłaby to zrobić jakakolwiek wizja wojny. Wojna była prosta, wojna była czymś, z czym potrafił sobie poradzić. Pokój... Wychował się z myślą, że pokój to iluzja. To gra, w którą grają na północy, starając się zagłuszyć strach przed kolejną wojną z Cieniem. Że pokój nie może być celem, ponieważ pokój nigdy nie utrzyma się zbyt długo. Pokój jest tylko oczekiwaniem. Ale nawet on czuł, że ta trucizna zaczyna go toczyć od wewnątrz. Spokój był iluzją, próbował sobie powtarzać. Spokój jest tylko iluzją. Wróg próbował ich uśpić, to musiało być to. Miał nadzieję, że ten patrol zginie z honorem, spotykając prawdziwe niebezpieczeństwo. Przypomni Krabom jakie jest ich przeznaczenie. Tak... Powtórzył sobie w myślach i zacisnął dłoń na swoim Tetsubo. Krab musi pamiętać. Ale patrol wrócił. Krab ziewnął. Lecz Hida Yakamo był ciągle czujny... Musiał być. Topazowy Turniej Piątka przyszłych samurajów powoli zbliżała się do Tsumy, przyglądając się pięknemu i zapierającemu dech w piersiach porankowi. Było dla nich oczywiste, że musiał być tak piękny! W końcu czy shugenja Asahina pozwoliliby na deszcz w trakcie tak spektakularnego wydarzenia? Nie należało spodziewać się czegokolwiek innego niż tego, że najbliższe dni będą piękne i każdy będzie opowiadał o nich przez długie miesiące. Dolina rzeki była ożywiona bujną zielenią wiosny, a źdźbła pomarańczonych zbóż wul rosły by uszczęśliwić rolników w trakcie żniw. Młodzi zrobili wcześniej tylko krótki postój w ostatniej z przydrożnych stacji, by teraz pomykać z ogromnym podekscytowaniem i szybkością kucyków przez sady w kierunku Tsumy, ich celu podróży. Wtedy też, bez żadnego ostrzeżenia, nagle wpadli na niecodzienną sytuację. Starzec ubrany jak wieśniak (chociaż z szyją owiniętą pięknym, błękitnym szalem) obciążony wielką skrzynią na mocno skulonych plecach zdawał się iść spokojnym spacerem w kierunku miasta. Lecz gdy tylko dojrzał przyszłych samurajów, natychmiast odskoczył na bok chcąc szybko zejść im z drogi, jednak gdy tylko spróbował to zrobić, nogi zaplątały mu się i stoczył się z wału na którym znajdowała się droga prosto w płyciznę rzeki, twarzą w wodę. Zaczął się podnosić, ale bardzo powoli, nie mogąc unieść ciężaru skrzyni.
  17. Nieobecność zdrowotna, stosunkowo poważna, ale przeżyję. Jutro dam znać w sesjach jaki jest plan działania.
  18. Hej, zaczynam powoli tworzyć tematy i chciałbym żebyście byli na bieżąco z tym co się póki co dzieje prawdopodobnie zaczniemy od razu z kopyta, chociaż będzie jeszcze czas na ogarnianie rzeczy takich jak relacje między postaciami (ale to wszystko w konkretnych miejscach). No i przywitajcie się, zapoznajcie, gadajcie, aktywność tutaj mile widziana
  19. Przeprasza Was najmocniej. Pocieszę Was już przynajmniej - do przyszłego wtorku powinienem zacząć sesję, odpowiedzieć na wszystkie pytania i dać Wam wszystkie informacje potrzebne do ogarnięcia sesji. @Lomion, rozumiem Twoje obawy i postaram się to naprawić pierwszym postem
  20. Temat tymczasowy, zostanie zamknięty jak wszystko ogarniemy. Chce, żebyście opisali swoje postaci, tak jak je znacie, tak jak inni je znają. Po tym jak opiszecie swoje postaci, zacznę zadawać Wam pytania i na koniec tego procesu powinniśmy mieć porządnie ogarniętą drużynę
  21. Takie drobne ogłoszenie: Wiem, że to wszystko idzie powoli, ale Shadowrun wymaga sporo przygotowania, nie chcę zaczynać na odwal się, a musiałem czekać z przygotowywaniem wszystkiego do momentu aż będę miał wszystkie postaci. Z własnego doświadczenia wiem, że rozpoczęcie pbfa bez porządnego przygotowania kończy się zgubnie a że niektórym tutaj wypadło życie i idzie im ciężej się przygotować, to proces jest trochę wolniejszy niż być powinien. Wolę się poślizgnąć z rozpoczęciem niż żebyśmy zaczęli grać i potem mieli przerwę. W każdym razie - przepraszam za te poślizgi i obiecuję że na dniach zaczniemy grę
  22. Trza bylo mowic, bo to efekt zmniejszania, zdjęcie jest w bardzo duzej rozdzielczości oryginalnie
  23. A wiesz co? Spróbuję gram tylko w jednej sesji (choć to wąpierz też, ale wąpierza nigdy malo) więc czas mam, a ostatnio mam dużo weny więc nawet jak się nie dostanę to będziesz miała co poczytać
  24. Godwin Rzeźnik Cnota Pamiętał gęste powietrze pod Jerozolimą. Powietrze śmierdzące krwią, potem i... Niczym więcej. Tęsknił za suchością pustyni. Na pustyni mało które zapachy utrzymują się tak długo. A na pewno nie tak intensywnie jak tutaj. Nic nie było tam tak intensywne jak tutaj. Ale tam... Tam w kraju niewiernych, w kraju tych którzy zaprzedali swoje dusze fałszywym bożkom i prorokom, w kraju barbarzyńców ludzie byli inni. Pamiętał ich twarze. Przestraszone, ale ciekawe. Zachowujące spokój w obliczu przybycia potworów z zachodu. Matki tuliły dzieci do piersi, starsi patrzyli na nich z dumą. Wojownicy ginęli z honorem. Widział na ich twarzach spokój, w ich słowach czuł dumę, w czynach oddanie ideom wyższym niż życie. W każdym najmniejszym geście wyczuć można było rytuał, szacunek do wszystkiego co dawała im natura... Czy też bóg, jak zwykli mówić. Pamiętał jakby to było wczoraj, z jakim namaszczeniem grupa kobiet czerpała wodę ze studni, nie chcąc uronić nawet jednej kropli. A tutaj widział... Podniecenie. Miała polać się krew, nakarmić tłum dusz głodnych sprawiedliwości, jakiejkolwiek sprawiedliwości. Czuł smród. Chorobę. Nawet chłop brał więcej niż potrzebował. Nawet gdy nie chodziło o chleb, musiało chodzić o ducha. A co gorsza... Nawet arystokrata pławił się w ciemnocie i zatracał się w wizjach świata, który nie istnieje. I jak zawsze, gdy człowiek konfrontował się z rzeczami, których nie mógł rozumieć... Ktoś musiał zginąć. Lecz nie światły umysł i szlachetne serce, ginące za swój dom, kochającą rodzinę, wiarę... Ale bogu ducha winna kobieta. Przeszedł przez tłum, ciągle ubrany na czarno w żałobie po ojcu. Na jego twarzy, jak zawsze, malowało się głównie jedno wielkie "nic" szczególnie obecne odkąd wrócił z Krucjat ze swoim nowym przydomkiem. "Rzeźnik" szeptało kilka osób, z mieszanką przerażenia i zaskoczenia. "Rzeźnik przyszedł wykonać wyrok." Nikt nie oczekiwał od niego wiele więcej, wszyscy gotowi by ten kraj spłynął krwią z ręki Rzeźnika. Wszyscy patrzyli na niego, jakby zwiastował dni końca. Podniecenie tylko wzmogło się w tłumie, rządnym krwi i sprawiedliwości. Boskiego gniewu. Spojrzał na czarownicę, przypatrzył się uważnie temu jak zachowywała się w tej chwili. Zmierzył pół świata, chłonął wiedzę gdzie tylko się znalazł i nigdy nie był w stanie uwierzyć w to, że istnieje coś takiego jak magia, a nawet jeśli istniało, to nikt nie byłby taki głupi, by zaprzedawać sobie za nią duszę diabłu. To jakby poprosić o buta w zamian za ucięcie stóp. Ale lud chciał sprawiedliwości. Nie znał jej, nie był w stanie sobie wyobrazić sprawiedliwości. Pracował na tych, którzy nie musieli pracować ani dnia w swoim życiu i w zamian dostawał ochłapy tego co sam wyprodukował. Oczywiście, wszyscy znali w swoim życiu tylko to... Tak jak on znał w swoim życiu, przynajmniej przez jego większość, tylko to. Ale niesprawiedliwość, nierówność ciągle tam były, nie mogły zniknąć z dnia na dzień. Ten sam porządek trwał od zawsze i miał trwać na zawsze, tak brzmiało to w ich głowach. Więc ich umysły uciekały do tego, nad czym umysły pracować nie muszą. Do nadnaturalnego. Do boga. Albo do szatana. Nad tym myśleć nie musieli. Jeśli ktoś był inny, jeśli ktoś wykraczał poza ich pojmowanie, musiał być złem wcielonym. Musiał umrzeć. I nagle działa się "sprawiedliwość" której tak bardzo wszyscy pragnęli, ale której nikt tak naprawdę nie doświadczył. To działało. Ale kiedy człowiek mieszka w domu w którym wszystkie ściany są białe, myśli że ściany w każdym domu są białe. I gdy tylko wejdzie do innego, gdzie ściany są czarne... Uświadamia sobie, ze nie wie nic. Godwin wolał nie wiedzieć nic. Wtedy był w stanie się czegoś nauczyć. Ale oni... Oni nie byli w stanie nauczyć się innego. Woleli zakładać, że ściany są zawsze białe i nigdy nie wychodzić z domu. Bo to jest bezpieczne. To jest znajome. Obrzydliwe... - Grzech - zawołał do tłumu, powoli odwracając się w ich stronę - Nie przychodzi sam. Grzech przychodzi do domu zaproszony. Spojrzał po ludziach, starał się zapamiętać ich twarze. To byli jego podopieczni, więc musiał o nich zadbać, nawet jeśli całe ich jestestwo było oparte wokół ignorancji, której nie byli w stanie odrzucić. - Mój ojciec był świętym człowiekiem - zrobił krótką pauzę i popatrzył po wszystkich, żeby wiedzieli, że mówi do każdego pojedynczo, nie do tłumu jako co całości. - Mój ojciec nie dopuściłby do tego, żeby ktoś wpuścił grzech do swojego domu. Grzech uciekał przed moim ojcem w popłochu. Ale mój ojciec... Mój ojciec swojej dobroci nie chciał byście musieli sami bronić się przed pokusami szatana. Nie, mój ojciec wierzył, że nigdy nie będziecie musieli tego robić. Pokręcił głową i starał się myśleć o wszystkich martwych jakich zostawił za sobą na krucjacie. Starał się myśleć o wszystkich tych... Biednych istotach, przez które dostał swój tytuł, który lud zdawał się nadawać mu tak ze strachem jak i dumą. Oczy zaszły mu łzami, łzami które dla motłochu były łzami wzruszenia po straconym ojcu, ale dla niego były czymś kompletnie, kompletnie innym. - Ale to jest... Nasza wina. Pozwoliliśmy na to, żeby grzech zawitał do naszego domu. Ja... Ja nie jestem tak silny jak mój ojciec. Jestem grzesznikiem, tak jak my wszyscy. Ten kto bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem, mówił nasz zbawiciel! Ale dzięki... Waszej czujności, waszej wierze i oddaniu, zdołaliśmy znaleźć owoce grzechu w naszym domu i wyplenić je jak szczury. Ale to my wprowadziliśmy je do tego domu! Nie jestem tak silny jak mój ojciec. Ale gdy umierał, gdy trzymałem go za rękę gdy dobry bóg zabierał go z naszego świata do swojego niebieskiego królestwa, mój ojciec wybaczył mi. Tak jak ojciec wybacza synowi marnotrawnemu. I jeśli ja mogę wrócić w łaski swojego ojca, tak wy możecie zwalczyć nawet największy grzech jaki stanie na waszej drodze! Niech pamięć o moim ojcu nie umrze wraz z nim! Wypleńmy grzech z naszych szeregów. Żadna czarownica więcej nie pojawi się w naszych domach. Odwrócił się do żołnierzy i skinął im głową. - Niech stanie się wola nieba. Rzekł, zezwalając na morderstwo niewinnej kobiety.
  25. Dopóki nie zdobędę pełnej mechaniki od wszystkich, prosiłbym, żeby każdy odpowiedział na następujące pytania. Póki co Ulubiony drink. Ulubiony kawałek który puszczają w Smoku. Chcę, żeby każdy powiedział o kolejnej osobie (w takiej kolejności jak postujecie) co lubi w tej osobie i czego nie lubi. Możecie improwizować i sugerować coś innym, bez problemu. Roia, opiszesz kolejną osobę, a ostatnia osoba opisze co czuje wobec Nightwinga. Rozwijając, bo się mnie dopytują ludzie, mam na myśli żeby każdy powiedział coś o kolejnej osobie. Jakieś drobne rzeczy. Że macie coś wspólnego, że jakaś drobnostka drażni was w tej osobie, mogę rzucać jakieś sugestie jak nie macie pomysłów. Ale jeśli nie macie pomysłów to źle dajcie wyobraźni polecieć! Plus, chcę żebyście wspólnie zaczęli obgadywać jak się dzielicie obowiązkami w kontekście Waszej ekipy. W końcu zebraliście się shadowrunować, więc musicie mieć na to jakiś pomysł Liczę na rozmowę i dialog kochani życia! Życia!