Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'arcturus' .

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • TABLICA OGŁOSZEŃ
    • F.A.Q.
    • Kuchnia mistrza Protazego
    • Poligon
  • REKRUTACJE RPG
    • Rekrutacje: Fantasy
    • Rekrutacje: Modern
    • Rekrutacje: Inne konwencje
  • SESJE RPG: FANTASY (HEROIC & DARK, HISTORYCZNE)
    • Oficjalne Systemy RPG
    • Niezależne i autorskie
  • SESJE RPG: MODERN (URBAN FANTASY & HORROR)
    • World of Darkness
    • Inne systemy i sesje autorskie
  • SESJE RPG: INNE KONWENCJE
    • Future
    • Supermoce i superbohaterowie
    • Inne
  • FORUMOWE RPG: STRATEGIE
    • Rekrutacje: Strategie
    • Karczma: Strategie
    • Forumowe strategie
  • CIEŃ PRZESZŁOŚCI
    • Cień przeszłości
    • Cień Przeszłości: Hala Szkoleniowa
  • KOMNATA RPG
    • Karczma
    • Kuźnia
    • Tablica sławy
  • WSPÓLNA SALA
    • Gospoda
    • Wieści z szerokiego Świata
    • Księga Zlotów i Konwentów
    • Biblioteka Aleksandryjska
    • Współpraca i Reklamy

Kalendarze

  • Rekrutacje
  • Urodziny
  • Inne

Blogi

  • Myśli Zebrane Asterki!!
  • Iskry
  • Pitbullek
  • Szkicownik Mroczek
  • Skórzany kajecik

Kategorie

  • Artykuły - Inne
  • Artykuły - RPG

Kategorie

  • Files

Znaleziono 2 wyniki

  1. The Curioss one Było zimno. Całe jego ciało skostniało. Nie wiedział kiedy i jak, ale w pustce jaką zgodnie z instrukcjami matki, starał się wypełnić w czasie medytacji pojawił się lodowaty chłód. Ciemność pod oczami nie wydawała się neutralna lecz groźna. Słyszał swój własny oddech i dopiero po chwili dotarło do niego, że coś jest z nim nie tak. Był głośny, odbijał się echem od jakiejś wysokiej przestrzeni. Potem poczuł to w dłoniach, które przecież leżały złożone przed nim na kolanach. Owalny, chropowaty kształt, zimny kamień nie większy niż przycisk do flimsiplastu na biurku Ya-Ry, jednak jego ciężar był przytłaczający. Zupełnie jakby nagle chwycił kotwicę i ta ciągnęła go na dno otchłani. Przed oczami zobaczył skrzyżowane drzewca wielkich toporów, takich jak te, które nosili Massassi matki. Obraz brudnej flagi z symbolem baszty mignęła mu przed oczami i… Zadzwonił budzik. Przebudził się zupełnie zziębnięty i sztywny, zupełnie jakby siedział w lodówce, a nie na swojej koi. Został z obrazami pod powiekami, mrowieniem palców i bliźniaczką walczącą di drzwi, że już pora i co on tam wyrabia. Odprawa był trochę problematyczna. Co prawda nie do końca dla Arcturusa ale Sharena i Atonai musieli swoje dostać zanim oficerowie uwierzyli ze ich przepustki są autentyczne. Obecność Arcturusa, który zdaje się w przeciwieństwie do nich wyglądał jak trzeba pomogła. Niestety całą trójką byli na szarym końcu i musieli się spieszyć. Na szczęście szybko zlokalizował swój prom, w biegu trudno było się przyjrzeć maszynie, jasne jednak było, że właśnie zbierała się do startu. Kiedy wbiegał po trapie usłyszał głośne klaśnięcie i zaraz potem chichot. Oczywiście był ostatni. W środku na jednej z ławek podwieszonych pod iluminatorem siedziała czarnoskóra dziewczyna, z wysoko uniesionym podbródkiem i gniewnym wzrokiem, który trafił go jak pocisk. Nie wiedział jak to robiła, ale nawet zwykły strój akolity wyglądał jakby szył go na miarę najdroższy w sektorze krawiec. - Wspaniale, jest spóźnialski. Możemy startować! Obok niej siedział nastolatek, którego na pierwszy rzut oka można było zaklasyfikować jako: Nic dobrego, albo ewentualnie amanta dla ubogich. Czarne, romantycznie rozrzucone włosy jakoś przywodziły Arcturusowi na myśl Alesha. Zazwyczaj zapewne był wyluzowany. Zazwyczaj bo w obecnej chwili siedział z szeroko otwartymi oczami i dłonią przyciśniętą do policzka. Na przeciwległej ławce siedziały dwie kolejne dziewczyny, ruda była zgięta w pół i niemal dusiła się śmiechem. Drobniutka, mysia szatynka patrzyła przed siebie szeroko otwartymi, ciemnymi oczami. - Czyyy to było zgodne z regulaminem? – zapytała szybko. - Proszę cię, jeśli to zagrażało jego życiu to nie powinien tu nigdy trafić. – mruknął śniady chłopak rozparty wygodnie na trzeciej ławce. Wydawał się o kilka lat starszy niż cała reszta. Miał lisi uśmiech i coś w ciepłym kolorze jego skóry sugerowało, ze miał w przodkach czystokrwistych sith. Statkiem szarpnęło i Arcturus musiał zająć miejsce żeby nie upaść. Podróż się rozpoczęła. Korriban było pełne ciepłych kolorów, brązów, pomarańczy i czerwieni a jednak wydawało się lodowate. Ukruszone posagi ze smętnie spuszczonymi głowami, mrowie drobnych ludzików biegających wokoło wielkiej, czerwonej piramidy do której zmierzali, wszystko to wypełniał strach, napięcie wyczuwalne w Mocy i w powietrzu. Nadzorca Tremel, był ciemnoskórym mężczyzną w średnim wieku, emanował powagą, a to jak się poruszał było oszczędne i konkretne. Przyjął ich w swoim gabinecie, wygodnie siedząc za biurkiem przypatrywał się ich twarzom z akademicką ciekawością i lekko uniesionymi brawami. Myszka stała wyprężona na baczność tak, ze wyglądała jakby zaraz miały jej puścić kości. Elegantka starała się chyba nie wyglądać jakby patrzyła na ich nadzorcę z góry, co średnio jej wychodziło. Czerwonawy stał prosto i z naturalnością która zdawała się krzyczeć, ze należał do tego miejsca. Pseudoamant nie bardzo umiał przyjąć postawę, a może tylko usiłował zamaskować nerwy za niefrasobliwością? Ruda staął prosto w sposób zupełnie naturalny, jak ktoś nawykły do dyscypliny. Kiedy oczy nadzorcy zlustrowały ich już uważnie ten przemówił. - Jesteście tu by zostać Sith. Każde z was wychowywano właśnie dla tej chwili. Przez najbliższy rok będę pracował nad tym żebyście w pełni zrozumieli co to znaczy. – stwierdził, wstając wolno z miejsca. – Będziecie nie byle jakimi Sith, kiedy skończy się wasza służba tutaj część z was stanie na straży tego co zawsze było siłą Imperium, Tajemnic. To wyjątkowa role, dlatego Lady Safada, poleciła mi żeby i szkolenie było wyjątkowe. Potraktujecie je jako drogę. Jedną z wielu jaka was czeka. – Wyjął z szafki srebrne odznaki z wygrawerowanym na nich okrągłym symbolem planety. – Jednak zanim się wyruszy gdziekolwiek potrzebna jest mapa. Tym razem będą to dwie mapy. Jedną znajdziecie w skryptorium w Dolinie Martwych marzeń, drugą w Kancelarii Doliny Zdrady. To zadanie nie jest dla jednej osoby, więc podzielcie się na dwie grupy. Wyciągnął do nich dłonie, zarówno w prawej jak i w lewej trzymał po trzy odznaki. Popatrzyli po sobie zdezorientowani. - No dalej, nie mamy całego dnia.
  2. Fate To było ostatnie takie śniadanie. Myśl zdawała się dźwięczeć w Mocy szczególnie mocno tego poranka kiedy cała dwunastka dzieci Darth Crowa zasiadła do wspólnego posiłku. Coś zupełnie prozaicznego, co jeszcze niedawno było rzeczą tak pewną, że niezauważalną, nagle stało się czymś szczególnym. Czy będą jeszcze mieli okazje usiąść tak razem? Czy kiedy to wszystko się skończy wciąż wszyscy będą żyli? Pytania odbijały się niemym echem w ich głowach, kiedy jedli w wielkiej okrętowej mesie. Był to posiłek cichszy niż zazwyczaj. Oczywiście najpierw 2V-R5 droid protokolarny musiał się zamknąć, jednak jedna uwaga o przerobieniu na złom zazwyczaj załatwiała ten problem. Jedli wiec we względnej ciszy, pełnej równego stukotu sztućców i ukradkowych spojrzeń. Byli sami w wielkiej jadalni, jeśli nie liczyć maszyny, która zarządzała podawaniem dań. Kuchnia postarała się, bo każde z dzieci mogło wskazać na stole swoją ulubiona potrawę. Mimo to nastrój był kiepski. Nawet Allesh milczał, co rzadko mu się zdarzało, chociaż nie podarował sobie ukradkowych uśmiechów do niewolnic z jedzeniem. Sharena siedziała z nosem w datapadzie, z tego co Arcturus zdołał wyczytać jej przez ramię miała tam sporo notatek o lokalnej faunie Korriban. Zapewne nie była to przyjemna lektura, bo co i raz przełykała ślinę. Jeylen milczał wpatrzony w swój talerz, ledwie skubał to co na nim miał, był blady, o wiele bledszy niż zazwyczaj. Atonai co i raz nachylał się nad nim żeby coś powiedzieć. Dia szeptała do ucha S’kye’owi najmłodsi wydawali się być na równi wystraszeni i podekscytowani. Wukor warczał na wszystkich i wszystko od kilku dni. Mulie wiedziała, że przed wylotem rozmawiał z matką i cokolwiek mu powiedziała sprawiło, że pierworodny syn rodziny nie spał najlepiej. Jeśli którekolwiek z nich wiedziało co się dzieje to tylko on. Reszta w dwa dni po pogrzebie została zebrana i zapakowana na Uparciucha, uzbrojoną korwetę którą dawno temu ojciec oddał Reginie do dyspozycji. Lecieli z eskortą sześciu mniejszych statków i trzech eskadr myśliwców na Korriban. Lecieli spokojnie wbrew temu czego prawdopodobnie się po tej podróży spodziewano. Do samego końca obyło się bez kłopotów. Dzisiaj zadokowali na stacji orbitalnej. Z tego co powiedział im 2V-R5 wyokrętowanie panów i panienek przewidziano na najbliższe dwie godziny. Więc zaczęło się. Może dlatego niewiele osób przy stole miało tego dnia apetyt. Prawie już skończyli kiedy drzwi jadalni rozsunęły się i do pomieszczenia wkroczyła Regina, natychmiast wszystkie spojrzenia skierowały się w jej stronę, zawsze umiała to osiągnąć, na kilka chwil stać się najwyraźniejszym punktem w całej sali, ściągać na siebie spojrzenia. - Dzień dobry dzieci. Z szelestem czarnej, pięknej sukni podeszła do swojego miejsca z góry stołu. Za nią cicho wsunęły się do pokoju dwie twi’lekańskie dwórki ciągnąc ze sobą wózek, na którym równo ułożono dwanaście workowatych plecaków. Kiedy pani skinęła im głową niewolnice zaczęły cicho krążyć miedzy nimi stawiając po jednym plecaku przy każdym z dzieci. Dia pierwsza sięgnęła do środka, wyciągając ubranie, czarna bluzę z kapturem w swoim rozmiarze. - Dwa komplety ubrań, commlink o zasięgu ograniczonym do samej akademii i jej okolic, kij… – wyliczała powoli Regina, kije akurat roznoszono pomiędzy nimi, były mocne, zrobione z lekkiego metalu, czasami widywali je w rękach uczniów ojca ćwiczących na placu. – …datapad z przydziałem i trzy przedmioty osobiste nie będące bronią, pancerzem, urządzeniem komunikacyjnym. Właściwie dwie rzeczy, bo pozwoliłam sobie coś wam tam dołożyć. To wszystko co możecie ze sobą zabrać. Atonai wyciągnął ze swojego plecaka pojedynczy stimpak, ampułkę pełną kolto z igłą dozującą, reszta też miała po jednej ukrytej pod stertą ubrań. - Jeśli w ciągu pierwszych dwóch tygodni nikt z was nie będzie go potrzebował to dobra waluta do wymiany wewnątrz Akademii. – Regina odpowiedziała na pytające spojrzenie arcaniana. – Na waszym miejscu nie ruszałabym tych rzeczy za bardzo przed odprawą, jeśli nie liczyć przebrania się. Zostaniecie dokładnie skontrolowani przed wejściem na promy. – oznajmiła patrząc znacząco na Shakkę. – Za to po wylądowaniu im szybciej spersonalizujecie ubranie tym lepiej dla was. Im bardziej standardowo wasz strój się prezentuje tym bardziej wyglądacie na ofiarę dla starszych akolitów. Zrobiła przerwę i uśmiechnęła się nieznacznie widząc, że Sharena już wygrzebała z plecaka datapad i wczytywała się w jego treść. Arcturus dostrzegł wśród rzędów znaków imię Thanaton. - Sugeruję wziąć przykład z siostry, jest tam kilka słów o waszym przyszłym mistrzu, oraz nadzorcy. To co nie jest kodem wpisałam tam ja, nie jest częścią odprawy ale nie będzie też stwarzało przy niej problemu. Jeylen spojrzał na swój datapad obojętnie, ale otworzył go. Wukor na swój tylko zerknął, zdaje się, że znał już jego zawartość. Atonai uniósł brew czytając swój, Allesh uśmiechnął się pod nosem. Mulie znalazła w swoim tylko jedno nazwisko, Lord Celadwar Tillan, sam nadzoruje własne próby. Najmłodsze dziecko w rodzie Tillan i zarazem jego czarna owca, w sumie nie widomo dlaczego. Owszem, po bardzo obiecującym starcie i zdobyciu tytułu Lorda w zaledwie dwa lata przestał interesować się polityką i zajął wykopaliskami, jednak trudno nazwać go słabym albo mało ambitnym. Blisko związany ze Służbami Odzysku i Sferą Starożytnej Wiedzy. Pierwszy raz poszukuje ucznia. Na datapadzie Dlara znajdowało się nazwisko, które słyszał wiele razy z ust ojca. Darth Malgus, jeden z wojowników u boku których Darth Crow nieraz walczył, zawsze mówił o nim z szacunkiem. Regina dopisała krótko. Lubi obcych i najemników, zwłaszcza Mandalorian. Miał już dwoje uczniów. Nadzorować próby miała Kana Tarrid, uczennica Malgusa, upadła padawanka przygarnięta po zniszczeniu jakiejś enklawy Jedi. Miała smykałkę do cybernetyki i brak litości dla akolitów, wybiła poprzednią grupę uznając ich za zbyt słabych. Roshan został przydzielona do Darth Morena, najsilniejszego z dawnych uczniów Darth Acharona. Zaznaczył się w Sferze Nauk Biotycznych biegłością w Alchemii Sith, zajmował się życiem, jego tworzeniem i modyfikacją. Miał już dwanaścioro uczniów, obecnie żyła jeszcze piątka. Próby w jego imieniu, tak jak zawsze, przeprowadzał będzie jego syn Celar. Celar Moren był wojownikiem, ceni siłę i samodzielność. Arcturus miał zostać uczniem Lady Safady, jednego z poszukujących na usługach Darth Rictusa i Sfery Tajemnic, wyszkoliła już kilku poszukujących. Niewiele było o niej wiadomo, odbyła szkolenie Jedi młodości, jednak w momencie ataku Imperium na Republikę była już przez swój zakon poszukiwana jako zdrajczyni. Jej przyłączenie się do Sith jest niejasne, ale pozycja w zakonie bardzo mocna. Do przeprowadzania sowich prób najęła Baltazara Tremela, jednego z akademickich nadzorców, ceni sobie tradycję i siłę. Shakka po otwarciu swojego datapadu została powitana nazwiskiem Darth Mortis, członek Mrocznej Rady, głowa Sfery Sprawiedliwości i Praw. Telepata, niezwykle potężny w Mocy, nie przywiązuje wiele wagi do tradycji, wobec obcych ostrożny, jednak nie rasistowski. Niedawno stracił jednego z uczniów i oddział jego dwunastu rąk sprawiedliwości jest niepełny, stąd rekrutacja. Przeprowadza ją dla niego akademicki nadzorca Eliash Darwoon, stary formalista, ceni sobie ponad wszystko skuteczność. Regina dała im chwilę na czytanie. - Zaraz po lądowaniu zostaniecie zaprowadzeni do swoich nadzorców, oni dadzą wam wasz medal, znak przynależności do Akademii i do danej grupy szkoleniowej. Pilnujcie ich, w grobowcach Doliny Mrocznych Lordów mieszka wielu upadłych akolitów, którzy gotowi są zrobić wszystko żeby je wam odebrać i zyskać drugą szansę. Nadzorcy przez najbliższy rok będą was prowadzić na drodze Sith, według własnych kryteriów i tego czego chce wasz przyszły mistrz. Ich zadaniem jest wpojenie wam zasad, sprawienie żebyście zrozumieli co to znaczy być Sith. Nie będą się zajmowali waszymi umiejętnościami, od tego są nauczyciele do których musicie zgłaszać się sami. Nikt nie będzie wam mówił czego macie się uczyć, ani żebyście się w ogóle uczyli, jednak daleko bez tego nie zajdziecie. – tłumaczyła powoli. – W każdej grupie jest sześciu akolitów, z których tylko jeden zostanie uczniem. Jednak przez pierwsze pół roku nie przejmowałabym się tym, ale skupiła na przeżyciu. Co najmniej połowa waszej konkurencji nie przeżyje pierwszych miesięcy. Dopiero kiedy skończy się okres izolacji warto zacząć myśleć o tym jak pozbyć się tych, którzy jeszcze żyją. - Izolacji? – spytał Allesh. Regina przytaknęła. - Przez pierwsze pół roku wasze kontakty ze światem poza akademią są, ograniczone. Nie wolno wam kontaktować się z nikim spoza Akademii i Korriban przez pierwsze trzy miesiące. Potem przez kolejne trzy przysługuje wam w sumie pół godziny miesięcznie na rozmowy pozaplanetarne. Po pół roku zakazy rozmów zostają zniesione, ale dalej nie wolno wam opuścić Korriban bez zgody waszego nadzorcy. - Mamo… – S’kye odezwał się niepewnie, na ziemi i stole wokół niego walały się rzeczy, które panicznie wyjmował ze swojego plecaka. – Ja… chyba gdzieś zgubił się mój datapad z przydziałem. - Mój też – dodała Dia, wywracając swój plecak na drugą stronę. Regina pokręciła głową i uśmiechnęła się blado. - Nie zgubił się. Wy idziecie ze mną, mam dla was coś… specjalnego. Wyprostowała się w siedzeniu na znak, ze nie powie nic więcej na ten temat, popatrzyła po reszcie. - Pytania?