Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'horror' .

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • TABLICA OGŁOSZEŃ
    • F.A.Q.
    • Kuchnia mistrza Protazego
    • Poligon
  • REKRUTACJE RPG
    • Rekrutacje: Fantasy
    • Rekrutacje: Modern
    • Rekrutacje: Inne konwencje
  • SESJE RPG: FANTASY (HEROIC & DARK, HISTORYCZNE)
    • Oficjalne Systemy RPG
    • Niezależne i autorskie
  • SESJE RPG: MODERN (URBAN FANTASY & HORROR)
    • World of Darkness
    • Inne systemy i sesje autorskie
  • SESJE RPG: INNE KONWENCJE
    • Future
    • Supermoce i superbohaterowie
    • Inne
  • FORUMOWE RPG: STRATEGIE
    • Rekrutacje: Strategie
    • Karczma: Strategie
    • Forumowe strategie
  • CIEŃ PRZESZŁOŚCI
    • Cień przeszłości
    • Cień Przeszłości: Hala Szkoleniowa
  • KOMNATA RPG
    • Karczma
    • Kuźnia
    • Tablica sławy
  • WSPÓLNA SALA
    • Gospoda
    • Wieści z szerokiego Świata
    • Księga Zlotów i Konwentów
    • Biblioteka Aleksandryjska
    • Współpraca i Reklamy

Kalendarze

  • Rekrutacje
  • Urodziny
  • Inne

Blogi

  • Myśli Zebrane Asterki!!
  • Iskry
  • Pitbullek
  • Szkicownik Mroczek
  • Skórzany kajecik
  • Zakurzona teczka

Kategorie

  • Artykuły - Inne
  • Artykuły - RPG

Kategorie

  • Files

Znaleziono 9 wyników

  1. Kombajn warczał niczym wściekły rottweiler, chrypliwym, nieco metalicznym głosem wydobywającym się z jego trzewi. Jakaś luźna zębatka uparcie stukała przy każdym obrocie ogromnego ślimaka. Jak prehistoryczny monumentalny gad wciśnięty w ciasny tunel, w którym mogły się minąć dwa tiry, łypiący płonącymi oczami, po którego ciele przebiegały spazmatyczne dreszcze. Z dwóch nozdrzy rzygał strumieniem wody, który z hukiem wrzynał się w ścianę, wyrywając kolejne pokłady ziemi i kamieni znikające zaraz w jego rozwartej paszczy. Drążył korytarz. Dwójka ludzi obsługująca kolosa wyglądała przy nim jak mrówki krzątające się przy dużym chrząszczu. Kolejne stemple wspierające nowo powstały strop stawiane były za przemieszczającą się powoli maszyną przez następną grupę osób. Taśmociąg transportował surowiec do kolejnego urządzenia zwanego sitem a stąd, po oddzieleniu cennego kruszcu, jeśli taki się znalazł w tonach bezużytecznej skały, do opuszczonych już, nieeksploatowanych tuneli, by tam pozostać na wieki. W pewnym momencie momencie potwór zakrztusił się, zawył przeciągle niczym raniony zwierz. Jeden z operatorów krzyknął coś wskazując na ścianę, lecz komunikat zginął w przeciągłym wyciu. Siła, którą trudno sobie wyobrazić poderwała kolosa kilka centymetrów w górę i rzuciła go z powrotem aż zadrżała ziemia. Z nie podpartego kawałka stropu sypnęły się odłamki skał na pracujących w dole górników. Głaz wielkości małego samochodu spadł na taśmociąg wykrzywiając go i przygniatając stojącego obok robotnika. Wszystko zasnuł kamienny pył. *** “Z ostatniej chwili…” Regionalny program został przerwany przez wstawkę Diamond Taint News. Opalona speakerka w schludnej garsonce uśmiechała się sztucznie czytając tekst z promptera. “W kopalni zanotowano kolejne tąpnięcie. Urządzenia zarejestrowały wstrząsy o sile 3 stopni w skali Richtera. Kierownik grupy geologicznej, pani Suzan Black mówi o pracach prowadzonych przez doświadczony zespół na trzecim poziomie. Wstrząs spowodował zasypanie chodnika a kontakt radiowy został przerwany. Na pomoc zasypanym pracownikom wyruszyła...” Kilka słów wstępu. Z czym do ludzi? Witam w rekrutacji do sesji w klimacie horroru. Pierwszej takiej w moim wydaniu, pierwszej prowadzonej na tym forum ale nie pierwszej w życiu. Będzie to storytelling, z niewielką domieszką mechaniki. Turlać będę sporadycznie, jeśli w ogóle. Z racji tego, że będzie to horror przewiduję zejścia śmiertelne. Osoby źle znoszące śmierć swojej postaci, proszone są o nie branie udziału w rekrutacji. Osoby, które będą dopytywać później “dlaczego akurat ja?” - podobnie. Aczkolwiek nie jest to survival, nie zakładam, że wszystkie postacie będą się kochać i wspierać nawzajem. Jeśli będzie to miało uzasadnienie przyczynowo - skutkowe dopuszczam do sytuacji, gdy Bohater Gracza zabije innego Bohatera Gracza. Z racji, że będzie to storytelling, liczę na odgrywanie postaci, oddawanie jej uczuć, jej strachów, jej przemyśleń. To Wy sami w dużej mierze tworzyć będziecie nastrój horroru. Gdzie mieszka strach, jeśli nie w naszych głowach? Może być brutalnie. Może być seksistowsko. Wasze postacie mogą być poniżane, bite, torturowane. Sesja będzie oznaczona znaczkiem +18. Nie będę weryfikował wieku, nie mam takich możliwości. Proszę dojrzałe osoby o zgłaszanie się do sesji. Osoby, które nie będą w stanie znieść powyższego - proszę o nie branie udziału w rekrutacji. To teraz, gdy zostały już same freaki i wykolejeńcy, trochę o fabule... Rzecz będzie się działa w czasach nam obecnych w USA, stanie Utah, pośrodku pustyni Moyave, w małym kilkudziesięciotysięcznym miasteczku Diamond Taint. Dobrze niegdyś prosperujące miasteczko, które powstało wokół kopalni diamentów, po wyczerpaniu złóż, gdy eksploatacja kopalni stała się nieopłacalną i po jej zamknięciu, popada w ruinę. Po kilku latach, nieczynną kopalnię przejmuje agencja rządowa, która zaczyna w niej prowadzić prace geologiczno-badawcze. Tajemnicą poliszynela jest też, że istnieje grupa ludzi, którzy płacąc łapówki ochroniarzom kopalni, “fedruje” w opuszczonych korytarzach, korzystając z porzuconych maszyn. Miasteczko przechodzi poważny kryzys.. Większość dzielnic to opuszczone budynki. Postawię osobny temat, w którym zamieszczać będę bardziej szczegółowe informacje na temat miasteczka jak i jego mieszkańców. Od razu powiem, że na górnictwie znam się średnio i wiem, że mijać się będę z prawdą. Diamenty wydobywa się zazwyczaj metodą odkrywkową. Na potrzeby sesji założyłem bliższe naszym wyobrażeniom fedrowanie. Jeśli kogoś to drażni… ma pecha :O) Kogo szukam? Potrzebuję 3-5 graczy, którzy wcielą się w mieszkańców Diamond Taint, zwykłych ludzi tam mieszkających. Mogą to być: - “cywile” - zwykli ludzie zajmujący się swoimi sprawami, niezwiązani, lub luźno związani z kopalnią - pracownicy - ci, którzy pracują w kopalnii dla geologów (górnicy, inżynierowie, ochrona itd.) - “nielegale” - ci, którzy fedrują poza nadzorem Przy wyborze postaci będę sugerował się jakością nadesłanych kart. Chętniej będę przyjmował postacie głęboko osadzone w miasteczku z tzw. backgroundem, z zahaczkami pozwalającymi na zaczepienie się i poprowadzenie osobnego wątku. Gracze będą mieli okazję na światotworzenie w zakresie nie kolidującym z fabułą. Postacie nie będą prowadzone za rączkę i wymagać będę własnej inicjatywy. Jak to sobie wyobrażam? W chwili obecnej zakładam, że sesja będzie podzielona minimum na dwa etapy. W części pierwszej będziecie mieli możliwość pokazać swoje postacie, jak wygląda ich życie w miasteczku. Będę chciał wam ukazać jego oblicze, jego codzienność, abyście mieli okazję go poczuć. Na tym etapie będą mi właśnie potrzebne Wasze zahaczki. Może będzie lajtowo, może trochę strasznie, to dużo zależy od tego co mi podeślecie. Prawdziwa groza zacznie się w części drugiej. Taki jest plan. Jak wyjdzie? Zobaczymy. Google doc będzie w użyciu. Częstotliwość odpisów: idealnie 7/7 (7 dni dla MG i 7 dla graczy) i do tego ideału dążyć będę. Ostatnio niestety notorycznie ze wszystkim się spóźniam, więc mogę nie dotrzymywać terminów o czym lojalnie ostrzegam. Od graczy wymagam uprzedzenia o ewentualnych obsuwach. Zawalanie bez ostrzeżeń skończyć się może zejściem tragicznym postaci. Termin rekrutacji: 12 stycznia - północ. 13 stycznia ogłoszenie listy (nie)szczęśliwców. Od 15 stycznia przez tydzień nie będzie mnie w kraju, zakładam że wieczorami będę miał czas, żeby posiedzieć nad pierwszymi postami. Co powinna zawierać Karta Postaci? ...podsyłane jako link do google doc’s. Personalia: - Imię, Nazwisko, - Avatar Historia, można krótko, po jednym zdaniu na każde z poniższych - Kim była postać w trakcie prosperity? - Jak przeżyła zamknięcie kopalni? - Kim jest dzisiaj? Dlaczego zdecydowała się zostać w miasteczku? Sieć znajomości - rodzina - przyjaciele - znajomi (można rozbudowywać w trakcie sesji) - nieprzyjaciele / wrogowie (min.2) Kawałek fabularny - Opiszcie jakiś zwrotny punkt w życiu postaci. Coś, co ją ukształtowało. Nie musi tego być dużo. Jakaś migawka. Pozwoli mi ocenić Wasz warsztat i wczucie się w klimat Statsy Do rozdysponowania 20 punktów. Umiejętności w skali od 1 do 10 - Siła mięśni - Zręczność - Kondycja - Odporność na stres Strachy i silne strony - w czym postać jest dobra? (5 umiejętności) - w czym postać jest słaba / ułomna / czego się boi? (5 przypadłości, w tym minimum jedna rzecz, której się boi) - moim największym marzeniem jest… Koncepcja na postać. Podsumuj postać kilkoma słowami (może być więcej niż kilka), które pozwolą mi ocenić jak zamierzasz odgrywać postać. Np.: - Ślamazarny idealista chcący naprawiać świat - Furiat, drań bez skrupułów gotów sprzedać własną matkę za parę dolarów - Niepoprawny hazardzista z problemami, zadłużony u lokalnych koników, rozbite małżeństwo, córka, z którą nie może nawiązać kontaktu F.A.Q. Jeśli chodzi o prowadzone przeze mnie sesje to daję bardzo dużą swobodę w wyborze postaci. Od żebraka po milionera. Jedynie kluczowe stanowiska w mieście są obsadzone przez moich NPCów. Postać nie musi być związana z kopalnią. 2006r - kopalnia zostaje zamknięta; 2012r - przyjeżdżają geolodzy i zaczynają swoje badania przypomnę, że obecnie jest 2018 :O) nie ma limitu, można być przyjezdnym ale fajnie by było, żeby była jakaś zahaczka na poprowadzenie pierwszej części sesji i żeby postać znała trochę / kilku(nastu) mieszkańców; dodam jeszcze, że cała sesja będzie się działa w miasteczku i jego najbliższej okolicy, więc postać musi chcieć zostać w Diamond Taint na dłużej :O) Lista zgłoszeń. Stan na 5 stycznia godz.12.20 - Mike HOWARD, policjant @PoloxDisc (karta kompletna) - Joel STRODE, nauczyciel, kucharz @waydack (karta kompletna)
  2. Hai. Ponad rok temu ułożyłam sesję, do której rekrutacja miała pojawić się na początku tego roku, gdzieś w lutym, co oczywiście nie nastało. Zamysł został odłożony z powodu pierwszego prawdziwego ataku ukrytego choróbska z powodu którego zaszpitalono mnie. Anyway, wszystko co zdążyłam zapisać wtedy i znaleźć na poczet sesji, wciąż leży w jednym z doców, więc nic nie zostało stracone z tego. Do rzeczy jednak. Tak, to będzie stary WoD. Tak, to będzie część Wampira w wydaniu Maskarady. Czemu część? Cóż... Zawsze chciałam poprowadzić horror w takim wydaniu, jakie jest dla mnie najbliższe. Osobiście nigdy nie robiły na mnie wrażenia horrory z typu pure gore, pozbawione elementu niezwiązanego z czystym mordowaniem hord zombie. Jeżeli jednak jest coś, co potrafi i zadziałać na przyszłego MG... To przynajmniej ten postara się zarazić graczy swoim odczuciem. Wracając do kwestii "części Wampira": Według mnie to nie byłoby to samo, gdyby to Kainici zostali wrzuceni w horror. Oczywiście, można kombinować nad odpowiednim scenariuszem, ale tu się to nie sprawdzi. Jeżeli masz x kropek w dyscyplinach i jeszcze więcej w abilities czy attributes oraz czym tam jeszcze chcesz... to masz poczucie tej broni w ręce. Zastanowiłam się kogo wrzucić na scenę w takim razie, aby móc pograć silniej na psychice i emocjach postaci, a jednak dać im cokolwiek, choćby to był pistolet na wodę. I tak, wpadłam na pomysł. Od czego mamy ukochane ghule? Lata 60, ZSRR, ghule, złe rzeczy, Camarilla, śnieg, Chruszczow, mróz i wódka. Zainteresowani się znajdą? (pewnie w grudniu by powstała rekru)
  3. Siemka - To mój pierwszy temat zakładany na tym forum więc trochę tak działam w ciemno Mam nadzieję, że jak to nie jest ten dział albo strzeliłem jakąś gafę to mi wybaczycie. Najbardziej skracając to mam pomysł na dwie sesję ale mogę poprowadzić jedną. I chciałbym się zorientować kto, co sądzi o pomyśle na te dwie sesje. Dlatego zapraszam do dyskusji Ogólnie Chodzą za mną dwie sesje. A pod wpływem sąsiedniej dyskusji o zespole na start postanowiłem wziąć i nakreślić o co mi chodzi. Bo właśnie cechą wspólną obydwu pomysłów na sesje jest taki team złożony ze zgranych ze sobą postaci. Na tą chwilę mam jedynie ogólny zamysł nakreślony bardzo grubą krechą i w detalach można jeszcze sporo obgadać. Dlatego chętnie wysłucham opinii zainteresowanych osób co i jak widzą i jakie mają pomysły na temat którejś z sesji. Obie sesje mają wspólne to, że ja je widzę głównie jako horror z różnymi domieszkami. Horror w moim wydaniu czyli akcja, krew, strach i BG w nieustającym zagrożeniu i kłopotach. Taka sesja gdzie to Gracze muszą wyratować swoje tamagoczi z opresji. Ratowanie tamagoczi z opresji to nie jest rola MG według mnie. Obie sesje też widzę jako przeznaczone dla zespołu jako całości a nie zbieraniny indywidualności. Czy zgrany zespół agentów wysłany na ryzykowną misję w ryzykowny teren działający pod silną presją czasu czy zgrana załoga statku kosmicznego. Niezbyt tu mi się widzi typowa RPGowa zbieranina. Dlatego to już głównie od Graczy zależy by chcieli być częścią takiego zespołu i umieli współpracować z innymi. Słabo widzę w obu sesjach jakieś indywidualistów co są na nie bo są na nie musząc podkreślić swoją niezależność i indywidualizm. W obu sesjach potrzebny jest też lider/szef/dowódca zespołu. Przynajmniej formalny. Układy i relacje między sobą już BG ustalą sami. Ale jakiś wódz musi być nawet jak wprywatnych gadkach BG byliby kumplami i przyjaciółmi. Nie chciałbym narzucać tej roli ale przy zgłaszaniu się dobrze o tym pamiętać. I dobrze by była to osoba (tzn. Gracz a nie tylko BG) decyzyjna która nie boi się podejmować decyzji w imieniu całego zespołu, nie przeciąga sprawy, nie chowa głowy w piasek czyli właśnie jest tym pierwszym w zespole. Jak ktoś nie czuje się mocny w takich stresowych sytuacjach być na świeczniku to chyba lepiej by się nie pchał do tej fuchy. Obie sesje też pewnie prowadziłbym na własnej mechanice. W największym skrócie bazującej na skali 1 - 10 i kostce k10. Mechy nie wymagam znać bo i tak ja będę się w grze nią zajmował. Dla Graczy kontakt z nią skończyć się może na wysłaniu KP. Ale w grze będzie używana. Jeśli coś by było niejasne z mechą czy na etapie tworzenia KP czy potem w grze ktoś by chciał coś wiedzieć przed czy po rzucie to pytać śmiało Cechą wspólną obydwu sesji jest też terminowość. Zwykle podaję termin jaki jest dla Graczy na napisanie posta. Lubię tempo sesji około 1 tyg na turę. Te kilka dni w tygodniu bez google doc w użyciu moim zdaniem jest wystarczające do zmajstrowania posta. Ktoś ma jakieś L4 w realu czy co to mówić śmiało, uprzedzać czy co. Ale jak dla kogoś takie tempo byłoby zabójcze i nie do utrzymania no to chyba lepiej by sobie dał spokój z taką sesją. Ponieważ w obu sesjach ważna jest załoga dobrze by Gracze od początku ją budowali sami. Tu na tę okoliczność mam dwie propozycję ze swojej strony. Pierwsza to niech każdy kto by wysyłał zgłoszenie z KP do standardowej KP dorzucił jakąś przygodę/epizod ot na kilka zdań chociaż by złapać klimat o co chodziło i można było wpleść to już na starcie w klimat i charakter danego zespołu. Drugi to ratunek. Niech każda postać opisze jak jakoś ratowała (ew z resztą zespołu) innego członka zespołu z opresji i jak sama została przez nich wyratowana. W obu propozycjach jest trochę trudność bo na starcie nie wiadomo z kim by się zaczynało grę. Więc albo by trzeba pisać to dość ogólnikowo i w trakcie przygotowań do sesji wyszlifować albo właśnie dopracować już z tym ostatecznym składem przed samą sesją. Ale to takie luźne propozycje z mojej strony jak ktoś ma inne to chętnie posłucham Dorzuciłem przykładowe scenki. Scenki są dla złapania klimatu i orientacji. Głównie pod kątem jakby się zaczynała scenka każdej z tych dwóch sesji. Wszelkie imiona, typy ludzkie, nazwy przed samą sesją mogą jeszcze ulec zmianie. W scence z “Aralska” jest ukazana odprawa pierwszego zespołu który zaginął. Odprawa u zespołu BG wyglądałaby pewnie podobnie. Scenka w “Star Raiders” przedstawia mniej więcej kłopoty od jakich zaczęłaby się ta sesja. Ponieważ w tej scence w sesji już uczestniczyliby BG więc mogłaby ona wyglądać inaczej co kto mówi czy jak wygląda. Ale sama sytuacja pewnie byłaby bardzo zbliżona. Głównie w scenkach oprócz sytuacji startowej chciałem oddać klimat zespołu i pracy zespołowej jak to sobie wyobrażam by miało wyglądać podczas sesji. Nie musi być, że non stop tęcze i jednorożce ale też nie ma miejsca na bezustanne wojny, jazdy i podjazdy. Ktoś taki po prostu nie nadawałby się do zespołu i z niego wypadł. Sprzeczne jest też z ideą zgranej paczki. Aralsk Rok: modern, pocz XXI w (ok 2020 - 2030 r) Klimat: horror/akcja/modern Ilość Graczy: 1 - 6 Tempo: od tury MG do tury MG ok 1 - 2 tyg. Mecha: własna Miejsce akcji: eksrosyjska baza broni biologicznej “Aralsk 1” na dawnej Wyspie Odrodzenia. Cel Graczy: zdobyć szczepionkę i odzyskać kontakt/ewakuować poprzedni zespół. Znane trudności: możliwe skażenie biologiczne, konkurencyjna grupa Specnazu, groźba zbombardowania bazy Podobne do: Resident Evil, czarnobylowy Stalker Kim są BG? Zgranym zespołem agentów - specjalistów. Mogą pracować dla jakiejś agencji rządowej (np. CIA), można wymyślić jakąś agendę międzynarową pod asupicjami ONZ (jak jakiś rodzaj “błękitnych hełmów”), mogą być prywatnymi kontraktorami (np. z Blackwater), mogą pracować wreszcie dla jakiejś mafii, terrorystów, instytucji naukowych czy korporacji. Generalnie to kim by byli BG to właśnie jest też temat i okazja do dyskusji jak i kto widzi tą sprawę W sesji wedle fabuły są zespołem rezerwowym który okazał się niezbędny by odzyskać kontakt i dokończyć zadanie pierwszego zespołu z którym stracono kontakt. Sceneria Większość sesji pewnie będzie się toczyć w samej bazie i tu można się spodziewać scenerii jaka dobrze wypasiona, tajna, wojskowa baza mieć powinna Sama baza stoi od lat opuszczona na obecnym pograniczy Kazachstanu i Uzbekistanu. Rejon w sesji jest trudny i niepewny politycznie oscylujący na krawędzi wybuchu wojny domowej. Jez. Aralskie właściwie wyschło pozostawiając po sobie słoną i toksyczną pustynie (po dziesięcioleciach używania bez umiaru pestycydów które spływały do jeziora). Teren bazy jaki niegdyś znajdował się na Wyspie Odrodzenia na tym jeziorze obecnie jest w centrum tego pustkowia. Okolica w promieniu dziesiątek kilometrów nie posiada stałych mieszkańców i jest mało przyjaznym dla ludzi miejsce. Na miejsce obydwa zespołu docierają drogą lotniczą (śmigłowiec). Sytuacja Do dowództwa operacji (HQ) dociera zniekształcony sygnał od pierwszego zespołu. Wiadomo, że wylądowali, weszli do bazy, początkowo szło dobrze ale nagle przestali nadawać. W końcu wysłali ten zniekształcony sygnał który jakoś specjalnie niczego nie wyjaśnił poza tym, że coś jest nie tak. HQ więc wysyła tam zespół rezerwowy by sprawdzić co jest grane. Wywiad doniósł, że terroryści zamierzają, są lub wkrótce mają zamiar wykraść fiolki z wąglikiem. Pierwszy zespół miał zdobyć szczepionkę lub dane do jej produkcji. Istnieje groźba, że terroryści nadal są w bazie lub zostawili jakieś pułapki. Trzeba się też liczyć z możliwością spotkania grupy rosyjskich sił specjalnych z podobnym zadaniem. Trwają też negocjacje w sprawie zbombardowania bazy, nawet taktycznym ładunkiem nuklearnym. Decyzja ma zapaść o świcie więc BG mają ok 12 h, w większości w nocy, by dolecieć, załatwić sprawę i wrócić. Scenka - Myślisz, że to ładny zachód Słońca? - czarnowłosa dziewczyna w bikini machnęła wysoką szklanką z parasolką w stronę horyzontu widocznego za balkonowym oknem. - Chyba tak. - odpowiedziała blondynka w podobnym stroju smarując się olejkiem do opalania. - Wy się w ogóle nie przejmujecie? - zapytał stojący w drzwiach balkonu facet ostrzyżony na wojskową modłę i kompletnie nie wojskowej koszuli. - A czym? Wskakuj do nas, tam jest jeszcze jeden leżak. - czarnulka wesoło błysnęła zębami i wskazała na przedmiot pod ścianą. - No w ogóle. Szef mówił, że mamy być w czuwaniu. Jakby nas wezwali. - wyjaśnił po chwili wahania poświęconej na oglądaniu złożonego leżaka Novi jak go zdążono w zespole ochrzcić. - Daj spokój Novi. Jakby coś było to by szef przyszedł i kazał się zbierać. - machnęła beztrosko dłonią blondynka. - Ej! Chodźcie tu wszyscy! Zbieramy się! - jak na zamówienie z pokoju hotelowego doszedł ich zdecydowany męski głos. Dziewczyny popatrzyły na siebie a potem zgrabnym ruchem spojrzały na krótko ostrzyżonego bruneta stojącego w drzwiach. Z jawnym wyrzutem. - To przez niego. Przynosi pecha. - powiedziała czarnulka wstając leniwie z leżaka. - Beczka! Wstawaj! - z pokoju doszedł podniesiony głos szefa budzący kolejnego członka zespołu. - Nieprawda! Nie przynoszę pecha! No ej, dziewczyny no… - Novi wydawał się bardzo poruszony oskarżeniem dziewczyn i jako ostatni wrócił z balkonu obserwując wymowne kiwanie głową koleżanek. Jakoś nie wydawały się przekonane jego zapewnieniami. - Usiądźcie, zaraz będzie łączenie. - polecił szef widząc wracającą z balkonu trójkę. Beczka przecierał oczy i wyglądał jakby powrót do drzemki interesował go o wiele bardziej. Ostatnią milczącym członkiem zespołu była szatynka ale ona siedziała na fotelu. Pozostali też rozsiedli się tak by widzieć ekran z kodowanym kanałem łączności. Po chwili pojawiła się głowa. Poważna głowa. Uniosła brwi z niezadowoleniu już po krótkim przywitaniu się. - Richard, czy twoje agentki są w bikini? Podczas odprawy? - zapytał zniesmaczony starszy pan po drugiej stronie ekranu. Dziewczyny w odpowiedzi pomachały mu rączką a szef odwrócił się w ich stronę. Zaraz jednak wrócił znowu do szefa. - Tak. Są w bikini? A co? Mają je zdjąć? - zapytał zaciekawionym głosem. Bezczelna odpowiedź spotkała się z chichotami i zunaniem pozostałej czwórki. Jedynie szatynka i szef na drugiej stronie nadal wydawali się poważni. - Lepiej niech nie łażą w tym stroju na misji bo im te gładkie ciałka wypali do kości. - prychnął niezadowolonym tonem szef. - Tu lecicie. Kiedyś Wyspa Odrodzenia na Jeziorze Aralskim. Obecnie nie ma już wyspy tak samo jak jeziora. - głowa zniknęła z ekranu i pojawiła się mapa resztek wspomnianego jeziora. Sama była wyspa też była widoczna z trudem i głównie gdy dawną linię brzegową zaznaczono innym markerem. - Na tej wyspie jest tajna baza. Była radziecka a potem rosyjska baza. Przez jakieś pół wieku testowano i produkowano tam broń biologiczną. - na mapie na terenie dawnej wyspy zaznaczono w centralnej części kompleks budynków podobny do małego miasteczka. - Jak zapewniały władze i rosyjskie i uzbekistańskie do skażenia biologicznego nie doszło. Ale nie ryzykowałbym bym tam spacerów bez strojów ochronnych. - powiedział starszy pan znów na koniec kierując wzrok w stronę dziewczyn w bikini. - Niemały. Jak na sześć osób. - mruknął Richard patrząc na skalę przy wyświetlanej mapie i liczne budynki. - To nie jest misja wojskowa. Nie macie zdobyć i utrzymać. - zapewnił od razu szef unosząc brwi by podkreślić ten fakt. - A co? - zapytał w takim razie szef grupy operacyjnej. - Wywiad donosi, że terroryści są tam w drodze, już tam właśnie są lub tam niedawno byli. Zamierzają zdobyć co się da by użyć do swoich zamachów terrorystycznych. Co może zrobić bomba w wąglikiem w centrum Nowego Jorku czy Londynu to chyba nawet panie w bikini mają wyobraźnie by to sobie wyobrazić. - szycha po drugiej stronie łącza znowu pozwoliła sobie na cierpką uwagę pod adresem pary agentek. - Dlaczego on tak o nas mówi jakbyśmy były jakieś głupie? - zapytała teatralnym szeptem blondynka. - Bo jesteście. Nie umiecie się poznać na prawdziwych facetach. - Beczka uśmiechnął się złośliwie i wskazał oczywiście na swoją beczkowatą klatę. Czarnulka w odpowiedzi pokazała mu język a blondynka środkowy palec. - Richard! - fuknął ważniak z drugiej strony. - Hej! - szef oddziału odwrócił się i fuknął na swoich ludzi. Beczka bezradnie rozłożył ramiona by zaznaczyć, że nie jest winny a dziewczyny wzruszyły ramionami. Ale nastała cisza. Richard wrócił więc do ekranu. - Czyli terroryści wciąż mogą być w tej ruskiej bazie z wirusami? Która podobno nie jest skażona? - zapytał szefa na drugiej stronie łącza. - Musicie wziać to pod uwagę podczas planowania misji. - przyznał generał a Richard skinął głową i wymienił porozumiewawcze spojrzenia z Beczką który był ich główną siłą uderzeniową. - Poza terrorystami i tym skażeniem którego tam nie ma ale lepiej założyć, że jest trzeba coś jeszcze wziąć pod uwagę? - zapytał znowu szefa w poważnie wyglądającym mundurze. - Specnaz. - odpowiedział od razu szef. Po tym jednym słowie atmosfera w pokoju hotelowym jakby się ochłodziła. - Trzeba się liczyć z tym, że Ruscy wyślą swój zespół z podobnym zadaniem. Likwidacji terrorystów i zdobycia szczepionki. - dodał po chwili generał widząc jaką reakcję wywołało poprzednie słowo. - Jakiej szczepionki? Ilu może być tych ze Specnazu? - Richard też jakby spoważniał. Starcie z “brudasami” to jedno ale starcie z komandosami z górnej półki światowych sił specjalnych to już kompletnie inny kaliber. - Szczepionki. Szczepionki na wirus ktory mogą wykraść. Być może już im się udało więc trzeba zmniejszyć straty. Poza bronią biologiczną pracowano nad szczepionkami na nie. Macie specjalistę w tej dziedzinie dlatego właśnie zwróciłem się do was. - generał podobnie jak i wszystkie głowy w pokoju hotelowym jak na komendę zwróciły się na małomówną szatynkę. - A ci ze Specnazu? - wtrącił się w rozmowę Beczka przypominając o drugim pytaniu szefa. Jako głównej sile ognia na niego zwykle spadała spora część wymiany tego ognia. - Nie wiemy. Pewnie kilka osób podobnie jak i u nas. Liczy się czas reakcji i dyskrecja. Więc całej kompanii spadochroniarzy się tam nie spodziewamy. Zwłaszcza, że są prowadzone negocjacje z rządem Uzbekistanu o możliwości zbombardowania bazy. Decyzja powinna zapaść w ciągu 24 h. Jeśli nastąpi nalot zostanie wykonany czy tam jeszcze będziecie czy nie. Ponieważ chodzi o zagrożenie biologiczne całego świata pod uwagę jest brany atak taktycznym ładunkiem nuklearnym. Dlatego akcje dużych grup czyjejkolwiek strony raczej nie są na poważnie brane pod uwagę. - szef operacji bez ogródek wywalił kawę na ławę. Wcześniej schłodzona atmosfera wyraźnie stężała. Broń biologiczna, terroryści, rosyjscy komandosi i do tego jeszcze groźba nalotu i ataku nuklearnego czyli presja czasu. - A jakieś dobre wieści? - zaproponował Richard z nieco ironicznym uśmieszkiem. Beczka prychnął równie wesoło. - Będzie wspierał was drugi zespół. Wyciągnie was z tarapatów lub wesprze jeśli zarządacie. Ale dopiero wieczorem, pierwsze kilka godzin od rana jesteście zdani na siebie. Loty mogą odbywać się tylko w nocy więc Skyraider musi wrócić do bazy przed świtem. Macie ten czas na przygotowania. - generał znowu bez wahania odpowiedział na pytanie dowódcy grupy operacyjnej. Ta część zadania akurat niezbyt odbiegała od standardu. Transport lotniczy i grupa wsparcia i/lub rezerwy w odwodzie. - Jest coś jeszcze co powinniśmy wiedzieć? - zapytał Richard patrząc uważnie na rozmówcę po drugiej stronie ekranu. - Ruscy strasznie naciskają na te bombardowanie. Zwłaszcza nuklearne. - po chwili wahania i namysłu ważniak po drugiej stronie odpowiedział. - Chcą zatuszować swoje brudne sprawy? - Richard zaciekawił się taką odpowiedzią. Wiedział, że w takich sprawach i tak szef powie im to co mają wiedzieć. - Brudniejsze niż broń biologiczna? - szatynka pierwszy raz się odezwała i wydawała się również zaskoczona taką odpowiedzią. - To co? Testowali to na ludziach czy co? - zapytał niepewnie Novi spoglądając zdezorientowanym wzrokiem to na szychę po drugiej stronie ekranu to na członków swojego zespołu w pokoju. - Nic na to nie wskazuje. Inaczej już dawno byśmy kogoś posłali do tej bazy. Ale towarzysze z Kremla strasznie są napaleni na te bombardowanie. Hamujemy Uzbeków jak możemy ale nie wiemy ile to jeszcze potrwa. Niestety nasze wpływy w tamtym rejonie nie są zbyt mocne i to tradycyjny teren wpływów Moskwy i Pekinu. - generał rozłożył ręce. Rozmowa jeszcze chwile trwała ale co najważniejsze już zostało powiedziane. Trzeba było jeszcze sporo ustalić, przetrawić przesłane załączniki, naszykować sprzęt, umówić się z pilotami Skyraidera i rezerwowym zespołem czyli czekała ich pracowita noc jak przed świtem mieli lądować na Wyspie Odrodzenia. Star Raiders Rok: sf, przeł XXII/XXIII w (ok 2200 - 2250 r) Klimat: horror/akcja/sf Ilość Graczy: 1 - 6 Tempo: od tury MG do tury MG ok 1 - 2 tyg. Mecha: własna Miejsce akcji: statek Graczy i kosmiczny wrak Cel Graczy: pozyskać części z wraku do naprawy własnego statku Znane trudności: pościg/czas, brak kasy, ekploracja obcego wraku Podobne do: serii “Gwiezdne Wilki”, seria Aliens Kim są BG? Zgranym zespołem i załogą statku (nazwę mogę zrobić jakiś konkurs na początku sesji). Ogólnie widziałbym ich jako uniwersalnych “poszukiwaczy przygód”. A bardziej detalicznie mogą to być prywatni kupcy, kurierzy, najemnicy, piraci wynajmujący się dla służb specjalnych, wojska, floty, systemów czy korporacji. Obsadą statku podobną w ogólnych założeniach do wielu sobie podobnych a w detalach do opracowania przez Graczy. Sceneria Data w sesji jest umowna i ma podkreślić ten klimat sf. Uniwersum bez ras obcych więc i postacie i spotykane osoby to ludzie. Jeśli jest coś o jakichś obcych w świecie gry to podobnie jak obecnie w spiskowych teoriach o UFO, Roswell itd. Żadnych, twardych dowodów na istnienie obcych nie ma. Ludzie zasiedlili sporo systemów, na tyle dużo, że jakby chcieć odwiedzić każdy to może komuś pod koniec życia by się udało. Technologia skoków nadprzestrzennych opanowana ale z ograniczonym dostępem (ale statek BG ją posiada). Poza tym zostają bramy nadprzestrzenne (rozpędzają przystosowane do tego statki do nastepnej bramy) lub zwykła podróż od systemu do systemu gdy zwykle załoga korzysta z hiernatorów. Sytuacja Startowo statek BG wyskakuje z nadprzestrzeni “gdzieś” z licznymi uszkodzeniami. Co spowodowało te uszkodzenia to rzecz też do dyskusji mi pasuje jakaś desperacka ucieczka przed kimś. Nie może wykonać ponownego skoku. Zostaje zasuwać “ręcznie” do najbliższego systemu lub bramy. Jednak orientują się, że w pobliżu jest wrak statku. Jest szansa, że uda się pozyskać z niego części potrzebne do naprawy jednostki. A skoro to wrak to wszystko co jest na nim jak i on sam jest własnością znalazcy czyli BG. Gdyby udało się uruchomić wrak i dotargać go do jakiejś cywilizacji jest szansa się odkuć i jeszcze zarobić. BG są też spłukani dokumentnie po ostatniej ucieczce więc jeśli obecnie nawet by dotarli do jakiegoś systemu nie mają kasy na naprawy swojej jednostki. Scena Drzwi do mesy zamknęły się gdy przeszedł przez nie ostatni załogant. Mesa. Towarzyskie serce statku i tradycyjny pokój obrad i narad dotyczących spraw ważnych dla całej załogi i całego statku. Miejsce przyjęć nowych członków, imprez, kłótni, scen zazdrości, wrzasków o udziały, wydawaną kasę nie na to co trzeba czy uniwersalne “To co dalej?”. Kapitan popatrzył na zebrane twarze. Wszyscy właśni spodziwali się dyskusji pt. “To co dalej”. Każdy był specem w swojej dziedzinie i odpowiadał za swój kawałek pracy. W tak gorących chwilach jak właśnie się skończyły kilka godzin temu awaryjnym wyjściem, bardzo, bardzo awaryjnym z nadprzestrzeni poprzedzonym bardzo awaryjnym wejściem w nadprzestrzeń właśnie była wreszcie okazja ogarnąć sprawę. Kapitan odłozył ze stuknięciem na blat stołu kubek magnetyczny już raczej bardziej pusty niż pełny kawy. Nieformalny ale jakże tradycyjny znak, że narada się rozpoczęła. - Żyjemy. Nikt nie zginął. Nikogo nie brakuje. Statek wytrzymał. To z pozytywów. - wyjaśnił gdy chciał zacząć od jakiegoś optymistycznego zagrania. Efekt trochę popsuła lampa sufitowa która złośliwie oderwała się z pokiereszowanego sufitu i z głośnym tuknięciem uderzyła o posadzkę. Zamigotała iskrami, syknęła i zgasła. Zebrana grupka ludzi przez chwilę patrzyła się w ten element oświetlenia jak urzeczona. - Tak. - kapitan cmoknął ustami na ten znak złośliwego zabotażu ze strony istoty martwej. - Z negatywów. - zaczął temat który i on i pewnie wszyscy spodziewali się, że zajmie nieco więcej czasu. - Musieliśmy odstrzelić dwójkę. Przegrzała się, straciła osłony i dlatego musieliśmy przedwcześnie wyjść z nadprzestrzeni nim nas rozsadzi. - zaczął od najważniejszego ubytku jakim było awaryjne odstrzelenie drugiego silnika. Gdyby tego nie zrobili to… Właściwie nie było wiadomo. Nigdy żaden statek nie przetrwał tak poważnej awarii w nadprzestrzeni. Ale wedle dominujących teorii albo by lecieli w nadprzestrzeni w nieskończoność nie mogąc z niej wyjść bez sprawnego napędu albo rozpadli by się na atomy lub i coś mniejszego. Naukowcy bowiem nie byli zgodni bez empirycznych doświadczeń. Na pewno zaś byłoby bardzo źle dla załogi takiego statku. Tak źle, że już zakazywany we wszystkim możliwych przepisach i regulaminach i instrukcjach manewr awaryjnego, bardzo, bardzo awaryjnego wyjścia z nadprzestrzeni wydawał się mniej marnym końcem. - No i co się dziwisz! Kto wchodzi w nadprzestrzeń w takich warunkach?! Ostrzegałam cię! Mówiłam, że silniki nie wytrzymają! Kto wam w ogóle dał licencję pilota! - wybuchnęła główny mechanik odkładając na chwilę bloczek z lodem od potłuczonego czoła. Trzasnęła nim w blat stołu równie mocno jak przed chwilą spadła lampa. - No to miałaś rację w 50% jak jeden silnik wytrzymał a drugi nie. - zauważył ostrożnie farbowany na jaskrawy blond młodzik. - Nie wytrzymał! Ledwo zipie, wymaga naprawy, części, mogę go połatać ale nie wykonamy skoku bez drugiego silnika! Będziemy musieli się wlec aż dotrzemy do jakiejś cywilizacji gdzie są silniki klasy omega! - mechanik dalej warczała z furią i z równie wielką furią trzasnęła bloczkiem lodu w blat stołu gdzie przejechał przez jego szerokość i upadł na posadzkę. - Jej no to się dowleczemy i kupimy. Wpakujemy się do hibernatorów, nastawimy Alex by nas wybudziła jak będziemy na miejscu i tam kupimy co trzeba. - blondasek starał się udobruchać koleżankę i jakoś rozładować napięcie. Kapitan i zbrojmistrz popatrzyli na siebie nawzajem z wahaniem w oczach. - Nie kupimy. Jestesmy spłukani. - powiedział w końcu kapitan. Oprócz zbrojmistrza wszystkie głowy spojrzały na niego w zaskoczeniu. - Jak to spłukani? No ostatnio może nie idzie najlepiej ale no spłukani to chyba przesada co? - zwiadowca odkleił się od ściany pod którą stał i postanowił się włączyć do rozmowy. No ostatnio fortuna trochę im jakby nie sprzyjała ale przecież do 0 na końcie to jeszcze trochę było daleko. - Teraz już jesteśmy spłukani. - odpowiedziała dziewczyna w czarnym kombinezonie z oznaczeniami artylerzysty. Numer 2 po kapitanie w ich małej grupce. I z racji fuchy obsługi głównego uzbrojenia statku siadająca razem z nim i skanerem na mostku. Skaner wciąż pełnił dyżur na mostku więc jako jedynej jego nie było w mesie. - Możesz to wyjaśnić? - pokręcił głową wciąż zaskoczony tą wiadomością zwiadowca. Reszta zespołu jednak wyraźnie milcząco go popierała. - Jak myślicie jakim cudem udało nam się wejść w nadprzestrzeń? Dlaczego tak długo wstrzymywali ogień? Przecież nie przez jego urok osobisty i moje ładne oczy. - dziewczyna w kombinezonie machnęła głową na kapitana jakiego chyba nie uważała za uroczego. - Zapłaciliśmy. Dużo. Wszystko co mieliśmy. I jeszcze trochę. Inaczej rozwalili by nas tam. - często robiła za piewcę złych wieści podobno nawet częściej od kapitana. Czy tak się umawiali czy to tamo wychodziło to jak zwykle było w jednej z ulubionych sfer domysłów reszty załogi. - No to fajnie ale to była nasza kasa! Nie mieliście prawa sami decydować za nas wszystkich! - krzyknął oskarżycielsko zwiadowca celując w parę z mostku palcem. - No po prostu świetnie! No to jak bez kasy zdobędziemy silniki lasy omega? Dwa bo jedynka też do wymiany. Może się gdzieś dotoczymy ale to koniec. - mechanik rozłożyła ręce a potem z głośnym trzaśnięciem wylądowały one na jej udach. - Myślałam, że chociaż na jeden starczy. To na drugi coś by się wymyśliło. - pokręciła głową chowając twarz w dłoniach. - Można by coś zakombinować. - zaproponował nieśmiało blondynek, ich spec od komputerów, sieci i bezosobowego zdobywania informacji. - Po takim numerze na pewno wystawili na nas list gończy. To troszkę utrudnia… właściwie wszystko. - ostudził go zwiadowca też kręcąc głową i patrząc gdzieś w bok. Reszta pokiwała głową lub dała znać, że też im to przyszło do głowy. - A ten koleś z Floty? Ten admirał? Mówiłaś, że go znasz i masz u niego chody. - blondasek nie poddawał się i zapytał zbrojmistrz z wyraźną nadzieją. - Odpada. Właśnie na niego powołałam się by nas w ogóle zaczęli słuchać. Myślę, że już nie będzie chciał się ze mną dłużej kolegować. - koleżanka bez ceregieli sprzedała im kolejną złą nowinę. - Ale chujnia. - burknęła mechanik przez wciąż zasłonięte dłońmi twarz. - Czyli mamy rozwalony statek, nie możemy wejść w nadprzestrzeń, wystawili na nas listy gończe i nikt nas już nie lubi? Aha i jeszcze jesteśmy spłukani a nawet mamy długi. - zwiadowca cierpko podsumował wyliczając kolejno na palcach ich sytuację. Spojrzał na kapitana i zbrojmistrza, ci spojrzeli na siebie, potem znów na niego i zgodnie skinęli głowami. - To co nam zostało? - blondyn stracił swój optymizm i też wydawał się przybity taką sytuacją. - Star Raiders. - powiedział w końcu kapitan. Stopniowo wszystkie głowy uniosły się w wyczekiwaniu na ciąg dalszy. Nawet mechanik uniosła twarz znad dłoni. - Jesteśmy skyraiders nie? Coś wymyślimy. Powiosłujemy teraz do Proktona. Tam będziemy poza jurysdykcją. Spróbujemy złapać jakąś fuchę. Odkujemy się. Obiecuję wam to. Hej! Właśnie zwialiśmy z podobno jednego z najlepiej strzeżonych systemów w galaktyce! Weszliśmy awaryjnie w nadprzestrzeń i jeszcze bardziej awaryjnie z niego wyszliśmy! I nikt nie zginął! Kto inny by tego dokonał?! I ile razy można mieć pecha? A my ostatnio mieliśmy go stale. A fortuna to koło nie? W końcu to my będziemy na górze! - kapitan zaczął mówić i coraz większym przekonaniem. Zaczynał się rysować jakby szkic planu. Była chujnia ale właściwie miał rację. Właśnie dokonali czegoś uchodzącego za niemożliwe! I nie stracili nikogo! A powinni zginąć rozstrzelani przez systemy obrony, zniknąć przy wchodzeniu w skok lub wychodzeniu. A byli spłukani, byli pokiereszowani tak samo jak statek ale wyszli z tego! A Proctor miał tyle możliwości! Na uszkodzonym silniku lecieli by długo ale w hibernatorach się tego nie czuło. Tam tacy obrotni ludzie na pewno znajdą sposób by wyjść na prostą. - Hej, hej, hej tu wasz najukochańszy DJ! Posłuchajcie tego utworu! - głośniki w mesie ożywiły się radosnym głosem skanera. Moment później zamiast niego rozległ się charakterystyczny odgłos radaru odbijającego sygnał od jakiejś przeszkody. Gdyby chodziło o jakiś kosmiczny gruz skaner pewnie nie robiłby rabanu. Więc musiało chodzić o coś. W ich sytuacji pewnie statek albo bazę. Coś czego skany nie wykryły do tej pory. - No pochwal się co znalazłeś i dawaj wrzutę. - ponaglił go kapitan okazując niecierpliwość i niepewność jaką odczuwali wszyscy w mesie. - Taa-daam! - wesoły głos DJ rozległ się w głośnikach a na wyświetlaczu w mesie pojawił się obraz statku kosmicznego. - Już sprawdziłem. Gadacie przecież z profesjonalista. Zgadnijcie jakiej klasy ma silniki? - zapytał ze złośliwą satysfakcją wiedząc jak bardzo drażni ona teraz kolegów z zespołu. - Klasa omega?! - wykrzyczała prawie radośnie inżynier od razu odgadując powód radości skanera. Wszyscy spojrzeli na nią a potem znów wrócili do wyświetlanego obrazu. Jakby tam były silniki klasy omega… Jakby były sprawne… - Ta jest! Ale to nie wszystko! Nie rzuciła się wam w oczy ta cisza i ciemność? - zapytał głos DJ prowadząc wesołym tonem pogawędkę. - Wrak! - zbrojmistrz wykrzyknęła równie radośnie jak przed chwilą mechanik. Jakby to był bezpański wrak… To prawo znaleźnego… Na ich zespół… Fortuna! Znaczy zapłaciliby długi, starczyłoby na remont i jeszcze trochę zostało. - Tak jest! Zaginiony przed laty frachtowiec od dawna uznany za zaginiony i spisany na straty! - skaner dalej sypał dobrymi wieściami a atmosfera w mesie obróciła pełny obrót karuzeli nastrojów od kompletnego doła do radosnej euforii. - Okey panie i panowie wracamy do gry! Do roboty! - kapitan klasnął w dłonie z zadowolonym uśmiechem i zaczął wydawać załodze już bardziej szczegółowe polecenia. --- - Oki z mojej strony na razie tyle Mam nadzieję, że się nie wydurniłem i temat jakoś chwyci. Rzecz na tym etapie jest właśnie głównie do dyskusji.
  4. Notatka prasowa z The Chicago Herald, z 22 czerwca 2016 roku: Atlandyda odkryta? Autor: Jolie Feather Niewielu z nas zwróciło uwagę na wieść o wstrząsach sejsmicznych które kilka dni temu naukowcy zarejestrowali na Oceanie Atlantyckim. Przy wszystkim, co dzieje się ostatnio na świecie trzęsienie ziemi pośrodku oceanu nie wydaje się czymś szczególnie ważnym... ...przynajmniej dopóki nie okaże się, że w wyniku tego trzęsienia przybyło nam lądu. Naukowcy są bardzo ostrożni w mówieniu o tym, co się stało, jedno jednak nie ulega wątpliwości - w wyniku wstrząsów sprzed kilku dni na oceanie pojawiła się wyspa. Czy już kiedyś była na powierzchni? Czy znajdziemy tam pozostałości dawnych cywilizacji? Czy to mityczna Atlantyda? I czyim terytorium jest, skoro wyłoniła się na otwartym morzu? Póki co nie znamy odpowiedzi na żadne z tych pytań. Organizacja Narodów Zjednoczonych wysłała na miejsce grupę naukowców, którzy badają naturę tej wyspy. 2 lipca 2016, baza badawcza na "Atlantydzie": - Sondy wykryły pod powierzchnią sieć jaskiń - tłumaczył kapitan Cliff Connor patrzącym na niego w skupieniu śmiałkom. - Niezwykle regularną sieć jaskiń. Naukowcy podejrzewają, że to pozostałości miasta. Waszym zadaniem jest zejść, rozejrzeć się i wrócić z raportem. Czy to jasne? Jack, Ali, Zahira i Lee skinęli krótko głowami. To wystarczyło Cliffowi. Był zadowolony, że przysłano mu właśnie ich - z Lee już pracował, o reszcie słyszał. W zwiadzie byli najlepsi. Jeśli ktoś mógł sprawdzić co kryje się pod mułem i skałami, to właśnie oni. Nie niepokoił się więc nadmiernie kiedy - w godzinę po tym, jak ekipa zwiadowcza zeszła pod ziemię - zerwała się łączność. Łączność miała przecież do siebie to, że się rwała. Czasem miał wrażenie, że częściej się rwie niż nie rwie. A ci ludzie naprawdę byli profesjonalistami. 4 lipca 2016, baza badawcza na nowej wyspie Patrząc na wyłaniające się ze szczeliny nosze z ciałami - pierwszym, drugim, trzecim, czwartym - kapitan Cliff Connor przypomniał sobie co myślał jeszcze dwa dni wcześniej. Miał rację. Byli profesjonalistami. I zginęli jak profesjonaliści. Na służbie. Najwyraźniej do tej misji trzeba było specjalistów innego rodzaju. Cliff westchnął. Mimo wszystko nie przepadał za jajogłowymi. Jajogłowymi będziecie oczywiście Wy, a w każdym razie troje z Was. Atlantyda to scenariusz Michała Werdera, przysłany na tegorocznego Quentina. Robi wrażenie jakby można było z niego zrobić coś fajnego na forum, toteż postanowiłam spróbować go poprowadzić. To sesja dziejąca się we współczesności, oparta na eksploracji i horrorze. Wcielicie się w członków ekspedycji, którzy próbują zbadać wiadomą wyspę. Jak będziemy grać? Eksploracja to trudna rzecz do zrobienia na forum, bo opiera się na drobnych deklaracjach i drobnych opisach, a potem ŁUP i coś się dzieje. Najprawdopodobniej będzie to sesja mocno oparta na mechanice i czasem deklaracjach ooc, które potem będziemy przekuwać w posty. Równie prawdopodobne jest, że wszelkie bardziej dynamiczne sceny będę opisywała ja po wykonaniu dla Was serii rzutów (przykładowo - gdybyście mieli niczym Indiana Jones uciekać przed toczącym się w Waszą stronę wielkim głazem, to nie będę kazała Wam deklarować - sama dojdę do tego, że próbujecie uniknąć, sama rzucę na odpowiednie rzeczy i sama opiszę co i jak zrobiliście). Moi gracze zazwyczaj mają trochę frajdy kiedy opisuję jak coś im wyszło (albo nie), niemniej ostrzegam od razu, że tak to będzie wyglądać. Liczę też na sporo odgrywania z Waszej strony - to jest horror, więc sesja mocno oparta na psychice i osobowości postaci oraz na interakcjach w drużynie. Bez tego sesja nam padnie, bo będzie zwyczajnie nudna. Ogólnie horror wymaga zawsze współpracy od graczy. Ja ze swej strony postaram się zrobić wszystko żeby klimat był gęsty, ale bez Was i Waszych reakcji to się po prostu nie uda. Szukam graczy, którzy będą mieli świadomość takiej, nazwijmy to, odpowiedzialności za scenariusz i klimat. Podejrzewam, że będzie to sesja dość krótka - zakładam, że skończymy do maja/czerwca. Nie będzie kontynuacji. Jak będę rekrutować? Klasyczny konkurs kart - publicznych, wklejonych tutaj. W zgłoszeniu chciałabym zobaczyć: Wybrany i wstępnie wypełniony archetyp Krótki opis postaci - zawrzyjcie tam to, co uznacie za istotne (ale nie to, co macie w archetypie) Jedną inspirację do sesji i jedną do postaci - to pomoże mi zorientować się czy jesteśmy mniej więcej na tej samej stronie jeśli chodzi o klimat, a poza tym jest modne Prawdopodobnie główny klucz według którego będę wybierała postaci to "chcę prowadzić fajnej drużynie". W związku z tym postaci całkowicie samowystarczalne czy kompletnie niezdolne do bycia z ludźmi raczej nie przejdą. Nie chcę też postaci skrajnie upartych i nigdy nie zmieniających zdania, bo granie z nimi w sesji drużynowej opartej na współpracy, w której stawki są do tego bardzo wysokie bywa niezwykle frustrujące i prowadzi do konfliktów nie tylko między postaciami, ale też między graczami. Graczy skrajnie upartych też nie chcę, ale któż z nas przyzna, że bywa skrajnie uparty. Nie ja, a bywam Ogólnie to będę chciała żebyście się uzupełniali, tak jeśli chodzi o charaktery jak i zdolności (to drugie w dużej mierze załatwiają archetypy), ale też żeby czasem iskrzyło. Prawdopodobnie przed sesją powiążemy Wasze postacie jakoś bardziej niż tylko "mamy wspólnego questa" - ktoś z kimś pracował, ktoś jest z kimś spokrewniony, ktoś komuś uratował życie, takie tam. Żeby było na czym grać No i to oczywiste, ale i tak napiszę: potencjalni gracze nie mogą znać tego scenariusza A jak się zorientuję że ktoś podglądał to będą ofiary śmiertelne. A teraz jeśli chodzi o konkret: Mechanika: Plik z archetypami znajdziecie tu. Scenariusz jest oparty na hacku do Apocalypse World. W zasadzie wszystko co jest potrzebne jest opisane tutaj i w KP. Potrzebujemy drużyny złożonej z Technika, Doktora, Archeologa i Najemnika - ewentualnie Doktora, Archeologa i Najemnika, jeśli będzie mało chętnych albo coś. Jeśli chodzi o różnice w stosunku do oryginalnej mechaniki, to pozwolę sobie zacytować autora scenariusza: Tu mój komentarz: wiem, że wyrzucenie atrybutów społecznych może być trochę kontrowersyjne. Niemniej, uważam, że dla tego scenariusza to bardzo dobry pomysł. Jeśli chodzi o interakcje z ludźmi to będziecie grać głównie między sobą - a używanie skilli społecznych na współgraczach rodzi tylko frustrację. EDIT: A, termin. Dwa tygodnie, myślę, to znaczy do dziewiątego października do północy Z możliwością skrócenia jeśli wszyscy chętni wkleją wcześniej i wydłużenia jeśli ktoś się naprawdę nie wyrobi. EDIT 2: Ponieważ to jest taka sesja, że koniecznie potrzeba po jednym z każdego archetypu (można ewentualnie ominąć Technika), a chciałabym mieć wybór, to ogłaszam niniejszym, że można zgłosić więcej niż jedną postać (ale nie więcej niż jedną do jednego archetypu). EDIT 3: Zgłoszenia Nadia - Svietlana Fiodorowna Naskolnikov, archeolog Sain_Dane - James L. Groce, najemnik Lomion - Javier Navarro, technik
  5. Atlantyda - karty postaci

    Wersja 1.0.0

    22 pobrań

    Archetypy postaci do scenariusza "Atlantyda" Michała Werdera
  6. Mała uwaga co do działu - future & technology może i to jest, ale średnio mi pasuje do wydźwięku sesji, aż taki horror to nie jest żeby być w horrorach, więc daję tutaj, ale jeśli jakiś admin uzna, że jest lepsze miejsce, to nie krępujcie się przenieść. [Eschaton] W tym momencie nie było już dla nikogo zbyt wiele nadziei. Michał patrzył się na krajobraz miasta z okna swojego bloku. Większość ludzi zdołała się już ewakuować, jadąc panicznie z daleka od Warszawy, ale on wiedział, że nie było już najmniejszego sensu. Niebo kilku słońc paliło w oczy, gdy jedno z nich, rozświetlone najmocniej, nieuchronnie zbliżało się właśnie w jego stronę. Uciekną kilkadziesiąt kilometrów, kilkaset w najlepszym razie. Nie było najmniejszego sensu… Nie dopadnie ich teraz, to dopadnie ich później. Albo zginą w cierpieniach niedługo później, w zimie. Albo umrą z głodu. Dlatego śmierć tutaj nie była taka najgorsza, pomyślał Michał popijając wódkę z butelki. Miasto zdawało się być skąpane w szarłacie zachodu Słońca, ale w rzeczywistości była trzecia w nocy, w środku zimy. Słońca od dawna nie było na niebie, jedynie zbliżająca się zagłada całej ludzkości. Pewnie następny rąbnie Yellowstone, pomyślał sobie, uśmiechając się do siebie. Żałował, że Strumień szlag trafił i nie był w stanie nawet porozmawiać z przyjaciółmi… Ale z tego co wiedział, Lukas siedział teraz gdzieś w Skandynawii a podobno deszcz spadł na nich już wczoraj. Tyle jeśli chodzi o pożegnania. Pociągnął z butelki znowu, z ulgą witając powoli odpływającą świadomość… Każdy zastanawia się co będzie po śmierci. Stara się nie myśleć o niej za dużo, albo jeśli myśli o niej za dużo to ucieka w jakieś wyższe idee. To było naturalne, przynajmniej zdaniem Michała. Ludzki umysł nie był w stanie zrozumieć idei pustki, idei niczego. Gdy mówiło się o niczym, każdy myślał o wielkiej czarnej pustce - ale czerń to też coś. Więc człowiek starał się wypełnić koncepcję pustki po śmierci także czymś - jakąś czernią, albo kontynuacją opowieści, albo… - Ha… - uśmiechnął się do siebie. Skoro każda dobra historia potrzebuje zakończenia, czy religia nie jest po prostu fanficiem? Śmiech ożywił nieco atmosferę w pokoju i Michał nie mógł wiedzieć, że przeraził nieco rodzinę mieszkającą piętro niżej. Zapomniał o nich kompletnie i gdyby o nich pamiętał, pewnie by do nich dołączył. Ich córka była chora i nie byliby w stanie uciec na tyle szybko, żeby uniknąć czegokolwiek co miało się stać pod Warszawą. Więc uznali, że zostaną tutaj, spędzą czas ze sobą… O wielu rzeczach się zapomina, gdy człowiek jest rozkojarzony egzystencjalnymi rozważeniami. Albo alkoholem. Główna myśl jego wewnętrznego monologu umknęła Michałowi, ale właśnie to uświadomiło mu, że ludzie już dawno zrozumieli koncepcję śmierci. Była podobna do tego samego uczucia, które towarzyszyło ludziom codziennie gdy o niej nie myśleli. Po prostu… Brak. To było pewne pocieszenie, ale nagłe poczucie zbliżającej się pustki zaczęło go przerażać… Żadnych nowych seriali, żadnych nowych przyjaciół. Może trafi do piekła, cholera wie, może usłyszy od którejś siły wyższej “a nie mówiłem?” i nagle uświadomi sobie, że może trzeba było się skusić. Może trzeba było posłuchać starych proroków. Albo nowych. Jedno ze słońc zaczęło się znacznie powiększać. Miał poczucie, że robi się naprawdę gorąco. A więc to już. Nadszedł ten czas. Apokalipsa. Armaggedon. Czy tam Armageddon. Nigdy nie pamiętał które literki się potwarzają. Eschaton. Koniec świata. Nie. Koniec jego świata. Koniec wielu światów. Przemknęło mu przede wszystkim wspomnienie rodziny, przyjaciół, wszystkich ludzi których kochał i nagłe poczucie paniki i desperacji, plucie sobie w brodę, że chociaż nie spróbował stąd uciec… Ale bardzo szybko się nim zmęczył. To po prostu nie ma sensu. - Niech ktoś da radę… - Rzucił w powietrze. Dla siebie. Może ktoś to usłyszy. - Niech ktoś przeżyje. Michał nie przeżył tej nocy. I'm living in an age That calls darkness light Though my language is dead Still the shapes fill my head I'm living in an age Whose name I don't know Though the fear keeps me moving Still my heart beats so slow My body is a cage that keeps me From dancing with the one I love But my mind holds the key Sepsa Jatzek szedł powoli, ściskając swój miecz i rewolwer tak mocno, jak tylko potrafił. Jakieś załamane, potężne metalowe konstrukcje skrzypiały upiornie za oknem, chociaż jego i tak bardziej przerażało skrzypienie drewnianej podłogi. Wiedział, że Hans pilnuje jego pleców, ale jeśli natrafią tutaj na biokinetyka, to patyki czy strzelające rurki im nie pomogą. - Szcholera… - Wycedził przez zęby, gdy przydepnął stłuczone szkło. Schylił się nieco żeby zobaczyć co to za szkło i zauważył w dużej części zjedzone przez grzyba zdjęcie. Hans zatrzymał się za nim i skinął do niego głową żeby zapytać co się stało, a ten uniósł zdjęcie żeby pokazać. Jakaś rodzina, wysoka kobieta o bardzo szlachetnych rysach, mały pucałowaty mężczyzna z łysiejącą potylicą i mała dziewczynka będąca dziwaczną mieszanką obu… Mieszkali w tak prostym mieszkaniu? Jatzek wzruszył ramionami i ruszył dalej. Sepsa nie przeżerała tego miasta tak bardzo, ale przynajmniej był wdzięczny, że lokalne grzyby były siarczyście czerwone, przez co krzyże Spitalian tak się nie wyróżniały. Powietrze na tyle na ile był w stanie stwierdzić, było mocno przesycone zarodnikami, ale nie na tyle, żeby ich kombinezony nie były w stanie uratować ich przed Spaleniem. I tak nie podobało mu się to, że musieli zajść tak daleko w strefę sepsy… Mogli napotkać strażników w każdym momencie. A przynajmniej to powtarzali mu lokalni Klanerzy i Złomiarze. Nikt nie powinien tutaj przechodzić. Nawet rozochoconych Neolibian z dalekiego południa wrzucali kilka kilometrów wcześniej, żeby postrzelali sobie do stonóg, a tutaj mówili, że wszystko jest tak wypalone, że nic tu nie żyje. Tylko dlatego, żeby ich nie kusić. O nie. Można było wiele powiedzieć o sepsie, ale nie to, że była martwa. Podłoga była przeżarta i czasem zdawała się oddychać. Czerwone grzyby były przerażająco ciche. Co jakiś czas słyszeli poruszanie się robactwa, zainfekowanego przez sepsę. Ale nie było słychać kroków… Tyle dobrze. Hans nagle zatrzymał go, łapiąc za ramię i wskazał jeden z bocznych pokojów, w którego podłodze znajdowała się ogromna dziura - być może to, czego szukali. Musieli dostać się do sklepu poniżej i te zejście było wyjątkowo łagodne. Wejście frontowe do sklepu było całkowicie zajęte przez grzyba i nie chcieli nawet ryzykować przerywania go. Powoli osunęli się w dół i rozejrzeli wokół. Ale zanim to zrobili, Hans wdepnął w jednego z czerwonych grzybów. I ten tylko wypuścił z siebie małą chmurę zarodników… Całe szczęście nic groźnego. Typowy błąd nowicjusza. Zarodniki szybko rozeszły się po powietrzu i ruszyli dalej, szukając tego o czym mówili im w Gdańsku. Nowy szczep, który podobno był w stanie przenosić zarodniki ze zwierząt do ludzi nawet na dalekie odległości. Dla lokalnych mogło to być ukojenie od złych warunków pogodowych, ale dla Spitalian to była prosta odpowiedź na działania wojenne. Primer się buntował, to było naturalne, prędzej czy później miałoby miejsce. Ale w takim razie musieli się pospie… Upiorny dźwięk rozbudził klaustrofobiczną ciszę panującą w przyciemnionym sklepie. Wszystkie skórzaste, czerwone grzyby zaczęły śpiewać pieśń swojego ludu. Hans uniósł broń i Jatzek mógł przysiąc, że słyszy jego szepty. Najpewniej próbował go przeprosić. Grzyby musiały komunikować się przez zarodniki… Błąd nowicjusza, jednak tym razem po obu stronach. Ale gdy tylko przywarli plecami do jednej z półek sklepowych, ich czujność została przerwana przez najgorszy możliwy w tym momencie dźwięk. Kroki. Jatzek powoli i spokojnie wychylił się ponad półkę by rozejrzeć się po sklepie… I w tym momencie krzyk Hansa wywołał u niego odruchowy unik. Z piersi Hansa wystawało potężne, umięśnione ramię. Jatzek zerwał się w bok i ukrył za blatem, na którym znajdowało się przypominające komputer urządzenie i tak jak go uczono, zaczął kontrolować oddech, by wydać z siebie jak najmniej dźwięków… Nie było łatwo. Hans był lojalny. Ale wiedzieli na co się piszą. Jeśli nie Spitalianie, kto stanie w obronie ludzkości przed Primerem? Stawiali życie na szali odkąd tylko dołączyli do Iglicy... Szczękanie grzybów nie pozwalało mu się skupić, ale zobaczył to co powinien był zobaczyć. Potężna humanoidalna postać, umięśniona bardziej niż jakikolwiek inny człowiek… Nie był w stanie przyjrzeć mu się lepiej - w masce, w chmurze zagrzybionego powietrza, w tym przyciemnionym pomieszczeniu było to niemożliwe… Ale postać to zdawała się być porośnięta swego rodzaju… Zbroją. Przypominającą nieco paznokcie. Ale nie potrzebował potwierdzenia. Tylko jedna istota byłaby w stanie zabić człowieka jednym ruchem i nawet się nie wzruszyć. Psychonauta. Biokinetyk. Zniknął mu z pola widzenia. Jakim cudem… Jatzek nie przeżył tego dnia. [Main Theme] No siema. Sup? Jedna sesja którą prowadziłem odpadała, druga się kończy i nie wiem jeszcze czy pociągnę ją jako kampanię i uznałem, że można by poprowadzić coś mniej radosnego. Bardziej dramatycznego, bardziej do przemyśleń. Historia z morałem w pewnym sensie. Mój pierwotny pomysł był inny, ale pewna osoba (wszystkiego najlepszego Tofik, sto lat na strefie!) podrzuciła mi te cudeńko, które automatycznie sprawiło, że się zakochałem. A że Degenesis ma bardzo fajną minikampanię na start, więc przygotowanie jest znacznie mniejsze, chociaż w przerwach od nauki siedzenie nad kampanią i tym systemem i settingiem były naprawdę samą przyjemnością. Tak sam od siebie w ramach pewnej recenzji - to jest najlepszy setting postapo ever, serio. Chociaż to nie jest do końca stereotypowe postapo. To jak określają to twórcy - primal punk - nieźle do tego pasuje. Chociaż nadal - dzieje się to w postapokaliptycznym świecie i pewne trope'y są bardzo wyraźne, więc dla fanów postapokalipsy znajdzie się coś dobrego. Ale przejdźmy do interesów. Termin - 16-18 września: żeby nie szukać daleko. Czemu tak dziwacznie? Bo zależy od hype'u. Jak wszyscy się podjarają i będę miał dużo kart, to sesja zostanie zakończona 16, w dzień mojego ostatniego egzaminu. Jeśli ktoś będzie baaaardzo potrzebował przedłużenia, będzie 18. Termin dodatkowy: wiem, że jest wrzesień, wszyscy mają naprawdę dużo do roboty na głowie, magisterki, licencjaty, poprawy, tego typu sprawy. Dlatego ustalam pewną specjalną zasadę. Jeśli dostanę od przynajmniej jednej osoby informację "OLABOGA ALE FAJNE, ale CZAS" to pewnie zrobię dodatkową rekrutację jakoś koło września i wezmę mniej osób teraz. "Ej Ferr, ale czy sam nie masz dużo na głowie?" Mam, ale ta rekruta już tylko czeka na postawienie bo mam wszystko czego potrzebuję do poprowadzenia, a że siedzi mi w głowie to nie mogę się skupić na nauce. Także hej, idzie rekruta. A najbliższy semestr będzie chyba najlżejszym jaki miałem do tej pory, także jest git. Tempo sesji: Od posty MG wszyscy gracze mają 72 godziny na odpis. Potem MG ma 48 godzin od ostatniego posta. Ilość graczy: Bazowo 4, realistycznie 5, jak trafi mi się ekipa graczy z którymi się dobrze dogaduję to 6, ale to jest praktycznie niemożliwe. W wariancie z drugim terminem - 3 bazowo, 2 dla ludzi na dodatkowym terminie z zastrzeżeniem, że mogę wziąć 0-2 graczy z dodatkowego terminu. Ej, ej... Ale... Co z settingiem? Po pierwsze, chętnie wam trochę opowiem. Mamy do czynienia z Europą ok 500 lat po potężnym kataklizmie zwanym Eschatonem. Po upadku cywilizacji, powstało nowe społeczeństwo które ciągle ma pewne ślady starego... Ale nie jest takie. Poza tym ludzkość ma nowego wroga - Primera, którego zarodniki wylęgają się z kraterów i kuszą ludzi Spaleniem, efektem wdychania zarodników Primera które z jednej strony niszczą organizm i umysł, ale z drugiej dają niezwykłe zdolności zależne od szczepu. Nie zmienia to jednak faktu, że świat umiera z powodu "sepsy" - Primer próbuje zakazić wszystko i wszędzie... Czemu? Tego nikt nie wie. Po drugie w sesji obowiązuje czytanka: To jest specyficzny setting, który mocno różni się od klasycznego postapo, mimo że posiada bardzo znajome trope'y. W pewnym sensie jest to dekonstrukcja gatunku, ale tutaj pewnie niektórzy będą się ze mną spierać nie chce powiedzieć, że jest to system niedostępny dla szarego erpegowca, albo że to system dla "elyty." Po prostu ciężko byłoby mi przekazać Wam wszystko od zera i to w tak dobry sposób jak robią to podręczniki źródłowe. Więc, przechodząc do konkretów - na grę składają się dwa podstawowe podręczniki - Primal Punk i Katharsys. Pierwszy opisuje setting, drugi system i rozdział dla MG. Czytanka minimum: Pierwszy rozdział z Primal Punk, rozdział z mechaniką i tworzeniem postaci z Katharsys. Opis swojej kultury i kultu z Primal Punk. Czytanka maksimum: Wszystko poza historią z Primal Punk. Wszystko z Katharsys poza Forbidden Zone. Czytanka optymalna: Minimum + opis Purgare + co się da jeśli Was zainteresuje. Ale na minimum damy radę. Zakazane rozdziały: Historia z Primal Punk, Forbidden Zone (rozdziały 10+) z Katharsys. Jest ładnie oznaczony przed rozdziałem 10. Znaczy, okej, czytajcie sobie, ale popsujecie sobie i być może innym rozrywkę. No i jeśli ktoś z Was ma ochotę czytać kampanię In Thy Blood to niech nie czyta, bo będę pewnie prowadził. Początkujący? Jasne! Jeśli macie ochotę się pouczyć sami wyjątkowo nie będę robił szkolenia w ramach sesji, przepraszam. Właściwie co będzie w sesji? Walka o przetrwanie, życie w postapokaliptycznym społeczeństwie, odkrywanie tajemnic przeszłości, przyczyn apokalipsy, przyczyn takiego rozwoju sytuacji, akcja, rozważania na temat kondycji ludzkości, religii, wiedzy i sporo filozofowania. Nie ukrywam, że to może w paru miejscach zamienić się w gadanie przy ognisku przez kilka stron. System jest też dość śmiertelny i chociaż wielokrotnie będziecie zmuszeni do walki, warto najpierw zastanowić się jak walki uniknąć. Będzie horror momentami. Świat pełen jest dziwnych, niezrozumiałych rzeczy, a niektóre bestie - szczegónie psychonauci - nie są wyzwaniem które będziecie w stanie pokonać zwyczajnie bronią. Śmiertelność: Będzie. Być może spora. Moim zdaniem bez ryzyka śmiertelności odgrywanie prób przetrwania w postapokaliptycznym świecie nie ma sensu. Nie będę zabijał z głupich powodów, nie będę kazał Wam liczyć każdej konserwy którą znajdziecie, ale po prostu będzie potrzeba kombinować i walczyć o przetrwanie. Sesja dla dorosłych. Trigger warningi dla: Krwi, dużo krwi, często groteskowej, dużo strasznych rzeczy, ludzkiej parszywości, trochę erotyzmu i golizny ale bez przesady i w stosownych sytuacjach. Być może pojawią się też mocniejsze motywy, ale nigdy w celu naśmiewania się, nigdy w celu gloryfikacji szkodliwych rzeczy. Świat nie jest przyjemny i zabawny. Warto też wspomnieć o tym, że będzie sporo gadania o religii, ale z bardzo neutralnej pozycji, więc nie obrażam niczyich uczuć religijnych, tylko gram w świecie w którym religia jest bardzo istotna na różne sposoby. Eeee, ale to wszystko smutne, ponure i poważne: No nie do końca! Nie będę blokował humoru czy żartów i czasem wręcz będę na to naciskał. To jest jedna z metod przetrwania bądź co bądź, więc to naturalne, że ludzie będą się śmiać po apokalipsie. Świat jest straszny, ludzkość umiera, ale to tylko otoczenie. To co Wasze postaci zrobią w tym otoczeniu by zachować nadzieję to ich sprawa. Tooo teraz mięsko! Pogadajmy o postaciach: Kultura: Dowolna Kult: Dowolny, ale w przypadku Klanerów raczej klany z północnego Purgare albo południowego Borca. W kwestiach językowych, preferowałbym żebyście póki co używali angielskich nazw, a potem ustalimy razem polskie tłumaczenia w stosunku do niektórych jak widzicie, Scrapperzy to według mnie Złomiarze, ale póki co nie musicie się tym przejmować. Proszę też żebyście trzymali się sugestii wedle kultury. Nie jest to obowiązkowe. Koncept: Dowolny. Dobra, to jakieś ograniczenia? Tak. Wszyscy przynależycie do Kultu i jesteście jego aktywnymi działaczami. Czyli... No... Dobra, żadnych Zaczynacie jako drużyna. Jednak natura tej drużyny zostanie już wspólnie ustalona po rekrutacji. Czego od was chcę? Dokładnie tego, na pw: Po przyklepaniu karty powiem Wam, żeby wrzucić avek i próbkę twórczości. To obowiązkowe, ale na wszelki wypadek nauczony doświadczeniem będę wam o tym mówił Coś więcej o sesji jako takiej, wskazówki do tworzenia postaci i inne pierdółki: Będę z Wami szczery, mam dwie przygody gotowe na początek. W zależności od tego jak będzie wyglądać drużyna, tę przygodę wybiorę. W dużej mierze kształt kampanii będzie zależał od tego jaki team się zbierze. Jeśli wyjdzie na to, że wszyscy chcą grać Hellveticami, to będzie to praktycznie militarna sesja. Jesli wszyscy zagracie Apokaliptykami to będzie życie w podziemiu. Znaczy, tak czy siak zaczniecie od jednej z tych dwóch przygód, ale barwa całej sesji może byc nieco inna. Chociaż oczywiście celuję w mieszaną drużynę. Nie wierzę w czysty sandbox, ale ta sesja będzie sandboxem w moim zrozumieniu tego słowa. Nie wierzę w to, że można puścić drużynę na mapę i niech se robio co chco, będo się dobrze bawić. Nie, zaczniemy w taki sposób, ze zasugeruję Wam od czego by zacząć. I macie pełną swobodę działania dalej. Tylko świat płynie sobie swoim torem. Jeśli coś olejecie, możecie za to beknąć. A w momencie spokoju będziecie mogli robić co chcecie. Przewiduję spore skoki czasowe co jakiś czas, szczególnie gdy postaci będą wracać do swojej siedziby żeby awansować w randze. Ale właśnie to może być przygodą samą w sobie. Może drużyna wróci z Sędzią do Justynianu żeby ten mógł awansować i okaże się, że w międzyczasie wplączą się w intrygę? Może. Będziecie mieli dużą swobodę, ale jednocześnie zawsze coś do roboty. Tak czy siak, mimo brutalnego świata, nie lubię pvp. I system będzie Wam to uświadamiał. Prawdopodobnie drużyna będzie jedynymi ludźmi, którym możecie zaufać i w momencie jak zaczniecie się żreć, ludzie będą ginąć chcąc nie chcąc. Jeśli jesteście zainteresowanie - prawdopodobnie (mimo wstępu dziejącego się w Polsce) pierwsze kilka przygód odbędzie się w Purgare i/lub Borca, ale potem będziecie podróżować po świecie, więc może zajdziecie nawet do Pollen. Nikt Wam jednak nie broni posiadania postaci, która pochodzi z jakiegokolwiek miejsca na znanym świecie. Ja zwykle będę pomagał w rekrutacji. I jak zwykle nie jest to gwarancja dla dostania się. Dostępność podręcznika: Warto kupić. Serio. Tak dobrego erpega nie widziałem. Na pewno jesteście w stanie znaleźć sami, tylko pamiętajcie że powinien być podzielony na dwa podręczniki - Primal Punk i Katharsys. Natomiast jeśli się znamy, to mogę udostępnić legalnie zakupiony pdf do użytku własnego TAKŻE ZAPRASZAM!
  7. No właśnie, czy z tego się wyrasta? Czy też RPG pozostaje w człowieku na całe życie? Moim zdaniem się nie wyrasta. Kumple, z którymi grałem, są moimi najlepszymi kumplami od 20 lat i nawet teraz, kiedy się napijemy, wspominamy czasem nasze postaci (mając lat ok. 40). Ja osobiście wspominam pewnego Czardasza Vismor'a, który miał tak kiepskie współczynniki, że nie mógł być ani inteligentem, ani wojownikiem, ani łotrzykiem. MG popatrzył na kartę z litością i wręczył mi kości "Rzucaj od nowa". Ale ja od razu polubiłem drania. Dałem mu wygląd brzydkiego, grubego, siwego cygana, który miał więcej wad, niż zębów i który ślepo szarżował na wroga. Okazywało się, że Czardasz, mając tak mało szczęścia przy losowaniu atrybutów, miał wyjątkowo dużo szczęścia w krytycznych sytuacjach. Tak przeżył ze mną kilka lat. Dzisiaj już nie gramy. Ale nie sądzę, żebyśmy z tego wyrośli. Przerzuciliśmy się na robienie filmów np. https://www.youtube.com/watch?v=OLGFg2YpLLA Ale i te filmy wzięły się z RPG. A co Wy myślicie? Czy nasze postaci, te, z którymi przeżyliśmy naprawdę dużo, kiedyś nas opuszczają? Czy wyrasta się RPG?
  8. +18 Ten, który ciągle chce zajść „gdzieś wyżej”, musi liczyć się z faktem, że pewnego dnia poczuje zawrót głowy. Cóż to jest zawrót? Lęk przed upadkiem? Ale czemu odczuwamy zawrót głowy również na szczycie wieży otoczonej bezpieczną bariera? Zawrót głowy to coś innego niż lęk przed upadkiem. Zawrót głowy oznacza, że nas ta głębia pod nami przyciąga, wabi, budzi w nas pragnienie upadku, przed którym bronimy się strachem. ~diaries~ - Cicho… - Zgrzytnęła Katie. Zgrzyt zaraz ukrył się w cichym jęknięciu Patricka, kiedy dziewczyna lekko przygryzła jego odsłonięty kark. Chłopak naprawdę chciał być cicho, próbował, ale usta otwierały mu się mimowolnie, a westchnięcia wyrywały się spomiędzy warg wbrew jego woli. Dziewczyna, rękoma wodząc po jego plecach, nie mogła jednak przestać myśleć o tym, że ktoś stoi na zewnątrz, może myje ręce, może czeka na wolną kabinę i usłyszy ich splecione głosy. Dzisiaj nie potrafiła oderwać się od myślenia. Czasem udawało się jej wyłączyć, na Boga, czasem udawało się jej wyłączyć, gdy widziała odsłonięty skrawek skóry, gdy mijała Patricka na korytarzu, dzisiaj jednak to zupełne oddanie cielesności nie chciało się udać. Jak na złość. Na szczęście to nie trwało długo. Widać zbyt długo stroniła od tego chłopaka. Patrick odsunął się, przycisnął plecami do drzwi kabiny, podciągnął spodnie i uśmiechnął się do niej. Nie wiedziała, czy tak uśmiecha się chłopczyk, który właśnie dostał czekoladkę, czy mężczyzna, który mógł pozwolić sobie na chwilę na powrót do nieprzejmowania się tym, jak wygląda. - Długo ćwiczyłeś tę twarz? – zapytała zgryźliwie. Przecież nie powie mu, jak bardzo ją rozbraja tym wyrazem twarzy. - Improwizowałem. - Zbyt wiele razy ją widziałam, by nazwać ją improwizacją. - Przy tobie za każdym razem zapominam, czego się nauczyłem i improwizuję na nowo. - Ten sarkazm nie był tu konieczny. - Po pierwsze, to nie sarkazm. – Wygładził koszulkę. – A po drugie: ważę sześćdziesiąt kilo, moje mięśnie przypominają holenderskie depresje, a zainteresowania czynią ubernerdem. Sarkazm to moja jedyna broń. Katie wywróciła oczyma. - Idź już. Ja zaczekam minutę. Wzięła głębszy oddech dopiero, gdy trzasnęły drzwi. Ręką poprawiła włosy. Nie wiedziała właściwie o co chodzi między nimi. Nie umiała dokładnie sobie przypomnieć, jak to się zaczęło, a już na pewno nie wiedziała, dokąd to zmierza. Czasem czuła się, jakby ktoś rzucił na nią urok. Nie mogła wiedzieć, że rzeczywiście została zaczarowana. I nie mogła widzieć, z jakim rozbawieniem patrzy na nią Alice, gdy Katie z taką desperacją miota się między pragnieniem a chęcią ukrycia schadzek. * Charlie weszła do przestronnego domu. Już od progu uderzyły ją dźwięki muzyki, potęgowane jeszcze przyciemnionymi światłami. Nie zdążyła zrobić paru kroków, a już została przynajmniej potrącona dwa razy. I raz zaproponowano jej piwo. Wzięła je. Właściwie się ucieszyła. Chciała zrobić łyk, ale jakoś samo tak wyszło, że duszkiem opróżniła zawartość kubeczka. Po chwili dziękowała temu zrządzeniu losu, bo już biegła w jej stronę Lucy. - Boże, dobrze cię widzieć, tak dawno cię nie widziałem, gdzie się podziewałaś, czy już wszystko w porządku? – Niemal szczebiotała. I choć radość nie była udawana, to w pewien sposób irytowała dziewczynę. Może to przez to, co musiała przejść. Nie umiała patrzeć na ludzi tak samo. - Tak. Uporałam się. - Co się właściwie działo? – Lucy wychyliła się ponad ramieniem koleżanki, by pomachać jakiejś znajomej. – Ok, rozumiem. Nie chcesz mówić. Choć i tak nie wiem, czy to dobry czas na powrót do Bludhaven. Wiesz co się stało? Patrick zaginął. Patrick, kojarzysz… Przytaknęła, nim z ust rozmówczyni mógłby popłynąć potok bliżej niepowiązanych skojarzeń. - O. Charlie. – Głos należał do osoby, którą najmniej chciała oglądać. W ich stronę właśnie zbliżała się jej nemezis, dziewczyna, przez którą wyjechała, której nigdy nie chciała oglądać, a jednak… Skąpa koszulka zbyt apetycznie opinała jej piersi. Charlie zacisnęła dłoń w kieszeni spodni na foliowym woreczku z proszkami. - O. Cześć. Nie mogła tego tak zostawić. W końcu była Furią. * - Więc jesteś demonem? - Jestem. No dobra. Ten uśmiech był demoniczny. Już samo to wystarczało za wizytówkę. - Co możesz mi dać? - Wiesz, co mogę ci dać i dlatego tu jestem. Swoją drogą, dzięki. – Mężczyzna w zielonym płaszczu podszedł do półki i zaczął przesuwać palcem po bibelotach. – Swoją drogą, naprawdę jesteś facetem? I trzymasz takie rzeczy? - Weź spierdalaj. - Słaby początek znajomości. No już dobra, dobra. Nie mam żalu. Wróćmy więc do gry w pytania i odpowiedzi. Czas na moje. Co ty możesz mi dać? Chłopak zmieszał się. Rozejrzał niespokojnie. Wiedział, czego demon może chcieć. Przez chwilę miał jednak wątpliwości, czy jest gotów mu oddać obiekt jego pożądania. Przełknął ślinę. I podjął decyzję. Mężczyzna w zielonym płaszczu uśmiechnął się. Cienie pośród nas monsterhearts rpg Witajcie w nowej rekrutacji. Chciałem zaprosić was do przygody w Monsterhearts RPG. Może spodziewana, może nie, ale kiełkowała już dość długo w mojej głowie i chyba dojrzała na tyle, że można zamysł ten pokazać światu. Najpierw skrótowo: świat jest pokręcony, pokręcenie jest też w głowach Waszych postaci. Nie dość bowiem, że zagracie ludźmi w okresie życia, kiedy nic nie jest pewne, wszystko jest płynne i dopiero się kształtuje, to jeszcze wasze postacie nie są nienormalne tylko dlatego, że cierpią na chorobę psychiczną zwaną dojrzewaniem, ale są jeszcze nadnaturalami. Typowo: wilkołakami, wampirami, wiedźmami, ale i możecie sięgnąć głębiej: kitsune, furie, dzieciaki, które zawarły pakt z demonem. A wszystko w sosie szkoły. Jak widać ciągle kręcę się w podobnych tematach. Liczę na to, że będzie trochę psychodelicznie, nietuzinkowo, strasznie, ale i pulpowo. Nie mylicie się, jeśli zakładacie, że silnymi inspiracjami były Buffy, Supernatural czy Teen Wolf. Chcę z tego zrobić trochę guilty pleasure, bo każdy kocha nadnaturalność i szczyptę melodramatu. Nie ukrywajmy, że to „teen sex horror story”; opowieść o zależności i niemożliwych do spełnieniach obietnicach. O zależnościach między ludźmi. Słowo o systemie. Jest to system oparty na mechanice Apocalypse World, a więc oddający Wam bardzo dużo swobody w kreowaniu świata, ale jednocześnie niebezpieczny. Główna jego zasada brzmi: kiedy coś robisz, to rób. Nie graj zachowawczo, nie pisz: „no ja chciałbym to, to i to”, ale „moja postać robi to, to i to”. A potem mierz się z konsekwencjami. Monsterhearts w założeniu wspiera historię o nadnaturalnych romansach i nastoletniej desperacji. Eksplorowanie postaci – mrocznych stron bycia nastolatkiem i potworem. Możecie zagrać tymi postaciami, ponieważ jest coś z nimi nie tak. Dlatego, że nastoletniość i seksualność typowa dla tego okresu jest dziwna, ale magnetyzująca. Pomimo kłów i poszarpanych mózgów, nie są tylko potworami. To początkujący dorośli, którzy chcą spełniać swoje pragnienia. Ale czasem się zatracają. Czasem zdradzają ich ciała i myśli. Zawrót i zamęt. A co jest wdzięczniejsze do odgrywania niż zawrót i zamęt? Jaki nastrój chciałbym osiągnąć? Lekki, ale nie lekkoduszny, zabawny, czasem sięgający do dramatu, zaskakujący i czasem konfundujący. Mechanika w pigułce. Widzicie, gra w Monsterhearts opiera się na założeniu, że prowadzimy rozmowę. Czasem posty i to, co mówicie o tym, co robią wasze postacie, nazywa się zagrywkami. Są dość szerokie i dają duże możliwości. Wtedy wchodzą kości: dwie + statystyka. Nie każdy wynik jest bezsprzecznym sukcesem. Powyżej 10 – pełny sukces; 7-9 „conflicted result”: czeka cię ciężki wybór i cena do zapłacenia, ale dostaniesz, czego chcesz. 6 i mniej to porażka. Mistrz Ceremonii sam opisze świat i konsekwencje tych działań. Może to nie być przyjemne. Ale dasz radę, prawda? Te staty, do których przypisane są określone ruchy to Hot, Cold, Volatile i Dark. Wszystko, co w pełni opisuje nastolatka. Jak zauważyliście – skoro porażka daje wolną rękę MC, to conflicted result i pełny sukces daje wam pewne pole do popisu. To, że z założenia Monsterhearts to rozmowa, wynika, że dostaniecie pałeczkę narracji nie tylko, jeśli zdacie test. Często będę zwracał się do postaci, abyście, za ich pomocą, odpowiedzieli mi na pewne pytanie: kim jest ta dziewczyna i czemu jej nienawidzisz? Co właściwie robisz w środku nocy w lesie? Tę historię stworzymy razem. Jeśli po powyższym wstępie macie ochotę na tę wzbudzającą wyrzuty sumienia przyjemność, na grę w ciekawym systemie, na pobawienie się ze współgraczami i npcami w licealny horror, to teraz parę informacji technicznych. Zgłoszenia i rzeczy techniczne Jeśli chodzi o tempo postowania, będę oczekiwał jednego posta na trzy dni. Czasem może oczywiście pójść szybciej. Nie zawsze potrzebne są głębokie epopeje. Przyjmę ok. 4 graczy. Nie daję sobie górnej i dolnej granicy, bo chcę zobaczyć, jaka zgraja Wam wyjdzie. Jakich graczy szukam? Otwartych, nie traktujących swojej postaci jak wychuchanej wydmuszki (bo system jest skonstruowany tak, że przez zdobycie stringa może cię uwieść postać płci, która do tej pory cię nie jarała. Nie musi się to twojej postaci podobać, ale pewne reakcje działają niezależnie od nas , kreatywnych i potrafiących pisać po polsku. Nie chcę całych KP, tym bardziej, że w tym systemie proces tworzenia jest specyficzny i w dużej mierze opiera się na interakcjach i wspólnych wydarzeniach z przeszłości z innymi graczami. Na tzw. stringach. Nie ma sensu tego robić bez zamknięcia drużyny. W tym systemie nie gra się postacią stworzoną na całkowicie czystych kartach. Dostajecie wzorce i na nich się poruszacie. Każdy ma zestaw specyficznych zagrywek, pewne mroczne oblicze. Wbrew pozorom możecie i tak nadać im duży indywidualny rys. To nie tak, że wszystkie wampiry będą jednakowe! Na końcu rekrutacji znajdziecie spis tych archetypów. Tak podręcznikowych, jak i paru dodatkowych. Na początku proszę Was, abyście zamieścili swoje imię, wygląd (w sumie dwa przymiotniki z playbooka), origin (jeden z dostępnych) i krótki opis tego, kim wasza postać jest – jako członek społeczeństwa i jako nadnatural. W dwóch zdaniach maksymalnie. Każdy taki archetyp nazywa się skinem. Od razu pragnę zaznaczyć, że w drużynie będzie po jednym przedstawicielu danego supernaturala – ewentualnie, wyjątkowo, może zdarzyć się tak, że będą dwa wampiry czy banshee. Jeśli jednak w zgłoszeniach w temacie pojawią się cztery wilkołaki, to będzie ważnym czynnikiem przy wybieraniu graczy. Ewentualnie możecie pod zgłoszeniem dopisać alternatywny skin. Dla zebrania informacji: w poście zgłoszeniowym zawieracie wybrany skin, imię, wygląd, origin i dwa zdania o waszej postaci: jako „człowieku” i jako „nadnaturalu”. Np. Greta jest nieśmiałą dziewczyną z kompleksami na punkcie piegów; wielu kolegów uważa ją za ładną, ale ona sama sądzi, że się z niej nabijają. Tak naprawdę jest wiedźmą, która spotyka się na sabatach z trzema przyjaciółkami i starają się rozmnażać jedzenie, żeby nakarmić biedne dzieci w Afryce. Same karty potem – z wybranymi przez was ruchami i backstory stworzymy już z wybraną drużyną. Backstory mają być ciekawe i dające pole manewru, zaś historie postaci z pewnością będą mieścić się na pół strony a4. W końcu chcemy zostawić sobie pewne pole do manewru Na razie nie jest też konieczne, ale potem będę miał gorącą prośbę, by przynajmniej z podręcznika zapoznać się z opisem zagrywek i może przykładową rozgrywką. Deadline: ustalmy sobie na razie piątek 24 października, 23:59. Jeśli wolicie – może być wcześniej i może być później. Słowem podsumowania: jak widzicie, pisałem tutaj głównie o klimacie i założeniach. I choć wiem, na czym przygoda będzie się opierać i co będzie dla was mrocznym widmem, to nie opisuję świata i realiów, bo te wychodzą w czasie rozgrywki. Proponuję wam nastoletni horror – śmieszno-tragiczny, z dużym naciskiem na konsekwencje działań i wypowiadanych słów (co wspomaga sam system) i zabawę, jeśli tylko będziecie chcieli bawić się ze mną. (tak, możecie pomyśleć sobie, o, Vrai znowu prowadzi jakieś dziwne zboczeństwa; a co, lubię; zresztą - wszyscy lubimy, tylko nie wszyscy się przyznają Skiny: The Chosen, The Fae, The Ghost, The Ghoul, The Infernal, The Mortal, The Queen, The Vampire, The Werewolf, The Witch The Hollow The Fury The Animator The Medusa The Banshee The Rusalka The Serpentine The Succubus The Anansi The Kitsune/The Mirage A całości klimatycznie przyświeca to!
  9. Miasto - jak codzień - tonęło w szarej poświacie. Promienie słoneczne, skryte za grubą warstwą smogu i chmur zostały nieudolnie zastąpione przez światło latarni i ulicznych neonów, nie odróżniających nocy od dnia. Marcus pozostawiał to jednak za sobą, kierując się ku jedynej dzielnicy miasta, która w nocy tonęła w całkowitym mroku - do Skazy. Żaden rozsądny człowiek nie zapuszczał się tam - radioaktywny, odgrodzony teren otoczony był sławą i służył za schronienie jedynie najbardziej zdesperowanym renegatom - takim, którzy ścigani byli wszędzie i nie bali się plotek o zamieszkujących tam potworach. Marcus nie wierzył w potwory, ale nie był też pozbawionym rozsądku desperatem - zbyt wielu ludzi ginęło bez wieści w ciemnych uliczkach Skazy aby zapuszczać się tam bez dobrego powodu. On taki powód miał. Był łowcą nagród i zarabiał na życie chwytając niebezpiecznych przestępców. A wczoraj powrócił ze Skazy jeden z członków gangu Krwawego Zenona. Jeśli wierzyć jego słowom, był jedynym ocalałym, a wiarygodności jego opowieści dodawał fakt że całkowicie osiwiał. Nie pamiętał co się stało, a jedynie że ocknął się pośród przerobionych na kebab ciał swoich kolegów z gangu. Przeżył tylko dlatego że został pomylony z trupem, a gdy tylko się wygrzebał spod stosu ciał, zaczął biec przed siebie i nie zatrzymywał się dopóki ciało nie odmówiło mu posłuszeństwa. Jego historia zainteresowała Marcusa dlatego, że za głowę Krwawego Zenona Yakuza oferowała 2500 eurodolców nagrody, a fakt że Zenon był martwy znacznie ułatwiał jej zdobycie. Marcus wyciągnął więc z ocalałego, kosztem czterech butelek Whisky, lokalizację ostatniej kryjówki gangu i właśnie się do niej zbliżał. Zawsze działał ostrożnie, więc przed wejściem do budynku upewnił się, że jest przygotowany na kłopoty - przeładował pistolet i uaktywnił jego połączenie z cyberoptyką, a skanerem podczerwieni poszukał czegoś, na co powinien zwrócić uwagę. Niczego nie znalazł, ale dla pewności uruchomił kamuflarz termooptyczny. Na licencjonowany nie było go stać, ale podróbka jaką posiadał pochodziła z zaufanego źródła i dotychczas się sprawdzała. Działała tylko kilka minut, ale nie zamierzał przecież przebywać tu dłużej. Przekroczywszy drzwi znalazł się na klatce schodowej. Od ocalałego dowiedział się że powinien kierować się w dół, do piwnicy. Gdy dotarł na miejsce i otworzył drzwi, wiedział że popełnił błąd. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył w swoim życiu była mająca niemal 3 metry wzrostu, pokryta czarnym futrem bestia o pysku wilka i pazurach grubości jego ramion. Nie zdążył nawet krzyknąć, przez sekundę jego ciało zamarło w niemym przerażeniu, by potem w kilku kawałkach upaść na usianą innymi trupami podłogę. Postanowiłem poprowadzić przygodę w świecie Cyberpunka 2020, ale niestandardowo, bowiem w konwencji horroru. Będzie to więc po części synteza tego systemu ze Światem Mroku, z naciskiem przede wszystkim na klimat i osobowość biorących w niej udział postaci. W chwili obecnej chcę oswoić się z prowadzeniem sesji PBF, dlatego początkowo rekrutacja będzie zamknięta, a sesja dostępna tylko dla graczy którzy mnie namówili na jej poprowadzenie. W niedalekiej przyszłości nie wykluczam rozszerzenia grupy na nowe osoby.