Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'piła' .

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • TABLICA OGŁOSZEŃ
    • F.A.Q.
    • Kuchnia mistrza Protazego
    • Poligon
  • REKRUTACJE RPG
    • Rekrutacje: Fantasy
    • Rekrutacje: Modern
    • Rekrutacje: Inne konwencje
  • SESJE RPG: FANTASY (HEROIC & DARK, HISTORYCZNE)
    • Oficjalne Systemy RPG
    • Niezależne i autorskie
  • SESJE RPG: MODERN (URBAN FANTASY & HORROR)
    • World of Darkness
    • Inne systemy i sesje autorskie
  • SESJE RPG: INNE KONWENCJE
    • Future
    • Supermoce i superbohaterowie
    • Inne
  • FORUMOWE RPG: STRATEGIE
    • Rekrutacje: Strategie
    • Karczma: Strategie
    • Forumowe strategie
  • CIEŃ PRZESZŁOŚCI
    • Cień przeszłości
    • Cień Przeszłości: Hala Szkoleniowa
  • KOMNATA RPG
    • Karczma
    • Kuźnia
    • Tablica sławy
  • WSPÓLNA SALA
    • Gospoda
    • Wieści z szerokiego Świata
    • Księga Zlotów i Konwentów
    • Biblioteka Aleksandryjska
    • Współpraca i Reklamy

Kalendarze

  • Rekrutacje
  • Urodziny
  • Inne

Blogi

  • Myśli Zebrane Asterki!!
  • Iskry
  • Pitbullek
  • Szkicownik Mroczek
  • Skórzany kajecik
  • Zakurzona teczka

Kategorie

  • Artykuły - Inne
  • Artykuły - RPG

Kategorie

  • Files

Znaleziono 1 wynik

  1. Było ciemno i cicho…. Powietrze czuć było ostrym zapachem środków do dezynfekcji i czymś jeszcze… Czymś dużo mroczniejszym…. Czas stał w miejscu. Stał się właściwie jednostką czysto umowną. Nie dało się stwierdzić czy był dzień czy noc… Lato czy zima. Nic nie było wiadome od tak dawna, że samo istnienie, oddech wydawał się jakąś wyższą formą abstrakcji. Ale oddech ciągle był. Oddech… puls… i życie... Jednak… Dziś w „szklarni” coś było nie tak… Zimny surowy korytarz wyglądał jakby przeszła po nim wściekła, niszcząca siła. Wszędzie skrzyły się wyładowania od porozrywanych kabli. Podłogę ścieliło połamane szkło. Wyglądało na to, że szyby szklanych więzień zostały zupełnie połamane i zniszczone a po samych więźniach nie pozostał ani ślad. Jednak po bliższym przyjrzeniu dało się zauważyć, że kilku z nich zostało. Trzy wychudzone i zmizerniałe postacie leżały na korytarzu poza swoimi celami. Dość blisko siebie. Leżąca najbliżej drzwi do następnej komory kobieta śniła… Pierwszy raz od tak dawna. Jej myśli bezwiednie przeniosły ją do eleganckiej restauracji gdzie jadła kolacje z najprzystojniejszym mężczyzną jakiego w życiu widziała. Miała na sobie piękną czerwoną suknie i naszyjnik z prawdziwych pereł. Towarzyszący jej nieznajomy odziany był w schludny czarny garnitur. Nachylił się by nalać jej wino do kieliszka. Przysunął się do niej dużo bliżej niż było to konieczne. Spojrzał głęboko w oczy. Miał takie piękne, intensywne orzechowe oczy. Była pewna, że go zna. Że zna te oczy… -Suzan… - Tak się nazywała. – Chyba wiesz dlaczego cię tu zaprosiłem… Kobieta nagle poczuła nieprzyjemny dreszcz który wstrząsnął jej całym ciałem. Otworzyła oczy i rozejrzała się wokół siebie. Znowu była „tutaj”. Gdziekolwiek było to miejsce jednak… Jednak tym razem po raz pierwszy od niezliczonych dni była poza swoją szklaną „klatką”. „Na zewnątrz”. Zdezorientowana spojrzała na swój luźny szpitalny fartuch na którym były ślady zakrzepłej krwi. W gardle czuła intensywny metaliczny posmak. Gdy spojrzała na podłogę przed nią leżał na wpół zjedzony korpus „pielęgniarki”, która katowała ją od wielu, dni, miesięcy, lat? Nie była pewna jak długo to trwało. Jedno wiedziała na pewno. Ta wywłoka w czerwonych szpilkach była martwa. Miała rozerwane gardło i brzuch. Jej wnętrzności rozlewały się po podłodze powodując stęchły fetor. W tym czasie młody chłopak płyną na morzu morfeusza. Był szczęśliwy. Właśnie odebrał wyniki z matury. Ojciec tarmosił go po włosach zaczepiając go i mówiąc że ma syna kujona. A matka ocierała łzy szczęścia. Dzieciak od dziadka dostał tajemniczą kopertę, w której były charakterystyczne małe kluczyki. -Wiem że jeszcze nie masz prawka Nik, ale przecież nie możesz być tak, żeby przyszły student nie miał swojego wozu… I nagle chłopaka przeszył nieprzyjemny prąd i sprawił że ta krótka chwila szczęścia rozwiała się jak wiatr. Sen odpłynął. Obudził się i.. zrozumiał, że jest „tu” gdziekolwiek by to nie było. Był nagi nie licząc tej cholernej, śmiesznej piżamy szpitalnej. I miał na sobie krew. Na rękach twarzy wszędzie. Czuł ją też w ustach. Ale jednego był pewien to nie była jego krew. Przed nim na podłodze leżał martwy mężczyzna. Chyba pacjent. Miał rozerwane gardło. A jego usta zastygły w wyrazie bezradnego, niemego krzyku. Gdy kobieta i chłopak wstali strzec jeszcze spał. Jego umęczona dusza przeniosła się do starego podniszczonym domu i najwyraźniej nie chciała stamtąd odejść. To było przyjemne miejsce. W trzeszczącym radiu płynął cicho walc. Starzec pracował. Jego stare poplamione dłonie nadawały wyrafinowany kształt pięknej oprawie barokowego lustra. Był szczęśliwy. Dawno nie miał na nic zlecenia i pierwszy raz od dawna wpadnie mu trochę grosza. Jednak niespodziewanie dłuto wyślizgnęło mu się uderzyło go w rękę. Popłynęła krew. Ręka mu bezwiednie drgnęła. I nagle, momentalnie obraz domu zniknął. Hoer leżał na zimnej szpitalnej podłodze. Żył. Chociaż zapewne wolał by już odejść niż być w tej bezdusznej kostnicy. W powietrzu unosił się potworny zapach śmierci. Na korytarzu leżeli martwi ludzie: lekarze i kilku pacjentów. Część z nic była rozszarpana i nadgryziona, a część miała ślady po kulach. Jego stare ciało trzęsło się bezwolnie. Czuł w jakiś sposób że obraz takiej rzezi nie jest mu obcy. Na rękach miał krew. Miał ją też na twarzy. Był brudny… Tak bardzo, bardzo, brudny. Ze szpitalnej piżamy kapała szkarłatna krew. Poza kilkoma ocalałymi na korytarzu nie było nikogo więcej. Panowała dziwna... krępująca cisza, przerywana wyładowaniami elektrycznymi dochodzącymi z czegoś co kiedyś mogło być panelem kontrolnym.