Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'pierwsza przygoda' .

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • TABLICA OGŁOSZEŃ
    • F.A.Q.
    • Kuchnia mistrza Protazego
    • Poligon
  • REKRUTACJE RPG
    • Rekrutacje: Fantasy
    • Rekrutacje: Modern
    • Rekrutacje: Inne konwencje
  • SESJE RPG: FANTASY (HEROIC & DARK, HISTORYCZNE)
    • Oficjalne Systemy RPG
    • Niezależne i autorskie
  • SESJE RPG: MODERN (URBAN FANTASY & HORROR)
    • World of Darkness
    • Inne systemy i sesje autorskie
  • SESJE RPG: INNE KONWENCJE
    • Future
    • Supermoce i superbohaterowie
    • Inne
  • FORUMOWE RPG: STRATEGIE
    • Rekrutacje: Strategie
    • Karczma: Strategie
    • Forumowe strategie
  • CIEŃ PRZESZŁOŚCI
    • Cień przeszłości
    • Cień Przeszłości: Hala Szkoleniowa
  • KOMNATA RPG
    • Karczma
    • Kuźnia
    • Tablica sławy
  • WSPÓLNA SALA
    • Gospoda
    • Wieści z szerokiego Świata
    • Księga Zlotów i Konwentów
    • Biblioteka Aleksandryjska
    • Współpraca i Reklamy

Kalendarze

  • Rekrutacje
  • Urodziny
  • Inne

Blogi

  • Myśli Zebrane Asterki!!
  • Iskry
  • Pitbullek
  • Szkicownik Mroczek
  • Skórzany kajecik
  • Zakurzona teczka

Kategorie

  • Artykuły - Inne
  • Artykuły - RPG

Kategorie

  • Files

Znaleziono 3 wyniki

  1. Tajna baza Rebelii, Planeta Daalang, Mid Rim 1 ABY Podczas gdy flota była w ciągłym ruchu, gdy jej poszczególne części wykonywały swoje zadania, staczały bitwy w różnych częściach Galaktyki, oddziały specjalne i grupy uderzeniowe, przegrupowywały się tutaj, w jednej z tajnych baz Rebelii. Utworzona ledwie przed miesiącem, stanowiła zaplecze taktyczne dla grup szybkiego reagowania, oddziałów szturmowych, które miały brać udział w bitwach naziemnych zakrojonych na szeroką skalę, a także oddziałów specjalnych. To właśnie ci ostatni znaleźli to miejsce, zaadoptowali i doprowadzili do stanu, w jakim znajdowało się w chwili obecnej. To właśnie oddziały specjalne miały przed sobą zadania wykraczające poza zdolności i zakres obowiązków piechurów, czy pilotów. I to członkowie oddziałów specjalnych, zaraz obok pilotów myśliwców, byli uważani za najkrócej żyjącą formację w siłach Sojuszu. Mimo to, z ich szeregów nikt nie dezerterował, nikt nie rezygnował dobrowolnie. Za to ich szeregi często były zasilane nowymi rekrutami. Czasem bardzo nietypowymi jednostkami. Marco Ordo przebywał na Daalang już od tygodnia. Był jedną z tych osób, które zabezpieczały teren, pilnował perymetru i dokonywał wypadów w głąb lasów otaczających bazę. Przez ten okres zdążył poznać część załogi bazy, zarówno tej typowo militarnej, z którą zabezpieczał przedsięwzięcie, jak i tej technicznej, która utrzymywała bazę w stanie używalności. Miniony tydzień nie był szczególnie zajmujący. Baza Sojuszu pozostawała niewykryta, a on w każdej wolnej chwili korzystał ze swojej ulubionej rozrywki, odpływając w świat narkotycznych snów i wizji. To właśnie po ostatnim zażyciu narkotyków, dokładnie dwa dni temu, wpadł na jednego z techników obsługujących bazę. Adon'Rihe nie miał powodu, by wspominać to spotkanie z Ordo w sposób miły i ciepły. Pracował wtedy przy odsłoniętych przewodach, dokonując diagnostyki systemu cieplnego i podsystemów odpowiadających za dostawę wody. Skupiony na swojej pracy, nie zauważył nadchodzącego Mandalorianina, który nie do końca oprzytomniał po ostatnim odlocie jaki sobie zafundował. Otwarty właz serwisowy, wciąż przytępione zmysły i późna pora, gdzie pracowało tylko zasilanie awaryjne, wszystko to zwiastowało problemy. Stopa Marco trafiła w pustkę, ona sam wpadł do włazu, spadając na pracującego Adona. Efekt był taki, że obaj mężczyźni grzmotnęli twardo na dno kanału serwisowego, po drodze uszkadzając przewody i pozbawiając bazy dostępu do bieżącej wody na dwa dni. Dwa dni, które zakończyły się dzisiaj, gdy Adon dokonał karnej naprawy usterki. A Marco, jako współwinny, robił za jego asystenta i stracił cały zapas narkotyków, kiedy kapitan Dantels wraz z trzema szeregowymi, wpadła do kwatery Ordo i przewróciła ją do góry nogami. A teraz obaj, ku swej ogromnej radości, zostali wezwani do gabinetu generała Crackena. Lulu Banks, mimo czasowego odcięcia się od Rebelii, nadal miała w niej wielu znajomych. Właściwie to znajomych jej matki, którzy wciąż pamiętali Lulu jako małego brzdąca, którego było wszędzie pełno. Nie oznaczało to jednak, że od razu uwierzono w jej historię i tożsamość, że od razu przekazano współrzędne i wszystkie informacje niezbędne do odnalezienia bazy na Daalang. Przez blisko miesiąc, Lulu musiała pojawiać się we wskazanych miejscach, kontaktując się z osobami, które widziała pierwszy raz w życiu i odpowiadać na różne pytania. Z pozoru, dla postronnego słuchacza, nic nie znaczące, nie mogące stanowić żadnego zagrożenia dla Imperium i nie wzbudzające podejrzeń. Ot, dla każdego donosiciela Imperium, takie spotkania wyglądały jak spotkania Lulu z dawnymi znajomymi. Jednak pytania i historie jakie były opowiadane podczas nich pozwalały weryfikować tożsamość Banks, bo tylko prawdziwa Lulu mogła udzielić właściwych odpowiedzi na pytania, albo dokończyć rozpoczęte opowieści, czy poprawić niezgadzające się w nich fragmenty. Wszystko po to, by ostatecznie otrzymać współrzędne planety w systemie Daalang. Planety o tej samej nazwie co system i sektor, w którym się znajdowały. Lulu trafiła na Daalang dzięki pomocy jej szefa. Bley Dark nie był zadowolony z faktu, że Lulu go opuszcza, by podążyć ścieżką jej matki. Dark był zdania, że praca dla Rebelii jest niebezpieczna i niepewna, a zakończyć może się tylko nagłą śmiercią. Jednak mimo tego zdania, kilka razy szmuglował dla nich. Na kilku takich wyprawach, z samą Lulu za sterami jego zmodyfikowanego koreliańskiego frachtowca, zwykł mawiać, że robota dla Sojuszu może i jest bardziej ryzykowna i mniej opłacalna finansowo, ale zawsze gwarantuje zabawę. Na pokładzie frachtowca podróżował również HK-78, którego los, od jakiegoś czasu, związany był z kapitanem Darkiem. Dokładnie od momentu, w którym Bley Dark nie znalazł droida na jednej z zapyziałych dziur Zewnętrznych Rubieży. Dark naprawił HK, który w momencie odnalezienia przez kapitana, był tylko częściowo sprawny, a i praca u boku przemytnika bywała ciekawa. Zwłaszcza wtedy, gdy Dark dostarczał przeszmuglowany towar, a kontrahent okazywał się być nieuczciwym worem mięcha. Wtedy HK, towarzyszący Bley’owi jako droid protokolarny, stanowił użyteczne wsparcie ogniowe, niejednokrotnie pozwalając przemytnikowi cieszyć się zarobionymi kredytami i ocalonym życiem. HK-78 o Lulu Banks, pracując dla Bley’a Darka, kilkukrotnie pracowali już też ze sobą. Wiedzieli czego mogą się po sobie spodziewać i jedno wiedziało na co stać drugie. Nie było też wielkiego zdziwienia, kiedy Dark, po tym jak Lulu posadziła frachtowiec pośrodku bazy Rebeliantów na Daalang, przekazał HK pod zwierzchnictwo Lulu, czyniąc z niej priorytetowy cel do ochrony dla droida. Gdy tylko Lulu i HK-78 opuścili pokład frachtowca, jeden z żołnierzy poinformował ich, że są oczekiwani w gabinecie generała Crackena. Blue czekała już w ładowni transportowca GR-75, wraz z żołnierzami i członkami wywiadu, którzy mieli zasilić szeregi bazy na Daalang. Przydział tutaj, po tak długim okresie służby u boku generała Dodonny był dla niej wyraźnym sygnałem, że Sojusz zaczął jej ufać. Że przestali trzymać ją w jednym, zamkniętym miejscu, w którym oficjalnie nie była więźniem, ale nieoficjalnie tak właśnie mogła się czuć. Tutaj, na Daalang, miały na nią czekać nowe wyzwania i nowe zadania. Jej przeszkolenie i doświadczenie miały zostać właściwie spożytkowane. Na żołnierzy, którzy opuszczali trap, czekali już oficerowie, wyczytując nazwiska i wydając dyspozycje konkretnego przydziału. Wytężając słuch, nie wyłapała swojego imienia. Zamiast tego, zauważyła białowłosą kobietę, która podeszła do niej i przedstawiła się jako Winter Retrac. Winter oznajmiła po prostu, że Blue jest oczekiwana w gabinecie generała Crackena i zaproponowała, że ją do niego zaprowadzi. Gabinet generała Crackena był przestronnym pomieszczeniem. Ale nie dlatego, że został wybudowany tak, by zajmował więcej miejsca, czy z powodu próżności jego właściciela. Powodem była wolna przestrzeń, która się w nim znajdowała. Gabinet generała był urządzony wręcz spartańsko. Proste biurko, którego jedynym zadaniem miała być funkcjonalność nie zajmowało wiele miejsca, podobnie jak krzesła, których postawiono w gabinecie więcej niż było to konieczne. Przebywając tu, można było odnieść wrażenie, że albo generał nie zdążył się jeszcze do końca zakwaterować, albo jego gabinet został wybudowany większy, niż był w rzeczywistości potrzebny. Marco i Adon czekali w gabinecie sami. Byli pierwsi, ale nie kazano im długo czekać na resztę towarzystwa. Gdy drzwi otworzyły się z cichym sykiem, do wnętrza gabinetu weszła Lulu wraz ze swoim metalowym towarzyszem, droidem protokolarnym serii HK. We czworo musieli zaczekać jakieś pięć minut, by drzwi ponownie się otworzyły. Jednak to nie generał Cracken przez nie wszedł, a dwie kobiety. Przedstawicielka rasy Chiss i białowłosa aldeeranka imieniem Winter. To właśnie ta ostatnia zablokowała drzwi i stanęła za biurkiem, siadając w fotelu, w którym zwykł przesiadywać generał. - Jestem Winter Retrac, wywiad Sojuszu - przedstawiła się. – Na prośbę generała Crackena, udzielę wam wszelkich niezbędnych informacji, by misja, do której zostaliście przydzieleni, zakończyła się sukcesem. Wcisnęła jeden z nielicznych przycisków widocznych na blacie biurka, a w pokoju zapanował półmrok, rozjaśniony holograficznym wizerunkiem około pięćdziesięcioletniego mężczyzny. - To doktor Nycolai Kinesworthy - zaczęła Winter. – Znany i ceniony cybernetyk widziany był na audiencji u gubernatora sektora Mytaranor. Dwa miesiące później, widziano jak w eskorcie szturmowców, opuszcza Coruscant. Ostatnie miejsce, w którym widziano doktora to Kashyyyk - wizerunek mężczyzny zniknął, zastąpiony przez wirującą wolno zieloną kulę, przestawiającą ojczyznę Wookiech. – Kashyyyk to finalny cel waszej wyprawy. Wywiad donosi, że Imperium pracuje nad kilkoma nowymi projektami. Ponieważ doktor Kinesworthy do tej pory nie opuścił Kashyyyk, mamy wszelkie przesłanki ku temu, by uważać, że wcielono go do jednego z tych projektów lub przekazano nad takowym zwierzchnictwo - zrobiła krótką pauzę. – Ze względu na to, że Kashyyyk jest pod kontrolą Imperium, udacie się najpierw na planetę Lannik, tam wykradniecie imperialny wahadłowiec i dokonacie skoku na współrzędne, które zostaną wam przesłane na datapady. W punkcie wyjściowym będzie na was czekał niszczyciel klasy Victory I. Komandor Torn i komandor Derrycc ugoszczą was, pomogą uzupełnić zapasy i zmienić kody transpondera, byście, korzystając ze skradzionego wahadłowca, mogli wylądować na Kashyyyk. Podczas gdy mówiła, holoprojektor, zamiast planety, wyświetlił portery wymienionych przez Winter komandorów, z krótkim bio. Tamir Torn był Zabrakiem, który dołączył do Sojuszu niemal na początku jego istnienia, wcześniej walcząc z Imperium na własną rękę. Xan Derrycc, Zeltron był doświadczonym marynarzem, zbierającym szlify jeszcze w czasie Wojen Klonów. - Wasz cel to odszukanie doktora Kinesworthy’ego, zdobycie informacji na temat projektu, w który może być zaangażowany i sabotaż projektu.
  2. Magia Przyszłości Przedstawia Pierwszą Przygodę: "Niezwykła Menażeria" Z szarych chmur rozciągających się nad całym Wolnym i Starym Jorkiem padał śnieg. Nie był on intensywny, ale opadał dość lekko i powoli. Podobno każdy płatek się różnił od drugiego, a myśliciele z Wolnego Jorku nieraz spierali się o ten nieistotny szczegół. Zima w końcu zajęła należne jej miejsce, a obecny lód, mróz i śnieg da się jeszcze wszystkim we znaki, bo ta pora roku jest bardzo zmienna. Raz ostra, a raz łagodna. Pogoda nie była głównym zmartwieniem wolnojorczyków. Wysadzenie głównej archiwalnej wieży zakonu, które miało miejsce w sylwestra wieńczącego rok dwutysięczny osiemdziesiąty drugi. Wybuchowy finał to marne określenie, lecz jest często powtarzane przez największych plotkarzy. Zakon zareagował na otwarcie wypowiedzenie ataku i ogłosił przeprowadzenie rejestrację wszystkich ukrytych magów zamieszkujących Wolny Jork. Nie korzystali z łagodnych środków. Do głównej siedziby młodzi magowie byli przyprowadzani przy pomocy siły lub gróźb. Miasto przeżywało chwile grozy i nie wiedziało kiedy nastąpi kolejny ruch ze strony buntowników, którzy na pewno przygotowują kolejną, krwawą odpowiedź. **** Strefa lotnisk należała do największych wydzielonych i strzeżonych miejsc w Górnym Mieście. Za odpowiednią opłatą na rzecz wojska, grupa klonów strzegła wybranego miejsca. Rodzina Findabar wynajmowała największy hangar położony w północnej części strefy. Odpowiednia odosobniona i bardzo pilnie strzeżona przypominała niezdobytą do tej pory twierdzę. Większość osób wiedziała, że swoją siedzibę ma tam nowo powstała grupa Asgard, która czynnie od pół roku bierze udział w różnych zleceniach. Nie zawsze to były lekkie i przyjemne zadania, jednak niosły za sobą zarobione kredyty. Dzięki własnej pracy nie musieli liczyć na innych, a to był dobry krok ku zagrzaniu stałego miejsca w hierarchii pracujących w mieście grup. **** Dzisiejszego poranka, Amelia Blackheart czarnowłosa, kocia zmiennokształtna będąca drugą oficer statku zaprosiła wszystkich na spotkanie z dość niecodziennym gościem w sali konferencyjnej. Kapitan okrętu Nemroth Me’zar wiedział, że będą spodziewali się anioła Hadramiela, wysłannika i doradcę młodego Serafa Mikhala, który jest jednym z wpływowych niebiańskich arystokratów osiadających się w Starym Jorku. Czego on mógł sobie zażyczyć? Tego nikt nie wiedział. Amelia powiedziała tylko, że ma pewną ofertę, którą powinni rozpatrzyć. Nic więcej nie mogła zdradzić, bo sama nie miała istotnej wiedzy na ten temat. O godzinie dziewiątej główna grupa Asgardu wstawiła się w sali konferencyjnej, będącej dużym pomieszczeniem o białych ścianach i prostym wystroju, na który składał się długi, uniwersalny stół z wbudowaną matrycą komputerową i holo projektorem, który zazwyczaj ukazywał dane na temat celu misji. Przy tym obiekcie znajdowały się obite czarną, błyszczącą skórą fotele, które obracały się o trzysta sześćdziesiąt stopni wokół własnej osi. Jako pierwszy do pomieszczenia wszedł kapitan okrętu, wampir będący magiem technokratą, Nemroth Me’Zar. Za nim, niczym cień pojawił się psionik i dzielny żołnierz Viktor Valentine w towarzystwie głównej pilotki Asgardu, elfiej arystokratki Mishki Findabar, której rodzina ufundowała i przygotowała ten cud technologii. Po głównej trójce przyszedł czas na parę psychologów: półelfią ex agentkę SALERII Pfeifer Hooks i ex arlekina Wędrowców Cieni, zmiennokształtnego kotołaka Thomasa Raina. Za nimi przyszła para zabójców. Dość nietypowy Merthari Tabneus Als’Teurnak i smukła, bladolica Liara Dharren szli w swoim tempie. Android i główna mechanik statku Delaria Demaria pojawiła się oczywiście na samym końcu tejże grupy. Oczywiście nie mogło zabraknąć rozmownej i towarzyskiej lisiej artystki Astaroth Maplefall, która jeszcze przed samym spotkaniem miała rozmowę z inną kocią zmiennokształtną Penny, która poskarżyła się, że panowie znów nie szanują porządku w męskiej ubikacji. Wszyscy zajęli wyznaczone miejsce. Każdy wiedział, że jeden kraniec stoły należy do kapitana i dwóch oficerów, a drugi kraniec dla gości. Hadramiel, które dzisiejszego poranka gościli był wysokim, delikatnie umięśnionym Serafem o śniadej karnacji, białych włosach i szarawych skrzydłach. Odziany w jasnoczerwoną szatę odsłaniał walory swojego wyglądu jakim były widoczne mięśnie brzucha i męskie piersi. Zbyt idealny, zbyt otwarty i zbyt odkryty. Te trzy określenia idealnie pasowały do tego anioła. Nie przybył on jednak sam. Pierwszą w jego świcie okazała się ciemnowłosa anielica o białych, jasnych skrzydłach odziana w kolczugę przepasaną czerwoną szarfą Druga anielica stała po jego prawicy. Ciemne, brązowe, gęste włosy opadały na jej drobne ramiona, a skrzydła w tym samym kolorze, co loki strażniczki ułożone były skromniej, jak na oddaną służkę Stwórcy przystało. Hadramiel zajął miejsce na drugim krańcu stołu, a jego towarzyszki wolały stać przez całe spotkanie. - Cieszę się, że mamy okazję wreszcie się poznać. Mam na imię Hadramiel - powiedział i uśmiechnął się do wszystkich, lecz gdy napotkał osobę Nemrotha i Tabneousa delikatnie się skrzywił - Przepraszam - zwrócił się do mężczyzn - Nie chciałem was urazić, musicie mi wybaczyć to naturalny anielski odruch wywołany na widok obcych - rzekł ubierając swoją dziwną niechęć w wyszukane słowa - Amelia mi dużo o was opowiadała i wierzy, że podołacie pewnemu zleceniu. Jak zapewne się domyślacie, jestem reprezentantem młodego Mikhala, arystokraty zamieszkującego Stary Jork. Mój pan ma dość wyszukane hobby i interesuje się wszystkim, co można uznać za -przerwał szukając odpowiedniego słowa - Ziemskie i niezwykłe - dokończył po czym skierował swoją dłoń do swojej szaty i wyjął z niej kilkanaście złotych, małych kapsuł. Delaria Demera rozpoznała w tych znaleziskach wirtualne obrazy zawierające plik danych, o ile te kapsuły je posiadały. Nie było to obce również Nemrothowi Me'Zarowi, który również zdążył się zetknąć z taką technologią. Hadramiel pozwolił sobie, by kapsuły ukazywały swą zawartość. Pierwszy przedstawiał zielonego, niewielkiego smoka o rozłożonych, motylich skrzydłach. Holograficzna podobizna była ruchoma. Stworzenie strzepywało z swych łusek migoczący pył. - Baśniowy smok - powiedział Hadramiel przedstawiając wirtualne stworzenie - Zamieszkuje mistyczne lasy elfów i miejskie, przesiąknięte magią parki Starego Jorku. Ten chochlik jest na liście Mikhala. Jedna kapsuła zawierała w sobie sześć obrazów przedstawiających olbrzymich żabich humanoidów, które syczały i wymachiwały swymi pięściami. - Slaady poszczególnych wymiarów. Powietrza - rzekł wskazując na białego Slaada - Więziennego Wymiaru - dodał pokazując na czarnego Slaada - Ognia - wtrącił i zwrócił swoją uwagę na stworzenie o czerwonych łuskach - Wody - rzekł przedstawiając potwora o niebieskich łuskach - Śmierci i Ziemi - powiedział o ostatnich dwóch osobnikach, a następnie na chwilę umilkł, by Astaroth, Pfeifer, Liara, Delaria, Nemroth, Mishka, Tabneous, Thomas, Viktor mogli je dokładnie obejrzeć. - To wojownicy. Uwielbiają dominację i aktywny oraz brutalny pokaz siły. Są zmiennocieplni, co wiąże się z tym, że lubią ciepłe i zimne klimaty. Każdy Slaad ma inne słabości i odporności, ale Czarne i Szare Slaady są bardzo niebezpiecznymi stworzeniami. Nasi anielscy informatorzy powiedzieli, że te stworzenia zrobiły sobie wylęgarnie w starych magazynach i tunelach znajdujących się pod nimi Kolejna złota kapsułka przedstawiła mózgi, które posiadały cztery łapy zakończone ostrymi szponami. Każdy z tych potworków różnił się kolorem swego ciała. - Pożeracz Intelektu, kościany pożeracz i bitewny pożeracz - rzekł Hadramiel - Niech nie zwiedzie was ich wygląd. Te istoty potrafią wejść do cudzego umysłu i opanować go, a z waszego ciała zrobią narzędzie. Żywią się mózgami i wyczuwają je w odległości pięciu kilometrów. Bitewne pożeracze posiadają wyjątkowo twardy pancerz. Wszystkie pożeracze preferują wilgoć i stare kanały są obecnie ich domem. Załoga Asgardu poznała kolejne stworzenie. Lewitujące wynaturzenie z centralnym dużym okiem i paszczą pełną ostrych zębów. - Obserwator - mruknął anioł - Jego oko jest zdolne do generowania promieni, którymi miota w poszczególny cel, a zęby wydzielają jad służący do paraliżowania wroga. W trakcie walki koniecznie szukajcie osłon i najszybciej go oślepcie. Obserwatorzy preferują mrok i wilgoć, więc nic dziwnego, że obecnie przybywają w starych kanałach. Odziana w strój z liści, kobieta o ciemnych, rudych włosach uczesanych w warkoczyki i złotej cerze spoglądała wyzywająco na przybywających osoby w sali konferencyjnej. - Driada. Duch natury, który żyje w symbiozie ze swym wybranym i ukochanym drzewem. Zdolne do władzy nad zwierzętami i roślinami są niebezpiecznymi przeciwniczkami. Stare centrum z posadzonym, elfickim dębem jest domem naszej Driady Wszystkich Pór Roku Kolejny okaz był wychudzonym, jaszczurpodobnym stworzeniem o czarnych łuskach i czerwonych oczach. Bestia ukazała swe szpony i zamachała swym długim i giętkim ogonem - Demon Zmiennokształtności. Podstępny, niebezpieczny, chciwy i nieobliczalny. Zdolny do przemiany w każdego żyjącego humanoida. Nikt nie wie jakie są jego prawdzie zamiary oprócz siania chaosu i dezinformacji. Do tej pory nie wiemy, gdzie go możemy znaleźć. Woda. Krystalicznie czysta i nieskażona żadnymi chemikaliami woda była zarówno ciałem i duszę niewiasty o krągłych piersiach, które obnażała bezwstydnie. - Źródlany Duch. Duch czystości i młodości oraz nieśmiertelności. Potrafią zaatakować odbiciem bólu, które sprawi, że ofiara będzie odczuwała intensywne uczucie wbijania tysiąca igieł w wasze ciało. Podziemne tunele ciągnące się pod Starym Jorkiem są domem tych istot. Białowłosa kobieta o pierzastych skrzydłach i złotym ogonie grała na harfie nie przejmując się obecnością innych wirtualnych potworów. - Lillend. Gra nie tylko przepięknie na swej harfie, ale ma urzekający głos potrafiący przejmować kontrolę nad słabymi umysłami. Sprytne i uwodzicielskie będą próbowały was omamić, gdy staniecie w z nimi szranki. Stworzony z czystej mistycznej energii ptak szybował swobodnie po stole i ciekawskim wzrokiem oglądał się za Astaroth i jej biustem. Również Liara wpadła mu w oko, a także Pfeifer i Delaria. - Mistyczny Ptak zwany również Orłem Many. Ma słabość do kobiet. Będzie za nimi podążał i je adorował, a odrzucony i rozgniewany uwolni burzę mistycznej energii i osłabi magów. Potrafi wysysać i przekazywać uzbieraną manę. Stary Jork. Tam gdzieś gniazduje. Szukajcie po falach wahania magicznej energii. Wychudzona, szarawa postać z licznymi, oślizgłymi mackami zamiast ust poprawiła rękaw swej szaty i zmrużyła swe ciemne oczy. - Łupieżca Umysłu zwany Ullthiridem to kosiarz umysłów i smakosz mózgów. Słynie z swoich psionicznych mocy i magicznym potencjale. Porozumiewa się za pomocą swojej telepatii. Wilgoć, ciemność oraz dostęp do mózgów będzie dla niego idealnym środowiskiem do rozwoju. Szukajcie go w kanałach lub mrocznych klubach. Smok. Najprawdziwszy smok spoglądał na obecne osoby i kłapał pyskiem oraz próbował ziać wielobarwnym ogniem. - Mistu-Mizarani, święty symbol azjatyckich rodzin zamieszkujących dzielnicę Chinatown w Wolnym Jorku. Symbolizuje magię i wolność ducha. Wyniosły, rozumie i posługuje się ludzką mową oraz honorowy. Najprawdziwsza smocza legenda, która kryje niezwykłe skarby. Lis o niezwykłych złotych oczach i puszystym ogonie wyglądał dość niezwykle. - Niech was nie zwiedzie wygląd Illitsidasha, bestii, która potrafi opanować czyjś umysł, zesłać niezwykłą wizję oraz pożreć mózg. Wyhodowane w Niebiosach są dziełem aniołów. Razem z nimi polują na demony i innych wrogów, którzy zasługują na potępienie. To wszystko co wam przedstawiłem. Teraz przejdę do konkretów. Za jedno sprowadzone żywe stworzenie mój pan zapłaci dziesięć tysięcy kredytów, a za martwe pięć tysięcy. Ma w planach otworzyć niezwykłą menażerię, a wy możecie mu w tym pomóc. Jesteście zainteresowani pochwyceniem stworzeń? Możemy dodatkowo dopłacić - po tych słowach Hadramiel zaczekał na reakcję załogantów, a zwłaszcza kapitana.
  3. Magia Przyszłości Wędrowcy Cienia Przedstawia misję pod tytułem „Porwany Profesor” 1 Czerwca 2082 roku Godzina 7: 05 Sala Spotkań, Siedziba Wędrowców Cienia Górne Miasto, Wolny Jork - W Wolnym Jorku zawitał, kolejny pracujący dzień. Po ostatnich zawirowaniach pogodowych dzisiejszy poranek zapowiada się wyjątkowo słonecznie. Utrzymujące się dwanaście stopni Celsjusza wzrośnie do dwudziestu czterech, a prawdopodobieństwo opadu wynosiło dziesięć procent. Tymczasem zostawiam was z starą, może i zapomnianą, ale wciąż dobrą Taylor Swift – powiedział komentator prowadzący lokalną rozgłośnię radiową zwaną „Punktem Zero” Mieszkańców czekały dzisiaj coroczne obchody międzynarodowego i między rasowego dnia dziecka. W tym szczególnym dniu żaden najmniejsza istotka nie mogła zostać pominięta. Świętowanie będzie huczne, a zacznie się od miejskiej parady w Górnym Mieście od godziny dwunastej. Większość pracujących osób otrzymała dzień wolny, ale część z nich musiała zostać na swych stanowiskach. Godzina 7:00 wzywała szaraków, którzy musieli się zmagać z nudną codziennością. Nie wszyscy jednak mają bezpieczną pracę. Istnieją zajęcia przeznaczone dla nielicznych ludzi i nieludzi, którzy nie obawiali się ryzyka i balansowania na granicy życia i śmierci. Profesja agenta do zadań specjalnych grupy Wędrowców Cienia była podziwiana przez wielu szaraczków, którzy marzyli o zaznaniu niebezpiecznych misji, jednak trzeba było też zauważyć, że nie każdy do tego się nadawał. Rada Cienia ceniła umiejętności sprawnościowe jak i panowanie nad magiczną mocą. Każdy chętny musiał się liczyć z tym, że może nie dożyć do późnej starości. Jedno było jednak pewne, członkowie Wędrowców Cienia dobrze zarabiali na swym fachu i tylko dzięki nim równowaga na świecie była pod kontrolą. Ścisłą kontrolą. Siedziba grupy znajdowała się w Górnym Mieście, jedną z najlepiej strzeżonych dzielnic w Wolnym Jorku. Rzadko zdarzały się tu zabójstwa, a nawet jeśli takie ktoś popełnił to zazwyczaj ALFA wymierzała mu sprawiedliwość, innymi słowy nieuzasadniona i głupia przemoc nie była tu mile widziana. Wędrowcy Cienia posiadali na własność pięciopiętrową willę, należącą do lokalnego dobroczyńcy miasta, który jest także ukrytym członkiem rady. Prywatne SPA, ukryte sale treningowe , biblioteka, archiwa, zbrojownia czy laboratorium oraz prywatne lotnisko były eksploatowanymi zasobami organizacji. Każdy, młody agent dziwił się, że to wszystko mieści się w jednym budynku, a zwykli mieszkańcy o tym nic nie wiedzą. Nawet botaniczny ogród z wieloma egzotycznymi gatunkami roślin wzbudzał sensację i powszechne zainteresowanie grupy ekologów oraz druidów czyli czarodziei , którzy próbują opanować nieprzewidywalną moc natury i kochają przybywać wśród dzikich zwierząt. Członkowie Wędrowców zazwyczaj odpoczywali w ogrodzie i dochodzili do siebie w trakcie trwania rehabilitacji. Sama posiadłość była skuteczne zabezpieczona przed niechcianymi intruzami. Kamery, czujniki ruchu, sondy strażnicze czy bojowe syntetyki nastawione nawet na śledzenie uciekinierów i ich unieszkodliwienie. Utalentowany technolog Lisołak Namuz Chi Gahrtook w towarzystwie ludzkiego maga Eryo został wezwany do sali spotkań przez pana X, ich głównego mentora, opiekuna szkoleń i innych agentów. Tą dwójkę łączyła specyficzna więź spowodowana przez odłamki cienistej asteroidy była niewytłumaczalna. Każdy z nich dowiadywał się o drugiej osobie coraz więcej i pojmował jej zwyczaje. To było naprawdę dziwne i zarazem niepokojące. Mieszcząca się na piątym piętrze posiadłości sala spotkań była owalnym pomieszczeniem o nieskazitelnych białych ścianach i czarnej, kafelkowej podłodze. Automatyczne, pancerne drzwi otworzyło się gdy tylko czujniki ruchów wykryły wchodzące osoby. Namuza i Eryo pozdrowiła średniego wzrostu, szczupła, młoda kobieta o długich, jasnych włosach, jasnobrązowych oczach i niewielkim nosku Wyglądała dość uroczo i niewinnie. Pewnie właśnie przez swój wizerunek nie budziła skojarzeń z bycia niebezpieczną agentką. Chloe, tak miała na imię blondynka była naprawdę przemiłą i bezkonfliktową osobą. Słuchała uważnie i wtrącała się, gdy chciała coś dopowiedzieć. Jej ciemnoniebieski, lekki uniform bojowy uwypuklał kobiece krągłości dziewczyny i zasłaniał jedno ramię jak i całą dłoń, a drugą dłoń i ramię bezwstydnie odsłaniał. Do kompletu został dołączony pas z kaburami na pistolety maszynowe typu Shuriken i Szarańcza. Całość uzupełniały czarne buty z wysoką cholewką. Być może Chloe miała tam ukryty nóż wojskowy, ale o tym wiedziała tylko sama zainteresowana. Namuzie, Eryo jak dobrze znacie Chloe? Wiecie coś, szczególnego o niej? Przy północnej ścianie znajdowało się biurko pana X z holograficznym panelem komputerowym i dwoma małymi, okrągłymi komunikatorami Wędrowców Cienia przypominające pufy. Za biurkiem znajdował się wysoki, o normalnej budowie ciała czarnoskóry, łysy mężczyzna, który miał dość niezwykły wszczep oczu. Same białka oczne, brak tęczówek. Odziany w fioletowy garnitur i czarne pantofle mężczyzna zakończył połączenie z agentami. Jedna z jego dłoni zacisnęła się na złotej, głowicy, stalowej, czarnej laski. Mr X rozsiadł się na skórzanym fotelu. Agenci jak dobrze znacie Mr X? Jak on was zazwyczaj traktuje? -Witam moich agentów – zaczął spokojnym tonem Pan X. – Mam nadzieję, że rehabilitacja przyniosła dobry efekt. Z waszych akt wynika, że dobiegła końca, a doktor Theresa Atkins dała wam legalne pozwolenie na kontynuowanie kariery w naszej organizacji Po tych słowach mężczyzna przyjrzał się wszystkim obecnym w pomieszczeniu uważnie i uruchomił swój Omni-klucz, a następnie podał komendę. Do sali wkroczył złoty robot zwany „Kamerdynerem” z srebrną tacą zaopatrzoną w świeżo, zaparzoną kawę w pięciu eleganckich filiżankach i kruche ciasteczka. Pan X po prostu kochał stary styl bycia. Nie interesowała go zbytnia nowoczesność. Agenci usłyszeli kliknięcie i tuż niedaleko biura pana X wysunęła się z podłoża czarna, skórzana pięcioosobowa kanapa i mały, szklany stolik kawowy. -Spocznijcie – rzekł mentor - Agentkę Chloe Taryen znacie nieprawdaż? Będziecie ze sobą współpracować podczas nowej sprawy. Norman Esery jest znanym i lubianym profesorem, który zajmuje się cywilizacją Kaleean, wymarłej rasy podróżników przemierzających wymiary. Jak niektóre dowody donoszą Kaleeanie nas obserwowali od samego początku ludzkości i pozostawili po sobie ruiny, nieaktywne portale do obcych światów czy własne artefakty. Dopiero zderzenie światów odkryło przed nami, to co zostało na Ziemi. Tydzień temu w ręce Normana trafiła kula, którą badał przez kilka następnych dni. Prawdopodobnie ten przedmiot służył jako komunikator z innymi Kaleeanami, ale tego do końca nie wiemy. Dzisiaj w godzinach między czwartą, a szóstą rano doszło do włamania. Agenci Victoria i Rhaac’vaar zabezpieczyli mieszkanie i odkryli pięciu martwych, najemnych zbirów. Śladu profesora przy nich nie było. W trakcie walki, ktoś go przejął i rozpłynął się w powietrzu. Nasz specjalista od wymiaru cienia elf o imieniu Shizyaki twierdzi, że nieznany porywacz uciekł do wspomnianej cienistej sfery. Eryo jako mag będzie potrafił otworzyć portal, ale potrzebuje kamienia cienia i przewodnika. Możecie skontaktować się z Shizyakim albo wykorzystać energię z odłamków meteorytów by dostać się do wspomnianego miejsca. Chciałbym jeszcze abyście uważnie rozejrzeli się po mieszkaniu profesora. Eryo, jako, że jesteś najstarszym stażem będziesz trzymał pieczę nad misją. Słuchaj swoich towarzyszy i bacznie obserwuj najbliższe otoczenie. Liczę, że na ciebie i pamiętaj o przygotowaniu końcowego raportu – powiedział X i zaczekał na ewentualne pytania, a w między czasie podał współrzędne mieszkania. Na otrzymanej wiadomości poprzez omni-klucz Eryo ujrzał następujący adres Ul. Św. Jakuba 14 Blok 2/ m 84 Górne Miasto, Wolny Jork