Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'roshan' .

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • TABLICA OGŁOSZEŃ
    • F.A.Q.
    • Kuchnia mistrza Protazego
    • Poligon
  • REKRUTACJE RPG
    • Rekrutacje: Fantasy
    • Rekrutacje: Modern
    • Rekrutacje: Inne konwencje
  • SESJE RPG: FANTASY (HEROIC & DARK, HISTORYCZNE)
    • Oficjalne Systemy RPG
    • Niezależne i autorskie
  • SESJE RPG: MODERN (URBAN FANTASY & HORROR)
    • World of Darkness
    • Inne systemy i sesje autorskie
  • SESJE RPG: INNE KONWENCJE
    • Future
    • Supermoce i superbohaterowie
    • Inne
  • FORUMOWE RPG: STRATEGIE
    • Rekrutacje: Strategie
    • Karczma: Strategie
    • Forumowe strategie
  • CIEŃ PRZESZŁOŚCI
    • Cień przeszłości
    • Cień Przeszłości: Hala Szkoleniowa
  • KOMNATA RPG
    • Karczma
    • Kuźnia
    • Tablica sławy
  • WSPÓLNA SALA
    • Gospoda
    • Wieści z szerokiego Świata
    • Księga Zlotów i Konwentów
    • Biblioteka Aleksandryjska
    • Współpraca i Reklamy

Kalendarze

  • Rekrutacje
  • Urodziny
  • Inne

Blogi

  • Myśli Zebrane Asterki!!
  • Iskry
  • Pitbullek
  • Szkicownik Mroczek
  • Skórzany kajecik
  • Zakurzona teczka

Kategorie

  • Artykuły - Inne
  • Artykuły - RPG

Kategorie

  • Files

Znaleziono 2 wyniki

  1. The Pride one Miała dziwne przeczucia już od samej kontroli. Oficerowie w szarych, imperialnych mundurach długo oglądali Mono, rozmawiając ze sobą cicho. Wydawali się sztywni jak marionetki i w pewnej chwili nawet przestała na nich zwracać uwagę. Z każdą kolejną sekundą spędzoną przy bramkach narastało w Roshan dziwne uczucie. Jakby coś zimnego pełzało jej po skórze i wkrótce mogła myśleć tylko o tym. Przypomniało jej o domu, całkiem logiczne skoro dotąd nie miała żadnych wspomnień z domem niezwiązanych. Czuła coś podobnego kiedy wypuszczała się do lasów na Yavinie, zazwyczaj obok któregoś z tych grobowców pod którymi Ya-Ra w obawie przed wyprawami Arcturusa rozstawiła swoich Massassi. Mieli za zadanie zawracać każde z dzieci Crow (zazwyczaj niezwykle skutecznym chwytem wielkiej czerwonej łapy za kark). Stali przed tymi grobowcami które były na liście arcaniańskiej macochy w kategorii: Zwariowałeś? Nie ma mowy! Nie myślała teraz jednak ani o Ya-Rze, ani o jej czerwonych pupilach tylko o chłodnych podmuchach, które ziały za ich plecami, z ciemności starożytnych grobowców Yavin 4. Teraz podobne czuła z za barierki gdzie na straży stało dwóch Sithów w pełnych, czerwonych zbrojach i z każdą kolejną sekundą czerwień tych pancerzy stawała się wyraźniejsza. Zupełnie jakby taki właśnie kolor miały przybrać jej złe przeczucia. W końcu po wyłączeniu droida, i wyczyszczeniu mu pamięci dostała Mono z powrotem, zapakowanego do plecaka razem z resztą rzeczy. Oficer wskazał jej drogę do jednego z małych promów. Wysłużone, nieuzbrojone jednostki służyły do transportu osobowego, tyle widziała już na pierwszy rzut oka. Nie była pierwsza w środku, kiedy wspięła się po trapie i otworzyła śluzę spojrzały na nią dwie pary oczu. Togrutanin i człowiek, młodzi o muskularnych ciałach i niepewnych spojrzeniach. Po krótkim czasie zjawiło się jeszcze trzech. Ludzie, chłopcy na oko niewiele starsi od Arcturusa, chociaż fizycznie więksi. Wszyscy jak jedno wyglądali jakby za milczeniem usiłowali ukryć niepokój. Jednak zawsze coś ich zdradzało, rozbiegane spojrzenie, zbyt sztywne plecy, dłonie mocno zaciśnięte na stalowym kiju. Zaśpiewały silniki, skrzydła maszyny rozłożyły się ukazując duże okna przez które z wysoka Roshan mogła podziwiać inne ustawione w rzędy promy. Przez chwilę wydawało się jej, że widzi tam gdzieś białą głowę Atonaia nim prom nie przyspieszył i pokonawszy energetyczną barierę zagłębił się w ciszy kosmosu. Korriban, brunatno-czerwony martwy świat, pierwsza obca planeta jaką podziwiała z orbity. Zbliżali się szybko do powierzchni, już po chwili prom wpadł w brunatne chmury atmosfery. Kadłubem zatrzęsło nieznacznie. Chwyciła mocniej swoje siedzenia. Zasłona chmur opadła, zmierzał do ziemi stałym tempem. Roshan widziała zapłatę zygzaki masywów górskich, kilka z nich łączyło się w czymś co wyglądało jak czarno czerwona piramida. - Tam właśnie umrzecie. Większość z was. Spokojne słowa sprawiły, że drgnęła. Nie ona jedna, chłopak siedzący obok też podskoczył na swoim siedzeniu odwracając się gwałtownie w stronę kokpitu. Mężczyzna w czerni stał w uchylonych drzwiach. Patrzył na nich surowo czerwonymi oczami o czarnych źrenicach. Wydawał się młody, młodszy niż jej matka, chociaż trudno było ocenić, wyglądał obco. Roshan podejrzewała, że mógł być potomkiem Chissów, bo jego skóra była niebieska jak burzowe niebo, jednak rogi na głowie i czarne tatuaże na twarzy zdecydowanie miał zabracze. Był wysoki, wyższy niż ojciec, tak wielki jak Wukor, o którym w rodzinie mówiło się, że postanowił przerosnąć Massassich. Kiedy zamknął za sobą drzwi i wkroczył pomiędzy nich poruszał się z płynnością drapieżnika. Zaglądał im w twarze i sądząc po coraz bardziej zmarszczonych brwi ach to co widział nie podobało mu się za bardzo. Prom kołował ponad piramidą powoli zmniejszając pułap. Pilot nie spieszył się dając im czas żeby dokładnie się przyjrzeli. Następnie odbił w bok i wciąż obniżając pułap pofrunął ponad szpalerem składającym się z wielkich posągów niewolników z pochylonymi głowami. W piachu uwijały się drobne czarne punkcik postaci. Prom niósł ich w głąb jednej z dolin znajdującej się między wyszczerzonymi jak zęby szczytami. Kluczyki tak robiąc szybkie skręty. Widzieli z góry zasypane piaskiem posągi, ukryte pułapki przepaści, ciemną mgłę snującą się po ziemi przy wejściach do grobowców, stada dziwnych stworzeń pędzące dolinami. - Powstań - powiedział mężczyzna w czerni, na tle stanowczo że go posłuchali. Prom złożył skrzydła i zwolnił, zniżył też pułap, wyglądało jakby zbierał się do lądowania. - Jestem Celar Moren... - oznajmił. Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej podłużne pudełko. - ...i przez najbliższy rok będę waszym bogiem. - W pudełku znajdowało się sześć czarnych przypinek z symbolem przerwanego okręgu. - Jesteście moi i mogę z wami zrobić co chcę. Drzwi po bokach maszyny otworzyły się. Do środka w jednej chwili wdarł się wiatr i piach. Roshan tak jak i jej towarzysze, zebrali się na środku obok swojego zarządcy. - Jesteście tutaj bo, ktoś bardzo głupi albo bardzo pijany, uznał, że możecie być Sith. I teraz muszę się z wami użerać. Czerwone oczy przez chwilę podróżowały po ich twarzach nim zatrzymały się na Roshan. Mężczyzna wziął jedną z przypinek i przystawił ją do jej szaty na ramieniu. Poczuła jak igła wbił się w materiał niemal sięgając skóry. Chwilę potem zatrzeszczał zatrzask. - Akademia Sith na Korriban, to nie jest miejsce gdzie można sobie tak po prostu trafić. - oznajmił patrząc na Roshan z powagą, musiała zadrzeć podbródek bo górował nad nią niemal o głowę. - Ale o tym zaraz się przekonacie. Nie wiedziała jak to się stało, była pewna swojej równowagi, a jednak pokład nagle uciekł jej pod nóg. Zawył wiatr a skręcające się ciało pochłonął bezwład upadku. Szczyty przekoziołkowały jej przed oczami a potem na chwilę zapadła bolesna ciemność. To nie tak że straciła przytomność, bolesny upadek po prostu na chwilę skupił na sobie wszystkie zmysły. Chwilę potem patrzyła już na szare niebo i małą sylwetkę promu znikającą w oddali. Była cała. Chyba. Wszystkie kończyny grzecznie się zginały, tylko tyłek trochę ją bolał. Wylądowała po środku małej doliny, obok leżał jej plecak i pałka. Poza nimi za towarzystwo miała górski wiatr i piach, oraz żadnego pojęcia gdzie się właściwie znajduje.
  2. Fate To było ostatnie takie śniadanie. Myśl zdawała się dźwięczeć w Mocy szczególnie mocno tego poranka kiedy cała dwunastka dzieci Darth Crowa zasiadła do wspólnego posiłku. Coś zupełnie prozaicznego, co jeszcze niedawno było rzeczą tak pewną, że niezauważalną, nagle stało się czymś szczególnym. Czy będą jeszcze mieli okazje usiąść tak razem? Czy kiedy to wszystko się skończy wciąż wszyscy będą żyli? Pytania odbijały się niemym echem w ich głowach, kiedy jedli w wielkiej okrętowej mesie. Był to posiłek cichszy niż zazwyczaj. Oczywiście najpierw 2V-R5 droid protokolarny musiał się zamknąć, jednak jedna uwaga o przerobieniu na złom zazwyczaj załatwiała ten problem. Jedli wiec we względnej ciszy, pełnej równego stukotu sztućców i ukradkowych spojrzeń. Byli sami w wielkiej jadalni, jeśli nie liczyć maszyny, która zarządzała podawaniem dań. Kuchnia postarała się, bo każde z dzieci mogło wskazać na stole swoją ulubiona potrawę. Mimo to nastrój był kiepski. Nawet Allesh milczał, co rzadko mu się zdarzało, chociaż nie podarował sobie ukradkowych uśmiechów do niewolnic z jedzeniem. Sharena siedziała z nosem w datapadzie, z tego co Arcturus zdołał wyczytać jej przez ramię miała tam sporo notatek o lokalnej faunie Korriban. Zapewne nie była to przyjemna lektura, bo co i raz przełykała ślinę. Jeylen milczał wpatrzony w swój talerz, ledwie skubał to co na nim miał, był blady, o wiele bledszy niż zazwyczaj. Atonai co i raz nachylał się nad nim żeby coś powiedzieć. Dia szeptała do ucha S’kye’owi najmłodsi wydawali się być na równi wystraszeni i podekscytowani. Wukor warczał na wszystkich i wszystko od kilku dni. Mulie wiedziała, że przed wylotem rozmawiał z matką i cokolwiek mu powiedziała sprawiło, że pierworodny syn rodziny nie spał najlepiej. Jeśli którekolwiek z nich wiedziało co się dzieje to tylko on. Reszta w dwa dni po pogrzebie została zebrana i zapakowana na Uparciucha, uzbrojoną korwetę którą dawno temu ojciec oddał Reginie do dyspozycji. Lecieli z eskortą sześciu mniejszych statków i trzech eskadr myśliwców na Korriban. Lecieli spokojnie wbrew temu czego prawdopodobnie się po tej podróży spodziewano. Do samego końca obyło się bez kłopotów. Dzisiaj zadokowali na stacji orbitalnej. Z tego co powiedział im 2V-R5 wyokrętowanie panów i panienek przewidziano na najbliższe dwie godziny. Więc zaczęło się. Może dlatego niewiele osób przy stole miało tego dnia apetyt. Prawie już skończyli kiedy drzwi jadalni rozsunęły się i do pomieszczenia wkroczyła Regina, natychmiast wszystkie spojrzenia skierowały się w jej stronę, zawsze umiała to osiągnąć, na kilka chwil stać się najwyraźniejszym punktem w całej sali, ściągać na siebie spojrzenia. - Dzień dobry dzieci. Z szelestem czarnej, pięknej sukni podeszła do swojego miejsca z góry stołu. Za nią cicho wsunęły się do pokoju dwie twi’lekańskie dwórki ciągnąc ze sobą wózek, na którym równo ułożono dwanaście workowatych plecaków. Kiedy pani skinęła im głową niewolnice zaczęły cicho krążyć miedzy nimi stawiając po jednym plecaku przy każdym z dzieci. Dia pierwsza sięgnęła do środka, wyciągając ubranie, czarna bluzę z kapturem w swoim rozmiarze. - Dwa komplety ubrań, commlink o zasięgu ograniczonym do samej akademii i jej okolic, kij… – wyliczała powoli Regina, kije akurat roznoszono pomiędzy nimi, były mocne, zrobione z lekkiego metalu, czasami widywali je w rękach uczniów ojca ćwiczących na placu. – …datapad z przydziałem i trzy przedmioty osobiste nie będące bronią, pancerzem, urządzeniem komunikacyjnym. Właściwie dwie rzeczy, bo pozwoliłam sobie coś wam tam dołożyć. To wszystko co możecie ze sobą zabrać. Atonai wyciągnął ze swojego plecaka pojedynczy stimpak, ampułkę pełną kolto z igłą dozującą, reszta też miała po jednej ukrytej pod stertą ubrań. - Jeśli w ciągu pierwszych dwóch tygodni nikt z was nie będzie go potrzebował to dobra waluta do wymiany wewnątrz Akademii. – Regina odpowiedziała na pytające spojrzenie arcaniana. – Na waszym miejscu nie ruszałabym tych rzeczy za bardzo przed odprawą, jeśli nie liczyć przebrania się. Zostaniecie dokładnie skontrolowani przed wejściem na promy. – oznajmiła patrząc znacząco na Shakkę. – Za to po wylądowaniu im szybciej spersonalizujecie ubranie tym lepiej dla was. Im bardziej standardowo wasz strój się prezentuje tym bardziej wyglądacie na ofiarę dla starszych akolitów. Zrobiła przerwę i uśmiechnęła się nieznacznie widząc, że Sharena już wygrzebała z plecaka datapad i wczytywała się w jego treść. Arcturus dostrzegł wśród rzędów znaków imię Thanaton. - Sugeruję wziąć przykład z siostry, jest tam kilka słów o waszym przyszłym mistrzu, oraz nadzorcy. To co nie jest kodem wpisałam tam ja, nie jest częścią odprawy ale nie będzie też stwarzało przy niej problemu. Jeylen spojrzał na swój datapad obojętnie, ale otworzył go. Wukor na swój tylko zerknął, zdaje się, że znał już jego zawartość. Atonai uniósł brew czytając swój, Allesh uśmiechnął się pod nosem. Mulie znalazła w swoim tylko jedno nazwisko, Lord Celadwar Tillan, sam nadzoruje własne próby. Najmłodsze dziecko w rodzie Tillan i zarazem jego czarna owca, w sumie nie widomo dlaczego. Owszem, po bardzo obiecującym starcie i zdobyciu tytułu Lorda w zaledwie dwa lata przestał interesować się polityką i zajął wykopaliskami, jednak trudno nazwać go słabym albo mało ambitnym. Blisko związany ze Służbami Odzysku i Sferą Starożytnej Wiedzy. Pierwszy raz poszukuje ucznia. Na datapadzie Dlara znajdowało się nazwisko, które słyszał wiele razy z ust ojca. Darth Malgus, jeden z wojowników u boku których Darth Crow nieraz walczył, zawsze mówił o nim z szacunkiem. Regina dopisała krótko. Lubi obcych i najemników, zwłaszcza Mandalorian. Miał już dwoje uczniów. Nadzorować próby miała Kana Tarrid, uczennica Malgusa, upadła padawanka przygarnięta po zniszczeniu jakiejś enklawy Jedi. Miała smykałkę do cybernetyki i brak litości dla akolitów, wybiła poprzednią grupę uznając ich za zbyt słabych. Roshan został przydzielona do Darth Morena, najsilniejszego z dawnych uczniów Darth Acharona. Zaznaczył się w Sferze Nauk Biotycznych biegłością w Alchemii Sith, zajmował się życiem, jego tworzeniem i modyfikacją. Miał już dwanaścioro uczniów, obecnie żyła jeszcze piątka. Próby w jego imieniu, tak jak zawsze, przeprowadzał będzie jego syn Celar. Celar Moren był wojownikiem, ceni siłę i samodzielność. Arcturus miał zostać uczniem Lady Safady, jednego z poszukujących na usługach Darth Rictusa i Sfery Tajemnic, wyszkoliła już kilku poszukujących. Niewiele było o niej wiadomo, odbyła szkolenie Jedi młodości, jednak w momencie ataku Imperium na Republikę była już przez swój zakon poszukiwana jako zdrajczyni. Jej przyłączenie się do Sith jest niejasne, ale pozycja w zakonie bardzo mocna. Do przeprowadzania sowich prób najęła Baltazara Tremela, jednego z akademickich nadzorców, ceni sobie tradycję i siłę. Shakka po otwarciu swojego datapadu została powitana nazwiskiem Darth Mortis, członek Mrocznej Rady, głowa Sfery Sprawiedliwości i Praw. Telepata, niezwykle potężny w Mocy, nie przywiązuje wiele wagi do tradycji, wobec obcych ostrożny, jednak nie rasistowski. Niedawno stracił jednego z uczniów i oddział jego dwunastu rąk sprawiedliwości jest niepełny, stąd rekrutacja. Przeprowadza ją dla niego akademicki nadzorca Eliash Darwoon, stary formalista, ceni sobie ponad wszystko skuteczność. Regina dała im chwilę na czytanie. - Zaraz po lądowaniu zostaniecie zaprowadzeni do swoich nadzorców, oni dadzą wam wasz medal, znak przynależności do Akademii i do danej grupy szkoleniowej. Pilnujcie ich, w grobowcach Doliny Mrocznych Lordów mieszka wielu upadłych akolitów, którzy gotowi są zrobić wszystko żeby je wam odebrać i zyskać drugą szansę. Nadzorcy przez najbliższy rok będą was prowadzić na drodze Sith, według własnych kryteriów i tego czego chce wasz przyszły mistrz. Ich zadaniem jest wpojenie wam zasad, sprawienie żebyście zrozumieli co to znaczy być Sith. Nie będą się zajmowali waszymi umiejętnościami, od tego są nauczyciele do których musicie zgłaszać się sami. Nikt nie będzie wam mówił czego macie się uczyć, ani żebyście się w ogóle uczyli, jednak daleko bez tego nie zajdziecie. – tłumaczyła powoli. – W każdej grupie jest sześciu akolitów, z których tylko jeden zostanie uczniem. Jednak przez pierwsze pół roku nie przejmowałabym się tym, ale skupiła na przeżyciu. Co najmniej połowa waszej konkurencji nie przeżyje pierwszych miesięcy. Dopiero kiedy skończy się okres izolacji warto zacząć myśleć o tym jak pozbyć się tych, którzy jeszcze żyją. - Izolacji? – spytał Allesh. Regina przytaknęła. - Przez pierwsze pół roku wasze kontakty ze światem poza akademią są, ograniczone. Nie wolno wam kontaktować się z nikim spoza Akademii i Korriban przez pierwsze trzy miesiące. Potem przez kolejne trzy przysługuje wam w sumie pół godziny miesięcznie na rozmowy pozaplanetarne. Po pół roku zakazy rozmów zostają zniesione, ale dalej nie wolno wam opuścić Korriban bez zgody waszego nadzorcy. - Mamo… – S’kye odezwał się niepewnie, na ziemi i stole wokół niego walały się rzeczy, które panicznie wyjmował ze swojego plecaka. – Ja… chyba gdzieś zgubił się mój datapad z przydziałem. - Mój też – dodała Dia, wywracając swój plecak na drugą stronę. Regina pokręciła głową i uśmiechnęła się blado. - Nie zgubił się. Wy idziecie ze mną, mam dla was coś… specjalnego. Wyprostowała się w siedzeniu na znak, ze nie powie nic więcej na ten temat, popatrzyła po reszcie. - Pytania?