Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'sezon pierwszy' .

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • TABLICA OGŁOSZEŃ
    • F.A.Q.
    • Kuchnia mistrza Protazego
    • Poligon
  • REKRUTACJE RPG
    • Rekrutacje: Fantasy
    • Rekrutacje: Modern
    • Rekrutacje: Inne konwencje
  • SESJE RPG: FANTASY (HEROIC & DARK, HISTORYCZNE)
    • Oficjalne Systemy RPG
    • Niezależne i autorskie
  • SESJE RPG: MODERN (URBAN FANTASY & HORROR)
    • World of Darkness
    • Inne systemy i sesje autorskie
  • SESJE RPG: INNE KONWENCJE
    • Future
    • Supermoce i superbohaterowie
    • Inne
  • FORUMOWE RPG: STRATEGIE
    • Rekrutacje: Strategie
    • Karczma: Strategie
    • Forumowe strategie
  • CIEŃ PRZESZŁOŚCI
    • Cień przeszłości
    • Cień Przeszłości: Hala Szkoleniowa
  • KOMNATA RPG
    • Karczma
    • Kuźnia
    • Tablica sławy
  • WSPÓLNA SALA
    • Gospoda
    • Wieści z szerokiego Świata
    • Księga Zlotów i Konwentów
    • Biblioteka Aleksandryjska
    • Współpraca i Reklamy

Kalendarze

  • Rekrutacje
  • Urodziny
  • Inne

Blogi

  • Myśli Zebrane Asterki!!
  • Iskry
  • Pitbullek
  • Szkicownik Mroczek
  • Skórzany kajecik
  • Zakurzona teczka

Kategorie

  • Artykuły - Inne
  • Artykuły - RPG

Kategorie

  • Files

Znaleziono 1 wynik

  1. Odcinek Pierwszy "Martwi, pogrzebani i potępieni" 12 Września 2016 Poranek Harmony Falls W towarzystwie bezchmurnego, błękitnego nieba i ciepłych oraz przyjemnych promieni słonecznych do Harmony Falls zawitał znienawidzony przez większość mieszkańców poniedziałek. Paskudny, upiorny poniedziałek, który zmuszał poczciwe duszyczki do powstania z wygodnych łóżek, załatwienia potrzeb fizjologicznych, przygotowania stroju i siebie oraz zjedzenia pożywnego śniadania, po którym rodzice i ich latorośle udawali się w dwóch odmiennych kierunkach. Ci pierwsi wyprawiali swoje pociechy i odwodzili je osobiście do szkoły bądź oczekiwali wraz z nimi na szkolny, żółty autobus, który zjawiał się na pobliskim przystanku o godzinie 7:00. Czasami kierowcy zdarzyło się przyjechać wcześniej bądź później. Ci drudzy oczekiwali na transport, a następnie na resztę dnia znikali w szkolnych murach, gdzie tam oddawali się różnym, pracochłonnym i czasochłonnym oraz mózgochłonnym zajęciom. 12 Września 2016 Poranek Pokój Alexandra Dom Państwa McQueen Przedmieścia Harmony Falls Co poniedziałek, Alexander McQueen był budzony o dość wczesnej porze przez swoją matkę, która jako nauczycielka japońskiego miała pierwszą lekcję w tym dniu z Alexandrem i jego kolegami oraz koleżankami z klasy, nie mogła się oczywiście spóźnić. Promienie słońca padały na twarz pogrążonego we śnie jasnowłosego siedemnastolatka. - Wstawaj, Yuki-Chan, dobrze wiesz, że nie możemy się spóźnić – powiedziała do syna stojąc w progu – I mógłbyś raz w tygodniu tutaj posprzątać – dodała nieco z niesmakiem w głosie i krzywiąc się lekko, a następnie odeszła, kręcąc lekko głową. Na pierwszy rzut oka w samym pokoju było dość czysto, choć uważny obserwator bądź wścibski gość, który zacząłby oglądać półki zauważyłby drobinki kurzu, który osiadł na meblach. Do pomieszczenia wpadł Baron, perski kocur będący domowym pieszczochem, uwielbiającym swoją kocią niezależność, gdy wypadała oczywiście stosowna pora. Kot wskoczył na łóżko i zaczął ostrożnie stąpać po śliskiej kołdrze, powoli zbliżając się do Alexandra. Nagle głośno prychnął na niego i zjeżył swe futerko oraz wystawił pazurki. Rozbudzony w ten sposób chłopak nie wiedział, czemu jego zwierzak tak się zachował. To było do niego niepodobne i dziwne. Coś przykuło wzrok blondasa, a tym czymś był wzór na zamarzniętej szybie okna. Chłopak wiedział, że z takim zjawiskiem jakim są zawijasy na szybach można się spotkać dopiero zimą i to z chłodną, srogą, prawdziwą zimą. Dziwny znak hipnotyzował swą obecnością. Chłopak musiał kilkakrotnie zamrugać powiekami, by dobrze mu się przyjrzeć. Co ci się w nim najbardziej rzuciło w oczy, Alexandrze McQueenie? Wkrótce wzór na oknie zmienił swój kolor. Lodowy niebieski został zastąpiony przez brudną czerwień, który zamazała fragment tego mistycznego rysunku. Spływała stróżkami do parapetu. Po chwili wszystko zniknęło. Okno znów było czyste niczym łza. Jesteś zaintrygowany, Alexandrze? 12 Września 2016 Poranek Kuchnia Dom Josephine De Clare Skraj Lasu Fall Mieszkanie w okolicy lasu ma swój niepowtarzalny urok. Świeże powietrze, piękny zapach ziół oraz odgłosy zamieszkujących zagajnik zwierząt. Czasami można było ujrzeć sarnę w towarzystwie dorodnego jelenia, który pragnął zdobyć samicę, a ona zdecydowała się odwiedzić ogród Josphine De Clare, która w opinii innych mieszkańców mogła uchodzić za dziwną staruszkę, leczy gdy nadchodziły ważne uroczystości, starsza pani potrafiła zachować się jak prawdziwa elegantka. Antoinette De Clare została brutalnie zbudzona ze słodkiego snu. Do jej pokoju wpadł Puszek, prawdziwy wilk będący stróżem domu i obu kobiet. Zwierzę zaczęło głośno wyć oraz w pewnym momencie chwyciło za fragment kołdry i pociągnęło ją za sobą. Przez otwarte okno wkradł się poranny, zimny wiatr, który sprawił, że po gładkiej nodze dziewczyny przeszły dreszcze. Zimno. To ją otrzeźwiło. - Antoinette, chodź na gorące ziółka! – zawołała babcia, wiedząc już, że Puszek wywiązał się z swojego zadania – Puszek, śniadanie! – dodała Kilkanaście minut później, Antoinette siedziała przy drewnianym stole nad parującym kubkiem zaparzonej ziołowej herbatki, a nieco dalej znajdowały się pieczywo, pokrojony na plastry ser i wędzona wędlina oraz opakowanie musli w towarzystwie czarnych i czerwonych porzeczek czy borówek. - No i czego się tak guzdrze? – zapytała staruszka – Jak tak będzie się guzdrać to spóźni się jeszcze do szkoły, a spóźnić się przecież nie może – po tych słowach Josephine chwyciła najbliższą kromkę czarnego pieczywa(białe w tym domu było zakazane) i zaczęła ją smarować masłem. Wpatrując się w kubek, Inette zauważyła na nim dziwny, ciemnoczerwony, ciut lepki wzór. Dziwny symbol składający się czegoś w rodzaju słońca i kłów wgryzających się w pentagram skupiał na sobie wzrok dziewczyny, która nie mogła przenieść swych myśli na inny punkt. Nigdy nie widziała wcześniej czegoś takiego. Nawet księga cieni jej babci nie zawierała takich malunków. Po chwili wzór zamienił się w plamę, która pozostała na stole. Jesteś zaintrygowana, Antoinette? 12 Września 2016 Poranek Pokój Ardena Dom Państwa Swift Przedmieścia Harmony Falls Nastawiony budzik zadzwonił punktualnie o godzinie szóstej. Arden Usoka niechętnie otworzył lewe oko, a następnie prawe. Czy każdy weekend musi się tak szybko kończyć? Nie może potrwać dłużej? Chłopak słyszał czyjeś kroki na korytarzu. Zapewne ojciec, Jason Swift zdążył się już obudzić, by jako pierwszy skorzystać z łazienki. W pokoju Ardena rozległo się pukanie. Drzwi? To nie one były źródłem tego hałasu. Może szafa? Blisko, bo jedna z nich zaczęła się trząść, jakby wszystkie zgromadzone w niej rzeczy chciały uciec. Zainteresowany tym hałasem, Arden odrzucił kołdrę i wstał z łóżka, po czym podszedł do szafy, która nie pozwoliła mu zasnąć. Wahał się. Nie wiedział czy ma otworzyć drzwiczki mebla czy zostawić je w spokoju, ale ciekawość wzięła górę. Otworzył, a to co zobaczył było dość zaskakującym widokiem. Kruki. Czarne jak noc kruki, opuściły wnętrze szafy i zaczęły krążyć po pokoju chłopaka. Część z nich zaczęła go dziobać i drapać swymi pazurami. Krakały. Głośno krakały, a po chwili zniknęły pozostawiając po sobie pióra, które opadły na łóżko i podłogę. Na podłodze pojawił się krwawy wzór. Ten dziwny symbol zmuszał chłopaka, by cały czas na niego spoglądał. Arden nie mógł oderwać od niego oczu, zastanawiając się, co to może znaczyć. Tak nagle jak się pojawił, tak nagle zniknął pozostawiając Usokę z wymalowanym na twarzy zaniepokojeniem. Chłopak trzymał w dłoni pojedyncze, krucze pióro, które było prezentem od mieszkańców, które zalęgły się w szafie. Jak się czujesz, Ardenie? 12 Września 2016 Poranek Pokój Fabienne Dom Państwa Fusion Centrum Harmony Falls W samym sercu miasteczka, które w wciągu dnia było w centrum zainteresowania mieszkańców, mieszkała typowa rodzina, która przeprowadziła się do tego miejsca aż z samej Europy. Państwo Fusion posiadali nieduży, jednopiętrowy dom, który znajdował sie tuż przy jednej z głównych ulic przecinających się z kolejnymi. W tym centrum miasteczka, dom państwa Fusion był tym jednym z nielicznych jednorodzinnych domków. Aleja "Złotych Skowronków" była reklamowana jako cicha i bezpieczna przystań, gdzie każdy może cieszyć się spokojem domowego ogniska, wypoczywając w przydomowym ogródku. Fabienne Fusion była pogrążona w głębokim śnie. Tak dobrze jej się spało, że nie miała ochoty zrywać się z łóżka. Ktoś oczywiście musiał przeszkodzić, a jedynaczka usłyszała głośne pukanie do drzwi pokoju oraz głos matki o imieniu Janice. - Fabienne, wstawaj kochanie, bo spóźnisz się do szkoły - zaszczebiotała rodzicielka Fabienne doskonale wiedziała, że jej mama powróci tu za kilka minut, by sprawdzić, czy córcia opuściła już wygodne łóżko. Kap. Coś kapnęło na dłoń Francuzki. Pół otwarte oczy zauważyły czerwoną plamę. Skąd się ona tu wzięła? Kap. Znów coś kapnęło! Tym razem ucierpiał nos. Fabienne ujrzała dużą plamę, która paskudziła jej część ciała. KAP! Kolejny raz kapnęło i tym razem ubrudzone zostało czoło nastolatki. Dziewczyna otworzyła oczy i zaczęła szukać przeszkadzającego w dalszym śnie źródła. Nie spodziewała się, że zobaczy je na suficie pomieszczenia, tuż nad jej łóżkiem. Ciemnoczerwony, nabazgrany znak ociekał gęstą cieczą, która spływała kroplami na łóżko i samą Francuzkę. Kap, kap, kap. Fabienne pierwszy raz zobaczyła taki symbol i nie wiedziała z czym go może skojarzyć. Do głowy dziewczyny nie przychodziły żadne myśli. Po chwili znak zniknął. Nie towarzyszył mu żaden błysk, a sufit wyglądał jak dawniej. Plamy, które wcześniej znalazły się na skórze panienki Fusion rozpłynęły się nie pozostawiając po sobie żadnego trwałego śladu. Dziwne. Drzwi do pokoju się otworzyły, a w progu stanęła Janice Fusion ubrana w turkusowy szlafrok. - Kochanie, wstałaś już? - zapytała z troskę w głosie - Chodź na śniadanie, tata zrobił tosty - dodała i uśmiechnęła się lekko. 12 Września 2016 Poranek Kuchnia Dom Codego Daglasa Skraj Lasu Huntest Cody Daglas doskonale wiedział, że zaciszne miejsce sprzyja prowadzeniu spokojnego i w miarę bezproblemowego życia. Dom, który budził wrażenie nawiedzonego miał swoje dwie strony medalu. Po pierwsze, w mieście krążyły plotki, że tam straszy, co powodowało liczne rozmowy o prawdzie tych wieści. Po drugie, amatorzy mrocznych i mocnych wrażeń zapuszczali się o zmroku, by spróbować zobaczyć ducha. Niektórzy tworzyli nawet wydarzenia na popularnym portalu społecznościowym. W końcu dziadek Johna miał tego dosyć i zgłosił u szeryfa te młodzieżowe eskapady. - A coś ty taki zaspany? - rzucił do Johna, gdy ten pojawił się w ulokowanej na parterze skromnej kuchni. W powietrzu unosił się zapach smażonych naleśników. Starszy mężczyzna postanowił uraczyć swego wnuka czymś smakowitym i ciepłym. Trzymając w jednej dłoni rozgrzaną, czarną patelnię Cody Daglas odmierzył drugą dłonią odpowiednią ilość ciasta przy pomocy starej, nieco wysłużonej chochli. John dobrze wiedział, że jego opiekun nie żyje w luksusie, mimo że ojciec chłopaka przesyłał pewne sumki na konto swego ojca. - Możesz sobie wybrać z czym chcesz je zjeść – powiedział nie przerywając procesu smażenia Młody Daglas miał całkiem dobry wybór. Na stole stał syrop klonowy w szklanej butelce, który aż się prosił, by go się chwyciło i polało się nim naleśniki. W glinianym kubeczku znajdowały się borówki, a obok niego stał słoik z domowymi konfiturami od pani Josephine De Clare. Nim zdołał chwycić po jeden z produktów dostrzegł coś dziwnego. Karmazynowy, humanoidalny sięgający ponad dwa metry wzrostu lis o świecących oczach będący drugim wcieleniem dziadka spoglądał do niego, gdy jego opiekun był zajęty swoją aktualną pracą. Lisi duch wskazywał na kuchenne okno. Nie było w nim nic nie zwykłego, wiec dlaczego wskazywał tam? Odpowiedź była dość zaskakująca. Po zewnętrznej szybie spływała czarna, gęsta maź, która nie miała pojedynczego źródła. Z północnych krańców spływały kolejne ciemne strużki, które łączyły się z pozostałymi w dość niewytłumaczalny sposób. Symbol. Oto było finalne dzieło strużek. John nie wiedział, co on dokładnie przedstawiał ani do czego można by go przypasować. To coś zawierało zagadkę, która była kluczem do poznania odpowiedzi. Po chwili symbol zniknął, zacierając za sobą wszelkie ślady swojego jestestwa. Karmazynowy lis również zniknął, a dziadek zaczął cicho pogwizdywać. - Wszystko w porządku? – zapytał Cody odwracając się do nastolatka. 12 Września 2016 Poranek Łazienka Dom Panstwa Akagi Przedmieścia Zaspana Konomi Akagi spoglądała na swe również zaspane odbicie w łazienkowym lustrze. Poniedziałek. Poranne wstawanie. Szkoła. Te trzy słowa od niecałych dwóch tygodni zamieszkały w głowie nastolatki. Do pomieszczenia wpadła starsza siostra Konomi, Karmen która wyraźnie była już gotowa do rodzinnego śniadania. Dzisiejszego poranka jej włosy były delikatnie falowane, a to wszystko dzięki wczorajszemu umyciu i zaplątaniu w kilkanaście warkoczyków. - Jeszcze jesteś nie gotowa? – zapytała spoglądając na młodszą siostrzyczkę – Pospiesz się, bo nie chcesz byśmy się spóźniły do szkoły – powiedziała – Tata tego nie lubi – dodała i przewróciła oczami – Dzisiaj ja wychodzę z Bayleyem? – zapytała Odezwało się energiczne szczekanie, a do łazienki wpadł mały, zakręcony psiak rasy York, który był ulubieńcem i pieszczochem całej rodziny. ~ Hau, hau ~ zaszczekał i zamerdał ogonkiem Bayley - Wygląda na to, że moja kolej. Dzięki za przypomnienie, Bayley, a teraz sio stąd i czekaj na mnie na parterze ~ Grrrrrr ~ zawarczał cicho Bayley - Nie kłóć się ze mną – mruknęła Karmen ~ Grrrrrr ~ ponowił warknięcie Bayley - Motus – powiedziała wyraźnie Karmen wskazując dłonią na domowego zwierzaka. Pies uniósł się kilka centymetrów nad ziemią i nie wiedział, co się dzieje. Starsza panienka Akagi przy pomocy telekinetycznego zaklęcia zaczęła przenosić psiaka z łazienki. Gdy tylko pieszczoch znalazł się za drzwiami łazienki, Karmen opuściła pomieszczenie zostawiając Konomi samą. Japonka ponownie przyjrzała się swemu odbiciu i ujrzała jasnowłosą dziewczynę, która była bardzo podobna do niej. Obie wyglądały jak dwie krople wody z jedną różnicą. Blondynka wyglądała na pewniejszą siebie i zachowywała się bardziej wyniośle. Dziewczyna znajdująca się po drugiej stronie lustra odrzuciła noszlancko swe włosy i uśmiechnęła się złośliwie ku Konomi. W jej dłoni pojawiło się rytualne ostrze wykonane ze złota. Odbicie dźgnęło swoją drugą wolną dłoń, a panna Akagi poczuła niesamowity ból. Widząc ten czyn i efekt, złośliwe alter ego ponowiło swe działanie i rozkoszowało się bólem nastolatki. - Boli, prawda? – zapytało odbicie i uśmiechnęło się złośliwie - Spójrz na to – dodało i przyłożyło swą krwawiącą dłoń do lustra. Na niej Konomi ujrzała koślawy, wyryty krwawy symbol… Wzór przypominał słońce z jakimś amuletem bądź eliksirem w środku. Wysuwające się kły łączyły się z pentagramem. Konomi pierwszy raz widziała taki znak, który pojawił się także na jej wewnętrznej stronie własnej dłoni. Wzór hipnotyzował i zmuszał do głębszego zastanowienia się nad jego znaczeniem. Po chwili to wszystko zniknęło. Jej drugie odbicie oraz wyryty symbol na dłoni, a sama Konomi nie mogła powiedzieć w jaki sposób to wszystko się ulotniło. 12 Września 2016 Poranek Ogród Dom Panstwa Cooper Przedmieścia Mieszkanie na przedmieściach miało swoje wady i zalety, ale Lily Cooper ceniła sobie możliwość posiadania własnego przydomowego ogródka, który był jednym z miejsc stworzonych do wypoczynku na świeżym powietrzu. Jeszcze zielona trawa i liściaste drzewa nadawały uroku bliskiemu otoczeniu domostwa państwa Cooper. O poranku, młoda, jasnowłosa dziewczyna o imieniu Lily została poproszona o wyjście z swym francuskim buldogiem. Jak się nazywa twój piesek, Lily? Czarne psisko krążyło przy jasnobrązowym, niedawno odświeżanym domowym płocie, szukając odpowiedniego miejsca, by móc pozostawić naturalne odpadki. Maluch uważnie obwąchiwał każde miejsce, zastanawiając się czy już tego w jakiś sposób nie zaznaczył. Pies cicho chrząknął i zaczął załatwiać swoją grubszą potrzebę, zaś Lily bacznym okiem obserwowała poczynania swojego pupila. Łup! Obwoźny roznosiciel gazet jak zwykle przerzucił gazetę za płot przeszkadzając psiakowi dziewczyny w porannej toalecie. Lily podeszła do prasy, by ją chwycić i zanieść do domu. Jej wzrok zatrzymał się na stronie tytułowej. Nie było tam żadnych zdjęć czy skandalicznych wieści, ale coś o wiele dziwniejszego i niepokojącego. Nabazgrany, ciemnoczerwoną, kleistą mazią symbol rzucał się w oczy panny Cooper. Nie wiedziała. Nie miała pojęcia, co te bazgroły mogą symbolizować lub czy mogą mieć jakieś głębsze znaczenie. W jej głowie pojawił się ogromny znak zapytania. Za dużo niewiadomych. Symbol ociekał mazią i pobrudził opuszki, jak i same palce dziewczyny. Po chwili zniknął tak nagle, jak się pojawił. Gazeta znów zawierała swoje typowe, codzienne treści, a piesek pozostawił swoje nieczystości przy płocie i z radością pobiegł ku swej właścicielce. 12 Września 2016 Poranek Sypialnia Markusa Posiadłość Yorków Wschodnie Przedmieścia Stara elegancka posiadłość rodziny Yorków znajdująca się w odosobnieniu od innych domostw w wschodnich przedmieściach miała swój niepowtarzalny urok. Imponował nie tylko biedniejszym mieszkańcom, ale i tym bardziej majętniejszym, którzy pragnęli rywalizować z panem Yorkiem o popularność i bycie na językach, jak to bywa w miasteczkach. Cóż niektórzy, którzy spotkali się z rzeczywistością przestali bawić się w konkurencję domostw i odpuścili, ciesząc się własnym życiem. Pan Leonard Abraham York mimo swych dziewięćdziesięciu lat trzymał się całkiem w porządku, jak na swój wiek. Część mieszkańców uważała, że nie wygląda na swoje lata, a jeszcze inni mówili o możliwych operacjach plastycznych bądź wartości przekazanych genów. Ulokowana na drugim piętrze posiadłości, sypialnia chłopaka przypominała średniej wielkości mieszkanie znajdujące się w apartamentowcu położonym w centrum miasta. W pomieszczeniu byłoa garderoba, oddzielna łazienka, kilka szaf, biurko, łóżko, telewizor oraz komputer, a każda ściana była zasłonięta z regałem wyposażonym w książki. Każdy wiedział, że przeciętny człowiek w godzinach porannych miał najmocniejszy i głęboki sen. Markus York nie był tu wyjątkiem. Chłopak leżał na plecach i powoli oddychał. Nie wiedział, co go jako pierwsze wyrwało ze snu. Spadająca z regału książka czy dzwoniący na nocnej szafce budzik wskazujący na godzinę 5:50. Markus zerknął na leżącą na podłodze książce. Nie widział jej tu wcześniej. Nie takiego, opasłego tomiska w skórzanej oprawie. Młodzieniec powoli wstał z łóżka, by bliżej przyjrzeć się znalezisku. Dostrzegł w niej coś dziwnego. Krwawy, mazisty znak na okładce. Widząc to miał wątpliwości. Nie wiedział, czy wciąż śpi, czy już się obudził. Ten symbol go hipnotyzował, przyciągał dosłownie do siebie, a Markus nie potrafił go powiązać z żadną znaną mu sprawą. Pustka, kompletna pustka zagościła w głowie siedemnastolatka. Po chwili znak zniknął, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu swej bytności, a książkę, którą podniósł Markus okazała się czyimś dziennikiem. 12 Września 2016 Poranek Kuchnia Dom Państwa Woodhaven Przedmieścia Każdy rodowity Amerykanin wiedział, że kuchnia jest nie tylko miejscem przygotowywania posiłków, ale i rozmów rodziców z ich dziećmi. To tutaj młodzież i starszyzna zdradza swoje tajemnice i dzieli się swymi przeżyciami, jakie towarzyszyły im przez cały dzień. To w tym pomieszczeniu odbywały się wszelkie szczere pogadanki oraz padały propozycje na temat rozpoczętego dnia. Dzisiejszego poranka, Maxwell Woodhaven cieszył się nie tylko obecnością matki, ale również i wizytą starszej siostry Elisabeth, która korzystała jeszcze z wolnych dwóch tygodni nim wróci na studia. Max, gdzie studiuje twoja siostra? Ubrana jeszcze w piżamę składającą się z koszulki z długim rękawem i materiałowych, prawie prześwitujących spodni, dziewczyna nalewała do szklani pomarańczowy sok. - Mam nadzieję, że w tym tygodniu nie ma żadnego spotkania z rodzicami? – zapytała matka rodzeństwa - Ja już do takich spraw nie liczę – zażartowała Eli biorąc do ręki kromkę pieczywa, którą posmarowała masłem - Pamiętam o tym – odpowiedziała matka – Ty chwilowo jeszcze pracujesz – dodała wiedząc, że córka ma wakacyjną, dorywczą pracę mimo, że nie musiała pracować. - Dzisiaj mam wolne. Sezon się skończył i nie ma już takiego ruchu – rzekła Elisabeth nakładając na kanapkę wędlinę i plaster żółtego sera – Pokroisz pomidora i ogórka? – zwróciła się do brata, który był myślami gdzieś indziej. Dzisiejszego poranka wstał w niezbyt dobrym humorze. Chłopak czuł irytację, która z minuty na minutę rosła i nie zamierzała ulec innej zmianie. Zerknąwszy na kalendarz z oznaczeniem faz księżycowych, Maxwell wiedział, że zbliżający się piątek będzie jego najgorszym dniem z zdecydowanie nieciekawym wieczorem. Tego dnia miała być szkolna impreza. Ognisko w lesie Fall. Uwagę chłopaka odwróciła czerwona plama, która pojawiła się na wierzchu jego dłoni. Kap. Coś kapnęło. I to w to samo miejsce. Plama na dłoni powiększyła się, a Woodhaven zaczął instynktownie rozglądać się za źródłem tego kapania. Nie musiał szukać długo. Sufit kuchni. To on okazał się źródłem tego kapania. Maxwell wpatrywał się w ciemnoczerwony, kapiący znak, który z nieznanych mu powodów pojawił się na kuchennym suficie. Max pierwszy raz spotkał się z takim symbolem. Słońce z dziwnym wzorem oraz kłami wgryzającymi się w pentagram. To było dziwne zjawisko, a nastolatek nie mógł go z niczym połączyć. Nic mu w tej chwili nie przychodziło do głowy, a znak jak się nagle pojawił, tak i nagle zniknął. - Wszystko w porządku? – zapytała mama – Od pięciu minut spoglądasz na sufit – zauważyła 12 Września 2016 Poranek Kuchnia Dom Jensenów Wioska Blackstone Poranki w domu Jensenów były głośne i nieco chaotyczne. Od pierwszych minut po przebudzeniu, Stanley słyszał jak jego młodsza siostra Gillian i ośmioletni braciszek Billy spierają się o łazienkę. - Siedzisz w niej za dużo czasu z tymi swoimi kredkami – zaczął marudzić chłopiec - To nie są kredki tylko kosmetyki, a teraz wybacz maluchu, ale chcę się umalować w spokoju – odparła dziewczyna - Gillian, Billy, nie kłóćcie się, proszęęęę – powiedział ojciec mierząc nieco chłodnym spojrzeniem rodzeństwo przechodząc przez korytarz. Gillian zrobiła skruszoną minę i zniknęła za drzwiami łazienki - No widzisz jaka ona jest. Traktuje mnie jak dziecko, a ja wiem do czego służą jej kredki – rzekł chłopiec – Do malowania twarzy – odpowiedział całkiem poważnie Rodzinne śniadanie jak zwykle odbywało się w kuchni połączonej z niewielką jadalnią. Nils Jensen pił poranną kawę w swym ulubionym jasnoniebieskim kubku w kwiatki oraz czytał gazetę. Silver przygotowywała drugie śniadanie dla dzieci, a Billy przedrzeźniał Gillian, która wpatrywała się w ekran swojej komórki i próbowała pisać smsa. W tym roku szkolnym, młodsza siostra Stanleya będzie uczęszczała do tej samej szkoły, co jej starszy brat. Nie była zachwycona pierwszym tygodniem. Ludzie określali ją wspólniczką. Posiłkowi towarzyszyła przyjazna atmosfera. Stanley zauważył czarną maź, która spływała po zewnętrznej stronie okiennej szyby. Stróżka łączyła się z kolejnymi, które utworzyły coś w rodzaju malowidła. Ten dziwny znak hipnotyzował swoją obecnością. Stanley nie bardzo wiedział, co on oznacza ani z czym się to jeszcze wiąże. Chłopak poczuł czyjąś dłoń na swym ramieniu, a gdy odwrócił głowę ujrzał Ją. Ulrike, kobietę o złocistych lokach i ciemnych oczach oraz bladej cerze. Odziana w karmazynową, długą suknię wpatrywała się w młodego Jensena. - Nie lekceważ tego – rzekła łamaną angielszczyzną, a nastolatek poczuł jak bije od niej chłód, nienaturalny chłód. Ulrike podeszła do nieświadomego Billego i odchyliła jego szyję, by pokazać Stanleyowi ślady kłów. - Może być ich więcej – powiedziała tajemniczo Chłopak zauważył, że jego pozostali członkowie rodziny mają takie same ślady jak Billy. Wiedźma zniknęła. Znak również przepadł podobnie jak blizny domowników. - Coś się stało? Jesteś jakiś nieswój? – zapytała matka zapakowując zrobioną kanapkę ///Notka od MG/// Witam w oficjalnej pierwszej przygodzie. Pamiętajcie, że wasze postacie pierwszy raz spotykają się z tymi zjawiskami, wiec oddajcie to w postach. Deadline tej tury: 12/13 listopada 2016