Wyszukaj: Wyświetlanie wyników dla tagów 'shadowrun' .

  • Wyszukuj po tagach

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukuj po autorze

Typ zawartości


Forum

  • TABLICA OGŁOSZEŃ
    • F.A.Q.
    • Kuchnia mistrza Protazego
    • Poligon
  • REKRUTACJE RPG
    • Rekrutacje: Fantasy
    • Rekrutacje: Modern
    • Rekrutacje: Inne konwencje
  • SESJE RPG: FANTASY (HEROIC & DARK, HISTORYCZNE)
    • Oficjalne Systemy RPG
    • Niezależne i autorskie
  • SESJE RPG: MODERN (URBAN FANTASY & HORROR)
    • World of Darkness
    • Inne systemy i sesje autorskie
  • SESJE RPG: INNE KONWENCJE
    • Future
    • Supermoce i superbohaterowie
    • Inne
  • FORUMOWE RPG: STRATEGIE
    • Rekrutacje: Strategie
    • Karczma: Strategie
    • Forumowe strategie
  • CIEŃ PRZESZŁOŚCI
    • Cień przeszłości
    • Cień Przeszłości: Hala Szkoleniowa
  • KOMNATA RPG
    • Karczma
    • Kuźnia
    • Tablica sławy
  • WSPÓLNA SALA
    • Gospoda
    • Wieści z szerokiego Świata
    • Księga Zlotów i Konwentów
    • Biblioteka Aleksandryjska
    • Współpraca i Reklamy

Kalendarze

  • Rekrutacje
  • Urodziny
  • Inne

Blogi

  • Myśli Zebrane Asterki!!
  • Iskry
  • Pitbullek
  • Szkicownik Mroczek
  • Skórzany kajecik
  • Zakurzona teczka

Kategorie

  • Artykuły - Inne
  • Artykuły - RPG

Kategorie

  • Files

Znaleziono 5 wyników

  1. Ratz jest jednocześnie barmanem i właścicielem Chatsubo. Baru, który tak jak on sam jest znany prawie wszystkim, ale swoją przeszłość i naturę skrywa dla nielicznych. Ogromny i muskularny jak każdy troll, ze swoimi posrebrzanymi cybernetycznymi ramionami i pokrywającymi część twarzy tatuażami bardziej przypomina bezwzględnego zabójcę niż kompana do polewania drinków czy skutecznego biznesmana. Ale, gdy temat jego wyglądu i talentów sporadycznie wypływa, stwierdza tylko że nigdy nie jest za późno by zacząć od nowa. I robi to w sposób skutecznie zniechęcający do zadawania dalszych pytań. Samo miejsce należy raczej do tych gdzie można spokojnie pogadać i napić się piwa (własnoręcznie warzonego na zapleczu przez Ratza, a nie żadnego masowo wytwarzanego szmelcu - jest to kolejny z jego talentów), niż przez całą noc tańczyć do ogłuszającej muzyki. Jest też miejscem z którego łatwo można dotrzeć w każdy zakątek Londynu i przyjrzeć się każdemu z jego obliczy: położone na zachód Westway jest siedliskiem gangów i ruin, znajdujący się na wschodzie West End na powierzchni był kiedyś dzielnicą artystyczna, będącą teraz za dnia i wzdłuż głównych ulic turystyczną atrakcją - w nocy zaś zmienia się w prawdziwą siedzibę Triad i prostytucji. Pod jej powierzchnią znajduje się Underplex: podziemne miasto zbudowane pod miastem, będącą największą na świecie świątynią komercji. Odwiedzaną przez setki tysięcy kupujących, otwartą całą dobę i nieustannie patrolowaną przez policyjne i korporacyjne patrole, nadzorujące czy nikomu nie przyjdzie do głowy zakłócać porządek kupujących. Na południu znajdują się stare dzielnice pałacowe, gdzie stare budynki wzniesione jeszcze Piątym Świecie doskonale odgradzają bajecznie bogatych właścicieli od reszty świata. Tak dobrze, że będąc orkiem czy trollem, albo nawet ubierając się nieodpowiednio elegancko można było być "poproszonym" o opuszczenie dzielnicy. Nie jest to zgodne z prawem, ale jakoś skargami składanymi na takie postępowania mało kto się przejmuje. Na północy zaś znajduje się Village District, gdzie nieco mniej bogaci metaludzie, nie posiadający pieniędzy albo wpływów by kupić sobie kilkusetletnią posiadłość w centrum ogromne metropolii mogą rozkoszować się luksusem rozłożonym pomiędzy ogromnymi połaciami parków i ogrodów. Jest to najbardziej zielona dzielnica Londynu i z tego powodu była szczególnie uwielbiana przez elfy, których żyło tu nadzwyczaj dużo. A tuż nad miejscem gdzie znajdowało się wejście do Chatsubo, była też wielka dziura w Kopule Pogodowej, która kiedyś według planów miała przykryć całe miasto i zapewnić że smog będzie wydostawał się na zewnątrz, a w środku będzie zawsze czyste powietrze i piękna pogoda. I tak by zapewne było, gdyby tych planów nie pokrzyżował zamach terrorystyczny, w wyniku którego kopuła została uszkodzona i podziurawiona. Większość uszkodzeń znajdowała się jednak nad Westway, tak więc władze uznały że naprawa jest nieopłacalna i lepiej ją zostawić taką, jaką jest. Czyli - w uproszczeniu - wciąż działającą, ale w sposób zupełnie odwrotny do pierwotnych założeń. Filtrowaniu smogu w powodu dziur było po prostu niemożliwe, ale za to kontrola pogodowa wciąż działała, wywołując niespodziewane i czasem zabawne efekty. Takie jak np. śnieg w środku lata albo mżawka, która w normalnych angielskich warunkach była ciężka i uporczywa, a przy źle działającej kopule robiła się metaliczna. I nie do zniesienia. I są też jeszcze Cage Boys - gang wariatów, wspinających się na Kopułę i urządzający wyścigi w bieganiu i zjeżdżaniu po niej. Czasem jeden z nich nie dostrzeże z odpowiednim wyprzedzeniem dziury i wtedy... cóż, doznaje przyspieszenia. A że dziura znajduje się dokładnie nad Chatsubo, musisz naprawdę spodziewać się wszystkiego. Chatsubo jest miejscem równie unikalnym co sam Ratz. Choć ze względu na położenie w pobliżu Marble Arch i Hyde Parku jest chętnie odwiedzane przez turystów, trzon jego klientów stanowi inna grupa: Shadowrunnerzy. Każdy jest tu mile widziany, o ile potrafi się przyzwoicie zachować i swoim wyglądem nie odstrasza turystów. Każdy też może liczyć na pomoc, jeśli jej potrzebuje - za odpowiednią cenę oczywiście, bądź przysługę o którą Ratz od czasu do czasu prosi. I którą potem zawsze, solidnie i z nawiązką spłaca - z tego powodu o jego przysługach mówi się że mają wartość większą od nujenów. Dlatego też chętnych do oddania mu przysług jest zawsze więcej niż mógłby potrzebować. Ratz zaś ma w zwyczaju powierzać je metaludziom w jakiś sposób obiecującym, takim w których dostrzega szansę by wybili się ponad przeciętność. Kay Kay poznała Ratza przypadkiem, odkrywając przy tej okazji że jest także domorosłym mechanikiem. I choć jego specjalizacją wydawał się być cybersprzęt, to okazało się że zna także kilka tricków przydatnych przy pracy z pojazdami - a także że posiada naprawdę szeroki dostęp do wszelkiego rodzaju części zamiennych, których często trzeba by na pniu szukać. Sam Ratz zdawał się dodatkowo lubić jej temperament, choć osobiście był raczej jej przeciwieństwem, polegającym na rozwadze i doświadczeniu, zamiast na brawurze i impulsywności. Nigdy dotąd nie poprosił jej o przysługę, więc gdy pewnego poniedziałkowego popołudnia dostała od niego wiadomość o treści: Było to coś co nie zdarzyło się wcześniej. Ale - zważywszy na to że nie przychodziło jej do głowy nic co mógłby jej mieć za złe - musiało chodzić o coś dobrego, prawda? Billie Billie znała Ratza i bywała w Chatsubo już od dawna. Ze względu na ojca, który należał do starych i stałych bywalców i gadał z Ratzem tak że nie było wątpliwości że znają się od bardzo dawna. Za każdym razem gdy Black Velvet zabierał ze sobą Bille, Ratz zwracał się do niego per "Leon" i potem obaj się z tego śmiali jak z branżowego dowcipu, którego nikt poza nimi nie rozumie. Billie początkowo też go nie rozumiała, dopóki nie poświęciła pewnej ilości czasu aby odnaleźć analogię. Dowiedziała się też przy okazji, dlaczego wielki, ręcznie modyfikowany Remington Roomsweeper którego Ratz trzyma pod blatem jest pieszczotliwie nazywany Molly. Cóż, przynajmniej nie mogła mieć wątpliwości że dzieli wraz z nimi te same zainteresowania. - Ratz pyta czy nie chciałabyś wpaść dziś wieczorem do Chatsubo i wyświadczyć mu drobną przysługę? - ojciec zapytał ją jakby od niechcenia, po przeczytaniu przesłanej do niego wiadomości - ja nie dam rady się dzisiaj wyrwać, ale Ratz obiecuje że będziesz działać w dobrym towarzystwie. Roboty pod okiem Ratza pewnie nie można było nazwać całkowicie samodzielną, chociaż z drugiej strony... zawsze to jednak działanie na własną rękę. Chris Dla Chrisa Chatsubo było miejscem gdzie zdobywał większość zleceń, służących mu do zaspokojenia swoim potrzeb finansowych. W zasadzie to nie były nawet jego potrzeby, ale musiał je zaspakajać tak czy inaczej, jeśli chciał cieszyć się dobrym zdrowiem. Dotychczas jednak dostawał raczej drobne i słabo płatne zadania i musiał nadrabiać ilością. Kiedy więc otrzymał wiadomość od Ratza: Od razu przyszło mu na myśl że może to być coś większego, niż zlecenia jakie dostawał dotychczas. A większe znaczyło lepiej płatne. Angel Angela pracowała w taki sposób, że bycie na bieżąco z tym kto jest kim, co potrafi załatwić czy jak daleko sięgają jego wpływy było jej po prostu niezbędne do działania. Było podstawą, bez której mogłaby poruszać się jedynie po omacku. Dlatego Ratza i Chatsubo znała od dawna, chociaż niezbyt dobrze. Lepiej niż ktokolwiek inny orientowała się jak rozległe kontakty posiada ten na pozór zwykły barman i jak wiele potrafi załatwić jeśli uzna że sprawa jest tego warta. Wiedziała też że Ratz zwracał na nią uwagę, świadomy tego jak wiele dostrzega i że jej talenty są o wiele rzadziej spotykane niż zdolności do bardziej bezpośredniego rozwiązywania problemów. Zawsze była mile widziana w Chatsubo, a Ratz chętnie nalewał jej piwo i rozmawiał o bieżących wydarzeniach. Tym razem było jednak inaczej. - Nie chciałabyś poznać mojego przyjaciela? Będzie tu dzisiaj wieczorem - pozornie niewinne pytanie było takim, które niosło ze sobą wiele konsekwencji. Po pierwsze, nie padło nigdy wcześniej, więc Ratz musiał uznać że warto ją poznać ze swoimi przyjaciółmi. Po drugie, Ratz miał dużo przyjaciół, z których większość posiadała szerokie wpływy. Po trzecie, musiał być jakiś powód dla którego to pytanie padło akurat teraz. Być może taki że przyjaciel Ratza także chciał ją poznać - a to otwierało szansę którą mogła wykorzystać. Milady Carolyn także znała Chatsubo od dawna, choć z nieco innej strony. Od chwili gdy zaczęła interesować się rzeczami nie do końca aprobowanymi przez jej rodzinę wiedziała, że w tej branży, jak w każdej innej, istnieją miejsca lepsze i gorsze. W tych gorszych brało się ryzykowne albo słabo płatne zlecenia, pracowało z półprofesjonalistami i generalnie narażało się swoją osobę na dużo większe ryzyko niż było trzeba. Były też miejsca lepsze, gdzie pracowało się z profesjonalistami, za profesjonalne stawki i podejmując profesjonalny poziom ryzyka. Jedyny problem z tymi miejscami był taki, że trzeba było samemu być profesjonalistą aby zostać tam dopuszczonym. Szybko udało jej się odkryć że Chatsubo jest nie tylko takim miejscem, ale posiada reputację jednego z najlepszych tego typu miejsc w Londynie. Słowem, było to miejsce w którym trzeba było być, aby być uznanym za profesjonalistę. Niestety, w drugą stronę nie działało to tak łatwo. Choć bywała w Chatsubo i dość łatwo szło jej rozróżnianie kto jest profesjonalistą, kto żółtodziobem, a kto zwykłym turystą, dotychczas nie dostała żadnej szansy aby się wykazać. Ratz był dla niej miły, ale wciąż była w jego oczach żółtodziobem i wiedziała że póki nie zmieni o niej zdania nie będzie tu traktowana inaczej. Jak na złość, okazja by to zmienić nadarzyła się akurat wtedy, kiedy uczesniczyła w rodzinnym obiedzie wydanym w Annesley Manor w Glastonbury. Zazwyczaj unikała takich uroczystości, ale tym razem nie była w stanie, bez narażania się konsekwencje. Wiadomość od Ratza była zaś dość prosta: Co oznaczało, że choć oficjalna część obiadu dobiegła już końca i mogła się bez przeszkód i niepostrzeżenie się urwać, to aby zdążyć na miejsce musiała ostro przycisnąć pedał do podłogi. Zakładając że nie napotka korków mogłaby jechać wolniej, ale w okolicach Londynu lepiej było na takich założeniach polegać. Max Max znał Chatsubo, choć nie bywał tu często. Jego ludzie woleli bardziej rozrywkowe miejsca, a na dodatek nie potrzebowali miejscówki, w której można było zgarnąć dobre zlecenie. On miał nieco inne wymagania, dlatego lepiej rozumiał zalety lokalu który pokazał mu Ziggy - który zresztą bywał tu dość często i miał nawet swoje specjalne miejsce które zajmował zawsze gdy był na miejscu. Poza tym że Chatsubo było miejscem gdzie można było dobrze zarobić, Ratz serwował tu naprawdę niezłe piwo - a do tego był jedną z nielicznych osób, która potrafiła wypić więcej od Maxa. Do samych Hien też nie chował żadnej urazy i potrafił chłopaków grzecznie usadzić, gdy od czasu do czasu któremuś strzeliło do głowy by przyjść i poszukać tu swojego szefa. Choć trzeba zaznaczyć że mając 2,5 metra wzrostu jest to pewnie łatwiejsze niż normalnie... Ratz znał jednak ulice jak mało kto, i potrafił się dzielić swoją wiedzą, znał się z Ziggim bardzo dobrze, więc po prostu nie można było go nie lubić. Podobnie zresztą jak Ziggiego. Było późne popołudnie gdy Ziggy wysłał mu wiadomość: Co by nie mówić o Ziggim, to zawsze gdy mówił o pracy czy zespole można było mieć pewność że wyjdzie się na tym dobrze. Oczywiście o ile sprosta się jego wymaganiom, ale to Max miał już za sobą. Ostatnia robota jaką Ziggy mu zlecił zaczęła się podobnie, choć w innym klubie, a skończyła w sposób którego Max nie był w stanie na początku przewidzieć. Chociaż z pewnością dobrze - wykonał robotę, zdobył pieniądze, a jakby na to właściwie popatrzeć, to także i dziewczynę. A do tego nikt nie zginął. Jakby nie liczyć, wychodziło lepiej niż pierwotnie się spodziewał.
  2. W odpowiedzi na jego przytyk kobieta odwróciła się i spojrzała na niego z kiepsko ukrywanym bólem w oczach. Na pozór niewinna uwaga Maxa musiała - z jakiegoś powodu - ugodzić ją bardzo mocno. - To nie jest kwestia uprzejmości - odpowiedziała po dłuższej chwili, w trakcie której wyraźnie walczyła o powściągnięcie emocji - jestem.... chora. Dlatego zazwyczaj nie przyjmuję gości i tylko w taki sposób możemy porozmawiać twarzą w twarz. Trudno było powiedzieć ile z tej wypowiedzi było prawdą, ale dzięki swojemu faux pas Max przynajmniej przekonał się że rozmawia z żywą, posiadającą emocje istotą. Nawet jeśli pośrednictwo iluzji sprawiało że rozmowa odbywała się jedynie pośrednio. O samych iluzjach Max wiedział niewiele, w szczególności nie pamiętał co takiego miałoby się stać gdyby którejś z nich dotknął. Rozpłynęłaby się w powietrzu? Rozstąpiła się przed nim? Wybuchła, spowijając wszystko hukiem eksplozji? Gdy postanowił to sprawdzić, wykorzystując fakt że gospodyni odwróciła się i poprowadziła ich w głąb domu, ale odkrył że nie stało się nic spektakularnego. Co prawda gdy podszedł bliżej to wyraźniej dostrzegł że obraz kobiety jest lekko przezroczysty i nieznacznie faluje w powietrzu, ale gdy dotknął ręką jej ubrania, ta po prostu przeszła na wylot, rzucając jedynie lekki cień na resztę "iluzji". Gospodyni zaś zdawała się wogóle nie zwracać na to uwagi, prowadząc ich przez niewielkie foyer znajdujące się u wylotu przedpokoju do sporej wielkości pokoju gościnnego. Pokój urządzony był praktycznie i niemal minimalistycznie: znajdowało się tam kilka wygodnych, obitych skórą foteli, niewielki stolik i kanapa, a całości obrazu dopełniała ciemna, pokrywająca ściany boazeria i półki z książkami. Pokój, tak samo zresztą jak i inne odwiedzone przez nich pomieszczenia, był słabo oświetlony a ciemna boazeria, choć wyjątkowo elegancka i niewątpliwie ekskluzywna, jedynie potęgowała klimat nawiedzonego domu. Gospodyni wskazała im wygodne, obite skórą fotele, sama zaś usiadła na umieszczonej po przeciwnej stronie stolika kanapie. - No dobrze - powiedziała krótko gdy już rozgościli się na wskazanych miejscach - o co chodzi z tym dyskiem i dlaczego przyszliście z nim do mnie? - w tonie jej głosu nie pozostał nawet cień dobrego humoru.
  3. Lisa Harrow stała przy oknie swojego położonego na piętrze biura, spoglądając na znajdujące się w dole laboratorium. Tak naprawdę nie patrzyła na to co znajdowało się za szybą - jej wzrok skupiony był na dziesiątkach obrazów z rozmieszczonych wewnątrz budynku kamer, wyświetlanych na powierzchni jej okularów dzięki sprzężeniu osobistego commlinka z korporacyjnym systemem bezpieczeństwa. Na tym polegała jej praca - jako jeden z dwóch magów zatrudnionych w ochronie laboratorium nadzorowała głównie przestrzeń astralną, musiała jednak trzymać rękę na pulsie także w świecie rzeczywistym i współpracować z innymi członkami zespołu. Jakikolwiek atak na systemy bezpieczeństwa placówki przeprowadzony w Sieci lub fizycznym świecie oznaczał że powinna spodziewać się próby przełamania barier astralnych czy wypuszczenia rozwścieczonych duchów, których odparcie leżało wyłącznie na jej barkach. I odwrotnie - jakikolwiek sygnał że ktoś majstruje przy barierach astralnych mógł oznaczać że za chwilę jej zespół będzie miał pełne ręce roboty także w świecie rzeczywistym. To, że stała przy oknie nie miało żadnego praktycznego znaczenia - równie skutecznie mogła to robić siedząc w wygodnym, automatycznie dopasowującym się do jej ciała fotelu stojącym kilka kroków dalej. Chciała jednak by pracujący na dole laboranci mieli świadomość, że ktoś z pracujących na górze czuwa nad ich bezpieczeństwem. Że korporacja o to dba. Nie każdy bowiem mógł rozumieć jak bardzo nietypowym dla korporacji tej wielkości było zatrudnianie magów do pilnowania bezpieczeństwa. Zazwyczaj na taki wydatek pozwalały sobie tylko wielkie, międzynarodowe korporacje, takie jak Ares. Oni zaś byli firmą dość sporą jak na krajowe standardy, ale zupełnie nieobecną na rynkach międzynarodowych. Choć to miało się podobno zmienić, i było przyczyną dla której przeniesiono ją do tej placówki. Jak powiedział jej nowy szef, gdy sześć miesięcy temu przyszła tu pierwszego dnia swojej pracy: dokonali sporego przełomu w badaniach nad produkcją implantów cybernetycznych i na czas wdrożenia wyników do produkcji masowej postanowili wzmocnić systemy bezpieczeństwa by się ochronić przed kradzieżą danych. Jej praca była więc istotna, uzasadniona, ale jednocześnie przeraźliwie nudna. Przez sześć miesięcy długich, dwunastogodzinnych dyżurów które pełniła na przemian z drugim zatrudnionym tu magiem - Darylem, nie zdarzyło się absolutnie nic, co zakłóciłoby codzienną rutynę i mogło choćby przypuszczalnie oznaczać kłopoty. Na szczęście jej kontrakt w tym miejscu dobiegał już końca, podobnie jak dyżur w dniu dzisiejszym. Na obrazie z zamontowanej na parkingu kamery dostrzegła Daryla, który właśnie zaparkował swój samochód i zmierzał w stronę wejścia. Zmianę mogę przekazać mu po drodze - pomyślała zbierając się do wyjścia. Ze względu na rotacyjny charakter pracy i tak wcale ze sobą nie rozmawiali, a służbowe informacje przekazywali za pośrednictwem commlinków. Lisa może i by tego żałowała, gdyby nie informacja od kolegów ze zmiany że Daryl nie przepada za elfami. Ani też innymi metawiariantami, dla ścisłości. Było to dość dziwne zachowanie bo w zespole badawczym było sporo elfów takich jak ona, a w ochronie pracowało kilku orków i trolli. Mieli nawet w placówce jednego gnoma, genialnego inżyniera i serdecznego kompana do wieczornych pogadanek i wspólnego picia piwa, o czym Lisa przekonała się kiedyś osobiście. Charakter Daryla bardzo tu nie pasował, ale Daryl, tak samo jak i ona został tu przetransferowany w pośpiechu który wykluczał dokładną selekcję. Cóż, ona przynajmniej miała gwarancję że nie spotka się z nim na jednej zmianie, wysłała mu więc jednym ruchem dłoni wiadomość z podsumowaniem aktualnej sytuacji by chwilę później otrzymać oficjalne potwierdzenie przeczytania i przejęcia obowiązków. Mając część oficjalną z głowy, wsiadła do swojej Toyoty Elite i ruszyła do domu. Nie musiała prowadzić samochodu, więc usiadła, a w zasadzie niemal położyła się na tylnej kanapie pozwalając by prawie idealnie imitująca skórę tkanina ugięła się pod nią i dopasowała do jej pozycji. Najlepszej jakości materiały i wykończenie były oznaką statusu, jaki nadawały jej zarobione w korporacji pieniądze. Możliwość powierzenia prowadzenia pojazdu komputerowi było czymś powszechnym. Dzięki Siatce, czyli ogólnomiejskiej sieci drogowej kierującej każdym samochodem na drodze ruch odbywał się płynnie i bez zakłóceń. Przynajmniej w teorii, bo w zatłoczonym centrum Londynu korki były równie powszechne co sto lat temu i nic nie wskazywało by jakakolwiek technologia mogła to zmienić. Ale tu, na przedmieściach, mogła po prostu przeciągnąć się na wygodnej kanapie i pozwolić by jej zmęczone mięśnie nieco się rozluźniły gdy luksusowy sedan mknął po autostradzie w kierunku centrum ogromnej metropolii. Wystarczyło jednym ruchem dłoni przywołać ekran autopilota na powierzchni swoich okularów i wybrać z jego menu cel podróży. Po kilku minutach relaksu zajrzała w AR by sprawdzić swoje prywatne wiadomości i powiadomienia w portalu społecznościowym. Jedną z nich było zaproszenie od Timmiego na kolację w Orchidei. Odruchowo uśmiechnęła się. Choć była zmęczona pracą i marzyła tylko o tym by znaleźć się w domu, to towarzystwo Tima zawsze poprawiało jej humor. Poznali się krótko po tym jak przyjechała do Londynu wypełnić kontrakt i przez pewien czas był jedyną dobrze jej znaną osobą w nowym mieście. Przystojny, elegancki i zawsze uśmiechnięty elf, tak samo jak ona pracował na korporacyjnym kontrakcie i być może z tego powodu tak dobrze się rozumieli. Dlatego kilka miesięcy temu ich spotkania zamieniły się w randki a tematy rozmów stały się coraz bardziej poufałe. Timothy był też jednym z powodów, dla którego Lisa cieszyła się że ten kontrakt się kończy. Bo choć była niedziela wieczór i większość zespołu korzystała z dobrodziejstw weekendu, ciesząc się że w poniedziałek efekty ich pracy zostaną zaprezentowane potencjalnemu kontrahentowi, to dla niej i reszty ochrony weekend był takim samym dniem pracy jak każdy inny. Trochę spokojniejszym co prawda, bo zespół badawczy pracował w minimalnej obsadzie, ale nadal były to dwunastogodzinne dyżury które musieli odsłużyć. Potem - jeśli oczywiście prezentacja wyników usatysfakcjonuje kontrahenta - wszyscy dostaną premie i dwutygodniowe wolne, ale teraz to nie miało znaczenia. Przypomniała sobie, że dotychczas nie rozmawiała o tym z Timem - być może udałoby się im wspólnie spędzić urlop? To byłoby wspaniałe, wybrać się gdzieś we dwoje…. Ponownie sięgnęła do autopilota, zmieniając cel podróży na kameralną, choć także ekskluzywną restaurację jaką była Orchidea. Po czym odpisała Timowi że będzie na miejscu za jakieś pół godziny. Oczywiście, powód dla którego musiała pełnić dyżury przez weekend był prosty i nie omieszkała o nim wspomnieć w trakcie kolacji. Bandyci i terroryści, nazywający siebie Shadowrunnerami nie zrobiliby sobie przecież wolnego tylko dlatego że ochrona miałaby wychodne. Timothy miał trochę bardziej romantyczny pogląd na ich temat, argumentując że byli wypchniętymi z systemu metaludźmi nie mającymi ani możliwości, ani ochoty by zaprzedać swoją duszę i życie korporacji. Żyli według własnych zasad i nie byli bandytami gotowymi popełnić każde okropieństwo za pieniądze, ale kierowali się zasadami które kazały im odrzucać zlecenia takie jak zabójstwa czy porwania. I musiała przyznać że miał trochę racji - metaludzie urodzeni bez numeru SIN oficjalnie nie istnieli, nie mogli liczyć na żadną legalną pracę, na dom w spokojnej, wolnej od gangów dzielnicy czy nawet zwykłe konto w banku. Nie mieli też żadnej szansy by się zarejestrować i zmienić swój status - SIN nadawany był w momencie urodzenia i jeśli ktoś ten moment przegapił, to… musiał z tym żyć tak jak jakby urodził się bez ręki czy oka w czasach gdy nie wynaleziono jeszcze cybernetycznych protez. A nawet gdyby taką szansę mieli, to czy chcieliby z niej skorzystać? Żyć, tak jak ona, w korporacyjnym rytmie, miotając się między pracą a snem, jedynie z krótkimi przerwami na cokolwiek innego? Musząc, ze względu na swoje magiczne umiejętności, zarejestrować swoją sygnaturę astralną aby można było łatwo sprawdzić czy nie użyli swoich talentów do czegoś nielegalnego? Musiała przyznać że sama idea bycia Shadowrunnerem: życia poza systemem, działania w cieniu, błyskawicznych ucieczek i efektownych pościgów, była intrygująca. Ale intrygująca w podobny sposób w jaki intrygowały nagrania Trideo, które zawsze kończyły się dobrze a główny bohater wychodził z opresji zwycięsko. Odpowiedziała więc Timowi że prawdziwe życie nigdy nie jest tak czarno-białe, główny bohater nie zawsze jest nieskazitelny i nie każda historia ma szczęśliwe zakończenie. Poza tym bandyta z zasadami nadal pozostaje żerującym na innych bandytą, jak bardzo romantyczny czy skrzywdzony przez system by nie był. To, do czego się nie przyznała, to że oprócz romantycznych tridów lubiła także swoją luksusową Toyotę Elite czy Apartament w NatWest Tower, kupione za zarobione w korporacji pieniądze. Nawet jeśli płaciła za to własną duszą, to nie chciała rezygnować z posiadanych luksusów i tej namiastki stabilności jaką dawały. Ta myśl pozostawiła w niej bolesny ślad, na szczęście jednak Timothy potrafił sprawić by o tym szybko zapomniała. Ich spotkanie przeniosło się z restauracji do apartamentu, w którego sypialni szybko zapomniała o troskach i pracy, ciesząc się fizyczną przyjemnością jaką czerpała z bliskości Tima. Gdy pogrążyła się we śnie, Timothy wstał, ubrał się i odnalazłszy znajdujący się w kieszeni jej żakietu commlink, zgrał z niego podłożonego tam trzy miesiące temu sniffera. Przez cały ten czas program zapisywał przechodzące przez urządzenie dane, przede wszystkim hasła i protokoły zabezpieczeń placówki w której Lisa pracowała. Teraz, gdy nadszedł czas przekazania ich zleceniodawcy, musiał po prostu zgrać dane i zatrzeć wszelkie ślady istnienia sniffera. Nie wiedział do czego były one potrzebne, zresztą w tym fachu dobrym zwyczajem było o to nie pytać. Jego pracodawca nie miał żadnego powodu by dzielić się z nim tą wiedza, jednak biorąc pod uwagę to co Lisa mówiła o poniedziałkowym spotkaniu był bardziej niż pewien że ten kto się na nim pojawi nie będzie zwykłym kontrahentem. Jeśli dodać do tego fakt że powiązania ich Johnsona prowadziły w stronę Renraku, spodziewał się że będzie to drużyna Czerwonych Samurajów, mająca rozkazy by przejąć prototyp i wyeliminować wszystkich świadków. Timothy było imieniem nadanym mu przez dawno zmarłych rodziców, których pamiętał jak przez mgłę. Na codzień przedstawiał się jako Blackfire i miał reputację całkiem zdolnego deckera. - Cóż, Liso - pomyślał sobie - czy chcesz tego czy nie, będziesz miała swoje Trideo, w którym będziesz główną bohaterką. Ze zwrotami akcji, błyskawicznymi ucieczkami i efektownymi pościgami. I mam nadzieję że także z dobrym zakończeniem, gdzie główny bohater jeśli nie wygrywa, to chociaż uchodzi z życiem. - dokończył ze smutkiem, szczerze żałując że tak łatwo było mu przewidzieć co wydarzy się w poniedziałek. Nie spodziewał się tego przyjmując zlecenie, ale w ciągu tych sześciu miesięcy znajomości naprawdę zbliżył się do niej, bardziej niż powinien jeśli chciał grać profesjonalnie. Ale nie miał na to wpływu i teraz, finalizując to zlecenie płacił za to kawałkiem swej duszy, tak samo jak gdyby sprzedawał go za korporacyjne pieniądze. - Miałaś rację Liso, bohater rzadko kiedy jest nieskazitelny, a życie nie jest czarno białe - jego myśli biegły dalej, gdy wplatał w podszewkę jej żakietu srebrną nitkę. Coydog, pracująca wraz z nim szamanka przygotowała na jego prośbę dwa fokusy, które miał nadzieję pomogą Lisie przeżyć. Co prawda patrzyła na niego krzywo gdy o to prosił, ale znali się na tyle długo i tak wiele razy ratowali sobie wzajemnie tyłek, aby dobrze wiedzieć kiedy prośba jest na tyle ważna i osobista, że nie warto z nią dyskutować. Srebrna nitka była pierwszym z nich i zawierała czar Bariery, ustawiony na aktywację w sytuacji skrajnego stresu. Blackfire miał szczerą nadzieję że nastąpi to zanim pierwsze z wystrzelonych pocisków dotrą do celu. Drugi zaś - i tu musiał przyznać że Coydog naprawdę się przy nim postarała, bo tworząc go niemal straciła przytomność od wywołanego zaklęciem Drenażu - był niewielkim ametystem zawierającym aktywowane na życzenie użytkownika zaklęcie Niewidzialności. To, w połączeniu z repertuarem zaklęć znanych Lisie, dawało jej szansę na przeżycie. Oczywiście, po odkryciu że to jej hasła zostały użyte do obejścia zabezpieczeń jej korporacyjny kontrakt zostanie natychmiast rozwiązany, a życie wywrócone do góry nogami. - Nie będziesz już miała Toyoty Elite, Liso, ani apartamentu w NatWest Tower. Zostanie ci tylko życie w cieniach. Ale przynajmniej będziesz żyła, a jeśli z czasem odkryjesz co się tak naprawdę stało, dlaczego, i jaka w tym była moja rola, to mam nadzieję że mnie zrozumiesz... i wybaczysz. Może nawet spotkamy się kiedyś w Cieniach i będę cię mógł osobiście przeprosić za to co zrobiłem. O ile oczywiście przeżyjesz... - pomyślał, całując delikatnie śpiącą elfkę w policzek i przytulając ją po raz ostatni. Po przekazaniu danych będzie potrzebował zniknąć na jakiś czas, zejść z ulicy i zadbać o to by pomimo zatarcia śladów nikt nie wpadł na jego trop. Przedstawiony przez Lisę pomysł urlopu w jakimś dalekim, tropikalnym kraju brzmiał jak naprawdę dobre rozwiązanie. Zapraszam do mojej nowej rekrutacji w świecie Shadowruna. Jak część z Was być może zauważyła, moja pierwsza sesja w tym świecie - Shadowrun: Londyn - dobiega właśnie końca i z tego powodu zdecydowałem się rozpocząć następną rekrutację. Planuję poprowadzić prostą, jednostrzałową przygodę mającą za zadanie wprowadzić i oswoić graczy ze światem gry. Jeśli jednak przygoda się spodoba na tyle by kontynuować, to… mam już pomysł na coś dłuższego. Czym jest Shadowrun, co go wyróżnia i dlaczego warto w niego zagrać? Gdybym miał to krótko podsumować to zrobiłbym to tak: Shadowrun jest unikalnym połączeniem tego co najlepsze w fantasy, tj. magii, elfów, orków, potworów, smoków a czasem nawet i podziemi - ze światem opartym o współczesne relacje społeczne, współczesne problemy i wykraczającą poza współczesny poziom technologię. To świat, w którym dzięki magii leczącej można grać heroicznie, nie obawiając się że przypadkowy postrzał zakończy się długotrwałą rekonwalescencją i w konsekwencji wyłączeniem z przygody. A jednocześnie świat gdzie mając jeden punkt zdrowia nie można działać z taką samą sprawnością jak gdyby nie odniosło się wogóle obrażeń. To także świat pełen podziałów, w którym ludzkość w wyniku Goblinizacji podzieliła się na metawarianty, wśród których główne to elfy, krasnoludy trolle, orkowie i oczywiście ludzie. Choć technicznie żadna z tych ras nie jest mniej lub bardziej ludzka od pozostałych, konflikty na tym tle są żywe i powszechne. To świat, w którym większość ludzkości posługuje się nadanym przy urodzeniu numerem SIN, zawierającym ich dane biometryczne i określającym ich tożsamość. Liczna mniejszość, pozbawiona tego przywileju skazana jest na życie poza systemem, bez możliwości zdobycia legalnej pracy czy zmiany tego stanu rzeczy. Shadowrunnerzy, w których wcielają się gracze przeważnie należą do tej właśnie grupy - można to zmienić podczas tworzenia postaci, ale posiadanie numeru rejestrującego wszystkie twoje działania, miejsca pobytu czy nawyki zakupowe nie jest zbyt pomocne gdy wykonuje się pracę, która jest - krótko mówiąc - nielegalna. Ta praca polega na wykonywaniu zadań, których zleceniodawcy nie chcą wykonywać samemu by nie pozostawić wiodących do siebie śladów. Albo mieć możliwość wyparcia się wszystkiego gdyby sprawy źle się potoczyły. Wykonywanie nielegalnych zadań ma oczywiście swoje konsekwencje. Możecie być szlachetni, możecie swoimi działaniami naprawiać to, co chciwe korporacje, działając w białych rękawiczkach, niszczą. Ale w oczach zwykłych ludzi nadal będzie groźnymi, wzbudzającymi strach przestępcami. Z tego powodu praktycznie nie ma możliwości abyście wykonywali takie zlecenia na pół gwizdka, po godzinach, łącząc to z normalną pracą. To nie jest zajęcie, które możecie odłożyć na półkę, by w dzień być przykładnym policjantem zmieniającym się w nocy w Batmana. Albo korporacyjną szychą, która w nocy dorabia sobie do pensji. Aby utrzymać się w tak ryzykownym zawodzie musicie być zawodowcami, a to oznacza pracę na pełen etat. Ma to swoje wymierne plusy: jako zawodowcy, nawet grając startowymi postaciami będzie dużo lepiej wyszkoleni od policjantów czy korporacyjnej ochrony, z którymi przyjdzie się wam mierzyć. Jest jednak pewien haczyk - możecie być lepsi, ale wasi przeciwnicy mają jeden atut: ponieważ jesteście przestępcami, to gdy tylko was zauważą, mogą wezwać na pomoc Świat. A Świat ma nad wami tak wielką przewagę liczebną, że nawet najlepsze umiejętności mogą nie wystarczyć do jej skompensowania. Dlatego właśnie nazywa się was Shadowrunnerami. Jesteście zawodowcami. Działacie w Cieniu. Patrzcie za siebie, strzelajcie celnie, oszczędzajcie amunicję, i nigdy, przenigdy, nie układajcie się ze smokami*. *Wyjątki i sytuacje szczególne mogą mieć miejsce Dlaczego Londyn, a nie np. Seattle? Po prostu uznałem że umiejscowienie akcji w Europie pozwoli graczom bardziej utożsamić się z otoczeniem - historią, kulturą itp. Ponadto Wielka Brytania, ze względu na swój izolacjonizm jest mniej pro-korporacyjna niż reszta państw, co jest pewnym ułatwieniem dla nowych graczy. Dla tych wszystkich, którzy nie znudzili się tym nieco przydługim wstępem, przechodzę w końcu do konkretów: Poszukuję 3-5 graczy chętnych do wzięcia udziału w krótkiej przygodzie mającej na celu zaznajomienie się ze światem Shadowruna. W przypadku gdyby chętnych było więcej niż miejsc, będę wybierać na podstawie konceptu postaci, jego atrakcyjności, spójności i zdolności do stworzenia zgranej i wszechstronnej drużyny. Rozpiskę mechaniczną planuję stworzyć wspólnie z osobami których koncepty zostaną wybrane. Ponieważ przygoda będzie opierać się na gotowym scenariuszu z podręcznika, nie planuję eksploatować wątków osobistych z historii postaci, bo w tak krótkim scenariuszu nie będzie na to miejsca. Jeśli jednak po zakończeniu tej przygody wśród biorących w niej udział będzie dość chętnych by grać dalej, mam gotowy dłuższy scenariusz który będzie kładł większy nacisk na wątki osobiste. Tak więc zachęcam do ich tworzenia. Nie tylko dlatego, że uatrakcyjniają koncept. Oprócz powyższej liczby graczy, w przygodzie weźmie udział jeszcze jeden gracz, biorący wcześniej udział w mojej pierwszej przygodzie, Shadowrun: Londyn. Jest nim @Red. Wspominam o tym by zaznaczyć że jego udział nie pomniejsza ilości miejsc dostępnych w rekrutacji. Od chętnych oczekuję wklejenia w tym wątku avatara postaci wraz z kilkuzdaniowym opisem najważniejszych cech postaci: pozwalających określić zarówno zakres jej umiejętności, jak i charakter. Pozwoli to kolejnym graczom lepiej zorientować się w przekroju postaci tworzących potencjalną drużynę. Pełną historię postaci chciałbym otrzymać poprzez PW. Nie musi być to wielostronicowa historia pełna tragicznych zwrotów akcji, bo jak pisałem w przygodzie nie będzie dość czasu na eksploatowanie takich wątków. Dobrze jednak gdyby była ciekawa i w jakiś sposób wyjątkowa. Na tym etapie nie wymagam rozpisania mechaniki, jednak planuję przejść przez ten proces z każdą postacią która dostanie się do sesji. Znajomość mechaniki jest więc wymagana - nie tylko na tyle by z moją pomocą rozpisać współczynniki, ale przede wszystkim by rozumieć umiejętności i ograniczenia swojej postaci i zwyczajnie móc się nią cieszyć w trakcie gry. Termin zgłoszeń - 6 stycznia, godzina 20:00. Do północy powinienem podać listę przyjętych graczy, ale na wszelki wypadek daję sobie na to 24 godziny. Do 13 stycznia powinniśmy uporać się z mechaniką i rozpocząć grę. Tempo gry - planuję 3 dni na wpis ze strony graczy i 3 dni na wpis ze strony MG, jednak jest to do dyskusji gdyby inne tempo wydało się wam bardziej odpowiednie Sporą porcję wiedzy niezbędnej do stworzenia postaci, zarówno dotyczącej świata jak i mechaniki można znaleźć tutaj. Oczywiście, w przypadku pytań, wątpliwości, pomysłów, konceptów itp będę chętnie pomagał, nie wahajcie się więc pytać mnie bezpośrednio.
  4. Dzień spędzili na przygotowywaniu się do akcji. Nie były to jakieś szczególnie intensywne przygotowania, ale Appia rozejrzała się po systemach bezpieczeństwa, a Max pojechał na miasto kupić sprzęt i załatwić transport dla Appii, aby nie musiała wraz z nimi wchodzić do środka. Z SINem czy bez, bycie elfem-albinosem było śladem którego nie przeoczyłby nawet zupełnie ślepy detektyw... Do działania przystąpili o 19.00, godzinę po zamknięciu muzeum, by ominąć czas w którym ochrona sprawdza czy żaden z maruderów nie zamknął się w toalecie i nie pozostał w środku. Appia wsiadła do samochodu Luisa (który przyglądał się jej podejrzliwie, choć nie można było ocenić czy to dlatego że ma do czynienia z elfką, albinosem czy technomantką) i zaczęli krążyć po okolicy, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Zaś Kara, Jacob i Max ruszyli ze stacji metra prowadzącym do muzeum korytarzem. Mówi się że plany mają to do siebie że prędzej czy później się psują. Ich plan póki co nie popsuł się, ale bardzo szybko stanęli przed pierwszą przeszkodą na ich drodze: drzwiami. W trakcie dnia, gdy robili rekonesans, drzwi były otwarte i ukryte w ścianie. Teraz, po godzinach otwarcia, blokowały korytarz wiodący do piwnicy. Zarówno drzwi, jak i znajdujący się w nich zamek magnetyczny nie wyglądały na wyjątkowo mocne, a ich konstrukcja wskazywała że w pierwszej kolejności miały chronić przed ewentualnym pożarem, a nie włamywaczami.
  5. SHADOWRUN: LONDYN Przyszedłem do baru po to, aby odpocząć po robocie i trochę się napić, nie po to aby wyrywać laski. To miejsce zresztą średnio nadawało się na randki: było obskurne i z gatunku tych, gdzie można usiąść i nie zwracać niczyjej uwagi. Gdzie aby dostać się do baru nie trzeba było przedzierać się przez zatłoczony parkiet przeszywany promieniami laserów czy wielokolorowymi światłami rozjaśniającymi się w rytmie wybijanym przez niemiłosiernie wzmocnione basy. Moi kumple woleli bardziej popularne miejsca, ale ja po robocie wolałem po prostu całkowicie się wyłączyć. Dlatego wybierałem miejsca gdzie nic się nie działo. Taka to była robota... Dziś jednak było inaczej. Dziewczyna, w którą wpatrywałem się od co najmniej piętnastu minut nie pasowała tutaj i było to widać. Po pierwsze, była elfką a to nie było miejsce szczególnie popularne wśród metaludzi, i nie bez powodu. Po drugie, nawet jak na elfkę była niezwykle piękna - na tyle, że jakiś czas temu zupełnie nieświadomie zacząłem się zastanawiać czy nie zaprzestać swojego ulubionego nic-nie-robienia i nie spróbować jej poderwać. Jej krótkie, kruczoczarne włosy opadały na odsłonięte ramiona, pokryte jedynie tatuażami. Pewnie plemiennymi, ale w tym świetle i z tej odległości niewiele więcej dało się o nich powiedzieć. Oprócz nich nosiła jeszcze czarne skórzane spodnie, doskonale podkreślające jej elfią sylwetkę i czerwony top, robiący za podkoszulek i właściwie podkreślający to co skrywał. Miała migdałowe oczy, przez co jej uroda sprawiała wrażenie lekko orientalnej, choć gdyby uwzględnić że była elfką bardziej naturalne byłoby przyjąć że jest z Salish-Shidhe albo Tir Tairngire... Napewno nie była stąd skoro prosiła się o kłopoty przychodząc w miejsce takie jak to. Kłopoty znalazły ją zresztą zanim zdążyłem się zdecydować czy nie podejść i zagadać - uprzedziło mnie w tym trzech chłopaków noszących kurtki z emblematem końskiej głowy na plecach, wprawionej w czerwony okrąg i łypiącej na wszystko równie czerwonym okiem. Był to znak rozpoznawczy Czarnych Ogierów, jednego z większych i wredniejszych gangów w mieście, trudniącego się wszystkim, co było nielegalne. Ta trójka wyglądała jednak na zwykłych osiłków, zajmujących się ściąganiem haraczu od dziwek i sklepikarzy objętych "ochroną" i ewentualnym połamaniu kilku kończyn co bardziej opornym. Jeśli tacy jak oni trafiali na kogoś kto potrafił im się postawić, to zazwyczaj odpuszczali, lub - jeśli byli z tych bardziej głupich - dostawali tęgi łomot. Jednak do napastowania słabszych od siebie nadawali się idealnie i do tego właśnie wykorzystywała ich mafia. Do tego Ogiery byli znanymi rasistami więc to, że przyczepili się w trójkę do samotnej elfki było jak najbardziej w ich stylu. Niewiele zresztą było trzeba, by dziewczyna zrezygnowała z ich towarzystwa: odstawiła wypitego do połowy drinka (do tej pory nie wiedziałem że dają tu drinki z palemką), założyła skórzaną kurtkę która do tej pory wisiała na krześle i skierowała się do wyjścia. Trójka gangsterów chwilę potem ruszyła za nią, najwyraźniej tego właśnie się spodziewając. Zakląłem. Najwyraźniej nie dane mi było spokojnie odpocząć i chcąc nie chcąc musiałem wracać do roboty i uratować damę w niebezpieczeństwie. Na szczęście ten bar był miejscem gdzie nikt naprawdę nie zwracał na nikogo uwagi, mogłem więc swobodnie rzucić na siebie niewidzialność i podążyć za prześladowcami bez obawy że zostanę zauważony. Zanim wyszedłem na ulicę oddalili się ode mnie na tyle, że nie słyszałem co mówią. Rzuciłem więc jasnosłyszenie by wiedzieć co planują i przyzwałem do siebie żywiołaka wody, by pilnował przestrzeni astralnej i oczekiwał na polecenie materializacji. Na wszelki wypadek - to było tylko trzech głupich osiłków, ale zwykłem powtarzać sobie że lepiej być niepotrzebnie przygotowanym niż nieprzygotowanym w potrzebie. West End w całości było dzielnicą która dobre czasy miała dawno za sobą, jednak nawet tutaj niektórych rzeczy nie robiło się na środku ulicy. Po co ryzykować, że jakiś patrol będzie akurat przejeżdżał? Co innego zaułki - gliniarze nigdy się tam nie zapuszczali, więc prawo ustanawiał kto inny. Ten, kto akurat miał dość siły by ten konkretny kawałek ulicy nazywać swoim. Dziewczyna właśnie skręciła w jedną z bocznych uliczek, co trójka podążających za nią gangsterów skwitowała pewnym siebie śmiechem i niewybrednymi żartami. Przyspieszyli kroku, więc ja też. Gdy doszedłem do zakrętu i ponownie dojrzałem co się dzieje, byli już prawie przy niej. Dziewczyna albo zgubiła się i szukała drogi, albo celowo na nich poczekała. Stawiałem na to pierwsze. - To bardzo niegrzecznie że zabrałaś się tak szybko.... i nie chciałaś z nami zatańczyć - choć byli odwróceni do mnie plecami byłem niemal pewien że jeden z nich się oblizał. - Musicie mi to wybaczyć, po prostu.... nie gustuję w wieprzowinie - minęła chwila zanim sens tego co powiedziała dotarł do rozmówców. - Wyszczekana jesteś.... - powiedział jeden z nich, wyjmując jednocześnie z kieszeni nóż sprężynowy. Pewnością chciał powiedzieć coś więcej, ale nie zdążył. To, co stało się potem trwało zaledwie moment - z pewnością krócej niż oddech, którego nie zdążyłem wypuścić. Otoczone przez błękitną poświatę dłonie dziewczyny wystrzeliły w górę po idealnych półkolach, trafiając otaczających ją przeciwników prosto w skronie. Milisekundę później wymierzony kolanem kopniak trafił trzeciego gangstera prosto w krocze. Czułem się, jakbym oglądał film puszczony w zwolnionym tempie - mój umysł rejestrował każdy ruch, ale ciało nie miało możliwości by zareagować. Ale to nie było wszystko - gdy tylko dziewczyna stanęła ponownie na dwóch nogach, wyskoczyła w górę i do przodu, mijając zwijającego się z bólu osiłka i mierząc kopniakiem dokładnie w miejsce gdzie stałem. Rzucona przeze mnie niewidzialność sprawiała że nie mogła dostrzec gdzie jestem - tego byłem pewien. Ale szybkość z jaką się poruszała i ta błękitna poświata otaczająca jej kończyny jednoznacznie świadczyły o tym że dziewczyna jest adeptem. A to oznacza że potrafiła wyczuć magię i kierowała się w stronę z której ją wyczuła. Gdybym przygotowując się użył astralnego wzroku, jej umiejętności nie byłyby dla mnie zaskoczeniem. Byłem jednak przekonany że żaden z tych trzech chłystków nie posiada magicznego talentu i ani przez moment nie podejrzewałem o to dziewczyny i teraz to się mściło. Nie miałem czasu na przemyślaną reakcję, moje ciało zareagowało instynktownie, przesuwając się w bok i schodząc z linii ciosu. Choć pozwoliło mi to uniknąć kopniaka, to i tak oberwałem machniętą na odlew pięścią, przez co straciłem równowagę i upadłem na ziemię. Dziewczyna zaś z gracją kota wylądowała kilka kroków dalej. Choć moja robota polegała między innymi na radzeniu sobie w takich sytuacjach, to musiałem uczciwie przyznać że nigdy jeszcze nie widziałem nikogo kto byłby tak szybki. Ten moment, w którym dziewczyna zaczęła działać sprawił że niemal chciałem się jej oświadczyć. Nie ze względów romantycznych - była tak szybka, że idąc do akcji chciało się ją mieć albo po swojej stronie, albo na drugim końcu świata. Wszystko inne było zbędnym ryzykiem. Nie mogłem jednak się teraz nad tym zastanawiać - miałem tylko kilka chwil by podjąć jakieś działanie. Dziewczyna nie mogła mnie widzieć, więc pewnie założyła że jestem jednym z napastników. Było to logiczne i sam także bym tak założył, a następnie próbował jak najszybciej unieszkodliwić maga, zanim zdąży skorzystać z przygotowanych niespodzianek. Mogłem w tej chwili zmaterializować przyzwanego wcześniej żywiołaka, który z pewnością zająłby na trochę dziewczynę, ale wtedy trudno byłoby mi ją potem przekonać że chciałem jej pomóc. Zdecydowałem się więc zagrać Va Banque. - Spokojnie, nie jestem z nimi! Nie jestem z nimi! - wrzasnąłem, rozpraszając jednocześnie niewidzialność i przewracając się na plecy w najlepszym momencie by zobaczyć jak dziewczyna odwraca się, gotowa do zadania następnego ciosu. W każdej chwili gotów byłem uwolnić żywiołaka, jednak na całe szczęście okazało się to niepotrzebne. - Po co więc się tu pchałeś? - zapytała, szybko ukrywając malujące się na twarzy zaskoczenie i rozluźniając mięśnie - Chciałem pomóc - Nie pomogła mi wstać ale i nie oponowała gdy się podnosiłem, obserwując uważnie czy nie zrobię czegoś głupiego. - Niczym rycerz w lśniącej zbroi? - choć w jej słowach nie było cienia kpiny czy sarkazmu, poczułem się głupio - uważasz że warto było dać się tak poobijać dla jednej dziewczyny? - wskazała dłonią siniaka, zajmującego coraz większą część policzka. - Do wesela się zagoi - odpowiedziałem z nieprzekonującym uśmiechem - taka robota, prawda? Uśmiechnęła się w odpowiedzi. W tej chwili było już oczywiste że oboje działaliśmy w cieniu. - Prawda. Ale mam tu jeszcze coś do zrobienia. Przypilnujesz tych dwóch, póki nie porozmawiam sobie z trzecim? Przytaknąłem. I byłem ciekaw, co takiego zamierza. Wypowiedziałem także zaklęcie leczące, by zlikwidować kwitnący na policzku siniak. Dziewczyna w tym czasie stanęła przed kopniętym w krocze gangsterem, który powoli podnosił się z ziemi. - Szukam Seana Callaghana. A ty możesz mi powiedzieć gdzie go znaleźć - prosto i bezpośrednio, bez żadnych zawoalowanych gróźb, dwuznacznych gestów czy zbędnych wstępów. Coraz bardziej podobał mi się jej styl - Wal się dziwko, nic ci nie powiem - odpowiedź gangstera była prosta do przewidzenia, więc byłem pewien że dziewczyna wiedziała jak zareagować. - Twoi koledzy są póki co nieprzytomni. Póki się nie obudzą, będę zadawać ci pytania i oczekiwać odpowiedzi. Jeśli będę zadowolona, puszczę was wolno. Jeśli nie, to gdy tylko dojdą do siebie powiem im że wyśpiewałeś mi wszystko co chciałam wiedzieć i w ten sposób ich uratowałeś. Następnie poczekam aż przekażą to twojemu szefowi, który cię za to wypatroszy i każe ci pożreć własne jaja. I wtedy wrócę z tą samą listą pytań do któregoś z twoich dwóch kolegów - mówiła spokojnym, pozbawionym emocji tonem, na młodym chłopaku robiło to jednak większe wrażenie niż gdyby wyrywała mu paznokcie. Bladł z każdą chwilą i było już jasne że dziewczyna dowie się wszystkiego czego chce się dowiedzieć - tak czy inaczej dowiem się wszystkiego, od ciebie zależy tylko w jaki sposób to nastąpi. Zapytam więc jeszcze raz: gdzie znajdę Seana Callaghana? - zniżyła głos do szeptu i nachyliła się do jego twarzy. Odpowiadał jej szeptem, więc nie słyszałem słów ani kolejnych pytań, ale odpowiadał bardzo ochoczo i wyczerpująco. - Zabierajmy się stąd - powiedziała do mnie gdy uznała że odpowiedzi ją usatysfakcjonowały. Najwyraźniej zamierzała dotrzymać słowa i zostawić niedoszłych napastników samych sobie. - Jeśli chcesz miło spędzić wieczór, znam kilka lepszych klubów niż ten, który dzisiaj wybrałaś - odpowiedziałem, chętny poznać ją trochę bliżej - Jestem Mike, tak przy okazji. - Shannon. Nightsky - odpowiedziała podając mi rękę w profesjonalnym geście i nie pozostawiając wątpliwości że drugi człon nie był nazwiskiem, ale imieniem używanym podczas działania w Cieniu - I dzięki za ofertę, ale zwykłam działać sama. - Zauważyłem - odparłem niezrażony odmową i niegotowy do tego by tak łatwo się poddać - ale zgaduję że jesteś nietutejsza, więc przy okazji mógłbym ci trochę poopowiadać o mieście. Albo przedstawić kilku fixerom, którzy mogliby poszukać dla ciebie informacji. - Motocykl zaparkowałam dwie ulice stąd. Będziesz musiał mocno się trzymać jeśli chcesz mi towarzyszyć - odpowiedziała, uśmiechając się po raz pierwszy od chwili gdy ją spotkałem. Najwyraźniej spodobała się jej moja propozycja. - Ja swój zaparkowałem przed wejściem do klubu. Podrzucę cię do twojego motocykla a potem pojedziemy razem. Jak chcesz to możemy się nawet pościgać. - Nie. Zdecydowanie nie chcesz się ze mną ścigać - odpowiedziała uśmiechając się szerzej. - Masz rację, nie chcę - odpowiedziałem przypominając sobie co widziałem przed chwilą i ruszyłem po swój motocykl. W sumie była spora szansa że ten wieczór nie skończy się źle.... Shadowrun (działanie w cieniu) > rzecz. - jakikolwiek działanie, akcja, lub ich seria podjęta w celu wykonania zamierzeń będących nielegalnymi lub sprawiających wrażenie nielegalnych Archiwum World Wide World Watch,2050 Witam w rekrutacji do sesji w świecie Shadowruna. Tworząc przygodę założyłem że większość graczy będzie znała system wyłącznie z gier komputerowych i ewentualnie opowiadań, nie posiadając wiedzy na temat szczegółów mechaniki czy sposobu tworzenia postaci. Nieznajomość zasad nie będzie więc przeszkodą w rekrutacji, która skierowana jest do wszystkich graczy pragnących poznać świat - poniżej zamieszczam jednak minimum informacji niezbędnych by poznać świat na tyle by stworzyć postać. Przyjmę 3-5 graczy, wybierając na podstawie konceptu postaci. Gracze zaczną tworząc drużynę, dlatego priorytet będą u mnie miały postacie spełniające dwa warunki: tworzące zgraną drużynę i posiadające rozwinięty, ciekawy i dający MG wiele punktów zaczepienia koncept postaci. W tym miejscu warto zaznaczyć że stylem, w jakim planuję poprowadzić sesję będzie stworzenie opowieści - będzie więc to sesja nastawiona na postacie i ich działanie, dlatego im bogatszy koncept postaci, tym lepiej. Nie planuję przy tym prowadzić sagi - chcę poprowadzić jedną krótką opowieść, po której przygoda zakończy się - choć jeśli sesja będzie się podobać i gracze będą mieli ochotę na więcej chętnie poprowadzę dłuższą, wieloetapową przygodę. Co wyróżnia świat Shadowruna? Przede wszystkim jest to miks science-fiction i fantasy. Jest to świat zdominowany przez korporacje, jednak próżno tu szukać cyberpunkowego stylu Dark Future. Jest to świat, w którym po zakończeniu ubogiego w magię Piątego Cyklu świata (w którym obecnie żyjemy) rozpoczął się Szósty Cykl, w którym magia powróciła do świata. Za początek Szóstego Cyklu uważa się wigilę roku 2011, kiedy to Wielki Smok Ryumyo śpiący pod górą Fuji przebudził się i przeleciał obok pociągu magnetycznego, wprawiając jego pasażerów w zachwyt i osłupienie. Potem wydarzenia potoczyły się bardzo szybko. Najważniejszym z nich była Goblinizacja - jak nazywa się zdarzenie przeistoczenia rasy ludzkiej w metaludzi: elfy, orków, krasnoludy i trolle. Większość, bo ok. 75% populacji nie uległo przeistoczeniu. Elfy i Orkowie stanowią po ok 10% społeczeństwa, pozostawiając bardzo niewiele dla pozostałych ras. Wszystkie te rasy ją jednak nadal ludźmi, w odróżnieniu od innych mistycznych stworzeń, które odrodziły się wraz z powrotem magii: przede wszystkim smoków, będących najpotężniejszymi i najbardziej majestatycznymi z magicznych istot, ale także wszelakich Mantikor, Bargestów, Bazyliszków itp. Jest to świat, w którym tradycyjne państwa wciąż istnieją, lecz ich wpływ na obywateli jest coraz mniejszy - świat w coraz większym stopniu jest rządzony przez korporacje, począwszy od największej dziesiątki, tworzących Korporacyjny Sąd (tzw. potrójnego A) poprzez duże korporacje międzynarodowe (podwójne A) aż do warsztatu samochodowego naprzeciwko nie mającego żadnego nadanego rankingu. Wszystkie korporacje na tyle duże by posiadać ranking cieszą się eksterytorialnością, co oznacza że same sobie stanowią prawo i same decydują o jego przestrzeganiu. W miejscach publicznych prawo wciąż stanowione jest przez państwo, ale jego egzekucję państwo często zleca wyspecjalizowanym w tym celu policjom korporacyjnym, takim jak Knights Errant czy Lone Star. Opieka medyczna także jest w dużej części skomercjalizowana i choć publiczne szpitale istnieją, najlepszą szansą na otrzymanie skutecznej pomocy na czas jest wykupienie pakietu medycznego w jednej z medycznych korporacji. Choć to eksterytorialność nadała korporacjom kształt i władzę jaką obecnie dysponują, to jest także powodem, dla którego korporacje potrzebują kogoś takiego jak postacie graczy: Shadowrunnerów, działających w cieniu ludzi nie mających oficjalnych powiązań z korporacją, gotowymi za pieniądze wykonać dowolne zlecenie i których przy okazji można łatwo się wyprzeć gdyby sprawy nie potoczyły się zgodnie z planem. Korporacyjny Sąd nie jest skory do ingerowania w sprawy korporacji, ale doskonale zdaje sobie sprawę że korporacyjne wojny nikomu nie służą i posiada swoje metody by... przekonać do tego innych. To prowadzi wprost do kolejnej specyficznej dla tego świata sprawy: gracze kierują postaciami które są zawodowcami i zajmują się realizacją nielegalnych, albo w najlepszym wypadku podejrzanych zleceń - wszystkim, czego ich pracodawcy nie chcieliby robić samemu aby mieć możliwość wyparcia się ich gdyby sprawy źle się potoczyły. Zleceniodawcami nie muszą być korporacje, mogą one pochodzić od Yakuzy, gangów, nawet osób prywatnych, jednak w każdym przypadku realizacja takich zleceń jest tym, co postacie robią na codzień. Nie ma tu miejsca na "policjanta, który po godzinach bierze dodatkowe zlecenia" czy "barmana, który po zamknięciu baru handluje uzyskanymi informacjami". Nie. Gracze żyją z tego że są zawodowcami i wykonują zlecenia które są nielegalne, ryzykując przy tym postrzeleniem, rozczłonkowaniem, trafieniem przez Kulę Ognistą czy wysmażeniem mózgu podczas pokonywania zabezpiczenień serwera. Gracze są tymi, których w mediach nazywa się ekstremistami lub terrorystami, choć większość Shadowrunnerów kieruje się własną etyką; ci, którzy przyjmują mokre zlecenia, takie jak np. zabójstwa na zlecenie nie cieszą się szacunkiem w swoim otoczeniu. Prawdę mówiąc, przyjmując takie zlecenia można zrobić wiele dobrego dla świata, choć bardziej popularną motywacją jest chęć zdobycia pieniędzy - w inny sposób niż harując za marne grosze według korporacyjnych zasad (czyli po 12 godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu). Bycie zawodowcem ma też inne zalety: przede wszystkim, sprawia że w odróżnieniu od innych systemów początkujące postacie nie będą musiały męczyć się aby pokonać kulawego goblina którego MG postawił na ich drodze - bycie zawodowcem oznacza, że umiejętności graczy są wyższe niż szeregowych przeciwników, takich jak np. korporacyjni ochroniarze strzegący budynku czy gangsterzy mogący zaczepić ich na ulicy. Ich zadanie rzadko jednak sprowadza się po prostu do pokonania ochroniarzy i dostania się do budynku: znacznie częściej celem jest to, aby dokonać tego na tyle szybko by ochrona nie zdołała zawiadomić Sił Reagowania Kryzysowego, które są wyszkolone na tyle, że potrafią stanowić dla graczy równorzędnych przeciwników. A jeśli to się nie uda, to wycofać się z powrotem do Cieni zanim pojawią się ofiary śmiertelne (najlepiej wraz z zawartością, po którą się wogóle zjawili). To oznacza, że oprócz umiejętności postaci ważną rolę odgrywa też planowanie, a to jest umiejętność, którą powinni posiąść gracze, nie tylko postacie. Wrócę tu do tego co napisałem wcześniej: że pragnę poprowadzić opowieść, a nie ograniczać się do rozgrywania kolejnych potyczek z tymi złymi, rozstrzyganymi na podstawie rzutów kostką. Nie oznacza to jednak że zamierzam ignorować mechanikę, czy rezygnować z jej stosowania gdy zajdzie taka potrzeba. Uważam rzuty za bardzo dobrą metodę rozstrzygania losowych sytuacji, chcę jednak w tym miejscu zaznaczyć że to, jak wiele ich będzie, oraz jak bardzo sesja będzie nastawiona na walkę zależeć będzie przede wszystkim od planowania, a więc od decyzji samych graczy. Plan typu "weźmy co mamy pod ręką i na miejscu zdecydujmy co dalej" ze sporą pewnością skończy się ostrą strzelaniną z siłami bezpieczeństwa. Zdobycie planów budynku i próba cichego dostania się do środka przez kanały będzie miała zupełnie inny przebieg. Ostatnią już specyficzną cechą Shadowruna jest tzw. SIN, czyli System Indentification Number. Choć używanie słowa Grzesznik w odniesieniu do osób mających nadany taki numer ma sens tyko w angielskim przekładzie to przyjęło się na całym świecie. W skrócie: SIN to unikalny numer nadawany przy porodzie, jeśli rodząca dziecko matka sama go posiada. Numer zasadniczo zawiera pełnią informację o tobie, i jest podstawą jakiejkolwiek legalnej aktywności w świecie, od otrzymania legalnej pracy czy prawa jazdy, aż po zwykłe kupienie hot-doga. Nie mając tego numeru oficjalnie nie istniejesz - numer ten pozwala jednak powiązać z osobą każdą jej aktywność, również tą nielegalną. Dlatego ci, którzy działają w cieniu, z zasady nie posiadają własnego SIN i gdy muszą, posługują się fałszywym. Jest to także domyślna opcja dla postaci graczy.