Nólanis

Potęg rozmowy rozmaite (L'riot&Sheila)

35 postów w tym temacie

Deszczowy dzień pod koniec listopada 2014

Świat mityczny, w drodze do San Francisco 1886

1k9NSjU.png

Chris Terry

Gdy familia znalazła odpowiednią ścieżkę prowadzącą w przeszłość, cała grupa ruszyła w drogę.

Potęga Ożywienia nie potrzebowała zabierać ze sobą niczego, Terry poszedł tak jak stał. Ani nie wiedzieli, czego się spodziewać w przeszłości, ani nie wiedzieli kiedy i jak wrócą.

- Lidia - Chris zwrócił się do siostry, i tylko do niej. Jeśli ktoś inny zamierzał podsłuchiwać albo się wtrącić, trudno. Ale to Lidia sprawiała, że Chris, normalnie niechętny rozmawiać bez potrzeby o czymkolwiek, pragnął zasięgnąć jej rady. - Mam problem. Chodzi o Sama. Zechcesz mnie wysłuchać i powiedzieć, co twoim zdaniem powinienem zrobić?

Edytowane przez Sheila
zmiana daty

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Lidia miała ze sobą wydruki i kilka kserówek. Nie było to co prawda wszystko co zdołała znaleźć o Sargencie, raczej kompendium, które mogliby przyswoić n a szybko. W głębsze studia nad jego biografią nie mieli jak się wdać. Słysząc głos Chrisa podniosła głowę znad notatek.

- Oczywiście, zawsze kiedy tylko zechcesz – odpowiedziała.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1k9NSjU.png

Chris Terry

- Nie wiem, co z nim zrobić. To znaczy... - Chris zawahał się. - Muszę go chronić. Jest dla mnie ważny, i nic mnie nie obchodzi, że nie powinien. Wystarczy, że jego brat jest... sam nie wiem gdzie, sam nie wiem z kim.

Chris spojrzał w przestrzeń, jak gdyby łatwo mu było mówić nie patrząc na rozmówczynię.

- Logicznie byłoby zrobić z niego kotwicę. Ale to jest ryzykowne; przyciąga uwagę. Ktoś mógłby użyć go, aby dobrać się do mnie. Nie chcę, nie mogę go odpychać i potrzebuję wiedzieć, że jest bezpieczny, ale im bliżej siebie go trzymam, tym bardziej oczywistym jest, że... że to moja słabość. I to stawia go w niebezpieczeństwie. A gdyby coś mu się stało, nie mam pojęcia co bym zrobił. Wiesz, co mam na myśli? - spytał Lidię, tym razem spoglądajc na nią, szukając zrozumienia.

Edytowane przez Nólanis

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Lidia milczała przez chwilę trochę zdziwiona zachowaniem swego brata, jakoś trudno dotąd było sobie wyobrazić Chrisa mówiącego o własnych uczuciach.

- Chris - Nie było łatwej odpowiedzi na to pytanie, przez chwilę zamierzała zacząć od znanej formułki: Jeśli chcesz znać moje zdanie. No ale przecież sam powiedział, że chce. - Ktoś może go wykorzystać przeciwko tobie niezależnie od tego czy on jest twoją kotwicą czy nie - oznajmiła chowając do kieszeni jeansów kserówki. - Zależy ci na nim, co jest zrozumiałe, udawanie że jest inaczej chroni go tylko pozornie, w praktyce sprawia, że jeśli coś się stanie po prostu dowiesz się później, będziesz miał mniej czasu na reakcję. Z resztą... - Zawahała się. - Powiedziałeś mu? O nas? O tym jaki naprawdę jest świat?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1k9NSjU.png


Chris Terry

- Powiedziałem tyle, ile było konieczne. Że jesteśmy czymś więcej, że możemy więcej, i że to czasem jest niebezpieczne. Nic więcej... i nie do końca prawdę. Jeśli chcesz powiedzieć, że powinienem jego zapytać o zdanie, to już o tym myślałem. Jest za młody, żeby zdecydować za siebie. To, o czym wcześniej rozmawialiśmy - nie, o czym kłóciliśmy się z Johnem w Sanktuarium - tu Chris rzucił okiem w kierunku ich brata, który, jak Chris podejrzewał, podsłuchiwał całą rozmowę. - O tym, ile możemy powiedzieć śmiertelnikom i czy mamy prawo ich obarczać taką wiedzą. Moje zdanie? Nie mam pojęcia. Normalnie w ogóle by mnie to nie obchodziło i nawet przez moment bym się nie zastanawiał. Tylko że... masz dzieci? - spytał zupełnie nagle i bez ostrzeżenia; nie przypominał sobie, żeby Lidia wspominała o jakiejkolwiek rodzinie. Zaraz jednak machnął ręką. - Nie musisz odpowiadać. Ale to się do tego sprowadza.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Kiedy padło Pytanie masz dzieci Lidia otworzyła na chwile usta by zaraz je zamknąć i spuścić wzrok. Nie odpowiedziała na to pytanie, bo każdy z dwóch wariantów był zarazem kłamstwem i prawdą.
- Jest za młody na to żeby sam decydował, masz rację – Przyznała usiłując zebrać myśli i wcielić się w sytuację Johna. – To co powinieneś zrobić zależy od tego jak chcesz dalej wobec niego postępować. Jeśli zamierzasz go wychowywać... bo zamierzasz, prawda? Niezależnie od tego jak bardzo byś się nie starał ten inny świat, inny wymiar życia, będzie w jego życiu obecny. Jeśli będzie obecny to twój syn powinien nauczyć się jakoś z nim obchodzić, co może nie być bezpieczne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1k9NSjU.png


Chris Terry

Chris pokiwał głową. Trudno powiedzieć, czy się zgadzał, czy po prostu przyjął do wiadomości zdanie Lidii.

- Nie spodziewałem się tego po prostu. Takiej odpowiedzialności. Aż takiej. - Rzekł, trochę do siebie, a trochę do niej, i widać nie miał już więcej do powiedzenia, bo umilkł i wpatrzył się w drogę przed nimi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Skinęła mu głową.

- Łatwo nie jest, ale warto. Zazwyczaj im trudniej jest tym bardziej warto - uśmiechając się łagodnie, po czym znów sięgnęła po swoje notatki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

24 grudnia 2014 roku.

Locus San Francisco, Sanktuarium Anni Nieskalanej, Sala Balowa.

OZqQQ9f.png1k9NSjU.png

John Fors i Chriss Terry

- Słuchajcie. - rozpoczął z trudem. - Pamiętacie jak pochłaniał mnie ogień Ritho. Od tamtej pory czułem jakby on coś we mnie rzeczywiście wypalił. Czułem. - spojrzał na otwarte dłonie - jakby bycie powiernikiem nic nie znaczyło. Próbowałem na każdym kroku zaprzeczyć tej myśli, ale zawsze kończyło się odwrotnym skutkiem. -

westchnął ponownie

- Jest coś co jeszcze nikomu nie mówiłem. W momencie jak moje istnienie dobiegało końca, słyszałem pewien kobiecy głos. Wszelkie próby kontaktu kończyły się zawsze niepowodzeniem. Czułem podświadomie, że ma to coś wspólnego z Przeznaczeniem, dlatego każdego o nią pytałem. Ba nawet mój ojciec, który okazał się nie być moim ojcem próbował mi pomóc. Czujecie tutaj "wspaniały" żart losu. Żyj w przekonaniu, że twój ojciec z jakiegoś tajemnego powodu odszedł, żeby dowiedzieć się, że nie jest Twoim ojcem, żeby dowiedzieć się, że jest nim Lord Entropia. Ten ostatni w jakimś cudownym zbiegu okoliczności. - mrugnął okiem, jednakże nadal był pochmurny. - Zdradził mi, że kobieta, którą szukam, Potęga Przeznaczenia jest moją matką. To ona zabrała płomienie Ritho. Uratowała mnie. Jest teraz w piekle. Jeśli dobrze zrozumiałem w jedynym miejscu, gdzie się spala, ale spalić się nie może.-

spojrzał w podłogę

- Po tych rewelacjach, chciałem rzucić się do bram piekła. Annu nawet powiedział mi gdzie mam szukać. Chciałem ją uwolnić. Rozumiecie? Ja myślałem, że ona jest zakładnikiem, niewolnicą albo jeszcze czymś gorszym. Że ten drań Entropia knuje jakiś niecny plan, że jest tchórzem bojącym się działania. To chyba mamy ze sobą wspólne - leciutko się uśmiechnął - zamiast wyjaśniać, wolimy działać. Bo gdyby chociaż jeden z nas zaczął inaczej rozmowę to zapewne obaj byśmy na tym skorzystali. -

Było mu głupio, źle osądzając ojca.

- Okazuje się, że on ją uratował, a ja w niezahamowanej furii bym ją rzeczywiście stamtąd zabrał, przez co zapewne by spłonęła. -

Teraz spojrzał im w oczy

- Wiem jedno. Nowy świat jest dla nas tajemnicą zaskakującą nas na każdym kroku. - spojrzał na Lidię.

- Wiem także, że ograniczenia są w naszych umysłach. - przeniósł wzrok na Chrisa.

- Bezsilność była kłamstwem. Kłamstwem Excrusian. KŁAMSTWEM ognia Ritho. TERAZ TO WIDZĘ. Jeżeli ja to zauważyłem to znaczy, że musi istnieć metoda na zniszczenie tych płomieni. Ja ten sposób odnajdę.-

Sposób istnieje na pewno, ale znalezienie go nie będzie proste - Chris odparł spokojnie, mimo ponurego nastroju, wróciwszy ledwo co z podjazdu przed ratuszem. Chciał osobiście uprzedzić Jemmę, że znikną stąd na jakiś czas. - Wiesz na czym polega twój problem, John? Najpierw działasz, potem myślisz. Tak było z Ritho. Tak było z tymi ludźmi w sądzie. Tak byłoby z wyciąganiem twojej matki z piekła. Decydujesz, co zrobić i jak o kim myśleć, kiedy jeszcze nie znasz wszystkich faktów. Zgadzasz się z tym? - spytał, nie patrząc na Johna, tylko na zewnątrz, przez okno.

Edytowane przez Mitsun

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Lidia właśnie zbiegła ze swojego pietra, musiała zrzucić z siebie wyjściowe ubranie nie mogąc się pozbyć uczucia, ze sukienka zaraz ja udusi. Wysłuchała rewelacji Johna z szeroko otwartymi oczami, przez chwilę jej mózg wciąż pełen wizji Annu w jego pełnym majestacie, usiłował zrozumieć jak istota tego pokroju może mieć dziecko z istotą pokroju potęgi. Rozważania biologicznego znaczenia takiego aktu jednak ją przerosły więc odrzuciła je i po prostu patrzyła na Johna, któremu w ciągu tygodnia świat wywrócił się do góry nogami po raz drugi.

Chciała powiedzieć coś mądrego, ale w tych kwestiach jej umysł też jakoś niedomagał, wiec po prostu zrobiła krok do przodu i przytuliła brata. Bo na C’nepha, po tym co dziś przeszedł najwyższy czas żeby ktoś to zrobił.

- Wszystko będzie dobrze, coś wymyślimy – powiedziała, kiedy już przestała go przytulać, nie miała dziś nastroju na pouczanie kogokolwiek. Poza tym trochę zazdrościła Johnowi jego pewności tego co było kłamstwem, a co prawdą. Miała wiele przekonań, wiary w świat, ludzi i rzeczy, ale pewność wydawała jej się luksusem. Nagle coś przyszło jej do głowy i zbladła nieznacznie. – Johna… jak to się stało, ze twoja matka mogła do ciebie mówić?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

OZqQQ9f.png

John Fors

Gdy został przytulony przez chwilę nie wiedział jak zareagować. Stał z rękoma w powietrzu, dopiero po chwili objął siostrę i mocno ją przytulił zamykając oczy. Wyszeptał do niej ciche - Dziękuję. -

Najpierw odpowiedział Chrisowi.

- Nie do końca Chris . Zgadzam się, że działam impulsywnie. Jednakże, dzięki temu możesz być pewny, że jeśli coś lub ktoś zagrażałby Tobie czy komukolwiek z nas, to nie będę nawet chwili się wahał co robić. Rzucę się do pomocy i biada tym co staną na mojej drodze. Nie będzie litości dla nikogo kto nas skrzywdzi lub będzie chciał to uczynić. - mówił to spokojnie i bez emocji. Zwrócił się do Lidii.

- Szczerze nie mam pojęcia. Pierwszy raz ją usłyszałem jak spalała mnie Ritho. Potem spróbowałem odpowiedzieć. Nie potrafiłem tego nigdy wytłumaczyć jako człowiek, ale zawsze czułem, że mam anioła stróża. Nie uwierzysz, ale udało się, odezwała się, a ja czułem wtedy jej ból, ona fizycznie przejęła ten cholerny ogień. Od tamtej pory coś skutecznie blokuje połączenie. Nie znam natury tej więzi, może jestem jej kotwicą? - znowu posmutniał.

- Ja chcę tylko wiedzieć jedno, skoro moja matka to Potęga Przeznaczenia, a ojciec To Władca Ziemi, to dlaczego oboje pozwolili na śmierć własnej wnuczki? - chwilę po tym zorientował się, że o tym nie wspominał. Postanowił się tym podzielić - Nicole poroniła, życie mi się dosłownie spieprzyło. Nie rozumiem tego, miało to mnie czegoś nauczyć? Może jej istnienie zagrażało komuś? - usiadł na fotelu.

- Jest jeszcze jedna sprawa, o której musicie wiedzieć..Ojciec wspominał, że istnieje jedna rzecz w kreacji, która może dosłownie unicestwić Excrucian. Mam na myśli dosłownie wykreślić z istnienia, zarówno kreacji jak i w dziczy. Jest to Nóż Caina, który aktualnie posiada Baronowa Konfliktu. Opowiedział mi także, że teoretycznie można stworzyć broń o podobnych, a nawet większych możliwościach. Najgorsze jednakże jest to, że straszliwe oręże Mrocznych Jeźdźców jest produkowane gdzieś w kreacji. Mam przeczucie, że ten ktoś byłby w stanie przygotować poskramiacza Ritho. Podejrzewam, że gdyby mój ojciec wiedział o kim mowa, już zacząłby masową produkcję. Miejcie te informacje na uwadze i wypytujcie każdego kogo napotkacie w tej zwariowanej rzeczywistości, w której musimy się zadomowić.

Edytowane przez Mitsun

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1k9NSjU.png

Chris

- A ja mam wrażenie... - odparł sceptycznie, z ociąganiem, Powiernik Ożywienia - że mówisz o babraniu się z czymś bardzo, ale to bardzo nielegalnym albo niebezpiecznym. Bronie, które zdolne są wymazać coś z Kreacji, unicestwić nawet Excrucian, oręż o nawet większej sile? Wyobrażam sobie istnienie czegoś takiego, ale ja z kolei jestem prawie pewien, że Biurokracja ma na coś takiego paragrafy. Taka broń brzmi jak coś, co mogłoby bardzo łatwo obrócić się przeciwko nam, odpowiednik bomby atomowej w świecie Potęg. Owszem, Fat Boy wygrał jedną wojnę, ale zaczął kolejną. Rozpytywanie o to narobiłoby nam pewnie sporo problemów. I dla czego, dla kogo takie ryzyko? Dla Przeznaczenia?

Chris uśmiechnął się ponuro, popatrując na Johna.

- A jakże, zabierzemy się za to - obiecał. - Broń, która opanuje płomienie Ritho. Odhaczyć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Wieść o poronieniu przepełniła ją smutkiem, biedna Nicole. Czy John usiłował teraz niejako naprawić to co uległo wtedy zniszczeniu? Dlatego zabrał Beccy. Pomyślała o duch dziewczynkach, które ona sama trzymała teraz pod dachem. W sumie czy oni wszyscy trochę nie próbowali czegoś takiego? Jeśli nie świadomie to podświadomie.
Za to pytanie o to dlaczego pozwolono by doszło do poronienia trochę ja zdziwiło.
Bo była człowiekiem, a ludzie przecież są nieważni i nic nie znaczą? John sam to dziś powiedział – pomyślała. Zastanawiała się czy on rozumiał, że ta pogarda którą czuł do śmiertelnego świata w praktyce odnosiła się też do najbliższych mu osób. Kobieta, która go wychowała była człowiekiem, jego była żona też, córka również i ich natura wcale nie stawała się inna ponieważ zostawali kotwicami. Wciąż byli narażeni na działanie tych wszystkich bezlitosnych sił, jakie obserwowali od czasu przemiany, tak bardzo wobec niego bezradni.
- Skąd pomysł, że poskramiacz Ritho zadziała też na jej ogień. Czym właściwie jest ogień Ritho i... zanim zajmiemy się podpadaniem połowie tego świata może najpierw zabierzemy Ethana do twojej mamy i sprawdzimy czy nie jest w stanie odebrać temu ogniowi części jego cech? Na przykład: płonie, zabija, istnieje, zadaje ból. Jeśli nie rozwiązałby problemu to może chociaż ulżyłby twojej matce w cierpieniu. – zaproponowała. – Poza tym z tego co słyszałam Potęga Przeznaczeni zniknęła jakiś czas temu. Przydałoby się dowiedzieć dlaczego, jeśli coś jej zagraża to zagraża też tobie, skoro jesteś jej kotwicą. Gdyby ktoś ją zabił jest duża szansa, że ty tez byś umarł.

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

OZqQQ9f.png

John Fors

Zmrużył mocniej lewe oko obserwując mowę ciała swojego brata - My się chyba nie rozumiemy Chris. Ja nie pytam Cię o zdanie, tylko o pomoc. Biurokracja za niedługo nie będzie miała nic do powiedzenia. Nadal mam wrażenie, że jest coś o czym nie wiemy. Jestem pewien, że wszystko co się nam przytrafiło, ma jakiś związek z naszym aktualnym życiem. Zresztą ... - spojrzał poważnie - ...nic mnie nie zatrzyma w osiągnięciu tego celu.- Odnosił wrażenie, że Chris nie traktuje poważnie jego problemu. Z Lidia nie miał takich wątpliwości. Powierniczka światła promieniowała empatią.

- Też tylko tyle słyszałem o swojej matce. Dlaczego jednak zniknęła? Uciekła przed kimś? Ktoś ją zmusił? Podpadła komuś? Rozmowa z nią jest priorytetem, zwłaszcza że mój ojciec tak bardzo mi tego zabrania. Rzeczywiście, jeśli jestem kotwicą to jestem potencjalnie zagrożony. O mnie jednak nie trzeba się martwić, w razie czego wyfarcę się z zagrożenia. - zmienił temat

- Annu sam powiedział, że ogień Ritho to ogień kłamstwa. Pamiętasz Corriandera to był oszust. Samo słuchanie go niosło za sobą konsekwencje. Jestem pewien, że nóż Caina zadziała. W ostateczności zdobędę go, ale masz może rację, że Ethan mógłby coś zrobić. Ta jego domena ... - John się lekko zirytował -... jest totalnie przesadzona....- Wtedy to do niego dotarło -... Może... Może wcale nie trzeba daleko szukać. Ethan stworzy nam tą broń, a my mu w tym pomożemy! -

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1k9NSjU.png

Chris

- Masz rację, nie zrozumieliśmy się. Ja wyjaśniłem tylko, czemu to jest zły pomysł. - zwrócił cierpliwie uwagę Chris. - Mimo to, zamierzam ci pomóc, i mam nadzieję, że nie muszę tłumaczyć, czemu. To nie był sarkazm, kiedy powiedziałem, że się za to zabierzemy. Wiem, że brzmię jak zacięta płyta, ale naprawdę potrzebujesz trochę więcej myśleć, zanim się rzucisz do akcji John - dlatego służę krytycznym głosem, zanim zaoferuję swoją pomoc. Jeśli chcemy, żeby Ethan coś w tym pomógł, to przede wszystkim jego trzeba zapytać, czy spróbuje. A jeśli tak, to potrzebujemy wiedzieć, jakie dokładnie właściwości ma ogień Ritho, żeby go zneutralizować. To nie będzie łatwe. I na pewno wpadniemy przez to w kłopoty.

Edytowane przez Nólanis

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Zastanawiała się czy było na świecie coś czego John nie postrzegałby przez pryzmat walki. Skąd mu się właściwie wzięła taka postawa? Z czym chciał się tak naprawdę zmierzyć? Przez chwile zastanawiała się przyglądając się bratu, a potem porzuciła tego typu dywagacje, były przecież zupełnie płonne, skoro mogli tylko i wyłącznie przyjąć taka jego postawę.
W duchu cieszyła się, ze w ogóle postanowił z nimi o tym porozmawiać, zaprosił ich do czegoś bardzo osobistego, co samo w sobie było dla niej cenne.
- Tak, zdecydowanie powinniśmy najpierw pomówić o tym z Ethanem.
Była przekonana, ze brat zgodziłby się pomóc trawionej ogniem kobiecie, jednak jeśli idzie o tworzenie broni nie była taka pewna. Sam pomysł w ogóle wydawał się jej dość śliski, zwłaszcza że wydawały się istnieć prostsze rozwiązania problemu. Wyglądał trochę jakby pod potrzeba ratowania matki kryło się coś jeszcze. Chęć zdobycia potęgi? Udowodnienia matce i ojcu że go nie doceniają? Zapewnienia sobie bezpieczeństwa? Pokręciła głową. Znowu płonne rozważania.

- To jak dostać się do piekła? Przecież to poza granicami świata chyba?

W sumie chętnie zobaczyłaby piekło i to co się tam dzieje z ludzkimi duszami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

OZqQQ9f.png

John Fors

- Chris ... - westchnął przeciągle, troszkę zawiedziony faktem, że nie mogą dojść do porozumienia -... Jak ktoś przyłożyłby do skroni Lidii broń mogącą niszczyć kreację, to ja nie będę stał i MYŚLAŁ co robić, tylko zacznę DZIAŁAĆ, - akcentował te słowa wyraźnie - Działać tak, aby dosłownie zmiażdżyć tego kto by się ośmielił to zrobić.

- Dobra skoro postanowione, to najpierw zwrócę się z prośbą do Ethana... - zamyślił się - .. aa racja, gdyby nasze domeny były potrzebne w procesie tworzenia broni czy - spojrzał na Lidię trochę zakłopotany, odkaszlnął - ...narzędzia do "wymazania" ognia Ritho, to liczę, że nie odmówicie pomocy. -

John właśnie w tym momencie pomyślał. Najpierw Ritho, potem Corriander.

- Do piekła dostaniemy się bez problemu. Anni postawi bramę w naszym Locus, musimy tylko poczekać, aż się obudzi. - powiedział to tak zwyczajnie i bez entuzjazmu jak tylko się dało.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1k9NSjU.png



Chris

Chris nagle zaśmiał się sucho.

- John. Czy tobie się wydaje, że nie ma różnicy między zagrożeniem tu i teraz, a jakimś tam w dalekiej perspektywie? Czymś, co może się wydarzy, może się dzieje, a może ktoś czegoś nie zrozumiał i chce lecieć do Piekła na łeb na szyję, nie patrząc co z tego wyniknie? Na wypadek, gdybyś zapomniał: kiedy mój brat próbował sięgnąć po broń, która zniszczyłaby go, gdyby nie wydarzył się cud, ja też nie dumałem nad tym, tylko wyrwałem ci Ritho z ręki. - spojrzał na Johna chłodno. - Zostawmy już ten temat. Jak nie rozumiesz, to ja nie umiem ci wytłumaczyć, a z piekłem nic nie zrobimy tu i teraz. A Annu nie może postawić tej bramy? - spytał, marszcząc brwi.

Edytowane przez Nólanis

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Powstrzymywała się od tego długo, bo kiedy ostatni raz umoralniała Johna na temat dzieci kotwic sama pierwsze niemal zabiła swoją. Poza tym trudno było się oprzeć wrażeniu, że wcześniejszy konflikt miedzy jej braćmi jeszcze nie w pełni wygasł. W końcu jednak wtrąciła się do ich rozmowy.

- John... jesteś trochę jak rozpędzony taran. Pędzisz przed siebie a wszystko na twojej drodze po prostu musi ulec. Nie powiem żeby ta postawa nie sprawdzała się w wielu sytuacjach, zwłaszcza kiedy dochodzi do starcia z wrogami. Ponadto przez ten pęd wiele rzeczy cię nie dotyka, czego czasem ci zazdroszczę. - Starannie dobierała słowa. - Niestety ta postawa ma też wiele wad. Wszystko wokół siebie oceniasz po jednym spojrzeniu, w pędzie zwyczajnie inaczej się nie da, na podstawie tego jednego spojrzenia wyciągasz wnioski i działasz. Niestety czasami to co ważne można zobaczyć dopiero przy drugim czy trzecim spojrzeniu. Nie zaszkodziłoby ci gdybyś czasami zatrzymał się na chwilę i dokładniej przyjrzał temu co jest przed tobą. Mógłbyś zobaczyć wiele nowych, niesamowitych rzeczy i myślę, że naszemu bratu trochę o coś takiego chodziło - zakończyła z delikatnym uśmiechem i spojrzała przepraszająco na Chrissa, bo w sumie nie chciała żeby to zabrzmiało jakby lepiej wiedziała co miał na myśli niż on sam. - I może ja w takim razie pójdę po Ethana?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

OZqQQ9f.png

John Fors

- Gdybyś mnie wtedy nie zatrzymał, może zniszczyłbym Corriandera. Nie masz pojęcia co by się stało, wiemy tylko jaki był efekt zatrzymania mnie. - spojrzał groźnie. - Zapłonąłem ogniem Ritho. - Po chwili jednak się uśmiechnął. - To już dawno mamy za sobą, przebaczyłem Ci podniesienie na mnie ręki. Nie mam żadnych urazów, jednakże Twoje argumenty do mnie nie przemawiają.- zmienił temat - Nie znam szczegółów, ale niby tylko Anni może tworzyć takie rzeczy jak brama do piekieł. - rozłożył ręce.

Słuchał Lidii uważnie. Po zakończeniu jej przemowy podszedł i.... przytulił. Po chwili dodał.

- Dziękuję Ci Lidio. Dobrze to opisałaś. Na tą chwilę mogę powiedzieć, że spróbuję. Obietnica, że tak będzie na sto procent należałaby do tych niedotrzymanych. - uśmiechnął się.

- Racja chodźmy po naszego "cechownika". -

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

25 grudnia

WSP9JnR.png

Ethan Barrington

Ethan wstał przed kolumną swojej siostry, wahając się tylko przez chwilę.

- Siostro, droga siostro! Nie chcę wyrywać Cię z objęć świątecznej zabawy, rodzinnej atmosfery i całej tej otoczki... Ale może mogłabyś mnie odwiedzić na moim piętrze? W dogodnej chwili, oczywiście. To naprawdę nic pilnego, więc nie krępuj się, jeśli nie możesz przyjść.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

Lidia odpowiedziała na wezwanie szybko, bo po niecałej godzinie pukała już do drzwi Ethana, uzbrojona w uśmiech i torbę z pierniczkami. Ciastka były wycięte i polukrowane w kształt superbohaterskich masek, znanych statków kosmicznych, robotów i popkulturowych gadżetów.

- Dzieciaki upiekły, upiekły dużo wiec dziele się szczęściem, są dobre dali dużo miodu. Wesołych Świąt - powiedziała, wręczając ozdobioną elegancką kokardą torbę bratu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WSP9JnR.png

Ethan Barrington

- Lidia! Wchodź, wchodź, nie sądziłem że będziesz tak szybko - Ethan wyraźnie się cieszył - Dzięki, poczęstujemy się!

Piętro Ethana było z rodzaju tych, które są większe od wewnątrz. Choć zdawało się mieć część stałą, to większa część przestrzeni - bo pomieszczeniem tego nie można było nazwać - zmieniała się, przekształcała i zapadała w sobie, by po chwili narodzić się czymś zupełnie nowym. Wchodząc trzeba było odgarnąć zasłonę, więc widok był dla każdego wrażeniem - za każdym razem innym. W powietrzu unosiła się muzyka.

Najbliżej drzwi stał sekretarzyk, przy kórym Ethan najwidoczniej pracował nad tylko sobie znanymi rzeczami. Walało się na nim mnóstwo małych elementów - od wstążek i guzików przez śrubki po kryształki i mandarynki.

Ale mało kto zwraca uwagę na sekretarzyk w momencie, w którym znalazł się na połączeniu sawanny z polem pszenicy.

Cała przestrzeń zalana była światłem słonecznym, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Nie było jednak gorąco - przyjemny, chłodny wiatr wyganiał każdy nadmiar ciepła. W powietrzu latały kolorowe światełka - niektóre z nich były żarówkami, inne kamieniami, jeszcze inne nadmuchanymi żabami. Wszędzie zdawały się być pewne małe cuda - a to woda płynęła pionowo, a to zboże kichało, gdy przerzedziło się palcami, a to niedaleko przebiegał maraton szczuroskoczków. Z transparentami, podawaczami wody, kibicami i całą resztą Centralnym punktem zdawał się być wielki, płaski kamień, położony tuż koło małego wodospadu i dużego drzewa baobabu.

- Heeeeej! Lidia przyniosła nam pierniczki! - krzyknął Ethan, kładąc torbę na stół i machając ręką. Ziemia ruszyła się i w sześciu miejscach wystrzeliła do góry, przypominając klocki z Minecrafta.

Dopiero teraz pojawiła się Trupa. Co prawda nie wyglądało na to, że się chowali. Tycipaluch podszedł, a Lidia zauważyła że muzyka dobiega z jego brzucha. Arlekin zamknął książkę którą czytał - a której okładka była ze szkła i pereł - i podszedł do stołu, kłaniając się dworsko i przesadnie. Mademoiselle skończyła przeglądać się w tafli wody - która była niezmarszczona tylko w tym miejscu - i usiadła na swym miejscu z gracją. Achilli nie było widać.

- Achillo! - zawołał Ethan po czym zamknął oczy. - Przepraszam, Achilla mówi że zje potem i prosi, żebyśmy jej coś zostawili. Teraz bawi się z Jetsonem - jakby na potwierdzenie tych słów z pobliskich zarośli dobiegło kwikanie, a w powietrze wzbił się rój os, które zamiast żądeł miały wężowe języki.

- Czego się napijesz, Lidio? I jak Ci mijają święta? Mam nadzieję, że nie odrywam Cię od niczego ważnego? - zapytał Ethan, czując potrzebę podążania za swoim wewnętrznym barmanem. Nie "czy", a właśnie "czego". Stare nawyki nie umierają nigdy, a ludzie zwykle coś piją - choćby wodę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png
Lidia Brennan

Lidia przez długą chwile milczała rozglądając się po pomieszczeniu i jakby odruchowo zaczęła zastanawiać się czy byłaby w stanie uchwycić jego naturę na papierze, Rysunek musiałby być plamowy, kształty zarysowane, rozmyte i te nieustanne przekształcenia.
- Mogłabym zrobić tu kiedyś dzieciakom plener? To byłoby fantastyczne ćwiczenie, prawie na wszystko, poczynając od iluzji optycznych, poprzez organizacje czasu, balans linii i plam, widzenie bez nazywania, chociaż to jeśli poradzą sobie z kompozycją. Tak to byłoby hardkorowe ćwiczenie na kompozycję... - zapytała, dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że jej brat pytał o coś, uśmiechnęła się przepraszająco i powitała trupę skinieniem głowy. - Święta mijają dobrze, o wiele lepiej niż zazwyczaj. Jak twoje? I nie odrywasz mnie od niczego czego nie mogę wrócić w nocy kiedy będzie trochę ciszy, wręcz dałeś mi fantastyczną okazję do postawienia ultimatum: Jak wrócę ten bajzel ma być posprzątany. Zdziwiłbyś się jaki bałagan czworo dzieciaków umie zrobić w domu kiedy dostanie nowe "zabawki". I chętnie się napiję, zostało ci może trochę eggnoga z imprezy?

Edytowane przez Sheila

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WSP9JnR.png

Ethan Barrington

- Eggnoga nie mam, ale zaraz zrobię nowy - Ethan już kierował się w stronę barku - a jak Ci zależy to mogę nawet zrobić nowy ze wczorajszej imprezy. A co do malarstwa to proszę bardzo, tylko nie mam pojęcia jak ędzie wyglądała ta sala następnym razem. Ale jeśli to Ci nie przeszkadza to proszę bardzo.

Krzątał się trochę, po czym postawił przed Lidią kielichokubek - kubek, tylko na nóżce.

- Co do świąt dziękuję za pytanie, jakoś leci. Wczoraj spędziłem bardzo miło czas z moją rodziną, naprawdę mi tego brakowało. Ech, po prostu posiedzieć z tatą i mamą, porozmawiać o ich troskach, kłopotach, nawet pomęczyć się z odkurzaniem... Tylko widzisz, jest coś co sprawia że nie do końca mogę się cieszyć świętami, co w sumie jest powodem dla którego chciałem z Tobą porozmawiać.

Odetchnął głęboko.

- Jak może zauważyłaś, ostatnio miałem parę większych lub mniejszych wybuchów. Albo nie, zacznijmy od początku. Pamiętasz, jak wróciliśmy z przeszłości? Wtedy się okazało że jestem rozpoznawalny, mam świnkę, książki i tak dalej. No więc później, jak już przestałem przeżywać dziwne przygody i się nieco bardziej skupiłem to okazało się, że to dlatego że w tym świecie brakuje mojej najlepszej przyjaciółki. Jessica Robertson, jak się okazuje, nigdy nie istniała. A wierz mi, szukałem, szukałem nie tylko na ziemi. Moje życie "tutaj", tak obiektywnie lepsze, sprowadza się do tego że nigdy nie miałem mojej przyjaciółki.

Ethanowi zadrżał głos, a oczy zawilgotniały. MAdemoiselle podeszła i położyła Ethanowi dłoń na kolanie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz