mroczek

2. Zapomniane cuda (mroczek)

235 postów w tym temacie

14. 08. 5006 według kalandarza Świętej Tery

 

Jej sny pełne były ruchu, wydarzeń, emocji które kłębiły się jej nocą pod powiekami. Usiłowała je złapać jednak większość umykała po przebudzaniu zostawiając ja z uczuciami, pojedynczymi obrazami.

Czasami jednak zostawiały ze sobą sceny, zbyt wyraźne i realne żeby o nich zapomnieć.

 

qhe7w7v.png

 

Blacha drżała pod naporem wiatru, tańczyła wokół nich jęcząc boleśnie, niwecząc ulgę tych nielicznych chwil w ciągu dnia kiedy nie tkwiła w skafandrze jak w puszce.

- Spójrzcie tutaj, tutaj… i tutaj – zawołał Laertes nachylony nad ekranem, w błękitnym świetle wydawał się jeszcze młodszy niż zazwyczaj, jego złote włosy wydawały się niemal białe. – Te struktury są wszędzie.

- Mury? Zasypane miasto? – spytała Elena, zerkała na ekran pobieżnie zbyt zajęta utrzymaniem panowania nad dronem. W skupieniu wydawała sie jeszcze bardziej kanciasta i stateczna, Ophelia nie wiedziała jak Elenie sie to udawało ale nawet w niedbałym stroju podróżniczym wyglądała na służbistkę.

- Za cienkie – stwierdził stanowczo po czym dodał z westchnieniem. – Jakim cudem jesteś w stanie utrzymać to żelastwo w powietrzu w taką wichurę? To musza być jakieś czary.

Przewoźniczka prychnęła pod nosem, jednak kiedy mu odpowiedziała w jej głosie słychać było nutkę dumy.

- To dobre silniki i lata wprawy… i przede wszystkim on nie lata pod wiatr, lata z wiatrem… zazwyczaj.

- Cóż, czary nie czary dzięki tobie przynajmniej nie odmrażamy tam sobie tyłków.

- Tym razem chyba i tak będziemy musieli –  Ophelia nie chciała żeby to tak zabrzmiało, tak sucho zrezygnowanie.

Rozkojarzona odwróciła się w stronę ekranu by skupić wzrok na liniach wśród piasków. Szybko zdała sobie sprawę, że brat miał rację. Były zbyt regularne jak na przypadkowe formacje i zdecydowanie za cienkie na mury obronne. Kręgi otaczały wzgórze z gargulcem coraz szerszymi pierścieniami, oddalone od siebie o kilkadziesiąt metrów każdy, dotąd naliczyli ich dwadzieścia trzy, a im dalej się cofali tym więcej nowych się pojawiało.

Kiedy patrzyła na regularne formacje zarysowane pod piaskiem  robiło się jej zimno, zupełnie jakby stała na wietrze. Tyle, ze wtedy przecież by nie żyła., na zewnątrz prawie wszystko było martwe. Irracjonalna myśl od której zakleiło się jej w głowie. Obraz przed oczami zamazał się jej na chwilę, potrząsnęła głową a kiedy znów otworzyła oczy napotkała zmartwione spojrzenia brata.

- Chcesz się położyć? – spytał łagodnie Laertes.

Martwił się, bardziej to wyczuwała niż widziała. Tak jak i on wyczuwał jak bardzo niedobrze jej tutaj. Odwróciła wzrok, błękit jego oczu parzył, a myśl, że jeszcze niedawno jej własne tęczówki były tak samo modre wydawała się nie do zniesienia. Czy ten kolor jeszcze kiedyś wróci? Co jeśli będzie jeszcze gorzej? Jeśli oślepnie? Jak będzie żyła bez wzroku?

- Nie będę się obijać jak jakaś udzielna księżniczka! – sprzeciwiła się stanowczo.

Elena uśmiechnęła się do niej nieznacznie, jakby niczego innego nie oczekiwała.

- To w drogę jeśli chcemy skończyć przed zmrokiem.

 

 

qhe7w7v.png 

 

Z góry Vril-Ya tętniło zielenią i błękitem, ktokolwiek projektował tutaj miasta wkomponował je doskonale w teren. Z orbity wyglądały jak błyszczące klejnoty. Miałą dość czasu na podziwianie ich kiedy czekali w kolejce do lądowania. Ruch był całkiem spory, a niebo zakorkowane niemal tak jak ponad Ligheim. Kiedy ona pilnowała Loran i Rajan zbierali dokumenty do kontroli, rzeczy na sprzedaż i roztrząsali trudne kwestie życiowe. Stali teraz za jej plecami i z zatroskaniem na twarzach wyglądali prawie jak bracia.

- Nie ma szans żebym to wszystko sprzedał za więcej niż sto feników – stwierdził ukar.

- Potrzebujemy przynajmniej trzy razy tyle. Szybko – skwitował obun.

- No to potrzebujemy roboty – westchnął Rajan drapiąc się po krótkiej szczecinie na głowie.

- Możecie się za nią rozejrzeć.

 

 

 

qhe7w7v.png

 

- W drogę – oznajmił Laertes wręczając jej zwitek papierów, oszołomiona spojrzała na nie, dokumenty, bilet, weksle sędziów. Uśmiechnął się do niej i nagle z cała mocą dostrzegła jak bardzo zmieniły go ostatnie dwa lata. Stał się twardszy, silniejszy, powiedziałby, że wreszcie dorósł gdyby nie ten błysk szaleństwa w niebieskich oczach.

Rozejrzała się oszołomiona, zgiełk panujący w drodze na odprawy okrywał ich swoim chaosem jak peleryną niewidką. Jak strasznie tęskniła za ludźmi, za przestrzenią.

- Willa Szekspir, tak się teraz nazywasz, nie powinnaś mieć problemu z zapamiętaniem.

Wbrew sobie zaśmiała się z tego rodzinnego żartu.

- Tak, ja też uważam, że to kiczowate, ale uparł się, dyskutować z nim to jak gadać z samym szejkiem panem. Nic nie dociera. Zupełnie nic. – oznajmiła Elena, posyłając jej bratu ciepły uśmiech. Pojawiła się za jej plecami nie widomo kiedy. Ona z kolei zupełnie się nie zmieniła, jak zawsze praktyczna i twarda. Dlatego właśnie jej akurat Ophelia nie spodziewała się tu zobaczyć. Elena nie przewróciła oczami widząc jej zdziwioną minę.

- Chyba nie myślałaś, że cię tam tak po prostu zostawię? – spytała urażona i zaraz wepchnęła jej ciężką, podróżną torbę. – Powinny pasować, nie będziesz się w nich wyróżniała. Niestety nie wszystkie czarne, na twoim miejscu nie kręciłabym na to nosem. Jak założysz coś kolorowego to będzie lepsze przebranie niż sztuczna twarz.

Zmusiła się żeby spojrzeć na papiery, konkretnie bilet.

- OP Bezsenny… gdzie to leci?

- Tam gdzie trzeba, nie martw się… do tego całkiem szybko i na niezłym poziomie – zapewnił Laertes.

- Nikt nie będzie się cię spodziewał tak bezczelnie na widoku – dodała Elena, po czym pchnęła ja w stronę oszklonych drzwi. – Zbieraj się, niedługo zamykają odprawę.

- A wy… co z wami? – zapytała.

Spojrzeli po sobie.

- My… zajmiemy się odciągnięciem ewentualnych kłopotów – odpowiedział Laertes i delikatnie ujął dłoń Eleny. – Ściągniemy ci ich z karku na tak długo jak tylko się da.

Przewoźniczka zaśmiała się.

- I nie martw się, to ani tak romantyczne, ani niebezpieczne jak brzmi w ustach tego wariata po prostu… – odetchnęła. – Leć tam i się dowiedz. To teraz najważniejsze.

Brat ochoczo jej przytaknął.

- Znajdziemy cię kiedy tutaj trochę się uspokoi.

Spuściła głowę, czując jak po powiekami zbierają się jej łzy.

- Nie wiem co będzie gorsze, mieć rację czy się pomylić.

Laertes puścił Elenę, zrobił krok do przodu i przygarnął ją do siebie, poczuła szorstki materiał pod policzkiem i ciepło braterskiego uścisku.

- Po prostu się dowiedz. Wtedy przynajmniej będziemy wiedzieli co robić. Nie martw się. Poradzisz sobie. Cokolwiek to będzie my sobie poradzimy.

 

 

 

qhe7w7v.png

 

city-in-the-sky-futuristic-flower-towers

 

Miasto wybudowano z metalu i szkła ze szczególną dbałością na zieleń przetykająca jasne uliczki jak długie pasma wody. Napatrzyli się na nie już z kosmoportu, gdzie zostawili Lorana z papierologią lądowania. Po tylu dniach w zamknięciu każda chwila na zewnątrz pod nieskończonym niebem wydawała się na wagę złota. Ophelia wyruszyła wiec na ulice Verdan mając do towarzystwa Raja któremu pomimo gipsu na ramieniu wciąż dopisywał humor.

Zmierzając na Aleję Marzycieli zobaczyli jak wielkie żuki pielące grządki przy jednym z bardziej tłocznych chodników. Gdzieś w oddali mignęła im olbrzymia, obładowana pudłam, pokraczna niby krewetka z piekła rodem i.

- Posłałbym tu chętnie każdego kto mi mówi jaki jestem obcy i dziwny – Rajan szepnął jej na ucho kiedy minął ich Gannok dosiadający jakiegoś wielkiej łasicopodobnej istoty o masywnej szczęce i krótkim ogonie. Na swój sposób czuła ulgę widząc znając nazwę gatunku choć jednego mijającego ja obcego.

Aleja Marzycieli znajdowała się całkiem blisko kosmoportu, w nowej i dość bogatej dzielnicy pełniącej zdaje się funkcje lokalnego bazaru. Była pełna niskich zabudowań w których mieściły się sklepy i zakłady. Zapomniane cuda znajdowały się wciąż w miejscu na które wskazywała wizytówka.

Kiedy przekroczyli próg wnętrze wypełnił dźwięk staroświeckiego dzwonka zawieszonego ponad drzwiami. W przedsionku powitał ich ciężki zapach kurzu i starych przedmiotów. Minęli cztery rzędy regałów zapełnionych starymi woluminami. Za nimi pomieszczenie stawało się ciaśniejsze, ściany zastawiono szklanymi gablotami za którymi w rzędach stały różnorakie figurki aniołów, demonów, gargulce całkiem podobne do tego, który Ophelia wciąż miała przy sobie. Rajan stanął przy jednej z nich i przez chwilę wpatrywał się w pokrzywionego dwugłowego demona z nietoperzymi skrzydłami.

- Fałszywka i to średnio udana. – stwierdził.

- Owszem, ale za to przeklętaKobieta pojawiła się za nimi wyszła spomiędzy regałów szeleszcząc długą białą suknią. Była wysoka, czarnowłosa, ani ładna ani brzydka, jeśli Ophelia miała ją określić jednym słowem byłoby to: profesjonalna. – Jeden szaman tak bardzo przejął się fałszerstwem, że odprawił rytuał.

Rajan uniósł brew.

- Więc dlaczego to tu trzymacie?

Uśmiechnęła się, co dodało jej trochę uroku.

- Bo się sprzedaje. – odparła lekko i spojrzała na Ophelie. - W czym mogę pomóc?

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Sny, na nie liczyła. Miała nadzieję, że znów coś zdradzą, że pozwolą poskładać na razie rozbitą w drobny mak pamięć. Nie wszystko szło jednak po jej myśli i gdy tylko otwierała powieki obrazy, dźwięki i smaki ulatywały z niej i choć próbowała się ich kurczowo trzymać przelewały się przez jej dłonie jak kłęby dymu, niemożliwe do zatrzymania. Nie raz zaraz po przebudzeniu walnęła zaciśniętą dłonią w poduszkę dusząc w sobie krzyk. Bo miała wrażenie, że w tym śnie ktoś był i była ona, ale czy to było wspomnienie, czy tylko wytwór jej wyobraźni ciężko powiedzieć. Bezsilność była tym, co potrafiło dobić Ophelię, a ze snami, materialny człowiek jeszcze nie wygrał, więc była to walka z góry skazana na przegraną. Ona zaś musiała bezczynnie czekać i trwać w bezsilności licząc na to, że kolejnej nocy jej się poszczęści. 

 

qhe7w7v.png

 

Sen był wyraźny, niemalże namacalny, a Ophelia jak nigdy chciała się obudzić, bo musiała trzymać pewien obraz w głowie dostatecznie długo, by mogła go uwiecznić. Z drugiej strony tak bardzo nie chciała rozstawać się z ludźmi, których przecież dobrze znała. Sen przyniósł też wiele pytań: co robili, czym się zajmowali, kim byli, po co byli przy gargulcu, czego pod nim szukali i co poza szkatułką jeszcze znaleźli?

Gdy obudziła się przez dłuższą chwilę leżała w rozgrzanej snem pościeli próbując wrócić do wspomnień. Nie było to jednak możliwe, bo sen, który raz uleci nie chce wrócić do właściciela, choćby ten dwoił się i troił.

-Mam brata- wyszeptała cicho do siebie, a w głosie słychać było zdziwienie wymieszaną z ekscytacją i nadzieją.

Zrozumiawszy to wstała z łóżka i nie dbając o bardziej przyzwoite odzienie usiadła do niewielkiego biurka, w kajucie, którą zajmowała. Sięgnęła po swój szkicownik i zaczęła rysować. Powoli, dokładnie, starając się oddać wszystko co zapamiętała z drogiej jej twarzy. Szczególnie skupiła się na jasnych roześmianych oczach brata. Na to wspomnienie nie potrafiła się nie uśmiechać. Później pomyślała o myśli, która nawiedziła ją w śnie. Ona też kiedyś takie miała. Machinalnie uniosła palce do oczu i dotknęła delikatnie powiek. Nie odzyskam już ich, prawda? Pomyślała przybita tym wnioskiem. Potrząsnęła jednak głową i powróciła do rysowania, musiała to zrobić nim obraz Laertesa znów zniknie w jej dziurawej pamięci. Laertes..Laertes, coś powinno jej mówić to imię. Na pewno gdzieś już je słyszała, ale może tylko jej się wydawało? Będzie musiała potem to sprawdzić. W głowie pojawiły się słowa "wszystko będzie dobrze", a Ophelia zaczęła się zastanawiać czy to jego głos je wypowiedział. Miała wrażenie, że relacja jej z mężczyzną z poprzedniego snu była głębsza, ale może to był tylko braterski uścisk i braterskie zapewnienie? Nie zdając sobie sprawy niemal skończyła szkicować brata. Zaraz po nim miała zamiar narysować Elene, nigdy nie wiadomo, kiedy jej się to przyda, a dobrze czasem spojrzeć w przychylne Ci twarze. 

 

qhe7w7v.png

 

Ophelia podziwiała miejsce do którego się zbliżali. Była zachwycona, oczarowana i nie potrafiła znaleźć słów by opisać piękno jakie miała przed swoimi oczami. To wrażenie, i kiełkujące w środku szczęści zostało stłamszone przez ponure nastroje jej wybawców. Udawała, że nie słucha ich rozmów, że jest zajęta pilotowaniem, że wyciszyła się i wyłączyła. Było jednak z goła inaczej, w środku Ophelia była przerażona, a poczucie winy niemalże namacalnie bolało i musiała mocno panować nad twarzą by nie pokazał się na niej nieładny grymas. Musiała im się jakoś odpłacić. Tylko jak? Jakby na ten znak poczuła zarys gargulca w swojej kieszeni.

-Chyba się pożegnamy, przyjacielu - powiedziała pod nosem, sama do siebie, tak by obcy nie usłyszeli jej słów. Poczuła żal, ale został stłamszony przez to okropne uczucie winy, że przysporzyła Rajanowi i Loranowi masę kłopotów odkąd ją uratowali. Trudno będzie się rozstać z gargulcem, ale jeśli będzie tylko coś wart, to musi tak zrobić, bo tak też zrobić należy. 

 

qhe7w7v.png

 

Łzy płynęły kaskadami, a Ophelia nie była w stanie ich zatrzymać. 

-Nie..nie.. nie chcę.. -powtarzała w kółko i w kółko nie mogąc się opanować. Siedziała na brzegu łóżka chowając twarz w dłoniach. Chciała krzeczeć, chciała wyć, chciała to z siebie wyrzucić, chciała na niego nakrzyczeć, chciała błagać by jej tam nie wysyłał, by mogła zostać z nimi, ale na nic by to się zdało. Jego nie było już z nią. Był gdzieś z Elena, jak miała nadzieję. Ale dlaczego po nią nie wrócił, dlaczego nie szukał Bezsennego, gdy dowiedział się, że zaginął? 

-Willa Szekspir, głupek- Zaśmiała się przez łzy i od razu przypomniała sobie kim był Leartes- starszym bratem Ophelii w Hamlecie. Tak było to zabawne, jednak nie na tyle zabawne, by czarnowłosa przestała się trząść od płaczu. Jak on musiał czuć się winni, gdy dowiedział się o zagięciu okrętu, na który posłał siostrę? Jak on to zniósł? Nieważne, że po nią nie przyleciał, może nie miał możliwości. Głupio zaczęła myśleć o sobie, nie zdając sobie sprawy co to musiało zrobić z nim. Dobrze, że miał Elene, bo podczas ostatniego spotkania Ophelia utwierdziła się w przekonaniu, że tą dwójkę coś łączy. Ta myśl dodawała trochę otuchy i na chwilę pozwalała zapomnieć, że to było ich ostatnie spotkanie pełne ciepła i miłości, pełne też nadziei, która umarła wraz z jej pamięcią na Bezsennym. 

Ophelia opadła na łóżko zakrywając się kołdrą, a łzy nie przestawały płynąć, w dłoniach ściskała szkicownik, gdzie był portret jej brata

-Przepraszam... 

 

qhe7w7v.png

 

Rajan musiał widzieć, że się denerwuje, że nerwowo zaciska i rozluźnia palce, choć jej twarz wydawała się niewzruszona. Rozglądała się uważnie, pełną piersią nabierając powietrza by trochę uspokoić nerwy i niepewność związaną z tym co tutaj spotkają. Początkowo zszokowało Ophelię, to jak mnogo ras jest w jednym miejscu, połowy, ba, trzech czwartych nie potrafiła nawet nazwać, a gdy Rajan odezwał się do niej nie mogła powstrzymać się przed cichym śmiechem.

-Ja tam nie uważam byś był obcy -mrugnęła do niego samej sobie pozwalając na rozładowanie napięcia. Podziwiała zabudowania i archiutektoniczną stronę miasta, gdy znaleźli się pod właściwym adresem

-To tutaj.. - porównała adres z wizytówką i szyldem., Wszystko się zgadzało. Odetchnęła trzy razy i weszła do środka. Rajan oczywiście musiał się odezwać, a gdy Ophelia miała mu odpowiedzieć uczyniła to kobieta, która wyszła spomiędzy regałów. Dziewczyna przyjrzała się jej dokładnie oceniając wzrokiem i szybko doszła do wniosku, że nie jestem mężczyzną (bo Sheridan, to imię męskie prawda?), którego szuka, bo już sama płeć się nie zgadza. 

-Dzień dobry.. -powiedziała dość niepewnie, gdy kobieta zwróciła się do niej - Czy może zastałam Sheridan Svanfeld von Toreson?  -zrobiła przy tym głupią minę, bo w zasadzie nim tutaj dotarła nie zastanowiła się o co ona dokładnie chce zapytać i co chce osiągnąć. Znalazła jakaś głupią wizytówkę w swoim szkicowniku i uznała za genialne tu przyjeżdżać nie mając żadnego planu. Głupia! Teraz liczyła na to, że osoba,. bo przez chwilę zaczęła wątpić, ze to mężczyzna, o i imieniu z wizytówki będzie na miejscu i może będzie jej coś w stanie powiedzieć bez zbędnego pytania. 

 

Edytowane przez Lunatyczka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Kobieta zmarszczyła brwi, coś w jej wyglądzie zmieniło się nieznacznie, zupełnie jakby zesztywniała upodobniając się do tych wszystkich kamiennych figurek, które ich otaczały.

- Nie, nie zastała go pani - odpowiedziała dość stanowczo. - Mogę wiedzieć w jakiej... po co pani go teraz szuka?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Jej spojrzenie uciekło od kobiety. Wzrokiem szukała Rajana i szukała jego uśmiechu by dodać sobie otuchy. Nie wiedziała co ma powiedzieć i co zrobić, miała wrażenie, że kiedyś potrafiłaby się zachować w takiej sytuacji, ale teraz... pustka, nic, zero, nul. Nie potrafiła wymyślić żadnej sensownej wymówki, nie potrafiła też powiedzieć nic roztropnego, dlatego postanowiła, że powie prawdę, być może zatajając kilka kwestii, ale powie prawdę. Jak głupio i niewiarygodnie ona nie zabrzmi. 

-Ja.. - westchnęła przeciągle powracając spojrzeniem do antykwariuszki - znalazłam to ostatnio w moim dzienniku.. -wyciągnęła z kieszeni płaszcza wizytówkę przybytku, w którym się znajdowała. Pokazała ją kobiecie i zaraz odwróciła wskazując palcem na odręcznie zapisane imię -wiem, że zabrzmi to dziwnie i nieprawdopodobnie, ale...-zawahała się nie widząc co powiedzieć dalej, a jej czarne oczy znów szukały towarzysza, którego pragnęła mieć blisko siebie -ja nie pamiętam.. To znaczy... Może zacznijmy inaczej- w końcu powiedziała odzyskując rezon i z drugiej kieszeni szarego płaszcza wydobyła gargulca i wyciągnęła go w jej kierunku na otwartej dłoni - Chciałabym z nim porozmawiać na ten temat.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Kobieta spojrzała na wizytówkę, potem na gargulca, przyglądała się mu dość uważnie, nałożyła nawet na nos małe okulary. Potem spojrzała na Ophelię z powagą i patrzyła tak przez dłuższą chwilę. Następnie westchnęła zsunęła okulary na os i przetarła palcami oczy.

- Zapraszam do mojego gabinetu, chyba... musimy chwilę porozmawiać.

Odwróciła się na pięcie i z szelestem białej sukni ruszyła między regałami.

Rajan ujął delikatnie Ophelie za ramie i popchnął w ślad za kobietą.

Gabinet definitywnie służył bardziej do pracy niż do przyjmowania gości. Panowało w nim coś co można było nazwać kreatywnym chaosem. Notatki poprzypinane do tablic na ścianach, mapy symbole, szkice. Fotele nakryte barwnymi kapami z egzotycznym wzorem zastawiono tekturowymi pudłami. Kobieta na szybko zabrała je i postawiła pod ścianą by mogli usiąść. Korespondencja, którą nieznajoma ściągnęła z biurka by zrobić miejsce na trzy filiżanki herbaty, wyglądała na świeżą. Antykwariuszka zasiadła po przeciwnej stronie masywnego biurka.

- Obawiam się, że rozmowa z Sheridanem nie wchodzi w grę, on... nie żyje od dobrych dziesięciu lat - powiedziała to ciężko z wciąż autentycznym smutkiem dźwięczącym w głosie. - A ten gargulec... jestem niemal pewna, że przypomina jeden z tych szkiców na temat których miał zrobić ekspertyzę tuz przed tym jak go straciliśmy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Dobrze, że Rajan popchnął ją, by ruszyła się z miejsca, bo ona miała wrażenie, że nogi ma jak z ołowiu. Schowała gargulca do kieszeni, gdzie był bezpieczny i pieszczotliwie poklepała kieszeń. Każdy krok był niepewny, potrzebował pomocy by iść dalej, bo słowa kobiety wywołały w niej niepokój. Żadna rozmowa, która zaczęła się słowami "musimy chwilę porozmawiać" nie kończyła się dobrze. Na oślep nie odwracając się do tyłu wymacała dłoń Rajana i dopiero gdy poczuła jego tatuaże pod palcami uspokoiła się. Był wciąż obok. Nie była sama. Weszła za kobietą do pracowni, jak się Ophelii wydawało. Zasiadła na jednym z foteli, który dla nich uprzątnęła i czekała, aż kobieta uczyni to samo by mogli spokojnie pomówić. Słowa, które padły z jej ust nie były tym czego oczekiwała Ophelia. Sama nie wiedziała na co liczyła, ale chociażby na to, by mężczyzna z wizytówki żył. Dziesięć lat.. to by się zgadzało, tyle temu zaginął Bezsenny. Sprawy układały się w całość, co jednak nie nastrajało dziewczyny pozytywnie. 

-Bardzo mi przykro... -powiedziała najpierw wyrażając smutek na wieść o śmierci mężczyzny. Podniosła filiżankę herbaty i upiła odrobinę parząc sobie przy tym usta. Zawsze się spieszyła i nigdy nie nauczyła się, że herbata potrzebuje czasu.

-Czy..te szkice, były podobne do tych? - Wyciągnęła szkicownik, z którym się nie rozstawała i pokazała jej kilka swoich prac, by mogła ocenić czy spod jej ręki wyszły te, które otrzymali dziesięć lat temu. Nie wiedziała czy kobieta będzie je na tyle dokładnie pamiętać ale warto było spróbować. Pominęła szkic brata i Eleny, to jeszcze nie był ten czas, by o nich pytać. Jeszcze nie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Kobieta spojrzała na szkice, przez chwile oglądała je uważnie.

- Tak, tylko było ich więcej... i zdjęcia, mapy. Sheridan był nimi zachwycony - uśmiechnęła się z czułością i smutkiem. - Ja nie, to on był ekspertem, ja zawsze bardziej zajmowałam się kontaktami handlowymi i trochę Drugą Republiką, nie posiadam nawet połowy jego wiedzy na temat Urów. To wszystko wyglądało na bardzo stare i niemal nienaruszone znaleziska. Sprawa była bardzo tajemnicza, nikt nam nawet nie powiedział skąd pochodziły, po prostu poproszono Sheridana o ekspertyzę. Zrobił ją, cały raport nawet ale wszystko zaginęło w dniu kiedy zginął. Ta cała Ophelia...

Siedzący obok Rajan uniósł brew.

- ...usiłowała to znaleźć potem ale podobno policja nie natrafiła na żaden ślad dokumentów.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Więc widziała jej rysunki, czy to możliwe, że ona poprosiła o ekspertyzę? Czy te rysunki były powiązana z gargulcem i tym miejscem, o którym ostatnio śniła? W jej głowie rodziło się miliony pytań, których w życiu nie odważyłaby się zadać na głos. Od błądzenia myślami w labiryncie pytan wyrwał ją dźwięk jej imienia. Uniosła czarnę oczy na antykwariuszkę i nieznacznie drgnęła. 

-Ta Ophelia.. -kątem oka spojrzała na Rajana - Kto to? Czy to ona zleciła ekspertyzę, czy była tutaj? - otworzyła buzię bu zadać kolejne pytanie, ale dostatecznie szybko zdała sobie sprawę, że okazywanie niezdrowego zainteresowania jej osobą może zostać uznane za podejrzane. Dlatego szybko zamknęła usta czekając, aż rozmówczyni udzieli odpowiedzi na powyższe pytania, a ręce jej drżały mimowolnie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Kobieta pokręciła głową.

- Nie,  miała tylko odebrać wyniki i była wściekła że zaginęły. Zrobiła kilka awantur na posterunku, ale policja nic nie znalazła - czarnowłosa skrzywiła się. - Nie wiem kto zlecił cała sprawę, jakiś stary znajomy ojca Sheridana, podobno była wyjątkowo poufna i delikatna.

Kobieta drgnęła, jakby coś sobie przypomniała i uśmiechnęła się przepraszająco, wstając z miejsca.

- Przepraszam za moje maniery, doktor Joanna Crox - przedstawiła się, wyciągając rękę przez biurko.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Dziewczyna wyciągnęła dłoń i uścisnęła tą skierowaną do niej ponad biurkiem. Uśmiechnęła się dość niepewnie i kątem oka spojrzała na Rajana, bo własnie wszelakie bezpieczniki jakie jeszcze działały wewnątrz Opheli postanowiły się wyłączyć w jednym momencie.  Z jej ust padło proste

-Ophelia. miło mi poznać.  Mój przyjaciel to Rajan. - tu spojrzała na ukara, zaraz jednak przeniosła spojrzenie na antykwariuszkę- Czy byli tu może Ci ludzie? -Wysunęła szkicownik w jej kierunku pokazując portret brata i Eleny, który naszkicowała zaraz po przebudzeniu się ze snu, w którym ich pierwszy raz zobaczyła. Nie czekała na jej reakcję, na jej imię. Być może zachowała się głupia, ba, na pewno popełniła błąd, ale nie potrafiłaby inaczej, nie teraz, kiedy może się czegoś dowiedzieć. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Joanna zamarła na chwilę z wysoko uniesionymi brwiami, przez chwile przyglądała się Ophelii z za grubych szkieł. Opadła na swój fotel i przez chwilę i wpatrywała się uważnie w kobietę i niewinnie uśmiechającego się ukara.

- Spóźniłaś się trochę. - stwierdziła w końcu i spojrzała na szkice. Przez chwilę w milczeniu oglądała portrety. - Ona wygląda znajomo, ale nie jestem pewna.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

To był ślepy zaułek, a ona nie wiedziała jak przebić się dalej. Usiadła z powrotem na swoim miejscu i ciężko westchnęła

-Rozumiem, to było dawno - wzruszyła ramionami-Oni mogą wcale nie wyglądać jak na tych szkicach

Ciężko westchnęła i wyciągnęła dłoń po szkicownik zabierając go i chowając to torby, którą zabrała z Bezsennego.

-Czy.. to może dziwnie zabrzmi, ale czy masz może jeszcze jakieś dokumenty ode mnie? Albo może chociaż pamiętasz jak w pełni się przedstawiałam?

Nie chciała wierzyć, że wszystkiego czego może się tu dowiedzieć, to, to, że dziesięć lat temu zostawiła tu szkice i zdjęcia do ekspertyzy, a te później zaginęły wraz ze śmiercią mężczyzny, któremu ekspertyza została zlecona. To nie miało sensu i nie mogło się tak kończyć. Musiało tu być coś.. coś co byłoby w stanie pokierować ją dalej. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Joanna zaplotła ręce pod biustem mierząc ich oboje ostrym spojrzeniem z za szkła.

- O, nie, nie, nie, tak nie będziemy rozmawiać. Najpierw wy mówicie o co w tym wszystkim chodzi, a potem ja się zastanowię co wam jeszcze powiem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Dziewczyna spojrzała na Rajana i westchnęła ciężko przenosząc wzrok na kobietę. Nerwowo zacisnęła dłonie na grubym materiale płaszcza po czym zaczęła mówić

-Nazywam się Ophelia. Tyle wiem. Jeżeli szkice były nadesłane przez kobietę o tym imieniu to musiałam to być ja. Ostatnie dziesięć lat spędziłam na pokładzie OP Bezsenny, z którego uratowali mnie tu obecny Rajan i jego towarzyszę. Nie wiem co działo się ze mną przed trafieniem na Bezsenny oraz po nim. Więc proszę mnie zrozumieć, że jakakolwiek informacja na mój temat, czy moich towarzyszy, których szkice Pani pokazałam jest dla mnie kluczowa i w zasadzie to pewnego rodzaju walka o życie. 

Czarne oczy niemalże świdrowały kobietę, wyczekując jej reakcji. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Kiedy padła nazwa statku Ophelia poczuła jak dłoń Rajana zaciska się delikatnie na jej ramieniu. Nawet nie zauważyła wcześniej, że trzymał tam rękę.

Joanna wyglądała na trochę rozstrojoną.

- Rozumiem - odpowiedziała krótko. - Ale proszę zrozumieć mnie, przez tę sprawę ktoś już umarł i to nie jest tak, że nie mam nic do stracenia...

Zdjęła okulary i przez chwilę czyściła je ściereczką.

- Nie wiem kto wysłał te rysunki, ojciec Sheridana kiedyś je przyniósł Baron Boris Svanfeld van Torenson, Cesarski Ambasador...

Rajan gwizdnął cicho.

- Tamta Ophelia miała odebrać ekspertyzę, pamiętam że dużo rozmawiała z Sheridanem, ale jego raport zaginął. Podejrzewali że jego zabójca go zabrał, ale niczego nie znaleziono w jego norze, sam też się nie przyznał.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Uścisk Rajana pomagał. Może ukar nie zdawał sobie sprawy, ale sama jego obecność sprawiała, że Ophelia nabierała pewności, co do swoich dalszych kroków. 

-Baron Boris Svanfeld van Torenson.. -powiedziała cicho pod nosem starając się zapamiętać imię ambasadora. Kąciki ust dziewczyny uniosły się delikatnie, gdy Rajan gwizdnął.

-Tamta Ophelia i ja to zapewne ta sama osoba..-stwierdziła po czym zbystrzała i zmrużyła oczy przyglądając się kobiecie- zaraz, powoli. Chce mi Pani powiedzieć, że złapano i zidentyfikowano mordercę Sheridana? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Joanna uniosła brew.

- Nie, tamta Ophelia to na pewno nie ty. Dobrze ją pamiętam, chociaż miała wtedy inne sprawy na głowie. Była o wiele wyższa, jej skóra była ciemniejsza a oczy jaśniejsze. - stwierdziła stanowczo. - Tak, złapano, właściwie to złapano osądzono i nawet stracono. Wszystko działo się bardzo szybko, policja chciała się popisać. To był... jakiś bezdomny, podobno dopadł go po drodze na spotkanie z tamtą Ophelią. Nigdy się nie przyznał, ale znaleźli u niego część skradzionych Sheridanowi rzeczy, ale nie raport.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Dziewczyna była skonfundowana. Inna Ophelia, wyższa, o ciemniejszej karnacji i jaśniejszych oczach? Oczy by się zgadzały, karnacja.. no cóż dziesięć lat bez słońca mogło odbić się na jej skórze, ale wyższa? Przecież nie mogła zmaleć. To zupełnie jej nie pasowało. Popatrzyła na Rajana szukając u niego jakiejś odpowiedzi, chociaż dokładnie wiedziała, że ukar na pewno nie posiada żadnego asa w rękawie. Przygryzła wargę, bo coś jej tu mocno nie pasowało.

-Ale rysunku były moje.. Musiały być moje jeśli wyglądały jak te, które pokazałam. To nie ma żadnego sensu.. Skoro rysunki były moje- podniosła się z fotela. Zupełnie zatopiła się w myślach nie mogąc usiedzieć na miejscu. Ponadto o wiele łatwiej jej się myślało gdy mogła chodzić. - To Ophelia, która chciała dostać raport musiała być mną. Ale skoro była wyższa, to nie mogłam to być ja, ale mówiłaś, że zdenerwowała się gdy raport nie został znaleziony..- tu na chwilę spojrzała na kobietę. Zaraz jednak odwróciła czarne oczy woląc nie koncentrować się na jej twarzy- czyli nie dostała go, czyli to nie ona zamordowała Sheridana, a ktoś inny. Bo wątpię by był to ten bezdomny.. zbyt mi to wygląda na "złapmy kogokolwiek i szybko się pozbądźmy by nie było dowodów". Chociaż może, sama nie wiem, czy to nie brzmi nazbyt jak jakaś teoria spiskowa? - Nie zaszczyciła dwójki znajdującej się w pokoju nawet krótkim spojrzeniem, chyba pytała samą siebie. -Rajan rozumiesz coś z tego? Bo mam wrażenie, że brakuje nam jakiś ważnych danych - czarne oczy zawisły na ukarze, gdy Opheliua przygryzała wargę. -Nie pamięta Pani kim była tamta Ophelia, a może za kogo się podawała, albo jak była ubrana?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.pngn92I6dZ.png

 

Joanna spojrzała z zaciekawieniem na ukara, który zdaje się nie planował siedzieć na miejscu, zamiast tego przestępował z nogi na nogę robiąc kilka ostrożnych kroków po gabinecie.

- To nie mogłaś być ty, śliczna, Bezsenny nigdy nie dotarł dość blisko Vil-Ya żeby wysadzić kogokolwiek, a skoro nie masz pełnej zawartości szkicownika ktoś mógł tu przybyć z twoimi rysunkami...

Joanna  pokręciła głową.

- Nie, rysunki przyszły jakieś pół roku przez Ophelią. Przyniósł je ojciec Sheridana, nie mam pojęcia skąd je miał. Ktokolwiek je dostarczył nalegał na to żeby nie wysyłać raportu pocztą, miała go odebrać Ophelia i prawie się jej udało. - skrzywiła się nieznacznie. - Co do tamtego bezdomnego nie bardzo pamiętam ten proces byłam... zajęta czym innym. Na posterunku może powiedzą wam o tym coś więcej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

Potarła czoło ręką jakby rozbolała ją głowa i chciała sobie ulżyć. Przymknęła na chwilę oczy zastanawiając się nad tym, choć żadne sensowne rozwiązanie nie chciało pojawić się w jej głowie

-Rajan ja to rozumiem i wiem to, ale w takim wypadku kim była tamta Ophelia? Dlaczego podawała się za mnie i po co był jej ten raport? Mogła wiedzieć o rysunkach i raporcie, ale pytanie skąd oraz kto ją tu po to przysłał? - Patrzyła na Rajana, choć wiedziała, że on zapewne wie jeszcze mniej od niej. Szukała w jego ciemnych oczach jakiegoś zrozumienia, odpowiedzi, których tam nie było. Westchnęła i kątem oka popatrzyła na antykwariuszkę. nie umknęło jej uwadze, że już któryś raz wspomniała, iż zajmowała się czymś innym w tamtym okresie. Nie była jednak pewna czy wypadałoby o to zapytać. 

-Czy ojciec Sheridana jeszcze żyje? -zabrzmiała oschle. Była rozdrażniona. nie chciała nikogo urazić, ale zamiast odpowiedzi dostała kolejne pytania i jeszcze więcej pytań. To było frustrujące. Nie zaspokajało jej ciekawości, a jedynie podsycało ją do tego stopnia, że aż zaczynała boleć. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7c77muT.png

 

Joanna westchnęła, kiedy padło pytanie o ambasadora, zmarszczyła nos zupełnie jakby poczuła nieprzyjemny zapach w pomieszczeniu.

- Żyje, nie wydaje się w najbliższym czasie wybierać na tamten świat. Jeśli akurat Vau nie wezwali go do siebie przebywa w swojej rezydencji. Nie mam pojęcia jak jest w tej chwili. Musze was też ostrzec, ze uzyskanie audiencji nie jest takie łatwe, ani zmuszenie tego starego capa do rozmowy.

Rajan nie wydawał się mieć żadnych odpowiedzi na zadane pytania. Po postu stał za plecami Ophelii i z przekrzywiona głową przypatrywał się Joannie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

-Oczywiście, przecież w tej sprawie nic nie może być łatwe- powiedziała pod nosem z przekąsemb w głosie, którego nawet ona nie spodziewała się usłyszeć. Zatrzymała się i popatrzyła na antykwariuszkę

-proszę mi wybaczyć- zmieszała się trochę- Dziękuję za Pani pomoc. gdyby coś sobie Pani przypomniała to można mnie znaleźć na Wdzięcznej Damie -już miała wyjść nie mogąc dłużej panować nad złością, kiedy przypomniała sobie o swoich wcześniejszych planach- Aha, jeszcze jedno. Ile to byłoby warte?- wyciągnęła z kieszeni gargulca w jej kierunku. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Joanna uśmiechnęła się nieznacznie.

- Nie omieszkam, chociaż naprawdę sugerowałabym popytać na posterunku. - Zmarszczyła brwi usiłując sobie coś przypomnieć. - Adamson... Adison... nie pamiętam dokładnie jak miał na nazwisko prowadzący sprawę ale to było coś podobnego. Przejrzę wieczorem dokumenty i odezwę się jeśli cokolwiek znajdę.

Pochyliła się nad gargulcem, poprawiając okulary na nosie. Za pozwoleniem Ophelii wzięła go delikatnie do reki, przez chwile obracała w palcach po czym oddała.

- Wygląda na stary i autentyczny... musiałabym podesłać zdjęcia jednemu z moich rzeczoznawców jak już mówiłam nie jestem specjalistą od Anunnakich, ale myślę, że przynajmniej dwieście feniksów. Chce go pani sprzedać?

- Nie - odpowiedział stanowczo Rajan. - Jesteśmy po prostu ciekawi. Do widzenia Panno Crox.

Ukar skłonił się i razem z Ophelią ruszyli do wyjścia.

 

Na dworze powitał ich przyjemny wiatr i słońce które rozświetlało widoczne w oddali szklane budynki, wyglądały jak mieniące się klejnoty.

- Nawet o tym nie myśl - wskazał na gargulca. - Bo powiem Loranowi, a on zacznie gadać. Wierz mi nie chcesz żeby obun się rozgadał to jest gorsze niż komando voroxów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tvHRfIZ.png

Ophelia

 

-Jest stary i jest autentyczny - nawet ona to wiedziała, a była tego pewna nawet nim zaczęła używać go jako soczewki. gdy Rajan odpowiedział za nią na zadane pytanie obejrzała się gwałtownie na niego. Wyszła za nim, bo co miała zrobić? Przecież nie miało sensu by pozostawała w antykwariacie i próbowała się targować, jeśli Rajan wyraźnie powiedział, że nie nie mają zamiaru go sprzedawać. Co prawda nie była to jego decyzja, bo on należał do niej. do NIEJ. Nie do niego czy do Lorana. Skrzyżowała ręce spoglądając na ukara spod byk.a

-Rajan wiesz, że to jest moja decyzja i tylko moja, prawda? - Nie ruszyła się z miejsca, nie miała zamiaru odchodzić nawet metr z miejsca, w którym obecnie stała dopóki sobie tego z nim nie wyjaśni - Ty i Loraan ryzykowaliście wiele, pomogliście, a ja nie jestem głupia czy głucha. nawet jeśli wydaje się, że jestem czymś zajęta i nie słucham o czym mówicie, to wasze słowa docierają do mnie i mój mózg je rejestruje. Wiem w jakiej sytuacji jesteście. Wiem w jakiej sytuacji jest Wdzięczna Dama i poniekąd jest to moja wina. Jeżeli zechce sprzedać gargulca i wam pomóc to zrobię to i wierz mi nie będziesz mi mógł w tym przeszkodzić. Nie boje się gadania Lorana, bo jeśli trzeba potrafię się wyłączyć. A na Twój urok się uodparniam, więc nawet nie próbuj -Mrugnęła do niego, bardziej utwierdzając siebie w swoich słowach niż jego. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

n92I6dZ.png

 

- Oczywiście, że to twoja decyzja, Śliczna, ale biorąc pod uwagę okoliczności to jest zła decyzja - oznajmił stanowczo. - Słuchaj, doceniamy intencje ale pieniądze mają tę fajną cechę, ze można je zdobyć na miliardy sposobów. Jeden sposób zdobywania łatwo zastąpić innym. Tego gargulca nie mamy czym zastąpić. Nie wiem co się stało na Bezsennym, nie wiemy czy to cholerstwo nie stanie się znowu. Póki nie wyeliminujemy tej możliwości pozbywanie się głównej broni nie jest zbyt rozsądne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz