Obi

Odcinek Pierwszy: Martwi, pogrzebani i potępieni (Obi)

162 postów w tym temacie

2uqkkys.jpg

Lily Cooper

 

Lily westchnęła cicho, gdy Riley zaczęła ciut mocniej się opierać na nią, po jakże bezczelnym komentarzu odnośnie jej wagi. Wiedziała jednak, że dziewczyna na swój sposób się z nią bawi. Naprawdę, gdyby miała młodszą siostrę to takie zabawy mogłyby być codziennością… Riley zostań!

- Ja ci dam delikatna – wyszeptała, leżąc na podłodze – Potrafię pokazać pazurki. Oczywiście te pazurki są jakieś takie krótkie, trzeba je pewnie trochę przypiłować, bo też mogą być w złym stanie. No i niezmiernie rzadko je pokazuję. Nie wiem, jakoś nie potrafię ich wypuścić ze swoich łapek. Jakiś dziwny drapieżca ze mnie… Może leniwiec. Tak, rano trochę nim jestem – dodała w końcu wstając z podłogi, otrzepawszy się z tej niewielkiej ilości kurzu, która przyległa do jej piżamki gdy czołgała się po podłodze. Jej lewa brewka delikatnie się podniosła gdy Riley wspomniała o nagrodzie. Zatkało to hipiskę na sekundę.

- Nie, nie, jestem pewna, że żadnej nagrody nie chcę. Nie wiem czy zasłużyłam na nagrodę. - powiedziała lekko zaskoczona, gdy temat zszedł na wspólny prysznic. Że co?! Wspólna kąpiel, dwie kobiety jednocześnie pod prysznicem? No co za szalona kobieta, czy wszystkie kobiety z Nowego Jorku są takie zwariowane?!

- Wiesz co, Riley? Daj mi 10 minut, 10 minut i łazienka będzie wolna dla ciebie. Ja się szybko wykąpię. Nie ma potrzeby byśmy aż tak oszczędzali wodę – dodała z usmiechem, chociaż poczuła lekkie zdenerwowanie. Nie wiadomo jakby jej rodzice zareagowali na taką sytuację. Puściła oko do koleżanki, mowiąc że zaraz wróci. Wzięła ręcznik ze swojej szafki i udała się do łazienki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Arden z wdzięcznością przyjął przygotowany przez ciotkę posiłek. Tym razem zjadł prawie całość, jednocześnie słuchając odpowiedzi ojca na jego nie do końca prawdziwe wytłumaczenia. Zamierzał coś odpowiedzieć, jednak w tym samym momencie jego ojciec wstał i udał się do swojego gabinetu. Arden odłożył talerz, i udał się za nim.

 

Gdy znaleźli się na miejscu, Usoka zatrzymał się przez chwilę. Dawno nie był w gabinecie swojego ojca, zresztą była to też jego sypialnia – dość prywatne miejsce. Doskonale pamiętał jednak układ pomieszczenia, żaluzje, zamknięte na klucz szafki oraz tytuły prawie wszystkich książek na półce. To ostatnie głównie dlatego, że wszystkie już kiedyś przeczytał, i większość leżała tam, gdzie je odłożył. Gdy jego ojciec oparł się o biurko, Arden spojrzał w tamtym kierunku, po czym podszedł do fotela i oparł się na nim rękami. Na chwilę opuścił głowę, zbierając myśli, jednak po chwili znowu spojrzał na ojca.

- Skłamałem o wczoraj. Zresztą pewnie się tego domyślasz. - Dodał, wzruszając ramionami. - Nie zamierzam niczego ukrywać. Ale zanim powiem dokładnie co się stało, chciałbym wiedzieć o jednej rzeczy. - Arden zamilkł na chwilę. Nie chciał, żeby jego następne zdanie zabrzmiało jak oskarżenie, ale nie było to łatwe, zwłaszcza, że sam nie wiedział jaką odpowiedź chce usłyszeć. W końcu jednak spojrzał ojcu w oczy i zapytał spokojnym głosem. - Dlaczego co miesiąc wysyłasz kwoty od 120 dolarów w górę na rzecz przytułku w Oasis?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

GkVblw9hv3lgUBJVjEbqtJ46XpKdkiqBmg02nfWUGVkXUZ9JTSCHTe15AiXUYcV0oMmlISnxIbYW_AYmhGKmrCU6K7I44ZP83G7gyUcL2kMFtXcGZF_boMkTfhYVsOG0rg

Konomi Akagi

 

-Szkoda je podcinać. Pozazdrościć tylko takich włosów - przyznała Kono intensywnie myśląc - Zafarbowanie ich by wystarczyło. Coś ciemniejszego może? Usiądziemy któregoś dnia to z pomocą małych iluzji pomożemy coś Ci wybrać - obwieściła sukcesywnie Konomi. -Zaufaj mi, dobrze? 

 

*** *** *** *** ***

 

W końcu Konomi dogoniła niesfornego psiaka jednak jak się okazało - nie był sam. Trzymany był przez cienistą postać. Jedno było pewne - nie miała raczej przyjaznych zamiarów. 

-Co do... - zaczęła azjatka jednak nie miała czasu żeby dokończyć. Uznała że będzie to całkiem niezły moment żeby ratując psiaka przy okazji wykorzystać nowe zdolności. 

-Hej! - krzyknęła do upiora - Puszczaj go, słyszysz! - i używając umbrokinezy chciała obezwładnić widziało. Po prostu chciała uniemożliwić mu poruszanie się. 

 

 

 


Rzuciwszy 1k10, Astaroth uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 2. 

Suma wyników = 2 +1 = 3

Powód rzutu: Umbrokineza
 

 

 

 

Edytowane przez Astaroth

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

23le5qe.jpg

13 Września 2016

Godzina: 5:57

Las Huntest

2i24vhx.jpg

 

-Łączenie się ze zewnętrznymi źródłami możesz wykorzystać w dowolnym miejscu. Channeling opiera się nie tylko na siłach natury, ale może być oparty na amuletach, słońcu, księżycu, gwiazdach czy innym nadnaturalnym stworzeniu. Musisz po prostu poznać te sposoby, by rzucać potężniejsze zaklęcia. Powierzam to w twoich rękach – powiedział Cody Daglas dołączając na chwilę do wnuka.

Mężczyzna oparł się o drzewo i zamknął oczy, wsłuchując się w odgłosy lasu.

-Zdolności możesz użyć tam, gdzie uważasz, że znajdziesz jakieś zwierzęta – odpowiedział – Może to być ogród zoologiczny czy farma znajdująca się pod miastem.

 

23le5qe.jpg

 

13 Września 2016

6:10

Gabinet Jasona

Dom Państwa Swift

Przedmieścia Harmony Falls

 

Jason Swift milczał, a Arden widział, jak ucieka wzrokiem od niego, co mogło dać mu do myślenia, że słowa Margo nie były kłamstwem.

- Ciotka Ange uważa, że powinieneś się w końcu tego dowiedzieć, a ja chciałem Ci o tym powiedzieć w dniu twoich osiemnastych urodzin – powiedział mężczyzna pocierając dłonią kark.

Widać było, że to nie jest łatwy temat do rozmów. Jason odkaszlnął nim kontynuował.

- W szpitalu psychiatrycznym „Osais” znajduje się pewna dla mnie ważna osoba, która nie zniknęła do końca z mojego życia. Płacę za jej pobyt – powiedział i tym razem spojrzał synowi prosto w oczy – Piętnaście lat temu do miasteczka przybył pewien łowca wampirów, który sam należał do tego gatunku. Nazywali go Michael. Ten mężczyzna was uratował z rąk innych wampirów, które chciały użyć waszej krwi by dostać się do pewnego zabezpieczonego grobowca. Po dokonaniu rzezi i ocaleniu młodego pokolenia czarowników, Michael chciał was zabrać i prawdopodobnie zabić. Spotkał się z miejscowym oporem czarownic, a właściwie jednej czarownicy. Reszta była wyczerpana walką z innymi wampirami i ich sojusznikami. Elizabeth wykorzystała dość niebezpieczne zaklęcie i wysuszyła Michaela. To był jedyny sposób na zatrzymanie Pierwotnego Wampira. Musiała użyć czyjegoś bicia serca i to jej brat dokonał poświęcenia. Po tym wszystkim Michael został ukryty i zapieczętowany w grobowcu, a Elizabeth straciła dostęp do swojej mocy.  Wiedziała, że inni będą chcieli dokonać zemsty. Musiałem jej pomóc, ponieważ ją kochałem. Kochałem twoją matkę.

 

 

 

 

 

  23le5qe.jpg

 

13 Września 2016

6:17

Przystanek Autobusowy

Centrum Harmony Falls

mtbkfs.jpg

 

Palenie można było uznać za niezdrowe. Każdy o tym wiedział i każdy o tym tak sądził, ale zapalenie wspólnie papierosa czasami zbliżało do siebie ludzi i tworzyło atmosferę do luźnych rozmów.

- Gdzieś ty się urwała? – zapytała blondynka – Zajęcia zaczynają się o siódmej trzydzieści. Dwadzieścia po siódmej przyjeżdża ostatni bus z uczniami – dodała kręcąc głową, po czym skupiła się na paleniu papierosa.

- Nie jestem dobra w opowiadaniu o sobie, ale niech ci będzie – odpowiedziała Broklyn, wypuszczając obłoczek dymu – Brokyln Meyers, mieszkanka Harmony Falls od urodzenia. Interesuję się muzyką i zespołami muzycznymi. Często niszowymi niż tymi bardziej znanymi. Gram na perkusji, fortepianie i gitarze czyli jestem multiinstrumentalistką. Moi rodzice prowadzą restaurację „Pod Czerwoną Różą”. Czasami im pomagam. Lubię nocne spacery i wschody słońca obserwowane z plaży. Moim marzeniem jest wyjazd do Nowego Jorku i tam spędzenie kilku szalonych nocy – powiedziała jasnowłosa zaciągając się papierosem – Lubię karty tarota, dynie, szarlotki i pieczeń moją mamy – dodała, śmiejąc się przy tym cicho – No i podglądać lekkoatletów podczas ich rozgrzewki – zachichotała

 

 

  23le5qe.jpg

13 Września 2016

6:07

Pokój Lily

Dom Panstwa Cooper

Przedmieścia

 

 

2uhmtsk.jpg

- Chętnie zobaczę ślady po tych twoich pazurkach – zażartowała Riley, która na dodatek tajemniczo się uśmiechnęła. Przez chwilę na jej twarzy pojawił się cień zawodu, gdy usłyszała odmowę wzięcia wspólnego prysznicu.

-Szkoda, ale w sumie może następnym razem się skusisz – dodała kokieteryjnie

Chwyciwszy ręcznik do dłoni, Lily ruszyła do łazienki pozostawiając Riley samej sobie.

 

  23le5qe.jpg

13 Września 2016

6:20

Kuchnia

Dom Panstwa Cooper

Przedmieścia

 

Po zabiegach higienicznych obie dziewczyny znalazły się kuchni przy zastawionym stole. Dzisiejsze śniadaniowe menu obejmowało płatki kukurydziane z suszonymi morelami, rodzynkami i orzechami , a także miodem. Dodatkiem do tego było mleko w kubkach. Istnie pożywny posiłek. O tej porze, tylko mama Lily była na nogach. Odziana w jasnoniebieski szlafrok   kobieta pakowała do dwóch śniadaniowych toreb drugie śniadanie.

- Nie spóźnij się tylko do szkoły – powiedziała – Idę się przejść z Johnnym – dodała

Apple zaczęła nawoływać domowego pupila, by po chwili opuścić kuchnię.

Riley tymczasem usiadła do stołu i zajęła się swoją porcją płatków.

- Zostawisz mi do siebie jakiś kontakt? – zapytała nagle

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

6:04

Pokój Konomi

Dom Panstwa Akagi

Przedmieścia

2cpe3i0.jpg

 

Karmen przez chwilę milczała.

- Zastanowię się nad tym – powiedziała – Ale nic z góry nie obiecuję – dodała szybko.

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

6:14

Okolice domu

Przedmieścia

14cryf4.jpg

 

Wokół dłoni Konomi pojawiły się cieniste wstęgi, które zostały szybko rozproszone. Azjatka widziała, jak cień został lekko popchnięty. Stwór wydał z siebie głośny syk i odrzucił Bayleya, po czym unosząc się kilka centymetrów nad ziemią zaczął ruszać w kierunku Konomi.

- Umrzesz…. Szybko… - wycharczał , machając dłonią.

Z pobliskiego chodnika wystrzeliły dwie czarne, grube liany, które owinęły się wokół dłoni nastolatki.

- A może poddam cię torturom? – zapytał cień zbliżając się i zatrzymując się tuż przed samą Konomi. Istota wypuściła ze swojej dłoni  cienisty obłoczek, który trafił w twarz młodej wiedźmy zostawiając po sobie szarość, a sama czarownica poczuła się słabiej, jakby jej niedawna siła ją opuściła. Kątem zerknęła na przestraszonego i skulonego Bayleya.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

21dimnb.jpg

John Daglas

 

-Czy z Okiem Lasu wiąże się jakieś ryzyko? Jak długo można przebywać w zwierzęcym umyśle? Co się wtedy dzieje z moim ciałem? I może to głupie pytanie, ale co się stanie jak zwierzę w umyśle którego przebywam zostanie zranione, lub zabite?

John również powstał i oparł się o drzewo. Zamknąwszy oczy oddał się kojącemu śpiewowi lasu.

Ogarnął go spokój kiedy wsłuchiwał się w kojące odgłosy lasu.

-Nawet nie wiedziałem, że w naszym lesie żyje Ryś.

Przerwał ciszę i wspomniał niedawno odwiedzony umysł.

-To naprawdę ciekawe, ale chyba lepiej wrócę do treningu, niewiele czasu zostało.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

GkVblw9hv3lgUBJVjEbqtJ46XpKdkiqBmg02nfWUGVkXUZ9JTSCHTe15AiXUYcV0oMmlISnxIbYW_AYmhGKmrCU6K7I44ZP83G7gyUcL2kMFtXcGZF_boMkTfhYVsOG0rg

Konomi Akagi

 

Konomi zacisnęła zęby. Jej zaklęcie zawiodło a na dodatek mroczne macki owinęły się wokół jej dłoni. Próbowała się uwolnić jednak na daremne. Była związana a cień zbliżył się i stanął tuż przed nią. Z jej dłoni poszybował cienisty obłok uderzający azjatkę w twarz. Wolną ręką Konomi próbowała odegnać opary i zaczęła donośnie kaszleć. Dodatkowo zrobiło jej się słabiej. Jakby cała jej dzisiejsza energia ją opuściła przywracając z powrotem do sennej stazy. Tym bardziej musiała się bronić. Teraz nie tylko psa ale i siebie. 

-Podziękuję, nie jestem zainteresowana. - odpowiedziała jednak nie było już tej pewności w jej głosie. Obłok rozpierzchł trochę a wiedźma wzięła wdech i spróbowała zdmuchnąć widmo. Musiała zyskać trochę dystansu. 

 



Rzuciwszy 1k10, Astaroth uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 1. 

Suma wyników = 1 + 1 = 2

Powód rzutu: Aerokineza

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

sziz54.jpg

Arden Usoka

 

Arden patrzył na ojca bez większych emocji. Na spokojnie przyjął wieści o swojej matce, o wysuszonym wampirze oraz o całej reszcie. A przynajmniej wydawało mu się, że był spokojny.

- Więc… to… - Urwał, przełykając ślinę. Przez dłuższą chwilę nie mógł wydać kolejnego dźwięku, dopiero po chwili zapytał cicho. - Czy ona jest… normalna? To znaczy… - Arden urwał, i spojrzał na talizman – rzekomy prezent od matki. Miał nadzieję, że jego ojciec zrozumie pytanie, bo gdy próbował powiedzieć cokolwiek więcej, słowa dziwnie grzęzły w jego gardle. Zamiast tego chłopak usiadł na krześle i podparł głowę jedną ręką.

- Dobra. To później. Najpierw moja część umowy. - Arden zastanowił się przez chwilę, po czym zrelacjonował ojcu wydarzenia z poprzedniego dnia. Opisał dokładnie pierwszą i drugą wizję, pomijał jednak drastyczniejsze szczegóły, nie powiedział nic o demonie wydostającym się z Caleba, a w ostatniej walce nie wspominał nic o braciach Dixon, tylko zmienił ich w „nieznane wampiry”. Zdawał sobie sprawę, że jeśli nie jego ojciec, to jego ciotka z pewnością się o wszystkim dowie, dlatego wolał opowiedzieć wszystko teraz - w bardziej przystępnej wersji. Gdy skończył, przez długi czas milczał, jakby sam próbował przetrawić co właśnie powiedział. Dopiero po chwili podniósł wzrok.

- Nie wiem co o tym sądzisz, ale moja historia wydaje się być normalniejsza. Chociaż „normalna” to głupie słowo. - Powiedział Arden z lekkim uśmiechem. - Pewnie zrobiłeś co musiałeś, i nie było innego wyboru. Nie wiem, nie chcę tego oceniać. Ufam Ci przecież, tato. - Arden westchnął lekko. - Ale chciałbym prosić o to samo. Szczerze, na razie nie wiem co się ze mną dzieje, a całe to zamieszanie z magią mnie denerwuje. Ale chciałbym to rozgryźć sam. Przynajmniej na razie.

Edytowane przez Obi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

27zdn2s.jpg

Fabienne Fusion

 

 

-Hah, a kto ich nie lubi podglądać - zaśmiała się, puściła oczko i pchnęła lekko Broklyn w ramię. Wysłuchała to co miała o sobie do powiedzenia Broklyn, były pod pewnym względem podobne, Fabi też lubi muzykę mniej znanym szerszej publiczności wokalistów. Zaciągnęła się ponownie. Dym wypełnił jej płuca.

-Ach, wiesz ja ostatnio miałam różne przygody, więc jestem trochę nieogarem w ostatnim czasie - przyznała się bez bicia, ale swoją drogą musi się obudzić i wziąć się w garść.

-Wiesz, że zawsze chciałam zagrać na perkusji - po czym dodała -Naprawdę. Jakoś w piosenkach zawsze lubiłam wsłuchiwać się w bębny i rytmicznie wystukiwać nogą - powiedziała Fabi.

-Nocne spacery? - zdziwiła się podtrzymując konwersację -Ale masz na myśli po chodniku? W oświetleniu latarni - powiedziała blondynka. W sumie też by sobie pochodziła w nocy czy rankiem wczesnym pobiegała sobie, ale jest szkoła i musi wracać do domu o przyzwoitej porze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2uqkkys.jpg

Lily Cooper

 

Chwyciwszy za ręcznik szybko udała się do łazienki, by jak najszybciej umyć się i wpuścić Riley pod prysznic. O ile jej nowa "współlokatorka" (co prawda tylko na jedną noc, ale to też się liczy) nie musiała zasuwać na 7.30 na zajęcia, to Lily niestety nie miała takiego komfortu i trzeba było się pośpieszyć. Znalazła się w łazience, dla pewności zamknęła drzwi. Wiedziała, że Riley jest uroczym kaktuskiem, ale jej słowa mocno ją trzymały. Wspólna kąpiel? Ciężko powiedzieć czy w tym domu to by przeszło. Nawet kąpiel z chłopakiem. No chyba, że byłaby w wieku rodziców. Wtedy mogłaby sobie na to pozwolić. Albo mieszkała sama. Tak, wtedy by mogła w taki sposób oszczędzać wodę. Ale nie teraz. Rachunki aż tak wysokie nie są. Szybko zdjęła z siebie piżamkę, wkroczyła do wanny i zasłoniła się tą całą "ścianką". Odkręciła wodę i poczuła przyjemne ciepło, uśmiechając się do siebie. Chwyciła za szczotkę do pleców, mydło i zaczęła się myć....

 

O dziwo, błyskawicznie uwinęła się z porannym myciem. Owinięta w jeden ręcznik, z drugim na głowie szwendała się jeszcze po łazience. Klasycznie, bez jakiegoś większego makijażu. Wytarła się szybko, pobiegła do swego pokoju i tam ubrała się w wyjściowy strój na zajęcia. Spakowała książki i zeszyty do torby, po czym zbiegła do kuchni, wciąż z ręcznikiem owiniętym na głowie. Pocałowała swoją mamę na dzień dobry i zasiadła do stołu na śniadanie.

- Mamo, nie martw się. Nie spóźnię się. Riley już przypilnowała mnie abym wstała szybko z łóżka. - powiedziała wlewając mleko do pojemnika z płatkami. Po chwili jej mama zawołała Johnniego i wyszła z nim na spacer. Riley spytała się o kontakt.

- Czy zostawię?! - spytała się z ustami wypełnionymi płatkami i mlekiem, spływającym strużkiem po kącikach jej ust. Głośno przełknęła jedzenie - Jasne, że zostawię! - rzuciła sięgając po telefon komórkowy, miała tam wypisaną swoją wizytówkę. Riley może przepisać jej numer - Wiesz co? Pamiętasz jak pytałaś się mnie o nagrodę? Wiem co chcę! Odwiedź mnie kiedyś znowu. Tym razem zapowiedź swoje przybycie bym mogła powiedzieć mamie. Chcę być znowu tu przyjechała, ale na dłużej! Tak, to będzie idealna nagroda! - powiedziała to z uśmiechem szerokim, od ucha do ucha. Aura szczęścia aż promieniowała od niej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

Godzina: 6:00

Las Huntest

2i24vhx.jpg

 

- Każda zdolność niesie ze sobą ryzyko. Nie ma żadnej bezpiecznej drogi, John – powiedział  Cody, obdarzając Johna dobrotliwym uśmiechem – Wszystko zależy od siły twojego umysłu. Jeżeli zdoła on okiełznać zwierzęce instynkty zwierzęcia, wtedy utrzyma się w nim dłużej. Słyszałem, że rekord tej zdolności wynosi pełne dwadzieścia cztery godziny. Twoje ciało i umysł da znać, o nadwyrężonych siłach  i musisz się z tym liczyć, że wycofa twój udział w życiu zwierzęcia – dodał Kitsune, a następnie zastanowił się nad kolejną odpowiedzią. John widział, jak dziadek zbiera myśli

- Odczujesz jego fizyczny ból. Poczujesz się, jakbyś ty umierał, a nie ono – odparł krótko i skinął głową, gdy John wspomniał o rysiu oraz o powrocie do treningu.

Mężczyzna kazał chłopakowi na ponownym połączeniu się z lasem, by rzucić zaklęcie, które John miał opanowane. Nastolatek podniósł swoją głowę by spojrzeć na wysokie drzewa. Zauważył trzy poruszające się ciemne kształty, które z każdym ruchem robiły się coraz bardziej wyraziste.

fd8var.jpg

 

Zakapturzone, widmowe i przesiąknięte  mrokiem istoty w poszarpanych, starych pelerynach wysuwały z pod długich rękawów pokryte licznymi strupami dłonie, by nakierować swój lot.

 

 

23le5qe.jpg

 

13 Września 2016

6:15

Gabinet Jasona

Dom Państwa Swift

Przedmieścia Harmony Falls

 

Jason kaszlnął i zawiesił spojrzenie na swoich butach.

- Musisz zrozumieć, że pobyt w Oasis bywa na swój sposób destrukcyjny dla pacjentów, a zwłaszcza dla nadnaturalnych pacjentów – poprawił się – Twoja matka zachowała trzeźwość umysłu. Sądziłem, że się przełamie, ale jej umysł to prawdziwa twierdza. W końcu jest wróżbitką, a ty odziedziczyłeś po niej zdolności. Nie jestem ekspertem w tych sprawach i zakładam, że tylko twoja matka lub inny wróżbita mógłby cię odpowiednio nakierować.

Po tej odpowiedzi przyszedł czas na historię opowiedzianą przez Ardena.

Ojciec pokiwał powoli głową, zachowując przy tym poważny wyraz twarzy.

- Skoro to ty otrzymywałeś wizje, a nie twoja ciotka to uważam, że powinieneś się tym sam zająć. Cieszę się, że jednak nie jesteś skazany na samotne działanie w tej sprawie. Dziękuję, że powiedziałeś mi prawdę. Będę się co prawda częściej martwił o twoje późne powroty, ale wierzę, że za wszelką cenę nie dopuścisz do swojej śmierci.

Stuk.

Rozległo się głuche uderzenie w okno.

Łup.

Rozległ się odgłos gwałtownie tłuczonej szybki. Jason rzucił się na Ardena, by przysłonić go swoim własnym ciałem.

Do pomieszczenia wpadły trzy ciemne kształty, które uformowały się w…

fd8var.jpg

 

Zakapturzone, widmowe i przesiąknięte  mrokiem istoty w poszarpanych, starych pelerynach wysuwały z pod długich rękawów pokryte licznymi strupami dłonie.

 

 

  23le5qe.jpg

 

13 Września 2016

6:18

Przystanek Autobusowy

Centrum Harmony Falls

mtbkfs.jpg

 

-Jakie my jesteśmy niegrzeczne – zażartowała Broklyn i odpowiedziała klepnięciem w ramię – Przygody? Opowiedz mi o jednej z nich. Co się ciekawego wydarzyło u naszej Fabienne? – zainteresowała się blondynka

Rozmowa zeszła na temat muzyki, którą bardzo lubiła Meyers.

- Ohhh, nie wiedziałam, że masz takie marzenie, ale wiesz co? Mogę je częściowo spełnić. Wybierz się ze mną do publicznej szkoły muzycznej. Mają tam świetlice i pozwalają zapoznać się z sprzętem. Uwierz mi, że może być fajnie. Nie musi to być dzisiaj, może być i za tydzień – powiedziała nastolatka. Brokyln dopaliła papierosa, po czym rzuciła jego końcówkę na chodnik i zadeptała butem.

- Wszystko zależy od pogody i mojego nastroju. Jak potrzebuję większej adrenaliny to wybieram się w taką podróż bez żadnego oświetlenia, a jak chcę się tylko po prostu przejść to stawiam jednak na blask latarni – odpowiedziała na zadane pytanie.

W oszklonej ścianie przystanku Fabienne zauważyła odbicie czarnej smugi, która pojawiła się na niebie. Zaciekawiona nastolatka zwróciła uwagę na ten szczegół i odwróciła swoją głowę w tym kierunku. Czarnej smudze towarzyszyły dwie inne, które zaczęły się przekształcać w coś dziwnego.

fd8var.jpg

 

Zakapturzone, widmowe i przesiąknięte  mrokiem istoty w poszarpanych, starych pelerynach wysuwały z pod długich rękawów pokryte licznymi strupami dłonie. Stworzenia szybowały  ku Fabienne i Broklyn. Osoby czekające na autobus nie zwrócili uwagi. Być może ich nie dostrzegali tak jak Fabienne.

- Coś ciekawego tam widzisz? – zapytała Broklyn

 

23le5qe.jpg

 

13 Września 2016

6:20

Kuchnia

Dom Panstwa Cooper

Przedmieścia

 

- Zrobiłabym  jeszcze parę innych rzeczy by bardziej ją rozbudzić – powiedziała cicho Riley i puściła oczko do Lily. Obie pannice zajęły się posiłkiem, podczas gdy gospodyni była na spacerze z psem.

Czarodziejka uśmiechnęła się słodko.

- Jesteś kochana – powiedziała biorąc telefon od młodej czarownicy.

Dziewczyna wstała z krzesła i podeszła do lodówki, by wyrwać jedną z tych żółtych karteczek na okazjonalne notatki. Powróciła z nią i zaczęła przepisywać numer. Odłożyła długopis i oddała telefon właścicielce, a następnie wróciła do płatków.

Gdy usłyszała propozycję nagrody aż podskoczyła w miejscu.

- Jasne, że przyjadę do ciebie w odwiedziny i zostanę tyle, ile będzie potrzeba, kochanie – zgodziła się czarodziejka – Na pewno będzie super – dodała z uśmiechem na twarzy.

Nagle rozległ się głośny krzyk. Lily poznała ten głos. To głos jej mamy…

Riley zerwała się ze swego miejsca jak oparzona i chwyciła za dłoń blondynkę. Obie wybiegły z kuchni, by sprawdzić co się stało przed domem.

 

23le5qe.jpg

 

13 Września 2016

6:30

Podwórze Coperów

Dom Panstwa Cooper

Przedmieścia

 

70w9cp.jpg

 

Apple Cooper leżała nieprzytomna na ziemi, a Johnny szczekał na intruzów, którzy ośmielili się zaatakować mamę Lily. Kobieta była otoczona przez trzy zakapturzone, unoszące się nad ziemią istoty odziane w stare podziurawione peleryny. Z długich rękawów szat wysuwały pokryte licznymi strupami dłonie, których paznokcie dawno nie widziały pilniczka i mydła.

 

fd8var.jpg

 

Upiory, które jeszcze wczoraj przegnała Lily, postanowiły wrócić i dokonać zemsty.

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

6:14

Okolice domu

Przedmieścia

14cryf4.jpg

 

Konomi znajdowała się w nienajlepszej sytuacji, która może sprowadzić na nią śmierć. Próba odsunięcia cienia za pomocą wywołanego podmuchu wiatru zakończyła się porażką. Stworzenie nawet nie drgnęło, a tylko jej cieniste włosy zostały  popieszczone przez wiatr.  Nagle stało się coś dziwnego. Wokół przeciwniczki czarownicy pojawił się ognisty krąg, który zamknął cienistą istotę.

- Zostaw moją siostrę, suko! – warknął znajomy głos

 

2cpe3i0.jpg

 

Kamen. Kochana Karmen przybyła na ratunek. Wiatr targał jej włosami, a obie zaciśnięte pięści nastolatki płonęły. Mroczne więzy, które więziły młodszą wiedźmę opadły i wsunęły się z powrotem w chodnik.

- Czy ty zawsze musisz się w coś pakować? – warknęła

Ale Konomi nie zdążyła jej odpowiedzieć, gdyż niebo zostało przecięte przez trzy czarne smugi, które z gracją wylądowały tuż niedaleko sióstr i zaczęły przybierać humanoidalny kształt.

 

fd8var.jpg

 

Zakapturzone, widmowe i przesiąknięte  mrokiem istoty w poszarpanych, starych pelerynach wysuwały z pod długich rękawów  szaty pokryte licznymi strupami dłonie. Istoty zaczęły zbliżać się do dziewcząt.

 

 

 

///Notka u MG///

Zostawiam wspólną inicjatywę wszystkich duchów mroku w waszych scenach i waszych postaci oraz towarzyszy



Duch Mroku 1: 7

Duch Mroku 2: 5

Duch Mroku 3: 13

John Daglas: 8+5=13

Cody Daglas: 10

Arden Usoka: 8+5=13

Jason Swift: 11

Fabienne Fusion: 7+5=12

Broklyn Meyers:  13

Lily Cooper: 9+4=13

Riley Carver: 17

Karmen Akagi: 8

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

21dimnb.jpg

John Daglas

 

-Znowu się zaczyna,- westchnął John. -Dziadku znasz te stwory?

Mówiąc to wskazał zbliżające się cienie.

-Czego mogą chcieć od mojej osoby? I czemu ich widok jeży mi sierść w ogonie?

Tak czy inaczej możemy przećwiczyć nowe umiejętności w walce.

Mówiąc to skupił się na własnej szybkości by dzięki niej zyskać przewagę nad przeciwnikiem.

Następnie korzystając z nowej zdolności zaatakował ogniem najbliższego stwora.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

27zdn2s.jpg

Fabienne Fusion

 

 

-Długa historia i mało kto w to uwierzy - rzekła dziewczyna i machnęła ręką. Dopaliła swojego papierosa i rzuciła niedopałek na ziemię rozdeptując go.

-Muszę spojrzeć w swój grafik, może gdzieś cię zmieszczę - powiedziała dziewczyna za śmiechem. Podeszła do wiaty by spojrzeć na rozkład jazdy i w odbiciu od reklamy zauważyła coś dziwnego na niebie. Obejrzała się i ujrzała upiora z powieści Tolkiena.

-Nie widzisz tego!? - zapytała wpatrując się w “śmierć”. Jak Broklyn mogła go nie widzieć, przecież szedł w ich kierunku. Spojrzała na osoby postronne czy też to widzą, ale chyba nie widziały tego co Fabi.

Rozmowa tu nie pomoże heh - pomyślała i zaśmiała się lekko. Poczeka aż podejdą bliżej.

Edytowane przez Adaline
Korekta

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

GkVblw9hv3lgUBJVjEbqtJ46XpKdkiqBmg02nfWUGVkXUZ9JTSCHTe15AiXUYcV0oMmlISnxIbYW_AYmhGKmrCU6K7I44ZP83G7gyUcL2kMFtXcGZF_boMkTfhYVsOG0rg

Konomi Akagi

 

Konomi musiała to przyznać. Widząc nieefektywność swoich sztuczek zaczynała panikować. Zaczęła mocniej szarpać się z mackami a przez strach nie mogła wykrztusić słowa. Jedynie co jej zostało to patrzenie z trwogą na ciemną postać. Nie ma to jak umrzeć pod własnym domem w taki sposób...

Wtem wokół postaci pojawiły się płomienie a sama azjatka została oswobodzona.

-Karmen... - wykrztusiła ze łzami w oczach. Uratowała jej życie... Nie było jednak czasu na siostrzane czułości. Zanim czarownica zdążyła powiedzieć coś jeszcze, pojawiło się kolejnych trzech adwersarzy. 

-Zostawcie nas! - krzyknęła niezbyt otrząsnąwszy się po poprzedniej porażce i pod wpływem paniki spróbowała raz jeszcze obezwładnić jednego z duchów mocą kontrolowania mroku. Może te będą bardziej podatne. 

 



Rzuciwszy 1k10, Astaroth uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 8. 

Suma wyników = 8 + 1 = 9

Powód rzutu: Umbrakineza

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2nh0pxj.jpg

Markus York 

 

Po rozmowie i kolacji Markus udał się na spoczynek, choć bardzo potrzebował snu, nie mógł zasnąć, rozmyślając i analizując cały dzień i to co powiedział dziadek.

Po przemyśleniu za i przeciw w końcu podjął decyzje, musi stać się silny, a to może zagwarantować moc odziedziczona po przodkach.

 

Sen nie trwał długo, a przynajmniej nie na tyle by całkowicie pozbyć się zmęczenia, które ogarnęło chłopaka po wczorajszym dniu. Wyłączył ospale budzik który nie zmienię, oświadczał, koniec snu.

- Czas wstawać - Powiedział do siebie Markus, przeciągając się i siadając na brzegu łóżka, gdy już miał wstawać poczuł, zawrót głowy i kobiecy głos.

- Nigdzie nie pójdę! - Warknął, przepełniony gniewem zrodzonym z bezsilności, i zaczął tamować krwotok z nosa.

Po tym jak zatamował krwotok i ogarnął poranną toaletę, wyszedł spokoju i ruszył do jadalni w której już powinien czekać na niego opiekun.

- Przemyślałem to dziadku, pragnę zostać czarnoksiężnikiem.  

Edytowane przez Emyrh

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2uqkkys.jpg

Lily Cooper

 

 

Śniadanie upływało w miłej atmosferze. Oczywiście, do czasu.... Lily powoli poznawała Riley i jej...żarciki? Podejście do życia? W każdym bądź razie na jej słowa o "zrobieniu paru innych rzeczy by bardziej ją rozbudzić" Lily zrobiła się lekko czerwona i skupiła swój wzrok na misce z płatkami i mlekiem, nie podnosząc głowy przez kilka sekund zanim rumieniec zszedł z jej twarzy. Wzięła w końcu głęboki oddech by się uspokoić. Zastanawiała się o jakich "rzeczach" Riley myślała. I o jakich rzeczach pomyślała Lily?! Co za niegrzeczna hipiska!

Atmosfera była jednak bardzo dobra, jej mama wyszła z Johnnym na spacer, a ona podzieliła się numerem telefonu z dziewczyną z Nowego Jorku. Idealny ranek. Poza tym, że zaraz musiała iść do szkoły...Właśnie! A może poprosić mamę o to aby zostać w domu i cieszyć się obecnością panny Carver? Zrobi to gdy Apple wróci z psem do domu.

Nagle jednak Lily usłyszała krzyk przed domem. Wybiegła razem z Riley z domu, wciąż z ręcznikiem na głowie. Nagle jej oczom ukazał się koszmarny widok. Jej mama leżała nieprzytomna na ziemi, pies szczekał, a trzy cieniste istoty, te same, które wczoraj ścigały Lily, lewitowały obserwując leżącą matkę Lily. Młoda Cooper obserwowała wszystko w szoku, jej usta drgały w sposób nieopanowany. Nagle z jej gardła wyrwał się okrzyk pełen bólu i przerażenia.

- MAMOOOOOOOOOOOO! - krzyknęła robiąc krok do przodu, ale szybko się zatrzymała. Jej wzrok skakał to z jednego demona na drugiego. Nawet nie zerknęła na Riley. Nie dała rady. Tylko szepnęła w jej stronę.

- Proszę...pomóż nam - ręcznik spadł z jej głowy, nawet na to nie zareagowała. Ale kogoś jeszcze trzeba było uratować, oprócz jej mamy.

- Johnny! Johnny! Do nogi! Błagam cię, chodź tutaj Johnny! Do mnie, już, szybko! - krzyczała na psa, roztrzęsiona. W końcu jednak coś w jej pękło.

- Nie daruję Wam tego! Nigdy! Zostawcie nad w spokoju! Phasmatus Ignitium Dos Ex Salvo, Phasmatis Ignitium Dos On Salvo, Phasmatis Ignitium Dos On Salvo! Phasmatus Ignitium Dos Ex Salvo, Phasmatis Ignitium Dos On Salvo, Phasmatis Ignitium Dos On Salvo!! - krzyczała przez łzy, próbując się skupić na jednej z istot, rzucając zaklęcia.

 

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

23le5qe.jpg

13 Września 2016

Godzina: 6:03

Las Huntest

2i24vhx.jpg

 

- To żywiołaki ciemności – powiedział dziadek obserwując zbliżające się stworzenia – Istoty powiązane z mrokiem, złem i miejscami, w których zagościł cień

John skupił się na szybkości lisa. Chłopak czuł, jak wszystko wokół niego ulega spowolnieniu. Nawet te falujące płaszcze upiorów. Nie trwało to zbyt długo, coś zablokowało lisią zdolność, jednak Daglas połączył się z lasem, by wykorzystać jego moc do przygotowania zaklęcia.

Udało się. Po wypowiedzianej formułce, najbliższy upiór stanął w płomieniach i zaczął machać dłońmi. Przynajmniej był chwilowo wyłączony z walki. Kątem oka, John zauważył, jak dziadek uwalnia swoją aurę w postaci humanoidalnego karmazynowego lisa o dwóch długich ogonach.

- Moja kolej – warknął nienaturalnym głosem mężczyzna, a jego oczach tańczyły ogniki. W dłoni starego Daglasa pojawiła się wiązka błyskawic.  Mentor wypuścił ją kierując w stronę upiora. Ta sztuczka wystarczyła, by odrzucić wroga, który opadł na ziemię.

Drugi z monstrów zbliżył się do Codego, po czym wyciągnął swoją dłoń i chwycił go za gardło, by zacząć wysysać siły witalne i poczucie szczęścia. Na niebie pojawiły się kolejne czarne smugi.

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

6:22

Przystanek Autobusowy

Centrum Harmony Falls

mtbkfs.jpg

 

- Ale czego? – zapytała Broklyn – Nie rób sobie jaj, bo ci to kiepsko wychodzi – zironizowała blondynka nie zauważając niczego podejrzanego. Upiory zbliżały się powoli, a wraz z nimi pojawiło się zimno, które opadało na chodnik w postaci białej nawierzchni, pojawiająca się tuż po pierwszych, solidnych przymrozkach.

- Coś się zrobiło chłodno – powiedziała Meyers.

Dystans między Fabienne i jej koleżanką, a tajemniczymi istotami drastycznie się zmniejszał. To nie był dobry znak.  W końcu jeden z upiorów przyspieszył i znalazł się tuż przy Broklyn, by położyć swoją dłoń na ramieniu dziewczyny. Czarne pazury zacisnęły się na kurtce uczennicy, która głośno wrzasnęła.

- CO JEST?! –

Dziewczyna natychmiast chciała się odsunąć od niewidocznej siły, która jednak zatrzymała ją w miejscu i gwałtownie obróciła ją do siebie, by przybliżyć swe ropiejące usta do twarzy jasnowłosej. Fabienne dostrzegła jak stwór zaczyna zasysać powietrze, a wraz  coś co należy do Broklyn. Dziewczyna bledła na oczach Francuzki. Pozostałe istoty zbliżały się do trzymanej Meyers.

 

 

23le5qe.jpg

 

13 Września 2016

6:30

Podwórze Coperów

Dom Panstwa Cooper

Przedmieścia

 

Riley zaczęła gestykulować dłońmi, trzymając je blisko siebie. Lily widziała, jak czarodziejka gromadzi w nich  magiczne, słoneczne światło, które po chwili otoczyło dłonie Carver. Dziewczyna wyciągnęła jedną z nich przed siebie i uwolniła zgromadzoną moc w postaci grubego promienia w kierunku upiora. Ugodzony stwór zaczął się wycofywać, gdy poczuł ból, jaki zadawała mu tym zaklęciem czarodziejka.

Lily również nie była biernym obserwatorem. Wiedźma  recytowała znana formułkę czaru, by uwolnić nie tylko mamę, ale i Johnego. Buldog nie wiedział czy może zostawić nieprzytomną Apple. Wyraźnie patrzył na nią i spojrzał również na Lily, po czym zaskomlał żałośnie.

Drugi z upiorów został podpalony i to przez jasnowłosą czarownicę. Pierwsze płomienie były niewielkie, następne przywołane okazały się o wiele większe, a kolejne objęły całe ciało tego dziwacznego stworzenia. Rozległ się przeraźliwy pisk, a w powietrzu unosił się dym.

Na niebie pojawiły się kolejne czarne, cieniste smugi.  

 

 

 

 

 

 

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

6:18

Okolice domu

Przedmieścia

 

Upiorom towarzyszyło przenikliwie zimno tworzące szron na chodniku.

Jeden z nich wysunął się jako pierwszy i natychmiast zaatakował Karmen. Obrzydliwa dłoń zacisnęła się na gardle dziewczyny, a szpony drugiej zostawiły po sobie ślad na starszej Akagi. Konomi widziała, jak jej siostra syczy z bólu, a po policzku spływa pojedyncza łza. Upiór zaczął zasysać powietrze, a także kradł coś, co należało do samej Karmen. Azjatka zaczęła nienaturalnie blednąć.

Tym razem mroczna otoczka, która  pojawiła się przy dłoni spanikowanej Konomi okazała się dużo bardziej większa i silniejsza. Azjatka wystrzeliła ciemną wstęgą w lewitującego upiora karmiącego się na drugiej wiedźmie. Poskutkowało. Stwór został zmuszony do puszczenia dziewczyny, a sama Konomi czuła, jak nawiązała coś w rodzaju władczego połączenia tudzież nitki lalkarza. Karmen chwyciła się za swój policzek i powoli wstała z chodnika. Jej zaklęcie ognistego kręgu zostało rozproszone, a uwięziony wcześniej cień, odzyskał wolność.

Cień zaatakował ponownie. Tym razem w dłoni stworzył z ciemności niewielką kulę, którą cisnął w Konomi. Miotnięty pocisk zmusił wiedźmę do zgięcia się w pół. Pozostałe dwa upiory zbliżyły się do Karmen. Monstra uczepiły się jej ramion i wyglądało na to, że zamierzały się na niej pożywić bądź pochwycić.

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

6:05

Jadalnia

Posiadłość Yorków

Wschodnie Przedmieścia

Punktualnie pięć po szóstej, przygotowany do śniadania i rozmowy z opiekunem, Markus York przekroczył próg jadalni, gdzie spodziewał się zastać nakryty stół i dziadka czytającego gazetę. Jednak widok, na jaki natknął się nastolatek był daleko od idylli. Jego mentor i zarazem najbliższa rodzina leżał na stole, a nad nim znajdował się zawieszony w powietrzu zakapturzony upiór odziany w podziurawioną, starą szatę. Spod długich rękawów wysunęły się pokryte licznymi strupami obrzydliwe dłonie, które zaciskały palce na gardle starego Yorka. Mężczyzna walczył o dopływ powietrza.

fd8var.jpg

Intruz nie był sam. W pobliżu stołu lewitowała pobliska dwójka, która obróciła się, gdy wyczuła obecność świeżego mięsa. Pod stołem leżała nieprzytomna pokojówka z odgryzionym kawałkiem  łydki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Arden z lekką ulgą przyjął wiadomość o stanie umysłowym swojej rodzicielki. Powolnym ruchem dłoni wyciągnął talizman i spojrzał na niego ciekawym wzrokiem, po czym schował go z powrotem pod podkoszulek. Czuł emanującą od niego moc, jednak na razie to zignorował.

 

Reakcja ojca na jego opowieść nieco ucieszyła chłopaka. Przez chwilę milczał nie wiedząc co powiedzieć, dopiero po chwili zmusił się do krótkiego podziękowania.

- Dzięki, tato.

Arden zamierzał kontynuować dyskusję, kiedy usłyszał pukanie w okno. Zdezorientowany odwrócił się w tamtą stronę – w samą porę, żeby zobaczyć jak okno eksploduje, a do pomieszczenia wlewają się trzy czarne kształty. Przez chwilę nic więcej nie widział, jego ojciec skutecznie przypomniał mu, że powinien ochronić się przed szkłem. Arden padł na ziemię, opierając się na rękach. Pierwszą rzeczą którą musiał zrobić, było wydostanie się spod ciała ojca, która zapewne nie wiedział co się dzieje. Chłopak szybkim ruchem przeturlał się w stronę regału, po czym odwrócił się do kształtów, które zdążyły się uformować w Nazgule z Tolkiena. Chłopak wyrwał talizman z szyi po czym odwrócił się do ojca.

- Biegnij po ciotkę Ange! - Arden umilkł na chwilę. Przecież jego ojciec być może nawet nie widzi tych potworów. - Powiedz, że jakieś popieprzone istoty z cienia nas atakują. - Arden miał nadzieję, że da radę wytrzymać do czasu przyjścia jego osobistego rodzinnego magicznego wsparcia, jednak na razie nie zawracał sobie tym głowy. Z ogromną nadzieją, że jego nowe zaklęcie zadziała jak należy, wyciągnął dłoń w stronę widma najbardziej po prawej, próbując zaatakować go klatką myślową.

-Udław się. - Usoka nie skończył jednak, i chwytając mocniej talizman wzmocnił moc zaklęcia.

- A tym się zabij. - Powiedział lekko drżącym głosem, po czym spojrzał na drugie widmo. Mimo, że mógł tego później pożałować, musiał coś zrobić. Nie wiedząc jednak czy cień jest choć trochę materialny, ani czy pozbawienie go mowy cokolwiek uczyni, zdecydował się po prostu zadać mu ból.

-Errox fumax. - Powiedział, po czym wycofał się za fotel, na którym opierał się kilka minut temu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

27zdn2s.jpg

Fabienne Fusion

 

 

Chciała się upewnić czy to nie jest czarownica tak jak Fabi, jednak była zwykłą dziewczyną.

-Nic. Już nic - oznajmiła i przeniosła wzrok na Upiora. To kaszana, ale starała się zachować pozory normalnych zachowań.

-Wiesz schowaj się pod wiatą będzie ci cieplej. Usiądź - powiedziała i lekko pchnęła Broklyn pod wiatę by się schowała, cofając się i wypowiedziała słowa.

-Delfan eoten cor - miała nadzieję, że zadziała za pierwszym razem, bo ostatnie takie spotkania nie kończą się dobrze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

GkVblw9hv3lgUBJVjEbqtJ46XpKdkiqBmg02nfWUGVkXUZ9JTSCHTe15AiXUYcV0oMmlISnxIbYW_AYmhGKmrCU6K7I44ZP83G7gyUcL2kMFtXcGZF_boMkTfhYVsOG0rg
Konomi Akagi

 

Konomi musiała ratować siostrę z rąk upiora, teraz to się liczyło biorąc pod uwagę że starsza miała kłopoty. Tym razem czar zadziałał i azjatka poczuła moc. Władzę. Mogła sterować upiorem jak kukiełką. To było... intrygujące uczucie. Istota była na jej łasce. Ciekawe czy kontrola nad ludźmi też jest tak... satysfakcjonująca. Nie zdążyła jednak wystarczająco zafascynować się posiadaną potęgą. Znienacka uderzyła ją mroczna kula. Konomi straciła oddech a świat zrobił się ciemniejszy na chwilę. W miejscu trafienia pozostała czarna, niby-osmolona jama. Dziewczyna nie czuła się dobrze ale musiała działać. Nie może zostawić Karmen i Bayleya na pastwę upiorów. Rzuciła okiem na uwolnione widmo. Ruszyła swoją kukiełkę by ta spróbowała odciągnąć duszka. Najlepiej z użyciem szponów czy czegokolwiek innego. Byleby jak najmniej przeszkadzała. 

Sama Wiedźma widząc co się dzieje musiała interweniować u siostry. Poderwała się na tyle na ile mogła i w biegu do siostry spróbowała oddmuchnąć od niej napastników. Niezależnie od efektu jej celem było żeby znaleźć się tuż przy siostrze i otoczyć je obie bąbelkiem odpychającym mrok. Jeśli potrafi kontrolować mrok to może też uczynić by ten nie mógł przejść danej granicy.

-Karmi, słabo wyglądasz. Albo mamy jakiś plan albo bierz Bayleya i spadamy stąd. Długo ich nie utrzymam. - rzuciła niby z przekąsem Konoomi. W praktyce była jednak mega zestrachana i wiedziała że to nie czas na żarciki. na szali było ich życie. 

 

 



Rzuciwszy 1k10, Astaroth uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 6. 

Suma wyników = 6 

Powód rzutu: Aerokineza - podmuch wiatru

 

 

Rzuciwszy 1k10, Astaroth uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 10. 

Suma wyników = 10 

Powód rzutu: Umbrokineza - sfera odporności na mrok

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

 

23le5qe.jpg

 

 

13 Września 2016

 

6:18

 

Gabinet Jasona

 

Dom Państwa Swift

 

Przedmieścia Harmony Falls

 

 

 

fd8var.jpg

 

 

Upiory. Przerażające upiory unosiły się nad podłogą. Ardenowi udało się wydostać spod ciała Jasona, który powoli się podnosił. Gdy tylko usłyszał polecenie syna, skinął szybko głową i ruszył ku drzwiom, jednak upiór okazał się szybszy. Stwór wystrzelił pod postacią cienistej smugi i pojawił się w samym progu pomieszczenia. Cienista istota syknęła i zamachnęła ręka zostawiając rozciętą koszulę mężczyzny na piersi. Jason cofnął się przerażony, a bestia wypuściła z swoich ust czarny pył, który opadł na twarzy, ramionach i włosach ojca Ardena. Chłopak widział jak  tato zaczyna się krztusić i gwałtownie blednąć na jego oczach.

Chłopak wiedział, że musi się bronić, więc sięgnął po swój magiczny arsenał. Zaklęcie trafiło i zatrzymało w miejscu upiora, który wydał z siebie przeraźliwy syk.  Czar stworzył niewidzialną pętlę, uciskającą jego głowę. Stwór tylko syczał i machał w miejscu dłońmi. Nie mógł się na niczym skoncentrować. Z kolei drugie stworzenie zostało szarpnięte przez zdolność zadawania bólu. Nie zgięło się w pół czy padło na kolana, jak w przypadku wcześniejszych wrogów, ale zdecydowanie wydawało z siebie szarpane i przerywane odgłosy świadczące o przeżywaniu bólu.

 

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

 

6:22

 

Przystanek Autobusowy

 

Centrum Harmony Falls

 

 

fd8var.jpg

 

 

Jeden z upiorów, które trzymały Broklyn, odepchnął zbliżającą się do nich Fabienne, która próbowała uratować koleżankę.  Widząc, jak niewidzialna siła  powstrzymuje młodą wiedźmę, starsza pani krzyknęła do Francuzki

- Co ty wyrabiasz, smarkulo?! Na wygłupy ci się zabrało?!Zachowuj się, bo inaczej wezwę policję

 

Inne osoby zwróciły także uwagę na Fabienne i Broklyn.

- Mamusiu, co one robią? – zapytała dziewczynka

- Nie patrz na nie, słonko. Pewnie są pod wpływem jakiś środków odurzających – powiedziała matka i odwróciła swoją córkę od tego widoku.

Fabienne jednak nie pozostała bierna na los przyjaciółki. Po wypowiedzeniu formuły zaklęcia, wiedźma czekała jego efekt, który przyniósł swoje żniwa. Jeden z najbliższych upiorów został oderwany od dziewczyny, a jego klatka piersiowa była wypychana gwałtownie do przodu. W końcu istota się ubiegła, gdy rozległo się gwałtowne trzaśnięcie widmowych kości czy co tam się w tym wnętrzu ciała tego potwora się znajdowało. W dłoni Fabienne pojawiło się plugawe, czarne, wciąż poruszające się, ociekające brudną krwią serce. Dziewczyna widzi, jak pozbawiony tego ważnego organu, potwór osuwa się, a następnie zamienia się w dziwną maź, która wchłania się w chodnik.

Jeden z trzech zdjęty. Pozostałe upiory zostawiają Broklyn w spokoju i zmieniają swój cel.

Pierwszy z nich dość szybko pojawia się przy wiedźmie, a następnie jego dłoń ląduje na szyi dziewczyny. Stwór podnosi czarownicę wysoko, by następny cienisty stwór pojawił się u jej boku i spił  witalne siły. Tak też czynią. Fusion czuje, jak pierwsze siły ją opuszczają. Osłabiona Broklyn mdleje na chodniku. W końcu ktoś z nadchodzących przechodniów podchodzi do niej, ignorując całą scenę i sprawdza jej tętno.

- Chyba zasłabła! – krzyczy

Mężczyzna decyduje się na wezwanie pomocy.

- A gdzie ta druga? – pyta się starowinka

- Chyba uciekła – odpowiada matka dwójki dzieci

 

 

23le5qe.jpg

13 Września 2016

 

6:22

 

Okolice domu

 

Przedmieścia

 

 

 

fd8var.jpg14cryf4.jpg

2cpe3i0.jpg

 

 

Sterowany upiór zbliżył się do uwolnionego widma, po czym wysunął swoje dłonie i przy pomocy szponów, które wbiły się w cienistą dziewczynę odciągał ją od Konomi i jej siostry. Zasięg nie był zbytnio daleki. W każdej chwili smycz mogła zostać przerwana, a kontrola utracona. Czarownica widziała, jak monstrum próbuje z tym walczyć.

 Wywołany podmuch wiatru okazał się dość dobrym manewrem. Upiory zostały zmuszone do tymczasowego oderwania się od starszej Akagi, a sama Konomi szybko znalazła się przy siostrze. Wiedźma skupiła się na użyciu mocy i utworzyła cienistą sferę, która okazałą się swego rodzaju barierą, odpychającą intruzów.

- Próbujemy uciec. Może sobie odpuszczą – powiedziała Karmen, spoglądając w kierunku drzewa, gdzie leżał domowy pieszczoch.

Starsza czarownica łapała oddech i nie wyglądała jakby była zdolna do rzucenia zaklęcia. Przynajmniej nie w tej chwili. Tymczasem pozostała dwójka upiorów zaczęła uderzać swymi łapami o ścianę sfery.

Edytowane przez Obi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

21dimnb.jpg

John Daglas

 

-Myślałem, że mamy umowę.- Szepnął chłopak na wspomnienie ciemnego wilka. -Tak to jest jak próbujesz dogadać się z wilkami.

Kiedy jedna z istot zbliżyła się do dziadka oczy oczy Johna zwęziły się do dwóch wąskich szparek.

-Nikt nie krzywdzi mojej rodziny.

Postanowił po raz kolejny skorzystać z potęgi natury i wykorzystać ją do zaklęć. Oczy zabłysły mu zieloną poświatą kiedy wyciągnął dłoń i wyszeptał ciche - Phasmatos Incendia - posyłając w kierunku mrocznej istoty atakującej dziadka mordercze płomienie.

-To moja ziemia. Precz!

Edytowane przez Swara

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2nh0pxj.jpg

Markus York 

 

 

Markusa po przekroczeniu progu jadalni zmroziło, nie spodziewał się zobaczyć, sceny walki Dziadka o odrobinę powietrza z zakapturzoną postacią. Markus omiótł wzrokiem jadalnię, nie miał wielkich szans sam przeciwko tym istotom, które potrafiły pokonać nawet pana tego domu.
Analizując na szybko kilka scenariuszy w głowie, Markus wybrał jedyny, który ma największą szansę na powodzenia, a jest nią uwolnienie pradziadka.
York skierował wzrok na istotę, która trzymała za szyje staruszka i ruchem ręki, użył swojej zdolność zadawania bólu, potem na swoim celu wykorzystał telekinezy by siłą i z zaskoczenia oderwać potwora od swojej ofiary, przy okazji starał się ,skierować zakapturzoną postać w stronę pozostałej dwójki by ta zatrzymała lub spowolniła atak.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2uqkkys.jpg

Lily Cooper

 

Sytuacja zaczęła być lepsza niż na początku. Tak przynajmniej mogło się wydawać. Na początku było ich trzech, ale teraz, dzięki świetnym zaklęciom Riley i Lily tak naprawdę tylko jeden demon był nietknięty. Pozostałe dwa w mniejszym lub większym stopniu były wyłączone z walki. Dobra robota dziewczęta! Lily zerknęła jednak na Johnnego. Kochana Gajo....co za pies. Jak nie zdrada swej właścicielki i oddanie siebie dla dopiero co poznanej osoby, ignorując totalnie tę która go karmi, tak teraz udaje wariata i nie wie co zrobić. A niby jest taki...inteligentny. Albo na takiego pozuje. Dramat... Okej, w każdym bądź razie Lily była pewna, że zaraz wszystko ogarnie. Jednak te pojawiające się na niebie czarne smugi mocno zaniepokoiły Lily.

- Riley! Spójrz na niebo! Ich...chyba jest więcej! - powiedziała przerażona do swej towarzyszki. Nie mogą sobie pozwolić na dłuższe starcie! Muszą pokonać te trójkę aby mieć jakieś szanse. Każde kolejne przywołanie ich skutkować będzie porażką... Ale najpierw...

- Johnny! Powiedziałam Ci już! Do mnie! Natychmiast! - zawołała jak przez łzy młoda Cooper. Skupiła się na trzecim, jeszcze całym demonie - Phasmatus Ignitium Dos Ex Salvo, Phasmatis Ignitium Dos On Salvo, Phasmatis Ignitium Dos On Salvo!!

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

27zdn2s.jpg

Fabienne Fusion

 

 

Fabienne poczuła zimną dłoń pod szyją. Nie mogła złapać tchu, a przez co nie mogła również wypowiedzieć zaklęcia, bo wszystkie były werbalne, więc postanowiła zaatakować wręcz. Nie czuła podłoża pod stopami, więc tylko machała nogami próbując choć na ułamek sekundy dotknąć ziemi, by wybić się w górę lub odsunąć od poczwary.

Na co mi to było? Grunt, że jeden padł - pomyślała. Wierzgała nogami próbując kopnąć stworzenie w nogę, wtedy może uda jej się złapać oddech i wypowiedzieć zaklęcie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

GkVblw9hv3lgUBJVjEbqtJ46XpKdkiqBmg02nfWUGVkXUZ9JTSCHTe15AiXUYcV0oMmlISnxIbYW_AYmhGKmrCU6K7I44ZP83G7gyUcL2kMFtXcGZF_boMkTfhYVsOG0rg

Konomi Akagi

 

Konomi kiwnęła głową słysząc taki a nie inny werdykt. Wrogowie mają przewagę liczebną i ciul wie czym są i czego chcą i w ogóle. Lepiej z nimi nie zadzierać jeśli nie trzeba. 

-Jasne. Lecimy po Bayleya i długa do domu. Postaram się utrzymać ich ile się da. - zarządziła młodsza Akagi i asystując starszej siostrze zabrały się za manewr odwrotu taktycznego. Oby tylko zdążyły...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz