Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Aquaman

Akt 5: Czas intryg i knowań. Czas łotrów i czas bohaterów (Aquaman)

47 postów w tym temacie

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

Niemal od rana tego dnia dało się wyczuć atmosferę ekscytacji, napięcia i wyczekiwania. Ostatni dzień roku był w Valdaan świętowany tak hucznie i weselnie, jak na Ziemi. Ponieważ w Saljan wciąż przebywali goście, którzy zjechali się na wesele Oświeconej Dilmer, które nie mogło się odbyć z powodu jej porwania, wszyscy oni otrzymali zaproszenie na Wielki Bal Końca Roku, organizowany przez królową Ardenę. Już sam Bal, jako huczne przedsięwzięcie, powodował dużo pracy dla służby, a jeszcze więcej pracy dla Gwardii Zamkowej, jak i Yalein i wszystkich Sióstr. Z okazji tego Balu, książę Isaac i Shin zaproponowali Ardenie wykorzystanie ich wojsk w roli dodatkowej, zewnętrznej straży, za co królowa podziękowała i przyjęła taki prezent z wdzięcznością.

Mniej więcej około południa, atmosfera podekscytowania wzrosła jeszcze bardziej, niemal się podwoiła. Z każdą chwilą coraz głośniej szeptano o tym, że Wielki Bal Końca Roku ma zostać połączony ze spóźnionym weselem Oświeconej Dilmer, która nie tylko szczęśliwie się odnalazła, ale ma tego dnia powrócić do Saljan.

Przygotowania stały się więc dwa razy ważniejsze i po dwakroć bardziej wymagające dla wszystkich.

 

***

 

Mroźne Szczyty,

Oko Baala, Królestwo Haloriand

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

Hansten stał na wzniesieniu, pozwalając mroźnym południowym wiatrom szarpać swoje szaty i brodę. Niemal nie mrużył oczu, jakby rzucał wyzwanie samej przyrodzie, a może nawet i samemu Furrlonowi. Zdawał się nie zważać na śnieg, który raz za razem był zdmuchiwany ze ściany, przy której stał. Śnieg, który lepił się do jego odzienia i zostawał we włosach. Był królem. Królem Mroźnych Szczytów, jednogłośnie okrzykniętym tak przez Łowców Bestii, zaakceptowanym przez całe zgromadzenie kultu, przez wszystkich jego sojuszników. Otrzymał nawet błogosławieństwo Adena. Stał i patrzył na góry, w których kryło się jego królestwo, tron na którym Ragnar płaszczył swoją dupę. Tron, który miał być jego, na którym miał zasiąść. Tron, na który przyjdzie mu zaczekać.

Zaciskając gniewnie pięść, odwrócił głowę w tył, by spojrzeć przez ramię w dół wzniesienia. Tam czekali na niego jego ludzie. Czekała na niego jego armia, którą miał tej nocy poprowadzić do ataku i ku zwycięstwu. Miał. Wszystkie się zmieniło, bo Aden kazał się wstrzymać ze wszystkimi działaniami. Powstrzymał wszystkie planowane ataki. I dlaczego? Bo Oświecona Scott zaproponowała mu inne rozwiązanie.

- Panie.

Jej głos odwiódł jego myśli od gniewu, który go trawił ku osobie, która do niego dołączyła. Neah, czarodziejka i przyszła królowa całego plemienia, była jedną z niewielu osób pośród jego ludzi, które potrafiły podejść do niego tak cicho, by tego nie zauważył.

- Znaleźli sobie zajęcie? - zapytał, nawet się na nią nie oglądając.

- Tak. Pojmany Oświecony, ten… Flavio, dostarczy im rozrywki. Przynajmniej na jakiś czas - odparła. – Czy Aden powiedział na jak długo mamy wstrzymać się z atakiem?

- Nie moja piękna - mruknął. – Mamy czekać na jego znak.

- A jeśli dojdzie do porozumienia?

- Wtedy… - zawahał się. Bardzo rzadko mu się to zdarzało, ale tym razem stawka była naprawdę wysoka. – Wtedy, gdy nadejdzie czas, podejmę odpowiednią decyzję. A tymczasem - odwrócił się ku niej, za plecami zostawiając widok na Genhaim. – chodźmy popatrzeć jak długo tym razem wytrzyma dumny Oświecony.

 

***

 

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

To, co jeszcze w południe było tylko plotkami, w dwie godziny później stało się rzeczywistością. Cały zamek, a także i przyramkowe okolice, szumiały już od wieści, że Oświecona Dilmer powróciła i wesele dojdzie do skutku. Nikogo zatem nie dziwił orszak krawcowych z pomocnicami, które kręciły się po zamku, pielgrzymując od jednej komnaty do drugiej, dokonując ostatnich poprawek i przymiarek. Wszyscy małżonkowie Oświeconej chcieli w tym dniu prezentować się godnie i olśniewająco.

To samo tyczyło się Chłopców Rainy, formacji utworzonej przez Joela, która miała pełnić rolę gwardii przybocznej Oświeconej. Chłopcy, nadal w pancerzach swoich pierwotnych jednostek, jeszcze bez ujednoliconych zbroi, przepasali swoje lewe ramiona, mniej więcej na wysokości bicepsów, czerwonymi harfami, kolorem Eolis, który widoczny był także w herbie Rainy i jej barwach. Ich pancerze, mimo wyraźnych rys, zadrapań i wgnieceń, lśniły niczym wykute na nowo.

To właśnie Chłopcy, gdy nadszedł odpowiedni czas, stanowili eskortę Oświeconej.

 

Około godziny piętnastej, gdy słońce zaczęło z wolna chylić się ku zachodowi, odbijając się czerwienią na białych murach zamku w Saljan, barwiąc wodę i śnieg karmazynem, w mieście rozbrzmiały dzwony. Zwiastowały początek ceremonii zaślubin, odbywającej się na zamku. Ta zaczęło się pod komnatą Oświeconej. Eolis, zgodnie z obietnicą daną Rainie, zjawiła się pod jej drzwiami, by poprowadzić swój aspekt do ołtarza. Również, zgodnie z obietnicą, nie zjawiła się naga, choć jej suknię trudno było nazwać skromną. Była jednak najbliższą skromności, jakiej można by wymagać od bogini pożądania. Jednak sama bogini nie stanowiła jedynej eskorty Oświeconej. Chłopcy Rainy otoczyli obie kobiety kordonem, w dwóch równych rzędach, maszerując równo, w rytmie. Na czele, prowadząc kolumnę, kroczył Baal, butny, gniewny i nieokrzesany jak na boga wojny przystało, o ciele przesłoniętym skórą jakiegoś bliżej nieokreślonego zwierza. Zaś pochód zamykali obaj byli Bracia, a obecni kochankowie Rainy – Ravi i Asogan.

Pochód przeszedł pałacowymi korytarzami, docierając do kaplicy Eddrona, mieszczącej się w podziemiach zamku, pomiędzy kaplicami innych bogów. Tam też czekali już obecni-przyszli mężowie Rainy – Isaac, Jessum, Eryk oraz Shin, przyszły-przyszły mąż-Sajen i najważniejsi goście, do których należeli członkowie rodzin i haremu, obie królowe Saljan jako gospodynie, Erik który reprezentował Oświeconych i kapłan mający prowadzić ceremonię. Kiedy ślubny orszak wszedł do kaplicy, nastąpiła cisza spowodowana widokiem Baala prowadzącego cały pochód. Bóg wojny, zaraz po przekroczeniu progu kaplicy, zszedł na prawo, a w ślad za nim, na boki, rozeszli się Chłopcy, odsłaniając Rainę w jej ślubnej kreacji. Gdy tylko zebrani ujrzeli pannę młodą, ciszę zastąpiły pełne aprobaty i uznania szepty. Eolis podprowadziła Rainę do czekających przy kapłanie mężczyzn, tam, składając na jej czole, policzkach i ustach, delikatne pocałunki, pobłogosławiła i odsunęła się na bok. Za Rainą i jej mężczyznami, pozostali jedynie Asogan i Ravi, ten jeden, ostatni raz, dopełniając swego obowiązku jako Bracia.

Sama ceremonia nie trwała długo. Kapłan rozpoczął ją intonując pieśń weselną, którą podchwycili pozostali uczestnicy ceremonii. Po pieśni przeszedł do błogosławieństw, składając je w imieniu wszystkich bogów, za wyjątkiem Baala i Eolis bowiem oba bóstwa udzieliły błogosławieństwa osobiście. Zaś po tym, jak współmałżonkowie złożyli sobie przysięgi, wymienili się obrączkami. Wszyscy mężczyźni nosili takie same, jedynie obrączka Rainy różniła się tak rozmiarem, jak i dodatkiem w postaci diamentu.

 

Sala Balowa, tak dobrze znana Oświeconym z przyjęcia zaręczynowego księżniczki Skalli, była wystrojona z takim samym, o ile nie większym przepychem. Wszak tego wieczora i nocy odbywał się na niej nie tylko Wielki Bal Końca Roku, ale i długo wyczekiwane wesele Oświeconej. Prawdziwe, huczne wesele, z udziałem rodzin jej małżonków, a przynajmniej większości. Również w znacznej większości, Raina pierwszy raz miała okazję poznać swoich teściów, do czego nie było jej szczególnie śpieszno. Zwłaszcza przed poznaniem matki Isaaca. Jednak królowa Fiona, w odważnej kreacji, musiała z niecierpliwością czekać na moment poznania synowej, gdyż ruszyła ku niej jak tylko zakończył się pierwszy toast. Nie szła jednak sama, gdyż towarzyszył jej małżonek, król Iraton. Raina, na jej szczęście, również nie musiała mierzyć się z tym spotkaniem sama, gdyż u jej boku znajdowała cała piątka jej małżonków.

- Oświecona Dilmer - zaczęła królowa z uśmiechem na ustach, choć w uśmiechu tym próżno było szukać jakichkolwiek oznak ciepła, czy pozytywnych uczuć. – W końcu mamy okazję poznać się osobiście.

- Kochanie - ton króla był z lekka karcący. – wszak jesteśmy rodziną. Tytuły możemy zostawić na bok. Chodź, niech cię wyściskam i złożę gratulację, moje dziecko - powiedział ze szczerym i ciepłym uśmiechem, otwierając ku niej ramiona.

Z tego, co Raina zdążyła zauważyć kątem oka, taka wylewność nie przypadła do gustu królowej.

 

Erik, znajdując się w tłumie na Sali Balowej, widział z oddali Rainę otoczoną przez swoich mężów, do których podeszła para królewska z plemienia Omani. Sam jednak nie miał okazji, by poświęcić temu rodzinno-politycznemu spotkaniu więcej uwagi, bowiem jego spojrzenie odnalazło w tłumie gości dziewczynę, która przykuła jego uwagę od pierwszej chwili, gdy ujrzał ją przybyłą do Saljan. Księżniczka Vivikka, równie piękna jak w dniu, gdy ujrzał ją pierwszy raz, w sukni balowej, przyozdobiona promieniami zachodząca słońca, które tańczyły tak w jej włosach jak i biżuterii, wyglądała jeszcze piękniej. Stała w nieznacznym oddaleniu od Erika, z kieliszkiem wina w dłoni, pogrążona w rozmowie z księżniczką Skallą i Namiestnkiem Torlem.

- Zapowiada się ciekawy wieczór.

Erik poznał ten głos, choć jej właścicielkę znał od niedawna. Królowa Gisda zmierzała ku niemu wolno, trzymając w dłoniach brzegi swej sukni. Ciemna, głęboka czerwień, z której uszyta była jej kreacja ładnie zgrywała się z barwą jej włosów, które opadały ciężkimi puklami na ramiona i plecy królowej. Urodzona wojowniczka, urodziwa nawet w męskim stroju, znacznie zyskiwała mając na sobie suknię balową. Jej siostra, księżniczka Glayme, tego wieczora również postawiła na kobiecy strój, choć jej suknia była skromniejsza niż królowej. Opalizując przy każdym ruchu, układała się w jedną, harmonijną całość z ciemnym kolorem jej włosów i naturalną surowością.

- Czy podjąłeś już decyzję, lordzie Star? - królowa zapytała bez ogródek, gdy tylko, wraz z księżniczką, znalazły się obok Oświeconego.

 

Raina dała Nielasowi jasne wytyczne – miał się trzymać z boku, nie rzucać w oczy i nie ujawniać co ją łączy z Oświeconą, aż do następnego dnia. Kiedy małżeństwo zostanie skonsumowane, a noc poślubna dobiegnie końca. Do tego czasu, najlepiej by unikał małżonków Rainy, a najlepiej także i członków jej haremu. Postawione przed nim zadanie nie okazało się wcale takie trudne. Z powodu wesela, a także balu kończącego ten i rozpoczynający kolejny rok, uwaga wszystkich zwrócona była na nowożeńców, a także na koronowane głowy, które gościły na balu. Nielas, mimo swego szlacheckiego pochodzenia, nie przykuwał wielkiej uwagi, co tylko pozwalało mu wmieszać się w tłum i zapowiadało możliwość spokojnego spędzenia tej nocy i cieszenia się z balu. Jednak Nielas szybko przekonał się, że brak uwagi ze strony wyżej urodzonych, w tym małżonków Rainy, wcale nie oznacza braku uwagi w ogóle. Stojąc w pozornie bezpiecznym miejscu, przy jednej z kolumn, w półcieniu, niedaleko stołów ze strawą i trunkami, miał doskonały widok na całe pomieszczenie i tłum gości. Okazało się jednak, że półcień nie był kryjówką idealną.

- Ukrywa się pan przed małżonką, czy może przygotowuje zamach?

Głos, który usłyszał był przyjemny dla ucha, miękki i ciepły, a pobrzmiewało w nim rozbawienie. Należał do bogato ubranej blondynki, która przede wszystkim wyróżniała się strojem-suknię, które miały na sobie wszystkie kobiety, poza Siostrami i Gwardią Zamkową, zastąpiła odzieniem wciąż kobiecym, podkreślającym przyjemne dla oka krągłości, jednak wzorowanym na męskich krojach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

we_dwoje_1_11088.jpg

Erik Star vel Mystery

 

Mystery spoglądał z góry na dziedziniec pełen krzątającej się służby i w zamyśleniu rozważał plotki, które krążyły po zamku. Jego ludzie potwierdzali, że powszechnie wierzono w powrót Oświeconej, Star nie wiedział jednak kto wypuścił tą informację i czy jest ona potwierdzona, w końcu to chyba jej mężowie powinni być najlepiej poinformowani w całej sprawie a od nich Erik nie otrzymał żadnego powiadomienia. Ostatecznie jednak i tak miał poznać prawdę, a same przyjęcie z Rainą lub bez oferowało wiele okazji na ciekawą konwersację, dlatego Star wyprostował się i ruszył w kierunku swoich komnat, by odpowiednio się do niego przygotować.

 

****

 

Ostatni dzień roku pełen był niespodzianek. Rainie faktycznie udało się uciec z niewoli, a co bardziej zaskakujące Erik musiał się o tym przekonać na własne oczy, bo nikt z jej otoczenia nie był na tyle łaskawy, by przekazać mu tą informację. Star jednak rozumiał ich sytuację i bynajmniej nie zamierzał w związku z tym tworzyć żadnych problemów. Kolejnym zaskoczeniem, przynajmniej dla Stara był strój Oświeconej, która mimo swojej reputacji zdecydowała się na suknię w białym kolorze. Niespodzianką było również pojawienie się dwóch Bogów, o ile obecność Eolis nikogo nie dziwiła, to już Baal swoim pojawieniem się wywołał spore zamieszanie. Tak, czy inaczej bal zapowiadał się ciekawie. Erik wykorzystał dotychczasowy okres zimy do odbudowania kondycji fizycznej, co można było dostrzec, przez jego strój, który teraz dokładnie przylegał do wyrzeźbionego ciała. Oświecony stał lekko z boku, opierając się o kolumnę i obserwując pozostałych zebranych, a przynajmniej tak to początkowo planował. Wszystko bowiem straciło znaczenie, gdy kolejny raz ujrzał Vivikkę, kobietę której sam widok potrafił całkowicie go rozproszyć i sprawić by zapomniał nawet o najważniejszych sprawach, której widok pobudzał w nim pożądanie, co mogło okazać się niebezpieczne w towarzystwie Rainy. Na jego szczęście dwie inne kobiety sprowadziły go na ziemię.

- Zaiste - odpowiedział Star - to może być ciekawy bal. - powiedział odwracając się w kierunku obu kobiet - Tak, podjąłem decyzję. Zgadzam się na wasz propozycję, zgadzam się zostać ojcem waszej dziedziczki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

Obie kobiety, królowa i księżniczka, uśmiechnęły się nieznacznie słysząc jego odpowiedź. Obie też dygnęły lekko, niemal niezauważalnie.

- Doskonale - oznajmiła królowa Gisda. – To pański pierwszy Bal Końca Roku - zagadnęła, zmieniając temat. – jak się pan bawi?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

we_dwoje_1_11088.jpg

Erik Star vel Mystery

 

- Wystarczy Erik. - odpowiedział - Jeśli wam to nie przeszkadza, wolałbym zrezygnować z tytułów. Tak, to mój pierwszy Bal Końca Roku w Valdaan i choć trwa jeszcze dość krótko, to zapowiada się bardzo ciekawie i najpewniej pracowicie. Można powiedzieć, że jestem jedynym Oświeconym na przyjęciu. - powiedział żartobliwie

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

- Jedynym? - zapytała księżniczka, zerkając z zaskoczeniem na siostrę.

Jednak Gisda również musiała nie zrozumieć o co chodziło Erikowi, bo pokręciła jedynie głową, wzruszając lekko ramionami. Przeniosła zaciekawione spojrzenie na Oświeconego.

- Eriku, zechcesz wyjaśnić? - dopytała. - Wszak jest tu obecna jeszcze Oświecona Dilmer, czyż nie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

we_dwoje_1_11088.jpg

Erik Star vel Mystery

 

- Tak, wybaczcie skrót myślowy. Chodziło mi o to, że wielu przebyło długą drogę, by dotrzeć na ten bal i część z nich może chcieć wykorzystać tą okazję by omówić jakiś problem z Oświeconymi. Raina natomiast właśnie świętuje swoje zamążpójście i wyobrażam sobie, że nie ma ani chęci ani głowy, by w dzisiejszym dniu na swoim weselu rozmawiać z kimś o polityce. - wyjaśnił

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BR1bQ5B.jpg
Désirée Raina Dilmer

 

[nie chce mi się tagować fragmentów, są elementy +18]

Czy obawiała się tej chwili? Ponownych zaślubin, ale pod bacznymi spojrzeniami rodzin swych wybranków, które wiedziały o jej licznych zdradach. Na pewno. Martwiła się, że nadejdzie chwila, gdy będzie musiała rozliczyć się ze wszystkich działań. Z każdej zdrady, z porwania, które oficjalnie było wyprawą dyplomatyczną, z kolejnego członka haremu. A to przecież zaledwie kilka z jej licznych tajemnic i uczynków. Nie próżnowała, co musiała sama przed sobą przyznać.

Ceremonia przebiegała bez zakłóceń. Tym razem Raina była do niej bardziej przygotowana. Oznaczało to, że bez chwili zawahania złożyła przysięgę stojącym przed nią mężczyznom.

- Złożyłam wam wiele obietnic – zaczęła, patrząc na nich oczami, w których zaczynały błyszczeć łzy. – Nie byłam w stanie dochować części z nich, dlatego długo myślałam nad przysięgą. Co mogę przyrzec mężczyznom, którzy zasługują na wszystko? – zapytała retorycznie. – Przyrzekam wam siebie. Swoją miłość, myśli i ciało. Przyrzekam wam dom, w którym będziemy bezpieczni i szczęśliwi. Przyrzekam wam dzieci – krew z waszej krwi. Przyrzekam wam rodzinę. Jako Oświecona natomiast przysięgam, że zrobię wszystko, by ocalić przed wojną świat, w którym żyjecie, który mi was dał.

Nie miała do dodania nic więcej.

Ceremonię zakłóciła jedna pojedyncza myśl o Samirze, u boku którego mogła teraz stać. Postarała się jednak wyrzucić podobne myśli z głowy. Miała obok siebie ukochanych mężów. Ojców swoich dzieci. Wspaniałych kochanków, z którymi czekały ją upojne chwile podczas najbliższej nocy, o ile zapomnieli o tej przeklętej liście. Chciała myśleć tylko o tym.

Sama uroczystość również była częściowo sformalizowana. Minęła dobra chwila nim odbyły się wszystkie oficjalne toasty i przyjęcie mogło stać się mniej oficjalnego, o ile było to w ogóle możliwe przy takiej ilości koronowanych głów.

Raina chciała nacieszyć się trochę małżonkami nim pozna rodzinę pozostałych, ale nie dane jej było rozpoczęcie tego obowiązku od mniej uciążliwych osób jak chociażby Ragnar czy rodzice Shina, jeśli byli obecni na uroczystości. Królowa sama podjęła decyzję o zakończeniu milczenia między nimi.

Gdy Fiona się zbliżyła, Raina niemal natychmiast wyczuła spojrzenia gości. Najwyraźniej nie tylko jej mężowie byli ciekawi, jak sobie poradzi w starciu z teściową. Ta zaś od razu pokazała, jak będą wyglądały ich stosunki. Zgoła inaczej widział je natomiast król.

Wylewność króla spotkała się z błyskawiczną reakcją Rainy, która znalazła się w objęciach ciepłego mężczyzny. Te zaś okazały się wręcz kojące i najwyraźniej przydały Rainie odwagi, bo nadal w objęciach króla, zwróciła się do Fiony.

- Cieszę się z naszego spotkania. A jeszcze bardziej cieszy mnie, że matka mego ukochanego męża swoim strojem oddaje hołd mej bogini.

Przytyk Rainy, który wciąż można było zaliczyć do kategorii subtelnych, wywołał nieco krzywy uśmiech na ustach królowej. Uśmiech, w którym widać było nuty złośliwości. Jej oczy jednak cisnęły pioruny w kierunku Isaaca i Jessuma, którym nie udało się powstrzymać i cicho parsknęli po słowach Rainy.

- Och, ja po prostu starałam się dobrać strój pod gusta panny młodej. Słyszałam, że lubujesz się w ubraniach, które odsłaniają znacznie więcej niż przystoi.

- To czysty pragmatyzm - odparła Raina z uśmiechem, wyswabadzając się z objęć teścia. - Po pierwsze takich ubrań nie trzeba czasem w ogóle ściągać, by… dostać to, czego się chciało, zakładając je. Sądzę, że akurat ten aspekt byłabyś w stanie zrozumieć - dodała, obrzucając wymownym spojrzeniem ubranie królowej. - Po drugie, w obecnym stanie, nie tak łatwo zakryć powiększające się ciało. Szczególnie niektóre jego aspekty. I niekoniecznie brzuch mam tutaj na myśli.

Mogło im się wydawać, a może rzeczywiście Raina nieco wypięła biust, jakby podkreślała, co dokładnie miała na myśli.

- Oczywiście - odparła królowa. – Acz to brzuch jest najbardziej widoczny, moja droga - dodała z niemal przepraszającym uśmiechem. – Tym bardziej cieszę się, że zdecydowałaś się na akurat taką kreację, a nie bardziej odważną.

- Matko! - oburzył się Isaac, ściągając gniewnie brwi.

- Kochanie, sądzę, że powinnaś przeprosić - dodał król.

- Za szczerość? - zdziwiła się królowa.

Raina nie czuła się dobrze ze świadomością tego, jak zmienia się jej ciało podczas ciąży, ale prędzej przez rok odmówi sobie jakiegokolwiek seksu niż przyzna się teściowej, że nie akceptuje własnego ciała.

- Być może - wzruszyła ramionami. - A jednak mogę się założyć, że pomimo brzucha, to mnie czeka ciekawsza noc z pięcioma mężczyznami. Bez obrazy - dodała przepraszająco do króla. - Tak naprawdę ilość śmiało może konkurować z jakością, ale obawiam się, że bez odpowiedniej partnerki nawet magia nie pomoże. Nawet moc bogini pożądania.

- Raino! - tym razem to Eryk uderzył w karcące tony, nim królowa zdążyła cokolwiek odpowiedzieć.

- Wydaje mi się, że król Ragnar chciał z nami porozmawiać - król Iraton postanowił nie dać dojść żonie do słowa. – Proszę wybaczyć.

Niemal siłą odciągnął królową od Rainy i jej mężów.

Pozwoliła im odejść. W końcu i tak do niej należało ostatnie słowo.

- Nie poszło najgorzej, jak na pierwszy raz, prawda? - zapytała niewinnie.

Dopiero teraz widziała ich twarze. Jessum, Shin i Sajen, cali czerwoni na twarzach, powstrzymywali się od śmiechu. Isaac z całych sił starał się zachować powagę, a Eryk… cóż, Eryk był Erykiem. Niecnie i bezczelnie wykorzystywał zdolność wampirów do przyjmowania całkowicie obojętnego wyrazu twarzy.

- Zaiste, nienajgorzej - przyznał Monarcha.

Zatem jeszcze zdołali się powstrzymać. Cóż, pora wyciągnąć mocniejszy kaliber.

- Masz cudownego ojca, kochanie - powiedziała do Isaaka. - A twoja matka… Sądzę, że szybko się polubimy.

Stwierdzenie Rainy o rychłej sympatii do królowej przelało czarę i tamy samokontroli puściły. Jej mężowie zaczęli się śmiać, nie mogąc się dłużej przed tym powstrzymać.

Miała dodać, że jednak mogła ogłosić królowej wyniki nocnego konkursu, by złamać opanowanie Eryka, ale uznała, że tego tematu lepiej w ogóle nie poruszać. I chociaż na jej twarzy gościł jeszcze przez chwilę uśmiech, zbladł wkrótce.

- Naprawdę jest aż tak źle? - zapytała ich niepewnie.

- Źle z czym? - zapytał Eryk, korzystając z faktu, że pozostali walczyli ze śmiechem.

- Z moim ciałem.

- Oczywiście, że nie, najdroższa - zapewnił z czułością w głosie, wygładzając rysy twarzy. – Królowa chciała ci tylko dopiec. Wyglądasz zniewalająco.

Nie wyglądała na przekonaną.

- Skoro tak twierdzisz… Shinie, twoim rodzicom udało się przybyć?

- T-to - zaczął Jessum, jako pierwszy opanowując śmiech. – to nie tylko jego zdanie, kochanie. I chętnie ci to udowodnię - dodał z uśmiechem, który bardziej pasował do Shina niż księcia.

Shin zaś, wciąż jeszcze nie potrafiąc powstrzymać śmiechu, skinął tylko głową na potwierdzenie.

- Teraz? Tutaj? - zapytała od razu.

- Tak - odparł książę.

- Nie - wtrącił Eryk. – Kochani, chociaż spróbujmy nie psuć opinii o królowej Ardenie.

- Nie zasługuję nawet na pocałunek?

- Możemy się całować do woli - Eryk posłał jej ciepły uśmiech. – W tym nic zdrożnego nie ma.

Jessum nie potrzebował niczego więcej. Zrobił krok, który dzielił go od Rainy, objął i pocałował. Ale zdecydowanie nie był to grzeczny pocałunek. Całował ją tak, jakby byli sami w sypialni, a nie na balu pełnym gości. Jakby za chwilę miał ją rzucić na łoże i wziąć dziko, jak podczas nocy spędzonych w jego królestwie.

Eryk nie interweniował, co oznaczało, że chyba nie przekroczyli jeszcze dopuszczalnej dla niego granicy. Raina tymczasem nie marzyła o niczym innym, jak tym, by Jessum uniósł ją na tyle, by mogła opleść go nogami i w ten sposób opuściliby salę. Niestety było to niemożliwe z co najmniej kilku powodów. A jednak pocałunek jej słodkiego księcia sprawił, że się zapomniała. Dłoń, która wcześniej spoczywała na torsie Jessuma, sunęła coraz niżej.

Jessum kontynuował. Nie przerywał pocałunku, jedynie go pogłębiając. Czy goście na nich patrzyli? Całkiem możliwe. Czy Eolis była z niej dumna? Na pewno.

Poczuła dłoń Jessuma na swoim nadgarstku w chwili, w której jej palce dotknęły jego paska.

- Nie teraz - wyszeptał w jej usta. – To był tylko… przedsmak.

Zmarszczyła brwi, patrząc na niego.

- Skłamaliście - wydała wyrok. - Gdyby nie było tak źle, przekonałabym was.

- Żebym uprawiał seks tu, na oczach mojej matki? - Isaac aż się wzdrygnął. – Nie jestem samobójcą. I nawet moc Eolis nie byłaby mnie w stanie do tego zmusić. Istnieją na świecie siły potężniejsze niż pożądanie. A strach przed matką jest jedną z nich.

- Twojej matce nie pomogłaby nawet moc Eolis - prychnęła Raina, odsuwając się od Jessuma.

- Kochanie, proszę cię, nie bierz do siebie słów wypowiedzianych z zazdrości - poprosił Sajen, ujmując jej dłoń.

- To nie zazdrość. Ona mnie po prostu nie lubi.

- To też - przyznał Shin. – Ale kiedy jej młodość i uroda minęły, twoje są dopiero w okresie rozkwitu - dodał z uśmiechem.

- Nie jest brzydka - Raina musiała oddać królowej sprawiedliwość. - Jedynie oschła jak diabli.

- Ojciec nie ma żadnej kochanki, więc chyba nie aż tak oschła - mruknął Isaac.

- Wątpię, żebyś chciał o tym rozmawiać. Tęskniłam za wami. I za kontynuacją nocy - dodała. Jak zwykle słowa opuściły jej usta nim mózg zdążył pomyśleć, co Raina ma zamiar powiedzieć.

Jej mężowie wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

- Rozumiem, że chcesz ogłosić werdykt? - zapytał z uśmiechem Shin.

- Eee… Tak właściwie… to chyba jest niewielki problem w związku z tym.

Ich pytanie świadczyło o tym, że nie znaleźli listy. Sama nie wiedziała co gorsze.

- Problem? - dopytał Isaac.

- Bo lista… ona… została w Baggerze! - wykrzyknęła.

Kilka osób spojrzało w ich stronę.

- Nie musisz tak krzyczeć - uspokoił ją Eryk i objął delikatnie. – Nie bój się, kochanie. Mamy wszystkie twoje notatki.

- Czy wy… przeglądaliście je?

- Jakże moglibyśmy? - zapytał Shin, udając oburzenie. – Tajne notatki Oświeconej?

- Czyli przeglądaliście - westchnęła ciężko. - Jak bardzo źle jest?

- Źle? - zapytał Isaac, drapiąc podbródek. – W sumie to pytanie do ciebie, ty wystawiałaś oceny.

- Zapytam inaczej. Jak bardzo źle przedstawia się moja sytuacja po tym, jak widzieliście oceny?

Eryk przysunął się jeszcze bliżej Rainy i szepnął jej do ucha.

- Będziesz ukarana - w jego głosie pobrzmiewała obietnica niewypowiedzianej rozkoszy, a jego szept przyjemnie pieścił jej ciało.

Nie wiedziała, że w ciągu sekundy może tak bardzo zaschnąć w gardle.

- Myślałam, że zrezygnowaliśmy z kar.

- Ta ci się spodoba - mruknął Eryk. – Będzie wymagała odrobiny uległości.

Raina zadrżała bezwiednie.

- To kara, o której wspominał wam kiedyś Jessum podczas wspólnego snu?

- Tak - wymruczał, a jego głos przesunął się po jej plecach, rozpływając się przyjemnym mrowieniem po pośladkach.

- Zaczynam się cieszyć, że powtórzyłam pewien element stroju z balu w Baggerze. A właściwie brak pewnego elementu stroju.

Ciepły oddech Eryka otulił jej szyję.

- Tak otwarte zaproszenie? - zamruczał.

- Ignorowane zaproszenie - sprostowała Raina.

- Zechcesz się ze mną przejść? - wyszeptał, kładąc jej dłoń na biodrze.

- Oczywiście, kochany. Dzisiaj odbył się nasz ślub. To dobry argument, żeby wam dzisiaj nie odmawiać.

Niemal wyczuła uśmiech pojawiający się na jego ustach.

- Zapamiętam to zdanie, najdroższa. A teraz, przeproś ładnie pozostałych mężów i chodź ze mną. Skorzystam z zaproszenia.

- Przepraszam was na chwilę - powiedziała posłusznie. - Eryk coś ode mnie chce. Zapewniam, że nie mam najmniejszego pojęcia, o co może mu chodzić.

- My też nie - powiedział Shin z wymownym uśmiechem.

Tymczasem Eryk, splatając swoją dłoń z dłonią Rainy, ruszył przez pomieszczenie, sprawnie lawirując pomiędzy gośćmi, w kierunku wyjścia.

- Będziesz chciała trwać na balu do północy, przyjmując nowy rok wraz z wszystkimi gośćmi? - zapytał po drodze.

- Chcę spędzić ten czas z wami. Nieważne gdzie.

- Z ostatniego balu chciałaś jak najszybciej uciec - przypomniał rozbawiony, wymijając kolejną parę. – Teraz wybór pozostawiasz nam?

- Bo chcę ofiarować wam noc poślubną, której pragniecie. Nawet jeśli miałoby to oznaczać kolejne starcie z matką Isaaka ku waszej uciesze.

- Wolę zdecydowanie inny rodzaj rozrywki - mruknął z wymownym uśmiechem, kiedy dotarli do drzwi.

Wystarczyło, by znaleźli się za nimi, na korytarzu, a Eryk pchnął Rainę na ścianę i przylgnął do niej, zamykając jej usta w głodnym, namiętnym pocałunku.

Uwielbiała jego pocałunki. Smak jego ust i zapach kosmetyków do kąpieli. Siłę, z jaką ją trzymał, i gładkość skóry. Uwielbiała samego Eryka za to, kim był. Za to, co przy nim czuła.

Odpowiedziała na pocałunek z pasją. Nie upłynęło wiele czasu od ich ostatniego kontaktu, ale jej czas ten wydawał się wiecznością. Dlatego tak niechętnie się od niego oderwała.

- Kochany… Mogą nas przyłapać. Wychodzący goście mogą nas przyłapać.

- Wiem - wyszeptał w jej usta. – W każdej chwili. Ktokolwiek - wymruczał, muskając czubkiem języka jej dolną wargę. – Chodźmy. Znajdziemy odpowiednie miejsce. Tak bardzo cię pragnę…

Wymruczała coś niezrozumiale. Brzmiało jakby się z nim zgadzała, a jednak nie ruszyła się nawet o centymetr. Zamiast tego znowu zaczęła go całować.

Eryk odpowiadał na jej pocałunki, ale nie w taki sposób jak wcześniej. Bawił się z nią, droczył. Zwodził i uwodził. Pozwalał pocałować, by za chwilę jedynie muskać jej wargę. Przy każdym takim ulotnym pocałunku, robił krok w tył, ciągnąc ją za sobą.

Drażnił ją. Igrał z nią w chwili, gdy nie chciała zwodzenia. Oderwała się od niego gwałtownie i rzuciła krótko:

- Prowadź.

Nie musieli iść daleko. Ledwie kilka pokoi dalej. Bawialnia. Podobna do pokoju, w którym wylądowała z Shinem, zdawać by się mogło, wcale nie tak dawno temu, również znikając z balu. Eryk zamknął za nimi drzwi na klucz i przyciągnął ją do siebie, zamykając jej usta w pocałunku, dłonią odnajdując piersi, które kilka chwil wcześniej tak dumnie wypinała.

- Nie możesz zniszczyć sukienki - powiedziała, jednak słowa zabrzmiały niewyraźnie. - Niżej - dodała już wyraźniej.

Może to zrozumie.

Eryk zrozumiał. Nim jednak dotarł zgodnie z jej wskazówkami, musiał unieść w górę materiał sukni, co wcale nie należało do łatwych zadań. A kilka chwil później, poczuła jego palce, z wprawą i zaangażowaniem, dotykające jej łona.

Przygryzła jego wargę, usiłując powstrzymać zdradliwe jęknięcie. Ono jednak uciekło z jej ust w chwili, gdy Eryk jej dotknął.

- Proszę… Pragnę cię, Eryku - powiedziała, sięgając do jego spodni. Spodziewała się wiązania, ale zaskoczył ją pasek.

- To jakaś kara za listę? - zapytała, mocując sie z paskiem.

Zrozumiałaby gdyby mieli przy sobie miecze.

- Nie, kochanie - mruknął rozbawiony, wsuwając w nią palce. Sądząc po sposobie w jaki ją pieścił, nie zamierzał jej niczego ułatwiać. – Za to, kara będzie cię dopiero czekała.

- Mogłabym je zniknąć - powiedziała z przekorą. - Zostawić cię zupełnie nagiego. Nie odzyskałbyś ubrań. Ale niech będzie po waszemu… - dokończyła z ciężkim westchnieniem.

Udało jej się rozpiąć sprzączkę i wsunąć dłoń w spodnie Eryka.

- Jest dla niego lepsze miejsce niż moja dłoń - powiedziała, wyczuwając twardą męskość.

- Wiem, że jest – mruknął Eryk, wysuwając swoja palce. – Długo zamierzasz go jeszcze trzymać z dala od tego miejsca? – zapytał, błyskając przy tym kłem.

- Kochany, przecież ja cię wcale nie powstrzymuję. Jedynie suknia może być problemem.

- A myślisz, że po co ją trzymam?

- Nie mam pojęcia. Może dla rozrywki. Bo raczej nie po to, żeby skorzystać z zaproszenia.

Eryk westchnął.

- Skoro ja trzymam suknię po to, żeby nie przeszkadzała, to bądź tak łaskawa i wsadź go w siebie, Raino. Chyba, że chcesz żebym ja całkowicie przejął kontrolę, ale wtedy twoja suknia nie będzie się nadawała do tego, by wrócić w niej na bal.

Wyglądało na to, że zastanawia się nad odpowiedzią, cały czas gładząc męskość Eryka.

- Połóż się, mój przepiękny Monarcho. Ocalimy moją suknię.

Eryk nawet się nie zawahał. Wypuścił z dłoni suknię, odsunął się i następnie położył na ziemi, patrząc na Rainę wyczekująco.

Zajęcie dogodnej pozycji nie przyszło Rainie z łatwością. Musiała pozbierać suknię,w  czym pomógł jej Eryk, ułożyć ją wokół ich ciał, a później poprzez jej zwoje raz jeszcze dostać się do męskości wampira i wprowadzić ją w swoje wnętrze. KIedy osiągnęła cel i zaczęła poruszać się nad przepięknym ciałem męża, suknia muskała ich skórę przy każdym ruchu. Była to jedyna jej zaleta, bowiem uniemożliwiała, a już na pewno znacznie ograniczała ruchy. Pomimo tego Raina zdołała doprowadzić Eryka do spełnienia, a i on odwdzięczył się tym samym, gdy jego dłoń przedarła się przez poły sukni i dotarła do łona dziewczyny.

Przez chwilę nie miała nawet siły zsunąć się z niego, dlatego trwała w bezruchu z wyrazem błogości na twarzy.

- Zmysły mnie zwodzą, czy jesteś zadowolona – zapytał z łobuzerskim uśmiechem.

- Zaspokojona. Na chwilę. I raczej niezdolna do podniesienia się.

- Och, mnie się nie spieszy - zapewnił, wodząc leniwie palcami po sukni na wysokości jej biodra. – A skoro i tak się stąd nie ruszamy, to co jest nie tak z moim penisem, hm?

- Nie tak? Jak na mój gust, dobrze się sprawuje. A co, masz jakieś kompleksy na jego punkcie? - zapytała niewinnie.

- Kompleksy? Nie. Acz sądząc po ocenach… nie jesteś zadowolona.

- Przeklinam chwilę, w której zgodziłam się na ten konkurs - odparła z ciężkim westchnieniem. - Ja nawet nie pamiętam tych ocen. Jesteś piękny, kochanie. Cały. Zdolny, pełen pasji, namiętny. Gdy zobaczyłam cię po raz pierwszy, byłam przekonana, że śnię najcudowniejszy sen. To się nie zmieniło. Z tobą nadal czuję się jak we śnie. Jesteś odpowiedzią na moje marzenia, Eryku - dodała, patrząc mu intensywnie w oczy.

Wampir wydawał się łasy na komplementy. Uśmiechnął się do niej szeroko w odpowiedzi na jej słowa.

- Moja mistrzyni dyplomacji - pochwalił z ciepłym uśmiechem. – Tęskniłem za tobą.

- Ja za tobą też. Dopiero z wami czuję, że jestem w domu.

- Rodzina w komplecie, co? - zapytał z uśmiechem.

- Prawie - odparła cicho, kładąc rękę na brzuch.

Był to pierwszy podświadomy, ale też pełen akceptacji gest Rainy dotyczący jej ciąży.

Eryk powtórzył jej gest, nakrywając jej dłoń swoją własną.

- Już niedługo, kochanie.

- Cała zimowa pora - sprostowała Raina. - Jestem ich ciekawa. Tego, jak będą wyglądać. Ich płci. Podobieństwa do Jessuma i Sajena.

- Na pewno urody im nie zabraknie – powiedział z uśmiechem. – Mnie bardziej ciekawi po kim odziedziczą charakter.

- Mam nadzieję, że przynajmniej o to się nie zakładacie.

- Nie. Zbyt duże ryzyko przegranej - stwierdził rozbawiony.

- Pamiętaj, że mam procent od wygranej każdego zakładu, który mnie dotyczy. A znając was, czuję, że spotkanie z matką Isaaka było obstawiane

- No wiesz? Jak możesz nas o coś takiego podejrzewać?

- Bo was znam. Pewnie mogłabym nawet odgadnąć, jakie były zakłady. Ale po co psuć tak miłe chwile, prawda?

Uśmiechnął się do niej w odpowiedzi.

- Całkowicie się z tobą zgadzam, kochanie.

- Jak myślisz, Ardena pogniewa się, jeśli wykorzystamy coś z wystroju, żeby się trochę ogarnąć? - zapytała, wstając ostrożnie.

- A co masz na myśli?

- Wytarcie się - odparła, rozglądając się po pomieszczeniu. - Twoje nasienie, jak zresztą każde, robi się szybko lepkie. A ja chciałabym poruszać się z gracją, a nie ze sklejonymi nogami. Zresztą… Ja i złączone nogi? Nikt w to nie uwierzy.

Eryk zaśmiał się.

- Cóż za samokrytyka.

- Prawda, kochany. Nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Zresztą… podczas nocy poślubnej nie zamierzam trzymać złączonych nóg.

- Liczę na to, że podczas nocy poślubnej nie będziesz trzymała ani nóg złączonych, ani zamkniętych ust… Liczę, że będziesz bardzo… otwarta - dodał ze zmysłowym uśmiechem.

- Zawsze jestem - zapewniła. - Tylko tak mogę wynagrodzić wam niedogodności związane z tym, że jestem waszą żoną - powiedziała z uśmiechem.

- Nie tylko tak - odparł z uśmiech i pocałował ją delikatnie, z czułością.

NIe kłóciła się z nim. To nie był odpowiedni moment.

- Jak myślisz, matka Isaaka skończyła już zamęczać Ragnara?

- Możemy się przekonać - odparł. – Tęskno ci do ponownego spotkania z nią, czy chodzi o rozmowę z Ragnarem?

- Tęskniłam za Ragnarem. Zła opinia o nim jest mocno przesadzona - powiedziała, podnosząc się ostrożnie.

W sukni ślubnej, z Erykiem dosłownie między nogami nie był to najłatwiejsze zadanie.

Wampir asystował je jak tylko mógł, upewniając się, że Raina nie zrobi sobie krzywdy.

- Rozumiem zatem, że miło wspominasz czas spędzony na południu? - zapytał, podnosząc się.

- Był ciekawy pod wieloma względami. I dzięki niemu, Varaa jest z nami. A skoro o niej mowa… Czy wy już…

- Jest już pełnoprawną członkinią naszej rodziny - odparł Eryk.

- Rozumiem - odparła pozornie niewzruszona. - Ona… Mam nadzieję, że była… zadowolona.

- Nie wiem, kochanie - odparł Eryk. – Ale na pewno nie jest to temat, na który chciałbym rozmawiać. Zwłaszcza po rozłące.

Skinęła głową, jednak uśmiech, jaki pojawił się na jej twarzy, wyglądał na wymuszony.

- Wracamy?

- Tak, możemy wracać - odparł dopinając spodnie. – Raino… nie chcę żeby ten temat nam to zepsuł.

- Co zepsuł? - zapytała, rozglądając się po pomieszczeniu. W końcu dojrzała obrus na stoliku. Mógł się nadać, chociaż na pewno nie przysporzy tym Rainie sympatii królowej.

- Spokój, brak kłótni, radość - odparł. – Wesele.

- Nie zepsuje, mój przepiękny monarcho. A już na pewno nie to - odparła.

- To dobrze - ujął jej dłoń, kiedy skończyła się wycierać. – Naprawdę mam dość naszych kłótni.

- Nie unikniemy ich. Nie na dłużej.

Ale przynajmniej do czasu aż nie dowiecie się o Nielasie, dodała w myślach.

- Możemy jednak spróbować - zaproponował z uśmiechem i pochylił się, by ją pocałować.

- Tęskniłam za tym - odparła, gdy ich usta się rozdzieliły. - Za twoim smakiem. Za dotykiem. Za zapachem.

- I z wzajemnością, kochanie - wyszeptał, zmysłowo. – Brakowało mi tutaj ciebie.

- Nadrobimy to. Nie zamierzam więcej wam uciekać.

- Mam taką nadzieję - uśmiechnął się do niej. – Tymczasem lepiej będzie jeśli wrócimy. Bo jeszcze zaczną nas szukać.

- Czy to na pewno byłoby takie złe? - zapytała z przekorą.

- Gdyby szukali nas twoi mężowie – nie - odparł z uśmiechem. – Ale gdyby królowa zaczęła się niepokoić i zaprzątnęła do szukania Siostry – tak.

- Zna mnie. Wątpię by zrobiła coś podobnego.

- Ostatnio zniknęłaś będąc na jej ziemiach. A dokładniej, zostałaś porwana. Wątpię, by chciała ryzykować drugi raz.

- Jeśli tak na to patrzysz… Dobrze wracajmy, kochanie.

- Wolę dmuchać na zimne - odparł z uśmiechem i zaoferował jej swoje ramię. – Mówiłem ci już, jak pięknie wyglądasz?

- Nie jestem pewna. Możesz mi to jednak często powtarzać. Ostatnio moja pamięć bywa zawodna.

Uśmiechnął się do niej.

- Pięknie wyglądasz, kochanie - powiedział. – A twój wyraz twarzy, kiedy szczytowałaś był niesamowity.

- Możemy to powtórzyć. Nie teraz, ale później, w innej komnacie. Właściwie to gdziekolwiek będziesz chciał.

- Z rozkoszą - jego głos znów przesunął się po jej ciele, niczym najsprawniejsza pieszczota.

- Nie zachęcaj mnie tak - odparła rozbawiona. - Gdy wyobrażałam sobie naszą noc poślubną, miałam wiele pomysłów w głowie i obrazów przed oczami. Nigdy jednak nie zakładałam obecności wystającego brzucha u żadnego z nas. To ogranicza - westchnęła ciężko.

- Nieznacznie - przyznał. – Wymaga większej ostrożności, ale seks jest nadal tak samo nieziemsko przyjemny.

- Tak, ale nie można zrobić kilka rzeczy. Na przykład… - zaczęła mu mówić. Nawet gdy szli, gdy kroczyła u jego boku, pochylona ku niemu, jakby szeptała mu słodkie tajemnice, opowiadała o pozycjach, jakich jeszcze nie próbowali, o kombinacjach na granicy ludzkich możliwości. Nie pomijała żadnych szczegółów, słowami malując obrazy, które bez najmniejszego problemu dało się otworzyć przed oczami.

Kontynuowała nawet na sali, chociaż ściszyła głos. Wiedziała jednak, że Eryk doskonale ją słyszy, że chłonie każde jej słowo. Skoncentrowana na własnej opowieści, nawet nie patrzyła, gdzie Eryk ją prowadzi. Wydawała się nieświadoma obecności innych ludzi na sali. Byli tylko oni i opowieść o tym, co mogliby zrobić.

Z boku, każdy kto spojrzałby na nich, zobaczyłby małżeństwo rozmawiające o czymś skrycie. Być może, po rozłące, wyznające sobie miłość lub opowiadające jak bardzo za sobą tęsknili. Uśmiech Eryka, niczego nie zdradzał. Nie zdradzał tego, co wyczuć mogła Raina. Czuła żar pożądania bijący z jego ciała. Niemal widział obrazy przesuwające się w jego głowie i czuła wszystko to, o czym mu mówiła. Jego dłonie na swoim ciele, wargi skubiące jej usta w przepełnionych namiętnością pocałunkach i jego męskość penetrującą jej wnętrze. Bezlitośnie, bez ustanku.

Ale nawet ona, skupiona na snuciu swej opowieści, na odczuwaniu pożądania jej małżonka, którego ciało zdawało się niemal parzyć przez ubranie, usłyszała głos należący do księcia Jessuma i boga wojny. Nie słyszała słów, ale słyszała ton. Spokojny, ale twardy i niemal szorstki. U obojga jej kochanków.

A była już rozluźniona. Była przyjemnie rozleniwiona po zaspokojeniu, jakie ofiarował jej Eryk. Kiedy jednak usłysząła, a później zobaczyła Jessuma i Baala razem, bez obecności Eolis, zacisnęła mocniej palce na ramieniu Eryka. To nie mogło zwiastować niczego dobrego. Podobnie jak kufle, które trzymali. Wątpiła, by było w nich coś innego niż alkohol, a on nie bywał zbyt dobrym doradcą dla znanych ze swego temperamentu mężczyzn.

Ruszyła ku nim, nie puszczając Eryka. Zrobiła to dopiero, gdy znaleźli się przy rozmawiających mężczyznach, by objąć Jessuma w pasie, wtulając się w jego bok.

- Dobrze się bawicie?

Kiedy podchodzili, Eryk wciąż był rozluźniony, mimo napięcia jakie wyczuwał u Rainy. A może właśnie poprzez nie, a swoim spokojem chciał dodać jej otuchy? Niemniej, podchodząc do ich uszu dotarły strzępki rozmowy.

- …rozwiązanie, książę - dokończył Baal, upijając spory haust z kufla.

- Wątpię bym zmienił swoje zdanie - odparł Jessum.

A kiedy dołączyli do nich Raina i Eryk, książę posłał swej żonie pokrzepiający uśmiech i objął ją ramieniem.

- Teraz, kiedy postanowiłaś wrócić, już tak - powiedział.

- Cieszę się - powiedziała z uśmiechem, który nie dotarł do jej oczu. - Jakie zdanie, kochany?

Tak, subtelności nie były dzisiaj najmocniejszą stronę Rainy.

- To dotyczące Dzieci Baala. Odnośnie decyzji podjętej przeze mnie jeszcze w Genhaim - odparł Jessum.

- Czy powód… - szukała odpowiednich słów. - Nadal z tego samego powodu?

- Tak, z tego samego - odparł Jessum.

- Moim zdaniem popełnia błąd - oznajmił Baal. – Żaden król się na to nie poważył. Może stracić poparcie, jeśli się na to zdecyduje.

- Myślałeś o tym, żeby po prostu przeprosić? - zwróciła się do Baala.

- To nic nie da - odparł Jessum.

- Dlaczego, książę?

- Bo przeprosiny niczego nie zmienią, kochanie - odparł Jessum i spojrzał na Baala. – Nie można brać tego, czego się chce, nie ponosząc tego konsekwencji. Nawet będąc bogiem.

- Zastanów się, książę, kto poniesie większe konsekwencje - odparł Baal i dopił swoje piwo jednym haustem, po czym odstawił kufel na stół i odszedł.

- Jessumie… Czy Baal cię skrzywdził?

- Co masz na myśli?

- Zachowujesz się jakby cię skrzywdził. Bardzo dotkliwie zranił. Ciebie. Jakby zabrał twoją zabawkę i oddał ją uszkodzoną. Jak to powiedziałeś? Nie można brać tego, czego się chce...

Jessum spojrzał na nią ostro.

- Łapiesz mnie za słowa, Raino? - zapytał ze stalą w spojrzeniu. – Mam ci dokładnie, ostrożnie dobierając słowa, wytłumaczyć o co mi chodzi, czy tylko udajesz, że nie rozumiesz?

- Tak. Wytłumacz - odparła z nie mniejszą stanowczością, odsuwając się od niego. To chyba oznaczało koniec sielanki. Prawdopodobnie nie pobili rekordu, ale kto wie. Rainę ciekawiło jedynie czy o to też robili zakłady.

Westchnął ciężko, odkładając kufel.

- Nie zranił mnie - odparł. – I nie zepsuł mi zabawki. Uprawiał seks z moją żoną. W moim domu. Zmusił cię do tego, żebyś mnie z nim zdradziła. Wziął to, czego chciał, a chciał seksu z tobą. To jest to coś. Wziął też tego, kogo chciał, czyli ciebie - wyjaśnił Jessum. – I ja mam być wierny takiemu bogu?

- Nie ty. Twój lud. Książę, nie ryzykuj dla pomszczenia cnoty, której nie ma.

- Książę i król reprezentują lud - odparł. – Kiedy zasiądę na tronie, jeśli na nim zasiądę, będę ludem. I nie wierzę w Baala. Nie ufam mu.

- Ale twój lud wierzy. Całe mnóstwo rosłych Nimani. Wiara w niego to tradycja twego ludu.

- Nie wszystkie tradycje są dobre - odparł Jessum.

- Ale niektóre są tak mocno zakorzenione, że ich zmiana jest niemożliwa - wtrącił się Eryk. – Od jak wielu pokoleń twój lud wyznaje Baala? Od jak wielu pokoleń twierdzi, że jest jego umiłowanym ludem, jego potomkami?

Jessum odwrócił tylko wzrok.

- To, co zrobił Baal, boli. Może cię denerwować, możesz być wściekły. Ale przecież nie ty jeden. Jakoś nie widzę, by Raina pałała żądzą zemsty na nim - kontynuował Eryk.

- Skończyłam z tym. Jestem już zmęczona nieustanną złością. Postaraj się zapomnieć, Jessumie. Jeśli nie dla siebie to dla mnie. Bo jeśli ty będziesz pamiętał, ja również będę musiała - dodała łagodnie.

Jessum wpatrywał się przez dłuższą chwilę w blat stołu. Ostatecznie westchnął ciężko i wolno przytaknął.

- Nowy start?

- Tak. Z wami. Na dobre i złe. Cokolwiek by się nie działo. Jestem waszą żoną, Jessumie. Należę do was. Dobrowolnie.

Przez jej myśl znowu przemknęło wspomnienie Samira i cała skomplikowana mieszanka uczuć, jaka temu towarzyszyła. Żal, ulga, pożądanie, tęsknota. Czy cokolwiek z tego zauważyli? Czy jakakolwiek emocja odbiła się na jej twarzy? Nie wiedziała.

- Nie jesteś przedmiotem, nie należysz - odparł książę, ujmując delikatnie jej dłoń. – Wszystko dobrze? - dopytał, najwidoczniej zauważając zmianę na jej twarzy.

Nie kłóciła się z nim, ale też nie była w stanie się z nim zgodzić. Przekonanie, jakiego nabrała w Kaseji, nadal w niej tkwiło. Własność. Niewolnica.

- Tak, książę. Wszystko w porządku.

W tej jednej chwili tak bardzo chciała im to powiedzieć… nie, chciała im to pokazać. Chciała, by dowiedzieli się o wszystkim, co wydarzyło się od ich rozstania. Pragnienie to było tak silne, że mocniej chwyciła dłoń Jessuma.

- Kochanie - w jego głos wkradła się łagodność i delikatność, której od bardzo dawna nie słyszała. – co się dzieje?

- Nic z czym bym sobie nie poradziła - odparła, usiłując przekonać chyba bardziej siebie niż jego.

- Nie musisz tego robić sama - przybliżył się do niej i objął drugą ręką. – Masz nas.

- Wiem, kochany. Może kiedyś… Na razie nie psujmy tej nocy.

Jessum przytaknął, przyciągnął ją delikatnie do siebie i przytulił.

- Kocham cię.

- Ja ciebie też, mój słodki książę. I chętnie ci to pokażę.

- Już pokazałaś - odparł. – Jesteś moją żoną, pod sercem nosisz moje dziecko. Czy potrzebuję jeszcze jakichś dowodów? - zapytał z ciepłym, pełnym czułości uśmiechem.

- Chcę być dla ciebie wszystkim - wymruczała. - Twoją żoną. Twoją kochanką. Matką twoich dzieci. I nawet twoją królową, jeśli trzeba będzie.

- Na ostatnie poczekajmy aż zasiądę na tronie - powiedział z uśmiechem. – Z żony już się cieszę, matką mojego dziecka już jesteś, a kochanką… z tego będę cieszył się niedługo, prawda?

- Zbyt długo - odparła z żalem.

- Zniecierpliwienie wygoniło cię już z balu z jednym mężem… - odparł Jessum.

- Sugerujesz, że powinnam zachowywać się poprawnie przez resztę czasu na balu?

- Nie - uśmiechnął się do niej łobuzersko.

- Na co zatem czekasz, mój słodki książę? Moj dziki Nimani.

- Na zaproszenie - odparł książę. – Na niegrzeczne słówka szeptane do ucha.

- Jeśli wyniesiesz mnie z sali balowej, będę szeptała ci przez całą drogę. Będę wypowiadała słowa, od których dojdziesz nim znajdziemy się sam na sam.

- Eryku, czy wybaczysz nam jeśli…

- Idź, Jessumie. Albo ty, albo ja znów skorzystam z rozkosznego ciała naszej żony - powiedział wampir, uśmiechając się do Rainy i księcia.

- W takim razie…

Najpierw Raina poczuła, jak oplatają ją ramiona księcia. Jak przybiera odpowiednią postawę, a w chwilę później już trzymał ją w ramionach.

- Chodźmy, kochanie - powiedział, ruszając w kierunku wyjścia.

Wyglądało całkiem niewinnie, niczym pan młody przenoszący pannę młodą przez próg. Ale już słowa Rainy nie były nawet za grosz niewinnie.

- Chcę cię posmakować, Jessumie. Chcę żebyś doszedł w moich ustach. Chcę widzieć jak wijesz się, gdy cię liżę. Chcę żebyś błagał o więcej. Prosił, obiecywał wszystko, domagał się, żądał.

Jessum posłał jej krótki uśmiech, nie zważając na rozstępujących się przed nimi gości. Bo oni naprawdę myśleli, że to niewinne zachowanie. Ot, miły, niemal uroczy gest.

- Tak? - wyszeptał książę. – A gdybyś zgodziła się na te żądania? Co wtedy byś zrobiła?

- Po tym, jak doszedłbyś w moich ustach? Pieściłabym cię dłońmi aż znowu byłbyś gotowy. I znowu byś doszedł. Już nie w moich ustach, ale we mnie. I to na pewno nie byłby koniec.

- I to wszystko chcesz teraz? - wyszeptał, dochodząc już niemal do drzwi.

- Nie, kochany. Teraz nie mamy tyle czasu. Ale przysługuje ci nagroda dla zwycięzcy w konkursie.

- Zwycięzcy? - zapytał zaskoczony.

- Czytaliście listę, kochanie.

- Najbardziej ci się podoba, tak? - zapytał po chwili ciszy.

- Nie tylko podoba. To był bardzo złożony konkurs.

- Tak, widziałem - uśmiechnął się do niej i wyszli na korytarz. – Smak, grubość…

- Pozostali nie są równie zadowoleni.

- Nikt nie lubi przegrywać - odparł. – Zwłaszcza z kimś kto jeszcze kilka miesięcy temu był prawiczkiem, a do teraz pozostał wierny tylko jednej partnerce.

- Domyślam się. Zamierzacie się odegrać podobnym konkursem?

- Nie - odparł. – A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Dokąd teraz, kochanie?

- Jeśli o mnie chodzi, możemy zostać tutaj - korytarz przestał jej przeszkadzać. Podobnie jak możliwość przyłapania.

Jessum zaśmiał się cicho.

- A jakieś bardziej kameralne miejsce?

- Pokój, w którym namówiłam cię na pocałunek przed balem na cześć zaręczyn księżniczki.

- Hmm, czyżby melancholijny nastrój, moja piękna małżonko? - zapytał z uśmiechem, ruszając korytarzem.

- Może trochę. Ale nie tęsknię za tamtymi dniami, gdy przekonanie cię do zwyczajnego pocałunku było tak trudne.

- A nie czerpałaś wtedy z niego więcej przyjemności? Czy te pocałunki nie smakowały wtedy lepiej, okraszone zwycięstwem? - dopytał z uśmiechem.

- Kochanie, każdy pocałunek z tobą to moje małe zwycięstwo.

- Nawet teraz?

- Tak. Nawet teraz. Szczególnie, że mam nadzieję na przywołanie w ten sposób mojego słodkiego księcia.

Uśmiechnął się do niej ciepło, czule.

- Cały czas tu jestem, najdroższa.

- Wiem, ale minęło trochę czasu odkąd kochałam się ze słodkim księciem.

- Będę słodki - obiecał. – Słodki, czuły i delikatny.

- Gdy się kochaliśmy… Nie, gdy zaczynaliśmy się poznawać, czekałam na każdy twój dotyk. Czasem zastanawiałam się czy nie zwlekałeś celowo. Czy to nie miał być rodzaj kary dla mnie. Tortury, na którą zasłużyłam. Gdy każdej nocy obnażałam przed sobą ciało, a ty nie reagowałeś. Gdy błagałam, żebyś mnie dotknął. I nawet później, kiedy kochaliśmy się po raz pierwszy prawdziwie, gdy zdawałeś się badać dłońmi każdy fragment mojego ciała, zastanawiałam się czy ta opieszałość to kara za twój domniemamy pierwszy raz ze mną.

- Nie, kochanie - zapewnił z ciepłym uśmiechem, wtulając ją mocniej w siebie. – To wszystko co robiłem, to wolne tempo, w którym cię dotykałem, wszystko wynikało z tego, że chciałem cię poznać. Twoje ciało. Każdy jego fragment. Poznać, zapamiętać. Chciałem czcić każdą wspólną sekundę. Nadal chcę.

- Wiesz, że nie mamy aż tyle czasu? Nie teraz.

- Mamy - uśmiechnął się do niej. – To nasze wesele i Bal Końca Roku. Goście zajęci są zabawą. Mamy tyle czasu, ile chcemy.

- Kochany, będziesz mnie dręczył podczas swojej wygranej nocy. Teraz chcę żebyś mnie po prostu kochał.

- Będę - obiecał, zatrzymując się przed drzwiami. – Pozwól mi chociaż zdjąć z ciebie tą suknię. Obiecuję, że pomogę z jej ubieraniem.

- Jesteś pewny, że sobie z tym poradzisz? - zwątpiła.

- Jak to dobrze wiedzieć, jak bardzo żona w ciebie wierzy - odparł rozbawiony.

- Kochanie, wierzę, że mnie ochronisz. Że pokonasz każdego, z kim przyjdzie ci walczyć. Że jeździsz konno tylko troszeczkę gorzej niż ja, ale suknia ślubna to zdecydowanie nie twoja dziedzina.

- Jak zatem to sobie wyobrażasz? - zapytał zaintrygowany.

- Zapewne nie tylko dla mnie będzie to tortura. Ten materiał nie jest szczególnie gruby. Przynajmniej góra. A dół… dół wystarczy jedynie unieść odpowiednio wysoko.

- A zatem szybka, niewygodna zabawa, która ma być tylko przedsmakiem przed nocą poślubną?

- Jeśli i tak na to patrzysz...

- Proszę, kochanie, nie łap mnie znów za słówka.

- Jesteś pewny, że poradzisz sobie z suknią?

- Nie tak dobrze, jak radzę sobie z mieczem, ale z twoją pomocą – na pewno cię w nią ubierzemy.

- Masz na mnie zdecydowanie zły wpływ - odparła z westchnieniem, odwracając się do niego plecami. - Musisz ją rozwiązać i poluzować gorset.

- Nie bądź taka zawiedziona, kochanie – wyszeptał jej wprost do ucha, kiedy stanął za nią, gdy już znaleźli się w odosobnieniu. Poczuła jak jego palce zaczynają rozsznurowywać wiązania. – Oboje wiemy, że bez ubrań będzie nam wygodniej.

- Kochanie, podczas ubierania tego byłam obecna tylko ja, zatem wiem, na co piszemy się już po. Zaufaj mojemu doświadczeniu.

- Ufam – wymruczał, rozluźniając gorset. – Ale zaufaj mi – wyszeptał, skubiąc ustami płatek jej ucha. – że nie pożałujesz.

- Wiem. Nigdy w to nie wątpiłam.

- To dobrze – słyszała w jego głosie uśmiech.

Poczuła jak jego usta składają miękkie pocałunki na płatku jej ucha i na szyi.

- Poluzowane – wyszeptał, otulając jej kark swoim ciepłym oddechem.

Wymruczała coś niezrozumiale.

- Teraz musisz ją unieść - powiedziała już wyraźnie.

Jessum przysunął się bliżej niej. Czuła jak zsuwa się w dół, by przyklęknąć. Czuła, bowiem jego tors ocierał się przy tym ruchu o jej plecy, a jego dłonie przesunęły się po jej bokach. Poczuła jak ujmuje suknię od spodu, jak podnosi się z nią, ciągnąc ją ku górze.

W tej chwili Raina nie przejmowała się wpływem zabaw na własną fryzurę. Była świadoma każdego centymetra, który przebywał ku górze Jessum, każdego fragmentu odsłanianego w ten sposób ciała. Pomogła księciu ściągnąć do końca suknię, stając przed nim naga. Wydawała się nieco skrępowana jego badawczym spojrzeniem.

- Mam nadzieję, że mój widok nadal jest ci miły.

Jessum przewiesił suknię przez oparcie krzesła. Ostrożnie, by jej w żaden sposób nie uszkodzić, czy za bardzo nie pognieść. A kiedy suknia była już bezpieczna, skupił na niej swoje spojrzenie. Wodził wzrokiem po jej ciele, wolno, z uśmiechem. Widziała w jego oczach podziw, zachwyt i szczerą miłość do niej.

- Jesteś idealna - powiedział. – Piękna - dodał i kładąc dłoń na jej biodrach, podszedł do niej bliżej. – Kocham cię.

- Ja ciebie również, mój słodki książę.

Zamknął jej usta w pocałunku, na który zdawał się czekać z niecierpliwością i utęsknieniem. Pocałunku, który szybko pogłębił, gdy jego dłonie zaczęły wodzić po jej ciele.

Jej ciało jeszcze nie zdążyło odzyskać normalnej temperatury po gorących chwilach z Erykiem, gdy dłonie Jessuma rozgrzewały ją lepiej niż gdyby stała przy ogniu. Czuła narastające ciepło, a przez jej głowę przemknęła myśl, dlaczego tak chętnie sypia w nocy z mężczyznami, którzy podboje wojenne przenoszą również do łóżka, zagarniając większe terytorium niż pozwalała przyzwoitość. Pomimo tych utrudnień, było jej z nimi po prostu ciepło, co ceniło się w coraz zimniejsze noce. Ale nie tylko dlatego z nimi sypiała. Kochała ich na swój własny sposób. I kochała ich dotyk.

Wiła się pod dłońmi Jessuma. Pojękiwała cicho, oddając pocałunki.

- Kochaj się ze mną, mój słodki książę.

- Będę - obiecał Jessum, skradając jej krótki pocałunek.

Poczuła jak jego dłonie wsuwają się po jej pośladki. Jak palce księcia wpijają w jej ciało, kiedy podniósł ją w górę, by za chwilę posadzić na skraju stołu. Gdy tylko jej pośladki dotknęły drewna, usta Jessuma ponownie przywarły do jej warg, a jego dłonie zaczęły rozpinać pas.

Nie zamykała oczu. Obserwowała go uważnie, jakby chciała zapamiętać wspólne chwile. A może nie chciała dopuścić do tego, by powróciły wspomnienia? By dotyk Jessuma pomylił jej się z dotykiem Samira. Nie wiedziała.

Skoncentrowała się na zapachu księcia. Na tej charakterystycznej dla niego woni górskich przestrzeni i mroźnego poranka. Teraz wyczuwała również pożądanie. Ciężki zapach seksu wyczuwalny dla jej części jako aspektu.

Pomogła mu z ubraniem. Gdy tylko odpiął pas, Raina zsunęła z jego bioder spodnie i dotknęła jego męskości. Trochę nieśmiało. Nieco niepewnie.

Książę westchnął z przyjemnością czując jej dłoń na swej męskości, sztywnej, gotowej i prężącej się dumnie.

- Czy coś się stało? - zapytał z troską, mimo pożądania pozostając sobą, otwartym na jej potrzeby i zmiany nastroju.

- Nie - powiedziała, kręcąc głową. - Uwielbiam twój zapach, książę. Twój smak. Dotyk. Uwielbiam to, gdy we mnie jesteś, do tego stopnia, że marzę by zasnąć i obudzić się z tobą w moim wnętrzu.

Dostrzegła rumieńce na jego policzkach, gdy to usłyszał. Nie zdołał też ukryć uśmiechu, w którym widać było zadowolenie.

- Kiedy będziemy mogli spędzić noc razem, spełnię twoje pragnienie, ukochana - obiecał.

- Obiecujesz? - upewniła się.

Przytaknął głową z uśmiechem.

- Obiecuję.

- To za mało. Potrzebuję przysięgi - odparła z uśmiechem.

Zaśmiał się cicho, krótko.

- Przysięgam ci, kochanie - wyszeptał zmysłowo. – Zaśniesz mając mnie wciąż w sobie i obudzisz się ze mną w tobie.

- Przyjmuję twoją przysięgę, książę.

- Czy teraz mogę w ciebie wejść? - zapytał z uśmiechem, sięgając dłońmi ku jej piersiom.

- Oczywiście, książę. Zawsze. Niezależnie od miejsca i okoliczności. Niezależnie od towarzyszących nam osób. Zawsze.

Jessum przybliżył się do niej.

- Wprowadź mnie zatem - poprosił drżącym z podniecenia głosem.

Nic nie odpowiedzała, gdy przesunęła się na blacie ku niemu, rozszerzając jeszcze bardziej nogi. Ujęła jego męskość i pokierowałą go, gdy przybliżał biodra. Czuła go w sobie, jego ręce na swoich piersiach, oddech na szyi, gdy wsparł głowę na jej barku, włosy spływające po jej skórze.

- Chciałabym zrobić tak wiele rzeczy. Chciałabym móc kochać się z tobą całymi dniami i nocami. Chciałabym nie przestawać się z tobą kochać - powiedziała, nie bacząc na to, jak niebezpieczne były podobne życzenia. Z drugiej strony, obecnie żyła z Eolis dobrze, a jedynie bogini pożądania mogła zdobyć się na podobne przekleństwo.

Czuła jak poruszał się w niej, wolno i niespiesznie, celebrując tą chwilę.

- Uważaj, kochanie… - wyszeptał, składając pocałunek na jej szyi. – Pragnienia czasem… lubią się spełniać - dodał z rozbawieniem.

Jedna z jego dłoni spłynęła po jej plecach na pośladek Rainy. Kiedy go ujął, wsunął się w nią mocniej, zwiększając nieznacznie tempo.

- Ty jesteś moim pragnieniem, książę. I już się spełniłeś.

Podniósł głowę, łaskocząc ją włosami przesuwającymi się po jej plecach, ramieniu i piersi.

- Tak bardzo cię kocham… - wyszeptał, pochylając się ku jej ustom.

- Ja ciebie również, kochanie. Ja ciebie również.

Pochwycił jej usta w pocałunku. Namiętnym, pełnym uczuć i pragnień. W pocałunku, który z każdą chwilą stawał się intensywniejszy, bardziej gorący. W pocałunku, który zmuszał jego ciało do szybszych ruchów, biodra do mocniejszych pchnięć. Czuła jego dłoń, która miarowo, z wprawą, której brakowało mu kilka miesięcy temu, pieści jej pierś.

Jessum wiele się nauczył. Nie był już tym niewinnym chłopakiem, z którym spała. Teraz był mężczyzną w każdym znaczeniu tego słowa. Wojownikiem, kochankiem, mężem, a wkrótce i ojcem. I chociaż prosiła go o słodkiego księcia, oboje wypadli z tej roli, gdy pocałunek nabierał intensywności. Między nimi był żar, była paląca potrzeba dotyku. Jessum z każdym ruchem wchodził w nią głębiej, Raina przyciągała go bliżej. Aż do spełnienia.

Gdy osiągnął spełnienie, nie przejmował się tym, jak głośno dał wyraz swojej rozkoszy. A i po wszystkim nie odsunął się od niej. Objął ją ramionami, biodrami przysuwając się tak blisko, jak tylko mógł, wchodząc w nią jeszcze głębiej przy akompaniamencie cichego, pełnego przyjemności jęku.

Trwał tak, wtulony w nią, z głową na jej ramieniu, łaskoczący jej szyję ciepłym oddechem.

Objęła go, wdychając zapach jego rozgrzanego ciała.

- Mówiłam ci kiedyś, że jesteś cudownym kochankiem? - zapytała po chwili ciszy.

- Tak - wyszeptał, pieszcząc jej szyję zarówno swoim oddechem, jak i wargami, kiedy delikatnie muskał nimi jej skórę. – Ale to dlatego, że miałem cudowną nauczycielkę.

- Z grzeczności nie zaprzeczę. Hmm… w mojej sytuacji chyba powinnam zacząć nosić zapas chusteczek.

Zaśmiał się.

- Poszukać czegoś do otarcia?

- To jeden z powodów, dla których cię kocham. Nawet nie zapytałeś po co mi one.

Pocałował ją krótko.

- Ale wiesz, że żeby czegoś poszukać to muszę z ciebie wyjść?

- Wiem. Przysięgałeś mi, książę, ale innej nocy będę domagała się dotrzymania przysięgi.

- Dobrze – przytaknął.

Wolno, z ociąganiem, odsunął się od niej, wzdychając przy tym cicho, z przyjemnością, która jeszcze na chwilę odmalowała się na jego twarzy. W chwilę później zaczął przeszukiwać pomieszczenie.

- Zamierzasz wymknąć się tak jeszcze z Sajenem, Shinem i Isaakiem?

- Nie wiem. To nie tak, że to planuję. Po prostu samo wychodzi.

Znów się zaśmiał.

- Rozumiem, że niecnie wyciągamy cię z balu, zamiast pozwolić bawić się na nim? – zerknął na nią z uśmiechem, otwierając jedną z szuflad.

- Oczywiście. Przecież każdy potwierdzi, że to wasza wina.

- Oczywiście, że tak – odparł, podchodząc do Rainy z chusteczką. – Proszę, kochanie.

- Dziękuję.

Szybkie, precyzyjne ruchy zdradzały wprawę Rainy.

- Pomozesz mi z suknią?

Przytaknął, podchodząc do sukni pieczołowicie przewieszonej przez oparcie krzesła.

- W końcu obiecałem, prawda? – zapytał z uśmiechem.

- Tak. I najwyraźniej nie zapomniałeś.

- Nie wiem czemu miałbym zapomnieć – odparł, podchodząc do niej z suknią, unosząc ją tak, by móc przeciągnąć ją przez głowę Rainy.

Pomogła mu na ile mogła, lawirując między ciężkimi zwojami materiału. W końcu, wspólnymi siłami, zdołali doprowadzić się do porządku, chociaż ich wygląd nadal był oczywisty dla bardziej uważnych obserwatorów.

- Wyglądasz jak zaspokojony mężczyzna - powiedziała do Jessuma.

- Bo jestem zaspokojony – odparł z uśmiechem, poprawiając raz jeszcze swoje ubranie. – A ty wciąż wyglądasz pięknie i zachwycająco.

- Na tyle pięknie i zachwycająco, by zmierzyć się ponownie z matką Isaaka, jeśli nie zostawiła biednego Ragnara w spokoju?

- Oczywiście, kochanie - dodał z uśmiechem, podając jej rękę. - Idziemy?

Skinęła głową, gotowa na podbój świata. Może jedynie nieco mniej na spotkanie z teściową.

 

Po tym jak wrócili z księciem na bal, niewiele się zmieniło. Goście wciąż wirowali w tańcach, bądź prowadzili rozmowy w większych lub mniejszych grupkach. Wzrok Rainy przeczesywał tłum w poszukiwaniu dwóch konkretnych osób. I odnalazł je. Ragnar stał w towarzystwie Eryka, pogrążony w rozmowie, która wyglądała na spokojną i towarzyską. Zaś królowa stała przy stołach z jedzeniem, wraz z małżonkiem, starszym bratem Isaaca i jego małżonką, wybierając sobie coś do jedzenia.

- Zatańczymy? - zapytał Jessum, wykonując dłonią zapraszający gest w kierunku parkietu.

-Aż tak bardzo nie chcesz, żebym porozmawiała z twoim ojcem? Nabroiłeś coś po drodze?

- Nie – uśmiechnął się do niej czarująco i ucałował wierzch jej dłoni. – Tak bardzo nie chcę wypuszczać cię z ramion.

- W takim razie nie mogę ci odmówić - odparła rozbawiona.

- Tak też myślałem – stwierdził z uśmiechem i poprowadził Rainę w kierunku parkietu, by płynnie wmieszać się w tańczące pary.

Przez chwilę tańczyli w milczeniu, napawając się wzajemnym dotykiem, ale w końcu Raina miała dość ciszy między nimi.

- Chciałabym udać się na ziemie angiellich.

Uniósł lekko brew, zerkając na nią z zaciekawieniem.

- Sky tam wyruszyła – powiedział. – Nie ma większego sensu, by jechała kolejna Oświecona.

- Nie do końca chodzi o kwestie polityczne - przyznała.

- Wciąż, dwie Oświecone w jednym miejscu to rzecz zbędna – odparł Jess. – Po co w ogóle chcesz się tam udać?

- Z powodu Sajena.

- To znaczy?

- Wasze rodziny tutaj są. On jest sam. Porzucił wszystko, co dotychczas znał dla mnie. Jestem mu winna przynajmniej zainteresowanie tym, jak żył.

- Rozmawiałaś z nim na ten temat?

- Nie. Jeszcze nie było okazji.

Jessum zawirował z nią raz jeszcze, wyławiając spojrzeniem Sajena.

- Jeśli chcesz, wyjątkowo mogę cię wypuścić z objęć – powiedział z uśmiechem.

- Cóż za poświęcenie - odparła i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek. Zaraz po tym zręcznie wyswobodziła się z objęć Jessuma i ruszyła ku wyróżniającemu się skrzydlatemu.

Sajen stał z boku, odwracając się właśnie w stronę nadchodzącej Rainy po tym jak skończyć rozmowę z Yalein. Uśmiechnął się na widok żony i wyciągnął ku niej dłoń.

- Cudownie wyglądasz, kochanie - oznajmił.

- I nie mówisz tego tylko dlatego, żeby podbudować moją drastycznie spadającą pewność siebie?

- Absolutnie nie – zapewnił z uśmiechem, całując wierzch jej dłoni. – Twoja pewność siebie też nie ma powodu do spadku.

- Być może - zgodziła się. - Mam nadzieję, że nie zdążyłeś jeszcze pożałować tego, że jesteś moim mężem.

- Tak szybko?

- To możliwe, bazując na dotychczasowym doświadczeniu.

Pokręcił głową.

- Nie, nie żałuję.

- Czy okażę się bardzo płytka jeśli powiem, że dla samej twojej urody nigdy nie mogłabym żałować tego małżeństwa?

Uśmiechnął się w odpowiedzi.

- Tylko trochę.

- Wyglądasz cudownie, kochany. Jak esencja grzechu.

- Dziękuję – odparł nieco zmieszany.

- A jako esencja grzechu, powinieneś mnie teraz pocałować - podpowiedziała.

Pochylił się ku niej bez wahania i zamknął jej usta w czułym pocałunku.

NIe pozwoliła mu szybko przerwać pocałunku. Był on znacznie delikatniejszy niż wcześniej z Jeźdźcami, ale zdradzający nie mniejsze pragnienie. Nawet gdy ich usta przestały się stykać, nie odsunęła się od niego.

- Chciałabym odwiedzić twój dom, Sajenie.

Objął ją w pasie po zakończonym pocałunku i wyszeptał.

- Niewiele jest do oglądania, Raino.

- Trudno mi w to uwierzyć.

Uśmiechnął się do niej.

- Na wiosnę, jak wszystko budzi się do życia, wtedy jest naprawdę pięknie. Ale teraz? Jak dla mnie w zimę nie ma nic ciekawego.

- W krainie, w której mieszkają głównie posiadacze skrzydeł? Naprawdę nie wierzę.

- No tak, twoje umiłowanie do skrzydeł - stwierdził z uśmiechem. - Prawie zapomniałem.

- Nadal jesteś dla mnie posiadaczem najpiękniejszych skrzydeł.

- Pytanie czy podtrzymasz swoją opinię odwiedzając moje rodzinne strony - dodał, a jego uśmiech nieznacznie się zmienił. Stał się jakby wymuszony.

- Obawiasz się, że mógłbyś stracić pierwsze miejsce?

- Trochę…

- Kochanie, nie jesteś wyłącznie swoimi skrzydłami.

- No nie, ale… ale wiem, jak bardzo je uwielbiasz, a w moim domu… będzie ich na pęczki.

- Innymi słowy, obawiasz się zdrady? - zapytała cicho.

Pokręcił głową.

- Nie, nie o to chodzi – odparł uspokajająco. – Obawiam się tego jak będę się czuł, kiedy będę widział podziw i fascynację na twojej twarzy… w twoich oczach kiedy… kiedy będziesz otoczona przez innych angiellich.

- Mój cudowny archaniele, mogą podobać mi sie skrzydła, mogę lubić członków twojej rasy, ale to ciebie kocham. To twoje skrzydła są dla mnie najwspanialsze. Wiesz dlaczego? Bo to je widzę nad sobą, gdy się kochany, to twoje pióra czuję, kiedy razem śpimy i to one mnie otulają. Żaden inny skrzydlaty nie znaczy dla mnie aż tyle.

Sajen uśmiechnął się do niej ciepło, czule i kładąc dłoń na jej policzku, pogładził go delikatnie.

- Wiesz jak sprawić, żeby mężczyzna czuł się naprawdę wartościowy i wyjątkowy.

- Mam nadzieję. Poznałeś już Ragnara, kochany?

- Ojca Jessuma? – dopytał i przytaknął. – Nie taki straszny, jak się o nim mówi.

- Zgadzam się. A rodziców Isaaka lub Shina?

- Tak, miałem okazję poznać władców plemienia Omani – dodał z nieco wymuszonym uśmiechem. – Królowa jest taką uroczą istotką.

- Istotką? Nigdy nie określiłabym jej w ten sposób. Była dla ciebie nieprzyjemna?

Zaśmiał się.

- Nie, kochanie. Była sobą. Ale nie skierowała w moją stronę żadnych nieprzyjemnych słów.

- To dobrze bo już miałam ruszać, by chronić twego honoru, co nie wpłynęłoby na ocieplenie stosunków z teściową.

- Mój honor ma się bardzo dobrze – zapewnił ją, składając na jej ustach kolejny czuły pocałunek. Dłuższy od poprzedniego. – Cieszę się, że mam cię obok siebie. Zdrową, całą. Moją.

- Ja również, mój cudowny archaniele. Pod każdym względem. I nie mogę doczekać się nocy. Poprzednia trwała zbyt krótko.

- Tak, noc będzie ciekawa – powiedział z uśmiechem i delikatnymi rumieńcami na policzkach.

- Jak zawsze, nieprawdaż?

- Nie do końca – odgarnął jeden z kosmyków za jej ucho. – To będzie pierwsza noc, kiedy będziemy się kochać jako małżeństwo.

- Ale nadal z innymi. Przynajmniej w nocy.

- Przynajmniej w nocy? – uniósł brew pytająco.

- Właściwie miałam nadzieję, że okażę się przynajmniej na chwilę ważniejsza od gości i od balu, i będziemy mogli opuścić wszystkich na jakiś czas.

Przyglądał się jej przez chwilę badawczo, z uwagą. Jakby chciał się upewnić, że to o czym mówiła Raina pokrywało się z tym, o czym on sam myślał.

- Masz na myśli to co myślę, że masz na myśli? – zapytał w końcu.

- Nie wiem o czym myślisz - odparła z przekornym uśmiechem.

- Ja myślę o… - zawahał się i zarumienił. – myślę o… - pochylił się ku niej, jego usta znalazły się tuż przy jej uchu, oddech delikatnie łaskotał jej skórę przy każdym jego słowie. – o wyjściu z balu, żeby się kochać. Tylko we dwoje.

- Tak, kochany. Dokładnie to miałam na myśli.

Usłyszała jak cicho przełyka ślinkę.

- To… do naszej komnaty?

- Gdzie tylko zechcesz.

- Ja? A ty?

- Dla mnie każde miejsce jest dobre. Nie udowodniłam tego jeszcze?

- N-no tak… Ale czy wtedy… nie znikniemy na zbyt długo?

- Moglibyśmy polecieć, ale ta suknia niespecjalnie do tego zachęca.

- Korytarze też niespecjalnie zachęcają do latania w nich.

- Zawsze pozostaje okno. Nie sądzisz, że zrobilibyśmy wrażenie nagle wyskakując przez okno? - zapytała rozbawiona.

- Czy ja wiem… - zerknął niepewnie po sali. - Nie wiem, czy chcę robić wrażenie.

- Już robisz, kochany. Nie sposób na ciebie nie patrzeć. Ale skoro wolisz tradycyjną drogę… idziemy?

- Oczywiście.

Tym razem to Raina była stroną aktywną. Prowadziłą go między gośćmi, następnie korytarzem, ale nie odeszli daleko. Znaleźli się znowu w pomieszczeniu, z którego skorzystała wcześniej z Erykiem.

- Naprawdę cieszę się, że cię znowu widzę.

- Ja też się cieszę – powiedział, zamykając za nimi drzwi. Rozejrzał się po pomieszczeniu z zainteresowaniem. – To raczej nie jest nasz pokój, prawda? – zapytał z nieśmiałym uśmiechem.

- Nasz pokój jest daleko. Zbyt daleko.

Sajen rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu.

- Nikt nam tu nie przerwie, prawda?

- Nie sądzę - odparła.

Nie miała pewności, ale postarała się, by jej brak nie ujawnił sie w jej głosie.

Patrzył na nią przez chwilę, jakby chciał odnaleźć to potwierdzenie także w jej spojrzeniu. Ostatecznie sam przytaknął z nieśmiałym uśmiechem.

- Czuję się… znów czuję się jak przed pierwszym razem… nie wiem… - zaśmiał się krótko. – Nie wiem co robić…

- Za pierwszym razem aż za dobrze wiedzieliśmy, co robić - odparła z delikatnym uśmiechem. - Moja moc nami kierowała. Tym razem nie chcę używać mocy. Chcę się z tobą kochać jak żona z mężem. To wszystko.

- Cieszę się – powiedział, sięgając ku niej dłonią. – bo ja też chciałbym się z tobą kochać bez wspomagania twoją mocą. A przynajmniej teraz. Kiedy jesteśmy sami.

- Już wiem, że ta suknia jest problemem. Masz jakiś pomysł, co z nią zrobić? - zapytała, ujmując jego dłoń.

Przysunęła się blisko niego, wspierając dłoń na klatce piersiowej mężczyzny. Palce sprawnie odszukały nagą skórę Sajena, muskając ją ostrożnie, jakby Raina obawiała się sparzyć.

Dłoń, którą trzymała w swojej ręce delikatnie mu drżała. Jego spojrzenie było rozbiegane, jakby nie mógł się zdecydować na co dokładnie patrzeć. Dylemat rozwiązał się, kiedy Raina podeszła bliżej. Wtedy jego spojrzenie skupiło się na jej oczach. Patrząc na nią, patrząc bezpośrednio w jej oczy, drugą ręką powiódł palcami jej karku.

- Najwygodniej byłoby zdjąć, ale… nie wiem, czy dam radę ją znów ubrać…

- Lepiej nie ryzykować, prawda?

Pokręcił niechętnie głową.

- Nie, lepiej nie… - odparł. – Postaram się dać radę mimo to – zapewnił z uśmiechem.

- Albo możemy zrobić to w nieco inny sposób - powiedziała, uśmiechając się tajemniczo.

Wyszeptała coś pod nosem, po czym jej ubranie zaczęło stopniowo znikać. Centymetr po centymetrze aż Oświecona była zupełnie naga.

- Nie mów pozostałym - powiedziała rozbawiona.

Sajen stał oniemiały i patrzył jak ubranie znika z ciała Rainy. Na jego twarzy malowało się szczere zdumienie, wymieszane z fascynacją.

- Przydatne – powiedział, wodząc spojrzeniem po jej nagim ciele. Siła jego spojrzenia była tak intensywna, że niemal czuła się jakby jej dotykał.

Ujęła jego dłoń i położyła ją na swojej piersi. Sama natomiast sięgnęła ku jego ubraniu, rozpinając klamry, rozplątując wiązania.

Sajen przymknął delikatnie oczy, z uśmiechem zamarłym na ustach. Czuła jak jego palce zaczynają się poruszać na jej ciele. Jak delikatnie dotyka jej piersi. Jak ją masuje, pieszcząc wolno, zmysłowo. Sam skierował ku jej piersi drugą rękę, pieszcząc jej biust obiema dłońmi.

Czy było inaczej? Czy fakt, że łączyły ich więzy małżeństwa, cokolwiek zmienił? Nie. Nadal było cudownie. Nadal czuła się pijana jego dotykiem. Nadal płonęła w jego objęciach. Było tak, jak zawsze. Z tym większym żalem przywoływała suknię ślubną i wracała na bal. Chciała jednak zobaczyć się z rodziną Jessuma. Poznać rodziców Shina i raz jeszcze zobaczyć się z jego bratem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

- Eriku, w tym dniu, nie tylko Oświecona Dilmer nie ma głowy do polityki - wyjaśniła Gisda. – Ostatni dzień roku, to dzień poświęcony zabawie. Rozrywkom, przyjemności. W tym dniu politykowanie jest bardzo niemile widziane - dodała z uśmiechem. – Rzecz jasna, nie wszyscy potrafią się od tego powstrzymać, ale generalnie wszelkie problemy polityczne powinny być dzisiaj mało istotne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy rpg character portraits

Nielas Tirisfal

 

Nielas ubrany w nieco pognieciony, bo świeżo wyciągnięty z juków, mundur paradny, nie miał specjalnie powodów do narzekań. Wieczór tego dnia był zdecydowanie lepszy od poranka, choć tamte wydarzenia kładły się cieniem na zabawowym nastroju ilekroć skierował na nie myśli.

Zgodnie z poleceniem nie zbliżał się do mężów Oświeconej, ani do jej haremu, choć nie miał pewności co do jego składu. Postanowił też na razie nie rozmawiać z Oświeconym Starem, bo to ostatecznie mogłoby doprowadzić do wyjaśniania jego obecnego statusu, co stało w sprzeczności z rozkazem nie wychylania się. Wmieszał się więc w tłum, na tyle na ile może to zrobić przeszło dwumetrowy chłop, i cieszyć przyjęciem.

Nie przyciąganie uwagi szło nieźle, do czasu aż zwróciła nań uwagę nietypowo ubrana, w tym otoczeniu, dama.

- Nic z tych rzeczy moja pani - odparł z uśmiechem choć pytanie wyciągnęło nawierzch myśli o Xysirze - Nie jestem stąd, a i specjalnie żadnych gości nie znam, by wiedzieć z kim warto przyjaźnie zawiązać. Toteż ograniczam się do cieszenia przyjęciem i unikaniem kłopotów.

- Panie, z jak dalekich krain musiałeś tu przybyć, by nie znać ani jednej z tak wielu valdaańskich osobistości obecnych na tym balu? - zapytała autentycznie zdumiona.

- Mówisz pani o tych wszystkich władykach? Ach, wiem kim są, oczywiście. Jednak za wysokie to progi dla prostego żołnierza jak ja. Ich zajmuje polityka, a mnie przyjemny wieczór.

- I jak na razie wieczór? Przyjemny? - zapytała z uśmiechem.

Odepchnął myśli o Xysirze i odpowiedział uśmiechem.

- Nie mam powodów do narzekań.

- Proszę się nie obrazić, ale inaczej wyobrażałam sobie bawiącego się dobrze żołnierza - zauważyła z uśmiechem. – A z pewnością do obrazu w mojej głowie nie pasuje ukrywanie się za kolumną - dodała rozbawiona.

- Jeśli dobrze zgaduję twoje pani wyobrażenia, to ten rodzaj żołnierskiej zabawy sprowadził na mnie ostatnio kłopoty.

Zaśmiała się.

- Cóż, tak właśnie wyobrażam sobie żołnierskie zabawy. Bez umiaru, do oporu, kończące się kłopotami.

- Tak i kłopoty były - odparł, choć bez podobnej wesołości - A także ich konsekwencje.

- Kłopoty zwykle wiążą się z konsekwencjami, nieprawdaż?

- Jak wszystkie decyzje. Nie zawsze można wszystkie przewidzieć i nie zawsze można błędy naprawić - westchnął - Ale to nie temat na takie przyjęcie, więc może porozmawiamy o czymś innym?

- Och, jestem do dyspozycji - odparła z uśmiechem. – Jaki temat pan proponuje, panie…

- Nielas Tirisfal, do usług pani - skłonił się dworsko - Temat raczej nie polityczny, to nie jest moja mocna strona jak mówiłem. Najlepiej znam się na broni, ale nie wiem czy wypada. Może o koniach? Sztuce? A może ty pani, która wydajesz się rozeznana, uzupełnisz moje luki w wiedzy i zechcesz opowiedzieć o gościach?

- Spetunia Brask - przedstawiła się z uśmiechem. – Och, broń, konie czy sztuka – każdy temat będzie dobry. Przewodzę gildii handlowej w Saljan, więc te tematy nie są mi obce.

- Więc może pani zechcesz mi polecić dobrego kowala w mieście? Nie mam prezentu dla pary młodej, gdyż i moja obecność na ślubie nie była spodziewana. Wiem jednak, że Oświecona szukała dobrej broni a jej kowal - zawahał się na krótką chwilę - obecnie niezdolny jest do pracy.

- Och, znajdzie się kilku - zapewniła. – Zarówno tu, w Saljan, jak i w Baggerze mogę ci polecić pracownię jednej rodziny.

- Z przyjemnością usłyszę o obu miejscach. Nie potrafię rzec jak wiele czasu spędzę w zacnym Saljan, lecz Baggera z pewnością będzie mym kolejnym przystankiem.

- Skoro pytasz o kowala w Saljan, to mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko kobietom w tej profesji, panie Tirisfal, hm?

- W żadnym wypadku - uśmiechnął się - Nie jest to obce w moim domu, więc i w Saljan mnie to nie zdziwi. W sumie w tym miejscu tym bardziej zdaje się na miejscu.

- To dobrze. Bo tu mężczyźni zwykle pełnią funkcję czeladników i pachołków do pomocy, mało który otwiera własny zakład - stwierdziła z uśmiechem. – Czego dokładnie będzie panu potrzeba, panie Tirisfal?

Zamyślił się nad odpowiedzią. Czy będzie poszukiwał ostrza dla Oświeconej, czyli raczej lekkiej i eleganckiej klingi, czy też dla jej małżonka, solidnego żołnierskiego miecza?

- Ostrzy, które sprawdzą się w boju oczywiście - odparł ostatecznie - Wytrzymałej klingi, która zapewni płynność ruchów i szybkość cięć. Szabla wydaje się adekwatnym wyborem.

Przytaknęła kilka razy głową.

- Broń dla Oświeconej, czy któregoś z jej małżonków?

- Rozważam obecnie oba warianty. Przy czym wzmiankowanym małżonkiem jest angelli.

- Nie tylko - odparła. – A Monarcha, książęta i sławny Shin?

- Ich śluby przegapiłem, toteż nie mam dla nich w planach prezentów.

Uniosła ku górze brew.

- Ta ceremonia była odnowieniem tamtej przysięgi. To tak jakby wzięli ślub na nowo. To… cóż, byłoby nietaktowne dać prezent tylko jednemu małżonkowi, pomijając pozostałą czwórkę.

Nielas potarł dłonią brodę.

- Tak… - przyznał - O tym nie pomyślałem. Więc sześć ostrzy, nie ma sensu dawać im więcej powodów do niechęci niż i tak będą mieli - ostatnie słowa wyraźnie nie były skierowane do Septunii, zdawały się raczej głośnym myśleniem.

- Do niechęci? - zapytała zaskoczona. – A czemuż to mieliby pałać do pana niechęcią?

zacisnął zęby. Zamyślony powiedział odrobinę za dużo.

- Istnieją ku temu powody pani. Nie pytaj jednak jakie, gdyż nie w mojej gestii teraz o tym rozmawiać. - odparł uprzejmie, acz stanowczo,dając znać, że nie zamierza drążyć tematu.

Patrzyła na niego przez chwilę, obserwując zaintrygowana, wodząc po jego twarzy badawczym spojrzeniem.

- Zatem sześć szabli, jedna dla kobiety i pięć dla mężczyzn - podsumowała. – Zerknę na listę rzemieślniczek i zaproponuję panu najlepszą, która będzie mogła wykonać to zamówienie.

- Dziękuję pani Brask - uśmiechnął się do niej - Czy mogę okazać wdzięczność prosząc panią do tańca?

- Panno Brask - poprawiła z uśmiechem i wyciągnęła ku niemu dłoń. – I bardzo chętnie zatańczę.

Ujął delikatnie jej dłoń i poprowadził na środek sali gdzie odbywały się tańce. Zaczęli wirować w rytm muzyki.

- Wspaniale panienka tańczy - powiedział po którymś obrocie - Ciekawi mnie jednak pewna kwestia. Wcześniej wyraziłaś pani zdziwienie, że nie znam nikogo w tak znamienitym gronie. Myślałaś o kimś innym prócz koronowanych głów?

- Nie - pokręciła głową. - Właściwie to myślałam o koronowanych głowach.

- Królowie i władcy to jednak nie rozmówcy z którymi przyjdzie mi rozmawiać. Skupię się raczej na mniejszych, choć niewątpliwie równie urokliwych. - rzucił wesoło.

- Przewodnicząca Gildii Handlowej w Saljan może być? - zapytała, dając się prowadzić w tańcu.

- Cóż, to Przewodnicząca była tą, która zainicjowała rozmowę, więc przynajmniej w tej kwestii nie muszę się martwić że wywołam afront - zażartował.

- Nie, bynajmniej - odpowiedziała uśmiechem. – Mogę wiedzieć skąd pan pochodzi?

- Z Tirestir.

- Tirestir - powiedziała z uznaniem. – Pomimo wielu korespondencji wymienianych z pańskim królestwem, jest pan pierwszym przedstawicielem swego królestwa, z którym mam przyjemność rozmawiać osobiście - stwierdziła z uśmiechem. – I jak na razie mogę stwierdzić z całą pewnością, że Draati są doskonałymi tancerzami.

Uśmiechnął się w podzięce za komplement.

- Mógłbym powiedzieć, że to część smoczej gracji, ale po prawdzie to w sporej części zasługa moich sióstr - zmarkotniał nieco na myśl o rodzeństwie - Więc panny kontakty sięgają aż Księstwa? Imponująca sieć wpływów.

- Byłaby bardziej imponująca, gdybym miała tak rozległe kontakty nie piastując tak wysokiego i ważnego stanowiska, w którym te kontakty są niezbędne i pojawiają się poniekąd same - odparła z uśmiechem.

- Mimo to, wciąż widzę w tym osiągnięcie. Choć nie tak hermetyczni jak Sandi, mój lud zwykł trzymać się swoich.

- Owszem, zwykł - przytaknęła z uśmiechem. – Dlatego kontakty z twoim ludem, panie, są zawsze wymagające i delikatne. Ale przynoszą profity obu stronom, a koniec końców, to jest najważniejsze.

- Prawda to - uśmiechnął się - Wygląda też na to, że zdobyłaś pani nowy kontakt.

- Och, liczę, że nie będzie to jednorazowe zlecenie - mrugnęła do niego.

- Tego obiecać nie mogę. Czas którym obecnie dysponuję nie należy całkiem do mnie i nie wiem gdzie popchnął mnie obowiązki.

- W razie czego pozostaje nam korespondencja - zapewniła. – A skoro już mówimy o pańskim ludzie, fascynują mnie wasze długie miecze.

- Cóż, to użyteczna broń, niewiele odmienna od standardowego ostrza, jeno dłuższa i masywniejsza. Dobrze sprawdza się do pojedynków, trochę gorzej do zwartego szyku. Jest też pożyteczna w walce z siodła, lecz znów, ma swoje ograniczenia.

- Nie ma broni idealnej, panie Tirisfal - zastrzegła z uśmiechem. – A wasze miecze… cóż, z pewnością budzą w przeciwnikach trwogę samym wyglądem.

- To oczywiste, nawet nie zamierzam twierdzić, że są idealne - zgodził się z nią - Co do ich masywności, to przy dobrym zamachu i odpowiedniej sile, można łatwo rozpłatać wroga na dwoje… - ugryzł się w język - Eee… raczej nie przypuszczam byś pani miała ochotę wysłuchiwać o okropieństwach walki.

Jego obawy zbyła uprzejmym uśmiechem.

- Byłam zaręczona z żołnierzem, a później oglądałam jego pogruchotane ciało, więc temat nie jest mi obcy - odparła uprzejmie.

- Nie czyni to jednak tematu przyjemniejszym. Może mniej odpychającym, ale nie przyjemniejszym.

- Wojna nigdy nie jest tematem przyjemnym. Zarówno dla tych, którzy w niej walczą i przelewają krew, dla tych którzy muszą decydować gdzie posłać swoich ludzi na śmierć, dla tych którzy czekają w domach z obawą czy zobaczą jeszcze ukochaną osobę, jak i dla tych, którzy dostarczają broń. Ci ostatni, oczywiście, zyskują jedne z największych profitów i część osób to uwielbia, ale to nieliczne grono. Większość nie czerpie przyjemności z wojny i handlu bronią.

- Prawdę powiadasz. Szkoda jednak, że pomimo tego, wojna i konflikty wciąż nam towarzyszą. Nawet teraz konflikt wisi w powietrzu, a obecność Oświeconych tylko to potwierdza.

- Tak, niestety - westchnęła ciężko. – Wojny przychodzą i odchodzą, nie chcąc dać o sobie zapomnieć na stałe. Konflikty wybuchają zawsze i wszędzie, większe i mniejsze o bardzo poważne i te bardzo błahe sprawy - zawiesiła na chwilę głos. – Pozostaje mieć nadzieję, że Oświeconym uda się zaprowadzić porządek w Valdaan bez większego rozlewu krwi i mieszania w wojnę całego świata.

- Biorąc pod uwagę towarzystwo Oświeconej Dilmer, szykuje sobie sojuszników zewsząd na wypadek wojny.

Jego partnerka wzruszyła ramionami.

- Czyżbyś, panie, nie znał powiedzenia mówiąc o tym, że chcąc pokoju należy szykować się do wojny? - zapytała z uśmiechem.

- Pokój z pozycji siły? To skuteczne, ale łatwo też przejść z tego ustawienia do tyranii.

Kobieta pokręciła głową, wprawiając w ruch swoje blond pukle.

- Ja odczytuję to powiedzenie zupełnie inaczej. Odczytuję je jako nadzieję na najlepsze, z realnym przygotowywaniem się na najgorsze.

- Tak, masz słuszność, jednak jednocześnie bardzo łatwo jest dyktować innym jak mają postępować mając za sobą przewagę siły - odparł - Czasem zaś jedynym powodem za tym stojącym jest pyszne przekonanie, że to ja mam rację i inni powinni się dostosować.

- Mówisz ogólnie, czy masz na myśli konkretny przykład? - zapytała zaintrygowana.

Zawahał się na moment.

- Ogólnie - odparł - W żadnej wojnie nikt nie uważa się za tego złego, nawet agresor. Zwykle ma swoje przekonania, które w jego oczach dają mu prawo do takich działań.

Uśmiechnęła się do niego.

- Porozmawiamy jeszcze kilka chwil i zacznę podejrzewać, żeś waść jest filozofem albo człowiekiem nauki, a nie wojownikiem.

- Dla wojownika łatwiej jest nie myśleć, nie zastanawiać się nad słusznością rozkazów. To zdejmuje spory ciężar z barków - odparł - Zresztą żołnierze to dziwni ludzie. Z jednej strony nie chcą wojny jak inni, z drugiej wyczekują jej, bo tym w końcu się zajmują. Na wojnie prawdziwie mogą szlifować swój fach.

- Czas pokoju czasem nudy? - zapytała zaintrygowana.

- Dla żołnierza, owszem. W sumie nie po to szkoli się ich latami do walki, by siedzieli bezczynnie na tyłku.

- Panie Tirisfal, nie uwierzę, że w czasie pokoju dowódcy nie wynajdują zajęć dla żołnierzy. Manewry, treningi, umacnianie granic - wymieniła.

- Jak wszystko, nawet ćwiczenia mogą stać się rutyną. Okazjonalna potyczka z bandytami to wydarzenie. A proszę pamiętać, że draati żyją dłużej niż ludzie, ale mentalność wciąż mamy bardzo podobną.

- Tak szczerze, między nami, nie może się pan doczekać, by skrzyżować miecze z wrogiem, kimkolwiek on będzie, prawda?

- To prawda. Dodatkowo, starcie armii jest prostsze od dworskich intryg. Na polu walki są jasno określone przynależności. Albo swój, albo wróg.

- Ach, polityka zawsze była bardziej brudna niż pole bitwy usiane rozczłonkowanymi ciałami.

- O czym w ostatnim czasie miałem wątpliwą przyjemność dowiedzieć się z pierwszej ręki.

- A co się stało?

Uśmiechnął się, ale bez przekonania.

- To nie jest temat do plotek, zresztą nie jestem zobligowany o tym mówić.

- Rozumiem - odparła, ewidentnie nie chcąc wchodzić w temat, o którym jej rozmówcach nie miał zamiaru mówić. – Napijemy się? - zaproponowała, kiedy muzycy zakończyli grać.

Tym razem uśmiechnął się bardziej szczerze.

- Chętnie. Pani pozwoli? - zapytał oferując ramię.

Przytaknęła, ujmując zaoferowane ramię.

- Wypuszczał się pan kiedykolwiek wcześniej tak daleko od domu? - zapytała, kiedy szli w kierunku stołów.

- Nigdy na północ. W tym kierunku najdalej odwiedziłem Kolegium Magii. Jako młody rekrut odwiedziłem niegdyś Genhiam, stolicę Nimani.

- Zatem, przynajmniej w kierunku północnym, to pierwsza tak daleka wyprawa. Jak przebiegła podróż? Domyślam się, że zimowy krajobrazy nie są aż tak malownicze i różnorodne, jak choćby wiosenne.

- Przysypany śniegiem świat również ma swoisty urok. Ale nie przeczę, że nie ma tam różnorodnej palety kolorów. - zatrzymał się przy stole i nalał Septunii wina.

Przyjęła napełniony kieliszek.

- Jakieś problemy po drodze? Taka pora roku bywa niebezpieczna dla podróżnych.

- Podróż była zaskakująco spokojna - odparł nalewając sobie wina - Nawet bandytów nie spotkaliśmy.

- Doprawdy zaskakujące - przyznała. – Widać może się pan uznać za szczęśliwca - dodała z uśmiechem.

- Raczej wątpliwe - rzekł zdawkowo zwilżając wargi winem. Tym razem nie planował się upić. Z drugiej strony, wtedy też nie.

- No tak, zapomniałabym – tam gdzie nie ma szczęku oręża, tam jest nudno - stwierdziła z zaczepnym uśmiechem.

Uśmiechnął się raczej smutno.

- Nie o tym myślałem pani. To raczej bardziej prywatna kwestia, która podważa moje szczęście.

- Rozumiem - upiła łyk wina. – Mam nadzieję, że los się jednak do pana uśmiechnie, panie Tirisfal.

- Pozostaje mieć nadzieje panno Brask, pozostaje mieć nadzieje.

- Zatem za nadzieję - powiedziała, wznosząc kieliszek do toastu.

- Za nadzieję.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

we_dwoje_1_11088.jpg

Erik Star vel Mystery

 

- Och po drugiej stronie również można znaleźć ludzi, którzy dnia bez polityki nie wytrzymają. Widać tak już jest. - powiedział z uśmiechem - Choć muszę przyznać, że ja lubię politykę, nie zawsze i nie wszędzie ale doceniam gdy ludzie jako narzędzia zmagań używają swoich umysłów. Na przykład wasze ostatnie negocjacje były dla mnie niezwykle ciekawe, a do tego, co nie zdaża się często to nie ja musiałem się martwić o każde słowo.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

- Dziękuję - Gisda przytaknęła z uśmiechem. - Darzymy się z Ardeną wzajemnym szacunkiem, a to wiele ułatwia. Zwłaszcza, kiedy temat negocjacji nie jest łatwy i jest bardzo delikatny, a taki był - stwierdziła. - I sama szanuję ludzi, którzy potrafią korzystać ze swojej głowy i jej zawartości. Saljanki, jako plemię, zawsze ceniły tak sprawność fizyczną, jak i umysłową. Umysł wojownika powinien być co najmniej tak samo ostry jak klinga jego miecza.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

we_dwoje_1_11088.jpg

Erik Star vel Mystery

 

- To prawda i cieszę sie, że nasi najbliźsi sojusznicy wyznają takie zasady. - odpowiedział - A jeśli już o sojusznikach mowa. - powiedział przenosząc wzrok na Bala i Eolis - Ciekawi mnie, czy któraś z was rozmawiała kiedyś z Bogiem twarzą w twarz i czy często zdarza się, by bywali oni na przyjęciach wśród śmiertelników? - zapytał z zainteresowaniem

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

Obie kobiety pokręciły przecząco głową.

- Bogowie nie bywają na przyjęciach śmiertelnych. To - Gisda zerknęła w kierunku obu bóstw. - jest coś nowego. Podobnie jak ich obecność na samych zaślubinach i osobiste błogosławieństwo. Podczas ceremonii ślubnych, to kapłan prowadzący błogosławi małżonków w imieniu wszystkich bogów. Nie pamiętam, by jakieś bóstwo kiedyś błogosławiło czyjeś małżeństwo osobiście.

- Może kiedyś, w czasach zamierzchłych miało to miejsce - wtrąciła jej siostra. - ale na tyle dawno, by można to było włożyć między mity i legendy. Ich obecność tutaj nie jest niemiła, to wielki zaszczyt, jednakowoż... to zastanawiające. Widocznie Oświecona Dilmer cieszy się ich sporą przychylnością.

- Tym lepiej, że jesteśmy po tej samej stronie - dodała Gisda.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

we_dwoje_1_11088.jpg

Erik Star vel Mystery

 

- Tak, oświecona Dilmer zadziwia mnie swoimi umiejętnościami w znajdowaniu sojuszników. - ostatnie słowo sprawiło, że na jego twarzy pojawił się uśmiech - Powiedzcie mi zatem, jak dużej odwagi lub śmiałości wymaga podejście na takim przyjęciu i rozpoczęcie rozmowy z Bogiem? - zapytał zaciekawiony - To faktycznie musi być dla was niezwykle interesujące przeżycie. - powiedział potakując lekko głową

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

- Wszystko sprowadza się do tego, czy ma się o czym z tym bogiem rozmawiać - stwierdziła Gisda. - Samo podejście nie wymaga niczego, co najwyżej przezwyciężenia tego, że sama ich obecność działa onieśmielająco. Ale podejść tylko po to żeby się przedstawić? - pokręciła głową.

- My nie mamy żadnej sprawy do bogów, a jeśli już, to przedstawiamy ją w ich świątyniach, prywatnie - dodała jej siostra. - Jeśli jednak masz do nich sprawę albo chcesz z nimi porozmawiać, to nie będziemy stawały na przeszkodzie - uśmiechnęła się do niego.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

we_dwoje_1_11088.jpg

Erik Star vel Mystery

 

- Prawdę powiedziawszy, to wolałbym by nikt już w przyszłości nie musiał rozmawiać z Bogiem Wojny. - zaczął jakby zamyślony - Ale jako człowiek obeznany z polityką wiem, że to niestety tylko mrzonki. Zaś co do Bogini Pożądania, mam pewne powody, by w najbliższym czasie nie zwracać na siebie jej uwagi. - dodał tajemniczo - Nie mniej jednak jako Oświecony nie mogę pozwolić sobie, by cały wieczór spędzić w towarzystwie dwóch tylko kobiet, niezależnie od tego jak piękne i inteligentne by nie były. - uśmiechnął się szarmancko - Dlatego niestety muszę was przeprosić, jest bowiem na tej sali kilku władców, z którymi chciałbym porozmawiać. - powiedział z przepraszającą miną

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Biały Zamek, Królestwo Saljan

Trzydziesty dzień Avriel, ostatniego miesiąca roku.

Ostatni dzień roku.

 

Obie kobiety pożegnały Erica z uprzejmymi i w jakimś stopniu szczerymi uśmiechami. Trudno było mu przewidzieć czy to wina tego, że liczyły na jak najszybszą finalizację zawartej umowy, czy w grę wchodziły coś innego.

Nie miało to jednak większego znaczenia, gdyż Eric zmierzał właśnie w kierunku dwójki osób, która intrygowała go i przyciągała ku sobie niczym magnez. Para królewska plemienia Omani, rodzice Isaaca i teściowie Rainy. Król i królowa nie mogliby być większymi przeciwieństwami charakterów. O ile jego można było nazwać ciepłym, ale stanowczym, o tyle królową z całą pewnością i spokojem można było nazwać wredną suką. I nie wykluczone, że to określenie przypadłoby jej do gustu.

- Lord Star - król jako pierwszy wypatrzył podchodzącego Erica. – twoje zdrowie, panie - uśmiechnął się, unosząc kielich w geście toastu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy character portraits male

Nielas Tirisfal

 

Wieczór w towarzystwie Septunii miło mijał Nielasowi, jednak w pewnym momencie, ku swemu zaskoczeniu, ujrzał w tłumie znajomą twarz.
- Raczy mi pani na moment wybaczyć - przeprosił Septunię i opuścił ją na tę chwilę, by zbliżyć się do innej kobiety, o połyskliwych, ciemnych włosach.
- Witaj Anette, minęło sporo czasu - rzekł kłaniając się czarodziejce - Jestem zaskoczony widząc cię tutaj. Jak się masz?
Kiedy do niej szedł, czarodziejkę opuszczał właśnie jakiś mężczyzna, z którym kilka chwil wcześniej rozmawiała. Zaś słysząc znajomy głos, odwróciła się do Tirisfala. Zaskoczenie na jej twarzy w jednej chwili zamieniło się w szczerą radość.
- Nielas! - uśmiechnęła się do niego szeroko. – Kopę lat. Co cię sprowadza tak daleko od domu?
Uśmiechnął się do niej, choć kryła się w tym nuta smutku.
- Kilka rzeczy tak po prawdzie - spojrzał na moment gdzieś w tłum - Rodzina, dyplomacja i kłopoty, by wymienić najistotniejsze.
Anette uniosła brew.
- Dlaczego mam dziwne wrażenie, że te trzy rzeczy się ze sobą łączą?
Wzruszył ramionami, ale czujny obserwator mógł zauważyć, jego napięcie.
- Jesteś bystra i zawsze miałaś dobre przeczucia.
Westchnęła.
- Medivh?
Westchnął ciężko.
- Tak, on jest przyczyną, ale nie tak jak myślisz.
- To znaczy?
Znów zaczął rozglądać się po sali nie chcąc spojrzeć jej w oczy. Ostatecznie znowu westchnął i popatrzył na nią poważnie.
- Medivh nie żyje Anette. Zginął na północy.
Anette patrzyła na niego przez chwilę z niedowierzaniem. Jakby nie rozumiała co do niej mówi. A kiedy zaczęła do niej docierać świadomość tego co powiedział, co jego słowa ze sobą niosły, na jej obliczu pojawił się bezgraniczny smutek.
W jednej chwili stała naprzeciwko niego, w drugiej obejmowała go mocno, wtulając twarz w jego ramię.
Nielas znał wspólną przeszłość Medivha i Anette. Był czas, gdy wierzyli, że to właśnie czarodziejka będzie tą, która sprawi, że Medivh się ustatkuje.
Objął ją mocno nic nie mówiąc. Słowa nie były potrzebne, co zresztą mógłby powiedzieć? Wystarczyła obecność i oparcie, które mógł zaoferować.
Trwali tak przez kilka chwil. Anette drżała delikatnie w jego ramionach. Nie słyszał by płakała, choć reakcje jej ciała mogły na to wskazywać.
- Przyjmij… - usłyszał jej cichy głos, ale nie podniosła jeszcze głowy. – Przyjmij moje kondolencje.
Kiedy wreszcie uniosła głowę, jej oczy były czerwone, a łza spłynęła po jej policzku rozmazując delikatny makijaż.
- Dziękuję. Przekażę kondolencje rodzinie - odpowiedział. Pomimo wyglądu opanowanego, czuł okropną suchość w ustach. Jeszcze nie całkiem zaakceptował te nowiny.
- Wybacz, że zepsułem ci zabawę.
Pokręciła głową, ocierając łzę wierzchem dłoni.
- Nie, naprawdę to… nic. Ja… dziękuję. Dobrze, że wiem… Dobrze, bo…
- Medivh nie żyje?!
Głos, który usłyszeli należał do kobiety. W tym głosie słychać było zarówno desperację, jak i niedowierzaniem wymieszane z żalem i wściekłością. Gdy się odwrócili, ujrzeli czarodziejkę o kruczoczarnych, długich i prostych włosach. We włosy wplecione miała różnokolorowe korale. Suknia w kolorze ciemnego burgunda z podkreślonym dekoltem i talią uwydatniała powabne kształty kobiety.
Nielas obrócił się dość gwałtownie. Kobieta zaskoczyła go znajomością jego brata, raczej nie spodziewałby się spotkać tu kogoś takiego. Otaksował nieznajomą, a będąc tylko człowiekiem, na chwilę zatrzymał spojrzenie na jej krągłościach, nim skupił wzrok na twarzy.
- Wybacz pani, lecz kim jesteś? - odpowiedział pytaniem na jej pytanie.
- Ja? - zapytała zdziwiona, nie zdając sobie sprawy z tego, że może być nieznana.
- Qilista - Anette udzieliła odpowiedzi za kobietę. – Nadworna czarodziejka na dworze króla Iratona.
Czarodziejka, oczywiście. Pewnie znajoma Medivha z Kolegium. Choć młodszy Tirisfal często zdawał się być oschły w stosunku do tamtejszych magów.
- Rozumiem. Pozwól więc, że się przedstawię, Nielas Tirisfal, oficer księcia Rhagara - skłonił się - Nie wiem skąd znasz mojego brata, ale niestety tak, nie żyje.
Kobieta zachwiała się słysząc potwierdzenie z ust Nielasa. Wyglądała jakby za chwilę miała się przewrócić.
Nielas pospieszył z pomocą oferując ramię, na którym pani Qilista mogła się oprzeć. Musiał jednak przyznać, że jej reakcja była raczej zaskakująca.
- Wszystko w porządku pani? Zbladłaś.
Drżała w jego objęciach, niewątpliwie od powstrzymywanego płaczu.
- To niemożliwe… - wyszeptała. – To niemożliwe… On nie może… Nie może…
W porządku, dla Nielasa zaczynało to już być zastanawiające. Co łączyło tą czarodziejkę z jego bratem?
- Przykro mi, ale tak właśnie jest. Ja również nad tym ubolewam, trzeba jednak zaakceptować ten fakt i mieć nadzieję, że odnalazł spokój w objęciach Śmierci. - głos miał spokojny, starał się słowami nieco pokrzepić nieznajomą.
Przełknęła głośno ślinę i zadrżała silniej w jego ramionach. Po jej policzkach pociekły pierwsze łzy, a jej palce wpiły się, niemal desperacko, w klapy jego munduru.
- Ale on nie mógł… Nie mógł nas tak zostawić…
- Obawiam się, że zostawił nas wszystkich - objął ją delikatnie i spojrzał na Anette. Mógł uznać kobietę nieco szurniętą lub okazać jej współczucie. Oczywiście wybrał to drugie.
Anette wyglądała na zmieszaną i zbitą z tropu. Podeszła nieco bliżej Nielasa i położyła dłoń na ramieniu Qilisty.
- Wszystko się ułoży - powiedziała łagodnie.
Czarodziejka wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w tors Nielasa. Łzy ciekły po jej policzkach, a ciałem wstrząsały dreszcze kiedy płakała.
- Nie poznał… - wyszeptała między kolejnymi łzami. – swego dziecka…
Cokolwiek Nielas planował powiedzieć ku pokrzepieniu, nigdy nie dotarło do jego ust zmiecione usłyszaną informacją. Miast tego wybałuszył oczy w zdziwieniu.
- C-co? Jakie… jakie dziecko? - zdołał w końcu wydukać.
Qilista, zanosząca się płaczem, pokręciła tylko głową wtulając twarz w tors Nielasa.
- Może lepiej wyjdźmy - zaproponowała Anette, zerkając na gości, których uwagę zaczęli przyciągać. – Dajmy się jej przewietrzyć.
Nielas, ocknął się z otępienia słysząc Anette.
- Ta-tak… słusznie - wyglądał trochę jakby sam też potrzebował powietrza.
Wciąż oferując ramię do oparcia roztrzęsionej czarodziejce, Nielas nieco sztywnym krokiem poprowadził ją ku jednemu z balkonów. rozglądał się chcąc ocenić jak duże zainteresowanie udało się im wywołać. I czy przypadkiem nie zwrócili uwagi Oświeconej. Tylko tego by mu teraz brakowało, gdyby lady Raina doszła do wniosku, że ignoruje jej polecenia. 
Widział kilka ciekawskich spojrzeń, które odprowadzały ich do drzwi balkonowych, ale nie była to na tyle duża atencja, by mogła budzić obawy Nielasa. Tym bardziej, że gdy dostrzegł Oświeconą Dilmer, ta opuszczała bal niesiona na rękach przez księcia Jessuma, co oznaczało, że niczego z jej strony nie musiał się obawiać.
Kiedy znaleźli się na balkonie, Qilista znów zadrżała, ale tym razem z zimna. Jej usta opuścił obłok pary, kiedy wypuściła powietrze uspokajając ciche łkanie.
Oświecona najwyraźniej szybko zdecydowała się pozbawić ich swojego towarzystwa. Nielas jednak nie zamierzał na razie zaprzątać tym sobie głowy.
Na zewnątrz wciągnął głęboko mroźne powietrze. Quilista również zdawała się uspokajać.
- Już lepiej pani? - spytał z troską.
Najpierw tylko skinęła głową, a kiedy otarła łzę wierzchem dłoni powiedziała
- Tak, już lepiej. Dziękuję.
- Nie ma za co - uśmiechnął się lekko, lecz za chwilę trochę niepewny spojrzał ponad Qilistą na Anette, zanim odezwał się do królewskiej czarodziejki - Pani… mówiłaś o jakimś dziecku…? - zaczął niepewnie.
Westchnęła ciężko.
- Tak, mówiłam - przyznała. – Medivh i ja… teraz już tylko ja… spodziewam się dziecka.
Nielasowi brakło słów.
- Ale… jak…? - zbędne pytanie, które jednak musiało paść - Jesteś pewna, że to on jest ojcem? - to z kolei było głupie pytanie, ale mózg Nielasa jeszcze chyba nie nadgonił sytuacji.
Kobieta odsunęła się od niego i spojrzała na niego ostro.
- Co pan insynuuje?!
- Ja… przepraszam najmocniej. To jest tak… niespodziewane… nie wiem co myśleć i gadam głupoty.
- Mimo wszystko insynuacja, że sypiam z wieloma mężczyznami jest obraźliwa - mruknęła.
- To prawda i najmocniej za to przepraszam - przeprosił po raz drugi - Nie wiedziałem nawet, że Medivh się z kimś spotykał. Zawsze zdawał się być w pośpiechu, wciąż czegoś szukając - jakże niewiele wiedział o własnym bracie - Mogę spytać, kiedy spodziewasz się rozwiązania?
Milczała przez chwilę, splatając ramiona pod biustem.
- Za około siedem miesięcy - odparła i znów zadrżała z zimna.
Nie umknęło mu jej drżenie, lecz nie miał płaszcza by go zaoferować. Zresztą jemu również dokuczał chłód.
- Może wejdźmy do środka? Usiądziemy i porozmawiamy w nieco przyjemniejszych warunkach - zaproponował - Anette, zechcesz nam towarzyszyć?
Qilista przytaknęła, od razu kierując się ponownie na bal.
- Ja… tak, przysiądę z wami - odparła Anette.
- Dzięki - rzekł do niej cicho - Zdaję sobie sprawę, że to może być dla ciebie trudne, ale chyba przyda mi się obecność kogoś znajomego by w razie czego mnie kopnął jak zacznę gadać od rzeczy.
Wrócili na bal i znaleźli miejsce, gdzie mogli usiąść.
- Wina? - zapytał by ugrać jeszcze krótką chwilę na zebranie myśli.
Qilista pokręciła głową.
- Nie, dziękuję. Żadnego alkoholu gdy jestem w ciąży.
- Rozumiem - skinął głową, ale sobie i Anette nalał - Nawet nie wiem od czego zacząć - podrapał się po głowie - Może przedstawię się właściwie. Nazywam się Nielas Tirisfal i jestem bratem Medivha, a to Anette, jego… przyjaciółka z Kolegium. Powiedz proszę pani Qilisto, jak poznalaś mojego brata?
- Poznałam go w Adriangate, kiedy przybył do stolicy wraz z księżną Aną - Qilista skinęła głową w kierunku pięknej małżonki następcy tronu plemienia Omani. – Uratował jej życie, gdy na trakcie jej powóz i eskorta zostali zaatakowani. Poznaliśmy się na balu.
Spojrzał we wskazanym kierunku, gdzie bez trudu wyłowił piękną księżnę. Mogła spokojnie konkurować z lady Dilmer w urodzie.
- Nie wiedziałem, że Medivh ma… miał znajomości w królewskich kręgach Omani.
- Nie chcę by zabrzmiało to źle, ale… nie byliście zbyt blisko, prawda? - zapytała, zerkając na Nielasa.
- medivh… miał ciężki charakter. Nie dogadywaliśmy się - przyznał - Często dochodziło między nami do sprzeczek. Potrafił rozeźlić każdego prócz Elanor, ale ze mną… mieliśmy wyjątkowo napięte stosunki.
- Rozumiem - powiedziała cicho. – Czy wiesz… wiesz jak zginął?
- Zgodnie z tym co powiedziała mi Oświecona Dimler, został zabity podczas walk o pałac ensiego w Kaseji - wyraźnie zawahał się czy kontynuować. Upił wina i mówił jednak dalej - Podobno w którymś momencie zaczął zabijać towarzyszy broni i zginął z rąk gladiatorów, którzy mu towarzyszyli.
Spuściła wzrok, wzdychając przy tym ciężko.
- Zatem zginął w walce - odparła. – To… taka śmierć do niego pasuje. W walce, z podniesionym czołem. Na swoich warunkach, a nie na kolanach.
- O tak, taki był mój brat. Zdradzieckim łotrem, który obrócił się przeciw ludziom u których boku walczył - zacisnął dłonie w pìęści aż zbielały mu knykcie.
- Nie znamy całej historii - odparła Qilista. – Nie znamy jego pobudek.
Nielas może gdzieś w głębi rozumiał co mówiła Qilista i być może miała rację, ale jego żołnierska natura nie mogła ścierpieć takiej zdrady. Był to jeden z powodów dla którego starał się nie myśleć o tym jak zginął jego brat.
- Mogę zrozumieć, że zabił ensiego za to, że ten skazał go na niewolę. Mogę nawet zrozumieć, że nie dbał wtedy, że był on narzeczonym Oświeconej, ale nie tak niehonorowe działanie.
- Nielas - powiedziała stanowczo Anette, a w jej głos wdarły się karcące tony. Może niezbyt wyraziste, ale wyczuwalne.
Qilista tymczasem ściągnęła brwi i spojrzała na Nielasa hardo.
- Teraz rozumiem dlaczego nie potrafiliście się z Medivhem zrozumieć - podniosła się od stołu. – On nie oceniał nikogo na podstawie samych plotek i pozorów. Widział więcej odcieni niż tylko czerń i biel - dodała i odwróciła się na pięcie, ruszając w kierunku wyjścia z sali.
Nielas chciał się uspokoić, przynajmniej spróbować, ale Qilista zdecydowała się uciąć rozmowę nim zdołał zepchnąć złość na brata gdzieś głębiej. Jej odejście nieprzyjemnie przypominało mu odejście Xysiry.
- Poczekaj! - poderwał się z miejsca łapiąc ją za rękę - Przepraszam. Jestem żołnierzem, w walce zawierzam ludziom wokół mnie własne życie, dlatego tak bardzo mnie to porusza - puścił jej rękę - Możesz stwierdzić, że mnie nie lubisz, dałem ci ku temu dość powodów, ale jesteś ostatnią osobą, z którą mogę porozmawiać o Medivhie. To wciąż mój brat i pomimo różnic, chcę zapłaty od odpowiedzialnych za jego śmierć.
Qilista odwróciła ku niemu twarz, wciąż z wymalowanym na niej zacięciem i złością.
- Jeśli chcesz zapłaty od odpowiedzialnych za jego śmierć, znasz kierunek. Sam przecież mówiłeś, że zginął na północy, na ziemiach Sandi.
- Nie mogę tam pojechać. Nie teraz. Jestem zawiązany obowiązkiem by pozostać przy boku Oświeconej Rainy - wyjaśnił - Poza tym, jak sama powiedziałaś, nie wiem wszystkiego o jego tam sytuacji i zanim skieruję się ku pustyni, powinienem dowiedzieć się co go tam pchało.
- Chęć zdobycia wiedzy - odparła. – Jeszcze przed wyjazdem przeglądaliśmy mój zbiór ksiąg i woluminów by dowiedzieć się czegoś o początkach Valdaan, czyli o okresie, o którym tak naprawdę nie wiadomo niczego.
- Ciekawe po co była mu ta wiedza - powiedział raczej do siebie - I tam prowadził trop, zgadza się?
- Nie tylko tam - odparła. – Poza tym Medivh chciał… chciał zdobyć informacje dla Oświeconych. Głównie to go pchało na północ. I chociaż jego pobudki zdawały się szczere to… - zawahała się. – niedługo po jego wyjeździe, do Adriangate zajechała czarodziejka wysłana przez Oświeconą Dilmer by ta wytropiła Medivha za jego zbrodnie w Baggerze. I to sprawiło, że… że nie bardzo wiem, co o tym myśleć.
Jej słowa zaskoczyły Nielasa. Spojrzał na nią zdziwiony, potem na Anette i znów na nią.
- Ja również. Ale to sprawia, że się zastanawiam… - omiótł wzrokiem salę jakby kogoś szukał, choć wiedział, że Oświecona ich opuściła.
Raina była w Kaseji, gdy zginął Medivh, wspominała też że sprawiał kłopoty, ale nic nie wspomniała o nasłanym łowcy. No i był jeszcze ensi, którego zabił smoczy mag - Może to, że Oświecona była tam gdy zginął, to nie przypadek.
- Być może - odparła z namysłem. - Medivh zdawał się być zdeterminowany, żeby pomóc Oświeconym. Może zginął żeby ona mogła przeżyć?
- Hmm… możliwe - przyznał - To mógłby być powód by odwrócić się przeciwko swoim. Jeśli w pałacu był bunt przeciwko ensiemu, Medivh mógł chcieć bronić Oświeconej. Ale zdecydował się zabić jej narzeczonego - właśnie ostatnia kwestia kładła cień na całej teorii.
- Pytanie, czy aby na pewno był dobrowolnym narzeczonym - wtrąciła Anette. – Na północy kobiety traktowane są przedmiotowo. Ensi mógł chcieć po prostu ją posiąść dla prestiżu, umocnienia swojej władzy i pokazania innym ensim, a także emirowi, że posiadł samą Oświeconą.
- Czy wtedy zabrałaby ciało do Baggery i pochowała w kryptach pod zamkiem?
Czarodziejka wzruszyła ramionami.
- A czy wiemy co się tam naprawdę wydarzyło? - zapytała. – Przez co oboje, Raina i Medivh, przeszli?
- Oboje? To lady Raina nie była na misji dyplomatycznej?
- Są różne wersje - odparła Anette. – Ona sama twierdzi, że była to misja dyplomatyczna. Ale… mówi się, że została porwana.
- Porwana? - zszokowany Nielas powstrzymał się przed podniesieniem głosu by nie przyciągnąć uwagi - Przez kogo? Sandich?
Anette wzruszyła ramionami.
- Nie wiadomo. Podobno Oświecony Star przez jakiś czas prowadził dochodzenie w tej sprawie, ale to też tylko plotki.
Skinął głową czarodziejce.
- To… ciekawe - odparł niepewnie - Będę miał w pamięci twoje uwagi.
Anette przytaknęła.
- W każdej plotce jest ziarnko prawdy - stwierdziła Qilista. – Może uda nam się odkryć prawdę.
- Pewnie będę miał parę okazji by to sprawdzić - znów powiódł wzrokiem po sali.
- Skoro obowiązki nakazują ci trzymanie się blisko Rainy, to nie wątpię, że okazję się znajdą - odparła Anette.
Nielas zmarkotniał wyraźnie.
- Taak… obowiązki… - potrząsnął głową odpędzając niechętne myśli i spojrzał na obie czarodziejki - W sumie jest jeszcze coś co powinienem zrobić, choć nie spodziewałem się tego. Anette, wiele cię łączyło z moim bratem i jesteś przyjacielem rodziny. Zaś ty pani Qilisto, nosisz pod sercem jego dziecko. Pozwólcie więc, że w imieniu mej siostry Natalie, zaproszę was na jej zbliżający się ślub.
- Dziękuję - Anette uśmiechnęła się słabo. – O ile sprawy Kolegium albo Saljan nie będą naglące, z przyjemnością się stawię.
- Ja… - Qilista zawahała się. – Nie wiem czy powinnam.
Spojrzał na Qilistę.
- Wiem, że to nagłe i niespodziewane, ale jestem pewien, że moja rodzina będzie chciała cię poznać. Rozumiem jednak wątpliwości. Gdybyś jednak kiedyś potrzebowała pomocy, możesz zawsze do nas przyjść. Nie odwracamy się od rodziny.
- Formalnie ja… ja do niej nie należę. Nigdy nie poślubiłam Medivha.
- To prawda, lecz wkrótce pojawi się ktoś, kto będzie wiązał nas przez krew. - przesunął wzrok na jej brzuch - To dziecko będzie moją rodziną, a my nie odwrócimy się od jego matki. Ona również będzie należeć do rodziny jeśli tylko będzie tego chciała.
- Ja… - zawahała się, wyraźnie speszona. – Dziękuję.
Uśmiechnął się. Tak ciepło i szczerze, co ostatnio nie przychodziło mu łatwo.
- Nie musisz. Z jakiegoś powodu mój brat cię wybrał. Jesteśmy draati i mamy w sobie smoczą krew. Ich dumę, odwagę, upór, porywczość, lojalność. Ty teraz również masz w tym swój udział. Jeśli uznasz, że tego potrzebujesz i chcesz, przyjmiemy cię z otwartymi ramionami.
Qilista uśmiechnęła się do niego ciepło, a łzy wzruszenia napłynęły jej do oczu.
- Dziękuję - powiedziała raz jeszcze, łamiącym się głosem. – To naprawdę wspaniałe.
Znów doprowadził ją do płaczu, lecz tym razem nie towarzyszyło mu żadne z tych uczuć co wcześniej. Przytulił ją. Czuł ciepło gdzieś w środku, które upewniało go, że to właściwe.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy character portraits male

Nielas Tirisfal

 

Nielas zostawił już nieco uspokojoną, choć wciąż roztrzęsioną, Qilistę pod opieką Anette, a sam oddalił się w poszukiwaniu księżnej Anny, którą wcześniej wskazała mu czarodziejka.

Wypatrzył ją i skierował ku niej swoje kroki. Gdy podszedł bliżej zauważył towarzyszące księżnej dwie urodziwe damy, których wcześniej nie dostrzegł bądź nie zwrócił uwagi. Nie wiedział właściwie czego oczekiwał od rozmowy. Może podświadomie chciał zdobyć wysoko postawionych sojuszników? Był w końcu tylko wojakiem pośród polityków.

Zatrzymał się przed księżną i skłonił z szacunkiem.

- Witam piękne panie - rzekł z uśmiechem - Zaszczytem jest dla mnie poznać księżną ludu Omani. Pozwolą panie, że się przedstawię, Nielas Tirisfal, do usług.

Towarzyszki księżnej dygnęły, a sama księżna skinęła nieznacznie głową Nielasowi. Gdy ten się przedstawił, towarzyszki, prawdopodobnie służki, spojrzały po sobie. Księżna zaś wyglądała na zaskoczoną.

- Tirisfal? - zapytała. – Jesteś może, panie, spokrewniony jakoś z Medivhem Tirisfalem?

- Jest on moim młodszym bratem pani. Słyszałem, że cieszy się też twoją łaską.

Księżna przytaknęła wolno, z namysłem.

- Niewątpliwie zawdzięczam mu życie.

- Miło mi słyszeć, że masz o nim dobre zdanie - spojrzał na moment w kierunku Qilisty - Być może to nie jest moje miejsce by o to prosić, ale czy mogłabyś zatroszczyć się o waszą czarodziejkę przez wzgląd na niego?

- O Qilistę? - zapytała, zerkając w tym samym kierunku, w którym patrzył wcześniej Nielas. – A coś się dzieje? - dopytała zaniepokojona.

- Jest… jest w tej chwili dość trudnym dla niej miejscu. Widzisz pani, nosi pod sercem dziecko Medivha, a on… on nie będzie mógł już o nich zadbać. Dodawszy do tego łowcę, który ścigał mojego brata, może być podatna na różne ataki.

- Och… - wyrwało się z jej ust wraz z zaskoczeniem, które odmalowało się nie tylko na jej twarzy, ale także na twarzach służek. – Nie wiedziałam. Nie mówiła - Anna raz jeszcze zerknęła na czarodziejkę, po czym przeniosła spojrzenie na Nielasa. – Zadbam o nią - obiecała. – O nią i dziecko.

Również spojrzał na czarodziejkę, smutno.

- Zważywszy na dziwne wydarzenia wokół mojego brata, nie dziwię jej się. Zaoferowałem jej też wsparcie mojej rodziny jeśli tylko zechce, ale nie wiem czy zdecyduje się opuścić dotychczasowe życie - znów spojrzał na księżną - Dziękuję.

- Nie ma pan za co dziękować, panie Tirisfal - odparła. – Qilista jest szanowaną czarodziejką i bardzo ją cenimy na dworze. Nie tylko jako czarodziejkę, ale także jako osobę.

- Żaden dobry gest nie powinien przejść niezauważony i zasługuje na podziękowania. - odparł z lekkim uśmiechem.

- A pański brat? - dopytała księżna.

Jego uśmiech został momentalnie starty.

- Jak powiedziałem, on nie będzie mógł już się nią zajmować - westchnął - Przed paroma dniami otrzymałem wieści o jego śmierci.

- Proszę przyjąć moje wyrazy współczucia i najszczersze kondolencje - powiedziała księżna z zatroskanym wyrazem twarzy. Jej dwie służki też jakby przygasły na taką wieść. – Czy jest coś, w czym mogłabym panu pomóc?

- Nie wiem pani. Chciałbym odkryć co gnało mojego brata w podróż, która zakończyła się jego zgubą. Chciałbym zemsty na tych, którzy są odpowiedzialni. Na koniec chciałbym odzyskać jego ciało i złożyć na spoczynek. Obecnie jednak wszystkie te pragnienia są poza moim zasięgiem, gdyż nie mogę wyruszyć jego śladem.

- Zimowa pora nie sprzyja podróżom - przytaknęła księżna. – Gdybyś wyruszał na wiosnę po ciało brata, zatrzymaj się w Adriangate. Przydzielimy ci kilku ludzi do towarzystwa.

- Nie tylko pora roku jest przeszkodą, ale i inne zobowiązania na mnie nałożone. Ciężko powiedzieć kiedy będę mógł taką podróż odbyć. Niemniej dziękuję za ofertę pomocy. Bardzo to doceniam.

- Podziękujesz, kiedy naprawdę będę mogła jakoś pomóc - odparła z delikatnym, pocieszającym uśmiechem. – Póki co, masz moje słowo, że Qilista będzie pod najlepszą opieką.

- Rad jestem to słyszeć - znów spojrzał w kierunku Qilisty - Nie powinna być teraz sama. Jeśli dowiem się czegoś nowego, poinformuję Waszą Książęcą Mość. Będę też pamiętał o waszej ofercie pomocy. - rozejrzał się krótko po sali - A teraz chyba nie będę już bardziej paniom psuł przyjęcia przykrymi tematami.

- Także i przykre wieści trzeba w życiu przyjmować - odparła księżna. – Poza tym, to nie były tylko te złe wiadomości. Informacja o tym, że Qilista jest brzemienna to wszak radosna wieść. Potomstwo jest błogosławieństwem bogów.

- To prawda. Pozostanie po nim dziedzictwo w postaci tego dziecka - przyznał - Jak to w życiu młodsi zastępują starszych. Nawet ten bal jest uroczystością ustępowania starego roku nowemu. Żałuję jednak, że odszedł tak młodo.

- Ja również, panie Tirisfal - przyznała księżna. – Tym bardziej, że gdyby nie odwaga twego brata, nie byłoby mnie już na tym świecie.

- Oby więc nie spotkała cię pani więcej  podobna sytuacja. Nie zawsze los pozwala nam wyjść z nich obronną ręką.

- Tak, nie zawsze - zamilkła na chwilę. – Dziękuję za zaufanie, panie Tirisfal. Wszak przekazał pan pod moją pieczę los swego nienarodzonego jeszcze bratanka lub bratanicy.

- Po rozmowie z tobą pani mogę powiedzieć, że jest w tobie delikatność, twa twarz budzi zaufanie, ale nie dlatego skierowałem się do ciebie z tą prośbą. Proszę wybaczyć mi szczerość, lecz głównym powodem jest twoja wdzięczność dla mojego brata, która daje mi pewność, że zapewnisz i dziecku i matce opiekę.

- Ach, rozumiem - odparła z ciepłym uśmiechem. – Nie mam ci tego za złe, wszak właściwie się nie znamy.

Nielas również się uśmiechnął.

- Być może nadarzy się kiedyś okazja by to zmienić.

Draati skłonił i pożegnał się z księżną i jej służkami. Był zadowolony z odbytej rozmowy i cieszył się, że dziedzic jego brata oraz jego matka będą mieli opiekę kogoś takiego jak księżna Anna.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Valdaan

 

Zima ma to do siebie, że dni, choć krótkie, zdają się ciągnąć w nieskończoność, są monotonne i nudne. Nawet jeśli wiosna jest zwiastunem końca spokoju, wielu często jej wypatruje tęskniąc za ciepłem, zapachami, słońcem. Zima w Valdaan nie różniła się tak bardzo, jak te, które Oświeceni przeżywali na Ziemi. Głównym utrudnieniem była komunikacja i podróże, o czym najlepiej przekonała się Sky podczas swej wędrówki na ziemie angiellich. Jej ludzie przemarzli, rozchorowali się i gdyby nie opieka, którą można było nad nimi roztoczyć już w Menes, część na pewno by zmarła. Jednak te złe wspomnienia z podróży minęły szybko, ledwie po kilku dniach pobytu w stolicy królestwa angiellich. To tam, korzystając z mnóstwa czasu wolnego, jaki oferowała zima, Sky postanowiła odwiedzić lokalny uniwersytet. Choć nie była to duża uczelnia, na pewno nie taka, która renomą i wielkością mogła dorównać innym tego typu placówkom w Valdaan, to na pewno miała swoje zalety, zaś największą z zalet było grono uczonych otwarte na nowości i głodne wiedzy z innego świata. Sędziwi profesorowie, młodzi naukowcy wspinający się dopiero po szczeblach kariery i żacy stawiający pierwszy kroki w świecie nauki – wszyscy oni garnęli do Sky, ciekawi tego co ma im do przedstawienia i zaoferowania, chętni do prowadzenia naukowych dysput i długiej wymiany poglądów oraz burzy mózgów. To dzięki nim senność, która w zimie dokuczała Sky z powodu jej więzi z Eddronem, spychana była na dalszy plan. Co prawda z tego powodu cierpieli jej mężczyźni wieczorami, gdy panna Scott wracała do swych komnat, rzadko kiedy miała na cokolwiek siły, najczęściej po prostu padając na łóżko i zasypiając, nierzadko w ubraniach, które miała cały dzień.

Był jednak jeden dzień, kiedy naukowa rewolucja w Valdaan schodziła na dalszy plan. Dzień, w którym to Sky i jej narzeczeni byli najważniejsi, byli tylko dla siebie. Dzień ich ślubu. To jednak nie była wielka uroczystość. To nie był ani ślub, ani wesele na miarę Oświeconej. Ale nie tego pragnęła Sky. Ustaliła ze swoimi narzeczonymi, że chcą skromnej uroczystości. Symbolicznej. I taka też była. Skromna, z gośćmi ograniczonymi do minimum i weselem trwającym do północy. O północy wszyscy biesiadnicy, raz jeszcze życząc wszystkiego najlepszego świeżo upieczonym małżonkom, rozeszli do swoich domów, pozwalając by Sky i jej małżonkowie świętowali już tylko we własnym gronie. Vidmar i Appius również pozostawili tę noc tylko dla tych, których łączyły więzi przysięgi małżeńskiej.

 

Zima dla każdego wygląda inaczej. Nie wszyscy widzą ją jako nudną i ciągnącą się w nieskończoność. Dla niektórych zima to czas pogarszających się nastrojów, skoków humoru i dziwnych zachcianek spożywczych. Czas kiedy cierpliwość kurczy się do tak mikrych rozmiarów, że nie ma sensu jej nawet szukać. Czas, kiedy tłumaczenie mężom czym jest kanapka z nutellą albo ogromny deser lodowy, w środku nocy, kolejny raz z rzędu, jest równoznaczny z wywołaniem wojny na skalę światową. Ciąża i zima to złe połączenie. Raina na własnej skórze przekonywała się jak bardzo, zwłaszcza, że z upływem czasu rozwijające się w jej łonie potomstwo zaczęło walczyć o miejsce. Skrzydlate dziecko Sajena z pewnością potrzebowało go więcej niż ludzki potomek Jessuma, jednak krew nimani płynąca w jego żyłach nakazywała walkę o każdy milimetr, który rozwijający się obok brat chciał zagarnąć dla siebie. A każdy ich pojedynek był dla Rainy męczarnią, którą ona z kolei przerzucała na swoich małżonków, oni zaś wyładowywali w różny sposób, najczęściej jednak okładając się mieczami treningowymi z baggerskimi żołdakami. Bo to właśnie do Baggery przeniosła się Raina wraz z małżonkami, haremem i rodziną od strony Jessuma i Shina. Tam zaś wszyscy starali się jej albo schodzić z drogi, zwłaszcza kiedy widzieli jej marsową minę, albo dogadzać na wszelkie możliwe sposoby, próbując przewidzieć jej potrzeby i zachcianki nim Raina zdążyła cokolwiek głośno powiedzieć. Zwłaszcza skuteczny w odgadywaniu był Namiestnik Baggery, a to z prostej przyczyny – sam spodziewał się potomka i Luna była równie humorzasta co wymyślna w swoich potrzebach jak Raina. Jedyna rzez, z której Oświecona mogła być naprawdę zadowolona to inspekcja w domach uciech, która wykazała, że pracujące w nich osoby nie są do niczego przymuszane. Takie rzeczy miały miejsce jeszcze za Namiestnika Varricka, ale zostały skrócone podczas rewolucji. Zaś wprowadzone przez Rainę opodatkowanie burdeli i ulicznic nie spotkało się z protestami, jak przewidywał Isaac. Tym bardziej kiedy edykt ten gwarantował wszystkim istotom, które na ziemiach Baggery wykonywały najstarszy zawód świata lepszą opiekę medyczną i możliwość składania skarg na swych przełożonych bezpośrednio do Rainy.

 

Dla Nielasa ta zima była trudniejsza niż jakakolwiek inna wcześniej. Choć miał zgodę Rainy na to, by zająć się swoimi sprawami, a to oznaczało brak konieczności ślęczenia z nią i haremem do wiosny w Baggerze, obfite opady śniegu i utrudniona komunikacja sprawiały, że realizacja jego zamierzeń była niezwykle trudna. Ograniczyć się mógł jedynie do lokalnych działań, które przez wzgląd na pogodę, trwały dłużej niż normalnie powinny. Dodatkowo napięcie między nim, a Xysirą wciąż było obecne i wyczuwalne, choć jedynie w chwilach, gdy znajdowali się sami lub we troje razem z Krivnaarem. Całą trójką przebyli drogę z Baggery na ziemię Oświeconych Kirkwooda i Stara, by wypełnić poselstwo Księcia Rhagara. Niestety, pozostali Oświeceni znajdowali się poza jakimkolwiek zasięgiem Nielasa, zatem wizyta u Craiga, Erika i Rainy, musiały na obecną chwilę wystarczyć. To jednak dawało Tirisfalowi możliwość skupienia się na innych obowiązkach, zwłaszcza tych względem zmarłego brata.

Nielas prowadził swoje śledztwa, wykorzystując przy nich Qilistę, a także Anette aż do wiosny. Nie był jednak w stanie rozpracować powodu śmierci brata, ani dojść do prawdy stojącej za tym jak to się stało, że w ogóle trafił do niewoli. Wiedział jednak, że Medivh pracował nad zdobyciem wiedzy o powstaniu Valdaan, wiedzy, która uważana była za zaginioną. Jego młodszy brat szukał wszelkich dostępnych informacji na temat Valena i Adena, dwóch wszechpotężnych bytów, których nieustająca walka miała stworzyć Valdaan i tchnąć w niego życie. Wiedział, że te rewelacje pchnęły Medivha w dalszą podróż, jednak nie wiedział dlaczego wybrał on akurat wędrówkę na Północ, na ziemie Sandich, ludu tak odizolowanego, że wiadomo było o nich bardzo niewiele.

Drugie śledztwo, to dotyczące pobytu Rainy u Sandich, również nie zaprowadziło go zbyt daleko. Oficjalnie Oświecona przebywała na Północy z misją dyplomatyczną, na zaproszenie Emira, goszcząc u jednego z Ensich, tego samego, którego zabił Medivh, a którego ciało Oświecona Dilmer pochowała w zamkowym grobowcu w Baggerze. Nieoficjalnie jednak, i Nielas tą wersję uznawał za prawdziwą, mówiło się o tym, że Raina została uprowadzona z Saljan i na ziemiach Sandich była nie jako gość, a jako niewolnica, podobnie jak Medivh. To nakazywałoby sądzić, że młodszy brat Nielasa stracił życie próbując uwolnić Oświeconą z niewoli, jednak nie wyjaśniało dlaczego Raina pochowała z honorami ciało swego rzekomego oprawcy. Nie pozostawało mu zatem nic więcej jak przyznać, że jego śledztwa pozostawiły go z większą ilością pytań niż odpowiedzi.

 

Dla Oświeconych zima stała się w końcu czasem oczekiwania już nie tylko na wiosnę. Mniej więcej pod koniec Kochabn – miesiąca w Valdaan uznawano za ostatni miesiąc zimy, po którym następował miesiąc przejściowy między porami roku, Valen i Aden dali o sobie znać. Nie był to jednak pełen nienawiści odzew, który nawoływał do walk i wieścił koniec świata. Te dwa byty, korzystając z krótkiego okresu, kiedy mogą się wzajemnie ze sobą komunikować, przesłały wiadomość nie tylko do siebie wzajemnie, ale i do wszystkich Oświeconych – chcieli pertraktować. Obaj bracia zgodzili się zasiąść do rozmów, by choć raz spróbować rozwiązać ich odwieczny spór w sposób inny niż poprzez przelewanie krwi swych popleczników. Zaś Oświeceni mieli brać udział w tych pertraktacjach jako mediatorzy i świadkowie. Mieli być w centrum wydarzeń, które zadecydują o przyszłych losach Valdaan, milionów istnień, a także o losach samych Oświeconych.

Termin został ustalony na dwudziesty dzień miesiąca Hadruf, by dać czas na przybycie wszystkim zainteresowanym. Zaś miejscem spotkania miała być Polana Słońca, mieszcząca się w samym sercu Żelaznego Królestwa Enegrond.

 

Skylar Scott, teraz już zamężna, bogatsza o kilku kolejnych przyjaciół pośród skrzydlatej braci Liama i z poczynionymi postępami względem szczepionek i pierwszymi, konkretnymi zarysami planów kolei dla Valdaan, wciąż pamiętała o obietnicy złożonej Rainie. Dlatego też, gdy nadszedł termin rozwiązania, była przy przyjaciółce. Ona, Jurna i jej kapłanki. Małżonkowie Rainy, zwłaszcza Jessum i Sajen, także chcieli być obecni podczas porodu, jednak Sky bardzo szybko wybiła im ten pomysł z głowy. Choć ostatecznym argumentem mogły być siarczyste przekleństwa i obietnice kastracji rzucane przez Rainę, kiedy jej synowie sprawiali jej trudny do opisania ból. Ból, którego nie można było uśmierzyć za pomocą zastrzyku, ból, który łagodziła jedynie lecznicza moc Sky.

Nawet przy pomocy Aspektu Eddrona i bogini płodności, poród był trudny, bolesny i męczący. Trwał około dwudziestu pełnych krzyku, skurczy i przekleństw godzin, po których na świat przyszedł drobny, kasztanowo włosy cherubinek ze szczątkowymi skrzydełkami na plecach o imieniu Anael, a także jego brat o kruczoczarnych włosach, w których błyszczały fioletowe refleksy, któremu nadano imię Roan. Dwaj chłopcy z jednej matki i dwóch różnych ojców, obaj zmęczeni nie mniej niż Raina, jednak wciąż mający w sobie wystarczająco dużo sił, by krzykiem i płaczem oznajmić światu swoje narodziny. To zaś były dźwięki, które przyzwały Jessuma i Sajena do komnaty Rainy i nic, ani nikt nie był ich w stanie przed tym powstrzymać. Jednak było warto. Dla łez wzruszenia w oczach obu mężczyzn, dla tej delikatności z jaką trzymali swych potomków w ramionach i dla miłości, jaką okazywali Rainie. Było warto dla Ragnara wiwatującego głośno swym tubalnym głosem. Dla Vivikki i Rubi, które z miejsca zadeklarowały bezwarunkową miłość dla obu chłopców i chęć niesienia pomocy przy opiece nad dziećmi. Było warto, bowiem te dwie maleńkie istoty scaliły nową rodzinę Rainy bardziej, niż cokolwiek dotychczas.

 

 

Włócznia – Zamek Królewski,

Królestwo Maer’itt

Trzeci dzień miesiąca Hadruf

 

Król Yeron Dulin szykował się na wojnę. Stał pośrodku swej komnaty z rozłożonymi szeroko ramionami, czując jak ciężar zbroi rośnie na jego ciele. Jego wzrok wbity był w ścianę przed nim, podczas gdy jego służba kończyła go odziewać w pancerz. Choć na twarzy malował się spokój wzmocniony maską obojętności, przez jego głowę przepływało tak wiele myśli, że nie był w stanie ich zliczyć. Jednak jedna była wyjątkowo uparta i nie dająca zepchnąć się w niebyt.

Co, jeśli się mylił?

Zastanawiał się, czy nadal ma wybór. Czy nadal mogą się wycofać.

Odwrócił głowę w lewo, w kierunku otwartych drzwi, które stanowiły jedyny prześwit pomiędzy komnatą jego, a jego małżonki. Widział ją. Patrzył na wybrankę swego serca, matkę jego dwóch pięknych córek i bał się, że już więcej jej nie zobaczy. Patrzył, jak jego żona, królowa elfów, Shiril Dulin odwraca się w jego stronę. Wyglądała na gotową. Stalowe płyty otulały jej ciało, a ciemne włosy spływały luźno na ramiona i plecy. Wyglądała pięknie i groźnie jednocześnie. Ale znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że jego ukochana stwarza pozory. Tak samo, jak on. Wystarczyło, by ich spojrzenia się spotkały, by spojrzał w jej oczy i dostrzegł w nich te same wątpliwości i niepewność, które trawiły jego własną duszę.

Gdy służący ściągnęli ostatnie wiązania, gdy sprawdzono, czy płyty nachodzą na siebie tak, jak powinny, król Dulin skinął głową swej małżonce.

Razem ruszyli w kierunku drzwi wyjściowych z komnaty króla, by dołączyć do czekających na nich żołnierzy. I oboje, choć bezgłośnie, to modlili się o to samo. Modlili się o lepszą przyszłość dla swych dzieci. Modlili się, by wojna, na którą wyruszali, zakończyła się jeszcze przed pierwszym dobyciem oręża.

 

 

Obozowisko Strażników,

Gdzieś na ziemiach Żelaznego Królestwa Enegrond

Piętnasty dzień miesiąca Hadruf

 

Zarita D'allti, Błękitny Płomień, siedziała skrzyżnie przed wejściem do swego namiotu. Na jej udach spoczywał miecz, którego klinga błyszczała niebieskimi refleksami w blasku wiosennego słońca. Rude włosy splecione w ciasny warkocz leżały na jej ramieniu niczym zwierzę, które przycupnęło, by ciekawsko zerknąć na to, co dziewczyna trzymała w dłoniach. A trzymała w nich przyszłość Valdaan.

Tak wielka odpowiedzialność, w tak młodych dłoniach.

Zarita miała ledwie szesnaście lat, a dowodziła Strażnikami, oddziałem wybrańców wiernych Valenowi.

Patrzyła na flakon, w którym jej pan zgromadził esencję swego jestestwa, moc mogą zabijać bogów.

Moc, którą miała wykorzystać, gdyby tylko coś poszło nie tak.

Bała się, ale wiedziała, że gdy przyjdzie czas, nie zawaha się.

 

 

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

trtgVT5.jpg

 

Miejsce wybrane przez dwóch stwórców Valdaan było rozległą połacią soczystej zieleni. Teren był z każdej strony odsłonięty, co uniemożliwiało przygotowanie zasadzki. Zapewne o to chodziło tak Valenowi, jak i Adenowi. Obaj zgodzili się na paktowanie, ale nie ufali jeden drugiemu. Walczyli ze sobą przez milenia, a teraz mieli spróbować czegoś nowego. Czegoś trwałego.

Zgodnie z umową zawartą pomiędzy braćmi, każdy z nich mógł zabrać ze sobą tylko jedną osobę, każde z Oświeconych mogło mieć przy sobie maksymalnie cztery osoby, a Potępiony, który także był zaproszony pertraktacje, mógł zabrać dwie osoby.

Jednak warunki te dotyczyły samego spotkania przy stole. Szybko okazało się, że na Polanie znajdują się dziesiątki żołnierzy, porozstawianych w luźnych szeregach, zabranych przez każdą ze stron jako zabezpieczenie. Na wszelki wypadek. Jedynie Potępiony nie miał ze sobą więcej niż wyznaczona mu dwójka, do której należał wampirzy angielli Draitas i jego rudowłosa wybranka, której ciało przejęła na jakiś czas Raina. Aden o włosach jasnych niczym śnieg, kontrastujących z czernią szat, które miał na sobie, szedł w kierunku stołu spokojnie, z gracją i pewnością siebie. Wyglądał zupełnie inaczej niż kilka miesięcy temu, gdy spotkał się twarzą w twarz ze Sky. Teraz był lustrzanym odbiciem swego brata, Valena.

Obaj poruszali się w ten sam sposób, z taką samą pewnością, z tą samą wewnętrzną siłą, która budziła mimowolny respekt i niewyjaśniony lęk. Byli swymi idealnymi odbiciami i jedyne co wyróżniało ich zewnętrznie to ich stroje, a także blizny. Były one umiejscowione w tym samym miejscu, jednak rozchodziły się inaczej. Ci bardziej uważni byli w stanie zauważyć nieznacznie bledszą skórę u Adena. Na tym jednak kończyły się różnice zewnętrzne. Tych różnic wewnątrz nich, w ich głowach, nie sposób było stwierdzić. Nie, jeśli to co Aden powiedział Sky było prawdą – że on i brat co jakiś czas wymieniali się rolami.

Znamiennym podobieństwem między braćmi był również dobór osoby towarzyszącej. Jeden, jak i drugi, wybrał kobietę. Chociaż w przypadku Valena należało mówić o dziewczynie, której młody wiek odmalowany był gładkich, lekko rumianych licach. Dziewczę kroczyło jednak pewnie u boku bóstwa, z dłonią wspartą luźno na jelcu, zupełnie jakby brała udział w paradzie. Adenowi towarzyszyła zaś demonica, która patrzyła na pozostałych zebranych z wyższością, a na towarzyszkę Valena wręcz z pogardą. Jednak musiała zdawać sobie sprawę z wagi tego spotkania, gdyż na samych spojrzeniach się kończyło. Być może Phesnara, bo takie imię nosiła demonica, miała najmniejszą ochotę na rozlew krwi spośród wszystkich popleczników Adena.

Wszystkie strony, Aden z towarzyszką, Valen z Zaritą, Sven ze swymi dwoma przybocznymi i Oświeceni z wybranymi przez siebie towarzyszami, spotkali się przy okrągłym stole, który powstał na Polanie. Został on zbudowany na specjalne zamówienie przez rzemieślników z Baggery, a pomysłodawcą spotkania przy okrągłym stole był Craig uznając, że taka konstrukcja uniemożliwi chęć zyskania przewagi poprzez spoczęcie na szczycie stołu. Okrągły stół sprawiał, że wszyscy rozmówcy byli sobie równi.

- Nie pamiętam byśmy kiedykolwiek przebywali w swoim towarzystwie tak długo nie rzucając się na siebie - stwierdził Aden z uśmiechem.

- Wierz mi, dla mnie to tak samo nienaturalna i niekomfortowa sytuacja jak dla Ciebie… bracie - odparł Valen, ściągając przy tym nieznacznie brwi.

- Spróbuj się do tego przyzwyczaić - Aden wzruszył ramionami. – Nie możemy istnieć bez siebie. Współtworzymy ten świat. Zabijając jeden drugiego, sprawiamy, że problem znika tylko na jakiś czas - zawiesił na chwilę głos. – Sky wyszła z propozycją znalezienia innego rozwiązania.

- Wiem, Adenie. Inaczej by mnie tu nie było - mruknął Valen. – Co proponujesz?

- Równego podziału, bracie - Aden wyszczerzył się w uśmiechu. – Linią podziału będą Ziemie Oświeconych, z granicą wytyczoną przez rzekę. Wszystko co powyżej tej linii, łącznie z Archipelagiem Mgieł, Wyspą Brzasku i Zapomnianymi Ziemiami jest twoje. Wszystko co na południe od tej linii, moja i moich wyznawców.

- Nigdy! - obruszył się Valen, uderzając pięścią w stół.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BR1bQ5B.jpg
Désirée Raina Dilmer

 

Nigdy nie sądziła, że w jej życiu zmieni się tak wiele. To, co zaczęło się jak sen, co było koszmarem, teraz stało się… Śniła? A może ostatecznie pogrążyła się w szaleństwie, które było jej sądzone? Ból był prawdziwy. To, co czuła, również. A jednak z trudem przychodziło jej akceptowanie nowej rzeczywistości i tego, co ze sobą niosła.

Oni…

To oni byli przyczyną wszystkich zmian. To oni stanowili jej kotwicę w Valdaan nawet w tych chwilach, w których prosiła o zapomnienie. To im niejednokrotnie nawrzucała, gdy nie potrafili pojąć co to Nutella. To im przysięgała wszystkie klątwy Valdaan i własnoręcznie dokonaną kastrację, gdy wydawała na świat ich dzieci. I nawet najmniejszego znaczenia nie miało dla niej to, że za jej obecny stan odpowiada wyłącznie dwójka mężczyzn. Groziła wszystkim.

Całą zimę, również przed porodem, spotykała się z Eolis. Ich stosunki nie tylko ociepliły się, ale nabrały pewnego rodzaju zażyłości. Nie walczyły o dominację, nie walczyły ze sobą, ale stały się niemal przyjaciółkami. Może dlatego, gdy Raina poprosiła boginię o pomoc, ta zgodziła się bez chwili wahania.

Brak pożądania. Jakiegokolwiek. Do porodu i na czas połogu.

Chociaż zostało jeszcze wiele miesięcy, Raina dobrowolnie zrezygnowała z seksu. I chociaż dla Eolis musiał być to co najmniej znaczący dyskomfort, zgodziła się odebrać Rainie ochotę. Zablokować swoją moc, pozostawiając jedynie tyle, ile było niezbędne do utrzymania ciąży. Raina nie mówiła o tym nikomu, a jej mężowie zapewne zrzucili to na karb ciążowej huśtawki nastrojów. Po porodzie zaś Anael i Roan wymagali tyle uwagi, że wszystkie inne kwestie straciły na znaczeniu. Wszystkie rozpoczęte projekty przekazała w inne ręce, koncentrując się na dzieciach.

 

Cała zima upływała Oświeconym na widmie rychłego spotkania ze stwórcami Valdaan. Raina była świadoma upływającego czasu, a jednak gdy nadeszło wezwanie do spotkania, nie miała najmniej ochoty się na nie stawić. Myślenie o wojnie wydawało się tak dalekie od tego, co teraz doświadczała. Obiecała im jednak w dniu ślubu, że zrobi wszystko, by zapobiec zniszczeniu świata, który pozwolił im się spotkać.

Mogła zabrać ze sobą dwie osoby. Dwóch towarzyszy, których prowadziła w nieznane. Jednym z nich był Eryk, na którego opanowanie liczyła, drugim natomiast Nielas. Ze względu na rasę, której był przedstawicielem. Przez wzgląd na to, co zrobiła jego bratu. Nie mogła zmienić przeszłości, ale mogła dać Nielasowi szansę na zrobienie tego, do czego być może dążył niepokorny mag.

 

Już na miejscu spotkania Raina powitała uśmiechem Oświeconych, ich towarzyszy, Svena z jego przybocznymi. Uśmiechu nie miała jednak dla dwóch skłóconych braci, przez których śmierć poniosło już tak wielu.

- Musicie dzielić się Valdaan? Nie możecie po prostu dać wszystkim swobodę wyznania? Niech wasi wyznawcy żyją między sobą, zamiast dzielić Valdaan na pół i wzajemnie się mordować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

we_dwoje_1_11088.jpg

Erik Star vel Mystery

 

Star całkowicie zmienił swoje plany, po przeczytaniu listu od Sky. Nie mógł w pełni wierzyć Valenowi ani Adenowi, jednak z opisu Sky wyłaniał się jasny obraz, obaj Bracia uważali się za wszechpotężnych, zdolnych do kontrolowania wręcz nieskończonej ilości energii. Przy takiej skali, dyplomatyczne działania Erika były nic nie znaczące i jedynym liczącym się wydarzeniem pozostawały negocjacje, które niebawem miały się rozpocząć. Dlatego Erik odciął się od większości świata i oddał medytacji, przerywanej chwilami, w której dopełniał umowy zawartej z Gisdą i Glymeą.

 

Na spotkanie postanowił zabrać ze sobą Telosa, jako doświadczonego dyplomatę oraz Ardenę wraz z Gisdą jako przykład zjednoczenia i jako kobiety, które sukcesem zakończyły równie trudne negocjacje.

- Niezbyt równy podział proponujesz Adenie, przynajmniej jeśli chodzi o poziom zaludnienia owych terenów i cóż atrakcyjność Zapomnianych Ziemi jest wątpliwa musisz to przyznać. Chciałbym jednak chociaż spróbować was zrozumieć. Obaj możecie żyć wiecznie, jesteście najpotężniejszymi z istot i nic nie może się wam przeciwstawić, za wyjątkiem was samych. My natomiast przynajmniej w części jesteśmy śmiertelni, władamy sobą lub kawałkiem ziemi, który otrzymaliśmy. Chcę przez to powiedzieć, że z pewnością sposób naszego postrzegania się różni, dlatego jeśli mogę spytać to po co wam ziemia do władania, nie potrzebujecie jej przecież by generowała wam zysk ani by po prostu czymś władać, coś posiadać, bo jak rozumiem w każdej chwili możecie stworzyć sobie złoto lub nawet nowy ląd, w takim razie jeśli mógłbym zapytać dlaczego potrzebna jest wam ziemia? To pierwsze z moich pytań, odpowiedź na drugie z nich mam nadzieje pomoże nam w dalszych mediacjach między wami. Chciałbym zapytać, co was raduje, cieszy, sprawia wam radość, sprawia że czujecie się dobrze?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JxXulAx.jpg

Skylar Scott

 

Nie planowała zabierać ze sobą na negocjacje nikogo, bo w starciu z bogami żadna ochrona i tak na niewiele się nada, wręcz może być użyta przeciwko niej. Panowie mężowie protestowali ale na niewiele się to zdało. Vera protestowała jeszcze bardziej, zdaje się że nawet planowała się zakraść z oświeconą, jednak Sky zostawiła w tyle klona, ktoremu udało się skutecznie zablokować ten pomysł.

Poszła więc sama, odpowiedzialna tylko za siebie tak jak czuła się najswobodniej.

- Z podziałem terytorialnym jest jeden problem. - wtrąciła. - Mógłby zadziałać gdybyście obaj już zostali w obecnym mentalnym stanie w którym jesteście zdolni do rozsądnych decyzji i kompromisów. Tyle, że nie zostaniecie w nim obaj na długo z tego co słyszałam. Nie myśleliście raczej o turach czasowych? Taki żeby akurat ten poczytalny sprawował władzę a niepoczytalny się wycofywał na czas niedomagania? Co prawda wymagałoby to żebyście teraz popracowali razem w celu stworzenia czegoś co pilnowałoby was przy tej umowie tak żeby kiedy umysł zacznie niedomagać żaden z was nie chciał od niej siłowo odstąpić. Jednak jesteście na tyle potężni, że pewnie nie mielibyście z tym większego problemu.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

Aden i Valen oderwali na kilka chwil spojrzenia od siebie samych, zerkając na wypowiadających się Oświeconych. Nie byli w stanie powstrzymać parsknięć słysząc niektóre pytania, czy propozycje.

- Obaj jesteśmy poczytalni przez cały czas - stwierdził Valen urażony. – Zmienia się jedynie nasz sposób postrzegania niektórych spraw.

- Po drugie, mieszanie się naszych wyznawców nie wchodzi w rachubę. Tak długo, jak my toczymy między sobą walki, tak długo oni też będą je toczyli. A będziemy je toczyć dopóty, dopóki jeden z nas nie umrze - wyjaśnił Aden.

- Chyba, że wypracujemy lepszy kompromis niż ten śmieszny podział zaproponowany przez ciebie… bracie - syknął Valen i zerknął na Erika. – Po co nam ziemia, pytasz? A po co śmiertelnicy uprawiają ziemię? Po co zajmują się hodowlą, po co sieją? By żyć.

- Potrzebujemy wyznawców tak jak wy pożywienia - doprecyzował Aden. – I wierz mi, Oświecony Star, to co sprawia nam radość, sprawia, że czujemy się dobrze, nie rozwiążę tego konfliktu.

- Dlaczego nie? - zapytała Gisda.

- Bo odpowiedź na te pytania jest jedna – śmierć brata, całkowita kontrola - odparł Valen.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JxXulAx.jpg

Skylar Scott

 

- To zależy od tego jak kto definiuje poczytalność. I jednak przydałoby się wprowadzić jakiś mechanizm zapobiegania końcowi świata. Czegoś co by trzymało was w szachu. Troche mi tego w sumie w Valdaanie brakuje, jakiegoś bóstwa uosobienia równowagi. I na jakiej zasadzie pobieracie to uwielbienie? Nie dałoby się tego jako usystematyzować? Tak jak i samej wojny jeśli jest nieunikniona? Zrytualizować jej i ograniczyć zarazem? Powiedzmy do formy turnieju rozgrywanego co jakiś czas przez drużyny wyznawców, które same się do tego zgłosiły?

Bardzo starała się nie skrzywić bo pomysł sam w sobie był dość barbarzyński. Może i lepszy niż wojna na wielką skalę ale i tak, sama nie była do niego zbytnio przekonana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz