Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


Aquaman

Akt 5: Czas intryg i knowań. Czas łotrów i czas bohaterów (Aquaman)

47 postów w tym temacie

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy rpg character portraits

Nielas Tirisfal

 

- Czemu aż tak wam zależy na uśmierceniu się nawzajem? Czyż nie jesteście braćmi? Dlaczego więc tak wam spieszno do rozlania krwi tak swojej jak i cudzej? I dlaczego, z powodu zbyt wybujałego ego?- Nielas co prawda przybył oficjalnie jako strażnik Oświeconej i niewykluczone, że nie powinien się odzywać, ale chciał zrozumieć wzajemną nienawiść tych boskich braci.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

Oba bóstwa wyglądały na mocno zaintrygowane propozycją Sky. Na tyle zaintrygowane, że przestały rzucać groźne spojrzenia sobie nawzajem i całkowicie skupiły się na rudowłosej Oświeconej. Zaś kiedy Valen chciał coś powiedzieć, odezwał się Nielas, skupiając na sobie spojrzenia obu braci.

- Chyba zgoda na wzięcie ze sobą towarzystwa była błędem - mruknął Adon.

- Albo powinniśmy dać jakieś dodatkowe ograniczenia poza ilościowym - dodał Valen i pokręcił głową. – Dlaczego chcemy się pozabijać? A dlaczego wami, istotami śmiertelnymi targają wyrzuty sumienia? Dlaczego zastanawiacie się co począć i miewacie rozterki jaką decyzję podjąć?

- Bo toczycie swoje własne małe wewnętrzne wojny - odparł Adon. – Wy wszyscy, każde z was z osobna, przeżywa na mikroskalę to, co dzieje się tutaj. Chaos i porządek zawsze walcząc o dominację. Od samego początku naszego istnienia. Jesteśmy tak samo różni jednocześnie będąc do siebie tak samo podobnymi.

- Ale nawet my się zmieniamy - stwierdził z namysłem Valen. – To spotkanie, te pertraktacje, to na to najlepszy dowód. To pierwszy raz kiedy rozmawiamy, kiedy szukamy innego rozwiązania.

- I ta myśl o rytualizacji tego wszystkiego - podjął dalej Adon. – Wyłanianie czempionów, którzy będą toczyli walkę w naszym imieniu. To pomysł wart przemyślenia.

- Mnie się tam bardziej podobał twój drugi pomysł - szepnął Leon do Sky, mając na myśli jej ideę bóstwa równowagi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JxXulAx.jpg

Skylar Scott

 

Tak, krwawy pomysł zawsze wart przemyślenia.

- Można urządzać co pokolenie duże zawody, coś w rodzaju świętego turnieju rozgrywanego zawsze w innym miejscu. Wiem, że pokolenie to dość dużo czasu ale pozwala na dobre wyszkolenie czempionów i przede wszystkim wybranie osób które naprawdę chcą w tym uczestniczyć bez mieszania ludzi, którzy po prostu wolą żyć w spokoju. Chętni zawsze się znajdą, chociażby po to żeby zostać legendą. Tylko tutaj będzie potrzeba arbitra i wracamy do kwestii bóstwa równowagi. - odetchnęła. - Obaj jesteście temu światu potrzebni, to co ze sobą niesiecie i co sobą reprezentujecie musi być obecne żeby istniało cokolwiek innego. Jednak nie oszukujmy się najlepiej to działa w równowadze. Na pewno gdybyście pracowali razem moglibyście stworzyć bóstwo, które tego by własnie pilnowało. Żeby żaden z was nie wyrósł za bardzo ponad drugiego. Wiadomo,z  pewne wahania w przewadze będą się zdarzać, zawsze się zdarzają ale dobrze by było mieć coś co wkroczy do akcji jeśli staną się zbyt wielkie. Coś co będzie rozumiało to, jak bardzo obaj jesteście ważni dla świata i nie będzie brało niczyjej strony w tym niekończącym się sporze.

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BR1bQ5B.jpg
Désirée Raina Dilmer

 

Rainie nie podobał się kierunek, w którym zmierzały ustalenia z braćmi. Nie podobała jej się idea turnieju, championów i walki. Dla Valena i Adena na pewno oczywistym była śmierć przegranego. Oświecona tymczasem nadal usiłowała zrozumieć po co to wszystko. Dlaczego bóstwa, które stworzyły ten świat i tutejszych bogów były tak małostkowe? Dlaczego dążyły do władzy nad czymś, co same stworzyły?

Czy jednak mieli inne wyjście? Pomysły Sky zdawał się zadowalać braci. Lepszej alternatywy nie mieli.

Bóstwo równowagi… Prychnęła w duchu.

- Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Oświeconych? Po co ich tutaj ściągaliście? Czyją kartą przetargową mieli być?

Oświeceni umierali dla nich od lat. Tracili wszystko w swoim świecie lub rezygnowali ze wszystkiego w Valdaan, wracając do dawnego życia.

Nie patrzyła na Eryka. Nie spojrzała również na pozostałych towarzyszących jej mężczyzn, ale wystarczyła jej świadomość obecności Aranera i Shina. Obecność Nielasa potwierdziła to, czym kierowała się Raina, wybierając swych towarzyszy: siłą, umiejętnościami walki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

Bracia, słuchając Sky, cały czas przyglądali się sobie uważnie. Z boku mogło to wyglądać jakby prowadzili ze sobą jakąś rozmowę, którą tylko ich dwóch mogło usłyszeć. Ale słuchali tak Sky, jak i Rainy, o czym świadczył fakt, że gdy tylko przebrzmiała wypowiedź tej pierwszej i pytania drugiej, Valen spojrzał na Scott, a Aden na Dilmer.

- To był jego pomysł - powiedzieli obaj, dokładnie w tym samym czasie i spojrzeli na siebie z wyrazem konsternacji na twarzy.

- Mój pomysł? Twój pomysł - znów powiedzieli równocześnie i w tym samym czasie pokręcili głowami.

- To musiał być nasz pomysł w tym czasie, kiedy zamienialiśmy się rolami - uznał Valen.

- Tak, najwyraźniej - dodał Aden. – Niemniej obaj wiemy co nam wtedy przyświecało – odnalezienie rozwiązania. Złotego środka. Równowagi. Świeże spojrzenie, inne spojrzenie. Wszyscy jak dotąd byli przez nas wciągani w ten odwieczny konflikt poddając mu się bez reszty. Walcząc, ginąc, odnosząc sukces i pozostają lub wracając do domu.

- Dopiero teraz, dopiero w tej chwili, wy macie naprawdę możliwość na zamknięcie tego kręgu zniszczenia. Macie możliwość być ostatnimi z Oświeconych - stwierdził Valen. – Bez konieczności niszczenia świata - dodał.

- Niszczenia? - zapytała Emily, zerkając niepewnie na obu braci.

- Plan awaryjny - Valen uśmiechnął się do niej dobrodusznie i spojrzał na Rainę. – Gdzie w tym wszystkim miejsce dla Oświeconych, pytasz? A w tym, by propozycja Skylar o turnieju i stworzeniu arbitra w postaci bóstwa równowagi mogła stać się realna, potrzebny jest wasz wkład. Wasza moc. Wasz Potencjał.

- Gdybyśmy my sami chcieli stworzyć takie bóstwo - ciągnął Aden. – nie byłoby one przepełnione równowagą, bo obaj chcielibyśmy wpleść w nie więcej samego siebie, by sędzia stał się stronniczy. Natomiast z waszym udziałem przy tym procesie, zostanie zachowana równowaga.

- Jednak ceną będzie całkowita utrata przez was waszych mocy - wyznał Valen. – Cały Potencjał, wszystkie moce związane z byciem aspektem. Wszystko to zniknie. I będzie bolało. Nie zabije to żadnego z was, ale będziecie czuć pustkę i to uczucie być może nigdy nie zniknie.

- Pytanie, czy jesteście na to gotowi? - dopytał Valen.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy rpg character portraits

Nielas Tirisfal

 

Nielas nie całkiem czuł się na miejscu uczestnicząc w tej rozmwie. W porównaniu z zebranymi tu osobistościami był tylko prostym wojakiem. Pomysł z turniejem nie był zły, choć pozostawało pytaniem według którego pokolenia liczyć. Jednak przysłuchując się obu braciom miał jednak odczucie, że lepsza byłaby niezależność zaproponowana przez Rainę. Zastanawiało go jeszcze coś, co padło z ust boskich braci i był ciekaw czy mogliby to wykorzystać.

Znów zdecydował się pominąć swoją pozycję i zabrać głos.

- Możecie w ten sposób stworzyć byt z powietrza? Mimo wszystko macie ludzkie powłoki, więc czy ta energia również nie będzie potrzebowała naczynia, które mogłaby wypełnić?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

Valen spojrzał na Nielasa i skinął głową.

- Będzie potrzebowała, oczywiście, że tak. Ale powłokę da się stworzyć, tak samo jak tworzone były ciała innych bogów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BR1bQ5B.jpg
Désirée Raina Dilmer

 

Czy byli na to gotowi?

Na oddanie mocy. Na oddanie tego, co stało się ich częścią. Raina nie wiedziała, jak bycie aspektem odczuwali pozostali Oświeceni. Nie rozmawiali o tym. Ten rodzaj więzi był zbyt intymny, by otwarcie o nim mówić. Kiedy jednak Raina wreszcie pogodziła się z tym, co zrobiła Eolis, gdy zaczęła w pełni akceptować to, kim jest, miała to utracić. Siły, moc, umiejętności, możliwość dawania im przyjemności…

Czy była na to gotowa?

Zacisnęła dłoń. Nawet nie zauważyła tego momentu, gdy Eryk nakrył jej dłoń swoją. To się po prostu stało. I choć jego dotyk był delikatny, nie potrafiła się rozluźnić czy chociażby na niego spojrzeć.

- Jeśli dzięki temu zrezygnujecie z wojny, jeśli to jedyny sposób, żeby nie mieszać Valdaan do waszego konfliktu, zrobię to.

Pomyślała o dziecku, które obiecała Erykowi. Nie będzie w stanie ofiarować mu potomka. Nie jako zwyczajny człowiek. Nie będzie w stanie odnowić swojej więzi z Eolis. Stanie się zwyczajnym człowiekiem.

Może dlatego głos jej się załamał przy słowach „zrobię to”.

Niezwykłość była kusząca. Siła i władza pociągała nie mniej niż piękno. Ale władza oznaczała również odpowiedzialność za Valdaan i zamieszkujące go istoty. Jeśli ceną za powstrzymanie fali śmierci miała być jej moc, mogła… nie, musiała to zrobić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JxXulAx.jpg

Skylar Scott

 

- Tak, zrobię to - powiedziała z cichym westchnieniem. 

Kochała magię, każde zaklęcie każde doznanie z nią związane i coś ściskało ja w gardle na myśl o stracie. O tym, ze już nie poleci, nie poczuje jak moc z niej przepływa na kogoś, składając jego ciało do kupy, nie pstryknie palcami żeby przywołać kwiaty. To było wspaniałe, ale nie najważniejsze. Póki miała swoje serce, swoje dłonie i swój umysł wciąż była sobą i wiedziała, ze sobie poradzi. Nie byłą tu sama, a strata przecież była częścią życia i szczerze mówiąc ta nawet nie była najboleśniejsza. Bo czy nie oddałaby tego wszystkiego żeby odzyskać matkę lub ojca? Dla Shelleya? O swoich mężach i haremie nie mówiąc? Jeśli wojna będzie trwała, jeśli świat się skończy to jej najbliżsi również, a na to nie zamierzała pozwolić.

- Nie żeby to miało wpłynąć na moja decyzję, ale kiedy ostatnio przebywałam u elfów ktoś mi coś... ofiarował. Czy to też przepadnie?

Chciała po prostu wiedzieć ile ma czasu.

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

Raina i Sky odpowiedziały jako pierwsze wśród Oświeconych. Nim jeszcze pytanie Sky o otrzymany od elfa prezent przebrzmiało, swoich odpowiedzi udzielali również pozostali obecni na zebraniu Oświeceni.

- Nie żeby to robiło mi wielką różnicę - zaczęła Belof. – Magia to nie moja bajka. Ciężki trening i umiejętności to coś, czego mi i tak nie zabierzecie. Jeśli to co mi daliście, a o co nie prosiłam może jakoś pomóc, to proszę bardzo. Nie mam nic przeciwko.

Emily westchnęła cicho, z lekkim uśmiechem.

- Fajnie było władać wiatrem. Morskie podróże były dzięki temu o wiele szybsze i wygodniejsze, ale… nie jestem egoistką. Z chęcią oddam wszystko to, co otrzymałam zostając Oświeconą, by zakończyć ten konflikt.

Craig i Leon spojrzeli po sobie. Jakby chcieli sobie wzajemnie ustąpić miejsca. A może pokrzepić i zachęcić do zabrania głosu? W końcu to Craig skinął wolno głową i zerknął za siebie. Patrzył w miejsce, w którym czekały wojska wspierające Oświeconych. Gdzieś tam pomiędzy nimi majaczyła sylwetka ogromnego gada, od łusek którego odbijały się promienie słoneczne. Spitfire, jakby czytał w myślach swego jeźdźca, uniósł łeb i rozkładając szeroko błoniaste skrzydła potężnie ryknął.

- Tak, ja też to zrobię - powiedział tylko Craig.

Leon przytaknął tylko głową, na znak zgody.

To Erik był osobą, która wahała się najdłużej. Jakby zastanawiał się nad tym, czy nie ma innego rozwiązania. Czy nie można zrobić czegoś jeszcze. Przyzwyczaił się do swojej więzi z Memo. Do tego, że wyczuwał kłamstwa innych. Ale nie czuł ich teraz od żadnego z braci. Być może moc Memo na nich nie działała? A może zwyczajnie mówili prawdę? Nie był w stanie tego odkryć.

- Dobrze. Skoro tak być musi i skoro taka jest wola większości, to nie będę się jej sprzeciwiał - powiedział z oporami i rezygnacją w głosie.

- Dobrze - przytaknął Valen i spojrzał na Sky. – Twoje pytanie, twój dar, który otrzymałaś. Choć magia ci go przekazała, to zostanie on z tobą, Skylar Scott. Nie zostanie ci odebrany.

- Jest jeszcze jedna kwestia - dodał Adon i zerknął na Nielasa. – Pytałeś o naczynię. O powłokę, która mogłaby utrzymać tą energię. I chociaż powłokę można stworzyć, o wiele efektywniejsze jest wykorzystanie takiej już istniejącej - zawiesił na chwilę głos. – Czy wcześniej pytałeś dlatego, że chciałeś się zaofiarować jako naczynie dla tej energii?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy rpg character portraits

Nielas Tirisfal

 

Pytanie trochę zaskoczyło Nielasa, nie oczekiwał go. Myśli pędziły gdy starał się to przeanalizować. Przy tworzeniu "naczynia" obaj bracia mogliby w jakiś sposób je sabotować, bo wątpił by Oświeceni potrafili stworzyć nową istotę. W tym rozumowaniu sensownie było wybrać kogoś zaufanego na nosiciela mocy... czy on sam faktycznie był kimś takim? I czy on lub ktokolwiek inny pozostałby sobą? Czy cała ta moc wypali wszystko czym był i zostawi go tylko z poczuciem powierzonego zadania?

- Czy... czy gdybym się zgodził... co się właściwie stanie? Czy nowe zadanie nadpisze to kim jestem? 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

Valen spojrzał na niego łagodnie. Jak na dziecko, które zadaje pytania będące ciekawym otaczającego je świata.

- Zachowasz swoje wspomnienia. Wiedzę na temat tego dlaczego zostałeś powołany do życia, świadomość swego zadania, tego jakie brzemię będzie spoczywało na twoich barkach. Ale to już nie będziesz ty, Nielasie Tirisfalu - powiedział. - Cała twoja osobowość przestanie istnieć. Zostaniesz bogiem zrodzonym z popiołów śmiertelnika.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy rpg character portraits

Nielas Tirisfal

 

Nielas poczuł suchośç w ustach. Jak większość draati był pogodzony z widmem śmierci, naturalnego procesu, co nie znaczyło, że było mu do niej spieszno. To jednak zdawało się wielokrotnie gorsze. Nie umrze per se, więc nie wkroczy do pałacu Pani Wiecznej Ciszy. Miast tego stanie się kimś innym, niby wciąż pamiętającym dawne życie ale jakby wyczytane z książki, nie przeżyte i doświadczone.

Może gdyby był starszy byłoby łatwiej. Gdyby przeżył większość życia. A tak jeśli się zgodzi zniknął jego cele i plany. Zmiecione bez śladu, zastąpione obcą siłą.

Zły Tirisfal staną przed tym wyborem. To Medivh poszukiwał potęgi, nie Nielas. I może to czyniło z niego właściwego kandytata.

Spojrzał po Oświeconych, którzy co do jednego zdecydowali się oddać część siebie za obcy świat. Ktoś i tak będzie musiał to zrobić. Dla dobra Valdaan.

- Niech będzie - Nielas przęknął ślinę - Oferuję się.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BR1bQ5B.jpg
Désirée Raina Dilmer

- Nielasie… - zaczęła Raina, ale urwała.

Nie miała prawa podważać jego decyzji.

- Czy możecie dać nam trochę czasu? Możecie poczekać przynajmniej do jutra z tym wszystkich? Z odebraniem nam mocy. Z odebraniem Nielasowi tego, kim jest.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JxXulAx.jpg

Skylar Scott

 

Westchnęła. Nie podobało jej się to rozwiązanie, to, ze ktokolwiek musiał się poświęcać, ale skoro już się przyznali, ze mogą zrobić ciało z niczego.

- Mam... prośbę. - powiedziała w sumie zanim zdążyła to dobrze przemyśleć. Odezwała się, bo Shelley tego nie zrobi sam, a trzeba było. - Sven Larson potrzebuje nowego ciała. On i Shelley nie mogą tak wiecznie istnieć. Po tym co mu się stało Sven Larson zasługuje na nowe ciało i jeśli ktoś może mu je dać to tylko wy.

Osobiście średnio przejmowała się tym co się stanie ze Svenem, ale inaczej Shelley nie zgodziłby się na separację.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

Wszystko wskazywało na to, że wystarczyła zgoda Nielasa na zostanie wyniesionym do rangi nowego boga, by bracia gotowi byli zaczął. Jednak słowa Rainy skupiły na sobie ich uwagę, a następnie prośba Sky przeniosła ją na Szkotkę.

- Sky, nie musisz… - zaczął Potępiony głosem Shelleya, ale nim cokolwiek więcej powiedział, odezwał się Valen.

- Tak, możemy. Możemy pozwolić by Shelley Scott i Sven Larson znów żyli swoimi własnymi życiami, nie musząc wspólnie decydować o poczynaniach jednego ciała.

- Również możemy poczekać jeden dzień na to, by zapadnięte tu decyzje wcielić w życie - podjął Aden. – Ale po co? Dlaczego chcesz to odwlec, Raino?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BR1bQ5B.jpg
Désirée Raina Dilmer

 

- Chyba po prostu chcę się pożegnać. W swoim stylu. A może jedynie odwlec nieuniknione – uśmiechnęła się przepraszająco.

Nie powiedziała na głos, jak wiele obaw ma w związku z oddaniem mocy. Jak wiele może to dla niej zmienić. Dla niej i pozostałych. Bycie aspektem stało się istotną częścią jej życia. Oddanie tego oznaczało odebranie Eolis miejsca w życiu Rainy, o które tak długo wspólnie walczyły.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Polana Słońca,

Żelazne Królestwo Enegrond

Dwudziesty dzień miesiąca Hadruf

 

Aden patrzył przez kilka chwil na Rainę. Przyglądał się jej jakby była ciekawym i wdzięcznym obiektem do obserwacji.

- Jeden dzień - odparł Valen, uprzedzając w tym Adona. – Wszyscy możecie rozłożyć się z obozowiskiem wokół tego miejsca. A jutro wszystko się zakończy i zacznie się nowa era w historii Valdaan.

- Będziemy czekali tu z Valenem od świtu do południa - dodał Adon. – Jeśli w południe nie zbierzecie się tu ponownie, ustalenia przestają obowiązywać - zastrzegł.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy rpg character portraits

Nielas Tirisfal

 

Nielas spojrzał na Rainę nieco zaskoczony jej prośbą o odwleczenie, a przede wszystkim troską, która zdawała się brzmieć w jej głosie gdy się do niego zwróciła. Nie oczekiwał tego. Wciąż miał do niej żal za to jak wmanewrowała go do swojego haremu, ale gdy pokazywała się z tej troskliwszej strony... cóż, chyba rozumiał czemu jej mężowie potrafili być wyrozumiali.

- Dziękuję - powiedział cicho do Rainy. Skinął głową Adonowi i Valenowi gotując się do odejścia. Nie potrafił się pozbyć sztywności z ruchów. Świadomość tego co go czeka, utracenie tego kim jest... była ciążąca. Miał jeden dzień na zamknięcie spraw.

Mało, zważywszy, że nie było tu nikogo z bliskich mu osób. Mógł tylko napisać do nich listy. Żałował, że nie zdoła się właściwie pożegnać. Że nie będzie na ślubie Natale, że nie pozna dziecka Medivha i Qilisty. A także, że nie udało mu się właściwie pogodzić z Xysirą.

Słowo jednak się rzekło i nie zamierzał się wycofać. Brakło mu zaufania do obu braci i do czystej gry, a tak przynajmniej żaden z nich nie sabotuje nosiciela mocy równowagi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JxXulAx.jpg

Skylar Scott

 

I’ll ride, I’ll fly

 

Pożegnała się z zebranymi, rzucając jeszcze Shelleyowi ciepły uśmiech i odleciała. Wzbiła się w powietrze zanim opadł stres i myśli w jej głowie zebrały się na tyle b y w pełni uświadomić jej to co właśnie zrobili. Co miało się strać jutro.

Przemieniła się i odleciała rozkoszując się wiatrem w piórach uczuciem nieważkości w powietrzu, tym, zenie potrzebuje mieć ani góry ani dołu bo trzyma ja coś potężniejszego niż ona sama. Nie myślała o niczym, po prostu cieszyła się każdą sekundą.

 

Pierwszym co zrobiła było streszczenie całych ustaleń swoim mężom i konkubentom. Wiedziała, że czekali, poprzedniego dnia niemal się pokłócili kiedy zabroniła im towarzyszyć sobie na to spotkanie. Powiedziała im wtedy, że żaden z nich nie zginie z powody jej uporu i decyzji. Nawet jeśli sama miała umrzeć. Aż tak źle nie było. Z grubsza.

Jednak kiedy oznajmiła im, ze ich magiczna kobieta ma zostać kimś zupełnie zwyczajnym nie widziała w ich oczach zawodu, raczej smutek i czułą troskę pulsującą w tak wielu różnokolorowych tęczówkach. I dopiero w tej chwili tak naprawdę uwierzyła, ze wszystko będzie dobrze. Tak długo jak nosili w sercach siebie nawzajem wszystko musiało być dobrze.

 

Eddrona znalazła w szumie wiatru poruszającego się w koronach drzew, w stabilności ziemi pod stopami i pomyślała, że zawsze tam będzie, nawet kiedy już nie będzie mogła usłyszeć jego odpowiedzi. Najchętniej udałaby się do jakiejś jego świątyni, gdzie mogłaby leczyć po raz ostatni, jednak byli na odludziu. Co owszem było zaletą gdyby doszło do walk, póki jednak był spokój nie było kogo leczyć. Zostało więc zwrócić się do boga w jego bardziej, naturalnym środowisku.

Była mu wdzięczna, za te wszystkie wspaniałe rzeczy jakich doświadczyła dzięki ich więzi. Nie zamieniłaby tego czasu jaki razem spędzili na nic. Poprosiła o przekazanie pozdrowień dla jego dzieci i prosiła żeby o siebie dbał. Sama zamierzała się odzywać, w tej czy innej świątyni.

 

Zrobiła rośliny o których marzyła, pozwoliła im materializować się pod jej palcami za pomocą magii. Patrzyła na ich liście, kwiaty. Zmieniła się w ptaka i poleciała tak wysoko jak tylko była w stanie aż małe skrzydełka poniosły a szumiąca w głowie krew wytrzymała. Rzucała strzałkami z symbolami, które po jutrze miały być już tylko ozdobą a nie  niespodzianką, która nie raz przechyliła szalę zwycięstwa na jej stronę. Robiła w dłoniach kwiaty i ptaki z kamienia. Ot tysiące małych sztuczek, których będzie jej brakowało. Cieszyła się. Cieszyła jak tylko była w stanie z myślą o jutrze. Czas łez miał dopiero nadejść, nie chciał go przyspieszać. Z resztą łzy nie były w jej naturze, bardziej radość i śmiech. Dziś chciała przeżywać, uczestniczyć w magii, a nie martwić się jutrem. Miała ochotę przywołać swojego golema i pożegnać się z nim, ale w tej chwili nie miała na to mocy. Wolała to co jej zostało spędzić inaczej.

Zrobiła klony, tyle ile była w stanie na tę ostatnią noc kiedy mogła wstępować pomiędzy ukochany w liczbie mnogiej. Skoro to miała być ostatnia taka noc zostało uczynić ją wyjątkową.

 

Jeden z klonów pozostał za drzwiami sypialni i razem z Vidmarem w jego zwierzęcej postaci udał się w ciemności na umówione spotkanie z Shelley’em.

Nie miała wielu okazji żeby po prostu porozmawiać z bratem, tęskniła strasznie za wieczorami, które potrafili przegadać w cztery oczy. Za tym jak rozumieli się bez słów. Dzisiaj też nie musiała mówić żeby wiedział o co jej chodziło.

Shelley wyraził ostrożnie przypuszczenie, ze list od córki wywoła więcej szkody niż pociechy, zwłaszcza jeśli ojciec faktycznie nie będzie w najlepszym stanie. Sky wciąż trudno było się pogodzić z tym, ze zwyczajnie zostawią go tam samego. Z jednej strony to naturalna kolej rzeczy, ze dzieci odchodzą z rodzinnego gniazda. Z drugiej pozostawienie go bez wieści było zwyczajnie okrutne. Zapewnie zostanie uznana za zaginioną lub martwą na ziemi. Samemu mając mrożącą krew w żyłach perspektywę patrzenia jak jej dzieci będą umierać, nie godziła się z tym żeby tak po prostu zostawić tam ojca bez słowa. Nie wiedziała co to znaczy stracić dziecko, ale sama myśl o tym przerażała ją do szpiku kości. W głębi serca najchętniej by go tu zabrała. Z jego wiedzą było tu tysiące rzeczy w których by się sprawdził, wiedziała, że pokochałby tutejsze uniwersytety a lokalni naukowcy jego wiedzę. Jednak to raczej nie było realne. Nie pytała nawet bo byłoby to podjęcie decyzji za niego i jednocześnie zabranie mu życia (rozbitego ale zawsze jego własnego).

Stanęło wiec na liście, który pisała z Shelleyem zaglądającym przez ramię i Marem mruczącym obok uspokajająco. Mruczenie się przydało bo już pierwsza ciśnięta w ogień wersja sprawiła, że się rozpłakała. Wszystkie słowa jakie przychodziły jej do głowy wydawały się nieuczciwe wobec tego, ze ojciec nie będzie mógł na nie odpowiedzieć.

Zdecydowała się więc na minimalizm i wiersz bo Appius nauczył ją, że poezja potrafi leczyć, oraz krótkie post skriptum

 

Spoiler

 

Do not stand at my grave and weep 
I am not there. I do not sleep. 
I am a thousand winds that blow. 
I am the diamond glints on snow. 
I am the sunlight on ripened grain. 
I am the gentle autumn rain. 
When you awaken in the morning's hush 
I am the swift uplifting rush 
Of quiet birds in circled flight. 
I am the soft stars that shine at night. 
Do not stand at my grave and cry; 
I am not there. I did not die.

 

Kocham cię tato. Dziękuję ci za wszystko. Jestem szczęśliwa i mam nadzieję, że ty też będziesz.

Twoja Skylar 

 

 

W papier zawinęła figurkę sowy, jedną z najlepszych jakie zrobiła ostatnio, ptak ten kojarzył jej się z ojcem i on dobrze o tym wiedział.

Kiedy skończyła kreślić litery poczuła się pusta, został ze świadomością, ze teraz już wszystko między nią a jej ojcem zostało już powiedziane i to był koniec.

Dobrze było mieć przy sobie Mara i móc się po prostu wypłakać w ciepłe futro.

 

Dziwnie było o poranku, kiedy te wszystkie wspomnienia. Płacz i rozkosz. Koniec i początek. Zmiana. To wszystko nawiedziło ją rano kiedy przeciągnęła się na posłaniu witana przez wszystkich swoich ukochanych. Oczywiście w zbrojach i gotowych do drogi.

Westchnęła tylko z uśmiechem.

- Pamiętacie, ze mogę zabrać tylko czterech, prawda? Sami decydujecie których.

Padło na Zugora, Zheka, Liama i Vidmara. Vidmar i Zhek mieli w razie czego walczyć, Liam i Zugor ewakuować ich gdyby walka była nie do wygrana, jeden latał a drugi tworzył portale. Strategię te ułożył Teris i Appius niechętnie przyznał mu rację.

 

W tym towarzystwie była na miejscu jeszcze przed południem, dość wcześnie żeby złapać Kirwooda i wsunąć mu do ręki zaadresowany list.

Craig obiecał jej przysługę, która jeśli wszystko pójdzie dobrze jutro będzie mógł wykonać.

- Znajdź go – poprosiła – Masz adres do domu, do pracy i do kolegium w razie czego. Znajdź i zobacz w jakim jest stanie. Jeśli… będzie źle i uznasz że to mu zaszkodzi nie dawaj mu listu. Jeśli będziesz chciał powiedz mu prawdę, jeśli nie po prostu daj list. Ufam twojemu wyczuciu w tej sprawie.

 

Nie zostało już nic do powiedzenia więc czekała, chłonąc dotyk wiatru na czole i obecność Eddrona gdzieś z tyłu własnego umysłu. Bawiła się delikatnym płomieniem tańczącym na palcach, języki ognia układały się w kształt małego ptaszka w locie. Drugą ręką ściskała więc dłoń Liama i starała się powstrzymać płynące do oczu łzy.

Nadszedł czas.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BR1bQ5B.jpg
Désirée Raina Dilmer

 

Bała się.

Od chwili, w której dowiedziała się, że ma oddać moc i zerwać więź z Eolis, odczuwała strach. Nie była świadoma tego jak bardzo dopóki dotyk Jessuma nie uświadomił jej, że drży. Przyjęła obecność męża z ulgą.

Nadal wpatrywała się w śpiące w kołysce dzieci. Nie powinna zabierać ich ze sobą, nie w to miejsce, jednak gdyby rozmowy przebiegły nie po myśli Oświeconych, nie istniało miejsce, w którym dzieci byłyby bezpieczne. Chociaż… Była skłonna poprosić o pomoc Eolis. Błagać ją, by zrobiła wszystko, aby ochronić niemowlęta.

Kochała je. Kochała je mocniej niż siebie, niż poprzednie życie. Dla nich była skłonna zostawić za sobą całą przeszłość i oddać swoją moc. To im chciała podarować cały świat. Dopóki nie urodziła, nie sądziła, że można kochać kogokolwiek miłością tak bezwarunkową, tak nieegoistyczną. Że można spędzać godziny po prostu patrząc na śpiące oblicza.

- Już czas – powiedziała cicho do Jessuma.

Nie pytał o nic. Po prostu ujął jej rękę i poprowadził ją na miejsce ich pożegnania, zostawiając dzieci ze swoimi siostrami. Ta noc miała być ich. To były ostatnie chwile, gdy była aspektem. Być może to były również ostatnie chwile, gdy pozostawała sobą.

Osoby, które nie towarzyszyły jej na spotkaniu, musiały poczekać kilka godzin nim dowiedziały się, jaka jest cena za brak wojny. Raina zgromadziła wszystkich mężów, członków haremu i samą Eolis, by przekazać im ustalenia z braćmi.

- Podczas ślubu obiecałam wam, że zrobię wszystko, by ocalić świat, w którym żyjecie, w którym was spotkałam – zaczęła, stojąc przed nimi. – Ceną za uniknięcie wojny jest potencjał każdego Oświeconego. Ich moc. Magiczne więzi, które stały się ich udziałem. To, co czyni z nich aspekty – wyjaśniła łamiącym się głosem.

Usiłowała być silna. To tylko moc, powtarzała sobie, To nie jest coś, co cię determinuje. Wiedziała jednak, że każda myśl była kłamstwem. To nie były tylko zaklęcia, które mogła rzucać i władza, jaką miała dzięki mocy Eolis. Była Oświeconą. Była aspektem bogini pożądania. Miała zostać… kim?

- Przepraszam, że nie jestem w stanie ocalić tej więzi – mówiła do Eolis, gdy niechciane łzy spływały jej po policzkach. – Przepraszam, że nie potrafiłam docenić twojego daru. Ja… Boję się. Tak bardzo się boję.

Eolis zamknęła ją w objęciach. Pozwoliła, by łzy Rainy zrosiły skąpy strój, jaki na sobie miała. Trwała tak ze swoim aspektem przez chwilę nim scałowała łzy z policzków dziewczyny.

- Kochanie, nie jesteś tylko moją mocą – powiedziała łagodnie Eolis. – Jesteś sobą. Jesteś podróżniczką z innego świata. Ukochaną tych wspaniałych mężczyzn i kobiet. Oni nie kochają aspektu – oni kochają ciebie. A ty ich. Czuję to. Zawsze czułam. W każdym dotyku, jaki dzieliliście. W każdym spojrzeniu, jakim się obdarzaliście. To się nie zmieni.

- Oni powiedzieli… - podjęła Raina, nie przestając płakać. – Powiedzieli, że to spowoduje poczucie straty. Że ono już nie minie. A jeśli… jeśli w ostatniej chwili to wygra? Jeśli w chwili, gdy otworzą się bramy, to właśnie to poczucie straty popchnie mnie, bym przez nie przeszła?

- Nie puścimy cię – powiedział pewnym głosem Eryk.

- Nigdy – dodał Isaac.

- Wypełnimy każdą lukę, jaka powstanie – obiecał Eryk.

- Rozwiejemy każde zawahanie – zapewnił Shin.

- I dopełnimy nasze przysięgi. Zawsze przy tobie będziemy – przysiągł Sajen.

Nie tylko on. Każdy członek jej haremu złożył podobną przysięgę.

Łzy Rainy nadal płynęły. Pocałunki Eolis z policzków Rainy przesunęły się na jej usta. Ten ostatni raz chciała dzielić z nią pełnię przyjemności, pełnię swej mocy. Chciała odsunąć myśli swego aspektu od walki, jaką musiał ze sobą stoczyć. Pragnęła zabrać od niej strach, bo choć Raina wydawała się pewna siebie, wręcz bezczelna w tej pewności, była to bardzo dobra gra z jej strony. W rzeczywistości najbardziej obawiała się, że wraz z utratą mocy, straci swoją rodzinę. Nadal bała się, że są z nią tylko z powodu mocy i przyjemności, jaką mogła im dać.

Kiedyś uwierzy, pomyślała Eolis, patrząc jak Raina znika w objęciach swych małżonków. Jak odwzajemnia ich pocałunki. Była w niej rozpaczliwa potrzeba dotykania ich. Oddania im się. Zatracenia się w nich.

Tej nocy Eolis zamierzała pomóc jej w zrozumieniu tego. Chciała zaszczepić w niej ziarno, które pozwoli jej odbudować siebie na nowo. Nie jako aspekt i Oświecona. Jako Raina.

Bogini skinęła członkom haremu Rainy, jakby dawała im przyzwolenie na wzięcie udziału w tym, co ich czekało. Ta noc należała do nich wszystkich. Ostatnia taka w Valdaan. Kiedy jednak przypomniała sobie powody, dla których zwróciła na Rainę uwagę po jej przybyciu do tego świata, uśmiechnęła się.

Ostatnia taka? Nie. Z pewnością nie.

 

Far Across The Land

There I'll find my home

If you'll take my hand

Guide me as I roam

 

Z trudem wierzyła, że upłynęło tak niewiele czasu, odkąd sprowadzono ich do Valdaan. Zaledwie kilka miesięcy, podczas których wydarzyło się tak wiele.

 

I have walked a thousand miles

To find where I belong

Searched the world and all its isles

But still I wander on…

 

O poranku spojrzała na swoich mężów i członków haremu. Byli wyczerpani, ale budzili się powoli, jakby samymi myślami sprowadziła ich do siebie. Uśmiechali się, gdy napotykali jej spojrzenie, jednak w ich oczach widziała cień niepokoju. Oni również się obawiali. Mieli nadzieję, że ich miłość wystarczy.

 

Far Across The Land

Waiting there for me

All I ever planned

Just as I had dreamed

 

Ucałowała śpiące niemowlęta. Patrząc na nie, wierzyła, że zdoła wypełnić pustkę, jaką miała poczuć. Wierzyła w każde uczucie, jakim obdarzyła te małe istoty i otaczających ją ludzi. Wierzyła, że to wystarczy, by na nowo stworzyć siebie w tym miejscu.

 

Far Across The Land

There I'll find my home

If you'll take my hand

Guide me as I roam

Far Across The Land

Waiting there for me

All I ever planned

Just as I had dreamed

 

Zabrała piątkę swoich mężów. Nie dbała o ustalenia z braćmi. Chciała mieć przy sobie tych, którym przysięgała. Na tyle zasługiwała. Potrzebowała ich obecności, gdy pojawi się ślad zawahania. Ucieczka leżała w jej naturze, ale nie tym razem. Nie teraz. Dla świata, w którym żyli kochani przez nią ludzie, była skłonna poświecić życie, ale śmierć to również rodzaj ucieczki. Musiała wznieść się ponad to. Musiała żyć ze stratami, jakich przyjdzie jej doświadczyć.

Kiedy spojrzała na zaniepokojone oblicza swych mężczyzn, które starali się przed nią ukryć, wiedziała, że z moc czy bez niej znajdzie sposób, by ich ochronić. Zawsze. I znajdzie sposób na własne szczęście.

Nie. Już go znalazła. W nich. W dzieciach, które jej dali i które dadzą w przyszłości.

Nie potrzebowała nic więcej.

Mocniej uścisnęła dłonie Jessuma i Sajena.

Uśmiechnęła się. Zrobiła to po raz pierwszy, odkąd dowiedziała cię o cenie za pokój.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy rpg character portraits

Nielas Tirisfal

 

Nielas opuścił Polanę Słońca i udał się do obozu. Początkowo chciał odpieczętować antałek, ot zwykła żołnierska słabość, ale gdy tylko spojrzał na beczułkę,zatrzymał się. Wreszcie po długiej chwili wyrwał kurek i pozwolił winu wylewać się strumieniem na ziemię.

Alkohol mu nie pomoże. Zresztą dość problemów sprawiła mu chęć zapijania smutków. Upijanie się na smutno tylko dołoży ciężaru jaki mu ciążył i nie było rozwiązaniem.

Złapał broń, odwrócił się na pięcie i wyszedł zostawiając za sobą tylko kałużę wina. Przeszedł szybko przez obóz, wsiadł na bazyliszka i pojechał przed siebie. Potrzebował oderwać się od tej wrzawy. Odsunąć myśli, które wciąż jeszcze było jego od czekającego go losu.

* * *

Dragon heart

 

Jechał długo. Dawno stracił Polanę z oczu, słońce poczęło chylić się ku zachodowi kiedy wreszcie zatrzymał się nad leśnym jeziorkiem.

Zsiadł i przyklęknął nad wodą spoglądając na swoje odbicie w tafli wody. Czy bardzo się zmieni? Zgodnie ze słowami Valena, zniknie jego osobowość zastąpiona istotą, której celem i sensem będzie utrzymanie boskiej równowagi.

Nielas sięgnął do miecza, który ułożył na kolanach i wciąż klęcząc, zaczął go ostrzyć. Miarowe, jednostajne ruchu ukoiły jego rozbiegane myśli. Spoglądał w niebo ponad sobą, gdzie pojawiały się kolejne gwiazdy. Śledził konstelacje. I właśnie tam nad jeziorem, pod rozgwieżdżonym niebem, znalazł spokój.

Nie było czego się bać. Nawet jeśli w efekcie miało zniknąć to kim jest. Tak, zniknie Nielas Tirisfal, ale dziesiątki innych istnień zostanie oszczędzone doświadczenie wojny, to było warto. Nielas wstał i schował miecz do pochwy. Opuszczał leśną polanę z dużo lżejszym sercem.

* * *

Do obozu dotarł tuż przed świtem. Nie udał się jednak od razu na miejsce spotkania, lecz wrócił do namiotu by napisać pożegnalne listy.

Do rodziny, gdzie przepraszał, że znów pisze do nich o stracie kolejnego dziecka, lecz także prosząc by go nie opłakiwali, gdyż to nie był tak naprawdę koniec. 

Do Qilisty gdzie życzył jej zdrowia i szczęścia dla niej i dziecka. Opisał jej także wszystko czego dowiedział się od Oświeconej na temat śmierci Medivha, jako matka jego dziecka zasługiwała by wiedzieć.

Do Krivnaara, wiernego przyjaciela, który zawsze rad go wysłuchał.

Do Xysiry, gdzie przeprosił ją za wszystko co zrobił i czego nie zrobił. Za to jak się pożegnali i że nie zdołał nigdy jej przeprosić. I już nie zdąży. Nie prosił o wybaczenie, lecz życzył jej długiego i szczęśliwego życia.

Na koniec napisał list do Oświeconych:

 

 

Wielmożni Oświeceni,


Chcę wam podziękować za ofiarę jaką składacie dla bezpieczeństwa naszego świata i cieszę się, że dane było mi was poznać i brać w tym udział.
Zaproponowany przez was kompromis może wreszcie przyniesie temu światu pokój, lecz by nie polegać tylko na nim.
Aden i Valen są przebiegli i cierpliwi. Może się zdarzyć, że kiedyś zechcą przejąć kontrolę pomimo strażnika równowagi. Jeśli naprawdę chcecie powstrzymać zagrożenie z ich strony odbierzcie im broń, ich moc. Sami przyznali, że ich słabością są wyznawcy, więc rozważcie proszę by z czasem osłabiać wiarę w nich. Odebrać im imiona, zastąpić ich nauką, cokolwiek co uznacie za stosowne, byle tylko zmniejszyć ich moc, by na stałe zlikwidować zagrożenie z ich strony.
Rozumiem, że jeśli wiara w boskich braci osłabnie, zniknie cel istoty, którą się stanę i również mogę zniknąć. Zapłacę jednak tę cenę z radością jeśli ma to zapewnić trwały pokój.

 

 

Wasz sługa,
 
Nielas Tirisfal
 

 

Skończywszy zapieczętował wszystkie listy i opuścił namiot. Świt już dawno minął, lecz do południa wciąż zostało sporo czasu. Nielas ruszył ku środkowi Słonecznej Polany, gdzie wszystko miało się rozstrzygnąć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz