Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


  • Ogłoszenia

    • Aruna

      14 urodziny Strefy   11.09.2017

      To już 14 lat wspólnej gry. To również dobra okazja do wspominania i poczytania o tych nieco mniej znanych lub zapomnianych faktach o forum. Nieważne, jak długo jesteś z nami, zapraszamy Cię do tematów urodzinowych. Sto lat, Strefo!
    • Nyx

      Wielki Konkurs Urodzinowy!   18.09.2017

      Na Strefie trwa Konkurs Urodzinowy,
      Może prestiż nie taki jak Chopinowy
      Literackiego Nobla też za to nie dostaniecie
      Ale będą nagrody jeśli na podium staniecie
      Mogę jeszcze tak długo rymować
      Jednak nie ma co czasu marnować,
      Tu nie ma co czytać - tu trzeba pracować!  
       
Nadia

Rybka zwana Ritą (Nadia)

197 postów w tym temacie

" - Nosiłam sukienki o wyższym ilorazie inteligencji niż ty głupolu!

- Głupole nie czytają filozofii.

- Czytają tylko nic nie rozumieją. "

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zima uderzyła z pełnym impetem. Novigrad, miasto wszak portowe, z którym dotąd łaskawie obchodziły się prądy morskie, nie pamiętał takiego mrozu i śnieżyc. Aura idealnie oddawała nastroje w rezydencji von Ayernów. Minęło kilka miesięcy, a rodzice byli ciągle na Ritę obrażeni. Jej samotne, tajemne wypady poza dom także najeżone były trudnościami i nie tak radosne jak dawniej. Bo i z czego tu się cieszyć jak na każdym rogu stał pokrzykiwacz zachęcający by wstąpić do redańskiej armii i przypominający o Leo? Oczywiście Novigrad nadal pozostał wolnym miastem i nie mógł przeprowadzić oficjalnego zaciągu, ale świadomość, że Nilfgaard zajmował pobliskie Velen stanowił wystarczającą motywację dla większości mieszkańców. Niemal wszyscy woleli Radowida od Czarnych.

Oczywiście młody król z tego skwapliwie korzystał, o czym przypominały liczne stosy płonące w dzień i noc. Już nikt się nie bawił w dokładne śledztwa, szukanie, tudzież preparowanie dowodów; wystarczyło być magiem czy innym dziwadłem i po serii tortur lądowało się przywiązanym do eleganckiego pala mając pod nogami świeżo zrąbane gałęzie. Drwale z podgrodzia przeżywali niezwykły okres prosperity, przez proste prawo popytu i podaży. Novigrad - kolebka handlu i przedsiębiorczości na całej północy.

 

Było więc zimno i ponuro i niezwykle samotnie. Przynajmniej do dnia, w którym Rita otrzymała zaproszenie na bal. Może nadal nie była fanką tańców i przyjęć, ale to w końcu była okazja by się wyrwać z domu. Ba, zaproszenie pochodziło od Alessandry Moreno, a przecież jej ciągle Rita była winna przysługę. No i rodzice nalegali.

Zabawa był pożegnaniem narzeczonego Alessandry, młodego Del Pierro, który także miał wyruszyć na front. Państwo von Ayer nawet nie ukrywali, że liczą na pojawienie się Leofarda, który przecież był jego kolegą z oddziału. 

Rita pojechała, więc na bal. W pięknej, acz niewygodnej sukni, z wymodelowaną fryzurą i biżuterią z zielonych agatów, których kolor podkreślał barwę jej oczu wyglądała wspaniale i tak się też czuła stojąc na radośnie oświetlonych schodach posiadłości Morenów.

 

W środku już oczywiście były tłumy, wszyscy szlachetnie urodzeni mieszkańcy miasta i okolic zjawili się na to towarzyskie wydarzenie sezonu. Ojciec Alessandry, pisarz Deco, już opowiadał zebranej grupce starszych pań o temacie swej kolejnej książki ("Baśnie i legendy Skellige"), przystojny, smagłolicy Del Pierro ściągał uwagę wszystkich młodzian opowiadając im o sztychach mieczem i strategiach wojskowych, a Alessandra przybyła by przywitać rodzinę von Ayerów. Wyglądała jak zwykle królewsko, z wysoko ufryzowanymi jasnymi lokami i w sukni koloru mchu. Z typową dla siebie gracją odparła, że musi porwać Ritę, co też zaraz poczyniła. Chwilę komplementowała jej kreację czy naszyjnik po babci, ale zaraz przeszła do sedna.

- Zaprosiłam Leofarda, ale niestety odmówił. Del namawiał go gorąco, ale wydawał się nieugięty - no tak, informacja o zerwaniu ich zaręczyn w mig rozniosła się po mieście poczta pantoflową rodząc masę spekulacji co do przyczynku. Oczywiście plotek tych Alessandra nie komentowała, była zbyt dobrze wychowana. Albo wiedziała więcej od Cyn, z którą miała przecież cały czas kontakt - Mam nadzieję, że mimo to będziesz dobrze się bawić.

Gospodyni uśmiechnęła się uroczo, ale Rita zauważyła, że była zdecydowanie bledsza niż podczas ich ostatniego spotkania, a i w jej jasnych oczach czaił się cień smutku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Kręciło jej się w głowie, w ten przyjemny sposób, jakby szybko wychyliła kieliszek szampana. Jasne, Rita nigdy nie była fanką balów, ale po tygodniach ograniczonej wolności i wyrzutów sumienia, to było jak nagroda! Cieszyła się i było widać, że przebywanie wśród ludzi po prostu sprawia jej przyjemność. Że w tym właśnie momencie nie ma nic przeciwko strojnym sukniom, zapachom perfum mieszających się w powietrzu i absurdalnym fryzurom, zajmującym więcej miejsca niż ich właścicielki. Czuła ekscytację, która jednak nieco opadła po słowach Alessandry.

Oczywiście, spodziewała sie, że Leo się nie pojawi. Dlaczego właściwie miałby? Poszedł do wojska, żeby uniknąć choćby najmniejszej szansy na spotkanie z nią. Było oczywiste, że nie zjawi się tam, gdzie jest możliwe, że ona będzie. Przez myśl przeszło jej, że to strasznie głupie, absurdalne, nieznośne i niesprawiedliwe, bo przecież co miałoby zmienić jedno spotkanie? Ale zaraz stwierdziła filozoficznie, że jedne spotkania mogą zmienić bardzo dużo. I nie chodzi tylko o spotkanie z utopcem czy innym potworem z niecki, ale o takie ogólne ludzkie, życiowe, egzystencjalne spotkania.

Musi skończyć z tym siedzeniem w domu, bo ją bierze na filozofowanie, a dobra to w tym nie jest. Na szczęście teraz była idealna okazja, by ograniczyć rozmyślania na temat wszystkiego i skupić się na rozmówczyni. - Uroczyście zapewniam, że będę się dobrze bawić. O ile jeszcze nie zapomniałam jak to robić. Od wieków nie byłam na balu! - uśmiechnęła się całkiem szczerze, radośnie, ale zaraz zmarszyła lekko brwi, jakby coś ją trapiło.  - Jestem ciekawa, co u niego słychać. Jak sobie radzi... - dodała w przypływie nagłej szczerości. - I jak będzie sobie radził... - zwahała się i machnęła dłonią. To przecież nie powinno mieć dla niej znaczenia. - Ale... powiedz mi lepiej, co u ciebie i jak ty sobie radzisz? To nie jest pewnie dla ciebie łatwe... - spojrzała w stronę, gdzie ostatni raz widziała Del Pierro, upatrując przyczyn smutku Alessandry w tym, że niedługo ją opuści.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

alessandra_zpsxzf1npao.jpg

 

Alessandra Moreno

 

- Nie jest - Alessandra westchnęła ciężko, ale zaraz się rozchmurzyła - Obiecałam sobie, że nie zepsuje Delowi ostatnich dni przed zakoszarowaniem, więc nie będę narzekać. Za to jeśli chodzi o Leofarda to Del wspominał, że bardzo dużo nad sobą pracuje, ćwiczy szermierkę i studiuje myśli taktyczne. Myślę... myślę, że kiedy ta straszna wojna się skończy i on wróci to wszystko się zmieni. Czas da wam okazję by przemyśleć sobie wszystko i poukładać na nowo. A potem... kto wie co będzie potem?

Alessandra nie rozwijała tej myśli, za o poprowadziła Ritę nieopodal parkietu.

- A póki co baw się, tak jak na balu bawić się przystało. Wybacz mi, ale muszę iść do ojca.

 

Rita widziała ją jeszcze przez chwilę jak podeszła do perorującego Deco ("tatku, naprawdę panie nie muszą słuchać o trzydziestu sposobach na wykorzystanie trollowego łoju, opowiedz lepiej o wielkim bohaterze Hemdallu i jego ukochanej"), ale zaraz zasłonił ją lokaj oferujący kieliszek białego wina o znajomym smaku.

Z boku, na specjalnie uszykowany podest wyszła mała orkiestra, która natychmiast przystąpiła do grania skocznej, ale stylowej, muzyki.

- Mogę prosić do tańca?

Kawaler, który zmaterializował się obok Rity był w wieku jej ojca. Rosły, szpakowaty, o szerokich barach i jeszcze szerszym brzuszysku, policzki miał zwisające jak u buldoga. Wyciągał w kierunku Rity dłoń z licznymi pierścieniami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

W pierwszym odruchu Rita miała ochotę odpowiedzieć, że nie zwykła tańczyć z kimś, kto nosi więcej biżuterii od niej, ale z nieznanych sobie powodów się od tego komentarza powstrzymała. - Eeee... - zaczęła za to bardzo elokwentnie, bo, co on w ogóle sobie myślał! Już by prędzej z Eustachym zatańczyła. Czy naprawdę nie mogła wpaść na kogoś chociaż w jej wieku? - Oczywiście, ale, emmm, nie mnie? - jakby ojciec ją słyszał to, by miała areszt domowy do końca życia. - Znaczy, z miłą chęcią oczywiście - poprawiła się, choć nie brzmiała specjalnie przekonująco - ale właśnie wybieram się tam, gdzie Radowid chodzi piechotą. Byłoby głupio tak tańczyć bez przypudrowanego nosa, nieprawdaż? 

Najwyraźniej Ricie nie zależało na odpowiedzi, bo odwróciła się od ponętnego kawalera, mając ochotę uciec z miejsca tak szybko, jak tylko pozwoli jej na to krępująca ruchy suknia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Baron Schweein był tak wstrząśnięty zachowaniem młodej, ekhem, damy, że odprowadził ją tylko spojrzeniem, za to stojące w pobliżu starsze panie, aż się zachłysnęły z wrażenia. Ale będą plotki! Już zaraz cały Novigrad się dowie czemu młody Berchelei zerwał zaręczyny! To że wcale nie miały pewności kto je zerwał jakoś wcale ich nie obchodziło. Liczył się tylko świeży kąsek jaki rzuciła im Rita.

To wszystko obchodziło za to Adriannę, która nie spuszczała z córki wzroku i zaraz pośpieszyła zagradzając jej skutecznie drogę.

- Co to miało być? - zapytała lodowym tonem uśmiechając się uroczo tak by nikt nie pomyślał, że właśnie obsztorcowuje córkę - Naprawdę nie potrafisz się zachować? Przestań przynosić wstyd sobie i nam. Co się w ogóle z tobą dzieje?

Obiektywnie trzeba było przyznać, że to nie był najelegantszy sposób pozbycia się partnera do tańca, mogła mu wszak powiedzieć, że obiecała już komu innemu czy coś. Najwyraźniej jednak Rita wolała udawać dziewkę ze wsi, która pierwszy raz znalazła się na eleganckim przyjęciu. Może myślała, że takie zachowanie sprawią, że nikt nie będzie zainteresowany ożenkiem z nią? Na pewno powinno zniechęcić młodych dżentelmenów z dobrych rodzin, ale podstarzali arystokraci aż tak nie wybrzydzali. A jakby jeszcze Kurt von Ayer dorzucił w ramach posagu jakieś włości, to w ogóle panna mogłaby wyglądać jak baba wodna!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita von Ayer została dobrze wychowana. Znaczy, odebrała wszystkie konieczne nauki i doskonale zdawała sobie sprawę, jak powinno zachowywać się w towarzystwie. Więc jeśli tych wszystkich zasad nie respektowała robiła to świadomie. Lubiła ten świat, lubiła od czasu do czasu przepych, jaja przepiórcze na śniadanie, bogato zdobione suknie, no i bale. Od czasu do czasu. Teraz najwyraźniej nie był odpowiedni czas. Może nigdy czas nie jest odpowiedni, jak masz świadomość, że rodzice chcą cię wyjść za mąż za kogokolwiek. I z tą świadomością patrzysz na każdego adoratora. - Nic niezwykłego, jak sądzę. - odpowiedziała niezwykle uprzejmie, przybierając uśmiech na pokaz i myśląc o tym, że przecież na balach zawsze nosi się maski. Zawsze. - Źle się poczułam. To wszystko. Potrzebuję chwili, by dojść do siebie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

matka_zpsjw0hmoir.jpg

 

Adrianna von Ayer

 

- Źle się czujesz? - w głosie matki zabrzmiała troska - Możemy wrócić do domu.

W bocznym wejściu koło stanowiska orkiestry Rita dostrzegała znajomy kapelusz z piórkiem, Priscilla wychylała się by ocenić sytuacje w sali głównej. W sumie nic dziwnego, że Alessandra zaprosiła i ją do uświetnienia tego przyjęcia, nie byłby to przecież pierwszy raz.

- A dla Baron Schweeina powinnaś być miła. Jego żona pochodzi z Veressów, tych Veressów, co ojciec stara się z nimi wejść w spółkę. Ich syn niedawno wrócił z Zerrikani, pewnie będą mu szukać żony, aby się ustatkował i przestał jeździć po świecie. Nie sądzę by zgodził się na jedno czy drugie.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita słuchała matki, zapewniwszy oczywiście, że zaraz dojdzie do siebie i nigdzie nie trzeba wracać. Poczuła sympatię dla syna barona, który, jak się okazało miał w życiu odpowiednie priorytety. Znaczy, odpowiednie w skali Rity. Skala Rity to w ogóle powinna być jakaś ustawowo przyjęta skala. Wszystkim żyłoby się lepiej!

Będę. - zapewniła, brzmiąc całkiem szczerze, bo i nie sądziła, żeby baron jakoś specjalnie nalegał na rozwinięcie ich stosunków. - Tymczasem zaczerpnę nieco powietrza i przywitam się z Priscillą. Jakiś czas temu pomogła mi w sprawie tamtej kamienicy. Nie miałam jeszcze okazji jej podziękować. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Zresztą, może to i lepiej. W końcu ponoć powiedział, że novigradzkie panny są puste i płytkie. Co, co mówiłaś? - matka przerwała swoją opowieść lekko roztargniona - Oh, no dobrze. Tylko proszę nie spędź całego balu w pomieszczeniach dla służby.

Priscilla już się cofnęła, ale Rita ruszyła za nią, w ciemne korytarze, kierując się na jasny i wyćwiczony głos bardki.

- Nie ma mowy Jaskier, to szaleństwo!

- Ale ja muszę to zrobić Cyraneczko, zrozum, nie ma innej opcji.

- Ale naprawdę tylko Skurwiel Junior może wam pomóc? Nikt inny w mieście nie da rady?

- No wychodzi, że tylko on. To jest trochę ryzykowne, ale myślę, że jak zbiorę ekipę...

- Jaką ekipę? Jaskier, ty nawet alchemika nie masz!

- Znajdę!

- To nie ma sensu. O Rita. Powiedz mu, że to nie ma sensu!

Minstrele siedzieli w niewielkim pomieszczeniu oddanym do ich wyłącznej dyspozycji. Jaskier zajmował krzesło, a Priscilla stała oparta o stół, na których leżały ich tobołki i lutnie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Priscillo, przecież wiesz, że jestem ostatnio osobą, która z sensem nie ma za wiele wspólnego. - uśmiechnęła się na powitanie, radośnie tak, jakby spotykanie Priscilli na balach było jej ulubionym zajęciem. - Ale, jeśli chcesz, oczywiście, mogę tak powiedzieć. Dla ciebie wszystko! Mogę nawet dołączyć do wypowiedzi oburzoną szlachecką minę numer dwa i znacząco tupnąć nogą. No ale... - oparła się o stół obok Priscilli, patrząc to na nią, to na Jaskra. - ostatecznie bardziej przekonująco wypadłabym, gdybym wiedziała o czym mówicie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Oh o niczym ważnym - Jaskier przybrał lekko znudzą i nonszalancką minę - Takie tam, bardów nic nie znaczące rozmowy, głupotki nie warte rozwinięcia.

Z tego co Rita się orientowało miano Skurwiela Juniora nie było przywoływane przy głupotkach. Ten jeden z bossów półświatka sprawował kontrolę nad burdelami, kasynami i nielegalnymi arenami walki, o których panna von Ayer tylko słyszała i nikt "normalny" nie robił z nim interesów póki naprawdę nie musiał.

Priscilla po minie arystokratki widziała, że Jaskier jej nie przekonał.

- Wybacz, nie mój sekret - rozłożyła bezradnie ręce.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita uśmiechnęła się do Priscilli potwierdzając, że rozumie. - Dobrze, dobrze, przyjęłam, że to nie moja sprawa, aleeeeee.... - zawsze musiało być jakieś "ale", jeśli się udawało, że rezygnuje się z drążenia sprawy przecież -  zanim zamkniemy temat, to wiecie, znam się trochę na alchemii i mam w domu całkiem sporo przydatnego sprzętu. Nie należy do mnie, ale Yven na pewno by się nie obraziła, jeśli w grę wchodzi pomaganie przyjaciołom! - słowa skierowała do Jaskra, wskazując, że najwyraźniej awansował w jej hierarchii od sławnego znajomego do przyjaciela. No, w sumie, każdy kto potajemnie knuł na balach w sprawach niezwiązanych z ożenkami i posagami awansował w hierarchii. - I już nie drążę, tylko daję pod rozwagę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

jaskier_zpsywwhcug5.jpg

 

Jaskier

 

- Znasz się na alchemii? - ziarno padło na podatny grunt, ponieważ poeta zdecydowanie się ożywił - A potrafiłabyś przygotować bombę?

- Jaskier, to niebezpieczne, nie wciągaj jej - zaprotestowała Priscila - Znajdziesz na pewno kogoś odpowiedniejszego niż novigradzką arystokratkę. O skończyli grać, moja kolej.

Bardka błyskawicznie zabrała swoją lutnię i ruszyła na swój koncert. W progu pokoiku zatrzymała się jeszcze i popatrzyła na Ritę:

- Cokolwiek ci powie nie zgadzaj się, to naprawdę ryzykowne.

- No już dobrze, dobrze. Idź, bo Alessandra będzie niezadowolona - Jaskier odczekał chwilę, aż jego przyjaciółka zniknęła, po czym spojrzał na Ritę - Cyraneczka w jednym miała rację, to na pewno niebezpieczne. I zysku z tego nie będzie, bo wszystkie pieniądze potrzebuje na pomoc przyjaciółce.

Poeta wziął oddech.

- Chodzi o napad na skarb Sigiego Reuvena.

Rita nie miała pojęcia kim jest ów Sigi, to miano absolutnie nic jej nie mówiło.

Edytowane przez Nadia

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Ależ to było ekscytujące! Wszystko, co było potencjalnie niebezpieczne było ekscytujące. Taka już natura niebezpieczeństw! No, ale, mimo wszystko, Rita sądziła, że warto poznać szczegóły. Napadanie na skarby to jednak nie była kwestia moralnie czysta, a już nawet wyłączając moralność, warto było wiedzieć w co i dla kogo się właściwie chce w to wpakować. Bo, na bogów, chciała. Tyle miesięcy bezczynności to było za dużo!

Rita obstawiała, że skoro chodzi o pieniądze to pewnie przyjaciółka Jaskra jest czarodziejką. Sam mówił, że zna czarodziejki. Pewnie chodzi o ucieczkę z Novigradu albo coś takiego. Ale dlaczego trzeba od razu napadać na skarbiec? I kto to jest ten Sigi? Sigi. Si-gi. No, totalna pustka. Oprócz tego, że imię brzmiało całkiem łobuzersko i dość obco. Rita założyła, że należy do jakiegoś niezbyt nobliwego, acz pociągającego jegomościa. Na pewno.

- Myślę, że potrafiłabym. W każdym razie mogę spróbować, jeśli podasz mi więcej szczegółów. I, niestety, wstyd mi się przyznać, ale nie mam pojęcia kim jest ten Sigi Reuven.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

jaskier_zpsywwhcug5.jpg

 

Jaskier

 

- Nad szczegółami jeszcze pracuje. Jak skończę wszystko będzie tip top - zapewnił pewnie Jaskier - A Sigi to właściciel łaźni, bogaty właściciel łaźni. Wiem, że pod nią ma skarbiec i właśnie kombinuje jak się tam dostać. Kanałami byłoby najlepiej, no ale trzeba by rozbić mur, po to mi bomba. Ją trzeba jeszcze wrzucić przez odpływ, ale to ktoś w przebraniu wejdzie. Ooo, albo ty mogłabyś się tam zatrudnić.

Lico barda rozpogodziło się wyraźnie skoro miał obiecane takie wsparcie. Ale nagle spoważniał.

- Ale nie wydasz mnie, co? Bo to sprawa życia i śmierci, nie mogę zawieść.

Edytowane przez Nadia

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Nie wydam. Przysięgam na co tylko chcesz. - zapewniła absolutnie poważnie i absolutnie szczerze. Łaźnia, kanały, skarbce, przebrania - to wszystko brzmiało, oczywiście, jak niesamowita przygoda, ale ciągle było kilka niewiadomych. - Jaskier, a dlaczego właściwie chcecie kraść od niego? W sensie, dlaczego akurat od niego? Bo to brzmi jak trudne przedsięwzięcie. Rozumiem, że pożyczka u Vivaldiego nie wchodzi w grę, ale, wiesz, może są łatwiejsze cele? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

jaskier_zpsywwhcug5.jpg

 

Jaskier

 

- Tak sobie zażyczył Skurwiel, a to od niego potrzebuje pomocy. Sigi odmówił mu wstępu do łaźni czy coś - poeta zbył machnięciem ręki niesnaski między mężczyznami - To tylko łaźnia, nie może być bardzo trudno.

Z głównej sami dobiegł ich śpiew Priscilli i Jaskier skupił się na nim przez chwilę podłapując słowa.

- Ha! Ukradła mi temat! - nie wyglądał jednak na rozeźlonego. Skoczył za to z beczki i chwycił lutnię - Muszę iść, zaraz ma być wspólna pieśń. Chcesz wiedzieć coś jeszcze? A najlepiej to przyjdź jutro do domu koło Rynku Zachodniego, taki rozwalony, z drzwiami zabitymi dechami. Od podwórza są małe drzwiczki, będą rano otwarte.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Przyjdę, przyjdę. I leć, bo koniecznie chcę tego posłuchać. - Rita nie znała się jakoś specjalnie na pieśniach, ale potrafiła rozpoznać to, co naprawdę piękne. To na pewno był wrodzony zmysł estetyczny von Ayerów. Na pewno. Pieśń Priscilli była piękna, więc arystokratka, pożegnawszy barda, ruszyła w kierunku sali. Taki występ trzeba było przecież nagrodzić brawami.

A poza tym, mając w perspektywie całkowicie niebezpieczny i nierozsądny skok na skarb, stwierdziła, że jednak musi się wyszaleć. A zabawę najlepiej zacząć gromkimi oklaskami i pospiesznie wychyloną lampką wina. Może być nawet Est Est!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Est Est smakowało wybornie, jak zwykle słodyczą, ale pozostawiając cierpki smak na języku. Rita przyłączyła się do gromkich braw, które tylko się zwielokrotniły gdy Jaskier stanął obok Priscilli. Poeta skłonił się zamaszyście machając kapeluszem z piórkiem, a potem usiadł i bardowie razem zainicjowali trochę weselszą pieśń.

- Można prosić do tańca?

Mężczyzna, który zmaterializował się koło Rity był zdecydowanie przystojniejszy niż jej poprzedni potencjalny absztyfikant. Wysoki, smagły, z zabójczym wąsem mógł zawrócić w głowie niejednej pannie. Cóż jednak z tego skoro Del Pierro oddał we władanie swe serce Alessandrze Moreno?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita skinęła z gracją, którą brakowało jej przy baronie i wyciągnęła dłoń. - Oczywiście, chętnie. - odpowiedziała z uśmiechem, bo jak tu się nie uśmiechać, kiedy wino przyjemnie szumi, a do tańca prosi cię ktoś, kogo na pewno nie podstawili rodzice. - Chociaż nie wiem czy nie będzie miał pan przez to problemów. Kilka minut balu a ja już zaliczylam towarzyską wpadkę. - powiedziała całkiem wesoło, jakby nie bardzo się tym przyjmowała.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

del%20pierro_zpsslczizzo.jpg

 

Del Pierro

 

Del poprowadził Ritę do tańca z wprawą wyjadacza co niejeden bal miał za sobą.

- Oh, na pewno nie było to nic poważnego. Nie uwierzę, że taka dama jak pani mogłaby popełnić poważne faux-pas - mężczyzna uśmiechnął się szarmancko obejmując ją z wyczuciem w pasie.

Z gracją zaczęli wirować po parkiecie i w czasie tańca Rita widziała Alessandrę tańczącą z jej buldogowatym baronem, ojca rozmawiającego z trzema innymi bogatymi kupcami ("nie, no ja naprawdę nie wiem czy warto wchodzić w interesy z krasnoludami. Są pewni, ale..."), matkę wymieniającą ploteczki z ich żonami ( "Oh Cynthia czuje się bardzo dobrze, rozkwitła w małżeństwie") i szereg innych dalszych i bliższych znajomych.

 



Widzisz? Widzisz?! Dla Rity taką piękną cyfrę poświęciłam!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

W wojsku nie mogło być tak źle. No bo, nie dość, że był tam Leo, to jeszcze i Del Pierro, który wątpił w to, że Rita mogła przez dziesięć minut popełnić poważne faux-pas. Urocze, czyż nie? Aż się na ten komentarz szeroko uśmiechnęła, bo sama dałaby sobie co najwyżej pięć minut bez popełniania nietaktu, ale zawsze uważała, że jest wobec siebie zbyt surowa. Tak. Zdecydowanie bywała wobec siebie zbyt surowa i dawała sobie za mało swobody, i za dużo obowiązków miała na głowie, ot co!

Oczywiście, poczuła się niedoceniona, zdając sobie sprawę, że ktoś wątpi w jej umiejętności, bo przecież rzetelnie pracowała na pozycję najmniej poważanej dziedziczki w okolicy, ale nie zamierzała tego rozstrząsać. Jedyne, co teraz mogła rozstrząsać to starannie ułożona fryzura. No, ale to była cena, którą płaci się za dobry taniec. Swoją drogą - niezbyt wysoka cena, bo kto by się przejmował włosami, jak tutaj tańce, hulanki i swawola!

No, może trochę przesadziła z porównaniem, bo jednak bal u Alessandry to nie przyjacielskie obijanie mordy w karczmach w Portowej, ale i tak było bardzo ciekawie, to musiała przyznać. - Alessandra ma talent. Cudowne przyjęcie. I, oczywiście, powód godny takiego przyjęcia! - podjęła rozmowę, całkiem kulturalnie, bo przecież nie będzie wyciągać informacji o Leo od przeuroczego Del Pierro bez kulturalnego wstępu. W ogóle, głupio tak wypytywać o byłego narzeczonego bez kulturalnego wstępu. Po prawdzie to głupio tak wypytywać o byłego narzeczonego nawet ze wstępem, ale tym się Rita mniej przejmowała. - To bardzo odważne i godne pochwały być gotowym do służby, kiedy wróg stoi u bram.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

del%20pierro_zpsslczizzo.jpg

 

Del Pierro

 

- O tak stanowczo, Alessandra jest cudowna - na twarzy Dela pojawił się niesamowicie szeroki uśmiech, kiedy tylko wspomniał o narzeczonej - Tak naprawdę nie mogę się doczekać, aż wrócę z wojny i się pobierzemy.

Zawirowali znów mijając ojca ciągle gadający o jakichś nudziarstwach ("Vivaldim w każdej chwili mogą zamknąć interes. Oh, nie panie hrabio oczywiście, że nie mam żadnych przecieków, to tylko przypuszczenie i naturalna konkluzja") oraz matkę, która wyglądała na w miarę zadowoloną ("wiedzą panie w jej stanie na bale się nie chadza oczywiście").

- No, ale spędzenie reszty życia po butem Nilfgaardu mi się nie uśmiecha. Nie zamierzam wychowywać dzieci w służbie Imperatorowi, to już lepsze redańskie orły.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

To zrozumiałe. Przynajmniej dla mnie, zawsze sobie ceniłam takiego bojowego ducha. - odpowiedziała, zdając sobie sprawę, że to w sumie dobry pomysł na życie. Te wojsko i błyszczące zbroje. Znaczy, Rita słyszała, że trzeba tam słuchać rozkazów, ale przecież jest jeszcze młoda, wciąż może się wiele nauczyć. Nawet słuchania rozkazów. O ile, oczywiście, będą sensowne! - Na pewno w waszej kompanii dużo jest osób podzielających pańskie zdanie. A jeśli już o kompanii mowa... - zamilkła na moment skupiając się na odpowiednim wykonaniu kolejnych tanecznych kroków. - słyszałam, że stacjonuje pan razem z moim... przyjacielem, Leofardem. Czy mogę się spytać, jak mu się wiedzie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz