Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


  • Ogłoszenia

    • Aruna

      14 urodziny Strefy   11.09.2017

      To już 14 lat wspólnej gry. To również dobra okazja do wspominania i poczytania o tych nieco mniej znanych lub zapomnianych faktach o forum. Nieważne, jak długo jesteś z nami, zapraszamy Cię do tematów urodzinowych. Sto lat, Strefo!
    • Nyx

      Wielki Konkurs Urodzinowy!   18.09.2017

      Na Strefie trwa Konkurs Urodzinowy,
      Może prestiż nie taki jak Chopinowy
      Literackiego Nobla też za to nie dostaniecie
      Ale będą nagrody jeśli na podium staniecie
      Mogę jeszcze tak długo rymować
      Jednak nie ma co czasu marnować,
      Tu nie ma co czytać - tu trzeba pracować!  
       
Nadia

Rybka zwana Ritą (Nadia)

197 postów w tym temacie

- Tak się składa, że też kobiety - skwitował z krzywym uśmieszkiem Will odkładając strażnika obok kolegi i także go krępując - Stanowisz dla mnie konkurencję.

Rozejrzał się w poszukiwaniu czegoś do zakneblowania, a że niczego nie dojrzał wzruszył ramionami, zdjął buta i rozwinął onuce. Była w miarę czysta i nie śmierdziała, ale stanowczo nie była to jedwabna chustka od Rity.

- Mam! - Priscilla podeszła do nic z grubą księgą, z której wystawały jakieś plany - Miasto powstało na bazie elfich ruin i zobaczcie o tu są przejścia, jedno prowadzi do więzienia.

- A jak się dostać do ruin? - Will na powrót założył buta.

- Na dziedzińcu uczelni, w prawym rogu jest jakieś przejście. Pewnie czymś zakryte, żeby studenci się nie szwendali, ale jak wiemy gdzie to na pewno damy radę.

Podbudowani jej entuzjazmem nie marudzili więcej, tylko ruszyli we wskazane miejsce, by zobaczyć, że czekała na nich...

- Studnia... - Priscilla na powrót zerknęła w plany - Wychodzi na to, że to tu, chyba już wiem czemu studenci nie odnaleźli tego miejsca.

- No to bez zamoczenia się nie obędzie - mruknął Will patrząc w ciemny otwór - No dobra, tam mamy drabinę, ja mam linę, a i którąś pannę mogę w cebrzyku spuścić. To kto pierwszy chętny do złapania śmiertelnego zapalenia płuc?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

O nieee, nie znowu! Elfie ruiny! Czy cały ten cholerny świat powstał na elfich ruinach? Czy znowu spotkają potwora z niecki? Oby nie! Nie ma Eustachego, który dałby się złapać, żeby Rita mogła ciąć. No i nie ma wampira, który przyjąłby na siebie nadmiar ciosów. 

Ja pierwsza. - odpowiedziała absolutnie nie w zgodzie ze sobą. Ale, ostatecznie, to z jej winy się tu znaleźli i to ona chciała odzyskać skarb dla ojca. - Nie masz za pazuchą żadnej cytrynówki, czy czegoś takiego? - spytała z nadzieją, bo Will wyglądał na takiego, który może mieć, a poza tym liczyła, że będzie czym się rozgrzać jak już z tej zimnej wody wyjdzie. 

Dlaczego nie mogli robić tego latem?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie mogli tego robić latem, bo to niechybnie znaczyłoby, ze kosmos choć w małej części sprzyja Ricie von Ayer, a przecież tak nie mogło być.

Bycie spuszczanym w ciemną otchłań studni nie było przyjemne, w świetle księżyca twarze Priscilli i Willa szybko stały się odległymi bladymi plamami i Rita miała wrażenie, że powoli opada w mrocznym przełyku jakiegoś pradawnego stworzenia, które pochłonęło ją w całości. Ta cisza, ta pustka, ta samotność podnosiła włoski na karku i przywoływała dreszcze wzdłuż kręgosłupa.

 

A potem było tylko gorzej.

 

Uderzenie w lodowatą taflę wody zamroziło Ricie wszystkie kończyny i wydarło powietrze z płuc. Musiała się wydostać, musiała jak najszybciej się wydostać, tylko że nie widziała którędy. Gdy rozłożyła ręce jej dłonie dotykały kamiennych ścian cembrowiny wszędzie wkoło. W głowie dziewczyny zakotłowało się multum pytań: A co jeśli Priscilla się pomyliła? Albo przejście dawno zostało zasypane? Co wtedy? Czy przyjdzie Ricie skonać samotnie w czeluści studni? Co nastąpi najpierw: wychłodzenie organizmu czy opadnięcie z sił i utopienie? I najważniejsze z nich:  dlaczego do diaska nie poszukali jakiegoś innego wejścia, które nie prowadziło przez studnię?!

 

Rita nie mogła o to wszystko zapytać towarzyszy; zwielokrotnione echo jej głosu sprowadziłoby im na głowy strażników i zakończyłoby próbę odbicia Jaskra raz na zawsze. Pozostało jej tylko jedno do zrobienia; modląc się o siły wzięła haust powietrza i zanurkowała w poszukiwaniu przejścia. Nurkowanie w lodowatej wodzie, w całkowitej ciemności stanowczo należało do jednego z najmniej przyjemnych wydarzeń w życiu Rity. Czuła, że jej ręce oraz nogi drętwieją jeszcze bardziej, że w skórę wbijają się setki igieł, a płuca zaraz eksplodują.

 

Była na granicy wytrzymałości, kiedy w końcu wypuściła powietrze i kierowana instynktem wypłynęła do góry, ponad taflę wody. Absolutnie nic nie widziała, ale przynajmniej mogła swobodnie oddychać i z niesłychaną radością przyjęła stęchłe powietrze. Rozkoszowała się tą chwilą, dopóki nie poczuła czegoś muskającego jej łydki.

Zadziwiające jakie siły mogą w człowieka wstąpić w obliczu przerażenia. Rita rzuciła się w stronę, gdzie jak przypuszczała było więzienie. Po chwili zauważyła, że woda gwałtowanie opada, a ona sama może wyjść w końcu na brzeg.

 

Uratowana!

 

Przynajmniej od utonięcia. Nadal była sama, w całkowitej ciemności, z jakimś potworem czającym się w wodzie. Cała się trzęsła od dreszczy, a zęby klekotały jej straszliwie głośno. I była sama. Ciągle była sama. Minuty mijały i nikt się nie pojawiał. Może zrezygnowali z tego szalonego planu? Albo złapali ich strażnicy? Albo się potopili przy próbie przepłynięcia? I Rita wtedy na zawsze zostanie sama w tej ciemności, aż do pewnie rychłej śmierci z głodu bądź zimna. Jej białe kości już na wieki będą skryte w tym miejscu, bez należytego pochówku i pamięci. Matka pewnie uzna, że uciekła od kłopotów, że zostawiła ich samych i nikt nigdy nie pozna prawdy...

Woda zabulgotała i zaszumiała stawiając Ritę na równe nogi. A więc jednak nie głód i wyziębnie, a zębiska jakiegoś potwora. Pozostawało mieć nadzieję, że to jeden z tych działających szybko, odgryzających od razu głowę albo wstrzykujący jakąś usypiającą toksynę, a nie bydle pożerające żywcem. Po malunku, po kawałku zaczynając od nóg...

 

 

- Rita, jesteś tam?

Priscilla, dzięki bogom! Kiedy Rita odpowiedziała bardka i towarzyszący jej Will podpłynęli do niej i wyszli na brzeg. Nie widziała ich, ale sama obecność, dźwięk głosu były kojące jak nigdy i niosły nadzieję.

- Wybacz, że tak długo - Priscilla też szczękała zębami - Ale pomyśleliśmy, że nie mamy źródła światła. Cofnęliśmy się więc, do szopy na narzędzia i Will skombinował pochodnię, którą zabezpieczył naoliwioną skórą.

Rita usłyszała cichy trzask i po chwili łuczywo zapaliło się od wykrzesanej iskry.

- Uważam, że to był głupi pomysł - stwierdził Will wyciągając piersiówkę, biorąc z niej tęgi łyk i podając dziewczynom.

Moc tego samogonu skręcała żołądek, paliła przełyk i wykrzywiała twarz. Ale jakie to było przyjemne! Ożywcze ciepło rozlało się po całym ciele i pozwoliło na ogarnięcie rzeczywistości.

 

A rzeczywistość głosiła, że stali w ruinach. Nie takich imponujących jak pod Novigradem, ale ciągle elfich ruinach, w których można było odnaleźć chwałę i blask dawnych czasów.

- Dobra, nie ma co marnotrawić czasu, powinniśmy iść - Will wskazał pochodnią jedyny korytarz jaki mieli do wyboru, więc bez ociągania ruszyli dalej. Kiedyś drzwi blokujące to przejście musiały być zamknięte bo znaleźli mechanizm spustowy obok którego leżała wyłamana dźwignia. Na szczęście teraz mogli bez przeszkód iść dalej, prosto, wąskimi korytarzami, w kierunku więzienia.

Po kilkunastu minutach szybkiego marszu zobaczyli prześwit, więc Will profilaktycznie zasłonił pochodnię. Dotarli do szerokiego i pomieszczenia w kształcie niecki, którego góra zmieniała się w komin idący aż na powierzchnie, więc w słabym blasku księżyca mogli się przyjrzeć temu co mieli przed sobą.

Na przeciwko dostrzegli drzwi, wykute w skale odznaczały się od niej licznymi zdobieniami. Na dnie niecki był muł i brodząca w nim istota blokująca przejście.

- Na Melitele to najbrzydsze coś co widziałem - wzdrygnął się Will i nie było w tym ani krztyny przesady. Potwór mógł mieć z dwa metry i zajęty był wygrzebywaniem czegoś ze szlamu.

- Czujecie ten zapach? - poruszyła nosem Priscilla zwracając uwagę na obrzydliwie słodki i mdlący odór.

- Trupy - bezbłędnie ocenił Will.

 



Rita traci 1 punkt zdrowia

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Plus brzydkiego potwora, który wyglądał jakby kiedyś dawno temu był kobietą, był taki, że zrobiło się cieplej. Znaczy, nie obiektywnie cieplej, ale cieplej ze strachu, złości i obrzydzenia. Dobrze, że organizm Rity pamiętał jeszcze o tym, żeby produkować adrenalinę. Nawet jeśli dostanie tego cholernego zapalenia płuc to przynajmniej znowu ma szansę nie umrzeć w elfich ruinach.
Bała się, oczywiście, że się bała, ten widok pozwalał sobie wyobrazić najgorsze. No i nie była wiedźminem czy innym zabójcą potworów, nie miała pojęcia, co może odstraszyć tę maszkarę. Ostrożnie i bardzo cicho dobyła miecz - na wszelki wypadek. Nie sądziła jednak, że mają dużą szansę walczyć z tym czymś wręcz i wygrać. Wielkie bydle to było, no i jakoś tak... Z mackami z niecki było łatwiej, bo były mackami, a potwór na dole miał pazury i wielkie zębiska i Rita nie dawała im wielkich szans.
Will, to coś ma skórę i włosy, i wygląda jak bardzo źle zmutowany człowiek... - wyszeptała, krzywiąc się z obrzydzenia. - Myślisz, że moglibyśmy ją... to... podpalić? Twój samogon smakował tak, jakby był w stanie wywołać solidny pożar. - spojrzała na Willa pytająco i zaraz dodała. - Oczywiście, ja idę na pierwszy ogień. - ha, ha, ogień. - Wyleję zawartość na nią i wtedy twój ruch.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Uuu, to dość okrutne, podoba mi się - pokiwał głową Will z uznaniem - zwróć jednak uwagę na to, że stracimy źródło światła.

- Myślę, że to i tak mniej ryzykowne.

- Dobra jak uważasz - mężczyzna wyjął swą piersiówkę, popatrzył na nią z rozrzewnieniem i podał Ricie. Nie wyglądał na przejętego ryzykiem jakie podejmuje, za to Priscilla już tak. No bo należało podejść naprawdę, ale to naprawdę blisko do potwora, by go oblać. Nie wyglądało to na rozsądne, z drugiej strony czy rozsądek należał kiedykolwiek do licznych przymiotów Rity von Ayer?

 

Wybrała moment, kiedy potworna istota odwróciła się tyłem i schyliła się by żerować w obrzydliwym, śmierdzącym mule. Stąpała ostrożnie, krok po kroczku, zbliżając się z wyciągniętą piersiówką.

 

*Trzask*

 

Miała wrażenie, że jej nienadepnięcie na kruchą kość (ludzką? Czy to była ludzka kość?!) było słychać w samym Novigradzie. Bestia gwałtownie uniosła głowę i popatrzyła przed siebie, a Rita wstrzymała oddech. Ale nie odwróciła się, po chwili wróciła do żerowania, a szlachcianka mogła wypuścić powietrze. Skradała się jeszcze wolniej, krok po kroczku, omijając wszystkie potencjalnie zdradliwe miejsca. W końcu była na tyle blisko, że mogła z bliska przypatrzeć się groteskowej kobiecie. Widok i zapach stanowczo nie należały do najprzyjemniejszych, więc bez wahania chlusnęła zawartością piersiówki na plecy baby. Will tylko na to czekał, bez wahania rzucił pochodnią sprawiając, że potwór natychmiast zajął się ogniem.

 

Bestia zawyła straszliwie i okręciła się wokół własnej osi, prosto w kierunku Rity.

 



Walczymy!!!

Rita 5/6

Baba Wodna płonąca/x

Will trochę ranny/x

Priscilla trochę ranna i ze skręconym nadgarstkiem/x

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita czuła, że wiedźmińskie testy zdałaby perfekcyjnie. Jej życiorys wypełniał się kolejnymi potworami i, patrzcie tylko, jak pięknie sobie z nimi radziła! Może to był jakiś pomysł na życie? Wybijanie monstrów? W sumie, niewiele już Rita miała w swym życiu do stracenia.

Baba płonęła pięknie, choć było w tym coś smutnego, tak spłonąć w elfich ruinach, podpalonym przez szlachciankę i podejrzanego Cintryjczyka, którzy znaleźli się tutaj całkowicie przez przypadek. Żeby chociaż na takiego potwora ktoś jakieś zlecenie wystawił - to by była godna śmierć, a nie tak sobie przez przypadek zginąć. 

Na tym jednak kończyły się pokłady empatii Rity von Ayer. Wszak zaczęła się walka, a w walce trzeba było przede wszystkim myśleć o własnej skórze (to mogłaby być dobra lekcja dla Leo, musi to zapamiętać i mu powiedzieć, jak kiedyś go spotka i będzie chciał z nią rozmawiać!). Z myślą o własnej skórze Rita miała miecz w gotowości i gotowa była go użyć.

Tak też uczyniła, kiedy nadszedł odpowiedni moment. Celowała... w sumie nie bardzo miała to sprecyzowane. Starała się przede wszystkom trafić tak, żeby płomienie jej nie dosięgły. I udało się. Rita cięła potworzycę w rękę, a ta zawyła z bólu. 

Dobrze. Punkt dla niej. 

Może baba ucieknie? Powinna uciec. Przecież jest na straconej pozycyji.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Baba nie miała dokąd uciec, przejście dalej było zamknięte, a Priscilla i Will blokowali jedyne dostępne wyjście. W takiej sytuacji jak każde przerażone stworzenie zapędzone w kozi róg rzuciła się do ataku. Długie szpony wycelowała prosto w gardło Rity intuicyjnie celując w najsłabszy punkt. Szlachcianka się odchyliła, ale i tak poczuła piejący ból. Pazury rozorały jej skórę, na szczęście nie sięgając głębiej. Baba chciała zaatakować ponownie, ale bolesne uderzenie kamieniem rzuconym przez Priscille w jej głowę odwróciło jej uwagę. Tylko po to, by Will mógł zdradziecko zaatakować z boku, nagłym pchnięciem wbić sztych miecza między bark a głowę potwora.

 

Baba zawyła, a potem zaskomliła upadając na ziemię. Jazgot jaki wydawała nie był bardzo głośny, ale wżerał się w umysł. Nie czekając na polecenie mężczyzna się nachylił i skrócił jej cierpienia odrąbując łeb. Walka została wygrana,

 

Z miną pełną obrzydzenia Will wyciągnął z mułu pochodnię i podpalił ją o dogasające truchło. Przejście dalej było zamknięte, a w mechanizmie spustowym obok brakowało dźwigni. Na samym dole był jednak niewielki odpływ, z którego kapał szlam i unosił się trupi odór. Na upartego szczupłe osoby powinny dać radę się przecisnąć, co niestety wykluczało Willa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita musiała jednak zweryfikować swoje plany - na zabójcę potworów to się ona nie nadawała. Dobrze, że Will czynił honory, bo sama na pewno nie dałaby rady tej głowy odrąbać. Brrrr. To nie na jej nerwy było.

Rozejrzała się dookoła niezbyt zadowolona z takiego obrotu spraw. Tunel tunelem, ale bez Willa przecież iść nie mogą. Po pierwsze dlatego, że zostawić go samego wśród trupów i potworów, które mogą nadciągnąć, zwęszywszy świeżą krew, było bardzo niekoleżeńskie. Po drugie dlatego, że przecież bez niego sobie nie poradzą z otwarciem wrót więzienia. Nie mówiąc już o tym, że odpływ niespecjalnie zachęcał do jego eksploracji.
Will, nie poradzisz sobie z tymi drzwiami? - spytała z nadzieją, że jego umiejętności dotyczą też starych elfich drzwi z wyłamanymi dźwigniami. - My w tym czasie możemy poszukać dźwigni. Przecież nikt jej stąd raczej nie zabrał... chyba... No bo po co komu ona? Musiała odpaść i pewnie gdzieś się tutaj podziewa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Will sobie nie poradził. Napinał się, nadymał, próbował nawet uderzyć barkiem, ale na nic: kamienne drzwi były porządnej, elfiej roboty i ani myślały puścić. Niestety przeszukiwanie mułu w niecce też nie przyniosło rezultatu. Rita i Priscilla upaprały się niemożebnie na próżno.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

No dobrze, to pewnie przez ten stres umysł Rity nie działał tak jak powinien. Przecież widzieli dźwignię! Koło tych wcześniejszych drzwi. A dźwignia to dźwignia, musiała przecież pasować i do tych. No, w każdym razie, nic nie mieli do stracenia. Poinformowała więc towarzyszy, że zaraz wraca i niemal pędem rzuciła się do wyjścia, omijając co większe niespodzianki na swojej drodze. Na bogów, jak bardzo już chciała opuścić to miejsce.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dźwignia była tam gdzie Rita pamiętała i po krótkich machinacjach Willa udało się ją zamontować na miejsce wyłamanej. A potem wystarczyło pociągnąć i ta-dam!

 

Było jeszcze gorzej.

Smród ich zgiął w pół i zmusił do wymiotów całą trójkę, bez wyjątku.

Następne pomieszczenie pełne było trupów, świeżych, na wpół rozłożonych i totalnie przegniłych, a ich woń była obezwładniająca. Nad trupami, na wysokości dwóch metrów była drewniana rampa z opuszczoną drabinką, oświetlona pochodniami zatkniętymi w uchwyty przy zamkniętych drzwiach.

- Skurwiele, tak pozbywają się skazańców - Will wytarł usta, a potem nagłym ruchem wsadził swoją pochodnię w zwłoki i jednym ruchem zgarnął dziewczyny pod ścianę. Albowiem drzwi skrzypnęły i na rampie ktoś się pojawił.

- Momotek, Momotek lubi sobie wrzucać truposze w błotek - krępy, garbaty mężczyzna podśpiewując wesoło pchał przed sobą taczkę, na której leżały dwa ciała - Pani ładna elfka, hyc do błotka, i pan złodziej, uch ciężki pan złodziej, uchhh.. hyc do... błotka... uh...

Ciało okrutnie poranionej elki spadło tuż przy przy trójce włamywaczy, a Momotek się odwrócił by podnieść ciało grubego mężczyzny.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita przez moment chciała cofnąć się i wyjść tak jak tutaj weszli. Problemem co prawda mogło być opuszczenie studni, ale to, co się tutaj wyprawiało stanowczo nie było na jej nerwy. Stłumiła w sobie kolejny odruch wymiotny. Och, jakby było dobrze, gdyby tak Mamotek potknął się i wpadł do środka. Chętnie zgotowałaby mu ten sam los, jaki on gotuje tym biednym więźniom. To co im zrobili przed śmiercią to jedno, ale tak po prostu pozbywać się ciał? Każdy ma prawo do normalnego pochówku, na bogów! 
Miała nadzieję, że duchy tych biedactw będą nawiedzać Mamotka po wsze czasy, bo sama nic za bardzo zrobić nie mogła. Kusiło ją, owszem, żeby poudawać jakiegoś ducha i napędzić temu pożal-się-bogowie grabarzowi stracha, ale przypuszczała, że może się to skończyć wszczęciem alarmu albo innymi nieprzyjemnościami. Musiała więc, póki co, zacisnąć zęby (całkiem dosłownie!) i poczekać aż ten na górze zrobi swoje. No a potem stąd jakoś wyjdą. Jak najszybciej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zwłoki grubego mężczyzny też w końcu spadły na dół niestety nie pociągając za sobą Mamotka.

- No i fucha wykonana mamy wolne aż do rana! - ucieszył się mężczyzna i wesoło pogwizdując zwrócił taczką zamykając za sobą drzwi na klucz. Rita ze swymi towarzyszami poczekała jeszcze chwilę, aż kroki Mamotka się oddaliły i co rychlej ruszyli do drabinki chcąc opuścić ten przedsionek piekła,

- Cholera trzeba było sprzątnąć tego świra tutaj - stwierdził Will pomagając wejść Priscilli i odwracając się do drzwi ze swoim zestawem narzędzi - Zawsze lepiej wrogów likwidować pojedynczo, a nie w kupie.

Na szczęście nie musiał długo majstrować przy drzwiach, których stary zamek puścił szybko. Z ulgą opuścili trupiarnie i ruszyli dalej, ciemnym korytarzem, gdzie spod ich nóg z piskiem umykały szczury. Minęli kilka starych i dawno opuszczonych celi, by na samym końcu zobaczyć salę tortur z niezwykle wymyślnymi narzędziami udręki, świeżymi plamami krwi i ustawioną w kącie taczką.

- Skurwysyny - szepnęła przez zaciśnięte zęby Priscilla.

 

Wyjście z lochu wiodło przez spiralne schody prosto do góry skąd dochodził głosy i jaśniała lekka łuna światła. Will zakradł się po cichu na szybki rekonesans.

- Dwóch strażników i ten jełop, co przenosi zwłoki - przekazał dziewczynom chwilę później - Strażnicy są uzbrojeni i siedzą przy stole, a jełop się grzeje przy kominku. Nie ma szans by tam wejść z zaskoczenia, zauważą nas ledwie znajdziemy się na ich wysokości. Za to jakby zwabić ich na dół można by zabijać ich pojedynczo.

- Chyba, ze wezwą posiłki - stwierdziła bardka.

- Ano, potrzebny byłby dobry plan.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Zabijać pojedynczo.

Rita naprawdę nie planowała zabijania. Zwłaszcza więźiennych strażników. No, temu Mamotkowi przyłożyłaby porządnie, ale zabijanie... Znając jej szczęście ktoś szybko połączy zabijanie z ukrytymi w beczce ręcznikami i sama trafi do tego więzienia. Na pewno.

Nie zmieniało to jednak faktu, że trzeba było ich tutaj zwabić i jakoś... spacyfikować. Rozejrzała się jeszcze raz dookoła, potem spojrzała w górę, potem na spiralne schody...

- Po pierwsze, musimy mieć tu na dole przewagę, jakby jednak wszyscy zeszli. - zaczęła półszeptem. - Will, trzeba naciągnąć linę przy schodach, jak ktoś zejdzie niechybnie się potknie. To będzie punkt dla nas. Po drugie... - spojrzała na Priscillę nieco przepraszającym spojrzeniem. - Nie możemy tutaj zacząć krzyczeć, walczyć i robić głośnej burdy, bo ci na górze niechybnie wezwaliby strażników. Ale gdyby usłyszeli przejmujący, smutny kobiecy śpiew, tak piękny, jak tylko ty to potrafisz... Głupio byłoby krzyczeć po posiłki, no bo przecież, kto wzywa pomoc, bo słyszy śpiewającą kobietę? Może wysłaliby Mamotka, żeby zajrzał na dół, a my byśmy go wtedy weliminowali?

Myślała głośno, pospiesznie, no ale przecież nie krzyknie i nie powie, hej, panowie, schodźcie tutaj po kolei! No i miała nadzieję, że Priscilla nie poczuje się urażona, że Rita chce wykorzystać jej nieprzeciętny talent do takich podstępnych i niepoetyckich rzeczy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Priscilla nie poczuła się urażona, wręcz przeciwnie.

- Cudownie! Wreszcie do czegoś się przydam zamiast być tylko balastem!

Plan był całkiem niezły, więc nic tylko przystąpić do realizacji. Will rozwiesił linę, a potem ukrył się we wnęce koło schodów, tak że widziała go tylko Rita ukryta na przeciwko. Priscilla się cofnęła, odetchnęła i zaczęła śpiewać starą kołysankę:

 

Wiatr kołysze w locie ćmy

Wilki śpią mocno, że aż strach

I tylko ty nie śpisz duszko ma

Boisz się nocnic złych wietrzyc i zjaw

 

Głosy u góry na chwile zamilkły.

- Mamotek, idź sprawdź co to.

- ...

- Idże, ty przygłupie!

- Mamotek, nie idzie. Upiorek z błotka może dorwać Mamotka!

- Co za pierdolony jełop - jeden ze strażników westchnął i najwyraźniej wstał od stołu. Przez chwili słyszeli jego ciężkie kroku nad sobą, ale po chwili wszedł na schody.

- Jest tu kto? Co to za cholerstwo? Wyjdź, a zostaniesz potraktowany sprawiedliwie!

Mężczyzna był tak zaaferowany zlokalizowaniem śpiewającej, że nie zauważył liny i poleciał na zbity pysk. Huk był straszny, miecz i pochodnia wypadły strażnikowi z ręki, a on sam krzyknął z zaskoczenia i bólu. Will bez wahania wyskoczył, by uciszyć go raz na zawsze.

- Arnold? Co tam się kurwa stało?! - z góry dobiegł ich krzyk drugiego strażnika.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Ten moment, w którym plan się udawał zawsze w pierwszej chwili napawał Ritę zdumieniem. No bo to zawsze było trochę niemożliwe. Że się udało, znaczy. Oczywiście, Rita uważała, że jej się to należy i kolejne chwile upływały już pod znakiem samozadowolenia. Musiała się powstrzymać, żeby nie pisnąć ze szczęścia. To była, rzecz jasna, przede wszystkim zasługa Priscilli, która miała przepiękny głos i przeadekwatny repertuar, ale i tak, Rita była dumna.
Zabrała pochodnię, bo pochodnia zawsze się przyada i próbowała nie patrzeć, jak Will ucisza strażnika raz na zawsze. Jak nie patrzyła, to tak jakby nie była winna, prawda? Próbowała też sobie to wytłumaczyć tym, że przeszkadzanie Willowi w akcji zrobiłoby dużo za dużo hałasu. No cóż, ktoś ją kiedyś za to rozliczy na pewno, ale póki co Rita całkiem skutecznie zagłuszała swoje sumienie. 

W ramach dalszego zagłuszania kopnęła miecz, żeby nikt się przypadkiem o niego nie potknął. Ani nie podniósł, jeśli był wrogiem.

Na górze zostało dwóch. W tym jeden nieuzbrojony. Teraz mieli realne szanse nawet w bezpośrednim starciu. 
Poczekajmy jeszcze chwilę. Może ktoś zejdzie go szukać. A jak nie... to my tam wejdziemy. - odpowiedziała szepem i zwróciła się do Priscilli. - Byłaś przewspaniała!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Arnold do jasne cholery? Arnold?! Kurwa, złaź tam kretynie!

- Mamotek nie chce!

- Gówno mnie to obchodzi, ale już!

"Grabarz" krzyknął jakby właśnie zarobił kopniaka w zadek, a potem ruszył w kierunku schodów.

- H-Hallo? Jest tu kto? Hop, hop?

Szedł uzbrojony w drewnianą maczugę, którą pewnie trzymał oburącz.

- On tam leży i jest trupkiem - szepnął do strażnika, który był tuż za nim.

- Czyli to nie upiory kretynie, idźże.

Strażnik pchnął go znów, tak że chcąc nie chcąc Mamotek zlazł na dół. Rozejrzeć się już nie zdołał, bo zaraz wyskoczył na niego Will planując szybkie załatwienie sprawy i wyciszenie kolejnego przeciwnika. Tym razem mu się nie udało, Mamotek instynktownie zasłonił się maczugą i tym samym sparował cios. A potem sam przystąpił do ataku. Zamachnął się potężnie i walnął Willa w bok z takim impetem, że aż go odrzuciło. Nie upadł tylko dlatego, że zatrzymała go ściana.

 

Za Mamotkiem zaraz zeskoczył strażnik całkowicie przygotowany do walki. Szybko dostrzegł ukrytą we wnęce Ritę i to na nią ruszył z atakiem.

 


Rita 5/6

Strażnik zdrowy/x
Will ranny/x

Mamotem zdrowy/x
Priscilla trochę ranna i ze skręconym nadgarstkiem/x

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Nie mogło im iść przecież tak dobrze cały czas. Coś się w końcu musiało zepsuć, ale, ostatecznie, była ich trójka na dwójkę, żeby to naprawić. Rita więc wzięła się za strażnika. W pierwszym odruchu, zaskoczona, że ją dostrzegł, cisnęła w jego stronę pochodnię, odebraną pierwszemu nieszczęśnikowi. Potrzebowała dwóch rąk do walki. Tak czuła się lepiej. No, albo po prostu polubiła zabawy z ogniem, w końcu przy tamtej potworzycy nieźle im poszło. 

Mniejsza z tym.

Rita rzuciła pochodnią i mocniej chwyciła miecz, gotowa do ataku. Chciała ciąć w cokolwiek. Tylko, żeby go zabolało. No i miała nadzieję, że Will skutecznie zajmie się Mamotkiem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Strażnik zaklną i próbował odskoczyć od pochodni. Nie udało mu się, co prawda płonąca żagiew nie uczyniła mu większej krzywdy tylko opadła na ziemię, ale już rozproszyła rozkojarzyła i ułatwiła Ricie atak. Cięła szeroko, bez większego skupienia, tak by ciąć w cokolwiek i to był błąd. Strażnik gładko ją sparował i wyprowadził własny atak, na jej szczęście także chybiony. Mamotek i Will także walczyli: garbaty grabarz walił mocno na szczęście jego maczuga głównie młóciła powietrze, niestety po pierwszym uderzeniu Will obawiał się przeprowadzić śmielszy atak i tylko rozpraszał siłacza nie zadając mu żadnych ran.

- Ej brzydalu! - Priscilla rzuciła kamieniem w kierunku Mamotka, który jednak całkowicie ją zignorował.

 


Rita 5/6

Strażnik zdrowy/x
Will ranny/x

Mamotem zdrowy/x
Priscilla trochę ranna i ze skręconym nadgarstkiem/x

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

Rita von Ayer

 

Czy czas, żeby weryfikować swoje optymistyczne plany, co do tego, że walka pójdzie im bez problemu, już nastał? Rita powoli zaczynała wierzyć, że tak, skoro jej kolejne, tym razem zdecydowanie bardziej staranne i wycyrklowane cięcie znowu spektakularnie chybiło. Arystokratka tak łatwo w powodzenie walki jednak nie zamierzała przestać wierzyć, biorąc pod uwagę, że strażnikowi również się nie udało. Ha, oliwa zawsze sprawiedliwa! Jak to się mawiało na targu rybnym w Novigradzie.

Jeśli sądzisz, że ci się ze mną uda to się grubo myślisz. - warknęła walecznie, szykując się do kolejnego ataku. - Z gorszymi już walczyłam i szło mi niezgorzej nawet bez pomocy wampira.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Walka trwała i zapowiadała się na bardzo wyrównaną; wszyscy wokół siebie tańcowali jakby i nikt nie mógł uzyskać przewagi. W końcu Will zdecydował się na bardzo ryzykowny manewr: zrobił wypad do przodu chcąc trafić Mamotka za wszelką cenę. Trafił. Ale i maczuga brzydala z ciężkim łups upadła na lewe ramię mężczyzny. Bolesne okrzyki tej dwójki odbiły się od ścian.

Rita wiedziała, że też musi zmienić taktykę jeśli chce w końcu dopaść strażnika, zanurkowała pod jego ramieniem i cięła szeroko. Niemal doszło do nieszczęścia, kiedy potknęła się na rzuconym wcześniej przez Priscille kamieniu, ale utrzymała równowagę. Jej nagłe zachwianie się sprawiło, że strażnik zawahał się i na moment spuścił gardę. To jednak wystarczyło; Rita trafiła idealnie w punkt, tak jak uczył ją Bjorle.

Zadziwiające ile krwi ma w sobie tętnica szyjna, Jucha trysnęła obficie na szlachciankę, która widziała jak życie ucieka z przerażonych oczu strażnika. Przez chwilę się jeszcze miotał, próbował dłonią zatamować krwawienie, ale próżny trud: upadł z hukiem i wyzionął ducha u stóp Rity.

Priscilla rzuciła kolejnym kamieniem, tym razem trafiając Mamotka prosto w łeb.

- Poddaje się! Mamotek się poddaje! - zawył garbus wypuszczając maczugę i padając na kolana- Pomiłujcie!

Will splunął i przyłożył broń do jego szyi, jego ramię było nienaturalnie wygięte.

- Musi to obejrzeć medyk - Priscilla się zbliżyła starannie omijając wzrokiem trupa.

 



Rita 5/6
Strażnik martwy bo turlacz go nienawidzi/x
Will ranny i z skrzywdzonym ramieniem/x
Mamotem ranny/x
Priscilla trochę ranna i ze skręconym nadgarstkiem/x

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

Rita von Ayer

 

LAMBERT NIE MIAŁ RACJI!

Chyba tego nie krzyknęła na głos?

Nie no, na pewno nie krzyknęła, to tylko głos w jej głowie, bardzo słuszny głos zresztą, bo, do cholery, Lambert nie miał racji! Nie miał racji tak bardzo, że na pewno, na pewno mu o tym powie, jeśli jeszcze kiedyś się spotkają. 
No bo, mówił przecież, że z każdym kolejnym trupem na koncie jest łatwiej. Gówno prawda. Nie było łatwiej. Sam cios może i rzeczywiście przyszedł łatwiej, ale to nie dlatego, że nabrała doświadczenia, ale dlatego, że ze strażnikiem, w przeciwieństwie do zdradzieckiego elfa, walczyła. I na dodatek była to całkiem równa walka.
Ale to, co przyszło później... No jak się można do tego przyzwyczaić? Rita chętnie by nawet zwymiotowała, gdyby nie to, że jej żołądek był już całkiem pusty po wcześniejszych przebojach. Naprawdę, jeśli Lambert mógł się do tego przyzwyczaić to chyba dlatego, że stracił zmysł zapachu podczas tego całego zabijania albo całkowite poczucie estetyki (co nie było możliwe, bo przecież zainteresował się Ritą, co było dowodem na gust estetyczny jednak!).
W każdym razie: LAMBERT NIE MIAŁ RACJI!

Rita spojrzała na klęczącego Mamotka, wycierając zakrwawiony miecz o płaszcz. Nie widziała sensu, żeby go teraz chować - zaraz pewnie natrafią na kolejnych idiotów, którzy będą chcieli stracić głowy. - Macie tam na górze jakąś apteczkę, bandaże, cokolwiek? - spytała ostatniego ostałego przy życiu strażnika. - Will, chyba musimy ci to nastawić, bo o medyka nie będzie teraz łatwo. - spojrzała na jego rękę sceptycznie. Nie znała się na nastawianiu, ale przecież to musiało go boleć jak cholera, bo jak cholera wyglądało. Przez moment chciała go nawet przeprosić, jego i Priscillę, że ich w to wszystko wpakowała, że brodzą wśród trupów, smrodu i krwi przez nią, ale ostatecznie stwierdziła, że na przepraszanie przyjdzie jeszcze czas. Chyba.
- Słuchaj, Mamotek, cieszymy się, że się poddajesz, ale coś musimy mieć z oszczędzenia ci życia. Teraz wyjątkowo cenne wydają nam się informacje. O, na przykład takie jak: co byś zrobił, gdybyś chciał dostać się do lochów niezauważony?  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz