Nadia

Rybka zwana Ritą (Nadia)

217 postów w tym temacie

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita podeszła do celi, zastanawiając się na cholerę to robi i dlaczego właśnie w takim momencie znajduje w sobie pokłady empatii. Nie znalazła odpowiedzi na te pytania, ale była przekonana, że jeżeli nie zajrzy za kraty to to będzie jakieś złe, niedobre i w ogóle nieodpowiednie. Zresztą, skoro więzili tego niziołka tak blisko dołu śmierci to pewnie był pierwszy w kolejce do zajęcia miejsca w taczce Mamotka.
Nie to, że Rita nagle chciała naprawiać całe zło świata, ale, do cholery, ci ludzie i nieludzie w większości przecież nic złego nie robili. Ostatecznie, Jaskier nie zrobił. Prawie. Trochę.
Hej... - zaczęła niezbyt poradnie, ale skoro już zaczęła, to trzeba było kontynuować. - Potrzebujesz czegoś?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Niziołek tylko jęknął w odpowiedzi, Rita nie była pewna czy w ogóle ją widzi, za to zauważył ją ktoś w kolejnej celi.

- Kto tam? - mężczyzna, który zapytał z nilfgaardzkim akcentem był w dość niezłym stanie, chudy i zabiedzony, ale nie pobity - Kim jesteś?

- Ktoś tam jest? - starsza kobieta z dziwnie wykręconą ręką także podniosła się z siennika w celi na przeciwko.

- Bloede Dh'oine tu się śpi - elfka z opatrunkiem na zasłaniającym pół twarzy wyglądała na wściekłą - Cáelm!

To już przyciągnęła resztę uwięzionych, przynajmniej tych co mogli stać. Szybko z ich strony zaczęły się pytania i okrzyki, z których jedno miało znaczenie:

- Rita? To ty? - to był Jaskier, w celi położonej niedaleko otwartych drzwi, za których też dobiegł hałas:

- Co tam się znowu dzieje? Wyjdź i zobacz.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Jaskier!
Nie wierzyła. Mimo wszystko nie wierzyła, że go odnajdą. I do tego żywego i mówiącego. Za dużo rzeczy dzisiaj poszło nie tak, żeby wierzyła. No, ale to był Jaskier. Miała ochotę mu odkrzyknąć, że tak, że to rzeczywiście Rita, że przyszła mu dać w twarz, ale mimo wszystko cieszy się, że żyje.
No, ale więzienie, jak to więzienie, było strzeżone i Rita ze wszelkimi swoimi okrzykami musiała poczekać. Jeszcze chwilę. 
Wycofała się powoli za drzwi i, na bogów, bardzo starała się zrobić to bezszelestnie.
Może strażnik nie będzie drążył tematu i sobie pójdzie jak zobaczy, że jej tam nie ma. A nawet jak nie pójdzie, to większą szansę będą mieli, jeśli zaatakują go z zaskoczenia. 

Tak, Rita planowała ukryć się za drzwiami, którymi tutaj weszła i czekać na rozwój wypadków.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Ej wracaj tu!

- Kim była ta dziewczyna?

- Jaskier znasz ją?

- Bloede Dh'oine!

 

- Co do diaska? - ten głos był inny, władczy - Co tu się dzieje?

- A nic takiego panie władzo. Ktoś coś krzyknął i cień zatańczył na ścianie i...

- Zamknij się Jaskier - warknął strażnik - Arnold! Arnold!

Więźniowie zamilkli czekając z zapartym tchem na to co się wydarzy.

- Ale jesteśmy w dupie - szepnął Will, a Priscilla pobladła.

Więcej strażnika na korytarzu nie było słychać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Rita spojrzała na Willa i była w tym spojrzeniu absolutna panika. Kiedyś trzeba było spanikować i teraz nadszedł na to czas. I wtedy właśnie, oddając się uczuciu "na-bogów-co-teraz-to-koniec-koniec-całkowity" Rita zdała sobie sprawę, że zwaliła sprawę po całości.
Jasne, na dole nie było zbyt przyjemnie a i na trupy nie miała ochoty patrzeć, ale żeby ich nie przeszukać? Żeby nie pomyśleć o tym, że mogą mieć klucze do celi? Żeby tak koncertowo spartolić sprawę?

Cóż. Nie miała na szczęście możliwości (ani też ochoty, ale to było w tej sytuacji mniej istotne), żeby się samobiczować w myślach. Spojrzała na bladą Priscillę i wyszeptała absolutnie poważnie. - Priscillo... Na dole... trzeba ich przeszukać. Mogą mieć klucze do cel. My z Willem zajmiemy się tym, co tu się wydarzy, prawda?

Wróciła spojrzeniem do Willa czekając na to, że nie tylko potwierdzi jej słowa, ale i doda otuchy. Co prawda nie za dodawanie otuchy mu płaciły, ale na bogów, Rita nigdy tego aż tak nie potrzebowała jak teraz!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Nie przeszukałyście ich? - Will stanowczo daleki był od dodawania otuchy.

- Ty też tego nie zrobiłeś! - słusznie zauważyła Priscilla.

- Bo mam zmiażdżony bark kobieto - warknął Will - Nie wiem jak mogłyście do tego dopuścić.

Bardka już nie odpowiedziała co rychlej schodząc na dół i biorąc się za przeszukiwanie..

- Po cholerę tam wychodziłaś - ciągle warcząc mężczyzna przeniósł uwagę na Ritę - Teraz oni ściągnął siły, szlag. Dobra musimy być rozsądni; i tak musielibyśmy się z nimi wszystkimi rozprawić, teraz po prostu będzie więcej przeciwników na raz. Jakie mamy opcje - rozejrzał się po pomieszczeniu - Możemy się zabarykadować tutaj, ale wcześniej czy później wezmą nas szturmem, poza tym będą mieli czas by ściągnąć posiłki z miasta. Tudzież możemy my przeprowadzić szturm na nich i liczyć na to, że uda nam się wydostać na zewnątrz.

- Mam klucze! - Priscilla wróciła dumnie dzierżąc pęk kilkunastu kluczy w dłoni.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

No mógłby być delikatniejszy! Wszak była kobietą - dobrze wychowaną i równie dobrze urodzoną, wrażliwą, cierpiącą i przeżywającą, i z posagiem! To, że od czasu do czasu zrobiła coś nie tak, to przecież nie uprawniało do krzyczenia, wściekłości i innych takich. 

- Do cholery, przecież wiem, że spieprzyłam! - warknęła, ale przecież ona warczeć mogła. Wszak była kobietą. - Czy możemy suszenie głowy zostawić na inny moment? Na przykład jak już przeżyjemy? Będziesz sobie mógł wtedy niekulturalnie warczeć do woli, aż ci się gardło zedrze. 

Rita stwierdziła, że to nie była riposta z kategorii ripost, których się nie zapomina, ale na inną nie miała czasu. Tym bardziej, że Priscilla wróciła z bądź co bądź dobrą wiadomością.

Świetnie. Więc druga opcja. - odpowiedziała całkiem poważnie. - Uwalniamy kogo się da, po drodze szukamy broni dla tych, którzy mogą ją trzymać i szturmujemy.

Starała się brzmieć na przekonaną, ale prawda była taka, że jedyne, co w życiu szturmowała to okno własnego pokoju. Zazwyczaj natarcia kończyły się sukcesem, więc była to jakaś perspektywa. Czekać nie zamierzała. Czekanie doprowdzało Ritę do obłędu. A czekanie na śmierć to w ogóle nie była przyjemna sprawa. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Ta, to ma szanse powodzenia - parsknął Will wstając i chwytając miecz - Mniej więcej jakieś piętnaście procent.

- Chcemy uwalniać wszystkich? -spytała Priscilla - Tam mogą być mordercy i tego typu szumowiny.

- A jak chcesz ich weryfikować? Nie mamy wyjścia. Dobra skocz no jeszcze po miecz tamtego strażnika i maczugę tego garbatego debila. Zawsze to bronie.

Wziął od niej klucze i połowę zdjął z kółka, które wręczył Ricie.

- Nie zdążymy dopasować kluczy i uwolnić wszystkich, staraj się wybierać tych mających wartość bojową.

Nie czekając na nic więcej wyszedł na korytarz, w którym aż huczało. Większość więźniów była przy drzwiach i krzyczała, przeklinała i gwizdała na nich. Will zdawał się nie zwracać na nich uwagi od razu idąc do cel po lewej stronie, przy czym minął błagającą go starszą kobietę i zaczął szukać klucza do celi elfki.

 

Po prawej stronie, stronie Rity, byli w celach osadzeni kolejno: nieprzytomny niziołek, mężczyzna z nifgaardzkim akcentem, chudy chłopak, wyglądający najwyżej na piętnaście lat, okropnie potargana elfka, jeszcze bardziej potargana elfka siedząca na podłodze i zanosząca się obłąkańczym śmiechem, krępy krasnolud pozbawiony jednego oka, skatowana, ale przytomna kobieta przykuta dodatkowo do ściany no i na samym końcu Jaskier. Większość z nich prosiła i błagała, by to im właśnie otworzyć kraty.

 

Drzwi na końcu korytarza pozostały zamknięte, ale Rita słyszała wyraźnie szczęk zbroi szykujących się strażników

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Trudno było orzec czy Jaskier miał jakąkolwiek siłę bojową. Pewnie mógł przywalić pożądnie lutnią, ale teraz lutni nie miał. Z drugiej strony, nawet gdyby miał to Rita wątpiła, że byłby w stanie rozbić ją o głowę jakiegoś strażnika. Przypuszczała, że raczej byłoby mu żal. Lutni, oczywiście, nie głowy strażnika.

Ostatecznie jednak Jaskier chwalił się, że podróżował z wiedźminem, więc coś tam pewnie umiał. I chociaż Rita ciągle nie była przekonana, że bard spełnia wymóg Willa odnośnie bycia przydatnym w walce, to jednak, do cholery, po niego tutaj przyszli! Zostawianie tego na później byłoby... no byłoby kuriozalne.

Dlatego też Rita dzierżąc swoją część pęku kluczy w dłoniach bez zastanowienia podbiegła do celi Jaskra. I od tego momentu wszystko zaczęło się sypać.

Przy pierwszym kluczu w sumie nie miała jeszcze reflesji, że coś może pójść nie tak. Przy drugim przeklnęła szpetnie, ale cicho. Przy trzecim Jaskier mógł już usłyszeć soczyste pomosty do nieba, a dalej lepiej nie było.

Na bogów! Nawet Priscilla zdążyła już wrócić z orężem strażników, a ona dalej mocowała się z tym cholernym zamkiem, próbując zapamiętać, których kluczy już użyła.

Pięć, sześć, siedem...

To jakaś kpina!

Dopiero przy ostatniej próbie zamek szczęknął w ten charakterystyczny sposób, a Jaskier był wolny. Przynajmniej chwilowo.

- Weź klucz i próbuj ich po kolei otwierać. - podała Jaskrowi jeden z ośmiu kluczy. - I, błagam, nie dziękuj mi za ocalenie. Nie tylko dlatego, że średnie to ocalenie skoro szykuje się na nas banda strażników, ale dlatego, że gdyby nie ta banda to dałabym ci w twarz! Jak mogłeś... - przerwała czując, że za dużo eneregii jej na to wszystko pójdzie. - Priscillo, weź jeden z kluczy Willa i też próbuj. Nie mamy wyboru.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rita! Nie ten, tamten! Tamten też nie? To, może jednak ten? Pośpiesz się błagam!

 

Bloede Aenyeweddien...

Pssst! Weź mnie!

Do stu tysięcy diabłów!

Wypuść mnie! Pomogę...

 

Jestem niewinny!

Wypuść mnie!

Oooh...

Te ślicznotko, wiesz co ci mogę pokazać jak mnie uwolnisz?

Uwolnij mnie, ale już!

...

Błagam! Nie zostawiajcie mnie!

 

 

 

Chaos był coraz większy i Rita przestawała słyszeć własne myśli. Gdzieś kątem oka zaobserwowała, że Willowi ciut szybciej niż jej udało się uwolnić elfkę, która natychmiast objęła go za szyję i szeptała coś do ucha. Przerwali, gdy podeszła do nich Priscilla. Will natychmiast zabrał jej miecz i wręczył uwolnionej kobiecie, która zmiarkowała kilka ciosów. Wyglądała na taką co wie co robi, ale w sumie nic dziwnego; elfki od małego uczone były walki.

Nie było czasu na zastanawianie się, Rita doskoczyła do kolejnej klatki tym razem wybierając na cel krasnoluda, którego mocne ramiona i duże ręce wskazywały na nielichą krzepę.

- Szybciej dziewczyno, pośpiesz się, no no..

Poganiał ją, co wcale nie pomagało. Pierwszy klucz, drugi klucz, trzeci, czwarty, piąty i dopiero ostatni pasował. Chyba nie można było mieć większego pecha...

- Kurwa mać! Nie mam tego klucza! Rita dawaj swoje! - Will bezceremonialnie wyrwał jej pęk z dłoni i wrócił do celi, gdzie z krzywą miną patrzył na niego typ z zakazaną gęba. Po uwolnieniu tylko się skrzywił, splunął i wyciągnął rękę po maczugę Mamotka.

- Ha pasuje! - ucieszył się Jaskier otwierając drzwi do celi, w której siedziała potargana elfka, nie wyglądająca na do końca zdrową na umyśle, która jakby na potwierdzenie tych słów wybuchła histerycznym śmiechem.  Priscilla ciągle szukała swojego zamka nerwowo przechodząc od jednej celi do drugiej, w końcu jej się udało i uwolniła mężczyznę z nilfgaardzkim akcentem.

 

Rita szybko skoczyła do celi nastoletniego chłopaka jemu chcąc pomóc w następnej kolejności, ale już nie zdążyła. Drzwi na końcu korytarza otworzyły się i jeden ze strażników zamachnął się i rzucił czymś. Coś poturlało się na środek i wybuchnęło białym dymem natychmiast spowijającym wszystko, wywołującym kaszel i ograniczającym widzenie  do kilku metrów.

- Bloede Dh'oine! A d'yaebl aep arse! - to była ta elfka, Rita widziała jej niewyraźną sylwetkę jak rzuciła się do przodu na strażnika.

- Corylea! - Will rzucił się za nią.

- Priscilla! Gdzie jesteś! - to był Jaskier, wydarł się tuż obok ucha Rity.

- Jaskier! Pomóż mi! - głos bardki dobiegał gdzieś z prawej strony.

Hahahahahahahaha!

Nie zostawiajcie nas!

*Khe, khe*

Ratunku!!!

Jestem niewinny!

*Khe, khe*

Błagam!

*Khe, khe*

- Nie mogą zamknąć drzwi! - to był bas krasnoluda, który trącił szlachciankę biegnąc przed siebie. Rita nie widziała prawie nic, ale gdzieś z przodu jaśniało światło, przy którym kłębiły się jakieś sylwetki. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Jak oni mogli! Narazili więźniów! Wszystkich narazili! Znaczy, Rita wiedziała, że o to im chodzi, ale na bogów, dlaczego tak nagle! 

Tak bardzo chciała im pomóc, przecież zostawić ich tutaj to było jak... No nie powinno się tak robić.

Stała przy celi tego biednego chłopaczka, ale w tym dymie nie miałaby szans dostrzec zamka. Kurwa!

- Słuchaj... khem... rzucam ci klucze. Jak się tu uspokoi spróbuj się otworzyć! - trudno było mówić w tym dymie. - A potem innych! - starała się wrzucić swój pęk kluczy przez kraty. Oby któryś pasował!

 

- Pris! Idź w stronę światła! - Rita miała nadzieję, że bardka również to światło widzi. Sama, ściskając miecz jak najbliżej siebie, tak, żeby nikt się na niego nieopatrznie nie nadział, ruszyła przed siebie w stronę upragnionego wyjścia.

 

Cholernie potrzebowała powietrza.

Edytowane przez Nadia

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie widziała już nic poza światełkiem migoczącym ledwo ledwo. Jak to było? Nie idź w kierunku światła, bo pewnie mglak cię kusi na manowce? Takie rzeczy kładła Ricie do głowy niańka, która zajmowała się młodymi Ayerami lata temu.

 

Ale teraz nie miała wyboru, światło to było życie, to był brak gryzącego gardła i szczypiących oczu. Światło to by walka. Kiedy podeszła bliżej czuła zapach niemytych od jakiegoś czasu ciał, czuła ich ciepło i czuła wolę walki by wydostać się na zewnątrz, zza drzwi, które ktoś rozpaczliwie próbował zamknąć.

Coś głucho łupało, to chyba dryblas maczugą uderzał w drzwi, obok sapał krasnolud kombinując coś przy zawiasach. Will wsadził swój miecz między futrynę, a Corylea klęła w Starszej Mowie i dźgała strażnika.

 

*JEBS*

 

Coś rąbnęło. Rita nie miała czasu zastanawiać się co bo poleciała, prosto na duże skupisko ciał, które wywaliło drzwi.

- Przebili się! Alarm!

Było ich trzech. Trzech strażników, którzy rzucili się na nich z obnażonymi broniami. Ale z prawej strony, ze schodów już zbiegali następni, w tym jeden wyposażony w łuk.

- W lewo! Na górę! - wydarł się Nilfgaardczyk - Tam jest dziedziniec!

Kiedy Ricie udało się pozbierać zobaczyła, że nikt nie nadział się na sojuszniczy miecz, co było dobrą wiadomością. Przygnietli za to dwóch strażników, co do czego można było już mieć stosunek ambiwalentny.

 

Elfka zwinnie jak wiewiorka rzuciła się we wskazanym kierunku, a zaraz za nią ruszył Nilfgaardczyk. Will walczył z trzema strażnikami ramię z ramię z dryblasem, który niezgrabnie wywijał maczugą.

Krasnolud postawił jedną nogę na stopniu, gdy nagle strzała przeszyła mu krtań. Zakrztusił się, parsknął juchą i upadł tworząc dodatkową blokadę przy wyjściu. Łucznik sięgał po kolejną strzałę.

- Rita! - to był Jaskier gdzieś zza pleców. Razem z Priscillą ciągnęli elfkę wyglądającą na szaloną, która nie przestawała się śmiać.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Szlag!

Rita nauczyła się już dzisiaj omijać trupy, tak, aby nie na patrzeć się na nie za bardzo, ale szkoda jej było tego krasnoluda. Zginąć tuż po wyjściu z klatki. O, ironio!

Zostawcie ją! - Rita krzyknęła w stronę Priscilli i Jaskra. - Strzelają z łuku! Biegnijcie w lewo!

 

Musieli się stąd wydostać. Ale musieli się wydostać z Willem. W końcu ryzykował mnóstwo, żeby im pomóc. Rita nie pozostawała na to obojętna, nawet, jeśli w niektórych kręgach uchodziła za absolutną egoistkę.

Rzuciła się więc z mieczem na pomoc mężczyźnie. I modliła się w duchu do wszystkich bóstw, żeby strzały oszczędziły ich krtanie.

Ruszyła w stronę jednego ze strażników z nadzieją, że zada mu cios tak celny jak nigdy! I, że będą mieli szansę spacyfikować ich tak szybko, żeby uniknąć tych cholernych strzał. No a potem ruszą w lewo, w stronę zachodzącego słońca, znaczy, dziedzińca.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

 

- Ona ma rację, Pris! - Jaskier puścił ramię elfki i chwycił bardkę - Chodź!

Priscilla uległa. Nie miała ochoty, to było widać, ale w końcu ustąpiła. Puściła szaloną dziewczynę, która śmiejąc się chwyciła ją za rękę.

 

Szast, prast, z ciemności pazur! Szast, prast, z ciemności kieł!

Dziecię nocy stłamsi pieśń słowika pośród złowieszczych mgieł!

 

Jej śmiech zabrzmiał straszni, ale Jaskier już nie słuchał; pociągnął Pris na schody skąd też dobiegł szczęk żelaza. Elka zaczęła tańczyć w jakimś dziwnym amoku, a obok niej przebiegł chłopak, któremu Rita rzuciła klucze. Za nim nikogo nie było, więc najwyraźniej miał on gdzieś ratowanie pozostałych.

 

Rita, Will i dryblas walczyli z trzema strażnikami, za którymi pojawiali się następni. To nie była ładna walka, było tłoczno, brak miejsca na pracę nóg, na eleganckie uniki i parady. Bardziej przypominało machanie cepem po prawdzie, dlatego Rita nie siliła się na eleganckie finty tylko gdy zobaczyła okazję cięła. Szeroko, mocno. Strażnik zachwiał się i runął jej pod nogi.  Dryblas też sobie radził; maczugą uderzył w bok strażnika eliminując go z walki. Co z tego skoro na ich miejsce zaraz zjawiło się dwóch następnych?

- Cofajcie się! - Will pierwszy zrobił krok wstecz. To był jedyny pomysł: uciec na schody, dalej na dziedziniec, stamtąd na ulicę i rozpierzchnąć się w pośpiechu - Szyb...

Przerwał gwałtownie odrzucony do tyłu. Nie przewrócił się jednak, a ze zdziwieniem popatrzył na strzałę wystającą mu z piersi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita von Ayer

 

Will! - to dziwnie, że zawsze krzyczy się najpierw imię. Przecież ranny wie, jak się nazywa. Dużo sensowniej byłoby na przykład krzyknąć jakąś poradę medyczną. Ot, tylko nie wyjmuj tej strzały, bo teraz działa jak korek, a jak ją wyjmiesz wykrwawisz się na śmierć. Ale nie, najpierw krzyczy się imię, jakby miało cofnąć to, co się stało. Takie bezsensowne zaklinanie rzeczywistości.

Will! 

Ale Rita bardzo chciała zaklinać rzeczywistość. Bardzo chciała, żeby to, co się stało, wcale się nie stało. 

Zbliżyła się do Willa, trzymając miecz w gotowości, tak, aby żaden ze strażników nie zbliżył się pierwszy. - Uciekajmy. Zajmiemy się tym. Będzie dobrze. - wyrzuciła z siebie najszybciej jak potrafiła. Złapała za dłoń Willa i pociągnęła go w stronę wyjścia delikatnie, tak, żeby wyrwać go z szoku, ale, żeby szok nie zamienił się w panikę. 

Tak, wycofać się. Uciec. To było rozsądne. To musieli zrobić. I to właśnie próbowała zrobić Rita asekurując Willa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wycofać się, uciec, łatwiej było powiedzieć niż zrobić. Will stawiał co prawda kroki, ale walczyć już nie dawał rady co sprawiło, że podtrzymująca go Rita musiała machać mieczem za dwóch, a przecież strażników ciągle przybywało i przybywało. Sytuacja stawała się naprawdę ciężka, w porywach do beznadziejnej.

Łucznik szybko wybrał kolejny cel, tak jak go uczyli na szkoleniach: strzelaj w osobę, która najwięcej krzyczy. Wycelował w Ritę, przyłożył się. Wiedział, że trafi, miał ją jak na widelcu... Dopóki jakiś biegnący debil nie trącił go w ramię i pocisk nie przeleciał na minimetry od głowy dziewczyny.

- Kurwa mać! - zaklął szpetnie strażnik.

- Kurwa mać... - szepnął słabym głosem Will.

 

 Pacynka, pacynka na sznureczku!

Wiruj, wiruj pacynko w ślepej złości tak długo jak będą chciały tego losu kości!

 

Szalona wieszczka wirowała wokół cofającej się trójki przeszkadzając, plącząc się pod nogami i nie odrywając wzroku od Rity. Ale byli już przy schodach, teraz wystarczyło wkroczyć na nie i uciec, najlepiej tak by spowolnić ludzi idących ich śladem. Dryblas nie wahał się długo; chwycił za ramię elfkę i brutalnie pchnął na strażników tarasując im przejście. Chwycił Willa z drugiej strony i ruszył ku wyjściu.

 

Świtało. Mroźne, zimowe powietrze było cudowne. Wdzierało się do płuc, kłuło w policzki i było absolutnie cudowne.

- Will! - Corylea podniosła głowę znad strażnika, którego właśnie uśmierciła i rzuciła się w kierunku nowo przybyłych.

Na dziedzińcu było pięć trupów, uśmierconych przez nią i Nilfgaardczyka wyposażonego w zdobyczny miecz. Priscilla i Jaskier znaleźli boczne wyjście przy głównej bramie, a uwolnionego chłopaczka już nigdzie nie było widać.

- W życiu nie dobiegniemy do koni - jęknęła bardka.

- Mam znajomą, która mieszka niedaleko! - odezwał się Jaskier przejmując od Rity Willa - to medyczka!

Na podjęcie decyzji zostały ułamki sekund. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ay17xbU.jpg

 

Rita on Ayer

 

Rita normalnie podeszła by do pomysłów Jaskra z dużo większą rezerwą, ale, na bogów, potrzebowali medyczki i w ogóle jakiegoś planu ucieczki. - Biegniemy! Wy jesteście wolni - róbcie ze swoim życiem, co chcecie, tylko je przeżyjcie. - stwierdziła całkiem nerwowo i całkiem sentencyjnie, zwracając się do byłych więźniów.

Żeby tylko medyczka była w domu. I, żeby ich wpuściła. I, żeby to piekło już się skończyło!

Może ci jednak pomogę z Willem? - zwróciła się do Jaskra, stwierdzając, że tak chyba pójdzie im szybciej. Ręce jej się trzęsły. Nogi jej się trzęsły. Cała się trzęsła. To było najgorsze! Być tak blisko i tak daleko jednocześnie. Na bogów!

Rita pomyślała o tej nieszczęsnej wieszczce.

Nie była pacynką. I na pewno żadne kości nie decydowały o jej sukcesach! Sama ustalała swój los! I teraz ustaliła, że udadzą się do medyczki! I, że medyczka będzie w domu! I, że im pomoże! Kij ci w oko, przeznaczenie! Ja jestem Ritą i ja ustalam!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz