156 postów w tym temacie

7bXS2rc.jpg

Jorus Mało Dyskretny Barbarzyńca

 

Jorus może i najbardziej rozgarnięty nie był, ale nawet on jasno widział, że ta kura normalna nie była. Przede wszystkim to jak odpowiadała – wydawała się dużo bardziej rozgarnięta niż inne zwierzęta, wobec których w przeszłości miał okazję użyć swojej zdolności. No i także jemu nie umknął fakt, że kura wspominała, że brała udział w wydarzeniach sprzed 30 lat. Kury nie żyły tak długo. Ale też zwierzęta nie umiały raczej zmyślać. Mogło im się coś wydawać – stąd i pies szczeka w nocy na byle hałas, przekonany, że to złodziej czy inne zagrożenie – ale Jorus nie miał doświadczenia z takim, które by tak ubarwiało rzeczywistość. Chociaż z drugiej strony to była pierwsza kura, z którą gadał.

Niemniej póki co sam nie drążył i przekazał dalsze pytania Larson, przy czym do tego ostatniego o moce dodał kilka słów wyjaśnienia, bo nie wiedział czy Starucha ogarnie takie pojęcia jak „magiczne moce”. W sumie ciekawe czy kura ogarnia co to magia.

- Chodzi o to czy możesz nam powiedzieć czy umiesz robić coś, czego inne kury nie potrafią. Bo, że masz śliczne pióra i bardzo mądra jesteś to już wiemy. Ale nie wiem… jednym dziobnięciem umiesz odrąbać głowę komuś może? – zasugerował skalę o jaką mu chodziło, choć przykład był oczywiście absurdalny. Kura z migłbystalnym dziobem, to by było dopiero! Jak bardzo pokręcone w głowie musiałby mieć jakiś byt by stworzyć coś takiego?

Z mocą jednak czy nie, jeśli faktycznie biegała kiedyś za Maruderami, to ciekawe czy będzie później chętna do opowiedzenia o tym? Czy kury umieją opowiadać historie? Warto było sprawdzić. To by było jak opowieść z pierwszej ręki… Eeee… Pazura? Skrzydła? Nieważne.

Tak czy inaczej w międzyczasie rozmowa zeszłą na temat pradawnych i Jorus dał tu popisać się pozostałej dwójce. Oni lepiej wszystko potrafili opowiadać. Chociaż jak już skończyli, to zwrócił uwagę, że pominęli oboje jeden istotny szczegół.

- A tak w ogóle to ci Pradawni przypominają trochę z wyglądu waszych bogów – szepnął do Aenghusa, pochylając się ku niemu by ewentualni podsłuchiwacze nie słyszeli. W końcu tematy około religijne mieli zostawić w spokoju. – Ten Shibboleth to taki czarny lew praktycznie tylko wyprostowany jak człowiek chodzi. Macie tu lwy? Zresztą nieważne bo tak jak mówię, podobny do tych waszych bogów. Trochę z nim nawet piliśmy i gadaliśmy w noc przed samą wyprawą. Bardzo sympatyczny – stwierdził. Mimowolnie przypomniał sobie rozmowy z Shibem i to co tamten mówił o rozwiązłości swej rasy. Jorusa korciło by zapytać czy tutejsza trójca bogów też posuwa się we wszystkich dostępnych konfiguracjach, ale w końcu nawet on uznał, że nie jest to odpowiednie pytanie. Larson by nie aprobowała, zdecydowanie. Plus znowu - miało nie być gadania o religii.

- No ale tak... skoro kurę mamy to jak możemy dołączyć do tego Polowania na Róg jak byśmy chcieli? - zapytał Aenghusa. - Wyprawa do niedostępnego Oka Świata i poszukiwanie słynnego artefaktu by spotkać się z bogami to brzmi jak coś ciekawego, prawda, Starucho? - zerknął na kurę.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Młody loup zajęczał głośno, gdy Arlen oderwała ręcznik od rany, budząc tym samym nagły ruch ze strony swej matki, lecz Henry przytrzymał ją w miejscu, nie pozwalając przeszkadzać kapłance. Modlitwa wypełniła Arlen mocą, pozwalając jej zaleczyć paskudną ranę. Na oczach wszystkich ta zabliźniła się, a sam młodzik zadrżał i pojękując cicho otworzył powoli oczy.

- Cccooo… Mama…? – wykrztusił z siebie tylko tyle, gdyż zaraz zniknął w ramionach Ginevre. Kobieta tuliła go do siebie, szlochając cicho.

- Bogom niech będą dzięki… - wymamrotała, przyciskając syna do piersi. – Dziękuję… tobie – podniosła spojrzenie zapłakanych oczu na kapłankę. – Dziękuję… Gdybyś się nie zjawiła, mój… mój… - i znów zaniosła się płaczem. Henry położył jej dłoń na ramieniu.

- Już wszystko w porządku, siostro – pocieszył ją. Choć wyglądał na twardego faceta, wyraźnie było widać, że jest również mocno wstrząśnięty tym, co przed chwilą się wydarzyło. – Ja również ci dziękuję – rzekł do Arlen. – Obiecuję, że nikomu nie wspomnę o tym bez twojej woli, ale… muszę wiedzieć. Jak to zrobiłaś? Słyszałem, że na świecie jest wiele cudów, ale tak szybkie leczenie ran… Tego się nie spodziewałem – przyznał szczerze.

 

- Ktoś mi kiedyś mówił, że umiem – zagdakała kura w języku zrozumiałym wyłącznie dla barbarzyńcy. – Ale ja nie wiem. Robię to, co muszę i co chcę – dodała. Słabe wyjaśnienie, prawda? Lecz właściwie czego można się było spodziewać po kurze? – I tak, umiem odrąbać głowę dziobem. Owadom na przykład – jakby na znak potwierdzenia uderzyła dwa razy dziobem w podłogę.

Reszta tymczasem przysłuchiwała się opowieściom o Pradawnych. Aenghus nie wyglądał na specjalnie ukontentowanego słowami Larson czy Aramila – najwyraźniej oczekiwał czegoś więcej. Tego, co dał mu dopiero Jorus. Wzmianka o bogach poruszyła wszystkich. Rozległy się nerwowe szepty i coraz więcej spojrzeń powędrowało w stronę ich stolika.

- Nie wiem, czym jest ten lew, o którym mówisz – przyznał Aenghus, pociągając łyk rumu z kubka. – Ale że podobni do naszych bogów, powiadasz? Ha! To się Chlodvig ucieszy! – zaśmiał się. – Najpierw święty drób, teraz bogowie chodzący wśród śmiertelnych. Widać wasze ziemie muszą być jakimś rajem. Może wyście jakimiś ich sługami, co? – loup szturchnął łokciem Jorusa. – Albo i kompanami, skoro żeście pili z jednym z nich. Kto wie, może to takie wcale nie głupie, byście popłynęli po Róg? Wiecie, wysłannicy jednych bogów do drugich? Co myślisz, bracie? – szturchnął Hatiego. Ten podrapał się pod brodą.

- Teoretycznie, gdyby któraś z nacji wybrała was na reprezentantów… - zastanowił się. – Ale ciężko o tym gdybać, to decyzja dla trochę wyżej postawionych. O ile Polowanie rzeczywiście nadchodzi.

- A daj spokój, pewnie, że nadchodzi – rozentuzjazmował się Aenghus. – Słuchajcie, jeśli was ktoś wybierze, to płyniecie z nami. Nie ma na tych morzach lepszego okrętu niż „Stormbringer”! O lepszym kapitanie ode mnie też nie słyszałem – dodał nieskromnie, szczerząc zęby.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7bXS2rc.jpg

Jorus Świecki Barbarzyńca

- Miałem na myśli większe cele, ale i tak… podziwiam precyzję zatem! – Jorus wyraził swoją opinię o zdolności kury do urywania łbów. Chwile później jednak kokoszka zeszła na drugi plan bo o to Aenghus zaczął jakieś niestworzone historię o ich grupie prawić.

- A gdzie tam! Jacy słudzy bogów?! – Jorus pokręcił głową. – Znaczy Arlen jest bo to kapłanka i to chyba tak jedno z drugiego wynika. Ale reszta z nas to chyba nie… a przynajmniej mi się nikt nie przyznał – zapewnił barbarzyńca. – Chociaż tam u nas za morzem takich znajdziesz więcej. Znaczy kapłanów, ale i innych. Są na przykład paladyni. Tacy święci rycerze to są i głownie ze złem walczą. Bardowie o nich potem ballady piszą i w karczmach śpiewają. O! I śpiewa się też o takich co to się ich Wybrańcami zwie. Czyli takich co to bogowie osobiście wybrali do jakichś wielkich czynów i mocami obdarowali. O tych to już całe serie ballad idą i dobry bard to całą noc o jednym takim śpiewać potrafi nie powtarzając się ani razu. No… i chyba kiedyś słyszałem, że niby dziesiątki lat temu to bogowie niby faktycznie po ziemi latali i się napierdzielali między sobą o coś, ale to by pewnie Arlen by lepiej wiedziała – Jorus podrapał się po brodzie z namysłem. – W sumie to pewnie fajnie tak by było dostać moce od boga. Wielkich czynów można by wtedy dokonać. Znaczy większych niż tak bez. Ale kto by tam wiedział jak bogowie wybierają sobie takich? No… może Arlen wie. To nasza ekspertka od boskich tematów. A Larson od tematów magii – stwierdził w końcu, bo w sumie nic mądrego w temacie nie przychodziło mu do głowy. On sam był ekspertem od napierdzielania w końcu. Ale tego już nie mówił na głos, bo w sumie musiał by wtedy i Aramilowi rolę jakiegoś eksperta przydzielić. Problem w tym, że choć Jorus wierzył, że elf ekspertem a w czymś jest to ciągle jeszcze nie potrafił określić w czym. Wolał więc nie przyznawać się do owej niewiedzy.

- Ale wracając… - to, że Jorus nie potrafił powiedzieć nic mądrego na jeden temat, nie sprawiało, że nie mógł przejść do kolejnego. – Raj to to u nas nie jest. Choćby trzydzieści latek temu, przed moim urodzeniem akurat, ten cały ambaras z umarlakami był. Do dziś w wielu miejscach zniszczeń po tamtej wojnie można zobaczyć. O, w sumie to Aramil może tu robić za eksperta! – ucieszył się Jorus, że wreszcie znalazł elfowi rolę. – Może pewnie poopowiadać jak to było bo żył wtedy już.

- A co do Polowania. To musi nas jakaś nacja wybierać? Bo w sumie my to sami za nację byśmy mogli robić, nie? – Jorus zaczął się zastanawiać na głos. – Nacja Faerunu. Czy tam Amn. Jak to już by lord zdecydował. Bo my to w sumie pewnie będziemy robić co on powie. Jego wyprawa – uznał Jorus.

- Choć za ofertę dziękujemy! Ja bym chętnie skorzystał jak by opcja była! – zapewnił na koniec.

 

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

PpzxP3C.jpg

Arlen De'Greace

 

Wszystko się udało nawet sprawnie, co bardzo ucieszyło Arlen. Jednak młodzieniec był jednak tylko jedną osobą w morzu potrzeb. Z każda chwilą Arlen uświadamiała sobie jak ważne byłoby wprowadzenie tu kościołów, a dokładniej roli magii objawień. Leczenie chorób i zasklepianie ran ratowało setki istnień w każdej godzinie, a tutaj wszyscy po prostu umierali. Skoro tutejsi nie potrafili zasklepić nawet prostych ran, to może i w magii była również odpowiedź na klątwę nałożoną na Loupy? Ale to wymagałoby czasu i badań. Niebezpiecznych badań. Arlen dopiero uświadamiała sobie, że ona i Larson mogą być nadzieją dla Loupów. Nastały jednak niezręczne pytania. Na dodatek - o ile z Mistrzem Żywiołów można było porozmawiać, o tyle Henry był prostym człowiekiem.

- Pana siostra ma rację - Bogom niech będą dzięki. - przytaknęła - Nasze ludy nauczyły się "komunikować" w pewnym sensie z Bogami, byśmy w ich imieniu stawali kimś w rodzaju Mistrzów Żywiołów. Moim żywiołem jest światło: to płonące i to czyste - lecznicze. Mam nadzieję, że jeśli nasze ludy nawiążą kiedyś współpracę z wami, to nauczymy waszych kapłanów tejże komunikacji, bo u nas takie rzeczy nie jest niczym specjalnym.

Uśmiechnęła się spokojnie i zerknęła jeszcze na poszkodowanego, czy na pewno poszło wszystko w porządku. Po czym zwróciła się do Henrego.

- Ale muszę już iść, mógłbyś mnie odprowadzić? Tak szybko biegłam, że nie zapamiętałam trasy. Nie chcę, żeby moi przyjaciele się zaczęli martwić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eLKTG.png

Aramil

 

No i całą dyskrecję szlag trafił, a raczej Jorus trafił. Fakt faktem miał aparycję jednego z tych wesołych "inteligentnych inaczej" i to pewnie mu ratowało skórę więcej niż raz, a do tego wyraźnie zarysowane mięśnie sprawiały, że nie każdy chciał z nim zadzierać... no ale jak on czasami coś palnął, to klękajcie narody. Teraz to już w ogóle. Trzeba było w jakiś sposób wyjść z sytuacji tak, by po pierwsze nie zostać zabitym, a po drugie nie zostać obwołanym boskim posłańcem. Takie coś mogło się ostatecznie źle skończyć. No bo w pewnym momencie będą musieli się zorientować, że coś jest nie tak i Ci posłańcy wcale nie są tymi za kogo są uznawani.

- Nie jesteśmy wysłannikami bogów tylko ludzi. Pradawni byli potężnymi magami, ale nie byli bogami. Chociaż możliwe, że niektórzy nimi zostali. Historia zna takie przypadki. Chociażby z waszych ludzkich bóstw - Aramil skierował swoje słowa do Larson i Jorusa - to bodajże Kelemvor i Mystra byli śmiertelnikami zanim zostali wyniesieni do boskości. Wśród elfickich bóstw też mamy takie. Wasza boska trójka to mogli być Pradawni, którzy dostąpili wyniesienia do boskości. Albo podobieństwo jest czysto przypadkowe. - A w przypadki zazwyczaj ciężko było uwierzyć. Już bardziej rzeczywista była trzecia opcja o której elf wolał nie wspominać, bo nazywanie czyichś bóstw oszustami nie było dobre dla zdrowia. - A o propozycji będziemy pamiętać, dziękujemy.

Kwestie opowieści o wojnie z Souldrake'm Aramil przemilczał. Nie były to rzeczy o których lubił opowiadać. Byly zbyt mroczne i zdecydowanie wolał mówić o tych bliższych w czasie wydarzeniach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

12g325B.jpg

Larson

No cóż kura... kura odpowiedziała tak, że ciężko było orzec czym naprawdę jest. Może chowańcem, może istota planarną; a może wynikiem magicznych eksperymentów. Na pewno nie była zwykłą kwoką, bo biegała za Maruderami. Tak więc, trzeba się było jej przyglądać, bacznie. 

- Jorusie, poprosisz Staruchę by towarzyszyła teraz nam? I nie oddalała się sama za bardzo czy za daleko. Nie chcemy by coś się jej stało. Będę wdzięczna.  

Czarodziejka wolała nie spuszczać z oka kury, acz to zadanie graniczyło z cudem i pewnie by było odebrane dziwnie, może nawet zahaczać o paranoję. Cormyrscy uczeni pewnie by obśmiali teorię jakoby drób miałby być istotą magiczną, lecz to co usłyszała Larson sprawiło, że daleka była od sądzenia by Starucha po prostu była byle kurą. 

 

Larson westchnęła gdy usłyszała wesoły wywód Jorusa. No cóż... kompan był w dobrym nastroju na wylewne opowiastki, ale może to i lepiej....

Sama nie była pewna ile można mówić a ile nie, acz tutejsi dziwnie się nie zachowywali, ba, nawet bardzo się interesowali opowieściami o tym co się w Faerunie dzieje, jak, po co, czym się różni świat poza Pierścieniem. I w zasadzie nie było nic w tym złego, by opowiadać... może nawet i wyprawa by skorzystała na zaciekawieniu tubylców, więc podsycanie jej byłoby tu wskazane. A Jorus to świetnie robił.

Chociaż bez błogosławieństwa lorda Blacthorna lub jakiegoś przełożonego nie czuła się komfortowo by prowadzić długie wykłady. Ot, chyba w tej kwestii trzeba się upewnić; co i jak, ile można, czy jest jakieś tabu. I sprawa będzie załatwiona. Grunt, że Jorus nikogo w swym śmieszkowaniu nie obraża. 

 

- Dokładnie. - przytaknęła na słowa towarzyszy - To czy moglibyśmy wziąć udział w Polowaniu na Róg w dużej mierze zależy od lorda Blackthorna. Jest naszym przełożonym i decyduje o przydziałach oraz celach wyprawy. - wyjaśniła innymi słowy to, co było oczywiste - Możliwe że zainteresuje go ten temat. Jak wspomnieli towarzysze, propozycja jest bardzo kusząca, ja bardzo chętnie zabrałabym się w taką wyprawę by zbadać to co może skrywać się w okolicy Oka Świata. 

Wytrzepała dłonie i wróciła na swoje miejsce. Nie chciała dalej dręczyć kury pytaniami, niewiele więcej mogłaby z niej wyciągnąć; brakowało jej pomysłu jak to dalej pociągnąć by wydobyć potwierdzenie swej teorii, a przy okazji nie zaniepokoić czy zdradzić coś dziwnego przysłuchującym się tubylcom. 

  - Możesz wyjaśnić co rozumiesz przez "jeśli was ktoś wybierze, to płyniecie z nami"? Kto nas może wybrać, są jakieś szczególne zasady komu wolno brać udział a komu nie? Musimy gdzieś złożyć jakieś papiery, kandydaturę, mamy jakieś terminy?  - dopytała, zamyślając się nad tą sprawą. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz