Aruna

Not gonna die (Aruna)

101 postów w tym temacie

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Klasnic spojrzał na Cleo. Nawet udało mu się przy tym nie zarumienić. Jego spojrzenie nie wyrażało jednak mieszaniny niepewności, zmieszania i uwielbienia jak zwykle, gdy zerkał w jej stronę. Teraz patrzył na nią zrezygnowany. Jakby od ich ostatniego spotkania stało się coś, co zmieniło chłopaka. W jego spojrzeniu czaiła się jakaś pustka, zupełnie jakby ktoś mu zniszczył dzieciństwo. Jakby się przed chwilą dowiedział, że Święty Mikołaj nie istnieje.

- To nefunguje takhle - zaprzeczył, kręcąc nieznacznie głową. Po czym westchnął i powiedział raz jeszcze, tym razem po angielsku. - To tak nie działa. Nie można obarczać jednych za postępki innych, choć wiem, że tak jest łatwiej i wygodniej - stwierdził. - Ale pan Rogers jest dorosły. Nie licząc obecnego tu Thora, najbardziej dorosły z nas wszystkich i swoje decyzje podejmuje świadomie, z pełną odpowiedzialnością. I tak też traktuję fakt, że walczyłem z nim kiedy miał na sobie barwy Hydry - dodał, po czym spojrzał na tych X-men, z którymi brał udział w misji. - Ja również podjąłem swoją decyzję świadomie. Przepraszam was za to, że nie poszedłem razem z resztą zespołu, że wybrałem inną drogę. Ale... fakt, że wolałem pójść śladem mężczyzny z godłem Hydry na tarczy niż z X-men, którzy nad zabiciem ludzi podczas wypełniania zadania przechodzą na porządku dziennym też o czymś świadczy. Tak naprawdę tylko Abe zareagował tak, jak powinien na coś, co zrobiłeś - tu już zwrócił się do James'a. - Wiem, że dla X-men dobro mutantów stoi na pierwszym miejscu. Ale nie powinni go stawiać ponad dobrem i życiem ludzi. Pokojowe współistnienie. To o tym zwykle słyszałem, to to hasło szło w parze z X-men. Ideały, które przekonały mnie by pójść z wami, a nie z Laną. Ideały, które... które... które okazały się jedynie pustymi słowami.

Petr westchnął ciężko, kiedy skończył mówić. Wyglądał jakby mu nieznacznie ulżyło. Jakby wyrzucenie tego wszystkiego było tym, czego bardzo potrzebował.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
2c82d9841dd8b888454730ab2d75dc43.jpg

James Gray

 

Najemnik nie był zaskoczony potwierdzeniem osobowości agenta Hydry. Z pomocą Jo, James podszedł do jednego z foteli, na który opadł ciężko. Zarzuty Cleo postanowił zupełnie zignorować. Skupił się za to na Petrze, na którego spojrzał z politowaniem.

- Przestań być dzieckiem. Włamaliśmy się do pilnie strzeżonej placówki. Ci ludzie byli gotowi nas zabić. Może według Ciebie wystarczyło pogrożenie palcem i dostrzegli by błędy w działaniach swoich i ich przełożonych? Niewątpliwie zaczęliby wtedy krucjatę ku równości, sprawiedliwości i innym bzdurom. Jestem stary chłopcze, a przeżyłem tak długo, bo nie rozczulałem się nad tymi, którzy chcieli mnie zabić. I nie zamierzam przedwcześnie zakończyć tego krótkiego czasu, który mi został. W walce nie ma miejsca na sentymenty.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

 - I co zmieniło zamordowanie ludzi? Tylko tyle, że społeczeństwo upewniło się, że mutantów warto i trzeba zabijać, bo to niebezpieczni psychopaci. Na miejsce tych, których zabito przyjdą inni. Wychowani w nienawiści do mutantów. Spirala nienawiści będzie się tylko nakręcać i w końcu wszyscy będą stać i patrzeć na naszą eksterminację. Gdy należałam do X-men wierzyliśmy w pokojową koegzystencję ludzi i mutantów - przypomniała chłodno - Nie było mnie z wami i wybaczcie, nie żałuję. Jak długo w X-men jest miejsce dla takich jak on - spojrzała z odrazą na faceta z hakiem zamiast ręki - tak długo to nie jest drużyna, w którą wierzyłam. Która mnie wychowała. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

Atmosfera zaczynała się robić nieciekawa.

Włączył ekspres, by na chwilę oderwać się od wzajemnych pretensji i móc zebrać myśli.

Obrócił się w stronę pomieszczenia, zapominająca na chwilę o kawie.

Już się nie uśmiechał.

- Szanowny Panie. - Zwrócił się do Grey'a. - Pańskie zachowanie jest poniżej wszelkiej krytyki. Proszę z większym szacunkiem do Pani Cleo, czy kogokolwiek w tym pomieszczeniu. Nie zauważyłem, by ona Pana obrażała na dzień dobry, więc prosiłbym, by powstrzymał się Pan ze swoimi mizoginicznymi komentarzami.

Przeniósł wzrok na Cleo. - Przepraszam, Może wtrącam się nie w swoje sprawy, ale jest pewna granica zachowania wobec innych, którą jestem w stanie tolerować.

- Petr - zwrócił się do Czecha - Pan Grey i X-men to małżeństwo z rozsądku. Chwilowe dodam. On, jak i ja, nie jest członkiem X-men. Mówisz o przechodzenia do porządku dziennego nad zabijaniem? - Wbił w niego spojrzenie. - Mylisz robienie dobrej miny do złej gry z akceptacją. Byliśmy na akcji. Wewnętrzne kłótnie i zmiany planów działały przeciw nam wszystkim. Nie mówiąc już o tym, że pomijasz ewentualny czynnik niezależny od nas... - zerknął szybko na Thora - Nie wiemy jak wielką rolę w reakcjach, o których mówisz, odgrywało to o czym mówili Profesor i Hank. - Bardzo ostrożnie dobierał słowa nie będąc pewnym czy i ile wie Thor o wpływie użycia mocy na empatię. - I tak. Masz rację. Fakt, że wolałeś pójść za mężczyzną z godłem Hydry niż za skleconą naprędce grupą mutantów, w której ktoś nie miał problemów z zabijaniem, ale jednocześnie ktoś inny za wszelką cenę próbował wszystkich tych ludzi ratować i leczyć i owszem świadczy o czymś. Tylko nie jest to nic dobrego. Twoja nieobecność mogła nas wszystkich zabić. Mogła zmusić nas do robienia rzeczy, których z tobą u boku moglibyśmy uniknąć. I na prawdę chcesz kogokolwiek, nawet jego - wskazał kciukiem James - porównywać z Laną? Osobą, która była gotowa, bo nie mogła wiedzieć, że potrafię się leczyć, zabić mnie w biały dzień, pomiędzy ludźmi, tylko dlatego, że nie zgadzałem się z jej słowami, a ty zdawałeś się bardziej zgadzać ze mną niż z nią? Petr, niezależnie co i jak sądzisz o kimkolwiek na tej sali, mogę cię zapewnić, że ona jest gorszym wyborem.

- O! Zrobiła się kawa. - Obrócił się. Nalał powoli kawy. Po czym upił łyk zamykając oczy. Nie żeby nadal byłą mu potrzeba dawka kofeiny. Adrenalina załatwiła ten problem.

- A przy okazji. - Dodał chwilę później, już lżejszym tonem. - To - skinął głową w stronę nowej, nie licząc Thora, osoby w pomieszczeniu - mój nowy przyjaciel. Poznaliśmy się wczoraj. Uratował mi, może nawet nam wszystkim, życie. W zasadzie to nie mieliśmy okazji się przedstawić. Nazywam się Abraham. Dla przyjaciół Abe. - Powiedział do niego. - Mieliśmy wczoraj okazję chwilę porozmawiać o mutantach tracących i odzyskujących moce. To była bardzo ciekawa rozmowa i chętnie bym do niej później wrócił. - Zrobił kilka kroków tak by stanąć pośrodku pomieszczenia.

- A teraz pax, jeśli pozwolicie. Każde z nas coś ostatnio przeżyło. Wszyscy musimy, prawdopodobnie we własnym zakresie, się z tym zmierzyć. Może więc zajmijmy się powodem, dla którego tu jesteśmy. - Spojrzał na Profesora.

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Profesor nie ingerował, co samo w sobie było dziwne. A Mozę wiedział, że Abe nie zamierza przemilczeć słów, które tutaj padły? Może chciał się przekonać czy w tej grupie jest duch X-Men – grupy, jaką niegdyś stworzył, by pomoc mutantom i ludziom.

- W dniu, w którym traciliśmy swoje moce, świat odetchnął z ulgą – powiedział spokojnym głosem Xavier. – Nie było już mutantów. Nie było tych, których się obawiano. Teraz wróciliśmy. Groźniejsi niż w przeszłości. Nie mający wpływu na własny los. Decyzje, które podjęto wczoraj w nocy, będą miały wpływ na naszą przyszłość. Nadal jednak były to nasze decyzje. Chęć odbicia Logana, szukanie ratunku w ostatniej nadziei…

- Różnie mnie nazywano, ale nigdy nadzieją – usłyszeli nagle chrapliwy głos odochodzący od strony drzwi.

Thor stężał w ułamku sekundy gotowy do walki lub obrony Cleo. A może nawet obu na raz.

- Nie powinieneś jeszcze wstawać – profesor powiedział coś, co było oczywiste dla wszystkich. Cokolwiek przeżył Logan, w normalnych okolicznościach wymagałoby tygodni leżenia w łóżku. Jemu natomiast wystarczyły godziny.

- Moje ciało się uleczyło – powiedział na głos to, co pozostali podejrzewali.

Przez chwilę panowała cisza, gdy wszyscy obecni usiłowali dopuścić do świadomości potwierdzenie Logana. Miał swoją dawną moc. Mógł się leczyć.

- Ten, którego zabraliście z ośrodka, to jeden z najpotężniejszych mutantów na Ziemi. Dziwię się, że pozwolili wam z nim odejść.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

Abe zmarszczył brwi. - Mowa o moim nowym przyjacielu? - Spytał spoglądając na młodzieńca. - Nie powiedziałbym, że nam pozwolono. Zaliczyliśmy pogoń, strzelano do nas i wybuchł nam granat prawie pod nogami... Podejrzewam, że mieliśmy dużo szczęścia zdobytego kosztem tych wszystkich ludzi, których uwolniliśmy, a którym nie udało się uciec. - Spuścił wzrok wbijając go w dywan. Części musiało się udać. Przekonywał się w myślach.

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Słuchając tego jak Gray zareagował na słowa Petra, Czech nie potrafił powstrzymać parsknięcia. Jeszcze kilka dni temu po prostu skuliłby po sobie uszy i poszedł grzecznie do kąta, nie mając śmiałości by zareagować w jakikolwiek inny sposób. Ale po wczorajszym dniu, po tym jak zapanował nad swoją mocą, coś się w nim zmieniło. Pojawiło się pęknięcie w skorupie, które pozwoliło mu na to prychnięcie. Zapewne coś by odpowiedział. Choćby to, że można walczyć w taki sposób, by nie zabijać, a jednak odnieść zwycięstwo i zneutralizować przeciwnika. Wiedział, że istnieje wiele form sztuk walki wykorzystywanych przez różne formacje na świecie, od szeregowego policjanta po elitarne oddziały specjalne, które właśnie na takie eliminowanie zagrożenia pozwalają. Bez pozbawiania życia. Chciał powiedzieć, że przecież Kapitan Ameryka walczy w ten sposób od lat. Ale wystarczyło jedno zerknięcie na Cleo, by słowa o Stevie Rogersie utknęły mu w gardle i nie chciały przez nie przejść. A później słowa panny Blackburn przyniosły mu otuchę. Bo mimo tego, iż Cleo ich zostawiła, wciąż reprezentowała światopogląd podobny do tego, który był bliski Petrowi.

- Dziękuję - powiedział tylko cicho, być może za cicho, by usłyszała, ale mówiąc to patrzył w jej stronę, więc może zrozumiała.

I gdy sądził, że sytuacja jest w miarę klarowna, że mogą dowiedzieć się w jakim celu wezwał ich profesor, odezwał się Abe. Jego pierwsze słowa, skierowane do Graya, napominające go jak powinien odnosić się do kobiet były właściwe. Ale kiedy jego spojrzenie padło na Petra i Abraham ustosunkował się zarówno do słów Czecha, jak i sytuacji na miejscu, Klasnic nie mógł uwierzyć w to, co słyszy.

Więc tak na to patrzyli?

Że niby naraził ich wszystkich?

Że mogli przez niego zginąć?

Nie. Petr nie mógł zgodzić się z tak niesprawiedliwym spojrzeniem na to, co zrobił.

Podobnie jak ze stwierdzeniem o robieniu dobrej miny do złej gry. To tak nie działało. Świat tak nie działał. Jeśli na początku zadania ustalane są zasady o tym, że nie zabija się nikogo, to tych zasad się trzyma. Gray tą zasadę złamał i co? Nic. Dalej brał udział w misji, dalej mógł swobodnie zabijać i najprawdopodobniej jeszcze kilka osób straciło życie z jego powodu. Tymczasem Petr? Nie zabił nikogo. Odnalazł Logana. I był pewny, że to jego obecność sprawiła, że Lana pozwoliła wszystkim X-men odejść z Loganem, którego wydostanie z tamtej placówki musiało być też jej misją. I Abe porównywał Graya z nią, stawiając go w lepszym świetle? W jego przypadku wykorzystując ten tzw czynnik niezależny od nich do tłumaczenia jego zachowania, a Lanę stawiając po prostu jako niebezpieczną morderczynię? A jeśli ona też działała pod wpływem tego czynnika niezależnego od niej? Jeżeli nadużywanie mocy miało wpływ na to jaka była i jak się wtedy zachowała? Przecież w placówka mogła ich zabić. Wszystkich. Od Graya zaczynając. A tego nie zrobiła. Tymczasem Gray sam, swoimi słowami "W walce nie ma miejsca na sentymenty." i tym, że nie rozczula się nad ludźmi, którzy chcą go zabić udowadniał, że na miejscu Lany by się nie zawahał.

Kolejna niesprawiedliwość w ocenie Abe'a, którego do tej pory Petr traktowało jako jedną z najrozsądniejszych osób tutaj.

Widać co do niego też się mylił.

Jak wiele błędów w ocenie sytuacji jeszcze popełni nim w końcu zginie?

To nie była przyjemna myśl, a w połączeniu z tym co wcześniej powiedział Abe, a także z butą Graya i jego postawą, w której nie było nawet śladu skruchy, sprawiła, że Petr przygasł jeszcze bardziej. Sposępniał, przygarbił się nieznacznie i po prostu odsunął od wszystkich, siadając jak najdalej tylko mógł. Jasnym stało się dla niego, że jego dni w tym miejscu są już policzone. Nie będzie należał do X-men. Nie nadawał się tutaj. Nie z takimi poglądami jakie prezentowali ci, będący w tak zwanym "małżeństwie z rozsądku". Bo bez względu na to, czy byli tu tylko na chwilę, czy mieli zostać na dłużej, działając z X-men, reprezentowali ich. Czyny jednostek miały się odbijać na wszystkich. A tylko tego brakowało, by Petra zaczęto uważać za zimnokrwistego mordercę. Zwłaszcza po tym co zrobił, kiedy jego moc się przebudziła i nie miał kontroli nad swoimi działaniami na terenie ESU.

Petr słuchał profesora, następnie Logana i znów Abe'a.

Słuchał, ale myślami był gdzieś daleko. I na pewno nie miał teraz nic do powiedzenia. Nic ważnego, nic co wniosłoby cokolwiek do dyskusji.

Jedyne czego teraz tak naprawdę chciał to zniknąć. Gdzieś daleko, gdzieś gdzie byłby sam. Gdzie nie zrobiłby nikomu krzywdy nawet tracąc kontrolę nad mocą. Gdzie nie byłby celem, ani nikogo nie narażał.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

Nie mogła pochwalić X-men za to, co zrobili. Bo jej X-men, by tego nie zrobili. Ona by tego nie zrobiła. Każde życie było cenne. Kiedyś znaleźliby sposób, by osiągnąć cel i nikogo nie zabić. Teraz nie mieli nic przeciwko psychopatycznemu mordercy w swoich szeregach. Nawet profesor zdawał się tę sytuację całkowicie akceptować. Aż tak się zmienił przez te pięć lat? Czy może wszystko, czego ich uczył, było kłamstwem, w które sam nie wierzył? A może to już efekty tej choroby, która dotknęła ich wszystkich? Jeszcze jeden powód, by nie używać mocy. 

Uśmiechnęła się do Petra. Nieco blado, ale jednak z otuchą. Każdy potrzebował otuchy w tych czasach. Nawet jeśli nie mogła niczego zmienić. Zerknęła na Thora

 - W porządku - szepnęła, choć wszystko było bardzo dalekie od "w porządku". Naprawdę bardzo dalekie. 

Jeszcze wczoraj rzuciłaby się Loganowi na szyję. Ale to było wczoraj. Jakby w innym życiu.  Westchnęła cicho i włączyła telefon. Nie pamiętała, by go wyłączała. Głupia melodyjka towarzysząca uruchamianiu rozeszła się niestosownie głośno

 - Przepraszam - skinęła przepraszająco głową - I... naprawdę się cieszę, że wróciłeś, Loganie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2c82d9841dd8b888454730ab2d75dc43.jpg

James Gray

 

James nie miał ochoty na wdawanie się w dyskusję, zwłaszcza, że byłaby to tylko czcza gadanina. Miał do czynienia z idealistami. Najemnika interesowało co innego. Osoba, która właśnie weszła do pokoju, a która zgodnie z tym co przekazał im profesor, wciąż posiadała dawne umiejętności.

- Uważałbym na tego człowieka. Pomijając jego wątpliwej jakości zdrowie psychiczne, twierdził, że jest odpowiedzialny za nasz stan - powiedział spoglądając na mężczyznę w dresie. Potem odwrócił się do Xaviera - A więc macie swojego człowieka. Co dalej więc? Badania krwi? DNA? Spróbujecie wygenerować szczepionkę?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Odpowiedź nie nadeszła ze strony profesora. Nieobecny myślami mężczyzna w jednej chwili spojrzał na Jamesa. W spojrzeniu nieznajomego pojawiła się nagła ostrość. Nie przypominał szaleńca, którego wyrwali z ośrodka. Był bardziej świadomy tego, co się naokoło niego dzieje.

- Ja was uleczyłem. Oddałem wam, to co wam zabrano. Dałem wam broń, która ocali ten świat.

- Co masz na myśli? – zapytał Piotr.

- Odebrano wam moce. To nie stało się przypadkiem. Zabrano je, żebyście nie mogli obronić tego świata. To był początek chaosu. Miał stać się podłożem dla tego, którego boją się nawet bogowie.

Thor prychnął, słysząc podobnie niedorzeczne stwierdzenie.

- Bogowie Asgardu niczego się nie boją.

- Oddałem wam moc byście mogli stać się bogami i pokonać boga – kontynuował niezrażony mężczyzna, który zaledwie prześlizgnął się wzrokiem po Thorze. – Mówią na mnie Legion. I niech tak zostanie. To znacznie lepsze od „wybawcy” – dodał z cieniem uśmiechu.

Telefon Cleo rozdzwonił się dokładnie w tym momencie. Wyświetlacz pokazał to, co wyczuwała się w głębi serca. Steve o niej nie zapomniał. Prawdopodobnie czekał na możliwość kontaktu z nią.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

Cleo chciała powiedzieć temu dziwnemu człowiekowi naprawdę mnóstwo rzeczy. Zaczynając od tego, że się myli i nie da się walczyć mocą, której się nie zna, nie rozumie i nad nią nie panuje. No a samo ratowanie świata przy pomocy czegoś, co jeśli jakimś cudem tego świata nie zniszczy to stworzy niepoliczalną rzeszę krwiożerczych potworów, które rozerwą między siebie dymiące resztki planety, a potem rzucą się sobie do gardeł, było pomysłem co najmniej kontrowersyjnym. Ale musiała skrócić swoją wypowiedź, bo rozdzwonił się telefon

 - Nie sądzisz, że lepiej poradzilibyśmy sobie, gdyby to, co nam dałeś nie niszczyło nam mózgów i świata, który chcesz ochronić? - spytała więc tylko. Tonem na tyle spokojnym i przyjaznym, na ile pozwalało jej szybko bijące serce. Zerknęła jeszcze raz na wyświetlacz. Wybiegła do hallu, nie czekając na odpowiedź. Odebrała telefon

 - Stęskniłeś się? - rzuciła, wkładając cały swój kunszt aktorski, by brzmieć swobodnie i niefrasobliwie. Hall nie zapewniał dostatecznej prywatności, by móc brzmieć naturalnie. Dlatego z telefonem przy uchu zaczęła iść po schodach, przeskakując co drugi. By skryć się przynajmniej w pokoju.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Petr odpuścił sobie komentowanie na głos ostrzeżeń padających z ust pana Graya. Bo była spora dawka hipokryzji w słowach "uważałbym na tego człowieka" i "wątpliwej jakości zdrowie psychiczne". Póki co to były określenia, które Petr mógłby przypisać do osoby, z ust której padały, a nie do ich gościa. Tym bardziej, że podczas podróży z ośrodka do Instytutu, Petr nie zauważył, by mężczyzna wyciągnięty stamtąd zachowywał się w jakikolwiek naganny, czy niepokojący sposób.

Następnie wysłuchał tego, co mężczyzna, nazywający siebie Legion, ma im do powiedzenia. I sposępniał po jego słowach. Wiązało się z nimi wiele pytań. Nim jednak je zadał, zadzwonił telefon, odezwała się Cleo i wybiegła. Petr nie musiał pytać kto dzwoni. Chyba wszyscy tu zebrani zdawali sobie z tego sprawę. Świadomość tego sprawiła, że Petr nieco oklapł i westchnął ciężko. Zdawał sobie sprawę z tego, że to głupie zauroczenie i powinien dać sobie spokój. Wszak Cleopatra czuła coś do Kapitana i w sumie nietrudno było jej się dziwić, że jej imponował. Miał czym.

- Czy... - zaczął, postanawiając skupić się na bieżącym temacie. Ważniejszym niż zawody sercowe, których w życiu miał dość i których jeszcze sporo było przed nim. - czy możesz sprawić, że będziemy kontrolowali te moce? - zapytał z nadzieją. - Że będziemy w stanie je wykorzystać w pełni, zgodnie z ich przeznaczeniem?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

- Hmmm. Legion? Dobra, niech będzie Legion. - Podrapał się po brodzie. - W zasadzie to to jest właśnie ta ciekawa rozmowa, o której wspomniałem parę chwil temu. Mógłbyś odrobinę rozwinąć ten temat Legionie? Bo jestem pewien, że tak do końca to nikt z tu obecnych nie rozumie w pełni wszystkich implikacji jakie wynikają z tego co powiedziałeś. A pytania Petra i Cleo są w sumie bardzo na miejscu. Czy wiesz, że moce, które posiadamy wywołują zmiany w mózgu i używane odbierają nam nasze emocje? - Podszedł do Legiona, podstawił krzesło i usiadł obok.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Twarz Legiona, w przeciwieństwie do tego, co przedstawiała jeszcze do wczoraj, teraz wydawała się obrazem wielu emocji. Gdy Cleo skierowała ku niemu zarzuty, wyglądał na nieco zaskoczonego. Kiedy wstała i ruszyła ku wyjściu, by odebrać telefon, w oczach mężczyzny pojawiło się coś niebezpiecznego.  James aż spiął się wewnętrznie, ale nim zdążył zareagować, twarz Legiona znowu się zmieniła.

Namyślał się przez kilka sekund, wpatrując się intensywnie w plecy odchodzącej Cleo.  Cokolwiek stało się w ciągu tej krótkiej chwili, wystarczyło, by mężczyzna powrócił do niemal rozluźnionej postawy.

- Rozumiem… Nareszcie…

Dobiegł ich cichy szept mutanta, jednak zdawał się kierować te słowa do samego siebie.

- To nie zależy ode mnie – powiedział wreszcie głośno, kierując spojrzenie bystrych oczu na Petra. – To wy decydujecie o kontroli mocy. Wy musicie je okiełznać i przestać się ich bać. Te moce są odpowiedzią na wasze pragnienia. Na pragnienie siły. Na chęć cofnięcia zmian. Na destrukcyjne pragnienia. I na potrzebę znajdowania się w centrum uwagi. Ich zadaniem nie było odebranie wam emocji. A może jednak było… - zawahał się. – Mieliście stać się równi bogom. Czy bogowie czują? – kpiące spojrzenie spoczęło na Thorze.

- Oczywiście! – wezwany zaprotestował zgodnie z oczekiwaniami. -  Czują inaczej niż śmiertelnicy, ale czują. Bogowie nie są potworami.

- Ale są świadomi swojej mocy. Mutanci też muszą tacy być. Emocje… ograniczają. Nie pozwolą na wykorzystanie pełnego potencjału.

- Jak mamy uratować świat skoro moce sprawiają, że go niszczymy? – zapytał spokojnie profesor.

- Gdy pojawi się większe zagrożenie niż oszaleli z przerażenia ludzie, moce zmuszą was do wybrania innego celu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

Schował twarz w dłoniach i jęknął.

-Ale... - Wymamrotał spomiędzy dłoni kręcąc głową. Podniósł głowę i spojrzał z widoczną udręką na Legiona. - Legion, ale to tak nie działa. Jeśli... Jeśli zabraknie nam współczucia, miłosierdzia, poczucia winy, nawet złości czy nienawiści to jedyne czym będziemy się kierować to nasze własne dobro i przetrwanie. I tak, oczywiście masz rację. W takiej sytuacji jak pojawi się wielki wróg to ruszymy przeciw niemu bo będzie nam zagrażał, ale to będzie jedyny powód. My i nasze bezpieczeństwo. Nie będzie ważne ile osób, umrze, ile miast zostanie zniszczonych. Bo my będziemy reagować tylko na zagrożenie dla siebie. A jak już owo zagrożenie pokonamy? To je zastąpimy. Staniemy się dla tego świata wszystkim tym przed czym teraz chcemy go chronić. W taki sposób, nigdy, nigdy nie uratujemy świata. Po prostu zastąpimy jedną zagładę drugą. - Ponownie pokręcił głową. - To nie jest rozwiązanie...

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Legion nie namyślał się długo nad odpowiedzią. Jego twarz wykrzywił grymas złości.

- Zatem okiełznajcie ją! To wy macie rządzić mocą, nie ona wami! Albo umierajcie i przegrywajcie ze swoimi starymi mocami.

- Dlaczego nie ja? – wtrącił Logan, niewzruszony wściekłością Legiona. – Dlaczego wszyscy zyskali nowe moce, ale nie ja.

- I nie profesor – dodał Hank.

Na to pytanie Legion nie odpowiedział.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

- Legion - powiedział kładąc tamtemu dłoń na ramieniu - ja cię o nic nie oskarżam. Nie mam do ciebie o nic pretensji. - Mówił spokojnym, przyjaznym głosem. - Wiem, że chciałeś i chcesz dobrze. Przerwaliśmy tą noc wspólnie i to widziałem. Ja tylko tłumaczę czemu to niekoniecznie jest dobre rozwiązanie. Czemu efekty uboczne tych nowych, potężnych mocy, mogą zaprzepaścić wszystko to co mogą w teorii dać. To wszystko. Ale co do jednej rzeczy masz rację. I to jest coś co właśnie próbujemy zrobić. Zrozumieć i okiełznać moce tak byśmy mogli nadal pozostać sobą i mieć nad nimi kontrolę. Właśnie w tym celu my wszyscy[/i - zrobił gest w kierunku pozostałych - [i] tu jesteśmy. Więc jeśli możesz, jeśli będziesz chciał, w tym pomóc to jestem pewien, że wszyscy chętnie skorzystamy z wszystkiego co możesz wiedzieć na ten temat. Co ludzie w laboratoriach wiedzieli na ten temat, a co może przypadkiem usłyszałeś. Każdy drobiazg może być na wagę złota. Wszak mówimy o naszych życiach. - zakończył uśmiechając się i klepiąc go pokrzepiająco.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

Czego Cleo mogła się spodziewać po tej rozmowie? Wielu rzeczy. Według Petra, Kapitan zmienił strony i to w raczej drastyczny sposób. Do tego nie odzywała się do niego, wyłączyła telefon, opuściła miejsce, w którym kazał jej zostać. Lista ich wspólnych grzechów wydawała się nie mieć końca.
- Tak - odpowiedział wprost. Jego głos wydawał się ciepły. A może po prostu chciała takim go słyszeć?
Przez umysł Cleo przeszło całe tornado myśli. W uporządkowaniu ich wcale nie pomogła fala czułości, która ją, całkiem niespodziewanie zalała
 - Mogę cię zobaczyć? - spytała więc o pierwszą rzecz, która jej się nasunęła w tym całym chaosie.
Odpowiedziało jej milczenie.
- To… To nie jest jeszcze dobry pomysł.
 - Dlaczego? - spytała ciszej - to tylko videorozmowa... Co chcesz ukryć?
- Powiesz mi, gdzie jesteś?
Subtelna zmiana tematu nie była jego najmocniejszą stroną.
 - W Instytucie - odpowiedziała zgodnie z prawdą - Właśnie otwieram drzwi do pokoju. Potem pewnie rzucę się na łózko i wypłaczę sobie oczy za mężczyzną, który mnie zwodzi - zaraportowała - Czemu pytasz? I tak do mnie nie przyjdziesz.
- Nie zamierzasz mi tego ułatwić, prawda? - odparł z czymś, co zabrzmiało jak cień uśmiechu.
 - Tylko jeśli włączysz kamerę - podsunęła słodko.
Westchnął głosem pokonanego w walce. Nie minęło więcej niż kilka sekund, gdy na ekranie zobaczyła jego twarz. Nieco zmęczoną, ale nadal taką, jaką zapamiętała. Nie wyglądał jak zło wcielone, a jego tłem nie było laboratorium szaleńca czy obóz wojskowy, ale pokój hotelowy z gatunku tych bardziej podrzędnych.
 - Okej. Rozbijasz się po hotelach. I nie chciałeś włączyć kamery. Dlatego teraz palącym pytaniem pozostaje - jest ładniejsza ode mnie?
- A istnieje taka kobieta? - zrewanżował się błyskawicznie.
 - Mnie, niestety, widziałeś bez makijażu - mruknęła - Nie umiem się na ciebie gniewać - westchnęła - a powinnam.
- Zapewne nie powinienem pytać dlaczego.
- Nie zadzwoniłeś do tatusia - westchnęła - to, że przy okazji zdradziłeś kraj to już mniejszy problem - spoważniała. Zmarszczyła brwi - Najpierw dowiedziałam się, że nie mogłeś spędzić ze mną nocy, bo byłeś wtedy w śpiączce. Logicznym wydało się, że ktoś się pod ciebie podszył i mnie wykorzystał - ręka, w której trzymała telefon jej mocno zadrżała - poczułam się jak ostatnia szmata. Wypłakiwałam się ojcu. Nie jesteś jego ulubieńcem, wiesz?
- Cleo... - zaczął, ale szybko zabrakło mu słów. - To bardzo skomplikowane. Wiem, że nie mam prawa o to prosić, ale zaufaj mi. Proszę.
- Dlaczego powinnam? Ty nie ufasz mnie. Powiedziałbyś mi, gdybyś mi ufał!
- Masz osoby, które chcą się o ciebie troszczyć. Ja również do nich należę. To nie brak zaufania. Pozwól mi o ciebie zadbać. To wszystko, o co proszę.
- Dbają o mnie?! - zirytowała się - W Avengers jestem cholernym więźniem! W Instytucie siedzi typ, który chciał mnie zamordować! SHIELD wystawiło na mnie zlecenie! Zwykli ludzie na ulicy mnie zatłuką w świetle prawa! Ty mnie zostawiłeś bez słowa! Nikt o mnie nie dba! I nigdzie nie jestem bezpieczna!
- Chcesz, żebym się stamtąd zabrał? - zapytał zagubiony.
Cleo przygryzła wargę. Popatrzyła na niego z namysłem
 - Nie wiem... - szepnęła- Steve, kocham cię - wyznała niespodziewanie - Cicho bądź! Daj mi dokończyć. Wiem, że jest dużo za wcześnie na takie wyznania. Wiem, że beznadziejnie zaczęliśmy ten związek. Ale... Kocham cię. Pewnie niedługo o tym zapomnę. Będziesz o tym pamiętać za nas oboje?
Jej wyznanie sprawiło, że napięte dotychczas rysy, rozluźniły się.
- Jest szansa na to, że nie zapomnisz. Że odzyskacie swoje moce.
- Jak? - spytała markotnie - Piętro niżej siedzi osobnik, który uważa, że dał nam to, co nam dał, bo.... Bo nie wiem. Jest chory psychicznie i miał taki kaprys - skrzywiła się - Bredził coś o bogach, zanim zadzwoniłeś. I uważa się za naszego wybawcę - prychnęła rozdrażniona.
- Pozbawiono was mocy dzięki wirusowi. Mam kogoś, kto twierdzi, ze jest w stanie was wyleczyć.
- Pozbawiono nas mocy dzięki wirusowi. A potem wtrącił się jakiś potężny megaloman, który nas zainfekował własnym syfem. I jak to megaloman jest z tego piekielnie dumny.  Super. W chwilach takich jak ta żałuję, że się w ogóle urodziłam - przyznała ponuro - bycie mutantem to największa ze zbrodni jakie można popełnić.
- Nie. Zbrodnia to to, jak inni odnoszą się do tych, którzy się od nich różnią. Tak było zawsze. Inny kolor skory, ułomności, inne zdolności... Każde było przyczyną nienawiści i strachu - odparł spokojnie. - Ten, który dał wam moce... Kto to jest?
- Ponoć jeden z najpotężniejszych mutantów na Ziemi - mruknęła - każe się nazywać Legionem. Albo "wybawcą", bo wszystko mu jedno. Nienawidzę go.
Obserwowanie zmian na twarzy Steve'a była fascynującym zajęciem. Ale może niekoniecznie w tej chwili.
- Cleo... Proszę cię - głos niemal mu się łamał z napięcia - natychmiast opuść Instytut.
- Jeśli coś zagraża reszcie muszę ich ostrzec - usiadła na łóżku. Wpatrywała się w Steve'a z napięciem - Thor też jest na dole.
- Ten mutant... Jest niestabilny. I nie przesadził, mówiąc o swojej mocy. Ośrodek, w którym był, powstał głównie z jego powodu.
- W takim razie nieważne, gdzie będę. Jeśli postanowi mi coś zrobić, to i tak mi zrobi. Znaczy jeszcze coś gorszego od tego, co już zrobił.
- Cleo, proszę cię!
Mało kto miał okazję słyszeć desperację w jego głosie.
- Natychmiast opuść Instytut.
- Mam ich zostawić? - spytała z niedowierzaniem. Nastrój Steve'a zaczął jej się udzielać. Aż jej się głos załamał. Rozumiała powagę sytuacji. Skoro Steve się tak zachowywał to sprawa musiała być naprawdę bardzo poważna. Jednak mimo wszystko...- To moi przyjaciele, Steve.
- Więc wyjdzie wszyscy. Cleo, nie wiem czy sam Thor da sobie rade z Legionem.
- Nikt nie chce z nim walczyć, Steve - powiedziała łagodnie - Ja też nie. Umiem trzymać swoje emocje na wodzy. On też nie chce walczyć. Chyba. On uważa, że mutanci mają dzięki niemu zostać bogami i pokonać boga.
- To niedorzeczne.
- Mnie to mówisz? - mruknęła - No ale nie chce walczyć. Nie będzie przetrzebiał swojej "armii", prawda? - westchnęła - Chciałabym, żebyś tu był.
- Wiem, kochanie - głos mu złagodniał. - Ja również tego chcę. Jeszcze trochę. Potrzebuję jeszcze trochę czasu.
- Jak mnie nazwałeś? - zamruczała zadowolona. Przez chwilę po prostu patrzyła na niego z uśmiechem - Nie martw się. Thor dostał do picia herbatę. Niedługo mnie stąd zabierze. Nie wolno mi się poruszać bez niego.
- Czyj to był pomysł?
- Avengers. Carol mnie chciała wsadzić do klatki. Poszli mi na rękę.
- To...
Westchnął ciężko.
- To się zmieni, Cleo. Obiecuję.
- Nie narzekam. Thor chyba nie bardzo się przejmuje całym zamieszaniem wokół mutantów. Traktuje mnie jak zawsze. Tylko zmusza mnie do jedzenia. Nie schudnę przy nim.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Więc to do tego ostatecznie wszystko się sprowadzało?

Mieli być bronią. Nieważne, czy kontrolując moc i używając jej świadomie, czy oddając mocy kontrolę nad ciałem. Świat miał stanąć w płomieniach, ocalą go czy nie. Staną do walki z tajemniczym zagrożeniem, o którym mówił Legion, czy nie - świat tego nie przetrwa. Bo do tego sprowadzały się słowa Legiona. Taka była konkluzja. Świat zostanie zniszczony - albo przez oszalałych mutantów, albo przez to tajemnicze zło, którego mają lękać się sami bogowie.

Jednak w słowach Legiona było jeszcze coś, co przykuło uwagę Petra. Co rzuciło odrobinę światła na tą ponurą wizję.

- Chwileczkę - powiedział z nadzieją. - Możesz zabrać te moce, które dałeś nam teraz, a oddać poprzednie? Sprawić, że będzie jak dawniej?

Nie potrafił ukryć tej nadziei, która pojawiła się w jego głosie. Która przebijała się przez całą jego postawę, przez wyczekiwanie, z jakim patrzył teraz na Legiona. Jego pierwotna moc nie była destrukcyjna. Mogła być, oczywiście. Ale tylko wtedy, kiedy Petr stworzyłoby za pomocą jej i swojego umysłu coś destrukcyjnego. Nie musiałby się już bać jej używać. Nie musiałby się bać samego siebie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2c82d9841dd8b888454730ab2d75dc43.jpg

James Gray

 

James przysłuchiwał się temu co mówił Legion. Kimkolwiek był ten człowiek niewątpliwie był nawiedzony.

- Zgadzam się z Wilcockiem, zdecydowanie potrzebujemy emocji, w przeciwnym razie nie obejdzie nas nic to "straszne zagrożenie", o którym mówisz z taką pasją. - odezwał się w końcu - I problemem nie jest moc, ale to co robi ona z mózgiem. Chyba nie sugerujesz, że możemy kontrolować zmiany kory mózgowej?

Wolał nie czepiać się za bardzo myśli, że ten czubek mógłby mu przywrócić dawną moc. Gdyby okazało się, że nie da rady, to byłby kolejny niepotrzebny zawód.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Nie pomogę wam w okiełznaniu tych mocy – odparł Legion, najwyraźniej udobruchany słowami Abe’a. – Nie jestem w stanie tego zrobić. I nie mogę ich zabrać – przeniósł spojrzenie na Petra. – One pojawiły się na miejsce brakujących mocy.

- Gdy utraciliśmy Gen X, doprowadziłeś do kolejnej mutacji – podsunął Hank.

Legion spojrzał na niego z namysłem, ale nie potwierdził słów mężczyzny.

- Nie wiem, co ona robi z mózgiem. Wiem, że zabiera wasze emocje. Nie obchodzi mnie jak to robi – warknął Legion.

To, co udało się osiągnąć Changerowi, Shardfire z jakiegoś powodu zepsuł, chociaż jego słowa nie niosły zwyczajowej dawki kpiny czy braku litości.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Nadzieje były jak bańki mydlane - piękne, kolorowe, potrafiące wprowadzać w zachwyt i przynosić sporo radości. I również jak one, były łatwe do zniszczenia.

Słowa Legiona były niczym igła rzeczywistości przebijająca bańki mydlane nadziei Petra. Nadziei na to, że powróci moc, którą może kontrolować. Moc, za pomocą której mógł tworzyć coś pięknego, niesamowitego i zapierającego dech w piersiach. Moc, która połączona z jego talentem do rysowania, wynosiła sztukę na zupełnie inny poziom. Zamiast tego przyjdzie mu żyć z całkowitym przeciwieństwem tego, co posiadał. Zamiast tworzyć, będzie niszczyć.

Jego chwilowy entuzjazm został przygaszony słowami Legiona. Jeśli liczyli na to, że w jakikolwiek sposób będzie w stanie im pomóc z ich mocami, w tej chwili otrzymali jasną informację i prosty przekaz - dostaliście moce i teraz radźcie sobie sami. Wychodziło na to, że ten mutant zabawił się w boga, postanowił, jak to określił Hank, doprowadzić do kolejnej mutacji, nie przejmując się w ogóle jej efektami.

A skoro Petrowi nie pozostało nic innego, jak żyć ze świadomością posiadania niszczycielskiej mocy, którą mógł próbować okiełznać (raz się udało, więc może i w przyszłości znów się uda?) i widmem starcia, w którym mógł stracić życie to postanowił zrobić jedną rzecz, na którą miał chociaż minimalny wpływ.

- To... to chyba wszystko, co chciałem wiedzieć - odparł i podniósł się.

Wahał się ułamek sekundy, a następnie ruszył w kierunku drzwi, by wyjść z salonu i ruszyć w pogoni za kolejną bańką mydlaną. I chyba najlepszym miejscem na to był pokój Cleo.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

Spoglądał za odchodzącym Petrem. Zastanawiał się czy może nie powinien go zatrzymać, ale każde z nich musiało sobie samo poradzić tym co właśnie usłyszeli.

Powiódł wzrokiem po reszcie, zatrzymując na koniec spojrzenie na Charlesie. Jego mina nie pozostawiała wątpliwości. Oni tracą nadzieję Charles...

A potem, nagle wyraz jego twarzy zmienił się. 

Zmarszczył brwi i spojrzał gwałtownie na Legiona.

- Za, zaczekaj. - Potrząsnął głową by pomóc sobie w chwilowym odrzuceniu zbędnych rozważań, które się w niej kłębiły. - Powiedziałeś: zabiera wasze emocje. I... Wcześniej powiedziałeś: odebrano wam moce. Ale ani razu nie wspomniałeś o sobie. Przecież też jesteś mutantem. - Wpatrywał się w niego intensywnie. - Czy tak jak on - skinął głową w stronę Logana - nie straciłeś w ogóle mocy? Znaczy to miałoby sens w założeniu, że ty sprowadziłeś nowe moce na innych bo by to zrobić musiałbyś, chyba, mieć działającą moc... Hmmm. Rozumiem czemu tak mogłoby być w jego przypadku, to jest zachowanie mocy, bo organizm mógłby zwalczyć wirus czy cokolwiek to było, ale jeśli ty Legionie nie potrafisz się regenerować to jak to ciebie ominęło? Twoja moc pozwoliła ci się obronić? Widziałem ją, powiedziałbym, że jest dość wszechstronna, ale chyba nie mógłbyś się bronić jeśli nie wiedziałbyś o takim zagrożeniu. Czy też osoby za to odpowiedzialne cię same, uprzednio, odizolowały z jakiegoś powodu? Jak długo byłeś w zamknięciu w tej placówce? Widzisz, ja nadal uważam, że wiedza i zrozumienie są kluczem w naszej próbie ogarnięcia tych mocy i zapanowania nad nim, wiec, jeśli możesz, to proszę mi. Nam. Jeśli masz wiedzę o tym co się stało, albo dlaczego strata mocy mogła kogoś ominąć, to proszę, ja... Sądzę, że musimy się tego dowiedzieć. - Mówiąc wpatrywał się, przyjaźnie, momentami współczująco nawet, w jego twarz

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

- Wiem, że czasami łatwo o tym zapomnieć, ale Thor jest bogiem. To sprawia, że na wiele spraw patrzy inaczej - zauważył Steve. - Jest Avengerem, ale przede wszystkim jest Asgardczykiem.
 - Wiem - zapewniła Cleo z podejrzanie wysokim stopniem wesołości w głosie - I uwierz, że nikt z zespołu długo o tym nie zapomni.
- Chcę wiedzieć, co masz na myśli?
 - To zależy jak bardzo nowoczesne podejście do naszego związku na odległość prezentujesz - mrugnęła do niego.
- Wiem, że na to zasłużyłem, ale czy możesz przestać mnie dręczyć?
 - No wiesz, Steve... Tak w zasadzie to przyszedłeś do mnie na seks, a potem mnie porzuciłeś i uciekłeś bez słowa, prawda?
Nie odpowiedział od razu. Nie wiadomo czy miał zamiar coś powiedzieć, gdy od odpowiedzi uchroniło go pukanie do drzwi sypialni Cleo.
 - Przyciągasz ludzi do mojej sypialni, nawet jak siedzisz daleko! - fuknęła rozbawiona Cleo - Może w naszej przyszłej sypialni zamontujemy sobie drzwi obrotowe, co?
Chciała mu powiedzieć coś miłego. Nie chciała by ta rozmowa skończyła się w ten sposób. Chciała zaznaczyć, że mimo całej złości i rozżaleniu, które gdzieś w niej buzują, mimo całego strachu z całej sytuacji, nadal widzi przyszłość. Ich wspólną.
 - Zaraz! - zawołała do drzwi - sekunda!
Osoba za drzwiami nic nie odpowiedziała, ale czekała cierpliwa na pozwolenie, by wejść.
- Cieszę się, że mówisz o naszej wspólnej sypialni, ale myślałem raczej o drzwiach pancernych.
Zachichotała i ściszyła głos - Ale łazienka będzie różowa. Skopiujemy tą, którą mam w instytucie. Kocham cię, Steve - powtórzyła z czułością - i ufam ci. Ale teraz powinnam się jednak nie przyznawać, że z tobą rozmawiam. Zadzwonisz wieczorem? - nawet nie próbowała ukryć nadziei, która wybrzmiała w jej głosie.
- Zadzwonię - obiecał.- Kocham cię, Cleo. Zawsze kochałem i zawsze będę kochał.
 - Będę czekać - zapewniła zarumieniona i szczęśliwa. Posłała mu jeszcze całusa, zanim się rozłączyła. I choć zrobiła to całkiem niechętnie, to jednak świat wydawał jej się dużo piękniejszym miejscem niż jeszcze kilka chwil temu. Jaśniejszym i pełnym... Życia. Szczęścia. Nadziei. Miłości. Wszystkich tych wartości, o które warto było walczyć.
Odetchnęła głęboko, tanecznym krokiem podeszła do drzwi i otworzyła je szeroko.
 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2c82d9841dd8b888454730ab2d75dc43.jpg

James Gray

 

Spodziewał się, że odzyskanie mocy, o ile w ogóle możliwe, zdecydowanie nie będzie proste, dlatego starał się nie robić sobie nadziei. Mimo to  ta prosta deklaracja z ust Legiona wciąż ciążyła.

- I tyle? Zabawiłeś się w boga i nie obchodzi cię to co się z nami stanie? - najemnik podniósł się gwałtownie - A jedyne ci się liczy, to że staniemy się wyzutą z emocji bronią? Nie jesteś lepszy od tych, którzy zamykają mutantów!

Wyrzuciwszy z siebie złość, James po prostu opadł bezwładnie na fotel z pustym spojrzeniem wbitym w podłogę. Jaki był sens tego wszystkiego? W wizji tego szaleńca mieli stać się nic nie odczuwającą bronią. To już się zaczęło i nic nie mogli zrobić. Jaki był w tym wszystkim sens.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz