Aruna

Not gonna die (Aruna)

102 postów w tym temacie

 

Petr Klasnic                       i                 Cleo Blackburn

 

Nie był pewny, czy robi dobrze.

Ba! Był przekonany, że właśnie popełnia największy błąd w życiu i największą głupotę jaką tylko może zrobić.

A mimo to przeszedł przez hall, wspiął się po schodach i nim się spostrzegł, nie tylko stał przed drzwiami do jej pokoju, ale i zapukał.

Kiedy to sobie uświadomił, cofnął się pół kroku w tył i byłby gotów zrejterować, gdyby nie głos dobiegający ze środka.

- Zaraz! Sekunda!

Te dwa słowa wystarczyły, by Petr zatrzymał się w miejscu.

Co ja w ogóle robię? Przecież za chwilę zacznę się trząść, Cleo pomyśli, że jestem chory i tyle… Może jednak się wycofam? Może lepiej będzie, jeśli…

Ta myśl nie została dokończona, bo wtedy otworzyły się drzwi i stanęła w nich ona. Jego muza. Jego kolejna bańka mydlana. Cała rozpromieniona.

Czyżby się mylił? Czyżby to, co zamierzał, miało okazać się jeszcze większą klapą i żenadą niż wewnętrznie czuł?

- Eeemmm…. cześć - powiedział niezbyt mądrze.

- Cześć - odpowiedziała wesoło - Thor uznał, że ma dość gościny przy herbacie, uznał też, że szukanie mojego pokoju jest poniżej jego godności i wysłał ciebie? - spytała domyślnie - biedaku!

- Eee, co? - zapytał zbity z tropu, by po chwili dodać. - Nie, to... emm... sam przyszedłem. Jaa... - zawahał się. - to znaczy, jeśli ci przeszkadzam, to mogę... - wskazał kciukiem gdzieś w bok. - i przyjść później... albo... albo w ogóle - dodał znacznie ciszej.

- Nie przeszkadzasz - pokręciła głową Cleo i cofnęła się o krok - Wejdź, proszę.

Zawahał się ostatni raz.

Wziął głęboki wdech i zrobił krok w przód, przekraczając próg pokoju.

Kości zostały rzucone pomyślał i zabębnił nieco nerwowo palcami o udo.

- To... - zaczął nieco niezręcznie. - Thor nie jest tu po to, by... by nas aresztować?

- Thor? - zaśmiała się Cleo, siadając na łóżku - Skąd! Jest tu przeze mnie.

- W sensie... ma cię pilnować?

- Chronić - poprawiła po chwili zastanowienia - to lepsze słowo.

- No tak - przytaknął i potarł palce o wnętrze w dłoni w kolejnym nerwowym geście. Cały czas krążył wokół tematu, grał na zwłokę i sam nie wiedział dlaczego. No ok, bał się.

- Tym razem... - zawahał się. - Tym razem nie odejdziesz bez pożegnania?

Miał ochotę palnąć się w łeb. Zdecydowanie nie podchodził dobrze, do tematu.

Popatrzyła na Petra z namysłem. To była prawie zabawna ironia losu. Dokładnie taki sam żal miała do Steve'a, który odszedł bez słowa. Pokręciła powoli głową

- Nie. Tym razem nie - obiecała

Uśmiechnął się do niej delikatnie. Ciepło i nieco nieśmiało.

No dawaj! Teraz! Rusz się!

Przełknął ślinkę. Ciut za głośno, a na pewno głośniej niż zamierzał.

- Cleo... czy... - zawahał się i chrząknął. - mam głupią prośbę... czy... możesz... możesz na chwilę zamknąć oczy?

Zdziwiła ją ta prośba - Niby mogę - przytaknęła ostrożnie - Ale po co?

Potarł czubek nosa skrępowany.

- Chciałem... chciałem coś... zaśpiewać - przyznał cicho. - Ale... trochę się krępuję i... jeśli ci przeszkadza zamykanie oczu to... mogę się obrócić plecami.

Nadal trochę zaskoczona pokręciła głową

- Mogę zamknąć oczy - zgodziła się i faktycznie to zrobiła - Ale nie wiem czy mam jeszcze znajomości w show-biznesie - zastrzegła uczciwie - Za szybko wszystko się zmienia.

Petr uniósł tylko brwi zdziwiony i powtórzył za Cleo.

- Znajo... nie, nie o to chodzi... - zastrzegł z wyraźnym skrępowaniem. - Zresztą... może lepiej zaśpiewam... - dodał. - Tak... tak lepiej... to wyrażę...

Zrobił krótką pauzę i sam przymknął oczy. W chwili, w której z jego ust dobył się cichy pomruk, melodyjny, określający tonację, skończyło się skrępowanie. Nie tylko brzmiał pewniej niż wtedy, gdy mówił, ale i wyglądał na dużo bardziej rozluźnionego. A w chwilę później otworzył usta, zaczynając śpiewać:

 

I won't lie to you



I know he's just not right for you

And you can tell me if I'm off

But I see it on your face

When you say that he's the one that you want

And you're spending all your time

In this wrong situation

And anytime you want it to stop

I know I can treat you better

Than he can

And any girl like you deserves a gentleman

Tell me why are we wasting time

On all on your wasted crying

When you should be with me instead

I know I can treat you better

Better than he can

 

Po ostatnich słowach zanucił jeszcze fragment melodii i zakończył.

Cleo słuchała w tym swoim nauczycielskim skupieniu. A gdy chłopak przestał śpiewać wcale nie otworzyła jeszcze oczu. Bo otworzenie oczu było sygnałem do stawienia czoła rzeczywistości. Rzeczywistości, która była aż nazbyt oczywista i po prostu nieuprzejmością byłoby ją ignorować.

- Chciałeś mi tą piosenką coś powiedzieć, prawda?

Petr zadrżał kiedy usłyszał jej głos. Całe rozluźnienie minęło i znów się spiął. Znów zaczął pocierać palce w nerwowym geście i wypuścił głośno powietrze, powoli samemu otwierając oczy. Wystarczyło, by na nią spojrzał, by uświadomił sobie co przed chwilą zrobił, żeby naszła go nagła ochota na ucieczkę.

- Wiesz przecież... - odparł cicho.

- Ja cię nie znam - przypomniała łagodnie - Kiedy się spotkaliśmy? Dwa dni temu? Trzy?

No tak.

Życie to nie film. Zbyt często o tym zapominał. I teraz poczuł jak ostatnia bańka mydlana pęka.

- No... no tak - odparł. - To było głupie... - wydukał, uciekając spojrzeniem w kierunku okna. - Przepraszam.

- Hej... - uśmiechnęła się Cleo - nie denerwuj się - poprosiła. Wstała, by do niego podejść i objąć delikatnie ramieniem - Nic złego się nie stało - zapewniła - Wydajesz się fajnym facetem. Uwierz trochę w siebie. Ja cię faktycznie nie znam, ale... Zawsze możemy się poznać i iść razem na imprezę, gdy to się skończy. Prawie zawsze chodzę tylko z przyjaciółką albo z ojcem - skrzywiła się zabawnie.

Są w życiu takie chwile, gdy wydaje ci się, że już nic nie może pójść gorzej, a jednak okazuje się inaczej.

Tak właśnie było teraz.

Z jednej strony wygłupił się strasznie i wyszedł na strasznego dzieciaka. Bo kto inny, jeśli nie naiwny smarkacz pomyślałby, że wystarczy podejść do dziewczyny, w której się durzysz od jakiegoś czasu i odśpiewać jej kawałek piosenki, żeby zacząć się ze sobą spotykać? Życie to nie jest film. A nawet jeśli, to już prędzej jest to dramat niż komedia romantyczna.

Wciąż, mimo tego co zrobił, Cleo nie kazała mu iść precz, nie wyśmiała i nie zakazała zbliżania się do siebie. Więc mimo wszystko można było odtrąbić mały sukces. A dokładniej to można by było, gdyby nie dwie skrzydlate paskudy, które postanowiły znowu wściubić nos w życie Petra. Jak?

Ano pojawiły się za oknem, w które wpatrywał się w Czech. Opadły powoli, z szerokimi uśmiechami, trzymając pomiędzy sobą błękitną szarfę ze złotym napisem FRIENDZONE!

Chłopak poczuł jak czerwień wpływa na jego policzki i uciekł spojrzeniem od okna, zaciskając dłonie w pięści. Potrzebował policzyć do pięciu, by odzyskać nad sobą panowanie na tyle, żeby móc odpowiedzieć coś Cleo. Nie chciał wyjść na gbura.

- To... jasne, czemu nie? - odparł, siląc się na lekki ton. - Acz ja na razie staram się nie robić tak długoterminowych planów - dodał i odchrząknął. - Niewiadomo czy po... tym wszystkim - wykonał ręką bliżej nieokreślony gest. - będzie jeszcze świat, na którym ktokolwiek będzie imprezował.

- Coś ciekawego na dole? - spytała spokojnie - Jakieś nowe katastrofy? Uciekłam przed gwoździem programu? Dawaj. Ale jak mi powiesz "nie martw się", "wszysko w porządku" i pochodne to cię zdzielę - zastrzegła uczciwie.

Parsknął krótko.

- Nie jest w porządku - odparł. - Więc nawet nie mam zamiaru tak mówić. Bo nie ma sensu kłamać. Ot, poza tym, że Legion nie widzi problemu w tym, że nowe moce pozbawiają nas jakichkolwiek emocji, czyniąc napędzane furią maszyny do zabijania, to właściwie nic nowego nie zostało ustalone - stwierdził. - Abe robi za negocjatora i próbuje coś więcej wyciągnąć z naszego "stwórcy bogów".... - mruknął z niesmakiem. - Z tego, co mówił Legion, Hank wydedukował, że Legion wywołał w nas ponowną mutację. Na moje oko, acz naukowcem nie jestem, wygląda to tak, jakby nasze ciała, pod wpływem jego mocy, przeszły mutację tak gwałtowną, że sobie z nią nie radzą. Moce są potężne, ale robią z nami, co robią. Chociaż.... - zawahał się. - gdy byliśmy tam na misji... gdy... udało mi się nad sobą zapanować. Miałem moc i kontrolowałem swoje ciało.

- Czyli jest gorzej niż myśleliśmy - westchnęła Cleo - bo sądziliśmy, że wystarczy pozbyć się wirusa, który zabrał nam pierwotne moce, by wszystko się ustabilizowało. Jednak jeśli to po prostu kolejna mutacja to... To pewnie nie ma żadnego znaczenia czy mamy tego wirusa, czy nie - spuściła głowę - A Kraina Lepszego Jutra po prostu nie istnieje. Bo jaki mamy wybór? Zatańczyć jak nam zagra ten pomyleniec? Zmienimy się w krwiożercze potwory i nawet jeśli ocalimy Ziemię przed zagrożeniem, które pewnie on sam sprowadzi, bo nasz szalony reżyser ma taką piękną wizję wyniszczającej walki - parsknęła rozgniewana - to i tak ją potem rozerwiemy na strzępy w walkach między sobą. Albo nic nie robić i faktycznie pozwolić mu zniszczyć Ziemię. Tak czy inaczej: przegraliśmy. Bo co z tego, że nad tym panowałeś? Abe też panuje. A jego mózg niszczy się dokładnie tak samo.

- Jeśli mocy faktycznie pozbawił nas wirus - zaczął. - a nie jest to wykluczone, to zawsze można spróbować się zarazić raz jeszcze. Spróbować w ten sposób pozbyć się nowej mutacji - stwierdził. - Acz w dalszym ciągu nie mamy wyjaśnienia dlaczego Logan, czy profesor zachowali swoje moce - dodał. - Legion na to pytanie też nie potrafił odpowiedzieć.

- Albo nie chciał. Może uznał, że już są wystarczająco potężni więc wystarczy. Chociaż... - zmarszczyła brwi - Logan musiał być zdrowy. Gdyby był zarażony i stracił moce to by umarł. Może jego ciało tak samo potraktowało to, co zrobił Legion? Jak chorobę, więc się jej pozbyło?

Petr wzruszył nieznacznie ramionami.

- Nie wiem, możliwe - stwierdził. - W każdym razie są trzy osoby, które w jakiś sposób mogą nam pomóc lub są związane z tym, co się z nami. Legion, Logan i jakiś profesor. Mamy dwie z tych osób. Trzecią uprowadził Kap... - zawahał się. - Trzecia jest poza naszym zasięgiem.

- Naprawdę uważasz, że Steve jest zły? I zrobiłby coś, by zaszkodzić mutantom?

- Jeszcze przed tym, jak go spotkałem w tamtej placówce bez wahania odpowiedziałbym, że nie - odparł i spuścił na chwilę wzrok. - Przecież wiesz, że poszedłem za nim, zamiast z resztą zespołu. To też o czymś świadczy - dodał. - Ale po tym, jak sam mi powiedział, że tamten mężczyzna jest kluczem do tego, co nas spotkało i nie pozwolił go zabrać z X-men... kiedy zmusił mnie, żebym się z nim skonfrontował... - Petr pokręcił głową. - Kapitan, którego idealizowałem przez całe życie, o którym opowiadał mi dziadek, nie zrobiłby tego. Nie walczyłby w barwach Hydry z mutantem próbującym zdobyć lekarstwo.

- Jakiego ty masz starego dziadka - zdziwiła się Cleo - mój wtedy walił w pieluchy, co najwyżej - zastanowiła się i westchnęła nawet nieco rozbawiona - Jaki on jest stary! - uśmiechnęła się, ale zaraz spoważniała - Uważasz, że ten doktor powinien być tutaj? W otoczeniu ludzi, którzy - skrzywiła się - nie mają problemu z tym, że wśród nich jest morderca? Przecież to by się skończyło katastrofą.

- Lepiej jak jest w rękach Hydry? - dopytał. - Wśród samych morderców?

- Steve nie jest mordercą - przypomniała - Poza tym... Petr, wiesz co ma HYDRA, a czego nie ma Instytut? Zaplecze naukowe. My mamy tylko Hanka. To jednak za mało. No i... Wydaje ci się, że HYDRZE zależy na tym, co nam próbuje wyreżyserować Legion? Naah - machnęła ręką - jaki mieliby w tym zysk? Jaki cel?

Petr spojrzał na nią z niedowierzaniem.

- Naprawdę tak to widzisz? - zapytał. - W taki sposób usprawiedliwiasz to, że Kapitan przeszedł na stronę Hydry? Że współpracuje z nazistami, mordercami i bezwzględnymi kryminalistami? - wraz z kolejnymi pytaniami, jego niedowierzanie tylko rosło, a on sam cofnął się o krok w tył. - Mnie również nie podoba się to, że James tu jest. Że musi przebywać w tym samym budynku. To, co robią X-men i w jaki sposób sprawia, że najprawdopodobniej jutro lub jeszcze dzisiaj mnie tu nie będzie. Ale... jak możesz tak negatywnie oceniać X-men za współpracę z jednym z Jamesem, a usprawiedliwiać Steve'a za współpracę z całą Hydrą?

- Dokąd pójdziesz? - zmieniła temat na istotniejszy - Odpowiem na twoje pytania - uniosła dłonie - Ale to chyba ważniejsza kwestia.

Petr wzruszył ramionami.

- Pewnie w pierwszej kolejności do kancelarii panny Walters - odparł. - mojego obrońcy.

- No, no, no, masz znajomości - mruknęła Cleo z lekkim uśmiechem - Ale musisz gdzieś mieszkać. I prawdopodobnie już ci cofnęli wizę. A jak przyjadą smutni panowie z nakazem wysłania cię za ocean to w świetle prawa Jennifer nic nie będzie mogła zrobić.

- Tak, muszę gdzieś mieszkać. Ale ten problem spróbuję jakoś rozwiązać z panną Walters. W świetle już podjętych przez nią działań, będzie potrafiła mi najlepiej doradzić.

- Ja zmieniłam obywatelstwo, żeby prawo dało mi chwilowo spokój - przyznała się Cleo - Petr, posłuchaj. Rozumiem, że cię zawiodłam. Nie tego się spodziewałeś po mnie, jesteś też zły, rozgoryczony i wystraszony z mnóstwa innych powodów. Jednak proszę cię, nie uciekaj. Wszyscy uciekają - dodała z goryczą - i to nigdy się dobrze nie kończy. Wiem coś o tym. Przecież też uciekłam.

Skrzywił się nieco i zaplótł ręce na klatce piersiowej w obronnym geście.

- Sądząc po obecności Thora w salonie sama nie masz zamiaru tu zostać - stwierdził. - Ja tu nie pasuję - dodał po chwili. - Betsy mi po misji powiedziała, że zrobiłem to co zrobiłem, czyli poszedłem za Kapitanem zamiast z nimi, bo nigdy nie byłem częścią drużyny i nie rozumiem jak ważne jest to, by działać razem. Słyszałaś, co powiedział Abe - odłączając się od drużyny naraziłem wszystkich. Abstrahując od tego, że to ja odnalazłem zarówno tamtego naukowca, jak i Logana - narażam tylko X-men robiąc coś, co wydaje mi się dobre - zrobił krótką pauzę. - Poza tym, przy pomocy panny Walters mam zamiar pozwać rząd Stanów Zjednoczonych. To przyciągnie uwagę. A to jest ostatnie czego potrzebują X-men.

- Jestem kulą u nogi Thora, więc siłą rzeczy, musi mnie za sobą wlec. Biedak.

Zamyślona Cleo spojrzała za okno - Na twoim miejscu zrobiłabym to samo - powiedziała - Nawet gdyby ze Stevem nic mnie nie łączyło - zastrzegła - A Abe nie miał racji. Nie zawsze ją ma, wiesz? Chcesz pozwać rząd? - powtórzyła tak samo zamyślona - Zanim machina ruszy wszystko się skończy, Petr. Pamiętaj co nad nami wisi - westchnęła - A jeśli ktoś rozgłosi to, o że zmieniamy się w nieczułe maszyny to przepadliśmy z kretesem.

- Są różne sposoby walki, Cleo - odparł Petr. - Co mi z tego, że mogę siłować się na rękę z Thorem, czy uprawiać zapasy z Hulkiem, skoro ja nie potrafię tego wykorzystać. I nie mówię o tym, że nie kontroluję mocy - dodał. - po prostu nie jestem typem, który załatwia wszystko pięściami. I może to, co robię jest bezcelowe, może wszystko zakończy się nim na dobre zacznie się cały proces, ale nie mam zamiaru odpuścić - zawiesił na chwilę głos. - Niestety, ale obawiam się, że mój pozew może dotyczyć także Avengers jako grupy, która reprezentuje i wspiera rząd w polowaniu na mutantów.

- I ty Brutusie? - żachnęła się Cleo - Ja cię na imprezy zapraszam, a ty mnie chcesz pozywać? A fee! Chcesz ze mną wojny medialnej? - uniosła brew

- A co, dowiem się, że jestem nielegalnym imigrantem, który dybie na życie niewinnych obywateli? - dopytał, próbując nadać swojemu pytaniu lekkiego tonu poprzez delikatny uśmiech.

- Nawet nie chcesz wiedzieć czego się dowiesz, jak się tatusiowi poskarżę - odbiła piłeczkę z uśmiechem - Poza tym chcesz rozbijać rodziny? Hulk i She-Hulk mogą mieć potem dziwne święta - zaśmiała się - Daj spokój, Petr. Avengers są w porządku. Nikt z nich nie łapie mutantów. Popatrz, mnie trzymają, chronią, karty członkowskiej mi nie odebrali nawet.

- Wy się znacie, Cleo - stwierdził. - To twoi przyjaciele. Tony Stark, Steve, Thor - wymienił. - obrazek medialny to jedno, ale przyjaźń to więź silniejsza niż nakaz rządowy. Ja? Ja jestem tylko anonimowym mutantem, który skrzywdził kilku, jeśli nie kilkunastu studentów bo mu się moc postanowiła uaktywnić - skrzywił się i wzdrygnął na to spojrzenie. - Poza tym... to już będzie kwestia panny Walters kogo oskarżenie obejmie. Ona jest prawnikiem.

- Wiesz jak to się skończy dla mnie? Wyda się, że mnie ukrywają, SHIELD ma już więcej niż dość powodów, by mnie zabrać, więc dasz im do tego cudowny pretekst. Nie obchodzi cię to, prawda? Bo nie poszłam z tobą do łóżka, więc mogę ginąć - zmarszczyła brwi - idź już.

- C-co? - zapytał zszokowany. - Do łó... gdzie? - dopytał. - Skąd ci to przyszło do głowy? Przecież nie o to mi chodziło! - niemal wykrzyczał, autentycznie spanikowany. W życiu, by nie pomyślał, że jego intencje zostaną w tak bardzo błędny sposób odczytane. - Nie chcę dla nikogo źle.

- Obraziłeś się, gdy zaproponowałam wspólne wyjście - przypomniała - Nie na to liczyłeś. Liczyłeś na łóżko i pewnie poczułeś się wysłany do friendzone, bo przecież jesteś takim miłym chłopakiem - prychnęła - a takie puste lale jak ja to pewnie lecą tylko na mięśnie i wygląd, bo na co innego? - zirytowana przeszła się po pokoju, by się rzucić na łóżko - więc teraz chcesz pozywać Avengers, choć mnie chronią i choć przyznałam ci się, że jestem jedną z nich. W tym budynku poza tobą wie o tym tylko Thor.

Pokręcił głową.

- Nie, nie obraziłem się. Zgodziłem się - przypomniał. - zaznaczyłem tylko, że ze względu na sytuację nie robię aż tak dalekosiężnych planów. Bo nie wiem, co będzie po tym wszystkim. Gdy to się skończy - dodał i oparł się pośladkami o biurko. - Samych Avengers nie chcę pozywać - tłumaczył dalej. - wcześniej powiedziałem, że pozew może ich objąć. Może. Nie powiedziałem, że musi, nie powiedziałem, że będzie ich obejmował. Tego nie wiem, bo nie wiem jeszcze jak pozew sformułuje panna Walters - ciągnął. - kogo w nim zawrze albo jakich słów w nim użyje. Na ten temat mam z nią dopiero rozmawiać. I skoro wiem, że Avengers udzielają ci schronienia, że jesteś jedną z nich, porozmawiam z panną Walters, by tak sformułowała pozew, by ominął Avengers - kiedy mówił, patrzył w przestrzeń przed sobą. Tak było mu się łatwiej skupić. Nie myśleć o oskarżeniu, które padło w jego stronę. Do którego chciał się odnieść na końcu.

- I naprawdę nie liczyłem na łóżko - dodał ciszej. - ja po prostu... jestem głupi i naiwny. I naoglądałem się zdecydowanie zbyt wielu komedii romantycznych i musicali. Przecież w prawdziwym życiu nie wystarczy zaśpiewać, żeby ktoś zostawił osobę do której coś czuje, by zaangażować się w związek z nieznajomym - chyba dopiero wypowiedzenie tych słów na głos pozwoliło mu zorientować się w tym, jak ogromną głupotę zrobił. A ta świadomość sprawiła, że parsknął i pokręcił głową. - Boże... zachowałem się jak smarkacz... A ty się pewnie poczułaś przez to bardzo niezręcznie - dodał i w końcu na nią spojrzał. - Jeszcze raz przepraszam.

Leżała na łóżku w milczeniu. Miała taki dobry humor po rozmowie ze Stevem. A teraz znowu czuła się zła, samotna i opuszczona. Dlatego postanowiła się skupić na przyjemniejszych rzeczach. Na tym, że Steve gdzieś tam jest i wcale o niej nie zapomniał. I że wyznał jej miłość. Na tym, że...

- Ostatni raz ktoś dla mnie śpiewał w dzieciństwie - przyznała z uśmiechem

Petr zawahał się. Nie chciał, by znowu jego intencje zostały źle odczytane.

- Jeśli tak rzadko ktoś ci śpiewa, to, jeśli chcesz, mogę coś jeszcze zaśpiewać - odparł. - Tak po prostu - dodał pośpiesznie.

- Chcę - zamruczała kapryśnie.

- Aaa... coś konkretnego? - dopytał.

- Znasz węgierską piosenkę samobójców? - spytała, nie odrywając twarzy od poduszki - jak nie to... Nie wiem. Kołysankę. Uwielbiam je.

- Nie znam, ale... kołysankę mogę ci zaśpiewać - odparł i ściągnął na chwilę usta, szukając w głowie takiej, którą potrafiłby zaśpiewać po angielsku. Ostatecznie postawił na, chyba, najpopularniejszą.

 

Lullaby, and good night, in the skies stars are bright.



May the moon's silvery beams bring you sweet dreams.

Close your eyes now and rest, may these hours be blessed.

'Til the sky's bright with dawn, when you wake with a yawn.

Lullaby, and good night, you are mother's delight.

I'll protect you from harm, and you'll wake in my arms.

Sleepyhead, close your eyes, for I'm right beside you.

Guardian angels are near, so sleep without fear.

Lullaby, and good night, with roses bedight.

Lilies o'er head, lay thee down in thy bed.

Lullaby, and good night, you are mother's delight.

I'll protect you from harm, and you'll wake in my arms.

Lullaby, and sleep tight, my darling sleeping.

On sheets white as cream, with a head full of dreams.

Sleepyhead, close your eyes, I'm right beside you.

Lay thee down now and rest, may your slumber be blessed.

Go to sleep, little one, think of puppies and kittens.

Go to sleep, little one, think of butterflies in spring.

Go to sleep, little one, think of sunny bright mornings.

Hush, darling one, sleep through the night,

Sleep through the night,

Sleep through the night.

 

Bardzo się starała, ale w końcu jednak nie wytrzymała i zaczęła chichotać w najlepsze

- Szczerze jej nienawidzę - przyznała rozbawiona - katowali mnie nią na lekcjach gry na fortepianie.

- Emm.. no tak, to może wzbudzić niechęć - przyznał. - Ale to też pierwsza jaka w ogóle przychodzi na myśl. Chyba najpopularniejsza - stwierdził. Milczał przez kilka chwil. - Wszystko dobrze? - zapytał z troską.

- Tak dobrze, jak tylko może być w świecie, który tak czy inaczej w najbliższym czasie czeka zagłada - zapewniła całkowicie szczerze

- Najbliższy czas to bardzo płynne określenie - zauważył. - Nie wiemy ile go mamy. To może być dzień. Może miesiąc, a może rok - westchnął cicho. - Nie wiem, czy w ogóle się tego dowiemy, czy to spadnie na nas nagle.

- Trochę jak życie w celi śmierci - mruknęła - Może spróbujmy się dowiedzieć? Albo sprawdźmy czy Abe coś konkretnego z tego pomyleńca wyciągnął.

Przytaknął.

- To dobry pomysł. Kto wie, może coś mu się jednak udało ustalić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Musimy zmienić naszą umowę.

Steve nie tracił czasu. Od razu po zakończeniu rozmowy z Cleo, skierował swe kroki do miejsca, w którym zazwyczaj rzadko bywał: do laboratorium. Zmieniło się to jednak, odkąd zamknięto w nim naukowca porwanego z ośrodka w Luizjanie.

- To zły pomysł teraz o tym rozmawiać – odparł naukowiec.

- Lekarstwo… Nie wystarczy mi jedna dawka. Potrzebuję znacznie więcej.

- Cały świat go potrzebuje – prychnął kpiąco doktor. – Ale jeśli to zrobimy, poniesiemy konsekwencje. Może Legion się mylił, może ta jego osobowość to wierutny kłamca, ale nie zaryzykuję zniszczenia świata dla jednej kobiety. Nawet jeśli to wybranka osławionego Kapitana Ameryki - dodał kpiąco.

 

Sytuacja w salonie robiła się coraz bardziej napięta. Legion był mocno niestabilny, a brak wdzięczności, na którą najwyraźniej liczył, nie wpływał zbyt dobrze na tego młodego mężczyznę. Podobnie jak odejście Petra, z którego twarzy dało się wyczytać wystarczająco wiele. Abe raz jeszcze wziął na siebie ciężar przywrócenia spokoju. Nie był w tym osamotniony.

Wsparcie nie nadeszło jednak ze strony Jamesa, który wyrzucił z siebie to, co ciążyło mu na duszy. Okazało się, że było tego całkiem sporo.

- Hej, spokojnie napaleńcu – rzuciła Jo, usiłując rozładować atmosferę, a może nawet pocieszyć swojego towarzysza. – Może zaczniemy od tego, że wszyscy się uspokoimy – kontynuowała, patrząc na Legiona. – Zaczyna mnie już od tego boleć głowa.

Charles i Betsy wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

- Skończyłeś herbatę.

Rzadko głos Betsy brzmiał równie łagodnie jak teraz, gdy kierowała te słowa do Legiona.

- Chcesz się jeszcze czegoś napić?

Mężczyzna wydawał się zdezorientowany podobną zmianą tematu, podobnie jak pytaniem Psylocke. A gdy kobieta zaczęła wstawać, chyba dość automatycznie podążył jej śladem. Odprowadzały ich spojrzenia pozostałych mutantów.

- Charles? – Hank odczekał jeszcze kilka chwil, nim zwrócił się do profesora.

- Musicie coś wiedzieć na temat Legiona. Jest bardzo niestabilny emocjonalnie.

- To już zauważyliśmy – odparł spokojnie Hank. – Chodzi o coś jeszcze.

- Odkąd pojawił się w Instytucie rozmawiałem już z Compass Rose, Susan i mutantem nazywającym siebie Zubar. Każde z nich miało inną mutację. I każde z nich było Legionem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz