Aruna

Not gonna die (Aruna)

149 postów w tym temacie

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

 Cleo spuściła głowę i przymknęła oczy. Była zmęczona i znużona. Ostatnio ciągle była zmęczona. Jedyne chwile radości i pobudzenia przeżywała, gdy Steve postanowił się odezwać. Czyli prawie wcale. Nienawidziła bycia mutantem. Tej atmosfery strachu, zaszczucia i poczucia, że sytuacja może się zmieniać tylko ze złej w jeszcze gorszą. Bez względu na to, co spróbują zrobić. Bo nikt nie przewiduje happy endów dla potworów. A tym przecież byli. Potworami. Tym się czuła. Potworem. Steve mógł sobie twierdzić, że bycie mutantem nie jest zbrodnią. Ale Steve nie był wszechwiedzący. Mylił się. Albo próbował ją pocieszać. Zerknęła tęsknie na bezlitośnie milczący telefon. Powinna to była uciąć na samym wstępie. Wtedy, gdy jeszcze miała na to jakiekolwiek szanse. Teraz już nie miała szans. Tak jak nie miały szans realizacji i powodzenia te wszystkie ustalenia.

 - Nie ryzykujmy - poprosiła cicho, zrezygnowana - To nie ma sensu. To spotkanie też. Przecież jest jeszcze Legion. Zostawienie go wydaje się równie absurdalne, jak przekonanie, żeby poszedł z resztą i się nie bał na tyle, by panować nad mocą i emocjami. Ale przecież to nie jego wina, że jest chory. Nie jego wina, że coś mu się uroiło i zniszczył nam wszystkim życie. Próbowałam go nawet za to winić, próbowałam go nienawidzić, ale... Nie mogę winić chorego chłopaka. Żal mi go. A żadne nasze ustalenia póki co nie objęły jego. Nawet go tutaj nie ma. To nie jest sprawiedliwe, porzucać go i spisywać na straty. Nie zasłużył. Wiem, że życie nie jest sprawiedliwe i nikt z nas na to nie zasłużył, ale... - westchnęła ciężko - Jestem zmęczona - wyznała - Nie umiem formułować myśli tak, jakbym chciała. Zapiszę wam adres mojej szkoły i kody dostępu. I mam nadzieję, że wszyscy się jeszcze spotkamy. Żywi. Jako przyjaciele. Ale teraz wolałabym to już zakończyć. Gonimy w piętkę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

 

Zmarszczył brwi i podszedł do niej. - Cleo - odezwał się cicho - ja nie planuję nikogo zostawiać. Nie planuję nikogo spisywać na straty. - Pokręcił smutno głową. - Ja planuję zabezpieczyć się na wypadek jakby było bardzo źle i nie dało się uratować wszystkich. Tylko tyle i aż tyle. Wierz mi nie zamierzam pozwalać komukolwiek zabierać Legiona. Prędzej poświęcę siebie niż kogokolwiek z was. - Spojrzał jej w oczy zastanawiając się czy rozumiała, że w całej tej rozmowie między innymi własnie o to chodziło. - A Legion...Ja nawet nie wiem czy to co on mówił jest prawdą. Może jest. Może nie jest. - Wzruszył ramionami. - W sytuacji, w której jesteśmy to tak na prawdę nie ma znaczenia. Miej wiarę i nadzieję, a będzie dobrze. - Obdarzył ją pokrzepiającym uśmiechem. - Ale masz rację, jeśli nikt nie ma nic więcej do dodania, to pora powoli kończyć. Wszystkim nam przyda się odpoczynek. - Zakończył.

Wyciągnął telefon z kieszeni gotów, jeśli mieli kończyć, zabrać się za nagrywanie wiadomości dla siebie.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dostali dodatkowe trzy dni. Trzy doby wypełnione oczekiwaniem na… cud? Te trzy dni dla niektórych były jedynie odwleczeniem wyroku, jednak profesor zdawał się wierzyć w to, że Instytut nie zostanie zamknięty. To był symbol nadziei. Zamknięcie Instytutu, uwięzienie profesora – to wszystko oznaczało koniec świata, w którym mutanci mieli miejsce. X-Men byli w stanie to zrozumieć. Dlatego za wszelką cenę chcieli wydostać profesora i zapewnić mu ochronę przed SHIELD. To samo zrozumienie sprawiło, że zostali wraz z nim. Nie wszyscy. James odszedł, zostawiając za sobą mutantów. Wraz z nim odeszła również Jo, która zdawała się żywić jakiś rodzaj sentymentu do najemnika.

Czas topniał drastycznie. Mijał dzień za dniem, a sprawa Legiona nie posunęła się nawet o krok. Nadal pozostali z tysiącem pytań i żadnymi odpowiedziami. Nie zrobili również tego, czego oczekiwało od nich SHIELD – nie ustabilizowali mutanta. Ten natomiast podczas minionych trzech dni zaprezentował jeszcze dwie ze swoich osobowości. Żadna natomiast nie była w stanie dać im tego, czego potrzebowali. Nie mieli odpowiedzi. Nie zyskali kontroli nad swoimi mocami. I nie wiedzieli, czy zagrożenie, o którym wspomniał Legion, jest wyłącznie złudzeniem jego chorego umysłu.

Tego dnia Cleo od rana była w Instytucie. Z jakiegoś powodu to wydawało się właściwe. Thor nie protestował, chociaż musiał już wiedzieć, co ich czeka tego dnia. Podobnie nie protestowali pozostali Avengers, chociaż sytuacja była co najmniej niejednoznaczna. Cleo była jedną z nich, ale była również mutantką. To oznaczało, że prędzej czy później zostanie zmuszona do wybrania stron. Jedynie Tony zdawał się na swój sposób spokojny, a może po prostu lekceważąco podchodził do problemu zamknięcia Instytutu.

W Instytucie pozostała reszta mutantów. Petr i Abe mieli nadzieję na pokojowe wyjście z sytuacji. Może w głębi duszy nawet wierzyli, że uda się wszystko załatwić na etapie rozmów. W podobne rozwiązanie natomiast zdawali się nie wierzyć Rogue i Gambit, którzy od rana poruszali się po Instytucie w strojach bojowych. Nieco większym optymizmem wykazywał się Hank, do samego końca pracując w laboratorium. Wolverine nie potrzebował nawet stroju bojowego, by podjąć walkę w każdym momencie.

Telefon od Tony’ego uprzedził alarm, który miał rozbrzmieć, informując o nadejściu SHIELD. To Stark zadzwonił do Cleo i poprosił tylko o jedno.

- Bądźcie gotowi.

To wystarczyło, by wszyscy zostali postawieni w stan gotowości.

- Nie możesz ingerować – powtórzył po raz kolejny Thor. – Jesteśmy tutaj, bo zależy ci na jednej i drugiej stronie, ale nie możesz ingerować w tą walkę – przestrzegł Cleo. – To oznacza utratę statusu, który dostałaś. I to tylko pogorszy sprawę.

Nie wytłumaczył, co dokładnie ma na myśli, ale gdy rozbrzmiał alarm, informujący o nadejściu intruzów, stał przy Cleo. Jedynie jego motywacje pozostały nie do końca jasne. Czy robił to, by ją ewentualnie powstrzymać czy też by chronić?

To wyglądało niemal jak kurtuazyjna wizyta. Do samej bramy zbliżył się wyłącznie jeden samochód, który, przez nikogo nieniepokojony, dojechał niemal pod sam budynek. Na zewnątrz wyszli już wszyscy X-Men: byli, obecni i ci o niepewnym statusie. Z samochodu natomiast wyszedł Nick Fury. Obrzucił nieodgadnionym spojrzeniem zebraną grupkę mutantów z profesorem na czele.

- Charles – skinął głową.

Profesor odpowiedział równie oszczędnym skinieniem.

Fury nie był sam. Z samochodu z miejsca zza kierownicą wyszedł mężczyzna, którego postawa wręcz krzyczała „były wojskowy”. Był ewidentnie spięty i chyba dość mocno skłonny, by naciskać spust broni, którą miał przewieszoną przez ramię. Jakby dla kontrastu tyle siedzenie samochodu opuściła kobieta, której uśmiech wskazywałby raczej na kurtuazyjną wizytę. Wskazywałby gdyby nie ilość ostrzy, które musiała traktować tak, jak większość kobiet biżuterię.

Ostatnia z towarzyszek Fury’ego była jak policzek wymierzony Cleo. Kobieta, która opuściła samochód, wyglądała nieco jak żeńska odpowiedniczka Kapitana Ameryki. Nie miała jednak jego ciepłego spojrzenia. Wydawała się nieco znudzona, a na pewno niechętna temu, co miało się tutaj stać lub mutantom samym w sobie.

Zanim ktokolwiek zdążył dodać coś jeszcze, na trawniku obok ich grupki wylądował Iron Man.

- Cokolwiek się tutaj stanie, pamiętajmy, że walczyliśmy razem ramię w ramię i być może mamy wspólnego wroga – zastrzegł Tony mechanicznym głosem.

- To tylko plotka – odparł Nick. – Zdołaliście go ustabilizować? – zapytał wprost, poszukując spojrzeniem Legiona. Jego wzrok zatrzymał się na mutancie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

 - Mój Boże - szepnęła z fascynacją Cleo, celowo dobierając słowa w ten sposób. Wpatrywała się w Thora z uśmiechem - Doczekałam czasów, w których doradzasz unikać walki - pokręciła głową, pozornie ignorując zbliżający się samochód - Nie martw się, mój książę. Wyeliminowałam najbardziej konfliktogenny element. Teraz istnieje chociaż cień szansy, że nie skończy się krwawą jatką.

Nawet sama w to wierzyła. Trochę. Brak osoby, która rozumiała tylko język przemocy i agresji był jasną stroną sytuacji, w której się znaleźli. Nawet jeśli to wszystko sprawiało, że czerń sytuacji, w której się znajdowali była tylko odrobinę mniej głęboka.

 Nie ruszył ją widok Fury'ego, jego się spodziewała. Nie ruszył ją widok wojskowego, nie był niczym szczególnym. Nie ruszył jej też widok kobiety z ostrzami. Pewne widoki powszednieją. Jednak poczuła nieprzyjemne ukłucie na widok kobiety, która bezcześciła barwy USA. Dość szybko jednak pozbierała się do kupy. Przynajmniej pozornie. Stwarzanie pozorów było w życiu bardzo ważne. Nie należało też pokazywać wrogom, gdzie boli. Ponadto takiego elementu wojny psychologicznej też mogła się przecież spodziewać.

 - Nick, jak na kogoś przy takiej władzy, jesteś niesamowicie zakompleksionym i nieśmiałym człowiekiem. W innym wypadku wpadłbyś na to, że możesz sam go zapytać. Stoi obok i jest naprawdę przemiłym człowiekiem- podsunęła Cleo ze słodkim uśmiechem i najbardziej uroczym tonem, na jaki było ją stać. Co oznaczało mniej więcej tyle, że od nadmiaru słodyczy można było dostać cukrzycy. Puściła przy tym perskie oko Legionowi, nie będąc pewną, czy w ogóle to zauważy. Ale wiedziała też, że takie drobne gesty budują lepsze samopoczucie u innych. Uśmiechnęła się też porozumiewawczo do obu kobiet. Tym nieco naiwnym i bardzo porozumiewawczym uśmiechem spod znaku "ach, ci faceci!". To był jeden z tych uśmiechów, które miała opracowane do absolutnej perfekcji - Kocham twoje włosy - jęknęła jeszcze z zazdrością pod adresem kobiety z bronią białą. Dotknęła swoich własnych i skrzywiła się - moje mi ostatnio wypadają garściami. Podrzuć adres fryzjera. Twoje też są niczego sobie- uśmiechnęła się do drugiej kobiet - Ale masz tak obłędne nogi, że zżera mnie zawodowa zazdrość i nie będę cię chwalić - wyznała rozbawiona.

Nie było potrzeby nastawiać tych kobiet do siebie źle. Cleo nie miała pojęcia, czy nie chciały tu być, czy może zupełnie przeciwnie. Ale w takich sytuacjach bardzo często odczłowiecza się cel zadania. Odbiera mu indywidualne cechy i odmawia przyznania, że ma się do czynienia z ludźmi. Nie miała zamiaru im tego ułatwiać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

 

Ostatecznie Abe poszedł na "spotkanie otwierające" jako on sam. Kostium Changera oczywiście był nieopodal, w budynku, ale nie miało sensu potencjalnie zrażać do siebie ludzi. Nie było szansy by nowo przybyli nie mieli okazji zapoznać się z nagraniami z ich akcji i nie byli w stanie go rozpoznać.

Im więcej niewiadomych tym lepiej. Myślał.

A teraz stał koło pozornie wciąż przykutego do wózka Charlesa i starał się wyglądać na rozluźnionego.

W rzeczywistości był skoncentrowany na osłanianiu siebie, profesora oraz wszystkich pozostałych, których był w stanie objąć swoją mocą. Jeśli czegoś się obawiał, a eskalacja konfliktu nie byłą tą rzeczą, ją uważał za nieuniknioną, to bał się tego, że nie zdąży zareagować bo ktoś lub coś będzie szybsze od niego.

Jeśli tak się stanie ktoś może umrzeć.

Powstrzymał cisnące mu się na usta słowa. Jeszcze nie. Cleo zgrabnie przeniosła na siebie ich uwagę i niech tak zostanie. Na negocjacje przyjdzie pora za parę chwil.

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Petr od chwili, w której się obudził czuł, że to będzie trudny dzień. Przeczucie, że dzisiaj wszystko może się zmienić, nie tylko jego życie, ale i życie jego rodziny, sprawiało, że żołądek miał zaciśnięty w supeł. Próbował coś zjeść. Choć bardziej próbował coś w siebie wmusić, niż faktycznie zjeść. Nie odczuwał głodu - zastąpił go stres związany z wyczekiwaniem na spotkanie, którego efekty mogą albo pozwolić mu dalej żyć w miarę normalnie, albo przekreślą jakiekolwiek szanse na normalne życie.

Nim wyszedł ze swojego pokoju, ubrany w to, co miał w chwili przybycia do Instytutu, rzucił jeszcze spojrzeniem w kierunku biurka. Wciąż leżał na nim szkicownik, z rozpoczętym portretem Cleo. Na razie stanowił jedynie szkic twarzy, zarys włosów. Wciąż wymagał jeszcze wiele pracy. Jednak to jedno spojrzenie przypomniało mu wieczorne spotkanie i to wspomnienie przywołało delikatny uśmiech na jego twarz.

Już spokojniejszy wyszedł z pokoju, by stanąć naprzeciwko swego przeznaczenia.

 

Stojąc obok X-men - obecnych i byłych, u boku Profesora, znów czuł się trochę nie na miejscu. Trochę jakby nie należał w pełni do Instytutu, do tej drużyny. Trochę na uboczu. Pewnie dlatego nikt z wychodzących z samochodu nie zwrócił na niego większej uwagi. Niepozorny, wycofany, niczym nie wyróżniający się. Na tle innych X-men był wręcz jak cień. Jak szczegół otoczenia, który jest, chociaż nikt go nie zauważa. I o to chodziło.

Dlatego też się nie odzywał. Miał zamiar pozostać tylko szczegółem. Czekać na rozwój wypadków i w razie potrzeby postąpić zgodnie z planem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kobieta z bronią białą nie traciła uśmiechu. Gdy Cleo pochwaliła jej włosy, nie podjęła wątku, ale puściła do mutantki oko. W towarzystwie swych bardzo poważnych członków zespołu wydawała się wręcz nie pasować do tego miejsca, a już na pewno zdawała się niekoniecznie wzorową agentką SHIELD.

Słowa Cleo, chociaż zwróciły na nią uwagę wszystkich, nie zdołały wyprowadzić z równowagi Fury’ego. Mutantka osiągnęła jednak to, co zamierzała: przyciągnęła uwagę szefa agencji.

- Twoje zadanie było proste – zaczął ten obojętnym tonem. – Miałaś powstrzymać Kapitana przed przejściem na stronę naszych przeciwników.

Nie dodał nic więcej. Nie musiał.

- Legion… - zaczął profesor jednak nie było mu dane dokończyć.

- Jest stabilny – wtrącił wspomniany. – Mój umysł działa bez zarzutu, Nick, chociaż wolałbym gdybyś używał miana, które najlepiej mnie opisuje. Supreme Being. A zagrożenie, które dla ciebie jest tylko plotką, istnieje naprawdę i tylko mutanci są w stanie mu zażegnać. Nie jako twoja armia, ale jako istoty walczące o swój świat, swoje domu i swoich bliskich.

Głos Legiona zdawał się brzmieć inaczej. Był nieco niższy, bardziej opanowany. Oczy mutanta patrzyły w pełni świadomie, a z drugiej strony zdawały się widzieć znacznie więcej niż pozostali byli w stanie dostrzec.

- Masz na to dowody? – zapytał oschle Fury.

- Futurity to zobaczył. Widział dwie wersje przyszłości. W jednej z nich mutanci walczyli, bo chcieli. Walczyli u boku superbohaterów. W drugiej umierali jako twoi żołnierze.

- Na razie zabijają bezbronnych ludzi – odparł Nick. – Mogą mieć dobre intencje, ale wolni pozostają zagrożeniem dla otoczenia. Do czasu znalezienie lekarstwa ośrodki to wszystko, co pozostało mutantom. To oznacza zamknięcie Instytutu. I to oznacza, że wszyscy z was udadzą się teraz z nami – omiótł spojrzeniem X-Men. - Wy wybierzecie sposób, w jaki się to stanie: bez walki lub po niej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

 - Mój Boże! - wykrzyknęła Cleo z przestrachem - A nie wierzyłam, gdy mówili, że już kompletnie oszalałeś! Nie dałeś mi żadnego zadania, Nick - przypomniała łagodnie - Ale gdybyś dał właśnie takie... Wykonałabym je śpiewająco - rozejrzała się teatralnie dookoła - Przecież nie ma go nigdzie obok ciebie. Na twój rozkaz zainfekowano mutantów. Na twój rozkaz wystawiono zlecenie za nasze głowy. To ty korzystasz z płatnych zabójców, żeby zabijali efekty twojej zabawy z bronią biologiczną. To ty nie dbasz o to, że zbliża się zagrożenie. I to ty wciskasz głodne kawałki o zagrożeniu ze strony mutantów. Instytut jest wystarczająco na uboczu, by nikogo postronnego nie skrzywdzić. Prawdopodobnie to ty kazałeś zawalić pół dzielnicy tego miasta, żeby mieć wygodną podkładkę pod ludobójstwo. Jednego dnia ogłaszamy, że mutanci muszą zostać zlikwidowani. Opinia publiczna jest podzielona, bo normalni ludzie jednak mają złe skojarzenia z obozami zagłady i gettami. No to drugiego taka piękna katastrofa. Pół dzielnicy przestaje istnieć. Taki cudowny zbieg okoliczności - rozłożyła ręce Cleo - kogo ty chcesz oszukać, Nick? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Petr nie czuł się ani na siłach, ani władny, by dyskutować z kimś takim jak Nick Fury. Nie w sytuacji, gdy od każdego wypowiedzianego słowa zależały ich dalsze losy. Wątpił, by SHIELD wysłało tu tylko to jedno auto. Petr mógł iść o zakład, że Instytut jest w tej chwili otoczony przez dziesiątki agentów. Ci najbliżej dyrektora Fury'ego mieli stanowić jego bezpośrednią ochronę, pierwszą linię. Mieli być tarczą, o którą rozbiłby się ewentualny atak mutantów na dyrektora SHIELD.

Klasnic nie wiedział o czym dokładnie mówi Cleo odpowiadając na uwagi dyrektora. Wierzył jednak, że Cleo wie o czym mówi i jej słowa dotrą do Nicka. Że uda im się uniknąć starcia. Bo chociaż Petr znał swoją rolę, w głębi serca mocno pragnął, by nie musiał się z niej wywiązywać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

 

Przeszedł kilka kroków by stanąć u boku Legiona. Zatrzymał się kładąc mu dłoń na ramieniu. Sam nie wiedział czemu, ale w ostatnich dniach odkrył, że dobrze czuł się w towarzystwie Legiona niezależnie czy ten był stabilny czy nie. Może dlatego, że czuł się wtedy potrzebny? A może było to coś co przyniósł ze sobą tamtej nocy kiedy razem uciekali przez las? Prawda była taka, ze nie zastanawiał się nad tym zbytnio.

Uśmiechnął się do młodego człowieka/supreme being po czym zerknął na Fury'ego. 

Jego uśmiech zgasł.

- Nie mam wątpliwości, że zdążyliście sprawdzić kim jestem, ale żeby formalnościom stało się zadość. Nazywam się Abraham Wilcock, doktor socjologii na Uniwersytecie Nowojorskim, miło mi. - Skinął lekko głową. - To co Pan przed chwilą powiedział byłoby może i prawdą gdyby wszystko dane nam było usłyszeć o tym jak rząd "zajmuje się" - zrobił palcami znak cudzysłowu - im nie przeczyło. Czemu chcecie zabrać kogokolwiek stąd, pod pretekstem chronienia przed nami normalnych ludzi, skoro własnie teraz jesteśmy w miejscu, które jest od nich idealnie odcięte. Nie możemy tu zrobić nikomu krzywdy nawet przypadkiem. No, poza nami samymi, ale to dla Rządu nie powinno mieć znaczenia jeśli faktycznie to jest celem tych... Ośrodków dla mutantów. Jestem pewien, że wszyscy tu obecni zgodzą się nie opuszczać tego miejsca by chronić niewinnych. Ba! Przyślijcie tu mutantów, z którymi są problemu. Są tu ludzie mające doświadczenie z trudnymi przypadkami. Zapewnimy im opiekę i pozbawimy was problemu. - Rozłożył dłonie i spojrzał na nich przyjaźnie. - To się nie musi przerodzić w niepotrzebny konflikt. - Modulował głos by mówić uspokajająco i z pełnym przekonaniem. - Możemy pomóc sobie nawzajem i zarazem ochronić niewinne osoby przed zagrożeniem. Mówię to wszystko ponieważ znamy swoje prawa. Żaden Amerykanin nie da się zamknąć za to jaką ma rasę i na podstawie dokumentu, który podjęto z pogwałceniem podstawowych praw jakie gwarantuje konstytucja. Innymi słowy, podejrzewam, że nikt z tu obecnych nie da się wsadzić do żadnego ośrodka by mu "pomagano" wbrew jego woli. Ale jak też wspomniałem nie ma takiej potrzeby. Jesteśmy tu w wystarczającym odosobnieniu i nie zagrażamy nikomu. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Gdy Cleo rzucała swoimi oskarżeniami, Nick nie usiłował się bronić. Uniósł jednak brew w wyrazie „jesteś tego pewna?”, mierząc mutantkę spojrzeniem. Mniej powściągliwa w reakcji była kobieta obwieszona białą bronią, która parsknęła rozbawiona. Machnęła jednak ręką, pokazując, by Cleo kontynuowała i absolutnie nie przejmowała się jej reakcją.

- Za zniszczenie połowy dzielnicy odpowiada mutant. Jeden z was – żeńska kopia Kapitana wtrąciła po wywodzie Cleo. Wydawała się jednak nie przejmować tym, czy ktoś jej uwierzy.

Obojętnie, może jedynie nieco znudzone spojrzenie Fury’ego spoczęło na Abrahamie, gdy ten rozpoczął swój wywód. Sądząc po reakcji Nicka, musiał podobne argumenty słyszeć nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.

- Ustaleniem tego, co może zrobić rząd, a tym samym jak daleko sięgają kompetencje SHIELD zajmują się w chwili obecnej prawnicy. Aktualnie obowiązujący dekret daje nam pełne prawo do zamknięcia i izolowania jednostek stanowiącym zagrożenie terrorystyczne. Pozostawienie was w Instytucie z technologią, której mogłoby pozazdrościć niejedna jednostka wojskowa to proszenie się o kłopoty.

- Nick, wiesz, że X-Men nigdy nie działali na szkodę Stanów Zjednoczonych – wtrącił profesor.

- Teraz mają predyspozycje, by to zrobić. Decyzja jest już podjęta. Instytut zostaje zamknięty. Tylko z powodu długotrwałej znajomości nie wkroczyliśmy od razu z wojskiem i nie…

Nie zdążył dokończyć, gdy od strony bramy usłyszeli wybuch. Dym unosił się w powietrze, a przez harmider broni, zapewne należącej do agentów SHIELD, przedarł się dźwięk motocykla. Zbliżał się coraz szybciej, ścigany przez agentów, którzy nie zamierzali dłużej pozostawać jedynie cichym wsparciem. Instytut był otoczony. Nie mogli bardziej wyraźnie tego pokazać.

Eskorta Fury’ego napięła się w tej samej sekundzie, w której usłyszeli wybuch. O ile obie kobiety zdołały powstrzymać swoje zapędy i jedynie wzmogły czujność, o tyle były wojskowy zareagował intuicyjnie: wystrzelił.

Wszystko wydarzyło się w tym samym momencie.

Jęknięcie jednego z mutantów.

Bariera telekinetyczna, od której odbiły się kolejne pociski.

Thor, który ruszył na wojskowego.

Iron Man stający mu na drodze.

- Nie pogarszaj sytuacji – wycedził Tony mechanicznym głosem.

Profesor krzyczący, by zachowali spokój.

Legion czy też Supreme Being wyciągający dłoń ku grupce Fury’ego.

I motocykl, który do nich dotarł. Jego kierowca zeskoczył z maszyny, pozwalając, by ta zaryła w ziemię i przejechała po niej kilka dobrych metrów.

Na twarzy miał maskę, ale i bez tego większość wiedziała, kogo przed sobą mają. Barwy USA. Tarcza na plecach, po którą natychmiast sięgnął. I spojrzenie, które od razu wyłowiło z tłumu Cleo.

- Wstrzymać ogień – rozkaz Fury’ego rozbrzmiał w komunikatorach agentów.

To wystarczyło, by powstrzymać ostrzał Kapitana Ameryki, ale wszystkie lufy nadal były wycelowane w niego.

Wśród X-Men natomiast zapanowało poruszenie. Szybko okazało się, z czyich ust uciekło jęknięcie bólu, gdy oddamy został pierwszy strzał. Na ramieniu Piotra systematycznie powiększała się plama krwi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

Całe zamieszanie spowodowało, że automatycznie spięła się i przyjęła pozycję do walki. Może i nie mogła się mieszać, ale przecież nie mogła też po prostu dać się zabić kolesiowi, który na sto procent miał pseudonim Szybkospust. I prawdopodobnie spore problemy w życiu prywatnym. Z takim pseudonimem!

Na szczęście jeszcze żadna czynna obrona nie była konieczna. Jeszcze. Rzuciła ogromnie zaniepokojone spojrzenie Piotrowi. Na szczęście też był z nimi Abe, a Cleo już wiedziała na własnym przykładzie, że on sobie z takimi ranami radzi.

Cleo nie mogła oderwać oczu od Steve'a. Wiedziała, że się pojawi. Od samego początku to wiedziała. Wiedziała też, że wszyscy zgromadzeni w tym miejscu mogą mieć do niego zastrzeżenia. Bez słowa podeszła do niego i stanęła u jego boku. 

 - Tęskniłam za tobą - wyznała cicho, muskając palcami jego ramię w ramach przywitania. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Mutant. Jeden z was.

Historia lubiła zataczać koło. Segregacja rasowa. Izolowanie w obozach. Kobieta, która nosiła na sobie barwy Stanów Zjednoczonych równie dobrze mogłaby mieć teraz na sobie uniform SS i swastykę na ramieniu, a zamiast po angielsku, wywarkiwać swoje stwierdzenia po niemiecku. Tak to widział Petr i kolejne słowa, które padały z ust dyrektora SHIELD tylko potwierdzały jego odczucia. Być może amerykanie tak tego nie odczuwali. Dla nich II Wojna Światowa, choć brali w niej udział, była konfliktem, który odbywał się daleko od ich kraju. Europejczycy patrzyli na to zupełnie inaczej. Petr patrzył na to zupełnie inaczej. Oczami wyobraźni już widział, jak niedługo każą mutantom nosić jakieś opaski piętnujące ich za to kim się urodzili. A może lepiej - każdemu wytatuują numer.

Już nawet miał się odezwać i swoje myśli wypowiedzieć na głos, ale w tym właśnie momencie doszło do eksplozji. A po niej do otwarcia ognia.

Petr, jakby wbrew własnej naturze, wbrew instynktom samozachowawczym i na pewno wbrew własnej posturze, czy odgrywanej dotąd roli wycofanego i nieśmiałego chłopaczka, w jednej chwili znalazł się przed profesorem, by osłonić go własnym ciałem. Gdy usłyszał jęknięcie, pomyślał, że nie zdążył. Ale słysząc jak profesor nawołuje do tego, by się uspokoili i nie widząc u niego żadnych ran, uznał, że to nie Xavier został postrzelony. Chyba jako pierwszy dostrzegł, że Piotr został trafiony pociskiem, który został wymierzony w nich, chociaż do eksplozji doszło zupełnie gdzie indziej.

- Abe, zajmij się, proszę, Piotrem - zwrócił się do starszego mutanta, który w tej chwili był ich przenośnym ambulansem.

A następnie odsunął się od profesora po to, by stanąć na wprost Legiona. Wyciągnięta przez niego dłoń w kierunku ludzi SHIELD teraz wymierzona była w twarz Klasnica.

- Legion, nie - powiedział łagodnie. - Nie warto - dodał. - Nie schodźmy do ich poziomu - poprosił i odczekał kilka chwil, by następnie spojrzeć przez ramię w kierunku Fury'ego. - To tylko ludzie. Słabi i strachliwi. Bo właśnie to teraz udowodnili pańscy ludzie, dyrektorze Fury. Skoro nie widzicie w nas ludzi, skoro dzielicie nas na dwa odrębne gatunki - dobrze - przytaknął wolno głową. - Tylko, że w tym wypadku wasz gatunek występuje tutaj w roli agresora. To pan ze swoimi ludźmi wdzieracie się na teren Instytutu zasłaniając się prawem, które dotyczy waszego gatunku. To pańscy ludzie otworzyli ogień, atakując nas. Żadne z nas nie zrobiło niczego, by ten atak sprowokować. A mimo to on nastąpił.

Petr westchnął i teraz całkowicie zwrócił się w kierunku Fury'ego.

- Dyrektorze, proszę o to, by pańscy ludzie opuścili broń. Bo na razie to my, "terroryści", chcemy rozmawiać. Szukamy pokojowego rozwiązania. A wy zamiast sięgnąć po siłę argumentów, wolicie sięgać po argument siły. Tak postępują słabi, dyrektorze - Petr westchnął ponownie westchnął. - Proszę jeszcze raz, w imieniu wszystkich tu zebranych, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie, zostawcie nas w spokoju. Odejdźcie. Udowodnijcie, że różnicie się od nazistów, którzy również zasłaniali się prawem zamykając ludzi w obozach. Bo na razie nie widzę żadnej różnicy, dyrektorze. Co więcej, oczami wyobraźni widzę getta dla mutantów, a w następnym kroku masową eksterminację.

 

Oczywiście jeśli trzeba, to na uspokojenie Legiona, żeby nie zrobił agentom jesieni średniowiecza z pewnej części ciała, idą SOLe

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

 

Drgnął na odgłos eksplozji i strzału. Chwilę później siarczyście czym zaklął w myślach kiedy zorientował się, że koś - i to ktoś kogo aktywnie próbował ochraniać - został ranny.

Jeszcze zanim zdążył zareagować, coś czego w tym konflikcie obawiał się najbardziej - że nie zdąży - odezwał się Petr.

Abe zdjął szybko ochronę jaką wokół nich roztaczał i skoncentrował się na cofnięciu rany Piotra. Tylko rany. Dziurę w ubraniu i krew zignorował. Nie było sensu za dużo pokazywać potencjalnym przeciwnikom.

A potem...

Jako wykładowca miał kilka razy okazję widzieć jak ktoś dorasta, czy też raczej jak powinien na to patrzeć zmienia się i teraz ponownie był tego świadkiem. Patrzył na to jak Petr zasłonił Charlesa, na jego mowę ciała i co najważniejsze na słowa. Pewne. Trafiające w sedno. Bez agresji.

Mimowolnie się uśmiechnął.

Był z niego dumny.  Wiedział oczywiście, że sam z tą przemianą, możliwe, że jeszcze nawet nie w pełni dostrzegalną dla samego Petra, nie miał nic wspólnego, ale i tak był dumny z tego chłopaka.

Dumny i uspokojony.

Jeśli miał, a miał, wcześniej jakiekolwiek obawy co do jego przyszłości to one własnie zniknęły.

Uścisnął lekko ramię Legiona starając się w ten sposób przekazać, że wszystko, wciąż jest pod kontrolą, po czym wrócił do osłaniania wszystkich. Tym razem, w miarę możliwości, wszystkich, nie tylko mutantów.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wydawało się, że absolutnie nic nie zdoła zmienić zdania Fury’ego. Przybył tutaj z określoną misją. Nie wahał się. Nie zamierzał rezygnować. A jednak chciał również uniknąć rozlewu krwi. Powstrzymał dalszy ostrzał. Z obawy przed tym, co mogli zrobić mutanci czy z powodu wspólnej historii, którą mieli?

Pojawienie się Kapitana Ameryki nie zaskoczyło go. Twarz szefa agencji pozostała tą samą neutralną maską, którą była wcześniej. Nie wyglądał na zaskoczonego. Właściwie… zdawał się wiedzieć więcej niż inni sądzili.

- Masz to? – zapytał Steve’a, zupełnie przy tym ignorując Petra.

Pozornie go ignorując, bo kątem oka wrócił do młodego mutanta.

Kapitan Ameryka, gdy tylko Cleo do niego podeszła, objął ją ramieniem. Nie było to zbyt czułe powitanie, ale też sytuacja nie nastrajała na bardziej romantyczne gesty. W tym dotyku jednak dało się odczuć tęsknotę i ulgę. Cleo widziała te emocje w oczach Steve’a. Usłyszała w cichym szepcie mężczyzny:

- Cieszę się, że nic ci nie jest.

Thor nie oponował przeciwko temu gestowi solidarności z potencjalnym zdrajcą USA i Avengers. Również Tony wydawał się bardzo spokojnie podchodzić do obecności Steve’a. Znacznie bardziej był zaskoczony sam Kapitan, gdy Fury skierował do niego pytanie. Zaskoczenie ustąpiło wyrazowi zrozumienia, które najwyraźniej spłynęło na Steve’a.

- Mogłem się domyślać, że będziesz wiedział. Że…

- Potrzebowałeś motywacji – odparł Fury. – Możesz im powiedzieć.

Steve’a spiął się. Wydawał się bliski wybuchu. Słowa Nicka miały z tym wiele wspólnego. Nie. To jego słowa sprawiły, że stojący obok Cleo mężczyzna – jeden z bardziej opanowanych i wyrozumiałych, jacy istnieli na tym świecie – wyglądał na zdenerwowanego.

- Jest szczepionka – zaczął Steve. – Wirus, który pozbawił mutantów ich mocy, może zostać pokonany. To oznacza, że odzyskacie swoje moce. Te, z którymi się urodziliście. Te, które znacie. Te, które potraficie kontrolować.

Rogue drgnęła zauważalnie, co zauważył nie tylko Gambit. Również Abe, upewniwszy się, że rana Piotra jest przeszłością, zauważył, że słowa Steve nie dla wszystkich oznaczały cos dobrego. Były zaskoczeniem. Budziły nadzieję i niepewność. Dla niektórych jednak oznaczały powrót do dawnego stanu rzeczy. Niedobrego stanu rzeczy.

- Liczyłem na więcej – powiedział Fury.

- Jest – odparł Steve. – Jest znacznie więcej. Istnieje serum… - zawahał się. – Powstrzymuje zmiany w mózgu, ale nie pozbawia nowych mocy. To oznacza brak stabilności, ale to również potęga.

Ostatnia informacja sprawiła, że nawet na twarzach eskorty Fury’ego pojawił się wyraz zaskoczenia. U wszystkich za wyjątkiem szefa agencji. Ten zdawał się… wiedzieć?

- Zastanówcie się – zaczął Fury. – To, co powiedział Legion, to prawda. Coś się zbliża. Nadchodzi coś, z czym nie poradzimy sobie dotychczasowymi sposobami. Nie tylko Legion to potwierdził. Wszyscy mutanci i nadludzie dzielili tą samą wizję. Wizję, która nie różni się od obrazu, jaki przedstawił Petr Klasnic. Masowa eksterminacja, ale nie mutantów. Ludzi. Moce, które dostaliście, są szansą. Ich potencjał wykracza poza wszelkie skale. To również zagrożenie, ale SHIELD jest skłonne zaryzykować w tej sytuacji. Wasze moce to mniejsze zło.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

- Wow. - Powiedział z niedowierzaniem. - Po prostu wow! Poziom hipokryzji tego co rozgrywa się przed moimi oczami bije na głowę chyba wszystko co do tej pory widziałem. - Pokręcił gniewnie głową. - Przed, dosłownie, chwilą mówisz - musiał być bardzo zirytowany gdyż przeszedł na mówienie do Fury'ego na ty - że Rząd Stanów Zjednoczonych Ameryki zamyka instytut póki się nam na siłę nie pomoże i że nie ma żadnego zagrożenia, które cokolwiek w tej sytuacji zmienia, a teraz co?! Jest lekarstwo to zmienia wszystko. Zagrożenie istnieje, wiedzieliśmy o nim od zawsze, przyda nam się wasza pomoc, zaryzykujemy z osobami, które jeszcze przed chwilą chcieliśmy aresztować, a które same chciały tylko siedzieć tutaj i co robić? Szukać dla siebie samych lekarstwa! No żesz do jasnej... - Powstrzymał ciąg wulgaryzmów jakie pchały mu się na usta. - Przepraszam, ale ja, może w odróżnieniu od niektórych z osób tutaj, nie uważam, że cel uświęca środki. Będę zatem mówił wprost by nie było nieporozumień. Jesteście gotowi zaryzykować czyli... Dacie nam luzy jeśli zostaniemy waszą armią? A Kapitan... Ameryko-Hydra, przepraszam - rozłożył bezradnie ręce - ale nie wiem jak inaczej do tego podejść, ma lekarstwo z jakiego źródła? Będę strzelał, że nie waszego! - Wycelował palec w Fury'ego. - Czyli z tego drugiego? To ja spasuję! Nie dam sobie dobrowolnie wstrzyknąć niczego co miało jakikolwiek kontakt z tą organizacją terrorystyczną. Nie ufam źródłu niezależnie kto w danym momencie jest posłańcem. Na prawdę wolę zaryzykować, że sam sobie z moją mocą poradzę. - Pokręcił ponownie głową. Tym razem z rozczarowaniem. - Po prostu... Wow.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

Cleo doskonale wyczuwała zdenerwowanie Steve'a. Sama była zła, ale była też zdecydowanie ponad to, by dać się złości ponieść. Przylgnęła mocniej do swojego ukochanego i gładziła go  uspokajająco po plecach. Przez chwilę zastanawiała się, czy właśnie tak będzie wyglądać jej życie. Czy już zawsze będzie zredukowana do poziomu karty przetargowej w każdym brudnym szantażu organizacji zbyt potężnej, by przestać istnieć i zbyt skompromitowanej by mieć prawo istnieć. W przyszłości pewnie wielokrotnie przyjdzie jej się z tym zmierzyć. Zerknęła na Steve'a. Poczuła przemożną ochotę, by go pocałować. By znów się zatracić w jego ramionach. By znów zabrać go na wycieczkę do krainy cielesnych przyjemności i poprowadzić go po szlakach, które jednocześnie tak bardzo chciał przemierzać, a na które niekoniecznie był gotowy. Musiała to w końcu przyznać przed samą sobą. Uwielbiała, gdy się wstydził i krygował.

Do rzeczywistości przywołał ją dopiero Abe, a i to z opóźnieniem. Zarumieniła się lekko, odkrywając, że przez jakiś czas po prostu stała i się wpatrywała w Steve'a, a jej  dłoń przestała automatycznie gładzić jego plecy, przechodząc płynnie w dotyk wolniejszy i dużo bardziej zmysłowy.

 - Abe -odchrząknęła Cleo, przywołując się w myślach do porządku - Oczywiście, że to z ich źródła. Nie rozumiesz? Pozwolili nam wierzyć, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia. Że albo się poddamy i skończymy jak zwierzęta w klatkach, albo umrzemy. Wszystko, żeby Steve zrobił to, co zrobił. Zagrali na uczuciach nas wszystkich. A jego najbardziej. Petr mówił, że Steve zabrał lekarza z ośrodka. A czyj to był ośrodek?  No właśnie.  A wiesz dlaczego chcieli, by ten teatrzyk trwał? Bo nie mieli pojęcia, czy wirus którym nas zainfekowali lata temu w ogóle da się wyleczyć. Nigdy tego nie przygotowali, bo po co? Rozwiązali kwestię mutantów, problem z głowy. Dlatego poszukiwania lekarstwa musieli scedować na kogoś innego. Żeby, gdyby się nie udało go znaleźć mieć czyste ręce i naprawdę móc nas zamknąć i robić z nami co im się żywnie podoba. No ale się udało. Nie ma porażki, jest pełen sukces. To, na co liczyli od początku. Dlatego mogą się pod tym podpisać i zmienić front. Przedstawienie skończone- westchnęła - Nie musisz też wierzyć moim słowom. Ja wezmę lekarstwo - uśmiechnęła się do Steve'a - bo ja mu ufam. Będziecie mogli sprawdzić na mnie jego działanie. Przynajmniej jednego z nich.

Do rozważenia pozostawała kwestia które lekarstwo powinna zażyć. Obecnej mocy się bała. Ale wcześniejszej przecież też. Obecna moc była mordercza. Wcześniejsza też. Pirokineza nie jest przecież najbezpieczniejszą zdolnością. Używała jej praktycznie wyłącznie do gaszenia pożarów i do tańca. Jeśli naprawdę było jakieś wielkie kosmiczne zagrożenie, raczej by sobie z nim nie poradziła. Była już bezradna. Bezradność bolała i przerażała. Ale obecna moc również. Zwłaszcza, że nadal nie wiedziała, co nią było. Przypomniała sobie uczucie, które ją opanowało, gdy po raz pierwszy użyła nowej mocy. Komentarze, które słyszała o swojej mocy. O tym, że jest piękna.

 - Chcę się pozbyć wirusa z mojej głowy. Moc mogę zostawić, jeśli będę miała możliwość treningu - zerknęła na Avengers -  Z dala od SHIELD. Nie stać ich na mnie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1VmLPvl.jpg

Petr Klasnic

 

Petr nie wiedział czego oczekiwać po pojawieniu się kapitana Rogersa, ale zdecydowanie nie oczekiwał TEGO.

Teoria o wirusie została potwierdzona. Kto dokładnie tego dokonał? Teoretycznie mogło to być SHIELD. Ale musieliby to zrobić na całym świecie, a nie tylko na terenie USA. Przecież Petr stracił swoje moce jeszcze zanim przybył tutaj na studia.

Do tego istniała szczepionka, a właściwie to dwie. Jedna pozwalała zanegować obecną mutację i cofnąć ją do pierwotnej. To dawałoby możliwość odzyskania tych mocy, które Petr znał. Które pozwalały na tworzenie, były niegroźne, a przynajmniej nie bezpośrednio i dodatkowo idealnie współgrały z jego talentem. Druga zaś pozwalała zachować obecne, potężniejsze ale i zdecydowanie groźniejsze moce. Mógłby ich używać bez ceny, jaką było tracone stopniowo człowieczeństwo na koszt instynktów.

Ale najważniejsze co się okazało - Fury i SHIELD wiedzieli o wszystkim od samego początku. OD-SAMEGO-POCZĄTKU!

Petr z początku sapnął gniewnie i od razu chciał głośno ogłosić swoją aprobatę dla słów Abe'a. Bo to, co zrobił Fury i SHIELD było hipokryzją w najczystszej postaci. Ale wtedy głos zabrała też Cleo. I przypomniała Petrowi o naukowcu, o którego przecież niemal pobił się z Kapitanem.

Klasnic cenił w sobie to, że poza wielkim sercem, którego słuchał, był też całkiem niegłupi i w sytuacjach takich jak ta, odsuwał abstrakcyjne myślenie artystyczne na rzecz racjonalnego myślenia. Przeanalizował więc to, co padło z ust dyrektora SHIELD, jak i to co powiedziała Cleo i Abraham. Zarówno Cleo, jak i Abe w swoich wyborach nie kierowali się rozsądkiem, a emocjami. Abe odrzucił obie szczepionki niesiony gniewem, Cleo postanowiła użyć jednej z nich kierowana miłością i zaufaniem do Rogersa.

Zaś Petr...

- Muszę zgodzić się z zarzutem hipokryzji - zaczął. - Najpierw przybycie tu z armią chcąc aresztować złych mutantów, którzy zagrażają ludzkości tym, że oddychają, negując, otwarcie i bez chwili zawahania, istnienie zagrożenia o którym mówił Legion, a kiedy tylko pojawia się Kapitan ze szczepionką nagle zmienia się śpiewka. Nagle mutanci są potrzebni, bo przecież będą mieli swoje moce i mogą posłużyć za broń. Nagle potwierdza Pan istnienie tego zagrożenia i daje wybór. Nagle nasze moce nie są już powodem do aresztowania i zamykania nas w obozach - nie potrafił powstrzymać się od prychnięcia. - Co więcej, o tym, że problemy z mutacją można wyleczyć Pan wiedział. O tym, że rząd ma u siebie człowieka, który może stworzyć szczepionkę, również Pan wiedział. I zamiast wykorzystać tego człowieka i zasoby, jakimi dysponuje SHIELD, pozwolił Pan na to, by ten człowiek - wskazał palcem Rogersa. - szargał swoje dobre imię i wchodził we współpracę z Hydrą, by to oni przygotowali szczepionkę, wykorzystując do tego swoje zasoby i człowieka z waszego rządu. Nie będę pytał o to dlaczego Pan na to wszystko pozwolił. Po pierwsze nie uwierzyłbym w Pańską odpowiedź, bo w dniu dzisiejszym zostało już udowodnione, że Panu nie można ufać i wierzyć. Po drugie nie będę pytał dlatego, że najprawdopodobniej powiedziałby Pan, że zrobił to dla dobra ludzkości i może dalej Pan to sobie powtarza, by lepiej spać. Nie wiem - wzruszył ramionami. - Wiem, a przynajmniej podejrzewam, dlaczego Hydra skorzystała ze swoich środków by stworzyć te szczepionki. Bo oni także wiedzą o tym zagrożeniu, które SHIELD postanowiło za wszelką cenę negować do momentu, aż ktoś nie odwalił za was roboty. Na razie potwierdza się jedno, co powiedziałem wcześniej - to Pan, dyrektorze Fury jest tu czarnym charakterem. I SHIELD również - dodał.

Następnie milczał jeszcze przez kilka chwil. Przymknął oczy, wziął głęboki wdech i wypuścił wolno powietrze.

- Niemniej, wezmę to, co Kapitan Ameryka zdobyła narażając swoje dobre imię. Postawię na swoją dawną moc. Może i nie będę już mógł stanąć jeden na jeden z Hulkiem, ale nie potrzebuję tego, by udowodnić, że nawet taka moc jaką posiadałem wcześniej, odpowiednio wykorzystana, może być efektywna. Jednakże, z całym szacunkiem dla Kapitana i tego co zrobił, nie ufam Hydrze. Nie pozwolę wstrzyknąć sobie czegoś, co zostało przez nich wyprodukowane. Nie bez wcześniejszego przebadania tego. A w tej chwili jedyną osobą, której ufam na tyle, by to przebadała jest doktor McCoy - Klasnic posłał Hankowi krótkie spojrzenie. - To mój warunek, dyrektorze. Jeśli doktor McCoy przebada szczepionkę i stwierdzi, że nie ma w niej niczego, co uczyniłoby ze mnie marionetkę Hydry, poddam się temu szczepieniu. To chyba mała cena za to, że zdobędzie Pan to, na czym Panu tak zależy - broń.

Nie czekając też na odpowiedź Fury'ego, zerknął w kierunku Abe'a. W dalszym ciągu go rozumiał. Jego intencje i postawę. Ale mimo to, musiał spróbować.

- Abe - zaczął łagodnie, niemal naśladując sposób, w który Abraham zwracał się wielokrotnie do Petra, czy Legiona. - rozumiem Twoje stanowisko i je szanuję. Jednak czy w sytuacji, gdy szczepionki zdobyte przez Kapitana i przebadane przez doktora McCoya okażą się być bezpieczne dla nas, zgodzisz się z nich skorzystać? Bo obawiam się, że wybór pozostawiony przez SHIELD jest tylko wyborem pozornym i w przypadku odmowy nadal będą chcieli Cię aresztować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

Zaśmiał się na skierowane w swoją stronę słowa Petra. - Twoje słowa... Mógłbym sam to do siebie powiedzieć. - Pokręcił głową i uśmiechnął się do niego przyjaźnie. - Jeśli my sprawdzimy serum to będzie to oczywiście inna rozmowa. Koniec końców mówimy o moim życiu jakby na to nie patrzeć. Aczkolwiek ja akurat wolę zachować swoją nową moc. Bycie uzdrowicielem zdecydowanie będzie przydatniejsze dla świata. I tak. Zdaję sobie z tego sprawę, że to co on mówi - skinął głową w stronę Fury'ego - to: skorzystasz z naszej łaskawej propozycji, albo tam czeka na ciebie cela.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czy Fury oczekiwał wybuchu radości ze strony mutantów? Czy liczył na wdzięczność? Nie, na pewno nie. Jego twarz nie zmieniła wyrazu, gdy był nazywany hipokrytą, gdy był oskarżany o najgorsze zbrodnie. I być może nic by się nie zmieniło, a Nick nadal byłby najgorszym złem, gdyby nie dwie osoby. 
- Wiesz, że nigdy nie zaryzykowałbym twoim zdrowiem, gdybym nie był pewny - powiedział wyraźnie Kapitan Ameryka do Cleo. - Nie ryzykowałbym zdrowiem żadnego człowieka niezależnie od tego, co zrobił i co może zrobić. 
Fury wyglądał na opanowanego, jednak podobnej obojętności zabrakło jego eskorcie, a dokładniej - miłośniczce broni białej. 
- Czasem masz wrażenie, że sprawia ci przyjemność, gdy mówią o tobie tak źle - rzuciła do Fury'ego. - Całkiem zabawnie się was słucha, ale nie bierzecie pod uwagę jednego. Po co SHIELD miałoby ryzykować z Hydrą? Po co miałby dobrowolnie ryzykować utratę bohatera narodowego? W końcu mają setki świetnych naukowców na swoich usługach. Ktoś na coś wpadł? Ktokolwiek? - powiodła spojrzeniem po mutantach. 
- Bo brakowało im jednego składnika - powiedział Hank. - Brakowało im wirusa w czystej postaci. Ale to nadal nie ma sensu. Dlaczego mieliby wypuszczać wirusa i pozbawiać mutantów mocy, a później pomóc w stworzeniu lekarstwa? 
- Na to pytanie jeszcze nie znamy odpowiedzi - przyznał Fury. - Możecie zbadać to, co zdobył Kapitan - zezwolił.
- I wziąć udział w propagowaniu szczepionki wśród mutantów? - dodał cierpko Gambit. 
Fury nie odpowiedział. Nie musiał. 
- Nick, od początku chciałeś nas wykorzystać? - zapytał spokojnie Charles. - Chciałeś skłonić Kapitana do szukania lekarstwa wszędzie, gdzie to możliwe? Wiedziałeś, że jeśli bardziej naciśniesz, jeśli zagrozisz Cleo, Kapitan Ameryka przekroczy własne bariery i złamie własne zasady. 
Szef agencji nie wyglądał na zawstydzonego, ale jego milczenie było wystarczająco wymowne.

Chyba tylko Cleo była powodem, dla którego Steve stał pozornie spokojnie.

- Ty sukinsynu - Tony nie wykazał się podobną powściągliwością. - Manipulowałeś nim... Nami.

- Na twoim miejscu, Stark, nie byłbym taki chętny do rzucania oskarżeniami. Nie po tym, jak włamałeś się do naszych systemów, żeby opóźnić atak na Instytut - odparł cierpko Fury.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

QhSiz6i.jpg

Cleo Blackburn

 

 Cleo spojrzała z podziwem na Tony'ego. Niby od zawsze wiedziała, że jest geniuszem, ale nic nie mogła poradzić na to, że zawsze takimi zagraniami jej po prostu imponował. Uśmiechnęła się lekko

- Nie bądź śmieszny, Nick - cmoknęła Cleo z naganą - Przecież tobie to było na rękę, bo inaczej sam byś musiał wymyślić powód, dla którego nie wkraczasz, tylko czekasz na Kapitana Amerykę. Poza tym powinieneś być mu wdzięczny, pokazał ci jak żałosne masz systemy obrony. Powinieneś mu podziękować, wywalić na zbity pysk wszystkich swoich specjalistów od zabezpieczeń i oddać mu ich pensje z ostatnich dziesięciu lat. Przynajmniej taki byłby z tego pożytek, że Tony miałby jakieś drobne na jedzenie - mrugnęła do Starka - A mu się przydadzą, bo nadal mi wisi kolację - przypomniała słodko. 

Nadal gładziła Steve'a po plecach. Rozluźniona, miękko i ufnie wtulona. Oczywiście, największą ochotę miała przywalić szefowi SHIELD, ale to by była bardzo krótka satysfakcja. Może i największa w całym dotychczasowym życiu, ale zdecydowanie zbyt krótka i nie warta wojny, która potem by się rozpętała. Musiała więc podejść do sprawy jak do zadania aktorskiego i zmusić przygotowane do walki i napięte ciało, by się rozluźniło. 

 - Tkwimy teraz w impasie, wiecie? To może zrobimy tak, że my pójdziemy się zająć teraz poważnymi sprawami, a wy sobie pójdziecie w diabły i wszyscy będą zadowoleni? Skoro już doszliśmy do wniosku, że nikt nikogo jednak nie chce zamordować, co? Wielkie kosmiczne zagrożenie nie będzie czekać aż dojdziemy do porozumienia, przypominam. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Sytuacja jest prosta – odparł Fury, patrząc na Cleo. – Możecie przyjąć szczepionkę i raz na zawsze pozbyć się starych mocy. Możecie też zlikwidować zagrożenie istnienia nieodwracalnych zmian w mózgu, które stanowiły większe zagrożenie niż to, co dał wam Legion. Lub możecie trafić do więzienia jako terroryści. Nie ma czwartej opcji. Dwie pierwsze jesteśmy w stanie zaakceptować.

- Ostatnia sprawi nam trochę radości – dodała wielbicielka broni białej. – Chociaż wolelibyśmy jej jednak uniknąć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Część X-Men zaczęła odwracać się ku budynkowi. Pomimo wcześniejszego postrzału, mieli na tyle odwagi, by odwrócić się plecami od agentów SHIELD. Czy im ufali? Czy wierzyli we wszystkie zapewnienia? A może to profesor przekazał im telepatycznie, że w tej chwili nie mają się czego obawiać. Cokolwiek to sprawiło, zostawili za sobą SHIELD i zagrożenie, które niosła ze sobą agencja.

Czekały ich wybory. Wiele wyborów.

Kapitan wrócił z nimi do Instytutu. Podobnie postąpili Thor i Stark. Ten drugi nadal wyglądał na wściekłego. Podobny wyraz twarzy dało się dostrzec na twarzy Steve’a. Obaj zostali oszukani. Obaj wiedzieli też, że nie mają wielkiego wyboru i muszą zaakceptować działania Fury’ego. Nie byli w stanie tego zmienić. Nie mogli się zbuntować, bo nadal mieli w pamięci, co przyniosły ostatnie starcia z rządem. Pozostała im ponura akceptacja.

Tym razem nie dostali informacji o tym, jak wiele dni Fury jest skłonny poczekać na ich decyzje. Wiedzieli jednak, że nie będzie zwlekał z uzyskaniem odpowiedzi i ich deklaracji. Tą natomiast nie mogły być same słowa.

Hank potrzebował trzech dni, by przetestować otrzymane surowice. Wiedział już, czego musi szukać, jednak nadal nie był w stanie wyizolować wirusa odpowiedzialnego za utratę mocy. To obalało teorię, chociaż Steve był jej pewny. A ponieważ czas drastycznie im się kurczył, pierwsi mutanci wzięli surowicę. Jedna z nich miała zupełnie pokonać wirusa, dzięki czemu ich bazowe moce miały wyprzeć „dary” Legiona. Druga natomiast miała jedynie zabezpieczyć ich komórki mózgowe przed degradacją.

Jeden zastrzyk.

Tylko tyle potrzebowali.

Kolejne ukłucia zmieniały ich los, ale czy świat zaakceptuje ą historyczną chwilę? Czy uwierzy? Niektórzy zdawali się potrzebować wyłącznie pretekstu, by rozpocząć kolejną wojnę przeciw mutantom. X-Men doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

- X-Men muszą znowu zaistnieć. Mutanci ich potrzebują – powiedział profesor, gdy zgromadzili się, oczekując na efekty zastrzyków. – X-Men są w stanie wiele zmienić. Mogą być ambasadorami zarówno wobec innych mutantów, jak i rządu oraz zwyczajnych ludzi. Nadal jest wielu, których trzeba przekonać do lekarstwa. Nadal są ludzie, którzy muszą uwierzyć, że mutanci nie stanowią zagrożenia. Jesteście w stanie to zrobić. Chciałbym byście dołączyli do X-Men.

Wierzył w nich. Spojrzenie pełne wiary o wręcz ojcowskiej dumy przesunęło się po Petrze, Abe i Cleo.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Djj.jpg

Abraham Wilcock

 

Mina Abe'a mówiła wszystko.

Uśmiechał się smutno, jakby dokładnie wiedział, że wszystko co działo się w ostatnich dniach prowadziło własnie ku tej chwili i temu pytaniu. Siedział podpierając głowę ręką i wpatrywał się w swojego dawnego mentora nad parującym kubkiem kawy. 

Westchnął.

 - Wiesz, że nie mogę na to odpowiedzieć, prawda? - Do tego nie trzeba było być telepatą. - Mam żonę. Pięcioletnią córkę. - Pokręcił głową. - Mam obowiązki wobec mojej uczelni i moich studentów. Mówimy tu o zmianie mojego życia o sto osiemdziesiąt stopni, a nie o wycieczce na dwa tygodnie. Znasz mnie Charles, czy też raczej miałeś okazję ostatnio poznać mnie na nowo i wiesz jakie są moje preferencje. Wiesz co myślę. - Przy ostatnim słowie mrugnął do niego porozumiewawczo. - Ale, nie mogę podjąć takiej decyzji bez rozmowy z Susan. Mogę podejrzewać co ona powie, w zasadzie to jestem prawie pewien, ale póki nie omówimy tego wspólnie to nie mogę ci nic obiecać Charles. Aczkolwiek postaram się dać ci odpowiedź jeszcze dzisiaj. Byłoby lepiej jakbym mógł wrócić do domu na tą rozmowę, ale to raczej nie wchodzi w rachubę więc... - Machnął dłonią. - Dziś wieczorem, najpóźniej jutro rano. - Wyprostował się. - No, a teraz skoro mamy mnie na chwilę z głowy. To jest to w sumie bardzo dobry pomysł, czyż nie?. Petr? Cleo? - Spojrzał na nich lekko się uśmiechając. - Wiem, że macie, jak i ja, pewne zobowiązania czy też plany, ale to faktycznie mogłoby być dobre dla wszystkich zainteresowanych. Jestem pewien, że jakbyś chciała się wypożyczyć z Avengers to, teraz kiedy wszyscy stoimy po tej samej stronie jak sądzę, chyba nie powinno być z tym problemu. Petr, ktoś z twoim charakterem, kompasem moralnym i ideałami też by się tu bardzo przydał. - Pokiwał głową zmieniając lekko pozycję tak by obecni podświadomie odbierali jego mowę ciała jako wyraz poparcia dla słów Profesora i dowód na to, że jest to dobry pomysł.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz