Sheila

Pieśń Piąta - Acedia (L'riot&Sheila)

103 postów w tym temacie

1C7kLz3.png

Alice Nevermore

 

- Nie chcę nic robić Allanowi.. nie rozumiesz? - Alice zmarszczyła brwi spoglądając na Guiliana - On jest jego pionkiem, on nie do końca wie co robi, co więcej sądzi, że to co by mi zrobił to tylko dla mojego dobra. Podobnie mój brat - pokręciła głową, niezbyt zadowolona z wniosków do jakich mogła dojść, po tym, gdy już sobie to wszystko poukładała.  - z Wielandem, to jest, z tym odłamkiem sprawa jest dużo prostsza. Pamiętasz, jak mój Ymera wysłał mnie i nowy Księżyc na misję? No więc wysłał nas nie mogę powiedzieć po co, ani nie mogę powiedzieć gdzie, ale podczas wykonywania zadania musiałam pojedynkować się z pewnym Odłamkiem. W zasadzie to tym konkretnym, odłamkiem jakiegoś Excruciańskiego Wojownika. - Alice spokojnie zaczęła snuć kolejną opowieść, która niestety nie była tylko opowiastką a najszczerszą prawdą -  Trochę nie wiedziałam, że nie wolno z nimi wygrywać, a trochę ten odłamek jest inny i ostrzeżono mnie bym nie przegrała.. no więc poddał mnie swojej probie - Próbie Pożądania. Oparłam się, po czym on stwierdził, że muszę zostać jego żoną i ni z gruszki ni z pietruszki postanowił się mi oświadczyć. Oczywiście nie przyjęłam żadnych oświadczyn - pokręciła głową od razu, by tylko Miejskie Mity nie pomyślał sobie nic innego -  Ale to mu w niczym nie przeszkodziło. Zapewne słyszałeś, Lidia mówiła, że krążą takie plotki, o Błędnym Narzeczonym, takim odłamku co to od siedemdziesięciu lat chodzi i szuka swojej narzeczonej, no więc tak jakby na nią patrzysz - uśmiechnęła się trochę głupio - a ten błędny narzeczony to Wieland Delimeet. Spotkałam go, a raczej ściągnął mnie do siebie kiedy z Lidią wracałyśmy od Allana. Znów próbował na mnie wymusić, bym go jednak chciała, a potem uciekłyśmy. Towarzyszy mu jeszcze jeden Odłamek - Próba Obrzydzenia. I szczerze powiem.. nie wiem co mam z nim zrobić, naprawdę - westchnęła ciężko, spoglądając na Fourneta - W zasadzie.. co Ty tu robisz? Nie miałeś szukać Słów?

Edytowane przez Lunatyczka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.Nastasia.png.379565ad5231b3d754c86

Nastasia Walken

 

- Ok, bez paniki - stwierdziła Nastka, wyraźnie próbując przekonać samą siebie. - Takie sytuacje się zdarzają, prawda? Macie w waszej Inkwizycji jakieś procedury jak postępować z terrorystami biorącymi zakładników? W sensie poza "powiedzcie mi gdzie są a ja tam pójdę i go bohatersko wyzwolę"? Bo generalnie nie chcę być niewdzięczna, sama ta akcja z rozwaleniem bariery była awesome, ale gadanie przez komórkę jak się czai i obserwuje podejrzanych to... No, co poradzę, troszkę mnie niepokoi w kontekście potencjalnie delikatnej akcji ratowania Chrisa - stwierdziła, rozkładając bezradnie ręce. Nie to, żeby sama nie miała pewnego pomysłu, ale do tego musiała go znaleźć... - Słowa znalazłam w sumie przypadkiem, poprosiłam by Księżyc pokazał mi czy są w San Francisco jacyś intruzi, no i pokazał mi tę całą Sheilę gadającą z kimś ukrytym przed moim cudem. Reszta była dedukcją. - Wzruszyła ramionami. - Podejrzewam, że teraz lepiej się ukryli, ale mogę spróbować ponownie, jeśli nikt nie ma lepszych pomysłów...

 

Jeśli nikt nie zgłosi lepszego pomysłu, to Nastka ponownie odpala Większe Wróżenie za jeden PC, pytając Księżyc o lokalizację Chrisa, a jeśli napotka na opór to pomyślę nad przebiciami w ramach flurry

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

bordered2.png

Terry Andrews

 

Terry spoglądał w dół, na ulicę. Ulica mogłaby, oczywiście, odwzajemnić spojrzenie, ale była chwilowo zbyt zajęta sobą - a działo się na niej sporo. W powietrzu wciąż snuła się przebrzmiała muzyka Terrego, ledwie jednak widoczna spod mnóstwa zdezorientowanych pytań, których było tak dużo, że zamiast siedzieć porządnie w odpowiednich głowach przeskakiwały nerwowo między nimi, przyczyniając się do ogólnego zamieszania wśród stłoczonych ludzi.

A jednak, było coś, co na Terrego z dołu patrzyło. Coś przez większość niezauważonego, drobny przedmiot leżący na chodniku, spoglądający w górę parą potłuczonych szkieł i całkiem nierozumiejący, czemu właśnie został Porzucony. Czy zrobił coś nie tak? Wcale nie chciał się rozbić. Ale chodnik był taki twardy. I w ogóle, to bolało... A Karimi sobie tak po prostu zniknął. Dla jego zniszczonych okularów to wszystko było zupełnie niezrozumiałe...

Oczywiście, nie była to jedyna rzecz, której okulary nie rozumiały - bo, niezależnie od bycia symbolem edukacji, same w sobie nie były przecież niewiadomo jak mądre. Były dobre w patrzeniu. I w pokazywaniu rzeczy ludziom w patrzeniu niezbyt dobrym. Choć akurat te konkretne... cóż, te konkretne miały coś jeszcze, co mogły pokazać komuś, w kim wyczułyby odpowiednią... odpowiedniość. Nie były całkiem pewne, na czym odpowiedniość miałaby polegać, ale nie miały wątpliwości, że jakby się z nią spotkały, to by wiedziały - to była fundamentalna prawda ich istnienia: wszystkie te zdarzenia, obrazy, dźwięki, które stały się częścią nich. Na które ich własna pamięć spoglądała podejrzliwie - bo właściwie były wspomnieniami, ale nie wspomnieniami samych okularów... i wydawały się jak wyryte w kamieniu, niedostępne. Nie było jak się do nich dobrać i popoprawiać: po prostu tam były, niezmienne i monumentalne. Coś o jakimś Obżarstwie, coś o zabijaniu kogośtam, coś o jakimś Corianderze - i dużo, dużo więcej. Jakby Wspomnienia, ale jakieś takie dziiiwne. 

Dziwne dziwności.

Ale z góry - na połamane okulary i ich pamięć w kropce - spoglądał Ktoś, kto wydawał się wiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło. Ktoś pełen Odpowiedniości, która od przedchwili tak bardzo istotna była dla Porzuconych okularów. Ktoś będący tak bardzo Kimś dla ich pamięci... Tak. W samej obecności Ktosia było coś głęboko uspokajającego. Nawet, kiedy chwilę później Ktoś odwrócił się i zniknął za krawędzią dachu.

 

Terry Andrews odwrócił się od krawędzi dachu i przeskoczył z powrotem do Prozaicznego. Spojrzał na Nastasię, jakby dopiero w tej chwili zauważył jej obecność.

 - Nie bój się - stwierdził pocieszająco, podnosząc rzucony wcześniej niedbale na dach futerał od skrzypiec - nic mu nie zrobią. Mają na karku Sąd, Inkwizycję... myślisz, że chcesz, żebyśmy my mieli do nich prywatny żal? Nie masz jeszcze porównania - uśmiechnął się lekko do siostry - ale jesteśmy dość niebezpieczną bandą. Nie chcą z nami zadrzeć.

Zamknął skrzypce w futerale i spojrzał na przedstawicieli Inkwizycji.

 - Ale skoro o niebezpieczeństwach, zadzieraniu i innych takich mowa... Nikki, Niesamowitość, jak mniemam? No więc, spróbuj zgadnąć, drogi gościu: jak to się stało, że Christian i Urien nie dotarli? Może miało to coś wspólnego z dwoma wysłannikami Inkwizycji wpieprzającymi się między wódkę a zakąskę? Karimi i Sheila chcieli z nami rozmawiać. Rozmawiać, rozumiecie? W sensie: odpowiadać na nasze cholerne pytania i przekazywać nam informacje. Ale KTOŚ musiał się pojawić i ich przepłoszyć, opowiadając coś o aresztowaniach... To naprawdę - skrzywił się Terry - niesamowite. Ja bym rozumiał jakby pojawił mi się tu Guillian i niechcący rozpieprzył moje próby zdobywania informacji, ale wy przecież nie potrzebujecie wysłanników Sądu, żeby wam mieszali szyki i uniemożliwiali dowiadywanie się rzeczy! Doskonale sobie radzicie sami!

Terry parsknął gniewnie, zarzucając futerał ze skrzypcami na ramię.

 - A teraz? Szukaj wiatru w polu. Ale nawet, jak ich znajdziecie... Ta "panna", co się dołączyła? Jeśli się nie mylę... - zawahał się; trochę na pokaz, trochę w ramach ostatniej chwili na wycofanie się z podawania tej informacji; ale, ostatecznie, nie było to coś, co można było skutecznie ukryć, więc... - Jeśli mam rację, to jest to jeden z najpotężniejszych Powierników w Kreacji, którego na Ziemi nie widziano od stu lat. Christian będzie wiedział, o kogo mi chodzi. Więc nawet, jakby tu była cała wasza Familia, i jeszcze wysłannicy Sądu na dokładkę, to wcale nie byłoby ich łatwo zatrzymać. Za to, oczywiście, można się było sporo dowiedzieć, gdyby z nami dobrowolnie rozmawiali, prawda? Szkoda, że niesprzyjające okoliczności na to nie pozwoliły. I zamiast owoców dłuższej rozmowy mam teraz porwanego brata...

Powiernik Pamięci pokręcił głową, w ten prosty gest wkładając resztę niedowierzania i dezaprobaty dla sposobu, w jaki rozegrała się - i zakończyła - cała ta sytuacja. Po czym westchnął i spojrzał na Nastasię.

 - Obawiam się, że mogli zniknąć z San Francisco. Spodziewają się, że będziemy ich szukać i wiedzą, że w naszym mieście mamy przewagę... Pewnie już są daleko. Tak czy siak, Chrisa pewnie będzie łatwiej znaleźć... chociaż nie zdziwiłbym się, gdyby nie było go już z nimi, mogli go zostawić na pierwszym zakręcie dokładnie po to, żeby nie dało się ich przez niego wyśledzić. Idę do Jemmy, jej najłatwiej będzie się z nim skontaktować. Zadzwonię, jeśli czegoś się dowiem. Ty też dzwoń, jakby co. Tymczasem... - zawiesił głos, przenosząc spojrzenie na Inkwizytorów, po czym złożył ukłon, niezbyt głęboki, ale na pewno dużo bardziej uprzejmy niż wcześniejsza tyrada pod ich adresem - panowie wybaczą. Och, no i zapomniałbym: niesamowite skrzydła, panie Nikki.

To rzekłszy, odwrócił się i pobiegł do krawędzi dachu budynku lekko, z nadludzką wręcz gracją przesadził barierkę. Na moment chwycił się krawędzi dachu, ale zaraz spadł o piętro niżej - i dalej, od okna do okna, od gzymsu do gzymsu, szybkimi, krótkimi skokami - zbyt szybki i zwinny, by ktoś z zajętych byciem zdezorientowanymi ludzi poniżej usłyszał go lub zauważył - przemieszczał się w dół, jakby nie było to trudniejsze od chodzenia po prostym chodniku.

No, może od biegania.

Ostatecznie, spieszył się na spotkanie z pewnym samochodem. No i, cóż: musiał podnieść pewne okulary, zanim ktoś je rozdepcze - i tak dość się nacierpiały.

 

Większe Związanie Domeny Wspomnień w chwili, kiedy Słowa z ekipą znikali; zgubiłem dokładniejszą rozpiskę co to dokładnie robiło, spiszę później, bo teraz znów znikam

;) 

 

Potem Aspekt 4 (1 PC) Umiejętności: parkour (nie trzeba mieć umiejętności żeby na niej oprzeć Cud Aspektu, prawda?)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz