Sheila

Pieśń Piąta - Acedia (L'riot&Sheila)

170 postów w tym temacie

9I2sId0.png

Lidia Brennan

 

Lidia w jednej chwili straciła nieznacznie kolor, przerwała na chwilę rozmowę ze swoją domeną i spojrzała lodowato na brata.

- Terry, ja rozumiem że możesz mieć problemu ze zrozumieniem odpowiedzialności związanej z zakładaniem kotwicy. W końcu zakładania większości swoich nawet nie pamiętasz i na dobrą sprawę nie wiesz po co ci to wtedy było. Niemniej kiedy Anni mówiła o zakładaniu kotwic mówiła o kimś kto pomoże nam wykonywać nasze obowiązki. Nasze, nie twoje. Nie mają też obowiązku spełniać twoich pomysłów. Gdyby coś było  nie tak to ani Annu, ani Anni nie są nieśmiali i zwróciliby nam uwagę. Jesteśmy gotowi pomagać w obronie sanktuarium, bylibyśmy głupi gdybyśmy tego nie robili, część nas robi to nawet bez pytania i proszenia jakbyś nie zauważył. Jednak wolałabym żebyś pozwolił nam to robić zadaniowo i ewentualnie rozmawiał o wynikach, bo pewne rzeczy można, wyobraź sobie, robić inaczej niż ty to sobie wymyśliłeś ale dalej skutecznie. A sytuacja kiedy mówisz nam co mamy robić z naszymi bliskimi i naszymi duszami jest moim zdaniem okropone. Do tego ostatniego trzeba być Władcą a nie mieć ego rozmiaru Władcy. Kiedy twoje Ego zyska świadomość i zacznie walczyć z Excrucianami mogę to ewentualnie rozważyć, ale do tego czasu bądź uprzejmy odczepić się od moich kotwic.

 

 

Po tych słowach Lidia kontynuuje cud z poprzedniej kolejki Cud Domeny 5 Większe wróżenie o ofiarach Nieżycia. Ile ich jest, gdzie są i co się im właściwie stało. koszt 1PCD

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Alice, była Alice. Nie było mowy, żeby Guilliane, w jakikolwiek sposób, dał po sobie cokolwiek poznać. Ale kiedy odezwała się Lidia, brwi Władcy Miejskich Mitów powędrowały do góry. - Coraz to zdziwniej i zdziwniej. - Wymamrotał półgłosem, tracąc na chwilę uśmiech, po czym odchrząknąwszy, by zwrócić na siebie uwagę, odezwał się głośniej.- Ja tam nie wiem czy aż tyle. - Stwierdził z miną niewiniątka. - Ale faktem jest, że miejskie mity, są tak jakby, bezpośrednio związane z miastami. A jak ich wsadzić do środka? Well... Kilka szemranych furgonetek do przewozu ludzi i załatwione. - Mrugnął porozumiewawczo do Pamięci. - Ale to wszystko w założeniu, że w pierwszej kolejności odstrzelimy tą Kotwicę.

 

Światło, wszechobecne, docierające wszędzie, jak zawsze wiedziało wszystko co mogło interesować Baronową Lidię.

Ofiar nieżycia było trzydzieści siedem. Siedemnaście kobiet i dwudziestu, a właściwie dwudziestu jeden jeśli liczyć Kotwicę, mężczyzn. Wszyscy samotni, żyjący bez zobowiązań, którym w miarę łatwo było ukryć przed otoczeniem swoją "śmierć". Wszyscy młodzi, między dwudziestką, a trzydziestką. Każde miało to nieszczęście spotkać na swojej drodze Johna Smitha. Każde było osłabione psychicznie z historią jakiejś traumy, ale obecnie byli ludźmi sukcesu. Bizneswoman, makler, modelka, chirurg, który powoli zdobywał sobie pozycję Część ofiar nawet była klientami tej samej kliniki, w której za życia pracował doktor Cavanagh. Wszyscy byli, dzięki jego manipulacjom i wsparciu Haspa doprowadzani na skraj wytrzymałości i doprowadzani a po trosze zmuszani, do samobójstwa. Potem pojawiał się John Smith i mówiąc głosem Haspa wyjaśniał im, że tak na prawdę wcale nie umarli.

Teraz, każde z nich, poza jedną modelką, która była w jego towarzystwie, było samo. Ne spotykali się, nie konspirowali, większość w ogóle o sobie nawzajem nie wiedziała.

 

 

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1C7kLz3.png

Alice Nevermore

 

Niewinna dyskusja przerodziła się w kłótnie rodzinną - oczywiście. Nie można było spodziewać się czegoś innego, z rodziną, nawet tą całkowicie przypadkowo dobraną, dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu. Alice ucisnęła kąciki oczu, przymykając ciemne oczy, z których wyglądały cienie. 

- Dobrze.. powoli. Nie chcę by czyjakolwiek kotwica mi towarzyszyła. Ty Terry powinieneś opracować jakiś system ostrzegania, jeśli niepożądane jednostki pojawią się w locus, bo, kto, jak, kto, ale to strażnik powinien zadbać o coś takiego, by cała reszta z nas mogła robić co do nich należy. Przechodząc dalej, Nastassio, jeśli chcesz mi towarzyszyć, nie mam nic przeciwko, znasz już Urię, ale teraz to my będziemy chciały czegoś od niego, więc nie jestem w stanie przewidzieć jego reakcji, dlatego powinnaś to dobrze przemyśleć. Lidio, Ty dokładnie wiesz gdzie znajdują się żywe trupy, czy jakkolwiek by nie nazywać ofiar planu Haspa, to co proponuje Guiliane mogłoby zadziałać.. chyba, o ile jesteś na sto procent pewien, że nie uciekną z labiryntu, pytanie tylko co dalej z nimi? - wzruszyła ramionami popatrując na wszystkich obecnych w pomieszczeniu. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Zdecydowanie - Stwierdził Guiliane. - Dajcie mi parę minut i nie interweniujcie w nowe miejskie mity, to wszystko przygotuję i będzie to dla mnie czysta przyjemność. Gwarantuję, że potem nikt nie ucieknie z tego labiryntu. A szczególnie niemartwe wytwory Haspa. Jak chcecie angażować pracowitą pszczółkę, to nawet możemy próbować uwolnić ich dusze  A jeśli chodzi o bojowe kotwice, to jakby co mogę wypożyczyć Alice jakiś bojowy mit, żeby ukrył się w jej cieniu. Macie ich tu tyle, że nie będzie z tym kłopotu. - Dodał i zerkając to na Terry'ego to na Lidię i skutecznie omijając wzrokiem samą zainteresowaną.

Edytowane przez Sheila

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

bordered2.png

Terry Andrews

 

Terry nie skomentował ani słów Lidii, ani reakcji Guiliana. To, co zaczęło się jako prosta narada dotycząca spraw niebędących wielkimi sekretami przerodziło się w kryzys, o którym z całą pewnością nie należało dalej rozmawiać w towarzystwie obcych. Spora część winy za ten stan rzeczy spadała, oczywiście, na Terrego, który nie pojął sytuacji na czas... Jak to się właściwie stało? Nie chodziło nawet o konflikt z Alice, a już tym bardziej z Lidią. To było znacznie głębsze niż nieporozumienie czy kłótnia w Familii. To była... obcość. Pewniki, które dla Terrego stanowiły oczywistość, jego siostrom zdawały się całkiem obce. Zresztą, zapewne działało to i w drugą stronę - pewne oczywistości składające się na instynktownie aplikowany do rzeczywistości zdrowy rozsądek, wydawały się... kompletnie niekompatybilne. Jakby pochodzili z innych światów.

A może to o to właśnie chodziło? Dosłownie? O tę liczącą z okładem dwa tysiące lat - w tym pięćset nieistniejących - istotę, z którą dzielił przywilej używania zaimka "ja"? Terry nie miał wspomnień tamtego "siebie" - ale dawno odkrył, że były rzeczy, które po prostu wiedział, na poły instynktownie. Z pewnością nie było to bez wpływu na jego perspektywę. Był jednocześnie nowicjuszem w tym całym potęgowaniu i pieprzonym Matuzalemem potęgowania. Łatwo było zgadnąć, kto w zestawieniu Terry - reszta familii był tu większym dziwadłem.

Tak. To on mógł być tu nienormalny - i to właśnie ta nienormalność mogła być tu pudłem rezonansowym wzmagającym konflikty. Pewnie zrobiłoby się milej i przyjaźniej, gdyby postanowił siedzieć cicho i nie narzucać się rodzeństwu z tą swoją nienormalnością. Był w tym jednak pewien drobny problem: źródło tej nienormalności, "stary Terry", chyba nie traciło członków Familii w tempie dwóch na cztery miesiące. Może odziedziczone instynkty nie były takie złe?

 

Tymczasem wszystkie te rozważania nie miały jednak bezpośredniego zastosowania do sytuacji, w jakiej Terry się bezpośrednio znajdował. Powiernik Pamięci spojrzał na Guiliana.

 - Bojowy mit będący kotwicą? - upewnił się - W przeciwnym wypadku nie wiem, jak dużo by zdziałał spotkawszy dwóch Wojowników, nawet tylko odłamki. W każdym razie, na pewno zrozumiesz, że wolałbym nie outsoursować bezpieczeństwa członków naszej Familii. Nie mówiąc o komplikacjach, z jakimi wiązałoby się stałe towarzystwo Kotwicy Powierników innego Ymera. Natomiast co do twoich planów tutaj, drogi Guilianie, biorąc pod uwagę nasz dotychczasowy poziom ingerencji w rosnące jak grzyby po deszczu Miejskie Mity... - Terry pokręcił głową - Jeśli planujesz coś, co wymaga specjalnych zastrzeżeń, byśmy w to nie ingerowali, to... nie ukrywam, trudno mi pozbyć się pewnych... obaw.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.Nastasia.png.379565ad5231b3d754c86

Nastasia Walken

 

- Dobra, słuchajcie, to troszkę chyba nie ma sensu - Nastka w końcu pozbierała myśli po paru dość szokujących zdarzeniach w trakcie tej rozmowy. - Alice, przemyślałam, idę z tobą, zwłaszcza jeśli nie chcesz cudzych kotwic. Tak będzie bezpieczniej. No i też chętnie się przysłucham tej rozmowie, jeśli oczywiście nie skończy się tak, że będę z niej wyłączona. Guiliane, jesteś bardzo miły i uczynny i chciałabym ci za to podziękować, ale jeśli Alice mówi, że nie chce kotwic, to jeśli nie zrobi dla twojej wyjątku, to chyba nie ma o czym rozmawiać. Za to chętnie się dowiem o co chodzi z pracowitą pszczółką, bo chyba się zgubiłam. Terry, słuchaj, ja rozumiem skąd bierze się twoja postawa, to pewnie nawet zdrowe, ale mam wrażenie, że Władca Miejskich Mitów chyba zasłużył sobie swoją sojuszniczą postawą i wcześniejszą pomocą Alice na proste "wybacz, ale jak nie wiem co dokładnie planujesz, to nie umiem ci wystarczająco zaufać żeby dać ci wolną rękę", nie? Lidia, to był zajebisty diss, powinnam była nagrodzić go oklaskami, ale troszkę mnie to wszystko przytłoczyło i moment przeleciał zanim go złapałam, no i w ogóle uwaga słuszna, tyle że kurczę, głupio tak przed gościem się nawzajem obrabiać. - Rozejrzała się po pozostałych. - Czy możemy zrobić tak, że ja i Alice załatwimy tę rozmowę, a wy we trójkę ustalicie jakiś zarys planu, a potem wrócimy i, jak to było?, zgnieciemy tych którzy atakują San Francisco  tak, że Potęga Walki, jeśli taka istnieje, nawet by na to nie spojrzała?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

 

- Ofiary nieżycia są już na mapie. Pulsujące purpurowe kropki - poinformowała zerkając na rodzeństwo.  - Ustalanie co dokładnie zrobimy może być trochę bezowocne póki nie zbiorą się wszyscy zainteresowani, pewnie będą mieli własne pomysły. Więc jeśli chcemy w to mieszać Samobójstwa spotkajcie się z nią. - zaproponowała patrząc w szczególności na Terrego i Guiliana. - To nie jest dobry pomysł żebym szła z wami. Nie ukrywam że mam poważny problem z mieszaniem dzieciom w głowach i doprowadzaniem do ich śmierci, zwłaszcza na swoim terenie. Wiem że niektóre domeny są specyficzne i każdej z nich należy się miejsce do ekspresji, staram się to szanować, niemniej wolałabym od tej trzymać się z daleka bo pewnie bym coś powiedziała... albo gorzej i znowu byłby skandal.

Jakaś część niej czuła fizyczny wręcz ból na myśl o tych dziewczynach. Inna starała się myśleć o dobru rodziny i zdaniu  władców. Niewiele to pomagało i Lidia czuła się jak zdrajca powstrzymując się od działania. Zawsze powtarzała że kiedy dziecko jest krzywdzone bierność to forma zgody na tę krzywdę. Teraz sama była bierna i ciężko było się jej z tym pogodzić.

- Alice, skoro Nastasia z tobą idzie to pozwól że ja zostanę w domu. Ostatnio kiedy nikt nie pilnuje Ratusza dzieją się tu dziwne rzeczy. No i wstyd przyznać mam tyle pracy że nie wiem w co kłaść cuda najpierw. Jak już trochę odsapniesz będę miała prośbę, oczywiście odwdzięczę ci się jakoś za pomoc. Ale to jak mówiłam, później. Teraz naprawdę bierzmy się do pracy.

 

Spoiler

Cud Persony 4: Pomniejszy urok na mapę, tak żeby pokazywała też ofiary nieżycia.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1C7kLz3.png

Alice Nevermore

 

Alice schowała dłonie w kieszenie żakietu. Czerwony rubin na palcu błysnął ostatni raz nim zniknął pod materiałem. Władczyni Cieni westchnęła. Nie uważała by to był najlepszy pomysł aby akurat Nastassia szła z nią na spotkanie z Urie, biorąc pod uwagę jego prośbę z Akademii ale nie chciała już dłużej prowadzić tej jałowej dyskusji, dlatego jedynie przytaknęła na plan i zrobiła krok w kierunku wyjścia.

- No to skoro mamy wszystko ustalone proponowałabym się ruszyć, raczej prędzej niż wolniej - cienie w jej oczach zawirowały, bo zniecierpliwienie ich pani również i im się udzielało. 

- Pozwólcie tylko, że zlokalizuję Urie - mówiąc to na chwilę zamknęła oczy,a jej cień wyciągnął się, skurczył, a potem robił na milion kawałków, wtapiając w otoczenie. 

 

Spoiler


Mniejsze wróżenie używając Domeny, do zlokalizowania Urie, w locus darmowe

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

bordered2.png

Terry Andrews

 

Terry przez krótką chwilę na refleksję nad niechęcią Lidii do Powierniczki Samobójstw. A może bardziej nad własnymi uczuciami w tej sprawie? Tak czy siak, nie skomentował kwestii - ostatecznie, co miał powiedzieć? Zwrócić uwagę, że właśnie snują plany w towarzystwie kogoś, kto całkiem dosłownie zainstalował w San Francisco krokodyle-ludojady? Nic by z takich uwag nikomu nie przyszło.

 - No dobrze, by w takim razie nadmierną zwłoką nie studzić zapału... Lidio - spojrzał na siostrę - skoro chcesz, Ratusz zostanie chwilowo pod twoją opieką, ja się przejdę do Markizy Samobójstw - przeniósł spojrzenie na Nastasię - to właśnie do niej odnosi się "Pszczółka" - wyjaśnił na jej użytek - chociaż nie mnie pytaj, skąd to się wzięło. Tak czy inaczej - w końcu spojrzenie Powiernika Pamięci spoczęło na Guilianie - wybierasz się ze mną? Aczkolwiek - dodał - niezależnie od odpowiedzi... muszę przeprosić za tę okoliczność, Władco Miejskich Mitów, ale zanim się rozejdziemy za rozmaitymi sprawami, muszę jeszcze przekazać Familii pewne informacje przeznaczone, niestety, tylko dla ich uszu. Sam rozumiesz - westchnął teatralnie rozłożył bezradnie ręce - tajne tajności i w ogóle.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Pełne konsekwencje pomocy Miejskich Mitów mieli pojąć (to jest ci, którzy się takimi sprawami interesowali) dopiero kilka miesięcy później wraz z znacznym wzrostem tajemniczych wypadków i zaginięć wśród mieszkańców SF.

Sam Władca Miejskich Mitów stał spokojnie, czekając aż skończą, ale kiedy Terry wspomniał o Lisel musiał się odezwać.

- Ja! - Podskoczył, dosłownie, w miejscu wyciągając w górę rękę jakby zgłaszał się do odpowiedzi. - Ja. Ja wiem! - Machał przez całą wypowiedź Terry'ego.- No więc mówimy na nią Pszczółka ponieważ jest, w tym co robi, pracowita jak pszczoła. Plus potrafi użądlić jak ktoś się jej naprzykrza. - Powiedział z uśmiechem. - I jasne. To ja będę na zewnątrz. I tak muszę przygotować parę rzeczy jak wspomniałem. - Mrugnął do nich porozumiewawczo. - To lecę. 

I wyszedł zostawiając ich samych.

Po chwili poczuli jak się oddala i z każdym krokiem tka cuda stworzenia, które, jeden po drugim, posyłał w miasto.

 

Tymczasem Cienie ruszyły na poszukiwanie Urie i...

Znalazły go prawie natychmiast, nie było to zbyt trudne, w końcu obecnie nimi władał.

Siedział w niewielkim bistro, o wdzięcznej nazwie Kaste's Nick's Zoey's Bistro, na przedmieściach SF. Była to rodzinna restauracja i to podwójnie. Właściciele - rodzice, gotowali a ich, może trzynastoletnia, córka, mimo niewątpliwej samoobsługi podawała gościom potrawy. Większość gości stanowili ludzie z dziećmi. Młody mężczyzna z około dziesięcioletnimi synami, bliźniakami. Kobieta w ciąży z przyjaciółką z około rocznym dzieckiem zajadającym się kawałkami marchewek. Starsi państwo u ubraną odświętnie czterolatką, zapewne dziadkowie z wnuczką. Rodzice z piątką dzieci od, na oko, trzech, do szesnastu lat.

Był też Urie. Siedział popijając sok pomarańczowy przy stoliku z osłanianą przez Cienie, kilkuletnią dziewczynką o wyglądzie rudowłosego aniołka, przed którą nieco tylko starsza kelnerka właśnie postawiła talerz z wieżą przekładanych owocami, polanych musem malinowym i obficie posypanych cukrem pudrem panckake'ów.

Towarzyszka Urie miała na szyi zasłonięte apaszką zasinione ślady, jakby ktoś ją niedawno dusił, plaster na policzku i wyraz na twarzy mówiący, że właśnie znalazła się w siódmym niebie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

bordered2.png

Terry Andrews

 

Zapowiedziane przez Guiliana "lecenie" spotkało się z niespodziewaną przeszkodą ze strony Terrego, który przecież rzeczonego lecenia był główną przyczyną. Władca Miejskich Mitów kładł już rękę na klamce, gdy za jego plecami rozległ się znów głos Powiernika Pamięci.

 - Guilianie - odezwał się - zdążysz jeszcze z przygotowaniami, a naprawdę wolałbym się najpierw upewnić, co planujesz.... i porozmawiać z tobą (będizemy mieli przecież okazję po drodze), bo mamy w San Francisco pewien problem, który może w przyszłości zaszkodzić Miejskim Mitom; nie jest to natychmiastowo pilne, ale naprawdę lepiej by było, gdybyś powstrzymała się z poważniejszymi działaniami, póki tego nie omówimy - zakończył gospodarz Locus z powagą.

 

Gdy niedługo później w gabinecie Lidii pozostali już tylko członkowie miejscowej Familii, Terry wstał i rozejrzał się po obecnych; przeczesał palcami włosy, próbując ubrać to, co miał do powiedzenia w słowa.

 - No dobrze, to tak - powiedział - jeśli macie jakieś metody na ukrycie nas przed podsłuchiwaczami, dobrze byłoby, jakbyście ich użyli... - zawiesił głos na chwilę, dając siostrom moment by, ewentualnie, podjęły środki ostrożności. Sam Terry swoje zrobił, ale kto wie, czy w jego obronie nie było jakichś luk, które ktoś inny mógłby zapełnić.

  - Nie chcę tu już przedłużać, więc przejdę do rzeczy. Pojawiła się u nas w Locus Miłość, znana również jako Ashiq, i będąca być może najbardziej poszukiwaną osobą na Ziemi. Jak Entropia się o tym dowie, to dostanie apopleksji i pewnie będziemy mieli małe polowanie na czarownice, więc postarajcie się być bardziej ostrożni niż zwykle. Z Ashiq (poza tym, że perspektywa Władcy Miłości na jego Domenę zdaje się nieco rozmijać z tym, czym miłość jest na Ziemi obecnie) jest ten problem, że jak się z nią spotkacie i nie obronicie przed jej wpływem, to będziecie ją kochać. Co do nas, zasadniczo nie jesteśmy z Ashiq w stanie wojny... chyba, że coś zrobią Chrisowi, który chwilowo jest z nimi. Gdy zaś mówię o "nich" to mam na myśli, poza Miłością, również Słowa i Wiadomości. Ta ostatnia chyba nie próbuje celowo pomóc w zniszczeniu Kreacji, ale nie przeszkadza jej to odstawiać Hermiony na osobistej krucjacie przeciwko niewolnictwu jakim jest jej zdaniem relacja pomiędzy Powiernikami a Władcami. Używa więc Nienawistnej Broni (stanowiącej obecnie część jej ciała), by "uwolnić" każdego Powiernika, który się na to zgodzi, wypaczając więź z Władcą. Ten pierwszy pozostaje oderwany od Imperatora (i połączony z nie do końca wiadomo czym i nie do końca wiadomo jak), temu drugiemu pozostaje w duszy dziura w kształcie Domeny, którą władał "uwolniony" Powiernik. Co do Chrisa, raczej się nie zgodzi, a Wiadomości chyba nie zaczęła jeszcze nikogo uwalniać wbrew jego woli (nie mówiąc o tym, że dość ma wrogów bez gwarantowania sobie vendetty z naszej strony). Tak więc, nasz brat zapewne powróci cały i zdrowy, ale problem polega na tym, że nie przyłożył się do środków ostrożności przy spotkaniu z Ashiq. Skoro Władca i Uosobienie Miłości jest znów na Ziemi, to zaczyna być groźne dla niego i potencjalnie wiąże ręce nam. Podsumowując: kłopoty. Ach, no i jeszcze jedno: nie jestem pewien, na ile orientują się w tym wszystkim przedstawiciele Sądu i Inkwizycji. Jeśli nie jest to konieczne, dobrze byłoby chyba nie zdradzać się z tym, ile wiemy my... no i o Chrisie, oczywiście, w ogóle najlepiej nic nie mówić, na wszelki wypadek.

Terry odetchnął po tym monologu, ale widać było, że jeszcze nie skończył

 - Teraz druga sprawa, będzie mniej przyjemnie. Alice - spojrzał na siostrę - twoja nieostrożność dzisiaj... - pokręcił głową - już nawet pominę dawanie pretekstu do śledztwa i procesu przeciwko mnie. O tamto mam do ciebie żal, ale to drobiazg w porównaniu do dużo poważniejszego... potknięcia. Użyłaś słów "były Excrucianin". Wydaje mi się, że udało mi się odwrócić uwagę Guiliana i przekonać go, że chodziło ci o jakiegoś mojego znajomego. Wydaje mi się, ale nie jestem pewien. Tym bardziej, że nasz gość tylko udawał, że pozwolił zneutralizować swoje wspomnienia o tym incydencie. Mam szczerą nadzieję, że to kwestia ciekawości i haka na mnie, bo w przeciwnym razie możliwe, że popełniłem poważny błąd pozwalając mu stąd wyjść. Bo, Alice, niewiele jest rzeczy, o które można naprawdę oskarżyć Imperatora. Ale spiskowanie z Excrucianami jest jedną z nich. Sugerowanie, że Ymera uczynił Excrucianina Potęgą to oskarżenie go o zdradę Kreacji. Oczywiście, tego typu oskarżenia wymagają solidniejszych dowodów niż jakaś bzdura palnięta w rozmowie przez młodą Potęgę. Niemniej, twoje słowa wystarczyłyby, aby sprowadzić na głowy naszych Ymera Inkwizycję. Nawet w najlepszym wypadku takie śledztwo to potężny kij w szprychach planów naszych Władców. Proszę, postaraj się w przyszłości bardziej uważać co mówisz, przy kim, oraz najlepiej: czy nie będzie problemów, jeśli podsłucha cię ktoś postronny.

Powiernik Pamięci znów zamilkł na moment, kierując tym razem spojrzenie na Lidię.

 - No i kwestia ostatnia. Obawiam się, że potrzebujemy kolejnej audiencji u Anni. Konflikty w Familii mogą się zdarzać, ale dzisiejsza narada wykazała, że mamy dużo poważniejszy problem: bardzo poważnie różnimy się w rozumieniu naszych zadań i kompetencji. Rzeczy, które dla mnie w oczywisty sposób dotyczą bezpieczeństwa Locus, waszym zdaniem znajdują się poza moimi kompetencjami - a więc i zwierzchnością. Co więcej, nawet tam, gdzie zakres zwierzchności uznajecie, zakwestionowałaś moje prawo do egzekwowania tejże. No i jest jeszcze ta nieszczęsna sprawa Kotwic i tego, czy mamy obowiązek posiadać takie, które gotowi jesteśmy wykorzystać nie tylko, aby je same chronić, ale i do obrony Familii, Władcy i Locus...

Terry pokręcił głową.

 - Nie możemy sobie pozwolić na tę rozbieżność opinii, to olbrzymia słabość naszej Familii oraz nieuniknione źródło kolejnych konfliktów. Nie sądzę również, byśmy mogli sami się z tym problemem uporać, bo nie dotyczy on ustaleń pomiędzy nami, ale różnego rozumienia poleceń i wytycznych, które otrzymaliśmy i staramy się wypełniać. Musimy poprosić Anni o rozsądzenie naszych wątpliwości, tylko wtedy jasne będzie, gdzie kończą się moje kompetencje, w jakim stopniu podlegacie moim poleceniom w zakresie tychże kompetencji oraz jakie są oczekiwania Ymera względem Kotwic, które nakazała nam stworzyć. Myślę, że najlepiej byłoby, gdybyśmy udali się do Anni, a Ty skorzystałabyś ze swej mocy, aby ukazać naszej Władczyni prawdę o przebiegu tej rozmowy, konfliktach, które z niej wynikły i wątpliwościach, które zostały obnażone. Sądzę, że to skuteczniej i obiektywniej przedstawiłoby sytuację niż jakiekolwiek subiektywne wyjaśnienia, których moglibyśmy udzielić. Co o tym sądzisz?

 



Terry, rozglądając się po wyjściu Guliana, przełącza się przez Wzrok Persony (Rzeczy i Ludzie mojego Locus, Pamięć, Wspomnienia) żeby upewnić się, czy nie zobaczy niczego podejrzanego/nietypowego. Nie spodziewam się, ale to zawsze dodatkowy środek ostrożności ;)

 

Potem Terry robi Większe Związanie Persony Wspomnień, w Locus 1 PC; ta rozmowa i jej treść - nawet, gdyby ktoś podsłuchał - wymyka się Wspomnieniom wszystkiego i wszystkich którzy nie noszą w sobie kawałka duszy Anni/Annu

Przebicie 3 (za PC Domeny)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1C7kLz3.png

Alice Nevermore

 

- Skończyłeś? - zapytała tylko kiedy wydawało się, że powiernik Pamięci zakończył swój przydługi monolog - to teraz Ty posłuchaj blondasku - uśmiechnęła się do niego, ale jakiś cień w kąciku ust sprawiał, że to wcale nie był przyjemny uśmiech.

- To tylko Ty masz jakiś problem. My - tu wskazała dłonią na pozostałych członków Familii - jakbyś nie zauważył przez swoje wybujałe ego, zgadzamy się co do tego, kto ma jakie obowiązki i o co ma prawo prosić resztę Famili. Tym czymś, jak już ustaliliśmy, nie jest wydawanie rozkazów o tworzeniu lub używaniu w ten czy w inny sposób naszych kotwic. Każdemu z nas, zależy na bezpieczeństwie locus, więc daruj sobie te umoralniające pogadanki, które próbujesz nam serwować. Są dość ciężkostrawne - dodała z kwaśną miną, przeczesując ciemne włosy dłonią. jeden z koszmarów łypał gadzim okiem na Terrego - A konflikty w Familii, jakbyś nie zauważył zdarzają się tylko w Twojej obecności Terry, więc może wypadałoby jednak spojrzeć w lustro i zrobić rachunek sumienia? Myślę, że nie jesteś głupi - choć czasem usilnie starasz się abym tak właśnie sądziła - i dojdziesz do właściwych wniosków, które pozwolą nam wszystkim koegzystować z Tobą we normalnych warunkach. Bo jakoś ja i Lidia czy Nastasia czy nawet Chriss, nie mamy ze sobą problemów, a jak na razie to Ty wyprowadziłeś spokojną dotąd Lidię z równowagi, kapiszi? - mrugnęła do niego po czym zwróciła się do Nastasi.

- Znalazłam Urię, trzymaj się i nie próbuj bronić - uśmiechnęła się szczerze do siostry, a potem rozłożyła dłonie. Z jej ramion spłynęły cienie, wijąc się po podłodze jak macki potwora. Oplotły szczelnie Nastasię i Alice, które znikły. 

 

Skryte cieniami Alice, dwie powierniczki na chwilę były wszędzie jednocześnie, by w końcu zebrać się do kupy, w ciemnej alejce nieopodal kawiarni, w której to Alice dojrzała swojego rudozakłamanego brata. Cienie rozpełzły się z dala od swojej Władczyni, powracając do zacienionych miejsc i starając się oddać kształt okolicznych, oświetlonych przedmiotów i budowli. 

- No to, mając za sobą dramę rodzinną, czas rozpocząć kolejną - mrugnęła do Nastasi - jesteś gotowa?

 

Spoiler


1.Cud Domeny 4 - by ukryć Alice i Nastasię wśród cieni (darmowy)

3. Podtrzymywanie poprzedniego cudu by ciągle być ukrytym.

4. Cud Persony 3  - by być wszędzie i nigdzie jednocześnie i przenieść dziewczyny do miejsca gdzie Alice widziała Urie

 

Edytowane przez Lunatyczka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.Nastasia.png.379565ad5231b3d754c86

Nastasia Walken

 

- A tak w ogóle, to... - Nastka zamrugała. OK, to było nieco niespodziewane. Popatrzyła na Alice z... dość nieodgadnionym wyrazem twarzy. - Prawdę powiedziawszy, miałam ochotę trochę się w tej dramie poudzielać. Na przykład zaproponować, żebyśmy wszyscy sobie wspólnie wyjaśnili, kim do cholery on jest i dlaczego powiedziałaś to, co powiedziałaś. Co, swoją drogą, chyba nie było w ścisłym sensie prawdą. W sensie nie wiem, mam wrażenie, że ten stwór był troszkę nabudowany na nim, a nie że on w sensie on, on nim był. O ile to ma jakieś znaczenie. - Wzruszyła ramionami. - No, to wygadałam się troszkę, jestem gotowa żeby siedzieć cicho w drugim rzędzie i pozwolić ci mówić. - Wyszczerzyła zęby i znowu była wesołą małą Nastką. - Chyba, że mam być tutaj i asekurować zza winkla, albo coś? Twój "brat", - pokazała cudzysłów palcami - twoje warunki. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

 

Lidia splotła dłonie za plecami i zacisnęła je w pięści usiłując ogarnąć swój język. Ten powrócił chyba duchowo do czasów nastoletnich i pełen był słownictwa przy którym najbardziej cenzuralna odzywką było: Goń się Terry.

Stała tak przez wywód Alice tocząc nierówna wewnętrzną walkę nim skupiła wzrok na bracie, cała jasna blada i tylko dwa czarne tatuaże nastroszonych ptaków zasiadające na obojczyku wydawały się ciemne w całej jej postaci.

Stała i starała się pamiętać że on w gruncie rzeczy chce dobrze i po prostu zupełnie nie rozumie co robi. Tyle że to w sumie niewiele zmieniało w ostatecznym rozrachunku.

- Możemy iść do Anni, mogę jej pokazać co zaszło, tyle że co chcesz tym zyskać?

Zacisnęła usta tak żeby: Maaamo! Lidia, Alice i Nastka nie chcą się ze mną bawić! - jednak jej nie uciekło.

Odetchnęła.

- Z resztą sam pomysł bazuje na złych założeniach - starała się brzmieć spokojnie. - To nie była kłótnia o obowiązki obrońcy. Raczej o poszanowanie lub jego brak dla osobistych granic. Konkretnie twój brak poszanowania. Uważasz że Anni rozkaże i to cokolwiek zmieni? Planujesz do niej biegać zawsze jak nie poprzemy twojego pomysłu? Myślisz ze będzie czas?

Prychnęła i zacisnęła mocniej pięści starając się brzmieć spokojnie.

- Terry, jeśli bycie obrońcą ci nie odpowiada to może ja się tym zajmę. I tak praktycznie sporo już robię w tym kierunku. Sądziłam, że masz do tego lepsze predyspozycje, dlatego odpuściłam ale po tym co właśnie zrobiłeś... po tym ze nawet nie rozumiesz tego co zrobiłeś, wnioskuję, że się myliłam. Możemy o tym pomówić z Anni jeśli koniecznie chcesz ją w to mieszać. Teraz wybacz mam coś do zrobienia. Wiesz gdzie są drzwi.

Zniknęła w rozbłysku światła, zostawać tam i tak nie było miała dość konwersacji ze ścianą. Jeśli Terry chciał lecieć na skargę, śmiało.

 

Pojawiła się znowu nie tak daleko bo na tarasie kilka pokoi dalej i przez chwilę po prostu stała, patrząc na miasto uspokajała się.

Potem wyszła na korytarz i zapukała do pokoju gościnnego gdzie znajdowali się Malcolm i Mellody.

- Cześć, wygodnie? Potrzebujesz może czegoś? - zagadnęła z delikatnym uśmiechem, znowu nabierała kolorów. - A co do Markiza Wizerunku i przerwanej rozmowy...

 

Spoiler

Cud Persony 3 Mniejsza Emulacja żeby nadać sobie cechę: Przedostaje się wszędzie i dostać na taras.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

bordered2.png

Terry Andrews

 

Terry westchnął i pokręcił głową. Przez chwilę siedział jeszcze w samotności. Był zmęczony - i pełen czarnych myśli. Można by sądzić, że dwie śmierci w Familii uświadomią powagę sytuacji nie tylko jemu. Tymczasem reszta Familii - nawet rozsądna na co dzień i dojrzała Lidia - okazała się być zbieraniną nastolatków przeświadczonych o własnej nieśmiertelności.

Cóż.

Terry zazdrościł im pewności siebie.

Osobiście ograniczał się do nadziei, że jednak obędzie się bez incydentów do czasu, aż uzyskają od Anni precyzyjniejszą wykładnię jej intencji w kontekście poleceń tworzenia Kotwic - oraz zakresu kompetencji (i towarzyszącej tymże władzy) Obrońcy.

"I nie jesteś już muzykiem. Dostałeś powołanie. Jesteś teraz żołnierzem." - przypomniał sobie ostatnie słowa Annu, gdy ten szedł spać, po raz pierwszy po uczynieniu Terrego Potęgą. Trzeba przyznać, nie bardzo się wtedy czuł żołnierzem. Teraz...

 - Też mi się, kurwa, armia trafiła - mruknął Burmistrz-Obrońca San Francisco, wstając z fotela i ruszając w kierunku drzwi. Musiał znaleźć Władcę Miejskich Mitów, zanim ten z nudów znów zainstaluje im coś w kanałach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1C7kLz3.png

Alice Nevermore

 

- Skoro chciałaś iść, że mną to nie po to, aby stać z tyłu i się przyglądać - pokręciła głową na nierozsądek siostry i lekko uśmiechnęła się.

- A co do Terrego, wyjaśnijmy sobie to teraz we dwie. On nie był nadbudowany, to był on. Ze mną mogło stać się coś podobnego, gdyby John Smith dopełnił tego co miał zrobić i gdybym popełniła samobójstwo. To nie koniecznie musiała być jego decyzja Nastasio, ale to był Terry. Był Excrucianinem i uczył innych Excrucian o tym jak zachowują się ziemianie i potencjalnie Potęgi.  Nie wiem jaki plan miał Annu, ale to Ymera, więc nie mam zamiaru tego kwestionować. Ale nie daj się zwieść, to był Terry, tak samo jak Urie, jest Urie i nikt inny nie kieruje jego poczynaniami, jest odłamkiem tak jak my jesteśmy potęgami. Nie wiem kim do końca był Terry, on też tego nie wie, ale masz rację. - stwierdziła w końcu z lekkim skinieniem głową - Kiedy wrócimy i załatwimy tą sprawę, trzeba będzie w reszcie powiedzieć blondaskowi, że gyby nie Ty i gdybym ja nie narażałą własnego tyłka, by odwrócić uwagę w akademii to on w ogóle by nie żył. Nie chciałam mu rzucać w twarz tym, że te goniące mnie Odłamki to niejako cena jego życia, ale chyba będę musiała. 

Po tych słowach Władczyni Cieni poprawiła swój żakiet i wyszła z ciemnej alejki, na oświetloną światłem słońca ulicę. Cytrynowe szpilki postukiwały o chodnik kiedy zmierzała w kierunku kawiarni gdzie siedział Urię. Nie obejrzała się za siebie, wierząc, że siostra dotrzymuje jej kroku. Ostatecznie stanęła za swoim rudym bratem i uśmiechnęła się mimowolnie.

- Urie, co za miłe spotkanie, możemy się dosiąść? - nawet nie czekając na reakcję odłamka oraz jego małoletniej, zajadającej się naleśnikami, towarzyszki, podsunęła sobie jedno z krzeseł i usiadła na nim. Założyła nogę na nogę  spoglądając na brata z trudnymi do odgadnięcia myślami. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.Nastasia.png.379565ad5231b3d754c86

Nastasia Walken

 

Nastka popatrzyła za Alice wychodzącą z alejki i cichym szeptem zapytała - Skąd ty to wszystko niby wiesz? - w sumie nie będąc pewna czy chce, by siostra ją usłyszała. Po czym pokręciła głową - powinna była powiedzieć siostrze otwarcie, żeby nie rzucała imionami gdzieś, gdzie można je podsłuchać - i ruszyła za nią. Na razie nie była pewna, co dokładnie chcą osiągnąć tym spotkaniem, więc stanęła za Alice, opierając dłonie na oparciu jej krzesła i spoglądając na Uriego nieodgagnionym wzrokiem, jakim wyobrażała sobie, że Oszustka mogłaby patrzeć na kogoś, kogo wystrychnęła na dudka. Przypomniała sobie Rycerza i to, jak okręcił sobie Uriego wokół palca, i na jej ustach wykwitł lekki uśmiech.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Guiliane stał przy oszklonej ścianie wpatrując się zza okna w panoramę miasta. Wpatrywał się intensywnie. Na jego ustach zastygł uśmiech szaleńca, a on sam, dosłownie, zacierał ręce. Terry wolałby, dla swojego własnego samopoczucia, nie musieć wiedzieć o czym Władca Miejskich Mitów myślał, ale że był burmistrzem, to niestety dowiedzenie się tego należało niejako do jego obowiązków.

Guiliane odwrócił się słysząc jego kroki. Sięgnął do torby wyciągając z niej małe pudełeczko, które otworzył i wysunął w kierunku Pamięci. 

 -Miętówkę? - Zapytał z błyskiem w oku.

 

* * *

 

Malcolm i Melody siedzieli w tym samym miejscu, w którym ich zostawiła.

Sprawiali wrażenie spiętych i odrobinę sztucznie się zachowywali, jakby próbowali nie pokazać tego, że im, w jakiś sposób, na sobie zależy.

- Wszystko dobrze. Dziękuje. - Odparła Melody odruchowo przesuwając bliżej siebie kubek z parującą kawą.. - Ren. Tak. - Mówiła odrobinę pewniejszym tonem niż wcześniej. Najwyraźniej chwila odpoczynku dobrze jej zrobiła. - Co chcesz wiedzieć?

 

* * *

 

Rudzielec rozpromienił się. - Siostra! - Powitał ją wznosząc w górę ręce. - Kopę lat. Śmiało dosiadajcie się. Ellie - zwrócił się do rudowłosej dziewczynki - popatrz, to Alice. Opowiadałem ci o niej, Moja siostra. A to jej przyjaciółka. Wybacz, nie pamiętam imienia. Trochę dużo czasu minęło. - Uśmiechnął się przepraszająco. Dziewczynka coś powiedziała, co miało chyba być przywitaniem, ale że miała usta pełne panckake'ów to nie zrozumiały.

- Co was tu sprowadza dziewczyny? A?! Coś wam zamówić? - Wciąż gestykulował co sprawiało wrażenie jakby go roznosiła energia.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1C7kLz3.png

Alice Nevermore

 

Alice przyglądała się bratu, bo dla niego rzeczywiście to było spotkanie po latach, a mimo to, nie zmienił się nawet odrobinę Wciąż był zakłamanie rudy. Pokręciła przecząco głową na jego propozycję jedzenia czy picia.

- Raczej nie zabawiamy tutaj długo. To jest Nastasia - przedstawiła siostrę z lekkim cieniem uśmiechu na wargach - w zasadzie, jak długo czasu upłynęło od naszego spotkania? - to był dobry moment by wypełnić brakujące miejsca na osi czasu panny Nevermore. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

9I2sId0.png

Lidia Brennan

 

Co chcesz wiedzieć?

To było dobre pytanie. Bo w sumie czego chciała się dowiedzieć? Że może z nim zostawić Josha samego? A może zdobyć pretekst do tego żeby nie musieć się nikim z Joshem dzielić? Wpadła w panikę podejrzawszy fragment rozmowy nie dłuższy niż uderzenie serca. Fragment, który mógł znaczyć wszystko i nic. Coś po czym za nic nie można oceniać sytuacji. Może czuła się mniej pewnie bo odkąd wzięła na diecie więcej odpowiedzialności za dzieci z takiej starszej kumpeli awansowała na psa Cerbera. To były nastolatki, wiedziała że pisze się na kłopoty i przynajmniej kilka lat trudnej sytuacji.

Więc co chciała wiedzieć? I czy Mellody mogłaby jej to w ogóle dać?

- Czego mogę się po nim spodziewać w kwestiach... rodzinnych? Wiesz cokolwiek o jego rodzinie?

Nie wiedziała czy ktokolwiek może jej odpowiedzieć na to pytanie, niemniej warto było je zadać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz