Vrai

Marzec (Vrai)

15 postów w tym temacie

Niektórzy powiedzieliby, że Tokio jest wieczne. Niezmienne, niepoddające się upływowi czasu. Oczywiście wyrastają nowe budynki, modernizowane są stare, codziennie jego chodnikami chodzą inni ludzie - człowieka, którego widziałaś pośród tłumu jeszcze wczoraj, dzisiaj nie zobaczysz. 
Bo ludzie nie wygrywają z czasem.
Ale Tokio tak. Dowolny miesiąc. Dowolna pora roku. Dowolna godzina. Mogą zmienić się kolory, może zmienić się muzyka, może zmienić się tłum. Ale Tokio pozostanie Tokio. Akihabara wyciągnięte niczym z filmu science-fiction, Ginza pachnąca perfumami Chanel, rozwrzeszczana Shibuya czy różowo-olejne Ueno. Tokio zatopione w rzece czasu, dumnie przeciwstawiające się jej nurtom.


~some people sayin'~


Nic innego nie mogła pomyśleć, gdy taksówka wiozła ją z lotniska Tokio-Haneda. Była tu ostatnio chyba pięć, sześć lat temu, gdy jej rodzice zabrali ją na długie wakacje do kraju, z którego pochodził jej ojciec. Miało o tyle łatwiej od innych obcych, że w jej domu kultura japońska zawsze była obecna. Ogawa Soichi w interesach mógł być kosmpolitą, ale w czterech ścianach okazywał, że nie zapomina o korzeniach, z których wyrósł. 
Tokio, które widziała zza okien samochodu wyglądało dokładnie tak samo jak Tokio, które pamiętała.
- Cholera...
Sapnięcie taksówkarza wyrwało ją z zamyślenia. Spróbowała wyjrzeć, ale nie zobaczyła, co tak przykuło jego uwagę - nie widziała przed nimi żadnego wypadku, żadnego korka. Mężczyzna postukał w elektroniczny wyświetlacz zegarka. Minuty biegły jak szalone.
Emily zignorowała to, ale to, co dostrzegła po chwili spowodowało, że bagatelizowanie tego było błędem. Na dużym wyświetlaczu nad telebimem widocznym na ruchliwym skrzyżowaniu w Shibuya też oszalał - czas biegł do tyłu.
Przytomnie spojrzała na telefon. 03:34, 4 maja 1854. 03:35, 5 maja 1854. 0:33, 1 stycznia 2024. 
Taksówka zatrzymuje się.
Emily będzie chciała zapytać, co się dzieje, ale mężczyzna zamilknie. I nawet się nie poruszy.
Emily uchyliła okno. Morze ludzi przelewających się przez skrzyżowanie zamiera. Reklamy zastygną zamknięte w jednej klatce, w ułamku mrugnięcia okiem. Ptaki zostały zawieszone w powietrzu.
Emily chwyta lewitujący w powietrzu liść. Może nim poruszyć, zamknąć go w dłoni, ale gdy go wypuszcza, ten unosi się w miejscu.
A zegary szaleją. Sprawdza na zegarkach noszonych na przegubach przechodniów. Czasem wskazówki zmierzały do przyszłości. Czasem będą się cofać.
Rozgląda się dookoła. Zamknięta w obrazie bez czasu. Zamknięta w obrazie, z którego czas się przelewa.

 

jrnbWnA.jpg


Mrugnięcie okiem.


W końcu dotarła do celu. Gdy przypominała sobie to dziwne wydarzenie, krótki epizod szaleństwa, wydawało się jej dziwne, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Ludzie ruszyli przed siebie, a zegarki znów wskazywały jeden, spójny czas.


11 marca 20XX, niedziela, wieczór


Rzeka odnalazła swój nurt.


- Proszę, dbaj o to miejsce. - Ishimiura Yosai była grzeczna, ale jej chłodne spojrzenie, dłonie skromnie złożone na wysokości pępka i starannie dobierane słowa wskazywały, że to raczej polecenie. Zaprowadziła swoją siostrzenicę do niewielkiej kawalerki. To nie była Ameryka, ale i tak mogła liczyć na więcej niż jej rówieśnicy. Miała własne cztery kąty w dzielnicy Akasaka, centrum ambasad, luksusowych hoteli i rezydencji. Cztery kąty w wysokim, tak niejapońskim apartamentowców, które udostępniły jej ciotka na czas pobytu Emily w Japonii. Na rok, który jej rodzice mają spędzić w więzieniu. - Gdybyś czegoś potrzebowała, mieszkam piętro niżej.
Yosai była około sześćdziesięcioletnią, wysoką kobietą. Mimo wieku pozostawała aktywna zawodowo. Budziła podziw swoich klientów i strach u przeciwników. Była nie tylko prawnikiem, ale też: cholernie dobrym prawnikiem. Tak przynajmniej Emily słyszała.
Dziewczyna ukłoniła się z wdzięcznością.
Niedługo po wyjściu ciotki zasnęła. Zmęczenie podróżą, dziwne wydarzenia, podróż do Akasaki zrobiły swoje.


12 marca 20XX, poniedziałek, przedpołudnie


- Oto Nakamura Emily... - Trudno było przyzwyczaić się do typowo japońskiej wymowy tego imienia. Dawno tego nie słyszała. Jakby nie należało do niej. Tym bardziej, że przecież jeszcze miesiąc temu nazywała się Emily Ogawa. - I dołączy do naszej klasy. Proszę, traktujcie ją uprzejmie.
Wychowawczyni, która przedstawiła ją jej klasie w Fountain Academy, była młodą kobietą. Pewnie niedawno skończyła studia. Zdradzał ją uśmiech, entuzjazm i to, jak patrzyła na młodzież. 
Nie zdarzało się często, by nowy uczeń pojawiał się w klasie w marcu. Ale gdy pochodzi się z rodziny, której nazwisko - mimo... wpadek - otwiera drzwi, z rodziny, która część oszczędności ukryła przed aparatem urzędniczym, taka przysługa za ostatnie dolary przy skromnym udziale ciotki otwiera pewne drzwi.
- Emily-kun, proszę, opowiedz nam coś o sobie. W jakich przedmiotach byłaś najlepsza w swojej starej szkole?


Właśnie, Emily. A może nie tylko w jakich przedmiotach, ale też proszę, powiedz mi, co jest dla ciebie najważniejsze. Rozwijanie ciała, co pozwala być wytrzymalszym, zwinniejszym; umysłu, co daje wiedzę i świadomość tego, jak działa świat; czy ducha, który pozwala lepiej rozumieć innych i wytrzymywać presję?

 

 


Uszereguj: Body - Mind - Spirit.

Edytowane przez Vrai

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Spoiler

 

 

 

tumblr_or71jkP3PZ1rle38ao1_250.gif

[nie ma to jak tymczasowy awatarek]

Emily

 

Stres sprawił, że ledwo była w stanie mówić. I stać prosto. Na to mniej więcej starczało jej sił, na myślenie o tym co powiedzieć miała już tylko jakieś resztki.

Pokłoniła się, uśmiechnęła i wyrecytowała te regułki, które w takiej sytuacji wypadało powiedzieć. To akurat przećwiczyła wcześniej, stojąc przed lustrem, więc słowa płynęły gładko.

Mmmm... - Odetchnęła spokojnie, raz dwa trzy i cztery, to dodało jej trochę jasności myślenia. A jeszcze przed chwilą miała wrażenie, że wszystko dookoła niej znowu się zatrzyma, czas przestanie płynąć albo się cofnie. To w sumie byłaby dobra okazja żeby się zastanowić - czy jakieś przedmioty tak naprawdę lubiła? Angażowała się w wiele szkolnych aktywności, ale nigdy nie myślała o tym, że coś z tego lubi. Albo nie. Nie chciała też wyjść na zarozumiałą, wcześniej uczęszczała do szkoły nie tylko w innym kraju i w innej części świata, ale też do o wiele droższej. A nauczyciele stawali na głowie aby uczniowie mogli zajmować się wszystkim czym tylko chcieli.

- Przedmioty... - Poprawiła opaskę z kokardką, którą miała we włosach. To dało jej jeszcze chwilę czasu. - Wszystkie artystyczne, tak naprawdę. Oraz praktyczne. Mam na myśli... - naprawdę nie miała pojęcia jakie są standardowe przedmioty w "zwykłej" szkole. Ale też przecież nie powie że matematyka, to byłoby nudne. Nie chciała wyjść na nudną. - Hmmm, zajęcia praktyczne, gotowanie... Jeśli chodzi o sport to nie jestem jakoś wybitna. Poza łucznictwem. 

Jeszcze raz się skłoniła i miała wielką nadzieję, że nauczycielka pozwoli jej już usiąść i w spokoju przyglądać się reszcie klasy. Najbardziej ciekawiło ją, czy ktoś tak samo jak ona pozwolił sobie przełamać nudę i monotonię szkolnego mundurka.

 

Spoiler

spirit - mind - body

 

Edytowane przez Vrai

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

12 marca 20XX, poniedziałek, przerwa lunchowa

 

Emily z lekcji zapamiętała jedną dziewczynę siedzącą w ostatniej ławce - było to dość daleko od wyznaczonego jej miejsca w pierwszym rzędzie. Była dość drobna, jej oczy trudno było dojrzeć spod grzywki i pochylonej głowy, ale tym, co przyciągało uwagę, był żółty kwiatek wpięty we włosy. W porównaniu z innymi uczniami, którzy mieli grzeczne fryzury i starannie uprasowane mundurki, z innymi uczniami, którzy nie przełamywali nudy mundurka choćby drobnym akcesorium, nawet tak niepozorny element przyciągał uwagę. 

Nie miała jednak okazji porozmawiać z nieznajomą, bo gdy tylko rozbrzmiał dzwonek, dziewczyna spakowała się i zniknęła gdzieś w szkolnych korytarzach.

Emily także wyszła na przerwę; okazja do rozprostowania nóg była cenna, a przy okazji mogła zobaczyć trochę nowego otoczenia. Odkryła, gdzie znajduje się laboratorium chemiczne, sala gimnastyczna i pomieszczenie szkolnego chóru.

Pod nim zresztą złapały ją dziewczyny. Parę sekund zajęło jej zrozumienie, że to jej koleżanki z klasy.

- Cześć, Emily. Jestem Watane Akemi. - Jedna z nich zrobiła krok do przodu i wyciągnęła do niej rękę. Trzy dziewczyny stojące za nią uśmiechnęły się. - Fajnie, że do nas dołączyłaś. Naprawdę uczyłaś się w szkole gotowania? - W jej głosie brzmiało niedowierzanie i taka trochę... Zazdrość. - Tu nie ma tak fajnie. A powiedz nam... Hm, właściwie. Kim jesteś? Nie jakie przedmioty lubisz. Coś o sobie.

 



Stwórz dla siebie high concept. Taki główny, opisujący Emily Aspekt. Chyba nie muszę przybliżać tej filozofii, ale jeśli coś, odsyłam do FATEowego podręcznika, str. 32 i 33.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tumblr_or71jkP3PZ1rle38ao1_250.gif

Emily

 

Laboratorium chemiczne. Brr. Tu jej raczej prędko nie zobaczą, chyba że będzie trzeba. Sala gimnastyczna. Cóż, też jej raczej nie ciągnęło. Szkolny chór? O, to było ciekawe. To w sumie lubiła i za to, co było ważniejsze, była chwalona. To znaczy - na świecie jest pewnie pełno dziewczynek które lubią śpiewać, uważają że robią to dobrze, a nie robią tego dobrze. Na szczęście Emily nie była jedną z nich. Wiedziała, że kiedy śpiewa, nie ma się czego wstydzić.

Wstydu by nie zniosła.

- Czeeeeść. Bardzo mi miło. - Uścisnęła podaną jej rękę i uśmiechnęła się dość szeroko, i zdecydowanie szczerze. Bo to było miłe, że chciały ją poznać. I że pytały... Hmm. W sumie o coś, nad czym się nie zastanawiała.

Tak, uczyliśmy się gotowania. I to nie tylko dziewczynki, chłopcy też, chociaż oni na szczęście mieli osobne zajęcia. - Mrugnęła do nich porozumiewawczo. - Na koniec zajęć była zawsze degustacja. Ale tutaj też na pewno jest fajnie! - Pokiwała energicznie głową. - Są jakieś dodatkowe zajęcia? A ja... Hmm. Co ja mogę o sobie powiedzieć? Nic szczególnego. - Wzruszyła ramionami. - No, może poza tym, że jestem niesamowitą szczęściarą. Zawsze ląduję na cztery łapy. Na przykład... Ciocia pozwoliła mi mieszkać samej. Znalazła mi mieszkanie. Wprawdzie mieszka piętro wyżej, no ale... I tak fajnie, prawda? Właśnie. Może chcecie mnie odwiedzić? Chociażby dziś po szkole? - Popatrzyła na nie z nadzieją.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Jest fajnie! Są zajęcia! - Akemi niemal wpadła w melodię wypowiedzi Emily. Jakby nie słuchała jej do końca, tylko chciała odpowiedzieć już, teraz, w tym momencie. - Mamy sportowe różne, na przykład klub jazdy figurowej na łyżwach i wspinaczkę, mamy artystyczne jak chór szkolny i klub filmowy, mamy też takie inne, do ogólnych zainteresowań, takie zajęcia domowe, tam się podobno dużo gotuje i klub książkowy. Na pewno znajdziesz coś dla siebie. Oni zresztą pod koniec roku robią nabór, to mimo twojego...
Dziewczyna wzięła oddech. Ale nie wynikało to z jej zapowietrzenia się - choć było do tego blisko, ale bardzo wyraźnie nagle zgubiła słowo. Wyglądało to tak, jakby musiała ugryźć się w język, żeby nie powiedzieć tego, co przypłynęło do niej naturalnie.
- Późnego przybycia powinnaś mieć szansę.
Jedna z koleżanek szturchnęła Akemi.
- A właśnie, co do twojego pytania. Dziś nie bardzo mogę. - Niby odpowiedziała sama za siebie, ale nie ulegało wątpliwości, że mówi w imieniu całej trójki. - To dobra szkoła. - Podkreśliła w sposób, który wyraźnie odróżniał to zdanie od reszty wypowiedzi. Coś sugerowało? - Trzeba się starać, zarządzać czasem i trzymać planu. Ale nie martw się, szybko to złapiesz. Ale wiesz, nie spławiam cię, nie, nie! W sobotę zamiast zajęć przygotowujemy się do Festiwalu Wiosny, to w piątek Kazuya Oyamada urządza przyjęcie. Wpadniesz?


Wybierz:
- Bardzo chętnie!
- Na pewno!
- Z przyjemnością.



Żart, nie mogłem się powstrzymać. Ale już poważnie, Emily, przyjęłaś zaproszenie?


12 marca 20XX, poniedziałek, popołudnie


Popołudnie upłynęło Emily na lekcji historii. Co ją nieco zaciekawiło - nauczyciel nawet nie zwrócił na nią uwagi. Był wyraźnie bardziej zainteresowany snutymi przez siebie opowieściami i anegdotami niż uczniami.


12 marca 20XX, poniedziałek, po szkole


Emily wróciła do swojego - "swojego", jak dziwnie to nie brzmiało - mieszkania zaraz po szkole. Pomieszczenie było na razie dość gołe. Aneks kuchenny oddzielony od reszty lokalu wysokim blatem, przy którym można było jeść. Wyposażono go w podstawowe sprzęty - kuchenkę, parę szafek, mikrofalówkę, nieliczne garnki i zastawę. Pod oknem ustawiono biurko, a przy nim krzesło. Obok stał regał. Wszystko świeciło pustką, żadnych książek, komputera, telewizora. Obok biurka, w róg mieszkania, wciśnięto futon. Obok drzwi wejściowych, jakby przez nie ukryte, stał długi stojak z wieszakami, a pod nim pudełka na bieliznę.
Na środku pomieszczenia stał niewysokie stolik kawowy otoczony poduchami. 
Wyposażenie było dośc tradycyjne, ale biel ścian, srebrne klosze, chrom kuchni - to nadawało całości jasnego, nowoczesnego charakteru. Jeśli Emily chciała nadać temu miejscu jakiś swój ślad, mogło to ją kosztować trochę wysiłku, czasu i pieniędzy.


Chwilę po jej powrocie ze szkoły drzwi otworzyły się bez pukania i stanęła w nich Yosai. Wciąż miała na sobie nienaganny makijaż, który nadawał jej twarzy ostrości i garsonkę w ciemnych kolorach. Bez słowa podeszła do czajnika i wstawiła wodę na herbatę.
Nie zapytała Emily o preferencje, bo nie było tu też wielkiego wyboru. Tylko jedna paczka, jeden rodzaj. Nasypała herbaty do kubków i po chwili przyniosła je do stolika.
Usiadła, bardzo zgrabnie, co przy jej ołówkowej spódniczce musiało wymagać lat treningu i gest zaprosiła Emily, by zrobiła to samo.
- Jak pierwszy dzień w szkole? Myślisz, że dasz sobie radę? Czy wpasujesz się jakoś, pomimo twojej sytuacji?
Twoja sytuacja była oszczędnym eufemizmem na coś, z czego i Emily, i Yosai dobrze zdawały sobie sprawę.
Emily, właśnie, jak opisałabyś swój konflikt, swojego demona, swój kłopot?



To ten czas, kiedy wybierasz trouble. Str. 34-36.
 
 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tumblr_or71jkP3PZ1rle38ao1_250.gif

Emily

 

Obserwowała ciotkę bardzo uważnie, od momentu kiedy tylko tamta przekroczyła próg. Każdy szczegół był ważny - i dotyczący jej osoby, i gestów oraz sposobu poruszania się, nawet to, z jakim stopniem swobody poruszała się po mieszkaniu.

Przeszkodziło jej to nagłe wtargnięcie. O wiele bardziej, niż chciała dać po sobie poznać. Lekko się naburmuszyła, ale tak naprawdę czuła się bardziej - wystraszona? Liczyła na to, że ciotka nie będzie się tu zjawiać zbyt często, i nigdy bez zapowiedzi. Tymczasem okazało się że raczej nie będzie wizyt z kontrolą, ona tutaj po prostu zachowuje się jak u siebie. A to Emily jest gościem, nie jest u siebie, jej ta powierzchnia została tylko udostępniona, należy do ciotki.

Yosai, mimo makijażu, wciąż wyglądała bardzo japońsko. A może właśnie dlatego tak się malowała? Dla Emily zawsze miała taką klasyczną, japońską twarz, taką swojską tutejszą urodę. To wręcz kontrastowało z jej ubiorem, przesiąkniętym "zachodniością", światowością, duchem wielkich korpo i szybkich podróży, luksusowych hoteli, drogich restauracji i sklepów z odzieżą, biżuterią i perfumami z najwyższej półki. 

A może to tylko przy punktach odniesienia które miała Emily ciotka była na wskroś tutejsza. 

 

Milczała zbyt długo, zdecydowanie zbyt długo. Jak typowa obrażona nastolatka, zła za wtargnięcie do jej pokoju. Skrzywiła się w duchu, i przełknęła cicho ślinę. Jakoś tak ciotka zawsze potrafiła wtrącić ją w rolę i sposób zachowania, który jej nie pasował. Czuła się spięta, sztuczna, sztywna, uwierała ją cała jej osoba, nic co powie pewnie jej się nie spodoba.

No, to pewnie będą dwie.

- Pomimo mojej sytuacji... - Powtórzyła dając sobie jeszcze czas na zebranie słów. To było takie niby nieświadome potaknięcie, przyznanie sie że myślą podobnie, że ją przejmują te same rzeczy co ciotkę. - Tak, myślę że tak. W końcu liczy się nauka, oceny, a z tym nigdy nie miałam problemów... - Mogła trochę żałować że nie będzie mogła liczyć na wyrozumiałość nauczycieli ze względu na "trudną sytuację rodzinną", ale ostatecznie to nie zmieniło by aż tak wiele. 

- Poznałam nowe koleżanki. A przynajmniej kilka z nich. Szkoła jest w porządku, inna, ale w porządku.

Czy coś jeszcze powinna dodać? Podziękować, może coś więcej opowiedzieć? Póki co wolała przemilczeć to że zaprosiła koleżanki czy też to że przyjęła zaproszenie na jakieś przyjęcie u jakiegoś Kazui. Albo jakiejś.

Edytowane przez Selyuna

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Yosai skinęła, gdy Emily wspomniała o tym, że liczy się nauka i oceny, a dodatkowo zapewniła, że pod tym względem wszystko się ułoży. To najwyraźniej było nawet lepsze niż deklaracja, że da z siebie wszystko. To pasowało do wizerunku prawnika: nie chodzi o starania, ale o to, jakie rozstrzygnięcie sądu uda się uzyskać.
To skinięcie musiało też w jej języku - a może po prostu po japońsku? - oznaczać: obdarowuję cię oszczędnym uśmiechem oznaczającym aprobatę twoich słów.
Ale też było co innego, co przykuło uwagę jej ciotki. Na tyle, że coś błysnęło w jej oku. Czy coś takiego pojawiało się też wtedy, kiedy przeciwnik procesowy powiedział coś, co mogło dać jej przewagę i od razu rozmyślała, jak to wykorzystać?
Upiła łyk, nim odezwała się ponownie.
- Co masz na myśli, mówiąc "inna"? Jak "inna"?
Och, od czego zacząć! Nawet nie naprowadzała. Czy chodziło o ludzi? Zajęcia? Atmosferę? Zasady? Emily szybko skojarzyła, że to pytanie było spójną kontynuacją tego, o co Yosai pytała wcześniej. O to, czy uda się jej wpasować.
Pozostawała kwestia motywacji - chodziło o troskę, czy może o coś innego?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tumblr_or71jkP3PZ1rle38ao1_250.gif

 

Emily westchęła z lekką irytacją. Matka miała zwyczaj tak drążyć, czasem uczepiła się jednego słowa i próbowała dowiedzieć się więcej. Inna było tutaj oczywiste, przecież wiadomo że te dwie szkoły będą się różniły, że to inny kraj, inny system. Czy naprawdę miała to wszystko tłumaczyć? Za tym jednym określeniem nie kryło się aż tak wiele, nie miało żadnego kolejnego dna.

- Ja też teraz jestem inna. - Znów westchnęła. - Ale będę się starać. Nie ważne co było, ciociu, wolę teraz o tym nie myśleć

Zapatrzyła się na chwilę w powierzchnię naparu. Potem powoli, ostrożnie, upiła trochę.

W myślach dodała notatkę do listy zakupowej - dobra herbata. I jakieś kubki. 

- Ciociu, powiedz mi... Co ty właściwie myślisz o moich rodzicach? O tym, co zrobili? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Shoko no o. - Wargi dotknęły brzegu filiżanki, pozwalając, by słowa rozpłynęły się z parą znad ciepłego naparu. 
Jej ojciec mógł zostać skazany w Stanach, mógł cieszyć się zdecydowanie bardziej ludzkim systemem więziennictwa, ale w oczach jej ciotki to, że się przyznał, było wystarczającym powodem, by mieć takie, a nie inne nastawienie.
"Królowa dowodów", jak czasem nazywali przyznanie się do winy Amerykanie, jako koncepcja dawno się zdewaluowało. Ufano raczej dowodom naukowym, które potwierdzały zdarzenie, a nie samym zeznaniem, które przecież mogło być różnie motywowane.
Królowa dowodów.
Czy po japońsku: król dowodów.
Shoko no o.
- Wierzę, że po wyjściu z więzienia będą godni tego, by rozwijać swoje talenty, służąc społeczeństwu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tumblr_or71jkP3PZ1rle38ao1_250.gif

 

Zastanawiała się, kiedy po raz pierwszy usłyszała to określenie. Gdzieś już padło, inaczej by go nie zrozumiała. Ale czy miała świadomość takich prawniczych pojęć przed dniem, kiedy w ich domu zjawili się policjanci i aresztowali jej ojca?

- Jeśli ktoś im oczywiście da szansę. - Wbiła w ciotkę spojrzenie, czy ona naprawdę wierzyła w te bzdury które wypowiadała? A może po prostu ciotka była przyzwyczajona do myślenia kategoriami społeczeństwa. Emily za to nie.  - Mam na myśli to rozwijanie talentów. Gdyby, powiedzmy, chcieli... Kiedyś, wiesz. - Naprawdę wolała nie wypowiadać na głos takich sformułowań jak "gdy już wyjdą z więzienia". - Zamieszkać tutaj. To byłoby im łatwo? Trudno? 

Jakoś tak wyszło oderwała od tego siebie, ale tak naprawdę - czy ona to zrobiła? Przecież to się już stało w momencie kiedy ktoś inny przesądził jej los i tak znalazła się tutaj. 

- A może powinni szukać sobie miejsca gdzieś, gdzie nikt się nie dowie i najlepiej już nigdy nie wracać do tego co znali wcześniej? 

Edytowane przez Selyuna

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Mina ciotki zmieniła się. Stała się nagle bardzo... człowiecza. Zniknęła gdzieś urzędowa, prawnicza maska, a pokazała się kobieta, która jest na co dzień uwikłana w procedury, która odnajduje się w ich gąszczu i przywołuje dla nich uzasadnienia, chociaż może nie do końca być do nich przekonana.
Ostrożnie wierzchem dłoni odsunęła od siebie czarkę z herbatą. Bardzo subtelnie i symbolicznie, choć może nieświadomie, usuwała jakąś granicę.
- Co ja ci mam odpowiedzieć, Emily? Że człowiek powinien nosić swój bagaż, odpokutowywać i służyć społeczeństwu ze zdwojoną siłą, nie wypierać się tego, kim jest? Tak. Ale że będzie im łatwiej zacząć wszystko od nowa, może tchórzliwie, ale pragmatycznie, udawać i dawać sobie radę, bo nie ukrywajmy, dadzą sobie radę... - To ostatnie nie zabrzmiało jak zwykłe oznajmienie. Kryła się w tym ocena. Trochę pozytywna, ale też pokryta jakąś pogardą. Jakby "dawanie sobie rady" wiązało się z byciem nienajlepszym człowiekiem. - Też tak.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tumblr_or71jkP3PZ1rle38ao1_250.gif

 

Emily wstała i podeszła do stołu, na którym zostawiła swoją torbę. To było jej potrzebne. Rozprostować nogi, ale też mieć chwilę oderwania, oddechu.

Wygrzebała z wewnętrznej kieszonki paczkę herbatników z musli i po chwili zastanowienia poszła do kuchni. Przełożyła ciasteczka na jakiś cudem znaleziony talerzyk.

Potem wróciła do stołu i postawiła herbatniki przed ciotką.

 

- A czy ja sama powinnam na coś uważać? W końcu to inny kraj, inne przepisy. - Usiadła i wzięła jedno ciasteczko. Ugryzła malutki kawałek. - Inna policja. Czy jest coś co mogę zrobić nieświadomie a władować się w kłopoty? Jak rzucenie papierka na chodnik w Kanadzie, albo Indie... No, mam na myśli jakieś różnice kulturowe albo w przepisach, w prawie. - To ostatnie to raczej coś na czym ciotka się znała. A i widać było że rozmowa o jej dziedzinie sprawiała że była jakaś taka bardziej sympatyczna.

Edytowane przez Selyuna

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Yosai nie sięgnęła po herbatnika, ale skinięcie głowy podziękowała za ten gest.

Dalej zrobił się jednak... dziwniej.

Kobieta przybrała kamienny wyraz twarzy i przez moment próbowała coś poukładać sobie w głowie. Ale chyba nie wyszło, bo w końcu zapytała:

- Czemu miałabyś nieświadomie rzucić papierek na chodnik?

Najwyraźniej pytanie o odmienności kulturowe i specyficzne przepisy potrzebowało nieco klaryfikacji. Czyżby dla ciotki wszystkie prawa były logiczne i wynikały z przyjętych aksjomatów, a nie dziwnego prawodawstwa?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tumblr_or71jkP3PZ1rle38ao1_250.gif

 

Emily

 

- Jak... To dlaczego? - Emily z trudem przełknęła kawałek ciastka. 

- No cóż... Myślę, że gdybym była amerykańskim nastolatkiem, na przykład, to nie byłoby to wcale takie trudne. To znaczy... Ludzie robią takie rzeczy cały czas, prawda? Albo może inaczej. 

Zamyśliła się na chwilę.

- Słyszałam na przykład takie opowieści, że jakaś kobieta pojechała sobie na wakacje do Indii. I było gorąco, to ubrała się w koszulkę na ramiączkach. Wyszła na ulicę i dostała po twarzy. Od innej kobiety! - Trochę się podekscytowała, na twarz wystąpiły rumieńce. Kiedy tylko to sobie uświadomiła, przestała gestykulować i złożyła ręce równo na blacie stołu.

- Albo taka szkoła. - Pokazała na siebie. - To? Mundurek, czy jest trochę luzu, czy też jak w wojsku trzeba dbać? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

No cóż, Emily, za kwiatek wpięty we włosy twojej koleżanki z klasy nie wyrzucili dzisiaj z lekcji, więc to może jednak być jakiś wyznacznik tego, co wolno.
- To zabawne, że użyłaś porównania z wojskiem. Wiesz, że mundurki w swej tradycji i wykonaniu nawiązują do ery Meiji i drugiej wojny światowej? Pokazują naszą przeszłość, przywiązanie do narodu i zacność osoby, która go nosi. - Ciotka mówiła na około, unikając prostej odpowiedzi, której Emily prawdopodobnie nie chciała usłyszeć. Ale jednak dość wyraźnie pokazywała swój punkt widzenia: unifikacja przez ubranie nie jest niczym złym. Tak więc lepiej: jak w wojsku. Z jej punktu widzenia.
Ale znowu - przecież była dziewczyna z kwiatkiem we włosach. Gdzieś tam na korytarzach mignęły też nieco skrócone spódniczki.
- Jeśli ludzie robią coś takiego cały czas... - Nawiązała znowu, wyraźnie zniesmaczona tym przykładem, do wątku z gumą do żucia. - To znaczy, że nie szanują siebie nawzajem, swojej kultury i otoczenia, w którym żyją wspólnie. - Znowu upiła łyk herbaty. Emily zdążyła zauważyć, że robi to, gdy zbiera słowa. - Nie przyklejasz sobie gumy do żucia do ubrania, prawda? Ani nie przyklejasz sobie gumy do żucia do czoła?
Trudno było powiedzieć, skąd ta hiperbola. I czy jest ona poważna, czy może żartobliwa, żeby trafić do nastolatki.
- To czemu robić to w miejscu, z którego korzystasz ty i inni? Co więcej, nie przyklejasz sobie gumy do żucia, przez przypadek, na podłogę w mieszkaniu. To czemu w parku? Chyba że przyklejasz ją przez przypadek na podłogę? - Omiotła wzrokiem pomieszczenie, jakby już próbowała znaleźć jakiś ślad.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz