Aquaman

Teen Titans Vol 1 Issue #1: Royal family dillema... (Aquaman)

104 postów w tym temacie

"My people need to see their ruler in the field, protecing them, Tatsu-- not lounging on a throne!"

Brion Markov

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Titans Tower,

Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 12:03

 

Na ekranie sześćdziesięciocalowego telewizora wyświetlana była twarz Eleny Flores, reporterki San Fran News, dzięki której Teen Titans zaistnieli w mediach. Jednak teraz, tego południa, znajdowała się ona gdzieś w San Francisco, z mostem Golden Gate w tle.

- Jak Państwo doskonale wiecie, to właśnie dzisiaj do naszego miasta przybywa w odwiedziny władca Markovii, Król Brion Markov wraz ze swoją siostrą, Tarą. San Francisco jest jednym z kilku miast, które rodzeństwo odwiedzi podczas swego pobytu w Stanach Zjednoczonych, który ma zwieńczyć podpisanie traktatów handlowych w Białym Domu. Na razie nie jest jeszcze potwierdzona obecność Króla Briona na przyjęciu, które Maxwell Lord organizuje tego wieczora. Potwierdzone jest jednak to, iż Tara Markov jest wielką fanką naszej lokalnej grupy młodych bohaterów. Czy Teen Titans mogą spodziewać się jej wizyty w dniu dzisiejszym? Tego dowiemy się za godzinę, kiedy samolot z królewskim rodzeństwem na pokładzie wyląduje w San Francisco. Dla San Fran News mówiła Elena Flores.

Aurora była jedną z osób, które znajdowały się w części wypoczynkowej Titans Tower i mimo tego iż zajęta była dokonywaniem przeglądu swoich dronów, wyraźnie słyszała to, co powiedziała reporterka. Oczywiste było, że Teen Titans cieszyli się dobrą prasą na Zachodnim Wybrzeżu, w San Francisco zwłaszcza, ale żeby ich sława dotarła aż do Europy? Do rodziny królewskiej? W dodatku istniało prawdopodobieństwo odwiedzin przez króla Markovii właśnie dzisiaj, kiedy do zespołu miało dołączyć dwóch nowych członków. Członków, którzy najprawdopodobniej już przybyli, co Aurora mogła wywnioskować po dźwięku wideofonu, który rozległ się za jej plecami. Na szczęście pierwszym powitaniem miała zająć się Kraris, więc Aurora miała jeszcze kilka chwil, by przygotować się do oprowadzenia nowych, zakwaterowania ich i wymyślenia co zrobić, jeśli faktycznie król i księżniczka Markovii zechcą złożyć im dzisiaj wizytę.

 

W tym samym czasie, w którym Aurora zmagała się ze swoimi dylematami, kilkanaście pięter niżej, Kraris otwierała właśnie drzwi dla nowych rekrutów, którzy poszerzali szeregi Teen Titans. Gdy tylko drzwi się rozsunęły, wpuszczając do środka podmuch ciepłego powietrza San Fran i promienie wrześniowego słońca, oczom zielonowłosej bohaterki ukazało się dwóch chłopaków. Pierwszy z nich wyglądał mocno przeciętnie, czy nawet skłaniając się ku wyglądowi typowej szkolnej ofiary. Wysoki, chudy, w przydużych ubraniach o rozczochranych czarnych włosach. Jedynym co tak naprawdę było wyróżniające się w nim to jego oczy, ciemnobrązowe, przyciągające spojrzenie Kraris niczym magnez. Gdyby drugi chłopak nie zrobił kroku w przód, praktycznie zasłaniając sobą tego szczuplejszego, Kraris pewnie nie zwróciłaby na niego większej uwagi. I to mimo tego, iż był zdecydowanie bardziej charakterystyczny. Również wysoki, ale o sylwetce zdecydowanie bardziej atletycznej, zdradzającej zamiłowanie do sportu. Czarnoskóry chłopak o ciemnobrązowych, spiętych dredach, z tatuażami na odsłoniętych ramionach i z tunelami w uszach. Obaj nowi Tytani chyba nie mogliby się bardziej różnić.

 

 

 

Sunset Blvrd

Okolice Titans Island, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 12:03

 

Każdy członek Teen Titans zdawał sobie sprawę z tego, że przybycie do San Francisco tak ważnych osobistości jak rodzeństwo władające Markovią to idealna okazja dla wszelkiej maści przestępczych organizacji, by coś zyskać. Gdy Virgil i August szli nabrzeżem, mieli okazję przekonać się o tym, że komisarz Grace także zdaje sobie z tego sprawę. Zwiększona ilość patroli na ulicach, zarówno tych pieszych jak i zmotoryzowanych, na pewno zmniejszała szansę przeprowadzenia skutecznego zamachu. Jednak obaj wiedzieli, że z niektórymi zamachowcami mogli poradzić sobie tylko Tytani. Tytani, których dzisiaj miało być o dwóch więcej i zarówno Virgil, jak i August zastanawiali się czy ich nowi koledzy pojawili się w Titans Tower. Jednak bez względu na to, czy ci byli już obecni czy nie, dwóch młodych bohaterów miało w tej chwili na głowie własne zmartwienie. Samochód zaparkowany po drugiej stronie ulicy eksplodował. Huk rozszedł się po okolicy, podobnie jak poskręcane części auta, które zostały rozrzucone we wszystkie strony. Szczęście w nieszczęściu, że samochód eksplodował w chwili, w której w pobliżu znajdowała się tylko jedna dziewczyna. Leżała ona teraz w mniej-więcej bezpiecznej odległości od płonącego wraku, ale płomienie w każdej chwili mogą się rozprzestrzenić, a i jej stan na chwilę obecną pozostawał nieznany.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wysoki, chudy i rozczochrany podniósł dłoń w geście przywitania i uśmiechnął się jakby trochę przepraszająco. 

- Cześć - odezwał się do zielonowłosej dziewczyny. Z jednej strony się uśmiechał, ale z drugiej można było odnieść wrażenie, że jest mu zupełnie obojętne czy wstąpi zaraz do siedziby sławnych Tytanów, czy z niej wyjdzie. W rzeczywistości Jim Cameron, bo tak się nazywał, odczuwał lekką ekscytację, której nie było po nim widać. Starał się też nie być zbyt niedyskretnym w patrzeniu na osobliwą urodę dziewczyny, która miała ich przyjąć, bo mogłaby przecież wziąć to za bezczelność. 

- Jestem  Jim Cameron - przedstawił się. Był pewien, że to wystarczy; jego hałaśliwy towarzysz i tak zająłby się odpowiednim scharakteryzowaniem i jego i siebie, więc Jim nie musiał strzępić sobie języka.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

0edab2f89cb2cda4f144acbe0f3bc119.jpg

Jaydon "Jayman" Newman a.k.a. Enforcer

 

Czarnoskóry zerknął jeszcze na swojego wyższego kolegę, zaraz potem kierując swój wzrok na dziewczynę która im otworzyła. Dla Jaydona była drugą najbardziej charakterystyczną osobą w zespole. Głównie przez ogólną zieleń panującą w całym jej wyglądzie. Ustępowała tylko Gargoylowi. 

- Sup - zaraz po tym kiwnął głową na znak przywitania. - To chyba raczej oczywiste, ale ogólnie, to jesteśmy dwójką nowych rekrutów która miała tu przyjść. Jim już się przedstawił, - tu wskazał na swojego towarzysza, - Ja jestem Jaydon Newman, - tu wskazał na siebie - ale na ogół mówią nam nie Jayman, rzadziej Jay. Ty jesteś Emerald Guardian, c'nie? Miło poznać - samo tempo, głośność i ton jego mowy wskazywał na to, że był gadatliwy, a i jego zadowolona twarz, z lekko zawadiackim uśmieszkiem i żywa gestykulacja, jeszcze bardziej podkreślało jak bardzo różnił się od Jima. Dało się też zauważyć taki styl typowego kolesia z osiedla, - Więc, będziemy tak stać i gadać przez próg? - zapytał po chwili a jego uśmieszek zrobił się nieco wyraźniejszy. 

Edytowane przez Mephisto

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
kBdCLQU.jpg?1

August Sutton

 

Dzięki Tytanom Gusto po bardzo długim czasie odzyskał jakieś szczątki życia towarzyskiego. W końcu w ich towarzystwie nie musiał tak panicznie uważać na porę dnia. Co prawda nie było tego wiele, bo mógł się wyluzować tylko w ich towarzystwie, bez przypadkowych postronnych. A nawet to było stosunkowo nowe. Parę tygodni temu za namową Nightwinga  (nie pytał skąd on wiedział, to przecież wychowanek Batmana) w końcu pokazał się drużynie za dnia, czego dotychczas usilnie pilnował by nie robić. No, ale przecież przez ostatnie miesiące zasłużyli na zaufanie.

Z Virgilem gadali trochę o niczym, a trochę o zbliżającej się wizycie królewskiego rodzeństwa, trochę o nowych, którzy mieli się dziś pojawić. Do czasu aż spokój dnia zniszczył wybuch samochodu.

Gusto padł na ziemię i szczęśliwie niczym nie oberwał. Z poziomu gruntu spoglądał na płonący wrak i dziewczynę obok. W takich chwilach czuł się bezsilny. No bo co mógł zrobić? Przez najbliższych kilka godzin był tylko zwykłym nastolatkiem, nie to co taki Virgil czy Kraris. Wielki mi Tytan, który przez pół doby jest bezużyteczny.

Virgil na szczęście nie był.

- Możesz to zgasić? Bo jeszcze coś innego wybuchnie, a ja spróbuję ją odciągnąć w bezpieczne miejsce.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kraris nie wiedziała, dlaczego to jej przypadł obowiązek powitania nowych Tytanów. Spodziewała się raczej, że naprzeciw wyjdzie im Aurora, ale ta zaszyła się ze swoimi zabawkami. Oznaczało to, że zieleń będzie pierwszą barwą, jaką zobaczą nowe nabytki TT. I chociaż w stroju Kraris dominował teraz morski kolor, zieleń nadal była tym, z czym kojarzono Emerald Guardian.

Niewielu znało prawdziwe imię Kraris. Jeszcze mniej osób poznało jej nazwisko. Jedynie przed Tytanami otworzyła się na tyle, by raz na jakiś czas rzucać wzmianki o rodzimej planecie, o której wspomnienia wywoływały na równi tęsknotę, jak i ból.

- Em… - zanim zdążyła się przedstawić po krótkiej prezentacji Jima, drugi, znacznie bardziej charakterystyczny chłopak przejął pałeczkę.

Kraris przeniosła na niego uważne spojrzenie. Z jej twarzy nie dało się nic wyczytać. Może go oceniała, a może było jej obojętne, z kim ma do czynienia.

- Emerald Guardian – przedstawiła się, chociaż po słowach Jaya prezentacja wydawała się zbędna. – Wejdźcie – powiedziała, przesuwając się w głąb pomieszczenia. – Chcecie… - zawahała się.

Chociaż spędziła na Ziemi kilka miesięcy, nadal miała problemy z ziemskimi zwyczajami.

- Chcecie się czegoś napić? Coś zjeść? Odpocząć w swoich pokojach? – zapytała, wyczerpując chyba pulę akceptowanych w podobnej sytuacji pytań.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JfTPoks.png

Aurora Chevalier a.k.a. Spectralweb

 

" Potwierdzone jest jednak to, iż Tara Markov jest wielką fanką naszej lokalnej grupy młodych bohaterów. Czy Teen Titans mogą spodziewać się jej wizyty w dniu dzisiejszym?" po usłyszeniu tych słów prosto z telewizora, Aurora się wzdrygnęła. Odwiedziny króla i księżniczki? Tutaj? Nie miała nic przeciw temu, że TT jest dość... Popularną grupą bohaterów, ale żeby nawet w Europie? I to wśród rodziny królewskiej? Nie podobało się jej to... Co ona pocznie? Już sama ugina się pod zarządzaniem a teraz jeszcze to...

- I co ja teraz pocznę... - westchnęła kucając przy swoim dronie szturmowych, otarła palcem kilka razy główny sensor i wyprostowała się, gdy usłyszała wideofon. Szybka kalkulacja w mózgu i nastąpiło olśnienie! Jeszcze mieli przybyć nowi rekruci... Trochę to komplikowało organizacje w głowie Aurory, a nawet bardzo. Nawet nie wiedziała od czego zacząć... Na szczęście Kraris powinna pierwsza spotkać rekrutów, więc Chevalier ma trochę czasu na przemyślenie planu zapoznania nowych ze wszystkim w tej budowli co niezbędne. 

- Chyba lepiej już wyręczę Kraris... - rzuciła do siebie ustawiając drony w tryb patrolowy, to powinno być najlepszym testem ich obecnej sprawności. Gdy tylko to zrobiła wzięła pod rękę hełm od swojej exozbroi i ruszyła w stronę windy, by jak najszybciej znaleźć się przy wejściu i zapoznać nowych z wyposażeniem wieży.

- Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze... - powtarzała do siebie stresując się obecną sytuacją, w takich momentach zastanawiała się czemu jest liderem... Przecież Ona ma problemy z oprowadzeniem rekrutów! Przydałby się w tym momencie Glaze... On by to zrobił najlepiej a nawet wymyślił różne rzeczy w czasie "wędrówki" po budowli... Ale czas na spotkanie z przybyłymi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Dziękuję, nie trzeba - odparł Jim, odpowiadając jednocześnie na propozycję o jedzeniu, piciu i odpoczynku. Uznał, że najpierw dobrze będzie poznać swoje przyszłe "miejsce pracy", a dopiero potem przyjdzie pora na odpoczynek. - Chociaż myślę, że dobrze byłoby zostawić gdzieś rzeczy - zasugerował z łagodnym uśmiechem. Czuł respekt przed Emerald Guardian i był niemal pewien, że to samo odczuje w stosunku do reszty Tytanów. 

Spojrzał też przelotnie na Jaydena, zastanawiając się nad wrażeniem jakie wywarł na Emerald Guardian. Zazwyczaj to on z tej dwójki był zauważany i zresztą starał się, żeby tak było. Nie inaczej było tym razem. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kClXj.png

Virgil Frost

 

Virgil był podekscytowany. Przyjeżdżała rodzina królewska, przyjeżdżali nowi. Dzień zapowiadał się pełen wrażeń. To w sumie tłumaczyło dlaczego Virgil był podekscytowany, ale z drugiej strony on zawsze był podekscytowany. Tak jak wtedy kiedy dostali wieżę. Pierwszego dnia Glaze zrobił z lodu mega długą zjeżdżalnię, która oplatała budynek. Później co prawda wszędzie dookoła było błoto i nikt mu nie pozwolił na powtórzenie zabawy, ale co to był za ubaw tamtego dnia... Albo kiedy mieli gości z Ligi... To było coś. Bohaterowie z prawdziwego zdarzenia. Virgil wziął chciał nawet wziąć od nich autografy, ale jakoś nie spotkało się to z ich zrozumieniem. Tak samo jak wtedy gdy przybył do nich Nightwing. Glaze walił prosto z mostu i od razu zapytał się czy mogą mu mówić Sensei i kiedy zaczną malować płoty... Stanął przy tym na jednej nodze w pozycji żurawia. Nightwing albo nie widział tego filmu albo nie uznał tego za śmieszne, bo w odpowiedzi pozamiatał Virgilem po ścianach. Podobnie Augustus nie uznał za śmieszny stwierdzenia Glaze'a, że musi mu powiedzieć jakiego używa kremu na dzień, bo czyni istne cuda. Na szczęście Augustus nie krył urazy... zbyt długo. Tak na ten przykład dzisiejszego poranka szli sobie spokojnie jak dwaj kumple (a Virgil kupił im nawet po drodze lody w jednym lokalu) i gadali sobie o różnych pierdołach aż tu nagle BUM! No i cała sielankowa atmosfera znikła. To samo można by powiedzieć o lodach Augusta, które zostały porzucone kiedy chłopak rzucił się szczupakiem na z góry upatrzone pozycje. Virgil jednak nie przejął się za bardzo wybuchem robiąc nieznaczny unik przed lecącymi kawałkami... czegoś co się urwało i mogło kogoś zabić jakby się w niego wbiło.

Możesz to zgasić? - Padło pytanie od jego towarzysza. Virgil uśmiechnął się na nie szelmowsko.

Mówisz...

 

Jb0qd.png

Glaze

 

-... Masz - Skóra chłopaka momentalnie pobladła i zaczęła się pokrywać warstwą lodu.

Na początek wycelował wolną ręką w stronę dziewczyny i dookoła niej wyrosło ochronne iglo z wejściem na tyle dużym by Augustus nie miał problemu się do niej dostać. Następnie Lodowy stożek w kształcie odwróconego wafelka od lodów otoczył auto i zamknął je w środku. Ogień potrzebował tlenu, więc wystarczyło tylko wystarczająco długo wzmacniać bryłę, aby ten się wypalił.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

0edab2f89cb2cda4f144acbe0f3bc119.jpg

Jaydon "Jayman" Newman a.k.a. Enforcer

 

- Ja też nie skorzystam z oferty. Ale zostawienie gdzieś rzeczy było by spoko. Mam trochę złomu - wskazał na swój plecak, - który raczej do lekkich nie należy. - Po tych słowach poprawił jedno z ramiączek plecaka. 

Minimalistyczna ekspresja ze strony Tytanki bardzo szybko skojarzyła mu się z Jimem. Chociaż u Jima umiał wyczytać znacznie więcej, nawet mimo częstego chłodnego podejścia przyjaciela. Z niej jednak nie dałby rady wyczytać zupełnie nic. Nawet jeśli psychologiem nie był, to i tak zwracał uwagę na emocje rozmówcy, ich brak często go irytował. 

Zdążył jeszcze rozejrzeć się po pomieszczeniu, było to co prawda drugie wrażenie, pierwszym była sama wieża z zewnątrz, tutaj raczej nie spodziewał się szału, w końcu była to raczej poczekalnia, albo recepcja, trudno powiedzieć, po prostu pierwsze pomieszczenie w wieży. A przecież to co najlepsze miało być na górze, prawda? Skierował wzrok na Emerald Guardian. 

- Ale za to, chętnie zobaczyłbym co to jeszcze tu jest. W końcu to pomieszczenie do nie wszystko prawda? - zapytał uśmiechając się, nie było to chyba zamierzone, ale wyglądał cwaniacko. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JfTPoks.png

Aurora Chevalier a.k.a. Spectralweb

 

Drzwi windy rozsunęły się z cichym sykiem, Aurora rzuciła okiem na pomieszczenie a raczej na wszelką elektronikę się w nim znajdującą, by ocenić czy nie ma niczego do naprawy. Oczywistym było to, że wszystko jest sprawne, tak naprawdę po prostu szukała wymówki, by przełożył spotkanie jak najbardziej się da... Westchnęła cicho denerwując się sytuacją i po pokonaniu korytarza znalazła się przy drzwiach, za którymi powinna być Kraris wraz z rekrutami.

- Wszystko będzie dobrze... Co się może nie udać? - mruknęła do siebie, jednak wydawało się jej, że usłyszała "Wszystko", mózg jej znowu płatał figle, pewnie przez to, że zwykle o tej porze odsypiała... Ewentualnie ze względu na to, że była zestresowana. W takich momentach zastanawiała się, czemu nie może zajmować wyłącznie robotą papierkową? Ale dobra! Trzeba się zmierzyć z osobami za drzwiami, po krótkiej próbie uspokojenia się przekroczyła w końcu i drzwi i zauważyła trójkę osób.

- Witajcie... - powiedziała krótko starając się nie ukazać zestresowania tą sytuacją. - Spectralweb, wybaczcie za chwilę zwłoki... Było kilka spraw do zrobienia... - cicho się zaśmiała chcąc usprawiedliwić swoje opóźnienie. - Cóż... Wypadałoby was zapoznać z budynkiem. Tylko... Czy na razie są jakieś pytania? Nie mam pojęcia na jakim etapie "rozmowy" jesteście... - dodała, na razie nie szło źle... Co prawda było gorzej niż lepiej, ale Aurora spodziewała się dna i wodorostów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Sunset Blvrd

Okolice Titans Island, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 12:03

 

Glaze szybko przeszedł do działania, skupiając się najpierw na zapewnieniu bezpieczeństwa dziewczynie i ułatwieniu zadania Augusta. Lodowe iglo pojawiło się wokół dziewczyny, odcinając ją od płomieni. A kiedy August ruszył w kierunku iglo, Glaze zaczął formować lód wokół samochodu, by w ten sposób stłumić płomienie.

Wystarczyło kilka chwil, których August potrzebował na wyciągnięcie dziewczyny z lodowego konstruktu i odciągnięcie jej na bezpieczną odległość, by płomienie pod lodowym stożkiem Glaze’a zgasły.

Błyskawiczna akcja przeprowadzona przez dwóch Tytanów została zakończona pełnym sukcesem – wyeliminowano zagrożenie i ocalono życie dziewczyny.

Sutton miał okazję lepiej się jej przyjrzeć. Była nieco starsza od niego, mogła mieć ponad dwadzieścia lat. Być może była w wieku Nightwinga. Jej ubranie było ubrudzone od dymu po prawej stronie, ale pobieżne oględziny nie wykazały u niej żadnych obrażeń. Najprawdopodobniej uderzyła głową o chodnik, kiedy przewróciła ją eksplozja, stąd utrata przytomności. Ale oddychała, a to było najważniejsze.

Z oddali dało się już słyszeć syreny – strażackie lub policyjne. A może jedne i drugie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

Glaze ufrmował bardzo ładny stożek, ale tak dla pewności dodał mu jeszcze trochę grubości. Nie chciał w końcu, aby konstrukcja była zbyt słaba, bo jeszcze zabawa zaczęłaby się na nowo. Zadowolony z efektu spojrzał na Augusta, który zajmował się poszkodowaną i podszedł w ich kierunku, a w międzyczasie...

 

kClXj.png

Virgil Frost

 

...wrócił do swojej normalnej formy. Trzymane w ręku lody trochę się na powrót zmroziły od jego przemiany, ale to w sumie wychodzi na lepiej. Kucnął przy nieprzytomnej spożywając swój orzeźwiający deser.

Co z nią? - Zapytał jakby Augusto mógł mu dać wyniki badania medycznego. Przekrzywił głowę patrząc na jej smukłą twarz. - Jakbyś chciał do niej zarywać, to mogę poświadczyć, że w nocy wychodzi z Ciebie prawdziwa bestia. - Szeroki bezczelny uśmiech rozlał się na twarzy Virgila.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
kBdCLQU.jpg?1

 

August Sutton

 

Gusto spojrzał na iglo. Cholera, czy to naprawdę było koniecznie? Wystarczyłaby pojedyncza ściana. Co on chciał osiągnąć, udowodnić, że moc ma cały czas? Z nieco z marsową miną skoczył ku dziewczynie i odciągnął ją na bezpieczną odległość w czasie gdy Virgil zajmował się ogniem. Z czym uwinął się zresztą szybko.

Na żart kolegi zdecydowanie nie zareagował przychylnie. Podniósł gniewne spojrzenie spojrzenie na Glaze'a.

- Odwal się! To nie jest śmieszne! - dupek nie miał pojęcia jak upierdliwą jest przypadłość Augusta, zwłaszcza jeśli chce się zarywać do dziewczyn. A swego czasu miał powodzenie u dziewczyn, przynajmniej do czasu aż nie zaczął się przekształcać w potwora po zachodzie słońca. Eh, dobre czasy.

- Jest nieprzytomna, ale chyba nic jej nie jest. Chyba uderzyła się przy upadku w głowę. - powiedział szorstko i uniósł głowę w stronę z której chyba dochodziły syreny - Szybko się zebrali trzeba przyznać. Czekamy? - spytał Virgila.

Znowu spojrzał na nieprzytomną dziewczynę. Musiał przyznać Virgilowi, że ładna była. Cholera by go trafiła.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

0edab2f89cb2cda4f144acbe0f3bc119.jpg

Jaydon "Jayman" Newman a.k.a. Enforcer

 

Jay zerknął na nowo przybyłą, ją również "znał". Na tle swoich kolegów z drużyny była mało zauważalna, co za tym idzie nie kojarzył jej twarzy. Nie było to coś miłego, więc nie zamierzał o tym wspominać. Chociaż, nie wyglądała na taką co lubiła być w centrum uwagi. Machnął jeszcze ręką na powitanie. 

Jaydon. Albo jak wolisz Jay, albo Jayman. Mnie tam jedno - potem zerknął na Jima, - A ten tu chudzielec to Jim - wskazał na kolegę i uśmiechnął się, potem znowu zwrócił swój wzrok na Spectralweb. - Mamy jedno pytanie, możemy gdzieś zostawić rzeczy? Ciężkie to draństwo trochę. A wieża mała nie jest, chodzić z tym przez cały czas może być wkurzające. No i męczące, potem możemy przejść do zobaczenia budynku. - powiedział po czym schował obie dłonie do kieszeni. Zerknął jeszcze na Jima czy aby na pewno on też się zgadza. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jim Cameron a.k.a Nocturne

 

- Cześć - odezwał się Jim, witając się ze Spectralweb i uśmiechając przyjaźnie. Podniósł dłoń, kiedy Jaydon go przedstawił. Z wyglądu była równie unikatowa co Emerald Guardian, to znaczy jej uroda była interesująca. Zastanawiał się, która z nich będzie ich oprowadzać i gdzie jest pozostała dwójka Tytanów. 

Jim wysłuchał do końca paplania Jaydona. Jaydon miał to do siebie, że lubił brzmienie swojego głosu i dlatego zamiast krótkich komunikatów lubił też dorzucać swoje komentarze dotyczące nawet najprostszych rzeczy i zawierające oczywiste fakty, Kiwnął głową, kiedy już ten skończył mówić. 

- Brzmi rozsądnie - stwierdził. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Pojawienie się Aurory było dla Kraris dobrą wymówką, by się oddalić. W pierwszej chwili właśnie tak zamierzała postąpić, ale wtedy powróciły do niej słowa J’onna i jego przekonanie, że powinna przynajmniej spróbować zaakceptować planetę, na której się znalazła. Nie pozwoliła sobie na cieżkie westchnięcie, gdy przegrałą walkę z poczuciem obowiązku. Poza tym miała z nimi współpracować. Mieli stać się dla niej tym, kim zostali dotychczasowi Tytani. Towarzyszami w boju.

- Właściwie możemy zaprowadzić was do waszych pokoi. Zostawicie rzeczy i zaczniemy zwiedzać. Może w tym czasie wróci pozostała dwójka – dodała z wahaniem, zerkając na Aurorę, jak gdyby liczyła na to, że dziewczyna będzie wiedziała, gdzie podziała się męska część zespołu w dniu przyjęcia nowych członków.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Titans Tower,

Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 12:10

 

Aurora wzruszyła jedynie nieznacznie ramionami w odpowiedzi na pytające spojrzenie Kraris. Liderka Teen Titans póki co sprawdzała się w akcji dobrze wykorzystując swoje drony i umiejętności członków zespołu, ale w zdolnościach socjalnych momentami nawet obca na tej planecie Kraris radziła sobie lepiej niż albinoska. Do tego brak wiedzy na temat tego, gdzie przebywa dwójka Tytanów w dniu, w którym do zespołu dołączyły nowe osoby był poważną rysą na jej „karierze”.

- Tak, myślę, że… myślę, że to dobry pomysł byście zostawili rzeczy w pokojach - stwierdziła i przytaknęła swoim słowom, kierując się do windy, do której zaprosiła również pozostałą trójkę.

Cała czwórka Tytanów wjechała na windą na piąte piętro wieży, na którym znajdowały się kwatery zajmowane przez męską część drużyny, łącznie z kwaterą Nigtwinga. Tam poczekały aż Jim i Jaydon zostawią swoje bagaże we wskazanych im pokojach, które mieli do swojej dyspozycji i ruszyli na zwiedzanie obiektu. Wpierw pokazały, które pokoje należą do którego z chłopaków, a następnie zeszły na poziom 5A, w którym mieściła się kuchnia, z której zabrały napoje i wszyscy przeszli do jadalni i salonu w jednym. To właśnie tam, nim jeszcze zdążyli się na dobre rozsiąść, rozbrzmiał dźwięk komunikatora, wzywający ich wszystkich na poziom drugi, do głównego pokoju zebrań.

Pośrodku pokoju zebrań znajdował się ogromny owalny stół z dostawionymi do niego krzesłami. Na jednej ze ścian, tuż przy wejściu, znajdował się terminal komputerowy, zaś ściana tuż za plecami szczytu stołu zajęta była przez ekran. To właśnie na nim, gdy tylko Aurora wcisnęła odpowiedni przycisk na terminalu, pojawił się obraz pani komisarz tak dobrze im znanej już od pierwszych chwil działalności Tytanów. Kontaktowała się z nimi zwykle wtedy, gdy sprawy przybierały naprawdę niewesoły obrót.

- Witam Tyt… Nowe twarze? - uniosła nieznacznie brew, ale zaraz kontynuowała. – Mamy naprawdę poważną sytuację w mieście. Niedaleko Titans Island doszło do eksplozji samochodu. Moi ludzie już są w drodze, podobnie jak inne służby. To jednak mniejszy problem. Jak pewnie wiecie, rodzina królewska Markovii przybywa i wygląda na to, że ktoś postanowił przyjąć ich gorąco na lotnisku.

Obraz na ekranie podzielił się na pół. Lewą stronę ekranu wciąż zajmowało oblicze pani komisarz, zaś na prawej widzieli obrazy z kamer na lotnisku. Ich jakość pozostawiała wiele do życzenia, wszak było to jedynie CCTV, jednak to wystarczyło, by zidentyfikowali pierwszą osobę znajdującą się na płycie lotniska. Tą osobą była ich stara znajoma Wardress, której energetyczne pociski zmuszały siły policyjne do odwrotu. Nie była jednak sama, gdyż na nagraniu z kamer widać była także wojownika z dwuręcznym mieczem, który siał nie mniejszy zamęt wśród policji niż Wardress.

- Jest jeszcze chłopak, który płonie - powiedziała pani komisarz. – Potrzebuję od was nie tylko pomocy z tą trójką, ale też kogoś kto będzie w stanie zabezpieczyć terminal. Incognito, bez rzucania się w oczy. Tak, by oddział SWAT, który zmierza już na miejsce, mógł ustawić przyczółek na terminalu i bezpieczną strefę. Mogę na was liczyć?

Spectralweb patrzyła przez chwilę na obraz, na ten przedstawiający przeciwników, po czym przeniosła spojrzenie na panią komisarz i przytaknęła wolno głową.

- Tak, pani komisarz. O-oczywiście - zająknęła się przy tym nieznacznie.

Komisarz Grace albo tego nie zauważyła, albo postanowiła zignorować bowiem przytaknęła jedynie i się rozłączyła.

- Doobra… - zaczęła Aurora nieco niepewnie, przenosząc spojrzenie na pozostałą trójkę tytanów. – Jim, Jaydon - zawahała się. – będziecie mieli swój chrzest bojowy nieco szybciej niż… eee… niż… - znów się zawahała, jakby zabrakło jej słowa. – Nieważne - machnęła ręką. – Nie ma Nightwinga, więc musimy poradzić sobie bez niego. Chłopaki, idźcie się przygotować. Macie dwie minuty. Emerald Guardian, skontaktuj się z brakującymi kolegami i daj im znać, że jesteśmy potrzebni na lotnisku. Ja idę przygotować drony.

Aurora nie zaczekała na pytania, na to czy ktoś się ruszy wykonać jej polecenia. Po prostu opuściła pomieszczenie, ruszając w sobie tylko znanym kierunku.

 

 

 

Sunset Blvrd

Okolice Titans Island, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 12:10

 

Na przybycie pierwszych służb ratunkowych nie musieli długo czekać. Acz szybciej niż służby na miejscu pojawili się gapie. Jak zwykle. I chociaż Glaze budził zainteresowanie, był też sygnałem do tego, że sytuacja mimo iż wyglądała na opanowaną, wcale taka być nie musiała. Dlatego, mimo wszystko, gapie trzymali się w bezpiecznej odległości. To też pozwoliło karetce pogotowia, która zajechała jako pierwsza na miejsce, zaparkować blisko lodowego stożka, pod którym znajdował się wrak samochodu. Zaś w chwilę później na miejscu pojawił się również radiowóz i cywilny pojazd z kogutem na dachu.

Podczas gdy ratownicy medyczni zajęli się ranną dziewczyną, a August odsunął się razem z nimi na bok (chcąc zachować swoją anonimowość), z radiowozu wyszedł Abraham Jameson, oficer mocno sympatyzujący Tytanom, którego dziesięcioletnia córka nie może się doczekać, aż ktoś w końcu wpadnie na pomysł wypuszczenia figurek z podobiznami jej ulubieńców. I o ile przybycie Jamesona było dobrą wiadomością, o tyle kolejna dwójka, która opuściła cywilny pojazd nie zwiastowała już tak dobrych wieści. Detektyw Toni Flamentini należał do tego mniej licznego grona policjantów, które uważało, że nastolatki nie powinny zajmować się robotą policji, tylko siedzieć w szkole, uczyć się i myśleć o przyszłości. Nie pomagał nawet fakt, że raz Tytani ocalili mu życie. Po prawdzie od tamtej pory traktuje ich jeszcze bardziej oschle i surowo. A detektyw Edgar Stevens, jego partner, był podobnego zdania. Lecz choć obaj mieli niezbyt pochlebne opinie na temat Tytanów i uważali, że to tylko kwestia czasu aż z ich powodu stanie się tragedia, wykazywali się profesjonalizmem i nie odmawiali współpracy z młodymi bohaterami, gdy tylko zmuszały ich do tego okoliczności. Lub rozkazy.

- Dlaczego mnie nie dziwi, że cię tu widzę, Glaze? - zapytał Flamentini, kręcąc przy tym głową. – Co się stało?

 

W czasie, gdy na barkach Glaze’a, oficjalnie jedynego Tytana na miejscu, spoczęła rozmowa z policją, August odszedł na bok razem z ratownikami i nieprzytomną dziewczyną. W pierwszej chwili lekarz, który zajął się badaniem dziewczyny musiał pomyśleć, że dziewczyna i Tytan są jakoś ze sobą powiązani, jako przyjaciele, para lub rodzina, ale po pierwszej serii pytań, w skład których wchodziły pytania o dane personalne, jasnym stało się, że ta dwójka się nie zna. I tylko z powodu pytań o okoliczności wypadku, a także to, co mogło się stać dziewczynie sprawiły, że August nie został odesłany przez lekarza na bok, by nie przeszkadzał.

- Dziękujemy panu za pom… - zaczął lekarz, ale przerwał, gdy dziewczyna na noszach drgnęła.

Kiedy wszyscy na nią spojrzeli, ta powoli unosiła powieki. Jej szare oczy przesunęły się po otaczających ją osobach, a na twarzy malował się wyraz zagubienia. Ten zniknął w chwili, gdy spojrzenie dziewczyny zatrzymało się na twarzy Suttona.

- Ty… byłeś po drugiej stronie, kiedy… uratowałeś mnie! - oznajmiła z wdzięcznością w głosie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kBdCLQU.jpg?1

August Sutton

 

August starał się nie zwracać przesadnej uwagi, co będąc nagle w centrum zainteresowania zbiegowiska byłoby raczej trudne gdyby nie Glaze. Jako rozpoznawalnemu bohaterowi dobrze mu szło skupianie uwagi. Na tyle dobrze, że Gusto mógł się spokojnie odsunąć gdy przyjechała policja. Co było dobre, bo dwójka detektywów zdecydowanie nie przepadała za Gargoylem. 

Tytan w incognito trzymał siè wiec ratowników, którzy zaraz zadali mu serię pytań, na które był w stanie odpowiedzieć jedynie "eee...".

Od spławienia wybawiła go sama poszkodowana, która ten moment wybrała na odzyskanie przytomności.

Chłopak spojrzał na chwilę ku Virgilowi gadającemu z policją, który przecież też pomógł. No, ale teraz był zajęty. Zresztą sam zachęcał Augusta i w sumie może miał rację, więc... poza tym w tej formid i tak był zwykłym nastolatkiem.

- Och, to nic - rzekł z udawaną skromnością - Akurat byłem blisko i zrobiłem to co każdy inny by zrobił. Mam nadzieję, że nic ci nie jest? Przy okazji, mam na imię August - uśmiechnął się błyskajac zębami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kClXj.png

Virgil Frost

 

Panowie detektywowie. - Glaze przywitał przybyłych z szerokim uśmiechem nie zrażając się niczym, nawet ich pasywną wrogością - Jak tam dzisiaj pączki? Ja się zdecydowałem na lody. - ostentacyjnie wsadził sobie do ust końcówkę rożka tym samym kończąc jeść swoje lody. - Co się stało? Nie uwierzycie. Uwaga...  Do miasta przylatuje rodzina królewska z Markovii. Rodzina Królewska! How cool is that? Ciekawe czy będą chodzić w koronach, a ponoć są naszymi fanami i mogą chcieć się z nami spotkać. Uwierzycie, będziemy robić za dyplomatów. - Virgil uśmiechnął się dumnie wypinając pierś, ale widząc brak równie entuzjastycznego przyjęcia tej informacji zreflektował się... - Aaaa... czekajcie wam chodzi o to tu. A to nic. Auto zrobiło bum - Virgil starał się oddać tym bum to rzeczywiste bum - Paliło się to je zamknąłem. Tamto dziewczę leżało obok to ją osłoniłem tak że można było ją wynieść, co ten tamten taki uczynił. - Frost machnął ręką mniej więcej w kierunku Augusto i karetki. - A i mogę wam zdjąć ten stożek z auta, ale nie wiem czy ogień na nowo nie buchnie jak dostanie tlenu, więc dobrze by było mieć jakichś strażaków, aby to ogarnąć. A co tam u was? Wszyscy zdrowi? Jak się czują panie Flamentini i Stevens? Gorąco pozdrawiam, jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało w ustach człowieka lodu. - Virgil uśmiechnął się do swoich ulubieńców ponownie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

0edab2f89cb2cda4f144acbe0f3bc119.jpg
Jaydon "Jayman" Newman a.k.a. Enforcer


 

Jaydon kiwnął głową i zerknął na Jima. Ruchem głową pokazał mu, żeby już szli i szybkim krokiem poszedł w kierunku pokoi. W zasadzie i tak był tam tylko po dwie rzeczy, nie zamierzał się teraz przebierać. I tak by nie zdążył. 
O Wardress słyszał, w końcu jak mógłby nie, żyjąc w tym mieście ciężko było jej nie zauważyć. Tym co go bardziej interesowało był koleś z mieczem. Głównie dlatego, że wkrótce będzie jego chrzest bojowy wśród tytanów, a i świetna okazja do wykorzystania zabawek które posiada. Nawet nie zaczął, a już zaczynał czuć ekscytacje. 
Wpadł do swojego pokoju i prawie natychmiast otworzył plecak z którego i tak już wystawała rączka jego głównej oraz ulubionej broni. Założył też od razu rękawice które to pozwalały mu na wykorzystanie całego potencjału broni. No i była też druga rzecz, wyglądająca raczej jak kamizelka kuloodporna z dziwacznymi pomarańczowymi liniami. Zaraz potem wyszedł z pokoju. Jeśli Jim już tu był to spojrzał na niego. Nie był do końca pewny czy mają wracać do pokoju z którego tu przyszli więc po prostu wzruszył ramionami i poszedł tam, chyba innego wyboru nie miał. Jakby nie było, teraz musiał słuchać przełożonego. Zanim jeszcze dotarli rzucił okiem na Jima
- I jak odczucia? - zapytał jeszcze z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Sunset Blvrd

Okolice Titans Island, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 12:10

 

Dziewczyna uśmiechnęła się do niego nieznacznie i August musiał przyznać, że uśmiech miała naprawdę ładny. Pozwalający zapomnieć o policji za plecami i medykach dookoła.

- Emma - powiedziała. – Mam na imię Emma. I jeszcze raz, bardzo Ci dziękuję.

- Wszystko wskazuje na to, że wstrząsu mózgu nie ma - stwierdził lekarz, przewieszając sobie stetoskop przez szyję. Sięgnął po niewielką latareczkę i poświecił dziewczynie najpierw w jedno, później w drugie oko. – Wolałbym jednak zabrać panią do szpitala, by na miejscu poszerzyć badania.

- Jeśli mój wybawca będzie mógł pojechać ze mną - stwierdziła Emma, spoglądając pytająco na Augusta.

 

Obaj detektywi westchnęli ciężko słysząc słowotok, jaki popłynął z ust Virgila.

- Czasem zapominam, że lepiej nie kierować do ciebie żadnych pytań - mruknął Stevens.

- Zdajesz sobie sprawę jak podejrzanie to wygląda, że auto eksploduje akurat wtedy, kiedy ty byłeś w pobliżu? Akurat po to, żebyś bohatersko mógł opanować sytuację?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kBdCLQU.jpg?1

August Sutton

 

Kiedy Emma zapytała czy z nią pojedzie, serce Augusta zgubiło uderzenie obudzoną, płonną nadzieją na spędzenie normalnego czasu z dziewczyną. Oczywiście nie miało to racji bytu, bo jak tylko słońce schowa się za horyzontem, puf, zmieni się w potwora i będzie wrzask. Rozsądek dawał się jednak zagłuszać, tak dawno nie miał przyjemności pogadać z płcią piękną. Aurora i Kraris się nie liczą. Jedna to zdystansowana kosmitka, a druga to zdystansowany nerd dłubiący przy tych swoich robocikach.

Tytan zerknął jeszcze na Glaze'a i czuł się rozdarty. Powinni dać znać dziewczynom o wybuchu i pewnie to zbadać. No i byli jeszcze nowi. Z drugiej strony do zachodu i tak będzie z niego mały pożytek i nie był pewny czy chce pokazać nowym swoje ludzkie oblicze, a hormony też robiły swoje gdy zerkał na Emmę.

Był jednak bohaterem, a bohater powinien chronić. Emma zaś najwyraźniej czułaby się pewniej gdyby z nią pojechał. Tak, to miało sens.

Rozwiązawszy w ten sposób swój moralny problem odpowiedział dziewczynie uśmiechem.

- Jasne, jeśli dzięki temu masz czuć się spokojniejsza, to żaden problem. Bo nie jest to problem, prawda? - zwrócił się do lekarza uśmiechając się pewnym siebie usmiechem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jim Cameron

 

Po usłyszeniu rozkazu Aurory Jim ruszył z Jaydonem. On właściwie w ogóle nie zamierzał się specjalnie przygotowywać, bo też nie potrzebował żadnego sprzętu. Był trochę zaskoczony, że wszystko posunęło się tak szybko. Ledwo weszli do wieży, a już pojawiła się pierwsza sprawa. Pojawiła się też oczywiście presja, bo zamiast mieć na oku tylko tego idiotę, Jaydona, będzie musiał też uważać na innych członków drużyny. Tak chyba wyglądało działanie w grupie. 

Jako że Jim był typem pacyfisty i uwielbiał nie mieć do czynienia z problemami... Dołączył do Teen Titans. Właściwie życie z przewijającym się przez nie Jaydonem miało wpisane w siebie kłopoty i oto zaczęły się te prawdziwe. Oto zaczęła się odpowiedzialność. 

- Całkiem niezły widok z okien - odparł na pytanie Jaydona i oczywiście wiedząc, że nie do końca walory estetyczne były tym, o co mu chodziło. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kraris z niezmiennym wyrazem twarzy przyjęła informację o pojawieniu się Wardress. Jedynie informacja o ochronie rodziny królewskiej zdołały na chwilę przebić się przez maskę na twarzy kosmitki, co nie zdarzało się szczególnie często. Teraz jednak w oczach dziewczyny można było dostrzec nostalgię i żal. Na krótko.

- Oczywiście – odpowiedziała na polecenie skontaktowania się z pozostałymi Tytanami.

Zadanie, jakie ich czekało, wystarczyło, by Kraris odzyskała pewność siebie, której nierzadko brakowało jej w kontaktach socjalnych. Teraz jednak wyglądała znowu na opanowaną i pewną siebie. W takich sytuacjach odnajdywała się bardzo dobrze. Dla takich chwil żyła na Ziemi.

Idąc do swojego pokoju, usiłowała skontaktować się z Virgilem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz