Aquaman

Teen Titans Vol 1 Issue #1: Royal family dillema... (Aquaman)

104 postów w tym temacie

 

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Księżniczka okazała się spory zawodem dla Emerald Guardian, która miała okazję ochraniać głowę królewską. Jej księżniczka była znacznie piękniejsza, bardziej dostojna, a każdy jej krok zdradzał przyszły majestat jako następczymi rodzimej planety Kraris. W porównaniu do niej, ziemska księżniczka wydawała się bardzo blada, wręcz mdła. Mimo to kosmitka pokłoniła się jej, po czym przeniosła spojrzenie dalej.

Kraris nie orientowała się zbyt mocno w ziemskich superbohaterach. Znała tych najbardziej rozpoznawalnych, miała okazję poznać niektórych z Ligi Sprawiedliwych, ale nie wnikała w kulturę tego świata, chociaż wiedziała, że jej mentor nie byłby z niej niezadowolony. A to oznaczało, że mogła spróbować nieco lepiej wykonać zadanie Marsjanina.

- Nie słyszałam o tobie. Nie wspierałaś dotychczas grup bohaterów. Działałaś lokalnie?

W dziewczynie była taka pewność siebie, że nie mogła być nowicjuszką.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Nymph

 

 - Hmm? - odwróciła głowę, gdy usłyszała pytanie - Ja? - zaśmiała się perliście - Skąd! Zawsze musi być ten pierwszy raz, nie? Chociaż nie - zastanowiła się - Uratowałam z pożaru dwa słonie, trzy lwy, sześć psów i osiem koni - wyliczała ze skupieniem wymalowanym na twarzy - I jedną kozę! - dodała prawdziwie uradowana - Fajną taką! Czarną! I to ona mi załatwiła pracę w cyrku! Moją pierwszą pracę na Ziemi. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JfTPoks.png

Aurora Chevalier a.k.a. Spectralweb

 

Obecna sytuacja była jedną z najbardziej stresujących w życiu Aurory, tu nawet nie chodzi o to, że były pewne problemy na płycie lądowisko. Problemem jest to, że właśnie w stosunkowo bliskiej odległości była rodzina królewska. Był to już wystarczający powód, by serce pompowało krew z dużą prędkością, jednak świadomość dalej się uparcie trzymała i nie miała zamiaru odpłynąć. Gdy księżniczka się odezwała, zrobiła tylko szybko ukłon i rzuciła okiem na trójkę stojącą nieco dalej.

- Niestety... Jest... Pilnie zajęty! - odparła na pytanie, gdzie jest Gargoyle. W obecnej chwili mógł być wszędzie w tym mieście i raczej nie ma czasu go szukać. Dobra! Jest czas, ale obecne okoliczności nie pozwalają na to. Szczerze, nie wiedziała co więcej powiedzieć. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

San Francisco VA Medical Center

13 września 2020 roku, godz 12:38

 

Emma nie miała nic przeciwko, żeby wyjść. Tym bardziej, że swoje w szpitalu odsiedziała i wyczekała się na badania. Całą sobą pokazywała, że chce wyjść stąd jak najszybciej. A ponieważ policjantka stała akurat tyłem do nich, August wykorzystał okazję i pociągając dziewczynę za rękę, opuścił budynek szpitala.

Teraz pozostawało już tylko jak najszybsze oddalenie się z tego miejsca, bo policjantka na pewno będzie ich szukała. W końcu za wszelką cenę chciała przydzielić im ochronę.

 

[Masz około 2 minut zanim kobieta nie wyjdzie was szukać]

 

 

 

San Francisco International Airport,

San Francisco, Kalifornia

13 września 2020 roku, godz 12:38

 

Księżniczka przysłuchiwała się temu, co mówili zebrani dookoła niej Tytani z nieskrywanym zainteresowaniem. Nawet jeśli dla osoby przysłuchującej się z boku mogło to brzmieć jak niezrozumiały bełkot. W dodatku kiedy Tytani mówili jeden przez drugiego, częściowo zajmując się nową znajomą, a częściowo odpowiadając na pytania księżniczki.

Ale to w końcu król Brion Markov przerwał te rozmowy. Zdjął maskę, odsłaniając młodą, dwudziestokilkuletnią twarz. Maska skrywała przystojne oblicze o wyraźnych rysach. Bystre spojrzenie przesunęło się wolno po zebranych Tytanach. Samo to, w połączeniu z postawą wystarczyło, by zniknęły jakiekolwiek wątpliwości, czy na pewno mają przed sobą monarchę. Strój nie miał znaczenia, bowiem Brion Markov emanował swego rodzaju majestatem, które nie pozwalał pomylić go z nikim innym.

- Teen Titans - zaczął. - jestem niezmiernie rad, że mogę poznać was osobiście. Stanowicie wzór do naśladowania i pokazujecie młodemu pokoleniu, jak powinno postępować - skinął im nieznacznie głową. - Choć bardzo chcielibyśmy spędzić z wami nieco więcej czasu, obowiązki nas teraz wzywają. Jednak w swoim imieniu chcę was zaprosić, wszystkich was - dodał, zerkając również na Nymph. - dziś wieczorem na przyjęcie organizowane przez pana Lorda. Będzie nam niezmiernie miło, jeśli zechcecie się pojawić. A teraz wybaczcie, naprawdę musimy już iść.

Wystarczyło, by położył dłoń na ramieniu siostry, by ta niechętnie, wzdychając ciężko, ruszyła za nim do podstawionego samochodu.

I gdy rodzeństwo władające Markovią odjeżdżało, Tytani mieli do podjęcia kilka decyzji. Przede wszystkim mieli przed sobą osobę, która niewątpliwie nadawała się do ich zespołu, pokazując, że ani umiejętności, ani odwagi jej nie brakuje. Do tego pozostawała kwestia zaproszenia na wieczór, którą musieli rozważyć.

 

 

 

Mobilne Centrum Operacyjne ARGUS

Okolice San Francisco International Airport,

San Francisco, Kalifornia

13 września 2020 roku, godz 12:38

 

- Jest pani zadowolona, dyrektor Waller?

Amanda Waller stała jeszcze przez kilka chwil ze spojrzeniem wbitym w ekrany. Pozwoliła, by to pytanie zawisło na kilka chwil w próżni. By pytająca ją osoba zaczynała czuć zniecierpliwienie, a może nawet i podenerwowanie. A tymczasem ona sama pozostawała niewzruszona, stojąc z kamienną twarzy.

- Tak, test przebiegł pomyślnie - odparła w końcu. - Tytani okazali się znacznie silniejsi, niż mogliśmy przypuszczać. Chociaż tamta dwójka - jej spojrzenie przesunęło się na ekran, na którym w powiększeniu obserwowała twarze Jima i Jaydona. - mają potencjał, ale ewidentnie brak im obycia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JfTPoks.png

Aurora Chevalier a.k.a. Spectralweb

 

Gdy tylko rodzina królewska się oddaliła, Spectralweb odetchnęła z wyraźną ulgą. Przybywanie wśród ważnych ludzi wyjątkowo nie było jej na zdrowie, w końcu jej serce niemal nie wyskakuje z piersi w takich momentach. Pomimo tego, że teoretycznie była dowódcą TT to czuła się jak mrówka przy Jego Miłości, ba! Prawdopodobnie była jak mrówka. Ale oddalili się już i te wrażenie zniknęło... W tym momencie Aurora była pewna dwóch rzeczy: Nie ma szans, że się pojawi na tym balu. Najmniejszych. A druga sprawa: Przydałoby się zająć czarnowłosą nieznajomą. Mimo wszystko to jej obowiązki... Niestety.

- Więc... - odwróciła się w kierunku nieznajomej. - Dziękuje za... Pomoc. Naprawdę. Usprawniłaś ogarnięcie tego... Bajzlu? - mruknęła jakby szukając dobrego słowa, po króciutkiej chwili przytaknęła sobie w myślach, że pasuje. - Nie byłabyś może... Zainteresowana dołączeniem do Teen Titans? Obecnie mamy nowych członków, a Ja mam pracę papierkową do zrobienia... Jedno więcej nie zrobi różnicy... Byłabyś nieoceniona w naszym składzie... A pozostali członkowie, byliby Za... Prawda? - mówiła co jakiś czas przerywając, by znaleźć dobre słowo. Nie była dobra w rozmowach, ba! Była żałosna! Ale coś tam umiała przekazać, a ostatnie pytanie zadała swoim towarzyszom. Przy okazji gestem ręki dając znak Jimowi i Jaydonowi, by podeszli. Mimo wszystko powinni uczestniczyć w tym... Głosowaniu? To chyba dobre określenie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kBdCLQU.jpg?1

August Sutton

 

Zwiewał funkcjonariuszce, która odpędziła potencjalną porywaczkę i domagała się dla niego ochrony. W sumie nie zdziwiłby się gdyby właśnie o tym gadała przez telefon. A to znaczyło, że kategorycznie nie powinien dać się złapać.

Wyciągnął Emmę bez słowa ze szpitala i skręcił w pierwszą lepszą uliczkę. Potem w kolejną. I w kolejną. Mogło się zdawać, że idzie na ślepo, ale Gusto nieustannie zamierzał kierować się ku zatoce. Tylko nieco okrężną drogą.

Po paru minutach dopiero przypomniał jednak sobie że nie jest sam, co spowodowało, że trochę się zmieszał.

- Eee... a tak w ogóle, to chciałabyś iść w jakieś konkretne miejsce? - spytał Emmy zatrzymując się - Może gdzieś cię odstawić?

Tak, teraz, kiedy już sierżant Santiago nie powinna go znaleźć, mógł zająć się dziewczyną. A potem ulotnić się przed zachodem słońca, preferowanie wcześniej i wrócić do Titan Tower. Może nie będzie musiał się bardzo tłumaczyć za nieobecność na lotnisku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

Glaze ze spokojem planował swoje nowe dzieło i nie zwracał uwagi na słowa innych Tytanów. Dopiero podejście jego wysokości sprawiło, że oderwał się od tego co miał zamiar zrobić. Słowa Markova również sprawiły że myśli Glaze'a podryfowały w innym kierunku... Impreza? No jasne !! Niestety lodowy chłopiec nie zdążył odpowiedzieć, bo monarchowie bardzo szybko się ewakuowali. Nawet nie dali mu okazji na zrobienie ogromnych rzeźb tytanów, które by im pomachały... No cóż... zawsze mogą pomachać na pożegnanie, a nie na przywitanie. Tymczasem zaś Aurora wzięła się za rekrutację.

Ha!  - zakrzyknął zadowolony Glaze i przysunął się do Nymph obejmując ją ramieniem - Czyli jednak nowa. Sama posłuchaj... "Usprawniłaś", "Jedno więcej nie zrobi różnicy"... Aurora też jest podekscytowana Twoim dołączeniem. Dawno nie pałała takim entuzjazmem. - Pochylił się lekko do Nymph i przeszedł do szeptu - Zazwyczaj jest bardziej sztywna. - Podniósł ponownie głowę omiatając wzrokiem pozostałych - Wszyscy za? - Zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować Glaze dodał uradowany - Super! Gargoyle też jest za. Na bank. Ona - tu wskazał na Nymph - jest dużo ładniejsza od tej rudej, którą poszedł zarwać zamiast tu przyjść, więc na pewno będzie za. Swoją drogą ciekawe jak mu poszło - Podrapał się palcem po policzku zastanawiając nad tym jakie "przygody" spotkały Gargoyla, ale nie zaprzątał sobie tym za bardzo głowy tylko spojrzał ponownie na Nymph - A skoro już parowaniu mowa. Pójdziesz ze mną na tą imprezę? Będzie jak na balu studniówkowym. Kupa zabawy i darmowa wyżera. No i pełno sztywniaków, których trzeba będzie rozruszać. Ale to można zrobić na parkiecie. - Glaze złapał delikatnie Nymph za dłoń, aby ją obrócić jak w tańcu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Nymph

 

Oszołomiona tempem wydarzeń Nymph dała się porwać do tańca. Zrobiła nawet piękny piruet, a potem przylgnęła ciasno do swojego partnera

 - Z przyjemnością do was dołączę - oświadczyła wesoła i dumna, bo kopnął ją zaszczyt - ale ten bal... - zaśmiała się - Jak to działa w waszym świecie? Nie powinnam zabrać ze sobą mojej żony? - zaciekawiła się - czy jej zaproszenie nie obowiązuje? Nie znam się na waszych zwyczajach - usprawiedliwiła się.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

San Francisco International Airport,

San Francisco, Kalifornia

13 września 2020 roku, godz 12:38

 

Obaj nowi członkowie, zauważając, że Aurora przywołuje ich gestem, wymienili jeszcze kilka krótkich zdań z Power Girl i ruszyli w kierunku reszty zespołu. Podeszli bliżej akurat w momencie, w którym Nymph pytała o swoją żonę, co wywołało zaskoczone spojrzenia nowych chłopaków. W międzyczasie Aurora jeszcze raz powtórzyła Jimowi i Jaydonowi propozycję, by Nymph dołączyła do ich zespołu.

- Pewnie, nie ma problemu - Jaydon wzruszył ramionami. Choć był poobijany i odczuwał jeszcze efekt bliskiego spotkania z furią Heatwave'a, starał się być wyluzowany i nie okazywać tego, jak bardzo doskwierają mu obrażenia.

- Ja też nie mam nic przeciwko - stwierdził Jim, zerkając nieco nieśmiało na Nymph. - I ja... emm... przepraszam za tamto - dodał cicho, zawstydzony. - Nie wiem... chyba mnie... sparaliżowało.

 

 

Gdzieś na ulicach San Francisco

13 września 2020 roku, godz 12:38

 

Przez cały czas ich ucieczki, Emma kilka razy próbowała wypytać Augusta dokąd idą i czemu się tak śpieszy, jednak nie doczekała się konkretnych wyjaśnień. Mimo to szła z chłopakiem, choć im dalej od szpitala odchodzili, tym mniej pewnie i chętnie za nim podążała. Młody Sutton zatrzymał się jednak w odpowiednim momencie, bo zapewne jeszcze parę metrów bez wyjaśnień i Emma uznałaby, że dalej pójdzie już sama. A tak, kiedy w końcu zwrócił na nią uwagę, dziewczyna przygryzła delikatnie wargę i rozejrzała się dookoła, jakby chciała ocenić, w której części miasta się znajdują.

- Może na najbliższy przystanek? - zapytała. - Biorąc pod uwagę to, co dziś mnie spotkało i co usłyszałam w wiadomościach i w szpitalu, to chyba bezpieczniej będzie podróżować komunikacją, niż na nogach - dodała z delikatnym uśmiechem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

Pytanie Nymph zaskoczyło Glaze'a. Nie to, że to było coś dziwnego. Super że miała żonę. Po prostu nie spodziewał się tego. 

Jasne, przyprowadź żonę. Im więcej tym weselej. Rozruszamy im imprezę. Tylko chyba trzeba będzie się ładnie ubrać, bo tam pełno sztywniaków będzie. - Glaze zamyślił się na chwilę nad tym problemem, ale szybko się uśmiechnął widząc rozwiązanie - Ale da się ogarnąć. To co idziesz z nami pozwiedzać bazę? A i mamy obok samolot. Podrzucimy Cię tam.

Po tym podeszli Jimbo i Jaydon. Nie wyrażali sprzeciwu wobec dołączenia i zaczęli przepraszać za to, że nie przydali się w trakcie walki.

Oj tam, oj tam - skomentował Glaze - Następnym razem się odkujecie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kBdCLQU.jpg?1

August Sutton

 

- Przystanek? Tak jasne... oczywiście - trochę się tego nie spodziewał, ale po jej minie wnioskował, że chyba lekko ją zakłopotał tym szybkim marszem - Chodź, tu niedaleko zatrzymują się tramwaje.

poprowadził Emmę już zdecydowanie luźniejszym tempem i bez tego całego kluczenia.

- No i jesteśmy - powiedział gdy dotarli do przystanku tramwajowego - Dzień pełen wrażeń, co? - zapytał, a za chwilę odwrócił nieco speszony wzrok - No... to do zobaczenia i uważaj na siebie? - wyglądało jakby miał zaraz odejść - Słuchaj... a nie chciałabyś się jeszcze kiedyś spotkać? W mniej zwariowanych okolicznościach?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Nymph

 

 - Jasne! - zareagowała entuzjastycznie. W końcu samolot nie był nawet w połowie tak przerażający jak samochód - I nie ma problemu. Ze strojem. Tylko muszę iść do domu. I... - zaśmiała się radośnie -Jestem Leandra. Skoro mam być częścią tego zespołu to... Chcecie wiedzieć coś jeszcze?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JfTPoks.png

Aurora Chevalier a.k.a. Spectralweb

 

- Cóż... Najwygodniej, by było... Jakbyś podała informacje na papierze. - Aurora mruknęła w odpowiedzi na przedstawienie się nowej członkini tej drużyny. Westchnęła cicho ze zmęczenia mając przed sobą jeszcze wizję kilku spraw natury administracyjnej do zrobienia. Już wiedziała, że dużą część dnia spędzi w krześle, a może i część nocy... Ale z drugiej strony to nawet dobrze, wolała towarzystwo mebli niż całkowicie nieznanych jej ludzi. O wiele bardziej wolała. - No to... Do T-Jeta. - dodała ni to wydając polecenie, ni to rzucając propozycję. Dość nijako to wypowiedziała, jednak skierowała się już w stronę środka transportu, nie czekając specjalnie na innych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kraris trudno było nadążyć za nową i Glaze. Ta dwójka ewidentnie dobrze się dogadywała. Dla kosmitki już przebywanie z Glaze wymagało sporo wysiłku. To nie do końca tak, że za nim nie nadążała. Po prostu chłopak był nazbyt aktywny, jak na jej gust. Jeśli chciało się kogoś chronić, pewna doza statyczności była bardzo mile widziana. Wprawdzie chłopak udowodnił, że potrafi o siebie zadbać, ale Kraris nie potrafiła wyzbyć się pewnych nawyków.

Do tego żywego tornado, którym był Glaze, miała dołączyć nowa. Decyzja została podjęta w tym samym momencie, w którym Aurora zaprosiła Leandrę do Teen Titans.

Na papierze?

Kraris uniosła brew zaskoczona, ale nie zamierzała podważać decyzji przywódczyni. Nie przy innych. Dopiero później chciała z nią porozmawiać o ewentualnym ryzyko. Nie znali Leandry. Nie wiedzieli kim jest i skąd pochodzi. Przyjęcie jej do zespołu było mocno ryzykowne. Owszem, pomogła im, ale to jeszcze nie świadczyło o jej dobrych intencjach. Równie dobrze mogło być przejawem sprytu.

Kosmitka nie była w stanie nic poradzić na swój brak zaufania do Ziemian. Została oszukana przez jego z nich w najbardziej bolesny sposób. Nie chciała po raz kolejny doznać zdrady z ich powodu.

- Ja… Jeśli Leandra ma parę, ja mogę ci towarzyszyć – powiedziała do Glaze ku zaskoczeniu samej siebie.

Jej mentor byłby dumny. Ona sama nie do końca była przekonana co do słuszności podobnej propozycji. Aby pozbyć się uczucia dyskomfortu, zeszłą na tematy bardziej jej bliskie.

- Potrafisz walczyć w zwarciu? – zapytała dziewczynę. – Mam na myśli walkę wręcz.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

Na przedstawienie się ich nowej czarnowłosej towarzyszki Glaze zareagował uśmiechem.

Virgil. - przedstawił się ich już nie takiej nieznajomej.

To co się jednak stało chwilę później wprawiło Glaze'a w osłupienie... Kraris...zaprosiła... go na randkę... Kraris zaprosiła go na randkę. Niezależnie od ilości powtórzeń wciąż brzmiało to jakoś tak niedorzecznie. Nie to żeby ich zielonowłosej koleżance czegoś brakowało, bo gorąca była z niej laska, ale jakoś tak... Gdyby zaprosiła go na sparing albo na triatlon, to by zrozumiał, ale na imprezę... Coś tu zdecydowanie nie pasowało. Chyba że... nie... a może... Czy to możliwe, że Kraris na niego leciała?

Yyyyy.... - W odpowiedzi na początku popisał się elokwencją, ale dość szybko z tego wybrnął - ...jasne! Zaskoczyłaś mnie. Wszyscy możemy pójść razem. Będziemy się ładnie prezentować. Trzeba jeszcze tylko wyciągnąć naszego gargulca na tą imprezę. Bez niego to nie będzie to samo. - No bo w końcu nie można było ryzykować... A jak się okaże, że nie będzie z kogo robić beki? Gargoyle był tam zdecydowanie potrzebny, on zawsze był takim pociesznym obiektem żartów.

Edytowane przez Therek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Nymph

 

 - Trochę - odpowiedziała Leandra - W mojej kulturze kult sprawności fizycznej jest bardzo ważny. Uprawiałam zapasy z siostrami. I bawiłam się w to z niedźwiedziami. I czasami walczyłyśmy kijami - uniosła swoją laskę - Ale to też była zabawa. Nie krzywdziłyśmy się z siostrami. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Titans Tower,

Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:30

 

Aurora mogła być zadowolona z dzisiejszego dnia. Do drużyny dołączyło troje nowych członków, którzy przeszli już swój chrzest bojowy, pokazując, że w razie czego można na nich liczyć. Oczywiście walka pokazała słabości i niedociągnięcia u nowych osób, ale czyż oni sami pół roku temu radzili sobie lepiej? Sama akcja na lotnisku również należała do udanych. Troje wymagających przeciwników, dwóch nowych i dobrze im już znana Wardress, okazali się być niewystarczającym wyzwaniem dla Teen Titans. Tak przynajmniej głosiły media, których głównymi tematami było przybycie rodziny królewskiej i właśnie walka Teen Titans.

Teraz, gdy nastał już wieczór, wieża była niemal pusta. Zdecydowana większość drużyny zdecydowała się skorzystać z zaproszenia króla Briona i wziąć udział w przyjęciu organizowanym przez Maxwella Lorda. W wieży została ona, siedząca nad wprowadzaniem danych nowych członków zespołu do systemu komputerowego, Nightwing i Jim. Nightwing miał na głowie własne sprawy i siedział w swoim pokoju. Nim się w nim zaszył, Aurora usłyszała tylko fragment jego rozmowy ze Starfire, członkinią Young Justice, dawnego zespołu Nightwinga. Jim z kolei stwierdził, że nie będzie czuł się swobodnie na takim przyjęciu, w otoczeniu sławnych ludzi i w blasku fleszy. Wolał posiedzieć w wieży, lepiej się z nią zapoznać i odetchnąć po dniu pełnym wrażeń.

Gdy Aurora zajmowała się uzupełnianiem pliku z posiadanymi informacjami na temat Jaydona Newmana AKA Enforcera, obraz monitora nieznacznie zafalował. To wystarczyło, by dziewczyna przerwała pracę i uważniej przyjrzała się ekranowi przed sobą. Gdy nic się nie wydarzyło i Aurora miała już wrócić do przerwanej czynności, ekran nagle zrobił się ciemny. Nie zgasł, o czym świadczyła wciąż aktywna kontrolka. Po chwili na ekranie monitora zaczęły pojawiać się litery.

 

JSDGpmq.jpg

 

 

Lord's Palace

Śródmieście, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:30

 

Teen Titans w niemal kompletnym składzie trafili na przyjęcie dla elit. Dla zamożnych, pięknych i wpływowych. Trafili do miejsca, w którym zapewne długo by się nie znaleźli gdyby nie zaproszenie króla Briona.

Kraris i Virgil poszli na przyjęcie jako para, Jaydon i Gargoyle udali się bez partnerek (z różnych powodów), zaś Leandra przyprowadziła ze sobą żonę. Gdyby nie brak Aurory i Jima zespół byłby w komplecie. Ale nawet teraz, z brakującymi osobami, zrobił niemałe wrażenie. Ochrona nawet nie sprawdzała, czy widnieją na liście gości. Dziewczyny przyciągnęły rozmarzone spojrzenia, skupiając uwagę ochrony w takim stopniu, że nawet rzucający się w oczy wygląd Gargoyle'a nie zrobił na nich wrażenia. A dalej, gdy wjechali już przestronną windą na jedno z ostatnich pięter wieżowca, zyskali tylko więcej uwagi.

Piętro, na którym wysiedli z windy zdawało się być przeznaczone tylko do urządzania wszelkiego rodzaju przyjęć, balów i snobistycznych imprez. Rozległa przestrzeń w większości zapełniona była przez gości pana Lorda. W jednym miejscu sali znajdował się bufet w formie szwedzkiego stołu. Był on tak długi, że spokojnie mogliby przy nim zasiąść wszyscy zaproszeni goście. Jednak miejsc siedzących przy nim nie było. Stolików jako takich było zdecydowanie mniej niż ludzi, którzy chcieliby z nich skorzystać. Zresztą wyglądało na to, że to raczej standing party, a stoliki służą jedynie do tego, by na chwilę usiąść, zjeść i wrócić do chodzenia po sali, prowadzenia uprzejmych konwersacji, czy tańca. U szczytu sali znajdowała się scena, na której rozłożona była grupa muzyków, składająca się głównie ze skrzypków, wiolonczelistów i fortepianisty. Muzyka, którą grali była spokojna, łagodna i niezbyt głośna, sprzyjająca rozmowom prowadzonym pomiędzy gośćmi. Z tych zaś, poza Teen Titans, najbardziej wyróżniało się rodzeństwo rządzące Markovią. Król Brion miał teraz na sobie elegancki frak stanowiący oficjalny strój na taką okoliczność. Tak odziany, z koroną na głowie, zdecydowanie bardziej przypominał władcę niż podczas ich pierwszego spotkania. Wyglądał na władcę, choć w rozmowie, którą prowadził wcale się tak nie zachowywał. Mimo nienagannej postawy i wyprostowanej sylwetki, wyglądał na rozluźnionego, prowadzącego niezobowiązującą konwersację, w której wcale się nie wywyższał i nie spoglądał na swego rozmówcę jak na kogoś gorszego. Być może dlatego, że jego rozmówcą był nie kto inny, jak sam gospodarz - Maxwell Lord. Również księżniczka Tara nie wyglądała tak, jak podczas spotkania na lotnisku. Miała na sobie długą, rozkloszowaną suknię tego samego, rdzawo-brązowego koloru co strój jej brata. Suknia odsłaniała ramiona i plecy nastolatki, sprawiając, że wyglądała na starszą niż w rzeczywistości była. Tytani rozpoznali ją tylko dzięki fryzurze, której nie zmieniła, a która była dość charakterystyczna. Księżniczka nie tylko nie wyglądała tak samo jak kilka godzin wcześniej, ale też zachowywała się inaczej. Nie była już rozentuzjamowaną nastolatką, a dystyngowaną młodą damą, która potrafiła odnaleźć się w towarzystwie, w którym przyszło jej się znaleźć.

Tytani mogli cieszyć się jedynie chwilą spokoju. Od ich pojawienia się na przyjęciu minęła może minuta, którą mieli na rozejrzenie się po sali, której większość ścian stanowiły po prostu jedne, wielkie okna. Po tej minucie rozmowy zaczęły cichnąć, spojrzenia coraz większej ilości gości kierowały się ku młodym bohaterom, a szepty zaczęły przetaczać się przez salę. Mimo tego iż Teen Titans byli uwielbiani w San Francisco, to przecież zawsze i wszędzie znaleźć można było osoby, które nie podzielają odczucia ogółu. I zwykle takie osoby należały do wyższych sfer, które w naturalny i jednocześnie irracjonalny sposób obawiały się konkurencji. Jednak szepty znów zaczęły zamieniać się w rozmowy, a w kierunku Tytanów rzucano jedynie ciekawskie spojrzenia. Na szczęścia zdecydowana ich większość była przychylna. Na niektórych twarzach pojawiały się również uśmiechy sympatii posyłane młodym bohaterom. Zaś najszerszy i najbardziej szczery uśmiech gościł na twarzy księżniczki Tary, która uprzejmie przeprosiła swoją rozmówczynię i ruszyła nieśpiesznie w kierunku grupki bohaterów. Jednak pierwszy dotarł do nich ktoś inny.

- Widzę, że lokalni bohaterowie są w mieście naprawdę popularni.

Osobą, która jako pierwsza do nich podeszła był sekretarz generalny ONZ Lex Luthor. Ubrany tak, jak zdążył przyzwyczaić do tego świat - w idealnie dopasowany i zapewne szyty na miarę garnitur. Uprzejmy, wypracowany przez lata, uśmiech zdobił jego twarz, gdy podchodził do Tytanów. Dwa kroki za nim stanęła jego  osobista ochrona.

- To dobrze, że zdecydowaliście się pójść inną drogą niż inna młodociana grupa w przeszłości. Oficjalne działanie, w świetle dnia, czasem w blasku fleszy jest lepszą drogą niż krycie się w cieniu, nieprawdaż? - zapytał z nieco drwiącym uśmiechem. - Muszę pogratulować akcji na lotnisku. Doprawdy najwyższa klasa. Glaze, tak? - zwrócił się do Virgila. - Robisz lodowe rzeźby na zamówienie?

Tymczasem, zawsze czujna Kraris, korzystająca z dawno już wyrobionych nawyków, wśród gości zdołała wypatrzyć agenta Faradaya. Miała niejaką wiedzę na jego temat dzięki danym z ich systemu. Choć jego obecność nie mogła specjalnie dziwić, skoro na przyjęciu znajdowało się tak wielu ważnych gości, to wciąż agent Interpolu mógł dodatkowo wzbudzać czujność.

Gargoyle zaś, w czasie gdy Luthor ich zagadywał, zdołał wypatrzyć kogoś, kogo nie spodziewał się tu zastać. Emma, ubrana w zieloną suknię wieczorową, która ładnie współgrała z jej rudymi włosami upiętymi w kok, stała kilka metrów dalej. Mimo tego, iż zajęta była prowadzeniem rozmowy, raz za razem zerkała w kierunku Tytanów, a gdy spojrzenia jej i Gargoyle'a się spotkały, posłała mu uśmiech i zaraz znów wróciła do rozmowy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kClXj.png

Virgil Frost

 

Titans Tower,

Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 15:30

 

Virgil trochę się naszukał Nightwinga. Kiedy go znalazł mógł jednak strzelić sobie ręką w czoło, bo miejsce w którym był było nader oczywiste. Znajdował się on bowiem nie gdzie indziej jak na siłowni gdzie właśnie trenował. No tak... ten sobie nigdy nie odpuszczał. Ale spoko... można też tak. Virgil widząc, że Nightwing jest aktualnie odwrócony plecami stwierdził że nie może zmarnować okazji i ruszył szybkim ale cichym krokiem w jego stronę. Po drodze zgarnął jeszcze ze stojaka kij bo. Plan był prosty: zajść od tyłu, zaatakować, jak się uda to przewrócić, a jak nie to dostać wciry. Przeszedł więc do jego realizacji.

Nightwing faktycznie należał do tych osób, które sobie nie odpuszczały. Nawet, jeśli dopiero co wrócił z wyprawy, co do celów której był tajemniczy i nie zdradził niczego pozostałym członkom Teen Titans. Nawet Aurora utrzymywała, że nie wie nic więcej, poza to, co Richard przedstawił całej drużynie, czyli - znikam na kilka dni, jeśli nie wrócę w przeciągu tygodnia dajcie znać Batmanowi. Ale nie musieli dawać znać, bowiem Nightwing wrócił po trzech dniach, niedługo po tym, jak Teen Titans powrócili do Titans Tower po udanej akcji na lotnisku.

A teraz Dick hartował swoje ciało, jak to miał w zwyczaju, a Glaze postanowił mu w tym pomóc skoro Nightwing i tak zajęty był treningiem.

Ciche skradanie, niemal bezszelestne sięgnięcie po broń, zmniejszenie dystansu i atak... zakończony porażką. Glaze nawet nie wiedział, w którym momencie podłoga uciekła mu spod nóg, a dłonie przestały trzymać kij bo. Wystarczyło, że mrugnął gdy świat zawirował mu przed oczami i patrzył w sufit, częściowo przesłonięty przez kij przystawiony do policzka i zroszoną potem twarz Dicka.

Cześć - Rzucił Glaze z uśmiechem na ustach leżąc na podłodze i unosząc ręce w geście poddania się - Mam sprawę.

- Ładna próba - powiedział Nightwing i odsunął broń od twarzy Glaze'a, wyciągając ku niemu dłoń, by pomóc mu wstać. - Jaką sprawę?

- Dzięki. Następnym razem mi się uda. - Powiedział z pewnością w głosie kiedy Dick pomagał mu wstać -  Potrzebuję pomocy. Dostaliśmy zaproszenie od tego króla co przyleciał na jakiś bal u Lorda. Bufonada i darmowa wyżerka. A i mamy nowych w grupie. Dwóch kolesiów i jedna laska... Żonata, ale fajna. No ale wracając... stwierdziłem, że trzeba by się chyba było jakoś porządnie ubrać. A nie mam garniaka żadnego i się na tym kompletnie nie znam. No i tak sobie poomyyyślałem - Glaze przeciągnął trochę to ostatnie słowo - że będziesz w stanie mi doradzić, bo wy to pewnie co chwila na takich bufonadach byliście. To jak wyskoczymy coś kupić?

Nightwing uniósł nieznacznie brew.

- Wy? Jacy wy?

Glaze obejrzał się przez ramię, aby sprawdzić czy na pewno nikogo nie ma w pomieszczeniu po czym wrócił spojrzeniem do Nightwinga i przeszedł do konspiracyjnego szeptu.

No Ty i Bruce. - Po czym uniósł ponownie ręce w geście poddania - Spoko, jestem swój. Życie mi uratował i w sumie dzięki niemu tu jestem. Ale wiesz... budżet mam trochę bardziej ograniczony, więc nie celowałbym w jego półkę cenową.

Jego brwi powędrowały wysoko ku górze, a na twarzy pojawił się wyraz szczerego zdumienia.

- Nie wiedziałem, że ty i Bruce... - zaczął i powoli pokręcił głową. - Najwidoczniej miał jakiś powód ku temu, by trzymać to w tajemnicy - stwierdził, po czym przytaknął. - Myślę, że nawet z ograniczonym budżetem będziemy w stanie znaleźć coś co sprawi, że będziesz wyglądał zabójczo na imprezie - dodał z uśmiechem.

Glaze prychnął śmiechem.

Taa... Bo to wcale nie w jego stylu trzymać rzeczy w tajemnicy. - Virgil poklepał po ramieniu Dicka - Dzięki, to gdzie idziemy? A i idziesz tak czy... w cywilu? 

- NIghtwing na zakupach? - zapytał rozbawiony. - Zapewne dla wielu byłby to niezapomniany widok. Jednak na zakupy idzie Dick Grayson. Jemu czasem zdarza się chadzać w garniturze, Nightwingowi nie - dodał.

Jasna sprawa... no to ruszajmy. Vamos companheiros jak to mówią meksykańcy.

 

Ulice San Francisco, San Francisco

 

Przechadzka z Dickiem należała do fajnych doświadczeń. Dużo chodzili, buszowali po sklepach, gadali (głównie Virgil) i komentowali bezguście drugiej strony (głównie Dick). Jednak Virgil nie brał tego do siebie, bo w końcu wiedział, że nie wszystkim musi się podobać to co jemu. W końcu nie każdy mógł mieć tak wyjątkowy i wyrafinowany gust.  To też było powodem dla którego pomoc Dicka była bardziej niż pożądana. No bo w końcu szedł między ludzi, a raczej Ludzi przez duże L, więc wypadało wyglądać w sposób powszechnie akceptowalny. Raz na jakiś czas Virgilowi zdarzały się takie przebłyski geniuszu w odniesieniu do savoir vivre, mimo iż nie wiedział co to jest i słysząc te słowa myślał, że chodzi o jakieś francuskie danie. Na szczęście inni wiedzieli i mogli mu doradzać. Trzeba było tylko przekonać zadufanego Virgila, aby raczył słuchać. Dick miał ku temu predyspozycje w szczególności, że to sam Virgil go poprosił o pomoc. Bronił się natomiast gdy Grayson chciał go zabrać do fryzjera. Nie wiedział co było nie tak z jego włosami, ale postanowił ulec i zobaczyć jak się uda ten eksperyment. Koniec końców wrócił do wieży z przewieszonym przez ramię pokrowcem z ciuchami i siatką w której znajdowały się dodatki.

 

Titans Tower,

Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 20:00

 

Virgilowi chwilę zajęło zanim zdążył się uporać ze wszystkim, ale ostatecznie był gotów sporo przed czasem i zapukał do drzwi pokoju Kraris. Był wcześniej... to plus... Ponoć powinno się przyjść wcześniej. A może to było tak, że wypadało się spóźnić... Zresztą nieważne. Już był gotów, a jeszcze musieli dotrzeć na imprezę, więc należało się pokazać, bo może akurat trzeba by było coś pomóc. Kiedy zielonowłosa otworzyła mu drzwi uśmiechnął się do niej szeroko prezentując się w wydaniu w jakim jeszcze nikt nie miał okazji go widzieć... poza Nightwingiem... i paniami ze sklepu... i nim samym.

Gotowa?



Jeremy-Irvine-Chest-Biceps-size.jpg

 

2WbxP.jpg

 

Lord's Palace

Śródmieście, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:30

 

Virgil wszedł na piętro i rozejrzał się po pomieszczeniu. Sama muzyka potwierdzała jego założenie. Przyjęcie dla bufonady. Ale był szwedzki stół! Była wyżerka. No i wtedy wszyscy zauważyli ich przybycie. Nastąpiła cisza. Wszyscy na nich się lampili. No tak. Często tak bywało. Musieli się nie różnić niczym od normalnych mieszkańców i byli onieśmieleni ich zajebistością. Glaze jak to Glaze zareagował na to szerokim uśmiechem i pomachał do wszystkich.

Cześć sztywniaki. - Przywitał się kulturalnie.

Na te słowa jak na wezwanie podszedł do nich nie kto inny jak Lex Luthor, którego Virgil jako osoba kompletnie nie interesująca się polityką nie miał okazji rozpoznać, ale jego popularność sprawiała, że ta łysa pała wydawała się jakaś znajoma. Na jego pytanie zaśmiał się lekko.

Czy w dzień, czy w nocy działamy wtedy jak złole wychodzą na ulice. To oni decydują, a rzeźb na zamówienie jeszcze nie robiłem, ale czemu nie. - Virgil przechylił lekko głowę patrząc na rozmówcę pod innym kątem i nagle pstryknął palcami w olśnieniu. - Wiem... Już wiem skąd Cię znam. Prowadzisz to show na kanale 62, nie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kraris nie miała w zwyczaju rozpamiętywać  raz podjętych decyzji. Tylko w jednej sytuacji zrobiła wyjątek, żałując tego, co uczyniła w każdej sekundzie swojego życia, ale nie chciała przejmować się zaproszeniem Glaze, chociaż przez myśl przemknęło jej nie raz, czy to był aby na pewno dobry pomysł. Nie, ona właściwie wiedziała, że to kiepski plan, ale istniało co najmniej kilka powodów, dla których towarzyszenie chłopakowi zyskiwało aspekt nie tylko towarzyski. Kosmitka nie wiedziała, jednak jak szybko się o tym przekona.

Gdy Glaze zapukał do jej drzwi, Kraris była już gotowa. Wprawdzie spodziewała się go nieco później, jednak częścią jej życia była nieustanna gotować. Zazwyczaj do walki, ale to wyjście mogło równać się wejściu na pole bitwy. O dziwo jednak nie otworzyła ubrana w strój, jakiego można było się po niej spodziewać. Nie miała na sobie spodni, koszulki czy butów na płaskim obcasie. Jej ubranie stanowiło zaprzeczenie wszystkiego, czym dotychczas była Kraris. Jedynie zielony kolor zdradzał, że nadal maja do czynienia z tą samą kosmitką. Krótka sukienka odsłaniała zupełnie nagie nogi dziewczyny, którym długości dodawały buty na obcasie. Ubranie Kraris przypominało bardziej strój do sypialni niż na oficjalny bal.

- Można w niej walczyć – powiedziała spokojnie kosmitka, upewniając Glaze, że nie ubranie czyni człowieka… czy kosmitę.

To nadal była ta sama dziewczyna, która stała się obiektem tortur siostrzenicy swego mentora. Sama zresztą o to po prosiła, bo znała wagę protokołu w takich sytuacjach, podczas gdy nadal nie wiedziała wiele o ziemskich zwyczajach.

Kraris zdarzało się wspominać, że na swojej planecie chroniła wysoko postawioną osobistość, ale nie mówiła, co tak naprawdę to oznaczało. Udział w balach był jednym z elementów tej ochrony. Dlatego towarzyszyła Glaze’owi, by moc naprawiać to, co uczyni swoją bezpośredniością. Jak na przykład teraz, gdy obraził osobistość znaną dziewczynie z wiadomości politycznych.

- Sekretarzu – Kraris skinęła Lexowi głową. – Kpienie z mocy, które używane są, by chronić obywateli tego miasta, nie przyswoi osobie o pana pozycji.

Jej głos nie brzmiał chłodnie, ale poważne spojrzenie, jakim wpatrywała się w Luthora, niektóre osoby zmuszało to niepewnego przestępowania z nogi na nogę. Nie jego – był na to zbyt pewny siebie.

- Nie jestem pewna, jak wygląda to na Ziemi, ale na mojej planecie do obowiązków ochrony należy przeciwdziałanie złemu wrażeniu, jakie może wywołać ochraniana osoba – dodała dziewczyna do strażniczki Luthora. – Z chęcią dowiem się, na czym polega stanowisko strażnika na Ziemi.

To była tylko część problemów, jakich spodziewała się dzisiejszego wieczoru Kraris.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Any6df7.jpg

Gargoyle

 

 

Gusto, czy raczej Gargoyle w tej chwili zastanawiał się, po raz kolejny, dlaczego dał się na to namówić Virgilowi. Jasne, inaczej chłopak by się nigdy nie zamknął, ale teraz, stojąc w tłumie gości wyróżniając się w tłumie, przyciągając spojrzenia i słysząc szepty wszystkich, dochodził do wniosku, że zawsze mógł wyrwać Virgilowi język by go uciszyć. Oczywiście nie zrobiłby tego, ale pomarzyć zawsze można.

Gusto był tak zdenerwowany, że nawet specjalnie nie zwrócił uwagi na suknię Kraris i to ja seksownie w niej wyglądała. Sam Gargoyle nawet się nie przebrał, w końcu ciężko byłoby znaleźć frak dla kogoś... z jego aparycją. Dlatego na przyjęciu pełnym ludzi we frakach, garniturach i wieczorowych sukniach, stał ubrany tylko w nieco porwane szorty i z ciężkimi naramiennikami na ramionach. Co prawda złożone skrzydła, których kciuki zaczepił jedno pod drugim pod szyją tworzyły wrażenie peleryny, to na tym kończył się jego "wyjściowy strój".

W sumie to jak był, czy nie był ubrany i tak nie miało aż takiego znaczenia, bo i tak kulił się jakby chciałby być jak najmniej zauważony, co wcale nie jest proste gdy ma się ponad dwa metry, rogi i pysk zamiast twarzy.

Dopiero gdy w oko wpadła mu Emma, zaskoczenie sprawiło, że przestał zwracać uwagi na wszystkich dookoła, przynajmniej chwilowo. Zamiast tego skupił spojrzenie na dziewczynie, która wyglądała wręcz bosko w zielonej sukni z wysokim rozcięciem i odsłoniętymi plecami. Wpatrywał się w nią urzeczony, a gdy ona spojrzała na niego i się uśmiechnęła, poczuł że się rumieni. Na szczęście skórę i tak miał czerwoną.

Zaraz jednak niepewność znów się odezwała w jego umyśle. Niemożliwe, żeby uśmiechnęła się do niego. Nikt się do niego nie uśmiechał. W ostatnich miesiącach ludzie zaczęli go tolerować, to prawda, ale gdyby nie Tytani, to pewnie do tej pory wrzeszczeliby na jego widok i ścigali jak dzikie zwierzę. Spuścił wzrok i tylko ukradkiem zerkał na dziewczynę, a ogonem szturchną Virgila.

- Glaze, patrz kto tam jest - szepnął do paply dyskretnie wskazując kierunek głową.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

JfTPoks.png

Aurora Chevalier a.k.a. Spectralweb

 

Ciszę która wypełniała pokój Aurory, który sama nazywała "pomieszczeniem roboczym' w którym często spędzała czas z dala od aktywnych członków zespołu, przerywał dźwięk uderzenia palców o klawiaturę. Jedno z niewielu miejsc, gdzie mogła posegregować swoje myśli lub zająć się jakąś pracą wymagającej milczenia, którą bez wątpienia było wprowadzenie danych trójki nowych osób do systemu komputerowego. Posiadanie wszystkich danych pod ręką było czymś bardzo przydatnym na tym stanowisku na którym, o dziwo, znajdowała się Aurora. Teraz jednak jej czerwone oczy wpatrzone były w ekran monitora, który był w obecnej chwili jedynym źródłem światła w tych czterech ścianach.

- Jaydon Newman... - mruknęła do siebie biorąc łyk kawy, której zapach wypełniał ten pokój... Generalny plan który ułożył się w jej głowie przed chwilą, zakładał wpisanie danych o Enforcerze, zrobienie sobie przerwy i przygotowanie kolejnego kubka lub najlepiej kilku kawy. Ekran nagle jakby zafalował, reakcją na to było zamruganie oczami.

- Może lepiej w tym momencie przygotuje sobie coś na pobudkę... - westchnęła widząc, że komputer daje jasne sygnały, że kawa jest lepszym pomysłem niż wklepywanie danych do systemu. Przez chwilę jednak wpatrywała się w monitor, myśląc czy może lepiej nie wrócić do tej roboty, jednak kolejne niepokojące rzeczy ze strony komputera dały jej powód, aby zostać. Ekran zgasł... Pierwszą myślą było to, że pewnie wysypało system jednak, gdy tylko litery się pojawiły widać było, że problem leży gdzie indziej. Sama wiadomość, która się pojawiła była delikatnie mówiąc niepokojąco, jednak obecnie należy zaradzić sobie z problemem prawdopodobnego włamania do systemu komputerowego.

 

Reakcją na to było przejechanie się na fotelu nieco w bok, by dotrzeć do swego zaufanego laptopa. Maszyna dość polowa i rzadko używana tutaj, z racji, że komputery są tu dość powszechne, jednak to właśnie tutaj ma programy i system operacyjny przystosowany do radzenia sobie z napotkanym problemem. Przede wszystkim należało prześledzić co w tej chwili system komputerowy udostępnia a przy tym zobaczyć historię połączeń. Jeśli jakaś nieautoryzowana osoba się podłączyła, to powinna to szybko mieć podane jak na tacy. Wolała jednak robić to z poziomu laptopa, który był zwyczajnie lepiej wyposażony do operacji związanych z grzebaniem w komputerach metodami niekonwencjonalnymi. Zresztą ryzyko wykrycia przez osobę trzecią było mniejsze. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Nymph

 

Nymph była przeszczęśliwa. Udało jej się zrobić dobre wrażenie na Tytanach (poza jedną ich członkinią, ale chyba w każdej grupie musi być ktoś taki), poznać ludzką rodzinę królewską (bardzo mocno rozczarowującą, ale Nymph była jednak rozpieszczona pod tym względem. Chociaż musiała przyznać, że rodzina królewska to zawsze rodzina królewska) i jeszcze wkręciła się na tak uroczysty bal! Nawet Shanika dała się przekonać, że to bardzo dobry pomysł. Ostatecznie przekonała ją pełna artystyczna swoboda w wyborze ubrań na ten wieczór. No i Shanika stanęła na wysokości zadania. Leandra z miejsca zakochała się w swojej sukience. Nie ograniczała jej ruchów, właściwie zachowywała się tak, jakby jej zupełnie nie było. I przecież o to chodziło! W końcu ubrania nadal były dla Leandry konceptem, może już nie obcym, ale nadal nie do końca zrozumiałym. Nymph zostawiła żonę, która w swojej egzotycznej sukni najwyraźniej wpadla w oko czarnookiemu przystojniakowi w garniturze. Widząc błysk w oku żony Nymph szybko zrozumiała, że sytuacja jest odwzajemniona, więc pocałowała ją i zostawiła, by mogła flirtować i bawić się w najlepsze. Nie była przecież strażniczką własnej żony. Odszukała po części znajome, a po części najbardziej rzucające się w oczy towarzystwo i uśmiechnęła się szeroko

 - Masz fajny ogon- zauważyła figlarnie - Twoje partnerki muszą być zachwycone. Albo partnerzy - dodała asekuracyjnie. W końcu trącał nim innego mężczyznę - Prawda, Virgilu?

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2WbxP.jpg

Virgil Frost

 

Sekretarz... to jakaś męska wersja sekretarki? Po co sekretarce ochrona? Wychodziło na to, że to była jakaś ważna sekretarka skoro Kraris mówiła o "pozycji". Nim jednak Virgil zdążył zgłębić temat zaczepił go Gusto.

Ruda! - Ucieszył się nie tak dyskretnie na jego informacje - Bierz ją tygrysie - Klepnął kolegę zamaszystym ruchem po plecach. - Chyba że kitrasz... Jak tak, to chodź pójdziemy się razem przywitać.

- Co? - Zapytał po chwili na pytanie Nymph nie do końca wiedząc o co chodzi. - No tak, ogon jest spoko. Żebyś widziała jak fajnie się potrafi wić. Ale i tak bardziej mi się podoba to co potrafi zrobić ze skrzydłami. - Uśmiechnął się i mrugnął w stronę Gargoyla.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Any6df7.jpg

Gargoyle

 

Oczy Gargoyla zrobiły się wielkie jak spodki gdy usłyszał insynuacje nowej.

- Co...? Ja... nie... - ale nie dane mu było otrząsnąć się i wyartykułować sensowną odpowiedź, bo zaraz odezwał się Glaze klepiąc go w plecy i tylko dolewając oliwy do ognia. W efekcie jeszcze szczęk czerwonoskórego Tytana opadła. Co ten idiota wyprawiał?

- Tyy...! - chęć wyrwania mu języka była jeszcze większa niż przed chwilą, a i Gargoyle poruszał nerwowo pazurami - Zamknij się ty kretynie! -- wycharczał bynajmnij nie zwracając uwagi na sekretarza Luthora i potencjalne otoczenie.

Odwrócił się do Nymph.

- Nie słuchaj go, to kompletny idiota. Nic z tych rzeczy między nami nie ma, a on tu przyszedł z Karis.- wskazał zieloną koleżankę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Titans Tower,

Titans Island, San Fracisco Bay, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:30

 

Gdy Aurora pracowała na swoim laptopie wykorzystując znajdujące się na nim oprogramowanie, ekran na głównym komputerze wieży pozostawał czarny. Jedyne co migało to kursor na końcu ostatniego zdania, jakby w oczekiwaniu na to, co tajemniczy rozmówca Aurory jeszcze jej powie.

Na razie przemówił do niej jej laptop.

Wszystkie jej programy, za pomocą których sama przecież potrafiła hakować inne systemy, nie wykazały żadnej ingerencji z zewnątrz. Nie wykazały żadnego nieautoryzowanego wejścia w system. Co więcej, jako jedyną użytkowniczkę sieci w tej chwili wykazywały tylko Spectralweb.

Jakby w odpowiedzi na to, czego dowiedziała się Aurora, ekran głównego komputera znów stał się czarny. Poprzedni napis zniknął, a w jego miejsce pojawił się kolejny.

 

gV5Q7y8.png

 

 

 

Lord's Palace

Śródmieście, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:30

 

Strażniczka Luthora przeniosła na chwilę spojrzenie na Kraris i przekrzywiła nieznacznie głowę, jakby analizowała pytanie kosmitki. Na jej twarzy przez krótką chwilę pojawiło się zamyślenie, zupełnie jakby kobieta nie wiedziała czy w ogóle odpowiadać na pytanie Tytanki. Wyręczył ją jednak sam Luthor, który tylko zerknął w kierunku Virgila, Gargoyle'a i Leandry. Najwidoczniej za stosowne uznał przemilczenie ich dyskusji, którą trójka prowadziła wcale nie tak cicho i dyskretnie.

- Ależ Kraris, tak? - wyłapał imię kosmitki, rzucone nieopatrzenie przez Gargoyle'a. - Nie kpiłem z mocy Glaze'a. Widziałem jego dzieło pozostawione na lotnisku i wysnułem wniosek, być może błędny, że lodowe rzeźby są jego pasją. A cóż to byłby za prestiż posiadać rzeźbę przygotowaną przez jednego z Tytanów! - stwierdził z uznaniem w głosie, w którym na próżno byłoby się doszukiwać jakiejkolwiek drwiny. - A jeśli chodzi o Mercy, to jej głównym zadaniem jest ochrona mojej osoby - stwierdził. - Kwestie... towarzyskie nie leżą w jej kompetencjach - dodał.

Tymczasem, gdy dyskusja z Luthorem leżała na barkach Kraris, a Gargoyle i Glaze zajmowali się wzajemnym przekomarzaniem się, stosunkowo niezaabsorbowana niczym Leandra kątem oka dostrzegła w tłumie nastolatka. Chłopak teoretycznie się nie wyróżniał. Był przystojny, na granicy dorosłości, ale w takim otoczeniu było to niemal standardem. Podobnie jak doskonale skrojony garnitur, zapewne szyty na zamówienie. Ale to, co przyciągnęło w nim uwagę Leandry była jego postawa, która na pewno wyróżniała go spośród innych gości. Chłopak był wyluzowany. Nie w taki sposób, który świadczyłby o obyciu z podobnymi przyjęciami, na których czuł się swobodnie i nic nie mogłoby go tu zaskoczyć. On po prostu zdawał się taki być. Lekko zawadiacki, z rozpiętym guzikiem koszuli, bez krawata. Delikatny, z lekka łobuzerski uśmiech błądził po jego wargach. I obserwował Leandrę, wcale się z tym nie kryjąc. Nawet wówczas, gdy zdał sobie sprawę, że Nymph go zauważyła. Wtedy, gdy ich spojrzenia na moment się spotkały, skinął jej głową z uznaniem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz