Aquaman

Teen Titans Vol 1 Issue #1: Royal family dillema... (Aquaman)

175 postów w tym temacie

Jb0qd.png

Glaze

 

Spirala ponurej rozpaczy jeszcze bardziej wciągała Glaze'a kiedy do całości jego przemyśleń swoje trzy grosze dorzucił gospodarz Maxwell Lord. Może to wszystko w ogóle nie miało sensu. To całe bawienie się w superbohaterów... skoro źli i tak przychodzili... skoro oni ich motywowali do złego... skoro... Świetną robotę? Słowa Kraris przebily się do lodowego chłopca... No jaha że świetna... No i wspaniała... Nie no kobitki znały się na rzeczy, trzeba było im to przyznać. Uśmiech zawitał ponownie na twarzy Virgila kiedy zarówno Kraris jak i Nymph doceniły jego dzieło, a ten cały Lord po prostu się nie znał, a Gargoyle... hmmm... Gargoyle chyba zaraz sprawdzi czy Lord umie latać. Coś trzeba było z tym zrobić. Ale najpierw należało wyjaśnić jedną rzecz.

Kim jest Chione? - Zapytał, ale zanim zdążył uzyskać odpowiedź pan Lord kontynuował swoje zarzuty - Chwilę... zaraz mi odpowiesz.

Doskoczył do gospodarza z uśmiechem na ustach i objął go ramieniem wokół szyi.

Święta racja. - Przyznał i poklepał go dłonią po połach marynarki. - Gdyby nie my to by ich tu nie było. Ale co do motywowania to nie. Nie zmotywowaliśmy ich. My ich zmusiliśmy do tego. - Dodał z dumą - Gdyby nie my to każdy z nich z osobna by rozrabiał w innej części miasta i zabijał tam inną grupę niewinnych ludzi. Ale jesteśmy my i się boją. Tak... boją się, bo wiedzą, że jak zaczną broić to my im skopiemy tyłki. No i siedzą cicho i się organizują, bo osobno nie mają szans więc próbują grupą. Ale z jakim efektem to widać. Nawet razem są do bani, bo my jesteśmy po prostu tacy zajebiści. - Wyciągnął w górę rękę w stronę Gargoyle'a szykując się na high five, ale jako że jego towarzysz nie był w nastroju to zaraz wycofał rękę. - Uuuu... Ale wie pan co. - Dodał konspiracyjnym szeptem do gospodarza - Ja bym go nie denerwował. Jak się wkurza to wyrzuca rzeczy za okno... Raz nawet mnie wyrzucił z naszej wieży... Ale sobie zrobiłem zaraz zjeżdżalnię i zjechaaaaaaałem na sam dół. - Virgil wykonał ręką gest markujący taki zjazd -  Zajebista rzecz taka ślizgawka z wysokości siódmego piętra, polecam i jakby co... Wiem - Oderwał się w końcu od gospodarza jakby olśniony - Możemy sprawdzić jak by to było bez nas. Niech pan sobie wybierze któregoś z tych tutaj, ja go Panu rozmrożę i staniemy sobie z boku i nie będziemy przeszkadzać. Może być?  - Klasnął i zatarł ręce rozglądając się po przeciwnikach. - To co? Którego, a może... którą? - Dodał zalotnym głosem pochylając się w stronę gospodarza.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Any6df7.jpg

Gargoyle

 

- Tyy...! - Gusto już sięgał łapami ku miliarderowi, ale się powstrzymał. A może to dlatego, że Glaze nagle się ocknął i znów zaczął paplać baz ładu i składu, nie najgorzej odwracając, czy raczej rozpraszając uwagę Gargoyle'a.

- O czym ty znowu...? - konsternacja zastąpiła gniew, jak zwykle ciężko było mu nadążyć za rozumowaniem przyjaciela - Nieważne... - potrząsną głową - Powinniśmy ich wypytać - zwrócił się do Glaze'a skoro już poruszono temat roztapiania Terror Titans.

Na koniec odwrócił się do trójki dziewczyn i Enforcera.

- Z wami wszystko w porządku? - spytał nieco dłużej zatrzymując wzrok na Emmie, by w końcu przenieść go na Kraris - Jak księżniczka?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Czy Kraris potrzebowała tego telefonu? Potrzebowała, by ktoś przejął kontrolę nad całą sytuacją? Nie. Raczej nie, ale mimo wszystko odczuła pewien rodzaj ulgi, słysząc mentora Teen Titans. A może powodem tego uczucia był kojący głos Nightwinga.

- Wszystko w porządku – powiedziała, wiedząc, że jest to tylko część prawdy.

Jej rasa nie kłamała. Szczerość stanowiła podwaliny egzystencji na jej planecie, dlatego wiedziała, że musi dodać to, co zmieniało obraz sytuacji.

- Przeciwnicy wydają się być pod kontrolą. Nie odnotowaliśmy strat w ludziach. Część może być poturbowana, ale nie wydaje się, by czyjeś życie było zagrożone. Komisarz jest już powiadomiona o sytuacji. Powiedziałam, że przynajmniej jedno z nas chce być obecne podczas przesłuchania. Ci… Te osoby wzorowały się na nas – powiedziała, marszcząc brwi. W jej głosie zaszła jedynie subtelna zmiana. – Nie ma z nami Spectralweb. Wysłałam jej przed chwilą wiadomość, ale to nadal dziwne. Jako nasza przywódczyni powinna śledzić wydarzenie, na którym byliśmy. Właściwie… powinna z nami być. Jej milczenie jest niepokojące.

Na podobną krytykę przywódczyni nigdy nie zdobyłaby się wobec reszty zespołu, ale Nightwingowi była winna pełną szczerość. Nadzorował ich działalność. Jego morale nie zależy od przywódczyni, która nie stała u ich boku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Lord's Palace

Śródmieście, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:39

 

Lord ściągnął brwi jeszcze bardziej, przez co wyglądał niemniej groźnie niż Gargoyle, a było to nie lada wyczynem. Jednak wyraz jego twarzy zmienił się, kiedy padła propozycja ze strony Glaze'a. Mimowolnie spojrzenie ich gospodarza przesunęło się po Terror Titans zamienionych w lodowe rzeźby. Po drodze musiał też dostrzec wpatrzonych w niego monarchów Markovii i agenta Faradaya. Tak, Maxwell Lord zdecydowanie nie miał sojuszników wśród osób, które znajdowało się teraz na sali.

- Może innym razem, lodowy chłopcze - odparł Lord. - Będę miał was na oku, Teen Titans.

To powiedziawszy, wyminął Glaze'a i ruszył w kierunku księcia i księżniczki.

Tymczasem Emma uśmiechnęła się do Gargoyle'a. Z tym samym uśmiechem, pełnym wdzięczności, spojrzała po wszystkich stojących wokół niej Tytanach.

- Byliście niesamowicie. Jesteście - poprawiła się. - niesamowici. Lord nie wie o czym gada. To miasto ma szczęście, że tu jesteście i go bronicie - zapewniła.

Ledwo przebrzmiały jej słowa, do ich uszu dotarła wypowiedź władcy Markovii.

- Nie, panie Lord, poradzimy sobie. Raz już skorzystaliśmy z pańskiej gościnności i moja siostra niemal przypłaciła to życiem. Powinien pan lepiej zadbać o zabezpieczenie tego miejsca i okazać jakąkolwiek wdzięczność osobom, dzięki którym to przyjęcie nie zamieniło się w krwawą jatkę. Nie, proszę nic więcej nie mówić. Żegnam.

Jednak książę Brion nie skierował się do wyjścia. Otaczając siostrę ramieniem, podszedł do zgromadzonych Teen Titans.

- Mam nadzieję, że mimo tego co widziałem, w tym kraju potrafią okazywać wdzięczność - zaczął. - Raz jeszcze chciałem wam bardzo podziękować za interwencję, za ocalenie życia mojej siostry i zebranych tu gości. I... - zawahał się, zerkając w kierunku Kraris, która stała teraz w oddaleniu od reszty Tytanów. - jeśli to nie problem, Tara wróciłaby od razu z wami do Wieży. Jej rzeczy przyślę jutro. Doba, jak ustaliłem z Emerald Guardian.

 

Tymczasem Kraris, stojąca poza zasięgiem słuchu pozostałych członków Teen Titans, zrelacjonowała Nightwingowi sytuację. I po jej słowach zapadło na kilka chwil milczenie. Jedynym co świadczyło o tym, że jej rozmówca się nie rozłączył, był jego oddech, słyszalny po drugiej stronie.

- W Titans Tower też jej nie ma - odparł z namysłem. - Byłem pewny, że jest. Nawet widziałem jak jakiś czas temu szła do swojego pokoju, ale teraz... teraz jest pusto. Nie ma też śladu po jej zbroi i dronach - Nightwing znów zawiesił głos. - Jest jeszcze jedna sprawa, ale o tym powiem wam już na miejscu. Jeśli sytuacja jest opanowana, to wracajcie jak najszybciej do Wieży. Przesłuchanie może poczekać do jutra.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Słowa Nightwinga nie oznaczały niczego dobrego. Spectralweb miała w zwyczaju zaszywać się bez słowa ze swoimi robotami, ale nie znikała z wieży. Właściwie zazwyczaj łatwo ją było odnaleźć. Również druga informacja nie oznaczała niczego dobrego. Cokolwiek chciał im powiedzieć Nightwing, Kraris zaczynała wątpić, czy im się to spodoba.

- Dobrze. Jak tylko przekażemy Terror Titans policji, wrócimy do Wieży. Jest jeszcze coś… Księżniczka ma spędzić u nas dobę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eRWipc8.jpg

Nymph

 

-  To zaszczyt, nie problem, Wasza Wysokość - oznajmiła Nymph i ukłoniła się dworsko. Umiała się przecież zachować, krew i pochodzenie ją zobowiązywały. Zobowiązywały ją też do całej galopady nieczystych myśli, gdy patrzyła na króla, ale to był jej chleb powszedni na tyle, że żadna z tych myśli nie znalazła odbicia na jej twarzy - Proszę jednak o wybaczenie, teraz muszę się oddalić, by odzyskać coś przed wyprawą do Wieży - skłoniła się raz jeszcze, kilka pierwszych kroków zrobiła tyłem, a potem odwróciła się i pobiegła. Laska Bogów i najprawopodobniej co najmniej zirytowana Shani. Lepiej było nie sprawdzać, co wyjdzie z takiego połączenia. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Any6df7.jpg

Gargoyle

 

Gusto uśmiechnął się w odpowiedzi na pochwałę Emmy. Nie przeszkadzało mu nawet, że tak naprawdę pochwałę dostali zbiorczo. Liczyło się, że go pochwaliła. Dodatkowej satysfakcji dodał widok Lorda, który jak niepyszny odszedł od królewskiego rodzeństwa. Może i cieszenie się z tego było niskie, ale Gargoyle'a zdecydowanie nie obchodziło go w tej chwili.

Za to na wieść, że Emerald Guardian wyprosiła dla księżniczki wizytę w wieży, oczy zrobiły mu się wielkie jak dolarówki. Nie przypuszczał, że Kraris potrafi być taka... miła. Zwykle jest strasznie sztywna.

- Jasne Wasza Wysokość, to nie problem. Miejsca jest dość. - odparł wykrzywiając pysk w uśmiechu i wyciągając dłoń ku Tarze. Wcześniej co prawda ją odrzucili, ale teraz... teraz dziewczynie należało się trochę rozpieszczenia i marzeń, po tym jak dali plamę i pozwoli ją zranić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

Nah... przywykliśmy. Całe miasto ma nas na oku gdzie się nie pojawimy. - Odpowiedział na zbycie ich przez Lorda kiedy ten koło niego przechodził. Powrócił wzrokiem do lodowej rzeźby, która przechowywała w sobie władającą lodem przeciwniczkę. Sprawdzał, czy aby się nie uwalnia? Tak czy inaczej obserwował ją przez chwilę w skupieniu.

Pochwały ze strony Emmy lodowy chłopiec zbył machnięciem ręki i z udawaną skromnością rzucił od niechcenia.

Oj tam, oj tam.

Zanim jednak temat pochwał i wspaniałości Teen Titans zdążył w pełni rozkwitnąć i Glaze zdołał się nim nacieszyć i rozdmuchać go do jeszcze większych rozmiarów dosłyszeli głos króla. Królewsko zrównał z błotem gospodarza i podszedł do bohaterów dnia przekazując im radosną nowinę.

Super!!! - Podsumował całą sytuację Glaze i podszedł do księżniczki  - Pokażemy Ci wszystkie fajne miejsca - Sięgnął ręką jakby pokazywał coś na horyzoncie - Wszystkie śmiercionośne bronie Emertald Guardian... Wszystkie gadżety Spectralweb... Moje zabawki... Szafę z fikuśnymi kostiumami Gargoyla... Możemy go nawet razem powkurzać... Mówię Ci będzie przednia zabawa. Moja codzienna rozrywka. On jest taki pocieszny jak się złości. No sama zobacz. - Wskazał ręką na swojego towarzysza z szerokim uśmiechem na twarzy. Wzrok jednak znowu mu uciekł w kierunku lodowej rzeźby a uśmiech delikatnie przygasł dodając twarzy nieco... zamyślonej powagi... czy to było w ogóle możliwe u lodowego chłopca? Trwało jednak krótką chwilę, po której Glaze ponownie spojrzał na Gargoyla, aby wrócić wzrokiem do księżniczki. - Wiem... Przelecimy się jeszcze T-Jetem. Co Ty na to?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Lord's Palace

Śródmieście, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:40

 

Usłyszała ciche westchnięcie Nightwinga.

- W innych okolicznościach nie miałbym nic przeciwko. Nawet bym was do tego zachęcał, ale teraz... - zawiesił na chwilę głos. - Jeśli nie da się tego odkręcić, trudno. Ale lepiej upewnij się, że to będzie tylko doba. Żadnego wydłużania tego czasu - dodał. - Czekam na was w Wieży. Bez odbioru.

 

Księżniczka słuchała Tytanów z lekkim uśmiechem. Wydawała się być zachwycona całą sytuacją i jednocześnie speszona. Jako osoba publiczna, należąca do rodziny królewskiej, zapewne niejednokrotnie miała do czynienia ze znanymi osobistościami. A mimo to, przy nich, nastoletnich bohaterach, wydawała się być bardzo speszona.

- Najlepszy plan, jaki słyszałam - zapewniła.

 

 

Lord's Palace

Śródmieście, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:50

 

Powrót do Wieży musiał jeszcze poczekać. Potrzebowali przekazać przestępców policji, jednocześnie pilnując, by żaden z nich się nie uwolnił. Nic jednak na to nie wskazywało. Glaze spisał się naprawdę świetnie tworząc te lodowe pokrywy, które zabezpieczyły Terror Titans.

Kiedy do ich uszu dochodziły odgłosy syren, Tytani wiedzieli, że lada chwila będą wolni i będą mogli wrócić do domu. Tym bardziej, że znajdowali się teraz w komplecie, cali i bezpieczni. Nymph również była już wśród nich, ze swoją laską i żoną. Shani, zgodnie z przypuszczeniami Leandry, stanowiła rosnące zagrożenie dla ochrony z każdą chwilą, kiedy ci uniemożliwiali jej powrót na górę, by sprawdzić stan małżonki. Jednak kiedy tylko dziewczyna zobaczyła, że Leandra jest cała i zdrowa, złość zniknęła jak za sprawą czarodziejskiej różdżki. I teraz, kiedy obie znajdowały się ponownie na górze, Shani wyglądała na bardzo ukontentowaną.

Gdy drzwi windy się otworzyły, spojrzenia Tytanów powędrowały w tamtą stronę. Jednak wbrew oczekiwaniom i przypuszczeniom, do pomieszczenia nie weszli reprezentanci policji San Francisco. Fakt, ludzie, którzy weszli do środka byli przyodziani w kombinezony taktyczne, kamizelki kuloodporne i uzbrojeni byli jak na wojnę, jednak ich mundury miały inne barwy i oznaczenia. Nie mówiąc o tym, że kobieta, która wysunęła się przed szereg, nie tylko nie była żadnym znanym ich policjantem, ale też nosiła inne umundurowanie.

- Porucznik Lyla Michaels-Diggle, ARGUS - przedstawiła się. - Przybyliśmy po pojmanych przestępców.

Po tych słowach otworzyły się również drzwi wyjścia ewakuacyjnego, przez które weszła kolejna grupa zbrojnych, prowadzona tym razem przez komandosa, którego strój i uzbrojenie, na pierwszy rzut oka, były bardziej zaawansowane niż pozostałych żołnierzy.

Samo ARGUS nie było im obce. Chociaż nigdy dotąd nie zetknęli się z nimi osobiście, wiedzieli, że była to organizacja rządowa. Wykształciła się z Cadmusa jakieś pół roku po tym, jak dyrektorem generalnym została Amanda Waller. Również pani Waller dowodziła ARGUSem. Co więcej, ARGUS miał tak wysokie uprawnienia, że w razie konieczności mogły mu podlegać wszystkie dostępne siły rządowe, mógł korzystać z baz organizacji takich jak FBI, czy CIA, do tego posiadając własne, bardzo bogate technologiczne zaplecze. I jeśli ARGUS przybyło po Terror Titans, to policja San Francisco nie mogła temu w żaden sposób zapobiec.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Any6df7.jpg

Gargoyle

 

Gusto miał bardzo złe przeczucia co do entuzjazmu i pomysłów Virgila. Zwłaszcza że przyjaciel czerpał niekłamaną przyjemność z wprawiania Gusto w stan irytacji. A mając kogoś nowego przed kim będzie mógł małpować, to nie mogło się dobrze skończyć. Szczęśliwie dla większości Gusto i Gargoyle pozostawali osobnymi postaciami. Będzie musiał pogadać z Glaze'm by dopilnować by tak pozostało.

 

Tym miał się jednak zająć już w wieży, a na razie pozostawało czekać na policję. Kiedy jednak zamiast policji zjawili się agenci ARGUSA, znaczyło to, że sprawy właśnie dodatkowo się skomplikowały. Te rządowe sztywniaki pewnie będą chciały ich spławić, a nie ma mowy, żeby Tytani dali się spławić w tej sprawie.

- Super, doprawdy - odparł agentce - Ale wciąż musimy ich przepytać, więc...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kraris nie wnikała w to, w jaki sposób na miejsce przybyli agenci ARGUSA zamiast wezwanych funkcjonariuszy policji. Wiedziała jednak, że jeśli nie chcą stanąć po przeciwnej stronie barykady, którą to stronę wybrali Terror Titans, nie mogli się sprzeciwić. Nie w tej sprawie.

- Czy możecie nam zagwarantować obecność podczas przesłuchania? – zapytała, zerkając na Gargoyle’e.

Nie tylko ją interesowali nowi przeciwnicy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

Glaze spodziewał się, że będzie jak zawsze. Przyjdzie policja. Zabierze złoli do samochodów chłodni i ich wywiezie w bezpieczne miejsce. No bo trzeba wiedzieć, że odkąd w mieście pojawił się Glaze to policja zainwestowała w samochód chłodnię do przewożenia obezwładnionych przez lodowego chłopca przestępców. Szkoda tylko, że nie grał wesołych melodyjek jak wozy z lodami. Kiedy na górę weszli ludzie, to wbrew oczekiwaniom Glaze'a okazało się, że to nie policja a ARGUS. No... to trochę komplikowało sprawy. No ale przynajmniej pozostali też nie chcieli im ot tak oddać zdobycznych przestępców na słowa Kraris Glaze zaśmiał się lekko.

No jasne... - Odpowiedział zanim zdążyła to zrobić Pani porucznik - W końcu my ich złapaliśmy. Są Pani Pani porucznik. - Lodowy chłopiec zrobił zamaszysty gest rękami a następnie odwrócił się i spojrzał jeszcze raz na lodową przeciwniczkę - Poza tą. Tej jeszcze potrzebujemy. Może ją Pani odebrać od nas z wieży za trzy dni. A potem... - Glaze klasnął w dłonie -  ...potem czekamy na zaproszenie na przesłuchanie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Lord's Palace

Śródmieście, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:50

 

Porucznik Michaels-Diggle zerknęła w kierunku Gargoyle'a, który odezwał się jako pierwszy z Tytanów.

- Więc poczekacie na swoją kolej - odparła twardo. - ARGUS ich przejmuje.

Następnie jej spojrzenie przeniosło się na Emerald Guardian.

- Tak - przytaknęła. - Do tego otrzymała upoważnienie. Więźniowie będą przesłuchiwani w waszej obecności. Lub waszego reprezentanta.

Głowa agentki ARGUS obróciła się raz jeszcze, by tym razem spocząć na Virgilu. Także i tym razem, na odpowiedź pani porucznik nie musieli długo czekać.

- Żadnych wyjątków - stwierdziła. - Mam jasne rozkazy. Zabieramy wszystkich.

 

 

Rozstrzygnięcia mechaniczne:



Gargoyle żeby osiągnąć sukces musiał wyrzucić 18.

Na kostkach wypadło 8 = porażka.

Ze względu na Mistrust jako Gargoyle, było o 3 Column Shifts trudniej.

 

Glaze żeby osiągnąć sukces musiał wyrzucić 11.

Na kostkach wypadło 6 w tym naturalne 1 = porażka.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Any6df7.jpg

Gargoyle

 

Gargoyle warknął delikatnie.

- Byliśmy pierwsi, nie możecie rozstawiać nas po kątach - może było to niedojrzałe podejście, ale w końcu są TEEN Titans. Trochę niedojrzałości powinno być wpisane w ich grupę - I jakoś nie widziałem, żebyście coś w ich sprawie zrobili. A no tak, przecież nic nie zrobiliście, przyszliście na gotowe.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kraris skinęła głową na potwierdzenie kobiety. Dotychczas przekonała się, że Ziemianie raczej nie słyną z prawdomówności, ale nie miała innego wyjścia, jak uwierzyć. Jeśli straci wiarę we wszystkich Ziemian, pozostanie na tej planecie stanie się jeszcze bardziej uciążliwe.

Najwyraźniej jednak nie wszyscy podzielali jej przekonania.

- Glaze, Gargoyle, wystarczy – powiedziała stanowczym tonem. – Będziemy przy przesłuchaniu. Kilka dni niewiele zmieni.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

Chwila, chwila... Jakich wyjątków? Jakie przejmuje. On ma racje - Powiedział do Kraris wskazując na Gargoyla. - My ich złapaliśmy i my decydujemy czy i komu ich przekazujemy. - Spojrzał ponownie na panią porucznik - Nie możecie tak sobie wejść i powiedzieć, że wy ich bierzecie. Tak robią złodzieje, a złodziei łapiemy i oddajemy ich w ręce policji. Jak sami sobie złapiecie złoli to możecie ich sobie brać. Jak my ich złapaliśmy, to może ich wam przekażemy, ale na pewno nie z takim podejściem, co to to nie. Jak więc robimy Pani Porucznik? Współpracujemy, czy nie? - Glaze oparł się delikatnie o zamrożoną lodową - Bierzecie pozostałych, a tą za trzy dni od nas, czy wychodzicie i nie bierzecie nikogo?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Lord's Palace

Śródmieście, San Francisco

13 września 2020 roku, godz 21:51

 

Jeśli Gargoyle i Glaze chcieli cokolwiek osiągnąć swoimi pyskówkami i zachowaniem, osiągnęli tyle, że komandosi ARGUS poprawili chwyt na swoich karabinach, ich spojrzenia nabrały czujności, a ciała zdradzały gotowość do natychmiastowego działania.

Jedynie osoba najbardziej zainteresowana, która ewidentnie tutaj dowodziła, pozostawała niewzruszona. Porucznik Michaels-Diggle musiała być przyzwyczajona do wszelkich objawów niesubordynacji.

- Mam inną propozycję, Glaze - odparła agentka ARGUS. - Odstępujecie i zabieramy te mrożonki albo aresztujemy także was za stawianie oporu i utrudnianie śledztwa federalnego. Co ty na to, bohaterze?

 

 

Rozstrzygnięcia mechaniczne:

Glaze żeby osiągnąć sukces musiał wyrzucić 11.



Na kostkach wypadło 13=sukces.

Ten wynik daje również +1 Column Shift.

Wynik Perswazji Glaze'a to 2RAPs.

Jednak jest to wynik niższy niż SPIRIT pani porucznik, więc Perswazja jest nieudana.

 

Porucznik Michael-Diggle żeby osiągnąć sukces musiała wyrzucić 9.

Na kostkach wypadło 12=sukces

Ten wynik daje również +1 Column Shift

Wynik Perswazji pani porucznik to 3RAPs.

Jako, że ilość RAPs jest równa SPIRIT Glaze'a, Perswazja jest udana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

- Serio? - Zapytał zdziwiony Glaze. - Naprawdę chcę Pani walczyć? Co ja mówię, oczywiście, że Pani chce. Jednym ruchem zamroziłem tych tutaj. - wskazał na otaczających ich Terror Titans - Jednym ruchem mogę zamrozić was wszystkich zanim podniesiecie broń. To nie ja utrudniam tylko Pani. Dostanie Pani to co chciała tylko musi poczekać chwilę na tą tu. Ona nigdzie nie ucieknie, zapewniam, a i tak jej Pani w tym czasie nie przesłucha, bo jest w bryle lodu. Ma Pani swoich żołnierzy ze swoimi spluwami... ale wie Pani co... nasze są większe. Inaczej to nie my, a wy byście łapali takich jak Ci.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kraris tego nie rozumiała. Wiedziała, że Glaze jest… mało dyplomatyczną osoba, ale do tej pory nigdy nie postrzegała go jako zagrożenie. Do tej chwili. Do momentu, w którym zagroził osobom uprawnionym przez władze tego państwa do przejęcia więźniów.

Teen Titans powinny być postrzegani jako jedność. Kosmitka doskonale rozumiała, że tylko silna wewnętrznie grupa ma szansę dobrze funkcjonować, ale nie mogła poradzić nic na to, co się stało. I co jeszcze mogło nastąpić.

Kraris stanęła między Glaze a agentką, plecami do tej drugiej. Czy uważała ją za mniejsze zagrożenie? W tej chwili tak.

- Glaze, przestań. Skończ to zanim staniesz po tej samie co Terror Titans. W tej chwili niczym się od nich nie różnisz.

Napięte mięśnie. Stanowczość na twarzy. Glaze był towarzyszem broni, ale w tej chwili stali po przeciwnych stronach. Kraris nie sądziła, że ta sytuacja wywoła w niej aż taki smutek.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Any6df7.jpg

Gargoyle

 

Gargoyle, choć nieraz pozwalał kierować się wybuchom gniewu, nie był takim idiotą. Kraris miała rację, że przecież i tak będą mogli ich przepytać. Jak zwykle wykazywała się rozsądkiem. W przeciwieństwie do pewnego mrożonego półgłówka.

Nawet jeśli udałoby się im pokonać wysłany oddział, następne zaczęłyby na nich polować, a cały PR szlag by trafił. Gusto był pewny, że Lord też by się chętnie do tego wówczas przyłożył. Nie, Gusto nie chciał być znowu celem polowań.

- Glaze, Kraris ma rację. Rzucisz się na agentów, to dostaniesz tą samą łatkę co ci tutaj - wskazał Terror Titans - I wyrzucisz w błoto swoją bohaterską reputację. - dodał jeszcze wiedząc jak dla ego Virgila liczyło się by być widzianym jako bohater.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jb0qd.png

Glaze

 

No i wyszło na to, że w godzinie próby został sam. Wtedy kiedy ich najbardziej potrzebował... Ale zamiast stanąć za nim i go poprzeć, to stchórzyli i stanęli przeciw niemu. Nawet nie wiedzieli... A teraz nie była pora aby im tłumaczyć. Nie przy tych wszystkich ludziach dookoła. Na to nie było teraz czasu. Gdyby dalej się opierał pewnie musiałby walczyć i z nimi, a tego nie chciał. W końcu byli jego przyjaciółmi. Zdradzieckimi, wbijającymi nóż w plecy, ale przyjaciółmi.

Pozwalając im kraść co do nich nie należy wy też wyrzucacie swoje łatki bohaterów. Stajecie po stronie złodziejstwa. - Glaze pokręcił głową ze smutkiem. - Wiecie co... walcie się. - Odwrócił się na pięcie i poszedł do okna przez które bez namysłu wyskoczył i tworząc sobie zjeżdżalnie ruszył w drogę. Wiedział, że musiał coś wymyślić. Kradzież z placówki Argus nie wchodziła w grę. Szczególnie, że wszyscy obrócili się przeciw niemu. Musiał to rozegrać inaczej. Ale sam nie da rady. To zaś oznaczało, że musiał poszukać wsparcia. A pomóc mu mogła jedyna osoba, która o wszystkim wiedziała. To zaś oznaczało, że Virgil będzie musiał się spakować i polecieć do Gotham. Albo spróbować go sprowadzić tutaj. Może najpierw spróbuje, a potem pojedzie...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2WbxP.jpg

Virgil Frost

 

Kiedy Glaze wrócił do wieży nie spotkał nikogo na drodze do swojego pokoju. W sumie to cieszył się z tego, bo nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Zamknął się w nim i myślał. Wiedział, że trzeba to szybko załatwić, ale jakaś część niego chciała zwlekać. Może dlatego, że bał się usłyszeć odpowiedzi? Zebrał się jednak w sobie i wstał. Przyjął swoją lodową postać i podszedł do stojącej w rogu pomieszczenia abstrakcyjnej rzeźby. Powykręcany kawał lodu miał w sobie zatopionych mnóstwo rzeczy, które wyglądały na całkowicie losowe, a część jak na ten przykład kołpak na znalezione na ulicy. Rozmieszczone w losowych miejscach sprawiały wrażenie iście abstrakcyjnej lodowej rzeźby, a ten kto miał okazję zaglądać do pokoju Glaze’a wiedział, że rzeźba się z czasem zmieniała, bo lodowy chłopiec ją co chwilę modyfikował, czy dodawał nowe “skarby” do środka. Przyłożył dłoń do powierzchni i lód zaczął się w jednym miejscu rozstępować. Sięgnął do zatopionego w środku małego pudełka z McDonaldsa. Otworzył je… W środku leżał telefon. Porzucając swoją lodową formę Virgil usiadł na łóżku i włączył urządzenie wykręcając jedyny numer który znajdował się w książce telefonicznej pod hasłem BigB. Przyłożył słuchawkę do ucha słuchając odgłosów pipczenia wybieranego numeru i mając nadzieję, że odbierze.

Trzy sygnały - tyle Virgil musiał czekać na to, aż jego rozmówca odbierze telefon. A kiedy już to zrobił, z głośnika popłynął spokojny i rzeczowy męski głos.

- Dawno się nie odzywałeś.

Glaze uśmiechnął się lekko słysząc jego głos. Odebrał.

- Racja. Nie chciałem Ci zawracać głowy opowiastkami jak mi minął dzień. Obaj jesteśmy zazwyczaj raczej zajęci. Ale dziś coś się stało. Pojawiła się grupa. Terror Titans. A wśród nich osoba władająca lodem. Nazwała mnie bratem. To jest kobieta. - Pozwolił ostatniemu stwierdzeniu zawisnąć w powietrzu jakby miało to jakieś dużo znaczenie i miał nadzieję, że on też tak to dostrzeże.

- Kobieta - Bruce odparł z namysłem, po kilku chwilach ciszy, które nastąpiły po informacji od Glaze'a. - Sądzisz, że mogło jej chodzić o dosłowne pokrewieństwo?

- Jestem pewien. Sprowokowałem ją stwierdzeniem, że władanie lodem jak ja nie czyni nas rodzeństwem. - Virgil podniósł rękę przecierając czoło - Przychodzi mi do głowy tylko jeden powód dla którego mógłbym mieć siostrę. Co sądzisz?

- Że trzeba to sprawdzić - odparł. - Bo albo ktoś się z tobą bawi, albo...

- Myślę, że drugie albo jest właściwą odpowiedzią. Chciałem ją zabrać do wieży, aby można było zrobić badania, ale… - Virgil westchnął ze smutkiem na wspomnienie i kontynuował - Przyszedł ARGUS. Pozostali stanęli po ich stronie i pozwolili im ją zabrać.*

- ARGUS - mruknął cicho, z namysłem. - Waller - dodał z niesmakiem. - Jeśli przybyło po nich ARGUS, to znaczy, że sprawa jest poważna. ARGUS to ten kaliber, z którym nawet Liga nie chce zadzierać, Virgil - dodał. - Chcesz tego, czy nie, stoicie po tej samej stronie. Chociaż metody działań są diametralnie różne - zamyślił się przez chwilę. - Co planujesz? Bo nie dzwonisz tylko po to, by mnie poinformować o rodzinnym spotkaniu.

Nawet Liga nie chce zadzierać. Czyli rzeczywiście duży kaliber.

- Nie wiem. Dlatego dzwonię. Najlepiej byłoby ją móc zbadać. Tylko jak? To nam da jakieś odpowiedzi. Może… - zawahał się nie wiedząc czy kontynuować - ...może znajdziesz w niej coś co pomoże też mi? Jakiś lek...

- Uważasz, że różni się od ciebie czymś więcej niż tylko płcią? - zapytał zaintrygowany. - Dała ku temu jakieś przesłanki?

- Nie dała - odpowiedział ze smutkiem - Ale nie będziemy wiedzieć dopóki nie sprawdzimy. Skoro różni się tym, to może też i tym.

Milczał przez kilka chwil. Tylko oddech, który słyszał świadczył o tym, że nadal jest po drugiej stronie słuchawki.

- Spróbuję pociągnąć za kilka sznurków. Może nawet odwiedzę samą Waller... - stwierdził z namysłem. - Jednak będę potrzebował trochę czasu. Chcecie pewnie przesłuchać Terror Titans?

- Jasne. - Odpowiedział od razu - Mamy mieć ponoć taką opcję za parę dni. I Bruce… Dziękuję.

- Jeszcze nie dziękuj - odparł. - Podziękujesz kiedy coś załatwię - stwierdził. - Spróbuję wynegocjować z Waller możliwość przebadania tej twojej... siostry.

Glaze uśmiechnął się ciepło do słuchawki.

- I tak dziękuję. Ratujesz mi życie. Nie pierwszy raz.

- Odwdzięczasz mi się w najlepszy możliwy sposób - wykorzystujesz swoje moce, by czynić dobro - odparł Bruce.

- A przynajmniej się staram. - odpowiedział z szerokim uśmiechem na ustach. - Będę czekał na jakieś wieści. Powodzenia z Waller.

- Biorąc pod uwagę, że będę musiał zmierzyć się z tym, co ona wie i co może wyciągnąć podczas tych negocjacji... tak, powodzenie się przyda - odparł.

- Hej zawsze możesz wziąć Supermana, abyście zagrali w dobrego i złego glinę. - zażartował, ale wiedział od początku, że najłatwiejszą opcją było zabranie lodowej do nich zanim wkroczył Argus. - Trzymaj się Bruce. - Pożegnał się jeszcze i po chwili rozłączył. Obracał jeszcze telefonem w ręku. Nie wiedział ile czasu zajmie Batmanowi załatwienie tego. To zaś oznaczało, że potrzebował być teraz ciągle dostępny. Schował więc pudełko ponownie do rzeźby zamykając ją i zmieniając losowo położenie elementów. Telefon jednak został na wierzchu. Było by dużo łatwiej, gdyby Tytani go poparli. Wtedy Bruce by po prostu przyleciał i przeprowadził badania. A tak... pozastawało mieć nadzieję i czekać. Niestety czas nie był czymś co Glaze miał w nadmiarze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kraris odczuła ulgę, gdy Nightwing ogłosił, że przejmie dowodzenie. Nie była to ulga całkowita, bo nadal nieznany był los Spectralweb, a i zachowanie Glaze dalekie było od tego, czego pragnęła kosmitka. Najwyraźniej jednak spełnianie jej życzeń nie leżało ostatnio w gestii lub mocy tej planety.

Emerald Guardian nie pokazywała zbyt wielu uczuć. Tak było i tym razem. Jedynie oszczędne zmarszczenie brwi świadczyło o tym, że przejmuje się losem zaginionej przywódczyni. Większość odczuć Kraris pozostało ukryte. Podobnie jak jej myśli. A ponieważ kosmitka znała tylko jeden sposób na rozładowanie kotłujących się we wnętrzu emocji, zamierzała z niego skorzystać.

Było już dobrze po dziewiątej wieczór, gdy pojawiła się na sali treningowej. Krótkie sportowe szorty i koszulka na ramiączkach były strojem treningowym, na który pozwalała sobie głównie wtedy, gdy wiedziała, że będzie sama. Jak teraz.

Przeliczyła się.

Musiała być pogrążona w myślach, bo inaczej jeszcze przed wejściem usłyszałaby rytmiczne uderzenia w worek treningowy. Ostatecznie jednak zorientowała się, że nie nacieszy się samotnością dopiero gdy zobaczyła trenującego Nightwinga. Gdy na nią spojrzał, było już za późno, by odejść bez słowa.



- Nie chciałam przeszkadzać - powiedziała, walcząc z chęcią ucieczki.

Nadal miała w głowie jego słowa. To, czego od nich oczekiwał. Czego oczekiwał od samego siebie.

Richard wyprostował się powoli, wychodząc z przybieranej jeszcze przed chwilą postawy charakterystycznego dla niego stylu walki. Chociaż Grayson miał na nogach spodnie dresowe to już tors okrywał mu jedynie koszulka bokserka, ściśle przylegająca do błyszczącego od potu ciała. Na rękach miał owijki mające chronić skórę przed otarciami.

- Towarzystwo nigdy mi nie przeszkadza - stwierdził z uśmiechem i sięgnął po ręcznik, by otrzeć pot z czoła. - Chyba, że ja będę przeszkadzał tobie.

Tak, pomyślała.

- Nie - powiedziała na głos.

Nie był to pierwszy raz, gdy miała trenować obok kogoś. Nie byłby to nawet pierwszy raz, kiedy trenowałaby z kimś. Starała się dbać o przynajmniej podstawowe szkolenie z walki wręcz pozostałych członków TT. A jednak z jakiegoś powodu przy nim nie czuła się zbyt swobodnie. Już samo to budziło jej niezadowolenie. Wycofywanie się to jedno. Ucieczka to coś zupełnie innego.

- Jeśli ci to nie przeszkadza, możemy zrobić sparing - zaproponowała.

To był bezpieczny temat.

- Sądzę, że kwestię wzajemnego przeszkadzania sobie załatwiliśmy już w pierwszych zdaniach - odparł z uśmiechem i wykonał zapraszający gest w kierunku mat. - Chcesz użyć broni, czy bez?

- Bez. Ostatnie starcie… musiałam wyjść z wprawy - skrzywiła się niezadowolona.

Kraris nie miała zbyt wielu okazji do trenowania z bardziej doświadczonymi osobami. Brakowało jej kogoś naprawdę bardzo dobrego w walce wręcz. Nie mogła przepuścić takiej okazji.

- Mówisz o walce z Terror Titans? - zapytał, stając na macie w lekkim rozkroku. - Nie robiłbym sobie wyrzutów z tego powodu. Pierwsza zasada, której trzeba się nauczyć brzmi - nie można zawsze wygrywać.

Kraris zaczęła się rozciągać. Powoli rozluźniała kolejne mięśnie swego ciała.

- Co nie oznacza, że nie można próbować. Dążenie do doskonałości to naturalny odruch… na mojej planecie - dodała.

- Uwierz mi, na tej planecie też znajdą się osoby, dla których to naturalny odruch - odparł. - Jak w ogóle ci się tu żyje? Na Ziemi. W San Francisco. Z Tytanami.

Znieruchomiała, słysząc te pytania. Zanim odpowiedziała, podjęła rozciąganie się.

- Jest… inaczej. Ziemia w niewielkim stopniu przypomina moją planetę Tytani nie są osobami, z którymi miałabym kiedykolwiek kontakt. Na pewno na Ziemi byłoby łatwiej, gdyby ludzie nie lubili tak bardzo kłamstwa - przyznała.

- Nie powiedziałbym, że ludzie lubią kłamstwo - odparł z namysłem. - To narzędzie. Ludzie po prostu... przyzwyczaili się, że bardzo łatwo się go używa.

- A ty? Również lubisz drogę na skróty? Łatwiejsze i wygodniejsze rozwiązania? - zapytała, stając przed nim w lekkim rozkroku.

Uśmiechnął się do niej w odpowiedzi, uginając nieznacznie kolana. Lewą stopę wysunął do przodu, prawą nieznacznie w tył i do boku, zmieniając rozłożenie ciężaru ciała. Obie dłonie zacisnął w pięści i uniósł je na wysokość twarzy.

- Nie robiłbym tego, co robię gdyby tak było - odparł. - Łatwiejsze rozwiązania są krótkotrwałe. Chociaż z drugiej strony... przecież chowam swoją prawdziwą twarz za maską. Kiedy ją ubieram, przestaję być Richardem Graysonem, a staję się Nightwingiem. Czy to też kłamstwo?

Nie odpowiedziała. Nie od razu. Czy ona sama kłamała, skoro chciała, by Ziemianie znali ją jako Emerald Guardian? Nie, ona nie miała innego życia. Nie udawała kogoś innego.

- Starasz się chronić swoje otoczenie - zawyrokowała wreszcie. - Możesz zacząć - wykonała zapraszający gest.

- Nie tylko swoje - odparł, zaczynając krążyć po obwodzie maty. - Próbowałaś zrobić kiedyś wykres tego, na jak wielu ludzi ma wpływ jedna osoba? Na ilu masz wpływ ty sama?

- Nie mam na nikogo wpływu - odparła spokojnie, podążając za nim spojrzeniem. Koncentrowała się na ruchu jego ciała, szukając wewnętrznego rytmu, który nim kierował.

- I kto tu teraz kłamie? - zapytał z delikatnym uśmiechem.

Nagły zryw przerwał rytm jego kroków. Zryw, który był niemal niesygnalizowany. Zupełnie jakby szedł, by w jednej chwili zmienić kierunek i tempo. Natarł wprost na Kraris, ale nie wyprowadził ciosu. Zamiast tego wyskoczył wysoko w górę, przeskakując nad nią saltem i przetaczając się po ziemi już za jej plecami. Gdy zwiększył dystans, znów stanął na nogi.

- Nie kłamię - rzuciła Kraris, podążając jego śladem.

Doskoczyła do niego, wspomagając się nieco nadnatualnymi zdolnościami swego ciała, i zaatakowała. Przykucnęła, przesunęła nogą nad ziemią, usiłując go podciąć.

Gdyby jej przeciwnikiem był ktoś inny, nie miałby szans. Ale tu była mowa o Nightwingu. Dzięki swojemu refleksowi, zdołał przeskoczyć nad nogami Kraris, unikając podcięcia.

- Skoro nie kłamiesz, to nie zdajesz sobie sprawy z tego, że dotykasz wiele osób dookoła ciebie. Choćby mnie.

- Jeszcze cię nie dotknęłam - zauważyła z prostotą. - Jesteś dobry w unikach.

Pochwała zabrzmiała szczerze. Równie szczere było wyprowadzone kopnięcie w jego tors.

Tym razem był zbyt blisko, by uniknąć w porę. Więc nawet nie próbował. Reagując odruchowo, przygotował blok. Jednak zablokowanie kopnięcia kogoś, kto dysponował taką siłą jak Kraris, nie należy do najlepszych rozwiązań. Dick przekonał się o tym boleśnie, kiedy wylądował plecami na ścianie, metr za matą.

Chyba jednak nie dość dobry…

Kraris nie biegła - ona w ułamku sekundy podleciała do niego. Przyklęknęła przy nim i niepewnie dotknęła jego ramienia.

- Przepraszam. Ja… nie chciałam. Potrzebujesz pomocy medycznej?

Uśmiechnął się do niej nieco krzywo.

- Nie, zdaje się, że wszystkie żebra mam całe - odparł spokojnie. - Nie masz za co przepraszać. Mój błąd. Czasem zapominam jak silna jesteś.

- To… - cokolwiek chciała powiedzieć, zrezygnowała z tego. - Poczekaj chwilę. Zaraz wracam.

Nie żeby był w stanie gdziekolwiek się teraz ruszyć.

Upłynęło bardzo niewiele czasu, gdy Kraris wylądowała przed Nightwingiem z torebką mrożonego zielonego groszku.

- Widziałam to w telewizji. Chyba pomaga na podobne rzeczy.

Wyglądała na zagubioną. Nie, na zawstydzoną własnym pomysłem, ale sama nie potrzebowała podobnych rzeczy. Dla ludzi jednak podobny okład zdawał się koniecznością po każdym uderzeniu.

- To... - Nightwing zawahał się widząc opakowanie groszku i zmieszanie Kraris. - Dziękuję - odparł w końcu i odsunął się nieznacznie od ściany, odsłaniając jej plecy. - Możesz? Obawiam się, że nie sięgnę dokładnie.

- Tak. Powiesz mi, gdzie dokładnie to przyłożyć?

- Tuż pod lewą łopatką - odparł. - Dziękuję.

Kraris bez chwili zawahania czy zawstydzenia uniosła jego koszulkę, po czym przyłożyła mrożony groszek.

- Teraz mogę się z tobą zgodzić. Wpłynęłam na ciebie.

Zimny groszek na rozpalone ciało - to nie było najlepsze połączenie. Nightwing w jednej chwili się wyprostował i niemal podskoczył na siedząco.

- Tak, zdecydowanie - odparł, walcząc z niekontrolowanym drżeniem ciała.

Odsunęła torebkę, zmieszana jego reakcją. Zdecydowanie tego nie przemyślała.

- Ludzie są bardzo kruchymi istotami. I najwyraźniej wolą doznać szoku niż powiedzieć prawdę. Prawdę o tym, że niekoniecznie chcą mieć coś mrożonego na ciele po treningu - powiedziała z cieniem uśmiechu. - Nie potrzebujesz tego, prawda?

Uśmiechnął się do niej nieco zmieszany.

- Zdarzało mi się toczyć walkę z barkiem wybitym ze stawu, więc zderzenie ze ścianą nie jest przerażające, ani nie wymaga natychmiastowej opieki - wyjaśnił. - Jednak schłodzenie miejsca, które boli pomaga. Choć... może nie tak nagle - dodał z uśmiechem. - Możemy z tym spróbować za kilka chwil, jak nieco ostygnę?

- Tak. Rozumiem, że to dla ciebie koniec treningu?

- Porozciągam się jeszcze trochę - odparł. - Ale myślę, że - zerknął na zegar wiszący na ścianie. - dwie godziny treningu na dzisiaj wystarczą.

- Przy tobie czuję się wręcz leniwa - odparła tonem, który być może miał być żartobliwy. - Powiedz mi gdy już… ostygniesz - poprosiła, odsuwając się od niego.

Nieszczęsną torebkę z groszkiem odłożyła na bok, a sama wróciła do treningu. Nie tyle podeszła do mat, co podpłynęła do nich w powietrzu, a następnie rozpoczęła swój trening. Po krótkim sparingu z Nightwingiem nie miała ochoty na dotykanie ziemi, dlatego jej trening przypominał niemal taniec. Pozycje, jakie przyjmowała i ciosy, jakie wyprowadzała były możliwe wyłącznie dla osoby mogącej latać.

- Widzę, że umiejętność latania jest dla twojej rasy czymś naturalnym - stwierdził, wciąż siedząc w miejscu, w którym go zostawiła. - Ta lekkość i płynność ruchów. Styl stworzony przez kogoś i dla kogoś, kto potrafi latać.

- Nie rasy. To zdolność mojego rodu. Inne rody mają inny pakiet zdolności.

Uniósł nieco brew wyraźnie zaintrygowany.

- Czyli twoja rasa różni się wewnętrznie względem tego, co potrafią poszczególne rody - zamyślił się. - Czy pojawiają się jeszcze jakieś różnice?

- Nasz wygląd odpowiada rodowi, z którego się wywodzimy. Zielone włosy i oczy to domena rodu, a nie mojej rasy. Podobnie jak wzrost.

- Nie wiedziałem - przyznał. - Czy wszystkie twoje zdolności, jak choćby siła, to domena twojego rodu?

- Wywodzę się z rodu strażników. Zwiększona siła i odporność, a także zdolność latania to coś, z czym się rodzimy. Coś, co określa jaka jest nasza rola. Jesteś pierwszą osobą z Tytanów, z którą o tym rozmawiam. Nie dziwne zatem, że o tym nie wiedziałeś.

- Tak, zauważyłem, że jesteś mocno skryta. Żeby nie powiedzieć wycofana - przekrzywił nieznacznie głowę. - Nie chcesz nawiązywać przyjaźni?

Zatrzymała się w powietrzu, przerywając trening, który trwał nawet, gdy z nim rozmawiała.

- Przyjaźni? - powtórzyła za nim. - Moje zadanie to ochrona, Nightwing. Po to się urodziłam. Do tego byłam szkolona. Chronić i służyć.

- Takim samym mottem posługują się policjanci w Stanach Zjednoczonych, a mimo wszystko nie przeszkadza im to w nawiązywaniu więzi pomiędzy sobą, czy w społeczeństwie - stwierdził. - Przecież nie jesteś narzędziem, Kraris. Jesteś żywą osobą, z własnymi przemyśleniami, uczuciami, marzeniami.

- Na mojej planecie - powiedziała cicho, lądując na ziemi - byłam tylko narzędziem. Nad wszystkimi moimi potrzebami stała osoba, którą chroniłam. Jeden raz zrobiłam coś, myśląc tylko o sobie. I trafiłam na Ziemię.

- Przypadkiem? - zapytał ostrożnie. - Czy... zostałaś wygnana?

- Odeszłam. To wtedy zrobiłam coś dla siebie.

- Czyli przybycie na Ziemię, było twoim wyborem - stwierdził. - Żałujesz?

- Ja… Tak.

- Dlaczego?

- Na tej planecie nie widzę swojej przyszłości.

Zamyślił się na chwilę.

- W jakim sensie jej nie widzisz?

- Nie jestem częścią tego świata. Właściwie teraz nie jestem częścią jakiegokolwiek świata.

- Kraris - zaczął łagodnie. - Rozejrzyj się dookoła - zaproponował. - Od pół roku należysz do Teen Titans. Pomogłaś stworzyć tą drużynę. Miałaś wpływ na każdy aspekt z nią związany. Spójrz jak Teen Titans współgrają z San Francisco. Jak są odbierani. Jesteś częścią Teen Titans, oni są częścią tego świata, więc ty również jesteś jego częścią.

- To tylko chwilowe. Mój pobyt na Ziemi, przynależność do Teen Titans. To wszystko skończy się, kiedy… - urwała. - Jak twoje plecy? - zmieniła nagle temat.

- Myślę, że możemy wrócić do przykładania do nich okładu z mrożonego groszku - stwierdził Nightwing. - O ile w dalszym ciągu mogę liczyć na twoją asystę w tym temacie.

- Nie zamierzam się wycofać - odparła z nikłym cieniem uśmiechu. W kontekście ich rozmowy, słowa te zabrzmiały niejednoznacznie. - Szczególnie że to moja wina. Ale chyba nie tylko z tego powodu - dodała, marszcząc brwi.

Podeszła do niego powoli, sięgając po porzuconą wcześniej torebkę z groszkiem. Tym razem znacznie wolniej uniosła jego koszulkę i powoli przyłożyła mrożone warzywo. Może z uwagi na jego ostatnią reakcję.

Zobaczyła jak w jednej chwili gęsia skórka pojawia się na jego ciele. Na ułamek sekundy się spiął, ale wystarczyło, by pierwszy szok związany z dotykiem zimnego okładu minął, a całe napięcie zeszło.

- Nie tylko z tego powodu? - dopytał. - Z jakiego jeszcze?

- Chyba dlatego, że w ciebie wierzę. W ciebie i tobie. O niewielu mieszkańcach tej planety mogę to powiedzieć.

Było jej znacznie łatwiej mówić, gdy nie patrzyła na niego wprost. Najpierw koncentrowała się na walce, później na układzie charakterystycznym dla jej rodu, a teraz, klęcząc za jego plecami, nie musiała patrzeć mu w twarz.

- Dziękuję za zaufanie - odparł. - I za wiarę we mnie. To wiele dla mnie znaczy. Zarówno zaufanie, jak i wiara.

- Nie masz za co dziękować - odparła spokojnie.

Odsunęła torebkę od jego ciała, po czym przyłożyła dłoń do jego ciała.

- Nie jestem specjalistką od Ziemian, ale potrafię rozpoznać poważniejsze obrażenia. Porusz ręką - powiedziała z dłonią nadal przyciśniętą do jego pleców.

Grayson nie wahał się wykonać jej polecenie. Kiedy unosił rękę w górę, Kraris czuła pod palcami jak pracują jego mięśnie. I chociaż były bardziej napięte niż powinny, a ruch wykonany przez Nightwinga mniej płynny, nie stało mu się nic poważnego. Zimne okłady, względnie rozmasowanie napiętych mięśni, powinny szybko przywrócić pełną sprawność.

- Nie wygląda na to, żebym trwale cię uszkodziła. Nie jestem pewna, jak leczycie podobne obrażenia, ale jeśli będą mogła pomóc, powiedz.

- A jak wy je leczycie?

- Lecznicze okłady, ale najczęściej masaż, który pomaga pozbyć się napięcia mięśni. Mój ród niespecjalnie ma czas na rekonwalescencję, ale też niezbyt często jej potrzebuje.

- Na Ziemi metody są takie same - odparł Nightwing. - Chyba, że ani okład, ani masaż nie są pod ręką - wtedy można przeczekać.

- Jeśli masz coś lepszego niż mrożony obiad, mogę zająć się okładem - powiedziała ze śmiertelną wręcz powagą.

- W skrzydle medycznym są plastry chłodzące - odparł Nightwing, zerkając przez ramię na Kraris. - Wiesz, że nie musisz tak bardzo przejmować się moimi plecami, prawda?

- Zapomniałam się. Wydawało mi się, że walczę z równym sobie.

W ustach innej osoby mogło to zabrzmieć jak pycha, ale w ustach Kraris stanowiło nawiązanie do siły fizycznej przekraczającej możliwości zwyczajnego człowieka.

- Poza tym jeśli szybciej dojdziesz do siebie, szybciej będę mogła liczyć na kolejny sparing - przyznała szczerze.

- Jeden masaż i możemy sparować od razu - stwierdził rozbawiony.

- Naprawdę? - zapytała z prostotą. Nie zawsze udawało jej się odróżniać kiedy ktoś żartował, a kiedy po prostu kłamał.

- Nie mam niczego połamanego, ręką mogę ruszyć - wyjaśnił. - Nie będę w stu procentach sprawny, ale to sparing, a nie walka o życie, prawda?

Skinęła głową.

- Połóż się. Tutaj albo na matach, jeśli tak wolisz.

Musiało jej bardzo zależeć na sparingu, skoro nie chciała dać mu czasu na dojście do siebie.

Uniósł nieznacznie brew.

- Szybko przechodzisz do działania - stwierdził, podnosząc się z ziemi, po to, by po kilku krokach położyć się na macie.

- Minęło sporo czasu odkąd miałam okazję mierzyć się z kimś z równie ciekawym stylem walki. Uniki to coś, nad czym muszę popracować. To zarazem coś, w czym sam jesteś dobry - powiedziała szczerze. - Innymi słowy, liczę, że się czegoś od ciebie nauczę.

Nie pozwoliła sobie nawet na cień uśmiechu. Ktoś inny mógł obrócić tą sytuację w żart. Jeszcze inna osoba mogła być skrępowana, ale Kraris nie wyglądała na zawstydzoną, gdy raz jeszcze przyklękała przy Nightwingu. Podobnie bez śladu zawstydzenia, przesunęła wyżej jego koszulkę.

Jej ruchy były pewne. Zdradzały również doświadczenie. Wprawdzie nikt nie nazwałby jej utalentowaną masażystką, ale wiedziała, które mięśnie powinny zyskać najwięcej uwagi. Pod względem budowy fizycznej ich rasy aż tak bardzo się od siebie nie różniły. Przynajmniej w tym aspektach, które znała.

- Powiedz jeśli będzie za mocno. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w dotykaniu Ziemian.

Ale jakieś jednak miała. Świadczyły o tym jej słowa.

Mruknął cicho, by następnie przez kilka chwil w ogóle się nie odzywać. Bez oporu poddawał się jej dłoniom.

- Zbyt dużego - powtórzył cicho. - Czyli jakieś masz.-

Jej dłonie znieruchomiały na chwilę. Podjęła masaż, zanim odpowiedziała.

- Tak - jej głos brzmiał ciszej niż wcześniej. - Chociaż w waszych kategoriach czasowych można powiedzieć, że upłynęło już dużo czasu.

- W naszych kategoriach czasowych? - zapytał zaskoczony.

- Ziemianie są niestali w uczuciach - wyjaśniła spokojnie.

- Przykro mi - odparł szczerze. - Nie jest to jednak reguła.

- Niepotrzebnie. Każdy podejmuje swoje decyzje. A co do niestałości… Nie sądzę, żebyś był w stanie to zrozumieć. Na mojej planecie stałość to główny filar istnienia. Dotyczy wszystkiego. Podziału społeczeństwa. Tradycji. Uczuć.

- W sensie... kochacie raz na całe życie? Nic tego nie zmienia?

- Jesteśmy wierni do śmierci… swojej lub tej drugiej osoby - sprostowała. - Niezależnie od tego, co zrobi, jaka się stanie, kim się okaże… Raz wypowiedziane słowa wiążą na zawsze. Podobnie jak każda dana obietnica.

- Rozumiem - przytaknął. - Pod tym względem Ziemię, a twoją rodzimą planetę dzieli przepaść. Musisz być mocno rozczarowana nami.

- Powoli do tego przywykam. Staram się brać dużą poprawkę na wasze obietnice.

- Tym bardziej dziękuję za zaufanie, którym mnie darzysz - stwierdził. - Mam nadzieję, że nigdy go nie zawiodę.

- Niczego nie obiecywałeś - zauważyła spokojnie. - Lepiej? - zapytała, przerywając masaż.

- Jeszcze niczego nie obiecywałem - sprostował. - Tak, zdecydowanie lepiej - stwierdził. - Teraz możemy wrócić do sparingu.

Skinęła głową w odpowiedzi.

Nightwing uważnie ją słuchał. Świadczył o tym ich sparing, a dokładniej - styl walki mężczyzny. Koncentrował się na unikach, jakby chciał dać jej okazję do poćwiczenia tego, w czym sama nie była aż tak dobra. A może nadal miał w pamięci jej ostatni cios, który go dosięgnął. Cokolwiek to było, sprawiło, że Kraris musiała zupełnie zmienić dotychczasową strategię. O ile wcześniej mogła zachowywać pewien dystans, bo i długość ramion czy nóg, i szybkość jej na to pozwalały, o tyle desperacja z powodu nieuchwytności Nightwinga zmusiła ją do zupełnie odwrotnego działania. Korzystając z ułamka sekundy, w którym jego obrona była nieco gorsza, skoczyła ku niemu. Nie dzieliła ich niemal żadna przestrzeń, gdy pokazała coś, co mogła zastosować tylko osoba posiadająca zdolność latania.

Z daleka mogło to wyglądać jak bardzo specyficzny rzut judo, ale było czymś zupełnie innym. Wykorzystując własne ciało, Kraris zmusiła Nightwinga do obrotu w powietrzu. Nagła zmiana perspektywy, a także napór ciała kosmitki sprawiły, że oboje obrócili się w powietrzu, lądując na ziemi plecami. A właściwie wylądował na niej Nightwing i nie do końca plecami, bo ramiona Kraris uchroniły je od zderzenia z podłogą. Ucierpiały głównie jego pośladki, jednak w końcu i plecy mężczyzny spotkały się z matą. A gdy to się stało, Kraris już siedziała na nim okrakiem. Nim jednak zdążył się podnieść, jej przedramię znajdowało się na wysokości jego szyi, powstrzymując go od wstania.

Pozwoliła sobie na szybki uśmiech, zanim zapytała:

- Byłbyś w stanie się z tego uwolnić?

Leżał przez kilka chwil, oddychając ciężko. Strużka potu spłynęła mu po czole, gdy patrzył na nią. Widziała lekkie zmieszanie na jego twarzy, które chwilę później zastąpił uśmiech.

- Po pierwsze, musiałbym chcieć się z tego uwalniać - stwierdził. - Po drugie, najpewniej, nawet z twoją fizjonomią, byłbym w stanie.

- Pokaż mi.

Nie były to najlepiej dobrane słowa w podobnej sytuacji, ale myśli Kraris krążyły wokół treningu. Jeśli był w stanie uwolnić się z tej pozycji, musiała wiedzieć jak. Dzięki temu będzie mogła poprawić ten ruch.

Dick westchnął cicho, najwyraźniej nie mając większej ochoty na pozbywanie się Kraris z siebie. Jednak w chwilę później, jego ciało znalazło się już w ruchu. Poczuła jak jego ręce wplatają się w jej włosy, dotykając głowy. Ruch ten był szybki, płynny. Towarzyszył mu nagły ruch bioder w górę, wzmocniony silnie przywierającymi do mat stopami. Podbijając ją, sprawił, że nogi Kraris na ułamek sekundy straciły kontakt z podłożem, a środek ciężkości jej ciała uległ przeniesieniu. Dzięki temu, dłońmi, którymi trzymał jej głowę, przyciągnął ją bliżej siebie. Czuła jak ich twarze stykają się ze sobą, policzek przy policzku. Jak jego ramiona, ją oplatają i jak skręca się jego ciało.

W chwilę później to ona leżała na plecach z szeroko rozłożonymi nogami, pomiędzy którymi leżał Nightwing przyciskając ją do maty. Jego przedramię znajdowało się teraz pod jej podbródkiem, odchylając głowę Kraris w tył pod niewygodnym kątem, a wolną dłonią trzymał jej nadgarstek.

- Klepnij dwa razy w matę, jeśli mam przerwać lub spróbuj się uwolnić.

Jej ciało instynktownie się napięło już w momencie gdy Nightwing się poruszył. Wiedziała już, gdzie był jeden z błędów tamtego ruchu. Będzie musiała zastanowić się, jak uniknąć podobnej sytuacji w przyszłości. Obciąć włosy? Nie, one nie były aż takim problemem.

Czy mogła się z tego uwolnić? Być może tak, ale nie zdołałaby tego zrobić, nie czyniąc mu krzywdy, dlatego dwukrotnie klepnęła w matę.

Zwycięstwo za wszelką cenę było sprzeczne z jej zasadami. Poza tym to był tylko sparing.

Już pierwsze klepnięcie wystarczyło, by rozluźnił chwyt. Po drugim wypuścił ją całkowicie i podniósł się, by nie leżeć już na niej. Klęknął, wspierając dłonie na swoich udach.

- To był dobry sparing - przyznał z uśmiechem. - Ale nie uwolniłbym się z tamtego chwytu, gdybyś użyła więcej siły i mnie przydusiła.

- Chciałam to wykorzystać do obezwładnienia i przytrzymania kogoś. To nie najgorsza pozycja do przesłuchań. A dzięki tobie wiem, że byłaby znacznie skuteczniejsza, gdybym była między twoimi nogami, a nie je obejmowała. Poza tym przydałoby się jeszcze unieruchomić jakoś ręce - myślała na głos, nadal leżąc na macie niemal dokładnie w tej pozycji, w której była kilka sekund wcześniej.

- Tak... emm... między nogami - stwierdził z zakłopotaniem, nagle zdając sobie sprawę, że sam wciąż klęczy pomiędzy rozszerzonymi nogami Kraris.

Podniósł się z ziemi, stanął obok niej i pochylił się nieznacznie podając jej rękę.

Przyjęła jego dłoń i stanęła naprzeciwko niego.

- Patrząc na to, jak się ruszasz, zgaduję, że udało mi się zamortyzować upadek.

- Tak, chociaż mój tyłek tego żałuje - odparł rozbawiony. - Dzięki temu sparingowi sam dowiedziałem się kilku nowych rzeczy. Dziękuję.

- Nowych rzeczy? - zapytała zaskoczona.

- Ten rzut w powietrzu - powiedział. - Nikt wcześniej tego nie zrobił, a mam wśród znajomych kilka osób, które potrafią latać.

Skinęła głową.

- To kwestia podejścia do wykorzystywania własnego ciała. I niekoniecznie dobry pomysł w przypadku przeciwników z kolcami - naturalnymi, czy wynikającymi ze stroju. Chciałabym to jeszcze dopracować. Zlikwidować błędy i zobaczyć, czy uda mi się uwolnić z twojego chwytu. Nie dzisiaj, ale w niedalekiej przyszłości. Może jutro?

- Może - przytaknął. - Jeśli tyłek się na to zgodzi - dodał z uśmiechem, puszczając jej dłoń. - Jeśli chcesz wymusić na kimś szczere zeznania, pomaga dźwignia na stawy. W tamtej pozycji, gdy mnie dosiad.... gdy... gdy... byłaś na górze - chrząknął zakłopotany. - gdybyś złapała mnie za nadgarstek jednej ręki i nacisnęła, nawet bym nie myślał o takim zrzuceniu cię ze mnie. Za bardzo by bolało.

- Będę to miała na uwadze. Dziękuję. Za trening również.

- Cała przyjemność po mojej stronie - odparł z uśmiechem.

- Muszę przyznać, że jesteś lepszy niż sądziłam. Sporo czasu upłynęło odkąd po sparingu z kimś na Ziemi naprawdę muszę wziąć prysznic.

Przełknął nieco głośniej ślinę, patrząc na nią przez chwilę z lekko rozdziawioną buzią.

- Em... - zaczął, drapiąc się w tył głowy. - nooo... tak. Tak, ty też jesteś dobra... i przez ciebie też muszę wziąć prysznic - ciszej zaś dodał. - najlepiej zimny.

- W takim razie do zobaczenia…

Urwała tak, jakby miała coś jeszcze dodać. A może tylko mu się tak wydawało?

- Do zobaczenia. Śpij dobrze - dodał, zaczynając odwijać owijki z dłoni.

- Wzajemnie.

 

[Lekki socjal. Można czytać spoiler, ale nie ma w nim żadnych istotnych informacji z punktu widzenia kogokolwiek. Ew. trochę o rasie Kraris.]

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

kBdCLQU.jpg?1

August Sutton

 

Gusto siedział na ławce koło Palace of Fine Arts i spoglądając w małe jeziorko. Zerknął na zegarek. Emma powinna niedługo się pojawić. Znów zaczęły nachodzić go wątpliwości. Emma była fajną dziewczyną i gdyby był normalny, to pewnie by się nie przejmował. Ale nie był normalny. Nie, on musiał po zmroku zmieniać się w rogate bydlę, którym można było z powodzeniem straszyć dzieci.

Może jednak powinien odpuścić? Przecież na dłuższą metę i tak nic z tego nie wyjdzie.

Cholerny Gargoyle! Nie dość, że uniemożliwiał mu normalne funkcjonowanie po zachodzie słońca, to jeszcze jego widmo prześladowało go za dnia. Amanda naprawdę popisała się tym jak schrzanić mu życie. Potrząsnął głową by odpędzić te myśli. Lepiej skupić się na nadchodzącym spotkaniu.

Kiedy usłyszał zbliżające się kroki, zerknął w tamtą stronę i dostrzegł nadchodzącą Emmę. Kalifornia miała ten plus, że nawet końcówka września była ciepła, co dziewczyna wykorzystała, ubierając na siebie sukienkę na ramiączkach kończącą się w połowie uda. Na lewej ręce znajdował się niewielki zegarek w formie bransoletki, na który spojrzała i uśmiechnęła się przepraszająco do Augusta, podchodząc bliżej.

- Przepraszam za spóźnienie - zaczęła. - Mam nadzieję, że nie czekasz długo.

Na widok Emmy wątpliwości uleciały z głowy Augusta, podobnie jak na chwilę reszta innych myśli.

- N-nie, skąd... Przyszedłem raptem parę minut temu - odparł niezbyt zgodnie z prawdą podnosząc się gwałtownie - Ładna sukienka.

Jakaś część umysłu Augusta zastanawiała się jaki jest jego problem, zachowywał się jakby to była jego pierwsza randka.

- Dziękuję - odparła z nieco szerszym uśmiechem. - To co w planach na dzisiaj?

- Nic bardzo wymyślnego. Myślałem o spacerze wzdłuż stawu i może lunchu w kawiarni. Później jeśli będziesz miała ochotę możemy pójść na plażę.

Odgarnęła kosmyk włosów za ucho.

- Brzmi naprawdę świetnie - stwierdziła. - To jak ci do tej pory minął dzień? - zapytała, ruszając wolno, spacerowym krokiem.

Gusto widząc jej entuzjazm nie potrafił powstrzymać głupawego uśmiechu cisnącego się na usta, ale wyjątkowo się nim nie przejmował.

- Och, całkiem zwyczajnie. Rano miałem kilka rutynowych ćwiczeń - odparł dołączając do Emmy i wspominając poranną sesję z Nigtwingiem - ale poza tym to dzień bez większych wydarzeń. To znaczy aż do teraz. Zwykłe życie nastolatka. - o ile można mówić o czymś takim, gdy jest się świadkiem eksplodujących samochodów i tajemniczych ludzi w kostiumach chcących cię porwać. Tego jednak głośno nie mówił. - A jak twój dzień? Widziałem cię ostatnio w telewizji. Nie wiedziałem, że obracasz się w tak wysokich kręgach.

- W telewizji? - zapytała zaskoczona.

- No, chodzi mi o tę drakę sprzed paru dni w Lord’s Palace. Mignęłaś gdzieś w kadrze. - zełgał gładko - Miałaś taką zieloną sukienkę. Biorąc pod uwagę wcześniejszy wypadek, to chyba nie był twój dzień. Dobrze, że nic ci się nie stało.

- Ach, to - uśmiechnęła się delikatnie i machnęła ręką. - Mogło być gorzej. Na miejscu mogło nie być Teen Titans - stwierdziła entuzjastycznie. - I bardzo dobrze mi się przyjrzałeś jak na to, że "mignęłam gdzieś na ekranie" - dodała rozbawiona.

- No dobra, może nie było to takie mignięcie. Zresztą nie wiń mnie, że przyciągasz uwagę. - odwrócił na chwilę spojrzenie lekko zmieszany - Ale przyznam, że zaskoczyło mnie to. Musisz mieć niezłych znajomych, żeby być zapraszaną na takie przyjęcia.

- To nic takiego, naprawdę - odparła. - Może lepiej ty powiesz coś więcej o tych rutynowych ćwiczeniach, które miałeś rano? Uprawiasz jakiś sport?

- Może dla ciebie. Dla zwykłego chłopaka z ulicy takie spotkania bogaczy to prawie jak spotkania celebrytów. W ogóle inny świat uśmiechnął się i mrugnął do niej. Właściwie to świat celebrytów nie był mu aż tak obcy. W końcu jego ciocia Roxanne swego czasu była znana. W pewnym sensie cały czas jest.

- Nie, to nie jest sport, raczej kilka ćwiczeń by trzymać formę. No i jakieś podstawy z samoobrony.

- Podstawy, tak? - zagadnęła z uśmiechem. - Trenujesz, żeby zacząć po nocach aresztować przestępców? - mrugnęła do niego.

- Yyy… nie. Skąd taki pomysł? - spytał - Zresztą nawet gdyby, to nie dałbym rady połączyć tego ze szkołą. Tam i tak mam już kiepskie oceny. A ty czym się zajmujesz? Studiujesz coś? - spróbował zmienić temat.

- Studiuję biologię - odparła. - A jeśli chodzi o moje wcześniejsze pytanie to tak po prostu. Teen Titans rosną w popularność, a ta przyciąga naśladowców.

- Chcesz być naukowcem? Botanikiem? - zapytał - A formę utrzymywałem jeszcze zanim Titans się pojawili pod wpływem ciotki.

- Botanikiem - przytaknęła zaskoczona. - Skąd wiedziałeś?

- Strzelałem, a to było pierwsze co skojarzyło mi się z biologią - przyznał.

Uniosła nieznacznie brew.

- Och, czyżby? - dopytała podejrzliwie. - Żadnego stalkowania na instagramie czy facebooku?

- Wyglądam na takiego? Chociaż może lepiej nie odpowiadaj - uśmiechnął się chcąc obrócić podejrzliwy ton w żart - Fajnie jest tak wiedzieć co chce się robić. Ja jeszcze nie mam pomysłu czym chciałbym się zająć po ukończeniu szkoły.

- Najpierw musisz ją ukończyć - zauważyła. - Wspominałeś, że masz problemy z nauką. Co dokładnie ci je sprawia? - dopytała zaintrygowana.

To w depnął.

- Tak źle nie jest. A odpowiadając na twoje pytanie, to głównie kwestia właściwej organizacji czasu.

- Masz jakieś zajęcia pozalekcyjne, które zabierają ci czas? - dopytała.

- Yyy… mam pracę dorywczą.

- O, to świetnie - stwierdziła z entuzjazmem. - Doświadczenie zawodowe to ważna rzecz, a jeśli można jakieś zdobyć jeszcze przed poszukiwaniem stałej pracy, to tylko na plus - uznała. - Czym dokładnie się zajmujesz?

- Pracuję… wieczorami w magazynie.

- To pewnie nie jest lekka praca - stwierdziła. - Czyli wszystkie wieczory masz zajęte?

- Nie, nie wszystkie - odparł zanim pomyślał co mówi - Wymaga trochę wysiłku to prawda, zwłaszcza że nocne zmiany bywają męczące.

- Nie wszystkie? - dziewczyna podchwyciła z uśmiechem. - Masz wolny wieczór w piątek?

Udało mu się zapanować nad twarzą i nie przybrać wyrazu grozy na twarzy, ale pobladł na świadomość tego jak się wkopał.

- Piątek wieczór? Yyy… n-nie, niestety, muszę… muszę posprzątać garaż. Mama męczy mnie o to od tygodnia.

- Och... - Emma zakłopotała się nieznacznie. - No tak, obowiązki w domu - dodała z uśmiechem. - Trudno, może w takim razie innym razem.

- Przykro mi - odparł nie patrząc jej w oczy -Może sobota, albo niedziela koło południa by ci pasowała? Wieczorami niestety pracuję. - zaproponował wbrew lepszemu rozsądkowi.

- Jasne, nie ma problemu - odparła. - Po prostu w piątek jest koncert. Ale to najwyżej pójdę ze znajomymi.

- N-no ja niestety nie dam rady - zająknął się - Ale mam nadzieję że będziesz się dobrze bawić.

- Tak, pewnie tak - stwierdziła i zamilkła na chwilę. - To właściwie kiedy masz czas na naukę? - dopytała zaintrygowana. - Wieczory w pracy, w ciągu dnia w szkole, a później jeszcze zajęcia z samoobrony. A gdzieś przecież jeszcze jest kwestia obowiązków domowych.

- Eee… gdzieś tak pomiędzy tym wszystkim - powiedział w sumie zgodnie z prawdą drapiąc się po głowie. Zaczynał się czuć trochę niekomfortowo z tymi wszystkimi pytaniami - Godzina tu, potem pół godziny tam i coś się uzbiera.

Uśmiechnęła się tylko w odpowiedzi, idąc dalej obok Augusta.

- Wiesz już całkiem sporo o tym jak spędzam czas, no to teraz moja kolej na maglowanie pytaniami, zgoda? - zapytał żartobliwie - Wspominałaś już co studiujesz, a czym lubisz zajmować się w wolnym czasie? Masz jakieś hobby?

- Och tak - odparła. - Jazda konna i łucznictwo.

Na wspomnienie o łucznictwie, Gusto przez moment do głowy wtargnęła Scarlet, ale szybko tę myśl wygonił. W końcu Emma nie miała z nią nic wspólnego. Dużo osób w końcu interesuje się łucznictwem.

- Amazonka? Będę pamiętał, żeby uważać - rzucił z uśmiechem -Ale nie latasz chyba po nocy i nie pakujesz złodziejom strzał w zadki? - uśmiech na jego twarzy wyraźnie wskazywał, że żartuje.

Uśmiechnęła się tajemniczo.

- Kto wie? Może właśnie tym się zajmuję?

Roześmiał się.

- Jeśli tak, to z pewnością nie tutaj. Wybacz, ale nigdy nie słyszałem o tym, by komuś wyciągali tu strzały po tym jak przegalopowała obok piękna amazonka, a mieszkam tu całe życie. Nie mniej gdyby coś takiego miało miejsce, to pewnie niejeden by o takiej amazonce fantazjował.

Zaśmiała się cicho.

- Tak, nie wątpię, że Wonder Woman ma wielu fanów.

- Akurat nie ją miałem na myśli powiedział mrugając do niej - Masz ochotę zajść na plażę?

- Właściwie, to jeśli nie masz nic przeciwko, chętnie poszłabym do tej kawiarni - odparła.

- Jasne, chodźmy.

W kawiarni było trochę ludzi, ale nie było tłoczno. Zamówili kawę i po kawałku ciasta po czym usiedli przy stoliku przy oknie.

- Wiesz - zagadnęła, kiedy przełknęła kęs ciasta. - Miałam okazję przyjrzeć się bliżej Tytanom kiedy byłam na tamtym przyjęciu. Zastanawiałeś się kiedyś dlaczego Gargoyle tak rzadko się uśmiecha?

Pytanie zaskoczyło Augusta akurat popijającego łyk kawy i omal się nie zakrztusił. Szczęśliwie zamaskował to lekkim napadem kaszlu.

- Gargoyle? Nie wiem - odparł szybko - Wiesz, on w ogole nie wyglada na przyjaznego gościa. To w końcu potwór wyciągnięty z jakiejś magicznej baśni. Zresztą uśmiech na tym pysku raczej wywoływałby dodatkowe ciarki niż łagodził jego wygląd.

- Nieprawda - stwierdziła z uśmiechem, mieszając wolno łyżeczką w filiżance kawy. - Widziałam jak raz się uśmiechnął. Wyglądał naprawdę uroczo.

Czy w tej kawiarni nie było za gorąco? Gusto z pewnością miał takie wrażenie.

- Eee… jakoś ciężko mi to sobie wyobrazić. Można nim przecież z powodzeniem straszyć dzieci... - Gusto wpakował sobie do ust kawałek ciasta by na chwilę się uciszyć. Skąd t zainteresowanie Emmy Gargoylem?

- Tak, Batmanem też - odparła z uśmiechem. - Jasne, Gargoyle to nie Superboy, ale... intryguje mnie - dodała. - Dlaczego cały czas jest taki zły? Dlaczego rzuca wszystkim to groźne spojrzenie? - zastanawiała się głośno. - Nigdy się nad tym nie zastanawiałeś?

- Nie - odparł może odrobinę zbyt szybko - Może ma jakiś powód by ciągle być zły, a może po prostu taki jest. - zapatrzył się na moment w okno - Skąd u ciebie to zainteresowanie Tytanami? I Gargoylem? Jeszcze gdybyś mówiła o Glaze’ie to pewnie mniej bym się dziwił. Nie jest tak… odrażający.

- Nie jest - przyznała. - Jest przystojny, sympatyczny i szalony, ale jest też... - zamyśliła się na chwilę szukając właściwego słowa. - mniej ciekawy. Mniej intrygujący. Wykłada wszystkie karty na stół. Widywałam to setki razy - stwierdziła. - Gargoyle... jest inny. Jest chodzącą tajemnicą. Chyba bardziej tajemnicza jest Emerald Guardian.

- Ona nie jest zbyt społeczna, zawsze taka zdystansowana. A teraz jeszcze pojawiła się ta nowa. Na razie wydaje się dość… ekscentryczna, ale intrygująca. Ale skąd mimo wszystko takie zainteresowanie całą grupą? Jesteś ich fangirl?

- A kto się nimi nie interesuje w mniejszy lub większym stopniu? - zapytała. - Przecież są kimś w rodzaju lokalnych celebrytów.

Gusto zamyślił się skubiąc ciasto.

- No dobra, punkt dla ciebie.

- Powiedziała osoba, która buja się po mieście z Glazem - stwierdziła z uśmiechem.

- To nie tak! Zwyczajnie nie sposób się od niego odpędzić! - zareagował gwałtownie w pierwszej chwili, dopiero widząc jej uśmiech trochę ciśnienie z niego zeszło - Nie zrozum mnie źle, Glaze jest dobrą osobą, ale bywa… męczący, tak to dobre słowo. I niestety pojęcie taktu jest mu obce.

- W taki sposób zwykle reaguje się na młodsze rodzeństwo - odparła rozbawiona. - Jak się w ogóle poznaliście? - zapytała zaciekawiona.

Jeden taki świr chciał mieć mój łeb nad kominkiem, pomyślał, ale oczywiście tego nie powiedział.

- Po tym jak skończyli budować Titan Tower i było wiadomo, że Teen Titans się tam wprowadzili, wybrałem się jej przyjrzeć. Glaze wtedy postanowił się do mnie przyczepić i już nie dał się odpędzić.

- Chyba trudno odpędzić od siebie osobę, która zawsze może cię do siebie przykuć lodem - stwierdziła rozbawiona.

Uwaga raczej nie rozbawiła Gusto, zwłaszcza, że gdyby Virgila naszedł taki kaprys, to pewnie spęłniłby go bez mrugnięcia okiem. Prawdopodobnie.

Widząc wyraz jego twarzy, Emma uniosła brwi.

- No nie mów, że już tak zrobił?

- Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu sobie uświadomiłem, że mógłby to zrobić, gdyby uznał to za zabawne. Pomimo bycia nastolatkiem, to mentalnie zatrzymał się na poziomie kilkuletniego dziecka - uśmiechnął się złośliwie.

- Wy wszyscy zatrzymujecie się na etapie chłopców - stwierdziła rozbawiona. - Nigdy nie dorastacie.

W pierwszym odruchu zacisnął mocniej usta, ale po krótkiej chwili uśmiechnął się lekko.

- Tak, pewnie masz rację - odpowiedział zamyślonym tonem.

- Pewnie? - zapytał z nieco drwiącym uśmieszkiem na ustach. - August, każdy ojciec tylko czeka na moment, aż jego dziecko będzie na tyle duże, by móc mu kupić pierwsze klocki Lego. Oczywiście te klocki bardziej kupuje dla siebie niż dziecka. Wy nie przestajecie mieć w sobie chłopca nigdy.

- Mieć w sobie chłopca, a zatrzymać się na etapie chłopca to jednak dwie różne rzeczy - odparł ze słabym uśmiechem. Chciałby móc mieć w sobie tylko chłopca, zamiast męczyć się z potworem.

- Czy ja wiem, czy znowu aż tak różne? - zapytała, wzruszając nieznacznie ramionami.

- Wtedy przynajmniej ma się wybór, jak się zachowywać.

- Ja sądziłam, że taki wybór mamy zawsze.

- Czasem to nie takie proste - wymruczał pod nosem - Glaze w każdym razie raczej nie potrafi być inny niż dziecinny - odparł już pewniej.

- Z tym nie mogę się zgodzić - pokręciła nieznacznie głową i upiła łyk kawy. - Nie widziałeś go podczas walki z Terror Titans. Nie widziałeś tego, jaki był na chwilę przed tym, jak zamroził ich wszystkich. Był całkowitym przeciwieństwem Glaze'a, którego znasz.

Już miał jej odpowiedzieć, gdy sobie przypomniał, że nie powinien. Miała rację, dla wszystkich Augusta tam nigdy nie było i lepiej nie sugerować czegoś innego. Zamknął więc otwarte usta nie mówiąc niczego.

- Chyba mi się teraz nie obrazisz za to, że ci zburzyłam światopogląd na temat Glaze'a, co?

- Co? Nie, skąd - odparł - Tylko ta rozmowa o Tytanach… Bardzo cię intrygują prawda?

- Intrygują - sprostowała. - Bez bardzo. Nie mam na ich punkcie obsesji.

- Yhm… ale może zostawmy ten temat? - zapytał - Jak w ogóle dochodzisz do siebie po tej eksplozji? Wiem, że lekarze mówili, że wszystko zdaje się w porządku, ale to jednak niecodzienne wydarzenie.

- Nie, nie jestem zawodowym żołnierzem, by codziennie coś koło mnie wybuchało - odparła z uśmiechem. - Właściwie jest dobrze. Jak widać nie boję się wychodzić z domu.

- Tak, z pewnością nie jest to doświadczenie, które chciałoby się powtarzać. Dobrze słyszeć, że wszystko jest w porzadku - uśmiechnął się.

- Też się cieszę - odparła. - Zwłaszcza, że już nie zastanawiam się nerwowo, czy zwolnić czy przyśpieszyć przechodząc obok zaparkowanych samochodów.

- Z początku było tak źle?

Przytaknęła.

- Przecież kiedy tamto auto eksplodowało, to nie różniło się niczym od innych, stojących zaparkowanych przy chodniku, prawda?

Pokiwał głową na znak, że rozumie. On sam zdążył się trochę udpornić na podobne rewelacje. Efekty zabawy w superbohatera.

- Coś ciągle zbaczamy na nie najlżejsze tematy. Jak tak dalej pójdzie dojdziemy do polityki. - spróbował zażartować.

- I zahaczymy jeszcze o to, czy obcy powinni dalej być wśród nas - dodała z uśmiechem.

Zaśmiał się. Dobrze, że Kraris tego nie słyszała, jeszcze gotowa była wziąć tę uwagę na poważnie i byłby klops.

- Naprawdę cieszę się, że wszystko w porządku. Zwłaszcza, że najpierw był ten wybuch, a potem ta cała draka na przyjęciu - rzekł uśmiechając się ciepło - Kiedyś będziesz musiała mi jednak powiedzieć, jak udało ci się tam wkręcić.

- Dziewczyna musi mieć swoje tajemnice - odparła. - I uważaj, bo na razie wychodzi na to, że ściągam kłopoty.

- To groźba? - spytał rozbawiony.

- Raczej ostrzeżenie - odparła. - Kto wie, co jeszcze przyciągnę? - zapytała z lekkim uśmiechem i zerknęła na zegarek. - Wybacz, ale powoli muszę się zbierać.

- Oczywiście, rozumiem. Dzięki za spotkanie. Było naprawdę miło -odparł uśmiechając się - Odprowadzić cię do przystanku?

- Tak, jeśli to nie problem - odparła. - Może spotkamy się w weekend?

- Oczywiście - odpowiedział bez zastanowienia.

Gusto zapłacił i odprowadził Emmę na najbliższy przystanek spędzając ostatnie chwile na rozmowie. Gdy przyjechał tramwaj uściskał ją na pożegnanie i zaczął wracać do wieży. Zaczęły go nachodzić pewne wątpliwości. Zdawał sobie sprawę, że robi źle, że kłamie, że nie powinien spotykać się z Emmą. To się nie mogło udać na dłuższą metę. Nie z maszkarą, w którą zmieniał się każdej nocy. Nawet jeśli Emma była zaintrygowana Gargoylem, to przecież nigdy by się z nim nie spotykała.

Nie powinien robić sobie nadziei i skończyć to jak najszybciej. Tak byłoby najuczciwiej wobec nich obojga.

Ale nie mógł ukryć, że czas w jej towarzystwie był naprawdę miło spędzonym. I wbrew lepszemu rozsądkowi, chciał by trwało to jak najdłużej. Nawet jeśli wiedział, że skończy się to katastrofą.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

hIaJxho.jpg

Kraris Vazallush a.k.a. Emerald Guardian

 

Kolejne dni dopracowywała ten ruch. Na szczęście pośladki Nightwinga pozwoliły mu na kolejne sparingi. Zaczynali niemal zawsze tak samo: od szybkiej wymiany ciosów. Tym razem jednak Kraris kontrolowała własną siłę. Później zmniejszali dystans i chociaż Kraris zdawała sobie sprawę z tego, że przynajmniej kilkukrotnie Nightwing celowo pozwolił jej zastosować dopracowywany ruch, każdorazowo z tego korzystała. Oczywiście nie wątpiła, że mężczyzna robił to wyłącznie po to, by jej pomóc.

Nie zamierzała zmarnować tego czasu. Zmieniała ułożenie ciała, dopytywała, drążyła. Żywa kukła ćwiczeniowa była znacznie lepsza niż nieruchomy manekin. Każdego dnia wprowadzała jakiś inny element. Gdy udało mu się wyrwać ręce dzięki dość śliskiemu materiałowi jej ubrania, następnego dnia przyszła ubrana w szorty i krótką koszulkę. Mimo to znowu jej się wywinął. Frustracja Kraris z tego powodu sięgała zenitu. Była zdesperowana do tego stopnia, że niemal zdecydowała się na nieczystą walkę i trafienie go w miejsce, które u mężczyzn uchodzi za najbardziej wrażliwe i to najczęściej niezależnie od rasy. Jej ciało było już tak blisko tego…

Zrezygnowała i próbowała dalej. Także tego wieczora.

Dyszała ciężko, a jej ciało niemal ociekało potem, ale mogła ponownie zadać mu pytanie:

- Uwolnisz się?

Była pewna, że tym razem powie nie.



Siedziała na nim okrakiem, na wysokości jego bioder. Obie jego ręce uwięziła, własnymi udami przyciskając je do jego boków. Przedramię trzymała na wysokości szyi Nightwinga. Łokciem drugiej ręki opierała się o ziemię tuż przy jego głowie, przez co ich twarze dzieliło góra kilka centymetrów. Dzięki temu mógł zobaczyć oczy błyszczące determinacją.

Pozycja, w której się znajdowali należała do tych, z których realne szanse uwolnienia się miało bardzo niewiele osób. Mister Miracle, Superman, Flash. Osoby, czy istoty obdarzone mocami. Nightwing, bez względu na to jak doskonale wytrenowany, był tylko człowiekiem. I jako taki, pozbawiony jakichkolwiek możliwości manewru, czy zahaczenia ciała przeciwnika, nie miał najmniejszych szans. Inną sprawą pozostawało, czy przy tak szczelnym kontakcie między ich ciałami, Grayson w dalszym ciągu całkowicie koncentrował się na treningu.

- Nie - wysapał w końcu, po kilku chwilach. - To... o co zamierzasz mnie wypytywać? - zapytał z uśmiechem.

Kraris zamrugała. Jego pytanie zupełnie ją zaskoczyło. Jednakże zdolność do szybkiej adaptacji była cechą dobrego wojownika, a Kraris się za taką uważała. I nawet jeśli była to tylko forma gry z jego strony, kosmitka nie zamierzała marnować okazji.

- Dlaczego przejąłeś dowodzenie nad Teen Titans? Na Ziemi jest wielu bohaterów. Dlaczego ty sprawujesz pieczę nad… nami?

- To dwa różne pytania - zauważył Nightwing. - Na które odpowiedzieć najpierw?

- Przesłuchania nie mają ograniczeń co do ilości pytań - zauważyła spokojnie. - Odpowiedz po kolei.

Aktualna pozycja nie była najwygodniejszą, ale jeśli jej celem było zdobycie informacji, musiała przywyknąć do niewygody.

- Przejąłem dowodzenie, bo na razie nie widzę w tej drużynie, w naszej drużynie, nikogo innego, kto byłby gotów wziąć na siebie taką odpowiedzialność. Widzę osoby, które mają do tego predyspozycje, ale muszą jeszcze dorosnąć do tej odpowiedzialności. Pozbyć się tego, co je przed tym blokuje - odparł spokojnie i szczerze. - A dlaczego Justice League wybrało mnie do sprawowania nad wami pieczy? Sądzę, że przez moje doświadczenie. Byłem członkiem nastoletniej drużyny bohaterów, a także dowódcą. O tej decyzji mogła zaważyć też stosunkowo niewielka różnica wieku pomiędzy nami. I fakt, że byłem wolny - dodał z uśmiechem.

- W takim razie widzisz znacznie więcej niż ja. Ja nie jestem w stanie w nikim zobaczyć dowódcy. Widzę go w tobie. Jesteś człowiekiem, za którym mogą podążać ci, którzy szukają przywództwa. Podobnego śladu nie widzę w żadnym z nas.

- I to jest właśnie ta kwestia doświadczenia, o której wspomniałem - odparł Grayson i przekrzywił nieco głowę. - Czy wspominałem już, że prowadzenie z tobą konwersacji w tej pozycji jest... ciekawe? - zapytał z uśmiechem.

Gdyby do zdolności Kraris należało manifestowanie tego, co czuje lub o czym myśli, na jej twarzy pojawił by się ogromny znak zapytania. Zamiast tego spojrzała na niego pytająco.

- To nie ma być ciekawa metoda. Ma być skuteczna - odparła z prostotą.

Nightwing zaśmiał się krótko.

- Gdybyśmy to robili naprawdę, byłaby, bez obaw - stwierdził. - Ale teraz... rozumiesz...

- Ja… chyba nie rozumiem…

Usiłowała nadążyć za jego tokiem rozumowania. Był unieruchomiony. Ręką w każdej chwili mogła odciąć mu dopływ tlenu. Uchroniła się przed zrzuceniem z niego, a tym samym ograniczyła jego możliwość ucieczki. Nie rozumiała, co w tym ciekawego.

- Och... - westchnął cicho i zakłopotanie pojawiło się na jego twarzy. - Chodzi mi o... ułożenie ciał. Jak blisko siebie jesteśmy... jak... - zawahał się. - w jak... mimo wszystko, intymnej pozycji rozmawiamy.

Potrzebowała chwili na zrozumienie, co ma na myśli. Usiłowała przestawić się z myślenia o treningu na tory, które jej zasugerował.

- Mam zejść? - zapytała głupio.

- Och nie, nie musisz - odparł. - To znaczy... mi to nie przeszkadza, więc jeśli tobie też nie, to możesz zostać.

- Gubię się przy tobie - szczerość Kraris bywała czasem bezlitosna. - Odniosłam wrażenie, że ci to przeszkadza.

- Ja... ech... - westchnął zakłopotany. - nie ma dobrej odpowiedzi na to - przyznał. - Bo jednocześnie mi to przeszkadza i nie przeszkadza. Bardziej nie przeszkadza, bo to jednak element treningu i mamy okazję do spokojnej rozmowy. Do tego jesteś bardzo atrakcyjna i... - zawahał się. - tu dochodzimy do tego momentu, w którym jednak pojawia się niewielki dysonans... bo mimo wszystko... pozycja utrudnia skupianie się tylko na treningu i zmusza do walki z samym sobą, żeby... żeby to pozostało tylko treningiem.

Kraris potrafiła rozdzielać obie te kwestie: dotyk podczas treningu i dotyk innego typu. Tego pierwszego nie unikała, bo był konieczny, drugi natomiast… Stawiała między nimi tak silną barierę, że podczas walki czy treningu zupełnie zapominała, jaka bliskość potrafi się podczas nich wytworzyć. Podobnie jak teraz.

Pomogły słowa Nightwinga.

Chociaż nie… Niezupełnie pomogły, bo dopiero teraz zaczęła się zacierać ta granica. Nagle uświadomiła sobie, że patrzy mu prosto w oczy z naprawdę bliskiej odległości. Zresztą wszystko “jego” miała bardzo blisko siebie. Większa powierzchnia ich ciał do siebie przylegała. Jedynie między twarzami istniał jakikolwiek dystans. Mały. Bardzo mały dystans.

- Aha - powiedziała po prostu.

Kraris tego nie widziała, ale czuła, że jej policzki robią się znacznie cieplejsze. Dziwne uczucie. Niezrozumiałe i nielogiczne w obecnej sytuacji, a już na pewno zjawisko zupełnie dla niej nienaturalne. Do tego stopnia, że zapomniała o najważniejszym: o wstaniu ze swojego partnera treningowego.

Nightwing w dalszym ciągu po prostu leżał. Wpatrywał się w nią, jakby chcąc wyczytać z jej twarzy więcej, niż do tej pory pokazywała. Jakby chciał tam odnaleźć zrozumienie? Zezwolenie? Naganę? Być może nie dostrzegł niczego z powyższych. Być może dostrzegł wszystko. Na pewno jednak zauważył rumieńce na jej policzkach. Zauważył też fakt, że nie uciekła. Nie odsunęła się, ani powoli, ani gwałtownie.

Poruszył się za to on. Uniósł głowę ku górze. Nie zrobił tego szybko. Nie wykonał gwałtownego ruchu. Nie był to "atak". I przestrzeń pomiędzy ich twarzami, już i tak niewielka, teraz zmalała niemal całkowicie. A tym wolnym ruchem jakby dawał jej czas na reakcję.

Twarz Emerald Guardian niemal nigdy nie odzwierciedlała żadnych emocji. Z twarzą Kraris było podobnie, przynajmniej do tego dnia. Jedynie z rzadka kosmitka wydawała się zrezygnowana bądź niewzruszona. Czasem smutna, a czasem zmartwiona. Teraz natomiast jej twarz nie wyrażała absolutnie nic. Gdy Nightwing się poruszył, wszelkie myśli uleciały z głowy Kraris. Pozostała nieruchoma.

Nie wycofał się. Nie zatrzymał. Najprawdopodobniej jej brak reakcji uznał za zgodę. Dlatego też, przestrzeń pomiędzy ich ustami zmniejszyła się do zera i Kraris poczuła jak jego wargi stykają się z jej własnymi w delikatnym pocałunku.

Ile to mogło trwać? Sekundy? Minuty? Lata? Jak szybko dotarło do niej, co się dzieje i jak szybko zdołała się otrząsnąć? Refleks Kraris nie miał się najgorzej skoro zdołała niemal wybić się rękami do siadu.

Gdy wstawała, Nightwing mógł zobaczyć, jak jej usta poruszają się, ale nie słyszał tego, co mówiła bardziej w swojej głowie niż używając ust.

- Przysięgałam.

To jedno słowo wystarczyło, by Kraris wróciła do swojego normalnego zachowania. Pomogły też dwa głębokie oddechy.

- Dziękuję za trening - powiedziała, jakby nic się nie stało, jakby to, do czego doszło, nie zrobiło na niej najmniejszego wrażenia. - Był… zaskakujący.

Leżał jeszcze przez kilka chwil na ziemi, patrząc na nią. Na jego twarzy mieszało się zaskoczenie ze zmieszaniem i być może poczuciem winy?

- Kraris, ja... - zawahał się. - przepraszam, jeśli cię uraziłem.

Pokręciła powoli głową.

Nie mógł zrozumieć. Ziemianie inaczej patrzyli na takie sprawy. To nie była jego wina - to różnica międzyrasowa, której nie dało się niczym wypełnić.

- Powiedziałam, że będę za tobą podążać jako za dowódcą Teen Titans. To się nie zmieniło.

Zdobyła się nawet na uśmiech. Wprawdzie niepewny i ewidentnie niewyćwiczony, ale uśmiech.

Odpowiedział jej równie niepewnym uśmiechem i powoli przytaknął głową.

Kolejny głęboki wdech i wydech pomogły. Podała mu rękę, pomagając wstać.

Przyjął ofertę pomocy bez wahania. Podniósł się przy jej asyście, a następnie sięgnął po ręcznik przewieszony przez szczeble drabinek, by otrzeć czoło.

- Jak przygotowania do powitania nowych? - zapytał, chyba tylko po to, by nie zapadła niezręczna cisza.

- Nie jestem pewna. Nie mam doświadczenia w podobnych rzeczach, ale wydaje mi się, że dobrze. Jeśli jednak nie lubisz zwierząt, przez jakiś czas nie wchodź do salonu. Nymph opanowała go ze swoimi przyjaciółmi.

Nightwing uśmiechnął się.

- Nie ma to jak wsparcie ze strony świata zwierząt zaproszone przez nimfę - stwierdził. - Wezmę prysznic i do was przyjdę.

Skinęła głową.

- Ni… Dick - poprawiła się. - Ja wiem, że to nic nie znaczy dla Ziemian - wyglądała na mocno niepewną. Jego pytające spojrzenie również jej nie pomogło. - Pocałunek - wyjaśniła. - Ziemianie lubią się całować. Robicie to bardzo często. Ty na pewno również. Nie chciałabym, żebyś z tego powodu wycofał się z naszych treningów. Ja… postaram się patrzeć na to jak jedna z was, jak ty.

- To nie tak, że pocałunek nic nie znaczy - odparł. - To, że my Ziemianie lubimy się całować, nie oznacza, że ten gest jest dla nas pozbawiony znaczenia.

- To… - zaczęła, ale urwała, usiłując zebrać myśli. - Nie rozumiem. Czasem zrozumienie Ziemian jest bardzo trudne - przyznała szczerze. - Jak teraz - zmarszczyła brwi, zupełnie jakby usiłowała dodatkowe siły umysłowe przeznaczyć na zrozumienie Nightwinga.

Otwarł usta, żeby coś powiedzieć, ale zamknął je w pół ruchu. Na chwilę zacisnął je, ściągając w wąską linię i ostatecznie pokręcił wolno głową.

- Zostawmy ten temat - zaproponował. - Oboje możemy uznać, że nic się nie wydarzyło i to nie miało znaczenia, kontynuując treningi jak przedtem.

Skinęła głową, ale nie wyglądało na to, by jej ulżyło.

- Przepraszam. Wiem, że często nie rozumiem waszej kultury i waszych zachowań i że tłumaczenie tego jest kłopotliwe albo irytujące. Będę się bardziej starała was zrozumieć - obiecała bez większego przekonania. - To… zobaczymy się na dole - dodała, ruszając w kierunku wyjścia.

- Nie masz za co przepraszać, Kraris - powiedział jeszcze. - Wiem, że wiele rzeczy na Ziemi jest skomplikowanych. Nie tak oczywistych, jak mogłoby się wydawać. A to, że mają wiele znaczeń zależnych od kontekstu niczego nie ułatwia.

Odpowiedziała coś niezrozumiale.

Pół roku okazała się niewystarczającym czasem, by kosmitka przywykła do Ziemian. Może dlatego, że wcale nie usiłowała stać się częścią tej planety. Myślała o tym, gdy stała pod prysznicem. I myślała o wielu innych sprawach. Cokolwiek ostatecznie wymyśliła, sprawiło to, że kolejnego dnia nie pojawiła się na treningu. Następny wieczór z kolei był zarezerwowany dla nowych Tytanów.

 

[I ostatnia porcja doca.]

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz