Mhelkir

Rozdział 1: Nightstone (Mhelkir)

34 postów w tym temacie

3d0e5a37e39b9c4ab7ae9f83f2bca9dd.jpg
Soa


Druid dawno nie słuchał opowieści. Z racji, że w pustelni raczej dość trudno o jakieś, toteż ta mu bardzo przypadła do gustu. Chociaż, dlaczego ludzie wolą konszachty z Biesami i innymi Bebokami kiedy wróżki też mogą pomóc? No przecież jedna z tych którą udało mu się poznać nauczyła go przyrządzać świetne danie z dziczyzny. Chociaż, jego system wartości był zdecydowanie inny, złoto nie było dla niego zbyt istotne. Co prawda wiedział, że odkąd opuścił pustelnie będzie musiał je pozyskiwać, ale przecież i bez niego dało się żyć. Jego mistrz przeżył tak ponad dwieście lat. 

 

Gdy Je'gurr zapytał o to kogo obudzić, a potem zwrócił się do samego druida, Soa podniósł rękę w geście mającym oznaczać, że może go obudzić. 

- Mogę wziąć wartę po tobie. Mi tam bez różnicy - powiedział dla sprecyzowania dalej gapiąc się w niebo. Ziewnął krótko po czym z zadowoleniem na twarzy odetchnął. - No dobra kompanio. Miłej nocy - oznajmił jeszcze, zanim zamknął oczy. To była dobra decyzja... ta podróż... 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

4Q7yTNw.jpg

 

Zapadła noc, blask ogniska rzucał cienie na śpiących towarzyszy a gwieździste niebo obserwowało Was z oddali.

Zbliżała się pełnia, księżyc dawał dużo światła, mimo tego jednak niewiele było widać poza widnokręgiem obozowego ogniska.  Ogień dawał niewiele więcej światła od zwykłej pochodni, a i jego centrum było zbyt nisko gruntu by dobrze służyć najemnikowi. Wexen zastanawiał się teraz czy nie lepiej było rozpalić kilku więcej, albo otoczyć obozowisko linką przy ziemi zawieszoną na wysokości kostek na wbitych patykach, byle tylko usłyszeć kogoś z oddali. Byli widoczni z daleka, sam jednak nie widział wyraźnie na dalej niż 20 stóp, a w półmroku na 40. Nie wróżyło to nic dobrego. Nic jednak się nie wydarzyło. Noc mijała spokojnie. Po kilku godzinach zbudził Katrinę, ta później Je'garra a on Soę. Nic poza szeptem wiatru nie przeszkadzało dzielnym podróżnym w odpoczynku. Do czasu ostatniej warty, gdy spali najgłębszym snem...

 

Ruppert usłyszał szelest w trawie na wprost siebie, zbyt wyraźny by był to wiatr czy mała myszka, odruchowo skupił wzrok na tym miejscu i

 

http://strefarpg.net/turlacz/?id=13001  18 vs passive perception 14

chwilę później poczuł bolesne kłucie w boku, gdy ktoś pchnął go z impetem sztychem pod żebra, odwracając się zobaczył jedynie plugawą sylwetkę goblina znikającą w ciemnościach.

 

Goblinom udała się zasadzka, Ruppert jednak dzięki wyszkoleniu (atut Alert) może normalnie zareagować w tej rundzie.

 

Rana jest bardzo głęboka, Ruppert stracił 7 punktów HP

http://strefarpg.net/turlacz/?id=13002

 

Edytowane przez Mhelkir

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ostatnia warta i taki niefart. Przecież do świtu została jeszcze chwila. Czemu akurat jego spotkał ten los. Te myśli można było odczytać w głosie Rupperta, który przeszył otoczenie.

- Aaaaaa! Kurwa! - Chłoak automatycznie złapał się za przebity bok. Goblina już nie było. - Wstawać cholera, Gobliny!

Łotrzyk krzyczał biegnąc w kierunku ogniska. Byle Ci najemnicy się wybudzili. Krzyczał ile sił w płucach. I rozglądał się za wrogiem. Skąd mógł nadejść kolejny atak? Nie było wiadomo. Jednak tym razem Ruppert chciał być na niego przygotowany. Jeszcze jedna dziura w jego ciele i będzie z nim koniec.

Krew kapała na ziemie...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Krzyki Rupperta rozległ się nagle stawiając wszystkich na nogi. Młody łotrzyk klnąc i trzymając się za mocno krwawiący bok dobiegł do ogniska chorniąc w obstawie swoich towarzyszy.

 

Wokoło drużyny roztaczała się ciemność, nie było widać ani słuchać niczego poza kręgiem rozjaśnianym blaskiem płomieni. Zdali sobie sprawę jak głupim pomysłem było obozować przy otwartym ogniuw terenie gdzie prawie nie było drzew, zapewne byli widoczni w nocy z kilometra, sami zaś obecnie niczym kaczki na strzelnicy widoczni dla wroga gdy ten niewidoczny dla nich.

Szczęśliwie przeciwnik nie był uzbrojony w łuki i wyczekiwał, cisza przerywana szeptami wiatru stawała się nie do zniesienia.

 

Gobliny w końcu zdecydowały się zaatakować, skradając i wykorzystując obecne nieliczne drzewa podkradły się do drużyny, ta jednak była zbyt daleko pni by dać się tym razem zaatakować bez zauważenia wroga, jedynie jeszcze Wexen w goblińskiej szarży uciepriał, jednak zaprawiony w boju nie dał po sobie poznać i dzielnie stanął do walki. Dzięki zmaganiom całej drużyny i umiejętnościom Soa i Wexena udało się szybko pokonać zagrożenie, gobliny leżały martwe.

 

Czy w głebi nocy kryło się ich więcej? 

Co gdyby mieli łuki?

Opatrująć rannych mieliście czas na przemyślenia, te i inne pytania przemykały przez Wasze myśli.

 

Powoli wstawał nowy dzień, promienie wschodzącego słońca oświetlały pobojowisko.

Gobliny miały przy sobie skórzane pancerze i broń przypominającą bułaty (rodzaj szabli), jeden z nich miał drewnianą tarczę.

Nic innego cennego przy nich nie znaleźliście: naszyjnik z kłów, torbę z resztką królika i bukłak z wodą skradziony pewnie jakiemuś podróżnemu.

Edytowane przez Mhelkir

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

XJVSSaU.jpg

Wexen

 

Północ BYŁA niebezpieczna. Właśnie przekonali się o tym na własnej skórze. Wojownik musiał przyznać przed samym sobą, że nocny incydent go zaskoczył - gobliny miały reputację przebiegłych i sprytnych istot, nie spodziewał się, że zdecydują się na atak w tak małej liczbie przeciwko tak licznej i uzbrojonej grupie. To było czyste samobójstwo, zupełnie do zielonoskórych niepodobne. Musiały być naprawdę zdesperowane, żeby posunąć się do takiego kroku - ale z tego co słyszał, to gobliny były w okolicy prawdziwym utrapieniem, nic więc nie wskazywałoby na to, że muszą się uciekać do desperackich kroków, aby przeżyć. Była też jednak druga możliwość...

Wexen spojrzał na rannego towarzysza. Ruppert był młody, nie wyglądał na człowieka przyzwyczajonego do życia w drodze. Mógł zasnąć podczas warty, to by tłumaczyło dlaczego gobliny zdecydowały się na atak. Dziwne natomiast, że nie zabiły go od razu. Może przebudził się w ostatniej chwili, zdążył uniknąć ciosu wymierzonego w serce?

- Marny z ciebie wartownik, Ruppercie - odezwał się do chłopaka - Masz szczęście, że rana nie jest groźna, twoje niedbalstwo mogło zakończyć się znacznie gorzej. Dla nas wszystkich - dorzucił po chwili wymownym, nawykłym do strofowania innych tonem.

Właściwie to nie był na niego zły, w pewnym sensie nawet cieszył się z nocnego ataku: dzięki temu miał okazję dowiedzieć się ile jego towarzysze są warci w sytuacji zagrożenia. Nie uciekli, nie wpadli w panikę, nie zaczęli szukać kryjówek - to wszystko dobrze rokowało na przyszłość, na zadanie, które ich czeka gdy dotrą do Nightstone. Pod warunkiem, że w ogóle tam dotrą: że następnym razem nikt swojego obowiązku nie zlekceważy i nie zaśnie podczas warty, narażając ich wszystkich na śmierć. 

- Zbierajmy się - powiedział chwilę później, gdy kończyli przedwczesne śniadanie - jeśli się sprężymy, to przed jutrzejszym zmierzchem powinniśmy dotrzeć do Nighstone. Nie ma potrzeby nocować na trakcie więcej razy, niż jest to absolutnie niezbędne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Katrina — kopia (2).PNG

Katrina

 

Całe szczęście, że tym razem była w grupie a nie samotnie podróżowała przez las. To była dobra decyzja żeby dołączyć do wędrujących towarzyszy.

Odwrociła się do Rupperta, sprawdzając w jakim jest stanie. Zmarszczyła brwi, widząc rany na jego ciele. Jednak zachowała chłodny i zdystansowany wyraz twarzy. Zacisnęła mocno dłonie na łuku, patrząc na  kolorowy horyzont. Oby taka sytuacja już nigdy się nie powtórzyła... 

Skinęła porozumiewawczo na słowa Wexena o wznowionym marszu. Nie ma czasu do stracenia. Musi go znaleźć. A Nightstone to kolejny punkt na jej mapie poszukiwawczej. Przez całą drogę w milczeniu rozglądała się po okolicy w poszukiwaniu niebezpieczeństw. Czujnie trzymała dłoń na swoim krótkim mieczu, nie chcąc być zaskoczona i tym razem. 

Edytowane przez LuniLan

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wexen ojcowskim tonem skarcił Rupperta, młody towarzysz jednak nic nie odpowiedział.
Wszyscy skierowali wzrok w jego stronę i zauważyli że w trakcie walki musieli na chwilę stracić go z oczu. Zemdlał, leżał w powiększającej się kałuży krwi.
Katrina szybko podbiegła do niego by sprawdzić stan chłopaka, niestety - było już za póżno. Nie wyczuwała pulsu, młody towarzysz podróży nie przeżył...
Smutek malował się na jej twarzy, wiedziała dobrze że nawet gdyby jakimś cudem jeszcze dyszał to z powodu utraty krwi nie przetrwałby doby, nie mówiąc już o marszu - a nie wiadomo przecież czy goblinów w okolicy nie jest więcej.

 

Nastała niezręczna cisza, Katrina z grymasem na twarzy walczyła ze swoimi emocjami, nikt się nie odzywał.

Nieliczni z Was dziękowali bogom, że szkarady nie miały łuków lub nie było ich więcej - wystarzelaliby Was jak kaczki.

Edytowane przez Mhelkir

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Katrina — kopia (2).PNG

Katrina

 

- Ruppert... - szepnęła do siebie, odrywając dłonie od martwego ciała chłopaka jakby parzyło. Zacisnęła je w pięści.

W pierwszej kolejności poczuła smutek i wewnętrzny ból, tam głęboko w sercu. Łzy niemal nie do powstrzymania cisnęły się do oczu. A późnej ogarnęła ją złość. Na niesprawiedliwy świat, na brak ostrożności Rupperta, na bezsilność, a przede wszystkim na samą siebie. Mimo świadomości, że nie była w stanie nic zrobić, w żaden sposób zareagować, ciągle miała nadzieję, że COŚ, cokolwiek, mogło uratować mu życie. Teraz młody chłopak... och, jaki był młody. Taki pełen pozytywnej energii, chęci zobaczenia jak najwięcej. Był naprawdę uroczy...

Katrina podniosła się, ściskając grzbiet łuku aż kostki zbielały.

"Właśnie to się dzieję, gdy za bardzo będziesz przywiązywać do ludzi. Był obcy. Uroczy, ale obcy".

Przez dłuższą chwilę karciła samą siebie w duchu, patrząc na krwawą kałuże otaczającą chuderlaka. Zaklęła pod nosem i zamaszystym ruchem odwróciła się na pięcie. Zrobiła kilka kroków drogą w stronę Nightstone, chcąc odciąć się od bólu, zostawić swoją cichą rozpacz przy Ruppercie i zapomnieć.

- Ruszajmy - powiedziała krótko, zachrypniętym głosem. Z trudem przełknęła łzy, których za wszelką ceną nie chciała pokazać na pobladłych policzkach. Nie będzie się rozklejać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

XJVSSaU.jpg

Wexen

 

-  Co za bezsensowna strata życia - rzucił wojownik gniewnym tonem, którego nie starał się nawet ukryć - tyle miał lat przed sobą, tak wiele mógł jeszcze zrobić, a dał się zabić w imię... nie wiem nawet czego. Cholernego młodzieńczego zewu przygody chyba. A teraz my musimy go jeszcze pochować.

Rozejrzał się po obozowisku. Szpadla oczywiście nie mieli. W tobołkach Ruperta leżała masa sprzętu górniczego, jakieś młoty, liny i łomy, ale kilofa akurat  też nie wziął. Po cholerę on to wszystko ze sobą dźwigał. Szukał czegokolwiek, czym mógłby rozkopać ziemię, nie mógł jednak znaleźć niczego, poza mieczem. Broni jednak było szkoda, przerdzewieje zaraz, a wydarzenia ostatniej nocy nie pozostawiały złudzeń, że będą jej jeszcze potrzebowali. Żyjący mieli niekwestionowany priorytet.

- Cóż, wygląda na to, że jednak pogrzebu Ruppertowi nie wyprawimy. Je'gurze pomóż mi przenieść go na trakt - zwrócił się do najsilniejszego towarzysza. - Położymy go obok drogi, istnieje szansa, że jakiś inny podróżny będzie miał więcej możliwości i czasu. A nawet jeśli nie, to może chociaż zwłoki tego chłopaka jeszcze się do czegoś przydadzą i przestrzegą kogoś przed niebezpieczeństwem. A potem faktycznie ruszajmy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz