manfret

Magia i Technologia: Miasto Cudów - Rozdział 1 - "Czego oczy nie widzą..." (manfret) (+18)

36 postów w tym temacie

*******

 

Podmrok. Miejsce jak każde inne, można tak powiedzieć. Świat rozciągający się pod tą naszą, znaną nam, ludzką rzeczywistością. Miejsce o którym każdy powie, że jest śmiertelnie niebezpieczne i tylko głupiec, szaleniec, wariat, albo po prostu osoba nieprzystosowana do takiego trybu życia jaki jest „na dole”, zechce tam się znaleźć. Siedlisko istot złych, jak to się mówi. Beholdery, illithidy, gobliny, deurgary, svirfnebliny oraz gospodarze tych ziem, ishtarzy, ale tych ostatni równie często określa się drowami. To oni praktycznie rządzą w tym świecie, wypełnionym ogromną siecią jaskiń, korytarzy, tuneli i innych pieczar, gdzie swe domy mają np.: pająki. Świat brutalny i niebezpieczny. Ale nawet w takim miejscu ktoś musi rządzić. Nie ma tam jednak jednolitego państwa. Każda rasa żyje w swoim, hermetycznym środowisku, ale najbardziej wyjątkowe jest to ishtarskie. Lata życia w tym obskurnym miejscu nauczyło każdego, że nie wolno komukolwiek ufać, zwłaszcza tym, których uważamy za przyjaciół, a nawet członków rodziny. Społeczeństwo mrocznych elfów jest rozbite na wiele państw-miast, każde ze swoim systemem rządów. Najczęściej na czele takich społeczności stoją kobiety, których władza jest wręcz absolutna i rządzą twardą ręką. Oczywiście zdarzają się wyjątki i do władzy dochodzą mężczyźni, ale największy wpływ na ich społeczeństwo mają te, które są kapłankami bądź oddanymi wyznawczyniami ważniejszych bogów z ishtarskiego panteonu.

 

 

latest?cb=20080915224954

 

 

Devyon-Chal jest jednym z wielu ishtarskich miast-państw, rozsianych po całym Podmroku. Położone w dobrym miejscu geograficznym, z przepływającą przez nią rzeką Sarbin, było ważnym punktem na szlaku handlowym, łączące wspaniałe i potężne Zakazane Miasto, leżące daleko na zachodzie, a Ched'Nassad i Squa'nydra położonymi na wschodzie. Samo Devyon-Chal jest imponującym miejscem pod względem architektonicznym. Jest ono podzielone na dwie części, wschodnią i zachodnią, gdzie przeniesiono najważniejsze instytucje miasta – siedzibę Cesarzowej, Krąg Magów, zakon Arachny czy też Dom Kupiecki. We wschodniej części zostały natomiast amfiteatr, gdzie odbywały się różnego rodzaju uroczystość jak i walki na śmierć i życie, świątynie innych bóstw oraz Bractwa Wojowników i Wojowniczek, których członkowie pełnili czasami funkcje straży miejskiej, można ich często zobaczyć na lokalnym targowisku. Jednak najważniejszym miejscem w tym mieście była przystań. To tu kupcy cumowali swoimi statkami, dokonując wymian handlowych, podpisując różnego rodzaju umowy i odpływali w stronę Zakazanego Miasta, by tam jeszcze bardziej pomnażać swoje zyski. Mimo, że centrum ishtarskiego handlu znajdowało się właśnie tam, to lokalni kupcy potrafili świetnie wykorzystać położenie miasta i zbijać tu ogromne majątki. Kupcy nie wtrącali się do polityki, o nie, a za to polityka nie wtrącała się do handlu – co może wydawać się dziwne. Wiele rodzin zbijało fortunę albo zyskiwało na ogromnym znaczeniu poprzez podpisywanie kontraktów z samymi władcami miast. Dzięki temu wiele miast zyskiwało to czego pragnęło, różnego rodzaju dobra i towary, które ciężko zdobyć w Podmroku. Ich rola w społeczeństwie była na tyle duża, że sami władcy roztaczali nad swoimi kupcami opiekę. Rody angażujące się w politykę też próbowały uszczknąć kawałek tego wspaniałego tortu jakim był handel, ale ich pozycja była słabsza od tych, którzy zajmowali się tym na co dzień. Powszechnie było wiadome, że wszelkie znajomości kupieckie znikały wraz ze śmierci handlarza i niezwykle ciężko jest innym „wskoczyć w cudze buty”. Dlatego panowała niepisana zasada, „spiskuj, ale liczenie pozostaw innym”. Jak dotąd, sprawdzała się.

 

Ród Tenna był jednym z kilku rodów kupieckich miasta Devyon-Chal. Nie była to może wyjątkowo potężna rodzina „handlowa”, ale kilka umów z przedstawicielami z powierzchni sprawiły, że ich rodzinny skarbiec dość szybko się wypełnił obsydianowymi monetami. Marzeniem każdego rodzica jest, oprócz sukcesów zawodowych, posiadanie potomka, który kontynuowałby dzieło swych rodzicieli. Pech chciał, albo ishtarskie Parki – zależy jak na to patrzeć, że ich potomkowie nie garnęli się do przejęcia rodzinnych interesów. Ba, poszli zupełnie inną drogą niż matka i ojciec. O najstarszym ich synie, Nepritius, nie ma co pisać, bowiem nie jest on tym na kim skupiamy swoją uwagę. Jako drugi, dziesięć lat później, na świat przyszedł Nilonim, który od małego czuł smykałkę do magii, albo to ona jego czuła. Najprostsze czary ogarniał w bardzo młodym wieku i kwestią czasu było to, że zostanie on wysłany do któregoś z bractw czarodziejów. Chociaż podobny był do rodziców pod względem charakteru – empatia, wrażliwość, a także spokój i opanowanie nie są mu obce. W końcu też rodu Tenna, doczekał się i żeńskich potomkiń - bliźniaczki Nenzara i Nernarra. Ta pierwsza jest zupełnym przeciwieństwem swego starszego braciszka, Nilonima. Pyskata, rozpuszczona jak dziadowski bicz (ale to nie wina jej rodziców tylko środowiska w którym przebywa), kochająca sprawiać ból i rozpacz (to ostatnie lekko przesadzone) – nic dziwnego, że ją los zaprowadził w ramiona Mortistek, starożytnego zakonu, który specjalizuje się w torturach, zadawaniu bólu i perfekcji w walce wręcz. Błyskawicznie poczuła się tam jak w domu, ale życie w takim miejscu nauczyło ją jednego, że ich motto „Nie ufaj nikomu” jest cholernie aktualne w tym społeczeństwie. Jednak nie spodziewała się, że pewnego dnia naprawdę będzie musiała uważać na to, komu może zaufać. Nernarra zaś swe kroki skierowała do świątyni Shadyi licząc, że zostanie kiedyś jej czempionką.

 

*******

656d2700993f12ba10c44eef4d097bf0.jpg

 

 

Targowisko Devyon-Chal jak zawsze było wypełnione sprzedającymi i kupującymi. Długi bulwar, gdzie można było kupić praktycznie wszystko, za wyjątkiem podejrzanych rzeczy, bo te to tylko w obskurnych alejkach, tętnił życiem. Spotkać było można praktycznie wszystkich przedstawicieli ishtarskiego społeczeństwa – służki patrycjuszy, kapłanki, wojowników, naganiaczy, złodziei czy żebraków, których los nie oszczędził. Gwar roznosił się po całej okolicy, ale najlepiej słyszeć było kupców, którzy zachwalali swój towar.

- Zapraszam! Idealni niewolnicy z powierzchni! Do kuchni, do łózka lub do ogrodu! Wysoka jakość!

- Wyroby wyjątkowe! Jedwab, arras, atłas i inne!

- Świeże owoce i warzywa! - krzyczał ktoś, którego wyroby raczej nie wyglądały na te pierwszej świeżości. Jakiś lokalny przysmak? Oczywiście zdarzały się sytuacje, gdzie komuś puszczały nerwy.

- Zapraszam do siebie! Wysokiej jakości sprzęt z adamantyny! Tylko u mnie!

- Ty! Ty parszywy oszuście! Oddawaj mi pieniądze!

- Zjeżdzaj biedaku, nie mam czasu na ciebie – dało się usłyszeć warknięcie w stronę niezadowolonego klienta, który z wyraźnym niezadowoleniem zbliżył się do stoiska. Kupiec szybko skierował swoją uwagę na innych, potencjalnych klientów, próbując ich zwabić gadką - Może szanowny Pan się zainteresuje? A może Pan? Wygląda Pan na kogoś kto się zna na...

- Co kurwa?! Oszukałeś mnie! Ten wysokiej jakości adamantyn to jakieś podrobione gówno! I nie próbuj mnie zbyć tanią gadką!

- Won! Bo zawołam ochronę!

- Nie zdążysz, bo odbiorę co moje! - odgłos przewracającego się stoiska przyciągnął uwagę gapiów, którzy w zaciekawieniu obserwowali burdę jaką wszczęła ta dwójka. Dość szybko zjawili się członkowie bractwa, którzy próbowali ogarnąć sytuację.

- Co za pospólstwo… Powinno się zakazać takim śmieciom wstępu na targ – rzuciła ubrana w czerwone szaty kapłanka Arachny, która nawet nie kryła się z tym co powiedziała, a jej słowa z pewnością dotarły do waszych uszu. Nilonim i Nenzara Tenna, z racji dnia wolnego, spacerowali bez celu po mieście. To bardziej Nen prowadziła swego brata, który po prostu niczym cień chodził za siostrą, która obskakiwała różnego rodzaju stoiska szukając czegoś co wpadnie jej w oko. Kobiety… Dzień zaczął się spokojnie (za wyjątkiem dla handlarza adamantyną i jego klienta) i można powiedzieć, że było nudno. Czekaliście na coś co was rozrusza.

- O, szanowny Panie! Może coś pięknego dla pięknej towarzyszki? - usłyszał Nilonim, gdy minęli kram z biżuterią.

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpg RWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

 

 

Nenzara szła jak zawsze pewnym, kocim, apetycznym krokiem pozwalając, by biodra kołysały się w znanym sobie rytmie. Ten chód opanowała będąc jeszcze nowicjuszką u Mortsit, znanych jako kapłanki bólu czy siostry Agiela.  Elfka rozglądała się po wszystkich obecnych kramach i spoglądała od czasu do czasu na znudzonego tym miejscem brata.

Nilonim nie przepadał za targiem. Nudził go. Kiedy tylko otrzymywali przepustki z wieży kręgu, większość uczniów wybiegała do targu, jako jedynego swobodnego miejsca, który był w zasięgu magii mentorów.  Młody czarodziej nigdy nie rozumiał tego zachwytu innych.

- Wypatrzyłaś coś? – zwrócił się do swej siostry

- Nie ma tu nic szczególnego – odpowiedziała

Rodzeństwo zatrzymało się, by przysłuchać się kłótni handlarza adamentu i jego niezadowolonego klienta. To nie była pierwsza sytuacja, jaką mogli tu zastać. Nenzara czuła, jak jej własne Agiele szepczą, by je chwyciła i ukarała niegodziwca. Nilonim obserwował kapłankę, której dłonie wędrowały do broni.

- Nen - skarcił siostrę – Nie wolno

- No co? – zapytała – Aż się o to prosi – dodała z lekkim uśmieszkiem.

Agiele nie zostaną dziś użyte. Do akcji wkroczyli przedstawiciele bractwa wojowników.

Nenzara próbowała wypatrzyć, czy wśród nich znajduje się jakiś atrakcyjny wojownik. Jej łoże od pewnego czasu było zimne i puste. Nenzara odrzuciła zamiary użycia Agiela i ruszyła w głąb targu.

- Powinniśmy odwiedzić targ niewolników – powiedziała

- Szukasz sługi czy nałożnika? – zapytał brat

- Kogoś do brutalnej tresury – odparła z nutką zadowolenia w głosie

- Oczywiście, swędzą cię te twoje Agiele  - rzucił z uśmiechem – Więc musisz ich użyć za wszelką cenę

Ich rozmowę przerwał kupiec oferujący biżuterię.

- Nie interesuje mnie tania i bezwartościowa biżuteria – rzekła do handlarza

- Przykro mi, nie jesteśmy zainteresowani – odpowiedział grzecznie Nilo – A więc targ niewolników? Dobrze, chodźmy tam, droga siostro

Ishtarskie rodzeństwo skierowało się w stronę miejsca, gdzie zachwalano wcześniej okazy z powierzchni. Ciekawe czy znajdą coś, co się spodoba Nenzarze?

Edytowane przez Obi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

   Szukaliście, chodziliście, wypatrywaliście i nadsłuchiwaliście, ale nic godnego waszej uwagi ani nie zauważyliście ani nie usłyszeliście na targowisku. Było to raczej miejsce, gdzie można nabyć rzeczy potrzebne do codziennych czynności niż „zabaw” w wolnym czasie. Nic was tu nie zainteresowało, a minięty i obdarzony dość pogardliwym spojrzeniem sklepikarz tylko popatrzył na was spod byka, mrucząc coś do siebie, będąc dotknięty słowami Nenzary, która nawet nie zerknęła w stronę jego straganu, a wydała tak cierpką opinię. Może w stronę kupca nie spojrzała, ale z przyjemnością rzuciła okiem na konflikt interesów jaki się rozgrywał. Dobrze jednak, że ją powstrzymałeś od próby ukarania winnych tego całego bajzlu. Może i była członkinią zakonu Mortist, ale jej pozycja nadal była za niska aby mogła sobie pozwolić na samowolne ekscesy – konfrontacja z „górą” mogła być bolesna. Dodatkowo Bractwo Wojowników nie lubi gdy ktoś wpieprza się w ich obowiązki, dowodzący nimi Sshamath był gotów przetrącić łeb każdemu, kto próbował wejść w kompetencje jego i jego podopiecznych, ale dowodząca żeńskim oddziałem Zilvra była trochę bardziej liberalna. Decyzja została przez was podjęta i ruszyliście w stronę targu niewolników. Miejsca, gdzie mieliście nadzieję na zakup kogoś, kto będzie pasował do twojej tresury.

 

*******

99d4522475824511d36b83fd6d8a80d8.jpg

 

         Było tłoczno, gwarno, ale dawało wyczuć się w powietrzu zapach bogactwa i przepychu jaki roztaczali wokół siebie potencjalni kupcy. Waszym oczom rzuciły się osoby ubrane w gustowne aksamitne suknie, które zdobiły ishtarskie szlachcianki, mężczyźni z wyższych sfer ubrani byli przeważnie w kaszmirowe tuniki, a dłonie bogaczy były ukryte w rękawiczkach z bisiora. Ich pochodzenie, oprócz ubioru, było też widoczne w ich chodzie. Pewnym krokiem przemierzali plac niewolniczy, z pogardą lustrując stojących w rzędach, w parach albo po prostu w bezładzie niewolników wszelkiej maści. Dla każdego coś miłego - elfy z powierzchni mają wysokie notowania jeżeli chodzi o pełnienie roli czy to kochanka czy też skalda, który umilał wieczorami czas śpiewając swe dzieła. Poza nimi ishtarzy z innych miast, ludzie, krasnoludy i nawet trolle, ale ci dwaj ostatni najczęściej pełnili funkcję ochroniarzy ważnych dworskich posiadłości. Po targu biegali też słudzy tych, którzy nie mieli czasu osobiście udać się na zakupy, a zamiast tego wypisali na pergaminie jaki ich towar najbardziej interesuje, a ci z nosami w kartkach szukali osoby odpowiadającej takiemu "rysopisowi". Niektórzy stali pod scenami i obserwowali, komentowali i naradzali się w kwestii ewentualnego zakupu.

- Co o nim myślisz? - spytała się swej towarzyszki mroczna elfka, której szaty zdobiły znaki poświęcone bogini Shadyi. Wpatrywała się w dobrze zbudowanego człowieka, który dumnie patrzył przed siebie, nie zwracając uwagi na komentujących go osobników, a jego jedynym ubiorem była prosta tunika.

- Dobrze zbudowany. Młody. Ciekawy nabytek by z niego był. Masz jakiś pomysł na rolę dla niego? - usłyszała w odpowiedzi

- Nie, jeszcze nie. Pewnie klasycznie, do łóżka, bo oni do niczego się nie nadają. Albo zawsze można go....Ej, ty tam, samcze! - zawołała do kogoś z biczem w dłoni, wyglądającego na szefa tego straganu. Rozmawiał on w tym czasie z młodym, chudym szczawikiem, który momentalnie biegiem udał się w sobie tylko znanym kierunku, dzierżąc list jaki otrzymał od handlarza niewolnikami. On sam odwrócił się w stronę kobiety - Po ile ten ludzki śmieć?

- Ten tu? - wskazał na dumnego osobnika - 1200 monet pani. W takim o to stanie. Jeżeli chcesz go jakoś ubrać to cena rośnie w zależności od tego co ma nałożyć.

- 1200? Co o tym sądzisz? - spytała się towarzyszki z którą pogrążyła się w rozmowie na temat tego zakupu.

 

Szliście i do waszych uszu docierały strzępy takich podobnych rozmów, ale częściej słyszeliście jednak nawoływania naganiaczy do danego stoiska oraz samych handlarzy, którzy wykrzykiwali cenę gdy ktoś o któregoś się dopytywał, chwaląc i opisując towar. Niewolnicy stali albo na scenie albo siedzieli w klatkach. Starsi, młodzi, kobiety i mężczyźni, często całe rodziny, które dostały się do niewoli po ishtarskich rajdach na powierzchnię. Na ich twarzach widać było smutek, rozpacz, ale i obojętność. U nie wielu można było dostrzec hardość. Najważniejszą jednak sprawą była cena. Chodziliście, spacerowaliście - Nenzara z zainteresowaniem wymalowanym na twarzy, wpatrująca się w samców niczym domina, która szuka kogoś kogo dobrze wytresuje. Nilonim zaś po prostu się patrzył. Czy znajdziecie coś ciekawego?

 

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpg RWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

 

 

 Plac niewolniczy był miejscem, które Nenzara osobiście uwielbiała, choć nie przyznawała się do tego dość otwarcie. Musiała utrzymywać pozory. Pierwszej wizyty nigdy nie zapomniała. Została wysłana z rozkazem jako początkująca Mortsit. Miała publicznie ukarać handlarza, który oszukał jedną z ważniejszych matron. Zrobiła to, oczywiście, ale wpierw oglądała targ i przyglądała się oferowanym dobrom. Nigdy nie zapomniała tych wszystkich wyrazy twarzy oraz spojrzeń rzucanych w jej stronę.

Nilonim szedł zamyślony za siostrą, która go prowadziła niczym ekspertka od tego miejsca.  Sam mag miał mieszane uczucia wobec handlu żywym towarem. Uważał, że nikt nie zasłużył sobie na taki los, los zabawki w rękach kapryśnej matrony czy też kapłanki.  

Dlaczego ci niewolnicy nie uciekną? - zapytał sam siebie w myślach - Dlaczego nie spróbują walczyć o swoją godność.

Nilonim nie lubił tego miejsca i tym sie różnił na tle innych mrocznych elfów.

Nenzara poszukiwała swym wzrokiem unikatu, czegoś co będzie mogła dobrze wyszkolić. Odpowiadał jej człowiek lub elf z powierzchni. Nie pogardziłaby też genasi czy  też krasnoludem. Jej niewolnikiem musi być koniecznie mężczyzna. Zwyczajna ludzka czy też elfia samica nie zniosła, by aż tyle co mężczyzna , który powinien być silny, wytrzymały, duży - takich atrybutów szukała. Wytrzymałość psychiczna i fizyczna była wymagana wśród ofiar Mortsit. Cel miał znieść spore nakłady bólu nakładane przez użycie Agiela. Metoda postępowania była dość prosta. Przyzwyczaić go do bólu, przekonać do lojalnej służby, wprawić w stan zniewolenia, sprawić by niewolnik zechciał wypełniać każde polecenie swojej pani.

- Wypatrzyłaś już coś? - przerwał rozmyślania siostry, Nilo

- Szukam czegoś oryginalnego, czegoś co będzie się wyróżniało na tle tej przeciętności - odparła kapłanka, która skierowała swe kroki do najbliższego handlarza - Ty tam! Samcze - zagrzmiała swym surowym i chłodnym głosem - Powiedz mi czy masz doskonały okaz, który nada się dla Mortsit? - zapytała i zmrużyła swe niebieskie oczy.

Nilonim zaśmiał się cicho i pozwolił siostrzyce zacząć dobijać targu z właścicielem towaru.  

Edytowane przez Obi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Kupiec poczuł się być wywołany do odpowiedzi po słowach Nenzary. Na targu niewolników rzadko kiedy sami handlarze prowadzą swoje interesy, bardziej zlecają je innym, którzy mają za zadanie utrzymać dla nich płynność finansową przedsięwzięcia. Nie ważne jak odezwie się do nich chętny nabywca, muszą być grzeczni, bowiem utrata potencjalnych zysków może ich kosztować więcej niż kilka batów na gołą dupę w ramach kary. Nie stracił rezonu tylko skierował on swój wzrok na młodą Mortist, która jak sama zaznaczyła, szuka kogoś do tresury.

- Do tresury, proszę pani? Cóż... Jeżeli mogę doradzić. Nie zwracałbym uwagi na siedzących tych tutaj - wskazał dłonią na zbieraninę elfów z powierzchni i ludzi. Wyglądali trochę na niedożywionych - Kobiety odpadają z wiadomych względów. Te z góry są bardzo słabe i nie wytrzymują zbyt dużych dawek bólu. Rozumiem, że chodzi pani o tresurę, a nie o złamanie ich. Z tych ze sceny mogę polecić na początek albo krasnoluda - wskazał na stojącego na krańcu straganu niskiego i krępego rudzielca, ubranego w typowe dla niewolników łachmany i z typową krasnoludzką długą brodą, z licznymi warkoczykami - oraz tego ishtara - w tym przypadku szarpnął dość młodym z wyglądu okazem za włosy, aby klęknął. Widać było kilka blizn, które mogły wskazywać na dwie rzeczy: pyskaty i często karany albo przeszłość związana z wojskiem - Sprzedany w niewolę z powodu licznych długów. Z tego co wiem dość odporny na ból, ale nie sprawdzaliśmy tego. Nie chcieliśmy uszkadzać towaru. Wadliwe rzeczy sprzedaje się po mocno zaniżonych cenach w porównaniu do ich wartości jako tych zdrowych. Ceny zaczynają się od 900 monet - dodał

 

AZfNE1p.jpg

 

Nenzara jednak nie zdążyła odpowiedzieć handlarzowi na kogo ma ochotę. Nie w tej chwili. Poczuła nagle uderzenie w plecy, nie za mocne, ale wystarczające aby zrobiła dwa kroki do przodu, zginając się do przodu. Odwróciła się ze złością w oczach, chcąc oddać temu komuś, ale zauważyła stojącą przed nią młodą ishtarkę, która uśmiechała, wręcz szczerzyła się do niej. Urocza, o figlarnym uśmieszku, z śnieżnobiałymi ząbkami i włosami opadającymi jej do ramion, ubrana była w granatową szatę z wyszytymi na niej symbolami bogini Shadyi, czarny płaszcz oraz naramienniki, które były schowane pod wspomnianą częścią odzieży. Poznaliście tę elfkę, była to dobrze wam znana Shidyra, która podobnie jak Nenzara należała do zakonu Mortist. Zawsze to was jednak zastanawiało co ona w ogóle robi w tym zgromadzeniu? Jej sposób bycia, a w zasadzie charakter, nie pasował do tego restrykcyjnego, chimerycznego i smutnego jak pizda zakonu, który zdaniem wielu przyjmował tylko i wyłącznie osoby pozbawione empatii, kochające tortury i znęcanie się nad słabszymi. A Shidyra taka nie była, roztaczała wokół siebie aurę dowcipu i troski. Z tego też powodu szeptano, że była ona niezrównoważona psychicznie (inni mówili bardziej dosadnie - jebnięta), skoro zdecydowała się na taką ścieżkę kariery. Ale tylko ona sama wiedziała po co właściwie dołączyła do zakonu Pani Bólu.

- Tuuuuuu cię mam! - zawołała uśmiechając się do Nenzary. Wyglądała jakby grała z kimś w chowanego i była trochę zawiedziona tym, że jej przeciwniczka tak beznadziejnie słabo się ukryła – Oczywiście, gdzie można znaleźć naszą małą kochaną Nenzarę i jej braciszka? Na targu niewolników! - mówiąc to rozpostarła swe ręce – Cześć wam. Przykro mi, ale muszę przerwać wasze miłe zakupy chociaż widzę, że chyba jeszcze nic nie kupiliście. Dzisiaj wyjątkowo robię za posłańca, Nenzaro. Nasza pani, Deatlynn, pragnie ciebie zobaczyć. Zastanawiające jest to, że chce widzieć również ciebie, Nilonimie. Ale to nie jest tak dziwne jak to, że spotkanie ma się odbyć w siedzibie Bractwa Wojowników - u ich lidera, Sshamatha – poinformowała waszą dwójkę. Widzieliście jak wypowiadając kolejne słowa jej głowa przechyla się tak, aby nie patrzeć na koleżankę, ale na to co jest za nią. Uśmiechnęła się do siebie, zerkając na „towar wystawowy”.

- Nie pytajcie mnie o co właściwie chodzi, nie mam pojęcia. Kazano mi tylko was poinformować o tym, że chcą was widzieć. - rzuciła ni to do siebie, ni to do ciebie. Zrobiła parę kroków do przodu, mijając koleżankę.

- Przepraszam bardzo, ale to kto w końcu kupuje? - rzucił handlarz, który wydawał się być zdezorientowany tym całym wparowaniem innej "Mortist" - Pani dla kogo szuka towaru? Kapłanka Shadyi? - zapytał zwracając uwagę na emblematy, wyszyte na jej ubraniu

- Nie, również Mortist. Ale nie przejmuj się, nie szukam do tresury, a koleżanka właśnie idzie. Jakie masz ceny?

- Cóż młoda damo, to zależy do czego ma służyć. Najtańsi są tak zwani "ogrodnicy", ich sprzedajemy za 300-400 monet. Ciut drożsi są lokaje, tu ceny wahają się przy granicy 500 sztuk złota...

- A wykwalifikowani w danej profesji?

- To zależy co masz na myśli. Raczej nie potrafię odgadnąć czego klient pragnie. Wiesz, każdy chce..... - kupiec i kolejny w tym dniu, potencjalny klient, pogrążyli się w rozmowie. Widzieliście jak Shidyra co jakiś czas energicznie kiwa głową.


 

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

 

 

Na twarzy Nenzary pojawił się uśmiech, a to był dobry znak dla potencjalnego rozmówcy, właściwie dla każdej istoty, która przebywała w towarzystwie Mortsit, bowiem ten gest oznaczał, że zasługujesz na tymczasową uwagę tej elfki. Kapłanka spojrzała z pogardą na wskazane elfy i ludzi.

- Jeżeli będę potrzebowała zwykłego mięsa dla umbrowego kolosa to z pewnością dam znać – skomentowała wskazany towar

Następnie pokazany jej został krasnolud.

Mały kurdupel, z niego na pewno nie będzie dobrego pożytku. Do łoża nie zaproszę przecież takiego brudasa skomentowała w myślach rudzielca

Ten Ishtar. Zainteresował ją. Wyglądał na takiego, którego łatwo nie da się zabić. Te blizny… wydawały się dość pociągające i były śladem jego silnego charakteru.  

Już chciała negocjować cenę, już sobie wyobrażała jego tresurę, ale ktoś brutalnie uderzył ją w plecy. Ta osoba miała szczęście, że uderzenie nie było zbyt silne. Wściekła odwróciła się, by zobaczyć, kto miał czelność ją tak podejść.

Początkowo nie wierzyła własnym oczom. Shidyra. Jej się tu nie spodziewała

Neznara przywitała Mortsitkę dość chłodnym wyrazem twarzy. Skinęła jej po prostu głową.

- Witaj, Shidyro – odezwał się Nilonim, który był pogrążony w myślach.

Rodzeństwo wysłuchało przekazu kapłanki.

- Obawiam się, że ten Ishtar będzie musiał zaczekać – odezwała się do handlarza –Chciałabym go  zarezerwować – rzuciła – Zapłacę za niego podwójnie, jeśli go spotkam następnym razem – obiecała

- Czemu chce mnie wiedzieć? – zapytał Nilonim – Nie jestem przecież Mortsit, nie należę do zakonu – zwrócił się do Shidyry – Powiedz nam, co wiesz o tym spotkaniu – powiedział grzecznym tonem

- Czemu akurat w bractwie wojowników? – zastanowiła się na głos Nenzara – Deatlynn nie powinna na nas zbyt długo czekać.

- Aż tak ci się spieszy? – zapytał Nilo

- Oczywiście. Musi to być ważny powód, a jeżeli nim nie jest to chętnie ukażę Shidyrę za przerwanie mi zakupów – odparła z jadowitym i wrednym uśmieszkiem Nenzara

Edytowane przez Obi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Wysublimowany gust Nenzary jak zawsze powodował, że dokonanie przez nią zakupu czegokolwiek, w czasie krótszym niż 10 minut, było najzwyczajniej w świecie niemożliwe. Za każdym razem coś jej nie pasowało w danym towarze – wiek, waga, wygląd zewnętrzny czy też po prostu charakter; za bardzo łamliwy psychicznie przez co zabawa z nim nie byłaby taka jaką sobie Nenzara wyobraża. Odrzuciła obecnie większość oferowanych jej dóbr, gdy zawiesiła swe oko na jednym niewolniku, ale przybycie Shidyry sprawiło, że będzie musiała porzucić swe plany odnośnie zakupu. Czarnowłosa Mortsit, która chwilę temu przerwała swej koleżance negocjacje z kupcem, sama teraz musiała na chwilę odstąpić od rozmów z nim.

- Pytania, pytania i jeszcze raz pytania. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi na nie, prawda? - spytała się uśmiechając się do waszej dwójki, gdy odwróciła się plecami do sklepikarza – Moi drodzy, jak powiedziałam na początku, nie wiem po co chcą was widzieć w Bractwie Wojowników. Przekazano mi tylko i wyłącznie, że mam was o tym fakcie poinformować co oznacza, że sami dowiecie się wszystkiego na miejscu. Możemy tylko zgadywać czego chcą. - dodała grzecznie. Z kolei kupiec przenosił swój wzrok z Nenzary na Shidyrę i z powrotem. Dawało się wyczuć delikatne napięcie, które pojawiło się w powietrzu, a wszystko to za sprawą przerwanych zakupów. Kobiety…

- Eeeee, dobrze Pani. Postaram się aby ten tu samiec pozostał do twego powrotu, ale nie mogę nic obiecać. Jeżeli pojawi się lepsza oferta… - próbował odpowiedzieć Nenzarze, ale ponownie Shidyra chciała się dowiedzieć więcej o ewentualnych nabytkach, których ona poszukiwała.

- Tak, tak, ale powiedz mi dobry Panie, bo rzeczywiście masz rację, nie sprecyzowałam umiejętności jakiej szukam w danym produkcie. Mianowicie chcę znaleźć kogoś kto… - jednak znowu przerwała, gdy jej koleżanka, o ile można to tak nazwać, wspomniała o karze, za to bezpardonowe przerwanie zakupów. Ishtarka ponownie spojrzała za siebie, tym razem z wzrokiem pełnym troski

- Skarbeńku – zaczęła – Wiesz dobrze, że jeżeli zdenerwujesz Deatlynn to nie wiem czy będziesz w stanie, jak to powiedziałaś? A tak, „ukarać” mnie. Naprawdę radzę się wam pośpieszyć. Sshamatha również nie wyglądał na skorego do czekania. Widać było, że się niecierpliwi – dodała. Zastanawiające, co takiego się wydarzyło, że w jednym miejscu czekali na was lider tutejszych wojowników oraz przywódczyni Mortsit. Chyba dobrze się składa, że magowie byli nieobecni, bowiem tak duża liczba poważanych osobistości w jednym miejscu mogłaby być „bombowa” ze względu na ich temperament. Słowa Shidyry brzmiały dość poważnie i wiedzieliście, że powinniście pośpieszyć się z dotarciem do celu.

- To tak, jestem zainteresowana kimś kto zna się na medycynie. Lekarz, medyk, chirurg… - wasza znajoma zaczęła składać swe zamówienie

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

 

 

Przynudzała. To właśnie robiła Shidyra w opinii Nenzary. Rodzeństwo Tenna nie uzyskało takich informacji, jakie chciało. Nilonim wyglądał na zaintrygowanego całą tą sytuacją. Mistrz bractwa wojowników i główna Mortsit potrzebowali także i jego. Nie wiedział czemu, ale chętnie się dowie.

Nenzara przełknęła głośno ślinę i zerknęła z chłodnym wyrazem twarzy na kupca.

- Radzę, aby był na swoim miejscu – odparła handlarzowi i przymrużyła swoje jasnoniebieskie oczy, a następnie uśmiechnęła się do Shidyry – Zobaczymy moja droga, zobaczymy. I dziękujemy za radę – rzekła

- Skorzystamy z niej – wtrącił się Nilo – Życzę udanego zakupu – powiedział do Mortsit

I oddalili się od Shidyry oraz handlarza. Nenzary nie interesowały zakupy jej koleżanki.

Elf widział jak jego siostra przyspieszyła kroku, a on sam zaczął naśladować ten czyn. Wiedzieli, że mieli kawałek drogi do przejścia.

- Więc czego możemy się spodziewać po tych ważnych osobistościach? – zagaił mag

- Solidnego opieprzenia za spóźnienie – zażartowała Mortsit i zaśmiała się cicho – Bractwo wojowników i Mortsitki rzadko ze sobą współpracują. Czasami służmy im za pomoc przy eskortowaniu zbiega lub ważnej matrony, która jest ważna dla samej cesarzowej. Jeżeli miasto jest w stanie wojny to uzupełniamy patrole wraz z magami i zabójcami, ale jak dobrze wiemy, sytuacja w naszym mieście jest stabilna. Bardzo stabilna.

- Czyli zostajemy łowcami nagród – rzekł Nilo

- Nie wykluczajmy takiej możliwości – odparła Nen – Zresztą, drogi braciszku, dowiemy się wszystkiego jak tylko przekroczymy próg siedziby bractwa.

 

Edytowane przez Obi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

Chociaż chcieliście jeszcze trochę postać na targowisku i popatrzeć na niewolników, co zwłaszcza było widoczne u Nenzary, która drżała, gdy mówiła handlarzowi o tym, że pragnie mieć tego konkretnego, tego jedynego, który wydawał się być stworzony do należnej mu tresury to wiedzieliście, że należy się jednak pośpieszyć, opuścić to miejsce i w końcu skierować swe kroki do siedziby Bractwa Wojowników. Ruszyliście dość szybkim tempem, bowiem można było w waszej dwójce wyczuć różne emocje. Nilonim był targany przez zaciekawienie oraz swego rodzaju dumę. W końcu, nie każdy mag ot tak po prostu jest „zapraszany” przez Mortsit. No chyba, że w roli jakieś seks-zabawki, która lubi trochę bólu. Jego siostra natomiast była pogrążona w myślach i ciągle zadawała sobie pytania: „czemu?”, „dlaczego?”, „po co?”. Oczywiście, czuła też dumę, bowiem zawsze miała o sobie wysokie mniemanie. Inni widzieli w tym zbytnią przesadność i szeptali, że jej ego jest większe niż ona sama. Nenzara natomiast uważała, że jest po prostu dobra. Lepsza od innych, którzy znajdowali się obecnie w zakonie, a uwagi jej nauczycielek często kwitowała bezrozumnym kiwaniem głową. Ona wiedziała co ma robić i te kretynki nie musiały mówić jej tego cały czas. Zwłaszcza, że czasami same potrzebowały gruntownego wyjaśnienia wielu spraw. A przynajmniej tak one wyglądały w oczach Nenzary. Mieliście szczęście, że siedziba Bractwa Wojowników mieściła się po tej samej części miasta co Targowisko i potrzebowaliście raptem kilku minut aby się tam dostać. Po drodze minęliście gospodę „Królewska przystań”, z której dobiegał jak zawsze głośny gwar. Jednak jednym z najbardziej okazałych budynków, jakie rzuciło się wam po drodze, był ishtarski Amfiteatr, zbudowany wiele lat temu, praktycznie wraz z pierwszymi budowlami Devyon-Chal. Zbudowany z pięknego, białego marmuru, sięgający 50 metrów ludzkich wysokości (co daje nam standardowe 55 stóp w mierze ishtarów) był i nadal jest budowlą, zapierającą dech w piersiach mieszkańców Podmroku, gdzie co jakiś czas tysiące widzów oglądało z wypiekami na twarzy zmagania wojowników, wojowniczek i magów – wszystko dla ich uciechy. Jednak pomimo dość brutalnego społeczeństwa, niewielu ginęło na arenie. Wypełniony wspaniałymi posągami, rzeźbami i płaskorzeźbami oraz malunkami ściennymi sprawiał, że mieszkańcy tego miasta często uważali, że należy im się nawet tyle samo uwagi co Zakazanemu Miastu, które od zarania dziejów pełniło funkcję nieformalnej stolicy Ishtarów. Dodatkowo, do dzisiaj ciężko jest wskazać, kto tak naprawdę pierwszy wybudował to architektoniczne dzieło sztuki, bowiem ludzie także mają coś bardzo podobnego u siebie na powierzchni. Czy to mieszkańcy Podmroku podpatrzyli od niegodnych z góry jak budować wspaniałe monumenty czy może na odwrót? Zagadka ta nadal pozostaje nierozstrzygnięta.

 

*******

W końcu jednak, po tych cholernych kilku minutach drogi doszliście do celu, jakim była siedziba Bractwa Wojowników, znajdująca się w pobliżu rzeki Sarbin. Potężna, strzelista wieża była przykładem dość typowej architektury podziemnych elfów, którzy najczęściej tak budowali siedziby wszelkich bractw. O ile na powierzchni tego typu zabudowania były raczej charakterystyczne dla magów, tak tutaj posiadali je także wojownicy i wojowniczki. Siedziba Mortsitek wyglądałą zgoła inaczej, ale to nie pora na opis tego w jakim miejscu mieszka i szkoli się Nenzara. Zbudowana z czerwonej cegły podzielona jest na dwie części. W wieży rezydują władze bractwa – od wielu lat funkcję głównego „szefa” tej placówki piastuje Sshamath – Ishtar, który z niejednego pieca jadł na wojnie. Oprócz niego rezydują tam osoby sprawujące funkcje kanclerza, skarbnika, zbrojmistrza oraz szafarz. Dobudowana do wieży warownia pełni zaś funkcję koszar, zbrojowni, sali treningowej oraz stołówki, gdzie swe życie wiodą wszyscy członkowie organizacji. Wyjątkowo nudne życie no, ale gdy jest pokój to zawsze będzie nudno. Kierowaliście się w stronę głównej bramy wejściowej. Przy wejściu stało jak zawsze, dwóch wojowników odzianych w adamentowe zbroje i dzierżących halabardy, którzy delikatnie drgnęli, gdy tylko ich minęliście i wkroczyliście do wieży. Wiedzieliście, że siedziba Sshamatha znajduje się na ostatnim, czwartym piętrze. Wdrapaliście się na ten poziom kroczywszy po krętych, drewnianych schodach, wyłożonych luksusowymi jedwabnymi dywanami. Kto powiedział, że wojownicy nie mogą sobie pozwolić na odrobinę burżujstwa? Ze ścian zwisały różnego rodzaju obrazy, przedstawiające najważniejsze sceny z życia ishtarskiego społeczeństwa. Stojące co jakiś czas posągi patronów wojowników rzucały na was swe cienie dzięki palącym się cały czas pochodniom, a zmierzający w przeróżne strony posłańcy mruczeli pod nosem różne, niedosłyszalne dla was słowa. W końcu znaleźliście się na ostatnim piętrze, a co za tym idzie, przed biurem Sshamatha. Zapukaliście i usłyszeliście tylko jedno słowo:

 

kiOvczu.jpg   ouUKpa5.jpg

 

- WEJŚĆ! - zdawało się, że lider wojowników jest lekko nie w sosie. Otworzyliście drzwi i wkroczyliście do jego komnaty. Od razu uderzył w wasze nozdrza zapach lekkiej spaleniny co zwiastowało, że dowódca bractwa znowu coś przez przypadek podpalił. Nie było to tajemnicą, że nie znosił tej posady i był dość niezdarny jeżeli chodzi o administracyjne pierdoły. Nie raz jakiś ważny świstek wyleciał mu z dłoni i skończył w cieplutkim kominku. Wysoki, dobrze zbudowany (co często wielu dowcipnisiów próbuje powiązać z jakimiś koligacjami rodzinnymi z krasnoludami, bo Ishtarzy przecież nie są aż tak szerocy), a także wiekowy Sshamath mimo wielu przeciwności losu zaszedł cholernie daleko w drabinie społecznej Podmroku. Chociaż prosił i błagał aby nie dawać mu tak papierkowej posady to koniec końców zgodził się – zbyt wiele zawdzięczał obecnej cesarzowej by jej odmówić. Jednak jednego nie można było mu zarzucić w tej robocie, którą wykonywał. Doskonale wiedział co potrzeba zrobić, jak to zrobić i do kogo się z tym udać aby wojownicy mieli wszystko czego potrzebują do swoich treningów. Dyplomatą może nie był, ale respekt i szacunek jaki budził były wystarczające do tego by zdobyć to czego chciał. Sshamath siedział w fotelu, pochylony nad stertą dokumentów coś tam dłubał piórem. Obok niego stała Deatlynn, która z bacznie obserwowała na wchodzące do pomieszczania rodzeństwo. Szefowa zakonu Mortsit była wysoką kobietą, o białych włosach, a jej oczy były koloru brązowego. Jej twarz zdobiła piękna blizna, którą na swój sposób lubiła się chwalić poprzez jej eksponowanie. Ubrana w zieloną szatę co jakiś czas zerkała na siedzącego samca, jakby chciała go pośpieszyć. Sshamath po kilku sekundach skrobania w papierach podniósł głowę i zabrał głos.

- W porządku, Nenzara i Nilonim. Czyli rozumiem, że posłaniec was poinformował o tym, że macie tu być. To dobrze, nie będę musiał nikogo za to karać – mruknął, odkładając dokumenty na kupkę i zaczął wpatrywać się uważnie to w maga, to w Morsit. Po krótkiej przerwie kontynuował, mówiąc monotonnym niczym strumień piwa lejącego się z beczki, głosem.

- Zapewne zastanawiacie się po co was tu wezwałem. Ja sam też się zastanawiam, po co was tutaj wezwałem. Jednakże obecna tu Deatlynn zarekomendowała mi ciebie, a co za tym idzie, także i twojego brata. A kto jak kto, ale ona wie dobrze, kto się nadaje. Chociaż ja nie wiedzę w was niczego nadzwyczajnego – zlustrował was uważnie – ale może udowodnicie mi, że nie mam racji i nawet tacy jak wy jednak do czegoś się nadają. Deatlynn? - spojrzał na towarzyszkę, która zaczęła mówić.

- Jakiś czas temu w zachodnich tunelach, które znajdują się dzień….góra dwa od naszego miasta, natrafiono na nieznane nam dotąd ruiny. Robotnicy szukający nowych źródeł adamantu natrafili na przejście, które zaprowadziło ich do…. Osiedla? Do ruin czegoś czego nie znaliśmy. Zabrali ze sobą kilka rzeczy stamtąd i po przebadaniu w Kręgu Magów stwierdzono, że ich pochodzenie jest starsze niż miasto w którym obecnie się znajdujemy - Deatlynn w tym czasie chodziła z rękoma skrzyżowanymi na piersiach, tu i tam za fotelem Sshamatha.

- Problem polega na tym, że nie wiemy dokładnie co tam się znajduje. Kilku robotników poszło głębiej ruin i znaleziono ich dopiero po kilku dniach przy wejściu do nich. Wszyscy nie żyli, a rany jakie mieli na ciele sugerują, że nie były to zwykłe pająki. Dodatkowo znaleziono ten o to amulet - wyjęła z małego pudełeczka amulet na łańcuszku. Widać na nim było włócznię, a na czubku grota znajdowało się Słońce. - Stare księgi sugerują, że to znak bogini Hiatae, jednej z paru bogiń utożsamianej ze słońcem. Tu się pojawia zagadka. Co taka religia miałaby robić w Podmroku? - dodała

- I tu wkraczacie wy - przerwał Sshamath - Nie wiemy co tam jest, ani kto tam jest. Nie wiemy też jak bardzo może być niebezpieczne. Ale nasza Cesarzowa jest zaniepokojona tym i chce rozwiązania problemu. Przekazała sprawę dla Deatlynn, a ona wybrała was. Jakieś pytania? - rzucił niecierpliwie, patrząc na przybyłych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

 

 

Szli w milczeniu. Każde z nich było pogrążone we własnych myślach i nie zamierzało ich wypowiadać. Nie zatrzymali się na dłużej przy żadnym miejscu, które w tej chwili mijali. Istniała pokusa podpowiadająca, by wstąpili do karczmy na przysłowiowego „małego” , ale wizja spóźnienia na ważne spotkanie okazało się o wiele bardziej motywująca, aby się nie spóźnić.  Nenzara przyjrzała się mijanemu budynkowi. Amfiteatr bardzo jej się podobał, a Nilonim dostał kiedyś propozycję, by wystąpić na lokalnych zawodach.

****

Gdy dotarli do gabinetu Sshamatha, skłonili się przebywającym tam osobom i wysłuchali tego, co maja do powiedzenia.

Nareszcie coś się dzieje – pomyślała Nenzara, gdy usłyszała pierwszą zmiankę o ruinach – W końcu wyrwę się z tego miasta na trochę dłużej – odparła wciąż w myślach.

Nenzara zawsze miała szacunek do przełożonej zakonu, która była odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku, więc tylko jej rozkaz jest dla niej warty rozpatrzenia. Elfka spojrzała na pokazany wisiorek.

Nilonim słuchał z uwagą każdego słowa. Tajemnicze religie i związane z nią sprawy interesowały go, podobnie jak te wszystkie mistyczne zajęcia, których się oczywiście łapał.

Trzeba się temu wszystkiemu przyjrzeć, ale sami nie damy sobie z tym rady – pomyślał i spojrzał z nadzieją na siostrę, że układa podobny plan do jego.

- Wszystko to brzmi dość tajemniczo i niebezpiecznie, ale powinniśmy sobie dać z tym radę – powiedziała Nenzara, która jego pierwsza zabrała głos w tej sprawie

- Ale nie sami – wtrącił się Nilonim – Chcielibyśmy zwiększyć naszą grupę do siedmiu osób. Pragniemy wynająć samych najlepszych lub dobrze zapowiadających się specjalistów z różnych dziedzin.

- Mój brat ma rację. Sami nie będziemy ryzykować własnym życiem – rzekła Mortsit – Dlatego też na samym początku prosimy o wsparcie najlepszego wojownika z bractwa i najlepszą wojowniczkę.  Czy możemy liczyć na pomoc w tej sprawie, mistrzu Sshamathcie? – zapytała siląc się na grzeczność

- Dodatkowo przyda nam się para czujnych oczu i sprytnych dłoni oraz lotny umysł, który poradzi sobie z pułapkami – dodał brat kapłanki

- Pozostała dwójka do drużyny może być uzupełnieniem naszego składu – zakończyła ten temat Nenzara – Na co mamy zwracać szczególną uwagę? Mamy zbierać jakieś inne artefakty czy tylko powiązane z tym amuletem? Co zrobić z napotkaną formą życia? Schwytać czy zabić z zimną krwią?

Edytowane przez Obi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

O ile Deatlynn stała nieruchomo i sprawiała wrażenie niewzruszonej tym nagłym potokiem pytań, które były dla niej dość oczywiste i świadczyły o tym, że rodzeństwo jest zainteresowane misją, jej powodzeniem i nie chce iść nieprzygotowanym, to Sshamath wyglądał jakby w Podmroku pieprznął go piorun. No...prawie piorun. Jedna brewka delikatnie mu się podniosła wskazując, że najwidoczniej nie był przygotowany na te pytania. Zagadką pozostaje czy nich nigdy nie słyszał, czy po prostu nie był przyzwyczajony do tego, ponieważ jego ludzie ich nie zadawali wiedząc co mają robić. A może nie wiedzieli, ale bali się go spytać i potem chodzili po różnych ludziach, zadając im pytania? Zerknął pytająco na przywódczynię Mortsitek, która nie okazywała żadnych emocji. Zrezygnowany, po paru sekundach oczekiwania na jakąkolwiek odpowiedź, skierował wzrok ponownie na rodzeństwo. Na twarzy Deatlynn tym razem pojawił się uśmieszek, który byli w stanie zobaczyć w tym pomieszczeniu tylko Nenzara i Nilonim. Sshamath podrapał się po głowie, pokręcił nią szukając odpowiednich słów, po czym rzekł.

- Do siedmiu osób? Chcecie mieć drużynę złożoną z siedmiu osób? - spytał się przywódca Bractwa dość mocno zaskoczonym tonem głosu. Zerknął z powrotem na Deatlynn, której uśmiech błyskawicznie zniknął z twarzy, choć jeszcze chwilę temu tam był. - Nie mówiłaś mi, że zadają tyle pytań – rzucił do niej.

- A czego się spodziewałeś? Chcą wiedzieć jak najwięcej. To dobra cecha – odparła kobieta

- Nie u mnie. Moi ludzie nie zadają tylu pytań. Wykonują zadania bez szemrania. – rzucił to takim tonem, jakby sama myśl o zadawaniu dużej ilości kwestii była obraźliwa

- To widać. Zawsze są tacy zagubieni gdy…

- SUGERUJESZ, ŻE MOI LUDZIE SĄ GŁUPI?! - ryknął Sshamath, waląc z całej siły w biurko, które zaskrzypiało i ugięło się pod siłą uderzenia. Na szczęście nic w nim nie pękło, ale część dokumentów spadła na podłogę. Kilka z nich wylądowało nawet w palącym się kominku. Samiec wyglądał jakby go nic innego nie interesowało, tylko słowa jego towarzyszki. Wpatrywał się w nią oczekując pewnych wyjaśnień.

- Czy ja tak powiedziałam? Naprawdę, musisz wziąć dzień wolnego, bo wyglądasz na przemęczonego – powiedziała kładąc dłoń na jego ramieniu. Sshamath wpatrywał się w nią jakby był zahipnotyzowany, albo nigdy niczego podobnego nie doświadczył – Porozmawiamy o tym później, a teraz skupmy się na zadaniu, które przekazujemy naszym młodym ochotnikom – dodała zabierając rękę. Wojownik pokręcił głową po czym wrócił do rodzeństwa. Zanim przemówił westchnął tylko głośno.

- Tak, tak….drużyna. Chcecie więc zebrać...jak sami to określiliście - „najlepszych z danej dziedziny”. Co do moich podopiecznych to będziecie musieli przyjść tu ponownie za jakiś czas. Godzina, dwie. Muszę sprawdzić stan osobowy w koszarach. Mam paru dla was, ale muszę ich sprawdzić. Co do pary czujnych oczu i sprytnych dłoni to mam kogoś. Nie jest on co prawda lotnego umysłu, ale poradzi sobie z większością pułapek.

- Mówisz o Vinrinie? - zapytała się Deatlynn

- Aha. Jest w mieście. Widziałem się z nim wczoraj – odparł spojrzawszy na Mortsitkę – Nie mam pojęcia jakim cudem jeszcze żyje, ale wygląda bardzo dobrze. Bąknąłem wczoraj o tym zadaniu i zaraz zaoferował się na ochotnika. Jak każdy niziołek, tak i ten ma nierówno pod kopułą.

- Skoro tak mówisz – rzuciła

- Tak mówię. A więc wracając do naszego tematu. Specjalistę od wszelkiego rodzaju zamków znajdziecie w gospodzie „Biały żagiel”. Wiecie gdzie to jest, prawda? Przy rzece, najczęściej mieszkają tam marynarze i im podobni – rzucił, podnosząc z ziemi kartki, które spadły wcześniej. Dobrze, że teraz się zorientował w tym temacie – Powiedzcie mu, że was przesyłam. On będzie wiedział co i jak – dodał.

- Nie wiem czy ten nizioł pasuje do tego zadania. - odparła Deatlynn patrząc uważnie na Sshamatha.

- Jak zawsze, ty nigdy nic nie wiesz – czuć było szpilę wbitą za wcześniejszą „uwagę”. W końcu lider Bractwa wynurzył się spod biurka, kładąc resztę dokumentów na biurku – Kto jak kto, on jest dobry w tym co robi.

- Pieprzony złodziej.

- Taki jego zawód. I styl.

- Jasne – rzuciła z przekąsem po czym zwróciła się do was – Posłuchajcie teraz. Idźcie po niego i go zwerbujcie. Zastanowimy się nad kolejnymi, którzy mogą się wam przydać. Macie rację, nie wiemy dokładnie z kim i z czym możecie się zmierzyć więc warto być gotowym na każdą ewentualność. Co do tego co powiedziałaś Nenzaro… Nie spodziewamy się spotkać tam jakiś nieznanych form życia. Ale uważajcie, bo nie wiemy kto się czai w tych korytarzach. Kwestie amuletów i innych magicznych przedmiotów są jasne – wszystko co uznacie za przydatne ma zostać dostarczone do nas. Uczeni się nimi zajmą.

- Naprawdę nie wierzę, że zajęło nam tyle czasu na wyjaśnienie tego zadania. Ja bym odebrał rozkazy i ruszył wykonać zadanie. - powiedział nagle Sshamath

- Wiem. Witaj w Zakonie Mortsit, tu wszystko jest jasne i przejrzyste – odpowiedziała Deatlynn z uśmiechem, za którym mogło być ukryte praktycznie wszystko - Jakieś jeszcze pytania? - zapytała rodzeństwo

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

Jak się okazało, Sshamath nie był przygotowany na ilość pytań, które mu zaserwowało rodzeństwo.

Jego reakcja była bardzo zabawna dla Nenzary, która z trudem powstrzymywała się, by nie zachichotać pod nosem.

Chyba nie pomyślał, że ma do czynienia z jakimiś początkującymi małolatami, którzy od razu polecą do wskazanego miejsca bez żadnych przygotowań? – pomyślała kapłanka.

Reakcja przełożonej była… cóż odpowiednia do tej całej sytuacji. Ten uśmiech i ta dłoń na ramieniu mistrza. Coś musiało być na rzeczy.

Nilonim słuchał tego wszystkiego z kamiennym wyrazem twarzy. Spodobała mu się ta wymiana zdań między ich  tymczasowymi przełożonymi.

Przedstawili im też propozycję nowego kompana.

- Niziołek? – zapytała Nenzara upewniając się, że dobrze zrozumiała Sshmatha – Naprawdę? – dodała

- Siostro, nie bądź rasistką – rzucił Nilonim

- Nie lubię Niziołków. Kiedyś jeden próbował mnie okraść. Marnie skończył – odpowiedziała bratu – Będziemy z nim współpracować. Przynajmniej przez jakiś czas – uśmiechnęła się słodko – Postaramy się trafić do tego przybytku marynarzy. Nie chodzę do takich miejsc. Są brudne i przesiąknięte zgnilizną tych wszawych gości – dodała z niechęcią w głosie

- Mają tam całkiem przyjemną obsługę i nienajgorsze widoki. Gdybym szukał złodzieja to właśnie tam bym się udał – rzucił mag

Rodzeństwo przerwało swoją wymianę zdań, by wysłuchać tego, co ma im do powiedzenia Deatlynn.

To były kluczowe informacje.

- Zrobi się – odparła krótko Nenzara

- Przyjęliśmy to wszystko do wiadomości – dodał Nilonim  - Postaramy się was nie zawieść w tym względzie.

- Nie mamy już żadnych pytań. Wszystko zostało doprecyzowane – odparła Nenzara ciut jadowitym tonem głosu.

Rodzeństwo skinęło głowami na pożegnanie i udało się w kierunku wyjścia z gabinetu. Czekało ich dłuższe zejście.

Za godzinę tu wrócą. Tym razem z nowym nabytkiem i oby nowy kompan nie okazał się zrzędliwą łajzą. Sshamath wystarczy, jego nie muszą nikim zastępować.

Na dźwięk tych powyższych myśli Nenzara uśmiechnęła się pod nosem.

- Humor ci dopisuje – zauważył Nilonim

- Oh, odczep się. Za kilkanaście minut będę wśród marynarzy i pospólstwa – zaczęła marudzić

- Może tam znajdziesz kandydata do szybkiej tresury – zaśmiał się mag

- Ty wiesz jak przywołać jakieś plusy – odparła

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

- Możecie odejść. To tyle na ten czas – rzucił do was przywódca Bractwa co było sygnałem, że można spokojnie opuścić komnate. Rozkazy zostały wydane i wiedzieliście, że na chwilę obecną nie macie nic do roboty w Bractwie Wojowników. Opuściliście pomieszczenie i w milczeniu zeszliście na sam dół, kierując się ku wyjściu. Nic więcej nie musieliście mówić, bo praktycznie wszystkie informacje zostały wam już przekazane i nie widzieliście sensu aby ponownie o tym gadać. Sshamath uśmiechnął się do was, gdy odprowadzał was wzrokiem. Ciężko było powiedzieć co to właściwie mogło znaczyć. Wsparcie? A może wiedział coś czego wy jeszcze nie wiecie i życzył wam w ten sposób powodzenia? Chuj wie. W każdym bądź razie ruszyliście ponownie na miasto, tym razem kierując się w stronę knajpy „Biały żagiel”, umieszczonej w pobliżu rzeki Sarbin. O dziwo, tym razem ulice nie wyglądały na tak zapełnione jak jeszcze godzinę temu. Może to pora obiadowa tak to spowodowała? Bez przeszkód dotarliście do celu, jakim był dwupiętrowy budynek z czerwonej cegły, z częściowo zasłoniętymi oknami, a także z dużym szyldem wywieszonym nad wejściem z napisem „Biały żagiel”. I pierwszą rzeczą, która was uderzyła, był zapach. Mieszanina alkoholu, ryb, tanich perfum, różnego rodzaju przypraw, które pracujący marynarze znosili na ląd… Ta dziwna i niecodzienna woń uderzyła w wasze nozdrza. Drugą rzeczą był natomiast hałas jaki się wydobywał z lokalu. Widać było, że chyba spora część przechodniów udała się tam aby się czegoś mocniejszego napić. Albo to marynarze wzięli wolne i udali się na przerwę. Dźwięki tłuczonego szkła, okrzyki, wyzwiska...Gwar był tam duży. Nie mieliście wyboru i weszliście do lokalu.

 

*******

- Gdzie moje piwo kobito?!

- Czekaj kurwa, mnie teraz obsługuje!

- Uważaj jak chodzisz kurwa!

- Ja stawiam...hik….kolejkę….hik...dla wszystkich!...hik – zawołał ktoś totalnie pijany.

Rozglądaliście się w poszukiwaniu niziołka. Albo kogoś kto odpowiada rysopisowi niziołka, bo w takim przybytku to wszystkiego trzeba być pewnym. Barman za ladą, krzepki Ishtar z wkurzonym spojrzeniem, nalewał kolejne kufle piwa pszennego, a pracownice roznosiły zamówienie, będąc raz po raz podszczypywane w tyłek przez klientele, która praktycznie w całości była pod wpływem. W mniejszym lub większym stopniu.

- No chodź do nas maleńka! Odpocznij z nami, prawdziwymi facetami – zawołał ktoś, próbując przyciągnąć przechodzącą obok kelnerkę (heh, śmieszne słowo) do siebie

- Pierdol się, w pracy jestem – warknęła pracownica, odganiając jego łapsko tacką. Ciężko powiedzieć czy pracując w takim miejscu jej tyłeczek byłby czysty niczym u elfiej panny z powierzchni. Rozglądaliście się po wnętrzu, o dziwo nie tworząc zainteresowania swoją osobą. Tylko gdzie do cholery jest ten zasrany karzeł?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

Nenzara była zdegustowana i nie, nie wcale nie miała na myśli uśmiechu Sshamatha, tylko nowej okolicy, z jaką musieli się zmierzyć. W tej całej sytuacji był plus. Nie było żadnych osób, które mogły narazić się kapryśnej Mortsit.

Nilonim wyglądał na zrelaksowanego i nie miał takiej miny, jak jego młodsza siostra, która poruszała się kocim krokiem.

-Ahhhhh, nie ma to jak zapach portu – powiedział mag, wdychając woń okolicy karczmy. Ryby, tanie perfumy, alkohol. To były takie doznania. Po prostu uczta dla nosa.

Nenzara tylko z dezaprobatą pokiwała głową, a jej mina była jeszcze bardziej zniesmaczona niż zwykle.

- Fuuuj. Powiedz, że żartujesz – rzekła z odrazą, a gdyby jej wzrok mógł zabijać, to Nilonim spotkałby się z rychłą śmiercią.

-Spokojnie Nenzaro, nie masz się czego obawiać – odpowiedział Nilonim – Najlepsze jeszcze przed nami – rzucił Tenna, gdy zatrzymał się przed drzwiami do przybytku – Tylko posłuchaj

Nenzara umilkła i wsłuchała się w odgłosy wydobywające się z karczmy.

- Nie wiem co w tym takiego fascynującego – powiedziała

*****

I weszli do tego lokalu. Nenzara była zaskoczona, że nie wzbudziła swoim wejściem żadnego zainteresowania. Nilonim nie zwrócił na to uwagi.

Rodzeństwo zaczęło swoje poszukiwania, ale nie odkryli nic nowego. Po szybkich oględzinach trudno było im stwierdzić czy ten karzeł jest tu obecny.

- Hej ty! – rzuciła do kelnerki – Szukam kogoś – dodała i uśmiechnęła się drapieżnie

- Wybacz mojej siostrze. Jest taka niewychowana – rzucił sarkastyczną uwagą Nilonim – Poszukujemy osobnika zwanego Vinrin. Należy do Niziołków. Może go znasz? – zapytał

Nenzara tylko cicho prychnęła i splotła dłonie na piersiach.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

Jak słusznie z bratem zauważyliście, żadne z was nie wzbudziło jakiegokolwiek zainteresowania ze strony marynarzy, pijaków i stałej klienteli. Wszyscy byli bardziej skupieni na swoich zamówieniach i uważnie wpatrywali się w zawartość swoich kufli, co jakiś czas w mniej lub bardziej kulturalnych słowach domagali się kolejnej kolejki. Rozglądaliście się po pomieszczeniu, ale nic nie znaleźliście. Nikt z obecnych w lokalu, swoją budową ciała, nie przypominał niziołka. No chyba, że schował się pod stołem, co w pewnym sensie jest możliwe, ale tylko by przeszkadzał innym w piciu trunków.

Kilka osób odwróciło się w stronę Nenzary na hasło „Hej, ty!”, bowiem było ono niesprecyzowane do kogo konkretnie ta mała Mortsit się odnosi. Na jej szczęście kelnerka również spojrzała w jej stronę. Jej lekko zagubiony wzrok szybko wyłapał twoją twarzyczkę. Ten pełen władzy głos, który zabrzmiał w tym przybytku zupełnie nie pasował do jakiejkolwiek kobiety, która kiedykolwiek przekroczyła próg tego przybytku. Paru marynarzy złowrogo zmrużyło oczy, wpatrując się uważnie w waszą dwójkę. Nagle alkohol przestał być dla nich aż tak ważny.

- Co? Słucham? - rzuciła niepewnie kelnerka, która szybko przeniosła wzrok na brata, który okazał odrobinę taktu w przeciwieństwie do swej siostry.

- Vinrin? Niziołek? Przepraszam, ale nikogo nie widziałam. Jestem zbyt zajęta pracą by zapamiętać każdego klienta i… - zaczęła nieśmiało, ale jeden z gości jej przerwał. Jego wypowiedź poprzedziło najpierw głośne beknięcie.

- Niziołek? - rzucił z pijackim akcentem, wycierając mordę ręką, aby piwo nie kapało mu z brody – Był tu jakiś mały karakan, kurwa. Poszedł na górę z Surhionem.

- A po chuja z nim polazł? Chce dobytek swego życia z nim przegrać? - spytał się inny elf, który siedział przy stoliku razem z nim.

- Nie wiem kurwa po co polazł. Nie obchodzi mnie to! Kobieto! - krzyknął w stronę kelnerki – Piwo mi się kończy, chcę następne i to już, kurwa!

- Tak, oczywiście! - zawołała i błyskawicznie udała się w stronę baru. Nagle wszyscy goście „Białego żagla” spojrzeli w sufit. Coś jebło o podłogę, a chwilę potem padła groźba.

- TY PIERDOLONY OSZUŚCIE! ZABIJĘ CIĘ, SŁYSZYSZ KURWA?! ZABIJĘ!

Nikt nie oderwał się od swego kufla. Wzruszyli ramionami i wrócili do rozmów oraz co najważniejsze, delektowania się smakiem szczynowego piwa, jak wielu ochrzciło tutejszy trunek. Przecież to nie był ich problem.

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

Odpowiedź jaką udzieliła im kelnerka, początkowo nie przyniosła satysfakcji u Nenzary, która zignorowała złowrogie spojrzenia niektórych marynarzy.

Niech tylko spróbują się do mnie zbliżyć to wtedy poczują ból  przyznała w myślach.

Na szczęście inny klient okazał się bardzo pomocny.

- Surhion? – zapytał Nilonim

- Powinnyśmy go znać? – dopytała Nenzara

Jednak nie otrzymali odpowiedzi na swoje pytanie. Coś na piętrze gospody wydarzyło się, co wymagało interwencji rodzeństwa.

- Dziękujemy za informację. Postaw mu jedno piwo na mój koszt – odezwał się mag do kelnerk, po czym wraz z siostrą udał się na piętro przybytku w poszukiwaniu źródła hałasu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Odgłosy docierające z piętra wyżej były coraz bardziej niepokojące. Nie wiedzieliście kto dokładnie, ale ten ktoś bardzo pragnął mówiąc kolokwialnie, zamordować tego drugiego, w jak najbardziej bolesny i brutalny sposób. Liczba wulgaryzmów w pewnym momencie mocno przybrała na sile i przez kilka sekund tylko je dało się słyszeć. Zapowiedź rychłego skończenia jego bezwartościowego życia przeplatała się z zapewnieniami, że wyzywający doskonale wie o tym, gdzie pracowała i pracuje nadal matka tego do którego wyzwiska były kierowane. Mówił on o najstarszym zawodzie świata. Przy okazji obiecywał też, że gdy z nim już skończy to dobierze się do tyłka jego karłowatej rodziny. Nie było to dość miłe. Cała ta plejada wyzwisk połączyła się w jeden, wielki hałas kiedy doszła do tego kakofonia pisków, jęków i błagań o darowanie mu życia.

- Nie! To nieporozumienie! To nie jest tak jak myślisz! - ktoś głośno zawodził, pochlipując.

Dołączcie do tego odgłosy tłuczonego szkła, rozbijanych mebli, które lądowały albo to na ścianie, albo na podłodze i macie całą "melodię" jaka wypływała z tamtego pomieszczenia. Otrzymawszy informację, że niziołek jest na górze i słysząc te dźwięki, ruszyliście czym prędzej na pierwsze piętro. Jednak nie dobiegliście na nie, bowiem w połowie drogie, na półpiętrze wpadł na was mały, przestraszony, z rozwalonymi włosami, jakby ktoś je ciął mieczem. Ubrany w brązową, ćwiekowaną zbroję, ze sztylecikiem przypiętym do pasa. Spodnie, buty i pas. To wszystko.

 

cCE0Vak.jpg

 

Dosłownie wpadł na Nenzarę, ale odbił się od niej, upadając na tyłku.

- NIE POZWÓLCIE MU UCIEC! - rozbrzmiał wściekły głos. Niziołek szybko podniósł się i schował się Nenzarą, obejmując ją mocno, jakby nie chciał aby ta pierwsza tarcza, która może uratować dupsko uciekła.

- Błagam! Pomóżcie mi! - pisnął. Tymczasem przed wami pojawiła się grupa ishtarów w liczbie "trzy". Nie mieli na sobie zbroi jako tako, nosili zwykłą szatę chociaż dwóch w dłoniach dzierżyło noże. Trzeci miał sztylet. On też przemówił.

- Mówiłem Ci, ty zasrany oszuście, że lepiej abyś mnie nie kantował gdy grasz ze mną. Nie wyjdziesz żywy z tego lokalu, Vinrin. Raz mnie oszukałeś i wtedy ci darowałem życie. Teraz nie będę taki łaskawy. - wycharczał przez zaciśnięte ze wściekłości usta. Dostrzegł też was.

- A wy co tu robicie? Spierdalajcie, to nie wasza sprawa co tu się dzieje. To problem między mną, a nim. - dodał złowieszczo. Niziołek jeszcze mocniej objął siostrzyczkę.

- Mówiłem już, to nieporozumienie! - powiedział ze łzami w oczach. W tym momencie z jego prawego rękawa wypadła jedna karta, która wylądowała na podłodze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

Dla człowieka czy innej rozumnej istoty z powierzchni, dochodzące odgłosy awantury byłyby niepokojące, ale tu był Podmrok, świat, który rządził się swoimi własnymi prawami. Tu każdy mógł stracić życie i nikogo by to nie obchodziło. Jednak życie poszukiwanego Vinrina było problemem Nenzary i Nilonima, którzy wchodzili i chłonęli każdy nowy dźwięk dochodzący do ich uszu.

Nie zdążyli wejść do pokoju. Nie zdążyli nawet pokonać całej drogi. Wybuchło zamieszanie, którego sprawcą okazał się poszukiwany niziołek. Nenzara cały czas zachowała zimną krew i pochmurną minę.

Miała ochotę kopnąć tego pokurcza, ale chciała się zabawić. Potrzebowała rozrywki.

- Ukochany - powiedziała słodkim głosem i uśmiechnęła się przymilni, by po chwili ryknąć -DLACZEGO ZNÓW MI TO ROBISZ? CZY JA CI JUŻ NIE WYSTARCZAM? -wrzasnęła na całą gospodę - To ja tu się przebieram w strój Mortsit i czekam na ciebie, cała rozpalona, byś we mnie wszedł, jak za starych dobrych czasów, a ty mi odwalasz takie świństwo! Jesteś bardzo złym chłopcem, Vinrynie. Twoja pani musi cię ukarać - powiedziała i wyjęła Agiel, by dotknąć fragmentu ciała tego mężczyzny.

Nie, tu nie zamierzała udawać, tylko pokazać, co to znaczy ból Mortsit.

Nilonim spoglądał na caą sytuację z rozbawieniem w oczach i na twarzy. Nie spodziewał się takiego zagrania u swojej siostry.

- Panowie, chyba nie chcecie, aby ten romans przeżywał smutne chwile - zagaił mag  - Nie potrzebujemy rozlewu krwi. Ile jest wam winien ten o to nieszczęśnik?

- Boli? -zapytała szeptem Nenzara, gdy nachyliła się do ucha niziołka, a następnie chwyciła zębami płatek i delikatnie go miętosiła.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Jeżeli ktoś się zastanawiał kiedykolwiek jak sprawić by przypadkowe spotkanie nie wyglądało na przypadkowe, a w każdym bądź razie mocno skonfundowało nie jedną, a obie strony to to jest właśnie właściwa scena. Zarówno Vinryn, który objął mocno Nenzarę, jak i Surhion, zaskoczeni spojrzeli na krzyczącą kobietę, która oznajmiła całej klienteli „Białego żagla”, że czekała cholernie długo na niziołka, aby ten ją zaspokoił i skoro ten tak z nią postępuje to nie obejdzie się bez kary. Vinryn podniósł głowę i zaczął się zastanawiać kogo bardziej powinien się obawiać? Elfa, którego dopiero co próbował oskubać w karty czy może nieznajomą, która pojawia się znikąd i przy wszystkich oznajmia, że czekała na niego co jest nieprawdą, bo wiedziałby, że ktoś na niego czego, a nikt nie czekał na niego, bo nie miał po co. No chyba, że na grę w karty, ale ona nie wyglądała na szulera. Podniósł głowę i wpatrywał się w Nenzarę niczym myszka, która zahipnotyzowana obserwuje taniec węża. Surhion i jego dwóch osiłków też podniosło głowę, z karzełka na nią. Vinryn pierwszy zabrał głos, poprzedzając to głośnym przełknięciem śliny. Jego uścisk wokół pasa Nenzary przybrał na sile, ale nie należał do mocarnych niziołków więc nie zrobiło to wrażenia na mortsistce. Jednak zanim złodziej powiedział cokolwiek sensownego, z jego ust wydobyły się różne samogłoski. W końcu jednak zaczął mówić, chociaż to za duże słowo.

- Ja, ja, ja….Wi-Widzisz, bardzo możliwe, że dzi-dziejsze spotkanie ha-ha-hazardowe mogło mi wy-wybić z głowy nasze-sze spotka-kanie, ale co-coś tam świta mi w -gło-łowie – wybełkotał.

- Ej szefie, o czym on pieprzy? - spytał się jeden z goryli Surhiona.

- Właśnie sam się nad tym zastanawiam, Illakhu! - krzyknął przesuwając wzrok z kobiety na niziołka i z powrotem, ściskając mocno sztylet. Szybko jednak spojrzał na Nilonima, który odezwał się mówiąc coś o miłości i romansie. Bezsensownych rzeczach - Miłość?! Jaka miłość?! Przecież widać wyraźnie, że to jest pieprzona szopka! I nie twój zasrany interes ile kasy jest mi wienien! Wypatroszę go, a skórę powieszę nad kominkiem! A wy tam na dole zamknąć mordy! - ryknął w stronę klienteli, która z coraz większym zainteresowaniem przyglądała się temu przedstawieniu. O dziwo jego groźba wcale ich nie ruszyła.

- Gorzko, gorzko! Kto powinien zacząć?! Baba czy chłop?! Gorzko!

- Vinryn! Powiedz mi, gdzie taką laskę wyrwałeś?

- Cholera, zawsze wiedziałem, że to mit! Niziołki wcale kiepskie w łóżku nie są, skoro taka kobieta aż po niego się osobiście pofatygowała do nas – klienci rzucali to coraz zabawniejsze, ale też i żenujące uwagi na wasz temat. Gdy agiel, osobista broń każdej mortsit, dotknęła kawałka skóry niziołka, ten zaczął skomleć, co ciężko było odczytać – czy jako odgłos powodowany bólem, czy może ekscytacja. Kto wie, może lubił taką grę wstępną? Chwycił twoją dłoń, w której nic nie trzymałaś i piszcząc, wpatrywał się w twoje oczy. Głaskał twoją dłoń, aby ci pokazać byś okazała mu odrobinkę litości.

- Boli. Bardzo boli. Byłem złym niziołkiem i zasługuję na karę, ale nie taką karę. Ta kara boli – szeptał dosyć głośno, mając łzy w oczach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

Nenzara nie spodziewała się, że jej gra odniesie sukces, a przynajmniej sprawi, że klientela tego przybytku zainteresuje się ich przypadkiem. Tylko Vinryn mógł ją wsypać i przeszkodzić w ratowaniu jego dupska.

Nenzara spoliczkowała Niziołka.

- Jak mogłeś o tym zapomnieć? Czy moja wilgoć miedzy udami nie interesuje takiego mężczyzny, jak TY?! – zapytała wyraźnie zaskoczona.

Oczywiście jej pseudo miłosną rolę musiał przerwać ten cały Surhion i jego osiłki. Jak mogli nie wierzyć w prawdziwą miłość u tych dwojga? Przecież to widać.

Nenzara spojrzała na brata, a on tylko się uśmiechnął.

- Wiecie, jestem pacyfistą, ale nie podoba mi się, jak grozicie mojemu przyszłemu szwagrowi – odparł mag i uniósł dłoń w górę, by wyzwolić zaklęcie czerwonych czarodziei zwane po prostu „Swobodnym Zwisem”. Czar miał podnieść z miejsca Surhiona i jego towarzyszy, i zawiesić ich w powietrzu przez kilka chwil, a przynajmniej Nilonim chciał utrzymać ten efekt, by gwałtownie opuścić ich na podłoże.

- Teraz porozmawiajmy – rzucił mag, ignorując towarzystwo w karczmie. Nenzara była zajęta pokazywania właściwości Agiela.

- Zaboli jeszcze bardziej, gdy  spróbujesz mi zniknąć z oczu – szepnęła mu do ucha – Bądź grzecznym chłopcem to spotka cię nagroda   - dodała zabierając broń

- Jednym ruchem mogę was wgnieść w ścianę i rozsmarować wasze wnętrzności po całej karczmie. Czy na pewno tego chcecie chłopcy? – warknął przez zaciśnięte zęby

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Sytuacja w knajpie mogła zacząć przybierać nieoczekiwany obrót, zależy na to z jakiej strony patrzymy na to wszystko. Każdy mógł powiedzieć, że zamieszane są w to trzy strony – oszukani w karty, poszukujący złodzieja-niziołka i prowodyr tego całego rozgardiaszu jaki panował w gospodzie. Wydawało się, że zapomniano o ewentualnej, czwartej stronie tego konfliktu. Bywalcach knajpy „Biały żagiel”. Początkowo wpatrywali się oni z ogromnym rozbawieniem na to wszystko, śmiejąc się, przedrzeźniając, szturchając swoich kompanów i szeptając im na uszko co śmieszniejsze (ich zdaniem) teksty sprawiając, że ich towarzysze od kieliszka wybuchali gromkim, pijackim śmiechem. Jednak wydarzenia nabrały dość szybko rozpędu. Podczas gdy Nenzara robiła Vinrinowi grę wstępną już na schodach prowadzących na piętro, który mocno cierpiał wydając ciche piski i jęki, próbując ugłaskać kobietę by zaprzestała tych czynności, Nilonim pojedynkował się na spojrzenia z Surhionem i jego obstawą. Zaczęło się robić gorąco. Mag postanowił podnieść rękę, ale piszczący z bólu niziołek złapał go w ostatniej chwili, zwrócił na siebie jego uwagę. Mądry ruch. Bo co jeżeli są oni odporni na magię? Rozsmarują was po podłodze i tyle będzie, czyż nie?

- Nie, mój przyszły szwagrze – wyjęczał Vinrin – Nie wolno. Nie tutaj…. Aaaaaa, proszę cię kochanie, wybacz mi! - skomlenie przybrało na sile. Widać było, że cierpi. Gest maga nie umknął uwadze Surhirona.

- Co kurwa?! Ty pieprzony szmaciarzu! Myślisz, że możesz rzucać jakimiś kuglarskimi sztuczkami w naszą stronę?! Ja cię zaraz…. - krzyknął, podrzucając sobie sztylet, łapiąc i robiąc krok w stronę Nilonima.

- Eeeeeeeee, Suchion!! - z głębi lokalu wydobyło się pijackie nawołanie. Nalany marynarz z rozmarzeniem w oczach obserwował to zajście – Hik! Zostaw te gołąbeczki! Chodź tu do nas i napij się...hik!...z nami, co?

- Zamknij mordę pijaku! Zajmij się sobą, dobrze? - odkrzyknął elf, który stanął bardzo blisko Nilonima, zaciskając jeszcze mocniej palce na rękojeści sztyletu.

- No nie bądź...hik!...taki. Dawaj tutaj.

- Powiedziałem ci coś! Lepiej sprawdź co u twojej starej, głupawej matki słychać. I morda w kubeł, zapijaczona mordo. Nie twój to interes!

Huk, jaki rozniósł się po gospodzie był z pewnością słyszalny nawet na zewnątrz. Marynarz, do którego skierowana była ta uwaga, wstał gwałtownie ze swego siedzenia, przewracając je, a kufel z resztkami piwa rozbił się na stole. Wyglądał nawet podobnie do Sshamatha, górną część ciała wyrzeźbiła praca na statku i noszenie ciężkich skrzyń z towarami. Wyglądał na mocno niezadowolonego z tego co usłyszał.

- Co powiedziałeś, kurwa?! Chcesz...hik!... to powtórzyć?! Nikt, nikt nie będzie...hik!... obrażał mej mamusi! - ryknął, a w knajpie momentalnie zrobiło się cicho. Nikt nie był skory do żartów z kogoś kto wyglądał na dwa razy szerszego od przeciętnego bywalca tej gospody. Chwiejnym krokiem ruszył w stronę schodów, ale zatrzymał się. Spojrzał na stół, gdzie przed chwilą siedział.

- Brat, idziemy – rzucił do swego towarzysza. Osoba zwana „bratem” powstała. I rzeczywiście można powiedzieć, że jakieś koneksje rodzinne ta dwójka miała. Podobny wzrost, budowa ciała, kolor włosów był taki sam – mleczna biel. O ubiorze nie wspomnę. Bliźniacy? Dwójka ruszyła na schody, dość chwiejnie. Surhion jakby lekko stracił swoją pewność siebie. Na pewno nie było już jej widać w jego obstawie, która nerwowo zerkała na swego przywódcę.

- Eeee, szefie? - spytał się nieśmiało jeden z nich. Marynarze podeszli do was, ale nie interesowało ich pożycie łóżkowe Nenzary i Vinrina. Odepchnęli was na ścianę, razem z Nilonimem, Stali do was plecami, a na trójkę hazardzistów patrzyli z góry.

- Chcecie nam jeszcze raz powiedzieć coś o naszej mamusi?!

- Zjeżdżajcie imbecyle, to nie wasza sprawa!

- Odszczekajcie to co powiedziałeś! Rozumiesz?! Ty śmieciu?! - pierwszy wilk morski, który poczuł się urażony obserwował, jak jego „brat” złapał za szatę Surhiona i zaczął nim potrząsać. Ten nie pozostał dłużny i zamachnął się sztyletem. Pojawiło się cięcie na dłoni „brata”, który krzyknął z bólu. Krew lekko chlapnęła na podłogę.

- Ej! Żadnych bójek w moim lokalu! - krzyknął barman – Uspokójcie ich! Niech ktoś ich uspokoi zanim wyrządzą szkody! Zapłacę za to! - zaczął zachęcać klientelę do zatrzymania rozróby. Początkowo mało kto się kwapił, ale gdy wstało dwóch, trzech, a potem czterech gości, którzy ruszyli na schody, widmo szybkiego zarobku zamigotało przed oczami innych. Zaraz potem połowa tawerny biegła by odseparować od siebie awanturujących się elfów. Zrobił się niezły kocioł. Pięści poszły w ruch.

- Teraz, to nasza szansa! - szepnął Vinrin Nilinimowi i pociągnął ich na dół. Może uda się wymknąć z tego bajzlu bez przeszkód? O ścianę właśnie rozbiło się krzesło. Ktoś chyba chciał dać w ten sposób aby awantura na schodach dobiegła końca.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

 

 

Sytuacja zrobiła się niekomfortowa. Nilonim został w ostatniej chwili powstrzymany przed rzuceniem zaklęcia. Spojrzał tylko pytającym wzrokiem na Vinrina, który był pilnowany przez swoją osobistą ochroniarz. Mag nie zdążył nawet wyjaśnić nieporozumienia czy dokończyć czaru, bowiem poleciały wyzwiska między zapijaczoną klientelą, a Surhionem i jego kompanami.

Nenzara miała ochotę wtrącić się do walki. Jej arogancja nie pozwoliła by jej na przegapienie takiej bitki, ale szybko została powstrzymana przez Vinrina, który pociągnął ich na parter.

- Masz rację – warknęła przez zaciśnięte zęby.

Podczas tej ucieczki z karczemnej bójki, rodzeństwo stara się unikać lecących przedmiotów i gości oraz trzyma się blisko siebie i przewodnika.  

Po wszystkim, wyjaśnią sprawę Vinrinowi.

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Mówi się, że umiejętności zawsze pokonują szczęście, ale w waszym przypadku to to drugie górowało w tym momencie nad tym pierwszym. Mimo, że droga od schodów do drzwi wejściowo-wyjściowych karczmy wynosiła zaledwie dwanaście kroków to mogliście się czuć jakby bogowie testowali wasze umiejętności przetrwania w tym jakże ciężkim i zapijaczonym środowisku. W powietrzu unosiły się okrzyki, wyzwiska skierowane do bywalców jak i do ich rodzicieli. Z gracją umknęliście świszczącym w powietrzu kuflom piwa oraz paru krzesłom. Stoły zaś bardziej latały w stronę tej dużej zbieraniny ludzi na schodach. Kelnerki uciekły na zaplecze, właściciel stał za ladą, oparty o nią i z żałością w oczach obserwował całe to zamieszanie. Bardziej jednak przejmował się tym, że sporo pieniędzy musi przeznaczyć na remont i zakup nowych mebli. Oj, chyba ktoś będzie bulił za to z gości....

Wy jednak z ulgą znaleźliście się na jednej z głównej ulic dzielnicy rzecznej, z dala od wnętrza "Białego żagla". Hałas i cały ten rozgardiasz był dobrze słyszany co powodowało, że wszyscy przechodnie spoglądali na budynek, wypatrując to jakiś ciekawych widoków. Jedni się zatrzymywali, a jeszcze inni przyśpieszali kroku jakby bali się, że "impreza" przeniesie się na wolne powietrze.

Vinrin stał zgięty, ciężko oddychając. Ciężko powiedzieć czy oddychał tak dlatego, bo cała ta niebezpieczna sytuacja minęła czy może dlatego, że nie czuje już bólu jaki zadawał mu agiel. Po was natomiast nic nie było widać. Chociaż może rozczarowanie, że nie pozwolono wam się zabawić...tak, to było jakoś widoczne.

- Dzięki ci Arvoreenie, że to już koniec! I dzięki tobie także, kochany Brandobarisie, że nic mi się nie stało! - powiedział, padając na kolana i wznosząc ręce ku sklepieniu ishtarskiego miasta - Niech wam dzięki będą! Ale dzięki też muszę kierować to tej jakże odważnej dwójki - powiedział, odwracając się do was. Ukłonił się głęboko, prawie szorując nosem po ziemi - Gdyby nie wy, to nie wiem co by się stało. Ale powiedzcie mi, bo trochę znam wasze społeczeństwo... Taka pomoc nie jest za darmo, prawda? - wpatrywał się w was uważnie, to na siostrę, to na brata,

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

Przedzieranie się i unikanie kontaktów z latającymi przedmiotami rzuconymi w ich kierunku było najmądrzejszą i najostrożniejszą sprawą, jaką ostatnio dokonali. Nenzara mogła i dać wszystkim nauczkę, pokazując potęgę wściekłej Mortsit, ale ich cel znajdował się tuż przed nimi i nie mógł się zgubić. Z kolei Nilonim nie był, co prawda fanem przemocy lecz chętnie, by pokazał swoje magiczne umiejętności. Rodzeństwo musiało jak najszybciej opuścić to miejsce i udało im się.

Kapłanka przewróciła oczami, gdy ocalony Niziołek zaczął wypowiadać jakieś bluźniercze nazwy. Zrobiła obojętną minę i wysłuchała tego, co ma do powiedzenia. Nilonim zastanawiał się, czy takie imiona jak „Arvoreen” lub „Brandobaris” coś mu mówiły. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.

- Kim są te osoby, które wymieniłeś w swojej dziękczynnej mowie? – zapytał

- Nilo, nie mamy na to czasu – odparła Nenzara –Pozwól, że wyjaśnię ci twoją zapłatę, Niziołku – zwróciła się do Vinrina – Ja i mój brat dostaliśmy ważną misję. W zachodnich tunelach natrafiono na dziwne ruiny, które rzekomo są starsze niż to miasto. Naszym celem jest ich zbadanie i odkrycie tajemnic, jakie są pochowane w tym miejscu. Dlatego też zbieramy drużynę. Potrzebujemy kogoś o lotnym i elastycznym umyśle oraz zwinnych dłoniach. Dostaliśmy informację, że tylko ty posiadasz takie zdolności, więc jeśli nam pomożesz to uznamy twój dług wdzięczności za spłacony – odpowiedziała

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

*******

 

Jedna się złościła, piekliła, drugi był obojętny i chyba nawet zainteresowany tym co usłyszał, a trzeci? Ten skakał ze szczęścia. Vinrin był już uspokojony, że to wszystko było za nim. Jednak jak powiedział, znał aż za dobrze ishtarów i wiedział, że będzie musiał im jakoś się odwdzięczyć. Najpierw odezwał się brat, ale szybko do głosu doszła siostrzyczka. Niziołek tylko poruszał oczami, wpatrując się raz w maga, a raz w mortsit. Gdy Nenzara opowiedziała mu o formie zapłaty, ten podskoczył w miejscu, ciesząc się jakby wygrał los na loterii.

- Czemu nie powiedzieliście, że jesteście od Sshamatha? Toż to zmienia całkowicie postać rzeczy, mówił mi parę dni temu o tym! Pewnie, że wam pomogę, obiecałem mu to! Ale zanim skończę z tobą, moja ty jakże agresywna i brutalna damo - mówiąc to sugestywnie masował i chuchał na swoją dłoń, która wycierpiała z powodu agielu, pokazując jak bardzo go to wszystko boli - przejdę do twego kompana. On się wydaje tak bardziej inteligentny, chcąc poznać zwyczaje innych. - powiedział Vinrin po czym swoją uwagę skierował na Nilonima.

- A więc, szanowny panie. Arvoreen to patron niziołków. Nasz Bóg, który się nami opiekuje. Nasza tarcza i opoka. A Brandobaris? No cóż...hehe... To jest patron mego zawodu. Dzięki niemu jestem dobry w tym co robię - odpowiedział na pytanie chociaż było widać lekkie zmieszanie się gdy musiał opisać drugie bóstwo. Niczym kwoka z powierzchni, zaczął wtedy robić butem dołek w ziemi.

- A co do zadania to jak mówiłem, wiem mniej więcej o co kaman, nie? Jeżeli chodzi o zwinne dłonie to trafiliście idealnie, mam najlepsze zwinne dłonie! Ale elastyczny umysł? Jesteście pewni, że przyszliście właśnie po mnie? Ale skoro jesteście tu, wpadliśmy na siebie to pewnie jesteście po mnie. Jakieś ruiny parę dni od miasta, ktoś zginął...tak, tak, dobrze słyszałem. Mam tylko nadzieję, że nie będzie niebezpiecznie. Nie lubię niebezpieczeństwa.... - mruknął, wpatrując się znowu w ziemię. Nagle w jego oczach pojawiło się olśnienie.

- Przypomniałem sobie! Należą się wam podziękowania. Zwłaszcza tobie, brutalna damo. - mówiąc to wyciągnął z kieszeni jakąś błyskotkę, sygnet, którą wręczył dla Nenzary. Nagle szybkim krokiem, schował się za Nilonimem. Napis na sygnecie brzmiał "Tenna". Czy czegoś nie zgubiłaś, młoda damo?

- A powiedz mi - zaczął nieśmiało zza pleców maga - Kiedy poznawałem smak twego ciała? Bo musiałem być chyba mocno pijany, bo bym zapamiętał, że uprawiałem seks z tobą.

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz