manfret

Magia i Technologia: Miasto Cudów - Rozdział 1 - "Czego oczy nie widzą..." (manfret) (+18)

36 postów w tym temacie

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

Słysząc pierwsze słowa Vinrina, Nenzara uśmiechnęła się pod nosem.  To było zadowolenie wskazujące na to, że nie ma do czynienia z idiotą, jakim mógł się okazać nowo poznany Niziołek, ale sugerowanie jej, że jest głupsza od swojego brata spowodowało tylko pojawienie się gniewnego grymasu na twarzy kapłanki.

- Sugerujesz, że jestem głupia i prymitywna? –zapytała, kładąc dłoń na agielu i przy tym zmrużyła oczy

- Siostro – rzucił Nilonim – Przemoc niczego nie rozwiąże – dodał elf i uśmiechnął się do rozmówcy, zachęcając go do rozmówcy, który zdradził mu, a właściwie im pochodzenie imion istot, którym wcześniej dziękował.

- A więc to twoi bogowie. Ciekawe, ciekawe. Tutaj wyznajemy Shadyę i Arachne. Nie często mamy do czynienia z innymi patronami – rzucił mag

Gdy Vinrin wspomniał, że nie przepada za niebezpieczeństwem, Nenzara tylko gniewnie prychnęła.

- Będziesz musiał się do niego przyzwyczaić. Na pewno nie spotkamy tam kogoś, kto zaprosi nas na herbatkę i ciasteczka oraz karcianą partyjkę – powiedziała z wyraźnym jadem w głosie

Ishtarka uniosła wysoko brew, gdy usłyszała o poznawaniu smaku ciała. Po chwili się roześmiała. Ten mały skubaniec poprawił jej humor. Rozśmieszył ją, a to się nie wszystkim zdarza!

-Cóż, my nigdy ze sobą nie spaliśmy i nie będziemy spać – powiedziała Vinrinowi i schyliła się do niego by pogłaskać go po policzku – Zrozumiano, skarbie? – zapytała

Po tym pytaniu, Mortsit nachyliła się do ucha Niziołka.

- Uwierz mi, że zapamiętałbyś każdy fragment spędzonej ze mną nocy – dodała i odsunęła się od tego kurdupla, po czym wróciła do swojej normalnej pozycji

- Mam nadzieję, że nas nie wykiwasz – rzucił Nilonim – Nie chcę zostać zmuszony do rzucenia jakiejś klątwy – dodał

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Znacie kogoś takiego, kto w obliczu niebezpieczeństwa próbuje oddalić się na jak bezpieczniejszą odległość mając nadzieję, że macki grozy go nie dosięgną? Chowa się za kimś większym, silniejszym albo po prostu spierdziela? Nenzara i Nilonim chyba kogoś takiego właśnie poznali. Vinrin był...specyficznym gagatkiem. Ale dojdziemy do tego wszystkiego małymi kroczkami.

Gdy Nenzara zaczęła ponownie grozić niziołkowi, sugerując mu, że zaraz znowu bliżej zapozna się z agielem ten, najgrzeczniej i najspokojniej jak tylko potrafił, zaczął się cofać. Z dala od łapek mortsitki jak i jej brata, który mógłby go chytrze złapać i przekazać siostrze, by ta kontynuowała swe tortury na tym małym knypku.

- Dlaczego uważasz, że nazwałem cię głupią i prymitywną? Nic takiego nie powiedziałem.  - rzucił zły w stronę kobiety. Zerknął jednak też na jej brata - Powiedz mi magu, ona zawsze jest taka nadpobudliwa, chwyta wszystkich za słówka i zmienia ich znaczenie?

Gdy wiedział, że może czuć się bezpiecznie, kontynuował rozmowę z magiem, który był naprawdę zainteresowany czymś co dla niego było nowe. W Podmroku niewielu interesowało się patronami powierzchniowców. W pewnych kręgach takie coś uznawano nawet za rodzaj herezji. Wiecie, u nich brano dość dosłownie słowa "Nie będziesz miał bogów różnych przede mną"...

Nenzara prychnęła na jego słowa o niebezpieczeństwie, a Vinrin w sumie sam cicho prychnął szorując butem po ziemi.

- No tak....jak zawsze miejsce pełne niebezpieczeństw. Dlaczego zawsze w takich miejscach jest coś cennego? - spytał się cicho samego siebie.

Gdy usłyszał, że JEDNAK nie spał z Nenzarą wyglądał na....uspokojonego?

- Heh, to w sumie dobrze. Byłoby mi smutno, że nie zapamiętałem takiej nocy. Musiałbym wtedy odstawić alkohol na dłuższy czas. No, ale może innym razem poznam smak twego ciała. Tak, z pewnością. - zastanawiające było w tym to, że mówił to z niesamowitą pewnością, jakby.... w przyszłości miała pojawić się jakaś okazja na bliższe poznanie. Nie spoglądał na ciebie jakimś maślanym, rozmarzonym wzrokiem, nie. Po prostu... wyglądał trochę jakby planował swoją przyszłość, swoje następne "posunięcie" (nie ważne czy to posunięcie dotyczy planów życiowych czy ruchów biodrami). Jednak delikatne muśniecie palcem Nenzary po jego policzku wywołało u niego skurz mięśni twarzy. Przełknięcie śliny było zbyt dobrze słyszane.

- No cóż....hehe....jeżeli tak mówisz to chyba tak będzie. Prawda? - zaśmiał się nerwowo. Jakoś już nie uciekł gdy Nenzara do niego się zbliżyła. Chyba nogi były z waty. I zgodził się co do jednego. Zapamiętałby noc spędzoną z nią. Z całą pewnością by to zapamiętał.

Jednak słowa Nilonima potraktował jako obelgę skierowaną do niego. Splunął na ziemię, jakby sama myśl o czymś takim jak zdrada mogła wywołać w nim obrzydzenie.

- Wykiwać? Prędzej ja mogę poprosić kogoś o jakąś klątwę dla was abyście mnie nie zostawili tam, gdziekolwiek pójdziemy - powiedział hardo, ale chyba dotarł do niego ten ton, bo zmienił on usposobienie na bardziej przyjazne. Jakby nie był przyzwyczajony do takiego rzucania słowami  - Mówiłem już Wam... Sshamath powiedział mi o tej wyprawie i obiecałem mu, że pomogę. Nie robię tego dla was, ale dla niego, jasne? Coś jeszcze macie tu do załatwienia? Co teraz chcecie robić? - zapytał waszą dwójkę. Wygląda na to, że nie macie już nic do roboty tu. No chyba, że o czymś nie wiem, prawda?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

-Ale na pewno tak pomyślałeś – syknęła Nenzara z wrogimi ognikami w oczach – A ja mama co do tego przeczucia. Uwierz mi, maluchu – dodała

Nilonim ze zrezygnowaną miną spojrzał na siostrę i wrócił do Niziołka.

- Cóż, charakter mojej siostry jest zmienny, bardzo zmienny – powiedział zgodnie z prawdą.

- Hej! Wcale nie jestem zmienna – oburzyła się Nenzara

- Oj jesteś siostro, oj jesteś – rzucił – Nie przejmuj się nią, ale nie zdenerwuj za bardzo – poradził Vinrynowi.

Rozmowa przebiegała dalej. Nenzara zaczynała uważać, że nowy znajomy jest dość irytujący, a Nilonim twierdził w myślach, że chętnie zobaczy swoją siostrę nawiązującą współpracę z kimś właśnie takim jak Vinryn.

- Tam gdzie są skarby jest niebezpieczeństwo – powiedziała Nenzara ucinając ten temat i przysłuchując się kolejnej odpowiedzi Niziołka – To zabrzmiało jak obraza. Noc ze mną spowodowałaby, że wciąż miałbyś ochotę na jeszcze i jeszcze – dodała z dumą – Mortsit nie tylko są znane ze swojego zadania bólu, ale i dawania rozkoszy – rzuciła zmysłowym głosem

 - Szkoda, że wśród Mortsit nie ma męskich adeptów. Dałbym się takiemu wytresować  - wtrącił się Nilonim z szerokim uśmiechem na twarzy. Mag nie mógł odmówić skomentowaniu tej sprawy. Na szczęście dalsza pogawędka dotyczyła już sprawy, która sprowadziła rodzeństwo do tego miejsca.

- Klątwa na nas? – zapytał czarodziej – Nie, nie zostawimy cię. Nie jesteśmy tacy – mruknął

- Mów za siebie, braciszku – odparła Mortsit  -Dobrze, że wiemy o twojej lojalności dla mistrza bractwa wojowników. To przyda się przy raporcie do niego – rzuciła kapłanka

- Naszym celem było spotkanie się z tobą. Teraz musimy zabrać cię do Bractwa Wojowników i zakładam, że pójdziemy porozmawiać z kolejnymi kandydatami do naszego zadania – odparł mag

- Ruszajmy – zarządziła Nenzara

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

*******

 

Do przybytku taniej rozkoszy (zwłaszcza dla gardła) przybyliście we dwójkę, a wyszliście z niej w trójkę. Trzeba powiedzieć, że ten mały karakan, który ma być wzmocnieniem waszej ekspedycji do tych ruin, które nakazano wam zbadać, od samego początku wydaje się być wyjątkowym wsparciem. Ciężko powiedzieć jak bardzo jego umiejętności otwierania zamkniętych kufrów i drzwi są rozwinięte, ale samo to, że niespostrzeżenie zdjął mortsit sygnet z jej palca było imponującym wyczynem. I że jeszcze ona go za to nie zatłukła… No, to rzeczywiście jest niesamowite.

- Aha! Czyli jednak możecie mnie tam zostawić! - zawołał skacząc jak oparzony, jak najdalej od Nenzary i oskarżycielsko wycelował palec w siostrę – Więc to tobie przyda się klątwa. Bardzo dobrze, bardzo dobrze. Powiem o tym Sshamathowi, że jesteś taka! On cię nauczy, zobaczysz! - rzucił, krzyżując ręce na piersiach. Jednak gdy Nilonim rzucił słowa, że marzy o tym aby być tresowanym przez męskiego odpowiednika mortsit, ciężko stwierdzić kogo zaczął się obawiać bardziej.

- Wy oboje jesteście jacyś rąbnięci, wiecie to? Mam nadzieje, że o tym wiecie. - rzucił. Razem udaliście się z powrotem do Bractwa Wojowników. Vinrin szedł w pewnej odległości od was i wyglądał przy was, idących równym i szybkim krokiem, jak małe dziecko, które wlecze się za rodzicami. Obawia się, że dostanie łomot jak wróci do domu? Idąc uliczkami miasta zaobserwowaliście coś ciekawego. Kilku członków bractwa biegło w stronę dzielnicy portowej. Ciekawe po co, prawda?

 

W końcu wróciliście do komnaty Sshamatha, ale jego tam jednak nie było. Zauważyliście za to Deatlynn, stojącą do was plecami i pochyloną nad biurkiem, czytając jakieś dokumenty. Odwróciła się gdy weszliście do pokoju. Uśmiechnęła się na widok swej podopiecznej, ale mina jej zrzedła gdy do pokoju wlazł złodziej.

- Deatlynn! Dobrze cię widzieć! Chodź do mnie, kopę lat! - zawołał Vinrin widząc szefową mortsit, podchodząc do niej z rozpartymi ramionami, chcąc ją objąć na powitanie. Nie było ona jednak skora do tego, wyjmując szybko sztylet i kierując ostrze w jego stronę.

- Nawet o tym nie myśl, Vinrin. Nie tym razem. Stój tam, gdzie stoisz, rozumiemy się?

- Ależ moja droga, czemu taka agresywna na powitanie? - spytał się ze smutkiem w oczach – Zawsze masz o mnie złe mniemanie.

- Bo mam ku temu podstawy, jasne? - odpowiedziała z warknięciem po czym spojrzała na rodzeństwo – Które z was? I coś się wydarzyło w tawernie, prawda? Sshamath musiał wysłać w jej okolice kilku ludzi. A skoro o nim mowa, to poszedł szukać dla was tego wsparcia, którego sobie zażyczyliście - dodała

Edytowane przez manfret

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

- Zaraz odszczekasz te słowa ty, mały karaluchu – warknęła Mortsit i podeszła ponownie do Niziołka, który się wycofywał.

Jak on śmiał rzucać takie słowa. Jak on śmiał zabrać sygnet? Chociaż go zwrócił, ale Nenzara zaczynała być zła i to na samą siebie, bo nie zauważyła jego czynu.

- Możesz iść się skarżyć do Sshmatha, ale gwarantuję ci, że nie wyjdziesz z tych ruin żywy! – dodała ze złością

Zupełnie jak dzieci. Siostrzyczka kiedyś pożałuje swojego postępowania – pomyślał mag kręcąc głową

- Siostro! – zaprotestował w końcu Nilonim – Wystarczy tych słów – powiedział do elfki, a następnie spojrzał na złodziejaszka – Trzymaj język na wodzy przyjacielu – dodał i poklepał go po ramieniu

 

****

 

Wchodząc do gabinetu mistrza bractwa Nenzara spodziewała się, że zastanie swoich „przełożonych” w miłosnym uścisku. Widziała to dziwne napięcie między nimi, które musieli przecież wyładować. Mężczyzna musi czasami spuścić z krzyża, a kobieta powinna zostać porządnie zaspokojona. Nenzara pamiętała swoje lekcje kochania.

Nilonim nie wyglądał na zaskoczonego. Mag domyślał się, że osoba na takim stanowisku musi sprawdzać stan  wieży w bractwie oraz wszystkich podkomendnych.

Elfka zachichotała cicho widząc przywitanie Vinryna i Deatlynn.

-Które z nas, co? – dokończyła pytanie za Deatlynn – Chodzi o małe zamieszanie w karczmie, które wywołał nasz przyjaciel? – zapytała spoglądając na złodzieja

- Nie uprzedziliście nas, że Vinryn ma problemy hazardowe – rzucił Nilonim

- Uratowaliśmy jego tyłek, chociaż po części mój brat prawie sprowokował napaść – dodała Nenzara – Ale bez obaw. To się już więcej nie powtórzy. Moja w tym głowa – powiedziała do głównej kapłanki

Mortsit skinęła głową, gdy dowiedziała się o poszukiwaniu wsparcia.

-Zatem możemy zaczekać tutaj? – zapytał Nilonim

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Deatlynn przez kilka sekund, nie wypowiedziawszy słowa, wpatrywała się w rodzeństwo, zastanawiając się czy obie strony na pewno się poprawnie zrozumiały. Kobieta z piękną blizną na twarzy podrapała się po głowie, patrząc to na rodzeństwo, to na Vinryna.

- O jakiej rozróbie w karczmie opowiadacie? Problemy hazardowe? - spytała się zdezorientowana – Ja mówię o nim! Komu tym razem ten mały kleptoman coś ukradł? O to mi chodzi! - zawołała wskazując na niziołka.

- Za każdym razem gdy się z nim spotykałam to coś mi ginęło...grrrrr…. - warknęła, mrużąc przy tym oczy, gdy wpatrywała się w Vinrina, który w tym samym czasie wbił wzrok w podłogę, szurając obuwiem – Dlatego byłam baaaaardzo ciekawa komu tym razem coś zwinąłe… Czekajcie, jakie problemy hazardowe? Powiedz mi, co ty tym razem zrobiłeś, co? - powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu, stanąwszy przed złodziejem, ze skrzyżowanymi rękami na piersiach. Wyglądała jak matrona, jak ktoś kto zastanawia się nad karą dla niesfornego dziecka. I że żadne przeprosiny nie powstrzymają ją przed spuszczeniem łomotu.

- Więc? - spytała się po raz drugi, lekko podnosząc głos.

- Nic nie zrobiłem. Nic a nic. Byłem grzeczny! Nic nie kradłem. Mówię poważnie!

- To dlaczego moja podopieczna i jej brat mówią coś zupełnie na odwrót?

- No bo….trochę krzyków było. Ale to klienci gospody się bili między sobą, nie my! - zawołał Vinrin w końcu podnosząc głowę aby móc spojrzeć Deatlynn w oczy. Chociaż to za dużo powiedziane. Prawie sobie krzywdę zrobił tym gwałtownym ruchem szyją. Szefowa Mortsit westchnęła tylko, siadając na biurku.

- Poważnie? Twój brat prawie wywołał bójkę? Dziwne… zawsze to ty jesteś skora do takich zabaw. Widzę, że jaka siostra taki i brat – rzuciła do rodzeństwa po czym spojrzała na drzwi – Gdzie się podziewa Sshamath? Powinien już tu być. Nie mam ochoty gnić tu cały dzień, bo on sobie poszedł szukać dwóch do pomocy. - jęknęła. W tej samej chwili zdawało się usłyszeć dochodzące z korytarza dźwięki.

- No dawać szybciej! To tylko jeszcze jedno piętro! Macie zapierdalać po tych schodach! Na misji nie będzie ociągania się, macie myśleć i poruszać się błyskawicznie! NO JAZDA!

Oho. Ciekawe kto to idzie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

 

 

Rodzeństwo w milczeniu wysłuchało wymiany zdań między Deatylnn a Vinrinem, który gęsto się tłumaczył ze swoich podejrzanych skłonności do wszelkich świecidełek.

Nilonim uśmiechnął się szczerze.

- Cóż, jestem pełen niespodzianek. Nie przepadam, co prawda za nieuzasadnioną przemocą, ale tamtym gamoniom przydałaby się jakaś nauczka – odparł z wrednym uśmieszkiem

- Na twoim miejscu, Vinrin przestałąbym okradać wszystkich dookoła. Kiedyś to się źle dla ciebie skończy – powiedziała Nenzara.

Tennowie nie rozkręcili się w wymianie zdań. Nasłuchiwali nadejścia Sshamtha i jego obiecanego wsparcia. Usłyszeli czyjść donośny głos, mógł sprawić, by ktoś podskoczył w miejscu, ale żadne z tej dwójki nie wykonało takiego gwałtownego gestu.

- W końcu ktoś  idzie – skomentowała Nenzara

Mortsit wyraźnie była zaciekawiona towarzystwem, jakie im sprowadzi Mistrz Bractwa. O ile był to on.

Edytowane przez Obi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Hałas na klatce schodowej stawał się coraz głośniejszy aż w końcu...drzwi z hukiem zostały otwarte. Schowane za plecami ręce Sshamatha sugerowały, że otworzył on wejście do komnaty za pomocą swego ciężkiego buta. Najpierw wszedł on, a potem do pomieszczenia wtoczyło się obiecane wsparcie. Z tym, że naprawdę można było powiedzieć iż ono się wtoczyło. Waszym oczom ukazała się dwójka rosłych, wysokich wojowników z czego jeden był naprawdę rosły i wysoki.

 

OQ6pt7L.jpgIfubBq5.jpg

 

Przed wami stanęła dwójka wojowników, o których prosiliście. Pół-ork i ishtarski wojownik. O tym pierwszym słyszeliście trochę, bo było co opowiadać, a w pewnym momencie prawdziwe historie zaczynały przypominać bardziej legendy, jakieś niestworzone historie. Wiadomo było jedno, że drogi jego i Sshamatha kiedyś się skrzyżowały, a dług jaki zaciągnął u dowódcy bractwa spłaca do dziś. Tylko czy nie za dużo tych długów ostatnio? O Dvarokhu wiadomo było, że posiada ogromną krzepę. Szeptano, że kiedyś zmiażdżył gołymi rękami łeb Umbrowego kolosa, a łeb Minotaura po prostu urwał z reszty ciała. Ishtar zaś pochodził z "pół-szlacheckiego" rodu. Zaciągnął się do armii, gdzie dzięki swemu oddaniu, pracowitości i talentowi szybko awansował w hierarchii armii. Z pewnością umiejętności łowcy także były w jakiś sposób znaczące.

- Dvarokh. I Aerynas, sierżant oddziału gwardii - rzucił dowódca Bractwa, przedstawiając ich zdawkowo. Co by nie mówić, to widok był naprawdę sporym zaskoczeniem. Sierżant gwardii wyprostował się niczym na apelu gdy padło jego imię zaś pół-ork... chrząknął, dając do zrozumienia, że dobrze wymówiono jego imię.

- Dvarokh jest tu - warknął

Deatylnn aż zagwizdała z wrażenie.

- Sshamath widzę, że zaszalałeś - zaczęła - Spodziewałam się raczej po tobie kogoś zupełnie innego, ale...

- Ale co? - żachnął - Sama mi trułaś po ich wejściu, że to niebezpieczna wyprawa no to masz. Zabezpieczenie tej całej "wycieczki".

- Jestem pod wrażeniem, zaimponowałeś mi samcze. - powiedziała, z podziwem kiwając głową.

- Ty mi tu nie samczuj, jasne? Obyś mi teraz nie pieprzyła przez pół dnia, jaki to ja nie jestem wspaniałomyślny.

- A ni mi się to śni.

Szef odwrócił się w waszą stronę. Skrzyżował ręce na piersiach.

- I jak? Wy też jesteście zadowoleni czy może mam kurwa iść i ich wymienić, co? - rzucił zniecierpliwiony - Czy coś jeszcze chcecie czy może.... VINRIN! Co ty do ciężkiej kurwy robisz?! Czemu tak się chowasz za tym kufrem?!

Niziołek starał się zniknąć wam wszystkim z zasięgu wzroku, a miejscem jakie sobie do tego wybrał był kufer. Tylko że się tam nie mieścił.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

Nenzara przyjrzała się w milczeniu nowym nabytkom do ich drużyny. Pół-ork nie wyglądał, jakby grzeszył inteligencją, ale musiał być reprezentantem pierwotnych instynktów i prostych rozwiązań.  Mortist nie zamierzała wątpić w pogłoski jakie o nim krażyły. W każdej legendzie tkwiło ziarnko prawdy, a ta wyprawa będzie jedną z tych przygód, które potwierdzą siłę orka.

Nilonim nie wyglądał na zachwyconego tym rosłym wojownikiem. Zapewne robił on wrażenie, ale mag nie przywykł do takiego towarzystwa.

Sierżant oddziału gwardii zainteresował rodzeństwo. Nie tylko ze względu na pochodzenie, ale również na prezencję.

- Lepsze to niż nic – powiedziała krótko Nenzara – Jestem pewna, że się dogadamy – odparła i zdecydowała się podejść do wojowników – Nenzara Tenna – rzekła i wyciągnęła dłoń, by mężczyźni mogli ją ucałować, o ile domyślą się, że tak powinni okazać należny szacunek kobiecie.

- Nilonim Tenna – powiedział czarodziej – A ten malec to Vinrin – rzucił, wskazując na Niziołka

- Ufam, że mistrz bractwa zapoznał was ze szczegółami misji? – zapytała kapłanka

- Mamy już wojowników, mamy speca od pułapek – zaczął wyliczać Nilonim – Deatylnn, czy znasz jeszcze kogoś, kto by nie bał się wziąć udziału w tejże wyprawie?  - zapytał

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

*******

 

Aerynas, jak na dobrze wychowanego gwardzistę przystało, zrobił krok do przodu i pocałował dłoń Nenzary, która wisiała w powietrzu i czekała na dżentelmena.

- Pani - powiedział tylko jedno słowo oficer, który powrócił po chwili na swoje miejsce. Dvarokh zaś spojrzał na Mortsit z pogardą i lekceważącym uśmieszkiem.

- Poważnie? Za kogo się uważasz, ostroucha? Że okażę tobie jaki szacunek? - powiedział po czym donośnie charknął i splunął na dywan. Sshamath popatrzył na pół-orka po czym zakrył twarz w dłoniach.

- KURWA! - stłumiony głos rozległ się po pomieszczeniu - Dvorakh.... za jakie grzechy musisz mi upierdalać pokój? Chociaż raz? Proszę?

- ...Wybacz - znowu warknął. Czy on tak zawsze się wypowiada? Lider Bractwa spojrzał zrezygnowany na Deatlynn.

- Co takiego zrobiłem, że takie coś mnie spotyka? Ja chciałem tylko i wyłącznie spokoju jako wojownik...

- Wiesz, że Cesarzowej się nie odmawia. - odpowiedziała z uśmieszkiem na twarzy

- Wiem, ale.... Nie no, jeszcze to - żachnął po czym podszedł do kufra, które było niedomknięte. Ze złością kopnął wieko. Vinrin, który jakimś cudem upchnął się w środku, zapiszczał. Nagle zawisł w powietrzu, wierzgając nóżkami. Sshamath trzymał go za kaptur.

- Powiesz mi co się Tobie stało? Znowu coś przeskrobałeś? - spytał go z nutką ciekawości, a także irytacji.

- Nie, to nie tak, że.... - bum! Wylądował na podłodze, leżąc rozpłaszczony. Zamrugał parę razy zaskoczony.

- Okej. Jak już skończyliście się wydurniać i robić z siebie kretynów to przejdźmy do rzeczy - mówiąc to wrócił za biurko i usiadł na fotelu. Aerynas spojrzał w stronę Nenzary. Stał wyprostowany.

- Owszem. Pan Sshamath powiedział nam mniej więcej na czym będzie polegało to zadanie. - odparł. W międzyczasie dłoń Dvarokha spoczęła na głowicy potężnego miecza.

- Zabijać - kolejne warknięcie. Sshamath tylko przewrócił oczami.

- Banda wariatów - pomyślał. Nilonim zaczął wyliczać członków tej ekspedycji. Ostatnie jego pytanie skierowano do szefowej Mortsit.

- Ktoś jeszcze, kto by się nie bał wziąć udziału, powiadasz chłopczyku? - spytała uśmiechając się tajemniczo. - Kogoś się może znajdzie. Jeżeli... nie mylę się to powinna teraz czekać na parterze Bractwa. Chyba nic nie mamy tu do roboty więc możemy iść na dół, nieprawdaż? - dodała.

Sshamath wyglądał jakby miał właśnie kogoś zamordować. Rozległo się stukanie palców po blacie biurka.

- Dziesięć.... Dziewięć.... Osiem.... - zaczął wyliczać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2mgo754.jpgRWX5S2P.jpg

Nenzara&Nilonim Tenna

 

Nenzara uśmiechnęła się, widząc, jak jeden z nowo poznanych towarzyszy wie jak należy się zachować w obecności kobiety. Z kolei ten Dvarokh zachował się karygodnie i na pewno zasłużył na karę.

- Jestem Mortsit i powinieneś mi okazać szacunek wojowniku. Założę się, że nie miałeś poznać smaku mojego agiela, ale nie martw się o to. Jeszcze się z nim spotkasz – rzuciła hardo i oparła dłoń na jednym z agieli.

- Świetnie – skwitowała Mortsit, gdy usłyszała odpowiedź Aerynasa. Nie będą marnować czasu na tłumaczenie. Zaczynał podobać się jej ten wojownik. Z kolei ten drugi był taki prymitywny i dziki oraz nieokrzesany. Doskonałe narzędzie… do mordowania, oczywiście.

- Dziękuję za odpowiedź, Deatlynn – powiedział Nilonim – Nie kamy zatem tej osobie na nas zbyt długo czekać.

Mag nie miał ochoty słuchać wrzasków i ewentualnych wyzwisk Sshamatha. Widząc zachowania głowy bractwa, Nenzara cicho zachichotała

- Złość piękności szkodzi –zwróciła się do niego Nenzara – Nie denerwuj się tak – rzekła do mistrza bractwa

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz