Vrai

#2 Czarne lustra (Vrai)

94 postów w tym temacie

Napisano (edytowane)

dark_mirror_by_jellyneau-d34np1t.jpg

Edytowane przez Vrai

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Teleportacja nie jest łatwa. Szczególnie teleportacja w większym gronie. Dlatego Karol musiał się do tego przygotować.
Ale jest kolejny haczyk: sama teleportacja nie jest łatwa, a teleportacja do domu potężnego maga to już w ogóle prawdziwa sztuka. Może dlatego Spellslinger poszedł trochę na łatwiznę: teleportowali się przecznicę od wieży Waruny.
Przeszli kawałek na piechotę, by stanąć przed dużą, żeliwną bramą broniącą wejścia na teren posesji. Karol uśmiechnął się i przejechał dłonią, jak przed niewidocznym czytnikiem linii papilarnych. 
Otwarciu drzwi towarzyszyły skrzypienie. Można by pomyśleć, że ktoś pokroju Waruny umiałby wyczarować WD-40. Pozostali nieśmiało, Karol pewnie, weszli na wąską dróżkę. Wiła się pomiędzy starymi, bezlistnymi drzewami, które chyliły się po ziemi. Widzieli dziko rosnące krzewy, przy których sadzeniu nie fatygowano się wytyczaniu żadnego planu. Wydawało się, że wszystkie są kolczaste.
W końcu podeszli pod budynek - był dość szeroki i składał się z pięciu kondygnacji. Można było pomyśleć, że to pięć nierówno nałożonych na siebie graniastosłupów. Wieża maga lub chory sen kubisty - oba określenia pasowały w równej mierze, tym bardziej, że każda z brył była w innym kolorze i chociażby sądząc po oknach, można było stwierdzić, że na żadnych z dwóch pięter nie powtarza się ten sam styl. Szkła siegające od podłóg do sufitów, lekkie, białe kolonialne ramy, spiczaste witraże - każdy poziom miał własny styl.
Spellslinger po raz kolejny przesunął dłonią przed drzwiami i weszli do środka.
- Chcecie trochę zobaczyć?
A było co oglądać. Znaleźli się w wielkim hallu udekorowanym złotymi ramami, w które nie wtłoczono żadnych obrazów czy zdjęć. Wciąż na coś czekały. Dopiero w rogu mogli zobaczyć podobiznę kobiety, ale jedynie Spellslinger wiedział, kogo przedstawia obraz. Zoxiannę Srebrnoszmaragdową.
Z podłogi wyrastało parę schodów prowadzących wzwyż i w dół. Ale wędrówka po nich nie mogła być prosta. Stopnie bowiem... poruszały się. Poręcze wytyczały co chwila inny kierunek. Można było zatonąć w tej wieży.
Na przykład Spellslinger kiedyś przez przypadek trafił do pokoju na trzecim piętrze, do którego wiedział, że nie powinien wchodzić. Co tam zobaczyłeś i czemu nigdy nie przyznasz się Warunie, że to widziałeś?
Wchodzili wyżej. Ze schodów zeskakiwali na galerię, z których można było wejść w głąb budynku. W jednym pokoju Kita zatrzymała się przy lustrze. Dostrzegła w nim Jolę. Ale to nie było zwykłe odbicie. Jola bowiem otoczona była przez wiewiórki i sięgała w głąb lustra. Kita musiała trochę się przesunąć, żeby zobaczyć, co próbuje schwycić jej siostra...
Maskę Kity.
W innym pokoju przypominający galerię, gdzie za gablotami kryły się różne przedmioty, Wars zauważył coś, co kiedyś należało do jego dziadka, też Warsa zresztą. Co to było i czemu spowodowało, że przeszły cię ciarki?
Trafili też do ciemnego, niewielkiego pomieszczenia. Był tam tylko niewysoki, okrągły stolik przykryty cienkim materiałem w gwiazdy. Stało na nim kadzidełko, a obok jakiś notes. Spektrze wydało się to znajome. No tak! Podobnym kadzidełkiem i przyrządami obok Benedykt komunikował się z jej ludem.
Spektro, czy otworzyłaś notesik? Co w nim było i czemu przełknęłaś ślinę?
Ktoś mógłby zapytać Spellslingera, czy rzeczywiście chce im pokazać wieżę Waruny, czy po prostu sam nie potrafi się w niej odnaleźć. W końcu jednak doszli na trzeci poziom, który był... zaskakująco normalny i nieklimatyczny. Po prawej stronie korytarza znajdowała się kuchnia, biało-szara z nowoczesnymi sprzętami. Panther zauważył, że na jednej z szafek stoi w butelczce ciecz przypominająca chemikalia, którymi on sam został kiedyś potraktowany.
Minęli ją, by przejść do salonu. Jedna ściana, niczym na nowoczesnej siłowni, była cała z okien. Na podłodze położono jasne panele, co razem dawało niesamowite wrażenie przestronności. Pośrodku pomieszczenia wyrastał przeszklony tunel, komin, w którym ustawiono drwa. Przezroczysty kominek. Obok stał stolik i dwie prostopadłe do siebie czarne kanapy.
Na jednej z nich siedział Waruna z nogą założoną na nogę. Przed nim stał parujący imbryk i dwie czarki. 
Właśnie, Spellslingerze, jak wygląda Waruna?
- Tak bez zapowiedzi? Niegrzecznie. Dzień dobry.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.panther.jpg.6df15de53d16bebe57c06c

Jerzy Mierzejewski

 

Wieża maga, takiego jak Waruna, była dla Jurka swego rodzaju zawodem. Panther spodziewał się, że trafią do miejsca, które naprawdę przypominało wieżę, taką z kamienia, starą, ponurą i w ogóle. Liczył na coś bardziej w stylu fantasy, a nie koncepcji szalonego architekta na haju.

Acz za nic w świecie nie miał zamiaru powiedzieć tego głośno Warunie, bo ostatnie o czym marzył Panther to bycie związanym przez nauczyciela Karola.

Zwłaszcza, że w wyobrażeniach Panthera Waruna był podstarzałym mistykiem, do którego doszła też łatka ekscentryka, kiedy Jurek zobaczył w czym mieszka tak potężny mag.

Chociaż wieża z zewnątrz nie zrobiła na Jurku praktycznie żadnego wrażenia, to już wnętrze zostało odebrane przez chłopaka jak najbardziej pozytywnie. Spełniało jego oczekiwania względem wieży maga, które podpowiadała mu jego wyobraźnia i Jurek rozglądał się z zaciekawieniem po każdym zakątku domu Waruny, który dane im było (celowo lub nie) zwiedzić.

Kiedy mijali kuchnię, teoretycznie najmniej ciekawe miejsce w całym domu, Panther na moment aż przystanął. Nie, nie dlatego, że zgłodniał. Ale dlatego, że w kuchni Waruny, gdzieś pomiędzy solą, pieprzem i słodką papryką, stała sobie buteleczka z cieczą. I Jurek dałby sobie łapę uciąć, że to ta sama ciecz, która sprawiła, że stał się Pantherem. Zrobił nawet krok w jej stronę, by móc się bliżej przyjrzeć tej buteleczce i jej zawartości, ale kątem oka dostrzegł, że reszta zespołu idzie dalej. A nie chciał tu zostać sam i się zgubić. Co to, to nie!

W końcu wędrówka dobiegła końca, a oni dotarli na koniec tęczy. Czy właściwie do gabinetu Waruny. Czy salonu. Czy czym tam właściwie był ten pokój, w którym teraz się znajdowali. W końcu kto zrozumie ekscentrycznego maga, który ma pociąg do wiązania chłopców?

- Emm… - zaczął, zerkając na Karola. – Dzień dobry?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large_wars.jpg.102b2352d532bfac2a14c9aae

Piotr Rawicz

 

Wieża Waruny była... dziwna. Choć to nie był pierwszy raz kiedy ją odwiedzał, to wrażenie się nie zmieniło. Stary czarodziej był zdaniem Piotrka nie mniej pokręcony niż projekt jego domostwa. Wycieczka przez wieżę też była raczej nietypowa, i chyba nie całkiem potrzebna, bo przecież gonił ich chyba czas, nie? Komentarze zachował jednak dla siebie.

Nie znaczyło to, że się jednak nie rozglądał. Bądź co bądź, domostwo Waruny było niezwykłe. Gdy przechodzili przez swoistą galerią, gdzie w gablotach znajdowały się różne przedmioty, Wars dostrzegł kątem oka coś, co wydawało mu się znajome i gdy odwrócił się by się przyjrzeć, staną jak wryty, a po plecach przebiegł mu dreszcz. W gablotce na granatowej poduszeczce spoczywał srebrny pierścień stylizowany na rybi ogon z błękitną perłą. Piotrek był niemal pewien, że to pierścień dziadka, widywał go na jego starych zdjęciach. Miał być jakoś powiązany z dziedzictwem i z Syreną, ale dziadek nigdy nie wdawał się w szczegóły. I to nie tylko jemu nic nie mówił, ale też mamie. Nie ma o czym rozprawiać, zniknął na długo nim którekolwiek z was pojawiło się na świecie, powtarzał zawsze gdy kwestia była podnoszona.

Jednak nie to wywołało dreszcz u Piotrka. Kiedyś, jak był jeszcze mały, zapytał dziadka co się stało z pierścieniem. Właściwie to nigdy się nie dowiedział, bo mama też to usłyszała i wtrąciła, że opowieści o demonach to nie jest temat dla pięciolatka. Zebrał jednak dość informacji o tym, by domyślać się, że miał w tym udział Bies i jakiś potężny demon, którego ten cholernik przyzwał. Niewiele było informacji na ten temat, jakby ktoś skrzętnie je zatuszował, ale Piotrkowi udało się dowiedzieć, że Bies do spółki z demonem wytarli nowo sformowanymi Kuratorami Nexsusa podłogę i ogólnie było ciężko. Koniec końców jakoś ich powstrzymano, a pierścień miał chyba w tym planie jakąś istotną rolę. W sumie może warto będzie wrócić do tego tematu i zapytać dziadka jak znów będzie w domu.

Reszta drużyny, czy jak się teraz nazywali, Strażników nie dostrzegła niczego niezwykłego w małym pierścionku i szła dalej prowadzona przez Karola, więc Wars rzuciwszy ostatni spojrzenie na pierścień ruszył za nimi.

Gdy dotarli do gabinetu i stanęli przed czarodziejem, Warsowi przypomniało się jego ostatnie spotkanie z mentorem Spellslingera. Na samo wspomnienie tego jak ten dziadyga się wściekł gdy nakrył ich na otwieraniu portali do niższych światów i kary jaką im zafundował przeszły go ciarki. Milczał czekając aż Karol, który przecież narobił tego bałaganu, wyjaśni sprawę z którą przybyli.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large_kita.jpg.719f343bebb6180392653de22

Kita

 

Chwilę przed teleportacją Kita wykorzystała, by w końcu założyć pełny kostium. Jak zwał tak zwał. Było to wygodne (i dosyć wytrzymałe) ubranie którego tematem było "jesienne moro". Pomarańcz z dodatkiem brązu, czerwieni i żółci. Pewnie nie nadawał się do krycia gdziekolwiek poza lasem liściastym w czasie października no i noszenie całej takiej garderoby gdzie (i kiedy) indziej  byłoby przestępstwem mody, ale nie dla bohaterów. Poza maską  jedynym elementem ubioru wierzchniego który nie był w tym stylu były dosyć znoszone brązowe buty. Ania sama przyznała, że buty to by było zbyt wiele.

Jak szli w wieży panowała cisza. Chyba nie tylko Kicie udzieliło się napięcie i pewien rodzaj roztargnienia. Ania widząc schody sama zastanawiała się, czy nie powstały może pod napływem inspiracji z Harrego Pottera. Chociaż najbardziej zszokowało ją to co zobaczyła w jednym z luster. Jedyne co przychodziło jej do głowy to "WTF?!". Wskazała palcem lustro, ale reszta wydała się oddalać. Kita postanowiła udać się za resztą, a o szczegóły pewnie zapyta później.

Kiedy w końcu dotarli do pomieszczenia gdzie znajdował się Waruna, Kita tylko może pół sekundy za Pantherem powiedziała:

- Dzień dobry.

Później w napięciu zastanawiał się co dalej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Karol Buczyński

 

Połowa tej wycieczki krajoznawczej nie była oczywiście planowana, choć Karol nie planował się do tego przyznawać. Tylko ktoś o wielkiej mocy, sile woli i dyscyplinie umysłu mógłby się tu poruszać bez nadkładania drogi i błądzenia, a Karol... No, w porywach dobijał do 2/3 tych wymagań. Nic dziwnego, że odetchnął z ulgą, kiedy w końcu trafili przed oblicze Waruny.

 

- Mistrzu. - Skłonił się przed nim, splatając dłonie w skomplikowany węzeł i pilnując, by nie patrzeć mu w oczy. Zawsze bał się, że dostrzegą w jego, Karola, źrenicach cząstkę obrazu, który dostrzegł przez sekundę przez uchylone drzwi - splątanych cierni rozrywających ciało i duszę, wyjących mas mięsa, krwi i limfy, przerażających fałd roztapiającego się ciała wewnątrz którego spętane zaklęciami dusze od setek lat cierpiały za grzechy, których nawet nie chciałby próbować sobie wyobrazić, a co dopiero poznać. Zadrżał lekko. Mistrz Waruna był najbardziej przerażającym z ludzi stojących po stronie dobra. Gdyby stał po stronie zła, byłby pewnie najbardziej przerażającym z ludzi stojących po stronie zła.

 

- Wybacz najście poza protokołami i zaproszeniami, ale to sprawa najwyższej wagi - zaczął, wciąż patrząc na dłonie Waruny a nie w jego oczy, tonem, który dla pozostałych (może z wyjątkiem Warsa, który relatywnie najwięcej miał okazji obserwować interakcji Karola z Waruną) mógł wydać się dziwnie płaski i suchy. - Nasza siedziba została infiltrowana przez konstrukt magiczny. Czarny jak noc, bezustny, oczy pokryte bielmem, zdolny do oszukiwania zabezpieczeń elektronicznych. Wyśledziłem go przez Lustrzany Wymiar, ale był w stanie wykryć i rozbić moje zaklęcie. Podejrzewam, że przy okazji otworzyło to bramę do jakiegoś świata równoległego, z którego wydostało się coś, co mogło być moją kopią albo doppelgangerem. Przedstawiało się jako... Snapdragon, używało magii ognia, było na tyle potężne by mierzyć się bezpośrednio z Warsem - niezależnie od tego, jak inni to odczytali, Karol nie robił tutaj złośliwego prztyczka; aż za dobrze zdawał sobie sprawę z potęgi drzemiącej w Piotrku i jego dziedzictwie - i było w stanie błyskawicznie się teleportować, kiedy rozbiłem jego zaklęcia i zraniłem go. - Przełknął ślinę. - Magią Niższych Kręgów - dodał, podejrzewając, że jak on tego nie powie, to i tak wyjdzie to w rozmowie. - A że ponoć mówiło, że chce Cię szukać, to uznałem, że musimy Cię poinformować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Waruna pochylił się do przodu i spojrzał - spode łba lub spod turbanu, trudno było to jednoznacznie stwierdzić, na Panthera.
- Bez tego eeee. Znajduję ciekawym, skąd pojawiło się to zawahanie w twoim głosie, młokosie.
Niektórzy starsi lub wysoko postawieni ludzie ukochali sobie zwroty pokrou "młody człowieku" lub "synu". A Waruna tak właśnie używał "młokosie". Z pełną powagą, niby bez kpiny, sucho w końcu, ale jednak to określenie kiedyś wybrał świadomie. 
- Adepcie. - Nie Karolu, nie Spellslingerze, ale właśnie tak: adepcie. - Dużo mówisz. A jak dużo mówisz, łatwiej o błąd. Jak sprawdziłeś, że cię wykryło i to rozbiło twoje zaklęcie, a nie zaklęcie po prostu się skończyło?
Niektórzy po prostu zapytaliby "jak" albo "jak do tego doszedłeś metodologicznie", to byłaby istotna część rozmowa z jego poprzednimi mistrzami. Ale Waruna miał inne, bardziej zawoalowane metody.
- I skąd założenie, że "otworzyło"? A co się dzieje, gdy wielu różnych ludzi spotyka się na skrzyżowaniu? Czyż nie mogą zmienić swojej drogi i pójść w innym kierunku?
Mówił do Karola, ale ciekawie spoglądał na pozostałych. Wyraźnie interesował się ich reakcjami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.panther.jpg.6df15de53d16bebe57c06c

Jerzy Mierzejewski

 

Panther nie czuł się pewnie w obecności Waruny. I do końca sam nie potrafił stwierdzić co najbardziej miało na to wpływ – wygląd maga, jego wieża, to, że dostrzegł w kuchni fiolkę z zawartością przypominającą chemikalia Chemo, czy może sam sposób bycia Waruny? Nie wiedział. Jednak już współczuł Karolowi konieczności spowiadania się ze wszystkich co zrobił i co dokładnie się stało. Sam Jurek jednak nie odpowiedział magowi. Zwyczajnie nie odnajdywał właściwiej odpowiedzi na stwierdzenie maga, a przyznać mu się, że to on sam powoduje wahanie Panthera? Nigdy!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.spektramrok.jpg.ceb1acec2e891935d2

 

Spektra nie przepadała za błądzeniem po cudzych domostwach. Może by i można to uznać za zwiedzanie, ale pod warunkiem że Karol byłby gospodarzem. Pomysł na dom był ciekawy, to trzeba było przyznać, jednak od samego szczegółowego widoku bardziej ciekawiło ją, kto to tak zbudował i jaki cel chciał uzyskać, a tego raczej nie można było wyczytać ze ścian czy umeblowania. No i dość niecierpliwie czekała na spotkanie z Waruną, biorąc pod uwagę okoliczności w jakich się tu wybrali trudno było mieć na uwadze cokolwiek innego.

Jednak na widok tak znajomych przyrządów nie powstrzymała ciekawości. Jeden rzut oka żeby zapamiętać jak co leżało... I szybko podleciała - tak jak zazwyczaj, tutaj też nie chodziła - i chwyciła notesik, zanim zdążyła się zastanowić. I oczywiście, chwilę później pożałowała. Na stronach które ujrzała jako pierwsze, znajdował się jej własny portret. Tyle że z jednym dodatkowym szczegółem - na jej głowie znajdowało się coś cienkiego, misternego, jakby z kryształu, co przypominało jakiś dziwny diadem. Miała odrzucić notes, ale przewróciła jeszcze stronę i zdziwiła się jeszcze bardziej. Dwa portrety, jeden - to akurat pamiętała - to była jej dawna twarz. Na stronie obok znajdował się natomiast wizerunek pewnego młodego mężczyzny, którego też od razu poznała. 

Wszystko to portrety ołówkiem, słowa w nieznanym jej języku, notatki i szkice jakby ktoś notował i rysował jakieś swoje wizje, wieszczenia? Wystraszona, odłożyła notes tak, aby leżał dokładnie tak jak wcześniej. 

 

Gdy już znaleźli się przed Waruną, nie odezwała się, jednak zniżyła swój lewitacyjny lot, spowolniła go i postąpiła ze dwa kroki na posadzce, a potem nieznacznie dygnęła. Ot tak, od niechcenia, a jednak z wdziękiem. 

Większości rozmowy Waruny z Karolem nie rozumiała, nie przepadała jednak za takim sposobem prowadzenia rozmów.

- Bez obrazy, panie Waruno. Czy można jednak bez zagadek i jeśli dobrze wymawiam to słowo, aluzji? A tak przy okazji, może to zabrzmi głupio, jednak... Czy jesteś w stanie sprawdzić czy ten tu Karol to ten prawdziwy? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large_wars.jpg.102b2352d532bfac2a14c9aae

Piotr Rawicz

 

Było coś w Warunie że wzbudzał niepokój i Piotrek nie zamierzał wcale udawać, że w jego przypadku jest inaczej. Nie po tym jak miał okazję poznać moce czarodzieja na własnej skórze.

Był też trochę jak dziadek, który również lubił pouczać.

- Spektra ma rację. Może skupmy się na tym Snapdragonie, który zrobił rozwałkę na środku ulicy, a metodologię określicie później - starał się nie brzmieć jakby miał wyrzut, ale porażka przeciw Snapdragonowi była szpilą w jego dumę. Nawet jeśli nie zależało mu na byciu bohaterem, to jednak nakładane na niego oczekiwania ze strony mamy i dziadka sprawiały, że czuł się ponad innymi, choć zwykł tego nie okazywać. A złoiła go kopia Karola.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large_kita.jpg.719f343bebb6180392653de22

Kita

 

Z jednej strony był "słowotok" Karola, którego sama nie do końca rozumiała. Z drugiej strony była dosyć, chociaż nie za bardzo zwięzła "odpowiedź" Waruny, z której nie wiele wynikało. Cała ta magia napełniała ją coraz bardziej niechęcią. Jak miała rozumieć obraz z lustra? Jako obraz przyszłości, obraz z innego świata, czyjeś myśli, albo po prostu ktoś ją trollował? Do tego rozmawiali jakby to miała być jakaś nauka...

Przechyliła swój ciężar na jedną nogę. Nieznacznie przekrzywiła głowę i skrzyżowała swoje ręce na brzuchu. Ale nic nie mówiła.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Klucz. 
Wyciągnął dłoń przed siebie. Nad nim zajaśniał jakiś kształt. Nikt za bardzo nie rozumiał, o co może mu chodzić. Czy da im jakiś klucz? Pokaże pomieszczenie, w którym będzie magiczny karolowy skaner?
- Nie można metodologii zostawić na później. Jest kluczem. W magii to, jak dochodzisz do efektu jest równie ważne, jak sam efekt. W przeciwnym razie... - Spojrzał na Karola spode turbana. - Łatwo dojść do wniosków, które nie są uprawnione podług wcześniejszych etapów. Rozumiesz?
Waruna westchnął ciężko. Chyba sam sobie odpowiedział.
Kulka z dłoni pofrunęła do Karola, wbiła się w jego czoło tak, że ten musiał zrobić krok do tyłu. Jego oczy zajaśniały złotem, a potem zgasły.
- Doceniam precyzję. - Zwrócił się do Spektry. - Czy ten Karol jest prawdziwy? Czy ten, którego nazywacie Snapdragonem prawdziwy nie jest? Nie ma uczuć, myśli, ciała? Twoje siniaki, młokosie, świadczą o czymś innym. Rozumiem, że chciałaś zapytać, czy ten oto tutaj to ten sam, którego znacie i z którymi spędziliście sporo czasu. Tak. To ten sam.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.spektramrok.jpg.ceb1acec2e891935d2

 

- Panie magu. - Nie tylko oczy Karola się zaświeciły, oczy Spektry też. - Ja proszę pana maga nie jestem z Ziemi. Co pan mag zapewne wie. Rezerwuję sobie prawo do mówienia niepoprawnie gramatycznie lub składniowo, albo znaczeniowo, chociaż niekoniecznie logicznie. A myślenie logiczne chyba mówi o co pytam, prawda? Tak, interesuje mnie czy to ten sam mój kolega co wcześniej. Pan to chyba panie magu lubi denerwować innych. - Odgarnęła włosy gestem modelki, jakby chciała zaznaczyć że jej to właściwie nie obchodzi. Chociaż widać było że się denerwuje.  - A skoro moi koledzy stoją jak kołki to może ja powiem, panie magu, chociaż jak mówię czasem wkrada się z mojej obcości nieprecyzja. Byłże tu jakiś podrobiony Karol czy nie? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Karol Buczyński

 

Karol otworzył usta, zastanowił się nad odpowiedzią dla Waruny, a potem usłyszał słowa Spektry i z wrażenia ugryzł się w język. Bohatersko nie dając po sobie tego poznać, odezwał się co prędzej, choć w sumie nie łudził się, że zdoła odwrócić uwagę mistrza od tego faux pas. Zresztą, jak się nad tym zastanowić to w pełni podzielał uczucia Spektry.

 

- Konstrukt zauważył moją obecność i zwrócił się ku mnie, a w następnej chwili zaklęcie rozpadło się w sposób, w jaki nie powinno. To mógł być przypadek, ale w magii nie ma przypadków - stwierdził, powtarzając ulubioną frazę jednego ze swych poprzednich nauczycieli. - Jeśli nawet była to przypadkowa koniunkcja i zderzenie rzeczywistości, to nie zmienia to zanadto naszego problemu, a mianowicie tego, że w tej chwili gdzieś na świecie jest nie dość że twórca magicznego konstruktu który ukradł jedno z naszych trofeów, to jeszcze wspomniany przez moich przyjaciół Karol-bis, nazywający się idiotycznie i skłonny do prób palenia ludzi i czynienia rozwałki oraz chętny by Cię odszukać. Czy uważasz za stosowne jakoś nam w tych kwestiach doradzić albo pomóc, czy mamy się za nie brać sami? - Nie zdołał powstrzymać zniecierpliwienia przed ujawnieniem się w jego słowach. Nastrój pozostałych chyba się na nim odciskał.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Wymówki. - Waruna nie prychnął, jego słowa nie brzmiały też pogardliwie, nie o czystą pogardę wszakże mu chodziło, ale o coś innego. Pogarda zakłada jakieś spojrzenie z góry, potraktowanie jak robaka, jak kogoś podrzędnego. Jego słowo miało raczej wymiar siarczystego policzka, który ma otrzeźwić. - Niebycie z Ziemi ma cię zatrzymywać w miejscu? Przyzwalać na umniejszanie? Zatrzymywać przed rozwojem? Czy może cię wynosi i daje prawo być ponad zasadami logiki, gramatyki, porządku? Nie jesteś tak wielka, nie jesteś tak niezwykła, nie jesteś tak odmienna, by wyrwać się z tych porządków. Jesteś w nich, jak my wszyscy. Nie zrozumiesz tego, będziesz zadufaną dziewczynką chodzącą i mówiącą "patrzcie, ile mi wolno".

 


Ponadprzeciętny w dół, zwyczajny w górę, chyba że odrzucisz wpływ, Spektro.

 

Waruna poprawił się i sięgnął po imbryczek. Nalał sobie aromatycznego naparu. W pomieszczeniu rozniósł się korzenny, duszny zapach, tak nieprzystający do tego nowoczesnego miejsca.
- Poczęstowałbym was, ale się skończyło. Nie było, odpowiadając na twoje pytanie, nieziemianko. Doradzić czy pomóc? W tych kwestiach? To znaczy jak? Mogę wiele, ale nie jestem jedyną osobą, która może wiele, Karolu. - Upił łyk, pozwalając, by jego słowa wybrzmiały. - Choć myślę, że pilniejsza jest inna kwestia. Potrafi palić ludzi i robić rozwałkę. To brzmi niebezpiecznie. Co chcielibyście zrobić z takim człowiekiem, który potrafi palić ludzi i robić rozwałkę? Hm? Na co ktoś taki zasługuje?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.panther.jpg.6df15de53d16bebe57c06c

Jerzy Mierzejewski

 

Jurek uniósł brwi słysząc to, jak Waruna zwraca się do Spectry. Jak traktuje ją jakby była u niego na terminie. Lub po prostu jak dorośli zwykli traktować nastolatków - z góry. Przemądrzały ton, mający sprowadzić ją do parteru. Jurek miał tylko nadzieję, że kto, jak kto, ale Spectra sobie na to nie pozwoli.

Tymczasem pytanie, które rzucił już do wszystkich zdawało się być swego rodzaju testem. Pułapką, w którą mieli wdepnąć odpowiadając na to pytanie. Jurek przez chwilę zastanowił się, czy istnieje właściwa odpowiedź na tak postawione pytanie. Zwłaszcza jeśli zdawała je osoba parająca się magią, która mogła posiada inny kodeks moralny od nich.

- Trzeba go powstrzymać przed dalszym sianiem zniszczenia - odparł Panther. - Trzeba go pokonać i aresztować. Lub odesłać skąd przybył, jeśli zakładamy, że nie pochodzi z naszego świata.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large_kita.jpg.719f343bebb6180392653de22

Kita

 

Kita nadal trwała w swojej pozie.

- Tak jak powiedział Panther. Albo będzie musiał wracać skąd przybył, albo trzeba go oddać AEGIS... Oni mają przecież metody przetrzymywania przestępców obdarzonych supermocami.  Oczywiście o ile jeszcze się znajduje w naszym świecie, a nie uciekł, albo został wzięty.

Po chwili dodała.

- Czy jest jakiś sposób - Zacięła się na chwilę - Bezpieczny sposób, by go zlokalizować?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Spektra mogła co najwyżej słuchać tego, co Waruna ma do powiedzenia. Oczywiście, mogła się wewnętrznie burzyć, mogła próbować nie dopuścić jego słów do siebie, ale ten przedziwny człowiek, jeśli w ogóle jeszcze był człowiekiem, posiadł jakiś magiczny sposób, żeby jego słowa przedarły się przez wszystkie mozolnie budowane bariery i ugrzęzły gdzieś między zwojami mózgowymi, rozlewając się po całej jej świadomości.
Musiała dopuścić taką ewentualność, że ten człowiek ma rację. Że uważa się za wyjątkową, kiedy tak naprawdę to tylko kreacja. Po co? Czemu? Jak? Nieważne. Rysowała siebie jako kogoś, kim nie jest. Bo może nie była aż tak niezwykła?

 

A jednak Waruna nie poświęcała jej już więcej uwagi. Powiedział, co miał do powiedzenia i skoncentrował się na czymś bardziej interesującym. Choć jego oczy wskazywały raczej, że czegoś szuka. Czegoś... I w pewnym momencie mu się zaświeciły. Złapał coś, myśl, może jakieś słowo, kiedy mówił Panther.
- To szczytny cel - przytaknął, w jakiś taki przesadzony sposób. - I należy mu kibicować, bo dzięki temu wszyscy się rozwijacie i zdobywacie nowe umiejętności. Ale muszę zapytać o jedną rzecz. - Zawiesił głos i skierował spojrzenie ku Kicie. - A potem, jeśli wciąż będziecie chcieli, w bezpieczny sposób zlokalizuję wam Spellslingera. W prezencie.
Coś im mówiło, że Waruna specyficznie rozumie słowo "prezent". Prawdopodobnie nie miał zamiaru dostarczyć im nieprawdziwego Karola obwiązanego wstążką we wskazanej lokalizacji.
- Mówicie, że chcecie powstrzymać go przed sianiem zniszczenia. To chyba trochę mało? Kto z mocą nigdy nie zasiał zniszczenia... - Uniósł wzrok i obrócił się trochę w bok. Do innych czasów, innych miejsc, do przeszłości i swoich byłych uczniów. - Skłonny do palenia ludzi i czynienia rozwałki. Jak to się okazało? Jak to wyszło? Skąd to wiecie? Czy on tak... Po prostu?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Karol Buczyński

 

- Skąd w zasadzie mamy to wiedzieć? - Irytacja zaczynała wygrywać w Karolu ze strachem. - Nie mieliśmy z nim okazji wymienić historii życia przy herbatce, no chyba że coś mnie ominęło, więc nie znamy osadzonych w dzieciństwie przyczyn takich a nie innych skłonności. Fakt, że zaatakował naszego Warsa i że nie wahał się przy tym publicznie miotać mocami płomienia potencjalnie groźnymi dla całego miasta starczy mi za dowód na to, że jest zagrożeniem. Możemy popytać go o szczegóły jak już go dorwiemy i wyślemy ci wtedy mistrzu sowę ze szczegółami. Czy ta odpowiedź cię satysfakcjonuje i łaskawie znajdziesz nam SNAPDRAGONA, bo jedyny Spellslinger w okolicy stoi przed tobą? - Złapał się pod koniec na tym, że podniósł głos niemal do krzyku i zmitygował się, ostatnie słowa wypowiadając ciszej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large_wars.jpg.102b2352d532bfac2a14c9aae

Piotr Rawicz

 

Wars przez większość tej rozmowy się nie odzywał, tylko słuchał. I właściwie nie miał dość tego co słyszy z Waruny, który traktował ich jak dzieci. Co to za cholerna pogadanka? Co zrobić ze złoczyńcą, dlaczego ktoś jest zły? Jakby byli w przedszkolu.

- Ja wiem, że to gnojek pierwszej wody z pierwszej ręki - warknął - Wystarczyło nie dać mu tego czego chciał, a przechodził do rękoczynów. Mam głęboko gdzieś jego powody! Mógł mieć sobie ciężkie życie, czy ma zwyczajne nawalone we łbie, to bez znaczenia! - w przeciwieństwie do Spellslingera, Wars nie przejmował się unoszeniem głosu. Wszystkie te durne staruchy myślą, że pozjadały wszystkie rozumy i daje im to prawo do prawienia morałów na temat sytuacji, których nie doświadczyli -Skończmy więc tę bezsensowną dyskusję i weźmy się do roboty! - no i miał ze Snapdragonem rachunki do wyrównania.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.panther.jpg.6df15de53d16bebe57c06c

Jerzy MIerzejewski

 

Panther już na samym początku tej rozmowy był w stanie stwierdzić, że jest ona specyficzna. A kolejne słowa wypowiadane przez Warunę, kolejne pytania, które zadawał tylko go w tym stwierdzeniu upewniały. Teraz wyglądało to tak, jakby Waruna oczekiwał przedstawienia mu całej genezy Snapdragona jako "tego złego", co go skusiło do szczerzenia zła, co go ukształtowało i tak dalej. Jurek, podobnie jak Karol i Piotrek, uważał, że w tej chwili takie gdybanie było stratą czasu. Czasu, w którym Snapdragon mógł kogoś zniszczyć lub dokonywać kolejnych szkód. Ale Jurek, w przeciwieństwie do swoich kolegów, nie miał zamiaru wyrażać swojego zdania w tak ekspresyjny i nerwowy sposób. On postanowił skupić się dokładnie nad jednym z pytań, które zadał im Waruna, które w połączeniu z informacjami uzyskanymi od Warsa sprawiły, że w głowie Panthera zrodziła się pewna myśl.

- A może on faktycznie tak... po prostu? - zapytał, zerkając na Warunę. - Czy istnieje jakaś możliwość, że on pochodzi z jakiegoś świata, w którym żyje jako alternatywna wersja Karola? Świata, w którym istnieją też inne wersje każdego z nas? W końcu, skądś musiał znać Warsa. I to pytanie, które ci zadał, Piotrek - zerknął na kolegę. - Może w tamtym świecie to co dla nas jest czymś złym i niegodziwym, tam jest... normalne?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.spektramrok.jpg.ceb1acec2e891935d2

 

Tak jak powiedziała, pan mag musiał lubić denerwować ludzi. I udało mu się zdenerwować Spektrę.

- Nie miałam okazji gadać z typem. - Burknęła pogardliwie. - Dla mnie wystarczy to co robił, nie to co gadał. A tak poza tym... To, co oni powiedzieli. - Pokazała na Karola i Piotra. - Skoro moi koledzy z drużyny mieli takie doświadczenia z pierwszej ręki, to cóż. I co to w ogóle za bzdury. Można mieć moce które sieją zniszczenia uboczne, ale się tym w ogóle nie przejmować. A można działać mocami z intencją nie osiągnięcia czegoś dla siebie, jakiegoś samolubnego celu, ale ratowania kogoś. Pan tak naprawdę myśli, jak pan powiedział, czy to jakiś głupi test? -  Żachnęła się. - Nie ma różnicy czy się zburzy coś bo się ratowało dziecko czy kogoś a czy się zburzy bo się zdenerwowało i kogoś zaatakowało i eskalowało do walki bez powodu? Bo jeśli rozumiem, to pana interesuje sytuacja, a nie to co siedziało temu Snapowi w głowie, tak jak Jurek to zrozumiał? Bo mówi pan trochę jakby pan go poznał. Albo rozumiał. To moje pytanie brzmi, co pan zrobi jak go spotka? 

 

 

Spoiler

zaznaczam wściekły za nieudane odrzucanie wpływu

i bym se zaturlała na pierce the mask bo nie bardzo ufam Warunie

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Waruna bardzo źle wybrał moment, żeby upić łyk herbaty. Próbował ją przełknąć akurat w tym momencie, w którym Spellslinger wspominał coś o łaskawości. A to spowodowało, że Waruna po prostu się opluł.
Wprawdzie oni stali zbyt daleko, by sięgnął ich jeszcze ciepły napar, ale i tak nie było nic śmiesznego w tej sytuacji. Może dlatego, że ręka mistrza powędrowała gdzieś w bok i Spellslinger od razu wyobraził sobie, jak w jego dłoni materializuje się magiczny łańcuch, który miałby pozwolić nauczyć się adeptowi magicznej sztuki nieco pokory. Dać okazję do przemyśleń. W spokojnym, nienaruszonym stanie. Bardzo skrępowanym stanie.
A jednak stało się coś, co go powstrzymało. Może były to słowa Panthera.
- Czy ja myślę, czy powiedziałem? Naszym celem... - Wyraźnie podkreślił przedostatnie słowo, spoglądając na Spellslingera. - Jest odkrywanie potencjału i znajdowanie odpowiedzi. Czy można robić to bez zadawania pytań? Czym to się różni... - Prychnął. - Wybaczcie, nie będę już nudził jaśnie państwa dociekaniem. Pytania są mniej wdzięcznym celem, nie można ich uderzyć, prawda? Wiedzcie jednak, że nie ignoruję tej kwestii. Łaskawie wam pomogę. Ale po tym, co mi powiedzieliście, mam jeden warunek. Nienogocjowalny.
Tak, jakby mogli mieć jeszcze wątpliwości, że z Waruną można cokolwiek negocjować. Najbardziej konfundujące w tym wszystkim było jedno - Waruna mówił, pytał, a jednak zachowywał dziwną obojętność. Jeśli coś go poruszało, to były to ich słowa i ich reakcje, a nie sama sytuacja, którą malowali. Jakby to, co miał zrobić Snapdragon, było mu zupełnie obojętne. Jakby przyjął świat niezależnie od tego, co się w nim podzieje. A może to była tylko maska? Poza?
- Bo tak, istnieje możliwość, że pochodzi z innego świata i są tam wersje każdego z was lub niektórych. Oczywiście można przyjąć założenie, że moralność jest uniwersalna i wspólna dla wszystkich światów, ale to tylko założenie. Wracam już do warunku.
Uśmiechnął się dziwnie.
- Warun-ku. Bawi mnie to. A was? Warun-ek. Znajdę dla Snapdragona dla Spellslingera. I przeniosę go do niego. Tylko niego. Nie wiem, o co chodzi. Nie rzucę na niego armii chętnych do bójki dzieciaków. A chyba i Spellslingerowi przyda spojrzeć się w lustro.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Karol Buczyński

 

- W ogóle się nie przejmujesz tym wszystkim, prawda, mistrzu? -  Karol nie był pewien, czy uspokoił go strach przed karą, uświadomienie sobie tego co właśnie mówił, czy po prostu jego złość przerodziła się w coś zimnego i spokojnego. - Ani to włamanie ani ten Snapdragon, wszystko to problemy na skalę dzieciaków, ty w razie czego masz sytuację pod kontrolą, więc to tylko okazja do treningu, sprawdzania nas, obserwacji. Ale w takim razie czy wysyłając tylko mnie nie odbierasz pozostałym okazji do nauki i do poobserwowania i potestowania ich w najlepsze?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large_wars.jpg.102b2352d532bfac2a14c9aae

Piotr Rawicz

 

Ten staruch był jeszcze gorszy od dziadka. Znaczy chyba, bo dziadek też bywał niemiłosiernie upierdliwy. Chociaż dziadek przynajmniej nie robił wszystkiego z "łaski". Nie, on szedł pokazać smarkaczom jak to czasem mówił, jak to się robiło za jego czasów.

Piotrek wziął głęboki wdech, gdy czarodziej przedstawił swój warunek. Czy raczej warun-ek. Co za beznadziejny suchar... I wypuścił powietrze razem z chęcią do ciągnięcia kwestii, widząc, że raczej nie ma sensu się kłócić, nawet jeśli Spellslinger jeszcze coś od siebie dorzucił. Zresztą najwyraźniej chęć do aktywnego działania powodowana z chęcią odpłacenia się Snapdragonowi uleciała z młodego herosa. I znów był tym raczej ospałym Warsem, który szedł po najmniejszej linii oporu. Zresztą miał dość własnych problemów.

- A tam... dobra, rób jak chcesz - odparł machając w zrezygnowaniu ręką - Ja już się w to nie mieszam.

Odwrócił zastanawiając się jak u licha ciężkiego wyjść z tej wieży.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz