Vrai

#2 Czarne lustra (Vrai)

182 postów w tym temacie

Karol Buczyński

 

"Chciałeś najlepszego Karola"? Spellslinger drgnął, jakby ktoś mu dał w twarz. Czyli co, to nie był tylko prosty zbieg okoliczności? O co tu chodziło, co się za tym kryło? Karol nie wiedział - i to denerwowało go bardziej, niż gotów byłby się przyznać.

 

Nie ruszył na pomoc. Nawet nie za bardzo mu ten pomysł przyszedł do głowy. Żeby się dołączyć do walki bo to Snapdragon - to jasne. Ale żeby pomóc? To był Waruna i Dziw, come on, pomóc to on mógł co najwyżej uprzątnąć potem zwłoki. Ci dwaj poradzą sobie z palcem w dowolnym otworze ciała lub nawet w otworze w materii rzeczywistości. Prawda?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.panther.jpg.6df15de53d16bebe57c06c

Jerzy Mierzejewski

 

Panther liczył na odpowiedzi. Na rozwiązanie choć jednej sprawy. Jednej zagadki.

Ale po pojawieniu się w domu Waruny i na widok Snapdragona, uniósł tylko wysoko brwi ku górze. Te ślady na ciele Snapdragona... czyżby lubujący się w zabawach w wiązanie Waruna dopadł wcześniej Snapdragona i chwilę się nim zajmował? Jeśli tak, to dlaczego chłopak był wolny i w bojowym nastroju?

Zdecydowanie za dużo pytań. Do tego nikt nie zwracał tu uwagi na przybycie ich trójki. Więc i sam Panther nie miał zamiaru w żaden sposób interweniować, wtrącać się, czy tą uwagę przykuwać.

No, może tylko odsunie się gdzieś na bok, by nie stać bezpośrednio za plecami Waruny i Dziwa. Wszak gdyby ci zrobili unik przed atakiem Snapdragona, ten niechybnie trafiłby w ich trójkę.

Jurek był ciekaw tego, jak rozwinie się sytuacja. I tego, co naprawdę potrafią Waruna i Dziw, mentorzy Karola.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Hasz'aszyn nieco opuścił głowę, poprawił okulary... I przypominał w tym wszystkim nauczyciela, który musi właśnie wytłumaczyć coś niezbyt lotnemu dziecku. Ale co ciekawe, było w nim ciepło nauczyciela rozbawionego nieporadnością uczniów i pewna taka duma z możliwości tłumaczenia świata.
- Dziękuję za tę hipotezę, to dobrze, że próbujesz zrozumieć, co się dzieje - zaczął z uśmiechem. - Obawiam się jednak, że to nieprawda.
Nieprawda? Czyżby miało się okazać, że Spektra źle oceniła zajście? Błędnie zidentyfikowała to, co wydarzyło się w zoo?! Mogłoby to ściągnąć z nich sporo problemów i konsekwencji, jeśli dowiedzą się nieodpowiednie osoby.
- Jego umysł tam jest. Na pewno tam jest. Rejestrujemy funkcje mózgowe za pomocą... Ach, nie będę wdawać się w szczegóły. - Odchylił się i wyprostował. - Ale gdyby tam było pusto czy poszatkowanie, wiedzielibyśmy. Tam jest mózg usiany działającą siecią neurologiczną, tyle tylko że działa w dziwny, niezrozumiały dla nas sposób. Coś tam się zmieniło. Zaszła jakaś zmiana. Ale na pewno nie można mówić o nieobecności.
Czyli to nie to. Teoria Spektry wciąż była właściwa, po prostu doktor dość dosłownie zrozumiał nieobecność...

 

***

 

Jeśli to były projekcje, to z pewnością odczuwały emocje. Ale czy coś takiego byłoby niemożliwe dzięki magii? Trudno powiedzieć. To mógł wiedzieć Karol. Albo Dziw. Albo Waruna. Pewnie nawet Snapdragon.
Na przykład taki Waruna odczuwał spokój i był zdecydowanie skupiony. Objawiało się to delikatnym muskaniem powietrza, a za każdym drgnięciem palców rozpadał się jeden z ogników. Mógł nie zdążyć, mogło braknąć mu czasu, by rozpleść wszystkie, tak by żaden go nie zranił...
W Dziwie buzowała adrenalina. Ekscytacja mieszała się z poczuciem ryzyka, może nawet zagrożenia. Spektra kiedyś czytała - a może to Benedykt jej opowiadał - że w nagłych zdarzeniach podskakuje poziom adrenaliny, co uruchamia instynkt walki albo ucieczki. Tak mogło wyglądać to od strony emocji. Dziw dość szybko dołączył się do dzieła Waruny.
- Waruno... - powiedział podniesionym tonem, by przebić się przez świst ognia.
- Widzę. Nie drgnę nawet o krok.


~duel~


Zobaczyli, o co chodzi. Za mistrzem Karola pojawiała się coś na kształt kałuży pokrytej szronem, może lodem. Błękitna pułapka?
Snapdragon widząc, że zmasowany atak nie przyniesie oczekiwanego rezultatu, klasnął w dłonie. Pozostały strzały z płomieni zbiegły się w jednym punkcie, tworząc paszczę z ognia, która plunęła kulą z ognia. 
Przeciwnik mistrzów magii wyglądał na spokojnego i zdeterminowanego. Ale za oczami kipiał gniewem. Powściąganym, ale wyczuwalnym telepatią. Wręcz uderzającym. 
Wokół nadgarstków zawirowały szmaragdowe obręcze upstrzone niezrozumiały glifami. Uderzył nimi o siebie, rozpuściły się we wszystkich kierunkach, by opleść kulę ognia i zamknąć je w swych objęciach. Po sekundzie nie było śladu ani po nich, ani po kuli.
Strażnicy obecni w pomieszczeniu mogli poczuć, że zbliża się jakiś atak padaczki. Czerwienie, szmaragdy, błękity. Wszystko rzucała poświatę, sprawiało, że wnętrze pokoju migotała i co chwilę dominowała w nim inna barwa. 
Gdy Waruna zajęty był neutralizowaniem pocisku, Dziw rozcapierzył palce, między którymi pojawił się okrąg wpisany w pięciobok i posłał go w stronę kałuży. Tam rozpłynęła się w migoczących drobinkach.
Zapachniało świeżością.
- To ma być ta zemsta za lata wiązania? Próbuj bardziej! 
Snapdragon nie tyle wykonał gest, co wyczarował kolejny obiekt całym swoim ciałem - przerzucił ciężar na lewą nogę, pochylił się, zgiął nadgarstki i przesunął dłonie na wysokość twarzy, w lewo, potem wyrzucił je w prawo. Zatańczył, a efektem tego tańca były dwie długie wstęgi ognia. Żaden z magów nie musiał nic mówić, by i Strażnicy zorientowali się, o co chodzi: kałuża pojawiła się pomiędzy złączeniem podłogi a ściany, niczym jakiś piękny, błękitny grzyb czy wykwit ciekłego azotu. Wyrzucając wstęgi pod kątem, Snapdragon chciał mistrza zmusić do zrobienia kroku w tamtą stronę. 
Waruna jednak pozostawał nieugięty. Naprzeciw wstęgom wypuścił niebieską kolumnę, która je pochłonęła, ale mknęła dalej. Rozbiła się dopiero o ścianę. Przystroiła ją wilgotnymi plamami. Bronił się, a Dziw przeszedł do ofensywy. Wykonał parę gestów i okrągła, szklana ściana okalająca kominek rozprysnęła się, zawisła w powietrzu. Po mrugnięciu oka szkło uformowało się w dwie długie włócznie, które ruszyły na Snapdragona, wymierzone w jego boki.
Klon-doppelganger-coś-ktoś-Karola złożył dłonie na wysokości pępka, rozciągnął je w górę i...
Znacie ten trick z przepołowieniem człowieka w pudle piłą, prawda? To on właśnie zrobił coś takiego. Górna część zawisła wyżej, druga przykucnęła i włócznie rozbiły się o siebie. 
Snapdragon w akcie desperacji, możliwe, że czuł, że kończą mu się sztuczki, wypuścił kolejne dwie kule ognia i złączył swoje połowy. Kałuża wciąż tkwiła w tym ogniu.
Zbliżył do siebie obie dłonie, między którymi pojawił się okrąg upstrzony kolejnymi znaczkami.
Magowie bez problemu zneutralizowali kule, przez co pokój znów na sekundę wypełnił się błękitem, na drugą szmaragdem.
I Snapdragon obrócił dłonie o dwiećdziesiąt stopni. O to właśnie chodziło.
Waruna nie musiał się ruszać.
Karol upadł na kolana, porwany nagłym szarpnięciem. Spektra odruchowo uniosła się nieco w górę, co pozwoliło jej zachować w miarę pionową pozycję. Panther, dzięki swojej zręczności i - nomen omen - instynktowi, szybko odnalazł się w nowej pozycji. Kucał lekko, ale był gotów do ruchu czy do skoku bez zbędnej zwłoki.
Ich oczom jednak zajęło chwilę zorientowanie się, co się stało. Nie tak łatwo zrozumieć, jak wygląda świat, gdy przestrzeń nagle diametralnie się zmienia. 
Przekrój pokoju miałby teraz kształt rombu. Nie było podłogi, musieli stać - jak Panther - na pomiędzy dwoma płaszczyznami zbiegającymi się pod kątem prostym. Jakby szalony architekt postanowił zrobić podłogę w kształcie trójkąta. Dziw stał na zielonej, migotliwej płycie, którą musiał wyczarować w chwili, w której Snapdragon dokończył czar.
Waruna za to, choć utrzymał równowagę, stawiając pewnie stopy na obu zbiegających się płaszczyznach, znajdował się też dokładnie pod kałużą czy też plamą. 
Ale to już nie była plama.
I nie była to nawet kałuża.
I nie pułapka, przynajmniej nie dosłownie.
To był portal.
Portal, z którego w momencie, w którym przekręcił się pokój, wypłynął chudy chłopak. Strażnicy widzieli tylko jego nagie plecy, pokryte szronem i srebrzystymi liniami przypominające wężowe tatuaże i jasne spodnie. Unosił się nad jasną mgiełką, obejmując Warunę. Przysunął twarz do jego ucha, wyszeptał coś i się odsunął. 
Mistrz Karola upadł. Lodowa lanca, która przebiła go na wskroś, przez uderzenie o podłogę wysunęła się z ciała i upadła obok. 

Wszystko trwało zapewne z pół minuty.
Hm, do czego to się miałeś nadawać, Spellslingerze? Do uprzątania zwłok?
- UCIEKAJCIE! - Ryknął Dziw, czarując tak, że trudno było w ogóle zauważyć ruchy rąk, które zlewały się z tłem, rozmywały. Wysyłał zielone pociski jedną dłonią, drugą budował tarczę. Rzucił się przed siebie.

Edytowane przez Vrai

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large_wars.jpg.102b2352d532bfac2a14c9aae

Piotr Rawicz

 

Piotrek zamrugał zdziwiony tym jak lekko doktor zbył jego rewelacje. Przez moment zupełnie zapomniał języka.

- Nie... nie rozumie pan. Powiedziałem, że sądzimy, że jego umysł jest nieobecny. Zdaje się, że kontrolował zwierzęta w jakiś sposób wpływając na nie jaźnią i zgubił się w momencie... - Piotrek się zawahał czy powinien mówić więcej. Mógł przecież doprowadzić do obarczenia ich winą za obecny stan tego typa, nie wspominając o porwaniu goryla z ZOO. Czy nie powinien ustalić ze wszystkimi Strażnikami jak wiele chcą ujawnić?

A z drugiej strony... nie chciał wyjść na dzieciaka błądzącego po omacku. Nie chciał by Hasz'aszyn spoglądał na niego z politowaniem. Jak teraz gdy zbył ich teorię. Albo jak wtedy gdy Spektra podważyła jego dowództwo. Dwukrotnie! A może miała rację podważając jego umiejętności przywódcze...?

Nie myśl o tym. Nie zachowuj się jak dziecko, jeśli nie chcesz być tak traktowany.

Tak. Musi udowodnić, że jednak wie o czym mówi.

- Podejrzewam, że gdy połączenie, które miał ze zwierzętami zostało gwałtownie przerwane w odruchu próbował ściągnąć swój umysł do ciała, ale coś nie wyszło i dominująca część jaźni mogła utknąć gdzieś indziej, a w jego ciele znalazła się nieumyślnie wypchnięta jaźń zwierzęca.

 

Spoiler

Hasz'aszyn otrzymuje wpływ na Warsa, który chce i ma potrzebę się wykazać.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.panther.jpg.6df15de53d16bebe57c06c

Jerzy Mierzejewski

 

Jurek starał się nadążać za wszystkim, co się działo wokół niego. Ale po prostu działo się zbyt dużo, w za szybkim tempie, by był w stanie. Dodatkowo wszystko, co się działo, miało związek z magią. Ta zaś pozostawała poza jego zdolnościami poznawczymi. Ot, wiedział, że coś takiego jak magia istnieje, że potrafi być przydatna. Ale tyle, więcej wiedzy nie było mu do szczęścia potrzebnej.

A teraz magia pokazała, że nie ważna jest liczebność przeciwników i ich status - ważne jest to, jak się magią włada.

Snapdragon zabił Warunę.

Tego Jurek się nie spodziewał. Po ostatnim spotkaniu z tym magiem, Panther nie sądził, że kiedykolwiek będzie świadkiem porażki nauczyciela Karola. O jego śmierci nie wspominając. A tymczasem na polu walki ze Snapdragonem pozostał już tylko Dziw.

Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl, że Waruna i Dziw radzili sobie tak źle z powodu swojej pychy i dumy. Żadnemu z nich nie przyszłoby do głowy, że Snapdragon może okazać się tak trudnym przeciwnikiem.

Dlatego Jurek nie miał zamiaru posłuchać Dziwa.

Dlatego nie chciał zostawiać go sam na sam ze Snapdragonem.

Był bohaterem i nie miał zamiaru uciekać przed wyzwaniem.

Wierzył w to, że tam gdzie magia nie sprostała magii, tam potrzeba było innych środków. Środków, które posiadali Strażnicy. Środków, które posiadał sam Jurek.

Zszedł do przysiadu, na szeroko rozstawionych nogach, jedną dłonią wspierając się o ziemię. Rozcapierzył palce drugiej dłoni, na końcach których błysnęły ostre pazury. Rozwarł paszczę, eksponując imponujące uzębienie. Z jego gardła dobiegł groźny, basowy pomruk. Panther czuł jak sierść jeży mu się na ciele. Jego spojrzenie skupiło się na Snapdragonie.

Nie miał zamiaru czekać na to, co zrobią Spektra i Karol. On ruszył do ataku.

Skoczył do przodu, kierując się na prawo. Pędził sadząc długie susy. Przeszkody, których nie potrafił przeskoczyć, a wyminięcie ich byłoby zbyt czasochłonne, po prostu niszczył. Całkowicie skupiony na Snapdragonie, pozwolił, by górę wzięła jego zwierzęca natura. Bo tego teraz potrzebowali wszyscy. Dzikiej, nieujarzmionej siły. Furii, z którą Panther opadł na Snapdragona.

 



Złamane słowo Dziwowi - rzut +Ponadprzciętny i wypada 7.

Wybrany stan - WŚCIEKŁY

 

Unstoppable - rzut wychodzi na 9 +Danger daje 10, czyli sukces.

 

Co do pytań:

1. Spellslinger.

2. Pokonanie Snapdragona.

3. Nie

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

large.spektramrok.jpg.ceb1acec2e891935d2

 

Ciemność zawirowała, pojawiając się znikąd, prowadzona tylko wolą Spektry. To nie była bezpośrednia interwencja, a przynajmniej trudno byłoby ją taką nazwać w jej ocenie. Splatała się w niby to przypadkowych miejscach, wspomagając tarczę którą tworzył Dziw, przesłaniała widok, i znikała szybko by pojawić się chwilę później w zupełnie nieprzewidywalnym miejscu. Ot, zagęszczające się cienie, blokujące pole widzenia.


Jednocześnie Spektra, która póki co po prostu lewitowała tak samo jak kiedy się tu zjawiła i zdawała się po prostu skupiać na tym żeby w razie czego unikać niebezpieczeństwa, przesłała telepatycznie jeden komunikat, na szybko ustanawiając chwilowe połączenie między Dziwem, Karolem i Jurkiem - "Uciekać? Nigdy" i emocję będącą nie tyle niechęcią do odwrotu, co do pozostawienia Dziwa za sobą, chęć chronienia.

Kolejny przekaz telepatyczny był skierowany do Snapdragona. Z całą mocą, z jaką potrafiła, wysłała mu jeden komunikat bezpośrednio do mózgu, sugestię tak silną że miał w nią natychmiastowo uwierzyć.

"JESTEŚ ŚLEPY, NIC NIE WIDZISZ". 

 

Spoiler

1. Karol

2. zapobiegnięcie dalszym ofiarom 

3. nie

 

Edytowane przez Selyuna

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Karol Buczyński

 

Na początku był przekonany, że to ułuda. Sztuczka. Trick Waruny. Musiała być. Prawda?

 

Potem Dziw wykrzyknął coś, czego nigdy w życiu nie spodziewał się usłyszeć z jego ust. I nagle dotarło do niego, że to nie jest sztuczka. Że to coś naprawdę wylazło i zaatakowało Warunę. I przebiło go na wylot. I zabiło. W walce, która mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby w tamtym jednym momencie nie kazał swojemu mistrzowi - temu staremu fiutowi, który nigdy nie wydawał się niczym przejmować, ale jakoś jako jedyny trwał przy Karolu i uczył go i prowadził - spadać w cholerę.

 

Nie. Tak się ta historia nie skończy.

 

Jakieś skrawki jego świadomości wychwytywały wspaniałą szarżę Panthera i komunikat Spektry. Pewnie powinien był im pomóc. Może liczyli na jego pomoc. Prawdopodobnie powinien - nawet łamiąc dane słowo - wesprzeć swoich przyjaciół w czymś, co mogło być samobójczym atakiem. Ale Karol wolał skupić się na czymś innym. Na lekcjach starego druida, wysłuchanych bez zainteresowania i na pół zapomnianych. O źródle Życia. O krwi. O bramie. Poruszając się jak w transie, Spellslinger sięgnął paznokciami prawej ręki do lewego nadgarstka i wbił je sobie z całej siły, aż do krwi, wykrzykując przy tym starożytne zaklęcie. Otwarcie bramy do świata, w którym nieustannie pulsowała nieokiełznana energia życiowa. Energia, która mogła wyleczyć ranę Waruny. Energia, nad którą nigdy nie próbował zapanować - nad którą mało kto był w stanie zapanować. Gówno go to obchodziło. Ten pieprzony staruch ma ŻYĆ, a jak zginie to niech przez bycie aroganckim staruchem, a nie przez jego, Karola, błąd!

 

 

Unleash your Powers +1 za Dziwaka:

6

 

Odpowiedzi na pytania:

1. Chwilowo takiej osoby nie ma

2. Pokonanie sk...urczybyków

3. Nie

 

 

Edytowane przez Thomas Ufnal Crowlake

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz