Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


mroczek

prolog Ostatnie śniadanie (mroczek)

60 postów w tym temacie

Fate

 

To było ostatnie takie śniadanie.

Myśl zdawała się dźwięczeć w Mocy szczególnie mocno tego poranka kiedy cała dwunastka dzieci Darth Crowa zasiadła do wspólnego posiłku. Coś zupełnie prozaicznego, co jeszcze niedawno było rzeczą tak pewną, że niezauważalną, nagle stało się czymś szczególnym.

Czy będą jeszcze mieli okazje usiąść tak razem?

Czy kiedy to wszystko się skończy wciąż wszyscy będą żyli?

Pytania odbijały się niemym echem w ich głowach, kiedy jedli w wielkiej okrętowej mesie. Był to posiłek cichszy niż zazwyczaj. Oczywiście najpierw 2V-R5 droid protokolarny musiał się zamknąć, jednak jedna uwaga o przerobieniu na złom zazwyczaj załatwiała ten problem. Jedli wiec we względnej ciszy, pełnej równego stukotu sztućców i ukradkowych spojrzeń. Byli sami w wielkiej jadalni, jeśli nie liczyć maszyny, która zarządzała podawaniem dań. Kuchnia postarała się, bo każde z dzieci mogło wskazać na stole swoją ulubiona potrawę. Mimo to nastrój był kiepski.

Nawet Allesh milczał, co rzadko mu się zdarzało, chociaż nie podarował sobie ukradkowych uśmiechów do niewolnic z jedzeniem. Sharena siedziała z nosem w datapadzie, z tego co Arcturus zdołał wyczytać jej przez ramię miała tam sporo notatek o lokalnej faunie Korriban. Zapewne nie była to przyjemna lektura, bo co i raz przełykała ślinę. Jeylen milczał wpatrzony w swój talerz, ledwie skubał to co na nim miał, był blady, o wiele bledszy niż zazwyczaj. Atonai co i raz nachylał się nad nim żeby coś powiedzieć. Dia szeptała do ucha S’kye’owi najmłodsi wydawali się być na równi wystraszeni i podekscytowani. Wukor warczał na wszystkich i wszystko od kilku dni. Mulie wiedziała, że przed wylotem rozmawiał z matką i cokolwiek mu powiedziała sprawiło, że pierworodny syn rodziny nie spał najlepiej. Jeśli którekolwiek z nich wiedziało co się dzieje to tylko on.

Reszta w dwa dni po pogrzebie została zebrana i zapakowana na Uparciucha, uzbrojoną korwetę którą dawno temu ojciec oddał Reginie do dyspozycji. Lecieli z eskortą sześciu mniejszych statków i trzech eskadr myśliwców na Korriban. Lecieli spokojnie wbrew temu czego prawdopodobnie się po tej podróży spodziewano. Do samego końca obyło się bez kłopotów. Dzisiaj zadokowali na stacji orbitalnej. Z tego co powiedział im 2V-R5 wyokrętowanie panów i panienek przewidziano na najbliższe dwie godziny.

Więc zaczęło się. Może dlatego niewiele osób przy stole miało tego dnia apetyt.

Prawie już skończyli kiedy drzwi jadalni rozsunęły się i do pomieszczenia wkroczyła Regina, natychmiast wszystkie spojrzenia skierowały się w jej stronę, zawsze umiała to osiągnąć, na kilka chwil stać się najwyraźniejszym punktem w całej sali, ściągać na siebie spojrzenia.

- Dzień dobry dzieci.

Z szelestem czarnej, pięknej sukni podeszła do swojego miejsca z góry stołu. Za nią cicho wsunęły się do pokoju dwie twi’lekańskie dwórki ciągnąc ze sobą wózek, na którym równo ułożono dwanaście workowatych plecaków. Kiedy pani skinęła im głową niewolnice zaczęły cicho krążyć miedzy nimi stawiając po jednym plecaku przy każdym z dzieci.

Dia pierwsza sięgnęła do środka, wyciągając ubranie, czarna bluzę z kapturem w swoim rozmiarze.

- Dwa komplety ubrań, commlink o zasięgu ograniczonym do samej akademii i jej okolic, kij… – wyliczała powoli Regina, kije akurat roznoszono pomiędzy nimi, były mocne, zrobione z lekkiego metalu, czasami widywali je w rękach uczniów ojca ćwiczących na placu. – …datapad z przydziałem i trzy przedmioty osobiste nie będące bronią, pancerzem, urządzeniem komunikacyjnym. Właściwie dwie rzeczy, bo pozwoliłam sobie coś wam tam dołożyć. To wszystko co możecie ze sobą zabrać.

Atonai wyciągnął ze swojego plecaka pojedynczy stimpak, ampułkę pełną kolto z igłą dozującą, reszta też miała po jednej ukrytej pod stertą ubrań.

- Jeśli w ciągu pierwszych dwóch tygodni nikt z was nie będzie go potrzebował to dobra waluta do wymiany wewnątrz Akademii. – Regina odpowiedziała na pytające spojrzenie arcaniana. – Na waszym miejscu nie ruszałabym tych rzeczy za bardzo przed odprawą, jeśli nie liczyć przebrania się. Zostaniecie dokładnie skontrolowani przed wejściem na promy. – oznajmiła patrząc znacząco na Shakkę. – Za to po wylądowaniu im szybciej spersonalizujecie ubranie tym lepiej dla was. Im bardziej standardowo wasz strój się prezentuje tym bardziej wyglądacie na ofiarę dla starszych akolitów.

Zrobiła przerwę i uśmiechnęła się nieznacznie widząc, że Sharena już wygrzebała z plecaka datapad i wczytywała się w jego treść. Arcturus dostrzegł wśród rzędów znaków imię Thanaton.

- Sugeruję wziąć przykład z siostry, jest tam kilka słów o waszym przyszłym mistrzu, oraz nadzorcy. To co nie jest kodem wpisałam tam ja, nie jest częścią odprawy ale nie będzie też stwarzało przy niej problemu.

Jeylen spojrzał na swój datapad obojętnie, ale otworzył go. Wukor na swój tylko zerknął, zdaje się, że znał już jego zawartość. Atonai uniósł brew czytając swój, Allesh uśmiechnął się pod nosem.

 

Mulie znalazła w swoim tylko jedno nazwisko, Lord Celadwar Tillan, sam nadzoruje własne próby. Najmłodsze dziecko w rodzie Tillan i zarazem jego czarna owca, w sumie nie widomo dlaczego. Owszem, po bardzo obiecującym starcie i zdobyciu tytułu Lorda w zaledwie dwa lata przestał interesować się polityką i zajął wykopaliskami, jednak trudno nazwać go słabym albo mało ambitnym. Blisko związany ze Służbami Odzysku i Sferą Starożytnej Wiedzy. Pierwszy raz poszukuje ucznia.

 

Na datapadzie Dlara znajdowało się nazwisko, które słyszał wiele razy z ust ojca. Darth Malgus, jeden z wojowników u boku których Darth Crow nieraz walczył, zawsze mówił o nim z szacunkiem. Regina dopisała krótko. Lubi obcych i najemników, zwłaszcza Mandalorian. Miał już dwoje uczniów.

Nadzorować próby miała Kana Tarrid, uczennica Malgusa, upadła padawanka przygarnięta po zniszczeniu jakiejś enklawy Jedi. Miała smykałkę do cybernetyki i brak litości dla akolitów, wybiła poprzednią grupę uznając ich za zbyt słabych.

 

Roshan został przydzielona do Darth Morena, najsilniejszego z dawnych uczniów Darth Acharona. Zaznaczył się w Sferze Nauk Biotycznych biegłością w Alchemii Sith, zajmował się życiem, jego tworzeniem  i modyfikacją. Miał już dwanaścioro uczniów, obecnie żyła jeszcze piątka.

Próby w jego imieniu, tak jak zawsze, przeprowadzał będzie jego syn Celar. Celar Moren był wojownikiem, ceni siłę i samodzielność.

 

Arcturus miał zostać uczniem Lady Safady, jednego z poszukujących na usługach Darth Rictusa i Sfery Tajemnic, wyszkoliła już kilku poszukujących. Niewiele było o niej wiadomo, odbyła szkolenie Jedi młodości, jednak w momencie ataku Imperium na Republikę była już przez swój zakon poszukiwana jako zdrajczyni. Jej przyłączenie się do Sith jest niejasne, ale pozycja w zakonie bardzo mocna.

Do przeprowadzania sowich prób najęła Baltazara Tremela, jednego z akademickich nadzorców, ceni sobie tradycję i siłę.

 

Shakka po otwarciu swojego datapadu została powitana nazwiskiem Darth Mortis, członek Mrocznej Rady, głowa Sfery Sprawiedliwości i Praw. Telepata, niezwykle potężny w Mocy, nie przywiązuje wiele wagi do tradycji, wobec obcych ostrożny, jednak nie rasistowski. Niedawno stracił jednego z uczniów i oddział jego dwunastu rąk sprawiedliwości jest niepełny, stąd rekrutacja. Przeprowadza ją dla niego akademicki nadzorca Eliash Darwoon, stary formalista, ceni sobie ponad wszystko skuteczność.

 

Regina dała im chwilę na czytanie.

- Zaraz po lądowaniu zostaniecie zaprowadzeni do swoich nadzorców, oni dadzą wam wasz medal, znak przynależności do Akademii i do danej grupy szkoleniowej. Pilnujcie ich, w grobowcach Doliny Mrocznych Lordów mieszka wielu upadłych akolitów, którzy gotowi są zrobić wszystko żeby je wam odebrać i zyskać drugą szansę. Nadzorcy przez najbliższy rok będą was prowadzić na drodze Sith, według własnych kryteriów i tego czego chce wasz przyszły mistrz. Ich zadaniem jest wpojenie wam zasad, sprawienie żebyście zrozumieli co to znaczy być Sith. Nie będą się zajmowali waszymi umiejętnościami, od tego są nauczyciele do których musicie zgłaszać się sami. Nikt nie będzie wam mówił czego macie się uczyć, ani żebyście się w ogóle uczyli, jednak daleko bez tego nie zajdziecie. – tłumaczyła powoli. – W każdej grupie jest sześciu akolitów, z których tylko jeden zostanie uczniem. Jednak przez pierwsze pół roku nie przejmowałabym się tym, ale skupiła na przeżyciu. Co najmniej połowa waszej konkurencji nie przeżyje pierwszych miesięcy. Dopiero kiedy skończy się okres izolacji warto zacząć myśleć o tym jak pozbyć się tych, którzy jeszcze żyją.

- Izolacji? – spytał Allesh.

Regina przytaknęła.

- Przez pierwsze pół roku wasze kontakty ze światem poza akademią są, ograniczone. Nie wolno wam kontaktować się z nikim spoza Akademii i Korriban przez pierwsze trzy miesiące. Potem przez kolejne trzy przysługuje wam w sumie pół godziny miesięcznie na rozmowy pozaplanetarne. Po pół roku zakazy rozmów zostają zniesione, ale dalej nie wolno wam opuścić Korriban bez zgody waszego nadzorcy.

- Mamo… – S’kye odezwał się niepewnie, na ziemi i stole wokół niego walały się rzeczy, które panicznie wyjmował ze swojego plecaka. – Ja… chyba gdzieś zgubił się mój datapad z przydziałem.

- Mój też – dodała Dia, wywracając swój plecak na drugą stronę.

Regina pokręciła głową i uśmiechnęła się blado.

- Nie zgubił się. Wy idziecie ze mną, mam dla was coś… specjalnego.

Wyprostowała się w siedzeniu na znak, ze nie powie nic więcej na ten temat, popatrzyła po reszcie.

- Pytania?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png

Roshan

 

Żeby zabić czas w czasie podróży robiła różne rzeczy. Śledzenie położenia Uparciucha na gwiezdnej mapie szybko się jej znudziło. Rozmawiała z Shareną, próbując dowiedzieć się chociaż ciut więcej o Korriban i akademii bo na pewno wiedziała za mało. Przechadzała się też po korytarzach okrętu, tu dużo też rozmyślała o ostatnich wydarzeniach. Zdarzało jej się gdzieś na chwilę usiąść, wtedy na przykład grała ze S'kye w planszówkę.

Niby spokojna i opanowana, ale jej niepokój zdradzały małe gesty. Łaziła ciągle od pomieszczenia do pomieszczenia. S'kye prawie z nią wygrał, starsza siostra zrobiła kilka naprawdę głupich posunięć, co było niepodobne do niej, żeby tak bezmyślnie, bez planowania, robić kolejny ruch na planszy. Raz za razem wyciągała na wierzch i bawiła się małym kryształem, przekładając go pomiędzy palcami.

Prezent od ojca mienił się bardzo blado. Roshan nie miała pojęcia czy tak powinno być, przez myśl jej nawet przeszło, że może jest uszkodzony. Ostrza którymi władał ojciec wręcz jarzyły się, pamiętała wciąż ich żywy blask. Jeden był niebieski a drugi żółty. Jednak ojciec nigdy nie rozebrał swojego miecza na części pierwsze, więc Roshan nie miała pojęcia jak powinien wyglądać w pełni funkcjonalny kryształ. To, że ten jest potrzebny by skonstruować własny miecz świetlny to pamiętała.  Jak przez mgłę, ale pamiętała, że Ya-Ra opowiadała o kolorach ostrzy w mieczach. Czerwony był chyba kolorem charakterystycznym dla sith. Tu też trzeba uczciwie przyznać, że Roshan podczas tamtej lekcji nie uważała więc nie pamiętała jakie dokładnie kolory może przyjmować to niezwykłe ostrze. Teraz uważała to za przejaw swojej młodzieńczej głupoty. 

Ten jej... no niby wyglądał na lekko czerwony. Chociaż nie do koca. A może to był fioletowy? Może coś pomiędzy, tak, tylko co. Różowy? Nieeee. Bez sensu. Chyba żaden sith nie nosiłby różowego ostrza, to przecież śmieszne, zganiła się za ten pomysł, dziwne masz skojarzenia, to pewnie fioletowy albo czerwony, tylko takie... no, blade to.

 Może z czasem ten kryształ nabierze więcej koloru. Miała też nadzieję, że kiedyś, kiedy już będzie musiała złożyć ten miecz, to wszystko zadziała. A to tylko jedno z wielu wątpliwości jakie miała teraz na głowie. 

 

Zasiadła przy wspólnym stole, do ostatniego posiłku, wybierając miejsce blisko Dlara. Skinęła mu na powitanie głową, potem rozejrzała się po zebranych członkach rodziny. Na ich twarzach malowały się różne emocje, nie dziwiła się no ale nie wiedziała co powiedzieć, więc nawet nie zaczynała rozmowy. Sama miała niepewną minę, nawet pomimo faktu że na stoliku oprócz obiadu czekał ulubiony, czekoladowy deser. 

 

Gdy do pomieszczenia wkroczyła lady Crow, Roshan wyprostowała plecy, powiodła wzrokiem za macochą.   

- Dzień dobry. - odpowiedziała na powitanie. A potem umilkła, bo zamierzała bardzo dokładnie wysłuchać co lady Regina ma do powiedzenia. Chciała wszystko zapamiętać i dobrze zrozumieć. W międzyczasie, chisska przejrzała podarowany ekwipunek. Na zawartość wiadomości w datapadzie najpierw uniosła brwi, a czytając dalej skrzywiła się. 

Świetnie. Jej mistrz zajmuje się tworzeniem i modyfikacją życia, cokolwiek to znaczy. Pierwsze jej skojarzenie to była cybernetyzacja, wycinanie kończyn i zastępowanie ich konstrukcjami cybernetycznymi. No ale to robili naukowcy, natomiast, skoro to jakaś nauka sith, to musiało być czymś więcej niż inżynierią genetyczną. Darth Moren i jego strefa zainteresowań była wielką niewiadomą, a Roshan zaczęły się nasuwać wątpliwości - czy ona będzie pasować jako kandydat dl takiego mistrza. Przynajmniej opis Nadzorcy i komentarze Reginy trochę podniosły ją na duchu. Wojownik który ceni siłę i samodzielność. To tak jak Roshan. Być może się dogadamy? - pomyślała.  

Korzystając z okazji, chciała zajrzeć dyskretnie do datapada Dlara i reszty rodzeństwa, siedzącego bliżej. Była ciekawa, gdzie oni zostali przydzieleni.   

 

Gdy Lady Crow zapytała, czy są jakieś pytania nie musiała czekać długo. Roshan podniosła rękę, lecz nim się odezwała, odczekała na skinienie swojej macochy, pozwolenie na zabranie głosu. 

- Co to jest - musiała wrócić na chwilę wzrokiem do datapada - "alchemia sith"? - o to wolała zapytać teraz, niż później mistrza czy nadzorcę. Lepiej wyjść na ignorantkę teraz niż przy jakiej odpytce w akademii - poza tym kim są upadli akolici? I co się z nami stanie po tym roku nauki w akademii, potem jesteśmy jeszcze związani jurysdykcją nadzorcy? 

To oczywiście było ledwie kilka z wielu pytań które zamierzała zadać. 

 

 

 


A kolor kryształu to w istocie jest różowy. :) A ja chcę mojej dziewczynce zrobić z tym małą niespodziankę. :D 
 

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

Ciężko powiedzieć by przez czas lotu Arcturus był pełen spokoju, ale teraz po przebudzeniu się i tym totalnie realnym śnie, emocje po prostu trzęsły chłopakiem. Z jednej strony ekscytacja i ciekawość tego co miało nadjeść. Nowa planeta, nowe miejsca, nowe osoby... nowe wyzwania. Z drugiej jednak strony owe wyzwania mogły się okazać... cóż... ostateczne? To chyba dobrze odzwierciedlało sytuację. Z tego co słyszał póki co, akademia na Korriban to nie był resort wypoczynkowy a faktyczna walka o życie. Czemu nawet mama myślała, że to dobry pomysł wysyłać tam swoje dzieci? Cóż, Arcturus miał swoje domysły. Był ciągle młody, ale umiał dodać jeden do jednego. I z tego co mu wychodziło, Yavin IV mógł nie być wkrótce takim bezpiecznym miejscem. A owo niebezpieczeństwo nie musiało być nawet wynikiem działań Republiki. Wręcz przeciwnie... Arcturus wiec czuł również strach. Tak o siebie jak i o bliskich - o rodzeństwo, matkę, Reginę, Ayę i Chen... nawet o służbę z ich rezydencji.

Zacisnął mocniej lewą dłoń na przedmiocie, który trzymał w niej od przebudzenia. Nawet teraz przy śniadaniu małe zawiniątko ciągle w niej spoczywało ukryte przez blat stołu przed wzrokiem innych. Pomarańczowy kryształ. Ostatnia pamiątka po ojcu. Przypomniał sobie jego słowa ze snu. Te o emocjach, którym miał się nie poddawać a które miały dawać mu siłę. Cóż, łatwo powiedzieć.

By odgonić złe myśli zmusił się by włożyć kolejny kęs do ust. Jego żołądek nie wydawał się zainteresowany jedzeniem, ale Arcturus wiedział z doświadczenia, że jeść trzeba kiedy jest taka okazja. Już nie raz wracał z jednej czy drugiej eskapady totalnie wygłodzony tylko dlatego, że z rana w ekscytacji zapomniał cokolwiek zjeść. A to przecież będzie kolejna taka eskapada, prawda? Tylko trochę... no dłuższa. I bardziej niebezpieczna. I z potencjalnie większą nagrodą na końcu. Wolnością.

Szukając czegoś by skupić na tym swój wzrok, Arcturus skierował swą uwagę na siedzącą obok Sharenę i to co tam czytała. Widząc, że to coś o Korriban przysunął się bliżej i zaczął jej czytać przez ramię. I... szybko tego pożałował.

- Masz coś o tym co można tam jeść? To chyba lepsze niż czytanie o tym co może zjeść ciebie - mruknął cicho. - Co do tego ostatniego, po prostu załóż, że wszystko - dodał smętnie. Z tego co widział w notatkach siostry, bardzo mógł się w tym nie mylić. Niemniej aż do pojawienia się Reginy czytał zachłannie wszystko co tam siostra miała. To mogła się przydać.

Niemniej gdy Regina już się pojawiła, cała uwaga chłopaka została skierowana na nią. Co jak co, ale to ona najlepiej wiedziała co ich tam czeka. I faktycznie miała dla nich garść informacji wraz ze sprzętem, który mieli zabrać.

Arcturus w pierwszej kolejności skupił się na datapadzie i informacji do kogo został przydzielony. Lady Safada... Sfera Tajemnic... poszukujący. To... nawet było obiecujące. Oczywiście zakładając, że przebije się przez tego Tremela. Tradycja i siła... cokolwiek to znaczy. W sumie... jeśli o tradycje chodzi to warto było się dowiedzieć może czegoś na ten temat:

- Regino... - zwrócił się do sithki - Jak wyglądają inne prawa akademii, o których powinniśmy wiedzieć? Czy są wśród nich takie, które możemy łatwiej niż inne wykorzystać na własne cele? Możesz nam coś podpowiedzieć? - zapytał. Pewnych rzeczy pewnie da się domyśleć samemu, ale skoro mają tutaj lepsze źródło wiedzy to głupio nie skorzystać.

- I ten limit przedmiotów... obowiązuje on przez cały czas czy tylko na początku? Czy gdy już będziemy w akademii, możemy coś do tego dokładać jeśli wpadnie nam w ręce? - kwestie materialne też były łatwe.

Było też jeszcze jedno pytanie, które mogło być istotne, a o które zahaczyła już Roshan.

- No właśnie. Co się dzieje z tymi, których mistrz nie wybierze, a którzy dotrwali do końca? - uzupełnił pytanie błękitnoskórej siostry.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

u0qTwjV.png

Shakka

 

Od jakiegoś czasu Shakka nie pokazywała się bez makijażu, mocnego i ciemnego niezależnie od pory dnia. Tak też było i tym razem, śniadanie bez czarnej pomadki było przecież dniem straconym.

Tego ranka jednak makijaż nie pomagał. Obwiedzione grubą czarną obwódką zapuchnięte, zaczerwienione oczy zdradzały, że to nie była dla dziewczyny dobra noc. Shakka była też bardziej mrukliwa niż zazwyczaj, usiadła na końcu stołu, możliwie daleko od Mulie, co nie zdziwiło nikogo - siostry pokłóciły się straszliwie jeszcze przed wylotem i od tamtej pory agresja wisiała w powietrzu przynajmniej z jednej strony.

Kiedy jednak weszła Regina, Shakka ożywiła się - może trochę z obowiązku - i powitała ją hardym spojrzeniem, które w jakiś sposób stało się jeszcze twardsze przy uwadze o ubiorze.

"Zmuś mnie", miała na końcu języka, ale najgorsze było to, że uwaga byłaby całkiem bez sensu. To nie Regina chciała ją zmuszać, Reginie było dokładnie wszystko jedno jak Shakka się ubierała. Za to sithom w tej przeklętej Akademii najwyraźniej nie. No trudno.

Wysłuchała macochy uważnie, równie uważnie przeczytała informacje ze swojego datapada. Rasistowska świnia i stary formalista z betonową głową, cudownie.

Nie uszła jej uwadze panika Dii i S'ky, a kiedy Regina powiedziała, że ma dla nich coś specjalnego, aż zatrzęsła się ze złości. Jasne, zaraz będą jedynymi sprzymierzeńcami dzieciaków na całej planecie, ale nie mogą dowiedzieć się co matki wymyśliły, zeby je chronić, nieeee, to by było przecież SENSOWNE, a one wszystkie straciły jakąkolwiek zdolność do sensownych działań kiedy tylko tata dotarły do nich wieści o tacie.

Z gniewem wcisnęła datapad z powrotem do plecaka, a zaraz za nim - biały kryształ, z którym, podobnie jak reszta rodzeństwa ze swoimi, nie rozstawała się w ogóle, choć nie pokazała go jeszcze nikomu.

- Jakie "coś specjalnego"? - zapytała oskarżycielskim tonem, z pełną premedytacją ignorując wszelkie znaki wskazujące na to, że Regina skończyła temat losu najmłodszych latorośli rodu Crow.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ZyuHBIF.png

Dlar'ebune

 

Dlareb siedział na swoim łóżku, z nogami spuszczonymi na ziemię, o którą twardo zapierał się stopami. Jakby chciał w ten sposób się upewnić, że to, co teraz się działo, czego doświadczał, było rzeczywiste. Jakby nie do końca ufał swoim zmysłom. Bo przecież ten sen był tak realny, tak namacalny…

- Nie rozpraszaj się, Dlar - skarcił się surowo, przenosząc spojrzenie z zamkniętych drzwi na swoją dłoń. Rozluźnił palce i rozwarł je powoli, by spojrzeć na purpurowy kryształ, który wręczyła mu matka. – Ojciec na ciebie liczy. Rodzina na ciebie liczy. Skup się na tym, co tu i teraz. Na tym, co najważniejsze.

Słowa wypowiedziane na głos pozwoliły mu powrócić do rzeczywistości, czy właściwie upewnić się, że już nie śni.

Że Moc wzywa go na Korriban, gdzie czekało na niego jego przeznaczenie.

- Nie Moc Ci służy - powtórzył raz jeszcze słowa, które ojciec do niego skierował. – Będzie mi służyła, ojcze.

 

Gdy znajdował się w jadalni, pośród swojego rodzeństwa, dał się ponieść panującej w pomieszczeniu atmosferze. Stres, złość, niepewność i ciekawość. A nawet nuty strachu. Wszystko to mieszało się w powietrzu, przesycało każde z nich. Sprawiało, że Dlar wyglądał na jeszcze bardziej zdeterminowanego niż w chwili opuszczania swojej kajuty. Zdeterminowanego jeszcze bardziej, kiedy spojrzał na najmłodsze rodzeństwo, które chyba do końca nie zdawało sobie sprawy z powagi sytuacji. Powagi, którą podkreślała eskorta z jaką potomstwo Lorda Crow leciało na Korriban. Wystarczyło, by spojrzał kątem oka na Shakkę, wymalowaną jeszcze bardziej niż zazwyczaj i gniewną bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, by Dlar zaczął się zastanawiać jak dobrze oni wszyscy byli przygotowani na to, co miało ich spotkać w Akademii. Czy odpowiednio ich zahartował? Czy on sam był gotów na wyzwanie, jakie staną przed nim na planecie zdominowanej przez Ciemną Stronę Mocy? I choć pytań było tak wiele, a odpowiedzi, których sobie udzielał rodziły jeszcze więcej wątpliwości, te odsuwały się na bok, gdy spojrzał na swoją bliźniaczkę. Na dwóch starszych braci. A później po kolei raz jeszcze na wszystkie twarze zgromadzone wokół stołu. Na ich ojca, który przecież tkwił gdzieś w każdym z nich. Jeśli będą trzymali się razem to przetrwają wszystko, czym Korriban w nich rzuci.

Rozmyślania przerwało mu pojawienie się Reginy. Jej obecność sprawiła, że Dlar poczuł nagle dziwny spokój. Być może pojawienie się Lady Crow było znakiem, że oto czas oczekiwania dobiegł końca. I chyba to przyniosło Dlarebowi ten spokój. W końcu zawsze lepiej się czuł, gdy wokół coś się działo.

A działo się.

Szaty były czymś, czemu Dlar poświęcił najwięcej uwagi. A przynajmniej przez pierwsze kilka chwil, gdy reszta rodzeństwa studiowała datapady. On, patrząc na odzież trzymaną w dłoniach, mając w głowie słowa Reginy, wiedział już jak przerobi swoje szaty, by nie rzucać się w oczy. By nie wskazywać się jako ofiary, jako potencjalnego celu. Dopiero kiedy przed oczami stanęła mu już wizja stroju po przeróbkach, sięgnął po datapad i zaczął czytać swój przydział. Nie mógł przy tym lekko się nie uśmiechnąć. Darth Malgus brzmiał jak idealny kandydat na jego Mistrza. Nie tylko znał ojca, ale i nie wykazywał skłonności rasistowskich, co nie zdarzało się aż tak często. Nadzorczyni mogła być problemem, ale Dlar uznał ją za niewielką niedogodność. Ot, pierwszą z wielu przeszkód, jakim będzie musiał stawić czoła w Akademii.

Kątem oka zerknął również na datapad siostry, by dowiedzieć się jak trafiła Roshan. Niestety, personalia jej przyszłego Mistrza nic mu nie mówiły. Podobnie, jak alchemia Sith, w której miał się specjalizować. Jednak Dlar był pewny, że czymkolwiek by ona nie była, Roshan będzie w stanie wykorzystać ją po swojemu. W końcu z ich dwójki to ona była tą bardziej kreatywną, czego nigdy nie ukrywał.

- Sami mamy chodzić do nauczycieli, by zdobywać nową wiedzę - zaczął. – czy jednak może zdarzyć się taka sytuacja, kiedy wybrany nauczyciel odmówi nam lekcji? Albo będzie żądał czegoś w zamian za naukę? Czy dostęp do ich wiedzy mamy nieograniczony?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ZV4cfsl.png

Mulie

 

Wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze, wszystko będzie dobrze. Mulie powtarzała słowa ojca, niczym mantrę. Na czas podróży, to był jej Kodeks - to były jedyne słowa, za którymi chciała podążać. Błękitny kryształ zdawał się tylko potwierdzać prawdziwośc słów ojca - był podobny do niebieskiego miecza Dartha Crowa, lecz nie taki sam, jak dziecko jest podobne do rodzica, lecz nie identyczne.

Kiedy zeszła na śniadanie wydawała się... zadziwiająco spokojna. Od śmierci ojca właściwie jej taką nie widywano - albo ukrywała się po kątach płacząc, albo wybuchała przy najmniejszej zaczepce, jak podczas awantury z Shakką. Teraz jednak wyglądała na osobę, która całkowicie pogodziła się ze swoim losem. Niestety, wyłącznie wyglądała - w głebi duszy wciąż miała jeszcze setki wątpliwości, setki pytań i setki obaw. Uważała jednak, że zmiana tego, jak się prezentuje, jest pierwszym krokiem na drodze do zmiany tego, jak się czuje. Jak mówił ojciec, emocji należało słuchać, ale nie oddawać im kontroli nad sobą.

Mulie w milczeniu usiadła przy stole (możliwie najdalej od Shakki), po czym przysunęła do siebie miskę wypełnioną jej ulubionymi owocami. Skoncentrowała się na jedzeniu, nawet jeśli nie była głodna. Trzeba było sprawiać pozory normalności, a dostarczanie ciału pożywienia było niezwykle istotne, wziąwszy pod uwagę to, co miało ich niebawem spotkać.

Wzrok podniosła dopiero, kiedy do pomieszczenia wkroczyła Regina. 

- Dzień dobry - odpowiedziała, po czym skoncentrowała się na towarzyszących matce służkach. Kiedy tylko plecak wylądował przed nią, natychmiast sięgnęła do niego w poszukiwaniu datapada. Tylko to ją teraz interesowało. Jej serce zabiło mocniej, kiedy położyła dłonie na urządzeniu, a na wyświetlaczu pojawił się tekst.

Lord Celadwar Tillan. Cóż, nie brzmiał jak bardzo imponująca osoba, ale być może tak było lepiej. Może łatwiej będzie jej przekonać do siebie kogoś, kto nie miał wcześniej ucznia, niż kogoś, kto miał już szansę wybierać spomiędzy dziesiątek, jeśli nie setek. A przynajmniej taką miała nadzieję. Zmartwił ją natomiast jego związek z ze Służbami Odzysku i Sferą Starożytnej Wiedzy - to nie brzmiało na coś, w czym Mulie mogłaby się odnaleźć.

Dziewczyna westchnęła, po czym podniosła wzrok na rodzeństwo. Wukor już od kilku dni wydawał się dość niezadowolony, więc pytanie go o opinię pewnie nie było najlepszym pomysłem.

- Jak tam u ciebie? Kogo dostałeś? - zapytała Jeylena, nawet jeśli wiedziała, że pewnie nie ma co liczyć na odpowiedź. Przynajmniej werbalną.

Jej uwadze, podobnie jak uwadze Shakki, nie uszło coś "specjalnego" przygotowanego przez matkę dla najmłodszych dzieci. W odróżnieniu od swojej buntowniczej siostry nie zamierzała jednak podważać kompetencji Reginy. Cokolwiek dla nich przygotowała, z pewnością było to najlepsze, co Regina mogła im dać przed wysłaniem ich do Akademii.

Przysłuchiwała się pytaniom rodzeństwa, jednak sama o nic nie zapytała. Pula przydatnych pytań została chwilowo wyczerpana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jeylen obrócił w palcach swój datapad, przez chwile wahał się jednak w końcu dopisał coś do pliku nim wręczył urządzenie Mulie.

Darth Archo, wschodząca gwiazda w Sferze Wojskowej Ofensywy, młody dynamiczny, uparty, dąrzy do zwycięstwa za wszelką cenę. Zainteresowany szerszym wykorzystaniem  Mocy do wpływania na umysły wrogów. Próby w jego imieniu przeprowadzał będzie akademicki nadzorca Sandra Villewack, intrygantka.

Potwór przyjdzie po nas wszystkich.

Przy ostatnim zdaniu wciąż migał kursor, tak jak zostawił go Jeylen. Młody zabrak patrzył na nią ze zmęczoną rezygnacją, jego zielone oczy wydawały się ciemniejsze od dnia kiedy zmarł ojciec.

 

Regina wysłuchała ich wszystkich uważnie, wyraźnie zadowolona z tego że wykazywali zainteresowanie swoim losem.

- Alchemia Sith do bardzo szerokie pojęcie, ogólnie można pod nie podciągnąć wszystkie techniki gdzie stosuje się Moc do zmiany przedmiotu lub żywej istoty. Sith stosowali je jeszcze zanim przybyli do nich wygnani Jedi, między innymi na broni. Na skutek działania alchemii Sith powstało wiele nowych gatunków, na przykład znani wam wszystkim Massassi, tak jak i większość bestii z Korriban. Można ją stosować zarówno do materii nieożywionej jak i tez żywej i do przekształcania jednej w drugą – wyjaśniła, po czym zaraz dodała. – Wypadałoby tutaj zaznaczyć, że uczniowie często nie zajmują się tym samym co ich mistrzowie. Zazwyczaj są im potrzebni do szeroko pojętego budowania puli władzy. Do zabezpieczenia komponentów do pracy, nadzorowania zewnętrznych przedsięwzięć, ochrony… to czego wasz mistrz od was chce wyjdzie przy próbach jakim poddadzą was nadzorcy.

Atonai prychnął.

- Ale i tak wszyscy mistrzowie są tak dobrani żeby nasze terminowanie u nich przyniosło coś tobie.

Wukor wywrócił ostentacyjnie oczami.

Regina spojrzała zimno na młodego Arcanianina.

- Przyniosło coś rodzinie - oświadczyła z lodowatym spokojem, wpatrując się w pasierba. Przez chwilę trwali tak w milczącej wojnie nim Atonai spuścił wzrok. Regina przez chwilę jeszcze wpatrywała się w niego ostro, po czym przeniosła wzrok na Arcturusa.

- Teoretycznie nie powinno się stać tak, ze próby przeżyje więcej niż jeden akolita. Ostania zazwyczaj jest tak skonstruowana, że tylko jeden może odnieść w niej sukces. Reszta ginie albo zostaje upadłymi akolitami. Czasami jednak mistrz postanowi wziąć do siebie dwoje akolitów, albo jedno z nich przekazać jako ucznia komuś z podległych sobie sithów. Ostatnie dwie próby to czas kiedy sami mistrzowie zazwyczaj zaczynają się interesować wami, moment rozgrywki gdzie odpadły słabe ogniwa i to co zostało jest mocne i warte ich czasu.

 

Zamilkła na chwilę rozważając coś w myśli.

- Upadli akolici są mocno związani z prawami akademii, z samym procesem prób, w skróci to ci którym się nie udało zostać uczniem lub którzy zostali wyrzuceni. Akolitom, w ogóle Sith, nie może się przydarzyć coś takiego jak porażka, nie uznajemy jej. Macie wykonywać swoje zadania aż się wam uda, albo zginiecie próbując. Jeśli ktoś wróci do swojego nadzorcy pokonanym, nadzorca ma obowiązek go zabić. Więc wielu nie wraca. Ruch statków kosmicznych na planecie jest ściśle kontrolowany, każda jednostka która usiłuje ominąć stację kosmiczną i lądować jest automatycznie uznawana za wrogą i eliminowana przez lokalny garnizon. Dlatego upadli akolici nie mają jak uciec. Zamieszkują grobowce i jaskinie, najczęściej umierają od zatrutej wody albo jedzenia, czasem uda się im wyżyć dłużej okradając garnizon, wielu traci zmysły, ci silniejsi czatują na akolitów w czasie prób licząc, że zdołają ich zabić, wykonać ich zadanie i wrócić z medalem do nowego nadzorcy. A ten ich nie zabije. Czasem zdarza się, że faktycznie nie zabijają takich „nawróconych”.

Sądząc po jej minie nie pochwalała tej praktyki.

- Jeśli chodzi o zasady akademii większość już omówiliśmy, słuchacie swojego nadzorcy, który ma nad wami władze dopóki nie przejmie was mistrz, Roshan, i ani jednego dnia dłużej. Jest to bardzo szeroka władza. Mogą was karać za niewłaściwe zachowanie w różny sposób, od odbierania wam prawa do pobierania posiłków w stołówce, poprzez karę więzienia, pręgież, karne ćwiczenia aż po śmierć. Wasz nadzorca ma prawo zabić was bez procesu, ale nie bez powodu. Nie musi to być wilki powód ale zabije nie na: bo nie podoba mi się twoja twarz jest tępione. To głupie marnowanie zasobów. Wykonujecie zadania, nie opuszczacie planety ani nie kontaktujecie się ze światem zewnętrznym bez zezwolenia, uczucie się. Nie zabijacie się nawzajem, a raczej nie dajecie się przyłapać na zabijaniu się nawzajem. Z resztą to tyczy się każdego Sith, zabijanie się nawzajem wewnątrz zakonu poza oficjalnymi pojedynkami i Kaggath jest niemile widziane i karane. Dawniej było inaczej jednak na potrzeby wojny trzeba było usprawnić system.

Z tego usprawnienia też nie wydawała się zadowolona, zmarszczyła cienkie, czerwone brwi.

- W całej Akademii i na terenach treningowych są kamery, a zgony akolitów które mają tam miejsce są drobiazgowo badane. Więc pozbywanie się konkurencji w sposób bezpośredni najlepiej zostawić sobie na czas przebywania w grobowcach i też bez świadków. Jeśli już zdecydujecie się na eliminację konkurenta w akademii można skorzystać z nielicznych miejsc gdzie wizja kamer nie sięga. Jednak przydałoby się też mocne alibi bo będziecie pierwszym podejrzanym i bez przynajmniej kilku świadków, którzy widzieli was w momencie morderstwa gdzie indziej skończycie na torturach. Tutaj przydają się sojusznicy.

 

Uśmiechnęła się pod nosem i w sposób który wyciągał na wierz całą jej drapieżną urodę.

- Akademia jest w gruncie rzeczy społecznością Sith w miniaturze. Nikt długo nie przetrwa tam bez sojuszy. Te wiążą się zazwyczaj pomiędzy akolitami przydzielonymi do różnych grup. Najkorzystniej dla was będzie poszukać jakiegoś akolity który jest tam już pół roku i gra zaczyna się dla niego na poważnie. Będzie potrzebował kogoś do pomocy w czekającym go wyścigu i może wam zaoferować wiedzę, przedmioty, wsparcie, nie mówiąc już o tym, że sam zapewne jest powiązany z jakimś akolitą będącym na progu zastania uczniem. Oczywiście nic na darmo i przedtem będziecie musieli się wykazać. Dołączenie się do większej grupy znacznie ułatwia przetrwanie, chroni was przed starszymi akolitami, którzy lubią zerować na młodszych. Na waszym miejscu spróbowałabym się zorientować jak wygląda teraz sytuacja w akademii, którzy akolici maja najsilniejszą pozycję, kto kogo się boi i z kim konkuruje a potem znalazła w tej układance swoje miejsce. Możecie to zrobić wspólnie i osobno.

Przez chwilę milczała usiłując odszukać w myśli kolejne pytania i przeniosła wzrok dla Dlara.

- Nauczyciele mają ograniczany czas i zajęci są własnymi projektami, więc owszem może się zdarzyć, że nie zechcą wam go poświęcić. Często na zajęcia jest więcej chętnych niż miejsc. Obowiązuje wtedy kolejka i cóż, siła żeby swoje miejsce w niej obronić. Tu znów przydaje się grupa. Samotnym wilkom jest trudniej. Oczywiście zawsze można jeszcze zaimponować nauczycielowi i zapewnić sobie miejsce na jego zajęciach, ale to wymaga szerszego przygotowania. Czasami bardziej opłaca się łapać moment i iść na coś mniej obleganego.

Znowu zamyśliła się zdaje się celowo ignorując Shakke i jej pytanie.

- Limit przedmiotów obowiązuje tylko przy pierwszej kontroli, dzisiaj, na powierzchni im więcej przedmiotów zgromadzicie tym lepiej dla was. Ze strony akademii możecie liczyć na trzy posiłki dziennie, koję, pled i mydło. Reszta jest w waszych rękach.

 

Sharena, jeszcze w czasie kiedy Regina mówiła schowała do plecaka swój datapad, ucinając wszelkie szanse na doczytanie czegoś o planecie.

Nie żeby zostało wiele. Jeśli Arecturus liczył na jakąkolwiek współpracę ze strony fory Korriban musiał się zawieść. Według tego co Sharena miała w swojej małej bibliotece na planecie w sumie niewiele było do jedzenia poza racjami polowymi. A nawet te nieliczne rzeczy, które  były zjadliwe i tak groziły zatruciem jeśli na przykład wyrosły za blisko jakiegoś grobowca, albo miejsca rytuału. Wszędzie zdawała się królować śmierć, zniszczenie i bestie które kiedy nie zjadały akolitów pożerały siebie nawzajem.

Wyglądało na to, ze Sharena zamierza zabrać właśnie ten przemiot. Trudno było się temu dziwić. Nie rozstawała się z nim odkąd ojciec wręczył go jej w dniu trzynastych urodzin. Sprzęt był jednym z lepszych jakie można było obecnie dostać na Dromund Kass, mieścił sporą bazę publikacji i umożliwiał w razie potrzeby podłączanie się do sieci i innych urządzeń. Dla arcanianki wybór musiał być prosty. Skupiła się za to na tym obecnym, z przydziałem, po czym nagle drgnęła i wyciągnęła znów własne urządzenie.

- Ciociu Regino, czy skoro nie obchodzi ich nic poza kodem na datapadzie… mogę go zgrać na swój? Czy będą z tego jakieś problemy?

Sith uśmiechnęła się nieznacznie.

- Obawiam się, że to mógłby się nie udać. Ten datapad ma znam Akademii i będą to sprawdzali, ale zawsze możesz zgrać na niego coś jeszcze.

Sharena skrzywiła się.

- Tu zmieszczą się zaledwie trzy książki i może trochę holozdjęć.

- Przykro mi… – Regina brzmiała szczerze, trochę miękko, zupełnie jakby i ją trochę łapały emocje. – … ale pociesz się, ze Akademia ma wilka ogólnodostępną bibliotekę. – Powiodła wzrokiem po reszcie dzieci. – Pytania?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png 

Roshan

 

Chisska słuchała i na jej twarzy malowała się coraz wyraźniejsza konsternacja, gdy Regina opowiadała najpierw o możliwościach alchemii sith a potem o uprawnieniach nadzorcy i losie upadłych akolitów. Zagubienie na tyle nią zawładnęło, że w żaden szczególny sposób nie zareagowała, gdy Atonai się wtrącił. 

Dziewczyna wzięła głęboki wdech, gdy macocha skończyła odpowiadać na jej dotychczasowe pytania. Potarła czoło, westchnęła drugi raz, ciszej. Straciła apetyt a z talerza nie zniknęła dotąd jeszcze połowa obiadu, deser zaś stal nienaruszony. 

Starała się oczywiście słuchać dalej i chłonąć z tego jak najwięcej, lecz to było trudne. 

- Zapowiada się cudownie, nie? -  szepnęła do Dlara. Odezwała się cicho, lecz cynizm mógł wychwycić bez trudu. Akademia to społeczność sith w miniaturze. Jak inaczej to skomentować, słowo "cudownie" samo się ciśnie na usta gdy słyszysz to wszystko. 

 

- Tak. - chisska nie dała Reginie długo czekać na kolejne pytania. - Kaggath? Zabrzmiało jak nazwa jakiegoś wydarzenia, co to?  - no musiała wziąć się w garść. Pytać dalej i próbować jakoś to poukładać. Umrzeć tam - to nawet nie była opcja. Wyłowiła tę nazwę i chciała ją zapamiętać, ale też zrozumieć też co się za tym kryje. Skoro lady Crow powiedziała że w przypadku Kaggath zgodne z prawami jest zabić innego akolitę. 

-  Dalej, podczas pobytu w akademii nie będą nam utrudniać kontaktów między sobą, jako rodzeństwu, prawda? Tylko ze światem zewnętrznym. Możemy więc powymieniać się numerami naszych comlinków, teraz, zanim nas rozdzielą  - to była bardziej propozycja otwarta do reszty, lecz Roshan posłała także pytające spojrzenie do żony swego ojca, wolała się upewnić czy Regina ma coś przeciwko. 

- A czy zabronione jest niesamodzielne podejmowanie się testów zleconych przed nadzorcę?  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

- Słyszysz? Mają bibliotekę, dasz radę zatem - Arcturus uśmiechnął się do bliźniaczki siląc się na uśmiech, choć przyszłość nie zapowiadała się na razie świetliście. Niemniej totalnej tragedii też nie było. Jakieś prawa w akademii działały wiec można było to wykorzystać jeśli tylko się postara. A skoro już o to chodzi to... - Jak można doprowadzić do oficjalnego pojedynku? - zapytał Reginy znów uzupełniając pytanie Roshan. Oczywiście pytanie w gruncie rzeczy powinno brzmieć "jak zabezpieczyć się przed byciem wyzwanym na pojedynek w początkowym okresie", ale jedno wynikało z drugiego.

- No i fakt, wygląda na to, że jeśli będziemy pamiętać, że jesteśmy rodziną, to zapewnimy sobie wzajemnie od razu odrobinę wsparcia - przyznał. - Bo zakładam, że w żadnym przypadku dwójka z nas nie trafiła do jednego mistrza, prawda? - Regina na pewno się o to postarała, ale czasem lepiej się upewnić. - Dużo Crowów pojawi się w akademii. W sumie... - zamyślił się. - Pewnie musimy uważać by inni nie stali się przez to zawistni i byśmy nie stali się celem jakiejś opozycji, nie? - dodał myśląc na głos.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

u0qTwjV.png

Shakka

 

Twi'lekanka obserwowała macochę z ustami zaciśniętymi w wąską kreskę, która robiła się coraz węższa w miarę jak kobieta opowiadała o Akademii. Kiedy Regina skończyła mówić - nie udzielając przy tym odpowiedzi na pytanie Shakki - była to linia prawie niewidoczna.

Dobrze. Świetnie. Najwyraźniej dzieci niewolników nie zasługują na to, by ktoś odpowiadał na ich pytania. Nic dziwnego.

Jej rodzeństwo zadawało całkiem ogarnięte pytania, i zapewne warto byłoby posłuchać odpowiedzi, na wypadek, gdyby oni również postanowili się do niej nie odzywać, ale Shakka miała swoje zasady. Skoro Regina ją ignorowała, ona równie dobrze mogła zignorować Reginę, zgarnęła więc swoje rzeczy do plecaka i bez słowa skierowała się do wyjścia z pomieszczenia.

Edytowane przez Marta

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ZyuHBIF.png

Dlar'ebune

 

Gdy Regina odpowiadała na ich pytania, gdy opisywała jak działa Akademia i jakimi prawami się rządzi, Dlar zdawał się jeszcze bardziej spoważnieć. Bo to wszystko zdawało się być tak boleśnie prawdziwe i nierealne jednocześnie.

- Wakacje życia, kochana siostro - odparł szeptem Roshan, cały czas patrząc na Reginę. – Ale musi być jakiś powód dla którego posyłają nas wszystkich, nawet najmłodszych, do Akademii.

Problem w tym, że jakikolwiek by ten powód był, wszystko wskazywało na to, że matki postanowiły ten powód przed nimi zataić.

Dla ich własnego dobra? Zapewne w jakimś stopniu tak to wyglądało.

Gdy Arcturus podjął temat pojedynków, Dlar przytaknął, jakby popierał pytanie brata. Postanowił też szybko uzupełnić je swoim, nim Regina nie odpowie.

- Czy młodsi akolici mogą wyzywać na pojedynek starszych? - zapytał na tyle obojętnym tonem, na ile był w stanie sobie pozwolić. Próbował ukryć przy tym prawdziwe zaintrygowanie i ekscytację samą myślą walki z kimś bardziej doświadczonym. O ewentualnych perturbacjach „politycznych” wewnątrz tej miniaturowej społeczności Sith w przypadku zwycięstwa w takim pojedynku wolał nie myśleć.

- I jeszcze chciałbym za…

Nie dokończył swojego pytania, kątem oka wychwytując ruch. Wystarczyło nieznacznie obrócić głowę, by w jego polu widzenia znalazła się młoda Twi’lekanka.

Shakka, nie…

W myślach pozwolił sobie na bardzo głośne westchnięcie, które jednak nie znalazło odbicia w wyrazie jego twarzy. Znalazło jednak w czynach, kiedy Dlar odsunął krzesło, szurając nim głośno. Liczył się z tym, że jego reakcja może sprawić, że siostra tylko przyśpieszy kroku, by jak najszybciej opuścić jadalnie, ale musiał ją powstrzymać przed zrobieniem ogromnej głupoty.

A przynajmniej przed zrobieniem jeszcze większej niż ta, której już się dopuściła.

- Shakka - powiedział głośno, chcąc skupić na sobie jej uwagę, mając nadzieję, że wypowiedzenie jej imienia choć na chwilę ją zatrzyma. Tymczasem on sam był już w ruchu, biegiem ruszając za siostrą. – Schowaj na kilka chwil swój bunt przeciwko wszelkim autorytetom i posłuchaj tego, o czym się tutaj mówi - zaczął, gdy tylko się przy niej znalazł. – Informacje, które właśnie uzyskujemy pomogą nam przeżyć. Pozwolą zyskać jakąkolwiek przewagę nad naszymi konkurentami. Pozwolą jeszcze się zobaczyć - jego głos nieco złagodniał. – Shakka, siostro - powiedział ciepło. – zostań. Nie chcę żeby to było nasze ostatnie śniadanie. Chcę żebyśmy mogli je powtórzyć za jakiś czas, w takim samym gronie, kiedy już ukończymy Akademię. Dlatego proszę, usiądź i posłuchaj. Proszę - powtórzył, patrząc na nią łagodnie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

u0qTwjV.png

Shakka

- A co, jak nie zostanę, to za karę nie opowiesz mi do czego doszliście? - zapytała Shakka, i zapewne w jej zamyśle miało to zabrzmieć drwiąco, ale tak naprawdę w jej głosie nie było słychać nic poza złością.

Co tata mówił o tych emocjach?

Nieważne.

- Pewnie nie zauważyłeś, Dlar, ale moja obecność tutaj nie ma dla prowadzącej tę imprezę - od niechcenia wskazała na Reginę - żadnego znaczenia. Skończyłam jeść. Muszę się spakować.

No dobrze, dorzucić jeden przedmiot do plecaka. Ale trzeba go było wybrać. I w ogóle.

- Ogólnie to nie mam czasu siedzieć na jakimś durnym zebraniu, na którym nikt nie odpowie na moje pytania.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ZyuHBIF.png

Dlar'ebune

 

- Gdyby nie miała żadnego znaczenia, kazałaby ci po postu wyjść - odparł Chiss. – Gniew jest dobry, pomaga się skupić na celu i na przeżyciu. Ale musisz nauczyć się go używać we właściwych momentach, siostrzyczko - dodał, przypominając sobie jedną z nauk ojca. – Zastanów się czy zachowanie Reginy nie jest przypadkiem testem, pokazaniem Ci ja będą zachowywać się nasi nauczyciele w Akademii. Im też masz zamiar w ten sposób odpowiadać? - uniósł nieznacznie brew.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

u0qTwjV.png

Shakka

- No ale nie jest. Ty też nie jesteś moim nauczycielem, "braciszku" - odcięła się Shakka. - I nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Sam powiedziałeś, to ostatnie takie śniadanie, nie będę się z tego okradać przez hipotetyczne testy.

Coś ścisnęło ją w żołądku, kiedy to mówiła - świadomość, że to prawda. To był ostatni moment, kiedy mogła być sobą, na Korriban...

Przełknęła ślinę.

A potem, ponieważ faktycznie zamierzała być sobą póki mogła, odwróciła się od brata, znów ruszając do drzwi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

Arcturus miał nadzieję, że to ostatnie śniadanie, choć pełne posępnego nastroju wywołanego rychłym skokiem w pszcze rancora, będzie jednak ostatnim dobrym wspomnieniem, którego można by się chwycić. Spochmurniał jednak widzac jak Shakka wścieka się na Reginę a potem nie daje się przekonać Dharowi. Nie chciał by tak wyglądało to, co zapamięta z ostatniej chwili ze swoim rodzeństwem.

- Shakka... jeśli nie chcesz zostać dla siebie ani dla Reginy to... zostań chociaż dla nas. Proszę. Dla mnie osobiście wiele by to znaczyło - poprosił smutnym głosem. - Naprawdę... i na pewno nie tylko dla mnie - dodał.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

u0qTwjV.png

Shakka

Dziewczyna zatrzymała się. Przewróciła oczami. Westchnęła.

A potem, mamrocząc pod nosem coś, co zupełnie nie brzmiało cenzuralnie, wróciła na swoje miejsce.

- Zadowolony? - mruknęła.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

Chłopak nie odpowiedział. Po prostu wstał i podszedł do miejsca gdzie siedziałą Shakka. A potem pochylił się nad siostrą i przytulił ją.

- Zadowolony - zapewnił Arcturus wracając na swoje miejsce. - Dobrze, że jesteś z nami - podsumował.

Siadając, zerknął na stojącego ciągle Dlara.

- No... co tak stoisz? Siadaj z nami! Czy też chcesz tulaka najpierw? - wyszczerzył do niego zęby.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

ZyuHBIF.png

Dlar'ebune

 

Dlar był zaskoczony faktem, że prośba Arcturusa zadziałał. A przecież on też ją prosił. Fakt, że użył innych słów i próbował dotrzeć bardziej do logiki Shakki, niż do jej uczuć, no ale przecież przekaz był taki sami. No i też była prośba.

A jednak to Arcturus zdołał zawrócić Shakkę do stołu.

Dlar nie brał tego do siebie, nie uznawał swoich prób jako porażki. Po prostu był zaskoczony tym co podziałało na Shakkę, a co nie.

Emocje.

Tak, to był klucz do kontroli nad nią. I Dlareb obawiał się, że akolici w Akademii szybko to odkryją. A to oznaczało, że kiedy tylko będzie ku temu okazja, Dlar będzie miał na Shakkę oko, by siostrze nie stała się krzywda.

- Niee… - pokręcił głową na pytanie młodszego brata. – Obejdzie się bez tulaka - powiedział i uśmiechnął się nieznacznie, wracając do stołu.

Kiedy zasiadł, spojrzał na Reginę i ściągnął nieznacznie brwi, próbując sobie przypomnieć o co jeszcze chciał zapytać.

- Wracając do pytań - zaczął, kiedy przypomniał sobie, co go interesowało. – Czy w Akademii będą przedstawiciele jakiejś rodziny, która jest w otwartym konflikcie z naszą?

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ZV4cfsl.png

Mulie

 

Mulie odebrała podany jej datapad i uważnie przeczytała opis tego, co czekać będzie jej brata. Ktoś wpływający na umysły innych za pomocą Mocy mógł być nie najgorszym wyborem dla Jeylena. Przynajmniej taką miała nadzieję. Gorzej z nadzorcą...

I wtedy jej wzrok padł na ostatnie zdanie. Potwór przyjdzie po nas wszystkich.

Mulie odetchnęła głęboko. To było przerażające. Wszystko, co dotyczyło Jeylena było w pewnym stopniu przerażające, zwłaszcza dla niej, która nie pojmowała Mocy tak dobrze. Ale już nawet to jedno zdanie znalezione w miejscu, w którym się go nie spodziewało, potrafiło zmrozić krew w żyłach. 

Mimo to Mulie uśmiechnęła się lekko. Strach nie był tym, co powinna pokazać starsza siostra.

Niech przychodzi. Jeśli po nas wszystkich, to nawet lepiej. Razem łatwiej nam będzie go pokonać – powiedziała, oddając bratu urządzenie.

Scenę, którą odstawiała Shakka, skwitowała tylko wywróceniem oczu (dbając, by ona tego nie zobaczyła). Kiedyś może rzuciłaby się uspokajać ją wraz z resztą rodzeństwa. Obecnie nie miała na to cierpliwości i tego samego braku szukała u Wukora, patrząc na jego reakcje.

Gdy wszystko nieco przycichło, zapytała:

Mamo, powiedziałaś, że terminowanie u tych mistrzów przyniesie rodzinie korzyści. Czy możesz nam powiedzieć na jakie konkretnie korzyści liczysz? Żebyśmy wiedzieli na co zwracać uwagę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

Kiedy tylko Shakka wstała z miejsca jej starszy brat uniósł głowę, jego lekku zadrgało delikatnie, co tylko jego siostry umiały odczytać jako: No to przedstawienie się zaczyna. Całą awanturę podjadał owoce z talerza z szerokim uśmiechem. A po szczęśliwym rozwiązaniu Allesh zaczął bić brawo, z drwiącym uśmiechem na ustach patrząc w oczy siostry.

Jeylen wcale nie wyglądał na pocieszonego słowami Mulie. Skrzywił się tylko i skierował wzrok na Shakkę i jej „wystąpienie”. Wukor parsknął kiedy twi’lekanak wstała od stołu i potem patrzył na wysiłki braci żeby przemówić jej do rozumu. Siedząca obok Mulie widziała jak potężne mięśnie brata tężnieją, zupełnie jakby zamierzał wstać i dołączyć się do całej tej rozmowy. Okazało się, że wcale wstawać nie musiał.

 

Regina przyglądała się temu wszystkiemu z nieznacznym uśmiechem. Tym samym jaki miała kiedy zwykła informować Shakkę, że zachowuje się bardziej jak czystokrwisty Sith niż jej własne dzieci. Już miała się zabrać za odpowiadanie na pytania kiedy Mulie zabrała głos. Uśmiech Reginy się zmienił w delikatny wyraz dumy.
- Sytuacja jest dość zawiła ale w skrócie. – Odchyliła głowę patrząc na nich wszystkich, zbierając w myśli słowa, może i zdaniem Reginy to było dobre pytanie, ale zdaje się nie do końca dla niej wygodne. Zaczęła kierując uwagę na Atonaia. – Darth Baras jest rywalem Darth Angrala, poza tym jest twardym graczem, z którym  warto się sprzymierzyć. – Przeniosła wzrok na Roshan – Darth Moren to jawny wróg Eliego Tarmisa, syna Darth Angrala. Tylko zachowajcie to dla siebie, bo już sama wiedza, ze Angral ma syna jest trudna do zdobycia. – Następnie spojrzała na Dlara i Jeylena. – Darth Malgus i Darh Archo są wschodzącymi gwiazdami Sfery Wojskowej Ofensywy, potrzebujemy tam mocnego zaczepienia ponieważ większość sił i majątku rodziny została zebrana właśnie pod wojnę i walkę. – Następnie jej czerwone oczy zatrzymały się na Wukorze i po chwili powędrowały do Shakki. – Darth Marr i Darth Mortis są jedynymi mistrzami z Rady, którzy w tej chwili zaczynają nabór. Są też w sumie tymi najbardziej wartymi uwagi. Obaj wyjątkowo potężni, mówi się że każdy z nich byłby w stanie zagrozić pozycji Imperatora. Dlatego właśnie, ten w swojej mądrości umieścił ich w miejscu gdzie muszą ze sobą rywalizować. – Spojrzała na Allesha. – Darth Zhorrid jest jedynym dostępnym dojściem do Wywiadu Imperium. – Skupiła się na Sharenie i Acturusie ważąc ostrożnie słowa – Safada i Thanaton to wrogowie Darth Decimusa, z którym… możemy mieć problem w najbliższym czasie – W końcu spojrzała na Mullie. – Celadwar Tillan to pewien projekt twojego dziadka i przysługa jaką jesteśmy mu winni za wsparcie i pomoc w trudnych chwilach. To też dłuższa historia. Matka twojego przyszłego mistrza jest siostrą bliźniaczką ostatniej znanej uczennicy Imperatora Exal Kressh i od czasu śmierci tejże cała rodzina zachowuje się… dziwnie. Coś się pomiędzy nimi dzieje, ale nie wiadomo co. Do tego pewnym jest, ze Imperator wciąż ma ich na oku. Twój dziadek życzy sobie wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi a kiedy się dowiemy planuje doprowadzić do sojuszu z nimi, albo upadku rodziny. Tak czy inaczej potrzebujemy kogoś w środku.

 

Po tym podsumowanie spojrzała znów na Arcturusa i Dlara.
- Jak więc widać wszyscy trafiacie do różnych mistrzów. Obecnie nie musicie się martwić sprawami rodziny w samej akademii, nie przebywa tam nikt bezpośrednio związany ani z Angralem i Decimusem. Na waszym miejscu nie obawiałabym się opozycji, na dzień dobry. Raczej ofert współpracy z różnych stron, co daje wam pewną przewagę na początku. To jak je rozegracie zależy od was, możecie się włączyć w różne grupy albo wszyscy przyłączyć do jednej zależy od was. Osobiście poleciałabym opcję drugą bo w ten sposób unikniecie stania po przeciwnych stronach barykady jeśli jednak się rozdzielicie uważajcie na ostro skonfliktowane grupy, na przykład zawierających akolitów, którzy konkurują ze sobą o mistrza. Nie wiem jednak jak to teraz wygląda w środku i czy taktycznie wygodniej nie będzie się rozdzielić.


Przyszła kolej na Roshan i wzrok Reginy znów skupił się na chissce.
- Zlecanie wykonania zadania, albo jego części jest częste, jednak nie zalecałabym dania się złapać na tym. Wszystko jest w rękach nadzorcy i mistrza. Z tego co wiem Villewack powinna docenić taki podstęp, tak samo Darwon. Nidaris i Afenda uznają to za wykroczenie przeciwko rytuałowi i zapewne skrócą akolitę o głowę. Tremel jest w tej kwestii elastyczny i zdaje się na wytyczne mistrza. Trudno mi ocenić co zrobią nadzorcy pozaakademiccy.

 

Skończywszy macocha zaplotła dłonie przed sobą i spojrzała z powagą na Dlara i Roshan.
- Nie traktujcie lekko spraw pojedynków i walk między sobą. To coś o wiele bardziej zawiłego niż samo starcie a jego konsekwencje sięgają daleko, często dalej niż się wam wydaje. – upomniała ich stanowczo. – Pojedynki rozgrywa się zawsze o honor i tak młodszy może wyzwać starszego musi się tylko liczyć z konsekwencjami. Czyjś honor musi zostać narażony na szwank, wtedy następuje wyzwanie, najlepiej publiczne i ono też musi zostać przyjęte żeby doszło do pojedynku. Tutaj chodzi o bezpośrednią fizyczną walkę dwóch oponentów. Niech za przykład posłużą wam wasz ojciec, który pojedynkował się zawsze kiedy ktoś nazwał go słabym. Kilka razy wmanewrowano go tak w zawiłe intrygi. Czasami więcej z tym kłopotu niż to warte. – skrzywiła się. – A Kaggath nie spotkacie najpewniej w Akademii, bo to walka o pozycję. Czyli w tym sposób na zmianę grupy. Tylko Sith może wyzwać innego Sitha. Kaggath można obwołać w sumie bez powodu. Wyzywający określa arenę, miejsce gdzie ma dojść do walki. Dolinę, planetę, galaktykę, skala jest dowolna, ale powinna być w zasięgu oponentów. Jeśli wyzwany odmówi traci pozycję na rzecz wyzywającego. Jeśli przyjmie następnie obie strony mobilizują wszystkie swoje zasoby i przenoszą je na miejsce  walki. To jest coś w rodzaju gry w dejarika. Nie wystarczy pokonać wroga, trzeba zniszczyć jego siły, rozbić je tak bardzo jak się da. Ani pojedynek ani Kaggath nie muszą się kończyć śmiercią któregoś jednego z przeciwników, chociaż mogą i jest to wtedy legalne zabójstwo.
Mają tę sprawę wyjaśnioną znów rozluźniła się w swoim krześle.
- Coś jeszcze?

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png 

Roshan

 

Chisska uniosła zdziwione spojrzenie na swoją siostrę, gdy ta wstała z miejsca i udała się w kierunku wyjścia z wymalowanym na twarzy oburzeniem. Roshan była trochę rozkojarzona od śmierci ojca, fakt, to nie było dobre, także tym razem potrzebowała przysłuchać się rozmowie Shakki z braćmi by zrozumieć o co chodzi. A, no tak, lady Crow nie wyjaśniła co się stanie z Dią i S'kye poza tym tajemniczym "coś specjalnego". Jakoś to Roshan umknęło w pierwszej chwili, w masie innych informacji, których lady Crow udzieliła a chisska starała się przyswoić.

Prawda, że w jakiś sposób nie było to fair, by bez szerszego wyjaśnienia gdzieś najmłodszych zabierać, a kochana siostra jak zwykle zareagowała w sposób, który niekoniecznie przyniósł pożądany skutek, choć swą gwałtownością jak zwykle twi'lekanka zwróciła uwagę wszystkich dookoła.

Na całe szczęście Dlar i Arcturus sprowadzili Shakkę do stołu. Roshan uśmiechnęła się blado, czuła podobnie jak bracia, że bez obecności siostry zrobiłoby się tu jeszcze gorzej.  

 

Dalsze wyjaśnienia Reginy były zawiłe, zwłaszcza te w odpowiedzi na prośbę Mulie. 

Córka Chen próbowała podążać za relacjami które lady Crow przedstawiała, starając się wyłapać, czy jej potencjalny mistrz lub nadzorca w jakiś sposób swoimi interesami z innymi akademickimi mistrzami, ale wyglądało na to, że nie. Nie będzie żadnemu z rodzeństwa dzięki temu wchodzić w paradę. Plus, o ile dobrze zrozumiała wywód macochy, plan był taki, by w każdej z ważniejszych sfer dla Imperium znalazło się co najmniej jedno dziecko rodu Crow. To też sprytne posunięcie, z czysto strategicznego punktu widzenia. Szczerze? Chisska nie poczuła się wcale lepiej, gdy lady Regina wyjaśniła nieco zależności, teraz Roshan mogłaby się nazwać siebie czy któreś z rodzeństwa ledwo co rozstawionym pionkiem na planszy, w grze, którą Regina planuje właśnie podjąć. 

Jednak czym by to się różniło od ustawienia jej jako żołnierza w siłach zbrojnych ojca? Tu tak naprawdę miała toczyć się walka o przyszłą pozycję rodziny, bronią nieco inną od konwencjonalnej, nie blasterem czy mieczem a sprytem i ciężka pracą w akademii.

Roshan nie znała się za dobrze na polityce, lecz matka i ojciec nauczyli ją nieco sztuki wojennej, więc tak sobie starała to wytłumaczyć. Dlatego też nie uniosła się gniewem, przyjęła to nawet spokojnie, nie pokazując po sobie zbyt wiele niepokoju.  

 

- Zrozumiałam to ostrzeżenie. Nie zamierzam uchylać się od rzuconych wyzwań, ale z własnej woli nie będę pakować się w więcej problemów niż potrzeba. - zapewniła, gdy usłyszała odpowiedź na kwestię pojedynków. - Ty też, brat, prawda? - zwróciła się do Dlara, bo brat też interesował się tymi zasadami.   

No i oczywiście, kolejne pytania, chociaż ta cała sytuacja już wydawała się chissce jaśniejsza. 

 

- Zastanawiam się jak będą wyglądać te zadania od nadzorcy. Może opowiesz nam o jakimś przykładowym? - poprosiła - Plus, chcę się upewnić, nadzorca może nam zlecić co mu tylko do głowy przyjdzie i my mamy to zrobić, bez sprzeciwu? Nawet jeśli polecenie wyda nam się nam głupie czy niebezpieczne? Jest jakaś legalna możliwość uchylenia się przed zadaniem, która kończy się inaczej niż śmierć za nieposłuszeństwo?   

Tego pytania można się było spodziewać po Roshan, która zwykła, no może jako dziecko częściej, lecz wciąż, nawet w tym wieku, czasem zgłaszać swoje zastrzeżenia co do odgórnych poleceń opiekunów. 

- A Dia i S'kye to zostaną na Korriban, tak jak my, zgadza się? Będziemy mogli ich zobaczyć później?  - i dodała kolejne pytania, nie mniej istotne.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

Arcturus siedział i myślał nad tym co Regina im mówiła. Wyglądało na to, że w tym wszystkim może być później sporo polityki, ale chłopak uznał, że na początek trochę inne niebezpieczeństwa mogą się okazać sprawą pierwszorzędną. Na przykład ci dzicy akolici biegający wkoło. Jeśli dali radę przetrwać w tak niekorzystnym środowisku to mimo wszystko nie mogli być takimi nieudacznikami, za jakich mięli ich nadzorcy, którzy nie pozwalali im ot tak wrócić. W bezpośredniej walce pewnie mogli by stanowić spory problem więc pewnie najlepiej byłoby ich unikać. A by kogoś unikać, dobrze wiedzieć gdzie on jest nim ten ktoś dowie się o tobie. Arcturus kiwnął głową zadowolony sam z siebie i ze swojego toku rozumowania. Jakiś sprzęt skanujący czy wyostrzający zmysły. W sumie gogle skaningowe były chyba optymalne. Zdolność widzenia w ciemnościach mogła się przydać w tych całych grobowcach. A przybliżanie obrazu to też niczego sobie możliwość. Na jego wyprawach na Yavinie IV taki sprzęt przydawał się często.

Pytań więc więcej nie miał więc czekał i słuchał co inni mają do powiedzenia.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ZV4cfsl.png

Mulie

 

Gdy Regina skończyła mówić, Mulie kiwnęła głową na znak, że rozumie swoją rolę. Miała być szpiegiem, osobą niezbędną do pozyskania sekretów, które potrzebne były rodzinie. To była ważna funkcja, a mimo to Mulie odczuła pewien zawód. Myśląc zupełnie racjonalnie, była to pewnie najlepsza rola, jaką tylko mogła otrzymać – musiała wykazać się sprytem, lecz nie koniecznie ogromną siłą.  Ale jednocześnie ze wszystkich wymienionych osób, Celadwar Tillan zdawał się być tą najmniej istotną. Mistrzowie jej rodzeństwa zdawali się zapewniać jakieś korzyści, a w przyszłości zaszczyty i ważne pozycje. Ona natomiast nie otrzymała szansy – otrzymała misję. Czy po jej wykonaniu będzie tam jeszcze cokolwiek do osiągnięcia?

Mulie nie wyrażała jednak swoich wątpliwości w żaden zauważalny sposób. Zresztą, dzisiejszego ranka nie wyrażała właściwie żadnych emocji. Strach, zazdrość i niepewność zostawiała dla siebie – powściągliwość była czymś, czego musiała się nauczyć przed przybyciem do Akademii. A wśród rodziny łatwiej udawało się, że wciąż wszystko jest w porządku.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

u0qTwjV.png

Shakka

Niewiele rzeczy Shakka opanowała tak dobrze, jak ostentacyjne ignorowanie ludzi, więc od powrotu do stołu (i cichej, skierowanej do małpojaszczurki groźby zaduszenia lekku jeśli się nie odczepi) zajmowała się właśnie tym - ostentacyjnym ignorowaniem Reginy.

Było to, wbrew pozorom, zajmujące - i dobrze. W innym wypadku Shakka mogłaby się skupić na tym jak bardzo nie podoba jej się to, co słyszy o Korriban i tym, jak źle będzie się tam czuła. Oraz co zrobić, żeby tam w ogóle przetrwać, skoro jej nadzorca mógł ją zabić bo miał taki kaprys i nie było ojca, który by mu tego zakazał.

Więc GDYBY Shakka nie była zajęta ostentacyjnym ignorowaniem Reginy, skręcałaby się ze strachu. Na szczęście była zajęta. I na szczęście Roshan zadawała dobre pytania.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

 

ZyuHBIF.png

Dlar'ebune

 

Kiedy Dlar słuchał wyjaśnień Reginy, wszystko zaczynało nabierać jeszcze większego sensu. To, jak zostali rozdzieleni pomiędzy poszczególnych Mistrzów, pomiędzy poszczególne strefy wpływów. To była jedna wielka partia dejarika, wojna o wpływy i utrzymanie obecnego status quo. Lub jego zmiana na korzyść rodziny Crow. Słuchając tych wszystkich powiązań, tego kto z kim rywalizuje, a kto komu sprzyja, Dlar nie mógł nie spojrzeć na Reginę z uznaniem. Takie rozplanowanie wszystkiego musiało spędzać jej sen z powiek i wymagało bardzo dobrego rozeznania w nastrojach i ogólnym społeczeństwie Sith. Wymagało również taktycznego i strategicznego myślenia. Choć nie musiało mu się podobać odgrywanie roli pionka w tej politycznej rozgrywce, w której stawką było tak jego życie, jak i los całej jego rodziny, to Regina sporo zyskała w jego oczach.

- Tak, jak też zrozumiałem - odparł na pytanie tak Reginy, jak i Roshan. Zaś widząc naglące spojrzenie siostry, dodał. - I też zamierzam unikać dodatkowych kłopotów - westchnął cicho, z rezygnacją.

Pojedynki wydawały się być najciekawszym aspektem akademickiego życia. Pozwalały budować pozycję nie tylko w oczach innych adeptów, ale i w oczach Mistrzów. Dlar był tego pewien. Ale zdawał sobie też sprawę z tego, że jeśli zacznie rzucać wyzwania na prawo i lewo, to Roshan przetrzepie mu skórę. I pozostawała jeszcze ewentualność, że któryś z pojedynków przerżnie, a tego by nie chciał. Dlatego kwestię starć w oficjalnych walkach i rzucanie wyzwań postanowił odłożyć na czas, kiedy zapozna się z ogólną atmosferą w Akademii, pozna panujący w niej układ sił i zyska jakichś sojuszników. Tym bardziej, że z tego co mówiła Regina wynikało, jakoby on i jego rodzeństwo mieli znaleźć się w kręgu zainteresowań innych akolitów.

- Mnie ciekawi jeszcze jeden aspekt z nadzorcami - powiedział na głos, skupiając spojrzenie swoich czerwonych oczu na Reginie. - bo teoretycznie mogą robić z nami co chcą. Co im się podoba i zlecać nam przeróżne zadania. Co w przypadku, gdyby któremuś z nadzorców stała się krzywda? - zapytał wprost. - Nie mówię, że to któreś z nas miałoby umyślnie skrzywdzić swego nadzorcę. Ale inni akolici, nasi rywale, mogliby w ten sposób spróbować pogrywać i wrobić nas w atak na swojego nadzorcę. Rozumiem, że w takim przypadku jedyną przewidzianą konsekwencją dla atakującego, posądzonego słusznie lub też nie, jest śmierć?

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz