Witaj na Strefie Forumowych RPG!

Witaj na Strefie Forumowych RPG!
To miejsce, w którym zagrasz w RPG prowadzone na forum (PBF), zanurzysz się w niezwykłych przygodach i porozmawiasz z ludźmi, którzy mają podobne zainteresowania jak Ty! Wystarczy się zarejestrować, by stać się członkiem naszej społeczności. Spokojnie, to prosta rzecz i będzie wymagać od Ciebie podania niewielu informacji.
Dzięki rejestracji będziesz mógł:

  •  Zaczynać nowe tematy i dodawać odpowiedzi do już istniejących.
  •  Otrzymywać powiadomienia o nowych treściach.
  •  Wysyłać prywatne wiadomości do innych użytkowników.
  •  Założyć bloga, pisać artykuły, dodawać pliki i obrazy do galerii.

Dołącz do nas!


mroczek

prolog Ostatnie śniadanie (mroczek)

60 postów w tym temacie

YewSNmu.png 

 

- To żaden zdradziecki atak, raczej zdradziecka blokada. Na razie. Zobaczymy ile zniszczonych zagłuszaczy trzeba żeby w końcu się wściekli - stwierdziła ze spokojem, zupełnie jakby nie działo się nic, czego należało się bać. - Tak, to Darth Decimus, od lat rościł sobie pretensje do naszych posiadłości na Yavinie, Teraz kiedy nie ma Athelstana - głos zadrżał jej delikatnie, gdyby tak dobrze jej nie znali pewnie nawet by tego nie zauważyli, ponieważ ich matka nie należała do tych osób, które dawały się pokonać własnym emocjom. - ...postanowił wkroczyć. Przyjęli go do rady więc wie, że jeśli wygra ujdzie mu to na sucho. I szczerze mówiąc mieliśmy szczęście, że Imperator odwołał go na tę nowo odkrytą planetkę, bo gdyby sprowadził tu wszystko co ma wypatrzylibyśmy najwyżej trzy tygodnie.

Popatrzyła na nich z dumą i naganą jednocześnie.

- Tak, wiem na co was stać. A wy dobrze wiecie, że dobrych pilotów mogę mieć na pęczki. Nie wygramy tego z za sterów myśliwca, ani nawet bombowca. Pionkami mogę kupić nam trochę czasu, ale jeśli mamy wygrać potrzebujemy figur. To jest teraz wasze zadanie i się do tego przyłóżcie.

 

 

aHAFKKC.png 

Kiedy znalazła ich stanowisko komunikacyjne Dia włąśnie nadawała w najlepsze.

- ...wybrała mnie i S'kya! Do naszego własnego specjalnego zadania! A Allesh będzie mył podłogi, tak przynajmniej mówi Mulie!

Blada jak ściana Aya, unosiła się nad dziećmi jak widmo, usiłując się uśmiechać. Nie wyglądała już na aż tak przerażoną, raczej na wykończoną.

- Mulie jest zwyczajnie zazdrosna, bo jej mistrz to nie wiadomo co - wtrącił twi'lek, wywracając oczami. - A twojego i S'kya może w ogóle nie być.

- Jest... i w tej sytuacji nie dało się tego rozegrać bezpieczniej. Tak przynajmniej twierdzi Ya-Ra. - westchnęła cicho matka i jako pierwsza dostrzegła Shakkę za plecami rodzeństwa. Uśmiechnęła się do niej ciepło. - Hej, jak się czujesz?

 

 

 

RTXl67h.png 

Ya-Ra uśmiechnęła się do młodszego z synów.

- U nas nie jest tak źle jak baliśmy się, że będzie. Moc wciąż jest z naszą rodziną, niezależnie od wszystkiego. - skupiła wzrok na Arcturusie. - A ty uważaj, swego czasu wiele słyszałam o Safadzie, zawsze chodziła po niebezpiecznych ścieżkach, nie chciałbyś się na takiej zgubić.

Atonai przekrzywił głowę.

- Słyszałem, że ten cały Baras top też niezłe ziółko.

- Jego wystarczy zabić w rok-dwa po tym jak zostaniesz jego uczniem. Koniec problemu. Z Safadą może nie być tak prosto - stwierdziła, zerkając z ukosa na starszego ze swoich chłopców. 

Sharena uniosła brew.

- Mamo, mówisz jak Sith.

Ya-Ra uśmiechnęła się sucho.

- Wczoraj zostałam uczennicą Reginy, to zobowiązuje.

 

 

 

  ifEChzM.png 

Lady Ragons Crow uśmiechnęła się i podała złoty wisior córce.

- Pomożesz mi?- zapytała odwracając się do córki plecami i odgarniając, długie, gęste włosy z karku. - Korriban to dobra szkoła, pozwala w mniejszej i łatwej do kontroli skali poradzić sobie z tym co czeka cię potem. - zamyśliła się na chwilę. - Jak nam się udało? Z tego co pamiętam twój ojciec zrobił to co zawsze, rozbił na atomy wszystko co stało mu na drodze. Wukor pewnie zrobi to samo... - mówiła z lekką nutką czułości. - ...obaj nigdy nie chcieli widzieć jak bardzo są do siebie podobni. Tobie nie polecam jednak tej taktyki. Ja... ja starałam się wiedzieć. Wiedzieć co się dzieje w Akademii, wiedzieć co jest kim, kto czego chce. Tak spędziłam pierwsze pół roku, prześlizgując się w cieniu większych i odważniejszych, zdobywając informacje. A kiedy miałam ich już dość zaczęłam nimi grać.

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

u0qTwjV.png

Okej. Znaczy, mama zawsze była blada - to akurat miały wspólne - ale i tak wyglądała źle. Bez względu na to jak Shakka była na nią wściekła za to, że zgodziła się posłać Dię i S'ky na Korriban i w ogóle ZA WSZYSTKO, nie miała ochoty pogarszać sytuacji. Zwłaszcza, że miały się nie widzieć przez rok. Uśmiechnęła się więc, nieco zawadiacko.

- Nie wiedzą co ich czeka - odparła swobodnie, opierając się o ścianę. Ręce schowała w kieszeniach, to był najlepszy sposób, żeby nie robić nerwowych gestów. - I nawet się nie zorientują jak ich rozjadę. A co u ciebie?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png 

Roshan

 

Wspomnienie o ojcu poruszyło też Roshan, chociaż najmocniej podziałały wieści o blokadzie. Mogła sobie pogratulować, to był celny strzał, wiedziała też już przeciwko komu szykować wendetę, gdyby z rodzinną posiadłością lub rodziną coś się stało. 

Nie przerywała jednak matce, wysłuchała do końca i dzięki temu jedna z rzeczy stała się troszkę jaśniejsza. 

- Tak też sądziłam, gdy się przysłuchiwałam słowom lady Reginy. Poprzydzielano nas, każdy do innego mistrza a związanego blisko z różnymi ważnymi strefami wpływów w Imperium. Każde z nas ma szansę zdobyć kontakty i wpływy w innych dziedzinach i organizacjach, dla naszego rodu  - odparła - No ale jak to jest, że to my teraz musimy czekać i je na nowo zbierać, to tak nie powinno być  - rzuciła z gniewem - nikt nie planuje nas wspomóc? Wszyscy sith dawni sojusznicy ojca, oni milczą, gdy Decimus chce zagarnąć sobie naszą własność? Zapomnieli już, są głusi? Nie chcą interweniować? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

- O jaaaaaaaaa!!! - Arcturus rozdziawił szeroko usta słysząc ostatnią nowinę mamy. - To... To... - musiał poświęcić chwilę na szukanie dobrego słowa. I może dlatego, że dał sobie czas by pomyśleć, owym słowem było:

- ...w sumie logiczne.

Nie zastanawiał się nad tym wcześniej, ale miało to sens. Co jak co, ale to Regina była oficjalnie żoną taty. Mama była jego uczennicą z oficjalnego punktu widzenia. Generalnie ojciec spajał wszystko w całość. Dokładnie tak. Myśl o tacie na chwile sprawiła, że coś ścisnęło go w gardle, ale zmobilizował się by nic po sobie nie pokazać. W końcu musiał być silny dla mamy, tak? Tak. Skupił się więc na urwanej myśli, a ta prowadziła do tego, że jeśli cała rodzina chce się trzymać razem to mama potrzebowała jakiegoś pretekstu by dalej działać wspólnie z Reginą. Bycie jej uczennicą było znakomitą opcją. No i Regina mogła być zadowolona, że formalnie jest mistrzynią mamy. Arcturus nie był naiwny, wiedział, że nie zawsze żyły ze sobą dobrze.

No, ale w takim razie zostawało dość istotne pytanie:

- Ale to tak na serio się będziesz od niej uczyć czy to tylko dla niepoznaki tak? - zapytał wprost by zaspokoić ciekawość. W końcu mama zawsze bardziej ceniła swoje badania niż inne aspekty związane z Mocą. Czy teraz gdy wszyscy rzucali się na ich rodzinę uznała, że musi jednak przyjąć trochę inną postawę i nauczyć się czegoś co pozwoli jej na bardziej aktywne działanie? Nie wykluczone.

- No i mówisz o... eliminacji mistrzów. Ale Regina mówiła, że Safada może być sojusznikiem... - przerwał zastanawiając się nad tym słowem. Jeśli miał przetrwać w akademii musiał chyba przyzwyczaić się do trochę innego myślenia. - znaczy wrogiem naszego wspólnego wroga - poprawił się więc. - Jak to wiec ma być? - poprosił o wyjaśnienie.

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ZV4cfsl.png

Mulie

 

Mulie wzięła podawany jej wisior i zapięła go na szyi matki.

Tak, to brzmi, jak coś, co Wukor mógłby zrobić – mruknęła. Jej starszy brat wydawał się stworzony nie tylko do funkcjonowania w Akademii, ale w Imperium jako takim.  Reprezentował dziką i nieokiełznaną siłę, której posiadanie było tak ważne w społeczności Sithów. – Ale ja chyba podążę za twoim przykładem. Tak mi się wydaje; trudno powiedzieć, co należy zrobić, kiedy jeszcze nie wiadomo, co i kto będzie dookoła.

Dziewczyna westchnęła ciężko. Rozmawianie o tym, co ją czeka nagle wydawało się o wiele łatwiejsze – słowa Wukora sprawiły, że to już nie Akademia, lecz to, co nastąpi po niej wydawało się naprawdę przerażające.

A... A co będzie z wami? Co będzie z tobą, mamo? My dopóki nie opuścimy Akademii będziemy odcięci od świata, od jego niebezpieczeństw, ale też od wszystkiego, co się w nim dzieje. Więc gdyby coś okropnego miało się stać, to my nawet... – urwała, gdy głos zaczął jej się zbyt mocno łamać. Wiedziała, że nawet gdyby nie trafili do Akademii, to tutaj w niczym by nie pomogli. Ale świadomość, że za pół roku mogą wrócić do świata zupełnie innego od tego, jaki teraz znają, była dla niej nie do zniesienia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

aHAFKKC.png 

Allesh zerknął na siostrę z krzywym uśmieszkiem.

- Jak miło, za znalazłaś dla nas czas.

Aya uśmiechnęła się blado.

- Tak... nie wiedzą. - starała się brzmieć lekko, ale zamiast tego zabrzmiała niepokojąco, w słowach było jakieś ciężkie echo, które zniknęło jednak kiedy podjęła temat domu. - My.... mamy pewne problemy na orbicie, ale Chen radzi sobie z nimi jak zawsze. Czyli dobrze. Jestem teraz w jednym z bezpieczniejszych grobowców razem z większością służby, z daleka od wszystkiego co się tam dzieje.

- Dlaczego?

- Bo... tu jest dla nas bezpieczniej.

 

YewSNmu.png 

- Jesteśmy w Imperium, martwi bohaterowie są tu...martwi - oznajmiła Chen ze spokojem. - Athelstan poległ a z nim jego sojusze. Ci, którzy byli mu życzliwi na razie patrzą. Chcą zobaczyć na ile nas stać, czy mamy dość siły żeby warto było w nas inwestować. Nikt nie chce się przywiązywać do kamienia bo ten łatwo może go ściągnąć na dno. - Mówiła lekko, tak jakby to było zupełnie naturalne. - Ale nie jesteśmy całkiem sami, Lokowie, przysłali nam dwa statki pełne całkiem niezłych oddziałów naziemnych. No i jest Darth Phantor - skrzywiła się nieznacznie. Bliźniaki dobrze znały to imię, Dagdon Ragnos, znany jako Darth Phantor szkolił kiedyś ich ojca był też rodzicem Reginy, widzieli go nawet kilka razy w życiu kiedy odwiedzał ich na Yavinie. Wydawał się im wtedy stary, trochę jak chodząca mumia. - Zdołał zabezpieczyć Reginie wejście na nieoficjalną celebrację pokoju, na Dromund Kass.

 

RTXl67h.png 

- Dla niepoznaki i dla tytułu. Regina uparła się, ze trzeba zrobić ze mnie Lorda w pół roku. Chce zacząć od obrony domu, przypisać mi ten sukces i wprowadzić do "środowiska" na Dromund Kass. Teraz trzeba nam tytko sukcesu. I tego żeby Chen nie trafił szlag od tego, że wszystkie jej zwycięstwa dalej idą na konto kogoś innego. - mówiła lekko, prawie wesoło, jakby cała ta idea bawiła ją w jakiś sposób.

Komuś innemu jednak nie było do śmiechu.

- Naprawdę? Po tym wszystkim co ona ci zrobiła, zamierzasz teraz tańczyć na Dromund Kass jak jej laleczka? - trudno powiedzieć czy Atonai był bardziej wściekły czy zdegustowany.

- Dałbyś wreszcie spokój! - prychnęła Sharena.

- Spokój z czym? Z tym, ze nie daje się traktować tej czerwonej piaskowej żmii jak pionek?

- Z robieniem z siebie świętszego niż wszyscy wokoło!

- I co, dać się przekupić grobowcem do zbadania ani biblioteką!

 

  ifEChzM.png 

Regina uśmiechnęła się blado i ujęła twarz córki w dłonie, przez chwilę przyglądała się jej uważnie.

- Kiedy stałaś się taka dorosła? - zapytała ni to ją, ni siebie. - My... my sobie poradzimy. Mamy plan i jeśli wszystko się uda wrócicie do domu, który niewiele się zmienił. A jeśli nie... będziecie wiedzieli. O ojcu wiedzieliśmy i nie potrzeba było do tej wiadomości.

Puściła ją i westchnęła.

- Najbliższy miesiąc może być trudny ale los dał nam prezent i nie jest tak źle jak się nam wydawało. Co prawda dom jest chwilowo oblężony, ale Chen twierdzi, że z tym co ma może go spokojnie obronić, nawet rozbić przeciwnika jeśli zmusi go do tego żeby grał tak jak ona chce. A jeśli nie zmusi, po tym jak dostanę na Dromund Kass łupy należne nam za Coruscant będę miała za co wynająć odsiecz.[/u]

Sądząc po tym jak mówiła sprawa nie była aż tak prosta jak to teraz przedstawiała.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

Arcturus pokiwał głową słysząc odpowiedź mamy. Był to niezły plan w jego opinii. Mama musiała podziałać trochę aktywniej by wyrobić sobie pozycję. Przypisanie sobie części zasług Chen było tu sprytna zagrywką. Nie powinna się o to gniewać, ale Arcturus uznał, że i tak znajdzie chwilę by przesłać jej pożegnalną wiadomość z kilkoma miłymi słowami. Ayi też oczywiście by się nie martwiła. Niemniej choć cały plan wyglądał dobrze to oczywiście Atonai musiał wszystko spaprać swoim narzekaniem. Arcturus w sumie w pierwszej chwili nie uwierzył w to co od niego słyszy.

- Atonai... czy ty siebie słyszysz? - zapytał kręcąc głową. - Zaraz udamy się do akademii na Korriban. W najlepszym wypadku zobaczymy się znowu z mamą za pół roku. A to i tak przy założeniu, że tak u niej jak i u nas wszystko pójdzie dobrze. Ja jestem pewien, że tak właśnie będzie, ale istnieje... - zawahał się. Zacisnął pieści i wziął głęboki oddech. - Istnieje jakieś ryzyko, że to nasza ostatnia rozmowa - wyrzucił wreszcie z siebie tą nieprzyjemną myśl. - Naprawdę chcesz by ostatnie słowa, jakie mama od ciebie usłyszy to takie oskarżenia? Jesteś pewien? - zapytał.

- Bo tak, wiemy wszyscy, że nie lubisz Reginy. Aż za dobrze wiemy. Niemniej naprawdę chcesz obrażać mamę podważając w ten sposób jej inteligencję i zdrowy rozsądek? Jesteś w stanie z całą pewnością powiedzieć, że gdy w grę wchodzi dobro naszej rodziny i wszystkiego tego, co tata zbudował, ona po prostu da się zmanipulować a nie przemyśli wszystkich za i przeciw dla różnych opcji? Że da sobą pomiatać, a nie będzie walczyła o to, co uważa za dobre dla nas wszystkich? - popatrzył hardo na brata. Nie był to typowy Arcturus jakiego wszyscy znali. Ale czy sytuacja była typowa?

Przez tą krótką chwilę wydawało się jakby sam duch Athelstana wstąpił w chłopaka, który już i tak przypominał go z wyglądu. Sam Arcturus też zresztą poczuł coś wewnątrz siebie. Jakąś ulotną moc... chwilową siłę, która pozwalała mu przeciwstawić się bratu i stać na straży tego, co uważał za ważne. Czy to było właśnie to o czym ojciec mówił do niego we śnie? Czy to była owa pasja, która dawała siłę? Siłę, którą mógłby zaprząc do tego by tu i teraz zmusić brata by padł na kolana i przepraszał matkę? Czuł, że tak właśnie byłby w stanie zrobić, ale...

Nie. Nie tak.

Chwila minęła. Między Atonaiem, Shareną i wyświetloną podobizną Ya-Ry znów stał młody chłopak, którego wszyscy znali. Z jego oczu płynęły łzy.

- Przepraszam mamo - powiedział cicho. - Kocham cię. Wszyscy cię kochamy. Naprawdę. Tak totalnie mocno mocno - zapewnił i uśmiechnął się do matki ocierając zapłakane oczy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png 

Roshan

 

- To nie jest fair. - gorzko skomentowała podsumowanie matki na całą sytuację. Jej ojciec był wielkim wojownikiem, poległ w bitwie która zmieniła losy konfliktu, wspomógł swym męstwem Imperium. I w zamian co? Po jego śmierci sępy miały zagarnąć wszystkie jego dobra a rodzinę wyrzucić z włości? Naprawdę wiele musiała włożyć wysiłku w to, by pewnych słów nie wykrzyczeć. Lecz co by to dało, że by sobie wykrzyczała je? Matka i brat bardzo dobrze o tym wszystkim wiedzieli.  

- Przynajmniej rodzina się na nas nie wypięła.  - mruknęła, chociaż wspomnienie mistrza ojca też nie było najmilsze. Roshan za młodu się go... bała. Potem zaś uznała, że jest dziwny, taki niepokojąco... dziwny. Tak więc odnosiła się do niego z szacunkiem i w sumie starała się unikać gdy gościł w rodzinnym domu. Teraz też, jakby z przyzwyczajenia, uniknęła tematu mrocznego lorda.

 - Co to za celebracja? I czemu jest nieoficjalna?  - zapytała. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ZyuHBIF.png

Dlar'ebune

 

Powinien był się domyślić, że gdyby naprawdę byli mamie teraz potrzebni na miejscu, to po prostu by ich tam zatrzymała. By byli kolejnymi, jak to określiła, pionkami. Choć teraz tak naprawdę też byli. Tylko nie w bezpośrednim starciu. Nie w brutalnej i krwawej jatce. Nie. Teraz byli pionkami w politycznej grze o wpływy i nowe sojusze, która miały zastąpić te, które umarły wraz z ojcem.

- Rozumiem, mamo - odparł niechętnie i westchnął. - Nie ważne jaki był twój status, jakimi przywilejami się cieszyłeś - umierasz to umiera z tobą wszystko, co zbudowałeś - pokręcił głową, bo nie podobało mu się to. Taki układ nie pozwalał nawet na zapewnienie bezpieczeństwa rodzinie. - Nie zawiedziemy cię, mamo. Wypełnimy zadanie, które zostało przed nami postawione. Z czasem Darth Decimus i jego poplecznicy pożałują tej blokady - stwierdził zaciskając przy tym gniewnie pięści. Potrzebował kilku chwil by się uspokoić, by dotarły do niego kolejne słowa matki. - Nieoficjalna celebracja, a? - uniósł nieznacznie brew. - Rozumiem, że to czas, kiedy wszyscy mamy swoje role do odegrania. Swoje zadania do wypełnienia. Lady Regina ma zamiar pograć politycznie podczas tej celebracji? Zyskać jakichś sprzymierzeńców?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

u0qTwjV.png

Shakka

Shakka zerknęła na brata chłodno.

- Kto powiedział, że dla was? - zapytała retorycznie, nim powróciła wzrokiem do matki. Niepokoiło ją to echo w jej głosie, i to nie był tylko taki zwyczajny niepokój. Co, oczywiście, wcale jej się nie podobało. Nie chciała się nadzwyczajnie niepokoić o matkę, Moc mogła sobie w dupę wsadzić takie atrakcje.

- A jak nastroje w tym waszym grobowcu? Jak wygląda sytuacja? Kto robi nam te całe problemy na orbicie?

Nie były to pytania, które najbardziej ją nurtowały. Pośród rzeczy, które cisnęły jej się na usta było głównie "co się z wami stanie jeśli coś się stanie". Wszyscy zebrani w "bezpiecznym grobowcu" byli przecież własnością. Co oznaczało, że niekoniecznie przecież trzeba ich zabijać, można zagrabić.

Na samą myśl robiło jej się gorąco. Zacisnęła schowane w kieszeniach dłonie.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz