Jedi Master

Rozdział I: Mgliste Początki (Jedi Master)

173 postów w tym temacie

- Może i nie chcecie krzywdy niczyjej, ale co wy w ogóle wiecie? Tamta niby wie, a za nic to ma! – odpowiedział głos tym razem pełen frustracji. – A przecie my nie o zabobonach gadamy tylko mamy podstawy! Te no… naukowe! – zapewnił z przejęciem. – Jeszcze zanim osiedliło się tu więcej ludu to był tu mag, co to badał stare ruiny. I zapiski znalazł, ot co! Mówiły, że mgła to więzienie dla zła uwięzionego tam dawno temu. A że mgła zło trzyma, to my się nie mamy co bać. Przynajmniej póki nie przyjdzie taka przemądrzałą wiedźma i nie zacznie grzebać, fikuśnych machin budować! I twierdzi, że tamten mag się mylił, ot tak! O niusach gratycznych pierdoli! – warknął.

- Widzicie sami, że my tylko spokoju i bezpieczeństwa chcemy. I wy to chyba rozumiecie, nie? Odejdźcie w pokoju a jak tamta nie dostanie pomocy to my już sami ją przekonamy by to zostawiła. Nic jej się nie stanie a wszyscy będą mogli sobie żyć jak chcą. Takie to proste – przedstawił swą ofertę głos. - A jakby kiedyś bohatyrów trzeba to my waszą gildię wezwiemy, e?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

- Zawsze możecie nas wezwać - odpowiedział, wdzięczny losowi że w pytaniu wieśniaków nie pojawiła się kwestia wynagrodzenia. Głównie dlatego że sam nie do końca się orientował jak to wygląda. Gdyby jednak zaszła taka konieczność, gotów był poświęcić zdobytą u Vandervena przysługę by zyskać ich zaufanie - A co do tego zła, czy możecie pokazać nam te zapiski? Jedna z moich towarzyszek także jest magiem i mogłaby ocenić co tam jest napisane - mówiąc to, cały czas powoli szedł w kierunku przewróconego pnia

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

C4h0bx1.jpg

Merveil Auris

 

- Biorąc pod uwagę ich nastawienie do kobiet, nie wiem czy ten argument zadziała - Mruknęła aasimarka, przewracając oczami. Zrobiła kilka kroków, stając obok Jareda. - Słuchajcie, konkrety. Więzienia dla zła nie są wieczne, magia w końcu się zużywa, wypacza, przestaje działać. Czasem po wieku, czasem po paru, ale prędzej czy później zawsze. Także naprawdę, pokażcie te zapiski i zobaczymy co i jak. Nam też nie jest w smak uwalnianie bogowie jedni wiedzą czego, bo zgadnijcie na kogo potem spadnie użeranie się z rzeczonym czymś.

Zazwyczaj wpadała w mentorski, nauczycielski ton zupełnie odruchowo, próbując tłumaczyć laikom zagadnienia magii - tym razem przywołała go absolutnie celowo w nadziei, że pomoże to przekonać upartych wieśniaków.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

Słysząc kolejną odpowiedź, Rodney zaklął w myślach, rugając durny upór wioskowych. Produkował się, przedstawiał w miarę logiczne argumenty, a do nich wciąż nic nie trafiało. Ani zwyczajne przekonywanie, ani uświadomienie zagrożenia. Naprawdę, miał już na końcu języka ciętą ripostę i był gotów rozważyć swój alternatywny plan, ale tym razem nie dał się ponieść emocjom i po prostu zamilkł. Na chwilę, by ochłonąć. W tym czasie głos zabrał Jared, próbując dalej ich przekonywać, w nieco inny sposób. On w końcu pochodził z takiej wioski, może też dlatego jego słowa lepiej do nich trafiały? W każdym razie coś zaczęło się w nich łamać. Rodney postanowił nie przerywać wojownikowi - postąpił jedynie naprzód, razem z nim, by dodać wagi jego słowom. Przy okazji dowiedzieli się paru ciekawych rzeczy, które mogła zbadać Merveil.
- Dokładnie - dodał po jej słowach. - Nie jest nam w smak uwalnianie czegoś złego. Jak już mówiłem, mamy wspólny cel.
Nic więcej nie dodawał, bo i po co. Teraz i tak słowo było po stronie miejscowych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- No jak wam pokazać jak my… ej ej! Gdzie wy, stać! Stać mówię! – krzyknął głos widząc jak Jared, Rodney i Merveil kroczą w kierunku barykady. Na tę komendę bohaterowie zatrzymali się. W końcu nie chcieli prowokować kolejnego strzału z łuku, tym razem może bardziej celnego.

- No, bez sztuczek mi tu! – ostrzegł ich głos. Odczekał chwilę jakby chciał się upewnić, że nie będą znów robić jakichś podchodów. Po chwili jednak wrócił do rozmowy.

- Co to ja? A tak… zapiski. Chłopcze, panienko, co wy? Wy myślicie, że my takie rzeczy mamy? Jakby my mieli takie stare zapiski cenne to by my pewnie dawno i tak sprzedali bo to są tacy co to wszystko takie skupią. Ale nie, to mag zabrał. Wywiózł za morze pewnie. Ale nim się zwinął do ci pierwsi osadnicy nasi przyszli do niego pytać czy nie odkrył czego, co by mogło ich niepokoić. No to im wtedy powiedział co i jak. Do dziś żyją ci, co to na własne uszy słyszeli – zapewnił głos. – A teraz ta przybywa i mówi, że trzeba do środka mgły się dostać i drogę otworzyć. Że my głupie są i ona wie lepiej. Więc komu byśta wierzyli? Mag mówił, że nie ruszać mgły to nic nie wylezie. Czasem jakiś głupi śmiałek tam wlazł, ale jak na linie nie był to można było go pożegnać. Ale nikt żadnej drogi nie próbował otwierać, machin budować. I generalnie spokój był jak mag mówił. Czyli wiedział co mówi. A ta przemądrzała przyłazi i se gada inaczej. Nawet nic nie wykopała tylko z powietrza tak gada! – no tak, powszechnie było wiadome, że aby mieć rację, najpierw trzeba wykopać coś z ziemi.

- Ty panienko też zaczynasz jak tamta mówić. A tyś nawet mgły naszej pewnie na oczy nie widziała, o kopaniu nie mówiąc. Mgła się nie zużywa. Po prostu tam jest. Nikt jej przecie wiadrami nie wynosi! Zostawić w spokoju i wszyscy szczęśliwi, nic nie wylezie. Prosta sprawa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Kapłanka powstrzymała westchnięcie.

- Kaganek, pamiętaj, kaganek - szepnęła do siebie, ale po chwili odchrząknęła głośno i zrobiła te dwa kroki, by zrównać się z resztą swej grupy - Macie rację, nie widzieliśmy mgły. Pokażcie nam ją zatem, wszak widzicie, że nie mamy złych intencji, nie atakujemy, nie oszukujemy. Znamy się na dziwnych rzeczach i może będziemy w stanie wyperswadować elfiej badaczce jej plany. A tam gdzie czarodziejstwo i nauka za mało tam święta moc cuda zdziałać może. Wszak nie od dziś wiadomo, że Wee Jas, zwana Strażniczką Śmierci wielu tajemnic pilnuje i dba by złe licha nie rozprzestrzeniły się po świecie. Z drugiej strony Sroga Pani będzie bardzo źle patrzeć na wszelkie przejawy łamania prawa i wyciągnąć osobiście konsekwencje po śmierci. A jej wysłannicy mogą to zrobić znacznie wcześniej jeśli nie uznają, że takie działania były podyktowane wyższą koniecznością. Dlatego mówię pokażcie nam mgłę, pójdziemy pod waszym nadzorem by ocenić i przekazać do świątyni i innych władz zainteresowanych znakiem informacje czemu lepiej tu nie przybywać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Panienko, a po cholerę od razu bogów wzywać nadaremno? Wystarczy, że tamta co chwila to robi jakby myślała, że od tego od razu przed nią na kolana padniemy - prychnął mężczyzna. - A tu jeszcze sługi Śmierci wzywać? Nic takim nie przekazywać to nie przyjdą i problemów nie będzie, ot co. Po co się fatygować? - zdziwił się człowiek z krzaków. Wyglądało na to, że symbol na tarczy Oriany jakoś nic mu nie mówił.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Kapłanka się nawet ucieszyła, to że jej nie rozpoznali było dobrą wiadomością. Już się trochę obawiała, że za nic mają święty autorytet, a tu się okazało, że mogła się jeszcze chwilę połudzić.

- Tyle, że kapłani śmierci już to przybyli - zagrzmiała najdonośniej i najdostojniej jak była w stanie, zgodnie z naukami oratorskimi w świątyni, przy okazji wskazując na swą tarczę - Jam jest Oriana Lawsmith, kapłanka Wee Jas, Strażniczki Śmierci, z kościoła w Rubin Nest. Reprezentuje jej moc i prawo. Dlatego powiadam wam odstąpcie póki nie jest jeszcze za późno i zacznijcie z nami współpracować. Pomóżcie nam oszacować zagrożenie jakie stanowi mgła i to co jest w niej ukryte - zamilkła na chwilę, ale zaraz dodała - Dla waszego własnego dobra.

To mogło brzmieć jak groźba, ale pokojowe próby pertraktacji już się wyczerpały.

 



Zastraszanie +2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

I zapadła taka niezręczna cisza. Ale niezbyt długa bo nagle...

- O kurwa... - wyrwało się ich niewidocznemu rozmówcy. Zaraz jednak z miejsca gdzie się chował usłyszeli przeciągłe gwizdnięcie a potem coś się tam poruszyło. Nikt jednak nie wyszedł by z nimi rozmawiać cudownie przekonany deklaracjami Oriany. Drużyna usłyszała za to odgłos jakby szybkich kroków. Biegu wręcz? W sumie po jednej i drugiej stronie parowu. Przez chwilę mignęła im nawet jakaś sylwetka, ale ktokolwiek się tam chował, dawał chyba właśnie długą w las.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

- Eee... - kapłanka miała naprawdę głupią minę, co zdarzało jej się naprawdę rzadko - Tego się nie spodziewałam, naprawdę.

Autorytet autorytetem, ale są chyba jakieś limity prawda? Oriana zrobiła krok do przodu, a potem kolejny i jeszcze jeden. Nikt jej nie groził, nikt nie puszczał strzał.

- Myślę, że powinniśmy się pośpieszyć i jak najszybciej dotrzeć do miasteczka, by w panice nie skrzywdzili badaczki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

C4h0bx1.jpg

Merveil Auris

 

Aasimarka stała jak wryta, próbując przez dłuższą chwilę ogarnać absurd sytuacji i zdecydować się na jakąś adekwatną reakcję. Ostatecznie najwłaściwsze wydało jej się przykrycie twarzy dłonią.
- Całe życie z idiotami. - Westchnęła ciężko. - Czy to tak wiele wymagać minimum myślenia?
Pytanie było ewidentnie retoryczne, skierowane gdzieś w niebo. Na słowa kapłanki tylko skinęła.

- Chodźmy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

Jared także stanął jak wryty, będąc całkowicie zaskoczony reakcją ukrytych w krzakach ludzi. Ostatecznie, niemal powtórzył gest Merveil, zwieszając ramiona i pochylając głowę w geście rezygnacji. Tyle trudu, deklaracji, argumentowania, przekonywania że nie mają złych zamiarów... i to wszystko na nic. Bo wielcy obrońcy, gotowi ryzykować życiem by chronić swoją swoją wioskę przed śmiertelnym niebezpieczeństwem, przestraszyli się że bogowie zamienią ich w żaby. Może faktycznie nie należało przeceniać umiejętności zwykłych chłopów i podchodzić do nich w sposób mniej wyrafinowany? Z drugiej strony, pamiętał jak nieprzyjemnie się czuł gdy zbrojni przybywający do jego własnej wioski traktowali jego i innych miejscowych z wyższością. Bez powodu, wydawało mu się wtedy. Teraz już nie był pewien, ale chciał wierzyć że to co przed chwilą zobaczył to odosobniony przypadek.

 

- Myślę że to nie o nich powinniśmy się martwić - powiedział po chwili milczenia, którą poświęcił aby dojść do siebie - ale o to, że raczej nie byli jedynymi myślącymi w ten sposób. Mogli być najbardziej zdeterminowani by zablokować drogę, ale podejrzewam że reszta wioski myśli podobnie - wioski, bądź co bądź, były małe. I wszyscy tam dobrze się znali.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

Nie no, to już był jakiś absurd. Oriana mówiła o współpracy, a oni... po prostu uciekli. Cała ta sytuacja wyglądała tak dziwnie, iż Rodney nawet zaczął się zastanawiać, czy tym wieśniakom coś nie zaczęło mieszać w głowach. Może ta mgła? Raz mówią nie, potem sprawiają wrażenie, że da się z nimi dogadać, potem znów nie, potem trochę lepiej... a teraz to. Pokręcił głową z niedowierzaniem.

- Masz rację - rzekł do kapłanki. - Chodźmy tam jak najszybciej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Witamy w Randomarze – mruknęła Gorga w odpowiedzi na komentarze pozostałych. – Wierzcie mi, to czego tu byliśmy świadkami to nic nowego. Znaczy… dziwi mnie jedynie to, że faktycznie nas nie ostrzelali. Bywałam w miejscach gdzie właśnie tak by nas przywitano bez żadnego słowa ostrzeżenia. Niemniej to dobry znak. W cokolwiek wierzą ci ludzie, najwyraźniej nie doszli jeszcze do tego by za to zabijać – stwierdziła krasnoludka. – Zgadzam się, że może być więcej takich jak ci tutaj. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że byli to jednocześnie ci najbardziej fanatyczni z nich – dodała.

No ale ruszyli. Szybkim krokiem na tyle na ile mogli. Godzinę później zaś opuścili las i wreszcie zobaczyli swój cel. Po prawej droga schodziła ku położonej nad brzegiem jeziora wiosce. Na oko były tam ze trzy tuziny chat może. Do pierwszych zabudowań była jeszcze z mila drogi. Wioskę otaczały pola, sady i łąki, z czego na tych ostatnich widać było trochę zwierząt gospodarskich, które właśnie spędzano na noc do zagród. Zbliżał się w końcu wieczór.

Gdy spojrzeć jednak trochę bardziej w lewo, coś innego przykuwało uwagę. Za niewielkimi wzgórzami widzieli tam bowiem coś, co przypominało chmurę, która zastąpiła z nieba i przysiadła sobie na ziemi. Na skraju owego zjawiska dostrzegli też coś co wydawało się być obozowiskiem złożonym z kilku namiotów…a może wozów? Ciężko było dokładnie powiedzieć bez podchodzenia. Czy było to miejsce pracy badaczki? A jeśli nawet tak to czy tam też mieszkała czy może na wieczór wracała do wioski gdzie mogła mieć wykupiony pokój?

Słońce zbliżało się do linii horyzontu więc trzeba było podjąć decyzję co dalej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

Jared szedł z pozostałymi w milczeniu, wciąż zastanawiając się co mogło wywołać w wieśniakach tak gwałtowną reakcję. Nie tyle ze względu na niedawny incydent, który bądź co bądź dzięki Orianie mieli już za sobą, ale ze względu na to że w najbliższej przyszłości sytuacje takie jak ta mogły się powtórzyć. I wolał być wtedy lepiej do nich przygotowany niż poprzednio.

 

Gdy dotarli do skrzyżowania, przez chwilę wahał się obserwując reakcję pozostałych, szybko jednak doszedł do wniosku że są tak samo niezdecydowani jak on. Zrobił więc jedynie krok w stronę położonego nad Mgłą obozowiska

 

- Dzisiaj lepiej będzie już chyba z chłopami nie dyskutować - odwrócił się w stronę pozostałych - i przekonać się jakie podejście do sprawy mają ludzie w obozowisku. - Bo milcząco założył, że elfia szlachcianka nie przybyła tu sama. Szczególnie że - wedle tego co usłyszeli - miała maszyny budować, a tego raczej nie dokonałaby własnymi rękami.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

W pierwszym odruchu kapłanka chciała iść do wioski. Porozmawiać twarzą w twarz z miejscowymi, zrugać ich za niebezpieczne, głupie i szczeniackie zachowania i wysłuchać co mają na swoje usprawiedliwienie. No i upewnić się, że badaczka nie jest uwięziona w jakiejś klatce powieszonej na głównym placu czy coś w podobnym guście, co pasowałoby do zabobonnych wieśniaków.

 

Ale Jared miał rację.

- To chodźmy. Z mieszkańcami i tak się spotkamy prędzej czy później. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

A więc tak wyglądała ta Mgła, którą miała badać elfka. Rodney z zaciekawieniem przyglądał się jej z daleka, opierając się na lasce. Z pozoru wyglądała na naturalną, lecz człowiek obeznany z naturalnymi zjawiskami od razu zauważyłby różnicę. Dla mieszkańców pobliskiej wioski mgła po prostu istniała - ani się nie poszerzała, ani nie sprawiała im problemu. Nie leźli w nią, bo nie - tak samo jak i ich próbowali odprawić z kwitkiem. Widząc w oddali wioskę, druid w pierwszej chwili pomyślał sobie, że dobrze byłoby tam pójść i wyjaśnić wszystkie sprawy szerszemu gronu. Kto wie, może tam gdzieś były też osoby starsze, mądrzejsze i obeznane choćby z tutejszymi legendami. Jakieś mądre kobiety, szeptuchy, czy inne wiedzące. Z drugiej strony, gdy jego wzrok spoczął na znajdującym się na skraju mgły obozowisku, przypomniał sobie rozmowę z wieśniakami i skrzywił się mimowolnie. Miał już dość na dzisiaj użerania się z zabobonnymi fanatykami. Czas poznać sytuację z drugiej strony.

- Zgadzam się - kiwnął głową Jaredowi i Orianie. - Lepiej dowiedzieć się, co ma do powiedzenia druga strona konfliktu. Na razie znamy sytuację tylko z przekazu wioskowych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

C4h0bx1.jpg

Merveil Auris

 

- Miejmy nadzieję, że żadnego konfliktu nie ma. A skoro tak spieprzali przed Orianą, która nawet nie próbowała prosić o łaski bóstwa, to tylko sobie wyobraźcie, co by się stało jakby zadarli z kimś kto jest, jeśli dobrze zrozumiałam opis naszej zleceniodawczyni, równocześnie magiem i kapłanem boga magii.
Merveil uśmiechnęła się lekko, zapewne do własnego wyobrażenia rzeczonej sceny.
- Obóz brzmi dobrze. Zdecydowanie lepiej niż kolejne użeranie się z durniami. Nawet kosztem spania na ziemi.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Decyzja została podjęta szybko i bez zbędnej dyskusji. Kierunek – obóz na skraju mgły. Może faktycznie tam spotkają wreszcie kogoś, z kim da się sensownie pogadać. Zeszli więc z głównego szlaku i ruszyli wzdłuż skaju lasu. Dragi żadnej tu nie było, choć Rodney zwrócił uwagę, że miejscami da się dostrzec jakby wydeptaną ścieżkę. Mogła ona powstać na skutek działalności zwierząt, ale prawdopodobne było, że po prostu mieszkańcy obozu co jakiś czas muszą odwiedzać wioskę by uzupełnić zapasy. Ewentualnie może ktoś z lokalnych im je przynosił. W paru miejscach dało się później nawet dostrzec ślady butów co potwierdziło przypuszczenia.

Słońce zachodziło po stronie lasu wiec długie ciebie drzew szybko otuliły tak drużynę jak i obozowisko. Zbliżając się jednak można było dostrzec co raz więcej szczegółów. Wyglądało na to, że stał tam jeden spory, zabudowany wóz. Jeden z jego boków zdawał się rozciągać na bok za sprawą przyklejonego doń namiotu. Obok stał jeszcze jeden wóz, już zwykły, bez dachu. Coś tam na nim leżało, ale ciężko powiedzieć co. Oprócz tego na obozowisko składało się pięć dodatkowych namiotów. Wszystkie były dość proste ale obszerne, każdy wydawał się móc pomieścić przynajmniej dwie osoby, może nawet więcej. W cieniu drzew widać było kilka przywiązanych tam koni.

Namioty i wozy ustawione były w krąg i skierowane wejściami w kierunku rozpalonego na środku ogniska. Utrudniało to trochę zorientowanie się ile osób konkretnie można się spodziewać, ale widać było co jakiś czas jakiś ruch więc na pewno obozowisko nie było opustoszałe. Ani też ślepe bo gdy drużyna była jeszcze ze dwieście metrów od celu, trzy postacie wyszły spomiędzy namiotów. Mimo półmroku, lśniące napierśniki były dobrze widoczne. Wszyscy byli też uzbrojeni. Mężczyzna w środku miał miecz przy pasie, a kobieta i drugi mężczyzna po bokach trzymali w rękach kusze. Nie wyglądali jakby chcieli dochodzić dalej niż kilka kroków od namiotów więc drużyna siłą rzeczy musiała podejść bliżej. I choć jasne się wtedy stało, że kusze są naciągnięte i gotowe do strzału to przynajmniej nie skierowano ich ku nadchodzącym. Przed szereg wyszedł za to mężczyzna po środku.

- Stać! – rozkazał głośno, gdy drużyna znalazła się jakieś 10 metrów przed nim. – Kim jesteście i czego tu szukacie? – zapytał wprost. Był najstarszy z trójki, zdecydowanie po trzydziestce, może wręcz bliżej czterdziestki. Włosy skrywał hełm, ale w czarnej brodzie widać było ślady siwizny. W porównaniu do niego, dwójka z kuszami wyglądała na „dzieciaki” koło dwudziestki. Nie zdradzali jednak żadnych oznak wahania czy niepewności.

Oprócz trójki zbrojnych, przybyłej drużynie przypatrywał się ktoś jeszcze zza namiotów wyglądały bowiem ciekawsko dwie osoby. Były to elfki, ale raczej dość młode wiec chyba żadna z nich nie była zleceniodawczynią. Chociaż kto wie? Nie spytali chyba nigdy o jej wiek więc wszystko było możliwe. W końcu dla ludzi wiek elfa był dość trudny do oszacowania. Tak czy inaczej jedna była ruda, druga białowłosa.

 

Bazil



Rodney kątem oka dostrzegł jakiś ruch w lesie. Za jednym z drzew ktoś się najwyraźniej przyczaił.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Kapłanka posłusznie się zatrzymała i wyciągnęła ręce przed siebie tak aby kusznicy mieli je na widoku. Nie wyglądali na nerwowych, ale lepiej dmuchać na zimne i nie dawać im dodatkowych powodów do niepokoju. W końcu to przywitanie świadczyło, że mieli już jakieś nieprzyjemne przejścia i Oriana była gotowa postawić na to swą broń: z miejscowymi. 

- Przybyliśmy z Gildii Spiżowego Smoka na zlecenie  Agnes Gal'da.  Czy możemy z nią porozmawiać?

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

 

Idąc skrajem lasu Jared zastanawiał się co też takiego będzie na nich czekać w obozie i czy nie będzie to alternatywa bardziej upierdliwa od blokujących im drogę chłopów. Jakby jednak nie było, mieli zadanie do wykonania i musieli się tam zameldować nawet gdyby faktycznie tak było. Darował więc sobie dalsze dywagacje i skupił się na wypatrywaniu jakiegoś ruchu pomiędzy namiotami, który potwierdziłby że obóz nie jest opuszczony. Kiedy zobaczył konie i uzbrojone w kusze postacie wychodzące im na powitanie odruchowo zdjął tarczę z pleców i przygotował ją do użycia. Po broń nie sięgał, bo przyniosłoby to więcej szkody niż pożytku, ale gotowa do użytku tarcza była dobrą odpowiedzią na gotową do strzału kuszę.

 

Gdy oczekujący ich ludzie zwrócili się do nich, odruchowo spojrzał na Gorgę, sprawdzając czy nie zechce odpowiedzieć jako pierwsza. Bądź co bądź mogła uznać że jest to dobry moment na przejęcie pałeczki i oficjalne przedstawienie grupy jako jej podopiecznych. Co prędzej czy później i tak musiało nastąpić.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

Zachowanie obozowiczów akurat Rodneya nie zadziwiło, biorąc pod uwagę wcześniejsze reakcje wieśniaków. Bogowie jedni wiedzieli, co się tu dokładnie wydarzyło. Z jednej strony druid nieco się uspokoił, widząc uzbrojonych mężczyzn, gdyż była szansa, że ich obecność nie pozwoliła miejscowym dokonać jakiegoś samosądu na badaczce. Z drugiej strony, to był Randomar. Rodney mógł wyobrazić sobie jeszcze parę innych scenariuszy ze zdradą obozowiczów włącznie. Rozpracowywanie najgorszych scenariuszy nie leżało jednak w jego naturze, zresztą od tego można było nabawić się prawdziwej paranoi. A skoro już o tym mowa... cóż tam się chowało w lesie?

- Zgadza się - dodał do słów Oriany. - Przy okazji po drodze mieliśmy już okazję poznać mieszkańców wioski. Nie wydają się być zadowoleni z tego, co się tu dzieje - powiedział dość swobodnym tonem. - Ale szczerze? Ich wersja jest ich wersją, być może wy macie nieco inny pogląd na sprawy, nieprawdaż? - zagaił, po czym ściszonym głosem dodał - Przy okazji, ktoś nas obserwuje z lasu. Jeśli to jakiś wasz towarzysz, możecie go zawołać. Jeśli nie... - przeniósł spojrzenie na towarzyszy, gotów do działania. Naturalnie, czekał na odpowiedź i dalszy rozwój sytuacji.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Po słowach Rodneya, pozostałą część grupy momentalnie odwróciła głowy w kierunku lasu. Może dlatego też nie zwrócili uwagi na zwycięski uśmiech, który młodszy gwardzista posłał swej koleżance. Wszyscy mogli jednak zobaczyć jak spomiędzy drzew faktycznie ktoś wychodzi. Była to niezbyt wysoka, szczupła kobieta o czarnych włosach sięgających ramion. Miała na sobie ciemną, skórzaną zbroję mistrzowskiej roboty, która choć wydawała się zapewniać dobrą osłonę ciała kobiety to jednocześnie dość skutecznie podkreślała jego kształty oraz zdecydowanie dobrze wyglądała sama z siebie. Przy pasie miała miecz oraz małą pistoletową kuszę.

Idąc sprężystym krokiem ku spoglądającej na nią grupce, kobieta nie wydawała się z żaden sposób speszona tym, że została wykryta. Wręcz przeciwnie, bardziej przywodziła na myśl aktorkę, która wreszcie dostała sygnał by wyjść na scenę i wykonać swój popisowy numer.

- No proszę, jednak ktoś tu się pilnuje i nie daje podejść jak dziecko. To dobrze wróży – powiedziała z uśmiechem, mierząc jednocześnie Rodneya spojrzeniem. Teraz gdy podeszła bliżej można też było lepiej przyjrzeć się szczegółom jej wyglądu. Rysy oraz kształt ucha wskazywały przynależność do rasy ludzkiej, na oko mogła mieć ze trzydzieści lat, może nawet mniej.

- Szkoda tylko, że właśnie daliście znać potencjalnemu szpiegowi, że go odkryliście i powinien zwiewać jeśli nie chce być złapany – dodała po chwili gdy obejrzała też sobie pozostałych członków drużyny.

-Symbol? – zagadnęła nagle. Gorga jak na komendę pokazała swe przedramię. Gdy zacisnęła pieść, smoczy tatuaż zalśnił delikatnie ujawniając swą magiczną naturę. – Dobrze – skwitowała kobieta z wyraźnym zadowoleniem. – Pańscy ludzie mogą opuścić broń, poruczniku. Wygląda na to, że oczekiwani goście pojawili się wcześniej niż planowano.

- Tak, pani kapitan – odparł najstarszy gwardzista wywołując lekki grymas na twarzy kobiety. Skinął na swych ludzi a ci od razu zdjęli bełty z kusz i zluzowali cięciwy.

- Jestem Minerwa – przedstawiła się czarnowłosa. – Po prostu Minerwa – dodała z naciskiem. – A to Tanya, Aisen i Henry – wskazała kolejno na gwardzistkę, starszego a potem młodszego z mężczyzn. Tym razem to Aisen wyraźnie się nachmurzył, choć nic nie powiedział. – W służbie lady Gal'das – dodała zerkając znacząco na Orianę. – Lady choć możecie zwracać się do niej ‘Pani’, o ile nie poprosi was by używać innej formy. I to jest Gal’das. ‘S’ na końcu – zaznaczyła z naciskiem. - Dobrze? Jeśli tak to zapraszam do ogniska, nie ma co stać jak te nasze słupy – machnęła dłonią i ruszyła między namioty. Za nią udał się najstarszy z gwardzistów, Aisen, ale pozostała dwójka wróciła do krążenia wokół obozu i trzymania warty.

Chwilę przed tym jednak dało się usłyszeć jak wyraźnie zadowolony Henry rzuca krótkie „Zobaczyli ją, płacisz” do swej koleżanki.

Centrum obozowiska stanowiło spore ognisko, nad którym zawieszono gar z jedzeniem, od którego napływał przyjemny zapach. Wokół ognia postawiono cztery proste ławki zbite z desek. Obok zaś czekały dwie młode elfki.

- To Oliara, siostrzenica naszej Pani, oraz Lea, osobista służąca lady – przedstawiła dziewczyny. Te dygnęły grzecznie – Są jeszcze Uve i Carl, ale jeszcze robią coś przy maszynie. Pani zaraz do nas przyjdzie więc siadajcie i odpocznijcie – poleciała a sama zniknęła wewnątrz namiotu przyklejonego do zabudowanego wozu. Można się było domyślić, że właśnie tam przebywa ich pracodawczyni.

- No wiec… - odezwał się Aizen gdy tylko Minerva zniknęła. – Wiem, że pani kapitan mnie już „przedstawiła”, ale pozwólcie, że zrobię to jeszcze raz. Porucznik Aizen Holtzhauzen, straż osobista lady Gal’das. Do usług – powiedział skinąwszy nieznacznie głową. - Moi ludzie, których spotkaliście to starszy szeregowy Henry Tero i starsza szeregowa Tanya Ludea. Jest z nami jeszcze kapral Carl Bardas. Uve to zaś inżynier, którego zatrudniła Lady Gal’das do tego zadania – wyjaśnił.

- Tak czy inaczej wspominaliście coś o wieśniakach. Mieliście już jakieś problemy w drodze tutaj? – zainteresował się.

- I naprawdę jesteście z gildii, którą rządzi prawdziwy smok? – wyrwało się tymczasem Oliarze, która natychmiast zasłoniła sobie usta dłonią. – Przepraszam – pisnęła. – Ale… chciała bym wiedzieć – popatrzyła na nich z fascynacją.

- Jak coś to nie ja dowodzę – przypomniała tymczasem szeptem Gorga.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

Słysząc słowa Rodneya o obserwującej ich osobie, w pierwszym odruchu chciał odwrócić się i zapytać "Gdzie?", tym razem jednak zdrowy rozsądek zadziałał szybciej od intuicji. Jared jednak nie mógł uniknąć myśli, że zdecydowanie zbyt często udaje mu się wleźć prosto na przeciwników których dostrzega zdecydowanie zbyt późno, jak w przypadku pająków atakujących ich w lesie. Lub nie dostrzega wogóle, jak w przypadku tej kobiety. Zdecydowanie musiał coś z tym zrobić, tyle że nie tutaj i nie teraz.

 

Gdy przedstawiali się sobie wzajemnie i wymieniali wszystkie uprzejmości, zarówno przed obozowiskiem jak i potem w środku, nie dało się nie zauważyć pewnej różnicy w podejściu do nazwisk pomiędzy Minerwą a porucznikiem Holtzhauzen, czy też po prostu Aizenem jak do przedstawiła jego zwierzchniczka. Jared nie rozumiał natury tej różnicy, uznał jednak że warto mieć to na uwadze, skoro porucznik zdecydował że warto przedstawić się drugi raz, zaś Minerwa kładła nacisk nie tylko na imiona swoje i swoich podwładnych, ale także Lady Gal'das.

 

- To była raczej drobnostka, niż poważny problem - odpowiedział gdy zaczęli rozmawiać swobodnie - wieśniacy próbowali odwieść nas od przybycia tutaj, przekonując że ignorujecie ich ostrzeżenia i nie zważacie na niebezpieczeństwo. Nie wiedząc o co chodzi nie bardzo potrafiliśmy ocenić ile w tym jest sensu, ale zakładam że przy takim podejściu współpraca z nimi nie układa się dobrze? Nawet przy tak prostych rzeczach jak zaopatrzenie czy dostęp do tutejszej karczmy? - było to nadzwyczaj mocne streszczenie całej sytuacji, ale Jared miał nadzieję że w ten sposób uda im się dowiedzieć jak ta cała sytuacja wygląda z punktu widzenia drugiej strony.

 

Słysząc przepełnione fascynacją pytanie Oliary, odwrócił się w kierunku młodej elfki

- Cóż, nie słyszałem o tym aby latał po niebie albo zionął ogniem - odpowiedział z uśmiechem - ale z pewnością posiada serce smoka i jest równie prawdziwy jak każde z nas. - mogła to nie być odpowiedź jakiej dziewczyna się spodziewała, ale Jared liczył że być może rozbudzi to w niej oprócz fascynacji, także i ciekawość.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Kapłanka z uwagą przyjrzała się wszystkim przedstawionym osobom, wyrabiając sobie na ich temat mniej lub bardziej złożone opinie. Ot, na przykład ta pani kapitan Minerwa - niemal od razu zaczęła maskować swój błąd i swoją porażkę wytykając błędy innym. Z tego co Oriana już wiedziała takie zachowanie z reguły przejawiały osoby niepewne siebie, które bardzo chciały ten fakt ukryć. Dodatkowe wnioski można było wysnuć z niechęci do tytułu "kapitana", być Minerwa nie do końca czuła się godna tego, zaszczytnego przecież, miana. 

- Nie nazwałabym drobnostką przestawienia znaku - Oriana zganiła lekko Jareda porzucając rozważania psychologiczne - Ani grożenia nam zza krzaków. Chcieliśmy załatwić sprawę pokojowo i poznać więcej szczegółów, ale niestety kiedy o nie poprosiłam wieśniacy zdecydowali się na gwałtowną ucieczkę w puszczę. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz