Jedi Master

Rozdział I: Mgliste Początki (Jedi Master)

139 postów w tym temacie

- Może i nie chcecie krzywdy niczyjej, ale co wy w ogóle wiecie? Tamta niby wie, a za nic to ma! – odpowiedział głos tym razem pełen frustracji. – A przecie my nie o zabobonach gadamy tylko mamy podstawy! Te no… naukowe! – zapewnił z przejęciem. – Jeszcze zanim osiedliło się tu więcej ludu to był tu mag, co to badał stare ruiny. I zapiski znalazł, ot co! Mówiły, że mgła to więzienie dla zła uwięzionego tam dawno temu. A że mgła zło trzyma, to my się nie mamy co bać. Przynajmniej póki nie przyjdzie taka przemądrzałą wiedźma i nie zacznie grzebać, fikuśnych machin budować! I twierdzi, że tamten mag się mylił, ot tak! O niusach gratycznych pierdoli! – warknął.

- Widzicie sami, że my tylko spokoju i bezpieczeństwa chcemy. I wy to chyba rozumiecie, nie? Odejdźcie w pokoju a jak tamta nie dostanie pomocy to my już sami ją przekonamy by to zostawiła. Nic jej się nie stanie a wszyscy będą mogli sobie żyć jak chcą. Takie to proste – przedstawił swą ofertę głos. - A jakby kiedyś bohatyrów trzeba to my waszą gildię wezwiemy, e?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

- Zawsze możecie nas wezwać - odpowiedział, wdzięczny losowi że w pytaniu wieśniaków nie pojawiła się kwestia wynagrodzenia. Głównie dlatego że sam nie do końca się orientował jak to wygląda. Gdyby jednak zaszła taka konieczność, gotów był poświęcić zdobytą u Vandervena przysługę by zyskać ich zaufanie - A co do tego zła, czy możecie pokazać nam te zapiski? Jedna z moich towarzyszek także jest magiem i mogłaby ocenić co tam jest napisane - mówiąc to, cały czas powoli szedł w kierunku przewróconego pnia

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

C4h0bx1.jpg

Merveil Auris

 

- Biorąc pod uwagę ich nastawienie do kobiet, nie wiem czy ten argument zadziała - Mruknęła aasimarka, przewracając oczami. Zrobiła kilka kroków, stając obok Jareda. - Słuchajcie, konkrety. Więzienia dla zła nie są wieczne, magia w końcu się zużywa, wypacza, przestaje działać. Czasem po wieku, czasem po paru, ale prędzej czy później zawsze. Także naprawdę, pokażcie te zapiski i zobaczymy co i jak. Nam też nie jest w smak uwalnianie bogowie jedni wiedzą czego, bo zgadnijcie na kogo potem spadnie użeranie się z rzeczonym czymś.

Zazwyczaj wpadała w mentorski, nauczycielski ton zupełnie odruchowo, próbując tłumaczyć laikom zagadnienia magii - tym razem przywołała go absolutnie celowo w nadziei, że pomoże to przekonać upartych wieśniaków.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

Słysząc kolejną odpowiedź, Rodney zaklął w myślach, rugając durny upór wioskowych. Produkował się, przedstawiał w miarę logiczne argumenty, a do nich wciąż nic nie trafiało. Ani zwyczajne przekonywanie, ani uświadomienie zagrożenia. Naprawdę, miał już na końcu języka ciętą ripostę i był gotów rozważyć swój alternatywny plan, ale tym razem nie dał się ponieść emocjom i po prostu zamilkł. Na chwilę, by ochłonąć. W tym czasie głos zabrał Jared, próbując dalej ich przekonywać, w nieco inny sposób. On w końcu pochodził z takiej wioski, może też dlatego jego słowa lepiej do nich trafiały? W każdym razie coś zaczęło się w nich łamać. Rodney postanowił nie przerywać wojownikowi - postąpił jedynie naprzód, razem z nim, by dodać wagi jego słowom. Przy okazji dowiedzieli się paru ciekawych rzeczy, które mogła zbadać Merveil.
- Dokładnie - dodał po jej słowach. - Nie jest nam w smak uwalnianie czegoś złego. Jak już mówiłem, mamy wspólny cel.
Nic więcej nie dodawał, bo i po co. Teraz i tak słowo było po stronie miejscowych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- No jak wam pokazać jak my… ej ej! Gdzie wy, stać! Stać mówię! – krzyknął głos widząc jak Jared, Rodney i Merveil kroczą w kierunku barykady. Na tę komendę bohaterowie zatrzymali się. W końcu nie chcieli prowokować kolejnego strzału z łuku, tym razem może bardziej celnego.

- No, bez sztuczek mi tu! – ostrzegł ich głos. Odczekał chwilę jakby chciał się upewnić, że nie będą znów robić jakichś podchodów. Po chwili jednak wrócił do rozmowy.

- Co to ja? A tak… zapiski. Chłopcze, panienko, co wy? Wy myślicie, że my takie rzeczy mamy? Jakby my mieli takie stare zapiski cenne to by my pewnie dawno i tak sprzedali bo to są tacy co to wszystko takie skupią. Ale nie, to mag zabrał. Wywiózł za morze pewnie. Ale nim się zwinął do ci pierwsi osadnicy nasi przyszli do niego pytać czy nie odkrył czego, co by mogło ich niepokoić. No to im wtedy powiedział co i jak. Do dziś żyją ci, co to na własne uszy słyszeli – zapewnił głos. – A teraz ta przybywa i mówi, że trzeba do środka mgły się dostać i drogę otworzyć. Że my głupie są i ona wie lepiej. Więc komu byśta wierzyli? Mag mówił, że nie ruszać mgły to nic nie wylezie. Czasem jakiś głupi śmiałek tam wlazł, ale jak na linie nie był to można było go pożegnać. Ale nikt żadnej drogi nie próbował otwierać, machin budować. I generalnie spokój był jak mag mówił. Czyli wiedział co mówi. A ta przemądrzała przyłazi i se gada inaczej. Nawet nic nie wykopała tylko z powietrza tak gada! – no tak, powszechnie było wiadome, że aby mieć rację, najpierw trzeba wykopać coś z ziemi.

- Ty panienko też zaczynasz jak tamta mówić. A tyś nawet mgły naszej pewnie na oczy nie widziała, o kopaniu nie mówiąc. Mgła się nie zużywa. Po prostu tam jest. Nikt jej przecie wiadrami nie wynosi! Zostawić w spokoju i wszyscy szczęśliwi, nic nie wylezie. Prosta sprawa.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Kapłanka powstrzymała westchnięcie.

- Kaganek, pamiętaj, kaganek - szepnęła do siebie, ale po chwili odchrząknęła głośno i zrobiła te dwa kroki, by zrównać się z resztą swej grupy - Macie rację, nie widzieliśmy mgły. Pokażcie nam ją zatem, wszak widzicie, że nie mamy złych intencji, nie atakujemy, nie oszukujemy. Znamy się na dziwnych rzeczach i może będziemy w stanie wyperswadować elfiej badaczce jej plany. A tam gdzie czarodziejstwo i nauka za mało tam święta moc cuda zdziałać może. Wszak nie od dziś wiadomo, że Wee Jas, zwana Strażniczką Śmierci wielu tajemnic pilnuje i dba by złe licha nie rozprzestrzeniły się po świecie. Z drugiej strony Sroga Pani będzie bardzo źle patrzeć na wszelkie przejawy łamania prawa i wyciągnąć osobiście konsekwencje po śmierci. A jej wysłannicy mogą to zrobić znacznie wcześniej jeśli nie uznają, że takie działania były podyktowane wyższą koniecznością. Dlatego mówię pokażcie nam mgłę, pójdziemy pod waszym nadzorem by ocenić i przekazać do świątyni i innych władz zainteresowanych znakiem informacje czemu lepiej tu nie przybywać.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Panienko, a po cholerę od razu bogów wzywać nadaremno? Wystarczy, że tamta co chwila to robi jakby myślała, że od tego od razu przed nią na kolana padniemy - prychnął mężczyzna. - A tu jeszcze sługi Śmierci wzywać? Nic takim nie przekazywać to nie przyjdą i problemów nie będzie, ot co. Po co się fatygować? - zdziwił się człowiek z krzaków. Wyglądało na to, że symbol na tarczy Oriany jakoś nic mu nie mówił.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Kapłanka się nawet ucieszyła, to że jej nie rozpoznali było dobrą wiadomością. Już się trochę obawiała, że za nic mają święty autorytet, a tu się okazało, że mogła się jeszcze chwilę połudzić.

- Tyle, że kapłani śmierci już to przybyli - zagrzmiała najdonośniej i najdostojniej jak była w stanie, zgodnie z naukami oratorskimi w świątyni, przy okazji wskazując na swą tarczę - Jam jest Oriana Lawsmith, kapłanka Wee Jas, Strażniczki Śmierci, z kościoła w Rubin Nest. Reprezentuje jej moc i prawo. Dlatego powiadam wam odstąpcie póki nie jest jeszcze za późno i zacznijcie z nami współpracować. Pomóżcie nam oszacować zagrożenie jakie stanowi mgła i to co jest w niej ukryte - zamilkła na chwilę, ale zaraz dodała - Dla waszego własnego dobra.

To mogło brzmieć jak groźba, ale pokojowe próby pertraktacji już się wyczerpały.

 



Zastraszanie +2

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

I zapadła taka niezręczna cisza. Ale niezbyt długa bo nagle...

- O kurwa... - wyrwało się ich niewidocznemu rozmówcy. Zaraz jednak z miejsca gdzie się chował usłyszeli przeciągłe gwizdnięcie a potem coś się tam poruszyło. Nikt jednak nie wyszedł by z nimi rozmawiać cudownie przekonany deklaracjami Oriany. Drużyna usłyszała za to odgłos jakby szybkich kroków. Biegu wręcz? W sumie po jednej i drugiej stronie parowu. Przez chwilę mignęła im nawet jakaś sylwetka, ale ktokolwiek się tam chował, dawał chyba właśnie długą w las.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

- Eee... - kapłanka miała naprawdę głupią minę, co zdarzało jej się naprawdę rzadko - Tego się nie spodziewałam, naprawdę.

Autorytet autorytetem, ale są chyba jakieś limity prawda? Oriana zrobiła krok do przodu, a potem kolejny i jeszcze jeden. Nikt jej nie groził, nikt nie puszczał strzał.

- Myślę, że powinniśmy się pośpieszyć i jak najszybciej dotrzeć do miasteczka, by w panice nie skrzywdzili badaczki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

C4h0bx1.jpg

Merveil Auris

 

Aasimarka stała jak wryta, próbując przez dłuższą chwilę ogarnać absurd sytuacji i zdecydować się na jakąś adekwatną reakcję. Ostatecznie najwłaściwsze wydało jej się przykrycie twarzy dłonią.
- Całe życie z idiotami. - Westchnęła ciężko. - Czy to tak wiele wymagać minimum myślenia?
Pytanie było ewidentnie retoryczne, skierowane gdzieś w niebo. Na słowa kapłanki tylko skinęła.

- Chodźmy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

Jared także stanął jak wryty, będąc całkowicie zaskoczony reakcją ukrytych w krzakach ludzi. Ostatecznie, niemal powtórzył gest Merveil, zwieszając ramiona i pochylając głowę w geście rezygnacji. Tyle trudu, deklaracji, argumentowania, przekonywania że nie mają złych zamiarów... i to wszystko na nic. Bo wielcy obrońcy, gotowi ryzykować życiem by chronić swoją swoją wioskę przed śmiertelnym niebezpieczeństwem, przestraszyli się że bogowie zamienią ich w żaby. Może faktycznie nie należało przeceniać umiejętności zwykłych chłopów i podchodzić do nich w sposób mniej wyrafinowany? Z drugiej strony, pamiętał jak nieprzyjemnie się czuł gdy zbrojni przybywający do jego własnej wioski traktowali jego i innych miejscowych z wyższością. Bez powodu, wydawało mu się wtedy. Teraz już nie był pewien, ale chciał wierzyć że to co przed chwilą zobaczył to odosobniony przypadek.

 

- Myślę że to nie o nich powinniśmy się martwić - powiedział po chwili milczenia, którą poświęcił aby dojść do siebie - ale o to, że raczej nie byli jedynymi myślącymi w ten sposób. Mogli być najbardziej zdeterminowani by zablokować drogę, ale podejrzewam że reszta wioski myśli podobnie - wioski, bądź co bądź, były małe. I wszyscy tam dobrze się znali.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

Nie no, to już był jakiś absurd. Oriana mówiła o współpracy, a oni... po prostu uciekli. Cała ta sytuacja wyglądała tak dziwnie, iż Rodney nawet zaczął się zastanawiać, czy tym wieśniakom coś nie zaczęło mieszać w głowach. Może ta mgła? Raz mówią nie, potem sprawiają wrażenie, że da się z nimi dogadać, potem znów nie, potem trochę lepiej... a teraz to. Pokręcił głową z niedowierzaniem.

- Masz rację - rzekł do kapłanki. - Chodźmy tam jak najszybciej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Witamy w Randomarze – mruknęła Gorga w odpowiedzi na komentarze pozostałych. – Wierzcie mi, to czego tu byliśmy świadkami to nic nowego. Znaczy… dziwi mnie jedynie to, że faktycznie nas nie ostrzelali. Bywałam w miejscach gdzie właśnie tak by nas przywitano bez żadnego słowa ostrzeżenia. Niemniej to dobry znak. W cokolwiek wierzą ci ludzie, najwyraźniej nie doszli jeszcze do tego by za to zabijać – stwierdziła krasnoludka. – Zgadzam się, że może być więcej takich jak ci tutaj. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że byli to jednocześnie ci najbardziej fanatyczni z nich – dodała.

No ale ruszyli. Szybkim krokiem na tyle na ile mogli. Godzinę później zaś opuścili las i wreszcie zobaczyli swój cel. Po prawej droga schodziła ku położonej nad brzegiem jeziora wiosce. Na oko były tam ze trzy tuziny chat może. Do pierwszych zabudowań była jeszcze z mila drogi. Wioskę otaczały pola, sady i łąki, z czego na tych ostatnich widać było trochę zwierząt gospodarskich, które właśnie spędzano na noc do zagród. Zbliżał się w końcu wieczór.

Gdy spojrzeć jednak trochę bardziej w lewo, coś innego przykuwało uwagę. Za niewielkimi wzgórzami widzieli tam bowiem coś, co przypominało chmurę, która zastąpiła z nieba i przysiadła sobie na ziemi. Na skraju owego zjawiska dostrzegli też coś co wydawało się być obozowiskiem złożonym z kilku namiotów…a może wozów? Ciężko było dokładnie powiedzieć bez podchodzenia. Czy było to miejsce pracy badaczki? A jeśli nawet tak to czy tam też mieszkała czy może na wieczór wracała do wioski gdzie mogła mieć wykupiony pokój?

Słońce zbliżało się do linii horyzontu więc trzeba było podjąć decyzję co dalej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz