Jedi Master

Rozdział I: Mgliste Początki (Jedi Master)

219 postów w tym temacie

C4h0bx1.jpg

Merveil Auris

 

- Mgła może i chroni, pytanie na jak długo. - Aasimarka przechyliła głowę - Przypominam, że Randomar miał być już na "zawsze" odcięty od starego kontynentu, a jednak efekt wygasł i znów jest możliwa podróż. Efekt mgły też może wygasnąć. Może za sto lat a może jutro, tego się nie przewidzi bez dokładniejszych badań. A wtedy możecie nie zdążyć wezwać jakiejkolwiek pomocy.

Merveil uśmiechnęła się lekko, chyba chcąc nieco złagodzić wypowiedź.
- Wybaczcie, wielebny, mam tendencję do wpadania w ton lektora. A co do tego, cośmy przeszli to jakieś mądrale z tej wioski przestawiły drogowskaz to raz, a dwa - zablokowano drogę, gróźb w naszą stronę powtarzać nie będę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Oriana przedstawiła się koledze "po fachu" na samym początku, a potem tylko słuchała przytakując na mądre słowa Merveil.

- Spotkaliśmy na szlaku kupca wielce zirytowanego przestawieniem znaku i on pewnikiem tak tego nie zostawi zawiadamiając odpowiednie władze. Może warto by porozmawiać z przywódcami obozu niechętnych ekspedycji i pokazać im konsekwencje takich działań. Oraz wytłumaczyć to co przed chwilą powiedziała moja przyjaciółka. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

 

Choć Jared zgadzał się ze słowami Oriany, to w duchu jednak wątpił by rozmowa o konsekwencjach mogła cokolwiek zmienić. Szansy na poprawę relacji upatrywał raczej w jakiś działaniach którymi mogliby podjąć by dowieść swoich dobrych intencji. Z tego co mówił kapłan wynikało jednak że i na to nie ma wielkich nadziei.

 

- Nam nikt niczego nie zrobił, potrafimy zresztą radzić sobie gdy ktoś wyciąga broń w naszym kierunku - skoro jego towarzyszki wspomniały już o znaku i zablokowaniu drogi, pozostało mu już tylko wspomnieć o krótkim starciu przez jakie przeszli - ale to rzadko prowadzi do czegokolwiek dobrego, a zwykły przypadek może sprawić że sytuacja potoczy się w sposób którego nikt nie chciał.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3snFjxp.jpg

- Jesteście pewni, że to byli miejscowi? - zapytał odruchowo, ale zaraz sam sobie odpowiedział. - Tak, w sumie to musieli być oni. Bo kto inny? - westchnął.

- Możecie mi opisać kto to konkretnie był? Jakoś nie spodziewam się by się przedstawili, ale nie ma tu tylu ludzi by po wyglądzie ich nie rozpoznać. Jeśli faktycznie zaczęli łamać prawo to może i jakieś argumenty się znajdzie... choć nie wiem. Rozmawiałem z wieloma już, przytaczałem argumenty najróżniejsze. Jeśli chcecie sami spróbować to mogę wam wskazać tych najbardziej zacietrzewionych, ale nie wróżę sukcesu. Powiedzcie za to... ile wam tu jeszcze zejdzie? Długo te badania będą jeszcze trwały?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

- Wspomniano nam o niejakim Billu Woodslow - oznajmił Rodney. - I nie, ja wolałbym raczej w tej chwili z nimi nie rozmawiać. Przy barykadzie nie wyszło, jakoś sensowne argumenty do nich nie trafiają. Sprawa rodzinna podobno, wolałbym się nie wtrącać - dodał. - Zaś co do badań, najlepiej byłoby spytać samą lady. Pewnie z parę dni jeszcze zejdzie - wyjaśnił.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

3snFjxp.jpg

- Bill? Hmm... - zamyślił się kapłan. - W sumie pewnie byłby jedną z pierwszych osób, które bym wskazał gdybym miał kogoś podejrzewać. Ale skoro mówicie, że wspomniano wam to nie macie pewności? - upewnił się. - Niemniej zgadzam się, w tym przypadku logiczne argumenty raczej nie pomogą. Jeśli to już tylko kwestia kilku dni to bogom niech będą dzięki. Bałem się, że może kolejny miesiąc czy coś. Ale jeśli tak to może po prostu uda się to przeczekać - uznał.

 

Rozmowa z Fideliusem trwała jeszcze przez kilka minut. Kapłan chętnie odpowiadał na pytania o ludzi mieszkających w wiosce. Drużyna zyskała więc jako takie pojęcie kto może być nastawiony przeciwko wyprawie, jak choćby właściciele lokalnej karczmy. Sam sługa Pelora zapewniał, że w wszystkimi już wcześniej rozmawiał, ale finalnie niewiele zdziałał. Teraz zaś słychać było, że większość swojej nadziei pokłada w fakcie, że ekspedycja może już niedługo dojść do finału i wtedy wszystko się wyjaśni. On sam wierzył, że na pewno w pozytywny sposób.

 

Przy okazji można było podpytać go o to czy w ramach zaprzyjaźniania się z mieszkańcami nie byłoby jakiegoś problemu, z którym grupa najemników mogłaby się rozprawić. Wyszło jednak, że nic takiego nie ma w najbliższej okolicy. Trochę dalej na południe podobno jacyś bandyci zaczęli co prawda napadać na niektórych kupców, ale to przynajmniej dzień czy dwa drogi od Mglistej Dziury a do tego pewnie trzeba by doliczyć czas by w ogóle ich odnaleźć. Jeśli ich pracodawczyni chciała zaczynać nawet już następnego dnia to po prostu nie mieli czasu nawet się tym zainteresować.

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

- Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za pomoc i informacje - Jared uznał że nadszedł czas by pożegnać się z kapłanem - gdyby w okolicy wydarzyło się coś nagłego, w czym nasze umiejętności mogłyby pomóc, chętnie zrobimy co w naszej mocy.

 

Skoro nie mogli nic poradzić na wrogie nastawienie niektórych wieśniaków, pozostało im tylko zapewnić o swoich dobrych intencjach i zadbać o to by kapłan pamiętał o ich deklaracji gdyby wydarzyło się coś niespodziewanego.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

C4h0bx1.jpg

Merveil Auris

 

- Żebyś nie wykrakał - Merveil westchnęła patrząć na Jareda - Więcej niespodziewanego to nam w tej chwili średnio potrzeba.
Przeniosła wzrok na kapłana.
- Miło było poznać, wielebny. Oby następne spotkanie przydarzyło się bez tych wszystkich... komplikacji w tle.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Młody kapłan nie wiele im pomógł. Wiek i krótki staż w wiosce sprawiły, że nie miał jeszcze należytego powołaniu szacunku, cóż teraz miał idealną okazję by się wykazać.

- Jak już to wszystko się skończy mieszkańcy będą potrzebowali kogoś to będzie w stanie połączyć ich ponad podziałami - pokiwała głowami wspominając wszystko co im powiedział Fidelius - Takie niezaleczone rany w małych społecznościach mogą się ciągnąć potem przez całe pokolenia. Tak jak mówią moi towarzysze dziękujemy za pomoc. Pomijając rzeczy niespodziewane jakby pojawił się jakiś problem natury duchowej też chętnie służę wsparciem.

Uśmiechnęła się na zachętę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

Rodney nie miał już za bardzo więcej do powiedzenia. Ani tym bardziej do roboty w wiosce. Wdawanie się teraz w dyskusje z miejscowymi nie było dobrym pomysłem, a wspomniani przez kapłana bandyci zdawali się problemem zbyt odległym, by w tej chwili móc poświęcić mu czas. Najlepiej chyba po prostu wrócić i robić swoje. Być może jeśli uda im się pozytywnie rozwiązać sprawę tego, co siedzi we mgle, miejscowi spojrzą na nich łaskawszym okiem.

- Dziękujemy za rozmowę Fideliusie - pożegnał kapłana, uśmiechając się przyjacielsko. - Mam nadzieję, że wszystko ci się ułoży w posłudze.

Na horyzoncie widniał obiad, a i przecie nie należało zapominać o zakupionej w sklepie gorzale. Póki nie zabierali się za zadanie, nie zaszkodziło spróbować.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Drużyna pożegnała się z Fideliusem i zrezygnowawszy z dalszych rozmów z mieszkańcami, ruszyli w drogę powrotną do obozu. Rozmowa trwałą kilka dobrych minut więc Lea zdążyła już kawałek odejść, ale gdzieś w połowie drogi natknęli się na nią czekającą na nich w cieniu jednego z drzew na skraju lasu.

- Widziałam, że już wracacie to uznałam, że zaczekam - stwierdziła z u śmiechem. - Spacer samemu to tak nudno... zwłaszcza z tobołkiem - westchnęła i spojrzała na swój wór z zakupami. A potem spojrzała na Jareda i uśmiechnęła się do niego najpiękniej jak umiała. Kilka minut później maszerowali już dalej a dzielny wojownik dźwigał brzmię jakim obarczyła go młoda elfka. Kiedy dotarli do obozu zaraz zabrała od niego sprawunki, ale nim rzuciła się w wir przygotowań, zapewniła, że Jared doistanie ekstra dużą porcję za tę pomoc.

 

W samym obozie była jeszcze dwójka strażników - Carl i Tanya, którzy pilnowali wszystkiego. Resztę zaś można było znaleźć przy mgle gdzie praca szła naprzód. Właściwie to częśc osób była już wewnątrz mlecznej zawiesiny skąd dobiegało jakby głuche dudnienie. Minerva wyjaśnił, że to od działania maszyny. Ona sama wraz z Lady Gal'das i Oliarą siedziały na zewnątrz. Gdy drużyna przybyła, szlachcianka zdawała się chyba przepytywać młodą elfkę, ale ciężko powiedzieć z czego bo gdy podeszli, ów egzamin się zakończył. Oli zaraz też sięgnęła do trzymanej na kolanach książki i czegoś tam zaczęła szukać.

- Tak w ogóle to szybko wróciliście. Chcecie pomóc? - zagadnęła Minerva. - Sporo jeszcze tego dziś do wbicia - wskazała dziesiątki przygotowanych na skraju mgły kołków. - Wasza towarzyszka jest we mgle jakby co wraz z resztą - dodała.

- Wyprawa była owocna? - zapytała tymczasem lady Gal'das.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

 

- Niezbyt - odpowiedziała spokojnie Oriana zleceniodawczyni - Poznaliśmy co prawda miejscowego kapłana i spotkaliśmy chłopaka, który uciekł na sam nasz widok, co pozwala nam wnosić, że był obecny podczas konfrontacji w lesie. Dzięki Eginie wiemy, że to Daren Woodslow. Z nim jednak, ani z jego wujem nie rozmawialiśmy, nie chcieliśmy pobudzać animozji jeszcze bardziej. A z kołkami chętnie, ja pomogę.

Kapłanka pokiwała głową. W końcu działanie w mgle czyli coś za co im płacono. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

Jared tylko uśmiechnął się do Lei gdy wręczyła mu tobołek. Dla niego ciężar nie był trudny do udźwignięcia, elfce jednak sprawiał kłopot, więc sam fakt że mógł jej pomóc sprawiał młodemu wojownikowi przyjemność.

 

- To maszyna już działa? - zapytał nieco zdziwiony że praca rozpoczęła się tak szybko. Była to dobra wiadomość bo oznaczała że nie będą musieli dłużej czekać na rozpoczęcie prac. - I chętnie pomożemy. Ale czy to nie było niebiezpieczne, zaczynać pracę w pomniejszonym składzie? - prawdę mówiąc, Jared miał nadzieję na to że zobaczy jak maszyna rozpoczyna pracę i wjeżdża w mgłę, ale najwyraźniej wyprawa do wioski pozbawiła go tej możliwości, przynajmniej na razie. Pytanie było więc tylko w połowie przejawem troski o pozostałych uczestników wyprawy, a w drugiej połowie żalem wynikającym z ominięcia atrakcji.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

W obozie Rodney odstawił gorzałkę do kwatery. Nie była mu potrzebna w tej chwili, a jeśli miał nadejść dobry czas na jej otwarcie, z pewnością będą znajdowali się na miejscu, toteż bez sensu było teraz dźwigać ją ze sobą. Tymczasem zaś prace przy kołkownicy ruszyły z kopyta. Wyglądało na to, że przygotowania do wyprawy we mgłę zostaną ukończone na czas, jeżeli nie wcześniej.

- Cokolwiek trzeba zrobić - druid zgodził się na pomoc przy maszynie. - W wiosce załatwiliśmy tylko to, co niezbędne. Nie ma sensu teraz narzucać się mieszkańcom ze swoją obecnością. Oni mają nadzieję, że szybko stąd pójdziemy, tak więc z ich punktu widzenia, im szybciej weźmiemy się do pracy, tym lepiej - stwierdził.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Nie ma co zwlekać z wytyczaniem ścieżki. Nie wiadomo jak gruba jest sama warstwa zewnętrzna. Zależnie od wielkości samej placówki wewnątrz, możemy mówić o kilkudziesięciu lub nawet kilkuset metrach. Myślę, że przed wieczorem nie mamy wielkich szans się przebić. Sukcesem będzie jeśli uda się jutro - wyjaśniła lady Gal'das gdy Jared wspomniał o swych wątpliwościach co do szybkiego rozpoczęcia. - A co do mieszkańców wioski to pewnie i faktycznie najlepszym co można zrobić jest szybkie wykonanie planu. Nie kojarzę który to może być ten Woodslow, ale sądząc po ostatniej rozmowie z ich przedstawicielstwem, słowa już niewiele mogą zmienić na lepsze - dodała skinąwszy głową ku Rodneyowi i Orianie.

 

***

 

Reszta dnia upłynęła na pomocy w pracach nad ścieżką przez mgłę. Było to zajęcie jednocześnie nużące jak i fascynujące. Nużąca była powtarzalność – całe działanie maszyny opierało się na systematycznym przesuwaniu jej do przodu i zbijaniu kolejnych kołków. Cały mechanizm był stworzony tak, że młot wbijający napędzany był przez jeden kołowrót. Dwie osoby po prostu kręciły nim i kręciły. Czasem trzeba było jeszcze przynieść nowe kołki. Nic niezwykłego to nie było… no chyba, że dodać otoczenie. Mgła zmieniała wszystko. Każdy miał z naturalną mgłą jakieś doświadczenia i ale to tutaj było jakieś inne, zdecydowanie nienaturalne.

Zmiany w widzeniu były oczywiste. Zasięg widzenia momentalnie spadał tak, że czubki palców wyciągniętej przed siebie dłoni stawały się ledwo widoczne. Słońca nie było widać. Wkoło kłębiła się białoszarawa masa, ale nie tworzyła jednolitej ściany a raczej tworzyła… kształty. Czasem miało się wrażenie jakby coś przemknęło obok. Człowiek? Zwierzę? Były to jednak chyba tylko złudy gdyż nic konkretnego nie niepokoiło odkrywców. Tak czy inaczej liny były niezbędne by się nie zgubić. Każdy przymocowany był do maszyny jedną porządną liną i lady Gal’das upierała się by każdy węzeł był sprawdzany przez przynajmniej dwie osoby. Dwie równie starannie zamocowane liny łączyły maszynę ze światem na zewnątrz a do tego każde kolejne słupy wstawiane w ziemię przez maszynę również były łączone tworząc zalążek drogi.

Ale wpływ na wzrok to jedno – inne zmysły też nie pozostawały bez wpływu na nie. Dźwięk we mgle rozchodził się inaczej. Stawał się jakby przyduszony i… bardziej rozległy? Słysząc stojącą obok osobę, można było odnieść wrażenie, że jest nie tylko dużo dalej, ale mówi z kilku kierunków na raz. Jakby dźwięki rozdzielały się a potem docierały do celu z kilku kierunków na raz. Przyzwyczajenie się do tego nie było łatwe i mogło wywoływać ciarki.

Do tego we mgle panował chłód, dość znaczący w porównaniu z letnim powietrzem na zewnątrz. Jednocześnie jednak powietrze nie wydawało się przepełnione wilgocią tak jak w normalnej mgle.

Na koniec obrywało się zmysłowi równowagi. Poruszając się w mlecznej masie trzeba było być ostrożnym gdyż wszyscy zauważyli, że ich kroki stały się bardziej niepewne. Ciała jakby miały problem z utrzymaniem pionu i choć idąc przed siebie wydawało się, że idzie się prosto, szybko stało się jasne, że tak nie jest. Coś zaburzało świadomość przestrzenną i to bardzo. Na szczęście podłoże było raczej gładkie i tylko czasem pojawiały się jakieś nierówności. Trudno było więc o coś, o co można się potknąć.

Co by nie mówić, wszystko to, choć mogło fascynować, dość mocno obciążało też psychicznie. W połączeniu z pracą przy kołowrocie doprowadziło to do tego, że na koniec dnia wszyscy byli mniej lub bardziej wyczerpani. Kto mógł chętnie więc udał się na spoczynek gdy już mógł. Nie zaniedbano jednak wart na noc.

 

Następny dzień oznaczał powrót do monotonnej pracy, ale choć lady Gal’das ostrzegała, że do wieczora mogą się nie przebić to koło południa nastąpił przełom. Po przepchnięciu maszyny o kolejny kawałek, mgła nagle zrzedła i oczom osób, które ją akurat obsługiwały, ukazało się wreszcie wnętrze mgły. Udało się. Dotarli!

olddarkruinsofdunluce.jpg

Natychmiast wysłano jedną osobę po lady Gal’das i resztę zespołu eksploracyjnego. Wkrótce cała drużyna Spiżowych Smoków była na miejscu.

- No dobrze, przyszła pora na was – zwróciła się do nich Minerva. – Zbadajcie najbliższy teren i upewnijcie się, że nic nam nie zagraża. Ja poczekam tutaj wraz z lady Gal’das i Aizenem, upewnimy się, że przyczółek jest odpowiednio przygotowany – w międzyczasie pozostali strażnicy już wycofywali maszynę ku światu zewnętrznemu. Samo przygotowanie wewnątrz miało tymczasem polegać głównie na zamocowaniu wszystkiego tak by było solidne, ale jednocześnie gotowe do szybkiego zniszczenia gdyby trzeba było się wycofywać przed czymś naprawdę wrednym co mogło tu mieszkać.

- Nie szarżujcie, skupcie się na niebezpieczeństwach a nie szukaniem rzeczy do badań – dodał lady Gal’das. – Choć jeśli akurat znajdziecie coś ciekawego to możecie od razu przynieść tutaj. Wygląda na to, że z zewnątrz mamy resztki czegoś w rodzaju muru… ciekawe. Może to pozostałość zabezpieczeń sprzed postawienia mgły? Obejdźcie teren wewnątrz nich i zobaczcie jak to wygląda. Te budynki tam w środku… nimi zajmiemy się w dalszej kolejności. Nie wyglądają na zbyt duże. Podejrzewam, że pod ziemią może być coś rozleglejszego – elfka podzieliła się z nimi swoimi podejrzeniami odnośnie tego co dało się dostrzec w panującym wkoło półmroku.

- Wszystko jasne? – dopytała Minerva.

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Rodney_1_av.png

Rodney Halsey

 

Mgła rzeczywiście zmieniała wszystko. Druid niby był przyzwyczajony do poruszania się po podmokłych terenach leśnych, gdzie rankami, wieczorami, a i czasem w ciągu dnia również świat spowijała mleczna poświata... tyle że nigdy nie czuł się w niej tak niepewnie, jak teraz. Stąpanie owszem, w obu przypadkach mogło być zdradliwe, ale Rodney nigdy nie wpadł wcześniej w taką mgłę, która by znacząco utrudniała mu widzenie. No i ten dźwięk, to chyba było najgorsze. Chwilami wręcz korciło go, by przemienić się w wilka i spróbować ogarnąć okolicę innymi zmysłami, lecz w tej formie byłby nieprzydatny dla swojej pracodawczyni, więc postanowił powstrzymać swe chęci. Dalej robił swoje i choć czuł się nieswojo, brał się w garść i podążał wraz z resztą naprzód. I tak do wieczora. Praca okazała się na tyle wyczerpująca, iż druid nie miał już za bardzo ochoty na cokolwiek poza snem. Gorzałka musiała poczekać. Warty wprawdzie nie, ale cóż, nie narzekał. I tak lepiej siedzieć w środku nocy przy ogniu i mając towarzystwo, niż przebijać się przez mleczną poświatę, która oszukiwała zmysły.

To drugie zaś czekało ich następnego dnia. Na szczęście, mimo wstępnych zapowiedzi, udało im się dotrzeć do wewnętrznego krańca mgły, który ujawnił skryte wewnątrz ruiny. Poszarpane krawędzie skruszonych smętnych resztek murów obudziły w Rodneyu chęć do refleksji. Kim byli ci, którzy wybudowali to miejsce? Co tu się znajdowało? Dlaczego wszystko otaczała mgła? Być może odpowiedzi właśnie znajdowały się gdzieś przed nimi? Naturalnie, wyćwiczona ostrożność była już na miejscu, hamując jego chęć do szybkiego przeczesania okolicy, jednak gdzieś tam również tlił się dreszczyk emocji. Wchodzili przecież na zapomniany, zupełnie nieznany teren, miejsce o bogatej historii - myślał sobie. Tymczasem padły pierwsze polecenia. Szykował się zwiad.

- Proponuję obejść najpierw wszystko wzdłuż tych murów - zwrócił się do towarzyszy. - Da nam to ogólny pogląd, jak duże jest to miejsce, a to, co zobaczymy w środku - okazję do podjęcia decyzji, gdzie iść dalej. Jeśli macie na podorędziu możliwość wykrywania magii, może się przydać - zwrócił się do Merveil i Oriany. - Nie spodziewałbym się raczej pułapek wokół murów, w końcu to miejsce musiało nieść ze sobą jakiś użytek, ale kto wie - potarł dłonią brodę, po czym przeczesał włosy palcami, rozglądając się po murach uważnie. Wyglądał na gotowego do działania.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tCA2n0X.jpg

 

Oriana Lawsmith

 

Mgła męczyła i to bardzo. Znużenie ciała, mimo że oczywiście bardzo dokuczliwe, nie dotykało tak bardzo Oriany jak to co stało się z jej duszą. Miała wrażenie, że ta biała, zdradliwa maź oplotła jej umysł i zmysły utrudniając ruch, orientację i błyskotliwe myślenie. Z wielką ulgą wieczorem kapłanka opuściła mgłę i udała się prosto po kolacji na spoczynek, modlitwę odkładając na później. Kiedy o północy przyszło jej stanąć na warcie wykorzystała ten czas na długą i głęboką modlitwę prosząc swoją patronkę o wsparcie i pomoc w wykonaniu działania.

 

Nocne litanie chyba pomogły, bo drugiego dnia już łatwiej Orianie się pracowało. Oczywiście nadal miała problemy ze zmysłami czy orientacją, ale przynajmniej bez tego obrzydliwego lepiącego uczucia. Dlatego, kiedy dotarli w końcu do prawdopodobnego centrum była w naprawdę niezłej kondycji.

- Masz rację - skinęła głową Rodneyowi na jego propozycję obejścia murów - Mogę wykrywać magię, ale należy się liczyć z tym, że siła mgły może wszystko przyćmić. Mogę też wykryć zło, jeśli takie znajdzie się w promieniu trzydziestu stóp od nas. 

Kapłanka popatrzyła po towarzyszach z szczególnym uwzględnieniem Marveil, a potem spojrzała w górę. Mglana kopuła kotłowała się nad nimi wyjaśniając w prosty sposób czemu nikt nie widział tego centrum z góry. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jared_small.png

 

Jared Nareen

 

Mgła w pewien sposób fascynowała młodego wojownika. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział, zresztą patrzenie na tego typu magię w żaden sposób nie mogło równać się z doświadczaniej jej działania na własnej osobie. Nawet monotonność jaka wiązała się z obracaniem kołowrotu nie przeszkadzała ani trochę, bo w głowie Jareda co chwila pojawiały się przeróżne przypuszczenia co do sposobu działania mgły i jej natury. Nie mógł ich oczywiście w żaden sposób zweryfikować, a większość z nich rozwiewała się równie szybko co powstawała, ale gonitwa myśli w jego głowie całkowicie stłumiła monotonność pracy.  

 

Po przebiciu się do wnętrza mgły zdał sobie sprawę że spodziewał się czegoś zupełnie innego - kiedy bowiem obserwowali dolinę schodząc do wioski widzieli że jest całkowicie zasnuta mgłą - Jared spodziewał się więc że jej środek będzie tak samo wypełniony mgłą jak i obrzeża. Do głowy mu nie przyszło że mgła może mieć postać odwróconego półmiska, otaczającego ich ze wszystkich stron jak i od góry, ale w środku skrywać przestrzeń którą teraz przyjdzie im badać. Co więcej, Lady Gal'das zdawała się być tego świadoma, co mogło oznaczać że ktoś musiał wcześniej przebić się przez zewnętrzną warstwę i powrócić, aby podzielić się tą wiadomością.

 

Szybko jednak uznał że poruszanie tego tematu w tej chwili mija się z celem. Byli w środku i mieli zadanie do wykonania, które zajmowało jego myśli w sposób bardzo podobny do mgły w trakcie kręcenia kołowrotem kołkownicy. Zdjął więc tarczę z pleców, na wszelki wypadek przymocowując ją do ramienia by była gotowa do użycia i zrobił krok do przodu, by lepiej rozejrzeć się po okolicy i znaleźć jakieś miejsce które mogło kiedyś być drogą albo ścieżką. Mgła mogła już nie dezorientować ich zmysłów, ale to nie oznaczało że nie byli w stanie się zgubić w labiryncie ruin.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

C4h0bx1.jpg

Merveil Auris

 

Mgła była męcząca, to prawda, ale była też w jakiś sposób... fascynująca. Naturalna ciekawość aasimarki w połączeniu z faktem, że oto wchodzą w miejsce gdzie od wieków nikogo nie było, owocowała nieco skrywanym entuzjazmem, pomagającym zwalczyć znużenie efektami mgły.
Rozejrzała się dookoła, kiedy wreszcie przebili się do środka. Słowa lady Gal'das tylko podsyciły dociekliwość.
- Ciekawe, czy mgła kończy się na poziomie ziemi, czy może w podziemiach też? Bo chyba nikt nie próbował się przekopać? Kopuła czy sfera?
Wzruszyła ramionami, właściwie nie oczekując odpowiedzi, w tym momencie można było tylko spekulować.
Machnęła dłonią, mruknąwszy jakieś słowo w śpiewnym, melodyjnym języku. Powietrze wokół niej zamigotało przez chwilę, wydawało się jakby osiadał na niej złotawy pył. Po chwili wszystko się uspokoiło, a Merveil uśmiechnęła się do towarzyszy.
- No, to idziemy?

Spoiler

Zbroja maga, na wszelki wypadek :D

 

Edytowane przez Fumiko

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz