Nadia

Dzisiaj żyjem, jutro gnijem! (Nadia)

109 postów w tym temacie

"Nic nie ma sensu, jeżeli nie angażuje naszego ciała i umysłu. Przygoda spotyka nas wtedy, kiedy się w nią rzucimy."

"Twierdza"

 Antoine de Saint-Exupéry

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czwartek, drugiego dnia maja, był dniem niezwykle słonecznym i pogodnym, acz umiarkowanie skwarnym. Przed imponującą Kolegiatą Męczeństwa Świętego Jana Chrzciciela od rana zebrały się tłumy. Oczywiście chłopstwo i mieszczan pogoniono, w razie potrzeby posiłkując się nahajkami, ale i tak w środku miejsca dla wszystkich chętnych by w mszy wziąć udział nie starczyło.

 

Pannie Hannie Spytkowskiej i jej bratu Mikołajowi się udało, acz wspomnieć należy, że nie bez udziału łokci rozstawionych szeroko i szoku wywołanego faktem, że łokcie te do białogłowy należały. Teraz stali, zupełnie na końcu, w tłumie obfitym, ale w kościele, wśród person najznamienitszych.

O samą mszę prowadził nuncjusz apostolski, legat papieski, pochodzący z Rzymu Gaelazzo Marescotti. Był to pierwszy Włoch jakiego Hanna widziała i musiała przyznać, że był trochę rozczarowujący. Na szczęście persony siedzące w pierwszych ławach nadrabiały to wrażenie z nawiązką. Z lewej strony w pierwszej ławie siedział Hetman Wielki Koronny Jan Sobieski z piękną swą żoną Marią Kazimierą, tuż obok ubrany w pludry i z zabawnymi perukami dwóch Francuzów: starszy Kondeusz, książę de Longueville i jego syn; konusowaty Henryk Juliusz de Burbon. Byli tam też inni magnaci, oczywiście wraz z małżonkami w piękne suknie ubranymi, dworzanami swymi i  uroczymi pannami z fraucymeru, kolejni obcokrajowcy chcący na tron wstąpić: Rosjanie, książę Bawarski i Pruski, szeregi posłów i negocjatorów. No i wojewoda litewski Michał Pac, na widok którego rodzeństwo popatrzyło na siebie znacząco.

 

Ale i w pobliżu było widać znajome twarze, na szczęście nikogo z Mosztyńskich. Była za to wdowa Toroszyńska, nobliwa niewiasta, która w procesach licznych z zachłannymi sąsiadami majątek potraciła. Była też jasnowłosej panna, której Mikołaj głęboko się skłonił, a która stała w towarzystwie wysokiego i przystojnego kawalera. Jak szeptem wyjaśnił Mikołaj siostrze poznał ją wtedy, podczas wypadu przed czterema laty, kiedy z pachołkami przez bandą kozacką ratować się ucieczką musiał. Pamiętała już, że wtedy strzała dosięgła młodego pana Spytkowskiego i znalazł schronienie w pobliskim dworku. Tam go dzieweczka młoda opatrzyła i w trymiga do zdrowia doprowadziła jak w zadowoleniu opowiadał siostrze. Panna ta, jak Hanna zauważyła, już wyrosła i teraz z pewnością myśli brata jeszcze bardziej wdzięczne były niżli cztery lata temu.

 

 

Jadwinia Steckiewicz ukłon znajomego szlachcica oczywiście zauważyła i uroczym dygnięciem go przywitała, ale zaraz skupiła się na modlitwie. A w tym miejscu nie było to łatwe! Przyzwyczajona do wiejskiego kościółka w rodzinnej wsi czuła lekkie zmieszanie; tyle bogactwa i pięknych rzeczy wszędzie wokół! I gdyby jeszcze jej uwaga w całości na złotym ołtarzu była, to pewnie podobałoby się najświętszej panience, ale nie, atencja musiała uciekać w kierunku szanownych person.

Z prawej strony w pierwszych ławach siedzieli ludzie bogu oddani, prymas Andrzej Olszowski, kardynałowie i panowie biskupi, a także kilku zakonników. Za nimi byli Radziwiłłowie i Potoccy, Czartoryscy i Zamoyscy i szeregi coraz mniej uposażonej i sławnej szlachty, między którymi co jakiś czas pojawiała się toga profesorska jakaś.

Z drugiej strony Jadwinia widziała za panią hetmanową swą kuzynkę Magdusię, która w nieprzystojny do miejsca sposób co chwilę się pochylała i drugiej pannie cosik do ucha szeptała. A ta druga uwagę wielu ściągała! Wysoka, o dumnej postawie smagła niczym turczynka, czarnooka i czarnobrewa. Steckiewiczowie ledwie parę dni byli w stolicy, a już ich plotki dosięgły; że to panna Larysa, za dziecka na stepie odnaleziona i przez panią Marię Kazimierę na dwórkę przygarnięta. Bardziej szalone wieści głosiły, że to córka Chana, gdyż jak powszechnie wiadomo ci barbarzyńcy namioty z całymi swymi rodzinami za sobą na boje ciągnęli. Oczy Jana się całe śmiały do niepowszedniej panienki i spuścił je pokornie dopiero, gdy kuksańca od siostry dostał.

 

Jerzy Guthrie też te plotki słyszał i podejrzewał, że ktoś z bliskiego otoczenia jego pani je wypuszczał, by zwiększyć szanse panny Larysy na dobre zamążpójście. Uśmiechnął się i ułożył wygodniej na ławce. Miejsce w piątej ławie było więcej niż dobre i nie mogło przypaść z zasady byle komu, dobrze, że służył u takiego mężnego pana to i należyte przywileje z tego były. Oczywiście Jerzy mógł odmówić wzięcia udziału we mszy, wszak innego był wyznania, ale poczucie obowiązku nie pozwalało mu ostawić swego hetmana ani na moment w miejscu publicznym bez wyraźnego rozkazu.

 

Przez chwilę nawet myślał, ze będzie musiał zainterweniować, gdy jakiś starzec z wąsem sumiastym awanturować się zaczął, że on ani myśli na tyłach świątyni jak jakiś chłop stać i czekać. Na szczęście zanim doszło do rozróby większej zareagowali jego świetnie wyszkoleni podwładni i wyprowadzili szlachetkę z kościoła. Jerzy Rodaniec, tak się nazywał, jego imiennik. Pan Guthrie się tego dowiedział na wszelki wypadek, jakby jeszcze jakieś problemy miały być. Wszak przyzwyczaił się, że w tym kraju honor nie tyle był silniejszy od zdrowego rozsądku, co nakrywał go ulubionym nakryciem głowy Lachów: kołpakiem bogato zdobionym strusimi piórami. Ale, szczęść Boże, póki co msza przebiegała spokojnie i Jerzy mógł się wygodnie w ławie kościelnej rozsiąść.

 

Mikołaj Sobieski też się mógł rozsiąść, bo siedział i to w ławie trzeciej, co było nie lada zaszczytem, tyle, że wtedy kolumna bogato zdobiona cały widok mu zasłaniała. Miejsce przypadło mu w bocznej nawie, co trochę zaszczyt trzeciej ławy niwelowało, ale i tak był zadowolony. Krok po kroczku podnosił swój status i coraz bliżej stryja swego się trzymał. Co doceniali też inni oczywiście, jak na przykład w tej chwili panna Magdusia Steckiewicz, co błysnęła ząbkami w jego kierunku. Oczywiście stojąca obok niej Larysa Michałowiczówna jak zwykle była poważna i zapatrzona przed siebie, ale to nic, Magdusia i tak ładniejsza i zdecydowanie bardziej swojska.

Za to jak gapił się na nią ten jezuita podpierający ściany! Mikołaj ledwie pohamował parsknięcie nieprzystojnym śmiechem. Braciszek jeden, samego Prymasa sługa, a i jemu nieprzystojne myśli po głowie chadzają. Nie ma mocnych na płeć niewieścią, no chyba, że co poniektórzy z tych obcokrajowców co wbrew woli bożej występują, niewrażliwi na białogłowy są.

 

Nuncjusz zaintonował Pater Noster i wszyscy pochylili głowy modląc się o co innego.

Większość o zdrowie i pochodzenie w interesach, spora część o nieszczęście dla sąsiadów i lepiej uposażonych krewnych, trochę o wdzięki panny nadobnej lub kawalera przystojnego. Nieliczni tylko o dobro Rzeczypospolitej prosili i o pomoc w wyborze najlepszego króla.

 

Panna Spytkowska prosiła o łaski u pana Sobieskiego rozważając czy Wojewoda Pac nie mógłby pomóc w początkowej karierze Hetmana skoro tak niedaleko siebie siedzieli. Panna Steckiewicz prosiła by serce pani hetmanowej się ku niej skłoniło, wszak Magdusia obiecała, że dziś po południu osobiście ją przedstawi. Pan Guthrie modlił się o spokój na Sejmie, ale większych nadziei nie miał. Zaraz po mszy i uroczystościach późniejszych jego pan zwołał zebranie doradców swych i coś ważnego miał do przekazania. Pan Mikołaj Sobieski modlił się zaś, by na tym spotkaniu, na które niespodziewanie został zaproszony, mógł się wykazać, plan sprytny przedstawić i tym samym status swój podnieść.

 

Zabrzmiał kilkakrotnie dzwon, cześć zebranych ruszyła przyjąć Najświętszy Sakrament. Jeszcze kilka chwil i msza dobiegła końca, rozległy się coraz intensywniejsze szepty i ludzie zaczęli wylegiwać na zewnątrz, by udać się na Pole Elekcyjne.

 

Sześciotygodniowy Sejm Elekcyjny został otwarty.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

 

2xarCjW.png

 

Jerzy Guthrie

 

 

Mieszkał w tym kraju już ładnych parę lat, ale ciągle coś potrafiło go zaskoczyć, jak choćby zachowanie tego szlachetki. Wszyscy gardłowali za wiarą, na każdym niemal kroku odwoływali się li to do Boga li to do Przenajświętszej Panienki, a do bezeceństw jak dochodziło tak dochodziło. Fantazyja brała zawsze nad szlachtą górę i skorzy byli do przepychanek, a i czasem szabelek w uświęconych miejscach, tak jak przed chwilą, nie potrafili uszanować podniosłości chwili, niestety anglikanie czy lutry też lepsze nie były, co niezmiernie smuciło Jerzego. Całe szczęście, że tym razem udało się uniknąć burdy, zawalidrogę grzecznie wyproszono i nawet pięści w ruch nie poszły.

-Oby i insze sprawy taki obrót przybrały, po cichu, bez nerwacyji pomyślał rozglądając się w poszukiwaniu brata, przecież tak ważnej persony nie mogło tu zabraknąć, choć zapewne Roy zasiadał między znamienitszemi personami, ale może później znajdzie dla niego chwilę czasu, pomimo słanych sobie listów wszak wypadało by pomówić z rodzonym bratem, a i może w rodzimym języku parę słów zamienić

 

 

 

Edytowane przez NiemiłosiernySamarytanin
avek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

lPmCdLc.png

 

Hanna Spytkowska

 

W kościele  Hanka rozglądała się więcej niż modliła, co raz to napominając się w myślach, by jednak skupienie do ołtarza kierować. Ale cóż poradzić mogła na temperament? A to obejrzała się na jegomościa, którego przy wejściu łokciem potraktowała, wspomniała zaskoczone spojrzenie i pomyślała, że pewnie jeszcze durniej by wyglądał, gdyby wiedział, że pod długą narzutką, w fałdach sukni, szabelka wisi. Tak na wszelki wypadek przecież. "Zgorszył by się"

Pokornie schyliła głowę. Niech Najświętsza Panienka wybaczy, ale wiadomo, do burdy wszędzie dojść może. O, właśnie się ktoś awanturował. Przez chwilę Haneczce żal się zrobiło, że nie dojrzała szczegółów. Widziała jednak hetmana i  wpatrywała się  nieprzystojnie, znów o mszy zapominając, szczególnie, że na prowadzącego modły nuncjusza zerkać nie było po co. 

Obok brat znów wyciągnął szyję, żeby pannę, co go niegdyś leczyła, dojrzeć. Hanka łupnęła go łokciem w bok, aż się wzdrygnął.

-         W świętym miejscu jesteś! – szepnęła, uśmiechając się drapieżnie.

-         Właśnie. Cichaj! – odszepnął.

-         Dziabnąć cię raz jeszcze? Będziesz miał powód po mszy do niej...

-         Hanka!

-         A ten wysoki, obok, to kto?

-         Hanka! Cichaj, mówię! Nie wiem.

Jakaś matrona spiorunowała rodzeństwo wzrokiem, ucichli więc oboje, żegnając się pobożnie, myśli jednak  panna nie potrafiła przy  modlitwie utrzymać. Nie ma co, zaskoczył ją stołeczny gwar, przepych i te wszystkie persony, które teraz miała okazję oglądać. Świata jej się chciało, to i miała tu świat. Cudzoziemców, królewskich kandydatów... Kto by pomyślał, że tak to wygląda? Omal nie spóźniła się uklęknąć, a do końca już mszy, jeśli mogła się skupić, to jedynie na powtarzaniu próśb o pomyślność dla marszałka Sobieskiego.

 

Przy wyjściu nie omieszkała przepchnąć się równie gorliwie, żeby  wychodzących notabli nie stracili z oczu, ciągnęła też brata. Wymienili spojrzenia, oceniając czy warto okazję do działania chwytać i  naprzykrzać się wojewodzie, czy wyczekiwać sposobniejszej chwili. Rozumieli się bez słów. Łacniej coś zyskać u możnych, gdy zacznie się od pomocy, nie od przeszkadzania. Nauki pana ojca w las przecież nie poszły. „Kogo możesz zwyciężyć, pal i siecz, nie wahaj się, ale gdy  więcej stracić można – myśl.” Od tego myślenia aż czasem łeb bolał, nie gorzej niż od miodu!

Edytowane przez Vadeanaine

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MkIbt52.png

Jadwiga Steckiewicz

 

Rację miał Jan, mówiąc aby świata trochę obaczyła to i żałować nie będzie. Ani chwili nie żałowała. I choć serce jej się rwało i silnie wciąż przy ołtarzu trwało to oczy skakały na boki. Ileż tu osób ciekawych się zebrało! Ileż pięknych rzeczy do podziwiania! 

W mszy jednak pilnie uczestniczyła, śpiewem czystym wychwalając Boga. A gdy msza dobiegła końca, niespieszno jej było jeszcze wychodzić. Zwłaszcza, że ludzie wylegali tłumnie a nieostrożnie na zewnątrz. Brata jednak mocniej pod ramię złapała, uśmiechem go słodkim obdarzając i dała się poprowadzić bezpiecznie ku wyjściu

 - Pewnieś nie zauważył, że obok panny Larysy nasza kuzynka kochana stała - zagaiła z uśmiechem - Winniśmy zaczekać i się przywitać. Rodzina to w końcu. Myślisz, że pani hetmanowa łaskawie na mnie spojrzy? - spytała zdjęta niepokojem - Wszystkie panny piękne, zdrowe, strojne, przy nich nieszczególnie wyglądam - poprawiła sukienkę. Sukienkę, która mocno odstawała od tych, w które światowe panny były strojne. Nawet przepiękny haft, który samodzielnie pieczołowicie stworzyła, by suknia piękniejszą się wydała, blado wypadał przy ich ozdobach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7Pg3xxf.png

Mikołaj Sobieski

 

Pan Mikołaj był znudzony całą tą maskaradą w kościele.

 

Świątynia miała dziś wielu niezwykłych gości. Radziwiłłowie, Pacowie, Zamoyscy, Potoccy, książęta niemieccy, a nawet sam Wielki Kondeusz. To z pewnością będą niezwykle interesujące dni. Inna rzecz, iż ludzie bogobojni, jak i ci mniej, do progów owych przybywają, co by grzechy swe na sumieniu ciążące zmazać, a podczas modłów odprawowania o zupełnie innych uciechach myślą. Przykład owego sprośnego jezuity tylko utwierdzał młodego szlachcica w przekonaniu, że kler za mało o rzeczach do których jest przeznaczony myśli, a za wiele o doczesnych sprawach. Nie żeby to jakoś go obchodziło. W głębi ducha dziękował ojcu, iż nie posłał go ostatecznie na nauki kościelne, bowiem nie potrafiłby tak żyć. W przeciwieństwie do tego klechy, Pan Mikołaj nie musiał ukrywać się ze swymi zamiarami względem płci pięknej. Odziany w piękny strój, świadczący o zamożności swego właściciela, mając wrodzoną dworność i delikatną, niemalże dziewczęcą urodę, młody Sobieski jeszcze nie napotkał panny obojętnej na swe wdzięki. Na uśmiech posłany mu przez pannę Magdusię odpowiedział jeno własnym promiennym, zdolnym topić niewieście serca. Oczywiście chańska córa, Panna Larysa minę marsową zachowywała, lecz kto wie, co tam w owej główce siedzieć mogło. Tak, zdecydowanie Pan Mikołaj będzie miał co robić przez najbliższe tygodnie wieczorami... 

 

Inną sprawą było tajemnicze spotkanie, na które polecono mu się stawić. Sprawa zdawała się pilna i szlachcic czuł, że może to oznaczać jakoweś ważkie zadanie od drogiego pryncypała. Choć wielkiej mocy do owych kwestii nie przywiązywał uznał, iż szczera modlitwa nie zaszkodzi, przeto prosił Pana na Niebiesiech, co by pozwolił mu się wykazać i koncept zasugerować, ażeby jeszcze większy splendor i chwała mu przypaść mogły. Tak, zważywszy na obecne okoliczności, to z pewnością musi być coś ważkiego. Jeśli sam hetman, drogi stryjaszek, życzy sobie jego zdania, musi przeto się z nim liczyć. Stąd jeno krok do kolejnych zaszczytów. Być może na kolejnej elekcji zasiądzie już w drugiej, a może i pierwszej ławie...? 

 

Po zakończeniu Mszy, Pan Mikołaj udał się wraz z resztą dworzan i stronników hetmana w stronę Pól Elekcyjnych, ażeby tam u jego boku przebywać. Konstytucje wprawdzie zakazywały sprowadzania prywatnego wojska na elekcję, jednakże magnaci dworowali sobie z owego zarządzenia, a Pan hetman Sobieski nie był tu wyjątkiem. Byleby jeno burdy między wojskiem nie wybuchły, albowiem wówczas krew może się gęsto polać...

Edytowane przez Randalus

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Roy czekał na brata przy wyjściu przepuściwszy wpierw najznamienitszych gości, w tym i Hetmana Sobieskiego z żoną, a potem ich świtę.

- Bracie - zawołał w ojczystym języku i ucieszył się wyraźnie rozkładając szeroko ręce by go objąć - Rad jestem, że cię widzę w dobrym zdrowiu. Zwłaszcza, że nastroje w mieście dla nas bywały lepsze, oj lepsze.

Na pytające spojrzenie brata zaraz kontynuował myśl.

- Szlachta nie chce obcokrajowca na tronie, a magnaci prędzej umrą niż kogoś między sobą wybiorą. Stąd i niechęć do wszystkich obcokrajowców, jakbym nie wiem, ja się na króla pchał, ha! A co tam u ciebie, na kogo pan hetman zagłosuje wiesz?

Roy odwrócił się i fuknął na tłum szaraków napierający, ale zaraz się zreflektował, albowiem pierwszą dojrzał pannę. Skłonił się lekko przepraszając i zaraz odwrócił się do brata ciekaw jego odpowiedzi.

 

Osoba, która z niezadowoleniem popatrzyła na Hankę chyba była kimś ważnym wnosząc po ubiorze i tym jak ustępowali mu drogi ludzie przed nim. Na szczęście powodów do zwady nie dał i rozważań czy warto takiemu na odcisk nadepnąć panna nie musiała snuć. Zresztą wzrokiem musiała pilnować Wojewody, a i brat sprawy nie ułatwiał marudząc gdzieś z tyłu i próbując znaleźć się bliżej znajomej panny. A niechętnie przy tym patrzył na towarzyszącego jej szlachcica! Nic to, że był o głowę od Mikołaja wyższy i w barach odpowiednio szerszy, Hanka znała brata na tyle by wiedzieć, że takie drobiazgi rzadko mu przeszkadzały.

 

- Pięknie wyglądasz - pocieszył Jan siostrę nie zauważając niechętnego mu  spojrzenia - Nic się nie martw, panna hetmanowa cię pokocha i zrobisz karierę na dworze. Będziesz brała udział w balach, świata zasmakujesz, zobaczysz jeszcze ja przy tobie będę jak wiejski głupek.

Mówił coś dalej, ale Jadwiga go nie słyszała spoglądając za błyskiem światła w górę, na witraż przedstawiający Pietę. Obraz przez ułamek sekundy jakby zamigotał i ożył, widziała wyraźnie.  Matka Boska w czerwonej sukni potrząsnęła czarnymi lokami trzymając na podołku głowę syna swego.

 

Światła migotały ożywiając smutną scenę, aż ktoś pannę Steckiewicz lekko trącił w ramię wytrącając z oszołomienia i przywracając świat do realności. To Prymas Olszowski, przed którym dygnęła, ją minął przechodząc w blasku rzucanym przez czerwone szkiełko, za nim podążał z głową nisko opuszczoną jezuita.

- Panno Jadwigo! Rad jestem spotkać mą dobrodziejkę - ledwie opuścili kościół przed rodzeństwem pojawił się pan Spytkowski z towarzyszącą mu niewiastą. Dokonano prezentacji, dzięki której napięcie w powietrzu wyraźnie spadło i rozpoczęto miłą, acz niezobowiązującą konwersację. W końcu ile trzeba mieć szczęścia, by w tak wielkim mieście tak szybko na znajomka trafić? Który jeszcze jak się okazało nocleg wykupił niedaleko, ledwie dwie gospody dalej!

Rozmowę przerwało pojawienie się Magdusi, która przedarła się przez tłum i z kuzynostwem i ich znajomymi zaraz się przywitała.

- Tak pomyślałam, że możecie teraz pójść ze mną - przekazała radośnie - Bo Pani jeszcze chwilę potowarzyszy Hetmanowi i zaraz do dworu ruszamy.

Nie czekając na odpowiedź porwała za sobą Jadwinię i torując sobie drogę ruszyła na przody, gdzie najznamienitsi toczyli rozmowy. To była okazja dla Hanny i Mikołaja! Zwłaszcza, że Jan Spytkowski zaraz ukłonił się przed Hanką i gestem puścił ją przodem, by śladem siostry podążyła. A oczy mu przy tym błyszczały!

 

Mikołaj Sobieski jak zwykle czaił się w pobliżu czekając jak stryj rozmawiać skończy z wojewodą Pacem. Nie słyszał dokładnie o czym rozmawiali, ale się domyślał, wszyscy zwolennicy opcji francuskiej zastanawiali się na ile w realizacji planów przeszkodzi im hasło Olszowskiego "Piast na króla!".  Ruch się zaraz zrobił, za hetmanem dojrzał pana Guthrie, rotmistrza w towarzystwie drugiego szlachcica, a podobnego! I ruch za panią Sobieską także się zrobił, bo zaraz koło Larysy Magda stanęła dwie inne panny urocze ze sobą prowadząc i do wszystkich trzech paplając wesoło, acz pewnie niezbyt mądrze.

 

- Brednie to są - zawołał głośno hetman, tak że wszyscy w koło mogli go słyszeć - Kogo oni chcą na tronie? Wiśniowiecki już nie żyje, inni wielcy wojownicy poumierali. Więc kto?

- Powiadając, że syn Wiśniowieckiego się nada, uczony, w świecie bywał.

- A widziałeś ty go wojewodo? - parsknął kpiąco Sobieski - Toż to wieprzek, rozmemłany, miękki niczym brzuch niewieści wieprzek. Gdzie takiemu na tron? Tu trzeba mieć łeb  mocny, a jeszcze mocniejsze nogi, by kopniaki równo rozda...

Charknął głośno hetman i się zakrztusił. Odkaszlnął raz, drugi, oczy mu na wierzch wyszły, a ręce za gardło chwyciły. W oka mgnieniu runął na ziemię i miotać się po niej zaczął strasznie. Pani hetmanowa krzyknęła głośno i ku mężowi się rzuciła podobnie jak wybiegły z tłumu mężczyzna, cyrulik wnosząc po torbie i tym co w niej trzymał. Próbował otworzyć Sobieskiemu usta, by powietrza trochę mógł nabrać, ale próżny trud. Zaciśnięte wargi stały się fioletowe, a żyły na twarzy poczerniały i pulsowały strasznie.

Ta agonia trwała kilka chwil, nim w końcu Sobieski puścił szyję i padł bez tchu.

- Nie żyje - wyszeptał cicho cyrulik bezradnie patrząc na swe narzędzia, które okazały się niewystarczające.

- Nie żyje... - zaraz podchwycił tłum, który przekazał tą wieść dalej, aż na krańce ulicy, a potem Warszawy.

Marysieńka przez chwilę miała twarz kamienną, ale kiedy złożyła głowę męża na podołku swej czerwonej sukni załkała cicho.

- Otruty - szepnęła cichutko Larysa, tak że trzy panny stojące obok mogły ją usłyszeć.

- Przerażająca śmierć - stwierdził spokojnie z niemieckim akcentem szlachcic stojący za braćmi Guthrie.

- Czarnoksięstwo! - wydarł się brat Hubert, jezuita nad uchem Mikołaja Sobieskiego - Czarna magya!

I dopiero wtedy podniosło się larum.

 

Czary!

Czary!

Wiedźma zabiła hetmana!

Boże miej nas w opiece!

Czary!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2xarCjW.png

 

Jerzy Guthrie

 

 

Wielce rad uściskał brata i odpowiadając na jego rewelacje i pytanie odrzekł

-Ty na króla, toć to paradne, przecież wszyscy wiedzą, że z dwójki braci Guthrie, to ja mam i ogładę przedniejszą i aparycję milszą, o obyciu świata nie pomnę, toteż Ty co najwyżej królewiczem możesz ostać, gdy to mnie obiorą, a gdy obioru monarchy dokonają to i przestaną sarkać na cudzoziemców. Przypomną sobie, że jazdę mają najprzedniejszą w Europie, ale piechura z zagranicy zaciągają, puszki rychtują im wszak też cudzoziemcy, a niechaj jakowaś wojenka rozpali granicę to i miast kosych spojrzeń, zaszczyty się posypią. Co do twych dociekań, kogo mości Sobieski poprze, pan hetman do takiej komitywy, aby mi się zwierzać, nie dopuszcza. Wierem przeto, że dokona najlepszego dla Rzeczpospolitej wyboru i tak oto tocząc z bratem pogawędkę pełną dykteryjek kierowali się w stronę mości hetmana i osób go otaczających, Jerzy z obowiązku, Roy z chęci dysputy z bratem. I wtedy jak grom z jasnego nieba spadło nieszczęście, hetman chłop na schwał, padł nagle na ziemię posiniały na twarzy, ktoś krzykną, wnet ktoś do Sobieskiego doskoczył, a po chwili dało się usłyszeć niewiarygodne wręcz

-Nie żyje

Jerzy, może gdyby wiódł spokojniejszy żywot wpadłby w stupor, ale że nie jedno na wojnie już widział, jego myśli popłynęły jasnym i wartkim potokiem

-Boże Przenajświętszy miej w opiece duszę pana hetmana, jemu już nie pomogę, ale najgorsze co teraz może się zdarzyć to wybuch paniki. Nie dość, że tłum ogłupiały może ciało zbezcześcić to i niewinni ucierpieć mogą. No i winnych dopaść trzeba pomyślał i już jął wzrokiem szukać ludzi ze swej roty oraz komenderować, aby Ci łacno otoczyli kordonem zarówno ciało jak i najbliższych hetmana i zapewnili im najlepszą ochronę, a sam zaczął bierzać ku cyrulikowi, ten ostatni miał kontakt z żywym jeszcze Sobieskim, a że pojawił się w sumie znikąd, wypadało dopilnować, aby już tak szybko się nie ulotnił. Może to przypadek, że pojawił się niby na zawołanie, a może nie, warto by gagatka z rąk nie wypuścić, a wręcz zaprosić w gościnę i pomówić z nim chwilę...

Edytowane przez NiemiłosiernySamarytanin

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

lPmCdLc.png

Hanna Spytkowska

 

Zrazu zła na brata, że przeciskanie się w tłumie utrudnia, Hanka rozchmurzyła się natychmiast, gdy się takowym przypadkiem opodal upatrzonego w kościele kawalera znaleźli. Szybko się wyjaśniło, że Jan i Jadwiga są rodzeństwem, Mikołaj zwady więc nie musi szukać, a jeszcze spotkanie otworzyło drogę ku towarzyszącym hetmanowi paniom. Jakże można było nie skorzystać z dwakroć miłego zaproszenia, skoro sam Jan drogę jej wskazywał. Hanka skorzystała skwapliwie, raz się nawet aż nazbyt śmiało na postawnego młodzieńca obejrzała. Potem jednak jej  uwagę przykuła rozmowa hetmana z wojewodą. Byłaby wspomniała słowa ojca, niepochlebne w całej rozciągłości, o młodym Wiśniowieckim, ale wtem Sobieski zakrztusił się i padł.

Hanna zrazu wierzyć nie chciała w to, co jej oczy widzą. Jakże to tak?! Hetman, bohater, on przecież nie mógł umrzeć! On  mógł najwyżej w polu paść, w chwale, bijąc wroga okrutnie i poświęcając się dla zwycięstwa.

Nie wierzyła, lecz uwierzyć musiała, gdyż widok śmierci nie był dla niej pierwszyzną.

- Gorze! - wyszeptała pobladła, na oślep chwytając w bok ręką i zaciskając palce na czyimś ramieniu. Palce smukłe, lecz do szabli bardziej niż do haftu przywykłe i silne. - Nie może to być!

Usłyszała wtedy, jak i panny obok stojące takoż słyszeć musiały, jak czarnowłosa Larysa o truciźnie wspomina. Gwałtowność myśleć nie pozwoliła. Zaraz Hanna puściła swą przypadkową opokę i przyskoczyła do Larysy, łapiąc ją za nadgarstek.

- Skądże to wiesz? - syknęła jej w twarz, gdy tłum krzyczeć już zaczął o wiedźmie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MkIbt52.png

Jadwiga Steckiewicz

 

 

Jadwiga wpatrywała się w przerażającą scenę szeroko otwartymi oczami. Objęła kuzynkę, nie chcąc takich chwil samotnie i bez obecności innych przeżywać. Naród już coraz bardziej bojowe nastroje przejawiał. W takich okolicznościach nie była wyrywna do tego, by przyznać w głos, że widziała już tę scenę. Jeszcze by ją za wiedźmę wzięli i linczu dokonali. Spojrzała tylko na brata i zacisnęła wargi. A po chwili krzyknęła zaskoczona, gdy panna Hanna do ataku przystąpiła. Rzuciła się doprawdy tak, jakby miała co wspólnego z truciznami i rzucanie takich podejrzeń w głos nie w smak jej było, bo do zarzutów o czary pretensji nie podnosiła i do szarży nie uderzała. 

 - Burd wszczynać nie przystoi! - zganiła ją, po różaniec sięgając - Szacunku w obliczu tragedii!

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Larysa całkiem chłodno zmierzyła spojrzeniem Hankę.

- A widziałaś waćpanna sztylet w plecach hetmana? - spytała chłodno z góry patrząc - Faktycznie nie przystoi, przepraszam.

Rzekoma chanówna odsunęła się od pozostałych dwórek i ruszyła bliżej hetmana, gdzie już żołnierze Roty, dumni, piękni, same chłopy na schwał otoczyły ciało zmarłego, a także pozostałe osoby ze dworu, do którego zaliczeni zostali najwyraźniej Spytkowscy i Steckiewiczowie. Oczywiście przepuścili najmilszą hetmanowej dwórkę, która to podeszła do swej pani, objęła ją i powoli podniosła, tak by można było wziąć zwłoki Sobieskiego i do kościoła na powrót wziąć.

 

Cyrulik ani myślał uciekać, przestraszony tylko wycierał dłonie w swój chałat i nawet bez poganiania się przedstawił jako Levi Rosenberg. Jak twierdził przybył pod chrześcijańską świątynie ciekaw wszystkich znanych twarzy i po prostu gdy ujrzał co się dzieję zareagował instynktownie i rzucił się w próbie ratowania życia. Żałował bardzo, że na próżno.

W sumie nieuciekanie było bardzo rozsądną rzeczą, bo tłum, któremu wojsko odgrodziło drogę reagował coraz goręcej i coraz więcej krzyków było wnoszonych. Chłopi, mieszczanie i hołota skupiła się wokół brata Huberta, który grzmiał o czynach nieczystych, paktach plugawych i stosach, które rozświetlić powinny diabelskie mroki, które spowiły Rzeczpospolitą.

- No i masz babo placek - pokiwał głową siwobrody mężczyzna w profesorskiej todze - A jutro kometę będzie widać i furda, dopiero woda na młyn takich jak on krzykaczy.

- Niech wszyscy wejdą do kościoła, moi ludzie oczyszczą ulicę i rozpędzą ten tłum zanim do linczów jakichś dojdzie - zaproponował Roy i to wyglądało na całkiem dobry koncept. Wszakże już pani Hetmanowa, w towarzystwie Larysy za ciałem męża pośpieszyła, a za nimi pozostali poczęli do świątyni schodzić. W tym także Wielki Kondeusz wraz z synem, który wyglądał jakby ktoś mu cytrynę kazał zjeść.

- Potrzebny jestem gdzie indziej - pokręcił głową Olszowski i minął żołnierzy z Roty za nic najwyraźniej mając zamieszanie jakie wzbudzał jego osobisty służący. Ruszył przez tłum, który samoistnie rozstępował się przed prymasem.

 

Zgodnie z poleceniem Jan i Mikołaj ruszyli do kościoła, gdzie zamęt nie ustępował. Ciało Hetmana złożono w zakrystii, gdzie została z nim tylko Maria Kazimiera i nuncjusz apostolski. Larysa powróciła i usiadła w bocznej ławie z dala od wszystkich, którzy rozsiedli się i plotkować zaczęli nieprzystojnie.

Straszna i niezwykła sytuacja zmyła szarżę i bez mała każdy z każdy z każdym w rozmowę wchodził w końcu udowadniając, że panowie bracia zawsze są sobie równi.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2xarCjW.png

 

Jerzy Guthrie

 

Ględzenie jezuity o stosach nie wiele obeszło szkota, akurat w Polszy te nie płonęły za często, bardziej obawiał się tego że co bardziej krewcy panowie bracia mogą jąć wymierzać sprawiedliwość na własną rękę, a w takim przypadku po głowie szabelka wziąć mógł zarówno winny jak i Bogu ducha winien człowiek, o dziwo najczęściej będący żydowiną. Takoż rozważając bieg spraw wszelaki, Jerzy doszedł do wniosku, że w uroczystościach odprawianych w kościele na niewiele się zda z racji innego obrządku, z kolei Roy zobowiązał się do opanowania tłumu toteż i tą kwestią Jerzy nie musiał zaprzątać sobie głowy, przykazał jedynie swoim ludziom żeby w razie konieczności wesprzeć wojaków z cekhauzu. Tak więc pozostawała sprawa najważniejsza czyli odnalezienie winnego tej haniebnej zbrodni, co innego poszczerbić kogoś w pojedynku, zadać śmierć w boju, a co innego w sposób podstępny pozbawić życia. Nikt nie zasługiwał na tak podłą śmierć, a zwłaszcza jego dobrodziej imć Sobieski, hetman znamienity. Przecież takowe skrytobójstwo było niczym potwarz dla stanu szlacheckiego i należało ją zmyć, najlepiej krwią winnych, a że ludzie zabijają najczęściej dla korzyści lub z zawiści Jerzy postanowił pomówić z Mikołajem, jako powinowaty i podopieczny hetmana mógł coś wiedzieć, dlatego wyczekawszy odpowiedniego momentu szkot odwiódł go nieco na ubocze i bez zbytnich ceregieli jął wypytywać

-Wyrazy współczucia panie Mikołaju, choć to momentum straszne chciałem Waćpanu parę pytań zadać, gdyż ta zbrodnia strasznie mnie mierzi i chciałbym jak najszybciej ujrzeć winnych w pętach prowadzonych do lochu. A jak wiemy ludzie podli, którzy stoją za tym czynem haniebnym lubią się czy to chełpić swą nienawiścią czy to zbrodnię swą poprzedzają mniej ohydnemi występkami, dlatego pytam otwarcie czy Wać wiesz o jakowyś pogróżkach kierowanych do hetmana, ktoś szczególnie Mu się naprzykrzał?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7Pg3xxf.png

Mikołaj Sobieski

 

Imć Pan Mikołaj dopiero teraz wrócił do świata żywych, bowiem szok spowodowany haniebną i niespodziewaną śmiercią Hetmana Wielkiego Koronnego, Marszałka Wielkiego Koronnego i jednego z najpotężniejszych ludzi w Rzeczypospolitej, Jana Sobieskiego, w przededniu elekcji nowego monarchy, sprawiła, iż młody szlachcic nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Gdy ludzie wokół krzyczeli l lamentowali, krewniak zmarłego magnata stał jak wryty z pobladłą twarzą i nie mógł z siebie wydobyć ani słowa. Przez myśli przetoczył mu się huragan rzeczy, jakie teraz nastąpić mogły, zaś nawet jego własna przyszłość stanęła pod znakiem zapytania. Z odrętwienia wybudził go dopiero krzyk tego parszywego jezuity, prymasowskiego sługi, którego Pan Mikołaj nigdy nie lubił. Nie skomentował jednakże nijak owych słów znając doskonale stare prawidło, iż mowa srebrem jest, a milczeniem złotem. Wolał przeto milczeć i nad losem swoim oraz ludzi wokół siebie, rozmyślać.

 

Gdy ludzie wokół nieco już ochłonęli i poczęli jeno szeptać i rozmawiać między sobą nad tym, co zaszło, Pana Mikołaja zaczepiła znajoma twarz, imć Jerzy Guthrie, Szkot i rotmistrz z prywatnego regimentu hetmańskiego. Na zadane pytanie Pan Mikołaj uśmiechnął się jeno smutno i odrzekł:

 

- Mości rotmistrzu, prędzej by rzec, ile ziarenek piasku w morzu się znajduje. Hetman był człekiem bogatym i wpływowym, a tacy przyjaciół nie mają, jeno wrogów samych. Rozejrzyj się proszę. Postawiłbym sto dukatów, iź połowa, jak nie więcej karmazynów, z któryśmy tutaj wspólnie modły do Pana zanosili, życzyła potajemnie memu biednemu pryncypałowi prędkiego odejścia w Jego opiekuńcze ramiona. Nie zgadniesz, nie wynajdziesz. Jeno fakt, iż otruty przeraża i zaskakuje. Rzecz to we Francyjej, czy Italii częsta, ale u nas niespotykana. Da Bóg, a winni karę poniosą. 

 

Przerwał na chwilę swój wywód, co by się dyskretnie rozejrzeć, po czym nachylił się i usta swe dłonią przesłonił, mówiąc ciszej już, co by jeno Szkot usłyszeć go mógł:

 

- Waść z obcych krajów jesteś, tedy możesz tego nie wiedzieć, przeto powiem, co teraz się stanie. Hetmanowa Maria Kazimiera wszakże majątek i pieczę nad nim zachowa, a młodziutki Jakub Ludwik z czasem go odziedziczy jak wiek po temu pozwoli. Sobieskim na dłuższy okres czasu owa śmierć wiele nie zaszkodzi, lecz w obecnej politycznej układance to już inna sprawa. Pan Hetman jako Marszałek Wielki Koronny pieczę nad strażą marszałkowską i gwardią królewską posiadał. Jego też obowiązkiem było dbanie o bezpieczeństwo obrad sejmu elekcyjnego. Istnieje wszakże kaptur, lecz furda to, bowiem nie oni komendę nad wojskiem sprawują. Sądy marszałkowskie szybkie są, nie jak inne w Polszcze, a surowe. Komendę nad nimi teraz obejmie, jako drugi w starszeństwie, Marszałek Wielki Litewski, sędziwy Krzysztof Kieżgajło Zawisza. A że to człek w latach mocno już posunięty, zapewne wszystkim naprawdę kierować będzie Marszałek Nadworny Koronny, Jan Klemens Branicki. Powiadają, iż stronnikiem moskiewskiego carewicza jest ów Jegomość. Najbardziej jednak ucierpi sprawa kandydatury księcia de Conde, lub jego syna, których hetman był orędownikiem. Utraciwszy w Sobieskim ostoję swoich wpływów w Koronie, będą musieli cały wysiłek oprzeć na Hetmanie Wielkim Litewskim Michale Pacu, a on wątpię, czy da radę pociągnąć za sobą Koroniarzy. Znaleźć będą musieli kogoś innego, albo li przepadną w przedbiegach.

Edytowane przez Randalus

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2xarCjW.png

 

Jerzy Guthrie

 

-Waści, na ten czas furda dla mnie elekcja i stronnictwa kandydatów wyrzekł szkot, zaciskając pięść w kułak i unosząc do góry

-Prawicie panie Mikołaju, że waści pryncypał i protektor przyjaciół nie miał, czyżbyście i Wy wrogiem jego byli, niepomni na jego dobrodziejstwa czy też jak wierem przyjacielem jego byliście? Bo mam nadzieję, że się co do Was nie pomyliłem i choć wątpię, aby hetman mnie samego swym przyjacielem tytułował, był to człek prawy i wielce rozumny, zawsze sprawiedliwy i życzliwy dla ludzi prawego serca. Nijakiej krzywdy od niego nie uświadczyłem, a służąc pod jego wodzą i chwały i zaszczytów zaznałem, zatem ja nie zamierzam bezczynnie siedzieć i czekać na sąda ino zamiaruję poruszyć każdy kamień i gadzinę podłą, która to do mordu jego się przyczyniła spod owego kamienia wydobyć i przed obliczę sprawiedliwości doprowadzić. Waści raczysz mi pomóc czy może śmierć pana hetmana, nie dość że podstępem sprowadzona to i w dobrego człowieka wymierzona niewiele dla Was znaczy? rzekł Jerzy z powagą, uważnie wpatrując się w twarz Mikołaja szukając w niej potwierdzenia tego czy owa persona jest niczym trzcina na wietrze kładąca się z każdym podmuchem w inną stronę, czy też pomimo mikrej postury ów szlachcic będzie gotów mężnie walczyć o sprawiedliwość dla pana Sobieskiego

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7Pg3xxf.png

Mikołaj Sobieski

 

Pan Mikołaj był nieco zaskoczony zapalczywością oficjera. Z drugiej jednak strony czego oczekiwać po prostym żołnierzu, który większość życia spędził pośród nieobyczajnego żołdactwa i tępych chamów, którym trzeba było wykrzykiwać rozkazy z obowiązkowym klęciem godnym szewca. Każdemu przypisana jest jakaś rola i Pan Guthrie swoją spełniał sumiennie. Młody szlachcic szybko jednak odzyskał pewność siebie i odrzekł spokojnie, dalej środki ostrożności zachowując:

 

- Mon cher capitaine - zaczął - proszę mi nie imputować, iż nie przejąłem się śmiercią hetmana. Był mi krewnym, protektorem i opiekunem, któremu wiele zawdzięczam i za co do śmierci wdzięcznym będę. Jeśli nie padam na kolana i nie rozdzieram szat z rozpaczy to jeno dlatego, iżby nie dać wrogom jego satysfakcji z owego zachowania oraz pretekstu do kolejnych spisków, a także z racji faktu, iż owe odzienie sporo kosztuje. Wolę rozpaczać po cichu i po cichu zemstę planować. Dlaczego Waść myślisz, iż Pan Sobieski śmierć poniósł własnie teraz? Ano dlatego, iż zbliża się elekcja, a on byłby na niej ważnym graczem. Gdyby nieboszczyk Pan hetman zadarł z jakowymś przybłędą, ów nie bawiłby się w trucizny, jeno wyszedł z tłumu i próbował czekanem łeb mu rozszczepić. Tu chodzi o coś więcej. Inwestując w truciznę, zamachowiec pokusił się na koszt i ryzyko, a także poszedł wbrew tradycji. To sugeruje obcą potęgę lubo kogoś, kto wychowywał się na obcych dworach, tudzież chce upozorować takowe zachowanie. Musi to być takoż przeciwnik stronnictwa francuskiego, wszakże hetman był jego głównym propagatorem. Przyczyna śmierci jest stricte polityczna, przeto musimy ową politykę pojąć, jeśli chcemy znaleźć mocodawcę. Wiedz Waść, iż niczego bardziej nie pragnę, niźli dorwać mordercę nieboszczyka stryja i widzieć, jak kona. Nie oceniaj mnie przeto, Mości rotmistrzu, zbyt surowo. Nie muszę parać się wojaczką, ażeby być użytecznym sługą hetmańskim.

 

Edytowane przez Randalus

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2xarCjW.png

 

Jerzy Guthrie

 

Skłonił się lekko szlachcicowi - Miło wiedzieć, żem w osądzie się nie pomylił mości Mikołaju, jam żołnierz prosty, nawykły do tego że wroga widzę lub wiem przynajmniej w kim walczę jeśli wróg w podłości swej kondycji do forteli się ucieka. Nie dla mnie dworskie intrygi, a i w arkanach polityki niezbyt się rozeznaję, bo jakożeście zauważyli człowiek żem nietutejszy, inaksze rządy w mej ojczyźnie, nijak mi pojąć jak to szlachta sobie króla obiera spośród wszelakich znaczniejszych person Europy, choć wyrozumować idzie, że i intratny to biznes i gra ryzykowna i dla tych co o nominację się starają i dla ich popleczników, ale nie może tak być żeby ambicje doprowadzały do skrytego mordu. Takoż waści w miarę swej fantazji radą posłużyć mogę, ale i pomoc swą ofiaruję w odnalezieniu mocodawcy, wszak może węzła gordyjskiego zagadki sam nie rozplączę, toć łeb hydrze złowrogiej zawszem skory uciąć

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

lPmCdLc.png

Hanna Spytkowska

 

"Burd! Jakichże burd?!" - myślała gniewnie Hanka. Zamęt owszem, tam za kordonem się tworzył, ale  jakże ją mogli o chęć burdy posądzać, gdy szabelka, a nawet i nóż na swoich miejscach wisiały nietknięte? Gdyby to któryś z obcych wojaków zarzucił, pewnie uświadomiłaby mu, że do burdy jeszcze daleko, ale że to panny... Przynajmniej próbowała zrozumieć. Matka ostrzegła ją, że powinna spokojnie i przystojnie się zachowywać, jak na pannę przystało. W zaistniałych okolicznościach pamięć na matczyne rady manifestowała się  najwyżej w powściągliwości języka.

Hanka nie mogła miejsca sobie  w kościele znaleźć, chodziła więc jak dziki zwierz, między fladry złapany. Tyle baczyła, że za każdym razem w stronę ołtarza spojrzawszy żegnała się, jednocześnie wyrzucając Bogu Sprawiedliwemu, jak mógł do takiego haniebnego morderstwa u progu swej świątyni dopuścić. Trucizna, czy czary, za jedno diabelskie działanie, bo wraz ze szkodą na hetmanowym życiu, szkoda dla całego kraju została uczyniona. A po prawdzie takoż dla rodu Spytkowskich, Hanka więc czuła się osobiście urażona, że nawet winnego nie staje, aby sprawiedliwości szukać. Spojrzała  na brata, wyglądając w jego oczach potwierdzenia, że podobnie sprawę traktuje. Później jednak jej wzrok podążył ku bocznym ławom, gdzie spokoju szukała Larysa. "Trucizna, bo nie sztylet w plecach? Czemu nie atak choroby jakiejś? Albo i czary rzeczone?" Panna Spytkowska nie wahała się ni chwili. Podążyła  w tamtą stronę, mitygując się w duchu, by staranniej dobierać słowa. Kiedy jednak wciskała się na ławę obok z właściwą sobie żywiołowością, cały spokój szlag trafił razem z  wyraźnym brzękiem obijającej się od rzeźbionego oparcia broni. Hanka westchnęła głęboko.

- Wybaczy waćpanna, lecz pewność waćpanny stwierdzenia sugeruje, że o truciźnie coś wiesz - głos ściszyła, lecz świdrowała wzrokiem chanównę, nie zrażona swoją, mizerną przy niej prowincjonalną kondycją. Zreflektowała się zaraz, że brzmi to jak oskarżenie, więc dodała szybko, zapalczywie i prosto z mostu - Nie suponuję, żeś w morderstwo  umiłowanego pana hetmana zamieszana, tylko, że może poznajesz, jakimże paskudztwem ktoś go struł tak okrutnie? Już oficyjerowie Żyda cyrulika na spytki brali, ale może on i gadać nie chciał? Może winny? Na Boga i święty ołtarz Jego, jeśli coś wiesz, dlaczego milczysz?

Edytowane przez Vadeanaine

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MkIbt52.png

Jadwiga Steckiewicz

 

Jadwinia dokończyła w spokoju modlitwę za duszę tak haniebnie poległego hetmana. Są w końcu rzeczy ważne i ważniejsze. Dopiero wtedy rozejrzała się wokół siebie. Kuzynka zdecydowała się dotrzymać jej towarzystwa w modlitwie. Jadwinia uśmiechnęła się do niej blado

 - Trucizna to broń kobiet - zauważyła cicho - i tchórzy - dodała po chwili namysłu - Porozmawiamy z tym cyrulikiem, który na ratunek pobiegł? Może z bliska zauważył coś, co tłumowi umknęło - zaproponowała. W końcu jej samej nie bardzo wypadało narzucać się z towarzystwem mężczyźnie. Dlatego wraz z Magdusią odnalazła żydowskiego cyrulika

 - Drogi panie - zaczęła - pragnęłybyśmy podziękować za bohaterską próbę ratunku dla mości hetmana. Ale i zapytać, czy podczas swojej praktyki spotkał się pan kiedykolwiek z podobnym przypadkiem? Albo słyszał pan o takowym?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Larysa spokojnie skończyła szeptem odmawiać pacierz i się przeżegnała. Dopiero po tym spojrzała na Hankę, w jej oczy rozgorączkowane, rozważając słowa dramatyczne jakie padły.

- Na truciznach się nie znam, jeno trochę na leczeniu. Ale Hetman zdrów był, sam tak mówił medyk mej pani, kiedy zjechał ledwie trzy dni temu. Wezwali go, bo Pan Sobieski niepokój czuł, ale to ponoć przez politykę i elekcję, tak medyk powiedział. Że odpocząć trzeba - Larysa się skrzywiła - Ale gdzie mu odpoczywać w taki czas? Na dworze ani chwili spokoju nie było. Nie wierzę też w czary, bo jakiś to czart musiałby być potężny by na schodach kościoła dokonać takiej zbrodni?

Pokręciła głową, a potem szybko się przeżegnała jakby sama myśl nieczysta była.

- Martwię się o mą panią - wyznała całkiem cicho.

 

Levi Rosenberg skłonił się nisko przed dwiema pannami, odsunął krok od nich i pochylił głowę, by wyglądać jak przystało na uniżonego sługę.

- Nigdym nic takiego nie widział. Ani nie słyszał. Czasami choroba nagle zabiera człowieka, gdy mu serce pęka. W naszym kraju dużo rozgorączkowanych głów to i to się zdarza, ale czegoś takiego to nigdy. Hetman... Pan Hetman wyglądał jakby coś go dusiło, jakby rękę na szyi zacisnęło i powietrzu odmówiło dostępu. No i...

Żyd zawahał się popatrzył na panienki niepewnie, ale dokończył myśl.

- W jego oczach widziałem przerażenie. Nie strach przed śmiercią, nie. To co innego było.

- Oh nie może być - zapowietrzyła się Magdusia - Wszak wiadomo, że pan niczego się nie bał!

- Ależ oczywiście, oczywiście - cyrulik ją się szybko kłaniać przed oburzoną panną - Pewnie mi się coś wydawało.

 

Drzwi od zakrystii otworzyły się i przed ołtarz wkroczyła Maria Kazimiera sprawiając, że wszystkie rozmowy ucichły jak ucięte nożem. Pani Hetmanowa, skłoniła głowę, odmówiła szeptem modlitwę i przeżegnała się nim ruszyła dalej prosto do Francuzów, którzy w szacunku głowy skłonili. Ludzie znów poczęli szeptać mając jednak baczenie na dumną sylwetkę wdowy, na twarzy której śladów po łzach już nie było znać.

 

Rozmowa po francusku toczyła się szybko, płynnie wymieniano opinie, tak że Mikołaj musiał mocno wytężyć uwagę, by nadążyć. Wpierw wymieniono standardowe kondolencje, za które należycie podziękowano, potem przez chwilę Francuzi rozpływali się nad walorami zmarłego, by w końcu przejść do rzeczy ważnych.

- Trzeba będzie gdzie indziej teraz stronników szukać - westchnął Ludwik Burbon - Mocno ta śmierć w plany nasze uderza.

Maria Kazimiera przez chwilę milczała w namyśleniu skubiąc koronkę czerwonej sukni.

- Nasi ludzie pójdą za mną - powiedziała wreszcie - A jeśli kto zaprotestuje to znajdę sposób by przekonać opornych. Trzeba ludziom uświadomić, że zobowiązani są wypełnić wolę Jana, żeby jego śmierć nie poszła na marne i przeciwnikom nie dostarczyła uciechy.

- Raduje pani serca nasze tymi słowami - skłonił się nisko Kondeusz - Nie wiem jak dziękować,  jak się odwdzięczyć, jak...

- Pohamuj się książę - wstrzymała go gestem - Mimo wszystko uważam, że kilka zmian należy wprowadzić. Lepiej teraz będzie, gdy przeniesiemy głosy na młodego księcia przedtem żeniwszy go z Polką, tak by zamknąć usta warchołom różnorakim.

Obaj mężczyźni popatrzyli na wdowę ze zdziwieniem.

- Mam nawet kandydatkę - kontynuowała ona - Tam oto siedząca Larysa. Panna piękna, zdrowa, młoda, katoliczka. Z królewskiego rodu, a przy tym nie wywyższająca nikogo z magnaterii.  Od czasu króla Zygmunta Augusta wiemy, że oni tego nie zniosą.

- A bez ożenku to nie dałoby tak rady? Ja mam narzeczoną we Francji.

- To zerwiesz waść zaręczyny - w głosie Marii Kazimiery zadźwięczała stal - Jeżeli wam się tron Polski marzy.

- Ale ja... - zaczął znów Henryk Juliusz.

- Pohamuj się - syknęła hetmanowa ukrywając rozeźlenie za smutnym uśmiechem, który jednak nie przykrył błyskawic w jej oczach - I pohamuj swe skłonności. Chcesz Polaków ku sobie skłonić to jak Polak się zachowuj. Jeśli prawda wyszłaby na jaw na nic nasze trudy i starania.

Obaj książęta skłonili głowy, a z ich twarzy trudno było wyczytać cokolwiek.

 

Drzwi kościoła otworzyły się i wkroczył Roy Guthrie, który ruszył prosto do brata.

- Można już przejść, drogi są przejezdne i pilnowane. Zarekwirowałem też konia z wozem - szeptem przekazał bratu w języku wyspiarzy - Chyba, że kogoś jeszcze chcesz przesłuchać. Wtedy możemy zwlec.

Edytowane przez Nadia

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2xarCjW.png

 

Jerzy Guthrie

 

-Zwlec i tak musim, jak widzisz pani hetmanowa zajęta rozmową z francuzami, a ja nie ośmielę się przenieść ciała bez jej wiedzy i wyraźnego nakazu, chyba że wóz wyrychtowałeś w innym celu, który zrazu mi zdradzisz kontynuował rozmowę w ojczystym języku z bratem

-Nie wiadomym mi też jest gdzie mości hetman chciał aby jego doczesne szczątki spoczęły, takoż poczekajmy, może małżonka nieodżałowanego pana Sobieskiego zna dokładne dyspozycje w owym zakresie. Choć nie ukrywam, że mi samemu nie kwapi się do eskortowania ciała, wolałbym poświęcić swój czas na szukanie winnych, nie wiada mi też czy w ogóle mi i mojej rocie przystoi maszerowanie w kondukcie, może Senat oddeleguje usarię, coby uczcić tak sławetnego wojaka. Toteż nie turbujmy się, zdaje się że niedługo wszystko w sprawie pochówku się wyłuszczy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7Pg3xxf.png

Mikołaj Sobieski

 

Pan Mikołaj musiał pozbawić szkockiego oficjera swej uwagi, albowiem z chwilą wkroczenia do środka Marii Kazimiery i jej rozmowy z książętami francuskimi, wszelkie swe zmysły ku nim skierować musiał. Rozmowa była płynna i szybka, przeto młody dworzanin musiał ze dwa razy ją w myślach przetrawić, aby sens wszystkich słów i zdań wyłapać. Na szczęście fortuna się do niego uśmiechnęła i pojął w mig wszystko, o czym dysputowano. W takich to chwilach dziękował samemu sobie samozaparcia, ażeby mowę francuską zgłębiać, przeto nic na dworze nie mogło się przed nim ukryć. 

 

Sama treść wprawiła szlachcica w lekkie zakłopotanie. Hetmanowa bowiem niczym prawdziwa herod baba pomiatała samym Kondeuszem i jego konusowatym synkiem jak chciała, choć we Francyjej skąd pochodzi to ona musiałaby się przed nimi kłaniać, a nie odwrotnie. Jak rasowy polityk wskazała im miejsce w szeregu, a młody książę d'Enghien jeno głowę spuścić mógł ku uldze wszystkich zgromadzonych. Tajemnicą bowiem nie było, iż Henryk Juliusz, prócz mikrej postury, gębę miał szpetną niczym noc. W niczym nie przypominał swego dumnego ojca, nawet z charakteru. Krążyły plotki o jego niezwykle wybuchowym temperamencie, przeto do nich mogła nawiązywać hetmanowa. Aż dziw, że przyjął to wszystko z takim spokojem, zupełnie nie pasującym do opisywanego przez dworaków człeka z siarki i ognia. Najbardziej jednak zaskoczyła go sprawa mariażu... z Larysą? Rzekomą córką chana? Pogańska krew znalezionego na stepie podlotka zapewne ucieszy jej przyszłego męża, gdy tylko ktoś mu o tym powie... przyszły Pierwszy Książę Krwi Francji i przybłęda ze stepu, to dopiero byłby ucieszny widok. Pan Mikołaj wątpił, czy ktoś taki zgodzi się na tak proponowany mariaż, choćby i dla korony. W dodatku mglistej i niepewnej jeszcze.

 

Zorientowawszy się, że Pan Jerzy rozmawiał z innym oficjerem i to w obcej mowie, zapewne jakimś krajanem, zwrócił do niego:

 

- Mości rotmistrzu, przedstawisz mnie może swemu towarzyszowi? Nie znam bowiem godności Waścinego rozmówcy - po czym bezpośrednio zwrócił się do przybysza kłaniając się dwornie - Mikołaj Sobieski sum herbu Janina. Waszmość tuszę znasz naszą mowę?

 

Edytowane przez Randalus

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2xarCjW.png

 

Jerzy Guthrie

 

Słowa pana Mikołaja były niczym wystrzał, albowiem Jerzy wdał się w dysputę z bratem i przeto nie zauważył zbliżającego się szlachcica lub ów potrafił przemykać tak, aby pozostać niezauważonym w towarzystwie. I jeśli w tym przypadku zaistniała druga z wymienionych przyczyn to lepiej takiego człowieka mieć za przyjaciela niźli wroga, pozostawało też mieć nadzieję, że nikt inny w tym czasie ich w podobny sposób nie zaszedł, choć rozmawiali w rodzimym języku i o sprawach niezbyt wielkiej póki co wagi, lepiej było baczyć na postronnych.

 

-Ach panie Mikołaju, niezmierni miło będzie mi was poznajomić, otóż poznajcie brata mego, Roy'a, generałem warszawskiego cekhauzu będącego, herbu Guttry takoż jak i ja będącego odrzekł przechodząc na mowę polską

-Brat właśnie uwiadomił mnie, że tumult udało się opanować, nawet drogi nazad są przejezdne dodał, licząc na to że błyskotliwemu umysłowi pana Mikołaja takowe informacje przydatne okazać się mogą

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

7Pg3xxf.png

Mikołaj Sobieski

 

- Radem poznać tak znakomitego kawalera - skłonił się raz jeszcze dwornie Pan Mikołaj, będąc z bratem Imć Jerzego zapoznanym. Młody szlachcic w głębi ducha czuł pewną ulgę. Znajomość z oficjerem regimentu hetmańskiego oraz jego bratem, szefującym miejskiemu cekhauzowi, z całą pewnością będą przydatne. Jeśli po nic innego, to choćby dla faktu, iż w mig zapewnić mogą silnorękich żołdaków do pomocy w różnych sprawach, a może nawet i coś cięższego, choć w żadnym wypadku Pan Mikołaj nie planował iść na wojnę, albowiem nie ona była jego domeną. 

 

- Tumult powiadasz, Panie Jerzy? - odrzekł ponownie hetmański krewniak - Nim dzień ten dobiegnie końca, cała Warszawa znać będzie, co tu się zdarzyło, a wraz z nią tysiące szlachty i wojska, co się zjechały na elekcję. Liczę jeno, że gorzałka im do łba nie strzeli i nie poczną biegać po całym mieście paląc z samopałów, po pijaku morderców szukając, bowiem nieszczęście z tego gotowe przy takim ważnym wydarzeniu i masach szlacheckich. Starczy jedno oskarżenie i szable pójdą w ruch, rzeź gotowa. Jak jeszcze jakowy poseł, czy inszy cudzoziemski dygnitarz życie czy zdrowie przy tym postradają, to już całkiem źle będzie. Nim miną trzy niedziele, wieść po całej Rzeczypospolitej się rozniesie i na kraje ościenne, a to oznacza kolejne swary, tumulty, zajazdy. Rzeczpospolitą czekają ciężkie tygodnie, nie tylko tutaj...

Edytowane przez Randalus

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2xarCjW.png

 

Jerzy Guthrie

 

-Och, Panie Mikołaju, nie chodziło mi o zawieruchę która chyżo się rozpęta, a o owo zamieszanie, które przed kościołem miejsce miało. Iści pewniejsze to niżem jam jest szkotem z urodzenia, że jeśli ktosik mocno wojska i szlachetków w karby nie weźmie to do tragedii dojdzie. Prawiście w tym, że gorące głowy zaczną hulać i zwady szukać, ale kto je teraz ostudzi skoro Pana Sobieskiego zbrakło, jego wojsko miłowało i respekt okazywało, któż zastąpić go może. Nim stany powierzą komuś innemu stanowisko i buławę tygodnie minąć mogą, a tu działać trzeba. I Waści wyplujcie te słowa co rzekliście o cudzoziemskich posłach, toć z tego i kolejna wojenna zawierucha gotowa wybuchnąć, a Rzeczpospolita jeszcze po ostatnich walkach poległych nie zdążyła opłakać. Alem by temu zapobiec nie mamy ani takiej władzy, ani takiej mocy, moja rota co najwyżej starczy do pilnowania kościoła gdzie ciało hetmana złożono, większych zamieszek nie rozpędzim, bo i oddawać palb do tłumu jakoś nie przystoi, a i taka ćma ludu rozniesie nas w try miga. Teraz ino mamy jako mój brat rzecze chwilę oddechu by łacno pomocy i głów rozumnych poszukać, nim pożar trawiący serca i głowy ludzi znów rozgorzeje.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MkIbt52.png

Jadwiga Steckiewicz

 

- Tylko głupiec nie lęka się niczego - skwitowała Jadwinia, zerkając z lekką dozą pobłażliwości na urażoną takimi insynuacjami kuzynkę - Jednak chyba wszyscy zgodzić się możemy, że ostatnią rzeczą, której mógł się lękać tak wielki mąż była śmierć - kontynuowała zamyślona. Zamilkła na chwilę, przesuwając paciorki różańca między smukłymi palcami - Dziękujemy za rozmowę - uśmiechnęła się do cyrulika, pożegnała go i odeszła z kuzynką, ciągle tak samo zamyślona - Czego może bać się silny, zaprawiony w boju i potężny mężczyzna? - zapytała cicho - Zdrady tych, którym zawierzył - dokończyła jeszcze ciszej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz