Thorongil

Gorączka złota (Thorongil)

247 postów w tym temacie

1N4j1vW.png

Orlamm Blimth

 

Oj tam, oj tam. - Odpowiedział Orlamm na marudzenia Abelarda. Coś chyba często do niego mówił "oj tam, oj tam". - Skąd wiesz, że nie znajdziemy odpowiedzi?  Będziesz czekał na wielki gmach z szyldem "Tu są odpowiedzi"? Nie wiesz gdzie je znajdziesz i w jakiej formie. Odrzucając miejsca, bo tam na pewno ich nie będzie na pewno się nie zbliżysz do rozwiązania zagadki. A dobrze zorganizowana ekspedycja ma to do siebie, że przyciąga więcej uwagi. A jak ktoś przyciąga uwagę to i o kłopoty łatwo. Ale w sumie ja je nazywam przygodami.

Na wywody Argusa Orlamm z początku nie reagował, ale kiedy ten odpowiadał Abelardowi na twarzy gnoma poszerzał się uśmiech.

Czyżby ktoś zapominał o kontekście i sam zaczął czepiać się słów? To jest legenda, czyli też coś niejednoznacznego, więc i każdy może to interpretować inaczej. Jak wolisz brać dosłownie, to spoko, ale my przyszliśmy to zbadać i mieć przy tym trochę radochy.

Gnom uśmiechnął się do Argusa przyjaźnie po czym przeniósł wzrok na półelfkę wychwalającą Argusa.

Naaah. - Machnął ręką - Każdy czegoś się boi. Może jeszcze po prostu tego czegoś nie spotkał. Albo dobrze chowa, że się boi. - Powrócił wzrokiem do maga - Jak jest?

 

***

 

Przed wyruszeniem w drogę musieli jeszcze zebrać ekwipunek nie wspominając o drużynie. Ta druga była zależna od tego pierwszego, więc co by nie opóźniać Orlamm wspomógł druidkę przy robieniu nowej tarczy. Abelard postanowił ich opuścić wierząc w nudne metodologiczne wykreślanie miejsc gdzie można znaleźć odpowiedź, aby potem kolejno do nich wracać aż się ją znajdzie. No cóż. Jego wola. W ten czas Orlamm wolał zbadać tutejszą kopalnię i ruszać po tym dalej. Ciekawe kiedy ten zrzęda go dogoni? Za pół roku? Nie ważne... Ważne było to, że znaleźli wejście do kopalni i to nie byle jakie, co to to nie. Fortyfikacje wejścia oznaczały, że miejsce było cenne i że niebezpieczne. Najbardziej Orlamma zdziwiły duchy. Ich się tu nie spodziewał. Z uwagą prześledził scenę z początku walki po czym odwrócił się w stronę kości.

Chyba trzeba będzie znowu użyć tej Twojej łopaty - Powiedział do niziołka - Być uwięzionym w tym samym wydarzeniu na całe wieki. Brrrr... Masakra. Może kiedy pochowamy ich szczątki, to ich dusze zaznają spokoju i zamknięcia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

mX6OH1j.png

Argus

 

Ta Liira brzmi jak całkiem rozsądna bogini, czuję że bym się z nią dogadał - zaśmiał się głośno - Tylko nie bardzo łapię jaki pożytek z jej czczenia przychodzi. Taka Tymora na przykład to co innego, dobrze jest, żeby spojrzała przychylnym okiem, bo inaczej nawet najlepsze plany mogą wziąć w łeb. Ale do zabawy i radości to po co bogów mieszać, bez nich jest przecież niemniej wesoło.

Gnom, niestety, przyczepił się. Argus wiedział ze się przyczepi, instynktownie czuł, że nie przepuści okazji, skoro sam mu się wystawił. I nie bardzo wiedział co ma na to odpowiedzieć. Ale brak racji to jeszcze nie powód, żeby zmieniać zdanie.

Jaki tu może inny kontekst być, albo się góry bronią albo nie bronią, trzeciej opcji nie ma. Legenda jakaś może istnieć i chętnie ją poznam, razem z ziarenkiem prawdy nawet, a i radochy też nie odmawiam, choć do niej mi akurat żadna legenda niepotrzebna, może poza moją własną. Ale w tej tutejszej na pewno o co innego chodzi niż nam Abelard relacjonuje i nawet pomogę wam tego cholernego źródła szukać i jak je znajdziemy, to się sami przekonacie, że te współczesne bajania nie mają nic wspólnego z prawdą.

Nad wspólnym pytaniem Orlamma i Skierki musiał się zastanowić. Niedługo, tak jak miał w zwyczaju. 

E tam strach. Może i jest coś czego się boję, ale, tak jak mówisz, jeszcze nie spotkałem. Znaczy jasne, jest w Andromath paru gości, z którymi wolałbym nie mieć na pieńku. I są na pewno gdzieś w świecie potwory, z którymi wolałbym nie walczyć. A już na pewno nie chciałbym zostać w nocy zjedzony przez tego obrzydliwego robala. Ale żeby to strachem nazywać to nie, ani mnie jedno z drugim nie paraliżuje ani nie powstrzymuje przed robieniem swojego. Życie jest za krótkie żeby siedzieć w kącie, robić w portki i płakać "to niebezpieczne"  - zakończył niemalże filozoficznie. Najwyraźniej jednak nie przedstawił w pełni swojej myśli, bo po chwili podjął energicznie wątek, by z każdym kolejnym słowem coraz bardziej się nakręcać, wymachując wściekle wciąż trzymanym w dłoni serem. - Zresztą co mnie jakieś mityczne i magiczne zło. Pełno jest historii i pieśni o bohaterach, którzy zabijali smoki, odwracali klątwy i ratowali królestwa przed pradawną i przepowiedzianą zagładą, a te przepowiednie w podaniach zawsze były najgorsze, że niby klątwa to jeszcze pół biedy, ale jak przepowiednia poszła to już klepnięte i nie da się nijak zapobiec. A jakoś zapobiegali i każdy jeden później żył długo i szczęśliwie. To jak oni sobie poradzili, to czego ja miałbym się bać i nie poradzić, co ja gorszy od nich jestem?

 

 

***

 

Brakowało mu świeżego powietrza i otwartej przestrzeni. Wczoraj nie do końca zdawał sobie z tego sprawę, zresztą starcie z ogrami i pogrzeb Philipa wymęczyły go, nie przywiązywał więc większej uwagi do potrzeb innych niż głód i sen. Teraz zaś, podczas tego krótkiego marszu od ogrzej jaskini do ufortyfikowanego korytarza, uświadomił sobie, że cały dzień łażenia po podziemiach wystarczył mu, aby się stęsknić za widokiem nieba nad głową. Nawet dochodzący z oddali smród odchodów wywoływał, w jakiś pokrętny sposób, miłe skojarzenie z opuszczonym przed kilkoma dniami rodzinnym Andromath. Co prawda za jednym z gorszych aspektów miasta, ale dom to jednak dom, nawet jeśli nie zdążył jeszcze za nim zatęsknić.

Pomimo to ponowne zanurzenie się podziemną ciemność nie odebrało młodzieńcowi ducha. Sam widok korytarza wystarczył, by go pobudzić. W końcu zupełnie inaczej się wchodzi do starej i nudnej kopalni, a inaczej do opuszczonego, ufortyfikowanego... czegoś. Posterunku, fortecy? No, w każdym razie czegoś solidnego i trwałego. Z każdym krokiem czuło się, że tu kiedyś była prawdziwa cywilizacja, a nie zapomniana przez bogów i ludzi dziura. A widok duchów jasno mówił, że ta cywilizacja jeszcze tak nie do końca wymarła.

Argus wpatrywał się w zjawisko pełen niedowierzania. To nie była zwykła magia ani jakaś tam iluzja. Ta bitwa działa się naprawdę, a na ile się orientował w temacie (czyli dość niewiele), to duchy po śmierci raczej nie zapętlają się w swych ostatnich żyjących chwilach same z siebie, coś poważnego musiało się tu stać. Do głowy i na usta uporczywie dobijało się słowo na "k", jednak czarownik odsuwał je od siebie z determinacją godną lepszej sprawy: prędzej sczeźnie niż przyzna, że Horst, Tuck i reszta wieśniaków miała choćby cień racji. Może gwałtowny zgon potrafi czymś takim skutkować? Albo bitwa była dla tych krasnoludów tak ważna, że nawet śmierć nie mogła ich powstrzymać? Albo jakieś potężne zaklęcie, o którym nie słyszał. Cokolwiek tylko nie ta cholerna klątwa. Zresztą, duchy krasnoludów się na nich nie rzuciły. Zajmowały się swoimi sprawami, a wtargnięcia przybyszów zdawały się w ogóle nie odnotować. A to oznacza, że nawet jeśli jakaś klątwa faktycznie tu jest, to nie ona odpowiada za problemy i zaginięcia w kopalni, a jest jedynie zjawiskiem dodatkowym. Zatem racja wciąż po stronie Argusa.

Momentalnie odzyskując rezon, mógł spokojnie odpowiedzieć gnomowi.

Może i zaznają, ale czekaj chwilę, nie ma pośpiechu. Może da się jakoś przyciągnąć ich uwagę, o coś zapytać... w końcu wiedzy i źródeł mamy tu szukać, nie? Co to za jeden ten Azagram, coś wam to imię mówi? - zwrócił się do towarzyszy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

YiR370z.png

L'nayla "Lómelindë" Loseh'elin

 

- Oni zaraz wrócą - odezwała się elfka, patrząc na zbielałe kości - ta sama bitwa, wciąż, raz, za razem, odgrywana. Taki sam ma finał i takie same uczucie smutku we mnie wywołuje. Duchy rozmowne są i chętnie prowadzą dysputy, jakom już z nimi się rozmówiła. To one wskazały mi drogę, którą do was dotarłam - elfka wyjaśniła spoglądając na towarzyszy z melancholią wymalowaną na twarzy. - Pamiętajcie jednak, że one myślą, że żyją. Sądzą, że są zdrów i nie spodziewają się tego co nadeszło. Nie sądzę by rozsądnym było wyprowadzać ich z błędów w brutalny sposób, nie jestem pewna jak podziała to na ich umęczone dusze. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

LDLziXH.png

Zastanowiła się i odezwała - jak na nią - poważnie.

- Lliira jest też boginią wolności i uwolnienia, więc jej błogosławieństwo może pomóc w tarapatach - spojrzała na niedawno uwolnionych nowych towarzyszy. - Po prawdzie podejrzewam, że tyczy się to każdej wolności, bo nie spotkałam kapłana ani kapłanki Lliiry, który byłby z kimś związany na stałe. Ale może to tylko ja. Niektórych wiernych tak... ale możliwość wyboru to też wolność. No, ale jednak radość przede wszystkim. Któż nie chciałby wyznawać kogoś kto chce od niego tylko radości? I przebywanie z jej wyznawcami i kapłanami to po prostu wieczne świętowanie. Jak mogłabym się temu oprzeć? - spojrzała na Riclana, Orlama i L'naylę. - Musieliście spotkać Lliiran, prawda? Kapłani i osoba, która była w tylu miejscach! - urwała, spoglądając na drugą elfkę, czując się, jakby popełniła poważne niedopatrzenie. - I elfka, która na pewno długo żyła i jest bardzo mądra! Prawda? 

Zagryzła wargi spoglądając na duchy. Prawdziwe duchy! Takie realne, że można ich dotknąć... tylko, że nie można bo to duchy, prawda... a gdyby dało się ich dotknąć nie byłyby prawdziwymi duchami.

Wiedziona chęcią sprawdzenia postąpiła krok do przodu z chęcią dotknięcia jakiegoś, ale w porę powstrzymała się. 

- Tak, pochowajmy ich, na pewno ich ucieszy, że wreszcie mogą odpocząć. Tylko wypytanie ich najpierw jest dobre... Może narysują nam plany kopalni? Albo, jeżeli nie mają rąk to opowiedzą. I może opowiedzą nam swoją historię? Skoro bitwa trwa, pewnie nie wiedzą jak się skończyła, a szkoda - westchnęła ciężko. - Może ten cały Aa-zazgram jest naszym złem, które musimy pokonać? W takim razie należałoby zapytać dobrą stronę. A może właśnie obie? Wysłuchanie ich historii może nam pomóc, zamiast stracić czas. No i kto miał taką szansę? 

Gdyby tylko znała jakąś historię o takich ludziach. Pieśń? Opowieść podróżnych? Cóż, zaraz ją pozna! 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

UuhRssW.png

Ilana Amanodel

 

Ilana sprawdziła, czy "nowa" tarcza nie ogranicza ruchów. Może i była prowizoryczna, ale lepsze to niż nic.

***

Wejście do jaskini było z pewnością interesujące, a sama bitwa duchów wywoływała niepokój. Może i nie wyglądały, żeby mogły coś komuś zrobić, ale z pewnością nie powinno ich tu być. Elfka nie była pewna, czy pogrzebanie szczątków coś da, w końcu nie każdy wędrowiec, którego spotka "zły los" od razu zostaje uwięziony na tym świecie, ale nie była też specjalistką w tych sprawach.

Po opuszczeniu Abelarda, to chyba właśnie Orlamm był najbardziej wyuczony w tych sprawach.

- Jak mówisz, że to pomoże to powinniśmy - Odparła z pewną dozą niepewności, ponieważ w końcu to był Orlamm.

- Wiadomo coś jeszcze o tych krasnoludach. Z kim i o co walczyły? - Elfka zrobiła chwilę przerwy - Czy to na pewno jest kopalnia? - Musiała przyznać, że w kopalni nigdy nie była, i takie sprawy jak forteca na wejściu wydawały się jej nie do końca na miejscu... Chociaż wiedziała, że krasnoludy potrafią żyć pod ziemią.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

LpgcFNN.png

Riclan Laughshield

 

Niziołek obserwował zastaną scenę walki duchów ze skupieniem, które można było posądzić albo o nabożność, albo o niezdrową fascynację. Prawdą jednak było, że pomimo obijającej się tu i tam o oczy i uszy wiedzy, iż duchy mogą nie zaznać spokoju, jeśli trzymają je na świecie wyjątkowo poważne zobowiązania...  Nie spodziewał się nigdy w życiu ujrzeć czegoś takiego na podobną skalę. 

Toż to nie był "jakiś" duch. Nawet nie wspominane w rzewnych legendach złączone sięgającą poza grób miłością pary, albo rycerscy lub królewscy adwersarze gnani przekraczającą bariery śmierci nienawiścią. To było wieczne pole bitwy wielu, na pozór całkiem zwyczajnych, krasnoludzkich żołnierzy. Nic dziwnego, że w ludzkim ujęciu, wyolbrzymionym strachem, niezrozumieniem i zwykłymi plotkami, to tragiczne widowisko mogło dać początek opowieściom o żywych górach.

Obawiał się jednak, że widzą tylko  przysłowiowy wierzchołek tej legendarnej góry.

Co, na wszystkie kręgi zaświatów, mogło utrzymywać te wszystkie dusze w takim stanie? Jaka... klątwa?

Riclan nawet nie dziwił się L'nayli, że nie uprzedziła wcześniej o tym widoku. Nie uwierzyliby, lub nie potrafiliby sobie wyobrazić, gdyby nie zobaczyli na własne oczy.

- Kiedyś na pewno trzeba im wyprawić godny pogrzeb, a nie byłby godny, gdybyśmy nie dowiedzieli się kim byli i za co umarli  - stwierdził, jeszcze nie całkiem obecny myślami przy swoich towarzyszach - Nic mi nie mówi imię Azagrama. Musimy ich wypytać, dla szansy ich spoczynku. Jednych i drugich - skinął twierdząco Skierce.

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ostrożnie weszli do wnętrza opustoszałego posterunku. Pomieszczenie było zrujnowane, a po podłodze walały się kości, smutne przypomnienie wydarzeń, które przed chwilą mieli okazję oglądać. Poza tym jednak posterunek był pusty. Nie było w nim duchów. Stan ten nie trwał jednak długo. Gdy zbliżyli się do jednej ze stert kości, w pomieszczeniu zmaterializował się krasnolud, tak jak powiedziała bardka widma nie znikały na długo.

W pierwszej chwili mogło się zdawać, że ich nie dostrzega, widmowe oczy zdawały się spoglądać tylko w pustkę, ale zaraz zogniskował swój wzrok na grupce żywych.

- Kim... kim jesteście i co was tu sprowadza wędrowcy? Kto was tu wpuścił? - spytał. spokojnie przyjrzał się każdej z twarzy po kolei.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

LDLziXH.png

Zanim duch zmaterializował się tuż przy nich zdążyła odezwać się, nim zakryła usta dłonią. 

- Myślicie, że Phillip też jest duc... och! Nie, wtedy by się nam pokazał! 

Wysłuchawszy Riclana podskoczyła. 

- Rozmowy. Wreszcie coś do czego się nadaję. 

Skłoniła się nisko i wytwornie... cóż, byłoby to wytworne, gdyby nie szeroki uśmiech. 

- Witaj dobry krasnoludzie! Zboczyliśmy z drogi i teraz nie mamy pojęcia gdzie się znajdujemy. Wydaje się, że przybyliśmy pośrodku jakiś wydarzeń... 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Krasnolud skierował martwe spojrzenie ku półelfce.

- Nie musicie się przejmować tymi wydarzniami, kłopoty Narzaram nie są waszym zmartwieniem odparła zjawa - Jeśli zaś szukacie drogi, to kierujecie się dalej na zachód, tam znajdują się rogatki i zachodnia brama. Od bramy kierujcie się na południe, a dotrzecie na szlak wiodący przez przełęcz prowadzącą przez Wietrzne Szczyty. Kierujcie się szlakiem na wschód, a traficie na ziemie Imperium. Jeśli zaś ruszycie na zachód, dotrzecie do dzikich krain.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1N4j1vW.png

Orlamm Blimth

 

- Narzaram - powtórzył bezwiednie gnom, a jego twarz rozświetlił szeroki uśmiech. - Abelard ty głupku nawet nie wiesz, co ominąłeś.  - Dodał bardziej do siebie niż do innych. Po czym skłonił się lekko krasnoludowi. Nie można było przegapić takiej okazji.

Mości krasnoludzie czy mógłbyś nas pokierować jak możemy trafić do waszej stolicy? Jak moja towarzyszka powiedziała zgubiliśmy drogę. - Gnom sięgnął do swojej torby i wyciągnął z niej zwinięty rulon papieru - Niesiemy zaś poselstwo, które musi trafić na miejsce. - Schował od razu kartkę do torby.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Widmo zmarszczyło brwi i spojrzało na kawałek papieru Orlamma, choć nie dane było mu przyjrzeć się bliżej nim gnom je schował.

- Narzaram jest na północny wschód, prawy korytarz z tego rozwidlenia - odparł krasnolud, lecz nie przestał się przyglądać uważnie Orlammowi.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

UuhRssW.png

Ilana Amanodel

 

Ilana czekała i obserwowała. Jeżeli była to klątwa to pewnie krasnoludy nie znali jej przyczyny. No i wyglądało na to, że była to mniej kopalnia, a bardziej podziemne miasto. Musiała później spytać czy coś o tym wiedzieli.

W chwili obecnej czekała w ciszy. Nie przychodziły jej do głowy jakiekolwiek pytania.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

mX6OH1j.png

Argus

 

Czarownik patrzył z przejęciem jak materializuje się przed nimi widmo krasnoluda ("cholera, czy widmo może się materializować?" - przemknęła mu przez umysł dziwna myśl, ewidentne pokłosie niedawnej rozmowy z Orlammem. Zaraz ją jednak od siebie odsunął, co to za różnica w końcu). Przez dłuższą chwilę, którą część spośród jego towarzyszy zdążyła wykorzystać na zadawanie pytań, zastanawiał się nad dwiema kwestiami. Pierwszą oczywiście było: o co spytać tego ducha? Druga była nieco bardziej złożona, a przy tym niezwykle istotna dla pierwszej: ciekawe, czy jak widmo dojdzie do końca swej przedśmiertnej sceny, to czy przy ponownym pojawieniu traci pamięć? Na zdrowy rozum powinno tracić, inaczej by przecież pamiętało, że ta śmierć już się odbyła i to tak pewnie z milion razy. Ale z drugiej strony z klą... magią nigdy nic do końca nie wiadomo. Może działa tylko wybiórczo i krasnolud śmierci nie pamięta, a dialog z żywymi zapamięta? To było warte sprawdzenia. Być może mają tylko jedną szansę na uzyskanie informacji od krasnoluda. A może wręcz przeciwnie: mają niewyobrażalną przewagę i mogą szarpać wspomnienia stopniowo, posługując się zdobytą chwilę wcześniej wiedzą, dopóki nie dowiedzą się wszystkiego?

Nie przechodziła tędy niedawno samotna elfka? Wysoka, czarne włosy, schludnie ubrana - w dwóch słowach opisał wygląd L'nayli unikając podania jakiegokolwiek szczegółu, który wprost zasugerowałby, że szuka osoby stojącej trzy kroki od niego.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

LpgcFNN.png

Riclan Laughshield

 

Jak widać, nowi towarzysze mieli specyficzne spojrzenie na poszukiwanie wiedzy. Przynajmniej gnom... Niziołek powstrzymał się od znaczącego chrząknięcia, tylko wzrokiem gromiąc Orlamma za tak bezczelne kłamstwo. Na cóż teraz przyszło im wszystkim, jeśli nie brnąć w jego zmyśloną historię jeszcze głębiej? Dla dobra sprawy, próbował sobie tłumaczyć paladyn, ale marne to było tłumaczenie, kiedy po prostu ma się chęć trzasnąć kogoś po łbie. Za tą zaś chęć zgromił z kolei siebie, przypominając sobie w niewyszukanych myślach, że obiecał nie wracać do awanturniczej przeszłości.

Szczęściem Argus skierował rozmowę z widmem na nowe tory.

To ciekawe, że spośród gromady duchów ten jeden pojawił się samotnie pierwszy. Może faktycznie zachował więcej  świadomości niż reszta uczestników wiecznej bitwy? Może był bezpośrednio związany ze wspomnianymi kłopotami? Nie załatwione sprawy... Może trzymała go na granicy światów jakaś przysięga? Klątwa? Przedmiot? Dając czas na wybrzmienie pytania czarownika, Riclan zlustrował  postać i ekwipunek krasnoludzkiego ducha rzeczowym, neutralnym, choć skłaniającym się do przyjaznego szacunku spojrzeniem. Zastanawiał się, czy ma przed sobą dowódcę posterunku, a jeśli tak, to czy w niespokojnych czasach krasnolud nie  otrzymał  jakichś rozkazów lub wiadomości dla ewentualnych obcych... Skoro był zdziwiony, lecz nie zaszokowany poselskimi rewelacjami Orlamma...

- ... Albo inni wędrowcy z zewnątrz...? - dodał do wątpliwości Argusa.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Duch krasnoluda zmarszczył brwi w zamyśleniu, a jego wzrok spoczął na L'nayli. Szybko jednak wrócił do Argusa  i Riclana.

- Nie, nikt tędy nie przychodził. Większość wizyt z zewnątrz przechodzi północną bramą.- odparło widmo - Rzadko kiedy w ogóle ktokolwiek przychodzi od zachodu. Głównie na tę stronę gór wysyła się tylko grupy drwali i myśliwych. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

YiR370z.png

L'nayla "Lómelindë" Loseh'elin

 

Elfka stała, wyprostowana, dumna, nieskazitelnie czysta wśród kurzu i śmierci. Oczy w kolorze roztopionego srebra powoli lustrowały otoczenie, słuchając co też za bzdury wymyślają jej towarzysze. Postanowiła się jednak nie wtrącać, wszystko co wiedziała o krasnoludzkim mieście mogła powiedzieć im później. Nie było konieczności przerywać rozmowy z nieszczęsnym duchem. Argus wspomniał o niej co na L'nayly nie zrobiło żadnego wrażenia. Odwzajemniła spojrzenie krasnoluda, nie wyrzekając don nawet słowa. Czekała, aż jej towarzysze skończą przesłuchanie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

mX6OH1j.png

Argus

 

Czarownik kiwnął widmu głową, odpowiedź krasnoluda bardzo go ucieszyła. Oznaczała, że nie musi się specjalnie zastanawiać nad kolejnym pytaniem ani patyczkować w subtelne wypytywanie. Jak powie coś głupiego, to najwyżej zaczną od nowa.

- Strasznie dużo tu macie zbrojnych, więcej niż zapamiętałem z ostatniej wizyty. Szykujecie się do jakiejś wojny? Jak już dostarczymy poselstwo do Azagrama, będziemy zapewne chcieli wrócić tak jak przybyliśmy, ale jeśli spodziewacie się problemów, to może powinniśmy poszukać okrężnej, bezpieczniejszej drogi?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Słowa Argusa najwyraźniej zdziwiły ducha, bo ten uniósł wysoko brwi.

- Siedmiu nazywasz dużo? - zapytał - To już dziwniejsze jest tak... różnorakie poselstwo.

Nagle jakby przywołane, wokół zaczęły pojawiać się kolejne duchy. Faktycznie było ich w sumie siedem. Trzy z nich siedziały przy nieistniejącym stole i zdawały się grać w kości. Jeszcze inny duch pojawił się tuż obok Ilany i podszedł do zniszczonych regałów w jednym z rogów posterunku.

- Ktoś zbliża się od północy - zakomunikował jeden z duchów który pojawił się przy oknie.

- Co? Kto? To za wcześnie na zmianę warty. I nie ten kierunek - odezwał się inny duch, ze srebrzystą brodą i z pustym lewym oczodołem. Po sposobie bycia mogli przypuszczać, że prawdopodobnie on tu dowodził.

- Może to jakieś zaopatrzenie? - zaproponował jeszcze inny, jeden z tych, którzy grali przy stole.

- A wzywał który z was zaopatrzenie? - znów zapytał jednooki i choć wszyscy potrząsnęli przecząco głowami, to nie wyglądał na takiego, któremu zależało na odpowiedzi - No właśnie! A w ostatnich miesiącach nikt nie wysyłał żadnych robotników na tę stronę gór. Zaryglujcie drzwi. Zobaczymy co to za jedni.

Krasnoludy rzuciły się wypełnić polecenie i zaraz dwóch z nich gmerało przy pustym otworze drzwiowym. Po ich gestach awanturnicy mogli zgadnąć, że zamykają zamki i zakładają rygle na dawno już nieistniejących drzwiach. Inne duchy, łącznie z ich dotychczasowym rozmówcą, podbiegały do jednej ze ścian, przy której w ich dłoniach materializowały się kusze. Napięcie zdawało się rosnąć.

Oddział krasnoludów szybko zbliżał się z północy. Krasnoludy na zewnątrz zatrzymały się w pewnej odległości od posterunku i jeden z nich wystąpił na przód.

- Bracia! - zakrzyknął - Przychodzimy tu by walczyć z tyranią. Porzućcie szaleńca, który dba tylko o siebie i swoje bogactwa i stańcie wraz z nami w batalii, która zapewni nam rządy prawego władcy!

- A kimże ma być ten wasz prawy władca, co? - odkrzyknął jednooki.

- Brandim, syn Dagana, prawowity władca  Narzaram. - padła odpowiedź.

- Mamy jednego króla, Azagrama II. I jemu służymy wy zdradzieckie pomioty goblina. Brandim może zgnić w lochu, w którym tkwi!

- A więc wybraliście własny los! Chcieliśmy byście porzucili waszą przegraną sprawę i dołączyli do nas jako bracia! Ale skoro wolicie być psami Azagrama… Zabić ich!

Na ostatni rozkaz, krasnoludy ruszyły do szturmu. Wydarzenia znów się zapętliły. Awanturnicy wiedzieli jakiego końca się spodziewać, gdyż nie tak dawno widzieli z bezpiecznej odległości jak potoczyła się ta potyczka. Straż posterunku jeszcze chwilę powstrzyma napastników, ale ci zaraz wedrą się do środka i to będzie koniec.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

UuhRssW.png

Ilana Amanodel

 

Zielonowłosa elfka zachowywała czujność. Nie była pewna jak na obrót wydarzeń wpłynie ich obecność.

"Czyli wojna domowa" Myślała zawijając zielony lok wokół palca.

Widząc, jak bardzo krasnoludy się uwijają. Szepnęła do towarzyszy.

- Czy wydaje się wam, że to dobry pomysł, żeby tutaj być podczas szturmu?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

LpgcFNN.png

Riclan Laughshield

 

- Nie wiem - niziołek z rozmysłem przyglądał się działaniom duchów, odpowiadając cicho druidce - To może być okazja, żeby sprawdzić, czy nasza ingerencja w... - zdecydowanie ugryzł się w język, by nie wymówić słowa "klątwa" - wydarzenia jest w ogóle możliwa.

To o czym myślał mogło być szybciej, choć w małym stopniu sprawdzone od razu.

- Myślicie, że buntownicy posłuchają chociaż posłańca? - zdecydowanie spytał jednego z obrońców, ale nie tego, z którym już rozmawiali, tylko ducha właśnie przeładowującego kuszę. Być może żaden z nich, oprócz dowódcy posterunku, nie mógł ich nawet zobaczyć. Pomimo wszystko Riclan skłaniał się do pozostania w centrum bitwy. Jeśli coś nie mającego potężnej, zewnętrznej przyczyny mogło uwięzić dusze w tej pętli zdarzeń, mogło też być związane z chwilą śmierci krasnoludów.

 

 

Edytowane przez Vadeanaine

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

YiR370z.png

L'nayla "Lómelindë" Loseh'elin

 

L'nayla wydawała się być spokojną. Obserwowała dokładnie wydarzenia, których świadkiem była ledwie dzień wcześniej.

- Ostanim razem, wymknęlam się, nie uważam by to było rozsądne pozstać tutaj. Nie myślę też, ze tutaj znajdziemy rozwiązaniem.

Zwróciłą się do swoich towarzyszy przyciszonym głosem, nie chcąc rozpraszać zjaw. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

mX6OH1j.png

Argus

 

Rozsądne czy nierozsądne, tutaj się dzieje coś ciekawego i dam głowę, że mającego związek z naszą robotą. Jakby brodacze się pozabijali wzajemnie w spokoju, to nic by mnie ten ich konflikt nie obchodził, ale skoro ich duchy zostały uwięzione po śmierci, to pasowałoby się dowiedzieć o co poszło, w jakich okolicznościach zginęli. To przecież musi mieć jakiś związek z ich obecnym stanem. A po co szukać bogowie wiedzą czego w jakichś zapomnianych i zasypanych ruinach, jak tu mamy naocznych świadków?

Zastanowił się krótką chwilę nad słowami Riclana, nie czekając nawet na reakcję (lub jej ewidentny brak) zapytanego widma. Właściwie to opinia ducha nie miała znaczenia, a po głowie również krążył mu pomysł ingerencji w wydarzenia. A skoro dwie osoby wpadają na coś niezależnie od siebie, to przecież nie może być głupie.

Jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać - podszedł do otworu po nieistniejących już drzwiach, wyszedł ostrożnie na zewnątrz. Nie był pewny czy widma, które przecież widzą kompletny i ufortyfikowany budynek, byłyby w stanie rozpoznać po jego dobiegającym z wewnątrz stłumionym głosie, że nie mają do czynienia z krasnoludem. Lepiej, żeby nie tylko dobrze słyszały, ale miały też możliwość dokładnego obejrzenia.

STOP! NIE STRZELAĆ! - ryknął donośnie, machając jednocześnie podniesionymi w górę rękami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz