mroczek

rozdział 1 Oddech Korriban - Droga (mroczek)

64 postów w tym temacie

Joyceline skinęła głową.

- Niech Moc będzie z tobą - pożegnała Roshan.

 

kGsNzec.png

 

Z rzeczy nadających się do użycia w zapasach opadły znalazła jeszcze dwa solidne noże i opończę z szarej, ciepłej wełny wykończoną fioletowym wzorem. Opończa potrzebowała prania, ale wydawała się lepiej chronić przed chłodem Korriban nocą niż ubrania akolitów.

 

kGsNzec.png

 

Rayley wyglądał dobrze, o wiele lepiej niż ona sama. Nie wiedziała gdzie przedtem ukrywał strój akolici ale ten był czysty i chyba nawet wyprasowany, miał też dodatki. Tors osłania mu napierśnik z czarnego, zmatowiałego metalu, do kompletu miał jeszcze karwasze i nagolenniki. Prezentował się wiarygodnie z odznaką przypięta na ramieniu. Żołnierze za to wydawali się o wiele sztywniejsi i świadomie czy nie starali się zachować dystans. Miało to zapewne coś wspólnego z leżącą na ziemi, zakrwawioną postacią, która jeszcze niedawno była szantażującym ją chłopakiem. Nie miała możliwości stwierdzić czy ten żył w ogóle jeszcze.

- No, nasza zguba. Możemy ruszać? - rzekł czerwonoskóry odwracając się do niej z całkiem uroczym uśmiechem.

- Tak. Myślę że tak - powiedział kapral, patrzył jednak na Roshan oczekując potwierdzenia i zapewne zwrotu swojego hełmu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png

Roshan

 

To była istna niespodzianka. 

Gdy go zobaczyła zatrzymała się w pół kroku i otworzyła szerzej czerwone oczy. 

 Ten uroczy uśmiech mógłby nawet i oczarować Roshan. Rayley brzydki nie był, teraz to nawet lepiej było widać, no i pozbawiony już furii w oczach i towarzystwa tamtych świrów zyskał więcej w oczach chiss. Tylko ten trup u stóp czystokrwistego jakoś psuł jego tę całą "milusią" aurę. Wprowadzało to niepokój nie tylko w jej głowie, dało się odczuć ten paradoks; atmosfera pozornie przyjazna a jednak gęsta. Żołnierze wyprostowani jak struny. A Roshan nie musiała pytać, wiedziała co tu zaszło i dlaczego. Nawet lepiej rozumiała tą sytuację niż ten oddział, który był świadkiem pobicia. 

- Ruszajmy  - zgodziła się. Postarała się odpowiedzieć uśmiechem sithowi, ale wyglądało to tak, jakby ją zabolał ząb. - Śpieszy się nam, nadzorca Moren oczekuje na swych akolitów w Akademii. - dodała, przekazując kapralowi hełm. - Dziękuję.  

Się odstawiłeś Rayluś, jak szczur na otwarcie kanału - pomyślała złośliwie, to przez ukłucie zazdrości jakie drażniło ją pod skórą. Skąd on miał taki strój, napierśnik, karwasze? Czyste i wyprasowane, jak nowe i świetnie leżące na jego sylwetce. Przy nim poczuła się jak wypluta z paszczy batha niedorajda. Im dłużej mu się przyglądała, tym minę miała kwasniejszą. Skąd on to wszystko wytrzasnął? To na razie miało pozostać tajemnicą, bo chisska postanowiła biernie podjąć grę w której już znaczącą rolę odgrywał ten sith i nie poddawać w wątpliwość tego, za kogo się teraz podaje. Na poczekaniu mogła wymyślić co najmniej pięć powodów dla których to była dobra decyzja. Więc, niech tak będzie.  

By nie wyglądać przy nowym "koledze" tak fatalnie zagryzła zęby i wyprostowała się, dumnie wypinając pierś. Nie jestem wcale od niego gorsza - pomyślała.

 

- Potrzebuję dokładnych współrzędnych tego miejsca. A gdy już ruszymy, będę chciała z wami zamienić parę słów, kapralu. - zagadnęła dowódcę w czasie drogi do transportera. 

Roshan zamierzała kupić trochę czasu Joyceline. By mogła się wyślizgnąć z tamtej jaskini i znaleźć inną. Gdy już wystartują i kawałek odlecą - wtedy będzie dobry czas na takie gadanie, o "znalezionym" w jaskini emblemacie republikańskim, pokazanie go.  Kapral zostanie postawiony trochę przed faktem dokonanym i trudniej mu będzie zmienić zdanie, nawrócić lecącą już w powietrzu maszynę z czystokrwistym sithem w środku. To i oraz całą tę śpiewkę o tym, że  ich poszukiwanego zbiega już nie ma, że zeżarło to coś, ta cała (albo ten cały) "dashada" w jaskini.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 Dowództwa ledwie zdążył założyć hełm kiedy nagle stanął wyraźnie, słuchając komunikatu.

- Van, zabierz ich Lordowiskie mości do transportu. Reszta ze mną Echo potrzebują wsparcia z tuk'atami. - oznajmił stanowczo i po chwili skłonił się Roshan i Rayleyowi. - Proszę wybaczyć, to długo nie zajmie.

Potem ruszyli biegiem na szczęście w kierunku zupełnie odwrotnym niż jaskinia.

Zostali we troje, Roshan, Rayley i jakaś bardzo zaniepokojona szturmowiec, która rozglądała się, mocno trzymając w ręku karabin.

- Za mną - powiedziała krótko i ruszyła szybkim krokiem przed siebie.

 

fAbwW5Z.png

Nie minął kwadrans a siedzieli w ładowni wojskowego transportowca, która może ciepła nie była ale i tak dawała ulgę od chłodu nocy na Korriban. Rayley rozparł się wygodnie i przyglądał Roshan z lekko przekrzywioną głową.

- Wiesz, ze to nie musi być trudne, prawda? - zagadnął, korzystając z tego, że żołnierz została na zewnątrz. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png

Roshan

 

Chisska poczuła ulgę maszerując w stronę transportowca. Wszystko już chyba układało się... dobrze? Na pewno lepiej niż pół dnia temu. Kiedy wsiedli do środka, miała na samym początku sporą ochotę by przyjąć strategię podobną do wojskowych i trzymać pewien dystans do sitha. Lecz nie zrobiła tego. Usiadła bliżej czerwonoskórego towarzysza. 

Nie wiedziała jak ma zacząć rozmowę, więc milczała i zajęła się przeglądaniem wnętrzności swojego plecaka by jakoś zabić czas oraz nie czuć się tak jakoś niekomfortowo, przynajmniej miała czym zająć głowę i ręce.

Dopiero gdy ją zagadnął podniosła głowę i zrozumiała że musiał się od co najmniej chwili na nią gapić. 

- Jak to ładnie brzmi. - odparła, uśmiechając się znowu krzywo - Coś na Korribanie "nie musi być trudne".  

Zamknęła plecak i odłożyła go obok swojego siedzenia, blisko siebie ale po drugiej stronie, dalej od towarzysza, by w razie gdyby były upadły chciał coś kombinować, mogłaby swoją własność złapać pierwsza. Westchnęła ciężko. 

- Założę się że miałeś sporo czasu, by wykombinować jak to wszystko, czyli powrót do Akademii i tak dalej, miałoby wyglądać. Masz już cały genialny plan w głowie. Gratulacje. Udało ci się. - kontynuowała, już spokojnym głosem ale też trochę zmęczonym. Roshan była zmęczona, cholernie zmęczona po tym całym dniu pełnym wrażeń. Najchętniej by ułożyła się na tyle wygodnie na ile się da na siedzisku i po prostu całą drogę do Akademii przespała. Dlatego chciała wyłożyć teraz towarzyszowi jak widzi całą sytuację, by się wszystkie wątpliwości wyjaśniły i mogła zrozumieć, na czym teraz oboje "stoją". 

- Będziesz dla mnie ciężkim przeciwnikiem, później, ale czemu nie, możemy być na razie kumplami. Na poczet naszej przyjaźni nawet puszczę w niepamięć, że kazałeś rzucić się na mnie swoim uzbrojonym małpom. Tylko powiedz mi, do czego jestem ci potrzebna? Tak szczerze. Bez ściemniania i ładnych uśmieszków.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

fAbwW5Z.png

Rayley słuchał ją z przekrzywioną głową, wydawał się odprężony i nawet rozbawiony.

- Do czego? W grupie jest łatwiej,  to proste. Lepiej trzymać z kimś niż zostać samemu, nawet jeśli ten ktoś postarał rozum. Na tym stoi całe Imperium. - Zerknął w stronę uchylony drzwi. - Kto powiedział, że muszę być twoim problemem? Jeśli chcesz prawdy to nie potrzebny mi twój być może przyszły mistrz. Mam już swojego mistrza, to że półtora roku temu ktoś mi go ukradł to inna sprawa. Jak słusznie zauważyłaś miałem czas na myślenie co i jak zrobić. Ja pomogę tobie, ty mi, wiesz jak to działa.

Uśmiechnął się całkiem uroczo.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png

Roshan

Chisska otworzyła szerzej oczy słuchając wyjaśnień Rayleya. 

Chęć na zdrzemnięcie się szybko jej minęła, wyparta przez ciekawość. Po chwili zawiechy... przytaknęła głową.  Sporo się pomyliła, nie ma co. Z drugiej strony - to były bardzo dobre wieści. To oznaczało, że Rayley nie jest jej bezpośrednim konkurentem, więc ani on jej ani ona jemu rzeczywiście nie miała powodu bruździć.

 

Potrzebowała chwili by wyjść ze zdziwienia. Teraz, ten oto sith proponował jej układ, który brzmiał dość sensownie, pięknie. Tylko czy... zbyt pięknie? Nie wiedziała. W końcu uznała, że powinna się odezwać i przestać gapić na jego uśmieszek, więc odchrząknęła a potem zabrała głos.   

- No tak, powinnam się domyślić... to za drogi sprzęt jak na pierwszaka, nawet jeśli z dobrego domu. - skomentowała, udając trochę taką, co nie jest pod wrażeniem, nieudolnie, ale starała się. Skinąwszy na jego tors okryty czarnym pancerzem dała zrozumienia do czego pije.

 Też usiadła wygodniej na swoim miejscu, nie spodziewając się już teraz zdradzieckiego ataku.

Może gdyby nie uśmiechał się tak miło, to by sobie chisska nie pozwoliła na tak bezpośrednie komentarze i rozluźnienie.

Nawet jeśli miał w spojrzeniu coś niepokojącego oraz był w zasadzie sithem, czystokrwistym, czyli istotą, której trzeba się strzec, to roztaczał wokół siebie specyficzne wrażenie. Taki... ciężki do odparcia urok.Tonem swego głosu, przewrotną łagodnością, przyjacielskim wręcz nastawieniem i tym uśmieszkiem trochę usypiał czujność dziewczyny. Zmęczona Roshan nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. Może gdyby też nie miała brata i siostry tej samej rasy co Rayley, może wtedy byłaby bardziej sceptyczna do takiego zachowania sitha. Tymczasem, chociażby ze względu na relacje z Mulie, chisska wiedziała, że ci z pozoru gruboskórni i wyglądający niepokojąco obcy potrafili być mili i tolerancyjni wobec innych ras. 

  

- Półtora roku wśród tych skał, piachu, bestii, ze świrami plączącymi się pod nogami, aż do samego końca czujny - ciągnęła, przyglądając mu się teraz jeszcze uważniej Dawałam ci maks kilka miesięcy - tu już mniej próbowała udawać, że nie jest zaintrygowana. - Chętnie bym posłuchała o tym, jak się w to wpakowałeś i jakim cudem tyle przetrzymałeś. Może niekoniecznie teraz, jak nie jesteś w nastroju, skoro mamy sobie pomóc, zakładam że po powrocie do Akademii z kilka razy się zobaczymy.  

 

Roshan pomyślała sobie tak, no przecież lady Regina sama sugerowała by łapać sojusze, zdobywać przysługi u starszych uczniów Korriban, nawiązywać kontakty. Więc czemu by nie? Jeszcze nie powiedziała wprost "tak", ale też nie zamierzała mówić "nie", chyba że zaraz wyjdzie w rozmowie coś naprawdę dziwnego. 

Zerknęła kontrolnie, w kierunku wyjścia, ale nie wyglądało na to, by oddział posłany na pustynię miał wracać. Można było kontynuować rozmowę. 

- Chyba nie zdążyłam wcześniej, Crow’Shaan’Ammat albo Roshan Crow, jak wolisz. - przedstawiła się. - Rayley to twoje prawdziwe imię? I jak nazywa się twój mistrz?  

Edytowane przez Kira

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

fAbwW5Z.png

 

- Raylher Althe, uczeń Lorda Zhu, jedyny prawowity, ale Rayley może być – powiedział lekko. – Jak przetrwałem? Im dalej od świątyni tym łatwiej, zwłaszcza jeśli zna się tę planetę… i ma mocne nerwy. – spojrzał na nią trochę bardziej zaciekawiony. – A wiec Lord Crow postanowił w końcu posłać kogoś ze swojej małej armii dzieci na Korriban?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png

Roshan

 

Zapamiętała to sobie. Imię, nazwisko, tytuł i miano mistrza oraz fakt, że Rayley pochwalił się niejako znajomością planety. To wszystko mogło się kiedyś przydać, niektóre informacje musiała niedługo zweryfikować. Może i miała być jego "kumpelą", ale warto było sprawdzić, czy na starcie jest z nią szczery. I kim jest tak naprawdę, co liczyła, że Mulie i Wukor pomogą jej ustalić. 

 

Drgnęła, gdy usłyszała wzmiankę o swoim ojcu.

Wszystkie - odparła niemal automatycznie - Wszystkie dzieci.

Zrobiła się markotna, zacisnęła na chwilę usta i patrzyła na niego nie wiedząc w sumie co mu powiedzieć. Roshan nie spodziewała się w sumie, że znajdzie się w Akademii ktoś, kto nie wie, nie spodziewała się też, że będzie musiała z kimś innym niż rodziną o tej sprawie rozmawiać, nie tak szybko.  

- I nie lord Crow, a Lady Regina podjęła tę decyzję. Lord Crow nie żyje - odpowiedziała. - Poległ w czasie ataku na Świątynię Jedi na Coruscant, ale jego poświęcenie przyczyniło się do zawarcia traktatu który zakończył Wielką Wojnę Galaktyczną.Trochę się pozmieniało jak cię nie było - podsumowała, próbując zachować ton swego głosu względnie obojętnym, spokojnym, co było trudne, gdy żal ściskał jej gardło. 

  - Znałeś mojego ojca?  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

fAbwW5Z.png

 

- Coś o pokoju dotarło na pustynię, ale o stratach jeszcze nie. Naprawdę zdobyliśmy Świątynię Jedi a potem się wycofaliśmy?

Pokręcił głową jakby z niedowierzaniem.

- Współczuję z powodu ojca, nie znałem ale widywała w domu moich opiekunów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png

Roshan

 

Chisska patrzyła chwilę na Rayleya, trochę zmieszana tym, że właśnie złożył jej kondolencje. Raz, że się nie spodziewała a dwa, no nie wiedziała co odpowiedzieć. Nie był to temat lekki. Wymamrotała najpierw jedno słowo. 

Dzięki. 

Przetarła zmęczoną twarz dłonią, wzięła głębszy wdech. Jako że oddział Imperialnych jeszcze nie wrócił ze zgłoszenia, no to już dla zabicia czasu i podtrzymania tej rozmowy podjęła niewdzięczny temat niedawnego traktatu. Trochę o tym wiedziała, interesowała się sprawą. Ludzie jej matki dużo o tym rozmawiali w domu. Tak naprawdę... wszyscy o tym gadali. Nie dało się przed tematem uciec. 

- Tak. Mniej więcej. Zaczęło się od tego, że Mroczna Rada zdecydowała się zadziałać podstępem. Wysłaliśmy swoich by negocjować warunki pokoju na Alderaanie, my zaproponowaliśmy im to spotkanie. Głównie po to by uśpić czujność Republiki, wiesz, dywersja. Odwrócenie uwagi od prawdziwego celu naszych, ataku na Świątynię Jedi na Coruscant. Wysłali swoich bo chyba uwierzyli, że po tylu latach chcemy w końcu dojść do porozumienia. Tymczasem, Darth Malgus zebrał grupę uderzeniową, wdarli się do ich świątyni, w ciężkiej walce wybili zaskoczonych Jedi przebywających na Coruscant. A inny oddział Imperium pokonał żołnierzy Republiki pozostałych na planecie, nieprzygotowanych na zdradziecki atak. Udało się nam przeprowadzić bombardowanie orbitalne, słyszałam że ich stolica mocno oberwała. Nie było mnie tam, więc to relacja z drugiej ręki, ojciec nie zgodził się na to bym poleciała.  - nadmieniła, krzywiąc się na tę myśl dość boleśnie. - Republikańscy dyplomaci dostali propozycję nie do odrzucenia, zagroziliśmy im splądrowaniem całej planety.  - wyjaśniła, już w zasadzie kończąc swój wywód - A tak z grubsza, podzielili Galaktykę na terytorium Imperium i Republiki, podyktowaliśmy daty, terminy, warunki rozejmu, ci z Republiki musieli się zgodzić na wszystko. Na Dromund Kaas miała odbyć się nieoficjalna celebracja z okazji podpisania tego traktatu. Kiedy wrócimy do Akademii będę musiała się zainteresować, co się tam działo. Mam nadzieję że pomimo tego przeklętego zakazu kontaktu ze światem ktoś będzie coś wiedział.    

Lady Regina przecież miała brać w tym udział i jak dobrze Roshan pamiętała z wyjaśnień dostarczonych przez matkę, to, co mogła tam wynegocjować w znacznym stopniu mogło wpłynąć na losy pozostałych członków rodziny, przebywających na Yavinie. 

Westchnęła. Tą częścią nie zamierzała się chwalić przed nowym kolegą. 

- No, a "W domu opiekunów", znaczy, zanim przybyłeś na Korriban? - zainteresowała się, bo nie była pewna czy dobrze zrozumiała odpowiedź sitha. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

fAbwW5Z.png

Rayley przez chwilę trawił nowe i formacje a kiedy się odezwał w jego głosie pobrzmiewał gniew.

- Przepościliśmy taką okazję dla pokoju? - syknął kręcąc głową. - Imperator zdziadział do reszty, oddać Coruscant?

Wydawało się że trudno mu przejść nad tym do porządku dziennego. Kiedy przyszło do mówienia o sobie był spokojniejszy.

- Razem z młodszym bratem jesteśmy zakładników domu Tillan. Czysta krew Sith jest cenna, dlatego kiedy jeden ród pokonuje drugi niechętnie wybija się całe linie. Dlatego kiedy Sanderal Tillan pokonał moich rodziców zatrzymał mnie i Ffona w swoim domu jako wychowanków.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png

Roshan

 

Tillan.

Roshan zmarszczyła brwi słysząc to nazwisko. Była niemalże pewna, że je już słyszała, w czasie ostatniego wspólnego posiłku z gromadką rodzeństwa. Lady Regina musiała je wspomnieć, ale w kontekście czego...?

Chisska była już zmęczona, więc gorzej kojarzyła, ale wydawało jej się, że musiało chodzić co coś związanego z Mulie. Tym bardziej, uznała że to dobry pomysł, by skontaktować się ze swym czerwonoskórym rodzeństwem by prześwietlić "sylwetkę" swojego nowego kolegi. Jego opiekunowie prowadzili jakieś interesy z ojcem, więc ta sprawa mogła mieć znaczenie. 

- To musiało być trudne dzieciństwo. 

Odparła, bez ironii i nie po to by dopiec czy coś. Można powiedzieć, że nawet mu współczuła, bo sama pewnie czułaby się paskudnie żyjąc w domu kogoś kto zamordował ci rodzinę, a tak zrozumiała wyjaśnienia Rayleya. Nie była pewna czy ciągniecie sitha za język i dopytywanie było na miejscu, więc wróciła do tematu wojny. To, że czerwonoskóry był wkurzony słysząc te wieści wcale jej nie zdziwiło. Sithowie byli dumna rasą, patrioci, mocno związani z polityką oraz tradycjami. A sprawa z pokojem rzeczywiście była kontrowersyjna.

Roshan potrzebowała chwili, by zebrać myśli które kłębiły się w głowie, w sumie już od dawna. Od czasu śmierci ojca rozmyślała sobie o... tym wszystkim co z wojną związane. 

- Ja myślę, że za tym manewrem z pokojem stoi jakiś większy plan, którego wprowadzenie w życie odwleczono w czasie  - mruknęła - nie wiem po co i do czego teraz dąży to wszystko, ale Imperium pokazało, że potrafi zburzyć święte miejsca Jedi ot tak, zrównać z ziemią błyszczące statuy Republiki, jeśli tylko zechce. Atakując kluczową planetę a potem oddając ją w geście fałszywej łaski, narzucając wszelkie warunki pokoju poniżyliśmy oponentów. Mogą odbudować swoje miasta ale nie powstaną szybko z kolan, nie odbudują już swej starej pozycji. Echo tej porażki Republiki będzie jeszcze długo niosło się po całej galaktyce. Zasialiśmy w ich umysłach strach i nienawiść, które teraz będą wszystko napędzać. Republikańcy poróżnią się wewnętrznie, próbując szukać winnych albo popełnią w nerwach parę głupich błędów próbując coś z tą krzywdą zrobić i może to chcieli nasi osiągnąć? 

Kiedy to mówiła, miała niezadowoloną minę, krzywiła się. Chociaż nie chodziło tu o gniew czy zawiedzione nadzieje tak jak u Rayleya, nie czuła tak jak on, że ten pokój to zły ruch. Chociaż też nie była na tyle przekonana, by tej decyzji bronić. 

Dla niej temat pokoju był... trudny. Przez sam atak na stolicę Republikańców straciła przecież ojca. Chciała wierzyć że śmierć lorda Crow nie poszła na marne, tym bardziej że ojciec wierzył w słuszność planu oraz spraw w które się angażował, a jednak.... gdyby nie ten przeklęty plan, może by wrócił do domu. I wszystko potoczyłoby się inaczej. Myśl o tym, że sama też nie do końca rozumie na co ten cały atak był nie pomagała też uspokoić myśli. 

- Że to się nie skończy teraz na podpisaniu pokoju to jestem pewna. Imperator i Mroczna Rada nigdy nie chcieli pokoju. Bo jak to szło...   - zmarszczyła czoło, przypominając sobie - "Spokój to kłamstwo. Jest tylko pasja."   

Po wypowiedzeniu tej linijki z kodeksu pozwoliła sobie zrobić pauzę, by w sumie sama zastanowić się nad tym, co właśnie powiedziała. Może nie powinna w sumie aż tyle gadać do kolesia, którego ledwo co poznała? Zwłaszcza o tematach które go denerwują. 

Przetarła dłonią zmęczone oczy. 

- A skoro już o genialnych planach mowa. Mam nadzieję że wprowadzisz mnie w szczegóły swojego. Chociaż powiedz mi, czy planujesz coś robić jeszcze tej nocy.    

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

fAbwW5Z.png

Rayley wzruszył ramionami.

- Było mi lżej niż jego własnym synom. My przynajmniej jesteśmy potrzebni żywi - oznajm ił sucho, po czym skierował wzrok na iluminator szukając wzrokiem żołnierzy. Jednak jedyne co w tej chwili widzieli to ciemne wzgórza i ogień gdzieś ponad nimi.

- A co do planów to na razie przyczaję się i będę udawał, że chce zostać uczniem Morena,. Musze odświeżyć znajomości i przypomnieć pewnym ludziom że są mi coś winni - stwierdził wymijająco. - Myślę, ze nie potrwa to dłużej niż cztery miesiące. W tym czasie możemy pozbyć się twojej konkurencji. Ta próbą n ie  trzeba się już martwić. Poza tamtym wypłoszem w górach zginął przynajmniej jeszcze jeden z waszej grupy, a jego odznakę zeżarła tuk'ata więc młody Moren nie będzie musiał wybierać kogo ukatrupi, wroci mu maksimum piątka, tak jak mieć powinien po pierwszej próbie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Q0Toz4H.png

Roshan

 

Oho. Kiedy wspomniał o swojej sytuacji rodzinnej, to jakoś tak powiało chłodem, zrobiło się niezręcznie i chisska pomyślała sobie, że lepiej odpuścić zanim wkroczy na dość niepewny grunt. Więc nie drążyła już, wysłuchała uważnie dalej jego słów, o planach jakie ma. Zmarszczyła brwi.   

- Pomożesz pozbyć się mojej konkurencji  - stwierdziła, wolno wypowiadając te słowa, zamyślając się. Dość szybko połączyła to o czym wspomniał przed chwilą i to, o co go podejrzewała - czyli, o tym że ja jestem ci coś winna przypomnisz mi jakoś później, może nawet po tych czterech miesiącach, a do tego czasu jestem ci potrzebna żywa więc będziesz mi pomagał - oznajmiła i zaraz wzruszyła ramionami. - Mnie to tam pasuje. Drugi taki deal może mi się nie trafić. Ot, podsumowałam jak to widzę. Rozumiem. 

Chociaż kusiło ją by dodać, że bez niego też by sobie poradziła, ale tym razem zmęczony rozum zdołał okiełznać arogancki język zanim powiedziała słowa których by mogła pożałować. Sith mógł się przecież rozmyślić i łatwo znaleźć innego wspólnika. A nawet nie znając jeszcze ceny jaką miałaby za te usługi zapłacić i tak pewnym było, że pomoc sitha, czystokrwistego, na dodatek kogoś kto już przeszedł próby, to najlepsze co się mogło jej od losu (czy tam Mocy) trafić.

O ile jej nie ściemnia teraz, a to się okaże z czasem. 

 

- A nie spróbujesz skontaktować się ze swoim mistrzem od razu? Żeby to wszystko wyjaśnić. Nie chcę ci podcinać skrzydeł ale w mojej grupie nie było żadnego sitha, więc twoja... - zawiesiła głos i spojrzała po nim, zastanawiając się jak ująć w słowa to, co jej teraz chodzi po głowie. - urokliwa osoba - zdecydowała się w końcu na takie określenie, ze względu na ten jego uśmieszek, jakim często ją tu raczył. 

- ...urokliwa osoba...może się wydawać Nadzorcy Morenowi niezbyt znajoma. A co jak nie pozwoli ci brać udział w kolejnych próbach?  

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz