mroczek

rozdział 1 Tajemnice Korriban - Kurz (mroczek)

30 postów w tym temacie

K4PRT49.png

xU7nJSN.jpg

 

The Curioss one

 

Było zimno.

Całe jego ciało skostniało. Nie wiedział kiedy i jak, ale w pustce jaką zgodnie z instrukcjami matki, starał się wypełnić w czasie medytacji pojawił się lodowaty chłód. Ciemność pod oczami nie wydawała się neutralna lecz groźna. Słyszał swój własny oddech i dopiero po chwili dotarło do niego, że coś jest z nim nie tak. Był głośny, odbijał się echem od jakiejś wysokiej przestrzeni. Potem poczuł to w dłoniach, które przecież leżały złożone przed nim na kolanach. Owalny, chropowaty kształt, zimny kamień nie większy niż przycisk do flimsiplastu na biurku Ya-Ry, jednak jego ciężar był przytłaczający. Zupełnie jakby nagle chwycił kotwicę i ta ciągnęła go na dno otchłani.

Przed oczami zobaczył skrzyżowane drzewca wielkich toporów, takich jak te, które nosili Massassi matki. Obraz brudnej flagi z symbolem baszty mignęła mu przed oczami i…

Zadzwonił budzik.

Przebudził się zupełnie zziębnięty i sztywny, zupełnie jakby siedział w lodówce, a nie na swojej koi.

Został z obrazami pod powiekami, mrowieniem palców i bliźniaczką walczącą di drzwi, że już pora i co on tam wyrabia.

 

Odprawa był trochę problematyczna. Co prawda nie do końca dla Arcturusa ale Sharena i Atonai musieli swoje dostać zanim oficerowie uwierzyli ze ich przepustki są autentyczne. Obecność Arcturusa, który zdaje się w przeciwieństwie do nich wyglądał jak trzeba pomogła. Niestety całą trójką byli na szarym końcu i musieli się spieszyć.

 

Na szczęście szybko zlokalizował swój prom, w biegu trudno było się przyjrzeć maszynie, jasne jednak było, że właśnie zbierała się do startu.

Kiedy wbiegał po trapie usłyszał głośne klaśnięcie i zaraz potem chichot.

Oczywiście był ostatni.

W środku na jednej z ławek podwieszonych pod iluminatorem siedziała czarnoskóra dziewczyna, z wysoko uniesionym podbródkiem i gniewnym wzrokiem, który trafił go jak pocisk. Nie wiedział jak to robiła, ale nawet zwykły strój akolity wyglądał jakby szył go na miarę najdroższy w sektorze krawiec.

- Wspaniale, jest spóźnialski. Możemy startować!

Obok niej siedział nastolatek, którego na pierwszy rzut oka można było zaklasyfikować jako: Nic dobrego, albo ewentualnie amanta dla ubogich. Czarne, romantycznie rozrzucone włosy jakoś przywodziły Arcturusowi na myśl Alesha. Zazwyczaj zapewne był wyluzowany. Zazwyczaj bo w obecnej chwili siedział z szeroko otwartymi oczami i dłonią przyciśniętą do policzka. Na przeciwległej ławce siedziały dwie kolejne dziewczyny, ruda była zgięta w pół i niemal dusiła się śmiechem. Drobniutka, mysia szatynka patrzyła przed siebie szeroko otwartymi, ciemnymi oczami.

- Czyyy to było zgodne z regulaminem? – zapytała szybko.

- Proszę cię, jeśli to zagrażało jego życiu to nie powinien tu nigdy trafić. – mruknął śniady chłopak rozparty wygodnie na trzeciej ławce. Wydawał się o kilka lat starszy niż cała reszta. Miał lisi uśmiech i coś w ciepłym kolorze jego skóry sugerowało, ze miał w przodkach czystokrwistych sith.

Statkiem szarpnęło i Arcturus musiał zająć miejsce żeby nie upaść.

Podróż się rozpoczęła.

 

Korriban było pełne ciepłych kolorów, brązów, pomarańczy i czerwieni a jednak wydawało się lodowate. Ukruszone posagi ze smętnie spuszczonymi głowami, mrowie drobnych ludzików biegających wokoło wielkiej, czerwonej piramidy do której zmierzali, wszystko to wypełniał strach, napięcie wyczuwalne w Mocy i w powietrzu.

Nadzorca Tremel, był ciemnoskórym mężczyzną w średnim wieku, emanował powagą, a to jak się poruszał było oszczędne i konkretne. Przyjął ich w swoim gabinecie, wygodnie siedząc za biurkiem przypatrywał się ich twarzom z akademicką ciekawością i lekko uniesionymi brawami. Myszka stała wyprężona na baczność tak, ze wyglądała jakby zaraz miały jej puścić kości. Elegantka starała się chyba nie wyglądać jakby patrzyła na ich nadzorcę z góry, co średnio jej wychodziło. Czerwonawy stał prosto i z naturalnością która zdawała się krzyczeć, ze należał do tego miejsca. Pseudoamant nie bardzo umiał przyjąć postawę, a może tylko usiłował zamaskować nerwy za niefrasobliwością? Ruda staął prosto w sposób zupełnie naturalny, jak ktoś nawykły do dyscypliny.

Kiedy oczy nadzorcy zlustrowały ich już uważnie ten przemówił.

- Jesteście tu by zostać Sith. Każde z was wychowywano właśnie dla tej chwili. Przez najbliższy rok będę pracował nad tym żebyście w pełni zrozumieli co to znaczy. – stwierdził, wstając wolno z miejsca. – Będziecie nie byle jakimi Sith, kiedy skończy się wasza służba tutaj część z was stanie na straży tego co zawsze było siłą Imperium, Tajemnic. To wyjątkowa role, dlatego Lady Safada, poleciła mi żeby i szkolenie było wyjątkowe. Potraktujecie je jako drogę. Jedną z wielu jaka was czeka. – Wyjął z szafki srebrne odznaki z wygrawerowanym na nich okrągłym symbolem planety. – Jednak zanim się wyruszy gdziekolwiek potrzebna jest mapa. Tym razem będą to dwie mapy. Jedną znajdziecie w skryptorium w Dolinie Martwych marzeń, drugą w Kancelarii Doliny Zdrady. To zadanie nie jest dla jednej osoby, więc podzielcie się na dwie grupy.

Wyciągnął do nich dłonie, zarówno w prawej jak i w lewej trzymał po trzy odznaki.

Popatrzyli po sobie zdezorientowani.

- No dalej, nie mamy całego dnia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

- T… tak, wiem, już pędzę! – krzyknął Arcturus do siostry za drzwiami, ale minęła krótka chwila zanim zwlekł się z lóżka. To co poczuł w trakcie medytacji nie było bowiem tym, czego mógł się spodziewać. Znaczy… częściowo pewnie tak. Te wizje… kamień, topory, baszta… obrazy tego typu były wskazówkami, ale czemu wszystko skąpane było w takim mroku? Czy takie właśnie było Korriban?

Cóż, mama ostrzegała. Ale co innego usłyszeć, a co innego poczuć na własnej skórze. I pomyśleć, że nawet nie stanął jeszcze na powierzchni planety. Co tam czekało na dole zatem?

Kolejne walenie do drzwi przypomniało mu, że zamiast się nad tym zastanawiać, lepiej ruszyć tyłek i samemu sprawdzić bo właśnie przyszedł na to czas. Chwycił więc swoje rzeczy, przybrał jak najbardziej pewną siebie minę i dołączył do siostry. Wkrótce zgarnęli i Atonaia razem w trójkę udając się na odprawę. Tam zaś Arcturus przekonał się jaką przewagą dysponował nad rodzeństwem jeśli chodziło o kontakty z sługami Imperium o wyraźnie zawężonym światopoglądzie. Co z tego, że ktoś był innej rasy? Mieli wszystkie formalne zgody i naprawdę czas, który spędzili tłumacząc się temu głupkowi można było spożytkować lepiej. Na przykład nie spóźniając się na odlot!

Ale może to o to chodziło? Nauka w akademii miała polegać na pokonywaniu przeszkód. No… to przynajmniej jedną mieli za sobą. Arcturus uściskał brata i siostrę a potem szybko popędził do wyznaczonego mu promu. Tam wreszcie mógł poznać swych towarzyszy niedoli.

 

***

 

Oczywiście gdy wchodził na pokład promu, ktoś musiał zwrócić mu uwagę na to, że jest spóźniony. W pierwszym odruchu chciał się nawet tłumaczyć, ale powstrzymał się. Jak to szło? Że winny się tłumaczy? Było by słabo pokazywać się na start w taki sposób. Spóźnił się bo się spóźnił, widocznie miał ochotę. Właśnie tak! Nie okazywać słabości.

Cóż, może lepiej byłoby nie okazywać jej na siedząco zamiast stać jak głupek gdy prom startował. Arcturus chwycił się więc za jeden z uchwytów i zawinął się tak, że zamiast upaść po szarpnięciu promu, zwinnie wkomponował się na wolne miejsce na trzeciej ławce. No, przynajmniej obyło się bez wywalenie na ziemię. To by było głupie.

Czemu jednak ruda się tak śmiała? Eh, lepiej nie dopytywać.

- Cześć, jestem Arcturus Crow – przedstawił się zamiast tego.  Skoro miał być przez pół roku członkiem tej grupki to warto było zacząć od poznania się. Niby mają być jego przeciwnikami, ale tak jak mówiła Regina, na początek raczej mogą być zmuszeni sobie pomagać.

Czekając na to aż pozostali się przedstawią, chłopak przyglądał się im z uwagą, choć bez natarczywości. Był naprawdę ciekaw kim są i co sobą reprezentują. Przelotnie spróbował nawet wsłuchać się w Moc by ta pozwoliła mu określić emocjonalny stan współtowarzyszy, ale szybko wycofał się z tego pomysłu. Czy to za sprawą tej wcześniejszej wizji, czy też może na skutek silnego wpływu Korriban, wszystko w Mocy wydawało się tak ciemne i zimne. Nie, pozostawała zwykła obserwacja i domysły.

 

Pierwsza więc była czarnoskóra dziewczyna ze swoim pełnym wyższości spojrzeniem. Perfekcyjnie skrojony strój sugerował, że pochodzi z rodziny przy kasie. Może więc być ważna… albo przynajmniej być o tym przekonana. Pozostawało mieć nadzieję, że nie będzie z niej jakiś Wuwuś 2.0 czy tam inny Dlar próbujący narzucać swą wolę.

 

Drugi był chłopak, który tymczasem przywodził na myśl Alesha. Arcturus miał nadzieję, że to tylko złudne pierwsze wrażenie i tamten nie będzie aż tak… aż tak… no Aleshowy. No ale cóż, z kimś takim przynajmniej nie będzie żalu współzawodniczyć.

Dalej była szatynka, której pierwszymi słowami było coś o regulaminie. Czyżby więc duszyczka podobna do Shareny? Czyżby miał w tym zespole trafić na kopię swojej rodziny? No to by było złośliwe zrządzenie Mocy. Niemniej jednak tutaj skojarzenie z siostra podbiło sympatię do tej dziewczyny.

 

Była też ruda, śmieszka. Ona wreszcie przynajmniej nie wyglądała i nie zachowywała się tak by od razu budzić skojarzenie z Crowami.  Poza tym ciężko było o niej powiedzieć coś więcej, ale śmiech to jednak dobry znak. Problem są zazwyczaj osoby, które nie potrafią się śmiać.

 

No i na koniec chłopak z krwią sithów. Czyżby kolejny kandydat na drugiego Wulkora? Oby nie. Arcturus aż zganił się w myślach za to, że wysnuł takie podejrzenie tylko na bazie domniemanej krwi tamtego. Chociaż ten uśmiech… był trochę niepokojący. Wyglądał też na starszego, ale czy będzie to dla niego przewaga? Cóż, się zobaczy.

 

Na takich i innych domysłach upłynął więc lot na powierzchnię. W ostatnim jego etapie jednak, Arcturus po prostu przylepił się do okna. Chłonął nowe widoki jak spragniony człowiek wodę. Nowa planeta, nowe miejsce, tyle… no… pomarańczowego kurzu. Ale to jednak było coś nowego po Yavinie. Chłopak od razu wykorzystał też okazję by zapamiętać jak najwięcej z tego co widzi. Może będą później mieli dostęp do jakiejś holomapy czy coś, ale nie zaszkodzi zorientować się już teraz w okolicy mając ją jak na dłoni.

 

***

 

Po wylądowaniu odprowadzono ich do gabinetu ich nadzorcy, Tremela. Mężczyzna nie zrobił złego pierwszego wrażenia. Nie sprawiał wrażenia psychopaty czy coś. Wydawał się dość konkretny i od razu dał im pierwsze zadanie. Ono akurat brzmiało dość enigmatycznie, ale Arcturus był dobrej myśli i wierzył, że po prostu potrzeba odrobiny pracy w bibliotece i wkrótce więcej stanie się jasne. Dolina Martwych Marzeń i Dolina Zdrady. Dolin widzieli wiele i pewnie wszystkie te ważniejsze są jakoś ponazywane. O co mogło chodzić z kancelarią i skryptorium to już będą martwić się później.

No właśnie - będą. Musieli podzielić się na grupy. Przez myśl Arcturusa przeszło, że może lepiej nie wyskakiwać przed szereg i czekać aż ktoś sam mu zaproponuje współpracę, ale…

Pffff.

Chłopak od razu zrobił krok do przodu i podszedł do nadzorcy by odebrać odznakę. Tyle, że zamiast zabrać tylko jedną, od razu zgarnął trzy i nim ktoś zaprotestował, odwrócił się by stanąć przed rudą i myszą. One dwie zrobiły na nim na początku najlepsze wrażenie i postanowił, że z nimi chce być w drużynie. No i wcale nie chodziło o to, że w jego ochach były to też ładne dziewczyny. Nie nie, to nie to. Zdecydowanie nie to. Znaczy były ładne, ale… nieważne.

Arcturus wyciągnął ku im obu po odznace by same nie musiały się fatygować.

- Proszę bardzo, drogie panie – powiedział kłaniając się nieznacznie i uśmiechając się do każdej z osobna. – To co, drużyna numer jeden? – zaproponował krótko. Nie bawił się w reklamowanie siebie czy inne kupczenie. Liczył bardziej na efekt inicjatywy oraz to, że w sumie chyba nikt tu się nie znał. Poza krótkim lotem nie było czasu na poznanie się więc przy dobieraniu się w sumie nie mieli za dużo wyznaczników. A że dziewczyny siedziały wcześniej razem to i może teraz też zechcą po postu dobrać do siebie trzeciego. I Arcturus był akurat pod ręką.

 



Rzuty na Sense w promie, wynik: Dark Side clouds everything ;)

 

 

Charm na tą, która jest mandalorianką: uMO0eQk.pngU9BmIw9.pngU9BmIw9.pngHNHqBoO.pngGXuBpuj.pngGXuBpuj.png

Wynik: kS9wyEl.pngkS9wyEl.pnglJAktoZ.png

Jak rozumiem dodatkowe sukcesy wydłużają działanie pozytywnego wrażenia. Advantage może dodać pozytywne wrażenie na kimś pobocznym. Na książniczce za uprzejme maniery? Na Tremelu za inicjatywę?

 

Charm na drugą z dziewczyn: uMO0eQk.pngU9BmIw9.pngU9BmIw9.png  GXuBpuj.pngGXuBpuj.png

Wynik: kS9wyEl.pngkS9wyEl.pngkS9wyEl.pngkS9wyEl.pngkS9wyEl.pngKFfHrRJ.png

Ponownie dodatkowe sukcesy na wydłużenie pozytywnego działania. Treat zostawiam MG :D

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dziewczęta przystały ochoczo na jego propozycję, Mysz nawet uśmiechnęła się nieznacznie. Wystąpienie nie przeszło też bez echa u innych akolitów. Elegancka Enna Panteer, księżniczka Alderaanu,  szósta w kolejności do tronu, jak sama o sobie mówiła, skinęła głową na Kane’go, chłopaka któremu podobno na promie dała w twarz. Ten drgnął i posłusznie ruszył po pozostałe odznaki.

- Weźmiemy Dolinę Zemsty - oznajmiła księżniczka.

Luele, Lu bo ci zęby powybijam, Vizla vel śmieszka, już przypinała swoją odznakę do ramienia. Wcześniej na promie kiedy Arcturus się przedstawił uniosła wysoko brwi. Po drodze zdarzyła spytać czy “Ten” Crow i wtrącić że jej starsza siostra Shae walczyła na Coruscant u boku jego ojca.

- Niech będzie - stwierdziła wzruszając ramionami z nonszalancja i dodała z szerokim uśmiechem. - Ja tam się nie boję martwych marzeń.

- Do tego trzeba mieć wyobraźnię - mruknął Slash Tillan, chłopak z krwią Sith, przyglądał się Arcturusowi z uwagą, która sprawiała, ze ten czuł się trochę zaniepokojony..

Lu spojrzała na niego spod długich rzęs i wyzywającego uśmiechu.

- Albo kompleksy. Słyszałeś może o czymś takim?

Danae Dorne aka Mysz pokręciła głową po czym spojrzała na Tremela.

- Czy możemy odmaszerować, Sir? - spytała. Sith uśmiechnął się pod nosem słysząc naleciałości ze szkoły oficerskiej.

- W drogę. Stawcie się tutaj znowu z mapami. Macie tydzień.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

Wypadł chyba dobrze. Znaczy na tyle dobrze, że dziewczyny nie miały nic przeciwko temu by wspólnie stworzyli zespół. Czy dobrali się dobrze? To już była inna kwestia, ale widząc jak księżniczka Enna zaczyna traktować Kane’go niczym sługę z pałacu, Arcturus zaczął gratulować sobie wstępnie dokonanego wyboru.

- No, to jesteśmy Drużyną Martwych Marzeń – podsumował Arcturus gdy już wyszli z gabinetu Tremela i oddalili się od pozostałej trójki, która poszła własną droga. – Pozostaje postarać się, by były to marzenia naszych przeciwników a nie nas samych –uśmiechnął się do dziewczyn.  Odrobina optymizmu nie zaszkodzi gdy trafi się do takiego piekiełka jak Korriban.

- Jakieś propozycje na start? – zapytał towarzyszek. – Na pewno jak najszybciej trzeba się dobrać do zasobów tutejszej biblioteki, bo jak słyszałem mają tu takową, dość dużą zresztą. Zanim ruszymy gdziekolwiek, trzeba zorientować się czego w ogóle szukamy, nie? – rzucił póki co własną sugestię.

- Ale chyba najpierw i tak warto by zorientować się w rozkładzie tej akademii. Gdzie są nasze kwatery, gdzie dają jeść czy tym podobne drobiazgi. No, i wymieńmy się częstotliwościami komlinków, póki pamiętamy  – zasugerował. Przyjrzał się przy okazji swojej odznace szukając czy ma na sobie jakiś numer, który mógłby wiązać się z numerem pokoju czy coś podobnego. Tak czy inaczej nim rzucą się w wir poszukiwań, dobrze było ogarnąć te podstawowe kwestie odnośnie samej akademii. Gdzie, co, jak i w ogóle. Im szybciej poczują się tu jak w domu tym lepiej. I nie chodziło nawet o własne samopoczucie a o pewność siebie jaką się emanowało. Arcturus ciągle miał  pamięci to co mówiła Regina o tym, że łatwo tu stać się ofiarą. A widok osoby bezradnie kręcącej się po korytarzach i nie wiedzącej co ma zrobić łatwo mógł kogoś sprowokować.

Chłopak wyciągnął więc i datapad szukając czy tam znajdzie jakiś plan akademii czy coś innego co choć trochę pomoże.

- Swoją drogą co myślicie o Tremelu i tym co mówił? – zagadnął tymczasem dziewczyn. – Dużo nam nie wyjaśnił, ale prowadzenia za rączkę nie było się co spodziewać, prawda? Chociaż zwróciłyście uwagę na to co mówił o zostawaniu Sith? Nie powiedział, że jedno z nas tylko zostanie uczniem Lady Safady ale, że część z nas, czyli więcej niż jedna osoba, mogła liczyć na coś co brzmi jak kariera w Imperium. Przejęzyczenie? Dawanie nam złudnych nadziei? Czy może znak, że jednak ktoś tu nie lubi marnotrawić obiecujących osób? – Arcturusa naprawdę ciekawiło co dziewczyny sądzą na ten temat. Czy w ogóle wyłapały ten niuans? Jeśli nie to w sumie i tak warto było zwrócić im na to uwagę. Jeśli bowiem faktycznie nie tylko jedna osoba może być tu zwycięzcą, to może jednak  współpraca w ramach ich grupy mogła mieć jakiś sens nawet w dłuższej perspektywie. Niemniej to mogła być pułapka wiec Arcturus postanowił nie pokładać w tym swoich nadziei jakkolwiek chciał by była to jednak prawda.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Lu wzruszyła ramionami.

- Trep jak trep, jeśli mnie pytasz. - skomentowała sprawę nadzorcy. - No i coś knuje, to pewne, Sith zawsze coś knują. Przynajmniej na psychopatę nie wygląda. I czy mi się wydawało, czy na dole ktoś się tłukł? Dam głowę że słyszałam, kiedy przechodziliśmy korytarzem.

- W podziemiach są sale treningowe - wtrąciła Danae, obracając w palcach swoją odznakę. - Biblioteka pewnie piętro nad bani razem z salami wykładowych i stołówka. Na tym piętrze są biura nadzorców i pokoje. Podobno to… - uniosła wyżej srebrną plakietkę. - Otwiera ten właściwy dla nas.

Arctutrus musiał jej uwierzyć na słowo, bo nigdzie nie było widać żadnego oznaczenia.

Lu uniosła brew.

- Mam nadzieję że nadgorliwość nie jest zaraźliwa...

Mysz wyprostowała plecy by zaprezentować dumnie całe metr pięćdziesiąt swojej chudej osoby.

- To nic takiego,  spytałam przy kontroli. To miejsce działa dość prosto im wyżej tym większy status. Trzeba pilnować odznak bo ci w czerwieni… - Wskazała straż honorową. - będą nas kontrolować.

Lu wywróciła oczami. Była niewiele niższa niż Arcturus, a swoboda z jaką się poruszała tchnęła zadziorną nutką niebezpieczeństwa.

- Jasne. Mają tu garnizon? Może tam jest normalniej.

Danae prychnęła słysząc słowo “garnizon”.

- To raczej kompania karna, żołnierze którzy tu trafiają nie bardzo wiedzą na czym ich praca polega. No i długo nie żyją.

Lu wzruszyła ramionami.

- I tak brzmi lepiej niż ten park czerwonych. - Madalorianka zerknęła, na Arcturusa. - No właśnie, jesteś czerwonym? Czy może z tej normalnej części haremu Crowa? Z jego pani bitwy?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

O proszę, okazało się, że porcję informacji mieli już pod ręką w postaci niepozornej Danae. Dziewczyna jak widać pomyślała wcześniej o tym by zorientować się w rozkładzie pomieszczeń i teraz mogło to oszczędzić dużo szukania. Wychodziło, że kwatery mieli gdzieś tu blisko i trzeba było je tylko namierzyć. Bliskość stołówki do biblioteki też była pożytecznym zrządzeniem na wypadek gdyby trzeba było długo siedzieć nad poszukiwaniem jakichś wskazówek zaszytych w starych zapiskach.

- W każdym razie dobrze zrobiłaś – pochwalił dziewczynę Arcturus za zdobycie tych wszystkich informacji. Kto jak kto, ale on potrafił docenić dobra płynące z odrobiny ciekawskości. Chciał też dodać coś jeszcze o bezsensie porzucania miejsc w akademii, ale Lu uderzyła w temat, który sprawił, że trochę zjeżył się w duchu. Harem Crowa. Czy ona chciała obrazić jego rodzinę, czy co?

Arcturus szybko opanował się jednak gdy tylko dał sobie chwilę by pomyśleć. Bo w sumie z punktu widzenia kogoś z zewnątrz jak inaczej mogło to wyglądać? Fakt, Arcturus wiedział, że tata kochał tak mamę jak i wszystkie ciotki, nawet jeśli ten związek, tak jak mówił Atonai, przynosił mu wiele korzyści. Ale ktoś, kto nie widział co działo się w rodzinnej rezydencji… kim w opinii takiej osoby były Ya-Ra, Chen czy Aya? Skoro Regina była jedyną oficjalną żoną to one pozostałe tworzyły…

- Harem – mruknął z namysłem. – W sumie pewnie tak to wygląda z zewnątrz – powiedział ni to do Lu, ni to do siebie. W końcu jednak spojrzał na zadziorną dziewczynę i uśmiechnął się mimo wszystko.

- Pani Bitwy, ha, Chen by się spodobało takie miano, zdecydowanie – stwierdził – Ale nie, nie ona jest moją matką. Nie jestem... niebieski. Ani czerwony zresztą, ani odrobinkę. W moim wypadku trzeba chyba mówić o białym, bo jestem synem Ya-Ry a mama jest arkanianką – wyjaśnił. – Czy to cię uspokaja? – uniósł pytająco brew. Uznał, że wcześniejszym stwierdzeniem raczej nie miała zamiaru go obrażać. Może po prostu waliła co jej ślina na usta przynosiła? Tak czy inaczej Arcturus nie widział powodu by rzucać się o to, zwłaszcza na początku przymusowej współpracy.

- W każdym razie będąc z takiej rodzinki nie muszę chyba tłumaczyć jak wyszło, że trafiłem tutaj, co nie? – dodał. bo dość gadania o sobie. Arcturus ciągle był ciekaw obu dziewczyn i tego co sobą reprezentowały.

- A jaka jest wasza historia? Jak tu wylądowałyście? – zagadnął więc. Rozglądał się przy okazji za korytarzem, który wyglądał by jak miejsce gdzie znajdowały się jakieś kwatery.

- Zwłaszcza ty, Lu, wyglądasz jakby musieli cię tu ściągać siłą – zaśmiał się. – Bo ty Danae, zdajesz się wyciągnięta z jakiegoś kursu wojskowego. Choć za niska jak na żołnierza? – puścił do niej oczko by dać do zrozumienia, że to żart. Jeśli przeszła już dyscypliną wojskową to kto wie jak ucierpiało jej poczucie humoru.

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kwatery, a raczej szereg identycznych drzwi z czytnikami zamiast zwyczajnej kontrolki znaleźli całkiem szybko, w głębi jednego z odchodzących od klatki schodowej korytarzy. Było ich całkiem sporo, w żaden sposób nie odznaczonych i w sumie zostało chyba pomachać odznaką przy każdym z czytników.

Danae uniosła wysoko brodę.

- Możemy się spotkać za chwilę na dole, w sali treningowej i zobaczymy kto jest za niski.

- Czyli jednak jest jeszcze dla ciebie nadzieja - Lu zasmiała się, jednak zaraz jej uśmiech przeszedł w grymas. - Czemu tu jestem? Szkoda gadać. Przyłożyłam jednemu Jedi kamieniem w łeb. Zaatakował nas na misji zwiadowczej. No dobrze, nie zaatakował ale nakrył i zaczął gadać od rzeczy, przydzielony nam Sith się wściekły i potem jakoś poszło. Wybuchła bijatyka i mu przyłożyłam. Tylko nie trzymałam tego kamienia, on leżał daleko. Sith zrobił mi jakieś testy i wysłali mnie tutaj - mówiła z ponurą miną testując swoją odznakę na najbliższych drzwiach. Pozostały zamknięte. - Ominęło mnie Coruscant.

Danae przetestowała swoją odznakę po koleżance, też nic.

- Przeniesiono mnie ze szkoły oficerskiej tutaj ja… mam instynkt. Zawsze się sprawdza. Zrobili mi testy i wyszło że to lepszy przydział - odparła, trochę skrępowana po czym dodała. - Czy ja dobrze rozumiem, że twój ojciec ma wiele żon?

 

Kiedy Arcturus zbliżył odznakę do czytnika drzwi otworzyły się ze zgrzytem. Wnętrze wyglądało dość oszczędnie. Dwie podwójne szyfrowane szafki. Pojedynczy stolik, para krzeseł i piętrowe koje wbudowane w ściany. Miejsce do spania dla czterech osób. Przy stoliku siedziała młoda, złotowłosa catharka, pogrążona w lekturze czegoś na datapadzie. W jej stroju niewiele już zostało z uniformu akolity poza butami i rękawicami, złoto-płowy strój wyglądał egzotycznie i nietypowo.

Spojrzała na Arcturusa z zaciekawieniem.

- Cześć, nowy. - Przeniosła wzrok na Lu i Danae. - Już sprowadzasz gości? Przecież dopiero was wyladowali!

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

- Ha, czemu nie? Może nie zaraz, ale któregoś razu możemy sobie sparing zrobić. Może się czegoś od ciebie nauczę – uznał ochoczo Arcturus. Sam walczyć umiał, może nie perfekcyjnie, ale jednak cos tam Chen i innym udało się wbić mu do głowy. Nie wątpił jednak, że sporo jeszcze mu zostało do nauki i był naprawdę ciekaw co reprezentują sobą obie dziewczyny. Jakoś nie wątpił, że z czymś lub kimś walczyć będą w końcu musieli więc trzeba było wiedzieć czy mogą na sobie wzajemnie polegać.

Dziewczyny tymczasem zaczęły mówić trochę więcej o tym co przyniosło je do akademii więc Arcturus zamienił się w słuch. Jak można się było domyślić, żadna z nich nie miała za sobą rodziny takiej jak on sam. Były jednymi z tych, u których przypadkiem dostrzeżono potencjał Mocy. Chłopak zapamiętał szczególnie by zwracać uwagę na to co może wyczuwać Danae. Jeśli faktycznie podświadomie wyczuwa różne rzeczy to może być nieocenioną ochroną przed niespodziewanymi atakami. Nie żeby miał zamiar zupełnie powierzać wszystko owym instynktom, ale na pewno lepiej było nie ignorować tego co mówi. U Lu objawiła się zdolność telekinezy co może nie było tak przydatne w niewyszkolonym stanie, ale jak się wkurzy to kto wie? Może w stresie jest zdolna do czegoś, czego nawet sama nie jest świadoma?

 

Dalsze rozmyślania nad kwestiami uzdolnień dziewczyn przerwało pytanie skierowane bezpośrednio do niego.

- Mniej więcej tak – odpowiedział Danae. – Znaczy oficjalnie żona jest tylko jedna i jest nią Regina. Faktycznie jednak partnerek tata miał więcej. Z Reginą tą Łącznie cztery mieszkające w naszej rezydencji. Tata z każdą miał dzieci więc możesz sobie wyobrazić, że mam sporo rodzeństwa – uśmiechnął się wesoło bo sam zawsze uważał, że to bardzo dobre zrządzenie losu, nawet jeśli wśród owego rodzeństwa były takie rodzynki jak Allesh.

Wraz ze wspomnieniem rodziny, powrócił ukryty smutek wywołany utrata ojca, któremu jednak Arcturus nie pozwalał wypłynąć na wierzch. Wyglądało jednak na to, że będzie musiał trochę bardziej zainteresować się tym co tata robił poza planetą i tym jak widzieli go inni. Przykład Lu pokazywał bowiem, że pierwszym co przychodziło wielu osobom do głowy, gdy słyszeli jego nazwisko, były właśnie dokonania rodzica. Jedne mogły budzić podziw, inne jakieś mniej pozytywne uczucia, ale chłopak nie mógł pozwolić by takie rzeczy brały go z zaskoczenia i wyprowadzały z równowagi jak wcześniej prawie zrobiło to wspomnienie o haremie.

 

Znów jednak co innego przejęło jego pełną uwagę bo okazało się, że jego odznaka otwierała drzwi, które właśnie sprawdzali. Bingo! To była jego kwatera i… jak się okazało, nie dawali tu jedynek. W pokoju były cztery łóżka więc na samotność czy prywatność nie było co liczyć, a jedna z współlokatorek już tu była. No właśnie – współlokatorka a nie współlokator. Pokoje były najwyraźniej koedukacyjne. Dla Arcturusa już w ogóle dzielenie z kimś kwatery miało być nowym doznaniem bo w końcu całe życie miał swój mały pokój, zwój mały azyl, zawsze tylko dla siebie. A tu wychodziło, że jedną z osób, z którą ów pokój dzielić będzie jest catharka. I co całkiem atrakcyjna, co nie uszło uwadze Arcturusa, który był już w wieku, w którym młody chłopak zaczyna zwracać uwagę na takie drobiazgi. Hmm… ciekawie. Tak, ciekawie to było dobre określenie sytuacji i póki co można było na tym zakończyć.

- Nikt nie powiedział, że mam z tym zaczekać – uśmiechnął się rozbrajająco do współlokatorki, bezradnie rozkładając przy tym ręce. – Ale skoro już tak wyszło to przedstawiam Drużynę Martwych Marzeń, świeżo wylądowaną i świeżo wypuszczoną z gabinetu Nadzorcy Tremela. Oto Lu i Danae. A ja jestem Arcturus, Arcturus Crow – skłonił się nieznacznie. – I jak widać, w przeciwieństwie do dziewczyn już znalazłem swoją kwaterę. Któreś miejsca już zajęte? – zapytał oczekując przy okazji aż dziewczyn się przedstawi. W sumie obojętne mu było czy jego miejsce będzie na dole czy na górze. Na dół łatwiej paść po męczącym dniu i łatwiej się cichaczem wymknąć z łóżka gdyby była taka potrzeba. I góra jednak by mu pasowała bo kłócić o miejsce się nie zamierzał. Nie wiedział z kim jeszcze dzieli pokój a istniała szansa, że jest to ktoś bardziej doświadczony i groźniejszy niż on sam.  Szafki pewnie też reagowały na tą całą odznakę więc z tym nie powinno być problemu. Trzeba było jednak się upewnić i schować tam póki co resztę manatków.

 

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Catharka spojrzała na dziewczyny.

- A więc tak się bawicie? - wzruszyła ramionami. - Cóż, podobno masochistom jest tu łatwiej.

- Ekhmmm.... to my może poszukamy naszych pokoi? - wtrącił Danae.

- Tia, spotkamy się w bibliotece - dodała Lu i już ich nie było.

Catharka zerknęła na chronometr, wiszący jej przy piersi.

- Krótko, bo muszę być zaraz w grobowcach. Bierzesz koję po Jonanie... - wskazała wyższą koję po lewej stronie. - I jego szafkę... - ta analogicznie stała Jestem Jilian, poza nami mieszkają tu jeszcze Lidar i Voldan, teraz jednak są poza akademią. Mamy tu kilka prostych zasad które pomagają funkcjonować.  Po pierwsze cisza nocna, chcesz uczyć się do późna, od tego jest biblioteka. Tutaj na godzinę przed północą jest już ciemno i cicho, miej to na uwadze jeśli wracasz później i postaraj się nikogo nie o budzić. Wypoczęte ciało to przewaga, przewagi się przydają. Po drugie żadnych imprez, goście są ok, ale na noc się wynoszą. Jeśli chcesz się umówić z kimś sam na sam uprzedź wcześniej i skończ przed cisza nocną. Po trzecie, to co zostaje powiedziane w tym pokoju, zostaje w tym pokoju. Po czwarte trzymamy się z dala od wrogów współlokatorów. Nie musimy sobie pomagać, ale przeszkadzać też nie musimy, wierz mi ostatnie czego komukolwiek z nas potrzeba to wróg tutaj.[/i] - wyliczyła prostując po kolei palce jednej z dłoni. - To są zasady. Jeśli ktoś z nas ich nie przeszkadza źle się to dla niego kończy. - nie powiedziała tego w jakiś szczególnie groźny sposób, ot stwierdziła ze spokojną pewnością siebie. - To miejsce jest najbliższym domu, co będziemy tu mieli. Dom powinien być bezpieczny. Uszanuj to a myślę, ze się dogadamy. Jasne?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

Arcturus miał chwilę wątpliwości czy zostać chwilę w pokoju i pogadać ze współlokatorką czy iść z dziewczynami na poszukiwanie ich pokoi, ale w sumie od tego problemu uratowała go Danae, która sama wyszła z propozycją spotkania się w bibliotece trochę później.

Tak było w sumie optymalnie. Dziewczyny w końcu nie potrzebowały jego nadzoru, a catharka, która wyglądała, że była już obyta w życiu w akademii, mogła być naprawdę bogatym źródłem informacji. Dobrze też było z nią chwilę pogadać na osobności zanim pojawią się inni potencjalni współlokatorzy. I nie, nie chodziło, że miał nadzieję na jakieś sam na sam z nią czy coś. Po prostu był świadom jak różnie niektórzy potrafią się zachowywać z lub bez publiki.

- Dobra, więc ustalone. Spotkanie w bibliotece jak już się ogarniemy – potwierdził. Nie było chyba sensu ustawiać konkretnej godziny. Nie żeby na razie mieli inne zajęcia, a jak ktoś dotrze do biblioteki przed innymi to może zrobić wstępne rozeznanie odnośnie tego jak tam wyglądają zasady i możliwości. – Do zobaczenia! – pożegnał się więc póki co i gdy drzwi do kwatery się zamknęły, pełna jego uwaga skupiła się na Jilian, jak okazała się mieć na imię catharka.

Dziewczyna spieszyła się, ale na szczęście nie na tyle by olać go zupełnie i po prostu sobie pójść. To już coś. Z drugiej strony to by znał zasady pewnie było jej na rękę tak czy siak bo jakże inaczej mógł ich potem przestrzegać. A że Arcturus współlokatorom podpadać nie chciał to słuchał bardzo uważnie i nie przerywał. Na koniec było trochę zaskoczony, ale zdecydowanie w pozytywny sposób.

- To… bardzo dobre zasady – uznał – Spokój, prywatność, bezpieczeństwo. To są rzeczy, które warto docenić – skinął głową. – Z przyjemnością zastosuję się do tych wytycznych – zapewnił z całkowitą szczerością. Jeśli faktycznie wszyscy w pokoju żyli w ten sposób to przynajmniej tutaj będzie można mieć jakąś namiastkę bezpiecznej przystani. Domu, jak to określiła Jilian. To zdecydowanie miało sens.

Arcturus miał w tej chwili oczywiście miliony pytań, którymi najchętniej zasypał by Jilian, ale wyraźnie nie była to teraz dobra chwila. Szkoda było psuć pierwsze wrażenie dziecinną nachalnością. Trzeba było się zachowywać dorośle, zaczekać. W sumie o ile coś jej w tych grobowcach nie zeżre to będą jeszcze okazje do rozmów. Było tylko jedno ale – znajdowali się na planecie, gdzie zjedzenie przez coś w czasie wycieczki do grobowców wiązało się z dość wysokim prawdopodobieństwem.

- Dzięki za wyjaśnienia. I powodzenia w tych grobowcach. Niech Moc ci służy – życzył jej więc na koniec by może zminimalizować choć trochę owe szanse.

 

Gdy Jilian już sobie poszła, Arcturus stanął na chwilę na środku pokoju i zaczął się zastanawiać nad swoim położeniem. Na razie tragedii nie było, choć pilnował się by nie popadać w zbytni optymizm. Jeśli zbyt wiele rzeczy idzie za dobrze, to z każdą chwilą wzrasta szansa, że coś konkursowo pierdyknie. Z drugiej strony w ciągłym strachu żyć nie zamierzał wiec uznał, że po prostu trzeba być… ostrożnym. Tak, właśnie tak. No i nie przeszkadzało to się cieszyć, że na razie nie trafił na nikogo wyraźnie wrednego.

Ciesząc się tą myślą podszedł do przydzielonego mu miejsca do spania i… jego mina trochę zrzedła. „Koja po Jonanie”, tak powiedziała Jilian. Teraz tak patrząc na to miejsce zaczął się zastanawiać co z owym Jonanem się stało. Z drugiej strony jednak czy naprawdę chciał znać odpowiedź? Cóż, problem w tym, że tak. Wolał chyba najgorszą prawdę niż siedzenie w domysłach. Zresztą mogło być tak, że po prostu Jonan skończył naukę, został czyimś uczniem i opuścił planetę. Niekoniecznie jego kości muszą leżeć gdzieś wśród piasków pustyni lub mroków grobowców…

Arcturus przełknął ślinę.

No dobra, zapyta się kogoś później. Teraz skupił się na zapoznaniu z szafką i zamykającym ją mechanizmem. Zapewnienia Jilian, że chcą się tu czuć jak w namiastce domu nie przeszkadzały mu przypilnować by nikt na pewno nie mógł się dobrać do jego gratów. A te planował póki co zostawić tutaj. Z kijem i plecakiem do biblioteki nie było sensu chodzić. Upewnił się też przy okazji czy po poprzednim właścicielu jego szafki coś tam nie zostało. Nie spodziewał się nic takiego, ale jeśli tamten był przewrażliwiony to może coś niedużego a cennego ukrył tak, że osoba, która przyszła zrobić czyszczenie, jakoś to pominęła? Warto było sprawdzić. W sumie nie tylko szafkę, ale i przy materacu też.

Po tych wszystkich zabiegach dopiero był gotów opuścić pomieszczenie i udać się na poszukiwania biblioteki. Piętro wyżej, tak mówiła Danae. Potrzebne więc były jakieś schody albo winda. Zwiedzanie czas więc zacząć.

Akademio! Crow przybywa!

 

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Przed wyjściem Jilian odwróciła się w drzwiach z półuśmiechem który wydał się mu dziwnie ponury.

- Nie przywiązuj się do swoich ślicznych “przyjaciółek”. Nim minie rok dwoje z was będzie martwych. Czasami łatwo o tym zapomnieć i nie masz pojęcia jakie są potem z tego problemy…

 

Szafka była otwierana na odznakę ale musiał być też jakiś inny sposób bo ktoś definitywnie dobrał się już do jej zawartości. W środku został tylko minidysk z płytą jakiegoś kantynowego zespołu bithów oraz brudne skarpetki których zapach mógł się spokojnie klasyfikować jako broń biologiczna. Posłaniem ktoś też się zajął bo pościel była świeża i czysta, tak samo jak i materac. Jedynym znakiem że ktoś tu przed nim spał były trzy kreski wyryte w ścianie przy zagłówku.

Nie było więc tak wiele do oglądania.

 

Crow przybył ale Akademia wydawała się średnio tym przejęta. Po korytarzach wciąż kręcili się akolici, wśród których po różnym stopniu kolorowych domieszek w stroju dało się domyślić stażu. Tego dnia dominowała jednak czysta czerń i niemodyfikowane stroje nowych,  którzy tak jak Arcturus kręcili się w tą i z powrotem. Większość usilnie udawała że nie czuje się zagubiona.

Wydawało mu się że gdzieś w tłumie dostrzegł Jeylena, który z kapturem na głowie przemysł się gdzieś na dole. Na pręt widział Wukora koło jednego z posągów na parterze. Pozostałe twarze były zbyt nowe, mieszały się sprawiając że wszyscy wyglądają jak dziwne, ponure rodzeństwo.

 

Rzeźby dojść do biblioteki trzeba było przejść koło stołówki gdzie minęła mu wielka sylwetka czarnowłosego Wookiego, któremu imponująca postury zapewniała duży luz w kolejce po jedzenie. Swoje towarzyszki zobaczył przy wejściu i już razem ruszyli pomiędzy szklane regały oglądać ukryte z animi holokrony, wiekowe kamienne tablice i stare tomiszcza. Ze stanowisk komputerowych przegadali zasoby cyfrowe i chwilę zajęło im stanowisko działu geograficznego.

 

Podczas poszukiwania skupili się głównie na mapach, których całkiem sporo z różnych okresów znajdowało się w pamięci konsoli kartograficznych. I tu trafiła się im pierwsza przeszkodą. Na tych nowych nie było śladu o Dolinie Martwych Marzeń, na starych z kolei wszystkie zapiski były w języku rdzennych Sith, albo jakiejś jego odmianie.

Kilka godzin zajęło im zdobycie słownika, przetłumaczenie oraz transliteracja nazwy i… okazało się że na starych mapach też nigdzie jej nie ma.

- Co teraz, szefie? - spytała dziarsko Lu. - Tylko nie mów że nasze marzenia umarły.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

Po wyjściu Jilian, Arcturus mimowolnie przez chwilę patrzył jeszcze na zamknięte za nią drzwi. Nie powiedziała w sumie niczego, czego nie wyłożyła im już wcześniej Regina, ale… to jak to powiedziała. To brzmiało jak coś z własnego doświadczenia. Jaka była jej historia? Chłopak poczuł, że bardzo chciałby ją poznać. Nie spodziewał się by była ona szczęśliwa, ale…

Cóż, może kiedyś.

Otrząsnął się i zabrał za ogarnianie swego lokum. W pierwszej kolejności oczywiście zutylizował bombę biologiczną, jaką znalazł w szafce. Długi kij idealnie się do tego nadawał. Ciekawszym znaleziskiem okazy się za to nagrania. Niby nic, ale kto wie, może takie rzeczy miały tu wartość. Po długim oddzieleniu od świata na zewnątrz, odrobina muzyki mogła być tym czego się pragnęło. Dołączył więc minidysk do swojego skromnego dobytku. Po sprawdzeniu koi i zabezpieczeniu wszystkiego w szafce był już gotowy. Zabrał tylko datapad by mieć na co zgrywać ewentualne informacje, które znajdą.

Gdy przemierzał korytarze szukając biblioteki, zwrócił uwagę, że nowych jest aktualnie faktycznie cała masa. Był to dobry zbieg okoliczności, chwilowo nie wyróżniał się dzięki temu ze swym standardowym ubiorem. Z czasem jednak świeżakowego wyglądu zacznie pewnie ubywać w taki czy inny sposób więc trzeba było znaleźć swój styl, jak radziła Regina.  Ale nie teraz, w końcu pewnie trafi się ku temu okazja więc Arcturusowi nie chciało się tracić czasu na jakieś przeróbki na siłę, które same w sobie nie przemawiały do niego póki co.

Tymczasem dotarł do biblioteki i zgromadzona tam wiedza stanęła przed nimi otworem. Nie cała ma się rozumieć bo pewnie były jakieś restrykcje, ale i tak było tu tego tyle, że Sharena pewnie nie będzie się nudzić, gdy już odkryje to miejsce. I choć Arcturus najchętniej sam teraz poszukał by siostry by zobaczyć jak się miewa to zamiast niej miał dwie inne towarzyszki i zadanie do wykonania. Czas było zabrać się do roboty.

Do roboty, która po kilku godzinach wydawała się nie przynosić rezultatów. To był jednak dopiero początek i chłopak nie zniechęcał się jednak. Dziewczyny na szczęście też nie, a przynajmniej Lu nie okazywała tego w żaden sposób. Spoglądała jednak na Arcturusa jako przewodnika ich małego stadka.

- Co teraz? To proste. Pójdziemy coś zjeść i zebrać siły na dalszą pracę – uśmiechnął się do niej radośnie. – Dopiero gdy już nałożą nam porcję tego, co uchodzi tu za jedzenie, zorientujemy się czy nasze marzenia na sensowny posiłek jeszcze pożyją – zapewnił radośnie.

Może i mieli trochę roboty przed sobą, ale po kilku godzinach od ostatniego posiłku, żołądek dawał o sobie znać. Praca na głodniaka mogła tylko dodać do irytacji wywołanej brakiem sensownych wyników.

- A jak już się najemy to wracamy do roboty. A właściwie zaczniemy faktyczne poszukiwania – stwierdził wprost Arcturus. – Nie oszukujmy się, to była rozgrzewka. Może i była szansa, że coś znajdziemy, ale przejrzenie map i znalezienie nazwy ot tak? To by było za proste – prychnął – Lady Safada należy do Sfery Tajemnic i skoro zleciła Tremelowi „wyjątkowe szkolenie” to pewnie typowo pod pracę, jaką ona się zajmuje. A tajemnice mają to do siebie, że są w jakiś sposób ukryte, droga do nich nie jest oczywista no i… zresztą same wiecie – bo on wiedział bardzo dobrze. W końcu w tego typu poszukiwaniach specjalizowała się jego matka. – Musimy szukać naokoło, zwracać uwagę na drobiazgi, szczegóły… zataczać kręgi i zbierać drobne ślady, które finalnie doprowadzą nas do celu – podrapał się po głowie. – Albo mieć trochę szczęścia – dodał z rozbrajającym uśmiechem. Czasem to naprawdę była kwestia szczęśliwego trafu.

- Tak czy inaczej mam już chyba kilka pomysłów – dodał nie chcąc wychodzić na kogoś, kto jest mądry rzucając ogólniki, ale sam nie potrafi zadziałać konkretnie. Takie podejście było zbyt bliskie głupiemu wymądrzaniu się, którego bardzo nie lubił.

-Zacznijmy od tego co wiemy. Są dwie mapy, my mamy zdobyć jedną z nich. Nie wiemy jaką mają formę. Wiemy jak Tremel określił ich lokalizację. Nasza to skryptorium w Doliny Martwych Marzeń. Druga w kancelarii Doliny Zdrady. To zadanie dla drugiego zespołu, ale warto to mieć gdzieś z tyłu głowy bo jeśli wszystko prowadzi do jednego celu to te wątki mogą być jakoś połączone – podsumował więc na początek.

- Wiemy już, że mapy nie wskazują czegoś takiego jak Dolina Martwych Marzeń. Niby zmarnowaliśmy trochę czasu na szukanie tych nazw, ale w sumie przynajmniej mamy teraz pełną nakładkę z lokalizacjami na Korriban co może się przydać – wtrącił jeszcze.

- No ale Dolina Martwych Marzeń. Dolina… tutaj nie widzę żadnej podpowiedzi. Dolin mają tu od grama. Ale Martwe Marzenia? To może być jakaś potoczna nazwa, której nie używa się w oficjalnych zapiskach. Jeśli któreś z was będzie miało okazję popytać kogoś, to jest tu dłużej to na pewno jest to opcja. Ale nie zdawajmy się na innych. Pomyślcie z czym kojarzą się wam martwe marzenia. Może w kontekście sithów. Marzenia… ambicje? Tego można by się spodziewać, prawda? Sithowie często walczą między sobą. Dolina Martwych Marzeń może być więc miejscem, gdzie czyjeś ambicje rozbiły się o rzeczywistość. Miejscem finałowej bitwy w jakimś konflikcie? Myślę, że warto to sprawdzić – doszedł wreszcie to finału swych rozmyślań.

- Nie poprzestawajmy jednak na tym. Musimy spróbować tez od innych stron więc dzielcie się też swoimi przemyśleniami i wnioskami, nawet jeśli wydają się głupie – dodał by nie było, że sam ma wszystko ogarniać.

- Druga sprawa to „skryptorium”. Ciekawe określenie, nie? O ile kojarzę to tak się określa miejsce gdzie kopiuje się jakieś zapiski i dane. Nie brzmi jak coś, co budowano by w grobowcu. Jeśli kogoś pochowano z całą jego zgromadzoną wiedzą to chyba byłaby jednak mowa o bibliotece. Może więc określenie „skryptorium” jest kolejną wskazówką? Zakładam, że ciągle będzie to grobowiec wiec może ten, kogo w nim pochowano był znany ze swego zamiłowania do gromadzenia wiedzy i spisywania tego co odkrył albo co się działo? Taki kronikarz? Nie brzmi jak typowy sith, ale w sumie to dobrze bo czyni go wyjątkowym więc może łatwiejszym do znalezienia. Tutaj na pewno warto podpytać kogoś, kto opiekuje się biblioteką, może znać sitha, którego specjalnością była wiedza – wzruszył ramionami.

- Uch… rozgadałem się. A mieliśmy jeść. Niemniej jak widać nasze marzenia jeszcze nie są pogrzebane – stwierdził. Trzeba było dbać o marale zespołu. – Ale teraz naprawdę chodźmy coś wciągnąć. Zanim znowu się rozgadam – uśmiechnął się promiennie. - Przy jedzeniu możemy zaś wspólnie poszukać kolejnych pomysłów.

 



W skrócie plan jest więc nastepujący - zjeść a potem szukać dalej wedle następujących skojarzeń:

- miejsce bitew, które kończyły czyiś marsz ku władzy czy innym ambicjom

- miejsca spoczynku sithów, którzy byli znani z zamiłowania do wiedzy, jej gromadzenia i spisywania (tutaj tak szukanie w zapiskach jak i zapytanie bibliotekarza czy kogoś, kto pracuje w tej bibliotece)

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

SuHZHpV.pngweQrJQZ.png

 

Lu, która nie byłą pod wrażeniem tych poszukiwań ożywiła się na wieść o obiedzie. Co prawda jego widok nie był z byt zachęcający. Miska dziwnej polewki zrobionej z Moc tylko raczy wiedzieć czego, trochę syntetycznej mieszanki białkowej, zapakowane próżniowo pieczywo i woda pachnąca chemiczną świeżością.

O tej porze w jadalni nie było za wielu osób, dlatego spokojnie mogli wziąć dal siebie jeden stolik i pogadać bez większych problemów.

- Ja nie wiem czy to coś pomoże ale ten czerwony co się szwendał z moim klanem często marudził na stare grobowce. Podobno Sithowie w ogóle lubią tam zapisywać wszystko. Głównie ci starzy robi sobie ze ścian mieszankę pamiętnika z traktatem filozoficznym - wtrąciła mandalorinaka.

Danae grzecznie i karnie wiosłowała łyżką w swojej misce, dopiero kiedy ta była do połowy pusta spojrzała na swoich towarzysz, wzrok skupiła zwłaszcza na Arcturusie.

- To ciekawe i dość trafne założenia, tylko sprawdzenie ich trochę zajmie. Musielibyśmy poznać praktycznie każdą legendę tej planety oraz jej historię na wyrywki. Sami za nic nie damy rady.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

To, co uchodziło tu za jedzenie, nie wyglądało zbyt apetycznie. Żeby nie powiedzieć, że było wręcz odrzucające. Arcturus naprawdę cieszył się w tej chwili, że nie odpuścił sobie tego ostatniego posiłku z rodziną, nawet mimo, że żołądek wtedy protestował.

Teraz ostrożnie wziął odrobinę dziwnej polewki do ust i momentalnie zrozumiał czemu wielu sith uważa się za szaleńców chcących zabijać wszystko wkoło. Bo na kogo można wyrosnąć jedząc dzień w dzień coś takiego? Wykorzystał więc to co mówi Lu jako pretekst by odwlec kolejną łyżkę „półpłynnej tortury”.

- No to nam pewnie nie ułatwi sprawy. Albo i wręcz przeciwnie. Warto sprawdzić co da nam wyszukiwanie samego słowa „skryptorium”. Jeśli okaże się to bardziej powszechne w kontekście grobowców sithow to chyba można założyć, że nie ten element jest kluczowy do wstępnego zawężenia poszukiwań, nie? – zasugerował. Potem zaś znów skierował wzrok na swą łyżkę i westchnął z rezygnacją.

- No nic, zamknąć oczy i za Imperium – mruknął i zaczął szybko pochłaniać swój posiłek, zgodnie z zasadą, że im krócej na języku tym tortura mniejsza.  Może za kilka dni jego kubki smakowe ulegną degradacji? Warto było mieć nadzieję. Tak czy inaczej jeśli w wyznaczonym czasie nie wykonają zadania to niesmaczne jedzenie mogło być najmniejszym problemem. Owa ponura myśl zbiegła się w czasie z tym, co połowie posiłku stwierdziła Danae. Wyglądało, że Arcturusowi trafiły się dwa prawdziwe promyczki nadziei.

- No dużo – zgodził się niechętnie Arcturus. – Przyznam szczerze, że sam nie wiem ile tego może być. Moja mama wykorzystywała w takich sytuacjach różne sprytne algorytmy wyszukiwania. Powinno to pomóc zawęzić pole poszukiwań, choć zakładam, że wy same nie macie w tym doświadczenia. Ja odrobinę choć nie wiem czy wystarczająco. Tutejszy bibliotekarz może mieć wiedzę, ale niekoniecznie czas i chęci do niańczenia… - zacisnął wargi. Potem wziął trochę chleba i z namysłem wymalowanym na młodej twarzy zaczął go przeżuwać. Rozważał jednocześnie ile jest w stanie zaryzykować dla własnej dumy. Dość szybko uznał jednak, że w tym wypadku na szali nie stała tylko owa duma ale i jego własna... no dupa, kolokwialnie mówiąc. Plus dupy dziewczyn, ale pewnie nie była to najlepsza chwila by na tym akurat się skupiać.

- Eh, chyba nie ma co zgrywać chojraka i trzeba wezwać kawalerię jak najszybciej – przyznał w końcu. Wyciągnął więc z kieszeni komunikator i napisał krótką wiadomość do Shareny.

 



Wiadomość do siostry: Twój najukochańszy braciszek potrzebuje pomocy swej najmądrzejszej siostry by ogarnąć tutejszą bibliotekę. Znalazła byś odrobinę czasu?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

SuHZHpV.pngweQrJQZ.png

 

Sharena odpisała szybko.

 

Najukochańszy? Nie pochlebiaj sobie! Znajdę ale za jakiś czas, jestem w dolinie. Jeśli to polne to poproś tutejsza bibliotekarkę. Nazywa się Zash i jest całkiem miła, możesz się powołać na mnie. Chociaż za darmo dostaniesz od niej tylko ogólne wskazówki. Jak chcesz coś więcej pewnie będziesz musiał się wysilić.

 

Lu bawiła się jedzeniem.

- Czy to zawsze będzie tak wyglądało? Siedzenie przy książkach? - spytała trochę smętnie. - Słyszałam że mamy się pozabijać i zdobyć chwałę. Tymczasem na razie zapowiada się heroiczny pojedynek z nudą... i jedzeniem.

Danae skrzywiła się nieznacznie.

- Zastanawia mnie to… marnotrawstwo. - Spojrzała na Arcturusa. - Jak sam powiedziałeś nasz nadzorca mówił... Czytałam że czasem zdarza się tu przeżyć więcej niż jednej osobie na grupę, ale też prawie nigdy więcej niż dwóm. Wiesz może z czego to wynika? To marnotrawstwo? W końcu wychowali cię Sith, jak oni o tym myślą?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

„Dzięki! Jesteś najlepsza!” odpisał krótko siostrze i odłożył komunikator. Tymczasem Lu zaczęła okazywać swoje zniechęcenie. Ale w sumie chyba nie było się jej co dziwić.

- Trochę książek będzie, w to nie wątpię. I ja za tym nie przepadam, ale niestety czasem trudno się bez tego obyć, chyba, że masz kogoś, kto zrobi to za ciebie. W końcu będziemy musieli udać się w teren i zmierzyć z tym, co tam czeka, ale sama widzisz, że na razie nie wiemy w którym kierunku nawet patrzeć. Zdobycie wiedzy to niestety konieczność – zamyślił się na chwilę. – Jesteś wojowniczką z krwi i kości, prawda? Nie powinno być to dla ciebie coś nowego. Gdy pojawia się przeciwnik, nie rzucasz się na niego od razu z całą swoją siłą. Owszem, możesz… ale Chen zawsze powtarzała, że często bitwę wygrywa się zanim się ona jeszcze zaczęła. Musisz poznać wroga, zrozumieć do czego dąży, czym dysponuje, gdzie znajdują się jego siły i jak może zareagować na twoje ruchy czy też gdzie skierowany cios zaboli go najbardziej. Ma to sens, nie? I tak samo my. Potraktuj to jako wstęp do bitwy. Pierwszy etap to zdobycie wiedzy o przeciwniku. To właśnie robimy. Brzmi to dla ciebie lepiej? – przekrzywił głowę i z zainteresowaniem patrzył na Lu. Mieli dużo roboty przed sobą i część z tego będzie naprawdę nudna. Jeśli jednak jedno z nich odpuści sobie zupełnie i nie będzie pomagać to może to zająć jeszcze więcej czasu.

- Chwała na pewno gdzieś tam czeka. Ale spokojnie, to dopiero pierwszy dzień. Zresztą właśnie dostałem sugestię, że z tutejsza bibliotekarką imieniem Zash da się nawet dogadać – uśmiechnął się do niej. – Choć może czegoś oczekiwać w zamian za pomoc, ale… to pewnie będzie tu standardem – wzruszył ramionami. – Niemniej po jedzeniu spróbujemy do niej zagadać.

Nie poruszył tematu mordowania się, o którym wspomniała, ale skłoniło to Danae by wrócić do tego, co mówił wcześniej sam Arcturus.

- W sumie aż do niedawna nie zajmowałem się zupełnie myśleniem o tym. Powiedzmy, że kwestia wyruszenia do akademii pojawiła się dość nagle. I… no sam nie wiem co ci powiedzieć. Tak, myślę, że jest to forma marnotrawstwa.  Osoby obdarzone Mocą nie są znowu tak częste. A jeśli do jednej grupy trafi akurat kilku bardzo obiecujących kandydatów? Z drugiej jednak strony, może mimo wszystko Imperium może sobie na to pozwolić? W końcu trochę planet mamy, a co za tym idzie i populację. Same widzicie, że akademia jest pełna. No i… pozostaje kwestia kodeksu Sith. Znacie go? – zapytał. - Spokój to kłamstwo, jest tylko pasja. Poprzez pasję zdobywam siłę. Dzięki sile osiągam potęgę. Dzięki potędze osiągam zwycięstwo. Dzięki zwycięstwu zrywam łańcuchy. Moc mnie wyzwoli – zacytował. – Same widzicie, że zwycięstwo jest ważnym jego elementem. Pewnie stąd to całe współzawodnictwo. Gdy ktoś z grupy zdobywa sobie miejsce u boku mistrza… cóż, pewnie jest to pierwsze ważne zwycięstwo w drodze do owego zerwania łańcuchów, nie? Gdyby cała grupa przechodziła dalej to pewnie nie byłoby to już zwycięstwo. Nauka tego co znaczy kodeks powinna być tu chyba istotna więc można spodziewać się, że nasz Nadzorca i ten temat poruszy – dodał na koniec gdyż niekoniecznie miał ochotę wchodzić głębiej w temat w miejscu, gdzie jednak ktoś mógłby ich podsłuchiwać. Jeszcze ktoś by potem uznał, że jest malkontentem podważającym zasady działania akademii. Postanowił zmienić więc nieco temat.

- W sumie obie trafiłyście tutaj z łapanki, prawda? Z tego co mówiłyście wcześniej, nie bardzo podoba się wam zostanie tutaj. Ale w sumie co takiego chciały byście osiągnąć? Po prostu chwałę w walce? – skierował spojrzenie na Lu. – Zrobienie kariery w wojsku? – tutaj spojrzał na Danae.

Gdzieś tam z tyłu głowy słyszał Jilian o tym by nie przywiązywać się do dziewczyn, ale… czy ciekawość można uznać za formę przywiązywania się? Po prostu chciał je lepiej poznać i zrozumieć co je nakręca. Trochę więcej wiedzy o kimś nie zaszkodzi przecież, nie?

A jeśli dziewczyny nie będą zbyt rozmowne to zawsze można było dojeść i iść szukać tej całej Zash.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

SuHZHpV.pngweQrJQZ.png

 

Lu wzruszyła nonszalancko ramionami.

- Jak chcesz, ale jak dla mnie historie o tym co jeden nadęty bufon pisał na drugiego niewiele dają. Jeśli coś jest ważnego ludzie pamiętają. Tu chyba mają jakichś nauczycieli? Może oni coś wiedzą. Żywy rozmówca jest ciekawszy niż literki - stwierdziła lekko. - I jeśli coś pamięta to znaczy że warto to pamiętać bo to wciąż żyje i jest namacalne. To zawsze coś znaczy. A co chce osiągnąć? Żeby mi pozwolili wrócić do domu! Nie powiem czerwoni mają się kilka fajnych sztuczek ale brakuje mi mojego pancerza.

Danae opróżniła talerz pierwsza i przyglądała się koleżance ostrożnie.

- Ja chcę dostać angaż w marynarce wojennej. Wolałabym być z moim rodzeństwem w szkole oficerskiej ale… - wzruszyła ramionami. - Moja rodzina służy w marynarce odkąd tylko osiedliśmy na Dromund Kass i dotąd nie potrzebowaliśmy Mocy żeby utrzymać naszą pozycję społeczną, Elara już za rok dostanie pierwszy przydział, Aleksei jest niedaleko za nią.

Zmarszczyła zabawnie nos wypowiadając słowo Moc.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

- Pytać warto, zdecydowanie – przyznał Arcturus. – Jak mówiłem, zacznę od tej całej Zash. Nasi współlokatorzy to też jakaś opcja. O nauczycielach w sumie nie myślałem… dobry pomysł, Lu – przyznał. Co prawda nie bardzo wiedział, jak bardzo mogą być oni pomocni i czy niektórzy nie będą mieć radości z wprowadzenia naiwnych uczniaków w błąd, ale Arcturus nie chciał stopować inicjatywy dziewczyny. Jeśli będą mieli jakiś konkret to takie coś dużo łatwiej w końcu zweryfikować w źródłach pisanych.

- Z tego co mi powiedziano, nauczyciele prowadzą najęcia, ale nie ma tak, że jakieś są dla nas obowiązkowe. Znaczy studenci sami wybierają na co chodzą. Trzeba się jednak przekonać w praktyce czy są jakieś ograniczenia czy coś. Pewnie na koniec zajęć można zagadnąć takiego nauczyciela. Może znajdzie się taki, który nie znienawidził jeszcze wszystkich studentów – Arcturus uśmiechnął się nieznacznie. Tak czy inaczej zanotował w pamięci, że zorientowanie się w systemie nauki też było na liście „do zrobienia”. Tyle tylko czy będzie na to czas w tym pierwszym tygodniu? Cóż, na pewno warto było choć trochę nad tym przysiąść. Pozostawało jednak pytanie czy lepiej wtedy skupić się na aspektach związanych z Mocą czy może czymś bardziej fizycznym jak nauka walki.

Póki co przełknął jednak jeszcze trochę „jedzenia” i nawet udało mu się nie skrzywić.

- Większość mojego rodzeństwa wylądowała dziś tutaj - mruknął w odpowiedzi na słowa Danae. – Niby fajnie, że mogę ich widywać, ale… jakoś nie poprawia mi to humoru w szerszej perspektywie – skrzywił się mimowolnie. – Ale Moc, choć dotychczas obywałyście się bez niej, może się wam naprawdę przydać – zmienił temat by nie wchodzić głębiej w temat pod tytułem „co złego może się tutaj stać mojemu rodzeństwu”. – Nie traktujcie tego jako złą koniecznego. To raczej szansa by rozwinąć się w tym co wy uważacie za ważne – przedstawił swój punkt widzenia. – Danae na przykład… mówisz, że masz instynkt. A wyobrażasz sobie oficera floty, który taki instynkt jak twój weźmie, rozwinie i w pełni zacznie kontrolować? Albo… o, poczytaj sobie o niejakiej Bastili Shan o ile coś tu o niej mają. Chyba powinni, to była dość znana Jedi sprzed jakichś trzystu lat. Miała taką zdolność… medytacja bojowa się to nazywało i z tego co opowiadała mi matka, pozwalało w niesłychanie skuteczny sposób koordynować działania całej floty. Pewnie nie każdy może się tego nauczyć na taką skalę, ale nawet w mniejszym stopniu to może być coś przydatnego – przedstawił Danae jedną z opcji. – Jestem pewien, że gdyby Chen natknęła się na oficera o takich zdolnościach od razu by go wzięła do naszej floty – uznał.

Teraz zaś zwrócił się znów ku Lu.

- W walce zaś Moc może stać się nieoceniona. Może ci dać siłę, szybkość, odporność, zdolność do przewidywania ciosów, rzucania przeciwnikami… i wiele więcej. Każdy może znaleźć swój sposób na jej użycie – przedstawił dziewczynie opcje.

Czemu im to wszystko jednak mówił? Czemu zachęcał je do nauki czegoś, co przecież sprawi, że w przyszłości mogą stać się trudniejszą przeszkodą na jego własnej drodze do zastania uczniem mistrzyni Safady? Cóż, może i to był błąd wedle powszechnego mniemania, ale Arcturus nie zamierzał się tym przejmować. Póki co dziewczyny należały do jego zespołu a więc lekkie zmotywowanie ich było chyba jego obowiązkiem. Tego zamierzał się trzymać.

Dyskusja o wojowniczej stronie Lu sprawiła jednak, że w nim samym pojawiło się jedno pytanie, które niekoniecznie chciał zadawać. Na tyle mocno, że nawet zjadł do końca swoją postać nim wreszcie nie wytrzymał i je z siebie wyrzucił.

- Lu… ty już byłaś w walce, prawda? – to był ldwie wstęp bo kluczowe dla chłopaka było co innego. Szybko zresztą do tego przeszedł - Nie wiem czy z blasterem czy wibroostrzem w dłoni, ale… stawałaś przeciw wrogowi jak choćby ten Jedi, o którym wspominałaś. Czy możesz powiedzieć… jak to jest? Gdy twoje życie jest… no… w każdej chwili możesz zginąć. A… żeby nie zginąć to musisz… no… - przełknął ślinę – zabić kogoś innego.

Zacisnął usta i spojrzał Lu w oczy. Gdyby od niego miało to zależeć, to byłoby to jedno z pytań, na które nigdy w życiu nie chciałby zdobyć odpowiedzi. Ale tutaj… to mogło być tylko kwestią czasu gdy przyjdzie mu stanąć w takiej sytuacji. Choć więc nie chciał znać owej odpowiedzi, to po prostu musiał.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

SuHZHpV.pngweQrJQZ.png

 

Danae nie wydawała się być pod wrażeniem możliwości Mocy.

- Wolę polegać na swojej wiedzy i oddziałach, nie na sztuczkach. Sithowie może i mogą wiele ale w praktyce trzy czwarte z nich to niebezpieczni dla własnych ludzi wariaci. Jak to się mówi na froncie: Co mi tam wróg,  żebym tylko mojego dowódcę i jego pomysły przeżył.

- Taaak i jak dobrze strzelić krwawią jak każdy inny - dodała Lu i spojrzała na niego z zaciekawieniem. - Zaraz? To ty nigdy nie brałeś udziału w bitwie? Syn Crowa bez doświadczenia bojowego?

- Nie wszyscy rzucają swoje dzieci na pożarcie gundarkom - wtrąciła Danae.

Mandalorianka wywróciła oczami.

- I co dobrego przychodzi z cackania się z dziećmi jak z jajkiem?

Skupiła wzrok na Arcturusie, jej szaro-zielone oczy błyszczały przy tym nieznacznie.

- Mogę ci powiedzieć jak to wyglądało dla mnie, mogę opowiedzieć o tym jak zmienia się czas,jak ciało wydaje się nagle bardziej prawdziwe umysł pusty z wszystkiego co nie jest naprawdę istotne… - mówiła miękko, niemal mrucząc - ...ale to nie będzie miało wielkiego przełożenia na ciebie. Kiedy cię to spod będziesz w bitwie tym co do niej wniesiesz.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

Arcturus nie zaprzeczał słowom Danae odnośnie zdrowia psychicznego Sithów. Pewne dyskusje lepiej odpuścić bo przegra się i tyle. Miał jednak przekonanie, że jego rodzina jeśli już to jednak zalicza się do tej mniejszej i lepszej części populacji więc nie brał tego do siebie w żaden sposób.

Podobnie nie oburzał się na zarzut, że nie posiada doświadczenia bojowego. No bo co? Taka była prawda. Sam jakoś za czymś takim nie tęsknił. Jego bardziej pociągało zwiedzanie nowych miejsc, odkrywanie nowych tajemnic. Słyszał co prawda kiedyś hasło „Dołącz do floty, z nami zwiedzisz galaktykę”, ale mimo swego wieku nie łudził się, że to akurat nie byłoby to co chciał.

Lu odpowiedziała też na jego pytanie odnośnie jej własnego doświadczenia z walką na polu bitwy i… chłopak musiał przyznać, że nie czegoś takiego się spodziewał. W sumie… no dobra, sam nie wiedział jakiej odpowiedzi w ogóle powinien się spodziewać. Niemniej ta, której udzieliła dziewczyna była na swój sposób fascynująca. I to może nawet nie słowa, ale to jak to mówiła. Arcturus jeszcze przez chwilę wpatrywał się w nią z fascynacją nim wreszcie wrócił myślami do rzeczywistości.

- Na wszystko przyjdzie pewnie czas – mruknął bawiąc się łyżką. – Ale póki co trzeba się skupić na wyzwaniu jakie mamy przed sobą. Wracacie ze mną do biblioteki posłuchać co też ta cała Zash może zaoferować czy będziecie próbować czegoś innego w tym czasie – zainteresował się. Sam planował wrócić do biblioteki i z racji dobrego wychowania tylko czekał aż Lu skończy jeść lub oficjalnie podda się wobec przeważających sił ledwo zjadliwej papki. Tak czy inaczej skoro dziewczynom biblioteka nie w smak to mogły w tym czasie faktycznie chcieć poszukać innych osób, które mogłyby coś wiedzieć.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

SuHZHpV.pngweQrJQZ.png

 

- Ja bardzo chętnie - odparła Danae.

Lu spojrzała smętnie na swoją papkę. Papka spojrzała na Lu z wyrzutem.

- A ja chyba pójdę poszukać kogoś kto tu uczy walki i zobaczę co trzeba zrobić żeby się dostać na zajęcia - oznajmiła odsuwając od siebie talerz. - Bo w końcu będzie trzeba pójść w teren i ktoś będzie musiał zadbać o wasze bezpieczeństwo, moje wy bojowe dziewice.

Danae wywróciła oczami.

- Szukaj w kazamatach, koło więzienia - zasugerowała.

Lu podniosła się z krzesła.

- Wpadnę do was jak już skończymy albo będę coś miała. Jak ktoś ma ochotę to niech skończy za mnie to świństwo  - stwierdziła, chowając do kieszeni wciąż zapakowane suchary.

Danae doprowadziła ją wzrokiem.

- Mandalorianie są… specyficzni, ale lubię to że jest szczera - stwierdziła i  kiedy byli w drodze do biblioteki zerknęła ostrożnie na Arcturusa. - Co sądzisz o reszcie?

 

kGsNzec.png

 

0a3dCPQ.png

 

W bibliotece zrobiło się jeszcze tłoczniej, zupełnie jakby wieczorem wszyscy ciągnęli tam tłumnie. Danae mruknęła coś o tym, ze to miejsce desperacko potrzebuje kantyny jednak zaraz potem zajęła się szukaniem bibliotekarki.

Zash okazała się filigranową blondynką z krótkimi włosami, które sprawiały ze wyglądała zadziornie. Złapali ją kiedy przeglądała coś na jednym z bocznych stanowisk.

- Och, kolejny Crow. - uśmiechnęła się do Arcturusa unosząc swoje duże, ciemne oczy żeby spojrzeć mu w twarz. - A już się bałam, ze wasz ojciec nie miał synów. Szkoda by było. W czym mogę pomóc?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

Lu vs. Stołówka, 0:1. Arcturus uśmiechnął się w myślach, choć w sumie prawda była taak, że z takim jedzeniem na dłuższą metę nikomu do śmiechu nie będzie. Może z czasem znajdzie się dojście do czegoś lepszego? Nie dziwiło też więc, że po takim "posiłku" Lu nie miała chęci do dalszego starcia z biblioteka, gdzie czekać ją mogła kolejna porażka. Arcturus nie miał jej tego za złe. Wręcz przeciwnie, jeśli dowie się jak wygląda system zapisów to tym lepiej.

- Kazamaty koło więzienia... brzmi optymistycznie - skomentował sugestię Danae. W pierwszej chwili sądził, że żartuje, ale wychodziło, że faktycznie w takim cudownym miejscu odbywały się szkolenia. Nauczyciele mają dzięki temu bliżej jeśli chcą niepokornego ucznia wrzucić do lochu?

No ale pożegnali Lu, zebrali się z Danae i ruszyli do biblioteki. Po drodze rozmowa zeszła na innych członków ich grupy.

- Specyficzni to chyba dobre podsumowanie - zgodził się Arcturus odnośnie oceny Lu i Mandalorian jako takich. - W końcu chyba nikt nie mógł posądzić mojego ojca o bycie "typowym Sithem" - uśmiechnął się nieznacznie. - Bo wywodził się właśnie z Mandalorian, z klanu Lok. Wychodzi więc, że i ja mogę być specyficzny - zażartował. Jednocześnie zaczął się zastanawiać co też dziewczyny mogły mówić między sobą o nim samym gdy poszły szukać swoich pokoi.

- A inni... cóż, ciężko powiedzieć po tak krótkim czasie jaki spędziliśmy na pokładzie promu - zastanowił się. - Ale ta Enna chyba głównie sprawiła, że zdecydowałem się sam wybrać z kim połączę siły zamiast ryzykować, że trafię do grupy z nią. Księżniczka... brzmi jak bajka, ale obawiałem się, że może być jedną z tych co to oczekują, że wszystko zrobi się za nich. Mogę się mylić, nie znam ją. Ale to jak potem wysłała Kane'ego po odznaki... - wzruszył ramionami. - O nim samym nic nie potrafię powiedzieć, ale dostał od Enny po twarzy nim wsiadłem na pokład tak? W sumie nie zdarzyłem was spytać za co. No i Slash Tillan... mam wrażenie, że gdzieś słyszałem to nazwisko. I znów może oceniam po okładce, ale krew sithów może dawać predyspozycje do tego by uważać się za kogoś lepszego, powodować przyrost ambicji.

Czy to wszyscy? No nie.

- I jest jeszcze ta cała Danae - uśmiechnął się do dziewczyny. - Wydaje się lubić regulaminy co upodabnia ją trochę do mojej siostrzyczki bliźniaczki. Wydaje się dość zaradna i zawczasu potrafi pomyśleć o zdobyciu informacji, które później okazują się przydatne. Wierzy we własne umiejętności, ale jednocześnie nie ma zaufania do Mocy, która jest częścią jej samej. Ogólnie wydaje się być trafnym wyborem do drużyny - zakończył skinąwszy jej lekko głową.

- A jak wygląda twoja ocena? - Arcturusa ciekawiło czy też odwzajemni się kilkoma słowami o nim samym.

 

***

W bibliotece w miarę szybko udało im się odnaleźć zadziornie wyglądającą blondynkę, do której Arcturusa skierowała Sharena. Zash okazała się lekkim zaskoczeniem. Mimo wszystko w roli bibliotekarki spodziewał się jakiejś zasuszonej staruszki. No ale widać należy przestać myśleć stereotypami. No i w sumie przecież i mama nadawała by się na takie stanowisko a ciągle wyglądała przecież młodo i pięknie (i biada temu kto sugerował by inaczej!).

Na krótkie przedstawienie się, Zash zareagowała dość optymistycznie.

- Och, braci mam jeszcze kilku, ale to ja jestem tym najsympatyczniejszym - zapewnił Arcturus ubierając jeden ze swych czarujących uśmiechów. - Jeśli zaś o pomoc chodzi. Cóż, potrzebujemy wsparcia kogoś o dużej wiedzy, inteligencji ale i obeznanego w sekretach tutejszych zbiorów. I tak się składa, że moja siostra, Sharena, skierowała mnie właśnie do ciebie a ja jej zawsze ufam w takich sprawach. Ukryła jednak przy tym, że będę miał do czynienia z kobietą nieprzeciętnej urody - no co? Trochę komplementów nie zaszkodzi na dobry początek. - Do rzeczy jednak. Wysłano nas na poszukiwanie mapy z skryptorium w Dolinie Martwych Marzeń - przeszedł do konkretów bo i z pięknymi słowami nie ma co przesadzać. - Sprawdziliśmy mapy, przetłumaczyliśmy stare nazwy, ale nie znaleźliśmy nic co by pasowało do owej doliny. Sądzimy, że to jakaś mniej oficjalna nazwa i mamy nawet kilka skojarzeń z czym mogła by się wiązać. Mamy jednak ograniczony czas i przeglądanie zbiorów na chybił-trafił może nie być zbyt efektywne. Najlepiej pewnie gdyby się okazało, że w swej pracy tutaj trafiłaś na taką nazwę i mogła byś oszczędzić nam poszukiwań, ale jeśli nie to może chociaż mogła byś nam pokazać jak skuteczniej korzystać ze zbiorów, może wykorzystywać jakieś sprytne narzędzia do wyszukiwania czy coś - wyjaśnił.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Danae uniosła brwi.

- Kane dostał za kontynuowanie niezbyt subtelnych zlotów po tym jak kazano mu je uciąć. Kontynuowanie z użyciem łap. Widać Enna nie zwykła mówić pewnych rzeczy dwa razy. Jest… specyficzna, wydaje się rozpieszcza ale nie na tyle żeby zrobiło ją to bezsilna. Kane… - Danae skrzywiła się nieznacznie - Nie podoba mi się,  nie wie co ze sobą zrobić i przez to może być niebezpieczny. Slash za to jest opóźniony i ciekawi mnie w sumie dlaczego. A ten Arcturus… hmm - uśmiechnęła się delikatnie. - Całkiem słodki, tylko mu tego nie mów, nie wiem czemu ale chłopcy mają na to słowo alergię. Dużo mówi, rozsiewa entuzjazm i wydaje się dobrze bawić. Czy to oznaką siły czy choroby psychicznej... jeszcze zobaczymy.

Akurat weszli do biblioteki.

 

kGsNzec.png

 

Zash słuchała z nieznacznie przekrzywioną głową.

- Brzmisz zdecydowanie jak ktoś kto chce coś załatwić. Dolina martwych marzeń… hmmm powiedzmy że coś mi się kolacje w pamięci - uśmiechnęła się słodko i zaczepnie. - Co będę miała z tego że ją wysilę i to złapie?

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

HLU33SB.png

Arcturus

 

Arcturus ze szczerym zainteresowaniem słuchał tego, co Danae miała do powiedzenia o innych. Miał w pamięci to, co mówiła o swojej intuicji gdyż dodatkowo zwiększało to prawdopodobieństwo, że jej odczucia są trafne.

Na koniec w każdym razie wniosek był jeden – Arcturus chyba dobrze wybrał. Choć na trójce z drugiego zespołu się nie skończyło i Danae zrewanżowała się opinią o samym Crow. Całkiem słodki? Silny lub chory psychicznie? Arcturus uśmiechnął się szeroko. To mu się podobało.

 

kGsNzec.png

 

Arcturusa w sumie nie zdziwiło, że Zash może coś wiedzieć na temat, o który pytali. Jak dużo i ile jej wiedza jest warta to już inna kwestia. Jak się można jednak było spodziewać, informacja była tu cenna i również Zash nie wydawała się chcieć oddawać nic za darmo. Arcturus nie tracił jednak pogody ducha. Świadomość, że są tak blisko poszukiwanej odpowiedzi rozpalała w nim ogień entuzjazmu. Z ochotą rzucił się więc na wyzwanie jakim było przekonanie kobiety do tego, by im pomogła.

Chłopak pogładził się brodzie i z namysłem popatrzył na Zash. Cała poza pewnie lepiej by wyszła gdyby miał zapuszczoną faktyczną brodę jak tata, ale to musiało zaczekać aż trochę podrośnie. Niemniej efekt pauzy został osiągnięty i można było zarzucić sieć.

- Słuszne pytanie, acz jak najbardziej zrozumiałe. W przypadku przeciętnej osoby byłby to moment gdy ja nie, mając nic lepszego do zaoferowania, obiecuję zamiast tego jakąś przyszłą przysługę. Pewnie zaczęli byśmy też negocjować jak duża mogłaby to być przysługa i inne takie nudne rzeczy godne bardziej toydoriańskich sprzedawców złomu. Choć… oczywiście jeśli chcesz to mogli byśmy pójść i tą drogą – wzruszył ramionami. – Ale Zash, kobietę taką jak ty można określić wieloma słowami, ale na pewno nie „przeciętna” – posłał jej jeden ze swych najlepszych uśmiechów, z którego nawet Aya byłaby dumna. – Tobie zaoferuję mój szczery uśmiech za każdym razem gdy cię zobaczę. Pamięć o pięknej kobiecie, która pomogła mi choć nie musiała. I chęć znalezienia na tej piekielnej planecie czegoś, co choć trochę przypomina kwiat, bym mógł go zerwać i ci podarować. Ile jest to warte? Może nic. Czas pokaże – zakończył tajemniczo i wykonał przed Zash zgrabny ukłon, którego nauczyła go jego twi’lekańska „ciocia”.

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

0a3dCPQ.png

Zash obserwowała go spod na wpół przymkniętych rzęs, po jej wargach błądził delikatny uśmiech.

- Założę się że jesteś wykapanym synem swego ojca - stwierdziła lekko. - Doliny Martwych Marzeń nie znaleźliście ale pewnie rzuciła wam się w oczy Dolina Poczwórnej Korony.

Oczy Danae zapaliły się bo faktycznie tę nazwę widzieli.

- Jakieś trzy tysiące lat temu wybuchło małe powstanie niewolników. Wiecie takie spod znaku wolności, równości i innych bredni - kontynuowała gestykulując przy tym lekko. - Korzystając z tego, że ich pan prowadził własnie wojnę gdzie indziej zablokowali dolinę i zaczęli budować w niej statek kosmiczny. Któreś z nich dopadł plany i uważał, że sobie z nimi poradzi. - prychnęła z pogardą. - Zbudowali takie pokraczne coś co technicznie powinno działać, nazwali szumnie "Marzenie" i... wystrzelili. Złom uleciał nawet kilkaset metrów w górę ale zaraz rozpadł się i spadł na resztę zebranych w dolinie idiotów. Potem była śmierć, pożoga i inne rozrywki. Podobno wciąż coś tam straszy. No ale to Korriban tutaj wszędzie straszy - uśmiechnęła się szerzej. - Na waszym miejscu sprawdziłabym tam, a jeśli to nie to... może zapisz sobie mój numer. Pomyślimy. Ale obstawiam jednak to.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz