Lomion

Rozdział IV: Przyszłość (Lomion)

72 postów w tym temacie

1.jpg

MAX

 

Kiedy Nancy zabrała głos Max spojrzał na nią. Nie był pewien czym była. Ale nie była człowiekiem. Na pewno nie. Żadne z nich nie było.

Potem jego uwagę przykuła Cass.

 

- Jasne. I nie… Nie wydaje mi się. – Max wolno sięgnął po kopertę z dyskiem zastanawiając się czy nie będą to jego ostatnie chwile w życiu. Przy tym ruchu mimowolnie spojrzał na trupy. Wiedza, że nie długo może się stać jednym z nich ale… i tak ciekawiło go co teoretycznie mógł sobie przywłaszczyć.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

 

7ef770caa972152154ef33a77fa76f68--queen-

 

Casse uśmiechnęła się nieznacznie biorąc do ręki kopertę z dyskiem.

 

- To dobrze - powiedziała krótko - mam nadzieję że twój credstick także przetrwał w jednym kawałku. Dobrze jest robić z tobą interesy - mówiąc to schowała dysk do kieszeni i ponownie wyciągnęła rękę w kierunku Maxa, tym razem by uścisnąć jego dłoń. Jak w biznesie. Krwawym, nieludzkim i brutalnym biznesie, ale najwyraźniej stosującym te same zasady kurtuazji.

 

- Musimy się stąd zabierać, zanim pojawią się tu policyjne drony - kontynuowała po chwili. - Zaproponowałabym abyś zabrał się z nami, ale nasza metoda transportu mogłaby być dla ciebie.... niewygodna. - mówiła tonem którym mogłaby równie dobrze opisywać jazdę metrem w godzinach szczytu - Nancy pozostawi ci informację jak ją odnaleźć, aby mogła się wywiązać ze swoich zobowiązań.

 

Następnie zarówno ona, jak i stojący obok Dawid zaczęli się jakby rozpływać w powietrzu, by po krótkiej chwili zamienić się w mgłę która błyskawicznie ulotniła się. Nancy zaś zbliżyła się na pół kroku do Maxa zanim miał szansę zrozumieć co się przed chwilą stało. Pomimo oparzeń i zbluzgania krwią uśmiechała się, zupełnie nie kryjąc nieludzkiej wielkości kłów jakimi dysponowała.

 

nylon_cultclassic_stills__highres_008.jpg

 

 

- A więc, obietnica jest obietnicą...? - zapytała przekornie - przesyłam ci adres pod którym można nas znaleźć. Musisz jednak przyjść w nocy, inaczej nikogo nie zastaniesz. Tak więc... - zrobiła przerwę, by przesunąć dłonią po okolicach pękniętego żebra - jeśli czujesz się dziś na siłach, powinieneś się pospieszyć... Albo poskładać się na ile się da i przyjść jutro. 

Edytowane przez Lomion

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

MAX

 

Max przeniósł spojrzenie z trupów na Cass. Przypomniał sobie o creditsie i sprawdził czy jest na swoim miejscu. A potem gdy zobaczył wyciągniętą w jego stronę dłoń i niepewnie ją uścisnął. Biznes był biznes a on był Hieną a oni chyba faktycznie nie chcieli go zabić. Chyba było okey…

 

I... To wszystko… ten cmentarz, oni to co się stało było mocno surrealistyczne i naprawdę stała się znaleźć w tym jakiś punkt zaczepienia. A to że Cass i Dawid wyparowali wcale nie pomogło. A kiedy Nancy zbliżyła się do niego był tylko w stanie stać i patrzeć się na nią. Bał się, ale starał się zachowywać „normalnie”. Niemal jak zahipnotyzowany obserwował jak Nancy kładzie rękę na jego ciele… Czy wyczuwała to że jest poważnie ranny? Dopiero kiedy zapadła cisza zrozumiał, że zostało zadane pytanie.

 

-Ja… Ja przyjdę, ale muszę zabrać Karę dziś pewnie się nie wyrobię… Jutro, jutro raczej.   „... muszę też jeszcze pozbierać fanty i iść do pasera jak przyjdą gliny to wszystko się zmarnuje.”

 

Jednak prawdę mówiąc nie poruszył się o włos po prostu zesztywniał.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Wspaniale - powiedziała unosząc ręce do góry i oplatając je Maxowi wokół szyi. Po czym przycisnęła swoje usta do jego w namiętnym pocałunku. Przez chwilę zesztywniały z zaskoczenia Max nie był w stanie otrząsnąć się na tyle by zareagować. Potem poczuł ból promieniujący z ugryzionej przez Nancy wargi. Nie było to zwykłe, delikatne droczenie się, ból przeszywał go na wylot w ten sam sposób w jaki jeden z kłów dziewczyny przeszył jego usta.

 

Nancy puściła Maxa i zrobiła krok do tyłu, oblizując jego krew ze swoich ust. On tymczasem dotknął ręką ugryzionego miejsca, potwierdzając że teraz bez żadnego kłopotu mógł sobie zafundować kolczyk w dolnej wardze.

 

- Będę czekać - powiedziała jeszcze, po czym jej postać także zaczęła falować, by po chwili rozpłynąć się w mgłę. Max został sam na cmentarzu, otoczony ciałami.

 

Rozejrzał się za tym co mógł zabrać ze sobą - AK97 wyglądał najbardziej zachęcająco, w dłoni szamanki dostrzegł jeszcze Ares Predatora. Konsola riggera i jego snajperski dron były rozwalone i nadawały się tylko na złom. Jakby przeszukał ciała pewnie znalazłby jeszcze commlinki i jakieś rzeczy osobiste, ale w przypadku szamanki musiałby grzebać w kałuży krwi. A w przypadku samuraja także i kawałków ciała, bardzo drobnych.

 

Musiał też pamiętać o tym by zabrać ze sobą nieprzytomną Karę, i zapewnić jej jakąś opiekę medyczną. Sobie zresztą też.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

MAX

 

Kiedy Nancy zarzuciła mu ręce na szyje poczuł właściwie że serce ma w przełyku. Reszta to były sekundy. Jej usta… Były takie zimne… Mimowolnie zaczął się rozgrzewać.  I nagle "ból". Dlaczego ból? Pocałunki nie bolą! W każdym razie nie aż tak…

 

W końcu Nancy się odsunęła i zobaczył krew na jej ustach a kiedy przyłożył dłoń do swoich to pomału zrozumiał co zaszło. Rozcięła mu wargę i chyba przebiła się przez pancerz. Jak to, jak to było możliwe?

 

Gdy wampirzyca znikła poczuł się jakby nogi zrobimy mu się z waty, a sam pancerz ważył z tonę. Bolało go żebro, przebita warga i przez chwilę przeszła mu myśl żeby po prostu walnąć się na glebę i nie wstać. Ale teraz naprawdę musiał się wziąć w garść bo zaraz będą tu gliny i jeszcze była Kara.

 

W końcu zabrał z sobą AK97 i Predatora szamanki i przez myśl mu przeszło, że gdyby nie zabił jej w pierwszej kolejności to te pociski mogły być dla niego. Potem pomyślał o szukaniu commlinków, ale jeden już w sumie miał więc dał sobie z tym spokój.

 

Na koniec zmęczony powlókł się do grobu w której zostawił samuraja i Karę, żeby ją również umieści na motorze i ruszyć  w stronę gabinetu doktora Zooma już tylko marząc o tym że dostanie coś mocnego co go "wyłączy" i pozwoli lekarzowi robić swoje.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wypełniający jego głowę zamęt wywietrzał dopiero wtedy gdy siedział na motocyklu, zmierzając w stronę kliniki. Choć oddalił się już od cmentarza i chłód nocnego powietrza pozwolił mu odzyskać trzeźwość umysłu, nadal musiał uważać na otoczenie - nie było dobrego sposobu by ukryć fakt przewożenia bezwładnej Kary na nieprzystosowanym do tego motocyklu, a żeby jeszcze tego było mało wiózł jeszcze ze sobą niezarejestrowaną na siebie broń. No i na domiar złego sam też nie był w szczytowej formie, żeby bronić się przed aresztem w razie gdyby zatrzymał go jakiś patrol. Na szczęście, do kliniki nie było daleko, a okolica nie należała do szczególnie pilnie patrolowanych przez policję.

 

Z wizyty o Zooma pamiętał tylko tyle że otrzymał zastrzyk "na wzmocnienie" po czym poszedł spać.

 



Pierwsza pomoc:
http://strefarpg.net/turlacz/?id=14677

Leczenie - wsparcie od zooma
http://strefarpg.net/turlacz/?id=14678

Stun - pierwsza godzina (1 HP)
http://strefarpg.net/turlacz/?id=14679

Stun - druga godzina (1 HP)
http://strefarpg.net/turlacz/?id=14680

Stun - trzecia godzina (5 HP)
http://strefarpg.net/turlacz/?id=14681

Physical damage - (2 HP)
http://strefarpg.net/turlacz/?id=14682

 

Gdy się obudził, na zewnątrz wciąż było ciemno, czy też - jak się chwilę później dowiedział - już było ciemno. Przespał cały dzień i zdecydowanie czuł się lepiej - siniaki i cięcia od katany zniknęły, a w miejscu pękniętego żebra miał założony sztywny opatrunek. Ta rana nie zagoiła się do końca, co dawało mu się we znaki przy gwałtowniejszych ruchach. Jednak tak długo jak zachowywał ostrożność mógł działać bez przeszkód. Gdy wstał i rozejrzał się po małej klitce w jakiej go umieszczono, apteczka monitorujące jego stan zdrowia automatycznie powiadomiła o tym doc Zooma, więc na jego przybycie nie musiał długo czekać.

 

1.jpg

 

- Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym że przejechał po tobie kombajn - doc wykazał się typowym dla siebie poczuciem humoru - a jeśli się mylę to wyświadcz mi przysługę i nie wyprowadzaj mnie z błędu.

 

Przez chwilę wpatrywał się w wyniki wyświetlane przez automatyczną apteczkę zanim odezwał się ponownie

- W zasadzie wszystko z tobą w porządku. Żebro powinno się zrosnąć do końca jeśli po prostu będziesz się oszczędzał i odpoczywał. Ale biorąc pod uwagę gdzie zazwyczaj mieszkasz lepiej byłoby jakbyś został w naszym luksusowym resorcie jeszcze ten jeden dzień.

 

I to była pewnie dobra rada - tyle że czekała na niego nie tylko Nancy, ale i nagranie, którego odsłuchanie mu obiecano.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

MAX

 

-Nie kombajn tylko seria w plecy, bolało jak diabli. – powiedział pośpiesznie zaczynając szukać swoich rzeczy by się ubrać. Raz zrobił to zbyt gwałtowanie i potem już znacznie ostrożniej.

 

-A z krasnoludką też okey? – zapytał sprawdzając swój credit i to czy doktor pobrał już opłatę. Nagle go olśniło i spojrzał na niego urażony.

 

-Ej…. I co to znaczy gdzie pomieszkuje? Mamy całkiem spoko rezydencję. – powiedział gangster podświadomie kierując się w stronę wyjścia. Spieszył się by wsiąść już na motor i zobaczyć Nancy i innych. Tak chyba kompletnie mu odbiło.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

1.jpg

 

 

- Tak, jest spoko - doktor odpowiedział nie zdradzając zaskoczenia - tyle że jest... zatłoczona. Bakterie, wirusy, pasożyty, grzyby, czyli wszystko to z czym nie powinieneś utrzymywać zbyt bliskich kontaktów mając otwartą ranę w okolicach brzucha. Ale to tylko moje zdanie, zrobić jak chcesz...

 

- Z krasnoludką też w porządku, obudziła się wcześniej ale teraz znowu śpi. Nie ma żadnych trwałych urazów, do rana powinna całkowicie wyzdrowiec... - dodał jeszcze.

 

Ubierając się Max spostrzeł że nie ma przy sobie credsticka ani "fantów" które zabrał z cmentarza. Po zapytaniu doc wyjaśnił że przyjął je "w depozyt" aby nic im się nie stało i póki co nie pobrał opłaty za opiekę nad ich obojgiem. Zaoferował nawet że przyjmie w rozliczeniu przywieziony przez Maxa AK-97... albo tysiąc nujenów, cokolwiek Maxowi pasowało.

 

Po rozliczeniu się z doktorem mógł w końcu wsiąść na motor i pojechać pod wskazany przez Nancy adres. Bez wątpienia był już spóźniony, gdyż Nancy spodziewała się go spotkać wieczorem, a nie późno w nocy.


luxury-boutique-hotel-dubrovnik-04.jpg

 

Podanym przez nią adresem był Hotel "Król William" we wschodnich przedmieściach Londynu, pomiędzy Starymi Dokami a Arkologią Renraku. Max miał do przejechania niezły kawałek drogi, ale na szczęście autostrada była niemal pusta i mógł poruszać się szybko. Stojący w pobliżu rzeki budynek robił wrażenie estetycznego, luksusowego przybytku, celowo umieszczonego na uboczu by możni i bogaci tego świata mogli tu oddawać się swoim pasjom nie rzucając się w oczy.

 

Znajdujący się przed budynkiem parking, tak samo jak i hotelowy Hall sprawiały wrażenie całkowicie opustoszałych, jeśli nie liczyć wyraźnie znudzonego późną porą recepcjonisty oglądającego powtórkę meczu piłkarskiego w telewizji. Po podaniu przekazanego przez Nancy numeru pokoju - 202 - oraz wypowiedzeniu jej imienia chłopak na chwilę ożywił się i szybko podał Maxowi klucz, przyglądając mu się badawczo. Sam pokój znajdował się na drugim piętrze, będącym w zasadzie jedynie nadbudówką hotelu, zawierającą jedynie dwa pokoje: 201 oraz 202. Choć lepiej byłoby powiedzieć apartamentów, bowiem "pokój hotelowy" tak naprawdę składał się z kilku pokoi, z których Max miał póki co okazję obejrzeć tylko pierwszy z nich. Pokój urządzony był stylowo, choć bez zbędnego przepychu. Dywany i zabytkowe draperie tworzyły rustykalny klimat, zaś równie zabytkowe meble kryły w sobie wszystko, co współczesny metaczłowiek mógłby potrzebować - od bogato wyposażonego w alkohole barku, aż po bibliotekę tridów czy szerokie, wygodne łóżko.

 

strater-hotel.jpg

 

W pokoju znajdowały się także fotele i stolik, przy którym siedziała Nancy. Widząc wchodzącego do pokoju Maxa, skupiła na nim wzrok i wstała.

 

 

nylon_cultclassic_stills__highres_008.jpg

 

- Spóźniłeś się - powiedziała kierując się w stronę barku i nalewając do stojących na nim szklanek do Whisky znajdującego się w karafce wina. Miała na sobie czarne, skórzane spodnie podobne do tych jakie nosiła na cmentarzu oraz obcisłą białą podkoszulkę wykonaną z elastycznego materiału, ściśle przylegającego do jej ciała. Uśmiechnęła się szeroko podchodząc do Maxa z dwoma szklankami wina w rękach, nie zadając sobie przy tym żadnego trudu by ukrywać wyraźnie dłuższe kły w swoich ustach. - Obawiałam się już że się mnie przestraszyłeś i nie przyjdziesz... Ale chyba nie tak łatwo cię wystraszyć, prawda? - powiedziała, podając Maxowi jedną ze szklanek i upijając drobny łyk z drugiej.

Edytowane przez Lomion

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

MAX

 

-Jakie grzyby? – zapytał Max lekarza gdy ten zaczął mu wymieniać całą listę. W końcu nie wdając się w detale i bardzo się spiesząc pozwolił mu zachować „znalezioną” broń w ramach rozliczenie i dosłownie wybiegł z kliniki po czym wsiadł na motor i zniknął w mroku.

 

I... podczas samej samotnej jazdy zastanawiał się tylko co go tak pcha do przodu? Czy chodziło mu o Nancy? Czy o nagranie? Czy o obie te rzeczy naraz? Naprawdę ryzykował własnym życiem wchodząc w układy z czymś naprawdę skrajnie niebezpiecznym chyba tylko po to by doświadczyć „czegoś nowego”.

 

W końcu dotarł na miejsce i zaparkował pod Hotelem "Król William"  po czym błyskawicznie wbiegł do środka. Na urwanym oddechu powiedział pokój i imię czekając niecierpliwie aż dostanie klucz i chwilę później jak burza wbiegł na drugie pięto otwierając wskazane drzwi z głośnym hukiem. Przebiegł wzrokiem pobieżnie pomieszczenie i natychmiast skupił wzrok na Nancy. Była tutaj. Zdążył.

 

-Ja… Spałem… Lekarz coś mi dał. – Kiedy kobieta podeszła bliżej Max mógł tylko gapić się na jej kły. W końcu dostrzegł szklankę i wyciągnął po nią lekko drżącą rękę by po chwili  bezrefleksyjnie wlał ją w siebie.

 

-Jestem Hieną nie boję się nikogo i niczego. – powiedział unosząc do góry podbródek i prostując się by pokazać, że panuje nad sytuacją chociaż serce waliło mu jak oszalałe i nie miał pojęcia co go zaraz czeka.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

nylon_cultclassic_stills__highres_008.jpg

 

- Tak - Nancy odpowiedziała w sposób który nie był ani pytaniem, ani stwierdzeniem. Płyn, który Max w siebie wlał zdecydowanie nie był winem. Był gęsty i słonawy, niczym sok pomidorowy, choć trudno było określić czy był w rzeczywistości.

 

- Czy wiesz dlaczego my, wampiry, pijemy ludzką krew? - zapytała po chwili, dając Maxowi czas by odzyskał oddech, ale nie oczekując od niego odpowiedzi. W międzyczasie upiła jedynie kolejny łyk ze swojej szklanki - Chodzi nie tyle o płyn, ale o to co w sobie niesie. Twoje uczucia. Pasje... Lęki. Pragnienia. Marzenia. Fobie.... Słowem, wszystko to, co czyni cię tobą. Żywimy się nie krwią, ale twoją duszą. Esensją twojego życia, którą nasycona jest krew. To - dotknęła dłonią ukrytego pod skórą Maxa pancerza, przesuwając palcami po jego krawędzi - trochę przeszkadza. Ale niewiele. Dlatego zależy mi na czymś zupełnie innym, niż zapisanie się jako kolejna pozycja na zapewne długiej liście twoich kobiet na jedną noc. - popatrzyła mu w oczy, podkreślając że mówi poważnie - zależy mi na tym, abyś wyłączył swój umysł i zdał się na instynkty, którymi tak się chwalisz. Porzucił swoją świadomość, rozsądek i całkowicie zdał się na to, co te instykty ci podpowiedzą. Nie hamował ich, ale pozwolił swoim pasjom płynąć, gdziekolwiek by cię nie zawiodły. Mogę ci w tym pomóc, ale musisz tego chcieć. - gdy wypowiedziała te słowa, ponownie podniosła szklankę do ust, oczekując odpowiedzi.

Edytowane przez Lomion

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

MAX

 

Max słuchał Nancy piąte przez dziesiąte zastanawiając się co przed chwilą wypił. Był na sto procent pewien że nie był to „sok pomidorowy”. Poczuł nieprzyjemny dreszcz pod skórą i nagle zrozumiał, że nie chce znać odpowiedzi na to pytanie. Ponownie spróbował skoncentrować się na tym co mówiła kobieta.

 

I… O dziwo okazała się bardziej „ludzka” niż myślał. Chciała być ważniejsza od „tych innych”. I… W zasadzie to Max nie wiedział co one mają do siebie bo każda była przecież "na swój sposób ważna". Ale.. na pewno Nancy była wyjątkowa, bo żadna z kobiet z którymi był nie potrafiłaby rozszarpać gołymi dłońmi ulicznego samuraja i… żadnej z nich tak się nie bał.

 

Mimowolnie przełknął ślinę widząc utkwiony w nim wzrok.

 

-Jesteś wyjątkowa zapewniam cię. – Odpowiedział chociaż zdał sobie sprawę że mogło zabrzmieć to jak wyuczona formułka. I… Po chwili zastanawiał się na tym „wyłączaniem” umysłu i „instynkcie”.

 

-Dobra. To teraz mam się naćpac tak? – zapytał szukając Zen po kieszeniach.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

nylon_cultclassic_stills__highres_008.jpg

 

- Nie - odpowiedziała krótko wyjmując szklankę z jego dłoni i odstawiając obie szklanki na bok - po prostu nie opieraj się....

 

Po czym jednym ruchem zdjęła koszulkę i zrobiła krok w kierunku Maxa.

 

Wszystko, co zdarzyło się potem Max pamiętał dokładnie, ale zlewało się to w jedną całość, przeplatało ze sobą i nie był w stanie ułożyć tego chronologicznie. Pazury Nancy rozrywały jego skórę, a on nie pozostawał jej dłużny, w miarę swoich ludzkich możliwości. Pamiętał że piła jego krew, a on pił jej - i ten smak dawał mu więcej przyjemności niż wszystko inne tej nocy wzięte razem. I popychał do tego, by z każdą chwilą sięgać po więcej... Krew była zresztą wszędzie, gdy się obudził. Jego ubranie, pomijając zdjętą naprędce kurtkę, było w strzępach. Na jego skórze trudno było znaleźć większe połacie skóry nie pokryte zadrapaniami i zakrzepłą krwią. Podskórny pancerz uchronił go przed poważnymi obrażeniami, ale zewnętrzna warstwa skóry była ukrwiona i pozbawiona ochrony. Mięśnie bolały go jakby przez całą noc testował granice swojej wytrzymałości, co było zresztą bliskie prawdy: wraz z Nancy zasnęli dopiero nad ranem, po tym jak całkowicie opadli z sił. Musiał spać cały dzień, bo teraz ponownie był wieczór. Jeśli wziąć pod uwagę noc na cmentarzu i późniejszą wizytę u doktora, to możnaby uznać że nocny tryb życia przestawał być czymś niezwykłym.

 

Prześcieradło, na którym leżał było przesiąknięte krwią, choć prawdopodobnie tylko niewiele ponad połowa należała do niego. Próbował się podnieść, ale złamane poprzedniej nocy żebro boleśnie przypomniało mu o tym że nie miało jeszcze czasu się zrosnąć. Sposób w jaki spędził noc dość mocno odbiegał od zaleceń doktora dotyczących odpoczynku. Rozejrzał się za Nancy, ale nie było jej nigdzie w pobliżu. Mogła być w łazience, albo w którymś z pozostałych pokojów, składających się na apartament. Zanim miał okazję to sprawdzić, jego wzrok padł na stojące w pobliżu łóżka biurko, na którym leżało przygotowane zawczasu ubranie - hotelowy szlafrok i klapki, a także złożony w kostkę i dokładnie wyprasowany wieczorowy strój wyjściowy, na oko w jego rozmiarze.

 

Boutonniere_with_rose.jpg

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

MAX

 

Max pozwolił Nancy na wszystko i nim się obejrzał cała jej namiętność… Jej szał, szaleństwo… Wszystko to przeszło na niego.  Jej krew paliła… Odurzała… Czuł głód. Chciał więcej i więcej. Wiedział że kobieta  go przy tym raniła i sam starał się zranić ją. Miał wrażenie że razem z Nancy był zamknięty jakby w innym wymiarze, wirze czystego obłędu  trwającym gdzieś jakby „poza czasem”.

 

W końcu ocknął się, ale sen nie przyniósł mu odpoczynku i nim otworzył oczy mignęła mu twarz zabitej niedawno  kobiety.

 

-Nancy? - zapytał niepewnie. Było ciemno i wszędzie była krew. Czuł ją. Śmierdział nią. Cały był nią przesiąknięty. Spojrzał na swoje podrapane ręce i strzępki ubrania.

 

Po chwili przeniósł wzrok na pomiętą i nasiąkniętą czerwienią  pościel. Przed oczyma zaczęły mu się pojawiać obrazy z nocy… widział jak sam wbijał się kobietę. Jak bezwstydnie pije jej krew. I nagle poczuł się cały taki… „brudny”. Chwilę potem zareagował mu żołądek i poczuł skurcz a potem torsje szczególnie bolesne przy złamanym żebrze.

 

Chciał, nie „musiał” „to” z siebie jak najszybciej wylać.

 

Targany mdłościami i bólem ruszył na nie do końca pewnych nogach w stronę łazienki by oczyścić żołądek. Chciał wziąć się w garść, ale miał wrażanie że grunt mu umyka pod stopami i nie do końca wie co się dzieje. Nie wiedząc na czym powinien się oprzeć skupił się głównie na tym by nie zwymiotować na dywan.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Max wbiegł do łazienki akurat na czas by przewiesić się przez krawędź wanny i wypluć do niej zawartość żołądka. Która także była krwawa - niczego innego przecież nie jadł przez ostatnią dobę. A jak się nad tym zastanowić, to także przez poprzednią. Przez dłuższy czas oddychał miarowo starając się oczyścić umysł i zapanować nad chaosem który kłębił się w jego głowie. Powoli, emocje zaczęły być wypierane przez coraz silniejsze uczucie głodu. A także promieniujący z niezrośniętego żebra ból. Głód, ból... pierwotne instynkty, które nim kierowały przez ostatnią noc. Gdy o tym pomyślał ponownie opanowały go mdłości, ale tym razem zdołał już nad nimi zapanować. Zresztą, i tak nie miał już w żołądku niczego, co mógłby zwymiotować.

 

Powoli, wciąż trzymając się krawędzi wanny rozejrzał się po łazience. Była niewiele mniejsza od sypialni, będącej głównym pomieszczeniem apartamentu. Mieściły się tu wszystkie luksusy, jakie przychodziły mu do głowy: ogromna wanna ze strumieniami płynącymi tak że mogłaby być fontanną. Osobna kabina prysznicowa, wbudowany w ścianę ekran, na którym można było śledzić wiadomości, dwie umywalki, szafka na kosmetyki, wielkie lustro... Było nawet elektroniczne okno, które można było zaprogramować by wyświetlało dowolny obraz "zewnętrza". Wszystko to było jednak puste - oprócz wiszących na ścianie pomarańczowych ręczników z logo hotelu oraz suszarki do włosów nie było to żadnych przedmiotów osobistych, ani codziennego użytku. Nie było też Nancy.

 

Majestic-Suite-Bathroom-1-770x513.jpg

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 1.jpg

MAX

 

Max powoli zaczął się uspokajać. Starał się ułożyć sobie jakiś plan działania na najbliższe chwilę ale głód i ból skutecznie to utrudniały. W końcu zmusił się do tego by spłukać krew. Wszedł pod prysznic i cierpliwie czekał aż obmywająca go woda przestanie mieć czerwone zabarwienie.

 

Zoom mu mówił że powinien uważać, to mógł teraz zrobić chociaż to.

 

W końcu wyszedł. Ale ani ból ani głód mu nie przeszły. W pokoju zaobserwował tylko barek. Ale po ostatniej nocy nie był pewien czy chce z niego pić. W końcu spojrzał na zostawione najprawdopodobniej dla niego ubranie.

 

I…  Było ono dziwne. Zupełnie nie w jego stylu. W zasadzie… z tego co widział to korpy nosiły coś takiego. No ale jaki miał wybó? „To” albo szlafrok. Ubrał biało czarny uniform na tyle poprawnie na ile potrafił. Na całość nakładając swoją ukochaną kurtkę która ocalała z nocnego szaleństwa i poszedł szukać portiera.

 

Był głodny a oni musieli tu mieć jakiś bar czy cokolwiek z jedzeniem i może gość będzie miał też coś na ból. Warto było spróbować.

 

 

1.jpg

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kąpiel działała na Maxa kojąco. Zmywała nie tylko krew z ciała, ale i pozwalała umysłowi zdystansować się od tego co niedawno przeżył, zmuszając do skupienia się na dźwięku rytmicznie opadających na posadzkę kropel. Zaburzała też poczucie czasu, więc trudno mu było określić ile czasu tam dokładnie spędził. Napewno więcej niż potrzebował by po prostu wziąć kąpiel.

 

Gdy się z tym uporał, założył elegancki strój, jaki dla niego pozostawiono. Wyglądał i czuł się w tym dziwnie, choć trudno było powiedzieć czy źle. Gdyby nie tatuaż pewnie byłoby inaczej, ale dzięki niemu robił na swój sposób zastraszające wrażenie - podobnie jak w swoich zwyczajnych ciuchach, ale dzięki smokingowi wrażenie to nie niosło ze sobą przekonania że opiera się na przemocy. To musiało być to, co korpy nazywały działaniem w białych rękawiczkach... Których niestety nie dostał do kompletu.

 

Sprawdził commlink: Jones próbował się z nim połączyć cztery razu w ciągu ostatnich dwóch dni. Wcześnie nie miał czasu się tym zająć, ale najwyraźniej cierpliwość jego pracodawcy powoli się wyczerpywała. Najpierw jednak postanowił coś zjeść - lecz dokładnie w chwili w której ruszył w stronę drzwi, te się otworzyły i do pokoju wszedł mężczyzna.

 

3101207901_1_7_FvRtInS6.jpg

 

- Dobry wieczór, Max - odezwał się niskim, melodyjnym głosem - Chyba nie muszę się przedstawiać? - powiedział wchodząc do środka i zamykając za sobą drzwi. Miał na sobie długi aksamitny płaszcz, wyglądający na niedbale zarzucony na ramiona jakby były wieszakiem. W jego ruchach można było jednak zauważyć niemal nienaturalną grację, która delikatnie kontrastowała z ubiorem. Jednym ruchem ręki mężczyzna uruchomił muzykę, która zaczęła cicho i powoli wydobywać się z ukrytych w pomieszczeniu głośników.

 

Edytowane przez Lomion

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

 

MAX

 

Max wykorzysta wolną chwilę i spojrzał na swojego commlinak. Westchnął poirytowany.

 

-Świetnie. Naprawdę świetnie. Akurat teraz. – Ruszył podenerwowany w stronę drzwi i prawie zderzył się z dziwnym jegomościem. Który w sumie wyglądał jakoś znajomo, ale nie był pewien gdzie widział jego twarz.

 

-Cześć. Słuchaj… Jestem głodny widziałeś tu jakiś bar? Przez głupotę nic nie jadłem od jakiś dwóch dni. W ogóle jak dorwę portiera to przynieść ci coś? – zapytał starając się być miły. Przyjaciele Nancy byli w końcu jego przyjaciółmi.

 

I odsunął się robiąc mężczyźnie przejście, jednak  gdy ten wszedł do pokoju i  włączył muzykę uniósł do góry brew w pytającym geście. Naprawdę czy to była „ta” chwila w jego życiu kiedy powinien powiedzieć, że no cóż… woli dziewczyny.

 

Chrząknął w końcu nie chcąc mimo wszystko gościa jakoś obrażać. Podrapał się lekko zażenowany po głowie.

 

Jednak wtedy zaświtała mu w niej jakaś myśl.

 

-Zaraz… Czy ty nie jesteś jakimś celebrytą? – Zapytał i po chwili zastanowienie kontynuował.

 

-W sensie… nie chce cię jakoś obrażać po prostu widzisz mam teraz dużo na głowię. Ostatnio też mnie postrzelili i jeszcze chyba nie doszedłem do siebie. No zresztą nie ważne. Chcesz tu poczekać na Nancy? – zapytał otwierając drzwi.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

3101207901_1_7_FvRtInS6.jpg

 

Usta mężczyzny wyciągnęły się w drapieżnym uśmiechu, gdy odwrócił się by uważnie przejrzeć się Maxowi

 

- Byłem kiedyś celebrytą - odpowiedział powoli, jakby delektował się każdą wypowiadaną sylabą - dopóki mi się to nie znudziło. I nie musisz nigdzie wychodzić by dostać coś do jedzenia... Nie jest to luksusowy hotel, ale jest tu dostęp do sieci i możesz zamówić co chcesz przez commlinka.

 

- Chyba że... - dodał po chwili - to portier jest tym, na co masz apetyt... Wtedy faktycznie będziesz musiał pofatygować się osobiście.

 

Z każdym wypowiedzianym słowem w Maxie rosło przekonanie że gdzieś już słyszał ten głos. Nie był pewien co do wyglądu mężczyzny, ale głos był na tyle głęboki i melodyjny że łatwo zapadał w pamięć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

MAX

 

Maxa od spojrzenie nieznajomego przechodziły dreszcze. Fizycznie mógł przysiąść, że jest go w stanie połamać ale Nancy i inni też wyglądali „niepozornie”.

 

I... kiedy mężczyzna powiedział mu, że wychodzenie do portiera jest bez sensu poczuł, że stracił wymówkę by opuścić pokój. Powoli zamknął drzwi. I... Co tu dużo mówić... Czuł się dziwnie sam na sam z nieznajomym, ale starał się nie okazywać strachu. Ghost zawsze mu powtarzał, że zwłaszcza wtedy kiedy się bał ma pokazywać że nie ma podstaw do niepokoju. Dlatego też chcąc udowodnić, że wszystko jest jak najbardziej okey wyciągnął commlinka i poszukał sieci by zamówić sojo-pizze, dwa sojo-burgey i sojo-cole.

 

W końcu schował urządzenie przenosząc wzrok na czarnowłosego mężczyznę.

 

-Mi by się nie znudziło bycie celebrytą. Serio… Dużo lasek, dobrego żarcia nie trzeba kombinować. Wygodne życie. I… - Skrzywił się lekko.

 

-…jeśli chodzi o tego portiera to wiesz ja naprawdę wolę dziewczyny. – Powiedział podchodząc do baru i patrząc czy znajdzie tam cokolwiek co nie będzie gęstą czerwoną breją. Jednak po chwili przeniósł wzrok na nie znajomego.

 

-Wiesz… Twój głos. Jestem pewien, że go znam. – zmrużył oczy patrząc na drobnego nieznajomego i myśląc intensywnie. Nagle… po prostu go olśniło. Poczuł przebiegając wzdłuż kręgosłupa dreszcz.

 

-Ty… Ty jesteś Vincent... – Oblizał usta i słowa same popłynęły.

 

- Jesteś… - zaczął ale nie wiedział jak to ubrać w słowa. Spróbował jeszcze raz.

 

-Ja… Ja odzyskałem dla Ciebie tą płytę. Ja.... Ja dzię-dziękuje... Dziekuje za zaufanie. – „za to że jeszcze oddycham”.

 

-Chcesz bym jeszcze coś zrobił? Ja mogę coś zrobić. – powiedział zdając sobie sprawę jak bezsensownie zaczyna mówić, ale nie wiele mógł na to poradzić po prostu zaczynał stopniowo rozumieć, w jak niebezpiecznej sytuacji się znalazł i naprawdę coraz trudniej było mu ukryć strach, który zaczął szarpać jego ciałem.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Max męczył się trochę z podłączeniem swojego commlinka do hotelowego systemu rezerwacji. Nie było to trudne, tyle że po prostu... nie miał wprawy. W miejscach w których bywał piwo i jedzenie zamawiało się przy kontuarze, a nie poprzez AR. Samo menu także sprawiło mu pewne trudności, bo większość wymienionych w nim dań było mu nieznanych. Czym naprzykład mogły być przegrzebki w sosie beszamelowym, nie miał najmniejszego pojęcia. W końcu jednak znalazł w menu pizzę, burgery i colę i złożył zamówienie. System wyświetlił informację że dostawa zostanie zrealizowana za 15 minut.

 

 

3101207901_1_7_FvRtInS6.jpg

 

- Buuu! - wykrzyknął cicho gdy został rozpoznany, tak jakby był duchem chcącym go przestraszyć. Zrobił to jednak z tym samym drapieżnym uśmiechem jaki cały czas pozostawał na jego twarzy.

 

- Muszę przyznać że to nie zaufanie jest powodem mojej wizyty. Nie planowałem się ujawniać, ale gdy Casse powiedziała mi że odrzuciłeś moją dość hojną ofertę i zażądałeś odsłuchania zawartości dysku... Zaintrygowałeś mnie. Cenić muzykę tak bardzo by zaryzykować że Casse nie będzie miała ochoty się targować... to było odważne.... niespotykane. - sączył słowa powoli, jakby samo wypowiadanie ich na głos sprawiało mu radość - uznałem więc że warto będzie przyjrzeć ci się osobiście, zamiast jedynie polegać na opinii przyjaciół.... I przy okazji zrealizować złożoną ci obietnicę. W tamtym pokoju - wskazał wzrokiem drzwi za które Max jeszcze nie zaglądał - znajduje się przygotowany do uruchomienia sprzęt, który odtworzy umieszczone w nim nagranie, a następnie skasuje je. Będziesz więc w stanie usłyszeć je jedynie raz... przynajmniej teraz. Potem pozostanie ci jedynie rozmówić się ze zleceniodawcą, który został już wtajemniczony w twoją sytuację. Zgodnie z inną złożoną ci obietnicą.

Edytowane przez Lomion

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

1.jpg

MAX

 

Max od cichego i niewinnego  „bu” przebiegły ciarki. Słuchał dalej przemawiającego Vincenta całym ciałem jakby to były jego ostatnie chwile w życiu.

 

I…Przez głowę przeszedł mu rój myśli , między innymi to że kiedy tak rzucił to "niewinne" targowanie to nie przypuszczałby, że może to się skończyć natychmiastowym rozszarpaniem na kawałki przez mroczny team.

 

Ale chyba faktyczni nikt tu nie chciał mu zrobić krzywdy.

 

A…. kiedy Vincent wspomniał o pokoju i o nagraniu przeniósł wzrok w tamtą stronę. Potem z powrotem na muzyka.

 

-Dziękuje. Ja… Ja naprawdę to docenia… Ta… Ta muzyka. Chyba… - Zamyślił się chwilę.

 

-Chyba jakoś stopniowo „to wszystko” zaczynało być moją obsesją. Appia mi mówiła, żebym odpuścił  sam nie wiem ile razy. Team mi się sypał.  A ja sam brnął w to coraz głębiej i głębiej i wiem… że gdybym nie dotarł do oryginalnego brzmienia to męczyło by to mnie już do ostatnich moich dni. Tak to jakoś czułem. – Max potarł się po karku lekko zażenowany własną szczerością. Ale… Z drugiej strony to przecież  to był w końcu Vincent. Ktoś kto to stworzył dysk….

 

-Vini… Mogę Ci mówić Vini? Widzisz… Ja… Ja zazwyczaj nie jestem aż tak „uczuciowy.  Biorę co trzeba idę gdzie trzeba robię co trzeba i jest git do następnego razu. Ale... to nagranie... coś zmieniło, poruszyło jakbym stracił równowagę i to chyba doprowadziło mnie tu  gdzie teraz jestem. – powiedział przechodząc do następnego pokoju.

 

Obejrzał się jeszcze na muzyka.

 

-Ale... to naprawdę muszę zapytać. Jak to jest być martwym? Masz jakiś konta z tymi co nie żyją już na amen? Np. z ojcem Freddiego?

Po chwili zmarszczył brwi.

 

- I zobaczę jeszcze Nancy? Nie widziałem jej odkąd się obudziłem.

Edytowane przez Red

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach


Max zajrzał do wskazanego pokoju. Był mniejszy od głównej sypialni, ale urządzony był podobnie. Jedyną różnicą było duże, drewniane biurko umieszczone naprzeciwko elektronicznej imitacji okna. Oraz łóźko - w tym pokoju było ono jednoosobowe, umieszczone tu najwyraźniej z myślą o osobach ceniących sobie przede wszystkim spokój i ciszę.

 

 

3101207901_1_7_FvRtInS6.jpg

 

- Ze wszystkich legend i plotek ta jest naprawdę dobra... - Mężczyzna roześmiał się cicho słysząc pytanie Maxa. - Ale prawda jest taka, że jesteśmy po prostu istotami zarażonymi wirusem. Mamy więcej wspólnego z astralnymi duchami, niż z prawdziwie martwymi.

 

- A Nancy, niestety, nie wspomniała mi niczego o swoich planach na ten wieczór. Podejrzewam że po prostu nie chciała się dzielić tą wiedzą. - odpowiedź była w oczywisty sposób odmowna, ale została wypowiedziana w absolutnie uprzejmy sposób. Mężczyzna nie zrobił też żadnego kroku w stronę pokoju, do którego udał się Max. Stał w tym samym miejscu co wcześniej, przy stoliku, najwyraźniej zamierzając pożegnać się gdy ta konwersacja dobiegnie końca.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz