Nadia

Age of Corporation (Nadia)

81 postów w tym temacie

"Totalitaryzm jest wrogiem ludzkości. A XX w. stworzył trzy formy totalitaryzmu. Faszyzm, bolszewizm i korporacje. Jedna z nich wciąż istnieje. Czy to jest konieczne?"

 Noam Chomsky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Randka z Daimonem była całkiem miła, podobnie jak zresztą kilka następnych. W ogóle Diana musiała przyznać, ze kolejne tygodnie minęły jej przyjemnie. Pracowicie, to nie podlegało wątpliwości, ale przyjemnie. Oczywiście czasami koszmary związane z minionymi przeżyciami budziły ją w nocy z krzykiem, ale wystarczyło objęcie silnych ramion i czułe szepty do ucha by zasnęła ponownie.

 

Spokój ducha zaś pozwolił na spokojnie ogarnąć rzeczy, które tego wymagały. W pierwszej kolejności zajęła się przedmiotami znalezionymi przy Hoodzie, to znaczy zaraz po tym jak uspokoiła wszystkich przerażonych jej porwaniem (zadziwiająco jak łatwo kidnaping zwalić na piekielne ogary terroryzujące po raz wtóry miasto). Telefon wrzuciła do rzeki Hudson pewnie ku uciesze jakiegoś słodkowodnego kuzyna księcia Namora, broń schowała w najbezpieczniejszym miejscu, czyli pod łóżkiem, kolorowe kamienie wrzuciła do słoika i postawiła na biurku w ramach ozdoby. Oczywiście w dogodnej chwili spytała swego nowego mentora czy może coś powiedzieć na ich temat, ale nie dowiedziała się niczego nowego: były powiązane z magią, ale nie tą z piekielnych czeluści.

 

 Kolejną sprawą, która Di musiała załatwić była rozmowa z Vanessą Fisk. Właścicielka galerii nie była najszczęśliwsza, że nie odzyskała peleryny, ale, gdy zgodnie z zapewnieniami Diany, nikt jej już napastował przekazała przez Camillę czek na umówioną kwotę i podziękowania. Oczywiście dla tych pieniędzy Di natychmiast znalazła zastosowanie: kupiła sobie nowy telefon i w końcu strój prawdziwej superbohaterki! Namiary na krawca szyjącego dla środowiska dał jej Daimon i Di musiała przyznać, że Leo Zielinsky sprawił się bezbłędnie. Kostium był odpowiednio maskujący, a przy tym elastyczny, lekki i poręczny tak, że mogła zawsze mieć go przy sobie. Błyskawicznie przyszło jej docenić jego przydatność; udaremniła trzy napady z bronią, sześć kradzieży i jeden akt terroryzmu w przeciągu ledwie półtora miesiąca! To sprawiło, że w końcu stała się rozpoznawalna, a lokalne media dały jej nawet pseudonim: Mirage.

 

Oczywiście nie miała za wiele czasu na patrole: Strange był wymagającym nauczycielem i nawet jeśli nie był obecny, a zdarzało się to często, zlecał jej ćwiczenia medytacyjne i powtarzanie prostych zaklęć. Szybko zresztą okazało się, że Di przejawia talent w magicznej manipulacji powietrzem i na tym aspekcie się skupiła.

Satana odwiedziła ją raz by dotrzymać swojej części umowy. Oczywiście "uprzyjemnianie czasu" nie wchodziło już w grę, diablica nie miała wielu zasad, ale odbijanie dziewczyny własnemu bratu było jedną z nich. Za to pokazała Dianie jedną sztuczkę pozwalającą w niewielkim zakresie wyleczyć drobne rany, tudzież złagodzić ból.

 

 

W świetle tego wszystkiego wiosna nadeszła zaskakująco szybko: Central Park się zazielenił i zaroił jeszcze liczniej od biegaczy i matek z dziećmi, ludzie porzucili ciężkie kurtki na rzecz krótkich rękawków, a przy ulicach znów się pojawiły stoiska z okularami przeciwsłonecznymi. Wraz z wiosną nadeszły też zmiany. Rozstała się z Daimonem, widywali się przez nawał obowiązków coraz rzadziej i w końcu zgodnie uznali, że przyjaźń będzie lepszą opcją. Koszmary już w ogóle nie nawiedzały jej snów i wszystko zmierzało ku lepszemu. Do dnia, w którym zadzwonił telefon.

 

To była środa, wracała właśnie z domu Stephana Strange'a przy Bleecker Street wyposażona w nowy plik kartek z ćwiczeniami medytacyjnymi, które przekazał jej Wong. Wyglądało na to, że czarodziej wybył na dłużej gdzieś w przestrzeń między wymiarową i kilka najbliższych lekcji zostało odwołanych.

Mijała właśnie chińską restaurację skąd dochodził zapach pierożków, gdy zabrzmiało intro z gry o tron. Była czternasta trzydzieści dziewięć. Dzwoniącego numeru nie znała.

- Hallo?

- Di? Siora przyjeżdżaj do domu! - to był głos Williama, ale czemu na boga nie dzwonił ze swojej komórki? I czemu brzmiał na takiego roztrzęsionego? - FBI wzięło tatę! Zakuli go i wzięli! Nasze komputery i telefony! Wszystko! Mówią, że to defraudacja! Odczytali mu jego prawa! Prawa! Jezu jak Madoff jakiś czy coś!

Przez chwilę trybiki w mózgu Diany kręciły się próbując to sobie poukładać. Jak to aresztowali tatę? Za defraudację?! Fakt był księgowym w Roxxon, jednym z tych wyższego stopnia, no ale też był jej ojcem, człowiekiem mającym najgorszy brytyjski akcent na świecie i robiącym najlepsze steki.

- Siooora, totalnie nie wiem co robić - głos szesnastolatka w telefonie się załamał - Media też były, kamery, wszyscy będą wiedzieć...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

Nawet marudna natura Diany musiała nabrać znamion optymizmu w świetle ostatnich wydarzeń. Nawet koszmary stały się już przeszłością. Choć tutaj, Di była o tym święcie przekonana, największe zasługi miał Daimon. Zeżarłyby ją, gdyby nie on. Co z kolei przypomniało jej, że znowu powinna podrzucić mu coś do jedzenia. On był gotowy odżywiać się sproszkowaną chemią.
Po okropnych wydarzeniach w piekle została jej tylko blizna po oparzeniu na ręce, której dorobiła się po dotknięciu ifryta. Decyzja o ścięciu imponującego warkocza i zmianie go na krótką fryzurę też była z tym niejako powiązana. Di poszła do fryzjera niemalże natychmiast po tym, gdy uświadomiła sobie, co by było, gdyby zamiast ręki, podpaliła sobie włosy i gdyby nie udało ich się ugasić na czas. Zdecydowanie lepiej było je ściąć, niż dokładać sobie kolejnych powodów do koszmarów. Zresztą nowa fryzura wyszła jej tylko na dobre, bo wszyscy ją nagle zaczęli komplementować. A to była całkiem przyjemna odmiana. Nawet Tom, do którego wpadała na hot-dogi przynajmniej dwa razy w miesiącu (pieruńsko drogie i zadziwiająco smaczne hot-dogi, warto dodać) w końcu zauważył. Choć dopiero przy trzecim spotkaniu. 

I wszystko było naprawdę dobrze. Aż nie zadzwonił telefon.

 - Uspokój się, Will - poradziła, przyciskając mocniej torebkę do boku i znacznie przyspieszając kroku - Nie bój się. Zaraz będę. Pozamykaj drzwi, żeby ci jakieś dziennikarskie hieny nie wlazły do domu. Te od piwnicy i garażu też - odetchnęła głębiej - rozłączam się, Willy. Muszę dobiec do motocykla. Rozłączam się - powtórzyła uspokajająco - ale zaraz u was jestem. Porozmawiamy w domu. Zaraz będę - powtórzyła raz jeszcze. Rozłączyła się i wrzuciła szybko telefon do torebki.

Nie miała pojęcia w co jej tata się wpakował. Ale w końcu był jej tatą. Kochała go. I tylko to miało teraz znaczenie. To i to, by jak najszybciej dojechać do domu.

Z ulgą dopadła motocykla, z jeszcze większą zarejestrowała, że silnik pracował jak marzenie (na filmach w takich sytuacjach zawsze się psują!). Milion myśli kłębiło jej się w głowie. I choć zazwyczaj jazda motocyklem ją uspokajała, tym razem mogła o tym zapomnieć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Di pędziła niczym sam czart, a przynajmniej próbowała pędzić by co rychlej zjawić się w domu. Niestety Nowy Jork nie był miastem przyjazny ludziom zmotoryzowanym dlatego dojazd zajął jej prawie godzinę. Ale już była, stała przed rodzinnym domem, przed którym na szczęście było pusto. Jedynymi znakami wydarzeń sprzed przeszło godziny był wydeptany trawnik i zasłonięte rolety.

Di miała klucze do domu, ale zostały w jej mieszkaniu, więc musiała po prostu zadzwonić do drzwi. Dzwonek okazał się odłączony, więc zapukała. Słyszała lekkie zamieszanie za drzwiami zanim w końcu William jej otworzył.

- Dobrze, ze jesteś. Wejdź - odsunął się na bok wpuszczając ją w korytarz ciemny niczym grobowiec. Razem udali się do salonu, w którym już ktoś był: Jimmy, sąsiad i przyjaciel Willa od zawsze.

- Dobra stary to ja już chyba pójdę.

- Jasne stary. I dzięki - William oddał kumplowi komórkę, a potem przez parę chwili dokonywali skomplikowanego rytuału pożegnania, który opracowali jakoś w drugiej klasie szkoły podstawowej.

- Jakby co dawaj znać przez krótkofalówkę, zjawie się. To na razie Di i w ogóle fajna fryzura.

Will zamknął drzwi za kumplem i zaraz wrócił. Wyglądało na to, że już się trochę ogarnął.

- Mama jest w sypialni u góry, szuka prawnika, bo Roger... sama wiesz.

Roger był znajomym od brydża dziadków i ogarniał proste sprawy pubu i wszystkie pytania dziadka na temat opatentowania genialnego składu jego piwa. Poza tym był miłym staruszkiem, który chyba ostatnio był na sali sądowej gdzieś w międzywojniu.  

- Dzwoniłem do Cam, mówiła, że już jedzie - zdawał relacje dalej brat - Trochę już tu ogarnąłem, ale gabinet ojca to masakra. Mama powiedziała, że mam tam nie wchodzić. Dziadków też zakazała informować, ale to głupie, dowiedzą się z mediów. Ponoć tata - Will wziął głęboki oddech - wyprowadził kilka milionów dolarów z jakichś funduszy emerytalnych, którymi się zajmował i bardzo ryzykowanie zainwestował. Wszystko przepadło, ludzie potracili całe majątki. Na razie w wiadomościach nic nie mówili, czekam na jakieś info.

Faktycznie telewizor był włączony i cicho pokazywał reklamę płatków śniadaniowych, które mogły odmienić życie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

Po drodze Diana przeklęła tyle razy, że, jakby istniały jakieś limity wulgaryzmów, to ona wyrobiłaby normę nowojorską. No, ale w końcu dotarła. I, jak się okazało, William zawezwał wsparcie. Jimmy Carter, kolejna, zaraz po Amethyst, znana jej osoba, która padła ofiarą rodzicielskiego żartu. Chłopak z fryzurą, w której można by było ukryć świętego Graala (gdyby nie był u Merlina) albo zaginiony skarb dynastii Romanowów. Fantastyczny dzieciak. Nawet jeśli jeszcze kilka lat temu byli naturalnymi wrogami. Egzaltowana dziwaczna nastolatka i dwa postrzelone dzieciaki, należące do gatunków "wkurzający młodszy brat" i "wkurzający kolega młodszego brata". To musiało tak wyglądać.

Di odprowadziła go do wyjścia, by zamknąć za nim drzwi

 - Dzięki, Jim - uśmiechnęła się - do zobaczenia!

Wróciła do salonu i wysłuchała Williama

 - Przecież to jakaś bzdura! - podsumowała gniewnie - Tata? Nasz tata? - prychnęła, ale zaraz się uspokoiła. William nie potrzebował teraz kolejnego wybuchu gniewu i emocji - Dobra, Will. Jasne, że trzeba powiedzieć dziadkom. Wiesz jaka jest telewizja. I ludzie. Zaraz dostaną jakieś fantastyczne wersje wydarzeń - westchnęła ciężko - Porozmawiam z nią. Ale najpierw... Słuchaj, jak to było? Co się właściwie stało? Czemu tata był o tej porze w ogóle w domu? I skąd, do cholery, tak szybko wzięły się tutaj media? 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wiliam_zpszispr562.png

 

William Snowden

 

- No przecież wiem, że bzdury! - dla podkreślenia słów Will wyrzucił ręce do góry - Od paru dni kiepsko się czuł, mama namawiała go do pójścia do lekarza, ale on wolał wziąć urlop. Przynajmniej tak mówił. A media... - zastanowił się przez chwilę - A media były tu chyba równocześnie z fbi. Było jak w filmie mówię ci! Grałem sobie w wowa, rajd mieliśmy, kiedy nagle zapukali do drzwi. Mama otworzyła, a tam wpada kilkunastu łebków w opisanych kurtkach, wręczają mamie jakieś nakazy, a kiedy tata wyszedł zobaczyć co się dzieje zakuli go w kajdanki i zaczęli odczytywać jego prawa. Wbili się do wszystkich pokoi, pozabierali nam sprzęty i zrobili totalny burdel. Mama krzyczała, a tata dał się po prostu wyprowadzić. Chaos straszny.

Chłopak na chwilę zamilkł i skrzywił się. Mówił całkiem składnie, ale to chyba dlatego, że do jej przyjazdu kilka razy sobie układał co powiedzieć, by emocje nie wzięły góry.

- Ja myślę, że to jakiś spisek. Jak w raporcie pelikana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

- Boże, to jakiś koszmar! - Diana nerwowo przeszła się po pokoju - Gdzie ta Cam? - zerknęła w okno. Okno było zasłonięte, więc nic to nie dało - Dobra, Will. Nie panikujmy - usiadła na kanapie przed telewizorem. Wstała. Dlaczego tata dał się tak po prostu wyprowadzić? Nie, żeby miał wyjście, ale... Ale skoro nie protestował... Może był w szoku? Na pewno był w szoku! No przecież nie mógł zrobić czegoś takiego. Nie ich tata. No nie ma mowy - Dobra. Porozmawiam z mamą - postanowiła w końcu. Sięgnęła do torebki. Wyciągnęła z niej telefon i portfel - O obiedzie możesz dzisiaj zapomnieć. Zamów coś. I nawet mi nie mów, że nie jesteś głodny - przewróciła oczami - wiem, ile ty jesz. Nie dajmy się zwariować - położyła mu dłoń na ramieniu - Dowiemy się o co w tym chodzi, Will. Idę do mamy. 

Wbiegła po schodach na górę, przeskakując co drugi. Zapukała do drzwi sypialni rodziców, ale nie czekała na zaproszenie i po prostu weszła. Mama mogła rozmawiać przez telefon, ale Di przecież nie chciała jej przeszkadzać, tylko wesprzeć.

 - Jestem, mamo. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

- Nie jestem głodny - mruknął Will jednoznacznie wskazując, że świat się kończy. Ale zabrał pieniądze i telefon - Zamówię pizzę rzeźnicką, z podwójnym bekonem - dodał jednak po chwili namysłu co pozwoliło podejrzewać, że słońce dziś jednak nie zgaśnie.

 

Kiedy Di weszła do sypialni rodziców matka akurat kończyła rozmowę.

- Ile?! To ja się jeszcze zastanowię i oddzwonię - odłożyła słuchawkę i złapała się za głowę - To jakiś koszmar - westchnęła ciężko i popatrzyła na córkę - Witaj kochanie. Mówiłam Willowi, by nikomu nie zawracał głowy, to na pewno jakaś pomyłka i pewnie zaraz tatę wypuszczą. Muszę tylko znaleźć jakiegoś prawnika, przez którego nie będę musiała sprzedawać domu.

Z ponownym ciężkim westchnieniem usiadła na łóżku.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

 

 - Mamo... - Di usiadła obok matki i objęła ją ramieniem - Dobrze, że Will zadzwonił. Cam też niedługo będzie. I tak byśmy się dowiedziały - objęła ją mocniej - Nie martw się o pieniądze. Jak już będzie naprawdę źle to zawsze możemy sprzedać moje mieszkanie. Ja mogę wrócić tutaj albo zamieszkać u dziadków. Będę miała nawet bliżej do pracy - uśmiechnęła się pokrzepiająco - Damy sobie radę. Pomogę ci szukać - zaoferowała się - Odpocznij trochę. Will zamawia jedzenie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

mama_zpsakrvyaa9.jpg

 

Victoria Snowden

 

 

- Niczego nie sprzedasz, to bzdurne - mama pokręciła głową - I nie ma mowy o odpoczynku.

Victoria przytuliła córkę, po czym wstała energicznie.

- Musimy działać - uderzyła drżącą pięścią w otwartą dłoń - Powinniśmy pojechać na biura FBI. Mówili, że biorą ojca na przesłuchanie, może tam się czegoś dowiemy. Możesz prowadzić?

Pytanie, zważywszy na ciągle trzęsące się ręce, było całkiem zasadne.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

 - Jasne - przytaknęła Diana. Nie sądziła, że tak szybko się czegokolwiek dowiedzą. Minęło ledwo kilka godzin. Teraz pewnie biednego ojca maglują na wszystkie strony. No ale przecież coś musieli im powiedzieć!  A one musiały coś zrobić - Jedźmy. Will poczeka na Camillę. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Podczas jazdy nie rozmawiały za dużo. Mama zmartwiona mięła w rękach torebkę wyglądając przez okno, a Di musiała skupić się na jeździe i prowadzeniu ich rodzinnego kombi. Była to maszyna stanowczo większa od jej motoru, ale dała radę i kilkadziesiąt minut później parkowała pod jednym z biur FBI w Nowym Jorku.

W środku było identycznie jak pokazywały seriale; masa ludzi ubranych w  garnitury i garsonki śpieszyła gdzieś z poważnymi minami, a nad biurkiem recepcjonistki czuwała waga w otoczeniu gwiazdek i żywopłotów. Mama bez wahania ruszyła właśnie do tego stanowiska, ale zaraz wróciła odesłana na miejsce dla interesantów z prośbą by poczekała wśród kilku innych ludzi niepasujących do tego miejsca. Na szczęście nie musiały spędzić tam więcej niż dziesięć minut, bo już po chwili wyszedł do nich surowo wyglądający agent w średnim wieku.

- Victoria Snowden? Nazywam się George Stonewitz - agent obrzucił ją uważnym spojrzeniem po czym popatrzył na Di.

- Tak, to moja córka Diana - dokonała prezentacji mama - Chciałabym się zobaczyć z mężem i...

Agent przerwał jej uniesioną dłonią.

- Proszę za mną - poprowadził je w jeden z korytarzy oświetlonych bladą jarzeniówką - U pani męża akurat jest adwokat, więc będzie pani musiała poczekać.

- Adwokat? - zdziwiła się mama - Ale z urzędu? Tak szybko?

- Nie, nie z urzędu - w głosie Stonewitza zabrzmiało niezadowolenie, ale grzecznie otworzył przed nimi drzwi wpuszczając je do przeszklonego pokoju, w którym był stół, cztery krzesła i odsłonięte żaluzje na ścianach - Tutaj mogą panie...

- Hej George, twój gość się przyznał! - wysoka kobieta podeszła do automatu z kawą i nacisnęła przycisk - To była szybka akcja, co? Dobrze będzie w papierach wyglądać.

- Jak to się przyznał?! - Stonewitz zastygł z ręką na klamce.

- No też jestem w szoku, właśnie Chloe spisuje jego zeznanie i chęć dobrowolnego poddania się karze. Może dzięki temu sędzia zjedzie mu z stu pięćdziesięciu na osiemdziesiąt, kto wie?

Mama wyglądała jakby miała zaraz zemdleć, ale szybko wzięła się w garść.

- To niemożliwe. Nie mój mąż. Chce z nim porozmawiać!

- Nadal musi pani poczekać. Teraz aż skończymy spisywać zeznania - Stonewitz westchnął ciężko i potarł czoło ręką - Przyjdę po panią, kiedy będzie to możliwe.

Odwrócił się na pięcie i ruszył w korytarz po prawej.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

Jeszcze pół roku temu Diana byłaby szalenie onieśmielona tym miejscem. Tymi eleganckimi ludźmi, atmosferą pośpiechu i Ważnych Spraw unoszących się w powietrzu. W końcu FBI. Jezu, to było kosmicznie niedorzeczne. No, ale odkąd Diana utrzymywała dobre stosunki z władczynią miejsca pełnego martwych gwiazd to była jakoś tak w pewnym stopniu zaimpregnowana na tego typu rzeczy. 

 - Chwileczkę! - Diana pobiegła za odchodzącym agentem - Ja wiem, procedury - powiedziała od razu obronnie - Ale niech mi pan poda nazwisko tego adwokata. Proszę! Przecież tyle możemy wiedzieć! Proszę.

No bo jak to wyglądało? Przychodzi sobie adwokat, który nie był z adwokatem z urzędu i ojciec natychmiast się przyznaje? Tak po prostu? Coś tu było mocno nie tak. Wierzyła w to, bo chciała w to wierzyć. Przecież to był jej ojciec!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Detektyw odwrócił się do niej i westchnął.

- Smith - parsknął nazwiskiem z pewną irytacją zanim poszedł - Jason Smith.

Jasonów Smithów w googlu było setki milionów, więc Di od razu zawęziła poszukiwania dodając "prawnik" i z przerażeniem patrząc na siedemnaście milionów wyników. Dodanie "Nowy Jork" także średnio pomogło tak, że dziewczyna wsiąknęła w swego smartphone zupełnie. Dopiero po kilkunastu minutach znalazła coś obiecującego: wydanie Daily Bugle sprzed dwóch lat i artykuł o procesie przeciwko Roxxon o zatrucie wód gruntowych gdzieś w Minnesocie i spowodowanie poważnych uszczerbków na zdrowiu okolicznych mieszkańców.  Jednym z prawników reprezentujących korporacje był właśnie Jason Smith. Idąc tym tropem znalazła jeszcze kilka wzmianek o adwokacie: skończył Yale osiem lat temu i chyba od razu znalazł zatrudnienie w Roxxon, bo wyglądało na to, że tylko ich reprezentował. Nic ponad to, nawet profilu nie miał na LinkIn, o Facebooku czy Twitterze nie wspominając.

 

Trzaśnięcie drzwiami przerwało jej poszukiwania. Z korytarza po prawej wyszedł agent Stonewitz w towarzystwie czarnoskórej kobiety i niskiego, korpulentnego mężczyzny, który jako jedyny nie miał plakietki Fbi.

- Proszę wysłać papiery dotyczące ugody na adres biura - niski okularnik zatrzymał się i wygrzebał z teczki wizytówkę - Przejrzymy je, a jeśli wszystko będzie w porządku nasz klient je podpisze.

Stonewitz nie wyglądał na zainteresowanego wzięciem wizytówki, więc zrobiła to jego partnerka.

- Oczywiście, będziemy w kontakcie. Do widzenia.

- Do widzenia.

Mężczyzna skłonił się i wyszedł, a agent podszedł w końcu do miejsca, w którym siedziała. Oczywiście mama już stała nerwowo przebierając dłońmi po torebce.

- Zapraszam - ruszył razem z nimi we właściwy korytarz - Mają panie pół godziny zanim przeniesiemy oskarżonego do aresztu. Mogą panie wykorzystać ten czas na hmm... rozmowę o długości wyroku za przyznanie się i przekonać do rozważenia tej decyzji.

Towarzysząca im kobieta posłała mu zdziwione spojrzenie, ale zaraz zmarszczyła brwi.

- Złożenie szczegółowych zeznań też na pewno będzie miało wpływ na decyzje sądu - kontynuował Stonewitz otwierając drzwi do pokoju przesłuchań - Pół godziny.

Puknął kilka razy w zegarek i wycofał się zamykając za sobą. Zostały same z ojcem, oczywiście nie licząc kamery zainstalowanej w kącie.

 

Ojciec siedział przykuty kajdankami do stołu jak najgorszy morderca, z głową ukrytą w dłoniach. Ubrany był ciągle w po domowy dres, włosy miał potargane i bił od niego bezmiar rozpaczy.

- Oh, Andy! - mama się natychmiast rzuciła i objęła go czule.

- Co... co wy tu robicie? - uniósł głowę i Dianę uderzyło jak się postarzał od ich ostatniego spotkania, które miało miejsce w zeszły weekend - Powinniście iść. To nie jest miejsce dla was, powinniście iść...

Znów skrył twarz w dłoniach wprawiając w osłupienie swą żonę.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

Jason Smith. Prawnik, który od początku kariery reprezentuje Roxxon. Tylko dlaczego prawnik Roxxon pofatygował się do ojca? I jeszcze namówił go na ugodę? Przecież to było niedorzeczne. Tata został oskarżony o coś, co im zaszkodziło. Głównie wizerunkowo. Nie powinni się nim przejmować. Samo się nasuwało, że szukają kozła ofiarnego. No przecież gdyby ojciec im nabruździł to ich prawnicy działaliby przeciw niemu, a nie dla niego! A tata tak od razu zgodził się na ugodę... To też dziwne. Przecież musiał mieć świadomość kar... Czyżby coś było gorsze od wizji więzienia do końca życia?  Zachowanie Stonewitza zdawało się potwierdzać jej spekulacje. Choć po prawdzie ona chciała wierzyć w niewinność ojca. Chciała wierzyć i wierzyła na tak kosmicznym poziomie, że wszędzie by się doszukiwała jakiegoś drugiego dna. 

 - Tato... - patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Nigdy nie widziała ojca w takim stanie. Tata był przecież silnym facetem! Energicznym, głośnym i radosnym! Takim, który zawsze straszył dzieciaki na Halloween, cudownie gotował (najlepsze steki na świecie!), parodiował królową Elżbietę i sabotował kącik Znamienitych Gości w pubie. A ten tutaj... Ten tutaj był cieniem samego siebie.

 - Tato... - powtórzyła ciszej. Nie chciał się zgodzić, żeby chodziła na aikido. Dopiero mama go przekonała, że to świetny pomysł. A i tak przez pierwsze trzy tygodnie był święcie przekonany, że ją zamordują na treningu, więc robił jej obciach przy kolegach. A jak Cam wyprowadzała się z domu rodzinnego to dał jej w prezencie koc ze swoim zdjęciem. Takim, na którym miał wyjątkowo głupią minę. Cam do tej pory ma ten koc. Zawsze go daje jej albo Williamowi, gdy u niej nocują.

 - Tatusiu! - przylgnęła do niego. Nie bacząc na kajdanki i inne nieprzyjemne okoliczności - Tatusiu! - postarała się nawet o uśmiech, choć to wcale nie było łatwe, gdy łzy cisnęły się do oczu. Dłonią przygładziła mu sterczące kosmyki włosów - Popatrz na mnie - poprosiła - Popatrz na nas. Przecież wiesz, że cię nie zostawimy. Zawsze mówiłeś, że gramy w tej samej drużynie - przypomniała - Co się stało, tato? Stonewitz powiedział nam, że się przyznałeś. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tatko_zpslmakw9fj.jpg

 

Andrew Snowden

 

- Ta-ak. Tak - ojciec popatrzył na Dianę znów tym obłędnym wzrokiem jakby wcale jej nie widział, a potem popatrzył prosto przed siebie na jakiś niewidzialny punkt na ścianie i zaczął mówić mechanicznym głosem - W przeciągu ostatnich dziesięciu lat wyprowadziłem z funduszy dwa miliony sto pięćdziesiąt trzy tysiące dolarów, przelałem je na konta w Curaçao i planowałem ucieczkę w najbliższym czasie.

Dreszcz przeszył całe jego ciało, popatrzył na swe dłonie i kontynuował już normalniejszym tonem.

- Roxxon pokryje straty inwestorów z własnej kieszeni. Mają też powstrzymać media, więc nikt was nie powinien niepokoić. Najlepiej będzie jak o mnie po prostu zapomnicie. Rozwód dam ci najszybciej jak to możliwe - zakończył już całkiem cicho.

Mama wstała, wyprostowała się i zacisnęła wargi. Diana znała tą minę i z reguły zwiastowała ona kłopoty, przy których tornado było ledwie zefirkiem.

- O nie, mowy nie ma - powiedziała twardo - Tak łatwo się nie wywiniesz Andrew Snowdenie! Natychmiast mów co tu się dzieje!

- Po-powiedzialem. To wszystko prawda, przykro mi. Idźcie już błagam. - odetchnął jakby powstrzymywał szloch - I przeproście ode mnie Willa i Camillę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

 - Tato. Dobrze wiesz, że to się kupy nie trzyma - zauważyła Diana, siląc się na rzeczowy ton - Daj spokój. Stonewitz powiedział, że jeśli podpiszesz ugodę to możesz liczyć na osiemdziesiąt lat w więzieniu. Osiemdziesiąt lat! - podkreśliła - Tato... Ja wiem, że jesteś gotów to zrobić. Ale zastanów się. Jeśli teraz to po prostu podpiszesz. Tak szybko. Natychmiast. A oni się wypną? Dlaczego mieliby płacić za coś, co niby zrobiłeś? Przecież ich naraziłeś. Nie macie z mamą rozdzielczości majątkowej. Komornik nam zabierze wszystko. I będzie miał do tego prawo. Nie podpisuj tego. Wyciągniemy cię z tego. Prawda mamo? - spojrzała błagalnie na matkę - Przynajmniej zagraj na czas. 

Oczywistym było, że ojciec jest zastraszony. To wszystko było zbyt grubymi nićmi szyte. Żadna korporacja nie jest dobrą wróżką. Skoro do ojca żadnej inny argument nie trafiał, może finansowy trafi?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tatko_zpslmakw9fj.jpg

 

Andrew Snowden

 

- Słuchaj córki, mądrze mówi! - mama się bojowo podparła pod boki, ale broda jej podejrzanie drżała.

Andrew Snowden zaś cicho jęknął gdy wspomniała o osiemdziesięciu latach.

- To i tak niewielka cena, niewielka - oddychał ciężko - Idźcie już proszę - Uniósł na nie zrozpaczone spojrzenie - Nie utrudniajcie tego jeszcze bardziej. Proszę...

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

 - Nie podpisuj tego - powiedziała z naciskiem. Otarła oczy - Dobrze. Pójdziemy - zgodziła się. Jak tata nie chciał współpracować, to trzeba było zacząć działać inaczej - Pójdziemy, mamo - powtórzyła z naciskiem. Pocałowała ojca w policzek - Ale nie zostawimy cię, tato. Wybij to sobie z głowy - przytuliła go mocniej - Chodź, mamo - spojrzała na mamę. Objęła ją czule i troskliwie ramieniem - Chodź - szepnęła łagodnie - Tatuś musi odpocząć. 

Rzuciła ojcu ostatnie, długie spojrzenie i wyszła. 

 - Mamo, posłuchaj... - zaczęła już na zewnątrz - Posłuchaj, proszę - objęła ją mocniej - Poszukamy innego prawnika. A teraz... - zagryzła wargi - Mamo, musimy zyskać na czasie. Przecież jeśli on to podpisze to wyrok będzie błyskawiczny. Ale... Nawet jeśli ojciec to podpisze... Podpis ojca na ugodzie będzie nieważny, jeśli go oskarżymy o depresję i o to, że nie odpowiada sam za siebie. Nie wiem czy możemy go ubezwłasnowolnić. Ale... Badania potrwają. To nam da trochę czasu. Rozumiesz? Zgadzasz się? Spróbujemy?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

mama_zpsakrvyaa9.jpg

 

Victoria Snowden

 

- To jakiś koszmar, ja się muszę obudzić - mama zamknęła oczy i przyłożyła palce do nasady nosa. Po chwili jednak westchnęła i popatrzyła na Di - Zaraz zadzwonię do Rogera, póki nie znajdę nikogo innego, niech chociaż on działa i puści machinę w ruch. Ale co tu u diabła się dzieje?! Co oni mu zrobili?!

Pytania z pewnością były retoryczne, bo Victoria znów westchnęła.

- Masz przy sobie telefon? Mój zabrali.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

 - Jasne - podała mamie telefon - Pogadaj z nim. Ja pogadam ze Stonewitzem - gestem głowy wskazała agenta - Jemu najwyraźniej też ta sprawa śmierdzi. Warto to chociaż spróbować wykorzystać. Nie poddawaj się mamo. Musimy to jakoś przetrwać. Dla taty - uśmiechnęła się blado - zapytaj Rogera czy nie zna kogoś - podsunęła - Prawnicy się raczej znają, nie? 

Odetchnęła głęboko i podeszła szybkim krokiem do automatu z kawą, przy którym stał agent.

 - Możemy porozmawiać?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

latest?cb=20071017194916

 

George Stonewitz

 

Agent podniósł zmęczone oczy na Di. Faktycznie nie wyglądał na kogoś komu w cudowny sposób rozwiązała się trudna sprawa.

- Możemy - skinął głową biorąc łyk kawy - Masz jakieś informacje na temat działalności ojca? Znasz ludzi, z którymi współpracował? Mówił kiedyś coś o pracy?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

 - Jak w normalnej rodzinie - westchnęła - Nie opowiadał ze szczegółami co on tam robi, bo uważał, że praca księgowego jest nudna. No, ale jednak mówił o pracy. Nawet pomógł mi się dostać tam na staż. Jednych lubił, innych nie - wzruszyła nerwowo ramionami - Ale wie pan co? Cholernie się cieszył, że poszłam na ten staż. Bo... No, wie pan. Siostra pracuje w galerii sztuki. Brat jest tym najmądrzejszym w rodzinie i marzy mu się MIT i NASA. Co najmniej. A tutaj widział szanse, że ktoś pójdzie po jego śladach - zamilkła na chwilę, bo głos jej zadrżał - A teraz opowiada te wszystkie bzdury i patrzy się w przestrzeń pustym wzrokiem. Jakby na nas w ogóle nie zwracał uwagi. Jak nie mój tata. Ja wiem, że moje zdanie nie znaczy za wiele, bo jestem jego córką i chcę wierzyć w jego niewinność. Chcę go bronić. Ale... No naraził Roxxon na takie straty i duży cios wizerunkowy. Więc Roxxon przysyła mu prawnika, namawia do ugody oraz obiecuje zająć się mediami, żeby nas nie nękali dziennikarze i pokryć wszystkie straty tak, że nas za to nie zlicytują do ostatniego centa? - prychnęła gniewnie - To nie ma sensu! Nie pozwolimy mu podpisać tej ugody. Chcemy, by został skierowany na badania psychiatryczne. Mama teraz rozmawia ze znajomym prawnikiem. Jest stary jak Stany Zjednoczone, ale... Ale to zawsze coś, zanim nie znajdziemy innego.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

latest?cb=20071017194916

 

George Stonewitz

 

Stonewitz słuchał jej dość uprzejmie, ale widać było, że wzruszająca historia o stażu niezbyt go interesowała.

- Jeśli sprawa trafi do mediów Roxxon straci najwięcej. Dlatego chcą uniknąć procesu, dlatego spłacają osoby, które potraciły majątek i dlatego starają się wywrzeć presje na prasę i telewizję. Dla nich te miliony to tyle co nic, ot obetną dywidendy wspólnikom o dwa procent   - agent wziął łyk kawy i zastanowił się - Albo raczej obniżą pensje robotnikom o dolara na całym świecie. Tak, tak to zrobią prędzej.

Znów pociągnął z kubka.

- Co za lura, ehh. Możecie próbować przeciągać w ten sposób sprawę, ale sędziowie tego nie lubią. Zwłaszcza w tak klarownych przypadkach, więc lepiej pośpieszcie się z tym prawnikiem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F2bvgJl.jpg

Diana Snowden

 

 - Gdyby sprawa była klarowna, nie doradzałby mi pan pośpiechu w poszukiwaniu prawnika, tylko spróbował zniechęcić do działania, żeby panu statystyk nie rozwalać - zauważyła Diana - Można się z panem jakoś skontaktować? - zerknęła na matkę, chcąc ocenić jak jej idzie rozmowa - I... Mogę o coś zapytać? Jak to wszystko się stało? Znaczy no... Że do domu ojca wpadło FBI i media w jednym czasie. Skąd wiadomość?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz