Sheila

Sześć - Ostrza Laer (Lriot&Sheila)

51 postów w tym temacie

Napisano (edytowane)

There's no coming back from This

Dwadzieścia Osiem - Trzy było piękne. 

Planeta widziana z mostka Dumy Imperatora lśniła niczym lazurowy klejnot.

Dla Asteo i Titusa, zachwyt nad Laeran mąciły wspomnienia śmierci towarzyszy broni i hańby jaka spadła na ich legion, po misji na powierzchni wodnego świata, ale dla stojącego obok nich Dantego widok zapierał dech w piersiach.

- Okrętmistrzyni! - Odezwał się mistrz steru - Orbita stabilna ha minus dziesięć, dziewięć, osiem...

- Okrętmistrzyni! - Powiedział jednocześnie mistrz voxu. -Nadchodząca wiadomość. Aktualizacja statusu z placówki Mechanicum na powierzchni planety.

Siedząca na tronie dowodzenia Komandor Eveline Taurus, przekrzywiła głowę, zerkając na, stojącego za tronem, w towarzystwie domniemanej świętej  i pariasa, przybranego ojca, po czym szybko wbiła wzrok w hololit przed sobą. Nad projekcją planety zauważyła rozbawione spojrzenie prymarchy i pokryła uroczym rumieńcem. Odchrząknęła. - Tak trzymać Rager - Zwróciła się do mistrza Steru - Proszę łączyć Panie Dae.

Z głośników, zamiast znanego im głosu zarządzającego placówką magosa Maridy Hepatry, rozległ się przerażający, rozrywający bębenki w uszach wizg.

Eveline uniosła dłonie do uszu i poczuła wilgoć.

Krew na palcach.

- Sol! Wyłącz to Dae! - Krzyknęła, nie słysząc własnego głosu.

W tym momencie okręt gwałtownie zmienił wektor podejścia i gwałtownie przyspieszył.

- Rager wyrównuj! Co na Tron!? - Eveline z trudem przytrzymała się poręczy tronu dowodzenia. Zamierzała się zerwać, żeby osobiście wyłączyć głośniki, kiedy okręt zaczął pikować w stronę powierzchni.

Nawet Sanguinius miał problem z utrzymaniem równowagi.

- Ona czeka! - Rozległ się głos płynący z wielu gardeł. Wszyscy oficerzy żołnierze na mostku, którzy ani nie byli Astartes, ani nie stali w bezpośredniej bliskości pariasa, obrócili się niczym marionetki kuglarza. - Ona czeka! - Powiedzieli w idealnej harmonii tuzinami głosów.

- Przyprowadźcie mi mojego pięknego feniksa. - Powiedział słodki głos, który stłumił nagle jazgot voxu. Geminiusowi i Caido włosy stanęły na karku. Znali ten pociągający głos z mostka okrętu, na którym teraz byli. Mimo upływających tygodni nie zapomnieli. To była ta sama istota, która zniewoliła admirała Xiu. Która dowodziła Konglomeratem. A teraz słyszeli jej głos dobiegający z transmisji z Laeran!

Zniewoleni dźwiękami przekazu oficerowie zaczęli wspinać się po stanowiskach i servitorach, próbując dostać się do nich, wbrew sile ciążenia, która wbijała ich w stanowiska.

Za pancernymi oknami mostka wybuchły płomienie, a Duma Imperatora zagłębiła się, niczym płonąca kometa, w atmosferę.

 

 

W tym momencie, jak zawsze, zapraszamy waszą trójkę do Strategium. Jednakże nasz post w Strategium pojawi się dopiero po tym jak spostujemy otwarcie części z Baal, więc musicie uzbroić się przez chwilę w cierpliwość.

 

Dodamy też w wolnej chwili opis "świętej" i pariasa w wątku z NPCami bo na to zasłużyli.

Edytowane przez Sheila

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

 

Asteo.jpg

 Asteo Majortis                                                                                       

Asteo zastanawiał się od samego początku co zostaną na Laeranie, ale to co się stało przerosło jego najczarniejsze wyobrażenia. Planeta swym wyglądem onieśmielała, przyciągała oko niczym najlepszy obraz, ale to piękno było niczym innym jak tylko ułudą, zasłoną skrywająca straszny brud, zepsucie na, którym ciąży jakiegoś rodzaju fatum. Obawy kapitana co do losu ekspedycji Mechanikum potwierdziły się gdy rozległ się ten jazgot. Okręt przechylił się gwałtownie i przyśpieszył, Asteo o mało by nie upadł jednak udało mu się dzięki wyćwiczonemu ciału i instynktom utrzymać jakoś równowagę.

- Wyłączyć to! Trzeba to wyłączyć! - Wrzasnął, ale jego głos zniknął wśród przeraźliwego hałasu.

Przed nim zaczęła się rozgrywać scena jak z koszmaru szaleńca, nie wiedział jak zareagować, pierwszy raz od niepamiętnego czasu doznał czegoś podobnego do szoku. Kto czy co mogło takie coś zrobić? To przeczyło zdrowemu rozsądkowi, zaś ten dziwaczny głos podziałał niczym chluśnięcie zimnej wody, Asteo się nie bał, ale wzmianka o jego ojcu wywołała zarówno niepokój i ulgę, że cokolwiek ta istota planowała nie będzie miało żadnego sensu gdyż Fulgrima tutaj nie było. Statek spadał, jeśli nic się nie zmieni to katastrofa i rozbicie było pewnością. Oficerowie, członkowie przeczyli prawom kosmosu i za wszelką cenę próbowali dorwać się do stanowiska dowodzenia, Dziecię Imperatora nie czuło mimo tego wszystkiego strachu, począł wzbierać w nim tylko gniew. Ci ludzie walczyli za Imperium tak samo jak on, także składali przysięgi, a teraz zostali zredukowani do kukiełek. Asteo z ciężkim sercem położył dłoń na rękojeści miecza, gotowy by bronić swych towarzyszy, taki był jego obowiązek. W tym momencie Astartes wpatrując się w inferno przed nim złożył cichą przysięgę czując w głębi siebie pewnego rodzaju ból, ale i sprawiedliwą złość.

- Sprawca waszego losu spotka swój koniec z mojej ręki, Imperium zapomni, ale ja będę pamiętać, o wszystkim. Niech ten świat będzie tysiąckroć przeklęty! - Powiedział w myślach i mimo, że nie wydał żadnego dźwięku to krzyczał w duszy. Złapał się najbliższej instalacji i przez chwilę zastanawiał się czy los pozwoli mu wypełnić jego zamiar, wszakże wielce byłby sfrustrowany wiedząc, że zaraz zginie w katastrofie, całkowicie bezsilny.

Edytowane przez Rhaegrim

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ksO67eL.png

Dante Caido

 

Dante, jak przystało na Gwardzistę nie będącego aktualnie na misji, pełnił służbę przy Sanguiniusie.

Gdy wszystko się zaczęło, nie musiał wydawać żadnych rozkazów. Gwardia sama otoczyła Anioła, wznosząc tarcze w obronnym geście. Wokół Prymarchy w ciągu sekund utworzyłsię okręg zakutych w Terminatory Astrates z podniesionymi tarczami, wypatrującymi każdego rodzaju niebezpieczeństwa. Dokładnie tak, jak ich przygotowywał. W końcu wiedzieli już, że nawet bez dostępu do teleportów pokładowych można przenosić się przez osnowę.

Choć był zadowolony ze szkolenia Gwardii Krwi, nie był zadowolony ze swojego. Postawienie pełnoprawnego Aegis potrwało znacznie dłużej niż by tego chciał, krzyk psionicznej istoty skutecznie szaprał mu myśli i mącił koncentrację. A gdy już miał z zadowoleniem zwolnić blokady, cała rzeczywistość zaczęła się chwiać.

- Tarcze w dół! - krzyknął, już żałując podłogi na mostku. Z głuchym uderzeniem wbił tarczę w posadzkę, tworząc ochronną ścianę wokół Sanguiniusa. Tarcze co prawda nie zakryły go całkowicie, ale były wielkości dorosłego człowieka - pancerz Terminatora dawał jednak pewne zalety.

Zaparł się z całych sił, dbając, by Anioł mógł oprzeć się o każdego z nich. Runęli.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MF0sCNK.jpg

Titus Taurus Geminus 

 

Powrót na Lear. Miejsce hańby ich legionu miało być szansą na odkupienie. Miało pokazać, że Dzieci Imperatora podniosą się po każdym ciosie. Titus obawiał się tego momentu. Wiele krwi i łez zostało przelanych na tej planecie, ale błędy należało naprawiać. Plamę na honorze trzeba było zmazać. Gdy decydowali się na wyruszenie spędził godziny na dobieraniu odpowiednich oddziałów. Wiedział, że również dla jego braci i towarzyszącej im flocie nie będzie to łatwy powrót i chciał zadbać o to, aby był możliwe jak najlżejszy. A nagle okazało się, że wszystko to mogło pójść na marne, gdyż rozbiją się o powierzchnię planety. Ale Geminusowie nie byli osobami, które poddają się bez walki, nawet gdy ta walka miała być beznadziejna, nawet jeżeli miała się skończyć śmiercią, stawali do boju. A tym razem miał mierzyć się ze samą śmiercią. Znał ją zbyt dobrze, aby zblednąć. Zaśmiał się krótko, jako nerwową reakcję na to co zamierzał zrobić. A potem pochylił się i pomógł swojej córce zabezpieczyć się przed upadkiem na tronie dowodzenia. 

 

-Zrobię co w mojej mocy Okrętmistrzyni - powiedział do niej poważnym głosem, uśmiechając się jednak. Dowodząca Dumą wydała rozkaz i ktoś musiał go wypełnić. Jednak on też miał swoje zadania 

-Chronić Tron Dowodzenia! - rzucił do swoich ludzi rozstawiających się wokół -Postarajcie się nie zabijać naszych oficerów. Nie dopuście ich jednak tutaj. - wolał nie mieć na sumieniu kolejnych ich ludzi, miał nadzieję, że uda się złamać tą kontrolę obcych. A rozkaz obrony dowództwa, no cóż załatwiał dwie pieczenie przy jednym ogniu, jego córka powinna być bezpieczna, na tyle na ile to możliwe w obecnej sytuacji, a po drugie będą potrzebowali oficerów floty ... oczywiście jeżeli przeżyją, bo to było najważniejsze. 

-Zostańcie tutaj i na Terrę trzymajcie się czegoś - rzucił do Pariasa i "świętej". Sam zaś ruszył w przeciwnym kierunku do napływu ubezwłasnowolnionych oficerów. Wyciągnął nóż, bo w tym momencie potrzebował swobody poruszania rękami. Najpierw wyłączyć transmisję, jeżeli nie możliwe to uszkodzi Vox, a następnie spróbować dostać się do celu. Jeżeli była choć część szans ocalenia okrętu musiał spróbować. To był jego dom. Byli tu jego bracia, których sam tu przyprowadził. To on był odpowiedzialny za to, że byli tutaj i nie mógł pozwolić, aby zginęli w ten sposób. Mógł choć spróbować wyrównać lot. Idąc do przodu popatrzył na miejsce skąd dobiegał głos istoty 

-Spotkamy się jeszcze dzisiaj. Feniks nie jest dla ciebie. A gdy wygramy nie pozostanie po tobie ani imię, ani żadne wspomnienie - 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Twisted Jukebox - Rising Phoenix

 

-  Wyrównać lot, pod tym kątem Duma się rozpadnie. - Krzyknęła, nadal się nie słysząc i nie kierując rozkazu do nikogo szczególnego, Evaliene. Nie spodziewała się, by ktokolwiek z Astartes poza, miejmy nadzieję, jej przybranym ojcem, wypełnił jej polecenia. Sięgnęła po pistolet termiczny i zaczęła rozwalać głośniki, z których wydobył się wizg.

- Ay Komandorze.- Odkrzyknął Prymarcha, po czym wybił się z miejsca i przeskakując stworzoną przez tarcze Gwardii zasłonę, skoczył w kierunku porzuconego przez oszalałego pilota stanowiska. Prosto pomiędzy przejętą przez wroga załogę. Dante, którego kiedyś, jak z resztą wszystkich jego braci, wkurzał Azkaellon z jego obsesją na punkcie zamknięcia  Prymarchy z dala od niebezpieczeństw, właśnie po raz kolejny zrozumiał jak bardzo niewdzięczną rolę ma dowódca Gwardii Krwi.

Anioł roztrącił kilku najbliższych sobie ludzi, którzy próbowali nieudolnie go powstrzymać i zaczął obsługiwać panel kontrolny kierujący silnikami manewrowymi okrętu.

Nieopodal, pomiędzy stanowiskami, broniąc dostępu do tronu dowodzenia stał Titus, który, podobnie jak i reszta miał po chwili pełne ręce roboty.

Okręt trzeszcząc i nadwyrężając swoją konstrukcję, zdołał jakimś cudem zmienić kąt wchodzenia w atmosferę planety.

 

* * *

 

Okręt runął do oceanu.

Jego pancerny dziób wbił się, niczym adamantytowo-złoty nóż, w atol oznaczony jako Laeran.01.G43.Strefa-Centralna.

Jakim cudem Duma Imperatora to przetrwała, nie sposób było stwierdzić, ale flagowy okręt III Legionu, pomimo wielu dziur w poszyciu, nieszczelnych pokładów i uszkodzeń, był nadal sprawny.

- Imperator strzeże. - Wyszeptała Alethea, nim umarła, własnym ciałem zasłoniwszy towarzyszącego im pariasa przed spadającym kawałkiem sufitu.

Był to pierwszy raz, kiedy spotkała ją śmierć na Laer.

I nie miał być ostatni.

Szok jednak wywołała gdy po kilku minutach podniosła się jakby nigdy nic.

Po jej ranach nie było śladu.

Nikt tego nie skomentował tego na głos.

Czyżby Imperator na prawdę strzegł?

 

* * *

 

Generatory powierzchniowych tarcz próżniowych ożyły i nad wyspą roztoczyła się szczelna kopuła zdolna wytrzymać bombardowanie orbitalne. Ostatnie meldunki, które do nich dotarły, mówiły o dwóch okrętach Maechanicum, które otworzyły ogień, oraz coś o flocie - flocie, którą Kowal Wojny z Żelaznych Wojowników zidentyfikował jako Konglomerat - wyłaniającej się z giganta gazowego na obrzeżach układu.

A potem zostali całkowicie odcięci na powierzchni planety.

Przez pancerne szyby mostka widzieli, zajmujące pozycje obronne, armie cyber-robotów i widoczne w oddali, niestety położone pod kątem, który uniemożliwiał ostrzelanie ich z, wciąż sprawnych, dział pokładowych, wieże generatorów tarczy, która ich więziła.

- To - Sanguinius wskazał palcem wieże - nasz pierwszy cel. Oczyścić przedpole!

Wieżyczki, normalnie zarezerwowane do walki ze szwadronami wrogich bombowców i jednostek szturmowych, obróciły się i zasypały śmiercionośnym ogniem gromadzącą się armię.

- Zabezpieczyć okręt. Rozpocząć konieczne naprawy. A wy - spojrzał na towarzyszących mu kapitanów - zbierzcie swoich ludzi. Ruszamy!

 

* * *

 

Wokół panowało piekło.

Powietrze na przemian przecinały bolty Astartes, wyładowania broni galvanicznej Skitarii oraz okazjonalne kule plazmy.

Wszystkiemu towarzyszyły eksplozje, huk niszczonych fortyfikacji i wyładowania dział laserowych.

Na paśmie voxu zarezerwowanym dla III kompanii Dzieci Imperatora dało się usłyszeć przekleństwo Ulloriaq. Ich początkowa szarża zatrzymała się mniej więcej w połowie podejścia do ufortyfikowanych stanowisk obronnych, które skrywały stanowiska ogniowe przeciwnika. Asteo wyjrzał zza dymiącego wraku czołgu wzór Preadator Anihilator, który osłaniał podejście z lewej flanki. Na vizorze hełmu systemy celownicze pancerza podświetlały okopane wrogie jednostki cyber-żołnierzy Mechanicum. Za nimi sterczały, niczym wzgórza stalowych śmieci na Chemos, trzy bunkry zasypujące ogniem pozycje Pierwszego Kapitana Titusa. Trójka, mając za przynętę Pierwszą Kompanię na prawej i wsparcie żołnierzy z Archite Palatines - regimentu pod dowództwem Komandora Fayle - w centrum, miała przedrzeć się lewą flanką i wyeliminować bunkry.

Niestety coś poszło bardzo nie tak.

 

- Ostrzał! - Krzyknął Dregniv. Ci co dali radę wcisnęli się jeszcze głębiej za pancerz Predatora, reszta padła na ziemię pomiędzy strzaskanymi kamiennymi pokrywami jakimi wyłożono, niegdyś piękny plac.

To właśnie był najbardziej palący problem Drużyny Unguis.

Przeklęci snajperzy. Przykuli ich na niemal otwartym terenie, kiedy Unguis, korzystając z okazji do szybkiego przeważenia szali zwycięstwa na stronę Astartes, wysforowała się naprzód zostawiając resztę kompanii z tyłu.

Snajperów zauważyli dopiero w chwili, kiedy ci zaczęli strącać ich z nieba.

Zauważyli...

Majoris odważył się na ponowne zerknięcie na pole bitwy, lecz znów nic nie dostrzegł.

Gdziekolwiek byli korzystali z broni galvanicznej, której napędzane polem magnetycznym pociski, nie dość, że nie wydawały praktycznie żadnego dźwięku to jeszcze nie były rejestrowane przez systemy ostrzegawcze pancerzy wspomaganych.

Byli gdzieś tam. Skryci i czekali na ich ruch.

W sumie nie było to coś z czym nie można było sobie poradzić gdy nie...

 

Nad polem walki przeleciały trzy myśliwce klasy Avenger związane w śmiertelnym tańcu z dwoma desantowcami Dzieci Imperatora typu Thunderhawk.

Kiedy zaczynali mieli trójkę desantowców, a po dymiących silnikach jednego z nich można było się spodziewać, że w przeciągu kilku minut zostanie jeden, a potem…

Potem niebo będzie należało do wroga.

 

W centrum, na głównym podejściu zajmowanym przez Archite Palatines, panował chaos. Eter wypełniały sprzeczne rozkazy a żołnierze strzelali do żołnierzy. To właśnie Archite Palatines jako pierwsi odkryli nową soniczną broń, która była w rękach lokalnego Mechanicum. Bardzo skuteczna, jedno trafienie, gdziekolwiek, powalało każdego. Ale nie to było najgorsze. Najgorsze odkryto kilka minut później kiedy linia frontu przesunęła się za pierwsze linie poległych i w środku regimentu, pozornie zabici żołnierze wstali i podnieśli broń. Swoją lub soniczną - swoich pokonanych przeciwników.

Tylko teraz byli po stronie wroga i otworzyli ogień do swoich.

Tracili coraz więcej ludzi, którzy, padając ofiarą wyładowań sonicznych, dołączali się do wroga. Lada chwila czekało ich załamanie się centrum i zastąpienie go armią opanowanych żołnierzy, którzy zaatakują obie flanki.

 

Titus wskoczył do prowizorycznego okopu, który wyrwali z rąk Mechanicum. Zapłacili za co krwią wielu wojowników, ale dotarli do tej, chwilowo względnie bezpiecznej lokalizacji.

Dalej było pole śmierci. Otwarty teren pod górę, dwie linie okopów - obsadzone piechotą, linia ufortyfikowanych bunkrów z ciężkim sprzętem, a za nimi ich cel. Wielkie wrota prowadzące do transformatorów zasilających generatory tarcz próżniowych.

Hiram pochylił się i wygrzebał spod pancernego buta garść pokruszonych korali i sproszkowanego kamienia. Wsypał zawartość do niewielkiej skórzanej sakwy, z którą się nigdy nie rozstawał.

Zasypała ich kolejna kanonada z bunkrów. Titus chciałby móc narzekać na opóźnienia Trójki, ale z ostatnich meldunków wynikało, że utknęli pod ostrzałem snajperów. To byłby idealny moment by mieć u boku Caido i jego terminatorów. Niestety oni mieli inne zadanie.

Przeklęte bunkry, przeklętego Mechanicum ,uzbrojonego w przeklętą broń Konglomeratu.

Ktoś poklepał go po naramienniku. Odwrócił głowę i spojrzała na  wskazującą coś za jego plecami Furius.

Na piątej było coś, co mogło zadecydować o ich sukcesie przy czekającym ich podejściu.

Pomiędzy walczącymi ze sobą żołnierzami armii Imperium stał zasypywany z prawie każdej strony ostrzałem i unieruchomiony pomiędzy prawie niemożliwymi do zidentyfikowania  sojusznikami i wrogami, utknął - z wielką dziurą w kokpicie, która sugerowała śmierć załogi, ciężki czołg klasy Land Rider wzór Ares. Nosił barwy Archite Palatines, ale zdobiły go także symbole Trzeciego Legionu. Titus kojarzył tą maszynę. Miażdżyciel Kości, jak był pieszczotliwie nazywany przez żołnierzy regimentu, służył u boku Archite Palatines jako symbol przyjaźni pomiędzy ich regimentem i Dziećmi Imperatora. Kierowali nim Astartes co oznaczało, że miał znane Titusowi i jego ludziom oprzyrządowanie, ale co najważniejsze, miał z przodu zamontowane działo Demolisher służące do niszczenia fortyfikacji.

Dzieliły ich od niego tylko kilkunastosekundowy bieg z wystawieniem się na ostrzał zcyborgizowanych Skitarii i ewentualne ataki przekonwertowanych żołnierzy.

Oczywiście pozostawała jeszcze kwestia tego czy Miażdżyciel Kości był, czego nie dało się z ich pozycji ocenić, na tyle sprawny by się poruszać - działo Demolisher miało bardzo krótki zasięg.

 

Zuriel była zirytowana.

Dante doszedł do tego wniosku widząc jak, zupełnie bez sensu i z zacięciem godnym lepszej sprawy, z premedytacją miażdżyła wystający kawałek kryształowej rafy koralowej, który miał to nieszczęście, że stanął jej na drodze.

Nie by trochę jej nie rozumiał. Co chwila odbierali na kanałach vox meldunki opisujące sytuację na górze i sprawy nie wyglądały najlepiej. W zasadzie to szturmowy oddział terminatorów byłby jak znalazł przy tym co się tam działo.

Przed nimi, w niemal czarnej toni wody przecinanej smugami lamp ich pancerzy majaczyła wysoka postać w karmazynowej zbroi. Sangiunius.

Mieli walczyć u boku Anioła!

Prymarcha spieszył się. Każdy jego krok zostawiał głębokie dziury w podłożu, a oni mimo, a być może właśnie dlatego, że byli niemal chodzącymi czołgami, mieli problem z nadążaniem za nim.

Pierwotny plan zakładał, że Gwardia Krwi z prymarchą na czele wyjdzie z oceanu i zaatakuje od północnej strony tworząc wraz z grupą uderzeniową III Kompanii Fide kleszcze, które zmiotą bunkry i odetną siły wroga. Lecz na polu bitwy nie wszystko przebiegało tak jak powinno.

- Dante. - Usłyszeli na prywatnym kanale Gwardii głos Sanguiniusa. - Ja realizuję pierwotny plan. Weź swoją drużynę i przeskoczcie tam gdzie jesteście najbardziej potrzebni.

 

 

Panowie, witajcie w bitwie.

Używamy następującego podziału:
- trzy tereny działań: lewa flanka (III Kompania), Centrum (żołnierze imperium ci dobrzy i ci skonwertowani), prawa flanka (I Kompania)
- na każdym terenie korzystamy ze standardowych zasięgów: Walka wręcz, bliski, daleki, ekstremalny, przy czym zawsze liczymy od położenia Kapitana pod kontrolą gracza (jak coś będzie za jego plecami to liczymy jako -Bliski , -Daleki i -Ekstremalny, jeśli zajdzie taka potrzeba oczywiście)
- uwagi odnośnie “Fortyfikacja+X” są bardziej dla nas niż dla was, oznaczają one jak o ile trudniej jest przeciwnika trafić bo się ukrywa (jakby był pod wpływem manewru osłona wobec was) Poziomy fortyfikacji testujemy więc nie przywiązujcie się do nich jakby każdy odpowiednik opisowo w przyszłości miał mieć takie same wartości mechaniczne.
Poniższe rejony walk są opisane z punktu widzenia waszych drużyn. W rzeczywistości są one dużo szersze i mają więcej wrogów, ale koncentrujemy się tylko na tym co bezpośrednio wam zagraża, a nie waszej całej kompanii i kilkuset Astartes, którymi dowodzicie.

 

Runda I:
Lewa flanka:
Walka wręcz: Asteo z drużyną dowodzenia są przed resztą kompanii (kompania jest na “-Daleki”)
Bliski: oddział piechoty Skitarii z karabinami łukowymi, osłonięci okopami (Fortyfikacja+1)
Daleki: oddział Skitari jak wyżej.
Ekstremalny: bunkier (Fortyfikacja +2), Skitarii z bronią ciężką
Specjalne: na którymś z zasięgów ukrywa się oddział snajperów (nie jest stacjonarny i co turę zmienia pozycję), by ich wykryć inaczej niż wchodząc w zasięg z nimi i się na nich napatoczyć trzeba użyć zestawu sensorów i wykonać rzut, nie napiszemy jaki ponieważ nikt z was zestawu nie wziął! więc nie możecie tego zrobić…

Centrum:
Walka wręcz: sprzęt ciężki powoli zmierzający w stronę fortyfikacji (utkną z powodu chaosu pomiędzy żołnierzami), żołnierze
Bliski: oddział piechoty Skitarii z karabinami łukowymi, osłonięci okopami (Fortyfikacja+1), oddział robotów bojowych Castellan uzbrojony w broń soniczną
Daleki: dwa oddziały Skitarii w okopach
Ekstremalny: bunkier (Fortyfikacja +2), Skitarii z bronią ciężką
Specjalne: większośc “zabijanych” żoniłerzy Archite Palatines wstaje i w nastepnej turze walczy po stronie wroga

Prawa flanka:
-Bliski: walczący żołnierze, uszkodzony Land Rider Ares
Walka wręcz: Titus z drużyną w Fortyfikacjach+1
Bliski: 2 oddziały piechoty Skitarii z karabinami łukowymi, osłonięci okopami (Fortyfikacja+1)
Daleki: bunkier (Fortyfikacja +2), Skitarii z bronią ciężką
Specjalne: to podejście jest najbardziej narażone na ostrzał lotniczy, w każdej turze jest szansa, że w trakcie walk w powietrzu ten teren zostanie ostrzelany

Specjalne dla całego pola bitwy: strona, która zdobędzie dominację w powietrzu daje +1 kość swojej stronie do każdej bojowej akcji [bo ostrzeliwuje pozycje przeciwnika]

Dante Caido: możesz skorzystać z teleportera i przenieść swój oddział w dowolne miejsce na polu bitwy z tych opisanych powyżej. Sugerujemy zrobić to przy współpracy z współgraczami aby zmaksymalizować efekt wkroczenia na pole bitwy. Na chwilę obecną każdy gracz (i siły żołnierzy) ma kłopoty, z którym przydałaby mu się pomoc.

 

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

 

Asteo.jpg

Asteo Majortis

 

Udało się, żyli, los dał Astartes szansę na walkę. Wszystko wydawało się takie abstrakcyjne. Członkowie ekspedycji Mechanicum zdradzili, nie było co do tego żadnych wątpliwości. Kiedyś zdawałoby się to niedorzeczne, ale odkąd jego  bracia i siostry odwrócili się od legionu taka rzecz nie mogła go już zaskoczyć. Ogólnej konfuzji sprzyjała obecność floty konglomeratu na orbicie. Marine zadawał sobie pytanie, co tak właściwie to się wydarzyło? Podejrzewał zgubny wpływ tego miejsca. Jakimś sposobem Laeran wpływał na umysł i go wypaczał jak to miało miejsce z upamiętniaczami. eksperymentalne stymulanty także miały tu swe korzenie.


Asteo słyszał o tej całej świętej, ale ciężko było mu w tą całą świętość. Wiedział o złotym blasku i skrzydłach, to wydawało mu się dosyć abstrakcyjne, ale nieśmiertelność? Nie mógł w to uwierzyć, a jednak widział to na własne oczy, ostatnio działy się same niewytłumaczalne rzeczy. Imperator jako bóg? Według imperialnej prawdy nie było bóstw, a wszystkim rządziła logika. Majortis nie wiedział co o tym myśleć, nie miał nawet czasu na rozważania. Anioł wydał rozkaz, bitwa czekała.


Plan sam w sobie był dobry, jednak jak to na wojnie bywało zdarzały się komplikacje, w przypadku jego kompanii stanowiła ją drużyna snajperów. Przeklęci przyszpilili ich w jednym z najgorszych miejsc możliwych. Tym bardziej kapitanowi nie podobało się wydawałoby się jedyne rozwiązanie. Pozycja strzelców pozostawała nieznana, mogli w spokoju kontynuować ostrzał, a gdy dotrze tu reszta astartes, zdrajcy będą mieć świetną strzelnicę. Na to Asteo nie mógł pozwolić. Wiedział, że zadanie trzeba wykonać nie ma innej opcji. Wziął głęboki oddech i westchnął, ileż to śmierci braci i sióstr przyjdzie mu dzisiaj oglądać. Nie wolno oddawać przeciwnikowi inicjatywy, to najgorsza rzecz, trzeba działać.


- Uwaga Unguis! Obrzucać pierwszą linię okopów granatami, jak tylko rzucimy szturmujemy ich pozycje, biec jak najszybciej, nie zatrzymywać się. Za chwilę zrobi się tu ciasno i będzie po nas. - Powiedział na voxie, sięgając po poprzednio wspomniany mały ładunek wybuchowy i dodał. - Na mój znak. - Policzył do trzech i krzyknął - Teraz!.

 

Spoiler

Deklaruję szarżę, a przed nią rzut granatami, każdy członek drużyny rzuca po jednym.

 

S: Zgodnie z ustaleniem z traktuje jak Ruch+szarża.

 

 

Edytowane przez Rhaegrim

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Gdyby miał czas pewnie zatrzymałby się, aby przemyśleć wszystkie kroki, które doprowadziły ich do tego miejsca. Do okopu pośrodku pola śmierci. Jednakże jako Pierwszy Kapitan nie miał takiego komfortu. Przypomniał sobie starą prawdę mówiącą o tym, iż żaden plan nie przetrwał pierwszego starcia z wrogiem. Tak też było i tym razem i szybko należało zacząć wykorzystywać scenariusze pomocnicze. Zastanawiał się czy Eidolon czuł się podobnie na Rzeźni. Musieli osiągnąć swój cel, ale przy jakich kosztach? Wiedział, że sytuacja nie jest idealna, ale rozbicie się Dumy zmusiło ich do improwizacji. Nie mogli zrobić przygotowania artyleryjskiego przed atakiem, nawet dobrego zwiadu nie mogli przeprowadzić. A Titus przez to czuł ból i ciężar z każdą ofiarą. Potrzebowali otwarcia, potrzebowali ruszyć się stąd, bo ich pozycja tylko z pozoru była komfortowa. Niestety narażała ich na atak z powietrza, a na to nie za wiele mogli poradzić. To co obecnie najbardziej by się im przydało to szczęście. 

 

Pierwszy Kapitan oparł się o ścianę okopu, a jego myśli pędziły z zawrotną prędkością. Podobno był ekspertem od improwizacji, ale tutaj nie było za wiele do zrobienia w tej materii. Jeden z jego żołnierzy cały czas porozumiewał się przez Vox

 

-Ostrze 11 do Orła 7, potrzebujemy wsparcia z powietrza, Utknęliśmy ... - Titus nie pozwolił mu dokończyć sam przełączając  się do rozmowy. Przełączył system, aby móc porozumieć się z jednostkami sojuszniczymi. 

 

-Tutaj Ostrze 1. Pałac niezdobyty. Potrzebujemy otwarcia. Będziemy ruszać do przodu. Ostrze 71 zabezpieczcie tyły. Orzeł 3 zapewnijcie nam czyste niebo.  - Taktycznie nie było tutaj zbyt wiele co mogli zrobić. Szturmy były kosztowne, choć pewnym pocieszeniem było to, że mogli skakać do kolejnych fortyfikacji. Wystarczyłoby, aby tylko jedna drużyna dotarła do ostatniej linii. Przerwać fortyfikację w jednym miejscu, będzie dużym ułatwieniem. A jeżeli dodatkowo da odetchnąć siłom na innych flankach. Cóż będzie to tylko dodatkowy bonus. 

 

-Ignis. Ruszamy dalej, nie możemy tu zostać! Biegiem do następnego okopu. Głowy nisko, musimy oczyścić linię, dla naszych towarzyszy. Pamiętajcie jesteśmy elitą legionu. Uważajcie na siebie i do przodu! - po tych słowach Titus wyjął swój miecz i przyczaił się na skraju okopu. Poszczególni żołnierze zajmowali swoje pozycje. Serce zabiło mocniej. Dawka adrenaliny uderzyła. 

 

-Przygotować się! - krzyknął sierżant -Broń w gotowości! - wydawało się, że mijała cała wieczność, ale w końcu Geminus powiedział -Naprzód - a Sierżant zamienił jego słowa w okrzyk, który poniósł do walki. 

 

-Jaśniej od gwiazd! - krzyknął Titus Taurus wyskakując z ukrycia i biegnąc na przeciwnika 

-Pierwsi z Pierwszych! - zakrzyknęli jego żołnierze dołączając do swojego dowódcy. Pociski wybuchały wokół, ale w końcu wskoczyli w okop. Walka wręcz ... to w czym byli ekspertami, a ich przeciwnicy powinni mieć problemy.  Musieli oczyścić te cholerne okopy. Dać innym szansę na dotarcie dalej!

 

 

Spoiler

Ok więc tak

Titus ruch i szarża, Drużyna tak samo. 

Titus oddział nr 1, Ignis oddział nr 2. 

 

Titus 4 (uzbrojenie) + 4 (walka bronią) +1  miecz + 1 szarża +1 za sztandar

8 - 6 - 10 - 1 - 4 - 6 - 7 - 4 - 6 - 2 - 5

Ignis Mortis

Uzbrojenie 3 + Walka bronią 4 + 1 miecze + 1 szarża +1 za sztandar

9 - 8 - 5 - 3 - 4 - 4 - 8 - 2 - 4 - 4

 

 

 

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ksO67eL.png

Dante Caido

Pilnowanie Anioła, zwłaszcza gdy nie chciał być pilnowany, było prawdziwą klątwą. Czasem starał się z tym walczyć, ale nie zawsze było to możliwe. Miał jednak nadzieję, że w chwilach prawdziwej próby nie zapomni o roli Gwardii.

Nie było sensu spierać się z nim na mostku, teraz tym bardziej, gdy widział nieprzydatność pod wodą. I, co ważniejsze, gdy słyszał meldunki z góry. Skinął tylko Aniołowi głową i cicho, z uśmiechem powiedział na prywatnym kanale:

- Nie rób niczego czego bym nie pochwalił, Aniele!

Przełączył się na kanał Gwardii.

- No dobrze, słyszeliście Anioła. Zuriel, będziesz mogła użyć czegoś większego niż patyk. Flanki jeszcze jakoś się trzymają, ale centrum to piekło. Z resztą, na co komu flanki jak załamie się centralna ofensywa. Naszym celem będzie nie tylko wybicie wroga, ale też minimalizowanie strat wśród naszych żołnierzy - nie potrzeba nam więcej wrogów niż już mamy. Nie sądzę, by ich broń przebijała nasze nowe pancerze - poklepał się po napierśniku - ale i tak bądźcie ostrożni. Planowo teleportujemy się na dalekie linie wroga, w miejsce które najtrudniej byłoby zdobyć naszym ludziom, czyli do bunkrów. Uwagi?

Popatrzył na swoich ludzi, ale wszyscy byli bardziej podnieceni nadchodzącą akcją niż skłonni analizować plany, nawet Zuriel.

- Doskonale. Synchronizujmy koordynaty. Pamiętajcie, by wykorzystać element zaskoczenia. Teleportacja za 5... 4...

 

***

Pojawili się znikąd, i znikąd zaczęli nieść śmierć.

 

 


Kapitan działa osobno
Zarówno Dante jak i Gwardia - teleportacja + zranienie

Zranienie Dante: Uzbrojenie 4 + Broń wręcz 4 + Kielich 1

Rzuciwszy 9k10, Vonen uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 7, kość 2: 7, kość 3: 5, kość 4: 5, kość 5: 4, kość 6: 3, kość 7: 4, kość 8: 4, kość 9: 4. + zapomniana kość za broń :1

test zdany + 2 sukcesy

+ ew dodatki uznaniowe MG

 

Zranienie Gwardia Uzbrojenie 4 + Broń wręcz 4 + Kielich 1

Rzuciwszy 9k10, Vonen uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 4, kość 2: 6, kość 3: 8, kość 4: 2, kość 5: 2, kość 6: 7, kość 7: 2, kość 8: 6, kość 9: 7.+ zapomniana kość za broń :10

test zdany + 6 sukcesów

+ ew dodatki uznaniowe MG

 

Edytowane przez Vonen

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Two Steps from Hell - None Shall Live (Thomas Bergersen)

Obsługa ciężkiej broni w bunkrze AC-Theta-11 usłyszała dźwięk gromu.

Ułamek sekundy potem Gwardia Krwi wteleportowała się do nich niosąc śmierć w rozbłyskach złota i czerwieni. 

Kolejnych kilka sekund potem Dante i jego drużyna rozglądali się po wnętrzu bunkra. 

Imperialna wyrzutnia rakiet i generator plazmy z podłączonymi do nich dziwnymi, pulsującymi energią kryształami. Na tyle znajome by je rozpoznali i na tyle obce by nie mieli pojęcia czy daliby radę je obsługiwać. Jakieś dziwne urządzenie, które pulsowało energią osnowy. 

Głośniki nadające kakofonię dziwnych dźwięków.

Monitory podłączone do kamer zewnętrznych pokazywały jak na podejściu toczą się zażarte walki. Nieopodal eksplodował pocisk wystrzelony z czołgu sił Archite Palatines.

Mieli jeszcze chwilę, a przynajmniej Dante miał taką nadzieję, zanim ktokolwiek się zorientuje, że uciszyli ten bunkier. 

Jak każde stanowisko ogniowe tak i to miało możliwość przestawienia na ogień automatyczny oparty o korzystanie z kodów IHa-2A. Tylko te dziwne, obce, elementy częściach kontroli broni...

Caido zaklął cicho, po raz kolejny przeklinając fakt, że zapomnieli zabrać ze sobą Techmarina.

Nie by sami nie mogli spróbować, ale jego obecność na pewno znacznie ułatwiła by sprawę. A tak nie wiedział nawet czy może bezpiecznie rozwalić to wszystko zanim systemy uzbrojenia zidentyfikują brak załogi i przestawią się na automatyczny ostrzał.

- Dowódco... - Odezwał się Paulus patrząc na monitor, który zaczął wyświetlać ładujące się kody aktywujące.

Mieli tylko chwilę.

 

 

Vonen, Dante ma przed sobą ciekawy wybór. Możecie:

rozwalić wszystko i liczyć na to, że nic nie wybuchnie i nie wylecicie wszyscy w powietrze, albo próbować zhakować systemy bunkra. To będzie rzut na Operowanie Sprzętem + komputery (byłoby +1 za Techmarina):
Test zdany: udaje się wam bezpiecznie wyłączyć uzbrojenie
+1 sukces: udaje się wam przesłać ich linią naziemną to samo polecenie do innych bunkrów (nie mogą strzelać w nadchodzącej rundzie, potem to obejdą)
+2 sukcesy: masz wybór czy chcesz wyłączyć wszystkie bunkry jak w opcji poprzedniej czy wolisz przejąć kontrolę nad uzbrojeniem tego bunkra, wgrać swoje kody i on zacznie automatycznie strzelać do waszych wrogów
+3 sukcesy: jak powyżej, ale z wysłaniem tego samego polecenia do sąsiednich bunkrów (strzelają w waszych przeciwników w nadchodzącej rundzie, potem to obejdą)

 

 

* * *

 

Mieli potem wspominać tą szarżę słowami "więcej szczęścia niż rozumu".

Biegli trzymając się nisko, unikając wzlatywania w powietrze, żeby uniknąć ostrzału snajperów.

Wokół nich przemykały wiązki energii karabinów łukowych. Biegli obserwując jak dymiące lufy zamontowanej na bunkrze broni ciężkiej obracają się w ich kierunku. Systemy ostrzegawcze w ich pancerzach wykryły wiązki laserów, które ich namierzały, a potem działa plunęły ogniem.

Powietrze przeszyła seria kilkuset boltów, które niewiarygodnym sposobem minęły ich wszystkich.

Chwilę potem przeciążone działo plazmowe, które miało właśnie zalać ich swoim śmiercionośnym ładunkiem, eksplodowało zostawiając po sobie zadymioną dziurę po prawej stronie bunkra i poskręcane ciała obsługi.

Jakiś zbłąkany pocisk wystrzelony z karabinu galvanicznego snajperów trafił Asteo w głowę wgniatając hełm , uszkadzając lekko prawy vizor i rozcinając łuk brwiowy.

Wciąż sprawny ciężki bolter  próbował, nieskutecznie, powstrzymać ich szarżę kiedy dobiegli do linii okopów i wskoczyli pomiędzy scyborgizowanych Skitarii. 

Ryk mieczy łańcuchowych zlał się z odgłosem ciętej stali. Nikt z ich przeciwników nie wydał najmniejszego dźwięku. Ginęli w milczeniu strzelając nawet w momencie śmierci do swoich oprawców. Wyładowanie broni łukowej trafiały w pancerze i przeskakiwały między nimi rażąc nawet tych, którzy nie byli na linii strzału. W większości przypadków ładunki jedynie rozstrajały chwilowo elektronikę pancerzy, ale kilka bezpośrednich trafień okazało się groźnych. 

Fareo zwalił się na ziemię. - Kkkkkkkkkkkkk... - Dokończenie, zapewne przekleństwa, uniemożliwiły mu wstrząsające nim drgawki. Vulris oparł się o ścianę i osunął bez słowa, Annara zamarła wraz z pancerzem niczym statua i jedynie jej migająca ostrzegawczą żółcią ikona na vizorze Majorisa była dowodem na to, że ona jeszcze żyła.

Troje rannych Astartes za śmierć tylko czterech Skitarii. W żyłach Asteo zagotowała się krew, a ich przeciwnicy odrzucili karabiny i dobyli pałek, które natychmiast otoczyły wyładowania energii elektrycznej.

Tymczasem oddział na następnej linii frontu, widząc, że nadchodzący Astartes po pierwsze, nadchodzili, a po drugie byli chwilowo związani walką, zaczął się wycofywać by skorzystać z ochrony jaką ofiarowały grube ściany dymiącego bunkra.

Zwiększali dystans - całkiem słusznie.

Ktoś po ich stronie myślał, a to nie wróżyło stronie astartes, a konkretnie jemu i jego ludziom, nic dobrego. Do tego jeszcze ci przeklęci snajperzy kryjący się...

Zaraz.

Skopał z miecza dymiące ciało, z wolna przepalane polem energetycznym otaczającym ostrze.

A gdyby tak...

To było ryzykowne. Nawet bardzo, ale mogło się udać i wystawić mu snajperów.

Mógł, wszyscy mogli, odpalić na chwilę silniki skokowe i zlustrować teren z powietrza. Tak wystawiliby się na ich ostrzał, ale, jeśli dobrze obliczy kąt lotu, była szansa, że dostrzegą błysk towarzyszący wystrzałowi, a to jedyne czego potrzebowali.

 

 

Rhaegrim, masz wybór. Dość skomplikowany więc jakbyśmy coś niejasno opisali to dopytuj o szczegóły.

możesz walczyć dalej i rąbać przeciwników, lub próbować się od nich oderwać i zmienić zasięg i robić coś innego (czytaj walczycie z Skitarii dalej lub robicie ruch i jakiś manewr (to jest jeśli ci za wami nie pójdą bo wtedy nadal walczycie). Istotna adnotacja możesz się zawsze odłączyć kapitanem od oddziału i możesz podzielić te opcje lub nie i działać osobno kapitanem i drużyną robiąc to samo i de facto zwiększając dwukrotnie efektywność w walce - kosztem potencjalnego ostrzału dla osłoniętego kapitana)

Możesz też uruchomić silniki skokowe i wyskoczyć bezpośrednio nad pole bitwy. (Ruch) To da (tym co wyskoczą to ważne bo jeśli odłączysz kapitana i on skoczy z oddziałem to masz 2 rzuty na to) możliwość zlokalizowania snajperów.
Rzut na Wywiad + Zwiad:

Test zdany: snajperzy zostają zauważeni kryjąc się kilkaset metrów dalej po prawej (zasięg daleki). Namierzasz snajperów, w momencie, w którym oni do ciebie/was strzelają. Oni traktowani są jakby strzelali pierwsi (ta sama zdolność jaką mają miecze łańcuchowe), ale potem możecie im oddać strzelając z powietrza.
+1 sukces: snajperzy zostają zauważeni odrobinę wcześniej wcześniej i nie atakują pierwsi
+2 sukcesy [ten wynik Cię na prawdę interesuje przy tej opcji]: zauważasz snajperów zanim zdążą się wycofać (zasięg bliski, który zmniejsza efektywność ich broni).

Jest to dodatkowo ważne ponieważ:
Niezależnie czy zobaczycie (i kiedy) Snajperów musicie rzucić na Operowanie sprzętem + Plecak skokowy (każdy kto skacze to jest:
Test niezdany: nie dość, że ktoś zostaje ranny podczas lądowania to w dodatku tracicie wobec wszystkich plus za Fortyfikację w tej rundzie.
Test zdany: decydujesz czy lądujecie przed czy po waszej akcji (masz wybór czy wolisz strzelać do jakiegokolwiek celu i jednocześnie umożliwić/nie umożliwić strzelanie walczących z wami Skitarii w waszym zdobywanym okopie, czy walczysz wręcz z tymi, z którymi jesteście związani walką przed skokiem).

Dodatkowo nikt nie zostaje ranny podczas lądowania - niełatwo lądować w okopach.
+1 sukces: możesz wykonać Ruch 1 (bez tego sukcesu nie możecie zmienić zasięgu nawet jeśli chcecie)
+2 sukcesy: jak powyżej, ale masz też opcję wykonania manewru szarża na dowolny cel w zasięgu (na ten z którym już walczycie - normalnie nie można zrobić ponownej szarży, lub na snajperów jeśli znajdą się w zasięgu lub kogokolwiek innego - może poza bunkrem, nie mając rękawic lub młotów energetycznych nic nie możecie zrobić bunkrom [co najwyżej próbować je w nas. rundzie wysadzić ładunkami wybuchowymi])
 

 


 

* * *

 

Wyładowania z karabinów łukowych przeskakiwały pomiędzy ludźmi Titusa, nie czyniąc im krzywdy.

Geminuisowi przez chwilę zamigotały wyświetlacze na vizorze i miał wrażenie jakby jego pancerz na ułamek sekundy spowolnił.

Siali śmierć i zniszczenie rozrywając metaliczne ciała swoich przeciwników. 

Wokół okopu, do którego wskoczyli ekplodowały dziesiątki boltów.

Ostrzeliwujący ich bunkier miał chyba jakieś problemu z celowaniem gdyż większa część ostrzału przeszła nad ich głowami i tylko pojedyncze eksplozje wstrząsały jego ludźmi. Żadna jednak nie była na tyle poważna by zagrozić zakutym w ceramitowe płyty wojownikom. 

Ramię kapitana opadało raz za razem, z każdym ciosem powalając przeciwnika.

Ilość ich wrogów topniała z sekundy na sekundę. Jeden z niewielu wciąż żywych Skitarii wyszarpnął w desperacji dziwnie wyglądający kseno przedmiot, którego energię systemy pancerza zidentyfikowały jako odpowiednik ładunku wybuchowego, ale w momencie, w którym miał go odpalić zamarł spoglądając w górę.

- Na ziemię! - Wrzasnął Gullo. Titus kucnął sekundę przed tym jak spadający wrak thunderhawka przeorał okopy, spadając lotem koszączum nad ich głowami. Jakoś w trakcie eksplodował sypiąc wokół odłamkami. 

Kapitan Jedynki podniósł głowę by zobaczyć słaniającego się na nogach, ale wciąż rąbiącego na prawo i lewo, Tavio.  Z piersi astartes sterczał nadpalony, stalowy pręt.  Nieopodal Angius pomagał podnieść się, spomiędzy pogiętej stali, Tutor. Jej pancerz był poharatany i poprzebijany drobnymi odłamkami.

Titus wyprostował się i w tym momencie niebo eksplodowało.

Obsługa ostrzeliwującego ich bezskutecznie bunkra albo dostała nowe rozkazy, albo przestała się liczyć z życiem swoich sojuszników i założyła, że ich spotkanie z Ignis Mortis jest - co skądinąd było bardzo prawdziwe - wyrokiem śmierci. Wycelowali w rozerwane okopy zamontowanym na wieżyczce działem plazmowym, wyłączyli blokady bezpieczeństwa, włączyli awaryjny system chłodzący i strzelili.

Kula plazmy eksplodowała nad głowami walczących Astartes i Skitarii zalewając jednych i drugich śmiercionośną mieszanką błękitnego ognia. Pancerze żołnierzy Mechanikum wyparowały pod wpływem żaru wraz ze zamkniętymi w ich wnętrzu zcyborgizowanymi ciałami. Na vizorze Titusa zamigotały ikony Hirama, Decimusa i Gosvinthy zmieniając kolor z zieleni na żółć, kiedy spływająca po nich plazma przegrzała ich pancerze i żar zaczął ich niemal gotować.

Geminius wyskoczył z resztek okopu. Po migającym od wyładowań polu retrakcyjnym spływała plazma.

Nieopodal dymiło, otoczone złotym blaskiem zwiastującym rychłe "zmartwychwstanie" ciało Alethei.

Z otworu w wieżyczce buchnął strumień pary najpewniej włączyło się awaryjne chłodzenie plazmy. Rozgrzana do białości lufa opadła i przesunęła celując w ich stronę.

- Kapitanie. - Usłyszał na wewnętrznym kanale drużyny Titus. - Mamy problem. - Kontynuował Viliaris, odpowiedzialny za utrzymywanie łączności. - Nawiązują łączność gdzieś na zewnątrz. Spróbuję złamać kod... Tak! Wzywają posiłki. Mogę spróbować się wciąć i zmienić koordynaty. - Przekrzywił hełm w jego stronę czekając na rozkaz. Nie musiał dodawać, że jeśli to zrobi będzie trzeba zapewnić mu osłonę i utkną tu na jakiś czas.

 

 

Jayne, masz wybór:

- możecie robić co chcecie, ale wtedy przywędrują tu posiłki - nie powiemy jak szybko, może niedługo, a może mają teleportarium gdzieś w swoim centrum dowodzenia i posiłki będą już za chwilę, kto wie?
- możecie próbować zablokować tą wiadomość. Rzut na Operowanie sprzętem + łączność:
Test zdany: Viliaris podmieni koordynaty i posiłki do was nie trafią
+1 sukces: poza tym co powyżej, udaje się jej dodać element transmisji z prośbą o przeczące sobie (w koordynatach) wsparcie myśliwców co sprawia, że one w następnej turze na pewno was nie ostrzelają
+2 sukcesy: jak wyżej, ale przekaz z koordynatami jest bardziej precyzyjny: wybierz jeden teatr działań (lewa, prawa flanka lub centrum) i jeden Zasięg, który ostrzelają myśliwce przeciwnika (i ew. poinformuj w poście innych co by tam nikogo z waszych nie było )

Jeśli wybierzesz tą opcję to oddział się nie rusza zostając w uszkodzonym okopie, ale może wykonywać wszystkie manewry poza tymi, które pozwalają się poruszać (może na przykład użyć swojej umiejętności Inżynieria polowa by korzystając z odłamków desantowca odbudować wokół siebie okopy, albo robić prowizorycznie uniki, albo osłaniać kapitana, albo strzelać itp.).

Titus za to może działać bez przeszkód (chyba, że osobiście będzie próbował łamać kod wtedy dołącza do oddziału.)

 

Podsumowanie Rundy dla wszystkich:

 

Lewa Flanka:
Snajperzy Skiitari (SS) 3 - 10 - 6 - 3 - 7, test zdany + sukces, zadaję Ranę poz. 2 - 1 za zbroje =  Rana poz 1 "rozcięty łuk brwiowy" w Asteo
Piechota Skiitari 1 (Zasięg Walka Wręcz) 10 - 6 - 8 - 2 - 10, test zdany + 3 sukcesy Rana 4 poziomu w oddział - 1 za zbroję 
Piechota Skiitari 2 (Zasięg Bliski) 5 - 9 - 3 - 6 - 5 - 1, nie trafiony
Piechota Skiitari z bronią ciężką 3 (Zasięg Daleki) 3 - 4 - 1 - 5 - 9 - 2, nie trafiony
Piechota Skiitari z bronią ciężką 4 (Zasięg Daleki), przegrzewa plazmę 1 - 9 - 4 - 2 - 9 - 2 - 1 - 9, plazma im wybucha zadaje sobie ranę 5 poziomu

Ungis atak na oddział w okopach  10 - 10 - 4 - 6 - 10 - 10, test zdany + 4 sukcesy, rana 5 poziomu - 1 za zbroję w oddział. Zmniejsza kości walki oddziału o 1 
Na tej flance Astartes mają dużego farta.

Straty w Drużynie: 3 rannych ( zostało 8 z 11)
----------------------
Prawa Flanka:
Ignis Mortis 9 - 8 - 5 - 3 - 4 - 4 - 8 - 2 - 4 - 4, test zdany + 5 sukcesów, rana 5 poziomu (bo - 1 za pancerze) w oddział 2, zmniejsza siłę oddziału o 1 działa przed strzałami tamtych
Titus 8 - 6 - 10 - 1 - 4 - 6 - 7 - 4 - 6 - 2 - 5,test zdany+ 6 sukcesów rana 7 poziomu w oddział 1, zmniejsza siłę oddziału o 2 od kolejnej rundy
Skiitari 1 (- 1 za ranę + 1 za specjalną zdolność broni kiedy strzela w oddział) 9 - 7 - 6 - 5 - 1, test zdany - 1 za pancerz Astartes, 
Skiitari 2 2 - 5 - 1 - 4 - 6, test zdany i co z tego (Rana 1 - 1 za zbroję)
Piechota Skiitari w okopach z bronią ciężką 3 (Zasięg Bliski) 8 - 9 - 2 - 6 - 3 (wymagany dodatkowy sukces za fortyfikację) test zdany, Rana 1- 1 za pancerz Astartes
Piechota Skiitari z bronią ciężką 4 (Zasięg Bliski), przegrzewa plazmę 7 - 8 - 10 - 9 - 1 - 10 - 10 - 9, test zdany, 3 dodatkowe sukcesy, zadaje wszystkim oddziałom w zasięgu, Ranę poziomu 4 (Titus i Ignis Mortis zmniejszają ranę do poziomu 3).

Rzut na to czy dostaną z powietrza: 10 - tak ostrzelają oddział
9 - 7 - 1 - 8 - 6 - 10 test zdany + 2 sukcesy, Rana poz. 3 - 1 za zbroję.

 

Straty w Drużynie: 5 rannych ( zostało 6 z 11)
Rana Gemiusa "uszkodzona noga" poz. 3 Pole retrakcyjne traci 4 ładunki.
 

Runda II:
Lewa flanka:
Walka wręcz: Asteo z drużyną dowodzenia są przed resztą kompanii (kompania jest na “-Daleki”), uszkodzony oddział piechoty Skitarii z karabinami łukowymi (Fortyfikacja+1) [Rana 4, -1 kość walki]
Bliski: puste okopy (w Fortyfikacjach +1)
Daleki: oddział Skitari (w następnej Rundzie wejdą do bunkra i zyskają bonus z Fortyfikacji), bunkier (Fortyfikacja +2) ze Skitarii z bronią ciężką (Plazma rozwalona, został tylko ciężki bolter)
Specjalne: na którymś z zasięgów ukrywa się oddział snajperów (nie jest stacjonarny i co turę zmienia pozycję).

Centrum:
Ekstremalny-3: sprzęt ciężki powoli zmierzający w stronę fortyfikacji (utkną z powodu chaosu pomiędzy żołnierzami), żołnierze
Daleki-2: oddział piechoty Skitarii z karabinami łukowymi, osłonięci okopami (Fortyfikacja+1), oddział robotów bojowych Castellan uzbrojony w broń soniczną
Bliski-1: dwa oddziały Skitarii w okopach (Fortyfikacja+1)
Walka wręcz: bunkier z Gwardii Krwi w Środku (Fortyfikacja +2), ciężka broń (wyrzutnia rakiet i działo plazmowe)
Specjalne: większość “zabijanych” żołnierzy Archite Palatines wstaje i w następnej turze walczy po stronie wroga

Prawa flanka:
Daleki-2: walczący żołnierze, uszkodzony Land Rider Ares
Bliski-1: okopy (Fortyfikacja+1)
Walka wręcz: Titus z drużyn, szczątki piechoty Skitarii, rozwalone okopy (Fortyfikacja+0)
Bliski+1: bunkier (Fortyfikacja +2), Skitarii z bronią ciężką
Specjalne: to podejście jest najbardziej narażone na ostrzał lotniczy, w każdej turze jest szansa, że w trakcie walk w powietrzu ten teren zostanie ostrzelany

Specjalne dla całego pola bitwy: strona, która zdobędzie dominację w powietrzu daje +1 kość swojej stronie do każdej bojowej akcji. Przewaga Mechanicum +1.
[Jeszcze 1-2 rundy bez wsparcia dla waszych sił lotniczych i Mechanicum zapanuje w powietrzu.]
 

 

 

 

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Asteo.jpg

Asteo Majortis

 

Rozcięty łuk brwiowy był niczym w porównaniu do trójki ranny Astartes z jego drużyny, nie mógł poddawać się emocjom. To jego decyzje, on brał odpowiedzialność za stan podkomendnych. Nienawidził gdy, któryś z nich umierał, każda śmierć stanowiła uczucie bólu, znacznie większego niż jakikolwiek możliwy fizyczny. Takie było już jego przekleństwo.  Mieli szczęście podczas szarży, wręcz mnóstwo, eksplozję działa plazmowego potraktował jak prezent od losu. W tej chwili Asteo przypomniał sobie słowa ,,Imperator czuwa'', mrugnął w ułamku sekundy i odegnał dziwną myśl w głąb umysłu, nikt nie miał czasu na takie dyrdymały szczególnie teraz. Dalej pozostawał problem przeklętych snajperów, a on wraz z drużyną związani byli w walce, czas uciekał i należało podjąć decyzję, przeciwnicy się oddalali, pewnie by zająć dogodne strzeleckie pozycje i słusznie, sam też by tak zrobił. Skittari w pewnym stopniu go obrzydzali, nie mówiąc, o tym że byli zdrajcami, ale też że nie mieli własnej woli. Nie mogli się nawet sprzeciwić niesłusznym rozkazom kapłanów i magosów. Dla nich stanowili wyłącznie kukiełki.

Kapitan musiał wiedzieć jaka jest pozycja strzelców wyborowych, co do tego nie miał wątpliwości, zrzucił truchło martwego Skittari z miecza, spojrzał  w niebo i doznał olśnienia.


- To może się udać, ale też i nie. Jednak taka już jest wojna, ryzyko i trudne decyzje. - Powiedział do siebie w myślach Asteo po czym natychmiast włączył vox swojej drużyny. - Unguis! Kontynuować walkę, nie ustępować! Ja zlokalizuję snajperów. - Przerwał i pomyślał odpalając plecak skokowy. - Potrzebuję tylko błysku. - Gdy wystrzelił w powietrze krzyknął. - Dzieci Imperatora! Śmierć jego wrogom!

 

Kapitan wzniósł się ku niebiosom, zaś jego oczom ukazał się ogólny obraz pola bitwy. Udało mu się spostrzec to co chciał, przed nim zauważył biegnące sylwetki przypominające wyglądem Skittari z tą, różnicą, że dzierżyli długie karabiny z lunetami, nie było żadnych wątpliwości. Asteo znalazł snajperów. Przybrał odpowiednią pozycję i poleciał w ich kierunku, z hukiem wylądował w pośpiesznie opuszczonych okopach wznosząc w górę tumany kurzu. Przypadł do ściany, wyjął bolter, odbezpieczył go i wycelował do strzelców wyborowych i zaczął strzelać.

 

- Przynajmniej odciągnę ogień od drużyny. Na Terrę, poradzą sobie z tymi kukłami...Jesteśmy braćmi i siostrami, nasze żywoty są ze sobą nierozerwalnie związane i zależą od siebie nawzajem. - Powiedział w myślach, oddając strzał po strzale. Nie słyszał nic na voxie jego drużyny, w sumie nie niepokoiło go to. Ulloriaq zawsze walczyła w ciszy, wiedział jednak, że wszyscy teraz płonęli, ogień ten wypływał z ich wnętrz, z ich więzów, walczyli dla Imperium, za Phoenicjana, nie wątpił, że sobie poradzą. Jego umysł przepełniał słuszny gniew, nie furia tak charakterystyczna dla Pożeraczy Światów tylko zimne, a jednak tak palące uczucie, ciągle i ciągle pchające do przodu.

 

Spoiler

Asteo skacze.

Rzuciwszy 4k10, Rhaegrim uzyskał(a) wyniki: wywiad +zwiad
kość 1: 8, kość 2: 5, kość 3: 9, kość 4: 6.

Rzuciwszy 4k10, Rhaegrim uzyskał(a) wyniki: Braterstwo
kość 1: 7, kość 2: 5, kość 3: 9, kość 4: 6.

 

Rzuciwszy 5k10, Rhaegrim uzyskał(a) wyniki: operowanie sprzętem + plecak skokowy
kość 1: 8, kość 2: 1, kość 3: 8, kość 4: 10, kość 5: 9.

Rzuciwszy 1k10, Rhaegrim uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 9.

 

Drużyna kontynuuje walkę wręcz czyli zranienie.

Biorę także po punkcie braterstwa do każdej z tych akcji.

 

Asteo strzela do snajperów, zranienie.

 

 

Edytowane przez Rhaegrim

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ksO67eL.png

Dante Caido

 

- Do głośników i nagłośnienia strzelać bez rozkazu! - rzucił, za pomocą podręcznego bolta odstrzeliwując jeden z głośników. Nie musiał mówić dużo więcej, gdy Gwardia dostawała polecenie tego typu, po chwili nie było czego zbierać.

On sam doskoczył do konsolety komputera, wprowadzając tam kolejne Imperialne kody, próbując je modyfikować. Nie znał się na tym za bardzo, ale liczył, że część kodów będzie podobna w strukturze do informacji kodowalnych przy przekazie radiowym.

- Gwardia, na zewnątrz. Ze spokojem, może jeszcze się nie zorientowali, że coś się im dzieje na tyłach. Wykorzystajcie ten moment żeby ostrzelać tych drani z bronią soniczną co mierzą do naszych chłopców - powiedział wklepując kolejne kody, a jego hełm zaczął odprowadzać pot z czoła - Gdyby mi się nie udało, Zuriel przejmuje dowodzenie, nie będzie sensu po mnie wracać. Wykonać!

Gwardia, jak to Gwardia, wykonała polecenie bez słowa sprzeciwu. Jednak z zadowoleniem zauważył kilka zmartwionych spojrzeń, Agamemnon nawet na wewnętrznym kanale życzył mu powodzenia. Kiedyś byłoby to niespotykane - cieszył się, że jego oddział zaczyna przypominać grupę braci, a nie maszyn do wykonywania poleceń.

On sam klepał kolejne kody, ścigając  się z zabezpieczeniami bunkra. I z wciśnięciem klawisza, jak po wciśnięciu spustu, wszystko się zmieniło. Jego doświadczenie łącznościowca też się chyba przydało - bunkry faktycznie były ze sobą połączone, i udało mu się wysłać ten kod który zadziałał u niego do innych.

Zadowolony odłączył ten bunkier od sieci ogólnej i strzelił do głównej centrali sieciowej. Cóż, z innymi pewnie sobie poradzą, ale ten bunkier pozostanie cichy na dłuższy czas.

 



Dante podejmuje się operowania komputerem. Wydane braterstwo.

Operowanie sprzętem 3 + Komputery 0 + Kielich 1 + Braterstwo 4

 

Rzuciwszy 8k10, Vonen uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 5, kość 2: 6, kość 3: 7, kość 4: 10, kość 5: 2, kość 6: 7, kość 7: 9, kość 8: 7.

test zdany + jeden sukces

 

 

Drużyna wychodzi (pozostając w danym zasięgu, po prostu wychodzi z bunkra) i rozpoczyna ostrzał, rezygnując z bonusa bunkra w zamian za pełną pulę do ostrzału. Strzelają do robotów bojowych Castellan na dalekim zasięgu z broni laserowej, żeby minimalizować kary za pancerz i zadbać o naszych żołnierzy

 

Rzuciwszy 6k10, Vonen uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 3, kość 2: 10, kość 3: 4, kość 4: 10, kość 5: 4, kość 6: 7.

test zdany + 2 sukcesy

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MF0sCNK.jpg

Titus Taurus Geminus

 

No cóż. Cały ten atak mógł pójść zdecydowanie lepiej, ale kto się spodziewał, że te samoloty nadlecą tak szybko? Koniec końców, mogło być gorzej, ale teraz znajdowali się w zniszczonym okopie a naprzeciwko ich siedzieli żołnierze wroga, z bronią, która mogła im zadać spore straty. Co gorsza wyglądało na to, że zrobili na kimś spore wrażenie, bo najwidoczniej postanowiono ściągnąć na nich dodatkowe posiłki. Gdyby sytuacja była inna, kazałby założyć ładunki wybuchowe na drzwi, ale co mogli w tej chwili zrobić. 

 

-Villaris utrzymaj te posiłki z dala od nas, nie potrzebujemy tutaj więcej gości - słysząc rozkaz jego żołnierz skinął głową i przystąpił do działania, niestety musiał skupić się całkowicie na zadaniu, nie mogli go po prostu tutaj zostawić. 

 

-Nie stać tutaj! Macie sprzęt pokażcie mi jak na Chemos naprawia się takie uszkodzenia. Umacniamy pozycję bo chwilę tutaj zostaniemy - żołnierze pokiwali głowami i zaczęli umacniać okopy prowizorycznymi zabezpieczeniami, Titus miał nadzieję, że to wystarczy. 

 

Sam zaś wyciągnął swój bolter, nie przepadał za tą bronią, wolał szable. Wiadomo było jednak, że w pewnych sytuacjach mógł okazać się niezastąpiony. Miał nadzieję, że gdzieś pojawi się obsługa działa, że uda im się ich zdjąć ... Cóż ... desperackie czasy. 


 

Spoiler

 

Ok hacking radia

Operowanie sprzętem 3 + 1 za radio + 1 za sztandar + 4 za braterstwo 

3 - 1 - 10 - 3 - 8 - 4 - 3 - 9 - 4 sukces +2 poziomy. Villaris wklepuje koordynaty Prawa flanka, zasięg bliski (chodzi mi o ten bunkier przed nami :D). 

Odbudowa okopu

Operowanie sprzętem 3 + Inżynieria Polowa 1 + Sztandar 1

3 - 2 - 5 - 4 - 5 jest sukces

Titus strzela

Uzbrojenie 4 + Broń długa 2 + Karabin 1 + Sztandar 1 

10 - 6 - 4 - 3 - 9 - 5 - 8 - 8 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Seria boltów eksplodowała na pancerzach przekradających się snajperów Skitarii. Mini eksplozje rozerwały jednego z nich pozostawiając tylko krwawe szczątki zawieszone na metalowym szkielecie. Pozostali padli na ziemię otwierając, niemal na oślep ogień. Napędzane polem magnetycznym pociski poszybowały nad głową kapitana trzeciej kompanii. Ten tylko strzelał dalej. Nie musiał się zbytnio nawet przykładać. Eksplozje boltów potrafiły być zabójcze nawet jeśli trafiły nie w cel, a tuż obok niego. A oni, kładąc się na ziemi, dali mu doskonałe pole do ostrzału. Zasypał teren ostrzałem zamieniając jeszcze dwójkę przeciwników w krwawą miazgę.

- Okopy czyste. - Zameldowała przez intervox sierżant Ulloriaq.

Asteo zaśmiał się i nagle zamarł zaskoczony.

Ten mimowolny śmiech… Przez sekundę poczuł się jak kiedyś.

Jak wtedy kiedy w jego żyłach płynęły eksperymentalne stymulanty. Kiedy świat wokół był tak żywy, jasny, ekscytujący, zupełnie jak tera… Przed sekundą.

- Kapitanie! - W głosie swojej sierżant usłyszał nutę tego samego zachwytu. - Idziemy do ciebie! Śmierć zdrajcom!

Wokół przelatywały wyładowania z broni łukowej, wycofujący się Skitarii zdołali wreszcie dotrzeć do bunkra  schronić w jego murach, a u Asteo...

U Asteo działo się coś bardzo niedobrego, a jego, najwyraźniej nie do końca kontrolujący się ludzie, planowali wyskoczyć na otwarty teren i… W zasadzie to nie wiedział co zrobią. Wiedział tylko, że nie jest pewien czy chce się dowiedzieć.

 

 

Asteo może próbować narzucić drużynie dyscyplinę poprzez rzut na

Empatię + Perswazję:
Test zdany: możesz zadecydować o tym jak się Ruszają, ale my powiemy Ci jaki wykonują manewr
+1 sukces: możesz także zadecydować jaki zrobią manewr.
Specjalne: jeśli nie będziesz przejmował nad nimi kontroli tylko dołączysz się do ich (z pewnością odrobinę szaleńczej) akcji i dasz porwać emocjom to dostajecie 1 Braterstwa do wspólnej puli. Ale to będzie miało później swoje konsekwencje w kwestiach samokontroli Asteo.

 

* * *

 

Pulsowanie w kryształach spowolniło, a chwilę później zanikło. Widział jeszcze przez chwilę jak monitory wyświetlały dane o kaskadowym wyłączaniu się broni w sąsiadujących bunkrach. Potem także i je wyłączył i dla pewności rozwalił młotem panel sterujący.

Wygramolił się z bunkra akurat by zobaczyć jak, niedostrzeżony, aż do tej chwili, oddział Gwardii wystrzelił. Wiązka biało-błękitnej energii przecięła pole bitwy, przelatując nad kryjącymi się w okopach Skitarii i trafiło prosto w plecy jeden z automatów bojowych. Przewyższająca przeciętnego astartes o prawie połowę maszyna stanęła w pół kroku, sprawiała wrażenie jakby próbowała się odwrócić, po czym wiązka lasera przetopiła się przez nią i wystrzeliła z jej piersi. Po chwili automaton zamienił się w kupę nieaktywnego żelastwa i zwalił, niestety nie przygniatając nikogo, pomiędzy piechotę.

Pozostałe dwa automaty Castellax, jak na komendę, obróciły się jednocześnie i otworzyły ogień ze swojej dziwnej broni. Tuż za ładunkami sonicznymi pomknęły wyładowania, kiedy, z opóźnieniem, piechota wroga zareagowała i zaczęła ostrzeliwać pozycje Gwardii Krwi.

Świat rozmył się i spowolnił. Jego umysł automatycznie przeszedł w stan nadaktywności.

Dante usłyszał szept.

Słowa, tęskne, kuszące, obiecujące wyzwolenie.

Ale to nie był szept. Nie tak do końca. To emocje. Wrażenia, którym jego wytrenowany umysł nadawał znaczenia.

Fala emocji przechodziła właśnie przez całe pole bitwy, a być może i całego atola, na którym prowadzili działania wojenne, szukając odpowiednich celów.

I znalazła.

Mimo instynktownie postawionych zasłon Caido wiedział, że to nie on był w tej chwili celem.

Cokolwiek to było szukało Fulgrima.

A nie znalazłszy go, sięgnęło ku jedynemu innemu logicznemu celowi.

Jego dzieciom.

Nawet z tej odległości był w stanie poczuć jak na nich wpływa. Subtelnie, powoli, ale nieubłaganie. A potem poczuł obecność, która stała za tym przekazem.

Mostek Dumy Imperatora. Nieludzka postać wychodząca z ciała admirała…

Znał twarz ich wroga, który kierował swe myśli ku Dzieciom Imperatora, ale w tym samym momencie to coś poczuło i przypomniało sobie jego. Niestet Istota zrozumiała także, że Fenicjana tu nie ma i po chwili miotania się w szale, podwoiła swoje wysiłki kierując całkowicie przekaz na III Legion.

Wzywając, kusząc, obiecując...

I gdzieś, daleko, na polu bitwy, ktoś odpowiedział.

 

* * *

 

Alatheia stała pomiędzy nimi i promieniała. Dosłownie. Otaczały ją złote skrzydła i poświata, która przy okazji czyniła z niej i nich idealny cel. Chwilę potem Gullo pociągnął ją na dół tak by przestała wystawać z okopu, a pozostali wzięli się zasłanianie swojej pozycji łącząc porozrzucane odłamki zestrzelonego desantowca, popękane kamienne płyty i nadpalone ciała przeciwników.

Titus odbiegł kilkanaście metrów pochylając się tak by nie wystawać znad okopu po czym wychylił i zaczął szukać celów. Wieżyczki na bunkrach namierzyły ruch jego drużyny, dymiące lufy przesunęły się w ich stronę i zamarły.

Cokolwiek się stało było dla niego jak i obsługi bunkra równym zaskoczeniem bowiem dostrzegł kilka wyglądających na zewnątrz głów, które pojawiły się przy zewnętrznych stanowiskach strzelniczych. Nie marnując okazji odstrzelił dwie z nich zanim reszta zdążyła się schować.

Chwilę potem, robiące kolejny nawrót nad polem bitwy myśliwce zrzuciły ładunki kinetyczne. To, że właśnie zrzuciły je na swoje bunkry piloci zauważyli o kilka sekund za późno.

Polem bitwy wstrząsnęła eksplozja. Kilka pocisków przebiło się przez zewnętrzny pancerz fortyfikacji i eksplodowało wewnątrz bunkra. Inne wbiły się w ziemię i eksplodowały obsypując Geminiusa i Ignis Mortis pokruszonym kamieniem i koralowcem.

Poczuł to w tym samym momencie, w którym na intervoxie odezwał się do niego Angius. - Kapitanie! Coś próbuje na nas wpłynąć! Roztoczyłem nad nami Aegis, ale nie mogę sięgnąć do pana kapitanie. Jest pan za daleko. Ja...

Ale Titus już nie słuchał.

Zacisnął zęby czując jak coś próbowało wtłoczyć mu do głowy…

Złoty blask! Cokolwiek próbowało wkraść się w ich myśli zostało zniknęło wraz z pulsującym złotym blaskiem, który roztaczała Alatheia. Jej usta poruszały się, a systemy pancerza wzmacniające dźwięki nie pozostawiały pola do domysłów. - Imperator strzeże. Strzeże naszych myśli. Strzeże naszych dusz. Jesteśmy mu posłuszni gdyż.. - Modliła się stojąc pomiędzy jego ludźmi.

- Może to faktycznie jest święta?... - Wyszeptał czyjś, nierozpoznawalny przez odgłosy bitwy, głos.

 

 

Runda II:
Lewa Flanka:
Asteo zmienia dystans, strzela z boltera w snajperów na Bliskim, 8 kości, 3 - 10 - 7 - 8 - 7 - 3 - 8 - 4, zdany + 2. Rana 4 -1 za Zbroję, powala 3 snajperów
Drużyna Unguis (bliski -1) walka wręcz ze Skitarii + Braterstwo, 5 + 4 kości, 8 - 10 - 8 - 9 - 2 - 2 - 4 - 2 - 1, Test zdany + 5, Rana 7 - 1 za Zbroję, wyżynają oddział w pień zanim ten zdąży oddać

Piechota Skiitari 1 (Zasięg Bliski -1)
Snajperzy Skiitari (SS Zasięg Bliski) strzelają w Asteo 2 - 2 - 2 - 3 - 8, test niezdany (trafiają na 6+ i muszą mieć 3 sukcesy z powodu niekorzystnego zasięgu - są za blisko oraz z powodu okopów), [zostało 7/10, - 1 kość walki]
Piechota Skiitari 2 (Zasięg Bliski) strzela w Asteo 3 - 2 - 9 - 3 - 5, nie trafiony
Piechota Skiitari z bronią ciężką 3 (Zasięg Bliski) wysiadło im na tą rundę uzbrojenie
Piechota Skiitari z bronią ciężką (plazma) 4
 
Straty w Drużynie: 3 rannych ( zostało 8 z 11)
Asteo rzut na Empatię [3]: 8 - 9 - 10, test zdany
Drużyna rzut na Empatię [2]: 5 - 1, test niezdany

 

Centrum
Dante wyłączył swój bunkier (na stałe) i wszystkie pozostałe bunkry na tą Rundę!
Termosi wychodzą z bunkra (ruch) i strzelają z działa laserowego do Robotów Castellan (zdany + 2 sukcesy, ale strzelają ostatni, Rana 4, niszczą jednego robota)
Ponieważ nic poza nimi nie strzela w plecy do sił Skitarii (a oni strzelają jako ostatni) to nikt się nie orientuje, że jest atakowany i nikt w tej rundzie nie oddaje.

Prawa Flanka:
Titus strzela do bunkra (test zdany (wymaga o 2 sukcesy więcej bo bunkier) + 1, Zadaje Ranę 3 - 1 = 2 zabitych)
Drużyna Ignis Mortis się okopała i odzyskuje bonus za Fortyfikacje+1

Skiitari 1 spaleni plazmą
Skiitari 2 spaleni plazmą
Piechota Skiitari w okopach z bronią ciężką 3 (Zasięg Bliski) nie może strzelać w tej rundzie [zostało 1/5]
Piechota Skiitari z bronią ciężką 4 (Zasięg Bliski) nie może strzelać w tej rundzie [zostało 3/5]

 

Myśliwce strzelają do bunkra na flance titusa, 6 kości 1 - 4 - 4 - 1 - 2 - 9, test zdany (Fortyfikacja) Rana poz. 2 omijająca Zbroje, zabija po 2 ludzi z każdego oddziału                

Straty w Drużynie: 5 rannych ( zostało 6 z 11)
Gemius: Pole retrakcyjne straciło 4 ładunki.
Titus rzut na Empatię [4]: 5 - 10 - 6 - 10, test zdany +1
Drużyna rzut na Empatię [3] + 1 za Codicera: 4 - 1 - 2 - 2, test zdany +1

Runda III:
Lewa flanka:
Bliski -1: Drużyna Unguis  dowodzenia są przed resztą kompanii
Walka wręcz: Asteo (w Fortyfikacjach +1)
Bliski: Skitari wchodzi do bunkra (Fortyfikacja +2) ze Skitarii z bronią ciężką (został tylko ciężki bolter), Snajperzy [7/10]

Centrum:
Ekstremalny-3: sprzęt ciężki powoli zmierzający w stronę fortyfikacji (utkną z powodu chaosu pomiędzy żołnierzami), żołnierze, 1 oddział “skonwertowany” przez wroga
Daleki-2: oddział piechoty Skitarii z karabinami łukowymi, osłonięci okopami (Fortyfikacja+1), oddział robotów bojowych Castellan uzbrojony w broń soniczną (zostały 2/3)
Bliski-1: dwa oddziały Skitarii w okopach (Fortyfikacja+1)
Walka wręcz: Dante w bunkrze (Fortyfikacja +2), Gwardii Krwi
Specjalne: większość “zabijanych” żołnierzy Archite Palatines wstaje i w następnej turze walczy po stronie wroga

Prawa flanka:
Daleki-2: walczący żołnierze, uszkodzony Land Rider Ares
Bliski-1: okopy (Fortyfikacja+1)
Walka wręcz: Titus. Drużyna Ignis Mortis, szczątki piechoty Skitarii, okopy (Fortyfikacja+1)
Bliski+1: bunkier (Fortyfikacja +2), Skitarii z bronią ciężką
Specjalne: to podejście jest najbardziej narażone na ostrzał lotniczy, w każdej turze jest szansa, że w trakcie walk w powietrzu ten teren zostanie ostrzelany

Specjalne dla całego pola bitwy: strona, która zdobędzie dominację w powietrzu daje +1 kość swojej stronie do każdej bojowej akcji. Przewaga Mechanicum +1.
[Jeszcze 1 runda bez wsparcia dla waszych sił lotniczych i Mechanicum zapanuje w powietrzu.]

Edytowane przez Sheila

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

Asteo.jpg

Asteo Majortis

 

W głębi duszy Asteo czuł, że coś było strasznie nie tak, nie powinien czuć się w ten sposób. Nigdy nie czuł przyjemności z zabijania, stanowiło to część jego obowiązku, radość czerpał z wiedzy, że jeśli on zmierzy się ze wszystkimi potwornościami galaktyki, to zwykli ludzie nie będą musieć. Słyszał samego siebie, a nie mógł poznać, jakby jakaś inna osoba o jego głosie. Przypomniał sobie tamtą chwilę, tę rozkosz, a potem poczuł wstyd, palące straszne uczucie, ale właśnie ono umożliwiło mu opamiętanie się. Był Astartes, obrońcą ludzkości, obdarowanym przez samego władcę Imperium, synem Phoenicjana, a najważniejsze był Dzieckiem Imperatora, nie degeneratem, nie zwyczajnym narkomanem! Kapitan otrząsnął się i wziął głęboki oddech, przynajmniej jego drużynie się udało, gdy nagle usłyszał wiadomość rozemocjonowanej Ulloriaq odczuł niesamowity niepokój. To nie jej w stylu, zawsze spokojna, wyważona i analityczna nigdy nie dawała się ponieść, najwidoczniej nie tylko on doznał tego czegoś, a to nie wróżyło niczego dobrego. Wiedział co robić, znał swoich ludzi, musiał utrzymać dyscyplinę.


- Sierżant Ulloriaq! Przegrupować się na mojej pozycji! -  Powiedział na voxie stanowczym i spokojnym głosem. A to co usłyszał potem prawie spowodowało, że jego szczęka wylądowała na ziemi.


- Jak to?! Mamy ich kapitanie! Gotujemy się do walki, ci cholerni zdrajcy, rozszarpię ich, wydłubię oczy, wyrwę kończyny! Zasługują na to! Śmiecie warte tyle co nic! - Odpowiedziała Ulloriaq wrzeszcząc i  prawie rozsadzając Asteo uszy.


- Ja jestem tutaj kapitanem i to moich rozkazów będziesz słuchać! Co to ma być do cholery!? Kim ty jesteś?! Bezmyślnym psem spuszczonym z łańcucha czy Dzieckiem Imperatora?! Ostrzegam jeśli rzucisz się na te bunkry to postawię cię przed sądem wojennym za złamanie rozkazów! Pamiętaj o przysięgach, pamiętaj nie tylko ich słowa, ale też ich ducha! - Astartes odparł pełen gniewu, miał nadzieję, że sierżant się opamięta.


- Tak jest, przepraszam sir... - Takie słowa Asteo usłyszał na voxie i odetchnął z ulgą, wyczuł w nich ogrom wstydu, ale tym razem był pewien, że mówiła Ulloriaq, a nie jakaś wariatka.


Po kilku chwilach, kapitan ujrzał swoją drużynę, nie widział ich twarzy, ale widział jasno napięcie w powietrzu, sierżant nawet z  za wizjerów nie mogła spojrzeć na niego. Mógł czuć jak upokarzający był dla niej ten wybryk, na pewno po tym wszystkim będą musieli odbyć rozmowę, ale nie tylko z nią, ze wszystkimi.


- Jesteście Pożeraczami Światów czy Dziećmi Imperatora? - Zadał retoryczne pytanie, po czym dodał. - Opanować się, zająć pozycje i ostrzelać mi te bunkry!

 

Spoiler

Rzuciwszy 7k10, Rhaegrim uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 10, kość 2: 7, kość 3: 5, kość 4: 10, kość 5: 2, kość 6: 3, kość 7: 10

 

Zdany plus 3 sukcesy

Drużyna i Asteo strzelają do Skittari w bunkrach, zranienie.

 

 

Edytowane przez Rhaegrim

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ksO67eL.png

Dante Caido

 

Dante obserwował działania drużyny z bunkra. Póki co wszystko szło po ich myśli - ale też mieli sporą przewagę zaskoczenia. Teraz będzie tylko gorzej, zwłaszcza, że lotnictwo zdawało się rozzuchwalać. Czas jednak działał na jego niekorzyśc i nie mógł zajmować się wszystkim - a roboty zedług niego stanowiły większe zagrożenie.

Otworzył kanał głosowy Gwardii kiedy to poczuł. Obecność, taka sama jak na mostku. Tam, gdzie by zginął, gdyby nie jego brat.

Zaraza.

- Zuriel! Bierz okopy! - wykrzyczał, może bardziej zaniepokojony niż powinien - potem rób jak uważasz, ja muszę się zająć psionicznym bytem, tym samym co był na mostku. Cisza radiowa do odwołania, i uważaj na Dzieci, mogą się dziwnie zachowywać. Za Imperium! - pożegnał się krótko, nie czekając na odpowiedź. Ta, oczywiście, i tak by nie nastąpiła - w końcu Zuriel była za dużą formalistką by łamać zasadę ciszy radiowej. Dante widział jeszcze jak oddział zakutej w Terminatory Gwardii wznosi tarsze i rusza w kierunku pierwszej linii okopów. Ci żołnierze już nie żyli, mogli tylko o tym nie wiedzieć. Jedyne poważne zagrożenie stanowiły, jak mu się wydawało, roboty. Może okopy choć w jakimś stopniu im pomogą.

 

On sam skupił się, by nawet w tak niekorzystnym otoczeniu osiągnąć spokój ducha i umysłu. Ściany bunkra chroniły go w jakiś sposób, poza tym nikt poza Gwardią nie wiedział, że tu był - mógł skupić się tylko na zagrożeniach duchowych, które czekały na jego braci. Rozpoczął proces enumeracji...

 



Dante poświęca akcję na enumerację.

W kolejnej turze, o ile MG ją poprowadzą teraz, Dante stara się odciągnąć uwagę "bytu" od jego braci - ale nie chce wchodzić w konfrontację, bo to byłoby samobójstwo. Jest to taka psioniczna "ciuciubabka". Wie, że "byt" szuka Dzieci - Dante stara się więc "kusić go" psionicznymi wizjami czasu, który spędził z Fulgrimem.

Rzut:

Empatia 4 + Zdolności psioniczne 3 + Kielich 1 + enumeracja (sukces)

kość 1: 4, kość 2: 8, kość 3: 7, kość 4: 2, kość 5: 9, kość 6: 10, kość 7: 5, kość 8: 2.

test zdany + 4 sukcesy

 

Gwardia

Bieg i wskoczenie do okopów (ruch), zranienie na oddziały Skitarii co już tam są (nie uwzględniam bonusu za fortyfikację bo Gwardia sama wskakuje do okopów, ale jeśli MG mają inne zdanie to proszę o wzięcie tego pod uwagę)

Uzbrojenie 4 + Walka bronią 4 + Kielich 1 + Broń 1

kość 1: 8, kość 2: 2, kość 3: 3, kość 4: 1, kość 5: 4, kość 6: 8, kość 7: 7, kość 8: 2, kość 9: 7, kość 10: 4.

test zdany + 4 sukcesy

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MF0sCNK.jpg

Titus Taurus Geminus 

 

-Doskonała robota Anguis, nie przejmuj się - powiedział Titus przez komunikator w pancerzu powracając do swoich ludzi, rzucił jedynie krótkie spojrzenie na kobietę, którą zabrali ze sobą na tą misję. Faktycznie rozmowa, którą odbyli jakiś czas temu chyba w dużym stopniu zmieniła ich obecną sytuację. Nie miła jednak zamiaru zbyt bardzo rozpatrywać tą sytuację. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Altheia okazała się bardzo przydatna i znacznie im w tym momencie pomogła. Cokolwiek miało zdarzyć się w przyszłości, w tym momencie okazała się dużym atutem. A Titus pewien był, że nie zapomni tego. Był jej przynajmniej winien dobre wino, nawet jeżeli nie był jej potrzebny, liczył się pewien symbol. 

 

Skinął głową w niemym podziękowaniu, nie zastanawiając się czy mogła zauważyć ten gest. Anguis wyglądał za to na zaniepokojonego, co wcale nie dziwiło Titusa. 

 

-Na co czekacie - zwrócił się do swojej drużyny -W bunkrze jest nasz wróg, a ktoś ma tutaj podobno otwierasz puszek. Pokażmy im co znaczy zadrzeć z I Kompanią! - jego żołnierze przygotowali się do wykonania zadań, tymczasem Titus usadowił się niedaleko radia, coś tutaj grało nie czysto i czuł, że jego ludzie go potrzebują. Wszyscy ludzie ... bycie Lordem I Kapitanem III Legionu zobowiązywało. Nawet jeżeli wystawiało go na strzał. Przestawił komunikację, aby nadać do wszystkich swoich żołnierzy. 

 

-Mówi Pierwszy Kapitan Titus Taurus Geminus. Do wszystkich żołnierzy III Legionu i sił ekspedycyjnych. Coś próbuje wpływać na nasze umysły. To samo, które już wcześniej próbowało nas zniszczyć. Próbuje nami manipulować. Zaklinam was nie dajcie się! Popatrzcie na te rafy koralowe i na te wody! Za przelaną krew już zawsze będą nasze. Gdziekolwiek się znajdziemy nasza część pozostanie na tym świecie, bo będzie to historia naszego Legionu. To coś żywi się emocjami, strachem, wściekłością. Nie damy im tej satysfakcji. Za przelaną w tym miejscu krew. Za wszystkich żołnierzy, którzy przelewali tutaj krew przed nami. Przewracali by się w grobach, wstyd im byłoby nosić te barwy, gdyby wiedzieli, że Dzieci Imperatora dały sobie narzucić jakieś łańcuchy. Ja wiem czego chcę! Nadszedł odpowiedni czas, aby odzyskać to co nasze. Przysięgam wam, że będę bronił, tych co nie mogą bronić się sami, że będę walczył do samego końca i nigdy nasz wróg, nie weźmie mnie żywego. Więc otrząśnijcie się i podążajcie za mną! Mamy zadanie do wykonania, nie jesteśmy szaleńcami i zrobimy to co do nas należy.  - zakończył transmisję nie wiedząc czy miała ona jakiś wpływ na jego żołnierz, choć miał nadzieję, że komuś pomoże w tej szalonej sytuacji. Tymczasem chwycił swój karabin i ponownie przyklęknął na skraju okopu szukając dogodnego celu. 


 

Spoiler

 

To tak:

 

Ignis Mortis strzela z Karabinku Grawitacyjnego Uzbrojenie 3 + Broń Długa 2 + Sztandar 1 + Karabin Grawitacyjny 1 

2 - 2 - 8 - 2 - 4 - 3 - 5

 

Titus Przemawia

Empatia 4 + Perswazja 4 + Sztandar 1 + Vox 1 

5 - 7 - 3 - 7 - 8 - 8 - 8 - 8 - 4 - 5 - Test zdany + 3 sukcesy 

 

Jeżeli przemowa nie daje nic mechanicznie, lub Titus może jeszcze strzelić to robi to

Uzbrojenie 4 + Broń Długa 2 + Sztandar 1 + Karabin 1 

10 - 8 - 7 - 5 - 8 - 2 - 5 - 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Mark Petrie - We Be Defenders

 

Bunkry padły.

 

Ludzie Asteo zmietli z powierzchni ostatnich Skiitari na swoim odcinku. Mieli chwilę wytchnienia zanim kolejna fala bitwy rzuci ich na teren bazy Mechanicum. 

- Kapitanie - Zaczęła Sierżant Ulloriaq. Nie dokończyła. Z  wody wynurzyły się  karmazynowo-złote sylwetki Gwardii Krwi prowadzone przez samego Anioła.

Przeciwnicy zaczęli wycofywać się w kierunku bazy. 

 

Ignis Mortis niczym ognista burza przedarło się przez przeciwników. Kilka minut bez ostrzału wystarczyło by elita trzeciego Legionu pokazała na co ją stać.

 

W powietrzu było nieco gorzej. Ostatni desantowiec zdołał co prawda zestrzelić Avengera, ale potem musiał lądować awaryjnie, gdzieś na terenie bazy Mechanicum. 

 

Dzieci Imperatora, wspierane przez siły Archite Palatines, przebiły się na teren Mechanicum.

 

Trudno było powiedzieć czy przemowa Titusa odniosła zamierzony skutek. Pierwszy Kapitan, chroniony blaskiem psioniczki, czy też jak sądziła ona, "łaską Imperatora" nie był w stanie ocenić wpływu jaki tajemnicza siła miała na innych oficerów na polu bitwy.

 

Dante posłał kolejny obraz. Żałował, że jego legion nie znał koncepcji podwójnej inicjacji. Gdyby jak Kapitan Maat przeszedł całe szkolenie Dzieci Imperatora miałby z pewnością więcej wspomnień, które mógłby rzucić na przynenetę. Czuł się coraz bardziej wyczerpany. Istota była potwornie silna. Wiedział, że w otwartej walce nie ma szans pozostało mu tylko wycofać się z pojedynku zanim przeciwnik...

 

Nagle znalazł się pod wodą.

Przez krótką chwilę na prawdę wierzył, że atol zarwał się pod nim, ale potem zdał sobie sprawę, że była to kolejna forma ataku. Tym razem skierowana na niego.

Otaczała go ciepła, delikatnie pieszcząca jego skórę woda i migotliwe, piękne tak, że zapierały dech w piersiach, kuszące postaci.

Usłyszał pieśń kryształu.

Choć, choć ze mną - Szeptał do niego bezcielesny głos. - Dam ci rozkosz i moc tak wielką, że można w niej zatonąć. 

Leonatos szarpnął się, próbując wyrwać się z oplątujących go macek i wtedy go... Ją... To zobaczył.

Wewnątrz bazy w wielkim hangarze. Istotę otaczali odurzeni Magosi. W pokrytym mistycznymi symbolami kręgu wili się w ekstazie ludzie, maszyny i obcy.  

A pośród tego wszystkiego Tytan. 

Imperialny Tytan z którym dowódca przeciwników zamierzał się zjednoczyć.

Idealne połączenie Xeno i maszyny, które siać będzie zniszczenie i ekstazę.

Która przyniesie pomstę na tych, którzy próbowali zniweczyć jego plany.

Które pokona Sanguiniusa i sprowadzi dumnego, faworyta Kharnetha na kolana, by móc ofiarować go Mrocznemu Księciu, by Ta-która-pragnie mogła pochłonąć jego duszę. 

Leonatos nie miał pojęcia czym jest połowa z rzeczy i osób, o których myślał jego przeciwnik i czy ujawnił to celowo, czy też przypadkiem, ale był pewien jednego.

Nie zamierzał na to pozwolić.

 

Tarcze próżniowe odcinające atol zamigotały i znikły.  

Magos Decreti odetchnął z ulgą. Teraz musiał się tylko wydostać z centrum dyspozycji. Na szczęście dziwaczni mutanci, którzy kontrolowali większość członków Mechanicum na tej przeklętej planecie, z jakiś przyczyn, których jeszcze nie zbadał, kompletnie go ignorowali.

Zupełnie jakby nie istniał.

 

Sangiunius i Asteo spotkali się, z idacym z drugiej flanki, Pierwszym Dzieci Imperatora przy wyrwie w kryształowym murze otaczającym bazę.

Karmazynowy pancerz Anioła był poszczerbiony, mokry i gdzieniegdzie nadtrawiony kwasem. Prymarcha gdzieś zgubił hełm. 

Nie był wiele wyższy od dwójki kapitanów. Pozbawiony skrzydeł wydawał się drobny i delikatny, ale w jego ruchach, w jego oczach, czaiła się śmierć. Zmarszczył na chwilę brwi widząc jaśniejącą na złoto, uskrzydloną "świętą" towarzyszącą Titusowi.

 

Dante! - Głos Anioła usłyszała Gwardia, i stojące wokół niego Dzieci Imperatora, lecz nie Caido, który jakiś czas temu zwalił się nieprzytomny na podłogę bunkra, jego umysł uwikłany w pojedynek z Istotą. - Dante melduj jaki status? -

Lordzie - W intervoxie zabrzmiał  głos Zuriel. - Wyeliminowaliśmy większość sił Machanicum w odcinku Ceres. Lord Dante musiał się odłączyć, ale jego skafander wskazuje, że  fizycznie nic mu nie jest. - Prymarcha powstrzymał przekleństwo. - Abihail. Do mnie!

 

Kapitanie - Ton Anguiusa zatrzymał się gdzieś w połowie drogi między ulgą a desperacją. - Wpływ zmalał. To coś jest zajęte. Nie wiem co dokładnie się dzieje, ale sądzę, że  Lord Kapitan Le...Eee... Dante coś robi. I może powiedziałby Kapitan, Pani Alathei, że może chwilowo przestać świecić, wydaje się Pana słuchać.

 

Oczy Asteo rozszerzyły się kiedy obok Prymarchy Aniołów Krwi, przy dźwięku gromu zmaterializowała się drużyna dowodzenia Gwardii. Nie cała jednak, brakowało ich dowódcy.

 

Pierwszy Kapitanie. - Geminius usłyszał jednocześnie w odbiorniku skafandra głos córki - Melduję, że tarcze zeszły. Duma będzie gotowa do startu za ha minus 0.98.  Na górze trwa bitwa kosmiczna, lepiej się nie ociągać.

 

- Kapitanowie. - Głos Sanguiniusa był chłodny i rzeczowy. -  Gdzieś w tym kompleksie ukrywa się wróg, który zastawił pułapkę na waszego ojca, a mego brata. Który nawet teraz próbuje skazić wasz Legion i który właśnie w tej chwili stara się zabić, lub wypaczyć szefa mojej ochrony. Mam zamiar pójść tam i rozszarpać go na strzępy. Macie ochotę mi towarzyszyć?

 


 

 

 


Korzystając z chwili przerwy w walce możecie nakazać swoim Konsyliarzom zająć się ranami waszych rannych ludzi (jeśli macie jakichś, ew. mogą to zrobić bez konsyliarza, ale pójdzie im gorzej). Jak ktoś tak robi to niech wykona rzut dla oddziału: Operowanie sprzętem + Pierwsza pomoc + Konsyliarz i ew. standardowo +1 za Sztandar jeśli ktoś go ma.

 

Vonen twoja postać jest w walce psionicznej, na razie nie dostałeś żadnych ran. Możesz albo pozostać w walce i próbować rozpraszać przeciwnika i utrudniać mu zarówno rytuał jak i wpływanie na Dzieci (mam tu na myśli jakiekolwiek manewry chcesz wykonać nie tylko Rozproszenie), albo próbować się wyrwać z walki i użyć teleportarium, żeby dołączyć do oddziału. 

 

Edytowane przez Sheila

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Asteo.jpg

Asteo Majortis

 

W końcu odnosili pierwsze sukcesy, ale daleko było do końca bitwy. Asteo słysząc słowa Ulloriaq momentalnie się do niej odwrócił, chciał nawet przez chwilę zdjąć hełm, zawsze uważał, że takie rozmowy powinno się odbywać oczy w oczy, ale przerwało to przybycie Anioła, trudno, sierżant musi poczekać, nie zrobią tego jednak ranni.


- Hippekracie, mamy chwilę wytchnienia. Zajmij się rannymi, reszta drużyny niech mu pomoże. -  Rzucił na voxie Unguis.


Przemówienie Titusa i słowa Sanguinusa utwierdziły kapitana w przekonaniu, że na Laeranie nie toczyła się tylko walka o samo przetrwanie, ale o coś więcej. Stawkę stanowiła sama dusza Legionu, jego cała przyszłość. Asteo wolał rzucić się w czarną dziurę niż widzieć rezultaty planów tego szalonego czegoś wobec Fulgrima, wobec Dzieci Imperatora, na samą myśl jego ciało wypełniło obrzydzenie. Dalej pamiętał o swojej przysiędze, Anioł miał rację. To szaleństwo należało jak najszybciej zakończyć. Jednak uwadze kapitana nie umknęło dziwne zająknięcie Codicera, nie zwrócił na to szczególnej uwagi. Miał znacznie ważniejsze rzeczy na głowie.


- Oczywiście lordzie. Tu nie chodzi nawet o samo przetrwanie legionu, ale też wszystko co reprezentuje, czym jest. Przeciwnik musi zginąć. - Odpowiedział prymarsze bez wahania.

 

Spoiler

Rzuciwszy 4k10, Rhaegrim uzyskał(a) wyniki: Operowanie sprzętem i konsyliarz, jeden sukces
kość 1: 5, kość 2: 3, kość 3: 3, kość 4: 6.

 

Edytowane przez Rhaegrim

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ksO67eL.png

Leonatos

 

Psioniczna manifestacja była rzeczą niebezpieczną i niecodzienną - do tej pory Leonatos jedynie o niej czytał, sam nigdy - nawet przed Edyktem - nie podejmował się tego w tak niebezpiecznych warunkach. Zwykle istniały też dużo prostsze sposoby na pokonanie wrogiego psionika - wystarczyło się zasłonić przed jego mocami i zniszczyć jego cielesną powłokę. Tym też zajmowali się coedicerzy - osłoną i wsparciem oddziałów bojowych. Tym razem jednak nie mierzył się z przeciętnym psionikiem, a z potężnym wrogiem, którego moc była podobna do Prymarchów. Leonatos przypomniał sobie, jak to tworzył siatkę ogników mających osłonić słońce jakim był Sanguinius.

Teraz, podobnie, mógł co najwyżej kąsać, opóźniać, rozpraszać.

I liczyć, że to o Tytanie było tylko kłamstwem. Pozostałe nazwy będzie jednak musiał sprawdzić w bibliotekach.

 

Postanowił dać istocie myśleć, że się na to nabrał. Będzie miał tylko jedną szansę na zadanie porządnego ciosu - potem pozostaną mu tylko uniki, rozpraszanie i skupianie na sobie uwagi - bardzo możliwe, że śmiertelne.

Skupił umysł. Woda, w której się znajdował, wcale nie istniała naprawdę, nie miała też prawa ograniczać jego ruchu. Wystarczyło sobie to uświadomić.

Istota pragnęła Sanguiniusa, Anioła na kolanach, ale jednak walecznego, w pełni chwały. Cóż, najwidoczniej była pełna sprzeczności, ale może właśnie to mu pomoże.

 

Leonatos pamiętał Anioła w pełnej glorii. Był w końcu jego synem.

Rubiny na jego napierśniku zalśniły krwawym blaskiem, a skrzydła przestały być tylko ornamentami. Z jego pleców w jednej chwili wyrosły dwa wielkie, puchowe skrzydła na podobieństwo tych, które nosił niegdyś Anioł. Z godnością "kroczył" w stronę miejsca, z którego wabiła istota.

 



Leonatos próbuje pozować na pełnego glorii Krwawego Anioła (znaczy, nie próbuje udawać Anioła, raczej chce się pokazać jako godny członek Legionu, prima inter pares itp. ) którego kusi wizja przedstawiona.

W rzeczywistości chce "zbliżyć się psionicznie" do wroga, znajdując wrażliwe miejsca w psionice.

Mechanicznie - manewr finty.

 

Empatia (4) (normalnie jest Siła, ale to walka psioniczna i wrtości są i tak te same, więc pomyślałem o empatii) + Techniki psioniczne (3) + Kielich (1)

kość 1: 2, kość 2: 10, kość 3: 1, kość 4: 1, kość 5: 10, kość 6: 7, kość 7: 9, kość 8: 5.

+3 sukcesy do przyszłego ataku

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MF0sCNK.jpg

Titus Taurus Geminus

 

Byli tutaj, nie obyło się bez strat, ale w sytuacji w której się znaleźli były one do zaakceptowania. I z tego powodu Titus czuł się źle. Musiał już myśleć jak Pierwszy Kapitan, nie tylko o swoich ludziach, ale o całym legionie. Należało podejmować trudne wybory i zawsze ktoś ginął. Mieli jednak zadanie do wykonania, a Dzieci Imperatora, nigdy nie uciekały przed obowiązkiem. 

 

-Gullo, opatrzcie naszych rannych. W najbliższym czasie nie będzie Medevaca, potrzebujemy każdego zdolnego do walki - sierżant skinął głową, z pewnością jak pozostali doskonale zdawał sobie z tego sprawę, ale jedno to rozumieć, a drugie usłyszeć gdy stanie się to faktem. Jednakże I Kompania była elitą i mimo swoich problemów, mimo konieczności odbudowy i ogromu pracy jaki należało jeszcze wsadzić, aby przywrócić tej jednostce dawny blask, robili to co do nich należało i robili to z dumą i determinacją. 

 

Teraz mógł skupić się na wszysktim co działo się wokół. Najpierw komunikat  -Rozumiem pani Komandor. My ruszamy odciąć głowę węża. Obowiązek wzywa, proszę zadbać o bezpieczeństwo Dumy - chciał dodać jeszcze o wiele więcej, gdyż to co mieli zrobić było bardzo niebezpieczne. Nie ufał jednak ani swojemu głosowi, ani swoim uczuciom. Wiedział, że córka zrobi to co do niej należało, więc tym bardziej oni musieli to zrobić. 

 

-Mamy ograniczone okno czasowe. Duma będzie startować - powiedział podchodząc do Anioła, a po drodze klepiąc Anguisa po ramieniu, chcąc go choć trochę uspokoić. -I oczywiście panie, jeżeli trzeba pójdziemy nawet do piekła - nie czekał parę kroków, gdyż osoba świecąca niedaleko nich faktycznie narażała ich na pewne niebezpieczeństwo, a wierzył swojemu Codicerowi, gdy ten twierdził, że zagrożenie minęło. 

-Alatheio - jego ton był nadzwyczaj łagodny, zasłużyła na tą delikatność wyciągając ich z ogromnej opresji -Anguis twierdzi, że zagrożenie minęło. Przynajmniej tymczasowo. - położył jej delikatnie dłoń, na jej dłoni, chciał w ten sposób upewnić ją, że wszystko jest w porządku. Nie wiedział jak te wszystkie przeżycia i podwójna śmierć mogła na nią wpłynąć, wolał więc nie dawać jej powodów do stresu -Dziękuje ci za pomoc. Myślę, że mnie uratowałaś przed tym co chciało wbić się w moją głowę. Tymczasem nie narażaj się i lepiej nie wyróżniaj, teraz nasza kolej na dalszą pracę -

Odczekał jeszcze parę chwil i odszedł parę kroków, tak aby stanąć przed wszystkimi zebranymi 

-Panie, za twoim pozwoleniem parę słów - powiedział do Anioła, a gdy ten skinął głową, zwrócił się do wszystkich -Istota, która rządzi na Lear jest tą samą, którą spotkaliśmy na Dumie Imperatora.  Posłuchajcie mnie uważnie, ona żywi się naszymi emocjami. Sprawiają, że jest silniejsza. Z tego powodu trzymajcie swoje emocje na uwięzi. Uważajcie na siebie i pozostałych. Musimy ją zabić, ale z pewnością będzie chciała przejąć nad nami kontrolę. Zrobimy to co do nas należy i nie pozwolimy aby nami manipulowano - skończył gdyż nie chciał tracić zbyt dużo czasu. Nie wiedział ile go mieli, nim istota znów spróbuje wedrzeć się im do głowy ...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Radioactive in the dark

Leonatosa zalewały fale obcych, wypaczonych emocji i tysięcy bodźców.  

Tonął w bólu, dławił się ekstazą. 

Ale  jakimś cudem udawało mu się, powtarzając wygaszenie Ego, utrzymywać nad sobą kontrolę. 

Przed oczyma przepływały mu obrazy Baala...

Baal?

Uskrzydlona istota, uwięziona w czerwieni.

Wokół ciała.

Dzieci. 

Ego...

Wściekłość.

Próbuje się wyrwać spod kontroli! 

Kto próbuje?

Leonatos? Dante? Ta istota?

Natchniona twarz Amita otoczona złotym blaskiem.

Autem...

Mieli szczęście...

Malakai?

in perpetuum!
 

Kiedy wkroczyli do hali w której odbywał się rytuał w oczach Anioła płonął, nie to już nie był gniew, to była furia.

Lodowata furia.

Hangar tytana klasy Warhound był duży, pełnen przechowywanych w stalowych skrzyniach sprzętów i wypełniony zdrajcami z Adeptus Mechanicum.

Naprzeciw kroczącym Astartes wyszły bojowe automaty i Skitarii kryjący się za rozstawionymi strategicznie skrzyniami.

Jedni i drudzy starali się bronić dostępu do, odbywającej się, pod nogami, stojącego w bezruchu, tytana, ceremonii.

Anioły Krwi i Dzieci Imperatora, ramię w ramię zdeptali, rozniesione w słusznej furii, automaty i przeszli ponad ciałami rozerwanych seriami boltów Skitarii.

Wyszli z labiryntu stalowych kontenerów na ostatnią linię obrony.

Uderzyła w nich dziwna, chaotyczna muzyka bębniąca z głośników.

Dwie ciężkie, czworonożne maszyny kroczące o rozmiarach dorównujących drednoughtom skierowały w nich zamontowaną przy kadłubie ciężką broń antygrawitacyjną. Pomiędzy nimi Skitarii, w nienagannym szyku, mierząc w nich z broni łukowej.

Bronili dostępu do dziwnie obcej i pięknej istoty, która stała otoczona pozornie niezliczonymi, zachodzącymi na siebie, kręgami adeptów i innych istot, które wiły się w rytm wszechobecnych, dziwnych dźwięków w skomplikowanym tańcu.

Nikt ich nie zaatakował.

Istota zwróciła ku im swoje oblicze i aż zaparło im dech w piersiach.

Nawet Anioł zatrzymał się w pół kroku, ale to nie na nim spoczął jej wzrok.

Titus i Asteo poczuli jak nogi uginają się pod nimi i gdyby nie wbudowane w pancerze serwomotory wspomagające ich ruchy to padliby bezwiednie na kolana.

- Czekałam na was. - Powiedziała głosem, który przynosił jednocześnie ekstazę i obietnicę bólu.

- Nie musimy być wrogami. Wy i ja jesteśmy podobni. Wasz ojciec to wiedział kiedy przybył w to miejsce i sięgnął po mój miecz.

Naszym przeznaczeniem jest stać nawzajem u swego boku i walczyć z waszymi wrogami.

Jej słowa przebijały ich zmysły.

Każde niosło ładunek ciągle zmieniających się emocji, z którymi ledwie byli w stanie walczyć. 

Sanguinius zrobił krok, potem następny. Tytanicznym wysiłkiem woli zaczął podnosić pistolet.

Złoty blask eksplodował i zalał hangar. Przetopił się przez vizory hełmów i filtry, oślepiając na chwilę wszystkich.

- Odejdź kusiecielu! - Usłyszeli drżący z emocji kobiecy głos. - Nie waż się plugawić świętych wojowników Imperatora! Jego wola jest młotem, który...

Reszty nie słuchali.

Odzyskali wzrok.

Czar chwili prysł i czas jakby ponownie ruszył z miejsca.

Pojazdy kroczące zaczęły ładować broń. Astartes poderwali broń. Istota podniosła smukłą dłoń w ich stronę w tym samym momencie, w którym Sanguinius wskazał ją ostrzem wyciągniętego miecza.

Powietrze wypełniły ładunki wyładowań energetycznych, wiązki grawitacyjne i dziesiątki boltów.

Kakofonia muzyki wzniosła się zmierzając nieniknienie ku swojemu crescendo.

A za plecami wijących się wokół Daemona istot, niezauważone przemykały postacie pilotów tytana.

 

Znowu był w hangarze.

Fale emocji.

Zalać aż przestanie się liczyć cokolwiek poza odczuwaniem.

Aż wszytko co pozostało w Leonatosie z człowieka przestanie mieć znaczenie.

Ego...

Eksplozja złotego światła rozproszyła burzę napierających na Caido emocji i obrazów.

Ego autem...

Widział płonącą złotym blaskiem postać, która zdawała się być na wyciągnięcie ręki od niego, niemal tak materialna jakby była fizycznie w osnowie.

Alethea!

Druga, która jeszcze przed chwilą napierała na niego i jego towarzyszy broni, wiła się otoczona emanującymi z niej mocami psionicznymi pośrodku burzy emocji, które kłębiły się pod stopami maszyny ziejącej śmiercią.

Burza obmywała zabójczy metal, próbując powoli, ale nieubłaganie w niego wsiąknąć i połączyć się z nim.

Istota ze swoją niemierzalną wolą i siłą, w obliczu złotego blasku, na dosłownie jedną chwilę, zapomniała o nim.

 

 

Konsyliarz Trójki wyleczył jedną osobę. Rhaegrim wybierz, którą - listę masz w Aktualnym braterstwie i ranach to ją z rannych wykreślimy.

 


Niestety oddział Titusa, bez konsyliarza niezbyt dobrze sobie radzi i nie postawili na nogi nikogo. Rzut: 5 - 9 - 8 - 1 = test niezdany.

 

Runda I

Walka Wręcz: wy wszyscy włącznie z Dantem (w postaci astralnej)

Bliski: Skitarii (w liczbie trudnej naprędce do ustalenia, może 2, a może i 4 oddziały), 2 maszyny kroczące

Daleki: Istota + kilkadziesiąt ludków, które ją osłaniają

Ekstermalny: skradający się piloci

 

Każdy może zrobić darmowy rzut na: Wywiad + Zwiad + ew. 1 za Zestaw sensorów + ew. 1 za Kielich/sztandar. Jeśli zdacie test to ich zauważacie i wiecie, że oni próbują dobiec do tytana i wejść do niego!
 

 

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Asteo.jpg

Asteo Majortis

 

Gdy złoty blask wypełnił salę kapitan wreszcie mógł myśleć jasno, zerknął na świętą i mimowolnie wyszeptał. - Imperator strzeże. - Jego myśli wirowały, próbował je jak najszybciej uporządkować, w tamtej chwili zrozumiał wiele rzeczy
Asteo pamiętał tamten dzień, Laeran płonął. Sam Phoenicjan miał poprowadzić ostateczne natarcie na ostatnią twierdzę obcych, opór był zadziwiająco mały, a samo wnętrze dziwnej struktury surrealistyczne i ta dziwna muzyka. Nad masą wijących się ciał na piedestale leżał miecz, który kusił egzotycznym wyglądem, szczególną uwagę przyciągał piękny kryształ. Każdy niczym zahipnotyzowany patrzył jak Fulgrim po niego sięgał, a teraz wszystko wydawało się takie oczywiste. Prymarcha nigdy nie powinien po niego sięgnąć, cała ta planeta była niczym innym jak pułapką na III Legion. Za pierwszym razem dzięki pomocy Magnusa się nie udało, teraz to cholerne wynaturzenie znowu próbowało.


Asteo chciał wymiotować słysząc słowa abominacji, czuł obrzydzenie w głębi siebie szczególnie na wzmiankę o podobieństwie. To on kształtował swój los jak każda wolna istota i nikt nie mógł mówić o jakimś przeklętym przeznaczeniu, jakby jakieś wyższe istoty kierowały galaktyką.


Spojrzenie skierował na pole bitwy, wszystko widział jasno od skittari po coś czego nazwać nie potrafił, a jedyne słowo jakie cisnęło mu się na usta to...Demon. Potem usłyszał słowa Titusa, zmrużył oczy i też to dostrzegł.

Należało działać jak najszybciej, nie było czasu, załoga nie mogła dotrzeć do maszyny i co bardzo bolało kapitana to jednak za wszelką cenę. W grę wchodziła cała przyszłość III legionu, Asteo przepełniony determinacją zacisnął zęby


- Unguis, przeszliśmy przez wiele, jednak stawka nigdy nie była taka wysoka, ta bestia przed nami stanowi źródło całego zamętu, chce nas wypaczyć na swój chory sposób. Nas i naszego ojca. Wybiła godzina próby! Zaczęła się bitwa o duszę III Legionu. Proszę was byście raz jeszcze za mną poszli, być może wszyscy dzisiaj zginiemy, jednak śmierć jest lepsza niż los zgotowany przez to wynaturzenie! Dzieci Imperatora!. - Powiedział na voxie drużyny.


- Śmierć jego wrogom! - Każdy odpowiedział jednym głosem.


Wszyscy skaczemy, strzelamy do pilotów, jeśli wejdą do tytana to jest po nas! - Wydał rozkazy po czym on i jego drużyna odpalili silniki skokowe i unieśli się w powietrze. Gdy powoli się unosił ku własnemu zdziwieniu z jego ust wydobyło się. - Imperator chroni.

 

Spoiler

Asteo wraz z drużyną skaczą i zranienie na pilotów.

 

Rzuciwszy 3k10, Rhaegrim uzyskał(a) wyniki:Nie zauważył
kość 1: 5, kość 2: 3, kość 3: 6.

Suma wyników = 14

 

 

 

 

Edytowane przez Rhaegrim

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

MF0sCNK.jpg

Titus Taurus Geminus

 

Co tu się właściwie stało? Wchodził do tego miejsca z przekonaniem, iż koniec jest bliski. Czuł zbliżające się niebezpieczeństwo, a tymczasem to mógł być ich koniec. Istota miała potężną wolę i Geminus nie wiedział czy bez pomocy zdołałby się jej oprzeć. Nie wiedział co oznaczałoby to dla Legionu, ale już raz przez to przechodzili, a teraz dzięki decyzji zabrania Alathei udało im się powstrzymać cokolwiek to coś próbowało z nimi zrobić. Nie poddadzą się manipulacji. Nadszedł czas aby przemówiła ich stara siostra ... śmierć.  W tym zamieszaniu Titus dostrzegł ruch dwójki ludzi w kierunku unieruchomionego Tytana. To oznaczało ogromne kłopoty 

-Piloci, niech ktoś ich zdejmie bo za chwilę zrobi się naprawdę nieciekawie - wyglądało na to, iż Asteo i jego drużyna podjęli się tego zadania, dlatego mogli skupić się na czymś innym. Na nadciągającej chmarze istot. 

 -Gullo skupcie się na maszynach kroczących, potem musimy sobie wyrąbać drogę do tej istoty - rzucił na kanale swojej drużyny, aby natychmiast przenieść się na ogólny

-Na mostku Dumy używała naszych do leczenia się. To samo może być z tymi "roślinkami" wokół niej ... trzeba się ich pozbyć - po chwili nie pozostało już więcej słów do powiedzenia. Pozostało jedynie dostać się do przodu, jedynie taniec na śmierć i życie, jaki już kiedyś kroczyli. Nie zwracał uwagi, na padające strzały. Skoro istota tak lubiła miecze, to jeden dziś dostanie. 

-JAŚNIEJ OD GWIAZD! - krzyknął wznosząc swój miecz do ataku i wpadając we wrogów jak anioł zemsty ... za wszystko co spotkało jego Legion. 


 

Spoiler

 

Ignis strzela z Meozy do maszyn kroczących Uzbrojenie 3 + Broń Długa 2 + Sztandar 1 + 1 za broń 

9 - 3 - 10 - 9 - 4 - 7 - 3 (test zdany, chyba że są specjalne obostrzenia) 

 

Titus szarżuje na wrogów Walka Bronią 4 + Ubzrojenie 4 + Szarża 1 + Miecz 1 + Sztandar 1 

10 - 5 - 7 - 10 - 5 - 4 - 9 - 7 - 10 - 8 - 1

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

 

Really Slow Motion - Heartstone

Ryk silników.

Złote sylwetki prowadzone smugą czerwieni przedarły się przez okrąg kseno i Skitarii. Sanguinius i jego pięciu gwardzistów wylądowali miażdżąc pancernymi butami wijące się na podłodze istoty.

 

Anioł spojrzał prosto w oczy istocie ona zaś, z nieludzkim wdziękiem, skłoniła się Prymarsze.

- Nareszcie - Wymruczała z ekstazą w głosie, unosząc dłonie z geście poddania. - Przybyłeś. Posłuchaj mnie, nie jesteśmy wrogami.  Wasz Imperator was zdradził ...

 

Piloci umarli wrzeszcząc z rozkoszy.

Bolty rozrywały ich ciała, a z ich syntetyzatorów mowy dobiegały bólu i ekstazy.

Skitarii, jakby wybudzeni ze snu, wreszcie zareagowali na obecność Astartes i otworzyli ogień.

 

Strumienie rozgrzanego do białości promethium spłynęły na pancerz maszyny kroczącej.

Farba i wierzchnie powłoki pancerza topiły się i spływały wielkimi płatami na podłogę, lecz poza tym maszyna pozostałą nietknięta. 

Maszyna obróciła wieżyczkę. Zamontowane przy korpusie działo antygrawitacyjne ożyło. Dziwne wibracje przeszyły powietrze a potem maszyna wypaliła w Ignis.

- Oż ty łaj... - zdążył powiedzieć Gullo po czym zwiększona wielokrotnie siłą grawitacji wcisnęła go wraz z oddziałem w podłogę.

Serwomotory pancerzy wspomaganych trzeszczały próbując poradzić sobie z nagłym naciskiem, a Astrates musieli walczyć by wstać z kolan, lub choćby podnieść broń.

 

Wyładowania elektryczne rozeszły się po nacierających Gwardzistach Krwi nie czyniąc im krzywdy.

Z mechanicznym wyciem ni to szału ni ekstazy, pozostali Skitarii zerwali się z miejsc.

Część wybiegła na spotkanie Titusowi, część skoczyła na Asteo i Unguis chcąc pomścić śmierć pilotów.

 

Otaczające Geminiusa pole siłowe rozjarzyło się w zetknięciu ze spadającymi na nie ciosami maczug elektrycznych. Ostrze energetycznego miecza Pierwszego Kapitana Dzieci Imperatora śpiewało pieśń śmierci dziurawiąc i rozcinając ciała zdrajców.

Wystarczyła chwila, w której zderzyli się ze sobą, by zrobić sobie miejsce, czterech jego wrogów leżało dymiących i martwych u jego stóp.

 

Skitarii wpadli w drużynę Asteo niespodziewanie. Spodziewał się ostrzału, tak, ale nie ślepej żądnej krwi szarży. Nie w wykonaniu przeciwnika, którego nie była to mocna strona. Scyborgizowani żołnierze wpadli pomiędzy nich jak szarańcza uderzając na prawo i lewo. Każdemu ciosowi towarzyszyło wyładowanie i ciche przekleństwo, któregoś z Astartes, którzy - zamknięci w pancerzach wspomaganych najnowszej generacji - mieli wrażenie jakby ktoś szturchał ich kablami podłączonymi do prądu.

- Niech im ktoś powie by przestali - powiedział Kaden nie mogąc się powstrzymać -to łaskocze.

Chwilę potem przestało mu być do śmiechu.

 

Druga z maszyn, otoczona przez Gwardię Krwi próbowała się spomiędzy nich wyrwać. Ciosy spadały na nią jeden po drugim. Jej pancerz choć wytrzymały musiał w końcu ustąpić. Wreszcie, jeden z ciosów Paulosa wgniótł staw jednej z mechanicznych nóg i maszyna stanęła w miejscu. Obróciła gwałtownie, kilka razy wieżyczką chcąc roztrącić Gwardzistów, ale nic nie zdziała. Jednak czyniąc to Pilot jednak ujrzał nowy cel.

Rozległa się cicha wibracja i kolejny ładunek z działa grawitacyjnego został wyzwolony.

 

Skitarii atakujący Unguis zwalili się na podłogę, jakby ktoś ich rozprasował. Sekundę potem Astartes poczuli ogromny, przytłaczający ciężar, który narastał. Ktoś się przewrócił. Ktoś stracił chwyt na broni. Asteo stał najbardziej z boku, na granicy pola, ale to wystarczyło by też musiał walczyć ze zwiększoną grawitacją.

 

- Stop! - Powiedział Daemon.

Wszyscy w okół jakby zamarli.

 

- Wysłuchaj mnie Dziecię Krwi. - Mówiła Istota - Wasz Imperator was zdradził. Wiesz o tym. Sprzedał Ciebie i twoich braci. Obiecał ich ciała nam. Feniks zgodnie z obietnicą waszego Imperatora należy do mojego Pana, Mrocznego Księcia. Syn Lasu oddał swoje ciało i umysł Panu Zmian. To co spotkało Eugana Tembę, to co zniszczyło twoje skrzydła, miało też spotkać Horusa. Ciebie i twoje dzieci wasz "ojciec" obiecał Władcy Czaszek. Nie bez powodu dręczy was Pragnienie Krwi. Posłuchaj mnie, nie musisz teraz podejmować decyzji. Poleć na planetę, którą nazywacie Moloch.

 

Ból.

Żal i gniew.

Zwątpienie.

Nadzieja.

 

Really Slow Motion - Supremacy

Anioł zmarszczył brwi.

Zawahał się.

* * *

Dante Caido.

Zapomniany.

Otoczony niewidzącymi go przyjaciółmi i wrogami.

Na niego słowa istoty jakby nie miały wpływu.

Zwodnicza słabość Dantego przekonała istotę, że można go zlekceważyć, że sukces na Dumie Imperatora Caido zawdzięczał jedynie szczęściu i głupocie Eidolona.

Płonące ślepia bytu, który widział przed sobą, na chwilę odwrócone, jednocześnie skupione na jego prymarsze, na złotym blasku, a jednocześnie sięgające gdzieś dalej. Jakby była i robiła coś równie  ważnego zupełnie gdzie indziej.

Codicer skupił swoją całą wolę.

* * *

 

Zalała ich paraliżująca fala emocji tak silna, że przez chwilę zdolni byli jedynie czuć. 

Nieśmiertelna kobieta otoczona złotym blaskiem zaczęła wzywać imienia Imperatora, ale tym razem z jej ust nie dobył się żaden dźwięk.

Złoty blask psioniczki zdawał się przygasać i drgać niczym chwiejny płomień świecy, a ona sama upadła na kolana roniąc łzy.

 

Ostrze w dłoni Sanguiniusa zadrżało.

 

Istota uśmiechnęła się delikatnie.

Wyciągnęła ku Aniołowi dłoń.

Teraz!

Pół galaktyki dalej Ka'Bandha rozerwał wiążącą go magię El'Johnsona.

Dante uderzył.

Daemon zatrząsł się i cofnął przypominając sobie o jego obecności.

Wzniósł mentalne osłony, ale zbyt późno.

Rozproszył swoją uwagę.

Zwątpienie zniknęło.

Dłoń zacisnęła się na rękojeści i krwawe ostrze Anioła opadło tnąc błękitną skórę. 

- Nie! - Zawyła istota desperacko lecząc swoje rany.

- Zabić. - Głos Sanguiniusa był niczym więcej niż szeptem, ale usłyszeli go wszyscy. - Zabić wszystkich!

 

 

 

Dante próbuje rozproszyć Daemona: Empatia + Perswazja + 1 kielich, 9 kości + 3 sukcesy za fintę,  1 - 7 - 8 - 7 - 10 - 6 - 2 - 2 - 4, zdany + 7! Dante zaszalał i ratuje to wszystkich w akcji Daemona.

 

Asteo + Drużyna strzela do pilotów:
Uzbrojenie + Broń długa + 1 za broń + 1 za spec. zdol. boltera [wymagany test zdany +2 by rozwalić wszystkich od razu] = 9 kości, 6 - 8 - 7 - 4 - 7 - 1 - 9 - 8 - 4, Test zdany +3, rozstrzeliwuje pilotów na kawałki

Drużyna Ignis osmażyła pancerz pojazdu i nic poza tym.

Pojazd oddaje z działa grawitacyjnego: 5 kości, 9 - 2 - 3 - 8 - 10, zdany +1 Oddział Ignis zostaje przygnieciony zwiększoną grawitacją by móc cokolwiek robić w nas. turze muszą zdać Test (na +2, muszą przewyższyć rzut maszyny): Siła + Atletyka (+1 za Pancerz) inaczej dalej walczą ze zwiększoną grawitacją.

Gwardia Krwi w terminatorkach obskakuje drugi pojazd: 10 kości, Potrzebują Test zdany +2 by zadać jakiekolwiek Uszkodzenie: 5 - 1 - 4 - 7 - 10 - 9 - 2 - 3 - 10 - 7, zdany + 2, zadają 1 Uszkodzenie w rzut k10: 9 (motoryka ruchu). Uszkadzają mu mechaniczne nogi (Ruch -1).

Skitarii strzelają do Astartes (po jednym oddziale za każdy oddział graczy):

Oddział Alfa: szarża na Asteo i jego drużynę,  5 kości + 1 szarża, 4 - 3 - 10 - 1 - 5 - 9, test zdany, Rana 1 - 1 za pancerz.
Oddział Beta: szarża na Titusa (on szarżuje ja nich zadając im Ranę 4), Oni oddają: 5 kości + 1 szarża, 4 - 7 - 5 - 5 - 7 - 6, Test zdany +1 Rana 2, ich elektryczne maczugi odbijają się od Pola retrakcyjnego (zostało 3 z 5 ładunków)
Oddział Gamma: łaskoczą Gwardię krwi ostrzałem z broni łukowej: 3 - 7 - 3 - 7 - 7 - 1, test niezdany

Sanguinius + ochroniarze z gwardii krwi z plecakami skokowymi szarżują do istoty roztrącając wszystkich, którzy stoją mu na drodze.

Maszyna krocząca II strzela w Drużynę Unguis chcąc ich  spowolnić: 5 kości, 1 - 4 - 2 - 7 - 2, zdany +2. 
by móc cokolwiek robić w nas. turze muszą zdać Test (na +3, muszą przewyższyć rzut maszyny): Siła + Atletyka (+1 za Pancerz). Ponieważ kiedy Kapitan jest dołączony do oddziału to nie można na niego wpływać, to jeśli nawet oddziałowi nie wyjdzie, Asteo może się od niego odłączyć i działać solo.

Istota mówi - działa mechanicznie jak manewr Zastraszenie - Empatia + Perswazja, 10 kości, 1 - 4 - 9 - 6 - 8 - 4 - 1 - 9 - 8 - 5, zdany +4, ALE... Rozproszenie Dante zabiera mu wszystkie sukcesy!

Runda II
Walka Wręcz: Drużyna Ignis, Dante w postaci astralnej
Bliski: Skitarii Beta i Gamma, 2 maszyny kroczące, Titus, Gwardia Krwi
Daleki: Istota + kilkadziesiąt ludków, które ją osłaniaj, Asteo + Unguis, Skitarii Alfa, Sanguinius + ochrona
Ekstermalny: martwi piloci

 

 

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Asteo.jpg

Asteo Majortis

Sposób w jaki umierali przepełniał go odrazą, nie był to jednak pierwszy raz kiedy widział takie coś. Do głowy zaczęły wracać obrazy z innych czasów, przed tym całym szaleństwem gdy walka między braćmi nie mieściła się w głowie. Wracając do tamtych wydarzeń Asteo żałował, że nie obrócili Laeranu w popiół z orbity.


Otaczało go szaleństwo, nie potrafił opisać wszystkiego co się działo, jedyne określenie jakie przychodziło do głowy to chaos. Mimo wszystko miał szczęście, czego nie można było powiedzieć o jego drużynie. Astrates próbowali z całych sił, serwomotory w pancerzach trzeszczały, nadludzkie mięśnie były napinane do kresu wytrzymałości by tylko stanąć, unieść broń, zrobić cokolwiek. Przez chwilę mogło się wydawać, że Unguis się uda, na kilka sekund niektórym udało się podnieść jednak by zaraz potem znów ulec sile zwiększonej grawitacji.


Asteo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Anioł walczył w tej chwili z tą nieludzką abominacją. Obok jego drużyny leżeli spłaszczeni żołnierze wroga, a za nim maszyna krocząca przyszpilała jego drużynę. Gdyby tylko udało mu się ją uwolnić, wtedy znów mieliby pełny wpływ na bitwę.
- Spróbuję zlikwidować cholerne działo grawitacyjne. Próbujcie dalej drużyno, prawie się udało. Myślcie za co walczycie, myślcie o waszych braciach i siostrach. Dzisiaj pokażemy wszystkim, że my tworzymy nasze przeznaczenie! - Zakomunikował na voxie i odpiął z pasa granat przeciwpancerny. Wzrok skierował na cel i wziął zamach.

 

Spoiler

Rzuciwszy 8k10, Rhaegrim uzyskał(a) wyniki:
kość 1: 5, kość 2: 4, kość 3: 9, kość 4: 6, kość 5: 4, kość 6: 5, kość 7: 9, kość 8: 10.
Powód rzutu: Unguis, siła + pancerz + braterstwo 

 

Nie udało się mimo wydania braterstwa zdany na 2+, trzeba 3+

 

Rzut przeciwpancernym w maszynę kroczącą trzymająca Unguis.

Manewr : zranienie, używam punktu braterstwa ( Wiem, że burżuj ze mnie, ale trzeba wygrać)

 

 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz