L'riot

Krok Pierwszy - Odcienie Szarości (L'riot & Sheila)

40 postów w tym temacie

- Am... Yyy.. Tego, to ja - zaczął się plątać pod wpływem spojrzenia Lee - pozwolę sobie spojrzeć. - Powiedział sięgając po dziennik. Odłożył zwój, nad którym wcześniej siedział i na jego miejscu położył książkę. Zaczął przeglądać strony, spoglądając od czasu do czasu na Lee i odwracając wzrok ilekroć ona zauważała, że na nią patrzy.

Po chwili skoncentrował się na lekturze, której - co było widać po zmarszczonym czole  - nie rozumiał.

Dopiero po chwili przypomniał sobie, że Brie o coś także pytała i podniósł gwałtownie nos znad książki. - Przykro mi, ale nie ma listy zbiorów. Obawiam się, że w tej chwili jestem jedyną osobą, która może pomóc coś znaleźć... - Nie dokończył, odpływając gdzieś myślami, po czym, najwyraźniej zapominając, że cokolwiek mówił znów pochylił się nad dziennikiem i zaczął coś do siebie mamrotać.

 Lee błądziła wzrokiem po sali. Od kiedy wyjęła dziennik z plecaka towarzyszyło jej dziwne wrażenie. Niczym mrowienie na karku, albo kołatająca się natrętna myśl. Przysięgłaby, że od momentu, w którym wspomniała o dzienniku i pomyślała o tym, że chce móc go przeczytać coś, nieustannie, ją "szturchało". Była jakby... Ciągnięta? Pchana? w stronę, z której przyszły w stronę drzwi...

Nie. Nie drzwi. Drzwi! Nie tylko wiedziała że tam są Drzwi, wszakże przez nie tu przywędrowały, ale także czuła je. Czuła ich obecność odróżniającą je od wszelkich innych drzwi jakie mogły być w okolicy. Kiedy o tym pomyślała, uczucie stało się silniejsze.

Zamarła, mimowolnie przekrzywiając głowę gdzieś w prawo. Tam, gdzieś, bardzo, bardzo daleko były jeszcze jedne Drzwi. Wrażenie było bardzo słabe, ale definitywnie były w tej krainie, może kilka, może kilkadziesiąt czy kilkaset mil dalej, jeszcze jakieś Drzwi. 

Ale to teraz było mniej ważne. Bo nad tym wszystkim dominowało jej pragnienie.

Tak. To właśnie ku niemu pchało ją to uczucie, jakby... Jakby samo myślenie o odczytaniu dziennika sprawiało, że coś, gdzieś ją pchało.

 

Brie, zignorowana, wzruszyła ramionami i zaczęła krzątać się - nie odchodząc zbyt daleko, po archiwach. Ona także gdzieś na poziomie podświadomości zarejestrowała obecność Drzwi, przez które przyszły, ale jej uwagę przykuło coś innego. Gdziekolwiek odchodziła, za którekolwiek regał, niezależnie jak bardzo nie zwracała uwagi na to jak się porusza, zawsze, ale to zawsze wiedziała gdzie jest jej siostra. To było takie dziwne wrażenie, niczym niemożliwy do opisania szósty zmysł, który odzywał się sam z siebie tylko dlatego, że niedaleko była Lee. Że w pobliżu, co nagle uświadomiła sobie, był ktoś taki jak ona.

 

 

No i mamy pierwsze pojawienie się części waszych zdolności. Dwie różne, po jednej na osobę, ale to jest zabieg czysto fabularny, a nie związany z różnicami pomiędzy waszymi postaciami. Oznacza to ni mniej ni więcej, że każda z was może zauważyć to co druga czuje/postrzega jeśli tylko pojawi się ku temu okazja, np.: po porozmawiacie o tym, bo postać zacznie myśleć o czymś itp.


To ostatnie jest, jak już kiedyś napisałem szczególnie ważne, bo wy pierwsze to zauważycie i możecie waszą wiedzę jako graczki uwzględnić w poscie bez czekania na potwierdzenie lub zaprzeczenie od MG.
Zwłaszcza jeśli będzie ona związana, że postać będzie czegoś chciała (wtedy włącza się z automatu wayfinding jak na załączonym obrazku z Lee).

 

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W6vT1ab.png

Lee Adelheid Ceres

 

Uśmiechała się uroczo, nie za szeroko, ale przyjaźnie w ten sposób, który opanowała do perfekcji przy tych wszystkich okazjach kiedy trzeba było poprosić chłopaku z drużyny żeby przynieśli albo wynieśli samorządowe graty, albo dekoracje na bal.

Jak widać światy mogły się zmieniać, ale mężczyźni niekoniecznie.

Stanęła o bok podestu starając się nie zasłaniać światła i nie rozpraszać za bardzo, jednocześnie nie spuszczając wzroku z dziennika. Była pewna, ze jeśli bibliotekarz był w stanie cokolwiek ustalić na temat tego dziennika, to zaraz to ustali.

Wszystko byłoby idealnie gdyby nie to irytujące uczucie.

- Brie, chyba zostawiłam coś przy drzwiach - rzuciła zerkając na siostrę i stanąwszy za plecami zaczytanego archiwisty/bibliotekarza wskazała jej ruchem głowy dziennik, który przydałoby się żeby ktoś pilnował. - Zaraz wracam, ok?

Kiedy tylko uzyskała potwierdzenie siostry ruszyła do drzwi, tych tajemniczych drzwi, które teraz tak wyraźnie czuła. Nie zaszkodzi upewnić się czy wszystko w porządku, może przy okazji sprawdzi czas na korytarzu?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e04dBaO.png

Brieana Ceres

 

Brie zatrzymała się, a potem robiła krok w bok i kolejny, a za nim następny. Uczucie, pewności, położenia jej siostry nie zmieniało się. Dokładnie wiedziała gdzie jest Lee..ciekawe czy będzie też wiedziała jeśli coś jej się stanie. Rudo kasztanowa głowa dziewczyny wyjrzała zza jednego z regałów. Przytaknęła siostrze.

- Jasne - i tak będę wiedzieć gdzie jesteś - dodała w myślach. 

Podeszła do młodzieńca i pochyliła się nad nim i nad dziennikiem.

- i co? Rozumiesz coś panie?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Poczucie obecności Lee zniknęło w tym samym momencie, w którym Brieana usłyszała jak kawałek dalej zamykają się Drzwi.

Młodzieniec po chwili podniósł wzrok znad dziennika z marsową miną. - Nie znam tych znaków, ale... - Potarł nasadę nosa i znieruchomiał. - Przysiągłbym, że... - Zamilkł. Drgnął po chwili jakby coś sobie uświadomił.

Bez słowa wstał, minął Brie i ruszył energicznym krokiem pomiędzy regały. Nie ruszyła od razu za nim, ale przeszła kilka kroków w bok by widzieć co robi.

Przerzucał z gorączkowo zwoje na półkach szukając czegoś. W niektóre zaglądał, a inne odkładał zaraz po podniesieniu. Wreszcie musiał znaleźć to czego szukał bowiem zatrzymał się spoglądając na wpół rozwinięty zwój i uśmiechnął się tryumfalnie.

- Mam! - Powiedział odwracając się i widząc ją podniósł zwój w górę. Ruszył natychmiast, wracając do pulpitu z dziennikiem. Przesunął otwarty dziennik bliżej w stronę świec i zrobił miejsce na zwój.

- Niech panienka popatrzy. Tutaj. - Wskazał na częściowo rozwinięty zwój. - To takie same znaki jak tutaj. - Wskazał na stronę dziennika. Spojrzał na nią zadowolony i być może mając przebłysk geniuszu w odczytywaniu kobiecego wyrazu twarzy dodał szybko. - Nie znam tego języka. Nikt nie zna. Ale ten zwój… Ktoś kiedyś szukał w tym archiwum tego co one oznaczają i jako próbkę spisał ten zwój. - Wydął wargi. Patrzył na nią zastanawiając się jak jej powiedzieć, że sprawa jest beznadziejna, a ona miała wrażenie jakby jego oczy ją przyciągały.

Wciągały w głąb jego czaszki.

Jego myśli...

Jak jej to powiedzieć? Zastanawiał się - co wyraźnie usłyszała/poczuła, niemal jakby mówił na głos.

Szok jak towarzyszył poczuciu jego myśli sprawił że zamrugałą gwałtownie. On spuścił wzrok i wrażenie zniknęło. Znów była tylko sobą, a jej myśli nie sięgały nigdzie dalej.

Ciemnowłosy młodzieniec pokręcił głową ze smutkiem. - Tak, no więc… To jest zwój spisany przez Mirthandir. Jeśli ktoś taki szukał tych znaków i ich nie znalazł ja nie wiem kto może je znać. Przykro mi. - Zdawał się być naprawdę zasmucony, choć fakt ten, biorąc pod uwagę to co stało się przed chwilą Brie rejestrowała tylko pobieżnie.

 

* * *

 

Lee otworzyła Drzwi. Towarzyszyło tej czynności lekkie drgnięcie w jej myślach jakby drzwi poddawały się jej woli i zamiast otwarcia drzwi, tych zwykłych, tkwiących na końcu korytarza, otworzyła Drzwi, za które ją ciągnęło.

W chwili gdy stanęła na półpiętrze i pozwoliłą by Drzwi zamknęły sieza nią pchające ją uczucie nasiliło się. Pchało ją w prawą stronę, gdzieś blisko. Ruszyła szybkim krokiem.

Zatrzymała się jeszcze by porównać zegarek z tym, który zostawiły - oba chodziły w tym samym tempie - po czym zatrzymał się przed brązowymi Drzwiami do których ciągnęła ją myśl o odczytaniu dziennika.

A co tam? Pomyślała. Otworzyła Drzwi do domu i przekroczyła próg.

I zamarła.

Wrażenie ciągnięcia zmieniło kierunek o sto osiemdziesiąt stopni i zaczęło pchać ją z powrotem do wieży”. Odstąpiła o krok o d Drzwi pozwalając się im zamknąć, ale nic się nie zmieniło. Jej wewnętrzny kompas twierdził, że możliwość przeczytania dziennika jest za Drzwiami, w miejscu, z którego przyszła.

Porównałą jeszcze na szybko zegarki, ale tu także nie było żadnej zmiany, ponownie otworzyła Drzwi i wyszła.

Tak jak podejrzewała, wrażenie odczuwania kierunku natychmiast zmieniło kierunek i znów wskazywało brązowe Drzwi prowadzące do ich nowego domu.

To było… słowo “dziwne” co prawda nie do końca oddawało stan jej ducha i myśli, ale było wystarczająco bliskie.

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W6vT1ab.png

Lee Adelheid Ceres

 

Czuła podekscytowanie w całym swoim ciele, przyjemny dreszczyk emocji przy spotkaniu z nieznanym. Co i raz przechodząc z jednej strony na drugą, by w końcu stanąć w otwartych drzwiach. Starała się obserwować swoje uczucia. Zupełnie jakby coś się w niej otworzyło, takie radio, które nadawało dziwne melodie. Tak właśnie potraktowała siebie samą, jak radio i usiłowała wykryć skąd idzie sygnał, który odbierała.

Musiała sprawdzić gdzie ciotka zanotowała namiary na swojego dilera bo ten towar to zdecydowanie było coś!

Ciekawe czy Brie miała równie fajny trip? Będzie musiała zapytać, ale to kiedy już będą względnie trzeźwe.

Tymczasem po namyśle starała się uważnie przyjrzeć samym drzwiom. Ich strukturze, farbie, zamkowi i klamce. Wreszcie padło na futrynę i próg. Cokolwiek ja ciągnęło zanim zacznie szukać gdzie indziej musiała się upewnić, że to nic w tym miejscu, ani samych drzwiach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e04dBaO.png

Brieana Ceres

 

Panna Ceres słuchała młodzieńca uważnie. Lee uważała, że odczytanie dziennika jest najważniejsza sprawą, a ona nie miała zamiary dyskutować z siostrą, choć dzicz za murami wołała ją. Wpatrywała się w archiwistę z intensywnością, aż poczuła to. Niemal zakręciło jej się od tego w głowie. Oparła się dłonią o najbliższy regał bojąc się, ze upadnie, choć nie poczuła by nogi się pod nią uginały. Surrealistyczne odzucie, wprowadziło ją w osłupienie i zabrało oddech. Czy.. czy ona ona właśnie znalazła się w czyjejś głowie? Czy ona słyszała jego myśli jak swoje własne? Czy.. ona właśnie rozwinęła umiejętności telepatyczne, a może tylko jej się wydawało?

Chwilę zajęło jej nim dotarły do niej słowa młodzieńca.

- Mirthrandir? - powtórzyła za nim imię, marszcząc rudawe brwi - zaraz.. masz na myśli Gandalfa.. emm.. - nie do końca wiedziała, w którym momencie historii się znajduje, ale najbezpieczniej było zaryzykować z najbardziej znanym przydomkiem czarodzieja - Szary?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Napisano (edytowane)

Mężczyzna spojrzał na Brie marszcząc odrobinę brwi. - Emmm. Nie.... Mam na myśli Alvgwyn Szarą. To znaczy, teraz, znaczy po wojnie, zwaną Białą.  No, ale ten termin oznacza szarą wędrowczynie, pielgrzymkę zależy jakie weźmiemy tłumaczenie.  Podróżniczka w szarościach. Końcówki w Sindarinie sprawiają czasami problemy przy tłumaczeniu. - Wyjaśnił tonem co najmniej był największym ekspertem w tej dziedzinie. Choć nadal spoglądał na nią dziwnie jakby nie mógł pojąć jakim cudem ona nie wie kim jest Mithrandir. - Ale wracając do tematu. Mithrandir, zwana na północy i w zasadzie teraz to wszędzie, Alvgwyna, Thardís pomiędzy krasnoludami, Olóriana na dalekim wschodzie Szara Opończa w Rohanie  czy Incána jak niegdyś znano ją na ziemiach Gondoru. Choć po wojnie większość ludzi mówi o niej po prostu Alvgwyna lub, jak preferujemy my, historycy, Mithrandir. - Pokiwał głową. - Co niestety nie zmienia tego, że tu raczej Panienki nie znajdą znaczenia tych znaków. - Zamyślił się. - A w zasadzie, jeśli mógłbym spytać, skąd w zasadzie Panienki mają to. - Wskazał dłonią na dziennik.

 

* * *

 

Lee zaczęła przyglądać się drzwiom z zacięciem iście detektywistycznym.

Same drzwi, klamka, zamek czy nawet framuga jeśli skrywały w sobie jakieś tajemnice to były one tak dobrze ukryte, że nie dostrzegła nic niezwykłego. Może nie tędy droga? Pomyślała.

Widziała siebie jak radio. Odbiornik... Może skoro odbierała, czuła, sygnał, to powinna myśleć właśnie kategoriami odczuwania, a nie czysto logicznymi?

Zamknęła i otworzyła kilkukrotnie Drzwi stając na przemian w wieży i w domu.

Po trzecim razie zauważyła subtelną różnicę. Kiedy opuszczała archiwa czuła, że otwiera Drzwi. Miała świadomość różnicy. Chciała tego. Kiedy otwierała Drzwi za pomocą klucza z domu, lub wtedy Kiedy otwierała Drzwi, także kluczem, z wieży do domu to nie wiązało się to z żadnym świadomym aktem woli. Po prostu to robiła.

W archiwum nie potrzebowała klucza.

wniosek nasuwał się sam. Brązowe Drzwi były w jakiś sposób niezwykłe. Zamknięte. Pozostałe, które sprawdzały, nie.

Pytanie czy gdyby tam w archiwum, po prostu próbował otworzyć drzwi by zobaczyć co jest za nimi, czy przeszła by  za nie, zamiast do wierzy pełnej Drzwi?

Prawdopodobnie tak. To mogła sprawdzić później.

Zatem Brązowe Drzwi są w jakiś sposób niezwykłe. W zasadzie, jak zaczęła o tym myśleć to sam fakt istnienia drzwi w zewnętrznej ścianie domu, które nigdzie nie prowadziły bo nie było ich z zewnątrz był niezwykły także od strony, takiej... Normalnej? 

Zamknęła się pod strony domu i zrobiła mały eksperyment.

Nie użyła klucza otwierającego Drzwi tylko nacisnęła klamkę i pociągnęła drzwi. Te pozostały zamknięte, ale drgnęły lekko jakby przytrzymane zamkiem.

Samo w sobie nie było to zaskakujące, w końcu miała w dłoni klucz do niego, ale...

Coś. Wrażenie, nie, nie wrażenie. To co czuła trzymając dłoń na klamce to była pewność. Wiedziała z całym przekonaniem na jakie było ją stać, że zamek w drzwiach, jeśli tylko mu to na każe,  otworzy się.

- Otwórz się. - Nie była pewna, czy tylko pomyślała o tym, czy także odezwała się na głos.

Poczuła jak zapadki przemieszczają się i opada blokada.

Klick.

Pociągnęła klamkę.

Za drzwiami było niewielkie pomieszczenie. Całe wyłożone drewnem. Powietrze było lekko stęchłe jakby od dawna nikt tam nie wchodził, ale w środku nie było nawet odrobiny kurzu. Pod bocznymi ścianami stały regały z książkami. Ustawienie książek sprawiało wrażenie jakby niegdyś było ich na regałach całkiem sporo. Pomiędzy tomami leżały różne drobiazgi, których na pierwszy rzut oka nie mogła zidentyfikować. 

Na przeciwległej ścianie wisiał obraz przedstawiający jakiegoś mężczyznę, który zdawał się spoglądać wprost na Lee. Przed ścianą stało biurko z pustą podstawką na pióra do pisania. 

Przekroczyła próg i pomieszczenie jakby ożyło. 

Poczuła jakby weszła do bańki odcinającej wszystko na zewnątrz i zamykającej to co wewnątrz. Zalała ją fala wrażeń.

Deski skrzypnęły pod jej stopami. Poczuła zapach książek i tytoniu, który dawno temu wsiąknął w ściany. 

Ale ponad to wszystko czułą drganie. Wibrację, jaka rozchodziła się w powietrzu i przenikała każdą cząstkę jej ciała.

Identyczną z tą, którą czuła od dłuższego czasu, ale dopiero teraz - w tym dziwnym pokoju, którego być nie powinno, który odciął ją od wszystkiego co zostawiła za progiem -zwróciła na nią uwagę. 

Tak jak klucz do Brązowych drzwi zdawał się wibrować jej delikatnie w dłoni, tak samo przez powietrze przenikały wibracje rozchodzące się z dwóch punktów pokoju.

Pierwszym była stara lampa naftowa stojąca na regale po prawej, o którą opierała się kopia "O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego" Darwina. By zlokalizować drugą musiała przejść przez pokój, mijając książki i porozkładane pomiędzy nimi woreczki, portfele, zbitki banknotów, jakieś bibeloty oraz porozrzucane w nieładzie monety, aż do biurka. W podstawce na pióra leżało drugie źródło - mały, ozdobny, srebrny kluczyk, który kojarzył się jej się z kluczami niegdyś używanymi do nakręcania zegarów czy innych tego typu mechanizmów.

 

 

Lee ma własnie okazję odkryć podstawową zdolność Strażników "otwieranie zamków".

Edytowane przez L'riot

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W6vT1ab.png

Lee Adelheid Ceres

 

Miała ochotę zawołać Brie, uczucie które ledwie pamiętała z dni dzieciństwa, zanim na dobre rozdzieliły je społeczne zawiłości życia szkolnego i dorastania. Tych czasów kiedy z konieczności trzymały się razem.

Zawołać Brie, tak, za chwilę.

Uśmiechnęła się zadziornie do portretu.

- Jesteś może Eliaszem? - powiedziała bardziej do siebie niż do niego.

Potem dokładnie rozejrzała się po sekretnym pokoju. Dotknęła ścian szukając przeciągów, usiłowała się upewnić czy to tylko obicie czy też po prostu drewniane ściany. Czy cos było po drugiej stronie?

Głupie pytanie, coś tam musiało być, przecież nie ma pokoi wbudowanych w nicość.

...tak jak nie ma drzwi które prowadzą w różne miejsca zależnie jak się je otworzy.

Coś w Lee domagali się żeby się gruntownie tę kwestię przemyślała, jednak postanowiła sobie to zostawić na później,  jak już wytrzeźwieje. Naćpana i tak przecież do niczego odkrywczego nie dojdzie.

Powściągnęła więc entuzjazm i znów zmieniła się w odbiornik. Lampa i kluczyk, było w tym coś symbolicznego. Kluczyk który poza tym wyglądał jakby przynależał do jakiegoś zegara. Czy może chodziło o ten opisany w liście? Ten który ma się im ukazać o 3:07? Jeśli tak wypadałoby go mieć przy sobie. Wygrzebała z kieszeni kawałek czerwonej wstążki (serio, ciociu, co ty masz w kieszeniach?) Zawiązała na niej klucz i powiesiła go na szyi.

Lampa wydała się jej o wiele ciekawsza, wiec wzięła ją do ręki, oglądając uważnie. Przy okazji rzuciła okiem na książki w poszukiwaniu ciekawych tytułów i alfabetów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e04dBaO.png

Brieana Ceres

 

Brie zamrugała kilkukrotnie patrząc na młodzieńca, który to opowiadał jej o Szarej Czarownicy, której na pewno nie było w ani jednej z książek Tolkiena. Miała pewne podejrzenia, co do całej sprawy, ale zdradzanie się z tym byłoby po prostu głupie. Dlatego jedynie uśmiechnęła się na jego ostatnie pytanie, spiesząc z odpowiedzią.

- Och, jakieś niegrzeczne pytanie. Chyba nie sądzisz Panie, że dama zdradzi Ci swą tajemnicę. O damie mówiąc - szybko chciała zmienić temat - powinnam chyba znaleźć swoją siostrę, kiedy znajdzie książke, która jej się podoba może się zgubić na cały dzień, a z tego Księżna, na pewno nie byłaby zadowolona. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Młodzieniec zmarszczył brwi słysząc jej słowa. - Przepraszam Panienkę bardzo. - Obruszył się ignorując jej próby zmiany tematu. W jego tonie dało się poczuć lekką urazę. - Co w mym pytaniu było niegrzecznego? Panienki same tutaj przyszły i postanowiły skorzystać z mojej pomocy. Nie można nie oczekiwać, że wyrażę zainteresowanie tym zagadkowym pismem. - Pokręcił głową z dezaprobatą. - A jeśli chodzi o siostrę Panienki to jestem pewien - zerkną w stronę regałów, za którymi wcześniej zniknęła Lee - że niedługo wróci. Jedyne wyjście z archiwów znajduje się po przeciwległej stronie sali. - Zmarszczył brwi. Jakby się nad czymś przez chwilę zastanawiał, po czym potrząsnął ponownie głową odganiając swe myśli. - W tamtą stronę jest co prawda stary tunel, który powinien prowadzić do miasta, ale drzwi do niego są od lat zamknięte i nikt nie wie gdzie podział się klucz. Tu się nie da zgubić. Chyba, że się bardzo chce... - Dodał przypominając sobie od czego zaczęło się ich spotkanie

- Jeśli jednak Panienka nie chce mi powiedzieć,  nie ma takiego przymusu.. - Skwitował. Zamknął dziennik i podał go jej. - Proszę. Może Panienka pójść po siostrę.

 

* * *

 

Lampa była zdecydowanie cięższa niż się spodziewała, a zmiana rozłożenia wagi jaka towarzyszyła jej poruszaniu, sugerowała, że zbiornik na naftę nie jest pusty. 

Niebieska farba, która ją pokrywała była w wielu miejscach obdrapana - jej właściciel musiał z niej często korzystać. Pod farbą był chyba mosiądz? Lub jakiś podobny, miedziano-złoty materiał.

Przeszła się, zabierając lampę ze sobą i przyjrzała się książkom. Poza Darwinem było tam jeszcze kilkanaście pozycji z zakresu biologii i botaniki, tomik szwedzkiej poezji w oryginale, kilka dzieł kartograficznych, atlas ziemi, a wszystko albo z przełomu XIX i XX wieku lub z okresu międzywojennego. Pomiędzy książkami znalazła wiele różnych monet, o najróżniejszych nominałach i walutach. W sumie, po pobieżnym zerknięciu na nie naliczyła trzynaście różnych walut, z których byłą w stanie rozpoznać jedynie cztery.

Mężczyzna na obrazie jak się okazało był Eliaszem.  Tak przynajmniej twierdził podpis na ramie. Sam obraz, ponownie zgodnie z podpisem, został namalowany przez niejakiego Jackoba w 1768 roku, ale to w połączeniu z faktem, że obraz na pierwszy rzut oka nie wyglądał na tak stary i tak nie było najbardziej interesujące dla Lee. Najbardziej interesujące było nazwisko Eliasza.

Ceres.

Eliasz Ceres.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e04dBaO.png

Brieana Ceres

 

- No dobrze, przyłapałeś mnie - wyznała młodzieńcowi odbierając od niego dziennik. Nie chciała mu zdradzać prawdy, bo ta wydawała się z goła idiotyczna, z drugiej strony nie chciała stracić jego zaufania i pewnej sympatii, którą dzięki Lee zyskały. 

- Tak naprawdę nie wiem skąd go mamy - powiedziała nachylając się w jego kierunku - To wszystko moja siostra - Lee miała zawsze lepsze pomysły w wymyślaniu jakiś wiarygodnych wymówek - Jeśli tylko ją znajdę zapytam. - dodała z lekkim uśmiechem. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W6vT1ab.png

Lee Adelheid Ceres

 

Poczuła coś na kształt niepokoju. Delikatny ucisk w żołądku kiedy po raz pierwszy pomyślała że to wszystko może się dziać naprawdę. Była to bardzo niedorzeczna myśl więc odegnała ją zaraz. Bo przecież takie rzeczy się nie działy. Myślała przeglądając obce waluty. Postanowiła zabrać próbki tych, których nie znała, w bibliotece znajdzie pewnie jakiś atlas numizmatyczny i zdoła je zidentyfikować.

Albo po prostu obudzi się z pustymi kieszeniami bo to przecież nieprawda. Obejrzała dokładnie publikacje kartograficzne, usiłując zorientować się jakie regiony interesowały Eliasza.

Zaczęła się zastanawiać czy aby przypadkiem nie mieli jakiegoś dawnego kuzyna… albo kilku kuzynów. Bo obraz był z osiemnastki wieku, książki o dobre sto lat starsze. No ale książki nie musiały być kuzyna z obrazu. Jego zapewne był dziennik, reszta mogła dotyczyć jakiejś dziwnej rodzinnej tradycji szukania znaczenia w pamiętniku. Może Eliasz był podróżnikiem i reszta próbuje odkryć gdzie właściwie podróżował?

Zerknęła na obraz. Cóż, kuzyn czy nie kuzyn (ojciec jakoś o nim nie opowiadał) na pewno był kawałem ciasteczka.

- Przystojniak z ciebie - uśmiechnęła się do obrazu. - Albo trafiłeś na zdolnego portrecistę.

Kimkolwiek był, był fascynującą zagadką. Może warto było wpaść na stypę, skorzystać z tego że połowa krewnych jest pijana i popytać? I tak musiała sprawdzić co z Keyem. Nie musiała im wspominać że znalazła tajny gabinet ciotki z jego portretem.

Nagle poraziła ją kolejna myśl.

Co jeśli ten pokój był prawdziwy? Jeśli ciotka zbudowała go jakoś żeby trzymać w nim sekrety? To znaczyło że zaczynała trzeźwieć. I… gdzie ona do diabła zostawiła Brieana? Przecież tamto miejsce było absolutnie niemożliwe.

- Matka mnie zabije - jęknęła ni to do siebie ni do portretu i wypadła za drzwi. Zamknęła je i gorączkowo sięgnęła po klucz usiłując odtworzyć to jak trafiły na tajemniczy korytarz. Dopiero wtedy zauważyła że latarnię też wzięła. Dobrze, niech sobie będzie. Tylko żeby udało się znaleźć Brie.

Już słyszała siebie zeznającą na posterunku: No więc, piliśmy panie władzo a potem zgubiłam siostrę w Śródziemiu.

Edytowane przez mroczek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Spotkały się w archiwach Minas Tirith niedługo potem.

Obie poczuły nawzajem swoją obecność w chwili gdy Lee przekroczyła Drzwi do archiwów.

Brie jak i młodzieniec z zaciekawieniem zwrócili uwagę, na fakt, że Lee wróciła z lampą za to bez plecaka.

Młodzieniec tylko pokręcił nieznacznie głową. Myśli miał niemal wypisane na twarzy: rozbiła tam obóz czy co? Nie. Nie. W zasadzie to nie chcę wiedzieć.

Brie zwróciła uwagę na te wszystkie szczegóły, które mu, osobie nie znającej Lee, musiały umknąć. Sądząc po lekko zarumienionych policzkach Lee musiał się spieszyć. Niepokój, który dostrzegła w jej spojrzeniu był obawą o nią bowiem znikł w momencie, w którym się spotkały, a Lee się lekko rozluźniła.

 

No dobrze to chwilowo oddaję wam pałeczkę. Odgrywajcie/opisujcie jak wam wygodniej, a ja się włączę, w chwili, w której zajdzie taka potrzeba.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e04dBaO.png

Brieana Ceres

 

Panna Ceres, przynajmniej jedna z nich, ta która miała pecha stała jak idiotka nie bardzo wiedząc co dalej powiedzieć młodemu archiwiście. W tej chwili jednak miała mniejszego pecha niż zwykle, bo za rogu wyszła Lee.

- O moja siostra - stwierdziła oczywistość, odwracając się do drugiej panny Ceres. Zmarszcyzła brwi dostzregając wyraz siostry i jej zaróżowione policzki.

- Dziękujemy za pomoc - dodała, bardziej z przyzwyczajenia niż rzeczywistej wdzięczności, wkierunku chłopaka i ruszyła ku siostrze.

- Lee? Co się stało?  Wszystko dobrze?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W6vT1ab.png

Lee Adelheid Ceres

 

Ulga jaką poczuła na widok siostry była wyraźna i przez chwilę wyglądała jakby miała uściskać siostrę, ale zaraz pojawiła się nowa myśl.

Czy to tez jest prawdziwe? Myśl była prawie powalająca.

- Ja... tak. Znalazłam kuzyna Eliasza... tak z grubsza - odpowiedziała po czym dodała ciszej. - I chyba nie jesteśmy pijane.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz