Aruna

Chapter 1: New life (Aruna & Aquaman)

177 postów w tym temacie

e9H9DTZ.jpg

Roxi

 

Liczyła w myślach czas. Było już go niewiele na dyskusje, musieli postanowić coś błyskawicznie. 

Spoiler

- Trzy minuty. Pane, zajmij się zabezpieczeniem skrzynki. Ciężka, niedotykalna, śliska podłoga, szklane buty dla ludzi, cokolwiek się uda. Na Glitch nie ma co się skupiać, jeżeli użyje swojej mocy leżą obie drużyny poza mną i nią... o ile będę przygotowana. Brak bębenków. Ale Chrono może służyć jako wsparcie w obronie skrzynki. Ghostwalker za mną, zabezpieczy mnie gdy pochwycę skrzynkę. I Serpent, latasz i jesteś szybka, możesz obserwować nas z góry i reagować tam gdzie potrzeba wsparcia, oraz ostrzegać nas. W końcu nie wiemy czego spodziewać się po każdym. Będziesz naszymi oczami i siłami powietrznymi. Gdy pochwycimy skrzynkę, będziemy potrzebować czasu na rozwiązanie zagadek. Gdyby się udało, moglibyśmy rzucić to Serpent, uniosłaby ją w powietrze i wyniosła poza zasięg, z powrotem na nasz teren. Przebiegam w mojej postaci i mogę próbować odpowiadać. Jeżeli Serpent jest zajęta, Ghostwalker gra w ataku i toruje mi drogę, ewentualnie przejmie skrzynkę. Czy wam pasuje? Jakieś uwagi? 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

DjkZXo2.png

 



- Nie wiesz co tracisz - westchnął Charlie szczerze zawiedziony postawą czerwonoskórego kompana. - I w sumie ciągle nie powiedziałeś co sam dokładnie potrafisz. Możesz na przykład przywołać teraz ducha wilka by użyczył ci daru super słuchu? Mógłbyś wtedy podsłuchać co tamci planują. BraveStarr by tak umiał - zauważył Charlie.

- Ja tak czy inaczej zacznę od defensywy. Lubię być nieprzewidywalny - uśmiechnął się do Hex. W sumie... Hex. Klątwa? Zaklecie? - Możesz chociaż zdradzić skąd pseudonim w takim razie? - spytał dziewczyny ciekaw czy taki nowy kąt natarcia pozwoli mu coś więcej z niej wyciągnąć.

- I tak w ogóle bez spiny z tym całym treningiem. Finalnie i tak nas wypunktują za całą masę różnych rzeczy. To taki pretekst by pokazać nam jak mało umiemy i ile przed nami. Brak pracy zespołowej, nadmierna pewność siebie, brak pewności siebie i takie tam. Widziałem już coś podobnego. To jak dobrze nam pójdzie po prostu sprawi, że najwyżej bardziej będą się gimanstykować czepiając szczegółów - zapewnił. - Potraktujmy to więc jak dobrą zabawę w sprawdzanie tego co kto potrafi i jak bardzo możemy zaskoczyć tą drugą stronę. I nauczycieli - dodał Charlie z lekko złośliwym uśmieszkiem na ustach.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WS6OZTV.jpg?1

Billy Gosheven

 

- Ty również nie odpowiedziałeś czy mógłbyś teleportować skrzynkę do nas - zauważył Indianin - Mogę poprosić duchy by złączyły się ze mną i wyczuliły moje zmysły lub dodały mi siły, gibkości, ale to nie jakieś głupie science fiction, że dzięki temu usłyszę jak liść spada z drzewa



Goshevenowi nie przypadała do gustu insynuacja, że nieważne jak od tego jak się sprawią, zostaną i tak ocenieni negatywnie. To z pewnością nie było właściwe dydaktyczne podejście. Bo w takim wypadku po co uczniowie mieliby się starać? Taki Arcan najwyraźniej już stwierdził, że nie ma po co i lepiej traktować to jako zabawę.

- Skupmy się na zadaniu - powiedział - Skoro Phillipa nigdy dotąd nie walczyła, powinna zostać z tyłu i obserwować większy obraz. A Anaya pokazała wczoraj, że nie najlepiej współgra z Olkiem, więc tę dwójkę też lepiej trzymać w dystansie. Arcan chce zostać w defensywie, czyli do przechwycenia skrzynki w pierwszej kolejności zostaję ja z Olkiem. Ktoś chce coś dodać?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ci1n5nT.png

 

 

Przysłuchująca się chłopakom Phillipa wydawała się chora. Spięta, blada, nieapetycznie zielonkawa na twarzy, z pulsem galopującym szaleńczo tuż pod jasną skórą. Dłonie zacisnęła w pięści tak mocno, że aż bolały.

 

Spoiler

Tak, kosmita w ataku był doskonałym pomysłem. Im dalej od niej, tym lepiej. Niech inni stają naprzeciwko tego groteskowego horroru. Tak, Arcan w defensywie był dobrym pomysłem. Z jego magią, sztuczkami i pewnością siebie. Tak, ona powinna zostać z boku i skoro nie może pomóc to przynajmniej nie przeszkadzać reszcie. W końcu zaś, owszem, BraveStarr nie było najlepszym pseudonimem na tym świecie.

 

Phillipa - mistrzyni milczącego potwierdzenia.

Miała wrażenie, że jeszcze chwila i głowa odpadnie jej od tego kiwania.

 

Ale czuła wdzięczność. Do Charliego za jego “bez spiny”, za “potraktujmy to jak dobrą zabawę”. Nawet jeśli sama tak nie potrafiła, nawet jeśli wizja przegranej wciskała jej do gardła gulę skłębionej, niewypowiedzianej złości. Do Billy’ego za proste “zostanie z tyłu i będzie obserwować większy obraz”. Nawet jeśli to była wrodzona lub wyuczona grzeczność, nawet jeśli nie myślał tak naprawdę. Była wdzięczna.

 

Zdobyła się więc na to, by na pytanie rudego odpowiedzieć bezradnym uśmiechem.

 

- Nie wiem. To nie mój pomysł. Nie ja go wybierałam - mówiła szybko, martwiąc się o upływający czas. - Ayano, pasuje ci taki plan? - zapytała, chcąc jeszcze od ostatniej członkini ich grupy uzyskać opinię o podziale ról.

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

6Wh0tMa.png

 

Spoiler

Bycie w ataku, jako wielki kawał mięsa było chyba oczywiste. Nie spodziewał się, że przydzielili by go gdziekolwiek indziej. Faktycznie, nadawał się do tego jak mało kto. Fakt, jego refleks, szybkość i zwinność były lepsze, gdy pokrywał się Symbiontem, ale wciąż jego wytrzymałość przyćmiewała jego zwinność.

- Mógłbym spróbować wystrzelić mackę i chwycić skrzynkę... ale... nie opanowałem tego... - westchnął. - Nie wiem jak szybki jesteś... Soulkeeper - zwrócił się do Indianina. - Ale pewnie dam radę utrzymać na sobie dość uwagi żebyś zdobył skrzynkę. Chociaż mogą się tego spodziewać... więc zawszę też mogę spróbować zdobyć paczkę. Pozostaje jeszcze kwestia pytań potrzebne do otwarcia. Tutaj, jestem za tym, żeby skrzynkę dać... Hex. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Więcej wkładu w plan nie miał.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Na prośbę Chrono jako pierwsza zareagowała Tigress.

- Miecze treningowe nie są częścią wyposażenia tej sali.

- Możecie używać swojej broni - podsunął Herkules.

- Nie, nie mogą - wtrąciła kobieta, rzucając mu wymowne spojrzenie. - Potraktujcie to jak mecz towarzyski, a nie mecz o zwycięstwo. Chociaż dla tych, którzy wygrają, przewidziano nagrodę.

Ustalenia trwały nadal. Zanim jednak udało im się wyklarować jasny plan, Herkules zrobił krok do przodu.

- Czas minął.

Czy rzeczywiście? Wydawało się, że upłynęło może pięć minut.

- Zaczynajcie - zarządził Herkules. - Jeśli potrzebujecie dodatkowej motywacji, blaszaki mogą ją dostarczyć - wskazał niedbałym gestem na roboty.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

e9H9DTZ.jpg

Roxi - Grupa druga

 

Gdy rozległy się słowa spojrzała tylko na swoich.

- Powodzenia, drużyno - uśmiechnęła się i już zaczęła koncentrować się na stresie, odpowiedzialności, wczorajszym dniu, byciu niewidzialną, ryzyku przegranej i zmieniła się we mgłę. 

Gdy to się stało, rozproszyła się najbardziej jak umiała, by nie być super wyraźnie widoczna i ruszyła w stronę skrzynki, licząc, że reszta wie co robi. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

WS6OZTV.jpg?1

Soulkeeper - grupa 1

 

Gosheven sięgnął do swoich wisiorków i ściągną ten przedstawiający orła i niedźwiedzia, i podał je koleżankom. Phillipie przekazał orła, a niedźwiedzia Ayanie. Obie dziewczyny zdawały się mocno zestresowane, Billy prawdę mówiąc też, tym testem, więc chciał im spróbować pomóc.

- Weźcie je. Orzeł ma bystry wzrok i pomaga patrzeć, niedźwiedź jest silny i pewny siebie. Jeśli będziecie na nich otwarte duchy mogą wam pomóc - a przynajmniej miał taką nadzieję, że duchy jakoś zdołają je poprowadzić. Albo że sam gest trochę podbije ich pewność siebie. Oraz, że sam nie będzie w tym starciu potrzebował ich pomocy... Spokojnie, powtarzał sobie, są z tobą inne duchy.

Pora było zaczynać.

- Overkill, chodź, zaczniemy razem, a potem się rozdzielimy. - rzucił do Olka ruszając. Po drodze złapał za kolejny z wisorków, prosząc ducha rysia by ten użyczył mu swojej siły.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

DjkZXo2.png

Grupa 1

Czas na naradę minął jakoś tak szybko i w sumie Charlie miał wrażenie, że wiele pożytku z tego nie było. Liczył jednak, że uda mu się wprowadzić swój Plan Defensywny Numer 1. Nazwa może nie była najbardziej odkrywcza, ale brzmiała dumnie i niczego nikomu nie zdradzała. Może w sumie dlatego, że nikomu jej nie zdradził...

- No nic, ty dziś tylko obserwujesz - mruknął jeszcze jakby do siebie, kładąc dłoń na rękojeści miecza, ale po chwili ogłoszono start ćwiczenia i trzeba było działać.

- Powodzenia. I ciao! - rzucił drużynie i natychmiast teleportował się ku skrzynce jego własnej drużyny. Chwycił ją bez namysłu, mając tylko nadzieję, że nauczyciele nie "zapomnieli" powiadomić ich o jakichś głupich niespodziankach typu "poraża prądem jak dotkniesz" albo "tak w ogóle to silny elektromagnes trzyma to przyklejone do podłogi". To by trochę psuło plany, ale co tam - kto nie ryzykuje ten nie zwycięża.

Tak czy inaczej zakładając, że sama skrzynka nie okaże się problematyczna, plan był prosty - trzymać ją poza zasięgiem drużyny przeciwnej. Teleportacja była w takim wypadku dość przydatną zdolnością.

 

Dla MG

 

 


Jeśli nie będzie niespodzianek to Charlie chwyta skrzynkę i... teleportuje się z nią do swojego pokoju i tak rzuca ją po prostu na łóżko. W kolejnym skoku dopiero przeskakuje do sali treningowej do miejsca za plecami robotów tak by ich postacie go zasłoniły. Przez chwili udaje, że robi coś przy plecach jednego z metalowych koleżków jakby... no nie wiem... montował tam jakąś skrzynkę czy coś... a potem to już się zobaczy jak rozwinie się sytuacja - głownie czy ktoś zwróci uwagę, że wrócił bez skrzynki czy nie. I jak zareagują na to nauczyciele. Ukrycie się za robotami ma na celu i zmylenie ich jak długo się da. Mogą nie umieć się bawić Magpie Arcan Style. ;)
 

 

 

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

6Wh0tMa.png

Grupa Pierwsza

 

Cholera, czas minął im zdecydowanie zbyt szybko. Chociaż, plan wydawał się niezły. Nawet jeśli niezbyt dokładny. Nie było co narzekać, i tak mieli w pewnym sensie przewagę. Chyba...

Zerknął na roboty wskazane przez Herkulesa. Wolałby uniknąć walki z nimi, chociaż... dałby radę. Ekscytacja Overkilla powoli zaczęła sprawiać, że sam Olek zaczął coś w rodzaju rozgrzewki, kilka podskoków, ruszanie nadgarstkami, przeciąganie się. Zerknął na Soulkeepera który dał dziewczyną jakieś naszyjniki. Potem na Arcana który szybko teleportował się do skrzynki.

- To na pewno będzie ciekawa zabawa - stwierdził po słowach Kobiety.

 

Kiwnął głową do Indianina gdy ten powiedział żeby ruszali. Tak, niech już ruszają. Olek ruszył za nim, ale szedł minimalnie wolniej.

 

zyvfahF.png

 

Nie pozostał jednak Olkiem na długo, czarna substancja wyłoniła się spod koszulki, spodni i butów, pokrywając ciało chłopaka. Ale teraz było trochę inaczej, bo z każdym krokiem Overkill zdawał się przybierać na masie. Produkując coraz to większe mięśnie. Do tego, zwiększał się też jego wzrost. Tak jak wcześniej zyskiwał tylko kilka centymetrów i wciąż miał trochę ponad metr osiemdziesiąt, teraz zyskał jakiś metr. Wyglądał teraz jak kolos, kupa mięcha i mięśni. Doprawiona mackami, zębami ostrymi jak brzytwa i jęzorem.
Jeśli chodzi o bycie strasznym, mieli to opanowane do perfekcji.

"Mean... Green... Killing... Machine"

 

Zacisnął zęby i przybrał coś w rodzaju cwanego wyzywającego uśmiechu. W połączeniu z przeciąganiem się i luźnym krokiem, sprawiało to wrażenie wręcz wyzywania przeciwników, pokazując, że nie ma ich za zagrożenie. Miał tylko nadzieje, że Phillipa ani Anaya nie będą zbyt przerażone i nie zaatakują go... czy to przypadkiem, czy nie.

- Bez strachu, załatwimy to raz dwa - rzucił do Soulkeepera, kierując się prosto na skrzynkę wrogiej drużyny. Strzelił palcami w obu dłoniach. Nie zwalniając, nie przyśpieszając, tylko idąc.

 

Adrenalina powoli zaczęła krążyć w jego żyłach... Overkill będzie miał prawdziwą ucztę.

Edytowane przez BigbysHand
Wyjustowałem jeden fragment

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Pane - grupa druga

- Jasne! - krzyknął tylko do Mist, biegnąc do ich własnej skrzynki.

Zaczął formować wokół niej kulę z wystającymi bardzo gęsto kolcami, która nie tylko uniemożliwiała dostanie się do zawartości, ale również samo jej dotknięcie. O ile kolce były ze zwykłego, ostrego szkła, o tyle pod nimi kryło się grube szkło pancerne. Podłoże na metr wokół skrzynki pokrył szklaną powierzchnią. Dłonie osłonił grubą warstwą szkła tak, aby wyglądały jak szklane rękawice. Nie chciał nikogo poważnie zranić, więc to musiało wystarczyć.  Przykucnął. Dotknął gładkiej tafli i uśmiechnął się nerwowo, czekając na ofensywę drużyny przeciwnej.

 

Edytowane przez Teapunk

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

EiFezaH.jpg

Serpent - grupa druga


Zgodnie z planem Serpent pokryła się łuską i wzbiła  w powietrze, by obserwować otoczenie. Trzeba było dać Neilowi dość czasu na to, by zabezpieczył skrzynkę. A potem zobaczyła swojego ulubieńca, wielkiego pięknego czarnego kosmitę. No po prostu nie mogła nie zanurkować w powietrzu, by złapać go  i spróbować cisnąć nim w... Billy'ego. Przy dziewczynach wydawał się ostoją bycia ogarniętym. Trzeba ich było odciąć od ogarniętego członka drużyny.

Choć trochę żal ją złapał, że tak mu wbija w pokazówkę. Wyglądał absolutnie przepięknie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BjdWtHR.png

Grupa 2

 

Po odmówieniu mu przez Jocastę prawa do używania jakiejkolwiek broni patrzył jeszcze z nadzieją na Herculesa, który jednak nie zdecydował się stanąć po jego stronie. 

- Merde! - przeklął pod nosem i odkładając Durendala gdzieś na bok. Jego morale zdecydowanie osłabło, od wielu lat szkolił się w szermierce, miecz był przedłużeniem jego ręki, bez niego czuł się o wiele słabszy. 

Roxi wyznaczyła go jako wsparcie w defensywie, nie był specjalnie zachwycony z tej roli, uznał jednak, że lepiej przestrzegać jakiegokolwiek planu niż działać na własną rękę. Kiedy już narada się skończyła ukląkł na jedno kolano, zamknął oczy, przeżegnał się i wyszeptał

- Au nom du Père... et du Fils... et du Saint-Esprit...

Następnie wstał i otworzył oczy, zobaczył unoszącą się w przestworza Eve i rozpływającą się Roxi. Powoli szedł w kierunku zmierzającego w jego stronę Billy'ego i Olka. Wtedy zobaczył, że Serpent zaczyna zniżać się w ich stronę. Uśmiechnął się, postanowił trochę wyjść z ram planu i wspomóc swoją towarzyszkę, zaczął biec w ich stronę. Nie posiadał nawet ekwiwalentu d;a Durendala, będzie musiał walczyć pięściami, wybitnie nie elegancko.

Edytowane przez Gatzky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2FQunFl.png

 

Kanagatucko - grupa druga

 

Po dość nieprzyjemnej końcówce piątku Kanagatucko spędził dość przyjemnie sobotę. Z samego rana odbył tradycyjną medytację z zapalonymi kadzidłami rozstawionymi dookoła niego. Mały "kocyk" jak to określił Charlie znajdował się w rogu pokoju i widocznie Kanagatucko codziennie zaczynał dzień od krótkiej medytacji. Po śniadaniu odbył spotkanie z Wasp, którego wynikiem był wzór kostiumu. Kanagatucko nie był wymagający i cenił prostotę i funkcjonalność przedkładając jednocześnie naturalne materiały nad jakieś lateksy. Ostatecznie skończyło się na stroju w odcieniach brązu z ciemnozielonymi elementami oraz różnymi dekoracjami podkreślającymi jego etniczność. Nie mogło też zabraknąć pasa z wieloma komorami i pętelkami. Po tym spotkaniu czerwonoskóry  udał się na zwiedzanie wieży, a następnie okolic.

 

W niedzielę budzik zastał go podczas jego medytacji usilnie próbując ją zakłócić. Kanagatucko nie dał jednak się wytrącić ze swojego mentalnego stanu i udał się do kuchni dopiero po tym jak skończył. Z dużego kufra z jego rzeczami, który został dostarczony do wieży zabrał jeszcze ze sobą kilka sztuk broni. Za pasek wcisnął dwa tomahawki i dwie małe pałki. Pierwszy dzień treningu należało rozpocząć. Wizyta w siłowni nie była czymś co by mierziło Kanagatucko. Dbanie o formę było zdrowe dla ciała i sam z chęcią uskuteczniał ćwiczenia toteż narzucony obowiązek nie był dla niego niczym strasznym. Główna sala treningowa była natomiast czymś co robiło wrażenie. Dostali zadanie i zostali podzieleni. Podczas gdy inni planowali Kanagatucko jedynie potakiwał akceptując ich plan. Z pytania jego wysokości łatwo wywnioskował, że jego tomahawki raczej się nie przydadzą, więc odłożył je pod ścianą. Plan wydawał się prosty. Tak samo gra. Kiedy dostali polecenie rozpoczęcia Kanagatucko zerwał się do biegu w kierunku skrzynki przeciwnika dzierżąc pałki. Mist miała ją przejąć, ale on musiał ją osłaniać. Plany musiały jednak szybko się zmienić. Spodziewali się, że Charliie zaatakuje, a najwidoczniej on postanowił bronić własnej skrzynki. Jeżeli by ją przejął to mogli by za nim ganiać po całym pomieszczeniu. Dlatego kiedy tylko Kanagatucko zauważył że jego współlokator pojawia się obok ich skrzynki wziął zamach i cisnął przez pomieszczenie jedną ze swoich pałek. Przy odrobinie szczęścia opóźni go to na tyle, aby ktoś zdążył do niego podbiec. Przy dużej ilości szczęścia dostanie w głowę i go to ogłuszy.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ci1n5nT.png

 

GRUPA PIERWSZA

 

Ani Tigress, ani Herkules nie odpowiedzieli na jej pełne zdziwienia pytanie o wybrany przez nich pseudonim. Żadnego “bo tak”. Żadnego “spytaj Starka”. Żadnego “daj nam spokój”. Żadnej reakcji, jakby jej tam w ogóle nie było. Oto Phillipa w oczach Avengersów: nieistotna, pusta przestrzeń w kształcie człowieka.

 

Więc czym było to brzydkie ziarno emocji?

Małe, skłębione i paskudne?

Kolec urazy. Cierń wstydu. Ostre igły złości. Na siebie i na nich po równi.

 

I fale powracającej paniki prześlizgujące się po jej skórze zimnym dreszczem.

 

Odwróciła się od dorosłych i nachyliła ku Charliemu.

 

- Potem, po treningu, mógłbyś mi pokazać jak aktywujesz swoje umiejętności? - zapytała cicho, w końcu wyrzucając z siebie prośbę, z którą nosiła się całą sobotę. - Mógłbyś mnie tego nauczyć?

 

Gdy się zgodził nie dało się przekłamać wyrazu wdzięczności, który rozlał się po jej twarzy.

 

I wtedy czas minął.

 

Wdech. Wydech.

Kontrola.

 

Przegrają. A ją wyrzucą z Wieży.

Nie było innej opcji, innego scenariusza.

 

Zacisnęła zęby i wzięła jeszcze dwa głębokie wdechy.

Nie pozwoli sobie na siedzenie w kącie i płaczliwe załamywanie rączek.

 

Ostrożnie wzięła od Soulkeepera wisior z figurką orła rozpościerającego skrzydła.

 

- Dziękuję, Billy - podziękowała, szybko nakładając go na szyje.

 

Nie potrafiła sobie wyobrazić co konkretnie mogła oznaczać otwartość na duchy, szczególnie w kontekście piątkowej rozmowy w kuchni i pytań Eve. Nie zamierzała jednak odrzucić jakiekolwiek pomocy, szczególnie gdy rola obserwatora była jedyną, jaką mogła dzisiaj pełnić.

 

Na tym się więc skupiła: próbie dostrzeżenia słabych punktów, zagrożenia przed, którym mogłaby ostrzec, przedmiotów, które mogłaby przechwycić, by pomóc swojej drużynie a drugiej przeszkodzić. I szukaniu momentu, w którym mogłaby zrobić coś więcej.

 

 

Spoiler

Charlie wciągnięty w rolę Mistrza Yody za zgodą Jedi Mastera - w końcu nick do czegoś zobowiązuje :) 

 

Edytowane przez rusty

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

F459WZ3.png

Koncepcja pierwszego zadania mocno ją przeraziła, czemu towarzyszył zimny pot i głośne przełykana ślina. Nie miała pojęcia co robić. Jej drużyna, osoby które ledwo poznała omawiały plan. Nie miała odwagi im tego powiedzieć. Nie mogła nic zrobić. Dosłownie nic. Nie posiadała żadnej mocy. Stała nieruchoma i robiła się sina, zapominając o oddychaniu.

 

Gdy dostała od Indianina imieniem Billy wisiorek niedźwiedzia, zamknęła go w obu dłoniach i trzymała na sercu. Próbowała wymówić, dziękuję, ale nie mogła. Nie pamiętała kiedy ostatni raz znalazła się w tak stresującej sytuacji. Zawsze tylko budziła się już po wszystkim. Teraz jednak mimo nieuchronnie nadciągającej paniki nadal była obecna. Zastanawiała się czemu nie słyszy dobijającej się Anaiy. Normalnie wręcz dobijała się do zmiany.

 

Wtedy wszyscy ruszyli. Ayana stała jak wryta. Ściskając wisiorek. Obserwując monstra i ludzi, którzy są jak z bajki. Latanie, mgły, czarne potwory, latające pałki. Wtedy kątem oka zauważyła, że druga dziewczyna również nie ruszyła. Spojrzała na nią wystraszona.

- C..cc..coo? Ro…b…imy? – jąkała się próbując złapać oddech.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Najwidoczniej Herkules potrafił zmotywować. Albo potrafił doskonale dobierać argumenty przekonujące do działania. Wystarczyła bowiem wzmianka o wprowadzeniu do treningu wspomnianych wcześniej robotów treningowych, by obie drużyny ruszyły do realizacji ustalonych chwilę wcześniej planów. Jak skutecznie przygotowanych i opracowanych?

To miało okazać się już za chwilę.

Pierwszy do wykazania się, miał okazję jeden z Indian. Rdzenny Amerykanin ruszył, sięgając po swoje pałki. Szybko obrał cel, którym okazał się Arcan pozostawiony w defensywie, a nie, jak przypuszczano, w ofensywie. Krótki zamach i Kanagatucko cisnął jedną z pałek w kierunku Charliego. Ten jednak, mając nie tylko przewagę w postaci odległości jaka dzieliła go od jego własnego "celu", a także własnej mocy, zdołał pochwycić skrzynkę i z nią zniknąć, nim rzucona pałka do niego doleciała. A ponieważ Charlie zniknął, broń Kanagatucko trafiła w ścianę i po odbiciu od niej, po prostu upadła na ziemię.

Mist, która zamieniła się w mgłę i rozproszyła po znacznej powierzchni, jako pierwsza wypatrzyła gdzie pojawił się Arcan. Charlie najwidoczniej postanowił wykorzystać roboty treningowe do osłony skrzynki swojej drużyny. Wyglądało bowiem na to, że majstruje coś przy plecach jednego z robotów. Zupełnie jakby chciał coś do nich przyczepić. To, dla skupionej Roxi, był jasny sygnał, w którą stronę się skierować. Tym bardziej, że chciała jak najszybciej pochwycić skrzynkę drużyny przeciwnej i zająć się jej "rozbrajaniem". Widząc też, że Chrono rusza w kierunku Olka, czy raczej już Overkilla bowiem polak zaczął pokrywać się ciemną substancją i nabierać słusznych rozmiarów, a także idącego z nim ramię w ramię Soulkeepera, nabrała dodatkowej motywacji, by jak najszybciej przechwycić skrzynkę. Jednak problemem nie był sam fakt, że Charlie coś przyczepia do pleców robota. Tylko fakt, że UDAJE, że coś przyczepia. Bowiem owszem, Mist wypatrzyła Arcana w jego kryjówce, ale bez skrzynki.

Ale Mist nie była jedyną osobą, która dostrzegła gdzie schował się Arcan. Dostrzegła to także Serpent. Evey, dzięki wzbiciu się pod sufit sali treningowej, miała doskonały przegląd pola. Widziała, jak dzielą się siły obu drużyn. Widziała, że Kanagatucko, przez to, że chciał powstrzymać Arcana, wybiegł nieco w pole i teraz w jego stronę zmierzał rosnący z każdą chwilą Overkill. Chrono, co prawda, szedł mu ze wsparciem, jednak to wciąż zanosiło się na starcie dwóch ludzi z jednym olbrzymim obcym. Więc Evey nie czekała długo, tylko runęła w dół. Nie tylko po to, by wspomóc swoich kolegów. Dziewczyna chciała wykorzystać Overkilla przeciwko chowającemu się Arcanowi.

Serpent spadła z góry niczym drapieżny ptak na upatrzoną wcześniej ofiarę. Pochwyciła go i ponownie wzbiła się w górę. I pomimo tego iż bestia się szarpała, chcąc stawić jakikolwiek opór, Serpent okazała się w tym starciu silniejsza. Wykorzystując prędkość i siłę, rzuciła Overkillem przez salę w kierunku robotów treningowych.

 

***

 

- Obiecujący początek - stwierdził Steve, z założonymi rękami wpatrując się w ekrany przedstawiające na żywo obraz z sali treningowej.

- Mówiłem ci - Tony uśmiechnął się dumny z siebie. - Dzieciaki mają talent. A jeśli ich weźmiemy odpowiednio w obroty to, kto wie, może pewnego dnia staną się lepsi od nas.

- Są dobrzy, ale bez przesady - skwitował Clint. - Tym bardziej, że niektórzy po prostu stoją i...

- Zaczyna się - oznajmiła Scarlet Witch, która wpatrywała się teraz intensywnie w ekrany.

- Dasz radę jej pomóc? - dopytał Tony. - Jak w piątek? Jak wczoraj?

- Chyba tak... - odparła niepewnie. - Chyba... nie. Nie tym razem...

 

***

 

Phillipa znalazła się w zupełnie nowej dla siebie sytuacji. W sytuacji, kiedy miała zacząć używać czegoś, czego jej zdaniem nie miała. Czegoś, co czyniłoby z niej pełnoprawną członkinię Avengers Academy. Czegoś, dzięki czemu mogłaby przestać myśleć o Wspaniałej Dziewiątce plus jeden, a zacząć myśleć jako o Wspaniałej Dziesiątce.

A tymczasem stała obok drugiej dziewczyny, która też zdawała się tu nie pasować w żaden sposób. Stała, trzymała w dłoniach wisior otrzymany od Billy'ego i patrzyła na to, co się dzieje. Patrzyła jak Olek pokrywa się tą dziwną substancją uwalniając kosmitę. Stając się Overkillem. Widziała jak gdzieś obok niej Charlie znika wraz z ich skrzynką. Obserwowała jak Evey najpierw wzbija się w powietrze, by następnie opaść na Overkilla, pochwycić go i rzucić nim przez salę w kierunku robotów treningowych.

Patrzyła na to wszystko i czuła jak kłębiące się w niej emocje kotłują się coraz bardziej. Jak coś kotłuje się w niej samej. Jak domaga się uwolnienia. Czy to był Słoń? Czy chciał machnąć trąbą albo pokazać gdzieś ogon? Czyżby...

Tak, to był Słoń.

Ale to nie było niewinne machnięcie trąbą.

Słoń postanowił tupnąć.

W dodatku zrobił to w chwili, w której dochodziło do wymiany ciosów pomiędzy Chrono i Soulkeeperem. Louie potrafił walczyć, ale zdecydowanie lepiej radził sobie z mieczem niż na pięści. Wszak był szermierzem i dżentelmenem, przekładał więc elegancję i rycerskość nad prostotę i brutalność. Zapewne to zaważyło, że wyprowadzony przez niego cios chybił, a uderzenie Billy'ego trafiło. Celny cios przekonał księcia w tym, że szaman ma ciężką rękę. Na tyle, że Louie musiał zrobić kilka kroków w tył, by ustać na nogach, chociaż ziemia się pod nim zatrzęsła.

Jednak to nie od ciosu Soulkeepera.

Ziemia zatrzęsła się dla wszystkich.

Dla Kanagatucko stojącego nieopodal Louiego, dla samego księcia, nawet dla Soulkeepera. Trzęsienie odczuł również Arcan, na którym właśnie wylądował robot i Overkill. Jednak trzęsienie to nie był tylko początek. Bowiem podłoga w miejscu pomiędzy Kanagatucko, Louim, a Billym zaczęła się marszczyć i wybrzuszać, by po chwili wystrzelić w górę, formując się w coś na kształt drzewa. Drzewa, którego metalowe konary zaczęły skręcać się i wywijać, oplatając nogę i pas Chrono, który stał najbliżej.

To trzęsienie sprawiło również, że szklane zabezpieczenie stworzone przez Pane'a wokół skrzynki nabawiło się kilku niewielkich, acz osłabiających konstrukcję, pęknięć.

Nie był to jednak koniec niespodzianek.

Jeszcze w trakcie trzęsienia światło w sali zaczęło migotać. I można było pomyśleć, że jest to powiązane z trzęsieniem. Jednak o ile sam wstrząs skończył się w momencie wyrośnięcia tego "drzewa", o tyle światło w dalszym ciągu migotało.

Roztrzęsiona Ayana, która wyglądała na jeszcze bardziej zagubioną niż jeszcze przed kilkoma chwilami, a także na mocno przestraszoną, patrzyła na wszystko wielkimi oczami. Nie zdając sobie sprawy z tego, że im mocniej zaciska pięści, tym mocniej migocą światła na sali. A z chwilą, w której zacisnęła dłonie tak mocno, że pobielały jej knykcie, w sali zapanowała ciemność.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

eL9iYFtZRIY4OOqnk8m-lQEV1D8iH-i9w-PozCVn

Serpent - grupa druga

 

Evey uznała noszenie Overkilla za bardzo zabawne doświadczenie, ale wszystko, co dobre szybko się kończy. Dlatego musiała pożegnać swojego pasażera. A dopiero potem wszystko się skomplikowało. Nie była na tyle głupia, by lądować, gdy wszystko się trzęsło, a na środku zaczęło rosnąć drzewo. Ale jeszcze zanim zgasło światło dotarło do niej, że żarty naprawdę się skończyły. Bo ani jedna, ani druga dziewczyna nie wyglądały na kogoś, kto wie co robi, wyglądały za to na chore z przerażenia, a Louie był przytulany przez metalowe drzewo. Jeśli mózg którejś, tej, która odwaliła zmianę wystroju wnętrza, znowu odtańczy macarenę ze strachu, prawdopodobnie go zabije. Evey mogła mieć różne zdanie o różnych ludziach. Nie zawsze pochlebne. No ale zostawić kogoś samego w niebezpieczeństwie? Nie zostawiało się swoich na pastwę losu. Niby to był tylko trening. Ale przecież chodziło o coś więcej niż zwykły trening. O coś więcej niż zwykłe przegrać-wygrać. Coś więcej niż tylko zwykłe pilnowanie i zdobywanie skrzyni. 

 Wylądowała ostrożnie w tych ciemnościach, kierując się na pamięć i wyczuwając drzewo rękami i skrzydłami

 - Hej, Louie? - mruknęła - To ja. Pomogę ci, czekaj - w sumie nie miała pojęcia czemu szepcze, skoro pomoc w wyswobodzeniu uwięzionego arystokraty zakładała wyginanie metalu, więc było zajęciem dość hałaśliwym.

 - Ayana, Phillie, ja wiem, że to pojechane, ale wszystko gra... Wyciągam Louiego. To tylko trening, laski. Nic złego się nie odwala. Nic wam nie grozi. Nie cy... bójcie się. - zagadała do nich. Chrzanić, że są przeciwną drużyną. Są rzeczy ważniejsze niż wygrany czy przegrany mecz. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

BjdWtHR.png

Grupa 2

 

Atak Serpent zrobił na nim niemałe wrażenie. Nic tak nie ukazywało jej potęgi i siły jak podniesienie wielkiego obcego i ciśnięcie nim na sporą odległość. Bardzo urosła w jego oczach, a widząc to Książę poczuł nieprzyjemne uczucie, które szybko udało mu się zidentyfikować, to była zazdrość, to definitywnie była zazdrość. Rozpoczął walkę z pozostałym z dwójki przeciwników przeciwko, którym ruszył. Delikatnie się bał, nie był najlepszym pięściarzem, nie użył swoich zdolności uznając, że na początku chce poznać swojego przeciwnika. Szybka potyczka z Indianinem pokazała kto był górą w tym pojedynku i zdecydowanie nie był to Chrono. Zdecydowanie nie był najlepszym pięściarzem. Cofnął się o kilka kroków, ten cały grupowy trening przestał mu się podobać. Zdecydowanie brak oręża bardzo dawał mu się w kość. Spodziewał się kolejnych ciosów wyprowadzonych przez Soulkeepera, te jednak nie nadeszły. Po tym gdy ledwo udało mu się utrzymać równowagę po ciosie Billy'ego nadeszło trzęsienie ziemi, po którym także ze sporym trudem udało mu się utrzymać równowagę. Było źle. Wtedy z ziemi wyłoniło się jakieś metalowe drzewo, którego korzenie oplotły go, unieruchamiając. Książę instynktownie zaczął się szarpać starając się uwolnić, to jednak spełzło na niczym. Jeżeli wcześniej było źle, to teraz było naprawdę tragicznie. Szybko wymyślił plan, postanowił chwilowo zachowywać się cicho, by zareagować na potencjalny atak. Plany te szybko zrewidowała zmierzająca mu z pomocą Serpent

- Bardzo dziękuję Eve, ale mamy zadanie do wykonania - mówił bardzo głośno i pewnie, był uziemiony i nic nie widział, był nieszczególnie przydatny w zdobywaniu skrzynki. Skupianie więc na sobie uwagi było korzystne dla dobra drużyny - Jesteś świetna, ruszaj dalej, dam sobie radę.

Zdaję się, że Louie całkowicie nie wziął pod uwagę, czy Serpent jest w ogóle jest w stanie cokolwiek widzieć i skutecznie działać w takiej sytuacji. Był tak pod wrażeniem jej akcji z rzucaniem Overkillem, że wierzył, że ta dziewczyna jest w stanie robić wszystko.

Louie skierował ręce do pasa starając się odgiąć korzeń, na tyle by móc się uwolnić. Jednocześnie w głowie opracował szybki plan reakcji w przypadku ataku kogoś z przeciwnej drużyny.

Spoiler

W przypadku otrzymania jakiegokolwiek ciosu, Chrono natychmiast spowalnia czas w swojej percepcji (świat jest dla niego w slowmotion). Stara się szybko otrząsnąć po ataku i zidentyfikować skąd pochodzi oraz jakiego jest rodzaju. Jeżeli jest to cios pięścią, lub kopniak stara się złapać tą część ciała i przyciągnąć do siebie, żeby móc nawiązać jakąkolwiek walkę.

 

Edytowane przez Gatzky

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

NEIL AVATAR.jpg

Pane - grupa 2

 

 

Zestresowany czekał aż ktoś podejdzie, aż ktoś zaatakuje ich skrzynkę. Mógłby wtedy pokazać reszcie, że jego moc na coś się przydaje. Skupili się jednak na defensywie. W porządku, jasne, będzie miał więcej czasu na przygotowanie się na atak. Szklana powierzchnia wokół niego coraz bardziej się rozszerzała, kiedy obserwował poczynania reszty. Nie był w stanie ocenić sytuacji, mogło zdarzyć się wszystko. I zdarzyło się. Wstrząs. Usłyszał jak szkło pęka. Do tego na sali wyrosło coś, co przypominało drzewo. Zaskoczyło go to, bo nie kojarzył, żeby ktokolwiek z nich posiadał taką moc. Avengersi... wtrącają się w nasz trening? To nie jest sprawiedliwe. Poczuł narastającą irytację. Wtedy zgasło światło. ...no cudownie. Dlaczego nie mamy nikogo od ognia? Szybko się jednak opamiętał i pomyślał, że to dobry moment, żeby  zrobić coś więcej.

W ciemności:

Spoiler

Wciąż trzymając dłonie na powierzchni ze szkła, Neil zaczął wytwarzać z niego szklaną ścianę. Na kopułę nie starczyłoby mu czasu. Pomyślał, że wystarczy półokrąg ze szkła, którego średnicą miała być ściana sali za nim. Pane położył dłonie na ścianie ze szkła, która stopniowo stawała się coraz grubsza i wytrzymalsza.

 

Do MG:

Spoiler

Neil cały czas trzyma dłonie na szkle i może nim dowolnie manipulować. Każdy, kto rozbije szkło bezpośrednim ciosem, zostanie w nie złapany. Przykładowo, jeżeli ktoś uderzy w nie pięścią i uda się mu przebić, szkło zasklepi się wokół nadgarstka. Jeżeli ktoś stanie bezpośrednio na warstwę szkła na podłodze, zawinie się ono wokół kostki i nie puści.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

DjkZXo2.png

Grupa 1

 

Wstępna akcja Arcana nie obeszła się bez prób przeszkodzenia mu. Najwyraźniej Indyk bardzo pragnął przejąć skrzynkę drużyny Arcana bo rzucił się w jej kierunku a widząc co robi Charlie, próbował mu nawet przeszkodzić rzutem pałką. Słodkie, ale zbyt wolne. Arcan zdążył jeszcze posłać całusa w kierunku szarżującego indianina nim zniknął. Pałka po prostu przeleciała przez miejsce gdzie jeszcze sekundę temu był razem ze skrzynką.

Trochę większy problem pojawił się później. Oto bowiem gdy pojawił się za robotami, najwyraźniej mimo osłony jakoś dostrzegła go Serpent. I to akurat gdy unosiła Overkilla by nim rzucić. Zajęty swoją akcją Arcan nie spodziewał się tego zupełnie więc gdy wyjrzał zza korpusu robota, tym co ujrzał była już tylko wielka ciemna sylwetka zbliżająca się prosto ku niemu. Kosmita trafił idealnie w robota, za którym siedział Arcan i ich połączona masa, na szczęście zredukowana w ostatniej chwili przez samego Overkilla, poleciała na Rasputina, przygniatając go do ziemi.

- Urgh... - jęknął tylko gdy uderzenie wydusiło mu powietrze z płuc. Ból zdezorientował go na chwilę i sprawił, że przed oczami zaczęło mu się robić ciemno a w głowie zabrzmiało dudnienie. Wstrząśnienie mózgu? Kurde, niezły początek. Grubo będzie jak coś takiego wyjdzie na zewnątrz wraz z informacją, że na tak brutalny trening nie dostali nawet ochraniaczy na głowę.

- Ciemność! Ciemność widzę! Umieram? - mruknął gdy nagle ciemność spowiła już wszystko wkoło.

~ Nie. Poza kilkoma sinikami wydaje się, że jesteś cały. To światło zgasło. A coś metalowego wyrosło na środku pomieszczenia ~ odparł kobiecy głos w jego głowie.

- A... ok... znaczy wesoło - nie miał pojęcia co się działo na środku, ale widać to któraś z nieujawnionych mocy. Gdyby coś było nie tak, pewnie przerwano by trening. Zabawa trwała więc nadal.

Arcan znów się więc teleportował prosto spod robota by nie tracić czasu na wyczołgiwanie się. Przeniósł się na drugi koniec sali dużo bliżej miejsca gdzie oryginalnie leżała skrzynka drużyny przeciwnej. Miejsce to zdradził blask świetlistego dysku, który towarzyszył przenoszeniu się mutanta. Charlie był tego świadom więc zaraz zaczął się poruszać by zmienić swe położenie. Jednocześnie zaczął wypowiadać słowa zaklęcia...

 

 

 


Master plan nr. 2

Po teleportacji Arcan przywołuje małą kulę świetlną na tyle daleko od siebie by go nie oświetliła. Zaczyna ją przemieszczać tak by oświetliła mu skrzynkę drużyny przeciwnej i Neila jeśli dalej przy niej stoi.

Namierzywszy cel, Arcan odwołuje kulę i zaczyna się skradać w tamtym kierunku najciszej jak potrafi.

Astrid, której percepcja otoczenia nie opiera się na wzroku dostaje zadanie by ostrzec go gdyby ktoś znalazł się blisko niego. Wtedy jest gotów użyć zaklęcia tarczy lub wykorzystać miecz (ciągle w pochwie) jako broń.

Zakładam, że jeśli oświetlił wcześniej skrzynkę to widział, że podłoga wokół niej jest inna (Neil pokrył ją szkłem). Arcan wykorzystuje ten fakt by w trakcie skradania się na czworaka wymacać kiedy znalazł się już przy celu.

Potem sam zamyka oczy, odpala zaklęcie racy by oślepić potencjalnych obrońców, a potem z dłonią owiniętą rękawem (bo szklane kolce) chwyta skrzynkę i teleportuje się razem z nią. Jak się trochę porani to cóż, zdarza się.

W razie sukcesu, przenosi się razem ze skrzynką do jakiegoś w miarę pustego pomieszczenia, które odkrył pewnie zwiedzając wierze dzień wcześniej.
 

 

 

 

Edytowane przez Jedi Master

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

fw5pjuJ.png

Soulkeeper - grupa 1

 

Plan nie przebiegał dokładnie tak jak Gosheven to sobie wyobrażał. Po pierwsze, Olek, który niemal przyprawił Billy'ego o zawał gdy pokrył się tym smolistym czymś i zmienił się w jakąś pokręconą wersję ksenomrfa, został momentalnie obezwładniony przez Serpent. Sam Gosheven musiał zaś zmierzyć się z księżulkiem. Przynajmniej druga grupa nie wykorzystała jeszcze przewagi liczebności, a Louie, choć na pewno znał się na walce, sprawiał wrażenie, że nie do końca wie co ze sobą zrobić. Z pewną mściwą satysfakcją zasuną Chrono hak pod żebro.

Właściwie zamierzał nacierać dalej i wykorzystać przewagę, gdy ziemia się zatrzęsła.

Z wyrazem bezgranicznego zaskoczenia na twarzy patrzył jak podłoga wybrzusza się i przekształca przybierając formę drzewa więżąc Louiego. Jakby tego było mało zaraz zgasło światło.

Szczęśliwie Soulkeepre nie był zdany tylko na siebie i dzięki połączeniu z duchem rysia mrok nie był mu straszny. Widział jak Serpent dobija do księciunia, jak Neil majstruje coś przy skrzynce, jak Arcan się teleportuje.

Najwyraźniej nie ta raczej niespodziewana manifestacja nie przerwała treningu. Soulkeeper mógł teraz wykorzystać okazję i ruszyć obezwładnić Pane'a.

Zamiast tego doskoczył do Evey i Louiego. Książątko nie zrobił na nim dobrego wrażenia, ale wyglądało to niebezpiecznie, a nie zamierzał zostawić go tylko dlatego, że uważał go za gnojka. No i Serpent ze swoim wsparciem werbalnym dla osób z przeciwnej drużyny też pomagała właściwie nakierować kompas moralny.

- Czekaj. Pomogę - powiedział do smoczej dziewczyny, zachowując jednak ostrożność na wypadek gdyby zdecydowała się odwinąć czy to odruchowo czy świadomie - Podaj mi dłoń, to pokieruję cię gdzie będzie najbezpieczniej złapać za konary.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

c4UCqRf.png

Tak bardzo się starała. Ze wszystkich sił. Poczucie, że na marne zmroziłoby jej krew, ale nie miała krwi. I to nie był koniec. Były małe szanse, że wygrają, ale nie byłaby godna nazwiska Roove, gdyby złożyła broń dopóki jest w niej jeszcze siła by walczyć. 

Roove się nie poddaje. 

Uniosła się trochę wyżej, by zobaczyć swoją drużynę. 

Roove najpierw dba o innych, a później o siebie. 

- Nie mają tu skrzynki! - krzyknęła, a dźwięk niósł się bez udziału jej płuc i ust. - Pokażcie co potraficie! Neal, trzymaj się planu! - Neal był potrzebny tam gdzie był. Reszta musiała przetrzymać przeciwnika, skoro nie mogli już wygrać inaczej niż walkowerem. 

Roove nie pozwala by strach przyćmił jasność myślenia. 

Zaatakować czy czekać w jej postaci i obserwować? Jeżeli przestanie być mgłą, przestanie być nietykalna i krzyk Anayi da jej wolną ścieżkę - bez żadnego oporu, bo każdy będzie leżeć. 

Roxanne, bycie słabszą nie jest pozwoleniem na bycie bezużyteczną.

Jesteś Roove, więc jesteś dość silna.

I szybko stało się tak, że nie miało znaczenia co obserwowała. Ciemność, wstrząsy... Strach był niemal wyczuwalny w powietrzu. 

Drużyna jest tak silna, jak najsłabsze w niej ogniwo. 

Ruszyła do przodu, wciąż jako widmo człowieka, mogąc ignorować wstrząsy i ataki. Nie zamierzała czekać bezużyteczna. Ona mogła iść pomimo zagrożenia niedotykalna, oraz nie wpaść na nic pomimo ciemności. Podejść dość blisko by wszystko zobaczyć. I informować resztę na bieżąco. 

 

Spoiler

Zmierza bliżej skrzynki, w razie ryzyka któremu nie wystarczy ostrzeżenie materializuje się i atakuje, a w razie ryzyka dla niej, znów zmienia we mgłę. Jeżeli dojrzy zagrożenie, ostrzega swoich. 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

2FQunFl.png

 

Kanagatucko - grupa druga

 

Wszystko działo się szybko. Charlie był szybszy od Kanagatucko. Ale mimo że nie oberwał pałką, to oberwał Overkillem, a to musiało boleć bardziej. Jednak to wszystko okazało się niczym w porównaniu do tego, co zaczęło się dziać po chwili w sali. Metal z podłogi zaczął rosnąć i przekształcać się w drzewo, które z kolei zaczęło oplatać księciunia. Zaczynało się robić niebezpiecznie. W miejscu gdzie latały kobiety smoki i biegali wielcy kosmici wydawało się to być normalne, ale jednak... Póki co to była tylko walka treningowa i bardziej się nią bawili niż chcieli komuś zrobić krzywdę. Ale to co się teraz zaczynało dziać było inne. Kanagatucko najpierw się rozejrzał po pozostałych w pomieszczeniu, aby ustalić źródło. Spojrzenie na Phillipę i Anayę wystarczyło, aby założyć, że to one to robią... Może nawet nieświadomie. W pierwszym odruchu chciał pomóc Louiemu, ale pomóc można było na wiele sposobów. Ruszył więc w kierunku dziewczyn podczas gdy Serpent z Goshevenem zajęli się uwalnianiem towarzysza. Zgaszone światło nie pomagało, ale na to też były metody. Nie miał zamiaru tego robić wcześniej, ale teraz sytuacja już tego wymagała.

Siostro pumo użycz mi swych darów - Wyszeptał biegnąc po omacku w stronę gdzie jeszcze przed chwilą znajdowały się dziewczyny.

Kiedy znalazł się przy nich odezwał się do nich uspokajająco.

Spokojnie. Jest dobrze. To tylko ćwiczenia. Przestańcie zanim komuś się stanie krzywda.

 

 

 

Jak charyzma nie zadziała, to zawsze zostaje pałka i ogłuszenie dla dobra pozostałych

:D

 

EDIT po poście rusty. Skoro ona to kontroluje, to tym bardziej pałka i ogłuszenie. :D Najpierw Anaya, co by nie wrzasnęła, a potem Hex.

  

Edytowane przez Therek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ci1n5nT.png

 

GRUPA 1

 

Byli wspaniali.

 

Nie spodziewała się tej lekkości z jaką Eve wzbiła się górę. Dopiero teraz było widać w pełni pracę nieludzkich mięśni, równie nieludzką strukturę kośćca, matowy dźwięk błoniastych membran, gdy uderzała skrzydłami w powietrze. Nie spodziewała się, że będzie wyglądać tak pięknie i obco jednocześnie.

 

Nie spodziewała się także siły Eve, która pozwoliła jej poderwać >to<, co pasożytowało na Olku i cisnąć przez połowę długości sali. Metamorfka potrafiła bronić się sama i Phillipa nagle boleśnie zdała sobie sprawę jak śmieszny był jej opiekuńczy odruch, który krzyczał, że nie powinna puszczać współlokatorki na zwiedzanie miasta jedynie w towarzystwie Olka i tego, co Olek nazywał Overkillem. Śmieszny i żałosny, bo zdawało się, że Eve gołymi dłońmi byłaby w stanie rozerwać kosmitę na strzępy.

 

Fido tibi, sed non credo, Eve?

Fallaces enim sunt rerum species, quibus credidimus.

 

Dała się podpuścić jak pierwsza naiwna.

Przypadkiem. Nieświadomie. Bo przecież tym razem Eve nie zwodziła specjalnie.

 

Nie spodziewała się tej łatwości z jaką Neil z niczego (z niczego!) tworzył szkło, uległości, z jaką materia poddawała się jego woli ani tego jak szybko Roxi sama przemienia się w nic: w obłok, myślącą chmurę, magiczną mgłę. Nie spodziewała się wdzięku Charliego widocznego w każdym jego geście, w każdej magicznej sztuce. Puck. Robin Goodfellow. Trickster oswojony.

 

W końcu zaś nie spodziewała się, że Kanagatucko, Louie i Billy będą potrafili walczyć. Nie, nie tak. Spodziewała się. Wiedziała to przecież z piątkowych rozmów. Ale czym innym było wiedzieć a czym innym zobaczyć ich umiejętności w praktyce. Media zabiłyby za to, żeby ich teraz zobaczyć. Sama znała kilku dziennikarzy, którzy skłonni byliby oddać nerkę w zamian za nagranie z tego pierwszego treningu.

 

Zapatrzona w to wszystko nie odpowiedziała Ayanie. Miała wrażenie, że jeśli otworzy usta zacznie krzyczeć i już nie przestanie. Serce wyraźnie chciało rozerwać jej klatkę piersiową i pogalopować w kierunku wyjścia ewakuacyjnego, żołądek podchodził do gardła posmakiem żółci. Było jej zimno, było jej gorąco, głowa bolała ją tak, jakby ktoś zacisnął jej na czole stalowe obręcze i teraz z premedytacją dokręcał śrubę coraz bardziej i bardziej.

 

Wdech. Wydech.

 

Nie uda jej się…

To będzie piękna katastrofa.

 

...wybuchnierozsypiesięośmieszynaoczachwszystkich...

 

Kontrola. Kontrola. Wdech. Wydech. Kontrola.

Kontrolakontrolakontrol...

 

Zacisnęła pięści tak mocno, że paznokcie głęboko wbiły się we wnętrze dłoni. Dreszcze przechodziły powoli w dygot. I wybuchnęła. Nie ruszając się z miejsca. Nie otwierając ust. Zniknęła obręcz miażdżąca jej czaszkę, serce uspokoiło rytm i Phillipa poczuła, że może ze swobodą, której nie czuła od wielu tygodni.

 

Podłoga zatrzęsła się, wybrzuszyła i wystrzeliła ku górze. Korzenie, konary, gałęzie, trzask pękającego szkła, zgrzyt metalu, materia piętrząca się na kształt drzewa. Na kształt tylko, na odległe podobieństwo. Wyczuwała to. Tą zmianę świata. Po raz pierwszy wyczuwała to już nie jako statyczny efekt incydentu, nie jako konsekwencje wypadku, ale dynamiczny proces prowadzący do nich.

 

Phillipo, znowu zdarzył się ten wypadek.

Phillipo, znowu zdarzył się incydent.

Musisz bardziej nad sobą panować.

 

Zagryzła wargi, zmarszczyła brwi i jej twarz przybrała przedziwny wyraz pełnej zdziwienia koncentracji. Metal zgrzytał, gałęzie zwijały się z wężowym wdziękiem oplatając stojącego najbliżej pnia księcia. Przechyliła głowę jakby nasłuchując, niemal nie zwracając uwagi na migające frenetycznie światło. Czuła to. Żadnym z normalnych zmysłów, ale wyczuwała gdzieś głęboko w kościach zachodzącą w świecie zmianę. Jakiś rezonans. Jakieś echo. Po raz pierwszy w życiu. Wrażenie ślizgało się po jej nerwach jak smyczek po napiętej strunie. I gdyby tylko potrafiła przyłożyć palce do innego progu i zmienić nutę dopóki odczuwała ten ledwie uchwytny dźwięk.

 

Musisz się bardziej kontrolować, Phillipo.

Spokój. Porządek. Rutyna. Tabletki.

Kontrola.

 

Gdy zgasły światła, Phillipa wciąż nie poruszyła się nawet o milimetr, bardziej skupiona na tym co wyczuwała niż na tym, że w nagłej ciemności dostrzegała ledwie rozmyte kontury metalowego drzewa. Słyszała głos Eve zapewniający, że wszystko jest w porządku, że nie musi się bać i prawie uśmiechnęła się na to. Jej współlokatorka nie ufała jej za grosz. To dobrze, uznała, bo ona sama za grosz nie ufała Słoniowi.

 

Drzewo jest moje” chciała powiedzieć, ale to nie byłaby prawda.

 

- Drzewo jest przeze mnie - powiedziała w końcu wyraźnie, zmuszając się do spokoju, choć serce wciąż odprawiało galopadę w jej piersi.

 

Słyszała też ciche kroki, szelest ubrania, słowa Kanagatucko. Ciągle jednak stała w bezruchu. Czy czuła spokój? Nie. Czy bała się? Tak. Było w niej wszystko: strach, ekscytacja, zachwyt. Ale dławiąca ją panika zniknęła w skręconym pniu, w zwiniętej w nowy kształt materii. Więc przestać? Nie mogła teraz przestać. Wiedziała, że jeśli zgubi to ledwie wyczuwalne echo, nie będzie w stanie złapać go ponownie. I czuła, że >musi< narzucić swoją kontrolę tej dziwnej mocy, którą nazywała Słoniem, żeby w końcu mogła przestać narzucać ją samej sobie.

 

Wdech. Wydech.

 

- Jeżeli przestanę stracę kontrolę. - Oznajmiła krótko całą prawdę i tylko prawdę.

 

Cichy głos chłodnej kalkulacji szeptał, że wyszło bardzo dobrze. Louie unieruchomiony, Eve zajęta. Czyli dwa do dwóch biorąc pod uwagę wprasowanego w roboty kosmitę oraz Billy’ego, który też rzucił się księciowi na pomoc. Czyli trzy do czterech uwzględniając jeszcze Kangatucko oraz Ayanę i samą Phillipę. Nie odważyłaby się teraz szarpać za gałęzie najbliżej tej trójki. Nie odważyłaby się ryzykować, że zrobi im krzywdę. Ale musiała coś zrobić, musiała sprawdzić czy może, czy potrafi, czy jest w stanie nagiąć świat do swojej woli. No… nie cały świat, a tylko jego niewielką, już zniekształconą część.

 

No… może nie całą zniekształconą część, a tylko jej niewielki równie zniekształcony fragment.

 

Edytowane przez rusty
edycja pod post Thereka

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz